Andrzej Saramonowicz: Byłem molestowany przez księdza

Andrzej Saramonowicz
Tak wyglądałem, kiedy w połowie lat 70. XX wieku byłem molestowany seksualnie – wraz z kilkudziesięcioma innymi chłopcami – przez proboszcza parafii Matki Bożej Królowej Polski na warszawskim Marymoncie, marianina księdza Olgierda Nassalskiego.

Wszystkie te wydarzenia opisałem długie szesnaście lat temu w tekście „Milczenie jest grzechem” (Przekrój, nr 19/2968 z 12 maja 2002 roku).
Po jego opublikowaniu doświadczyłem wielu przejawów obrzydliwej hipokryzji, z których najbardziej zapamiętałem:
1. paszkwil Michała Ogórka w Gazecie Wyborczej, mówiący, że opublikowaliśmy ten tekst z ówczesnym naczelnym Przekroju Romanem Kurkiewiczem wyłącznie po to, by podnieść nakład tygodnika;
2. całkowite milczenie ze strony Kościoła Katolickiego (mimo deklaracji, że złożę szczegółowe wyjaśnienia i podam listę wielu osób, które również padły ofiarą molestowania);
3. potępienie ze strony Rady Etyki Mediów za „złamanie norm uczciwości dziennikarskiej”.
Mam nadzieję, że dziś ani Kościół, ani „obywatelskie media” ani żadne ciała mające słowo „etyka” w nazwie, nie ośmielą się już wejść w haniebny alians, gdy inne osoby w Polsce zechcą opowiedzieć o swojej krzywdzie, jakiej doznały ze strony polskich duchownych.
PS Proszę media, które – jeśli zechcą do mnie w tej sprawie dzwonić z pytaniem, jak było – by tego nie robiły, dopóki wcześniej nie przeczytają mojego artykułu z 2002 roku.
Andrzej Saramonowicz
Roman Giertych: Wojna siedmioletnia zakończona – to wielki przełom

Roman Giertych
Istotą jest, że prasa internetowa musi liczyć się z odpowiedzialnością za komentarze. To wielki przełom i mam nadzieję, że przyczyni się chociaż trochę do uprzątnięcia internetu z brutalności, chamstwa i nienawiści.
Siedem lat temu razem z Radkiem Sikorskim postanowiliśmy podjąć temat odpowiedzialności portali internetowych prowadzonych w celach komercjalnych (prasy) za treści komentarzy.
Radek był wówczas ministrem Spraw Zagranicznych i bardzo cierpiał z powodu nieustającego hejtu organizowanego pod każdym artykułem na jego temat i na temat jego rodziny. (Swoją drogą ciekawe, czy nie mieliśmy wówczas pierwszego wykorzystywania kampanii internetowych przez Rosjan do dyskredytacji polskiego rządu i polityki zagranicznej).
„Internauci” (być może z GRU) zasypywali każdy artykuł na temat Radka tysiącami wulgarnych wpisów z których najsłabsze to były wezwania, aby zagazować jego dzieci. Podobna zresztą fala hejtu dotyczyła Donalda Tuska – ówczesnego premiera.
Postanowiliśmy wówczas pozwać wydawcę „Fakt”, aby wywieść odpowiedzialność gazet internetowych za sprzątanie komentarzy o takim charakterze. Wydawca bronił się przepisem art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, który zakłada bezkarność usługodawcy hostingu w przypadku braku wiedzy o naruszeniu dóbr osobistych w takich komentarzach.
Wytoczyliśmy dwa procesy: jeden w imieniu Radka, a drugi w moim imieniu (mnie również, choć w mniejszym zakresie atakowano). Obydwa procesy przegraliśmy w pierwszej i drugiej instancji. Jednakże w mojej sprawie Sąd Najwyższy uchylił wyrok sądu drugiej instancji.
Pomimo zwycięstwa w SN przegrałem ponownie w Sądzie Apelacyjnym. Ponowna kasacja do SN spowodowała uchylenie wyroku i już za trzecim razem w SA wygrałem. W sprawie Radka Sikorskiego wstrzymywałem trochę proces do czasu zakończenia mojej sprawy. I w tym wypadku wygraliśmy dopiero w SN, a dzisiaj prawomocnie w Sądzie Apelacyjnym. Sprawa jest zakończona ustanowieniem linii orzeczniczej, która akceptuje obowiązywanie art. 14 w/w ustawy, ale stwierdza, że to na portalu spoczywa ciężar udowodnienia okoliczności, że nie wiedział o naruszeniu dobra osobistego. Taka zmiana rozkładu ciężaru dowodu w praktyce oznacza odpowiedzialność portalu za umieszczaną w komentarzach mowę nienawiści.
