Dariusz Stokwiszewski: „ktoś” wykręcił z koła śruby i… czuje się nieco rozczarowany tym, że nie wyszło?

Dariusz Stokwiszewski
Oświadczenie
Proszę Państwa pisałem we wstępie do dzisiejszego artykułu o tym, że „ktoś” może się na mnie mścić i nie „bez kozery”! Wczoraj (23 sierpnia 2018r.) mając pewne podejrzenia, oddałem swoje auto do dokładnego sprawdzenia.
Dziś dowiedziałem się, że prawdopodobnie niedawno ktoś wykręcił z przedniego koła dwie śruby trzymające szczęki hamulcowe (to się nie zdarza bo są dodatkowo klejone, a poza tym auto jest na bieżąco przeglądane), i że życie zawdzięczam Opatrzności, losowi i jak inaczej jeszcze ktoś chce to nazwać!
To już nie są żarty, a piszę o tym dlatego, aby każdy z was wiedział, jak sie ryzykuje pisząc niby „zwykłe” artykuły! Jednak muszą one „kogoś” bardzo boleć. „Kogoś”, kto nie zna się na żartach i nie lubi krytyki! Ksiądz Popiełuszko głosił miłość do wrogów, a ja im mówię wszystko prosto w oczy!
Jeśli więc „nagle” miałbym się „powiesić”, albo popełnić jakieś inne szaleństwo to nie dajcie temu wiary, bo ja chcę żyć i dla rodziny i dla Polski! Nie mam powodów ani chęci odchodzić jeszcze z tego świata!
Być może „ktoś” teraz czeka na mój nekrolog … i czuje się nieco rozczarowany tym, że nie wyszło?! Nie powiem, że mi przykro! Wyrażę tylko nadzieję na to, że kiedyś wszystko wyjdzie na jaw! Za zbrodnie odpowiada się nawet po latach, a władza wcześniej czy później sie zmieni i wraz z nią odejdą bandyckie metody walki z oponentami politycznymi!
Nie wiem jak można podobne rzeczy robić; myślałem przez jakąś chwilę, że takie rzeczy się już nie zdarzają, a jednak przypadki niewyjaśnionych śmierci (nawet na pisowskich komisariatach) temu przeczą! Śmierć polityka Samoobrony jest zagadką dla naiwnych! Uważajcie na siebie wszyscy, ale nie dajcie się zastraszyć! To musi się kiedyś skończyć! I na koniec raz jeszcze proszę: jeśli cokolwiek mnie lub bliskiemu mi człowiekowi sie przydarzy, to wiedzcie, że to nie byłby przypadek!
Dariusz Sokwiszewski
Kazimierz Marcinkiewicz: Siedem grzechów głownych polskiego Kościoła

Kazimierz Marcinkiewicz
Mam nadzieję że to konstruktywna krytyka, choć stan grzesznika wydaje się beznadziejny niestety, a na beznadziejnych grzesznikach znam się jak mało kto.
Siedem grzechów głównych
1/ ŁAKOMSTWO: „Proszę pani co łaska, ale minimum tysiąc zł”; „wezwanie do uregulowania zaległości dobrowolnych składek” nawet do 8 lat do tylu w Białymstoku; można pisać godzinami: domy, pałace, mieszkania, drogie samochody, najdroższe zegarki, i dajcie jeszcze i jeszcze i jeszcze, wy biedni też, nawet wdowi grosz….
2/ ROZPUSTA: „Ksiądz Roman więził 13-letnią dziewczynkę przez ponad rok, gwałcił i bił. Dziś odprawia msze św.”; „Ksiądz skazany za molestowanie nieletnich”; „Ksiądz przyłapany z kochanką”; „Ksiądz ma dziecko”; w innych kościołach nie wybucha, aż tyle afer seksualnych, a przecież rozpusta nie tylko seksu dotyczy….
