Kazimierz Marcinkiewicz: Same dobre wiadomości, czyli podsumowanie 2018

Kazimierz Marcinkiewicz

Kazimierz Marcinkiewicz

Mijający rok to rok afer. PiS stracił cnotę publicznie, bo nigdy oczywiście jej nie miał.



AFERY. Tak mijający rok to rok afer. PiS stracił cnotę publicznie, bo nigdy oczywiście jej nie miał. Najpierw afera „nagrodowa” – „bo nam się te nagrody należały”, czyli chapanie dla siebie na niespotykana dotychczas skalę. Pózniej właściwie codziennie okazywało się, że całe rodziny i znajomi zatrudniani są na państwowych posadach za bajońskie płace. Pewnie rekord pobito w NBP, gdzie asystentki-znajome prezesa zarabiają po kilkanaście średnich pensji krajowych, czyli co miesiąc Ok 60.000,00 PLN.

A rok kończymy dwiema największymi aferami wolnej polski. Aferą korupcyjną KNF oraz aferą SKOKów. Nigdy dotąd urzędnicy tak wysokiego szczebla nie zostali złapani za rękę na takiej korupcji i przekrętach. Wreszcie polska publiczność mogła zobaczyć, że ci którzy usta mają wypchane frazesami o uczciwości i służbie Polsce są aferzystami. Król jest nagi. A kłamie bez przerwy.

POLEXIT. Przez trzy lata PiS wyprowadza nas z Unii Europejskiej. Ostatni rok to rok, w którym wszyscy politycy rządzącej partii zrzucali winę za sytuacje w Polsce na urzędników UE i na unijną politykę. Dokładnie taka narracja polityków w Wielkiej Brytanii doprowadziła do Brexitu. A liderem krytyków UE jest niestety Andrzej Duda. W historii UE żaden kraj nie miał tak złych stosunków z unijnymi instytucjami, jak ma Polska pod rządami PiS. Widać, że Polacy mają tego powoli dość.

CHAOS. Wiadomo, że JK lubi zarządzać przez chaos. A my chaosu nie lubimy. Ustawy pisane na kolanie, uchwalane w nocy, właściwie przyjmowane przez większość parlamentarną z naruszeniem podstawowych praw opozycji, następnie pilnie i wielokrotnie zmieniane dokładnie w ten sam sposób. Najgłośniejsze to głupia ustawa o IPN zmieniona pod naciskiem Izraela i Stanów Zjednoczonych oraz niekonstytucyjna ustawa o Sądzie Najwyższym, zmieniona po decyzji Trybunału Sprawiedliwości. Świat śmieje się z polityków PiS.

Zauważmy, że chaos jest wszędzie. Budowa prawie wszystkich dróg opóźniona o wiele miesięcy. Pociągi i samoloty opóźnione. Wejście CBA do KNF opóźnione. Nawet wypłata nagród naszym złotym, wspaniałym siatkarzom opóźniona. Chaos w oświacie po karygodnej, wręcz kretyńskiej reformie Zalweskiej, chaos zgotowany młodym Polakom, zwłaszcza tym w okresie dojrzewania. Służba zdrowia nie ruszona. Wojsko rozwalone. Policja upolityczniona. Czego się nie dotkną, tam chaos.

BŁĘDY narastają lawinowo: hołubienie nacjonalistów, destrukcja sądów, rozmontowanie rynku energii, ścisły związek władzy z kościołem, nacjonalizacja przemysłu już przynosząca ogromne straty, spory z coraz większą liczbą państw, w tym nam najbliższym….. Można wymieniać w nieskończoność

To są dobre wiadomości. Tylko od nas zależy, czy w Nowym Roku je wykorzystamy, pod przywództwem liderów opozycji. Mamy ogromną szansę. Wiara w zwycięstwo rośnie, nadziei też jakby więcej, a miłości do Polski nigdy nam nie brakowało. I to są moje dla Was i dla Nas i dla naszego sponiewieranego przez PiS kraju ŻYCZENIA – życzenia ZWYCIĘŻANIA

Kazimierz Marcinkiewicz


Stefan Niesiołowski: Jaki może być Nowy Rok?

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Bardzo proszę nie słuchać przemądrzałych symetrystów, którzy z grubsza mówią, że zawsze będzie tak jak jest i że PiS jest niezwyciężony. To głupcy i szkodnicy.

Po trzech koszmarnych latach pisowskiego reżimu najważniejszym pytaniem jest oczywiście – czy nowy nadchodzący rok będzie tego reżimu rokiem ostatnim?

Wiele na to wskazuje, ale niestety nic nie jest przesądzone. Tym razem sytuacja jest całkowicie inna niż we wszystkich wyborach po 1989 roku.

Oczywiście Polska przetrwała rozbiory, zabory i okupacje i przetrwa z pewnością jeszcze kolejne cztery lata makabrycznych rządów ograniczonych nacjonalistów, przy których Gomułka, Gierek czy Kania byli tuzami intelektu, uczciwości, patriotyzmu i tego co nazywa się klasą. Tylko jak w znanej piosence obrońców Lwowa – tylko mi Polski żal.

 Do władzy dorwali się niewyobrażalni prostacy, których jedynym celem jest wzbogacenie się, nagromadzenie jak największych łupów dla siebie i swoich rodzin. Kolejny etap tej dyktatury to będzie jak trafnie przepowiedział Donald Tusk – już tylko kradzież i próba uniknięcia odpowiedzialności. Cała odrażająca nacjonalistyczna ideologia przykryta religijnym płaszczem dewocji i obłudy ma służyć bogaceniu się.

