Adam Mazguła: Rak władzy
Adam Szejnfeld: 100 lat Praw Wyborczych dla kobiet w Polsce
W Polsce prawa wyborcze dla kobiet przyznano 28 listopada 1918 roku dekretem Tymczasowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego.
Kobiety w naszym kraju praw obywatelskich nie dostały w prezencie np. za swoje działania podczas pierwszej wojnie światowej. To nie był podarunek, tylko efekt wieloletnich starań i nacisków rzeszy kobiet, skupionych m.in. wokół ruchu sufrażystek – który zaczął stanowić realną siłę (początkowo wyśmiewaną, bagatelizowaną, wreszcie wziętą pod uwagę, także ze względu na męskie głosy poparcia).
Decydujące działania podjęte zostały w okresie, kiedy coraz bardziej realistyczne były nadzieje na odzyskanie przez Polskę niepodległości.
Kobiety z trzech zaborów zorganizowały w 1917 roku konferencję, podczas niej wybrały delegację, której udzieliły pełnomocnictwa do rozmów z tworzącym się rządem polskim.
Na czele delegacji stała dr Budzińska-Tylicka, późniejsza posłanka na Sejm. Wg wielu narracji delegacja wyczekiwała przed domem Tymczasowego Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, aby jemu właśnie przedstawić postulaty kobiet.
Chociaż są też głosy, że Piłsudski z pewnością nie był przeciwnikiem praw kobiet, podczas wojny popierał tworzenie kobiecych oddziałów wspierających walkę, jego żona była także członkinią kobiecych grup bojowych i aktywnie działała w organizacjach kobiecych.
Adam Szejnfeld
Joanna Senyszyn: Matka Boska jest wyraźnie przepracowana

Joanna Senyszyn
W Piotrkowie Trybunalskim radni chcą zawierzyć wszystkie sprawy miasta Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, choć jest już zawierzone całej Matce Bożej, tyle że Piotrowskiej. Od kilku miesięcy Niepokalanemu Sercu Maryi Królowej Polski są zawierzone Marki. Dobrze że jest dużo Matek Boskich, bo jedna nie dałaby rady.
Od ponad 300 lat Częstochowska jest Królową Polski, a ostatnio pisowcy uwzięli się, żeby ją wykorzystać regionalnie i branżowo.
Prezydent Siemianowic Śląskich zatrudnił Matkę Boską w charakterze menedżera do zarządzania miastem.
W Piotrkowie Trybunalskim radni chcą zawierzyć wszystkie sprawy miasta Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, choć jest już zawierzone całej Matce Bożej, tyle że Piotrowskiej. Od kilku miesięcy Niepokalanemu Sercu Maryi Królowej Polski są zawierzone Marki.
Z kolei Świdnik został ponownie zawierzony, ale dla odmiany Matce Bożej Fatimskiej.
Minister zdrowia Szumowski zawierzył Matce Boskiej polską służbę zdrowia, a minister energii, Tchórzewski – wszystkie sprawy energetyki polskiej.
Dobrze że jest dużo Matek Boskich, bo jedna nie dałaby rady.
Joanna Senyszyn
Stefan Niesiołowski: Dobra zmiana przegrała z Unią

Stefan Niesiołowski
Pisowskie kłamstwo obiegło rzeczywiście kawał globu, ale Unia wreszcie założyła buty i kłamstwo zdechło w konwulsjach. Ten sukces jest częściowy, został pisowski TK, groteskowa KRS i p. Ziobro, któremu wydaje się, że może decydować o aresztach i wyrokach
Odwołanie przez PiS skandalicznej ustawy o Sądzie Najwyższym i to w błyskawicznym upokarzającym trybie i takim samym stylu jest drugą po odwołaniu równie skandalicznej co głupiej ustawy o IPN (wymierzonej w Żydów, relacje z Ukrainą, fałszującej historię poprzez zamiar karania za pisanie prawdy o Polakach kolaborujących z hitlerowcami, szmalcownikach i donosicielach gestapo), jest drugą tak wyraźną porażką dobrej zmiany, a personalnie Kaczyńskiego.
Jest to klęska pisowskich kolaborantów i lizusów, pseudodziennikarzy, niezłomnych patriotów i tzw. niepokornych, a w rzeczywistości pospolitych fałszerzy wyciągających chciwie łapy po publiczne pieniądze.