3/ CHCIWOŚĆ: tego bentleya dostałem od bezdomnego, który oddał mi przed śmiercią – to zdanie właściwie mówi wszystko o najbardziej chciwym z chciwych, który jednocześnie jest dziś zarządcą dusz i kies polskiego kościoła, zwanego katolickim; jego pomnik jako wzorzec chciwości mógłby stanąć w Sevres pod Paryżem;
4/ GNIEW: hasło „biała Polska” przed obrazem „Czarnej Madonny”; przygarnięcie do kościoła agresji: nacjonalistów, rasistów, ksenofobów, wychowywanie w seminariach Mędlarów; „w średniowieczu tych ludzi /o gejach/ palono na stosie, może wrócimy do tych czasów, mam nadzieję” – słowa księdza; swoją drogą, kto wychowuje w seminariach setki takich agresorów i durniów, często za państwowe pieniądze?;
5/ ZAZDROŚĆ: ludzie kościoła w Polsce nie szanują innych, inaczej myślących, inaczej wierzących, nie szanują maluczkich i biednych, nie szanują zagubionych i poszukujących ; Ks. z Strzec Opolskich: „WOŚP zbiera na aborcje i eutanazję”, „dzieci poczęte z in vitro mają wyczuwalną bruzdę dotykową”; „trzeba pamiętać, że przemoc jest zapisana w Koranie”; ponad 30 lat temu agnostyka Jana Józefa Lipskiego poznałem w kościele, dziś w kościele „biała rasa”;
6/ LENISTWO: kościół w Polsce nie ma dziś czasu ani głowy dla słabych i skrzywdzonych, nie ma czasu dla imigrantów, nie ma czasu dla emigrantów, nie ma czasu dla protestujących niepełnosprawnych, nie ma czasu dla broniących konstytucji, nie ma czasu dla innych; kościół za wsparcie dla chorych, bezdomnych, głodnych czy uwięzionych bierze dziś wypłatę, polski kościół jest kościołem dla władzy i dla bogatych;
7/ PYCHA: dla kościoła w Polsce porządek prawny i konstytucja nie mają znaczenia, ba uważają, że prawo Boże powinno stać ponad konstytucją, a porządek prawny w państwie powinien być oparty o prawo Boże; Dlatego nastąpiły zaślubiny „ołtarza i tronu”; Dziś kościół jest wiernym sojusznikiem PiS, wspiera wszystkie działania władzy, nawet te niezgodne z nauką kościoła, uczestniczy w sprawowaniu władzy, udostępnia ambony dla ludzi władzy; dziś kościół i władza w Polsce to jedno; powołanie Chrystusa na króla Polski, nieustające oddawanie Polski, miast, wsi i władz Królowej Maryi, budowanie pomników i wyższych pomników i jeszcze bardziej wyniosłych i jeszcze bardziej wyjątkowych, by nikt nawet przez moment nie pomyślał, że tu rządzi ktoś inny jak kościół;
– taka tam – mam nadzieję – konstruktywna krytyka, choć stan grzesznika wydaje się beznadziejny niestety, a na beznadziejnych grzesznikach znam się jak mało kto.
Kazimierz Marcinkiewicz
Roman Giertych: Klerykalizm – papież ogłasza nową, groźną herezję

Roman Giertych
To co dzisiaj obserwujemy w dużej części Kościoła Polskiego, to masowe nadużycie władzy polegające na przypisywaniu sobie przez część kleru prawa do narzucania wiernym świeckim swoich poglądów politycznych.
W tumulcie bieżących spraw przemknęło bez specjalnej debaty ogłoszenie „Listu papieża Franciszka do Ludu Bożego”. List ten jest tymczasem historyczny i przełomowy. Jego wydanie wiąże się z ujawnieniem setek przypadków seksualnego wykorzystywania w ramach instytucji prowadzonych przez Kościół Katolicki w USA.
Treść listu nie odnosi się jednak tylko do sprawy seksualnych nadużyć. Papież wskazuje na źródło tego zjawiska w następujących słowach:
„Ukazuje się to wyraźnie w niewłaściwym sposobie rozumienia władzy w Kościele – bardzo częstym w wielu wspólnotach, w których doszło do nadużyć seksualnych, nadużyć władzy i sumienia – jakim jest klerykalizm, ta postawa, która „nie tylko anuluje osobowość chrześcijańską, ale także dąży do pomniejszania i nie doceniania łaski chrzcielnej, jaką Duch Święty zaszczepił w sercach naszych ludzi”[6]. Klerykalizm, któremu sprzyjają zarówno sami kapłani, jak i świeccy, tworzy rozłam w ciele eklezjalnym, który sprzyja i pomaga w popełnianiu wielu złych rzeczy, które teraz potępiamy. Powiedzenie „nie” wobec nadużycia oznacza stanowcze odrzucenie wszelkich form klerykalizmu.”
Po raz pierwszy w dziejach Głowa Kościoła Katolickiego wskazuje, że klerykalizm jest złem. Klerykalizm papież definiuje jako nadużywanie władzy i sumienia pomniejszające łaskę jaką posiada każdy ochrzczony.
Przyjąłem te słowa ze szczególnym wzruszeniem. Moje rozstanie się ze środowiskiem o. Tadeusza Rydzyka i biskupów go popierających było właśnie spowodowane sprzeciwem wobec jawnego klerykalizmu polegającego na nieuprawnionym żądaniu podporządkowania osób świeckich woli kleru, który dysponował środkami kościelnymi umożliwiającymi im kontrolowanie mediów katolickich.
Kulminacyjnym momentem tego sprzeciwu było spotkanie w Krakowie w czasie pobytu Jana Pawła II w roku 2002, gdzie powiedziałem w oczy o. Rydzykowi, że nie podporządkuję mu powstałej świeżo partii – LPR, a on oświadczył w obecności kilku biskupów, że mnie zniszczy. Wówczas udałem się do Rzymu, gdzie przedstawiłem Stolicy Apostolskiej konsekwencje tolerowania takiej postawy o. Rydzyka i gdzie przedstawiłem moje zdanie, że konsekwencją tolerowania takiego klerykalizmu będzie ogromny kryzys Kościoła Polskiego. Niestety osoby, które wówczas kierowały działaniami Jana Pawła II zlekceważyły ten problem.