Znane słowa dobrotliwego króla mieszczan Ludwika Filipa wypowiedziane do Francuzów, którzy mieli szczęcie przeżyć szaleństwa terroru jakobinów i mordercze wojny napoleońskie bogaćcie się – devenir riche!, nie pasują do aferzystów z KNF, SKOK-ów, obsiadujących spółki skarbu państwa nieuków i karierowiczów, różnego rodzaju asystentów, lub asystentek o kwalifikacjach między innymi reklamowania rajstop i wstrzykiwania botoksu, doradców, różnego autoramentu dygnitarzy itp. Ludwik Filip miał klasę – jaką klasę ma poseł Sasin?

Tu już nie chodzi nawet o łupienie kraju i przepompowywania gigantycznych pieniędzy do osobników w rodzaju Rydzyka na jego „dzieła”, na katopisowskie fundacje mające propagować idee niepodległej Polski, a propagujące nacjonalizm, krypto rasizm i pogardę dla inaczej myślących i inaczej wyglądających. Polska przetrwała nie takie łupiestwo. Tu chodzi o skrajną niemoralność tego reżimu. O pogardę dla przyzwoitości i generalnie dla ludzi walczących w przeszłości o Polskę, o pogardę dla honoru, godności, teorii ewolucji, której efektem jest Homo sapiens.

Skoro Szydło może być premierem, Kaczyński wygłasza frazesy o jedności, patriotyzmie, ojczyźnie, Morawiecki ma czelność objawiać się jako przywódca narodu, a nadaje się mniej więcej na kasjera to dla mnie walka w nadchodzącym roku to nie tylko walka o władzę o obalenie reżimu i ukaranie winnych zniszczenia demokracji, ale walka o obecność moralności w polityce, o godność narodu.

Każdy dzień, w którym panowie (pierwsi z brzegu: Horała, Buda, Dworczyk, Mucha, Kaczyński, Godzilla, Gowin, Jackowski, Kukiz, Gliński itp. ) reprezentują mój kraj jest dniem hańby i poniżenia Polski. I o to, aby zajęli wreszcie miejsce, w którym od dawna powinni się znajdować będzie toczyła się walka w nadchodzącym Nowym Roku.

Dlatego w najmniejszym stopniu nie można dać się nabrać na brednie i kłamstwa o wspólnej Polsce, o jedności, zakończeniu waśni. To warte tyle samo ile prośby Bieruta aby wracali żołnierze Andersa, albo wychodzili z lasów uczestnicy WiN-u, a nawet mniej. Bo Bierut czasami dotrzymywał słowa, Kaczyński nigdy. Oni rozumieją tylko siłę.

Bardzo proszę nie słuchać przemądrzałych symetrystów, którzy z grubsza mówią, że zawsze będzie tak jak jest i że PiS jest niezwyciężony. To głupcy i szkodnicy. Dziś na ulice wychodzą Węgrzy i krzyczą – Orban idź do diabła. Być może to koniec ich okupantów? Ale cokolwiek się wydarzy nie wolno dać się nabrać na nowy język, na oszustwa o tanim prądzie, brak polexitu i flagi unijne w pisowskich gabinetach. Nie wolno się nabrać na pustą nie wyrażającą nic po za troską o łaskę Kaczyńskiego twarz Morawieckiego i na jego orędzia, których będzie w miarę słabnięcia dobrej zmiany coraz więcej i będą coraz bardziej „otwarte”, „braterskie i patriotyczne”.

I jeszcze jedno. My zwolennicy Polski demokratycznej nie mamy sił porównywalnych do ich pieniędzy, policji, hełmów i tarcz, nawet operetkowego leśnego wojska WOT, ale możemy stosować broń dla dyktatur groźną i często skuteczną – bojkot. Bojkotować należy wszystko. Nie rozumiem po co łazić do ich telewizji i załganych radiostacji. Po co siedzieć w ławach poselskich podczas kłamstw Morawieckiego i niegramatycznych fraz broszki? To, że telewizje bardzo opozycyjne zapraszają np. posła Gryglasa, lub Kukiza, których poziom intelektu i oczytania równa się moim zdaniem oczytaniu wypławka białego, a nawet traszki zwyczajnej (to w piątek wieczorem), to ich sprawa, ale niech oni chodzą na wszystkie swoje zakłamane rocznice i niech księża zapisujący haniebny rozdział Kościoła popierającego dyktaturę jak kiedyś Targowicę doprowadzą do pustych kościołów i seminariów.

Będzie nad czym pracować. To nie może być dla pisowców spokojny rok oni muszą zobaczyć, że dyktatury nie mają w Polsce łatwo.
​​​​​

Stefan Niesiołowski


Ks. Stanislaw Walczak: (Nie) święta rodzina

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Dzisiaj nie można mówić jedynie o kryzysie małżeństwa. Dzisiaj doświadczamy kryzysu miłości...

Najbardziej naturalnym zjawiskiem na świecie jest rodzina. Dzisiaj mamy na świecie tysiące ekspertów od rodziny, którzy tak bardzo znają się w temacie, że po prostu głosi się tzw. kryzys rodziny. Najczęściej ekspertami robią się ci, którzy albo nie byli w stanie założyć rodziny albo ci, którzy po prostu z tego zrezygnowali.

Wiem, że w parafiach wywołano dzisiaj małżonków, by przed ołtarzem odnowili tzw. przyrzeczenia małżeńskie. Nikt nie zwrócił uwagi na tych, którzy pozostali w ławkach, bo kiedyś stali się ofiarami zawiedzionej miłości, zdrady, ofiarami pijaka, brutala, oszusta, chuligana, zboczeńca, egoisty, człowieka podłego, albo kogoś, kto nie miał pojęcia o życiu w małżeństwie i w rodzinie.

