Alarmy bombowe w Europie. Co najmniej 25 lotów, także rejsy LOT-u

Samoloty zawracane i kierowane na inne lotniska, myśliwce eskortujące pasażerskie maszyny, kontrole pirotechniczne. W czwartek 5 listopada przez Europę przeszła kolejna fala alarmów bombowych. Reuters informuje o co najmniej 25 lotach objętych zgłoszeniami. Zagrożenia dotyczyły także rejsów LOT-u i Wizz Air związanych z Polską.
Zgłoszenia pojawiały się w różnych krajach niemal równocześnie. Część samolotów lądowała zgodnie z planem, inne zmieniały trasę albo czekały na kontrolę. Jak dotąd w opisanych przez służby przypadkach nie znaleziono materiałów wybuchowych. Nikt oficjalnie nie wskazał sprawców fali alarmów.
Dwa zgłoszenia dotyczące LOT-u. Co potwierdził przewoźnik?
Jedno z zagrożeń dotyczyło rejsu LO235 z Warszawy do Brukseli. Rzecznik LOT-u Krzysztof Moczulski przekazał Wirtualnej Polsce, że po otrzymaniu informacji o możliwym niebezpieczeństwie załoga sprawdziła pokład. Następnie samolot skontrolowały służby na lotnisku w Brukseli. Nie wykryto podejrzanych przedmiotów; nikt nie został ranny.
W Warszawie zatrzymano również przed startem rejs LO331 do Paryża. Samolot, który już kołował, skierowano na stanowisko postojowe i poddano sprawdzeniu. Kontrola także nie potwierdziła zagrożenia.
W pierwszych doniesieniach łączono z tym zdarzeniem czasowe ograniczenie operacji na jednej z dróg startowych Lotniska Chopina. Rzecznik LOT-u później jednak wyjaśnił, że wstrzymanie operacji miało przyczyny operacyjne i nie było związane z wcześniejszym alarmem dotyczącym LO331. To ważne rozróżnienie.
Samolot do Warszawy skierowany do Wiednia
Alarm dotknął również pasażerów samolotu Wizz Air lecącego z Mediolanu do Warszawy. Maszyna została przekierowana do Wiednia. W innych częściach kontynentu piloci także zmieniali plany lotów, a służby przeprowadzały kontrole na ziemi.
Szczególnie nietypowy przebieg miał rejs Aer Lingus z Dublina do Rzymu. Samolot skierowano do francuskiej wojskowej bazy lotniczej w Évreux. Z kolei maszynie Finnaira lecącej z Helsinek do Rzymu towarzyszyło włoskie lotnictwo wojskowe.
Reuters opisał także interwencje w Hiszpanii, Bułgarii i Czechach. Alarmy dotyczyły samolotów różnych linii, m.in. Ryanaira, easyJet i Iberii.
Kto wysyła groźby? Na razie brak potwierdzenia
Skala zdarzeń rodzi podejrzenie, że zgłoszenia mogły być skoordynowane. Eksperci ds. bezpieczeństwa lotniczego wskazują na możliwy związek z działaniami mającymi zakłócić transport i wywołać niepokój. To jednak hipoteza, nie wynik zakończonego śledztwa.
Europejskie państwa w przeszłości oskarżały Rosję o prowadzenie działań hybrydowych, ale — jak podkreśla Reuters — nikt oficjalnie nie przypisał jej odpowiedzialności za czwartkowe alarmy. Nie ma więc podstaw, by wskazywać konkretnych sprawców.
Dlaczego fałszywy alarm potrafi zatrzymać lot?
Informacji o możliwym ładunku wybuchowym nie można zlekceważyć, nawet jeśli później okaże się nieprawdziwa. Załoga i służby muszą ocenić ryzyko, sprawdzić samolot i zdecydować, czy może bezpiecznie kontynuować podróż. To może oznaczać opóźnienie, zmianę lotniska lub eskortę wojskową.
Dla pasażerów najważniejsze jest to, że opisane kontrole nie potwierdziły obecności bomb. Nadal jednak nie wiadomo, kto i w jakim celu uruchomił serię alarmów. Wyjaśnienie tego będzie zadaniem służb w kilku europejskich państwach.
Opracowanie: Darek Frach
Najczęściej czytane
-
1
Znalazł przy drodze małego kota. Nie miał pojęcia, jak niezwykłe to zwierzę
-
2
Poniżanie, izolowanie, ciągła krytyka. Od dziś nowe przepisy o mobbingu
-
3
Manuela Gretkowska: Polityczna orgia w onucach pod Trybunałem
-
4
Przez lata mieli go przed oczami. Dopiero teraz odkryli nowy świat za Plutonem
-
5
Nawrocki nocą w Trybunale Konstytucyjnym. Przepychanki i pilne konsultacje