Wiem, że przedstawiłem sprawę językiem trochę hermetycznym, ale istotą jest, że prasa internetowa musi liczyć się z odpowiedzialnością za komentarze. To wielki przełom i mam nadzieję, że przyczyni się chociaż trochę do uprzątnięcia internetu z brutalności, chamstwa i nienawiści.
Roman Giertych
Adam Mazguła o „ojkofobii” Prezesa Kaczyńskiego

Adam Mazguła
Podczas swoich publicznych wystąpień Pan nie przemawia, nie mówi do ludzi, nie przekazuje myśli, tylko im ubliża, szczuje i dzieli
Panie prezesie, Jarosławie Kaczyński,
jestem pod wrażeniem umiejętności nazywania rzeczy tak, jak to tylko może zrobić doktor nauk prawnych.
Podczas swoich publicznych wystąpień Pan nie przemawia, nie mówi do ludzi, nie przekazuje myśli, tylko im ubliża, szczuje i dzieli. Swoją agresję ukrywa Pan pod trudnymi i potocznie nieużywanymi słowami.
Kiedyś zastanawiałem się, co znaczy ożywione przez Pana poddańcze słowo „kondominium”. Często używał Pan określeń o bardzo negatywnej konotacji, wręcz określające zdrajców, czyli pomocników obcych jak „kompradorskie elity”. Mówił także o „skomprymowanym państwie”, a w swoich przeciwnikach widzi „elementy animalne”, oszczerstwo i zniesławienie określa Pan słowem „dyfamacja”, czyli tak, jak nazywał to Adolf Hitler.
Panie Jarosławie,
dlaczego nie wyszukuje Pan w słowniku pięknych określeń na miłość, szczęście narodu, rozwój społeczny, partnerstwo i solidarność narodową? Zastanawia mnie, dlaczego w ogóle nie stosuje Pan takich słów?
Ostatnio użył Pan określenia „ojkofobia” – straszne słowo nienawiści wobec swojego miejsca zamieszkania. Tak ukazał Pan sędziów orzekających w sprawie roszczeń, wmawiając im, że dotknęła ich ojkofobia, czyli mimowolna niechęć lub nienawiść do własnego narodu.
Panie J. Kaczyński,
jeśli dobrze rozumiem rolę sędziów w naszym demokratycznym społeczeństwie, to mają oni stosować obowiązujące prawo w naszym kraju, bez oglądania się na to, czy podsądny jest Polakiem, Żydem, Niemcem, czy jest katolikiem, czy niewierzącym. To Pan, jako polityk, stanowi prawo od wielu lat i to Pan odpowiada za to, jakie to prawo jest. Nie chodzi przecież o to, kto orzeka, ale o to, by było zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem.
Pańskie określenie, że to sędziowie źle orzekają, bo, według Pana, przeciwko Polakom – to następny jaskrawy przykład niezrozumienia istoty prawa. Pan chce przez to powiedzieć, że ma ono chronić Pańskie interesy, interesy partii „łże-elit”, a nie określone w konstytucji prawa i obowiązki dla całego społeczeństwa? Czy zatem celem Pańskiej partii jest takie właśnie „reformowanie prawa”, by broniło jedynie Waszych interesów?
Jeśli tak, to czy Pan nie wychował się przypadkiem na bolszewickim prawie dyktatury proletariatu?
Czy zdejmowanie odpowiedzialności z siebie jako polityka odpowiedzialnego za jakość stanowionego prawa i obarczania tą odpowiedzialnością innych, którzy za to nie odpowiadają – to taka specjalność „rasy panów?.
Skąd Pan wyciągnął określenie „ojkofobia”?
Czy Panu obrzydł dom rodzinny?
Dlaczego tak bardzo bliskie jest Panu określenie „komuniści i złodzieje?
Dlaczego w Pańskiej głowie pojawiają się myśli o kanaliach, o zabójcach brata, albo ubekach i o tym, kto stoi tam, gdzie wtedy stało ZOMO?
Czy wszystkie te określenia zakorzenione są w Pańskim życiorysie?
Dlaczego one są tak silne i tak wciąż obecne w Pańskiej psychice?
Panie Jarosławie Kaczyński,
pielęgnuje Pan w sobie nienawiść, tworzy wokół siebie atmosferę umiłowania kłamstwa i odwracania znaczenia słów. Nawet z biskupów katolickich zrobił Pan partyjne łże-elity wyznania smoleńskiego.
Pan jest ogarnięty chorobą nienawiści do własnego domu, rodziny, społeczeństwa i narodu. To Pan chorobliwie ubliża i dzieli nas, Polaków, na grupy i sorty.
To Pana ogarnęła ojkofobia.