Nie wiem, czy za te poranione serca modlono się. Zazwyczaj w rozmowie z małżonkami pytam, ile lat są po ślubie. A potem pada drugie pytanie: czy po tych latach doświadczacie, że wasza miłość jest piękniejsza, bardziej dojrzała niż ta, którą mieliście w sobie w dniu ślubu? A odpowiedzi bywają różne. Wówczas proszę ich by, w chwili spokoju zadali sobie takie pytanie i powrócili do pierwszej miłości.

Związek kobiety z mężczyzną, który nazywamy małżeństwem został ustanowiony w raju, przy stworzeniu człowieka. To tam, od mężczyzny Bóg wymagał, by opuścił „ojca swego i matkę swoją i złączył się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”. A elementem spajającym obydwu w jedno jest miłość – uczestniczenie w źródle miłości, którym jest sam Bóg.

Dzisiaj nie można mówić jedynie o kryzysie małżeństwa. Dzisiaj doświadczamy kryzysu miłości…

W parafii najczęściej dowiesz się o tym, czym miłość nie jest. Mało który powie ci, co to znaczy kochać drugiego człowieka. Wszak nikt, kto czegoś nie ma, nie może tego dać.

Miłość jest tak naturalnym darem jak samo życie. Żeby żyć, trzeba oddychać tlenem, żeby żyć godnie trzeba oddychać miłością. Trudne to, gdy na miłością zawisł smog!

Niech zatem tych kilka słów dotknie poranione i zdradzone serca, by uwierzyły, że rany zabliźniają się a miłość ciągle jest możliwa.

Ks. Stanisław Walczak


Jasnowidz Wojciech Glanc o roku 2019 „Czarno to widzę”

Wojciech Glanc

Wojciech Glanc

Przede wszystkim zalecam z całego serca - korzystajcie z życia! Nie czekajcie! Działajcie! I myślcie pozytywnie. Dużo zależy tylko od nas.

Minął kolejny rok z reszty naszego życia. Wiele noworocznych „obietnic” zostało  (jak zwykle) zapomnianych już po wyleczeniu noworocznego kaca, wiele celów zapomnianych ale też wiele zrealizowanych, chociaż rzadko w sposób spektakularny.

Znowu dociera do nas, że czas upływa i mamy nadzieję, że już od 1-go „coś się zmieni”. Szkoda jednak, że pozostajemy często tylko przy owej nadziei, nie biorąc spraw w „swoje ręce”. A przecież po to mamy owe „ręce” aby „robić swoje”,  jak nam śpiewał świętej pamięci Wojciech Młynarski.

Dobrze byłoby chociaż troszkę wiedzieć, co nas czeka w tym tajemniczym „nowym roku”,  zanim podwiniemy rękawy i zaczniemy działać. Dlatego też także w tym roku zwróciliśmy się do jasnowidza Wojciecha Glanca, aby uronił nam rąbka tajemnicy i powiedział,  co jego zdaniem wydarzy się w 2019 roku.

Z pomocy Pana Wojciecha korzystają politycy, celebryci, artyści, ludzie biznesu, zarówno w Polsce jak i za granicą gdzie mieszka, a także zwyczajni ludzie, którzy potrzebują porad życiowych. A skoro każdy może porozmawiać, to także i my! TheFad.pl!

Jasnowidz Wojciech Glanc. Fot. Jan Poppenhagen

Panie Wojciechu, czy podobnie jak w zeszłym roku ma Pan jakieś przeczucia dotyczące sytuacji w Polsce i na świecie?

Oczywiście że tak. Jak już wiecie, przeczuć mam zawsze wiele i zawsze mam dylemat, którymi z nich się podzielić.  Zawsze pragnę, by z takich „publicznych” przepowiedni ludzie wynieśli nadzieję i to niestety wywołuje trochę zamieszania w głowie. Zadaję sobie pytanie, czy mam powiedzieć „wszystko”, czy też zachować pewne sprawy dla siebie aby nie straszyć ludzi, którym i tak już stresu na najbliższe 100 lat wystarczy.

To aż tak źle będzie?

Haha! Tego nie powiedziałem.  Wiecie sami jak to jest… My Polacy jesteśmy nazbyt często „czarnowidzami”. Ja po prostu unikam czarnych myśli, bo moim zdaniem zawsze mamy siłę stwórczą i jesteśmy w stanie zmienić bieg historii. Poza tym jak czarne wizje się sprawdzają, to pierwszym winnym będzie kto?

Jasnowidz! Czyli Pan!

Dokładnie. Takie życie jasnowidza.  Jak coś powie to  „źle” a jak nie powie, to jeszcze gorzej!
Tak więc podzielę się z Wami moimi bardziej „wyważonymi” przeczuciami.

To co nas, bardziej „wyważonego”, czeka w 2019 roku? Nie będzie to dla nas najlepszy rok. Będzie dobry tylko dla odważnych i przedsiębiorczych, którzy odważą się robić coś poza granicami kraju. Dobry dla tych, którzy nie tylko postanowią zmienić rytm swojego życia ale zaczną go zmieniać. To rok, który lepiej spędzać na podróżach za granicę. Polecam Grecję. Odradzam Włochy, bo obawiam się czegoś, o czym wspomnę na końcu.
W mojej wizji zobaczyłem tłum ludzi, z wywróconymi na wierzch pustymi kieszeniami. Dość przygnębiający obraz w szarych barwach. Wszystkiemu towarzyszył smutek, desperacja, rozczarowanie i słyszałem słowa „podwyżka”, „dlaczego ja?”, „jak mam żyć?”.

Obraz przemienił się w wizję ogromnego banku i kilku czołowych polityków całujących na przemian rękę bankowego i kościelnego hierarchy.

