Jurek Owsiak: Osoba donosi – prokuratura umarza

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Kochani! Nie narzekamy na żadne kontrole, a także w sumie nigdy Was nie niepokoiliśmy tym śledztwem. Dotyczyło to nas i nie chcieliśmy tym nikomu zawracać głowy

 

Co za piękny i pogodny wtorek dla Fundacji Fundacja WOŚP! Prokuratura umorzyła śledztwo ws. Przystanków Woodstock w latach 2010-2017.

Zdarzyło się tak, że „osoba”, bo tak został określony jegomość, który wystąpił z doniesieniem na Fundację Fundacja WOŚP ws. festiwalu Przystanek Woodstock, zapoczątkowała wielowątkowe śledztwo dotyczące organizowanej przez nas imprezy. Sama „osoba”, nie będąc nigdy na tym festiwalu i znając go tylko ze zdjęć, czy może z filmów, bo raczej nie z opowiadań – bo takie „osoby” nawet nie mają znajomych, którzy chcieliby się bawić na naszym Najpiękniejszym Festiwalu Świata – wyrabia sobie swoje zdanie na ten temat i wyciąga jednoznaczne wnioski, które określają ten festiwal mianem najbardziej niebezpiecznego i łamiącego wszystkie zasady jego organizacji.

Na początku doniesienie dotyczy tylko edycji festiwalu z lat 2011 – 2015. Następnie „osoba” dokłada następne doniesienia, pisząc o latach 2010, 2016 i 2017. Badanych jest w sumie 8 lat. Szmat czasu, ale także wszystkie te edycje były ogromnym sukcesem nas, organizatorów, co wielokrotnie podkreślały w swoich opiniach profesjonalne służby, takie jak Straż Pożarna, Inspektorat Sanitarno-Epidemiologiczny, Policja, urzędnicy Wojewody Lubuskiego oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego.

Nic to! Na początku postępowanie po donosie wszczyna policja z samego Kostrzyna nad Odrą. Ponieważ złamania prawa się nie dopatrzono, odmówiono wszczęcia dochodzenia. Jednak wówczas dalszego śledztwa podjęła się Prokuratura w Gorzowie Wielkopolskim oraz Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Żeby nie było dość zamieszania w tej sprawie, po kilku miesiącach gorzowska prokuratura wyłącza się z tego śledztwa, więc całość postepowania przejmuje Prokuratura w Koszalinie. Ta arcyskrupulatnie bada kolejne segregatory przesłanych dokumentów i prowadzi liczne przesłuchania świadków.

Można powiedzieć, że trzy lata trwało bardzo intensywne badanie zdarzeń, z których część (te najstarsze edycje festiwalu) w ogóle nie powinno być branych pod uwagę bo „doszło do przedawnienia”. Prokurator i tak jednak pochylił się nad wszystkimi dostępnymi dokumentami i materiałami i… Nie dopatrzył się żadnych znamion przestępstwa.

Trudno powiedzieć, ile osób ostatecznie było zaangażowanych w prowadzenie tego żmudnego postępowania. Z drugiej strony, zawsze podkreślaliśmy – nie mamy nic do ukrycia, wszystkie dokumenty możemy udostępnić, a sam festiwal najlepiej broni się swoimi kolejnymi edycjami i ostatecznymi komunikatami po ich zakończeniu, z których wynika, że wszyscy czują się na nim dobrze, bezpiecznie, dbają o siebie, innych i wystawiają nam, organizatorom, doskonałą ocenę.

Z komunikatu Prokuratury najbardziej nas ucieszył jeden akapit. Otóż „osoba”, która złożyła doniesienie, nie jest pokrzywdzoną, więc „nie będzie jej służyło zażalenie”. Istotnie, na zawziętość i nieprawdopodobne pokłady złej woli, oraz gigantycznego focha na wszystko, co „osobę” otacza – nie ma mocnych. Jednak takie zakończenie całego tematu, z wyraźnym zaznaczeniem, że trzeba wracać z kąta, z którego się wyszło, jest ostateczne i może tego focha chociaż ciut utemperuje. (Więcej o sprawie: https://szczecin.onet.pl/koszalin-prokuratura-umorz…/cmykf7z )

Kochani! Nie narzekamy na żadne kontrole, a także w sumie nigdy Was nie niepokoiliśmy tym śledztwem. Dotyczyło to nas i nie chcieliśmy tym nikomu zawracać głowy. Od trzech lat nasz festiwal otrzymuje status podwyższonego ryzyka, z czym się nie zgadzamy, ale z drugiej strony – robimy też wszystko, aby uczestniczy festiwalu czuli się bezpiecznie i abyśmy także my, razem z nimi, mogli bawić się jak najlepiej. I nie zepsuje tej zabawy żadna „osoba”, której najnormalniej w świecie brakuje przytulenia i przyjaźni.