Jest to klęska Piotrowicza, Plebiaka, Dudy, Morawieckiego, Ziobry itd. zapewniających nas, że PiS nie ugnie się przed bezczelnym naciskiem „wyimaginowanej wspólnoty”, czyli Unii, że wstaliśmy z kolan i nigdy przed lewacką Unią już więcej klękać nie będziemy.
Jest to wreszcie ciężka klęska propagandystów Kurskiego, niezliczonej liczby obrzydliwych służalczych wykonawców poleceń geniusza z Żoliborza opluwających przez dwa lata panią prof. Małgorzatę Gersdorf, niezłomnych sędziów, odważnych prawników ze Stowarzyszenia Justicia i wszystkich mających odwagę wytrwałość wierność demokratycznej Polsce, którzy nie zgadzali się na sędziów podporządkowanych politykom, posłusznym chciwym na profity władzy miernotom, którzy jak w PRL-u mieli wydawać wyroki pisane w partyjnej centrali tym razem na Nowogrodzkiej.
Chciałbym w tym miejscu z całego serca podziękować, bo to jest przede wszystkim ich święto, ludziom niezłomnym protestującym czasami w śniegu i deszczu, przed budynkami sądów, sejmem, senatem, przed ponurym gmachem na Nowogrodzkiej, gdzie kiedyś będzie muzeum walki z pisowskim reżimem.
Chciałbym podziękować, bo im zawdzięczamy przede wszystkim ten sukces, prawnikom, którzy się nie poddali Kaczyńskiemu, Ziobrze, nie dali zastraszyć temu wielkoludowi o wyglądzie ogolonego goryla, nie przestraszyli wiecznie spoconego Mariusza Kamińskiego i coraz bardziej tracącego kontakt z realiami epoki Macierewicza. Siłą rzeczy wymieniam tylko kilka osób i środowisk. Przede wszystkim ludzi na prowincji w małych miasteczkach, gdzie często przed sądami i prokuraturami protestowały pojedyncze osoby.
Dziękuję człowiekowi, który oddał życie za Wolną Polskę „szaremu człowiekowi” Piotrowi Szczęsnemu.
Dziękuję artystom będącymi dziś symbolem oporu jak w stanie wojennym: Krystynie Jandzie, Danielowi Olbrychskiemu, Jerzemu Radziwiłowiczowi, Annie Romantowskiej, Dorocie Stalińskiej, Maciejowi, Stuhrowi, Mai Komorowskiej i Mai Ostaszewskiej. Oni są dziś na czarnej pisowskiej liście i mają zakaz występowania w reżimowych mediach nie dostają żadnej pomocy, dotacji – nawet w stanie wojennym represje pod tym względem były łagodniejsze.
Dziękuję politykom opozycji, a szczególnie osobom, których nazwiska zapisane są na zawsze w historii walki o wolność: Andrzejowi Wielowieyskiemu, Adamowi Strzemboszowi, Władkowi Frasyniukowi, Adamowi Michnikowi i Heniowi Wujcowi. Wszystkim, z którymi razem byłem przed sejmem, pałacem p. Dudy, sądami, paliliśmy znicze, maszerowaliśmy, nosiliśmy białe róże i biało-czerwone sztandary oraz flagi Unii.
Zawsze też była koło mnie niezłomna Przewodnicząca Unii Europejskich Demokratów Ela Bińczycka. To jest nasze zwycięstwo i klęska przeklętej tzw. dobrej zmiany.
Unia pokazała swoją siłę. Trwało to irytująco długo. Wydawać się mogło, że ta gra na czas skończy się triumfem kłamstwa i podłości, ale wygrała demokracja i Unia.
Potwierdziła się stara prawda, że zanim prawda założy buty to kłamstwo obiegnie pół świata.
Pisowskie kłamstwo obiegło rzeczywiście kawał globu, ale Unia wreszcie „założyła buty” i kłamstwo zdechło w konwulsjach. Ten sukces jest częściowy, został pisowski TK, groteskowa KRS i p. Ziobro, któremu wydaje się, że może decydować o aresztach i wyrokach. Ale gdzieś tam zarysowuje się upadek pisowskiego reżimu, a potem ukaranie winnych łamania Konstytucji i demokracji.