Moim zdaniem interpretacja jest bardzo prosta. Nastąpi poważny ekonomiczny kryzys w Polsce. Nie w Europie, tylko w samej Polsce. Zacznie być odczuwalny już w lutym. Czekają nas ogromne podwyżki oraz problemy biurokratyczne, wywołane nowymi ustawami, które przejdą niepostrzeżenie gdy społeczeństwo będzie zajęte tematami „przykrywkami”,  takimi jak aborcja  lub in vitro. O kryzys oczywiście będzie oskarżana jak zwykle Unia Europejska, ponieważ już w okolicach kwietnia lub maja nałoży na Polskę ogromne sankcje. Ludzie jak zwykle zapomną, że kryzys zaczął się wcześniej niż nałożone sankcje.

Przejdą ustawy, które pozwolą byle urzędasowi zniszczyć czyjś biznes wedle upodobania. Tylko przedsiębiorcy, którzy budują swoje biznesy za granicą wyjdą z tego obronną ręką.

Poważne problemy czekają Polaków pracujących za granicą a rozliczających się w Polsce.  Bardziej będzie opłacało się przenieść z całą rodziną do krajów EU niż przywozić krwawicę do kraju.
Niestety  tego typu problemy pociągną za sobą wiele samobójstw.

No ale jak problemy finansowe mają się do podróżowania?

To rok, w którym pomimo wszystkiego dobrze jest spędzać na wyjazdach. Na to pieniądze się znajdą. Wyjazd może paradoksalnie okazać sie tańszy niż przebywanie w domu. Wyjazdy przyciągną też dodatkowe możliwości na przyszłość. Kto pozostanie „na starym”, będzie tego żałować. Kto nie zacznie korzystać z życia, temu pozostanie tylko wegetacja. Może brzmi to paradoksalnie ale tak będzie. To rok sprzyjający odważnym i wredny dla „oczekujących”.

Czy w końcu zmieni się coś w polskiej polityce?

Jeśli mówimy na przykład o rządzie, to cały czas pojawia mi się wizja karuzeli z przesiadającymi się „starymi” pasażerami.  Przegrana PiS jest tylko pozorna. To ośmiornica, która zmienia swoje kolory ale macki ma wszędzie.  Oczywiście czeka nas parę skandalicznych niespodzianek. Poważna katastrofa kolumny rządowej, tym razem śmiertelna dla pasażera wywoła poważne zamieszanie w rządzie.

Powie nam Pan kto będzie ofiarą?

W tym przypadku nie. Nie chcę. Będzie to ktoś z czołówki.  Ta katastrofa zostanie wykorzystana propagandowo, podobnie jak katastrofa Tupolewa. Teorie o zamachu, szukanie dziury w całym i podsycanie nienawiści. Dlatego wolę zachować nazwisko dla siebie. Natomiast bezpośrednio mogę wspomnieć o Jarosławie K. W okolicach czerwca dostanie na mównicy dziwnego ataku.

Rozpowszechnione zostaną teorie o próbie otrucia, zamachu a tak naprawdę będzie to miało wiele wspólnego z jego postępującym w 2019 roku złym stanem zdrowia. To będzie moim zdaniem wylew albo atak serca. Na  jego miejscu przeszedłbym na emeryturę już dzisiaj. Ale to jego wybór.
Wyjdą też na jaw jakieś dokumenty dotyczące jego przeszłości. Jakieś papiery i nagrania, które zatrzęsą polityczną areną. Rozpowszechnione będą poprzez media „nieoficjalne”, bo „oficjalne” zostaną zmuszone do milczenia.

Wyskoczy  także afera przy której SKOK będzie wydawał się drobnym przypadkiem.

Domyślam sie, że to nie wszystko?

Gdybym miał powiedzieć wszystko, to rozmawialibyśmy przez miesiąc.

Piekło otworzy bramy dla następnego kościelnego hierarchy. Po prostu cofnie mu „delegację”.
Jego śmierć uwolni następne „demony”, bo wypłyną sprawy ciągle nieznanych afer kościelno-rządowych.

Nastąpi poważna eskalacja afer pedofilskich w kościele katolickim i nie tylko. Pomnik Jankowskiego zostanie zniszczony już na jesieni.  Afera natury seksualnej  w otoczeniu samego prezydenta też będzie na czołówkach gazet w trzecim kwartale.  Zacznie narastać nacisk na odseparowanie kościoła od państwa lecz raczej z mizernym wynikiem. Dlatego wydarzy się kilka samosądów na księżach chronionych przez kościół i PiS. Ludzie po prostu nie wytrzymają.

Pewien znany „ojciec” biznesmen zostanie okradziony z poważnej sumy pieniędzy. Oczywiście nie omieszka prób odzyskania strat poprzez dotacje etc.

To może poza Polską będzie chociaż przyjemniej?

Na pewno będzie ciekawiej. Nie Polska będzie na czołówkach gazet światowych, lecz Chiny.  Przede wszystkim w drugiej połowie 2019. Chiny dokonają poważnego przełomu technologicznego, który zmieni świat technologii jaki znamy.  Będą tez próbowały zwiedzić ciemną stronę księżyca, przy której to wizycie właśnie wykorzystają swoje najnowsze odkrycia. Moim zdaniem NASA wypadnie przy tym wszystkim blado, chociaż zaprezentuje także przełomowe odkrycia wynikające z wysłania sondy  Curiosity.  Te odkrycia dadzą ludziom wiele do myślenia na temat skąd pochodzimy i czy jesteśmy we wszechświecie sami.

Niestety Chiny pojawią się też na czołówkach ze względu na poważne katastrofy. Ogromne trzęsienia ziemi i powodzie dotkną wielu mieszkańców.  To samo niestety dotyczy Japonii, gdzie w czasie letnim uderzy tsunami o skali większej niż kilka lat temu. Na szczęście nie będzie się to wiązało z ryzykiem atomowym, jak to było wcześniej.