Mam nadzieję, że wszyscy, którzy działali urzędowo po stronie każdej z prokuratur zajmujących się sprawą, którzy sprawdzali każdy dokument, którzy przesłuchiwali mnóstwo osób – mogli także zobaczyć, że z całą odpowiedzialnością i bardzo solidnie Fundacja Fundacja WOŚP przygotowuje się do festiwalu Pol’and’Rock Festival, a później go realizuje. Jest to tylko cząstka naszej codziennej pracy, ale zasada jest ta sama, co przy realizacji głównego statutowego celu, którym jest ratowanie życia i zdrowia Polaków. Tu też się wszystko zgadza, choć „osoba” i tutaj bardzo mocno próbuje wtrącić swoje trzy niepotrzebne grosze.

Zapraszam do naszego sklepiku SiemaShop, gdzie wznowiliśmy nasze piękne koszulki – „Psy szczekają, karawana jedzie dalej!” 👉http://siemashop.pl/product/psy_szczekaja_t_shirt_meski

Jurek Owsiak


Gabriela Lazarek: W tym kraju już wolno bić, wolno kopać…

Gabriela Lazarek

Gabriela Lazarek

Gałąź, na której wszyscy siedzimy, jest już porządnie podpiłowana i właśnie całe społeczeństwo od prawa do lewa, które nie podporządkuje się tej władzy i nie będzie tańczyć jak zagrają, upadnie na ryj.

 

Prześladowania sędziów wydających niekorzystne dla władzy wyroki, broniących Konstytucji, a co za tym idzie – Państwa Prawa, oraz wyroki sędziów partyjnych, gdzie umorzono sprawę o pobicie (brutalne skopanie) Kobiet, przez uczestników Marszu Niepodległości 11 listopada 2017.

Tak działa w Polsce Prawo i Sprawiedliwość w 2018r. “Nikt nam nie powie, że czarne jest czarne, a białe jest białe ” czy jakoś tak…

Niech mi ktoś jeszcze powie, że nie protestuje, bo jest „apolityczny „.

Prawo jest w Polsce polityczne i w obecnym stanie, jesteśmy państwem bezprawia. Dotyczy to nas wszystkich, czy się to komuś podoba czy nie. Też Was ta władza sięgnie” apolityczni „. Nie znacie dnia, ani godziny.

Gałąź, na której wszyscy siedzimy, jest już porządnie podpiłowana i właśnie całe społeczeństwo od prawa do lewa, które nie podporządkuje się tej władzy i nie będzie tańczyć jak zagrają, upadnie na ryj. Łącznie z tą władzą.
Przepraszam, nie wszyscy. Faszystowskie bojówki przetrwają. Rozrosną się jak grzyby po deszczu. Tylko tam będziesz chroniony. Tylko ten co bije, nie będzie bity.

Ten rząd sam za chwilę dostanie z buta od tych nacjonalistycznycb, faszyzujących bojówek. I nie będzie mógł absolutnie nic zrobić. Nikt nie będzie już mógł nic zrobić.

W tym kraju już wolno bić. Wolno kopać. Od słowa, do czynu. Teraz wolno. To kwestia czasu, kiedy będziesz musiał bić, żeby nie być bitym. Zgodnie z prawem. Co dalej?

Gabriela Lazarek


Dlaczego nazywamy ONR faszystami?

ONR i reszta skrajnej prawicy irytuje się gdy nazywamy ich faszystami. A my po prostu idziemy za radą poety: „odpowiednie dać rzeczy słowo”.

Dlaczego nazywamy ONR faszystami?
Logo ONR

Oczywiście zaraz pojawiają się przykłady Pileckiego i Mosdorfa, którzy walczyli u boku oenerowców. Ale czas wojny rządził się swoimi prawami, większość Polaków była zjednoczona walką ze wspólnym wrogiem.

Natomiast w czasie pokoju dzieje się coś zupełnie innego. Bo skrajna prawica np. stara się szukać wroga w postaci Żydów, imigrantów, gejów. Zupełnie tak samo jak ich ideowy wzór.

Ale po kolei:

  • ONR nawiązuje do przedwojennej faszystowskiej organizacji, której działacze byli zafascynowani Hitlerem, dopuszczali się antysemickich ataków i pogromów. Nawet ich strój nawiązywał do mundurów oddziałów szturmowych NSDAP
  • ONR nigdy nie odciął się od tej tradycji, wręcz przeciwnie – jeszcze do niedawna nosił brunatne koszule. Dopiero w 2007 sąd nakazał im zdjęcie nielegalnych mundurów. Teraz noszą czarne koszule z opaskami na ramieniu – czy to kogoś nie przypomina..?
  • Sama deklaracja ideowa ONR nawiązuje do faszystowskich idei: czystość etniczna, naród ponad jednostką, o tym kto jest Polakiem decyduje „wspólnota narodowa”. Deklaracja postuluje również powszechne przeszkolenie wojskowe, oraz chce narodu, w którym panuje hierarcha, porządek i dyscyplina na wzór tej wojskowej.
  • W związku ze swoją działalnością, w lipcu 1934 roku przedwojenny ONR został uznany przez władze państwowe za organizację nielegalną i został rozwiązany.
  • czołowi działacze ONR zostali skazani w Strzelcach Opolskich (sygn. akt VI K 378/08 i II K 621/09) za publiczne propagowanie faszyzmu w postaci manifestowania faszystowskich gestów podczas uroczystości na Górze Św. Anny w 2006 i 2007 r.
  • Sąd Rejonowy w Opolu orzekł w postanowieniu z dnia 12 października 2009 r. o rozwiązaniu stowarzyszenia ONR w Brzegu. Decyzja Sądu Rejonowego w Opolu motywowana była między innymi popełnieniem przez liderów stowarzyszenia przestępstwa promowania nazizmu potwierdzonego prawomocnymi wyrokami sądów oraz odwoływaniem się do działalności dawnego Obozu Narodowo-Radykalnego
  • rzecznik ONR Tomasz Kalinowski publicznie wychwalał SS-mana Leona Degrelle. Belgijski nazista był ulubieńcem Hitlera, który powiedział, że „chciałby mieć syna takiego jak on”. Degrelle pacyfikował polskie wioski mające pomagać partyzantom, po wojnie uciekł do frankistowskiej Hiszpanii, do końca życia głosił, że Holocaust to bajka, a Cyklon B to środek do odkażania
  • Tego samego SS-mana wychwalał na swojej stronie łódzki odział ONR
  • Jacek Lanuszny – asystent posła Roberta Winnickiego (ex lidera Młodzieży Wszechpolskiej) – był wiceprzewodniczącym stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. „Wsławiło” się organizowaniem urodzin Hitlera w lesie
  • Ten sam Winnicki występował z interpelacjami poselskimi w sprawie festiwalu „Orle Gniazdo”, gdzie miały miejsce neonazistowskie koncerty. Bronił też zespołu Nordica, który wcześniej nosił nazwę Agressiva 88 (88 to anagram „HH” – „Heil Hitler” od ósmej litery alfabetu)
  • Mateusz Pławski, rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej, publicznie potwierdził, że organizacja wyznaje rasizm nazwany przez niego eufemistycznie „separatyzmem rasowym”. Ponadto oficjalne publikacje MW głosiły, że „Murzyn nie może być Polakiem”
  • Stowarzyszenia Marsz Niepodległości na swoją manifestację 11 listopada 2017 r. zaprosiła współpracujących z Młodzieżą Wszechpolską neonazistów z organizacji Szturm.
  • Szturmowcy byli także goszczeni przez ONR podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego i przez MW podczas marszu Powstania Śląskiego. Nie przeszkadzały jawne nawiązania Szturmowców do ideologii narodowego socjalizmu, rasistowskie symbole i hasła w rodzaju „Hartuj swą wolę, trenuj ciało, utrzymuj krew czystą, bądź uczciwy i szczery, Trwaj do końca za naszą wspólną sprawę. Precz z drogi wielorasowe śmiecie!”. Wszechpolacy zasiadają w redakcji faszystowskiego pisma Szturm.
  • Podczas biegu ulicznego przedstawiciel ONR Łódź występował w ubraniu z mottem SS

…i można tak wymieniać bez końca.

Oczywiście organizacje skrajne starają się w ostatnich latach ugładzić swój wizerunek, na potrzeby opinii publicznej pozować na „patriotów”, a nie faszystów.

Jednak w wewnętrznym okólniku ONR przestrzega swoich członków jadących na Słowację, by nie hajlowali i schowali krzyże celtyckie, bo jest to u naszych sąsiadów przestępstwem.

Dlaczego, skoro twierdzą, że nie mają nic wspólnego z faszystami?

______
Nie ma naszej zgody na odradzanie się faszyzmu, na dyskryminację i rasizm. Stawiamy przed sądem osoby nawołujące do nienawiści na tle różnic, nagłaśniamy ataki na obcokrajowców.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych


Stefan Niesiołowski: Duda polityk…

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Obchody święta niepodległości w towarzystwie ludzi, którzy niepodległości Polski zagrażają, solidaryzują się w wrogami Polski i wrogami Unii jest szkodliwe i żaden przyzwoity człowiek w towarzystwie tych ludzi nie powinien się pokazywać


​​

​W ostatnim tygodniu obserwowaliśmy wyraźne wzmożenie narodowe, patriotyczne, intelektualne, nawet organizacyjne p. Dudy. Można więc mówić o Dudzie – polityku.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje występ w/w w szkole w Gdynie, gdy nawet przesympatyczna intelektualistka p. Dudzina szarpała go za rękaw, wyraźnie sugerując, aby zakończył swoje wystąpienie, ale on kontynuował. Po raz kolejny powtarzał pisowskie kłamstwa o zbrodniczych sędziach, którzy wydawali wyroki w stanie wojennym, a dziś orzekają w Sądzie Najwyższym, co zarówno część osób na sali, a zwłaszcza na zewnątrz przyjmowała buczeniem i protestami.