Wodzowie dobrej zmiany marzą o tym, aby afera KNF i NBP została uznana za zamkniętą – niedoczekanie. Podobno są nowe fakty i ich głównym bohaterem staje się Glapiński (ps. Glapa). Media słusznie zajmują się ciekawą rolą dwóch uroczych gracji w NBP pp. Sukiennik i Wojciechowską-Bujdo (była radną sejmiku przypadkowo z PiS). Jedna była modelką, druga reklamowała rajstopy, jest też dyrektorką szykowaną do zarządu NBP, a druga asystentką.
Nie bardzo się od siebie różnią nawet fizycznie. Tak przypadkowo zarabiają około kilkaset tysięcy rocznie.
Obie z pewnością są geniuszami woli, czynu, intelektu.
Zdolne dzieci zasługują na wysokie stanowiska, a PiS jak widać każdemu zapewnia możliwości awansu i dobrą pracę. Gratuluję gustu panie Glapiński.
Stefan Niesiołowski
Ks. Stanisław Walczak: Pobożna kara śmierci

Ks. Stanisław Walczak
To był zamach na świat katolicki na istnienie zastępcy Chrystusa na ziemi. Sprawiedliwości musiało stać się zadość.
24 listopada 1868 r., przy użyciu gilotyny, pozbawieni zostali życia, ostatni dwaj skazańcy w Państwie Kościelnym. Według ówczesnego świadectwa, to wzruszające widowisko stało się tryumfem miłosierdzia.
Giuseppe Monti oraz Gaetono Tognetti jeden jedyny raz w życiu okryli się sławą – chociaż ich scena, na rzymskim Piazza dei Cerchi, w ów ponury, listopadowy poranek była raczej smutna. Ich rola była prosta: weszli na scenę z zawiązanymi rękoma, zaopatrzeni sakramentami świętego Kościoła, położyli szyje na drewnianym bloku i czekali cierpliwie aż gilotyna opadnie.

Obydwaj, potulni jak baranki, tak przykładnie zaakceptowali to, co nieodwracalne, że czasopismo jezuickie, „Civilta Cattolica”, poświeciła sprawozdaniu z egzekucji aż 51 stronic druku. Nikt nie spodziewał się, a już z pewnością nie mogli wiedzieć o tym ani Monti an Tognetti, że ich wspaniały przykład nie znajdzie już naśladowców w państwie Kościelnym.
W tle całego wydarzenia stał zamach z 22 października 1867 r. na koszary w Watykanie. Monti przyznał się, że jako włoski rewolucjonista do podpalił beczki z prochem. 25 piechurów papieskich poniosło śmierć. Należeli oni do międzynarodowego Regimentu wolontariuszy, założonego dla ochrony państwa Kościelnego. A w tamtych dniach, owe oddziały pod dowództwem generała Hermanna Kanzlera, stały wobec najcięższych walk z oddziałami Garibaldiego.
To był zamach na świat katolicki na istnienie zastępcy Chrystusa na ziemi. Sprawiedliwości musiało stać się zadość. Sąd, w dniu 16 października 1868 r., skazał 33-letniego Monti oraz jego 25-letniego wspólnika Togneiti na karę śmierci. Nikt, absolutnie nikt nie zwrócił się do papieża Piusa IX, którego nerwy i tak już były skołatane, o ułaskawienie skazańców.
Tym niemniej, przywódcy kościelni, jak powiada kronikarz, podjęli wszelkie starania o zbawienie dusz obydwu nieszczęśliwców. Pod koniec października Ojciec Giuliano z zakonu Pasjonistów odwiedził więzienie przy Via Giulia, i podczas rekolekcji głosił słowa o dobroci Boga. Jego zadaniem było przygotowanie delikwentów na to, by w dojrzały i spokojny sposób stanęli przed sądem Bożym. I zamiast, wzorem państw świeckich, ze źle zrozumianego poczucia człowieczeństwa, zabić ich jak zwierzęta w jatce, w papieskim Rzymie miała zadziałać pełna i sprawiedliwa pokuta i zadośćuczynienie!
I rzeczywiście, obydwaj skazańcy spobożnieli, rozmodlili się, i, czując konie ziemskiego życia, zwrócili swe oczy ko niebu. Obydwaj poddali się śmierci jak „baranki wiedzione na śmierć”. Prawie 150 lat po tym wydarzeniu, papież, który słowo „miłosierdzie” ma swoich herbie, ogłosił, że kara śmierci sprzeczna jest z wiarą katolicką.