We Włoszech odezwie się uśpiony wulkan. Mam jednak wrażenie, że uda się Włochom zareagować z dużym wyprzedzeniem.

Czyli nie ma gdzie uciec?

Przecież wspomniałem Grecję! Tam znajdziecie ciszę, spokój, pomysły i dobre greckie jedzenie!
Ja tam zdecydowanie pojadę! Poza tym pozostaje jeszcze „drugie 99%” świata!

Przede wszystkim zalecam z całego serca – korzystajcie z życia! Nie czekajcie! Działajcie! I myślcie pozytywnie. Dużo zależy tylko od nas.

Dziękujemy za rozmowę i mamy nadzieję, że wiele z tych przepowiedni jednak się nie sprawdzi!

Ja też mam taką nadzieję. I powiem szczerze, będę się cieszył gdy sprawdzą się tylko te dobre!

Do zobaczenia w Grecji?

Z wielka przyjemnością!

KILKA DODATKOWYCH PRZEPOWIEDNI.

Dorota Wellman będzie musiała prosić o ochronę z powodu obrzydliwej fali hejtu i pogróżek. Przeżyje kilka ciężkich miesięcy.

Krzysztof Hołowczyc z powodów zdrowotnych wyląduje w szpitalu.

Janusz Gajos zostanie zaproszony do odegrania roli swojego życia, która przebije wszystkie jego poprzednie role.

Magda Gessler przejdzie bardzo poważne zatrucie pokarmowe. Będzie o tym głośno. Właściciel restauracji (niewinnej ale „oskarżanej”) wytoczy poważny proces, który wygra po około dwóch latach walki. To może zachwiać karierą Pani Magdy.

Martyna Wojciechowska zaprezentuje program-reportaż, który wyniesie ją na nagłówki światowe. Tym samym jej dalsza współpraca z obecną stacją stanie pod znakiem zapytania, bowiem dostanie ona bardzo nęcącą ofertę, której obecnej stacji trudno będzie doskoczyć.

Reżyser filmu Kler, Wojciech Smażowski, dostanie ofertę z Hollywoodu. Jego praca wyniesie go na pozycję największych reżyserów świata.

Maja Ostaszewska będzie miała poważne problemy finansowe. W jej życiu prywatnym i zawodowym będzie jej strasznie przeszkadzał psycho-fan. Policja będzie przez kilka miesięcy bezradna, ze względu na powiązania prywatne psycho-fana z czołowym politykiem.

Joanna Kulig dostanie ofertę roli, za którą dostanie Oscara. Bedzie ich kilka w życiu.

Krzysztof Skiba nagra nową płytę, która ilością sprzedaży pobije wszystkie jego życiowe rekordy.

TVP dalej będzie propagandowa i  straci nawet swoich zagorzałych zwolenników.

Krystyna Pawłowicz w końcu zniknie.

Wojciech Glanc


Zmarł biskup Tadeusz Pieronek

Jak poinformowała Archidiecezja Krakowska, w wieku 84 lat zmarł biskup Tadeusz Pieronek.

Biskup Tadeusz Pieronek. Fot. commons.wikimedia.org

Odszedł biskup Pieronek. Wielka postać zwłaszcza ostatnich, trudnych lat Kościoła w Polsce. Odważnie i bezkompromisowo piętnował milczenie Kościoła w ważnych dla Polski sprawach. Nie unikał trudnych wyzwań. Bardzo nam będzie brakować biskupa Tadeusza. Niech odpoczywa w pokoju. – napisał ksiądz Wojciech Michał Lemański.

Biskup Tadeusz Pieronek, był kanonistą, profesorem nauk prawnych, biskupem pomocniczym sosnowieckim w latach 1992–1998, sekretarzem generalny Konferencji Episkopatu Polski w latach 1993–1998, rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie w latach 1998–2004.

Tadeusz Pieronek urodził się 24 października 1934 roku w Radziechowach koło Żywca. Studiował filozofię i teologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie oraz prawo kanoniczne na KUL w Lublinie, a następnie w Rzymie, gdzie studiował przy Najwyższym Trybunale Kościelnym, zwanym Rotą Rzymską. Był profesorem prawa kanonicznego.

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1957 r. z rąk biskupa Eugeniusza Baziaka, a sakrę biskupią w kwietniu 1992 r. od papieża Jana Pawła II. Jako dewizę biskupią obrał słowa „In veritate” („W prawdzie”), a jego herb biskupi przedstawia chustę świętej Weroniki.

Smutny koniec roku

Smutny koniec roku – odszedł biskup Tadeusz Pieronek. Wspierał Polskę europejską szczerze i odważnie. Gościłem Go w tym roku w Brukseli, On mnie niedawno w Krakowie. Różniąc się czasem, rozumieliśmy się. – napisał Donald Tusk. Leszek Balcerowicz ocenił, że biskup Tadeusz Pieronek był jednym z najbardziej rozumnych biskupów. „Miał ogromne poczucie humoru. Bronił konstytucji i państwa prawa w Polsce.” Grzegorz Schetyna zaznaczył, że Tadeusz Pieronek, był niezwykłym człowiekiem, „potrafiącym słuchać, mówić i myśleć. Takiej straty nie jesteśmy w stanie opisać i zrozumieć. Będziemy pamietać o wszystkim, co chciał nam przekazać. – napisała na Twitterze.

 

(af) thefad.pl

 


Jurek Owsiak: Wspomnień czar – kraj w ruinie

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Moja ogromna prośba – grasz z nami, czuj się jak najlepiej, ciesz siebie, innych – super, że jesteś z nami. Nie grasz, nie przeszkadzaj.