Te kłamstwa był uprzejmy powtarzać podczas swoich występów towarzyszących rocznicy wybuchu wojny, przy okazji zapraszając przedstawicieli opozycji demokratycznej na marsz 11 listopada z okazji odzyskania niepodległości.

Nie wydaje mi się, aby jacyś poważni politycy demokratycznej opozycji udali się na ten pisowski marsz i to nie dlatego, że p. Duda już zdążył zaprosić nacjonalistów i innych tego typu „patriotów”, ale przede wszystkim dlatego, że pisowski obóz polityczny i p. Duda od trzech lat niszczą demokrację w Polsce, wprowadzają monopartyjną dyktaturę i wyprowadzają nasz kraj z Unii Europejskiej, co może doprowadzić do utraty niepodległości.

Nie wybieram się na marsz w towarzystwie ludzi używających nazistowskich pozdrowień (rocznica urodzin Hitlera), rasistów (Polska cała tylko biała), antysemitów palących kukły Żyda oraz zwyczajnych lumpów i idiotów (raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę).

Obchody święta niepodległości w towarzystwie ludzi, którzy niepodległości Polski zagrażają, solidaryzują się w wrogami Polski i wrogami Unii jest szkodliwe i żaden przyzwoity człowiek w towarzystwie tych ludzi nie powinien się pokazywać, a ich obchody niepodległości to hipokryzja.

Na uwagę zasługuje też wystąpienie p. Dudy w Zgorzelcu, gdzie na protesty mieszkańców, że zamykany jest zakład pracy odpowiedział, zamykają – to otworzą nowy. To bezmyślne i lekceważące odezwanie jest miarą cynizmu i oderwania się od problemów mieszkańców pisowskiej władzy oraz niezdolności p. Dudy do samodzielnego myślenia.

Dodatkowym sukcesem Dudy polityka jest powołanie p. Spychalskiego – lustratora kilku pokoleń dziennikarzy, lizusa i beneficjenta spółek samorządowych, na urząd rzecznika prezydenta.

Wyraźne zadowolenie w obozie dobrej zmiany wywołała wiadomość o planowanym wyjeździe do USA i spotkaniu p. Dudy z prez. Trumpem. Jeden wybitny polityk spotka się z drugim równie wybitnym piszą reżimowe media.

Rzecz w tym, z w USA kolejni ludzie z najbliższego otoczenia p. Trumpa mają kłopoty z prawem za składanie fałszywych zeznań. Coraz wyraźniej widać ingerencję Rosji w amerykańską kampanię wyborczą i prowadzenie kampanii Trumpa przez ludzi zakłamanych, nieuczciwych o lepkich rękach i podejrzanych kontaktach. Być może p. Duda trafi akurat na moment, że Trump stanie przed komisja senacką, co w końcu i tak się stanie, lub wydarzy się inny skandal i wizyty p. Dudy nikt nawet nie zauważy. Oczywiście z wyjątkiem pisowskich mediów.

Mam też nadzieję, że ta prezydentura skończy się tzw. impeachmentem czyli odwołaniem za kłamstwa i nadużycia, czego z całego serca Ameryce i światu życzę. Albowiem Stany Zjednoczone zasługują na kogoś lepszego niż p. Trump.

​Na tym tle tylko krótka uwaga o sytuacji w Polsce. Odbyło się spotkanie partii p. Schetyny, która doprowadziła do unicestwienia Nowoczesnej i zdaje się ma zamiar to samo zrobić z innymi partiami opozycji.

Hasło przyszłość w Twoich rękach jest dobre, pod warunkiem, żeby to nie były ręce Schetyny.

Ludzie Schetyny prowadzili już kampanie Bronisława Komorowskiego (Tyszkiewicz), czegoś tak tragicznie nieudolnego nie widziałem i nie wydaje mi się by była to tylko nieudolność.

W walkach wewnątrzpartyjnych i likwidowaniu konkurencji Schetyna potrafi być bardzo sprawny. Potem Schetyna niszczył w kampanii Ewę Kopacz (bezpośredni atak na Ewę Kopacz po debacie prezydenckiej kandydatów), a teraz odpowiada za tragicznie nieudolną kampanię Trzaskowskiego w dodatku uznając, że każdy ma obowiązek popierać tego człowieka na prezydenta Warszawy i jego jako lidera polskiej demokracji.