Znając powyższą historię, odetchnąłem z ulgą. Nastąpił ostateczny powrót do chrześcijaństwa.
Ks. Stanisław Walczak
PS. Zawarta uszczypliwość jest zamierzona.
Natchnieniem powyższego opracowanie jest esej Burkharda Jürgensa (KNA)
Roman Giertych: Nowe taśmy z biblioteczki PiS

Roman Giertych
Dobrze, że tę taśmę puszcza TVP, bo inaczej moja Rada Adwokacka mogłaby uznać, że inspirowałem sobie kryptoreklamę.
No proszę. Prokuratura przez lata nie posiadała taśm z nagraniem prezesa Czarneckiego, a już się odnalazły (biedny Marek F. nowe zarzuty się szykują!).
Na taśmach tych Leszek Czarnecki wychwala moje zdolności adwokackie w kontekście sprawy, która prowadziłem dla spółki Prokom należącej kiedyś do Ryszarda Krauzego. Sprawa była wielokrotnie szczegółowo opisywana w mediach, stąd mogę o niej z dumą pisać nie łamiąc tajemnicy adwokackiej.
Pan Ryszard Krauze zwrócił się do mnie o prowadzenie sprawy, którą spółka Prokom przegrała z syndykiem Telewizji Familijnej o zapłatę za obiecane, a nie opłacone obligacje. (Nota bene prezes Czarnecki przesadził z pochwałami, gdyż nie prowadziłem sprawy 16 lat, tylko 6. Sprawę do momentu przegrania przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie prowadziła inna kancelaria. Stąd też wywody o rzekomej kobiecie, której powiedziałem, że „umrze zanim odzyska pieniądze są bzdurą”).
Jestem z tej sprawy bardzo dumny, gdyż problem prawny był arcyciekawy i dwukrotnie z syndykiem Telewizji Familijnej wygrałem w Sądzie Najwyższym. Pomysłem, który zaprezentowaliśmy Prokomowi było uznanie, że skoro obligacje nie zostały opłacone, a sąd w 10-letnim procesie uznał że winny zostać opłacone, to należy uznać, że Prokom obligacje nabył, a skoro nabył, to zgodnie z dawnym Kodeksem handlowym (na tych przepisach toczyła się upadłość Telewizji Familijnej) obligacje zamieniły się z chwilą upadłości w roszczenie pieniężne, które można potrącić z należnością za zapłatę. I tak też zrobiliśmy. Należność potrąciliśmy, a następnie wnieśliśmy powództwo przeciwegzekucyjne, w którym domagaliśmy się uznania iż roszczenie z wyroku o zapłatę zostało poprzez potrącenie spłacone. Sprawa trwała ze zmiennym szczęście 6 lat. W pierwszej instancji wygraliśmy, w drugiej przegraliśmy. Uzyskaliśmy uchylenie wyroku Sądu Apelacyjnego w SN i następnie znowu przegraliśmy w SA. Kolejny wyrok SN był jednak znowu dla nas korzystny i strony przed Sądem Apelacyjnym zawarły korzystną dla mego klienta ugodę.
Wszystkie te etapy relacjonowały media i jak widać Leszek Czarnecki chwaląc moje zdolności ( z lekką przesadą) reklamował mnie przed zarządem swego banku.
Dobrze, że tę taśmę puszcza TVP, bo inaczej moja Rada Adwokacka mogłaby uznać, że inspirowałem sobie kryptoreklamę. Myślę, że przyczyną wypuszczenia tych taśm jest decyzja Jacka Kurskiego, który dowiedział się, że chcę go przy pomocy sądu zmusić do prac społecznych w Warszawie (Radek Sikorski sugeruje, że grabienie trawników, a ja nie wiem dlaczego PiS mu się kojarzy z grabieniem). Prezentując taką reklamę moich zdolności adwokackich prezes TVP chce najzwyczajniej mnie udobruchać. Nic z tego Jacku. Jeżeli chcesz negocjować zakres prac społecznych to rozmawiaj z prezydentem Warszawy. Może prezydent Trzaskowski pozwoli Ci prace społeczne pełnić na Żoliborzu, albo przy Nowogrodzkiej. To z pewnością złagodziłoby surowość wyroku.
Roman Giertych
PS A na poważnie wszystko to ma przykryć wydarzenia najbliższego tygodnia wokół KNF.