Nie wiem, na co Pan liczy, ale przepowiadam Panu rychłe przejście z pozycji oskarżyciela dowolnych grup społecznych i narodu do pozycji podsądnego. Zacytuję Panu co najmniej dwa paragrafy Kodeksu karnego, które łączą się z treścią tego listu.
Art. 133. Znieważenie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej
________________________________________
Dz.U.2018.0.1600 tj. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny
Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
***
Art. 216. Znieważanie osoby
________________________________________
Dz.U.2018.0.1600 t.j. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny
§ 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła,
podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku…
***
Panie J. Kaczyński,
człowiek, który aspiruje do przewodzenia narodowi nie może bać się Konstytucji RP czy białej róży. Musi znać takie wyrazy, jak miłość, radość, tolerancja, zaufanie, wspólny cel, wzajemny szacunek i życzliwość. Nie może wstydzić się słowa przepraszam czy pomyliłem się. Mąż stanu musi być odpowiedzialny i nie może się wstydzić, że kocha ludzi. Nie ma prawa szczuć i nienawidzić.
Pozostając zawsze z życzliwą radą,
Adam Mazguła
PS.
Zwracam się z prośbą do wszystkich pozytywnie i demokratycznie zmotywowanych, tych co pokładają we mnie nadzieję na normalność w naszym kraju, o wsparcie.
Wielu z Was pytało mnie wprost, co możemy dla Ciebie zrobić? Odpowiadałem – zobaczymy, spróbuję poradzić sobie sam.
Teraz widzę, że nie. Dlatego pierwszy raz w życiu zwracam się do kogoś o pieniądze. Do Was się zwracam, teraz i obiecuję, że godnie je wydam i bez rozrzutności podziękuję niezależnie od wyniku.
Pomóżcie proszę mi te wybory wygrać.
Komitet Wyborczy Wyborców Adama Mazguły
48-300 Nysa ul. Bolesława Krzywoustego 7-9
Numer Konta: 57 8872 1026 0042 4764 2000 0010
Bank Spółdzielczy w Otmuchowie.
Tytuł wpłaty: wpłata na komitet wyborczy
Uwaga!
Wpłaty należy dokonywać wyłącznie przelewem z konta prywatnego i od darczyńców zamieszkałych w Polsce. Nie można, zatem wpłacać do kasy banku lub na poczcie.

| Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
| Sfinansowane ze środków KWW Adama Mazguły |
Ks. Stanisław Walczak: Od 3 lat, prawda w Polsce straciła na wartości

Ks. Stanisław Walczak
Kłamstwo polityczne i nieścisłość teologiczna mają dzisiaj poparcie tych, którzy poszli za Jezusem – Drogą, Prawdą i Życiem
Kończę ten dzień zamyślony i przygnębiony. Znowu prawda stała się zabawką. Fakt, że przynajmniej od trzech lat prawda w Polsce straciła na wartości jest niezaprzeczalny. Kłamstwo polityczne i nieścisłość teologiczna mają dzisiaj poparcie tych, którzy poszli za Jezusem – Drogą, Prawdą i Życiem. Nic więc dziwnego, że i tym razem sąd poszedł po myśli wielu pasterzy dusz…
A kwestia sprawy przed Trybunałem w kwestii ustawy o Sądzie Najwyższym…? A kogóż to jeszcze obchodzi. Wolą polskich sił narodowo-katolickich jest odejście od zjednoczonej Europy. Wszak tam zgromadzili się jedynie głupcy, którzy nie dorównują inteligencją ani polskim proboszczom ani biskupom a tym bardziej polskim rządzącym. Intencją biskupów jest wyprowadzenie Polski z „liberalnej i lewackiej” Unii. Chociaż sami łapią się na relatywizmie. Kłamstwo i nienawiść, pycha i arogancja to siły napędowe tych planów.
„Będziemy sami ale wolni” – hasło włożone przez nich w usta Jarosława Kaczyńskiego jest ogłoszeniem nowej epoki Złotej Wolności kleru, który wspiera samowolę rządzących. I takie to proste. W Europie powstaje Państwo Katolickie na wzór bliskowschodniego tzw. Państwa Islamskiego.
Ks. Stanisław Walczak
Eliza Michalik: Kościół katolicki bierze udział w korupcji politycznej, niszczeniu ludzi, łamaniu prawa, oszustwach finansowych

Eliza Michalik
Kościół katolicki to organizacja, której pracownicy systemowo (co oznacza, że nie są to pojedyncze przypadki ani czarne owce) dopuszcza się przestępstw.