List papieża Franciszka powstał na tle nadużyć seksualnych w USA, ale definicja klerykalizmu, którą przedłożył odnosi się do wszelkich form klerykalizmu.
Bez wątpienia, to co dzisiaj obserwujemy w dużej części Kościoła Polskiego, to masowe nadużycie władzy polegające na przypisywaniu sobie przez część kleru prawa do narzucania wiernym świeckim swoich poglądów politycznych. I korzystanie z tej władzy poprzez uzyskiwanie od Państwa zapłaty w formie materialnej za głosy, które w ten sposób zachęcono do głosowania na PiS. W roku 2002 Kościół w Polsce oficjalnie sprzeciwiał się takim praktykom. Stosował je jedynie o. Rydzyk. Bardzo ostro przeciwko tym praktykom protestował Prymas Polski Józef kard. Glemp.
Niestety po śmierci Prymasa wpływ Radia Maryja w Kościele Polskim rósł nieustannie. Stworzenie ogólnopolskiego radia dało o. Rydzykowi platformę dzięki której pozyskał poparcie większości proboszczów i dużej części biskupów. W ostatnich wyborach w roku 2015 wszystkie media katolickie zaangażowały się po stronie PiS. Było to praktycznie oficjalne poparcie wyrażane w setkach artykułów, audycji itp.
Nawet jeżeli poszczególni biskupi nie angażowali się bezpośrednio w politykę, to zachowywali całkowitą obojętność wobec nadużywania władzy i sumienia dokonywanego przez redakcje katolickie i poszczególnych księży. Wyjątki od tej sytuacji można policzyć na palcach jednej ręki, chociaż dotyczą kilku bardzo ważnych biskupów.
Postawa ta już przyczyniła się do spadku obecności wiernych ma niedzielnych Mszach. Spadek ten jest dramatyczny i w zeszłym roku wyniósł 10%. Nadużycie władzy i sumienia było widać w szaleńczym atakowaniu bardzo konserwatywnego polityka jakim jest Bronisław Komorowski (katolik z piątką dzieci), przy jednoczesnym gloryfikowaniu poprzez setki tablic, pomników etc. jego poprzednika. Sam widziałem tablice wożone od kościoła do kościoła na których przedstawiano jako przykład dla wiernych nie tylko Lecha i Marię Kaczyńską, ale również ich córkę Martę.
Nadmieniam, że poglądy na sprawy moralne wygłaszane publicznie przez Lecha i Marię Kaczyńskich były znacznie bardziej liberalne, niż Komorowskiego. Nadużycia władzy nad sumieniem wiernych liczone są w tysiącach przykładów, gdzie księża, biskupi i redaktorzy gazet katolickich wprost wspierają jedną formację polityczną przeciwko drugiej i stają się tym samym stroną sporu politycznego. Doszło tym samym do okradzenia wiernych świeckich z prawa do wolności politycznej.
Wierny świecki ma prawo do tego, aby kościół, gazeta, radio katolickie było wolne od poglądów politycznych kleru. Odbieranie tej wolności jest klerykalizmem najgorszego rodzaju. Jest bowiem pychą w czystej postaci, gdzie osoby, które nigdy do działań politycznych się nie przygotowały i nie ponoszą za działalność polityczną żadnej odpowiedzialności, próbują narzucać swoje poglądy wiernym korzystając z tego, że Kościół dał im władzę w ustroju hierarchicznym.
Nadto jest oczywiste, że przynajmniej część tego odbierania wolności jest gratyfikowane przez beneficjentów (w tym przypadku PiS) pieniędzmi publicznymi, które pochodzą z podatków. Taka gratyfikacja moralnie jest korupcją (prawnie zresztą też).
W Polsce na szczęście nie mamy tak poważnego jak w USA problemu z pedofilią i z wykorzystywaniem stosunku zależności w seminariach. Jednakże co ciekawe ci, którzy kultywują klerykalizm zmierzający do władzy i pieniędzy bronią tych, którzy uczestniczyli w skandalach seksualnych. Tak właśnie było z obroną arcybiskupa Paetza i arcybiskupa Wesołowskiego w Radio Maryja. Pamiętam jak bardzo ostro o. Rydzyk atakował mojego ojca, ówczesnego posła na Sejm z Poznania, za jego udział w doprowadzeniu do odwołania arcybiskupa poznańskiego. Postawa klerykalna bowiem zakłada, że swoich się broni przed „nie swoimi”.
W najmocniejszych słowach Franciszek potępia takie działanie. Kościół w Polsce jest bardzo głęboko osadzony w naszej kulturze. I jest bogaty w wielkie postacie takie jak Jan Paweł II, kard. Stefan Wyszyński, arcybiskup Kazimierz Majdański i wielu innych. Sam poznałem setki księży i wielu biskupów, którzy żyją w świętości. Dlatego też należy zrobić wszystko, aby w tej coraz bardziej jawnej kontestacji papieża Franciszka przez część Kościoła w Polsce zachować zdrową jego część. Prędzej czy później ten rysujący się konflikt wygra Rzym oraz postawa, którą dzisiaj wytycza Franciszek, a Polacy odwrócą się od szarlatanów klerykalizmu pozostając wierni Kościołowi. A Kościół jest tam gdzie papież.
