Adam Mazguła: porównał warszawską krew powstańczą z wypadkiem lotniczym z 2010 roku! Jacku Karnowski przeproś Powstańców!
Adam Mazguła
Upadły propagandzista PiS-owskiej totalitarnej dyktatury twierdzi i wmawia swoim wyznawcom, że powstańcy walczyli za chrześcijańskie korzenie
Karnowski od dawna pikuje w czeluść otępienia spowodowanego propagandą przestępczej grupy trzymającej władzę.
Porównał on warszawską krew powstańczą z wypadkiem lotniczym z 2010 roku. Przy czym dodał jej chrześcijańskich korzeni, dumy, siły i dopiero wtedy porównał do tej krwi, która była efektem katastrofy pod Smoleńskiem.

Fot. screen shot / wpolityce.pl
Co za podłość i manipulacja, żeby nie powiedzieć skrajna nieodpowiedzialność i śmieszność propagandzisty tej fatalnej zmiany. Powstańcy dokonali zrywu zbrojnego z wielu powodów; dokonania zemsty na hitlerowskim okupancie, niszczącym Ojczyznę, z chęci wyzwolenia własnej stolicy, a także z bardzo wielu innych uzasadnionych i chwalebnych powodów. Za łapanki, rozstrzeliwania, głód, getto i okupację naszego kraju, ale też za okaleczenia, ciągły strach, brak edukacji i za „winę” bycia Polakiem.
Upadły propagandzista PiS-owskiej totalitarnej dyktatury wie jednak lepiej. Twierdzi i wmawia swoim wyznawcom, że powstańcy walczyli za chrześcijańskie korzenie. W takim razie, może odpowie na pytanie: jakiego Boga wyznawali i nieśli na swoich pasach hitlerowscy żołnierze? Kto ich czyny popierał i błogosławił? Czy chodzi o tego samego Boga?!
Jak bardzo ślepym lizusem „władzy” trzeba być, aby wymyślić porównanie katastrofy politycznych nieudaczników, owładniętych bałaganem, brakiem stosowania podstawowych procedur lotniczych i zdeterminowanych głośnym rozpoczęciem kampanii wyborczej, ze zrywem patriotycznych środowisk Warszawy?!
Panie Karnowski, wyobraź pan sobie to, że powstańcy poszli do walki na śmierć i życie z uzbrojonym po zęby znienawidzonym wrogiem i okupantem; 18 tysięcy z nich poległo za wolność swoją i Polski – świadomie!
Czy pan w ogóle coś jeszcze rozumie panie Karnowski?
Lech Kaczyński leciał po reelekcję i zginął, co było efektem jego pogardy dla wszelakich zasad, mordując niejako przy tej okazji jeszcze niewinnych pasażerów owego feralnego lotu!
Jeszcze chwila, a ta tuba pisowskiej propagandy oraz głupoty ogłosi, że dziejowa rola Lecha Kaczyńskiego polega na tym, że powstanie było proroctwem jego pojawienia się, życia oraz „męczeńskiej śmierci za naród”! To jeden wielki absurd upadły pismaku!
Proponuję zimny okład na pana gorejącą, od tępej propagandy, głowę i zajęcie się lepiej tym, na czym się pan, jako tako zna. Niech się pan nie wypowiada w kwestiach, o których nie ma bladego pojęcia. Bezwzględnie zalecam też przeprosiny powstańców!
Adam Mazguła
Amnesty International wzywa polskie władze do przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego
Polskie władze muszą przeprowadzić szybkie, bezstronne, niezależne i skuteczne postępowanie wyjaśniające w sprawie zarzutów o stosowanie chemicznych środków drażniących przez policję przeciwko protestującym w nocy z 26 na 27 lipca – oświadczyło Amnesty International.

Fot. ze strony Jacka Rakowieckiego, autor Renata Zawadzka-Ben Dor
Organy ścigania muszą powstrzymać się od stosowania takiej taktyki zabezpieczania demonstracji, ponieważ stosowanie chemicznych środków drażniących może mieć charakter arbitralny i nieprecyzyjny, co jest niezgodne z międzynarodowym prawem i standardami praw człowieka.