Nie bardzo rozumiem wszechobecne nawoływanie kościoła katolickiego (a nawołują i inteligentni wydawałoby się politycy i dziennikarze) do tego, żeby „rozliczył z się z pedofilii”. Abstrahując od tego, że nie ma na świecie przestępcy ani organizacji przestępczej która „sama się rozlicza” – bo jak niby miałoby to wyglądać? Sami się mają oskarżyć, postawić przed własnym sądem i skazać na więzienie? I abstrahując od tego, że takie działanie nie dość, że nielogiczne, byłoby bezprawne,ponieważ obracamy się w kręgu cywilizacyjnym, w którym obowiązuje zdroworozsądkowa i sprawiedliwa zasada, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie – to byłby kolejny wyraz niebywałego uprzywilejowania kościoła katolickiego i zaprzeczenie zasady, że wszyscy są równi wobec prawa.
Kościół katolicki to organizacja, której pracownicy systemowo (co oznacza, że nie są to pojedyncze przypadki ani czarne owce) dopuszcza się przestępstw. Bierze udział w korupcji politycznej, niszczeniu ludzi, łamaniu prawa, oszustwach finansowych i wywiera nielegalny wpływ na stanowienie prawa.
Jednak najgorsze, najbardziej odrażające, obrzydliwe, krzywdzące i nie do zaakceptowania dla nikogo, kto ma serce i śladową choćby przyzwoitość są przestępstwa dokonywane na dzieciach. Przemoc psychiczna i fizyczna, gwałty, molestowanie seksualne i wykorzystywanie – które niszczy ofiarom życie, prowadzi do samobójstw, zabija – najpierw psychicznie, a później często także fizycznie, na które kościół świadomie pozwala (tak, świadomie, ponieważ skala zbrodni jest tak wielka, że nikt przy zdrowych zmysłach nie może twierdzić, że o niej nie wie) i które świadomie ukrywa, poniżając i opluwając skrzywdzonych, zasługują na najwyższą karę, na jawne rozliczenie i powinny stać się powodem całkowitego odcięcia tej organizacji od życia politycznego i wpływu na stanowienie prawa – zgodnie zresztą z tym, co jest napisane w Konstytucji.
Nie, kościół „się sam” nie rozliczy, a nawet gdyby szczerze chciał – nie powinno mu się u na to pozwolić.
Kościół mają ścigać i rozliczyć niezależne, silne, obiektywne, sprawiedliwe i traktujące wszystkich tak samo instytucje państwa: policja, prokuratura i sądy. Księża pedofile mają znaleźć się w rejestrze pedofilów i siedzieć latami za gwałt w więzieniach o zaostrzonym rygorze, a do prawa należy wprowadzić przepis, że każdy ksiądz czy biskup, któremu się udowodni, że wiedział o przestępstwie i nie zgłosił go organom ścigania, jest sądzony za współudział. Tak powinno i mam nadzieję będzie wyglądać rozliczenie kościoła katolickiego, kiedy już do niego dojdzie.
Eliza Michalik
Stefan Niesiołowski: Duda za Atlantykiem – jednym słowem żenada

Stefan Niesioowski
Trudno dostrzec cokolwiek pozytywnego w pobycie Dudy za Atlantykiem może z wyjątkiem pogłębiającej się kompromitacji tego pana i wraz z nim pisowskiej Polski.
Pan Duda wybrał się do Ameryki odwiedził trochę podobnego sobie krętacza i nacjonalistę tylko w innej skali p. Trumpa.
Wizyta ta była pewnego rodzaju syntezą pisowskiego reżimu i wysługujących się mu ludzi. Ponieważ dyktatury są generalnie podobne, obecna jest bardzo podobna do PRL-u tylko gorsza (przynajmniej od późnego PRL-u) wizyta Dudy za Atlantykiem bardzo przypominała analogiczne wizyty jego PRL-owskich poprzedników. Ten sam jazgot i podobne kłamstwa reżimowych mediów zapewniających o sukcesie i przełomowym charakterze tej „wizyty”. Te same bełkotliwe tłumaczenia i komentarze wypróbowanych lizusów i ataki na politycznych przeciwników, te same żenujące miny i zachowania głównego bohatera i kompletny brak profesjonalizmu pisowskich ministrów i urzędników.
Jednym słowem żenada. To słowo najlepiej chyba oddaje charakter transatlantyckiej wyprawy p. Dudy.
Żenujące było zdjęcie stojącego przy biurku Trumpa i podpisującego jakiś nieistotny dokument Dudy, żenujący był bucik p. Dudziny wysiadającej z samochodu (ona nawet butów nie umie dobrze założyć), żenujące były miny a la Mussolini, wysunięty podbródek i przenikliwy wzrok polskiego męża stanu, który patrzy w przyszłość maszerując szlakiem naszych królów i wodzów, szlakiem niepodległości, którą jak wiadomo dał Polsce Lech Kaczyński i dlatego będzie miał kolejny monument w Warszawie (nie mogę się doczekać kiedy te szkarady zostaną rozwalone, a gruz przyda się na nowe domy i drogi).