Roman Giertych
Adam Szejnfeld: Wróg publiczny numer jeden!

Adam Szejnfeld
Doskonale wiemy, że problem leży - zbyt często dosłownie - gdzie indziej, o czym z pewnością wielu z nas przekonało się podczas ostatnich górskich wędrówek, wycieczek do lasu czy wyjazdów nad jezioro...
Rozejrzyj się wokół siebie. On jest niemal wszędzie, nawet jeśli nie zawsze jest to dla nas oczywiste. Bez niego nie byłoby możliwe lądowanie człowieka na Księżycu, ale i sobotni grill na działce. Kiedyś wychwalany pod niebiosa za swoje niezwykłe właściwości i wszechstronne zastosowanie, dzisiaj niemal na całym świecie powoli staje się… wrogiem publicznym numer jeden!
Plastik. Jest wszędzie i jest go coraz więcej. Szacuje się, że od okresu powojennego, gdy lawinowo wzrosła produkcja tworzyw sztucznych, wyprodukowano go aż ok. 9 miliardów ton!
Niemal każdego dnia pojawiają się kolejne apele o to, by w końcu coś zrobić z rosnącą w błyskawicznym tempie górą plastikowych śmieci, które będą rozkładać się przez najbliższe nawet 1000 lat. Niektórzy liczą, że może do czyjejś wyobraźni przemówi rozmiar dryfującej na Oceanie Spokojnym wielkiej pacyficznej plamy śmieci, która jest już podobno trzykrotnie większa niż… Francja. Być może kogoś poruszy zdjęcie zakrwawionego żółwia morskiego, w którego nosie utkwiła plastikowa słomka. A może do bardziej zdecydowanych działań zmobilizują ostrzeżenia naukowców, że coraz więcej mikrocząsteczek tworzyw sztucznych przedostaje się do naszej żywności, a z nią… do naszych organizmów.
Oczywiście, nawet jeśli plastik – trochę nie ze swojej winy – zdobył wśród odpadów opinię „największego śmiecia świata”, to nikt nie jest na tyle naiwny, by twierdzić, że jesteśmy w stanie go całkowicie wyeliminować i zastąpić innymi materiałami. Strategie antyplastikowe opierają się więc raczej na podejściu „mini-max”, czyli ograniczeniu do minimum stosowania produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych i zwiększaniu do maksimum zbiórki i przetwarzania plastikowych odpadów. Co w praktyce oznacza „minimalizacja” przekonaliśmy się w Polsce na początku roku, gdy wszedł w życie zakaz wydawania w sklepach bezpłatnych jednorazowych toreb foliowych. W skali globu to żadna nowość. Podobne działania zostały wprowadzone już w ponad 40 krajach świata. Najbardziej radykalne prawo w tym zakresie obowiązuje zaś w… Kenii, gdzie za produkcję, sprzedaż lub nawet samo używanie „foliówek” grozi grzywna w wysokości prawie 40 tys. dolarów albo kara do 4 lat więzienia.
Czarna lista jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych jest jednak znacznie dłuższa. Plastikowe butelki, kubki i mieszadełka do napojów, patyczki kosmetyczne, sztućce, talerze, słomki czy też patyczki do balonów znalazły się ostatnio na celowniku Komisji Europejskiej, która kilka miesięcy temu zaproponowała, by były one produkowane z bardziej zrównoważonych materiałów albo nie były oferowane bezpłatnie. Inne popularne produkty – nawilżane chusteczki, podpaski higieniczne czy balony – powinny być zaś lepiej oznakowane, by jasno informować o obecności tworzyw sztucznych i szkodliwym wpływie na środowisko.
W podobnym kierunku idą już zresztą niektóre kraje, choćby Wielka Brytania, która na początku roku wypowiedziała własną wojnę słomkom do napojów i patyczkom do uszu.
Trudno powiedzieć, czy te działania przyniosą jakiekolwiek wymierne rezultaty. Nawet jeśli tak, to na pewno nie od razu. A tymczasem góra plastikowych śmieci rośnie w zastraszającym tempie. Rozwiązaniem nie jest już z pewnością – do niedawna bardzo powszechne – wysyłanie odpadów do Chin, jednocześnie największego producenta, importera i przetwórcy tworzyw sztucznych. Szacuje się, że tylko w 2016 roku Państwo Środka sprowadziło z Europy, USA i Japonii ponad 7 mln ton plastikowych śmieci za kwotę przekraczającą miliard dolarów. Chiny nie chcą już jednak być globalnym wysypiskiem i od początku roku obowiązuje tam zakaz importu 24 rodzajów śmieci, w tym właśnie tworzyw sztucznych.
