Manuela Gretkowska: Umierałam 3 razy

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Tydzień temu wysiadłyśmy z samochodu widząc w rowie martwego kociaka. Nie dało się go odratować. Trzęsły nim ostatnie drgawki. Odprawiłyśmy kotkowi powa. Z łebka, nie zamkniętego pyszczka, ale z czubka głowy uniósł mu się dym, ledwo widoczny, jak ze zgaszonej zapałki.

Umierałam 3 razy. Najpierw jako nastolatka. Tłum ludzi na imprezie bawi się, popija i nagle mnie, abstynentkę wyrzuca z ciała. Świadomość krążyła w błogości nie do opisania, świetle przy którym atomowy rozbłysk Hiroszimy jest zapałką. Na dowód, że to nie halucynacja wróciłam z prezentami podobnymi do tych jakie zabierają ze sobą wybudzeni ze śmierci klinicznej (opisałam to w „Kosmitce”).

Po czymś takim byłam straszną chojraczką. Śmierć? A co tam, przeżyłam, super.

Manuela Gretkowska: Umierałam 3 razy

(na zdjęciu wkładanie trawki ) / Fot. Manuela Gretkowska /Facebook

Zgrywałam niezwyciężoną do nocy w Szwecji, gdy wzięłam silne leki przeciwbólowe. Obudzona męczącym okresem łyknęłam coś na pusty żołądek i nie pamiętam jak dowlekłam się do telefonu. Sama w domu, Piotr miał nocny dyżur. Wątroba odmówiła współpracy. Bóle porodowe przy tym, to czkawka. Wyparowała cała metafizyka, przyjemność przechodzenia w inny świat. Byłam agonalnym kawałkiem mięsa.

Drugą nauczkę dostałam kilka lat temu, w Nevadzie. Rezerwat Indian, trzeba wypalić coś rytualnego. Nie fajkę pokoju, ale parę oddechów szałwią wieszczą. Dwa machy i rzeczywistość zaczęła zamieniać się w dym, wyparowała. Byłam już przyzwyczajona do zaświatów, jednak nie takich… Nie wdepnęłam w nie nawet jedną nogą. Stałam na metafizycznej wycieraczce ogałacana z ego. Powrót wydawał się niemożliwy, przede mną bezosobowe. Mój umysł umierał. (Szczegóły w mojej „Miłości klasy średniej”)

Znając różne warianty umierania postanowiłam zająć się tego roku śmiercią na poważnie. Przygotować do niej technicznie. W pobliskim lesie, w ośrodku buddyzmu tybetańskiego – Ligmincha, odprawiano tygodniowe obrzędy powa przygotowujące do przeniesienia świadomości podczas umierania. Taki trening przechodzenia na zielonym świetle przez autostradę śmierci.

Pola pojechała ze mną z nudów. Wakacje, połazi po lesie. Jednak wciągnęła się w ceremonię i wypełniała wszystkie wskazówki: nie jedzenie mięsa, nie mycie głowy. Kilka godzin medytacji, wykładu i ćwiczeń skupiania dźwięku i świadomości na ciemiączku, by kiedyś podczas agonii wyprowadzić tamtędy, przez kanał centralny „duszę”. Bywa, że widać ją wtedy jako dym, albo światło.

Ciemiączko jest miejscem, gdzie po urodzeniu czaszka nie jest jeszcze jakiś czas zrośnięta.

Dwa dni ostrej praktyk i Pola coś poczuła na czubku głowy.
– Może łupież? – szukała racjonalnego wyjaśnienia.

U mnie objawy były mocniejsze, może kości starsze :). Znam ból szkieletu gdy rozsuwają się kości podczas porodu. Ale pękanie szwów ciemiączka jest innym wrażeniem. Jakby ktoś wcierał w głowę odłamki szkła i dźgał cyrklem.

Koniec ceremonii powa polega na wsadzeniu przez lamę specjalnej trawki w dziurę na czaszce. Ostrożnie, by nie przebić opony chroniącej mózg. Czy to boli? O wiele mniej niż tygodniowe, samoistne rozsuwanie się kości.

Obie z Polą i innymi adeptami umierania wyglądałyśmy jak pola i łąki z chwiejącymi się trawami na głowie.

Święty Tomasz włożył palec w dziury po gwoździach Jezusa by uwierzyć. Nam otworzyły się dziury buddyjskie, od samego dźwięku i skupienia.

Technika tybetańskich mnichów jest dość stara w porównaniu z chrześcijaństwem. Ten odłam buddyzmu tybetańskiego ma kilka tysięcy lat tradycji i spisane instrukcje śmierci w „Tybetańskiej księdze umarłych”.

Chrześcijaństwo radzi sobie z pośmiertnymi zaświatami za pomocą mieszanki greckich Pól Elizejskich, przechowalni hebrajskiego Szeolu i Gehenny. Nie chodzi o wyższość jednej religii nad drugą, bo to bzdurne rozważania. Każdy praktykuje to w co wierzy.