Duda nie posłuchał genialnych rad p. Schetyny i nie wystąpił jak rzecznik Unii oraz obrońca prozachodniej polityki demokratycznej Polski. Raczej był tej Unii rozbijaczem i starał się stworzyć wrażenie, że razem z Ameryką Polska sobie sama poradzi, żadna tam parszywa Unia i cała ta europejska zdegenerowana i amoralna Unia nie jest potrzebna i gdyby tylko Trump zechciał to wspólnie pokazalibyśmy Merkel i Macronowi gdzie raki zimują.
Trudno dostrzec cokolwiek pozytywnego w pobycie Dudy za Atlantykiem może z wyjątkiem pogłębiającej się kompromitacji tego pana i wraz z nim pisowskiej Polski. Reklamowany w reżimowych mediach sukces w postaci amerykańskich baz w naszym kraju jest absurdalny.
Po pierwsze Trump ze swoja manią wielkości pragnący mieć w Polsce kolejną wieżę jak w kolonialnym kraju (generalnie miała ta wizyta w sobie coś z kolonialnej wizyty regionalnego kacyka w metropolii), niczego nie obiecał bo o bazach decyduje Kongres, a po drugie za wszystkie bazy na świecie płaci Ameryka i Polska byłaby swoistym dziwolągiem płacącym Ameryce za bazy na swoim terytorium. Symbolem pozostanie jednak to żałosne zdjęcie, o którym jak o całej „wizycie” mającej być ukoronowaniem tej żenującej prezydentury najlepiej jak najszybciej zapomnieć.
A w kraju mieliśmy kilka wydarzeń z pewnością zasługujących na uwagę.
Pan Sasin, którego powierzchowność inteligencja i maniery przywodzą na myśl biblijne zwierzę symbolizujące nieczystość był uprzejmy ogłosić, że ojcem niepodległości jest Lech Kaczyński. Nie jest jasne czy Sasinowi chodzi o rok 1918 i Bitwę Warszawską, czy o niepodległość odzyskaną w 2015 roku, bo przecież rok 1989 był zdradą, oszustwem i narodowym zaprzaństwem. O cokolwiek Sasinowi chodzi wypowiedź świadczy o konieczności poddania się kuracji co najmniej wypoczynkowej.
Casus p. Le Pen skierowanej na przymusowe badania psychiatryczne świadczy o tym, że Francja pod każdym względem wyprzedza Polskę. W prawdzie kilka lat temu sąd skierował na badania psychiatryczne Jarosława Kaczyńskiego, ale pochopnie i lekkomyślnie z tej decyzji się wycofał.
P. Morawiecki zaprosił na rozmowę Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf i prawdopodobnie coś tam naobiecywał i nakłamał. Zalecam daleko posuniętą ostrożność i nieufność, albowiem wygląda na to, że w obliczu dość stanowczej choć nieludzko powolnej polityki Unii wobec pisowców PiS jakiś kolejny pozorny gest w stosunku do Unii może wykonać. Moja odpowiedź jest jedna nie rozmawia się z kłamcami i oszustami i żadnych ustępstw wobec dyktatury.
Nie ma miejsca w Europie na dyktaturę i należy dyktatury obalić, jej sprawców ukarać, a demokrację odbudować i zabezpieczyć. Sapienti sat.
Stefan Niesiołowski
Magdalena Środa: Duda – Klaun? Za mało inteligentny i w ogóle nie śmieszny

Magdalena Środa
Trudno mi zaklasyfikować taką postać jak prezydent Duda. Za mało inteligentny i w ogóle nie śmieszny. Szukam jakiejś kategorii w którą można go wtłoczyć
Trudno mi zaklasyfikować taką postać jak prezydent Duda.
Kaczyński wzbudza niechęć i pogardę za szkody (nieodwracalne), które wyrządza naszej demokracji. To polityk zdeterminowany, o czarnym podniebieniu, ale nie sposób odmówić mu powagi (szatańskiej).
Morawiecki to polityczny karierowicz. Wierzy w swoją misję. Poza tym to prawdziwy endek i wielki narcyz. Można go nie znosić ale trudno się z niego nabijać.
Natomiast Duda jest postacią nie z tego świata, trochę z kabaretu, trochę z wodewilu, trochę z malowanek i komiksów dla dzieci. Nie sposób go poważnie traktować, ani nienawidzić, ani go lubić… Ani z niego cynik, ani hipokryta, ani demon, ani szkodnik.