W efekcie to p. Schetyna jest gwarantem rządów pisowskich i dopóki nie zostanie odesłany na margines demokratycznej polityki można zapomnieć o zwycięstwie nad PiS-em. Dobrze to wie Kaczyński i dlatego zapewnia Grzegorza, że może być spokojny i nic mu nie grozi.

​​​​​​Stefan Niesiołowski


Manuela Gretkowska: Demokracja odręczna

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Policzkują nas w twarz codziennie. Bronić się przed tym nie pomaga przyzwoitość, szydera, opór i jego brak. Pierwszy raz jesteśmy w mniejszości. Proporcji rozumu do natchnionej głupoty.

 

Uderzenie w twarz za okrzyk Konstytucja, na placu Piłsudskiego, ciągle boli. Plac wydzielony przez PiS z Warszawy. Stał się państwowym Placem Pis-udzkiego.

Policzkująca, typ córki leśnika, bo ewidentnie dostała pracę przez protekcję jak słynna protegowana Szyszki. Jej ojciec pracuje u Morawieckiego, a ona nie nadaje się do państwowych urzędów.

Może córka leśnika nadawała się, ale ta, wpadająca w trans pod wpływem duchów przodków nie powinna pracować w państwowych instytucjach.

Od wywoływania duchów są seanse spirytystyczne, nie te patriotyczne z Placu Pisudskiego. Chociaż może się mylę. Wywołaliśmy upiora sarmackiej przeszłości i portretów trumiennych zamienionych na pomniki.

„Uczyniłam to w rozpaczy i uniesieniu” przyznała policzkująca urzędniczka. Natchniona walnęła w twarz obywatelkę krzycząc „Ty głupia babo”. Straciła pracę u wojewody, ale nadal jest „członkiem rządowego zespołu do spraw edukacji obywatelskiej”. Edukuje na folwarku chamstwo drące zdradziecką mordę. Tak każe jej prezesowy szaman, totem kaczki faszerowanej kłamstwami.

Obijanie obywatelskiej mordy nie jest kolejnym przekroczeniem granicy. W ten sposób działa pisowska demokracja odręczna. Od ręki pisane ustawy, ręcznie prostowana Konstytucja i trzaskanie w twarz.

Dla Prezydenta głupią babą jest Gersdorf, skoro uważa się nadal za Pierwszą Prezes SN. Przecież ją zwolnił, policzkując w kabotyńskim natchnieniu Konstytucję i prawo.

Na Placu Pis-udskiego Patryk Jaki powinien zacząć uroczyście kopać łopatą obiecywane metro, by wygrać z Trzaskowskim. Przed kamerami TVP wyłożyć tunel nie szynami, ale czerwonym dywanem do pierwszego przystanku na Nowogrodzkiej.

Policzkują nas w twarz codziennie. Bronić się przed tym nie pomaga przyzwoitość, szydera, opór i jego brak. Pierwszy raz jesteśmy w mniejszości. Proporcji rozumu do natchnionej głupoty. Pierwszy raz nie wróg zewnętrzny, ale własna przemoc policzkuje i pluje nam w twarz.

Kiedyś kraj się z tego otrząśnie. Na razie większością jest suweren. I to nie suweren z piwem na festynie. Janda ma rację twierdząc, że brak nam ambicji intelektualnych.

Leżymy mentalnym odłogiem, chociaż jeździmy limuzyną czy suvem. Kręcimy się w kółko po Rondach Kaczyńskiego, albo Jana Pawła, nie znajdując wyjścia.

Ogłupiamy się prosecco jakby zamącanie sobie łba miało być pro bono. Polska klasa średnia, zagubiona w swoich willach i braku intelektualnego rozeznania nie potrzebuje czegoś więcej niż średniawki, ambitniejszych książek, filmów.

Ważne są krótkie przebiegi myślowe, bieżączki FB. Widzę ilość wejść na moje fragmenty książki. Nie chodzi o lajki które są oklaskami. Żałośnie mało lektury w porównaniu z felietonami politycznymi. Nie powinnam się dziwić. Jedna książka na głowę nad Wisłą lub prywatnym basenem, jakby ta jedna książka spadła przez przypadek na głowę, po pijaku.

Zwykli katolicy potrafią w USA krzyknąć podczas mszy do biskupa: Wstydź się, albo jak protestująca kobieta przestać obrządek tyłem do ołtarza.

U nas elita kulturalna chwali się w wywiadach: Jestem katoliczką, jestem rozwódką i słucham mądrego księdza.

Przepraszam, po pedofilskich aferach, po grabieniu polskiego majątku przez Kościół, czego chcesz jeszcze wysłuchać mądrego? Chyba tylko niepoważnej pocieszki?

Co ma do powiedzenia pisarce po przejściach facet żyjący w celibacie na jej koszt? Co my mamy do powiedzenia sobie?