Amnesty International otrzymała zgłoszenia, że policja w Warszawie użyła chemicznego środka drażniącego przeciwko protestującym podczas demonstracji odbywającej się przed Pałacem Prezydenckim w nocy z 26 na 27 lipca. Wówczas to setki osób zebrało się, aby protestować po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę kolejnego aktu prawnego, który podważa niezależność sądownictwa, ułatwiając rządowi wybranie nowej osoby na stanowisko pierwszej prezes lub pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Ustawa została przyjęta przez Senat 25 lipca.
W ciągu ostatnich dwóch lat – od czasu, gdy rząd zainicjował szereg zmian legislacyjnych mających na celu zwiększenie wpływów politycznych i kontroli nad sądownictwem oraz ograniczenie praw człowieka, w tym praw kobiet, w całym kraju przeprowadzono setki protestów. Amnesty International oraz inne organizacje krajowe i międzynarodowe już wcześniej dokumentowały przypadki zbędnej i nadmiernej przemocy ze strony policji przeciwko protestującym.
Według obserwacji Amnesty International w czwartek 26 lipca pokojowy protest trwał do około 22:30. Sytuacja pozostawała spokojna aż do chwili, gdy policja odciągnęła na bok dwie osoby w celu sprawdzenia ich tożsamości – prawdopodobnie z powodu podejrzenia, że osoby te malowały napisy na jezdni. Uczestnicy wcześniejszej demonstracji i dziennikarze natychmiast otoczyli funkcjonariuszy policji i zaczęli ich wzywać do zwolnienia zatrzymanych, co doprowadziło do zwiększenia napięcia między policją a demonstrantami.
Usłyszałam, że ktoś krzyczy, ktoś upadł. Po kilku sekundach poczułam na twarzy substancję żelową. Trafiła mnie w lewe oko, gardło i szyję. Zaczęłam odczuwać ból, który stawał się coraz bardziej intensywny, nie mogłam też otworzyć oczu,
powiedziała 27 lipca w rozmowie z Amnesty International Anna Prus, jedna z protestujących.
Po chwili na miejscu pojawili się kolejni funkcjonariusze policji.
Policja użyła sprayu bez żadnego ostrzeżenia. Gaz został rozpylony na moją szyję, która piekła mnie jeszcze dzisiaj rano,
powiedziała w rozmowie z Amnesty International Hanna Zielińska, dziennikarka radia TOK FM.
Hanna Zielińska także poinformowała, że kilka innych osób zostało opryskanych środkiem drażniącym, w tym dziennikarze i przypadkowe osoby. „Widziałam pięć osób, w tym jedną turystkę, które dostały gazem prosto w twarz i który dostał się do ich oczu. Płakali. W końcu ktoś poszedł do apteki i kupił środek do oczyszczenia twarzy”.
Po wezwaniu przez protestujących na miejscu pojawiła się karetka pogotowia i ratownicy poinstruowali, jak łagodzić podrażnienia.
Amnesty International jest poważnie zaniepokojone użyciem chemicznych środków drażniących przez policję podczas czwartkowego incydentu. Użycie tych środków może być sprzeczne z obowiązkami Polski wynikającymi z prawa międzynarodowego. Zgodnie z informacjami zebranymi przez organizację, drażniące substancje chemiczne zostały rozpylone bezpośrednio na protestujących i bez uprzedniego ostrzeżenia.
Europejski Trybunał Praw Człowieka kilkakrotnie stwierdził, że rozpylanie gazu pieprzowego lub innych substancji drażniących bezpośrednio na twarze protestujących stanowi naruszenie absolutnego zakazu tortur i innego złego traktowania. Trybunał ostrzega, że gaz pieprzowy i inne czynniki drażniące mogą powodować takie skutki, jak problemy z oddychaniem, nudności, wymioty, podrażnienie dróg oddechowych i oczu, skurcze, bóle w klatce piersiowej, zapalenie skóry i alergie. W dużych dawkach podrażnienia chemiczne mogą powodować martwicę tkanki w układzie oddechowym lub przewodzie pokarmowym, obrzęk płuc lub krwawienie wewnętrzne.