Praktykę powa przynosi efekt, nawet u niepraktykujących buddyzm. Uczy się jej, by w agonii pokierować swoją świadomością omijając to co przydarzyło się mi np.w Nevadzie.

Powa można odprawić dla umierających, wszystkich żywych istot. Rozstrzeliwani mnisi tybetańscy i ci płonący w proteście przeciw armii chińskiej umierali zanim dosięgnęła ich kula czy zadusił płomień. Nie obciążają w ten sposób karmy, sumień oprawców i kierują się „na z góry zaplanowane pozycje” zaświatów.

Pola nie została buddystką. Swoje przeżycie włożyła w kategorie „dziwne”. Mam nadzieję, że może kiedyś, gdy umierając z bólu zamienię się w kawałek cierpiącego mięsa, albo stracę świadomość zrobi za mnie powa.

Póki co odprawiamy ją umierającym przy nas istotom. Dalaj Lama popłakał się mówiąc o śmierci owadów. Nie mamy tak czułych serc. Współczujemy kotom, wiewiórkom i psom rozjeżdżanym na drogach.

Tydzień temu wysiadłyśmy z samochodu widząc w rowie martwego kociaka. Nie dało się go odratować. Trzęsły nim ostatnie drgawki. Odprawiłyśmy kotkowi powa. Z łebka, nie zamkniętego pyszczka, ale z czubka głowy uniósł mu się dym, ledwo widoczny, jak ze zgaszonej zapałki.

 

 

Manuela Gretkowska

 


Stefan Niesiołowski: Reakcją pisowców na porażkę jest fala niebywałego kłamstwa, obelg i nienawiści

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Decydują się losy demokracji w Polsce, być może na długo? Walczyć z dyktaturą trzeba, dyktatury łatwo zdobywają władzę, odchodzą znacznie trudniej.

 

Dogrywka

​Wybory samorządowe się odbyły, została jeszcze ważna dla wielu mieszkańców i także dla ogólnej oceny dogrywka, ale tylko dogrywka. Można już dokonać analizy sytuacji politycznej w Polsce.

Oczywiście jak zawsze każda partia ogłasza, że te wybory wygrała i tym wypowiedziom towarzyszą często przygnębiająco głupie komentarze publicystów (pomijam oceny polityków zwłaszcza tych z katoprawicy notorycznie kłamiących, nieważne od samego początku, stronnicze).

I jeszcze jedno, porównania mają sens tylko w odniesieniu do ostatnich wyborów parlamentarnych w 2015 roku, a nie samorządowych w 2014, gdyż mamy pod rządami pisowskimi pełzającą dyktaturę, a więc całkowicie nową sytuację z niczym nieporównywalną.

PiS ogłasza, że uzyskało najlepszy wynik, a więc wybory wygrało. Jest to nieprawda. Pomijam sondaże, które przez trzy lata dawały pisowcom na ogół około 40% a czasami nawet 50%. W porównaniu z rokiem 2015 PiS uzyskało znacznie mniej i wynik wyborów samorządowych, oznacza nie tylko niemożność samodzielnych rządów (to jest bezsporne), ale najpewniej także utratę władzy.

Zakładając niefałszowanie i uznanie wyników wyborów. PO wspólnie ze zwasalizowaną Nowoczesną uzyskało wynik nieco lepszy niż samodzielny wynik PO w 2015 i ciężką porażkę w sejmikach.

Lewica nie poprawiła wyniku, a partia Kukiza potwierdziła, że jest usychającym chwastem na scenie politycznej, pisowską przystawką z operetkowym liderem mającym problemy nie z procentami poparcia, ale z promilami. Partia Kukiza osiągnęła gorszy wynik niż moja Partia Unia Europejskich Demokratów, która zdobyła dwa mandaty do sejmiku na Dolnym Śląsku, podczas, gdy p. Kukiz ani jednego.

​Jedynym zwycięzcą tych wyborów jest Polskie Stronnictwo Ludowe i jego lider Władysław Kosiniak-Kamysz. PSL uzyskało trzykrotnie więcej niż większość sondaży dających tej partii często mniej niż próg wyborczy i potrafiło utrzymać znaczące poparcie na wsi. I także prawie trzykrotnie więcej niż w ostatnich wyborach parlamentarnych.

Koncepcja według, której duże miasta są zapleczem formacji liberalnych i lewicowych, a prowincja dzięki poparciu części (niestety znaczącej co jest hańbą tej instytucji) Kościoła jest pisowska miała zagwarantować Kaczyńskiemu władzę na długie lata. Tę koncepcję przekreślił Kosiniak-Kamysz wyrastając na lidera opozycji i to dzięki niemu i oczywiście wielu innym ludowcom ciężko walczącym z falą pisowskiego kłamstwa i nienawiści oraz szantażem finansowym istnieje szansa na obalenie dyktatury w 2019 roku.

Część mediów i osobiście zainteresowanych łaską Schetyny lizusów, ogłasza zwycięzcą tych wyborów p. Schetynę, gratuluję politycznego instynktu. PO od 15 lat wygrywa w dużych miastach i pod tym względem nic się nie zmieniło.