Klaun? Za mało inteligentny i w ogóle nie śmieszny. Szukam jakiejś kategorii w którą można go wtłoczyć by go zrozumieć, ale nie znajduję.. I wierzyć mi się nie chce, że uzyskał w wyborach więcej niż kilka głosów własnej rodziny, która chciała się go pozbyć z domu.. Bo to dobry motyw by na niego głosować, ale reszta????
Magdalena Środa
Jacek Dubois: Zabawa w chowanego

Mec. Jacek Dubois
Zażądajmy gremialnie wystąpienia z Unii, a natychmiast staniemy się jej najmocniejszym ogniwem. W końcu stojąc na głowie też można żyć.
Tak sobie myślę, że w otaczającym nas świecie jest bardzo mało logiki. Z badań statystycznych wynika, że osiemdziesiąt pięć procent Polaków chce pozostać w Unii Europejskiej. Jeśli jednak chcą w niej pozostać to muszą zakładać, że Unia istnieje. Równocześnie prezydent wybrany przez tych samych obywateli uważa, że Unia nie istnieje i jest tylko wyimaginowaną wspólnotą. Dochodzi zatem do paradoksu, bowiem obywatele chcąc czegoś wybierają sobie prezydenta, który w to coś nie wierzy i tego nie chce. Wyborcy dalej go kochają, mimo że on dąży do czegoś czego oni nie chcą.
Większość Polaków oczekuje od swojego premiera uczciwości. Premier jednak kłamie w żywe oczy, oszukując swoich wyborców co do danych statystycznych i przypisując sobie nienależne zasługi. Mimo, że zostaje złapany na gorącym uczynku oni kochają go dalej, mimo że postępuje w sposób, który oni zdecydowanie potępiają.
Wyborcy chcą Polski silnej opartej na trwałych i stabilnych sojuszach. Minister spraw zagranicznych działając ramię w ramię z pozostałymi przedstawicielami władzy robi wszystko by nasz kraj był słaby, osamotniony i nieszanowany. Mimo, że powoli odwraca się od nas cała Europa, czyli potencjalni sojusznicy, wyborcy nadal kochają rządzących, mimo że doprowadzili do tego o czym nie śniło się nam w najgorszych snach.
Obywatele pragnęli sprawnych i niezależnych sądów. Władza zaś przerabia je na organizm, którym będzie mogła ręcznie sterować, doprowadzając równocześnie do ich całkowitej niewydolności, bowiem sędziowie zamiast sądzić stoją w kolejce do rzeczników dyscyplinarnych za to, że bronili wartości konstytucyjnych, których przestrzeganie deklarowali rządzący, zaś pozostali sędziowie solidarnie im towarzyszą pod budynkiem śledczych. Pomimo, że wyborcy zostali pozbawieni większości gwarancji prawnych nadal kochają rządzących. Zrozumieć tego się nie da, bo jest to poza zasięgiem logiki, ale w bardzo prosty sposób można sobie z tym poradzić. Aż się dziwię, że jeszcze nikt nie wpadł na tak prosty sposób.
Zasadą obecnej kadencji jest, że rządzący, żeby zdobyć popularność robią dokładnie odwrotnie niż to czego oczekują od nich wyborcy. Wygląda to na zaplanowane działanie, a zatem można w bardzo prosty sposób ich zmylić. Jeśli oni, żeby utrzymać się przy władzy, robią odwrotnie niż chcą wyborcy, to wystarczy zacząć oczekiwać od nich tego wszystkiego czego byśmy tak naprawdę nie chcieli, a świat powróci do normy.
Zażądajmy gremialnie wystąpienia z Unii, a natychmiast staniemy się jej najmocniejszym ogniwem. W końcu stojąc na głowie też można żyć. Z tą optymistyczną myślą życzę miłego dnia.
Jacek Dubois
Roman Giertych: Kler – moja refleksja

Roman Giertych
Tak jak papież Franciszek zwalczajmy klerykalizm, ale uszanujmy Kościół. Bo jak mówi polskie przysłowie, dłużej klasztora, niż przeora.
W ostatnich czasach Kościół katolicki przeżywa trudny czas ze względu na trwający skandal pedofilski, który obejmuje liczne kraje. Papież Franciszek w swoim ostatnim liście do wiernych definiuje problem jako wynikający z postawy klerykalnej.
W wyniku procesów w średniowieczu w wielu Kościołach lokalnych utworzyła się tendencja do budowania niezależnego stanu duchownego. Stan ten charakteryzował się niezależnością finansową i prawną. W Polsce rzeczywiste zręby Kościoła zbudowano w XIII wieku, kiedy tendencja w Kościele powszechnym do wydzielenia niezależnego stanu duchownego była najmocniejsza. Stąd w pamięci naszego Kościoła nie ma w ogóle czasów, gdy duchowni nie byli stanem.