Roman Giertych: Strach

Roman Giertych
Skorą piszę o próbach zastraszania, to wspomnę, że za taką odbieram również wczorajszą zapowiedź Jacka Kurskiego, że TVP rozważy skierowanie na mnie zawiadomienia do prokuratury, ze względu na to, że zamierzam pozwać tę spółkę i dziennikarzy tej stacji.
Wiele osób pyta mnie w komentarzach pod wpisami na fb czy tt, czy nie obawiam się prowadzić sprawy korupcji w KNF.
Ze swej istoty jest to przecież uderzenie w ludzi, którzy pragnęli zagarnąć ogromny majątek i są bardzo wysoko usytuowani.
Gdy takie pytanie pada z ust moich znajomych, to odpowiedź mam zawsze jedną: są dwie istoty zawodu adwokata: tajemnica adwokacka i niezależność rozumiana jako brak strachu przed każdą władzą. Jeżeli ktoś nie potrafi trzymać języka za zębami lub boi się starcia z władzą w imieniu obywateli, to powinien wybrać inny zawód.
Historia korupcji w KNF dopiero się rozpoczyna. Prawda o całej tej sprawie daleko przekracza chciwość poszczególnego urzędnika.
Myślę, że już niedługo będziemy poznawali kolejne warstwy tej prawdy. Jedno co mnie w tej sprawie absolutnie frapuje, to wybranie przez skorumpowanych urzędników na ofiarę Leszka Czarneckiego. Człowieka, który do wszystkich pieniędzy doszedł sam rozpoczynając od pracy przy wyciąganiu topielców. I który swoje umiejętności nurka rozwinął do tego stopnia, że jest rekordzistą świata w długości pływania w jaskiniach.
Pamiętam jak kilka miesięcy temu przygotowywał się do wyjazdu do Tajlandii, aby wyciągać dzieci z zatopionej jaskini (ostatecznie polska ekipa, która miała już cały sprzęt przygotowany, w ostatniej chwili nie wyleciała, gdyż dzieci zostały uratowane) i wówczas, gdy zapytałem go, czy nie boi się lecieć, to odpowiedział, że jak się człowiek boi, to nie może być nurkiem jaskiniowym.
Otóż co mogło skłonić urzędnika do żądania pieniędzy i straszenia zaborem mienia takiego człowieka, w którego wyuczonym zawodzie jest opanowywanie ekstremalnego strachu?
Czy strach przed majestatem przedstawiciela prezydenta – pana Zdzisława może sparaliżować gościa, który kilkanaście godzin pływa w ciemnościach pod wodą i którego życie zależy od tego, czy znajdzie wcześniej pozostawioną butlę z tlenem?
Skorą piszę o próbach zastraszania, to wspomnę, że za taką odbieram również wczorajszą zapowiedź Jacka Kurskiego, że TVP rozważy skierowanie na mnie zawiadomienia do prokuratury, ze względu na to, że zamierzam pozwać tę spółkę i dziennikarzy tej stacji.
Nie pływam w ciemnościach pod wodą (nie umiem nurkować). Ale na mało kogo pisano w życiu tyle zawiadomień do prokuratury, czy organów dyscyplinarnych.
Generalnie spływa to po mnie jak po kaczce (mam nadzieję, że pan prezes mi wybaczy). I zawsze kończy się tak samo, gdyż nie przekraczam prawa.
Gdyby PiS przejął sądy i wyznaczał „zdolne pisowskie dzieci” na sędziów, to może byłoby gorzej. Ale to już jest za nami.
Tego typu działania TVP jak atakowanie adwokata i to w trakcie, gdy on wykonuje swoje czynności lub później straszenie go prokuraturą, gdy chce dochodzić swych praw, są zwykłym przejawem paniki wywołanej tym, że naród zobaczył oczywistą korupcję na szczytach władzy. I ten paniczny strach jest coraz wyraźniej widać.
Gdyby zarząd TVP znał całą prawdę o tej historii to wiedziałby, że ta ich paniczna obawa jest jeszcze niedostateczna…
Roman Giertych
Manuela Gretkowska: Przy występie prezesa i noblisty, Tusk jest Einsteinem inteligencji emocjonalnej

Manuela Gretkowska
Gdyby starcie Wałęsa - Kaczyński komentował behawiorysta uznałby przegraną Jarka - po mierzeniu się wzrokiem, typowym dla samców alfa , podwinął ogon i uciekł z ringu.