Owszem wielkim sukcesem PO jest zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, myślę, że między innymi dzięki temu, że Schetyna nie angażował się w jego kampanię (przy okazji błagam p. Schetynę by nie jeździł do Krakowa, Gdańska i Radomia i wszędzie tam, gdzie ma miejsce dogrywka).

Ale już poparcie Pawła Adamowicza to „sukces” Schetyny, taki sam jak odmowa wspólnej listy z Komitetem Rafała Dutkiewicza na Dolnym Śląsku i w konsekwencji władza PiS-u w tym tradycyjnym bastionie PO.

Walka z PiS-em o demokratyczną Polskę musi odbywać się pod hasłami prawdy, uczciwości, przyzwoitości. Jakie moralne prawo do krytykowania Kaczyńskiego ma Schetyna, który w żywe oczy kłamie i oskarża na Dolnym Śląsku polityków związanych z Dutkiewiczem o odmowę startu ze wspólnej listy, skoro było dokładnie odwrotnie to on odmówił wspólnej listy, z ludźmi którzy mimo tego, że byli trzy lata temu przez Schetynę sprzymierzonego z PiS-em wyrzucani z PO represjonowani i szykanowani, w imię obrony regionu przed pisowską wznową zgodzili się na współpracę i znowu zostali odrzuceni?

​Reakcją pisowców na porażkę jest fala niebywałego kłamstwa, obelg i nienawiści. Okazało się, że tam gdzie PiS przegrało wygrali folksdojcze, złodzieje, agenci, szumowiny itp. Czasami jak w Warszawie wprost wygrali Niemcy.

Jakie szaleństwo jeszcze będą w stanie ogłosić ludzie, dla których nienawiść i pycha jest religią i wyznaniem wiary i którzy pozbawieni są wstydu, rozumu, kontaktu z rzeczywistością?

Kaczyński jeździ po Polsce kłamie i szantażuje, że jak nie wygra pisowski kandydat to „wór” z pieniędzmi może być mniejszy lub pojechać gdzie indziej. Nie sądzę by to pisowcom pomogło? Bardzo niedobrze to wróży na najbliższy rok i na rozstrzygające wybory parlamentarne.

Decydują się losy demokracji w Polsce, być może na długo? Walczyć z dyktaturą trzeba, dyktatury łatwo zdobywają władzę, odchodzą znacznie trudniej.
​​​​​​

Stefan Niesiołowski


Piotr Pietrucha: Ewangelia przetrwania jesieni

Piotr Pietrucha

Piotr Pietrucha

Człowiek staje się nieprzystawalny, alergiczny na rzeczywistość: rano zakneblowany jeniec, w dzień tępawy niemota, pod wieczór lekko ożywiony, wydziela się niczym maciejka.

 

Jesień zgasza, wiosna nasza.

Na świecie znany jako SAD ( Seasonal Affective Disorder ), okresowe zaburzenie nastroju. Ja nazywam go SMUT ( Sezonowa Melancholia Uporczywie Trapiąca ).

Przychodzi do mnie co roku, w połowie października, trwa do przedwiośnia, gdy lody puszczają, a natura zapala światło. Nie ma pewności skąd się bierze: może geny, budowa, funkcjonowanie mózgu, a może słabe, rodzinne rozdanie.

To ostatnie prawie na pewno, znam wiele DDA i DDD cierpiących na tę jesienną kruchość.
Zaczyna się dość niewinnie, z końcem lata, od ciężkich westchnień, marudzenia. Z biegiem dni przechodzi w ustawiczne jojczenie, by rozlać się potem w, na przemian smutny i wściekły, negatywizm.

Skóra się robi cienka jak pergamin, wszystko dotyka i boli. Podmywają ciemne, zimne fale negatywnych emocji. Łatwo ranić i być ranionym, konfliktować z otoczeniem. Albo od niego odsuwać. Budzić w środku nocy z niepokojem, poczuciem winy. Tworzyć w głowie ponure, egzystencjalne scenariusze, na miarę Bergmana.

Człowiek staje się nieprzystawalny, alergiczny na rzeczywistość: rano zakneblowany jeniec, w dzień tępawy niemota, pod wieczór lekko ożywiony, wydziela się niczym maciejka.

Życie zamienia się w mozół, w ustawiczne MUSZĘ… To co było lekkie, naturalne staje się torturą. Wizyta na poczcie, wyprawą na Antarktydę. Walka z frustrą i ciągłym napięciem osłabia do granic apatii.

Czas na deal z sobą, z bliskimi. Żona wie, że dopadł mnie jesienny PMS i trzeba ze mną jak z jajkiem na miękko. Wszystko mi leci z rąk i nawet to, co kocham robić, nie bardzo mi wychodzi: nie tańczę, nie gotuję i raczej nie błyszczę… I choć żona twierdzi inaczej, nie ma szans na mieniącą się, błyskotliwą konwersację. Tantryczne przekładanki lepiej przełożyć na Walentynki.