 

Manuela Gretkowska

 

 


Ojciec Paweł Gużyński: Dedykuję ten materiał wszystkim księżom. Co nam wykoślawiło rozum, serca i dusze?

Paweł Gużyński

Paweł Gużyński

Zastanówmy się wspólnie, w jaki sposób wyzbyliśmy się ludzkiej i ewangelicznej przyzwoitości? Co nam wykoślawiło rozum, serca i dusze, że dla rzekomej obrony Kościoła Świętego, gotowi jesteśmy do niegodziwości, która woła o pomstę do nieba?

 

Dedykuję ten materiał wszystkim nam księżom, a w szczególności tym moim współbraciom w zakonie, którzy od lat mają mi za złe zdecydowane wypowiedzi publiczne w sprawie przestępstw pedofilii i innych nadużyć seksualnych, jakich dopuszczają się osoby duchowne.

Również tym razem nie chodzi mi o 'parcie na szkło’, brak szacunku do hierarchów kościelnych, osobistą urazę lub inne niegodziwe cele i motywacje, jakie nagminnie i od lat się mi przypisuje.

Zastanówmy się wspólnie, w jaki sposób wyzbyliśmy się ludzkiej i ewangelicznej przyzwoitości? Co nam wykoślawiło rozum, serca i dusze, że dla rzekomej obrony Kościoła Świętego, gotowi jesteśmy do niegodziwości, która woła o pomstę do nieba? Dlaczego z łatwością odnajdujemy się w retoryce oskarżeń wobec mętnych nurtów pogańskiego świata, a wobec własnej sromoty jesteśmy tacy bezradni? Z jakiego powodu tak chętnie zasłaniamy się teologicznymi frazesami dla uniknięcia odpowiedzialności za własne przestępstwa i grzechy? Dlaczego, gdy ktoś spośród nas stara się być przyzwoity w obliczu kościelnych nadużyć, to przysłowiowa „reszta” braci kapłańskiej, jak na zawołanie, identyfikuje go jako wroga wiary, Kościoła itd.? Pomyślmy uczciwie o tym, kiedy się nas szantażuje i łamie się nasze sumienia, wykorzystując zależność wynikającą ze ślubów lub przyrzeczeń posłuszeństwa? W jaki sposób pozbawia się nas umiejętności krytycznego myślenia przez zakuwanie rozumu w dyby dewocyjnego lęku lub teologicznego doktrynerstwa?

Pytań podobnych do powyższych trzeba dzisiaj zadać znacznie więcej. Jeśli jednak kolejny raz, wedle wyuczonego schematu myślenia i postępowania, schowamy się w przepastnych okopach pod wezwaniem Świętej Trójcy, to cóż osiągniemy?

Kościołowi nie zagraża jakiś globalny spisek liberałów, masonów, komunistów, pedałów, feministek, lewaków itp. To nasza własna głupota pogrąża nas bez reszty.

 

Ojciec Paweł Gużyński / Facebook

 

 


Jan Hartman: Czy Biedroń da radę?

Jan Hartman

Jan Hartman

Decyzja o rezygnacji z kandydowania na drugą kadencję w Słupsku oznacza wypłynięcie na szerokie wody na małej łajbie

 

Nie można odmówić Robertowi Biedroniowi odwagi politycznej. Decyzja o rezygnacji z kandydowania na drugą kadencję w Słupsku oznacza wypłynięcie na szerokie wody na małej łajbie. Nosił się z tym zamiarem od dawna – być może za długo czekał. Kto wie, czy to nie PO, wystawiając swego kandydata w Słupsku, ostatecznie wywołała tego wilka z lasu. Gdyby Biedroń zdecydował się rok temu, dziś być może miałby swoją formację i mógł wziąć udział w walce o samorządy. Wszak na samorządach zna się najlepiej. Teraz będzie trochę trudniej.

Kolejne po samorządowych wybory to wybory do Parlamentu Europejskiego. A trochę głupio zaczynać z lewicową formacją akurat od tak lukratywnych wyborów. Wizerunkowo jest to niezręczne. A w jakiejś formie będzie musiał ze swoją nową formacją mimo wszystko wziąć w nich udział. No i pieniądze… Założenie partii (nawet gdy nazywa się stowarzyszeniem) niemało kosztuje, a wypromowanie jej nazwy przed sezonem wyborczym to już majątek. Kto zapłaci? Na pewno nie kilka tysięcy entuzjastów Roberta Biedronia.