Scena szekspirowska, w sądzie dwaj polityczni wrogowie, a w ich tle zdrady, zemsta, śmierć. Obaj przeszli teatralne zmiany losu i dekoracji – z politycznego pariasa wyrzuconego na bruk – władca kraju. Z prezydenta – „upadły kapuś”. Ich spotkanie mogło być szekspirowskie, było knajackie.
Pokazało kim jest Jaruś nie otoczony kordonem sanitarnym jak podczas miesięcznic.
Paranoja i wredota są przecież zaraźliwe. Charakter despoty staje się charakterem jego rządów. Histerycznych w zmianach decyzji, nie liczących się z realem (27:1), bez kontaktu z ludźmi czyli pogardzaną hołotą, dla której marchewka kasy albo kij łamanego prawa. Do tego bezwstydne zakłamanie zwane politycznym cynizmem – dzisiaj jestem za, jutro przeciw.
Wałęsa opędził się od dyplomatycznych rozterek słynnym: „Jestem za a nawet przeciw”. Szacun jak na robotnika.
Problem, że w przeciwieństwie do Frasyniuka, czy Janasa został nadal prostym człowiekiem, z biegiem czasu prostakiem. Nie rozumie żony, polityki, Polski. Rozumie siebie w instytucie imienia siebie samego.
Co może wyniknąć ze starcia neurotycznego chama i chama szczerego? Trybuna ludowego o formacie Obelixa pokrzykującego tubalnie na zminiaturyzowanego Lorda WADera ( nie Vadera), mamroczącego coś spod twarzy-maski? Żenada.
Zrugali się politycznie, osobiście a nawet metafizycznie – „ nie spotkamy się w niebie”.
Gdyby starcie Wałęsa – Kaczyński komentował behawiorysta uznałby przegraną Jarka – po mierzeniu się wzrokiem, typowym dla samców alfa , podwinął ogon i uciekł z ringu. Wcześniej wołając o pomoc, bo ktoś zawołał go po imieniu.
– Panie Jarku…
– Policja!!!!
Przejdzie do historii kabaretu.
Jedyna rozsądna, Sędzina, chcąc zakończyć ten żałosny spektakl patriarchalnego pierdzielnika, namawiała do ugody. Musi wydać wyrok. Po 1000 tysięcy kary dla każdego, z wpłatą na cele dobroczynne?
Wałęsa – Kaczyński otoczeni greckim chórem kodziarzy, dziennikarzy i ochrony. Ta nieprawdopodobna scena została odegrana dla nas. Żebyśmy zobaczyli kto nami rządził i rządzi. Jak wyglądają szczyty knajackiej władzy niewidoczne sprzed telewizora.
Przy występie prezesa i noblisty, Tusk jest Einsteinem inteligencji emocjonalnej. My idiotami rozgrywanymi przez mafię wołomińską, albo pruszkowską.
Nie wiem kto ma się bardziej wstydzić obciachu w gdańskim sądzie oni, czy my. Chociaż dla nas jest nadzieja na zmianę. W przyszłych wyborach.
Manuela Gretkowska
Ks. Stanislaw Walczak o odwracaniu uwagi przez Episkopat: „To ich wina, to ich bardzo wielka wina”

Ks. Stanisław Walczak
Pedofilia wśród księży w przeszłości została ułatwiona poprzez jej ukrywanie oraz łagodne traktowanie przestępców, a jednocześnie poprzez całkowite ignorowanie ich ofiar.
Kwestii wykorzystywania „seksualnego dzieci prze niektórych duchownych” nie załatwi oświadczenie Konferencji Episkopatu. Jeden bowiem element, ważny, został tam pominięty.
Pedofilia wśród księży w przeszłości została ułatwiona poprzez jej ukrywanie oraz łagodne traktowanie przestępców, a jednocześnie poprzez całkowite ignorowanie ich ofiar. Grzech dotyczy zatem nie tylko bezpośrednich sprawców, lecz także tych, którzy, przynajmniej biernie, współdziałali ze złem (cooperatio passiva cum malis). Łagodne zaś traktowanie księży pedofilii, przenoszenie ich z parafii do parafii, często zaś, pozbawione litości obchodzenie się z ich ofiarami, stanowi tak wielki problem jak sam czyn wykorzystywania dzieci.