W porozumieniu z wątrobą, nie sięgam już łatwo po antydepresanty, choć tak słodko odcinają… Potrzaskany człowiek czuje się po nich tak dobrze i bezpiecznie jak porcelanowa figurka owinięta w watę.

Łagodnie za to powoduję sobą, popasam Ducha. To moja wypracowana strategia ,, PO”: poleguję, poczytuję, popatruję na obrazy, filmy, krajobrazy, podjadam, podsypiam, podsuwam do ciepłego tyłeczka żony.
Zwalniam, kładę się na wodzie. Ważne, że wycofka bez zarzutów, własnej zżymanki.

Wiem od dawna, że lenistwo jest odmianą smutku. Nie wie tego głupi świat: jego połajanki, niecierpliwe zagrzewanie ( ,, może byś tak łaskawie ruszył dupę, nie użalał się nad sobą „), przynoszą odwrotny skutek.

Niestety chcemy być ze światem w zgodzie. Wielu daje się podpuścić i zmanipulować: imprezują, socjalizują, tinderują, siłkują, nadgodzinują by się przypodobać, zasłużyć. Wyżebrać czułość, nagonić trochę fejmu, głasków. Podpompować sobie sflaczałe ego. Najgorzej jeśli zapijają: alkohol niby rozluźnia ale truje i wzmaga lęki. Na dłuższą metę czyni z nas uzależnionych, załganych idiotów.

Bardzo chcemy od siebie uciec, od własnej rozpaczy: szarpiemy cuglami, chłoszcząc siebie batem. A to błędne koło, tak nie wolno. Wyrozumiałość bierze się z wyrozumienia.

Potrzebujemy ulgi, luzu jak najmniej zgryzoty. Wsłuchać w siebie, rozeznać dwa pokrętła: gałki dołującej i gałki krzepiącej. Każdej jesieni trzymam na nich paluchy, bez przerwy ściszam i zgłaszam, jak wytrawny inżynier nastroju.
Martwić się, to medytować o gównie, twierdzą terapeuci. Łatwo, niemiło powiedziane. Bezlitosna to jednak prawda: nasze myśli produkujemy sami, nimi zaczerniamy własny świat. To nie są ptaki, które zlatują się do naszej głowy, nie można pozwolić na to, by uwiły w niej cierniste gniazdo.

Smut to niezły dramat. Po latach to właściwie rozgrywka: nie trzeba z nim walczyć, znosić, heroicznie odpierać. Najlepiej go świadomie przechytrzać.

Trzymam za tych, którzy się z nim mierzą, za dzielnych Nas, kciuki !

Piotr Pietrucha


Roman Giertych: PiS odkleił się od rzeczywistości

Roman Giertych

Roman Giertych

Gdy Skarbowi Państwa przyjdzie płacić te odszkodowania, to PiS już pewnie dawno zniknie ze sceny, ale jako podatnicy my wszyscy zapłacimy za głupotę tych ludzi.

 

Odklejenie.

Nie od dziś wiemy, że PiS odkleił się od rzeczywistości. Jeszcze jednak nigdy nie pokazali tego dobitniej jak teraz, gdy zapowiadają wprowadzenie wolnego dnia na 12.11, z powodu tego, że 11.11 jest już wolny.

Absurdalność tego pomysłu jest porażająca. Samo robienie dnia wolnego z powodu tego, że dnia poprzedniego jest święto jest tak głupie, że może iść w konkury jedynie z pomysłem ministra Suskiego, aby zrobić lotnisko w Radomiu, gdyż z Radomia bliżej jest na południe Europy i do Afryki.

Jednak robienie dnia wolnego w ten sposób, że się go wymyśla dwa tygodnie wcześniej, a następnie prowadzi procedurę, która się zakończy lub nie na kilka dni przed tym dniem, to świadectwo tego, że ludzie z PiS nie żyją w realnym świecie.

Co ma zrobić pracodawca (jak chociażby autor tych słów), który nie wie, czy 12.11ma zaplanować pracownikom pracę i czy będzie można przyjmować klientów, czy nie. Nie wiemy, czy będą sądy czynne, czy nie. Czy terminy posiedzeń sądowych na ten dzień są aktualne, czy nie.

Nie wiemy nawet, czy terminy procesowe np. apelacji, kasacji, odpowiedzi na pozew będą przedłużone do 13.12, jeśli wypadają na 11 lub 12.11. Na terminy w sądach ludzie czekają wiele miesięcy. Te wyznaczone na 12.11 zostaną zniesione, a następne wyznaczone pewnie na luty, marzec. Czy ktoś pomyślał o tych ludziach? O ich problemach?

Podejrzewam, że w innych branżach ta niepewność ma jeszcze gorsze skutki. Postępowanie PiS świadczy o tym, że ludzie ci nigdy nie prowadzili własnych firm, nie wystawiali faktur, nie zatrudniali pracowników, nie wiedzą co to znaczy odpowiedzialność za termin itd. Rządzą nami skrajni ignoranci. Nawet dnia wolnego nie potrafią przegłosować w terminie, który umożliwiałby jego zaplanowanie.