Nowa polityka Pekinu odbiła się zresztą rykoszetem nad Wisłą – w ciągu ostatnich miesięcy doszło do kilkudziesięciu pożarów wysypisk w Polsce. To wyjątkowo perfidny sposób, by pozbyć się zalegających śmieci i jednocześnie przygotować miejsce na nowe. Co się stało, to się nie odstanie. Ta sytuacja powinna jednak stać się dodatkowym impulsem, by zadbać o całościową politykę gospodarki odpadami zarówno w skali kraju, jak i poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego. Na pewno nie możemy się zadowolić tym, że przeciętny Polak produkuje nieco ponad ćwierć tony odpadów komunalnych rocznie, podczas gdy statystyczny Europejczyk – niemal pół tony.
Doskonale wiemy, że problem leży – zbyt często dosłownie – gdzie indziej, o czym z pewnością wielu z nas przekonało się podczas ostatnich górskich wędrówek, wycieczek do lasu czy wyjazdów nad jezioro… Ten problem jest w nas! I to my sami musimy więc się z nim uporać!
Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
Ks. Stanisław Walczak: Obecna sytuacja jest owocem wytworzenia społecznej psychozy nienawiści przez człowieka, przez ludzi psychicznie niestabilnych

Ks. Stanisław Walczak
Rezerwując jedynie dla siebie wszelkie prawa, napełniając trzosy, szlachetne słowo demokracja zostało obłożone klątwą, wolność słowu, sumienia religii stało się bajką dla lewaków. Czarne stało się białym, białe czarnym – psychopatia i psychoza zawładnęły światem.
Wyrosłem w czasach, w których wraz z całym Kościołem, głównie w Polsce, walczyliśmy o wolność słowa, sumienia i religii. To były hasła przewodnie Kościoła, hierarchów, księży i zaangażowanych katolików świeckich.
Kiedy, pod przywództwem Lecha Wałęsy, przy wsparciu papieża oraz polskiego Episkopatu nastała wolność, nowa ekipa biskupów i kapłanów stanęła na stanowisku wcześniejszego wroga – podstawowe prawa owszem, ale tylko dla nas i dla naszych sojuszników z partii. No i dzieje się.
Nie wolno doszukiwać się tutaj zakłamania Kościoła. Wówczas żałowałbym, że dałem się kiedyś w to wszystko wciągnąć.
Sytuacja jest owocem sprytnego wytworzenia społecznej psychozy nienawiści przez człowieka, przez ludzi psychicznie niestabilnych.
„Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne” – to był pierwszy dzwonek alarmowy. Od owego, pamiętnego dnia, nazywanie prawdy prawdą zostało partyjnie zabronione. Tłumaczenie, że było to przejęzyczenie, w obliczy dalszych wydarzeń, jest jedynie objawem politycznej, zakłamanej poprawności. Wszak do dzisiaj cała partia i jej rząd oraz kościelni zausznicy zakazują nazywanie prawdy prawdą. I obojętnie czy jest to łamanie Konstytucji czy zabijanie praworządności, czarne należy nazywać białym a biła czarnym. Jeśli nie jest to objawem psychicznych zaburzeń, to jak to można inaczej zrozumieć?
Drugim objawem postępującej dewiacji była infantylna scenka dwóch przywódców, którzy zawołali: Jeden: „Cała Polska z was się śmieje”, a drugi z zaświatów odpowiedział: „komuniści i złodzieje”. To był drugi dzwonek alarmowy, by na serio brać pogarszający się stan psychiczny.
W międzyczasie sprytnie wykorzystali zarówno politycy jak i biskupi manię prześladowczą człowieka, który tworzył sztucznych wrogów i straszył nimi. Natychmiast podjęto ten temat by wytworzyć społeczną psychozę, jakoby Polska miała samych wrogów i prześladowców. Temat ten otrzymał teologiczne fundamenty ze strony Kościoła i tak doszło do separacji kraju od prawie wszystkich innych narodów.
I wreszcie ów psychodeliczny wybuch męża stanu: „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami” – to była reakcja człowieka, który oddalił się w sposób nieodwracalny od rzeczywistości. W tym momencie Kościół Katolicki w Polsce powinien był spowodować terapię a nie wykorzystywać całe psychopatycznej sytuacji wokół katastrofy smoleńskiej, całej polityki dla egoistycznych celów osobistych.
Nowe pokolenie hierarchów postanowiło zastąpić głoszenie Ewangelii, terrorem politycznym. W ten sposób zaparło się Tego, który nam polecił: „Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy” (Mt 10.7-10).
I tak, rezerwując jedynie dla siebie wszelkie prawa, napełniając trzosy, szlachetne słowo „demokracja” zostało obłożone klątwą, wolność słowu, sumienia religii stało się bajką dla lewaków.
Czarne stało się białym, białe czarnym – psychopatia i psychoza zawładnęły światem.