Przypominam sobie sprawę ks. Arcybiskupa Peatza, który do ostatniego momentu, zresztą nawet do dzisiaj, cieszy się sympatią „swoich”. Dopiero nacisk z Watykanu sprawił, że „Poznań zmiękł”. I chociaż ten został odsunięty z powodu wykorzystywania kleryków, to jednak działała tu ta sama zasada nadużycia w celach przestępczych zależności od autorytetu klerykalnego.
Oświadczenie Konferencji Episkopatu stara się nakreślić pełne nadziei rozwiązania na przyszłość. Nie rozlicza się jednak, nawet w ogólny sposób z przeszłością. Obawiam się, że ostatecznym sprawcą całego zła będą niezależne media, która na świecie sprawę nagłośniły. Podobnie jak w tej chwili coraz mniej mówi się o sprawcach korupcji w środowiskach finansowych a coraz więcej o szumie medialnym. To są te same metody wskazania winnych, którzy po prostu usunęli dywan, pod który zamieciono śmieci.
Sposobem na uleczenie ran oraz zgorszenia jest tutaj całkowita reforma tego, co nazywamy systemem hierarchicznym w Kościele. Poprzez wieki hierarchiczność przemieniła się w dyktatorską monarchiczność, a taką mentalność, niezgodną z nauczanie Jezusa oraz Kościoła, trzeba bezwzględnie zwalczać. Ta mentalność w ostatnich czasach doprowadziła nie tylko do zgorszenia grzechem pedofilii. Ona stoi także za próbą zamachu na porządek w Europie. Klerykalizm – najgorszy wróg Kościoła musi zostać całkowicie wyeliminowany. Na razie bijemy się w cudze piersi i wołamy: „to ich wina, to ich wina, to ich bardzo wielka wina”…..
Ks. Stanisław Walczak
Dariusz Stokwiszewski: Polska coraz szybciej pikuje w dół! Wieje grozą Panie Kaczyński!

Dariusz Stokwiszewski
Demokracja, praworządność pożarte już, jak zdrowe liście przez gąsienice. Prokuratura, trybunały, sądy powszechne, wojsko, policja etc., zdominowane przez funkcjonariuszy PiS
Polska coraz szybciej, i to nie tylko wizerunkowo, pikuje w dół! Przekraczane są kolejne granice przyzwoitości!
W kraju dzieje się tak dużo i w sposób tak bardzo dynamiczny, że publicysta taki jak ja, ma dylemat, o czym najpierw napisać. Jako osoba zajmująca się przez całe lata relacjami między państwami i środowiskiem bezpieczeństwa międzynarodowego powinienem się raczej skoncentrować na tych właśnie kwestiach. Z drugiej strony nasze, wewnętrzne sprawy przesłaniają mi znacząco tamtą perspektywę, bo jak nie odnieść się do tego, co dla Polski i Polaków istotne?
Na czym więc waga polskich spraw polega? Otóż według mnie na tym, że nie „idą” one we właściwym kierunku, a wręcz przeciwnie! Polska zaczyna być postrzegana coraz gorzej przez pryzmat kolejnych afer i działań, które deprecjonują ją oraz obniżają jej pozycję w świecie zachodnim. Redukują naszą pozycję jako partnera, z którym można wiązać się w kwestiach szczególnie ważnych. Przykładów jest cała masa i pisałem o nich (zresztą nie tylko ja) już wielokrotnie. Tym, co dziś stanowi punkt odniesienia do Polski jest (poza oczywistymi zarzutami pod adresem rządu w sprawie „deptania demokracji i prawa”) afera z szefem KNF w tle. Ta bulwersująca sprawa będzie jeszcze długo pojawiać się w mediach i dyskusjach, i to jest jak najzupełniej normalne.
Odpowiedzmy sobie zatem na pytanie, co tak ważnego się stało? Czy sprawa zasługuje na powszechną uwagę, a jeśli tak, to dlaczego? Zanim jednak przejdę do meritum chcę zacytować byłą już premier panią Beatę Szydło, która skrytykowała pewną wypowiedź Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Oto odpowiedź pani Szydło dla tygodnika „Sieci” na wypowiedź przewodniczącego:
„(…) Słuchając bredni o bolszewikach, mam też gorzką satysfakcję. W PiS od dawna uważamy, że Donald Tusk nie ma moralnych kompetencji do sprawowania wysokich stanowisk w Europie (…)”.