Poświąteczny czwartek i tłum w Fundacji Fundacja WOŚP. Mnóstwo sztabów i gości, którzy przyjechali w sprawie Finału. Jest moc, jest żar, jest dużo dobrych nastrojów. Między innymi przyjechał do nas na licytację Fiat 125p. Kolor niby czerwony, auto na chodzie, a ofiarodawcy tak naprawdę nic przy nim nie dłubali tylko po prostu wystawili tak, jak stoi. Ten absolutny mistrz polskiej motoryzacji, który obok „małego” Fiata 126p nauczył Polaków motoryzacji, podróżowania i przeżywania wakacyjnej przygody, to tak naprawdę pokaz świata z przeszłości, czyli kraju w ruinie. To była prawdziwa, przy okazji, ruina motoryzacyjna, rocznik 1990. Przeciętny obywatel ówczesnej Europy mógł korzystać naprawdę ze świetnie wykonanych samochodów powszechnego użytku. A tu żadne drzwi nie zamykają się prawidłowo. Samochód nie był bity, a w każdym miejscu szczelina większa lub mniejsza. Ceratowa podsufitka i przeciwsłoneczne ochraniacze na przedniej szybie w konsystencji pomarszczonej ceraty, jakby wypuszczono z niej powietrze. Deska rozdzielcza jak ze sklepu zabawkowego. Rok 1990, a my siedzieliśmy na fotelach jak w domu przed telewizorem, czyli to bardziej mebel niż fotel. Pachnie Fiatem, silnik warczy Fiatem. Pod maską najnormalniej na świecie motoryzacyjna graciarnia. Nawet firma FIAT nie dała już swojego logotypu, zakazała, w związku z tym z przodu na plastikowym grillu znaczek FSO.

A jednak to samochód absolutnie kultowy i każdy ma z nim jakieś wspomnienia, bo na tle naszych wszystkich motoryzacyjnych pomysłów (a było ich zaledwie kilka), najpierw tysiące, a później miliony Polaków budowało swoje życie. Także ja, wsiadając do niego, poczułem czar wspomnień i mimo, że najnormalniej w świecie przyklejona jest do niego metryka urodzenia – 1990 rok, to nadal ten samochód może budzić dużo przyjacielskich skojarzeń.

Za moment będzie wystawiony. Licytujcie, bo dzięki takim gadżetom możemy zobaczyć, jak daleko dzisiaj jesteśmy, jak wiele dokonaliśmy i jak podwyższyliśmy swoje życiowe standardy. Potrafimy je tworzyć, potrafimy ich bronić, poczynając od technologicznych, a kończąc na filozoficznych, związanych z naszym byciem we współczesnej rzeczywistości. Kraj w ruinie? Owszem, taki był. Zaledwie 28 lat temu. A słowo „był” jest tutaj najpiękniejszą kropką nad „i”.

120 000 wolontariuszy już gotowych do akcji i taka nasza, moja ogromna prośba – grasz z nami, czuj się jak najlepiej, ciesz siebie, innych – super, że jesteś z nami. Nie grasz, nie przeszkadzaj.

Jurek Owsiak


Znamy prawdziwe powody „rozłamu” w faszyzującym ONR

To nie rozłam, lecz ucieczka przed odpowiedzialnością.

Prawdziwym powodem dymisji liderów tego stowarzyszenia jest ucieczka przed wyrokiem zasądzającym potężną karę finansową, jaki grozi całemu zarządowi ONR za opublikowanie kłamstw na temat Rafała Gawła i naszego Ośrodka.

W pozwie złożonym w październiku Rafał Gaweł zażądał przeprosin i 500 000 zł zadośćuczynienia od zarządu ONR za opublikowanie kłamstw i publiczne zniesławienie jego i Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Sprawa jest ewidentna, narodowcy bowiem publicznie określali Rafała Gawła osobą skazaną prawomocnym wyrokiem, gdy w rzeczywistości nie został on nigdy do tej pory w ten sposób skazany i legitymuje się świadectwem niekaralności.

Groźba półmilionowej kary tak przeraziła narodowców, że według naszych informacji postanowili schować swoich liderów, by zabezpieczyć ich przed ewentualną windykacją komorniczą i niesławą.

W zarządzie ONR pozostały więc tylko osoby „gołe” i mało znane, które nie dysponują większym majątkiem. Kalinowski, Bąkiewicz i Doroszewski bali się też o to, że przegrana w sądzie i windykacje komornicze położą się cieniem na ich kampanii wyborczej. Z naszych informacji wynika, że mają być liderami list w nowym ugrupowaniu politycznym tworzonym przez posła Jakubiaka i tatę premiera Morawickiego.

Mamy złą wiadomość. Panowie narodowcy nie przewidzieli tego, że pozwiemy ich też każdego z osobna. Będą więc musieli tłumaczyć się z nieprawdziwych informacji, które upubliczniali.

______
Nie ma naszej zgody na odradzający się faszyzm.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych


Stefan Niesiołowski: Dorwać się do władzy

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Genialny strateg staje się postacią coraz bardziej groteskową i śmieszną, a nie groźną, do złudzenia przypominającą późnego Gomułkę. Niektóre przemówienia Kaczyńskiego robią wrażenia żywcem skopiowanych z tyrad tow. Wiesława.

Dorwać się do władzy to z grubsza zasada działania każdej dyktatury i pod tym względem odrażający infantylny reżim pisowskich nieuków niczym nie różni się od innych dyktatur. Najokrutniejsze totalitarne dyktatury używały przemocy, nie cofały się przed mordowaniem na masową skalę. Niektóre jak np. reżim Pol Pota czy Mao Tse-tunga mordowały miliony ludzi, byle tylko utrzymać się przy władzy.