Ks. Stanisław Walczak
Andrzej Saramonowicz: „Starzy” z PiS-u nie powinni spać spokojnie

Andrzej Saramonowicz
Pisowskie samce-alfa ciągle realizują ich główny interes, jakim jest pozbawienie wpływów na Polskę tę resztę młodych, którym nie odpowiada mocno ostatnio rozświetlony hologram pseudokonserwatywny
Warto mieć świadomość, że w obecnej Polsce rozgrywane są dwie wojny w dwóch różnych porządkach.
1. Pierwsza to wojna sił demokratycznych z siłami, opowiadającymi się za systemem autorytarnym.
2. Droga to wojna pokoleniowa tzw. „młodych” z tzw. „starymi”.
Obie są równie silnie i bezwzględne. Zaryzykowałbym jednak stwierdzenie, że ta druga ma głębsze podstawy, bo wynika nie tyle z poglądu na świat, co z instynktu. Wszak nie można przejąć kontroli nad stadem, dopóki się nie wykończy rządzących nim „samców-alfa”. To jest mechanizm, który jest wspólny dla ogromne części ssaczych gatunków, bagatelizowanie go byłoby błędem.
Młodzi Polacy – uwikłani obiektywnie w owe naturalne mechanizmy – wybierają dwie różne strategie.
3. Ci, którzy czują, że ich osobiste interesy realizuje opcja autorytarna, zdecydowali się na powolną emancypację. Nawet jeśli pogardzają liderami PiS-u i uważają ich za ciężkich frajerów (myślę tu nie tylko o radykalnym ONR, czy kibolach, bo to ciągle nadal mniejszość, ale przede wszystkim o zwykłych ludziach, którzy mówią, że chcą po prostu normalnie żyć, czyli mieć dużo pożywienia i optymalne warunku do rozrodu) idą wytyczoną przez liderów PiS ścieżką, bo na razie im się to opłaca.
Dzieje się tak, bo pisowskie „samce-alfa” ciągle realizują ich główny interes, jakim jest pozbawienie wpływów na Polskę tę resztę młodych, którym nie odpowiada mocno ostatnio rozświetlony hologram pseudokonserwatywny.
PiS w systematycznych polowaniach wybija lub zamierza wybić pół generacji młodych, którzy opowiadają się za liberalizmem i wartościami lewicowymi. Tych, których nie wybije (proszę to rozumieć metaforycznie), zamknie w rezerwacie stagnacji i zwątpienia. Lub zmusi do emigracji. I na to czekają młodzi prawicowcy. Dlatego się nie buntują przeciw starym. Trwają w przyczajeniu.
Wszelako „starzy” z PiS-u nie powinni spać spokojnie. Kiedy tylko zrobią „porządek” w polskim ekostystemie, „młodzi” – pozbawieni konkurencji w swoim pokoleniu – rzucą im się do gardeł. Bo taki jest porządek natury.
4. Inaczej to wygląda po stronie tzw. demokratów. Tu bunt „młodych” wobec „starych” jest jawny i otwarty. Przede wszystkim dlatego, że okazało się, iż samce-alfa po stronie opozycji są niezdolne do poprowadzenia stada na polowanie. Są za mało agresywne. Nie mają w stadzie szacunku, bo nie dają gwarancji zaspokojenia głodu.
Jednakże problemem demokratycznych „młodych” jest to, że jeszcze nie dojrzały do wzięcia odpowiedzialności za całe stado. Nie mają ani siły ani doświadczenia, by zmierzyć się ze starymi samcami-alfa, by ich pokonać na środku placu (w rytualnej walce, której przypatruje się całe stado). Ograniczają się zatem jedynie do jawnego lekceważenia. Do gestów, które nie wychodzą poza niechęć do okazywania szacunku. Symbolicznie zostawiają mocz to tu to tam, uważając, że to wystarczy, by wyznaczyć swoje terytorium i na tym poprzestają. Czasem ten i ów z „młodych” oderwie od stada małą grupkę, ale nie ma jej również nic do zaproponowania, bo nie jest w stanie jej wyżywić i zapewnić przetrwania.
Trwa zatem powolna, systematyczna dekompozycja stada, a poszczególne osobniki z wolna przyzwyczajają się do tego, że zamiast antylopami można tłumić głód trawą i gąsienicami. I wszyscy powoli tracą instynkt samozachowaczy, bo po drugie stronie sawanny wyrasta pokolenie „młodych”, które idzie łapa w łapę ze swoimi „starymi” i jeńców brać nie zamierza.
I dlatego właśnie demokratyczne stado powinno się teraz jak najdłużej trzymać razem. Bo nadchodzi wielka obława, a tamci „młodzi” idą przede wszystkim po tych „młodych”. Więc warto trzymać się w kupie. Choćby po to, by ze swoich „starych” zrobić pierwszy krąg zabijanych.
Andrzej Saramonowicz
Paweł Adamowicz: Do czego obecnej władzy jest potrzebne podporządkowanie Prokuratury

Paweł Adamowicz
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że aktywność prokuratury nie jest przypadkowa i może mieć bardzo ścisły związek ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi
Szanowni Państwo,
jeżeli informacja podana przez RMF jest prawdziwa, to mamy najlepszą ilustrację do czego obecnej władzy było potrzebne polityczne podporządkowanie Prokuratury i dlaczego z taką determinacją walczy o podporządkowanie sobie sądów nie bacząc nawet na zapisy Konstytucji.