Nie wątpię, że formacja Roberta będzie miała wspaniały lewicowy program. Jednak wyborcy nie bardzo głosują na programy, lecz raczej na osobowości. Sam Robert jest bardzo popularny. To jednak może nie wystarczyć inteligentnym wyborcom. Przydałoby się jeszcze kilka dobrych nazwisk. Ale czy się takowe znajdą? I czy Robert okaże się tak pracowity i zdeterminowany, aby stworzyć struktury w terenie? To mordercza i bardzo niewdzięczna praca. Głównie dlatego, że do nowych partii ciągną sznurem różne dziwne postacie, dziwacy i frustraci, którzy potem warcholą i kombinują. A i „piąta kolumna” też się znajdzie, nawet gdyby statut przewidywał „członka wprowadzającego”. Wystarczy kilkunastu prowokatorów nasłanych przez wroga, aby zniechęcić resztę do działalności. Nie bardzo wierzę, że Robert sam sobie z tym poradzi. Musiałby mieć jakiegoś bezwzględnego politruka u swego boku. Kto nim zostanie? Kto mu będzie płacił?

Załóżmy jednak, że do lutowego kongresu partia się jakoś poskleja i w ciągu kilku kolejnych miesięcy nazbiera tysiąc aktywistów, gotowych brać udział w kampanii, a do tego znajdą się jacyś sponsorzy i będzie na billboardy i reklamy w sieci. Albo że media pomogą na piękne oczy.

Na co może liczyć nowa partia? Na pewno będzie łowić wśród wyborców PO. Ale PO zadba o „lewą nogę”, więc nie będzie tego więcej niż jak 2-3 proc. Drugie łowisko to dotychczas niegłosujący, a w tym młodzież. Dajmy im kolejne 3 proc. SLD ma karny elektorat, więc nie odda więcej niż 1-2 proc. ze swych skromnych zasobów. Procentowo najwięcej pewnie straci trzy-czteroprocentowe Razem. Powiedzmy 1 proc. Ile to daje? Jakieś 9 proc. przy najlepszych układach. Powinno się to przełożyć na 25-30-osobowy klub parlamentarny, a przede wszystkim da Robertowi potencjał w wyborach na prezydenta RP. Z pewnością miałby szansę na dwucyfrowy wynik i niemal dożywotnie miejsce w Sejmie i studiach telewizyjnych. A to już coś.

Najważniejszym dylematem, przed którym stanie partia Biedronia, to „razem czy osobno?”. W wyborach parlamentarnych 2019, których stawką będzie odepchnięcie PiS od władzy, liczyć się będzie jedność opozycji. Takie warunki stawia ordynacja wyborcza. Ale to oznaczałoby konieczność przyłączenia się do Wielkiej Koalicji albo do małej koalicji lewicy, jeśli taka powstanie. Ta pierwsza ewentualność byłaby dla Biedronia wygodna – słaba finansowo partia z niezłym poparciem mogłaby utargować u Schetyny kilkanaście miejsc biorących. W koalicji z SLD pewnie wyszłoby trochę gorzej, ale przynajmniej byłoby się jeszcze lewicą. A start samodzielny, nawet jeśli z powodzeniem, obciążony byłby grzechem egoizmu, zwłaszcza gdyby rozbicie opozycji znowu dało zwycięstwo PiS.

Jak widać, więcej dziś pytań niż odpowiedzi. Gdybym miał coś radzić, to po pierwsze, szukać pieniędzy i dobrego politruka, po drugie, wysłać pod swoimi barwami jakieś naprawdę dobre dwa, trzy nazwiska do PE z listy SLD, a po trzecie, negocjować i negocjować. Pewnie Czarzasty da więcej, ale to zależy, kto się do Biedronia przyłączy. Czy będą jakieś postacie ze sprawdzonym potencjałem wyborczym? Jakieś znane osoby? To się dopiero okaże. Tak czy inaczej samodzielny start w wyborach parlamentarnych nowa partia powinna traktować jako ostateczność. Wejść do Sejmu, ale za cenę oddania władzy po raz kolejny PiS-owi – to byłoby niewybaczalne.

Natomiast idea „Biedroń na prezydenta” bardzo mi się podoba, pod warunkiem że po pierwszej turze lider lewicy jednoznacznie przekaże swe głosy kandydatowi opozycji. Wcześniej jednak pewnie będzie trzeba poprzepuszczać się w drzwiach z Barbarą Nowacką, bo start obojga byłby dość żałosnym spektaklem. Tak czy inaczej życzę Robertowi powodzenia na nowej drodze politycznego życia. Zawsze robił dobre rzeczy i ufam, że to się nie zmieni. Tyle że teraz będzie trudniej. Partie to jednak hardcore, a młodość też się już skończyła. Lepiej już było.

Jan Hartman


Maria Nurowska: Stan psychiczny głowy państwa wyraźnie się pogarsza

Maria Nurowska

Maria Nurowska

Dlaczego opozycja nie zażąda badania lekarskiego,tego wymaga racja stanu, bo choroba psychiczna głowy państwa wyraźnie się pogarsza.