Podejrzewam, ze skutkiem tego dnia będą masowe pozwy odszkodowawcze, które z pewnością skończą się zasądzeniem ogromnych kwot. Gdy Skarbowi Państwa przyjdzie płacić te odszkodowania, to PiS już pewnie dawno zniknie ze sceny, ale jako podatnicy my wszyscy zapłacimy za głupotę tych ludzi.

 

Roman Giertych

 

 


Gabriela Lazarek: Nie chcę żeby doszło do wojny domowej

Gabriela Lazarek

Gabriela Lazarek

Macie już dosyć straszenia PiSem, wyjściem z UE i Putinem? Ja też! Ale niestety to nie koncert życzeń. Taką mamy rzeczywistość i zaklinanie jej, żeby było inaczej, nic nie da.

 

Parę słów o wartościach, zgniłych kompromisach, mniejszym złu i prawdziwych pragnieniach.

Tak! Pragnę żyć w kraju gdzie rząd nie jest homofobiczny, ksenofobiczny, gdzie panuje pełne równouprawnienie kobiet! Pragnę żyć w kraju, gdzie panuje rozdział kościoła od państwa i panuje pełna wolność wyznaniowa.

I tak! Uważam, że absolutnie nie można odpuszczać i uważać, że cokolwiek jest mniej ważne!
Problem jednak mamy taki, że nie mamy państwa prawa, w rządzie panoszą się faszyści, sąsiad z sąsiadem, brat z bratem nienawidzą się coraz bardziej i coraz częściej, coraz mocniej i chętniej to okazują.
Bardzo chcę całkowitej przebudowy rządu i wielkich zmian. Chcę wielu rzeczy. Szacunku do kobiet, prawa do aborcji na życzenie, in vitro finansowanego z budżetu państwa, szacunku dla wszelkiej odmienności, poszanowania mniejszości i setek innych rzeczy.

Ale jeszcze bardziej chcę, żeby w tym kraju nie doszło do wojny domowej i żeby się ludzie w tym kraju nie pozabijali. Nie chcę, żeby ci bandyci wyprowadzili nas z UE pchając prosto w łapska Putina.
Do tego w pierwszej kolejności jest nam potrzebne PAŃSTWO PRAWA. Potrzebne nam są NIEZALEŻNE SĄDY i przestrzegana KONSTYTUCJA. Potrzebne są narzędzia, które będą chroniły nas przed wybuchem tej niczym nieograniczonej nienawiści. Narzędzia, które będą chroniły praw jednostki, praw człowieka.

W sytuacji kiedy istnieje ryzyko, że ludzie na ulicach skoczą sobie do gardeł, wybaczcie drodzy lewicowcy i liberałowie. W nosie mam Wasze osobiste zapatrywania na partię czy pojedynczych ludzi.
Potrzebni są wszyscy, którzy staną W OBRONIE PAŃSTWA PRAWA.

Proszę każdego, kto uważa, że teraz, już, w tej chwili można zrobić dosłownie wszystko, łącznie z pielęgnowaniem konfliktów poglądowych, osobistych urazów, fochów i urażonej dumy w imię wyższych wartości,, ze świadomością że te konflikty nie pozwolą nam zatrzymać tego czołgu.

Spójrzcie w lustro i powiedzcie sobie z czystym sumieniem, że poniesiecie odpowiedzialność za potencjalne ofiary tego konfliktu.

Nie chcecie zgniłych kompromisów? Nie podoba się Wam stanie w jednym szeregu z tymi, którzy nie wpisują się w Wasz światopogląd i system wartości?

Mnie też często nie podoba się stanie w jednym szeregu z niektórymi. Też mi z wieloma nie po drodze. Nie akceptuję niektórych odzywek i zachowań. Sama nieraz komuś zwracam uwagę. Mnie też ktoś zwraca. Ale się nie obrażam i nie odwracam od ludzi! Nie wywalam wszystkich po kolei, bo wiem, że jesteśmy sobie potrzebni!

Jak uratujemy ten kraj, proszę bardzo. Idźcie sobie w swoją stronę. W cholerę. Gdzie Was poniesie.
Wielu będzie zadowolonych, że nie będzie musiało się więcej wzajemnie oglądać. Ja chętnie też wielu zniknę z oczu.
Ale nie teraz.

Możemy to zatrzymać, ale WSZYSCY RAZEM. NIE MA INNEGO WYJŚCIA. Potem sobie walczcie każdy o co chcecie i z kim chcecie. Ale nie teraz. Błagam! Nie teraz!

Za każdym razem jak ktoś mnie wkurzy i mam ochotę odwrócić się na pięcie, myślę jaką cenę możemy za to zapłacić. Mam przed oczami obrazy z krajów, gdzie tego nie zatrzymano i doszło do wojny domowej. Mam przed oczami obrazy tego do czego jest zdolny Putin.

Maciek potrzebuje Eli a Ela Maćka. My potrzebujemy Eli i Maćka, Marysi, Kajetana, Pawła, Ani i tysięcy innych osób, które są ze sobą w konflikcie.