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że sprawa rzekomej korupcji była już przedmiotem wnikliwego badania przez Prokuraturę, która chyba trzy lata temu ją umorzyła nie dopatrując się jakichkolwiek danych uzasadniających, że przestępstwo zostało popełnione.
Obecnie po bez mała trzech latach od umorzenia, uzależniona od Ministra Sprawiedliwości Prokuratura wyciągnęła inne wnioski. Czyżby więc miały to być tzw. odgrzewanie kotletów, żeby mnie zdyskredytować?
Nie przyjąłem od kogokolwiek jakiejkolwiek korzyści majątkowej, ani też nikt takiej korzyści mi nie oferował.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że aktywność prokuratury nie jest przypadkowa i może mieć bardzo ścisły związek ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi, w których jak Państwo wiedzą zamierzam ubiegać się ponownie o prezydenturę Miasta Gdańska.
Wierzę jednak, że niezależnie od działań prokuratury, gdańszczanie w sposób obiektywny ocenią moje dotychczasowe dokonania i przy urnie wyborczej podejmą niezależną decyzję, która będzie najlepsza dla Gdańska.
Paweł Adamowicz
Prezydent Gdańska
Roman Giertych: List do Anny Zalewskiej z postulatem cenzury Biblii

Roman Giertych
Zwracam się do wszystkich szkół aby nie odczytywano żadnego listu od minister Zalewskiej na rozpoczęcie Roku Szkolnego. Waga stawianych jej zarzutów jest na tyle poważna, że jeśli wiarygodnie i publicznie nie wyjaśni stawianych jej zarzutów, to nie zasługuje na to, aby jej słowa odczytywać dzieciom i młodzieży.
Szanowna Pani Minister!
Dywersanci z Gazety Wyborczej donoszą, że pani koledzy partyjni kradli pieniądze przeznaczone dla biednych, na waszą wspólną kampanię wyborczą. GW twierdzi, że również Pani konto zostało zasilone z tych pieniędzy.
Sam się zastanawiałem co w takiej sytuacji może zrobić minister edukacji. Pozornie bowiem okradanie biednych na rzecz bogatych polityków nie jest najpopularniejsze. Jednak znając Pani zdolności da Pani radę!
Trzeba zacząć jednak od korzeni. Będzie trzeba pogmerać trochę w historii świata, a nie tylko Polski, ale cóż to dla Pani. Skoro można Lecha Kaczyńskiego przedstawiać jako wybitnego męża stanu, twórcę Solidarności etc. a Mateusza Morawieckiego jako głównego negocjatora wstąpienia do UE, to przecież i zmiana pewnych zastałych kanonów etycznych przyjdzie z łatwością.
Musi Pani tylko zmienić program szkolny i wprowadzić pewną delikatną cenzurę zaczynając od Biblii. Te przereklamowane 10 przykazań zawiera tyle kłopotliwych elementów!
Szczególnie nieprzystające do dobrej zmiany jest te głupawe nawoływanie VII „Nie kradnij!”.
Trzeba pamiętać, że autorem (a przynajmniej przekazicielem) tego postulatu jest Żyd – niejaki Mojżesz. Nadto ten Mojżesz był uchodźcą z Egiptu, co całkowicie podważa jego wiarygodność.
Przecież nie chcemy, aby uchodźcy i Żydzi formułowali nam naszą polską, zdrową młodzież. (Inne postulaty 10 przykazań też wymagałyby drobnej korekty, proponuję, aby posła Piętę obarczyć obowiązkiem sformułowania tej korekty w zakresie przykazania VI, a prezesa Kurskiego VIII).
Jeśli uda się wyeliminować te niepotrzebne naleciałości, to znowu będzie można się prezentować jako „partia katolicka”, która ma za zadanie wprowadzić odnowę moralną.
Zresztą pani Minister po co biednym te pieniądze, skoro one Wam się po prostu należą. Sama nazwa PCK stanowi przecież esencję waszej formacji. Polski Czerwony Krzyż należy przetłumaczyć jako skrzyżowanie polskości z komunizmem (czerwony kolor). A wy przecież jesteście taką krzyżówką, stąd majątek PCK tak naprawdę w całości powinien być przeznaczony na PiS.
Roman Giertych
PS. Wie Pani, że okradanie biednych, to grzech wołający o pomstę do nieba?
Zwracam się do wszystkich szkół (i zachęcam wszystkich byłych ministrów edukacji do podobnego apelu), aby nie odczytywano żadnego listu od minister Zalewskiej na rozpoczęcie Roku Szkolnego. Waga stawianych jej zarzutów jest na tyle poważna, że jeśli wiarygodnie i publicznie nie wyjaśni stawianych jej zarzutów, to nie zasługuje na to, aby jej słowa odczytywać dzieciom i młodzieży.