Takim reżimem jest nadal mający się znakomicie, a ostatnio wyprowadził w pole naiwnego megalomana Trumpa, reżim Kim Dzong–una i wiele innych. Reżim Kaczyńskiego z powodów przede wszystkim zewnętrznych, ale także wewnętrznych w najmniejszym stopniu nie może, najpewniej też nie chce sięgnąć po tego typu metody, będzie trzymał się władzy, kleił do dygnitarskich foteli i bredził o swoich sukcesach, ale nie sięgnie po brutalną przemoc. Przynajmniej wszystko na to wskazuje. Dlatego nadchodzący rok wyborczy będzie być może rokiem decydującym dla walki o demokrację w Polsce i być może będzie też rokiem odzyskania wolności. Będzie to święto porównywane do 1989 roku i oczywiście proponuję nareszcie wprowadzić święto wolności czyli dzień obalenia pisowskiej władzy – może niekoniecznie zaraz wolne od pracy.

Reżim wydaje się być coraz bardziej osłabiony, afery KNF i wyczynów p. Biereckiego oraz innych rycerzy dobrej zmiany nie udaje się zamieść pod dywan i chociaż posłowie opozycji są znacznie mniej bojowi niż posłowie PiS-u, to jednak pisowskie wrzaski i wycia towarzyszące uchwaleniu co bardziej wszawych ustaw są w miarę skutecznie przykrywane okrzykami KNF!, który to okrzyk myślę, że już na zawsze będzie towarzyszył pisowskim triumfom podobnie jak okrzyk – złodzieje i Beata!

To drugie ma przypomnieć postać siermiężnego geniusza z broszką polskiej polityki i jest policzkiem dla Morawieckiego, który miał być światowcem odtrutką na damę z Brzeszcz, a stał się symbolem kłamstwa swoistego prostactwa, nieuctwa obrzydliwości i generalnie pośmiewiskiem. Panuje coraz szersze przekonanie, że PiS słabnie, nie jest już siłą sprawczą polskiej polityki, raczej reaguje na wydarzenia, a nie je tworzy, broni się a nie atakuje, jest coraz bardziej pasywny i podąża za wydarzeniami, które nie są pomyślne dla reżimu.

Genialny strateg staje się postacią coraz bardziej groteskową i śmieszną, a nie groźną, do złudzenia przypominającą późnego Gomułkę. Niektóre przemówienia Kaczyńskiego robią wrażenia żywcem skopiowanych z tyrad tow. Wiesława. Z tym, że tow. Wiesław był sympatyczniejszy i estetyczniejszy pod każdym względem.

Słabnący PiS pogrąża się w konfliktach, z których przynajmniej dwa mają już charakter zewnętrzny. Jeden to spór o aborcję, absurdalne i nikczemne żądanie, aby kobiety musiały rodzić niepełnosprawne, ciężko upośledzone i skazane na bolesną szybką śmierć dzieci, a nawet wówczas, gdy urodzenie dziecka wiąże się z zagrożeniem życia matki, sformułowane przez popierane i hodowane przez PiS środowiska nacjonalistów, religijnych fanatyków, nieuków o mentalności średniowiecznych pokutników, dziś żądają od PiS-u uchwalenia w/w ustawy. Oznaczałoby to falę protestów i wyborczą klęskę. Tego typu aborcyjny fanatyzm wyznaje ok. 5% elektoratu.

Drugi to nowa partia powołana do życia prze Rydzyka, który już kilkakrotnie powoływał i niszczył partie polityczne oraz ruchy wewnątrz partii; kilka przykładów – LPR, Ruch Katolicko-Narodowy, jakieś partyjki Wrzodaka, Boby, Łopuszańskiego itp.

Obecnie Rydzyk generował partię p. Piotrowskiego o dziwacznej nazwie Prawdziwa Europa czy coś w tym rodzaju, co akurat dla przeciwników Unii Europejskiej i zwolenników powrotu do Europy wojujących nacjonalizmów nie wróży sukcesu, ale może trochę namieszać w samym PiS-e. Być może chodzi o dobre miejsca na listach dla takich tuzów intelektu i myśli politycznej jak: Macierewicz, Sobecka, Szyszko, Krynicka, Ziobro, Masłowska itd. Kaczyński, który osobiście Rydzyka nienawidzi (chodzi chyba o ambicje osobiste) raczej nie lubi tego rodzaju nacisków, ale skończyć się może na kolejnych milionach dla toruńskiego biznesmena i nowa partia zdechnie. Albo i nie. Cameron też chciał tylko postraszyć brexitem i wyszło jak wyszło.

Na polskie piekiełko nakłada się sytuacja na Węgrzech. Najwyraźniej Węgrzy mają już dość dyktatury Orbana i być może poderwą się do walki o wolność jak w 1956 roku. Tym razem żadna armia zewnętrzna reżimu nie uratuje i być może skończy w najlepszym wypadku jak Mátyás Rákosi. Upadek dyktatury na Węgrzech moim zdaniem nieuchronnie oznaczać będzie upadek reżimu Kaczyńskiego.

Niech żyją wolne Węgry.
​​​​​​Stefan Niesiołowski


Ks. Stanisław Walczak: Goebbels a sprawa duchownych

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Przed laty wmówiono duchownym i wiernym, że są jedynymi, najwierniejszymi katolikami na świecie. Przekonano wiernych i opinię publiczną, że biskupi i kapłani polscy to chodzące anioły, których mądrość i szlachetność obyczajów są niepodważalne

Świat obiegła wieść o twardej, smutnej i tragicznej rzeczywistości. Nie tylko fakt znęcania się wielu duchownych nad dziećmi ale także wieść o zakłamanej, niszczącej Kościół hipokryzji tych biskupów i ich współpracowników, którzy skrzętnie ukrywali przestępców, tuszowali prawdę i po prostu udawali (i robią to nadal), że nic się nie stało.