Macie już dosyć straszenia PiSem, wyjściem z UE i Putinem? Ja też! Ale niestety to nie koncert życzeń.
Taką mamy rzeczywistość i zaklinanie jej, żeby było inaczej, nic nie da.

Na mnie te groźby działają. Sama nimi będę straszyć.

Gabriela Lazarek


Magdalena Środa: Przestańcie chodzić do kościołów, bo wspieracie hipokryzję a nie wiarę

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Bóg jest wszędzie, Jezus też, w Kościołach i Episkopacie jest tylko nietolerancyjny PiS. Przestańcie chodzić do kościołów, bo wspieracie hipokryzję a nie wiarę.

 

Episkopat potępił „tęczowy piątek”! Co jest wyrazem jakiejś paranoi.

Jezus (zdawać by się mogło mentor i guru ludzi z episkopatu) był człowiekiem nie dość, że tolerancyjnym to wrażliwym na odrzucenie i dyskryminację; w końcu zasada miłości bliźniego ma zakorzenienie w jego nauczaniu. A Jezus nie nauczał przecież ksenofobii, homofobii ani nawet nacjonalizmu (nie masz Żyda, Greka, Rzymianina) lecz powszechną troskę o tych, którzy z różnych powodów są na marginesie.

Nieheteroseksualna orientacja spycha ludzi na margines z powodu nietolerancji; kościół powinien być pierwszym, który próbuje temu zaradzić zwłaszcza, że to również jego problem. Kościół jednak tylko potępia.

Więc powtarzam: Bóg jest wszędzie, Jezus też, w Kościołach i Episkopacie jest tylko nietolerancyjny PiS. Przestańcie chodzić do kościołów, bo wspieracie hipokryzję a nie wiarę.

Magdalena Środa


Ks. Stanisław Walczak: „Ja pyszczę, Wy płacicie”

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

W umowie unijnej interesy narodowe nie kłócą się z interesami wspólnoty. Słowo umowa, nie oznacza, że teraz nacjonaliści maja obowiązek dyktowania całej wspólnocie swoich chorych przekonań.

 

Jednostronna solidarność jest zakłamaniem. Jednostronny szacunek jest obłudą. Nie należy dziwić się narodowcom-katolikom, ze mają prawo żądać od innych solidarności, pozostająć, z „teologicznym” usprawiedliwieniem, skrajnymi egoistami. Nie należy im się dziwić, że żadają szacunku dla siebie, ba, czci i hołdu – wszak są jedynymi, którzy obderzeni zosatli zaszczytem stania się sekretarzami Ducha Świętego.

W umowie unijnej interesy narodowe nie kłócą się z interesami wspólnoty. Słowo umowa, nie oznacza, że teraz nacjonaliści maja obowiązek dyktowania całej wspólnocie swoich chorych przekonań.

Żadna umowa nie jest dyktatem, lecz wykonaniem wszystkich punktów umowy.

„Prawdziwa wspólnota musi być oparta na solidarności, wzajemnym szacunku, poszanowaniu interesów narodowych, a nie dyktacie. Jeżeli ktoś nam narzuca werdykt i uważa, że musimy się z nim zgodzić, to co to jest za wspólnota?” o oświadczył Prezydent RP dla „Rzeczposolitej”.

Chciałbym, by ludzie nie znający podstawowych pojęć w relacjach międzyludzkich po prostu wycofali się z umowy. Oczywiście, pan Prezydent oraz jego świta nie odczują nigdy skutków takiego kroku. Od ponoszenia konsekwencji jest „suweren”.

Takich konsekwencji nie odczują też duchowni doradcy polskiego rządu – żaden biskup, żaden ksiądz nie zaznają biedy. Dlatego mają prawo pyszczyć na prawo i na lewo – konsekwencji poniesie „durny”, w ich mniemaniu, lud.

Ks. Stanisław Walczak


Zmiana czasu, potrzebna czy nie potrzebna? Paradoksy i ciekawostki

Dzisiejszej nocy – w ostatnią niedzielę października, w całej Unii Europejskiej, bez względu na strefy czasowe, wskazówki zegarów zostały cofnięte o godzinę, a czas letni został zastąpiony czasem zimowym.

Zmiana czasu, potrzebna czy nie potrzebna?

Czas zimowy, będzie trwał do 31 marca 2019, kiedy to  ponownie nastąpi jego zmiana – tym razem na czas letni, który trwał będzie kolejnych 7 miesięcy.

Zmiany czasu mają spowodować efektywniejsze wykorzystanie światła dziennego. Latem standardowy czas geograficzny jest przesuwany o godzinę do przodu, więc czas aktywności człowieka jest lepiej dopasowany do godzin, w których jest najwięcej światła słonecznego.