Pani Szydło, jeśli pan Donald Tusk – słusznie oceniając was tak krytycznie – nie ma moralnych kompetencji, to co pani powie o „kompetencjach moralnych” swoich i innych, pisowskich kacyków i funkcjonariuszy partyjnych?! Czy to, że one się wam „należą” tak samo, jak „należały się wam nagrody”?! Przyznam, że jeżeli pani tak myśli, to ja pomyślę o was jeszcze gorzej niż myślałem dotąd. Bo to by znaczyło, że jeszcze nie „odbiliście się od dna”, które dotychczas i tak było znacznie wyżej, a którego dolną oś przekroczyliście już dawno. Chodzi mi tu zwłaszcza o kategorie moralne!
Wracam zatem do kwestii głównej: dlaczego jesteście postrzegani (nie tylko przez pana Tuska zresztą) jako emanację tzw. „bolszewii” (pojęcie czysto metaforyczne, ale jednak adekwatne według mnie dla waszych działań). Przykład opisany poniżej jest tak bardzo jaskrawy, że wystarczy za dziesięć innych.
W dniu 28 marca 2018 r. biznesmen Leszek Czarnecki miał usłyszeć od szefa KNF Marka Chrzanowskiego, propozycję „życzliwego podejścia” do jego banku. W zamian za takie rozwiązanie miał on zatrudnić prawnika Grzegorza Kowalczyka, wskazanego mu przez szefa Komisji NF. Kowalczyk miał otrzymywać wynagrodzenie stanowiące 1 procent wartości Getin Noble Banku, tj. mniej więcej 40 mln zł. Wcześniej straszony tym, że bank może upaść bankier zdecydował się na nagranie rozmowy i przekazanie jej prokuraturze. Co kuriozalne, dziś właściciel banku, przesłuchiwany w katowickiej prokuraturze dziś właśnie, mógł usłyszeć zarzuty dotyczące „destabilizacji państwa” (sic!). Jak przebiegała rozmowa nie wiem, ale sam ten fakt jest już sam w sobie oburzający!
Kontynuując nie mogę nie dodać, że z materiałów zebranych dotąd oraz przekazanych (zgodnie z oświadczeniem obrońcy L. Czarneckiego) prokuraturze wszystko to sprawia wrażenie typowej afery korupcyjnej, w której w pewnym stopniu bierze udział państwo! A to jest zbrodnia, którą trzeba od początku do końca wyjaśnić przy czym, nikt chyba kto myśli w sposób logiczny nie zakłada, że można dojść do innych wniosków niż te wyżej! Próba wrogiego przejęcia prywatnego (w tym także obywateli) majątku przez przedstawicieli jakiejś partii, jak można i należy przypuszczać – do jej partykularnych interesów, to działanie przeciwko państwu i społeczeństwu. Nic gorszego władza zrobić już chyba (poza zdradą stanu) nie może!
A nie jest to przecież jedyny przykład szkodliwych działań partyjnych klik, które chciałyby się uwłaszczyć na majątku państwa! Nie może być na to przyzwolenie, tak samo, jak nie może być racjonalnego wytłumaczenia dla moralnego barbarzyństwa władzy! Przykład ten nagłośniły (jak chyba wszystko dotąd) niezależne media. Gdyby nie one, sprawy takie jak ta nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Takie media są obrażane i odsądzane od czci i wiary (vide TVN, który na szczęście podjął już działania obronne)! Zabrano nam niemal wszystko. Nie dajmy nikomu pozbawić się reszty, a zwłaszcza narodowego honoru, z którego Polacy są znani. Nie pozwólmy jakiejś grupce ludzi skrzywionych moralnie doprowadzić do ruiny kwitnącego jeszcze do niedawna kraju! Teraz, zielone dotąd „liście życia” tego drzewa (państwa) opadają na ziemię żółte i uschnięte! Jedynie żywa jest tylko propaganda sukcesu „tej chorej władzy”!
Demokracja, praworządność pożarte już, jak zdrowe liście przez gąsienice. Prokuratura, trybunały, sądy powszechne, wojsko, policja etc., zdominowane przez funkcjonariuszy PiS – najczęściej w myśl starej zasady „BMW”. Media truchleją przed tym, jakie to dziś czy jutro szaleństwo władzy może przyjść do głowy. A teraz banki …! Czy zatem nie wracamy do słusznie minionych czasów Bolka Bieruta?! Wieje grozą panie Kaczyński!
Dariusz Stokwiszewski