 

Dlaczego nikt nie reaguje na to, co się dzieje z prezydentem,który ma wyraźne objawy choroby dwubiegunowej, od stanów wesołkowatości i żarcików, po jakieś krwawe wizje ciążące nad nami wszystkimi.

Teraz ma okres gorszy, marszczy brwi, podnosi głos, chce oswobadzać kraj od komunistycznych złogów! Wszędzie je widzi, nawet w kościele musi nas przed nimi ostrzegać.

Nie zostały te złogi wyplenione, z winy okrągłego stołu, a nasze młode państwo mogło się oczyścić tylko przez krew! Tylko krwawa rozprawa ze złem utorowala by nam drogę ku prawdzie i ku słońcu.

A teraz żyjemy w mroku!

Dlaczego opozycja nie zażąda badania lekarskiego, tego wymaga racja stanu, bo choroba psychiczna głowy państwa wyraźnie się pogarsza.

 

Maria Nurowska

 


Ks. Stanisław Walczak: „Nikt nam nie będzie dyktować”

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Kościół w Polsce jest na najlepszej drodze do ateizacji społeczeństwa.

 

Dorastająca córka wraca nad ranem z dyskoteki. Idzie zachwianym krokiem, jakby nieprzytomna. Na reakcję rodziców odpowiada: „Nikt nie może mi dyktować co mi wolno, a czego nie wolno”.

15 letni chłopak, bez prawa jazdy, „pożyczył” samochód ojca. Po powrocie, na zarzuty rodzica odpowiada: „Nikt nie może mi dyktować co mi wolno, a czego nie wolno.”

Podobno najtrudniejsi w tym względzie są zepsuci jedynacy.

Kryzys chrześcijanina polega na następującym procesie: Wspólnota chrześcijańska nie będzie mną kierowała. Drugi stopień to „Ewangelię trzeba poprawić, bo Jezus był naiwniakiem; trzecie stopień to: „Bóg umarł, teraz jestem ja go zastąpię”.

Obecnie pośród narodowych arcybiskupów, biskupów, księży i ich świeckich naśladowców jesteśmy na etapie pierwszym: „Sobór to pomyłka”, „papież nie jest nie omylny, a więc zawsze myli się”, „biskupi z innych części świata to liberałowie i lewacy”. Powoli zaczyna się odejścia od „naiwnego Jezusa”. Skończy się, jak zwykle na negacji Boga.

Do tego prowadzi obecne zachowanie wspomnianych, upadłych chrześcijan katolickich: „Nikt nie może nam dyktować co nam wolno, a czego nie wolno, my katolicy polscy wiemy lepiej!” Kościół w Polsce jest na najlepszej drodze do ateizacji społeczeństwa.

„Nikt nie może nam dyktować co nam wolno, a czego nie wolno”. Jakiś niedojrzały jedynak głośno wypowiedział te słowa podczas uroczystości dożynkowych na Jasnej Górze. Inaczej nie potrafię tego wyrazić!

Za chwilę pojedzie oczarować Prezydenta USA, podnieci go faktem, że w Polsce mieszają komuniści i postkomuniści, z nadzieją, że ten da mu bombki, amunicję i żołnierzy gotowych walczyć z komunizmem w Polsce!

Skąd to wszystko się bierze? Chyba kiedyś szef katolików Gdańsku, odurzony, zapadł w głęboki sen i śnił,że usłyszał głos wydobywający się z płonącego ognia: „Jem twój, bóg, nazywam się naród polski”. Obudził się z bólem głowy i zaczął zapewniać, że miał nabożną wizję – a to był jedynie zespół dnia następnego, na ludowo zwany „kacem”.

A teraz, odziany w biskupie szaty oklaskuje każde kłamstwo płynące z ust zepsutego jedynka.

Około 50 procent katolików mu uwierzyło! Są na najlepszej drodze do niewiary.

Ks. Stanisław Walczak


Andrzej Saramonowicz: Niech Biedroń pokaże co ma w kartach lub nie zawraca głowy

Andrzej Saramonowicz

Andrzej Saramonowicz

Biedroń jest w polityce od 20 lat. Najwyższy czas pokazać, co się ma w kartach. Lub nie zawracać głowy

 

O tym, co może i potrafi Robert Biedroń, warto by się w końcu dowiedzieć od niego samego, a nie od jego zwolenników i przeciwników.

Marketing jest ważną rzeczą kariery polityka, ale nie jedyną. Jest jeszcze myśl i idący za nią skuteczny czyn. Nie można przez całe życie jedynie dobrze się zapowiadać.

Jak dotąd Biedroń poprzestaje na tym ostatnim.

I nie mówcie, że on dopiero zaczyna. W końcu – jak pisze Agata Szcześniak – Biedroń jest w polityce od 20 lat. Najwyższy czas pokazać, co się ma w kartach. Lub nie zawracać głowy.

 

Andrzej Saramonowicz