Przejście z czasu letniego na zimowy nie jest uciążliwe, w niedzielny poranek śpimy godzinę dłużej, a konieczność dostosowania wskazań zegarków, jest na szczęście, coraz mniej kłopotliwe. Wskazania w większości urządzeń elektronicznych, takich jak telefony komórkowe, tablety, komputery, czy zegarki elektroniczne są korygowane w sposób automatyczny. Dzięki temu możemy bez obaw o pomyłkę zerknąć w niedzielny poranek na czas w naszym smartfonie.

Ciekawostki

Zmiany czasu mogą prowadzić do zaskakujących sytuacji. Przykładowo, możliwe jest, że w przypadku porodu bliźniaków, ten z pary który urodził się jako pierwszy może mieć oficjalnie zapisaną późniejszą godzinę narodzin, niż jego brat. Jest to możliwe jeżeli poród nastąpiłby w noc zmiany czasu z letniego na zimowy i pierwszy bliźniak urodziłby się o godz. 2:55 w nocy, a jego brat 10 minut później. W ten sposób na skutek cofnięcia zegara o godzinę, oficjalny czas narodzin tego drugiego byłby ustalony na 2:05, a nie na 3:05. Z drugiej strony, podczas zmiany z czasu zimowego na letni między godziną 2:00 a 3:00 w nocy nie ma żadnych narodzin.

Pomyłka związana ze stosowaniem zmian czasu w 1999 roku doprowadziła do udaremnienia zamachu w Izraelu. We wrześniu kiedy planowany był zamach na Zachodnim Brzegu Jordanu panował jeszcze czas letni, podczas gdy w Izraelu już czas standardowy (zimowy). Zamachowcy na Zachodnim Brzegu przygotowali ładunek wybuchowy dla swoich kompanów w Izraelu, ale ustawili zapalniki czasowe według swoich zegarków, co spowodowało, że ładunki eksplodowały godzinę za wcześnie według czasu izraelskiego — zabijając przy tym terrorystów.

Wszyscy wiemy, że zmiany czasu bywają kłopotliwe, mimo licznych przypomnień w mediach nietrudno zapomnieć o przestawieniu zegarków na właściwy czas. Sytuację ułatwia jednak fakt, że w Polsce obowiązuje ta sama strefa czasowa i zmiany czasu są dokonywane jednocześnie w każdym jej obszarze. Problem pojawia się w krajach, które ze względu na swój obszar stosują kilka stref czasowych.

W latach pięćdziesiątych oraz sześćdziesiątych XX wieku w Stanach Zjednoczonych daty przejścia na czas letni i z powrotem były ustalane lokalnie wedle uznania lokalnych władz. Jednego roku doprowadziło to do tego, że w różnych obszarach stanu Iowa obowiązywały łącznie 23 różne daty zmian czasu!

To z kolei prowadziło do kuriozalnych sytuacji, w których pasażerowie dalekobieżnych linii autobusowych musieli podczas jednej podróży przestawiać zegarki, nawet siedmiokrotnie! Skutkowało to również zwiększonymi kosztami ze względu na konieczność przygotowywania skomplikowanych rozkładów jazdy uwzględniających wszystkie te lokalne przejścia z jednego na drugi czas.

Co ciekawe, również na Antarktydzie stosowane są zmiany czasu, jednak z innych powodów.

W okresie od maja do września na Antarktydzie trwa zima polarna, podczas której dociera niewiele światła słonecznego i jest stale ciemno (noc polarna).

W miesiącach letnich natomiast, nachylenie Ziemi względem Słońca powoduje, że światło dociera cały czas, niezależnie od pory dnia.

Stosowanie zmian czasu wynika zatem nie z chęci oszczędzania światła słonecznego, ale z innych powodów. Na kontynencie tym znajduje się wiele stacji badawczych z różnych krajów świata. Stosuje się w nich zazwyczaj taki czas, jak w kraju macierzystym, z którego otrzymywane są dostawy żywności, sprzętu itp. Z tego powodu, jeżeli w kraju macierzystym dokonywane jest przejście z jednego czasu na drugi (z letniego na zimowy lub odwrotnie), to stacje również dostosowują czas lokalny do tych zmian.

Wszystko, co ludzkie, uwikłane jest w czas

W całej Unii Europejskiej do czasu zimowego wraca się w ostatnią niedzielę października, a na czas letni przechodzi się w ostatnią niedzielę marca. Zasadę tą reguluje dyrektywa UE ze stycznia 2001 roku:

„Począwszy od 2002 r. okres czasu letniego kończy się w każdym państwie członkowskim o godzinie pierwszej w nocy czasu uniwersalnego (GMT), w ostatnią niedzielę października”.

W Polsce zmianę czasu reguluje rozporządzenie prezesa Rady Ministrów. Kolejne takie rozporządzenie rząd wydał na początku listopada 2016 roku. Przedłuża ono stosowanie czasu letniego i zimowego do 2021 roku.

Czas się nie śpieszy – to my nie nadążamy

(af) thefad.pl


Roman Giertych: Brutalna prawda

Roman Giertych

Roman Giertych

Brutalna prawda jest taka, że kto nie jest w obozie zjednoczonej opozycji, to działa na rzecz Kaczyńskiego, Macierewicza, Szydło, Morawieckiego etc.