I nagle doszło do eksplozji. Gdzieś, w ciemnym zaułku Kościoła Powszechnego ogłoszono, że próba pokazania rzeczywistości życia pewnej części duchownych jest równa propagandzie Józefa Goebbelsa,ministra propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Adolfa Hitlera, zbrodniarza wojennego.

Oniemiałem. Od kilku lat próbuję pokazać, że w tym ciemnym zaułku Kościoła, metody propagandy, socjotechniki czyli manipulowania ludźmi doprowadzone zostały do perfekcji, przewyższającej czasy terroru nazistowskiego. Współautorami tego brutalnego prania mózgów są bez wątpliwości przedstawiciele Konferencji Biskupów.

Przed laty wmówiono duchownym i wiernym, że są jedynymi, najwierniejszymi katolikami na świecie. Przekonano wiernych i opinię publiczną, że biskupi i kapłani polscy to chodzące anioły, których mądrość i szlachetność obyczajów są niepodważalne. No i niezwykle patrioci. W końcu patriotyzm stał się podstawową cechą wiary chrześcijańskiej – i to tylko jeden patriotyzm, ten obowiązujący w Polsce narodowo-katolicki czyli nacjonalizm.

W drugim etapie „jak gwiazdka z nieba” spadł biskupom Polski z Niemiec, ks, Tadeusz Rydzyk, skażony niemieckim nacjonalizmem oraz ideologią amerykańskiego guru, LaRoche. Od tego momentu wyrafinowana technika manipulowania człowiekiem oparta została o dwa filary: o nacjonalizm i narodowy katolicyzm.

Szczytową formą manipulowania człowiekiem jest zaangażowanie w zewnętrznej pobożności, opowiadanie się po stronie Boga i Jego Miłości, żeby w tej samej chwili, po zdobycia zaufania ludzi, namawiać ich do wszelkiego rodzaju nienawiści. W tym celu są używane niektóre ambony, przede wszystkim tzw. katolickie media społeczne. Z drugiej strony media reżymowe korzystają z ej samej metody – wspieramy Boga i Kościół a więc jesteśmy wiarygodni. Uwierz naszym kłamstwom, bo my kłamać nie możemy. Podobnie zresztą czynią islamiści w swoich meczetach.

Największym zwycięstwem Kościoła w Polsce jest wykorzystanie szczerej wiary ludu do zbudowania ostoi populizmu politycznego, którą jest państwo PiS i całej tzw. prawicy. Wola zbudowania państwa rządzonego według woli kleru jest ideałem państw muzułmańskich. I każdy wie, do czego to prowadzi.

Z tej perspektywy zadanie o tym że film „Kler” wyreżyserowano według klasycznego antysemickiego filmu „Żyd Süss” z czasów terroru nazistowskiego, stanowi obrazę zarówno dla Żydów jak dla Polaków. Teraz już wiemy skąd bierze się PiSowska metoda odwracania kota do góry nogami, czynienie ze sprawcy ofiary

Ks. Stanisław Walczak


Sernik z brzoskwiniami i kokosową kruszonką

Anna Frach

Anna Frach

Sernik jest dobry na każdą okazję i w każdej wersji. Uwielbiam sernik na zimno, sernik wiedeński, sero-makowiec, ale ten sernik z kruszonką i brzoskwiniami podbił moje serce!

Zakochałam się w tym serniku od pierwszego kęsa. Jest wilgotny, puszysty, chrupiący dzięki kruszonce i porywający smakiem wanilii i brzoskwini. Po prostu „yummy” jak mówią Anglicy.

Przepis wygrzebałam w internecie i poddałam modyfikacji. Wypróbowałam kilkukrotnie i ze spokojnym sumieniem mogę Wam go polecić.

Sernik piekę w prostokątnej formie o wymiarach 35 cm x 25 cm, w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku, przez 60 minut. Ponieważ nie lubię czekać aż ciasto kruche się schłodzi i nie specjalnie przepadam za wałkowaniem, na spód kupuję gotowy płat kruchego ciasta w rolce (dostępny za niewygórowaną cenę w marketach).

Składniki na masę serową:

1 kg twarogu 3-krotnie mielonego
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 szklanka cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru wanilinowego
6 jajek
1 puszka brzoskwiń w syropie
5 łyżek oleju

Składniki na kruszonkę:

100 gram schłodzonego masła
8 łyżek cukru
1 szklanki mąki pszennej
1 jajko
80 gram wiórek kokosowych

Wykonanie:

Spód formy wykładam papierem do pieczenia, na którym rozkładam płat ciasta kruchego. Ciasto nakłuwam widelcem i podpiekam w nagrzanym piekarniku do lekkiego zrumienienia.

Przygotowuję kruszonkę – mąkę siekam nożem z zimnym masłem i cukrem, dodaję jajko i gotowe.

Żółtka z cukrem i cukrem wanilinowym przy pomocy miksera ucieram na kogel-mogel, dodaję olej, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia.  Do masy powoli wlewam olej i zmielony ser. Wszystkie składniki miksuję na gładką masę. Dodaję odsączone, pokrojone w kostkę brzoskwinie. W osobnym naczyniu ubijam białka – całość mieszam  delikatnie łyżką, tak aby masa pozostała puszysta. Masę serową wykładam na podpieczony spód ciasta, wyrównuję powierzchnię, posypuję z wierzchu kruszonką i piekę w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku przez około 1 godzinę. Upieczony i ostudzony sernik posypuję cukrem pudrem. Życzę Wam smacznego i zapraszam do sięgnięcia po inne przepisy dostępne na naszej stronie.

Anna Frach