Niezależny stan duchownych miał swój sens w średniowieczu, gdy istniała silna tendencja do podporządkowania Kościoła władzy świeckiej. Dzisiaj istnienie takiego stanu jest absurdalne.
Problem pedofilii istnieje w każdym środowisku. Statystyki karne wskazują na to jednoznacznie. Przyczyną problemów Kościoła jest to, że ze względu na istniejącą tradycję solidarności wewnątrzstanowej sprawców kryto lub też nie dawano wiary ofiarom ze względu na pozycję sprawcy.
Ta postawa przyczyniła się do rozszerzania zjawiska. I do powiększania liczby ofiar. Na tle tego skandalu wszystkie inne ukrywane problemy polskiego duchowieństwa zaczynają być ciekawym tematem medialnym. Oczywiście przyczyną takiego zainteresowania mediów jest fakt, że Kościół w Polsce stał się stroną sporu politycznego.
W wyniku sojuszu Kaczyńskiego z o. Rydzykiem Kościół w praktyce opowiedział się za jedną partią polityczną. To opowiedzenie się nie miało charakteru oficjalnego, ale było rzeczywiste, gdyż wszystkie media katolickie popierały PiS. W zamian PiS utrwalał przywileje stanu duchownego (dotacje pieniężne, karty paliwowe dla księży, zapraszanie na każdą uroczystość etc.).
To wszystko razem powoduje, że skandale seksualne padają na podatny grunt medialny, gdyż Kościół stracił rolę arbitra, którą miał za kardynała Wyszyńskiego, Jana Pawła II lub nawet za Prymasa Glempa. Teraz jako strona sporu politycznego płaci rachunek za jawne popieranie PiS.
Miałem w życiu okazję poznać wielu wspaniałych i świętych księży. Znam dobrze środowisko polskiego kleru. Muszę dać świadectwo, że większość z nich to ludzie bardzo dobrzy, albo przynajmniej przyzwoici. Uproszczenia pokazujące kler jako bandę zepsutych pedofilów są krzywdzące. Wśród polskiego duchowieństwa jest pewna część ludzi złych. Też takich poznałem. Ale zdecydowana większość to ludzie dobrzy, którzy często całe swoje życie poświęcili dla drugich. Zadaniem mediów jest ujawnianie rzeczy ukrytych. Również o księżach. Ale apeluję do mediów o to, aby w ocenach być sprawiedliwym. Samobójstwo które popełnia polski kler popierając najbardziej zakłamaną partię nie oznacza, że powinniśmy przyłożyć ręki do zamordowania znaczenia Kościoła w Polsce, bez którego trudno wyobrazić sobie naszą kulturę.
Pamiętajmy, że Kościół w Polsce miał ogromną rolę w wyzwoleniu nas od komunizmu. Nadto pamiętajmy, że uogólnienia, które próbują tworzyć niektóre media stawiając znak równości pomiędzy księdzem, a pedofilem są głęboko niesprawiedliwe. Ranią tych którzy nie mają nic wspólnego z nadużyciami seksualnymi. Przedstawianie takich uogólnień zbliża nas do zakłamanej propagandy rządowej, która pewne grupy społeczne atakuje na podstawie uchybień poszczególnych osób z danego środowiska. Nie możemy ulegać rozprzestrzenianiu się podłości.
Tak jak papież Franciszek zwalczajmy klerykalizm, ale uszanujmy Kościół. Bo jak mówi polskie przysłowie, dłużej klasztora, niż przeora. Ci, którzy odpowiadają za skandal związania Kościoła z władzą PiS odejdą, ci którzy dopuścili się nadużyć seksualnych przeminą, a Kościół w Polsce przetrwa.
Roman Giertych
Jan Hartman: Polska jest krajem lubiącym się płaszczyć

Jan Hartman
Gdy tak patrzę na te dwie skrajnie niekompetentne i przypadkowe osoby na prezydenckich stołkach, przypomina mi się król Ubu. Więcej w tym żenady niż grozy
Polska jest krajem lubiącym się płaszczyć. A konkretnie to przed dwiema mitycznymi, lecz i realnymi potęgami: Watykanem i Waszyngtonem. Watykan – odwieczny ciemiężca Polski – wywołuje w Polakach, a zwłaszcza tych u władzy, syndrom sztokholmski: czym więcej trzeba im płacić, tym bardziej wzbudza nabożny strach i podziw.
Dlatego od Mieszka I do dziś każdy polski przywódca wsysa się w papieski pierścień, roztapiając się w jakimś błogim i absolutnie durnym uniżeniu. Bo Kościół to zadatek raju i polisa na życie wieczne. A że taki pazerny i pyszny, to tym lepiej, bo przecież takie niebo to nie przelewki. Skoro Bóg może wszystko, to Kościół może więcej. Taka to jest logika zabobonnej służalczości.