 

Długo jeszcze będą trwały analizy wyborów, ale jedno jest pewne. Po stronie opozycji jest tylko jedna formacja zdolna wygrać z PiS i jest to formacja Grzegorza Schetyny, a jedynym kandydatem wskazywanym przez Schetynę jako naturalny kandydat opozycji na Prezydenta RP jest Donald Tusk.

Rozumiem ambicje wielu osób, którym marzyło się, że to one będą jednoczycielami opozycji (Kijowski, Frasyniuk, Biedroń), ale ta kwestia jest rozstrzygnięte.

Każdy dziś kto atakuje Schetynę lub Tuska, który wydziwia nad tym lub innym elementem (nie mówię tutaj o rzetelnej krytyce), albo który próbuje tworzyć po stronie opozycji nową inicjatywę jest zwyczajnie poplecznikiem Jarosława Kaczyńskiego.

Może być też zwykłym narzędziem PiS, w przypadku, gdy jego działania są podyktowane strachem przed czymś lub korupcją polityczną. A może być użytecznym głupcem, ale konsekwencje są identyczne.

Brutalna prawda jest taka, że kto nie jest w obozie zjednoczonej opozycji, to działa na rzecz Kaczyńskiego, Macierewicza, Szydło, Morawieckiego etc. etc.

Może pewnym wyjątkiem (ze względu na specyfikę wiejskiego elektoratu) jest PSL, chociaż ja uważam, że ludowcy powinni dołączyć do Koalicji Obywatelskiej i do wyborów powinna pójść KO-PSL. Taka koalicja ma szansę wygrać następne wybory i stworzyć stabilny rząd. Wybory samorządowe pokazały bowiem, że KO i PSL biorą razem większość mandatów. Niech tak będzie i w 2019.

 

Roman Giertych

 

 


Roman Giertych: Pierwsza porażka PiS od 2015

Roman Giertych

Roman Giertych

Od tego komu się uda przejąć te kilka procent ludzi, którzy czasem głosują na PiS ze względu na swe konserwatywne poglądy, a czasem przeciwko PiS ze względu na wariactwa tej partii, zależy przyszłość Polski.

 

Wybory samorządowe już za nami. Wygrała je opozycja.

Opowieści niektórych symetrystycznych dziennikarzy, że 6 jest większe od 10, to zaprzeczenie wszelkiej logiki. W 10 sejmikach (a najmniej w 9) rządzić będzie opozycja wobec PiS. KO i PSL będą rządzić w dwóch bardzo ważnych sejmikach: śląskim i mazowieckim, które dysponują największymi budżetami. Nadto KO zmiażdżyła PiS w dużych miastach, które dysponują największymi budżetami.

Ostatni akord tego zmiażdżenia to będzie 4 listopada i wybory w Krakowie i Gdańsku. Jeśli porównać budżety samorządów, którymi zarządzać będzie PiS i opozycja to wygląda ze wstępnych danych, że Polacy pozwolili PiS-owi rządzić zaledwie 5% pieniędzy samorządowych. Te fakty jednoznacznie wskazują, że wybory 2018 zakończyły się porażką PiS.

Nieporozumieniem jest porównywanie wyników tych wyborów do wyniku z 2014. Takie podejście bowiem nie uwzględnia faktu, że w 2015 nastąpił psychologiczny upadek PO, którego najważniejszym akordem była klęska Bronisława Komorowskiego.

Zwycięstwo KO i PSL w większości sejmików i w miastach jest obaleniem tego psychologicznego szoku, jakim była podwójna klęska z 2015. Oznacza to również, że droga do zwycięstwa w 2019 została otwarta. Oczywiście, że wyniki te nie przesądzają o zwycięstwie za rok, ale gdyby PiS przejął większość sejmików i odbił duże miasta to nastrój po stronie opozycji zwycięstwo w 2019 praktycznie uniemożliwiałby. Jednym elementem nad którym popracować winna opozycja to zbalansowanie lewicowego skrętu.

Przyjęcie Barbary Nowackiej do KO zostało dobrze przyjęte w miastach, ale konserwatywne południe i wschód tego zwrotu nie przyjęły najlepiej. Widać to po tym, że w niektórych obszarach na wschodzie i południu PiS wziął więcej głosów niż w wyborach w 2015. KO przejęła już elektorat lewicy i należy obecnie zmierzać do centrum. Lewica bowiem w tych wyborach poniosła druzgocącą klęskę.

Jeżeli dobrze liczę to SLD uzyskało zaledwie kilku radnych w sejmikach. Partia Razem spadła do 1%. Żadna nowa inicjatywa lewicowa nie ma najmniejszych szans. Teraz czas na marsz do centrum po głosy elektoratu pomiędzy PO, a PiS.

Od tego komu się uda przejąć te kilka procent ludzi, którzy czasem głosują na PiS ze względu na swe konserwatywne poglądy, a czasem przeciwko PiS ze względu na wariactwa tej partii, zależy przyszłość Polski.

 

Roman Giertych