Ks. Stanisław Walczak: Nowe Przykazania – „Będziesz nienawidził, jak my nienawidzimy”

Ks. Stanisław Walczak
Stęsknieni z władzą, potęgą, przywilejami postanowili „stworzyć” nowy kraj katolicki, by ich samouwielbienie stało się kompletne
Nie ulega wątpliwości, że całą plejada biskupów i księży popiera PiS. To dla nich do dziesięciu przykazań dodano nowe:
Rodziców możesz sponiewierać, kochać masz Ojczyznę
Będziesz kłamał publicznie bez ograniczenia
Będziesz dawał fałszywe świadectwo o twoim bliźnim
Będziesz nienawidził, jak my nienawidzimy
Będziesz zabijał każdego, kogo uważasz za nieprzyjaciela.
Uzbrojony w nowe przykazania dane mu przez wpływowych biskupów i zagubionych księży, PiS ruszył w potężną kampanię wyborczą.
Dzisiaj nie mam już wątpliwości, że ta nowa moralność jest pomocą dla utworzenia państwa katolickiego.
Pewni siebie, pyszni jak przysłowiowy paw, bez problemów egzystencjalnych, często niemiernie bogaci, gardzący człowiekiem zaczęli się nudzić i postanowili powrócić do czasów minionych. W XVI wieku taki biskup chełmiński posiadał 112 wsi tworzących 4 „klucze” wokół zamku w Lubawie – było to jedyne latyfundium w tym rejonie. Biskupi, wielcy posiadacze ziemscy, z wpływami u króla i możnowładców stanowili w historii najbogatszą warstwę społeczną.
Piastowali wysokie stanowiska nie tylko w Kościele, aż wreszcie, zepsuci, rozpieszczeni, zakochani w sobie, przyczynili się w dużym stopniu do rozbiorów kraju. 100 rocznica Niepodległości, to wspomnienie faktu, że to grupa biskupów wraz z możnowładcami oddała kraj wielkim mocarzom. Jest cynicznym zakłamaniem świętowania końca niewoli, której byli współsprawcami.
Stęsknieni z władzą, potęgą, przywilejami postanowili „stworzyć” nowy kraj katolicki, by ich samouwielbienie stało się kompletne. Nowe przykazania dali właściwym wykonawcom, którzy przygotowują im „raj na ziemi”. Tłumaczenie, że walczą z aborcją genderyzmem, homoseksualizmem, antykoncepcją – to najzwyklejsza tylko zasłona dymna. Oni chcą ujarzmić lud, by był im posłuszny.
Bezwstydnie i publicznie kłamał arcybiskup, którego współpracownikiem był i jest p. A. Macierewicz, na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej. Ten fakt odebrał mu moralne prawo do żądania posłuchu w sprawach wiary i obyczajów.
Za męczenników uznał kapłanów biorących udział w tzw. miesięcznicach p. Kaczyńskiego – bez wstydu i bez honoru. I tak można by wymienia i wymieniać. Każde antyunijne działanie PiSu, każde łamanie Konstytucji i odejście od praworządności ma swe korzenie w głowach właśnie tej części polskiego Episkopatu, którzy wymarzyli sobie powrót do minionej świetności. Nie wolno łudzić się, że chodzi tutaj a jakąkolwiek ewangelizację.
Ewangelizacją w świecie współczesnym zajmuję się Papież wraz z ogromną większością biskupów, kapłanów i wiernych na całym świecie. Niestety, ta działalność została w Polsce obciążona podejrzenia, oskarżenia i skrytym buntem.
Czas zatem by już nikt, kto ma Boga w sercu, nie milczał. Sprawy Jezusa i Jego Kościoła nie wolno pozostawić w rękach zgubnych marzycieli.
Ks. Stanisław Walczak
Katarzyna Lubnauer: Nie ma naszej zgody na Polexit

Katarzyna Lubnauer
Chcę zapewnić pana Premiera, że zrobi wszystko, by Polska pozostała w Unii Europejskiej. Nie ma naszej zgody na Polexit
Premier Mateusz #Morawiecki podczas spotkania w Sandomierzu (19 sierpnia) twierdzi „sam negocjowałem przystąpienie do Unii Europejskiej 20 lat temu.”
Szkoda, że może poza samym premierem, mało kto jest w stanie dostrzec jego udział w negocjacjach. A może chodzi o przystąpienie Polski do UE w 1993 roku, jak twierdzi pani premier Beata #Szydło.
Oczywiście, ani Polska nie znalazła się w UE w 1993 roku, ani też premier Morawiecki nie miał istotnego wpływu na negocjacje przystąpienia Polski do UE.
To co dziś można dostrzec w postępowaniu Premiera Morawieckiego w relacjach z UE i jej instytucjami, to niewątpliwie konsekwentne działania PIS zmierzające do wyprowadzenia Polski z UE.
Ale chce zapewnić panaPremiera, że #KoalicjaObywatelska zrobi wszystko, by Polska pozostała w Unii Europejskiej. Nie ma naszej zgody na Polexit.
Katarzyna Lubnauer