Z Waszyngtonem sprawa jest poniekąd podobna. Boć to dla Polski jakiś raj na ziemi, a co najmniej ziemia obiecana. Coś takiego wielkiego, potężnego i rozlewnego, prawie jak Rosja, ale jednocześnie bogatego i patriotycznego. Kojarzy się z wolnością i niebaniem się Rosji. No i z całą masą popkulturowych klisz. Dlatego ilekroć prezydent USA przyjeżdżał do Polski, wzbudzał atawistyczny entuzjazm, bez względu na to, kto zacz.
Podobnie było z wizytą Donalda Trumpa, człeka żałosnego i zaburzonego, notorycznego kłamcy i operetkowego bufona, w Warszawie. Nawet gdyby ropucha była prezydentem USA, Polakom wydawałaby się księciem z bajki. Sto lat zaborów nauczyło nas międlenia czapek i głupkowatych uśmieszków.
W głupkowatych uśmieszkach, śmiesznych podskokach i infantylnych zakrzyknięciach celuje Andrzej Duda, godny partner Trumpa i naturalny kandydat na małego przyjaciela.
Mały przyjaciel dostał właśnie 20 minut, żeby powiedzieć po raz tysięczny, że chcemy stałych baz amerykańskich w Polsce. I po raz tysięczny usłyszał to samo, co o wizach i o wszystkim, czyli „się zobaczy”. A poza tym tylko protekcjonalne poklepywanki po plecach i małomiasteczkowe komplemenciki.
Wielkie nieszczęście dotknęło Amerykę w osobie Donalda Trumpa. Wielkie nieszczęście i wielka kompromitacja. Małe nieszczęście dotknęło Polskę w osobie Andrzeja Dudy, bo i władzę ma niewielką i mało kto za granicą się ciekawi, co tam słychać w dalekim kraju. Zwłaszcza w ostatnich latach, gdy już ogólnie wiadomo, że całkiem nieciekawie.
Gdy tak patrzę na te dwie skrajnie niekompetentne i przypadkowe osoby na prezydenckich stołkach, przypomina mi się król Ubu. Więcej w tym żenady niż grozy. Ot, trafił swój na swego – losu zrządzeniem i ludu kaprysem.
Nie będzie żadnych stałych baz amerykańskich ani żadnego „Fort Trump”, za które tak gorliwie chciałby płacić Duda. Rosja wystawiłaby za to zbyt słony rachunek. Poza tym Polska nazbyt ściele się do amerykańskich nóżek, a takich się nie ceni. Byliśmy traktowani poważnie, gdy walczyliśmy (to znaczy pewna mniejszość, której zasługi lubi sobie przypisywać jakieś abstrakcyjne narodowe „my”) o wolność i niezależność od Rosji. Przyjęcie Polski do NATO było jedynym poważnym aktem politycznym, w którym brały udział oba kraje. Cała reszta to tylko handel bronią i jakieś drobiazgi godne czwartej strony w „Washington Post”. Nawet tych nieszczęsnych wiz nie chcą nam odpuścić, bo nie ma żadnego poważnego lobby w tym do cna sterowanym przez grupy interesów kraju, które mogłoby to wywalczyć. Nawet Czechy znaczą więcej, bo mają Pragę, gdzie mieszkają dziesiątki tysięcy Amerykanów. Oczywiście Czesi jeżdżą do USA bez wiz.
Z punktu widzenia USA Polska to teren pomiędzy Europą a Rosją. Tylko tyle i aż tyle. Raczej tylko. Poza tym to „kraj pogranicza”, w dodatku „tradycyjnie proamerykański”. Wprost idealny, żeby torturować w nim amerykańskich więźniów. Oto czym się dla USA zasłużyliśmy – Kiejkutami. A w zamian mamy gładki wykładzik amerykańskiego prezydenta co parę lat w Warszawie i parominutowe rewizyty w Białym Domu, których cała wartość polega na tym, że dziennikarze mają okazję zadać pytania o naprawdę ważne sprawy – sprawy, od których Polskę trzyma sią jak najdalej. Co do baz wojskowych, to se zbudują, jak zechcą. A jak se nie zechcą, to se nie wybudują. Żaden Duda nie ma tu nic do gadania.
Dobrze wyszlibyśmy na jakimś małym odkochaniu się w Ameryce. Może wtedy by nas zauważyli i zaczęli trochę szanować. A i Europa by to doceniła. Ale to nie za PiS. PiS ma służalczość w genach. Łaszenie się do rzymskich papieży i amerykańskich prezydentów podbija im bębenek i podnosi chronicznie obniżone poczucie własnej wartości. Jakże słusznie zresztą obniżone!