Zgodnie z międzynarodowymi standardami użycia siły, chemiczne czynniki drażniące mogą z natury rzeczy mieć niekontrolowany efekt i mogą dosięgnąć także przypadkowe osoby oraz pokojowych demonstrantów, którym powinno się zezwolić na kontynuowanie protestu. Substancje takie mogą być stosowane tylko w sytuacjach powszechnej przemocy, aby rozproszyć tłum lub gdy poziom przemocy osiągnął niekontrolowany stopień. Przed użyciem środków drażniących muszą być wydawane słyszalne ostrzeżenia, a ludziom należy dać wystarczająco dużo czasu na opuszczenie danego obszaru. Nadmierne stosowanie drażniących substancji chemicznych, które dotykałoby pokojowo nastawionych demonstrantów i przypadkowych świadków, byłoby nieproporcjonalne i naruszałoby zobowiązania Polski w zakresie praw człowieka.
Polska Policja potwierdziła w mediach zastosowanie środków chemicznych drażniących, ale twierdziła, że była to reakcja na użycie gazu wobec funkcjonariuszy sił porządkowych.
Amnesty International wzywa polskie władze do bezzwłocznego zbadania tego incydentu w sposób bezstronny i niezależny w celu ustalenia okoliczności, w których zastosowano drażniące substancje chemiczne oraz – jeśli ich zastosowanie było niezgodne z międzynarodowym prawem i standardami – aby zastosowały odpowiednie sankcje dyscyplinarne lub karne. Amnesty International powtarza wezwanie, aby nie używać chemicznych środków drażniących, chyba że wszystkie inne dostępne opcje zostały wcześniej wypróbowane i wyczerpane, oraz wzywa polską Policję do nie stosowania środków drażniących w czasie pokojowych protestów w całej Polsce.
Źródło: Amnesty International Polska
Kazimierz Marcinkiewicz: Mamy wybór
Kazimierz Marcinkiewicz
Każdy z nas ma wybór. Może wybrać dobro, albo zło, prawdę, albo kłamstwo, piękno, albo brzydotę. Może wybrać wspólnotę, albo podział, solidarność, albo nienawiść, kompromis, albo narzucanie woli, współpracę, albo walkę. Może wybrać służbę, albo władzę. Może wybrać WIELKOŚĆ, albo zemstę. Możemy wybierać, bo jesteśmy wolni.
Może to trudne zadanie, a może nie. Mam brata bliźniaka, którego kocham na zabój. Właściwie nikogo innego nie udało mi się pokochać i przez nikogo być kochanym, wiec cała moja miłość wylewa się na niego. Miłość całego życia.
W ogromnej mierze, wbrew jego woli wciągam go w politykę. To proste, muszę czymś żyć nie mając oprócz brata nikogo. Każdy w takiej sytuacji znajduje swoją pasję. Moją nawet nie jest polityka, ale władza, jako panowanie nad ludźmi. Dlatego wstawiam kochanego brata na ministra, szeryfa. Wstawiam na prezydenta stolicy. Wstawiam na prezydenta kraju. Aby wygrał rezygnuje z zostania premierem, wybieram na to miejsce sobowtóra kontrkandydata, byle tylko kochany brat wygrał. A ten, odwzajemniając braterską miłość, choć mając co w życiu robić, słucha starszego brata i brnie.
Nie jest mistrzem świata, ale jest sympatycznym człowiekiem, przez bardzo wielu lubianym, bo dającym się lubić, wiec trochę nudząc się, trochę robiąc to z posłuszeństwa, nie zostaje mistrzem świata, jakbym chciał. Nie czuje się dobrze w zbrojach, które na niego, trochę na siłę zakładam. I to widać, słychać i czuć. Niestety.
Brat ginie w katastrofie jako prezydent kraju. Qwa słabo, mało: dramat. Co ja teraz zrobię. Tracę miłość swojego życia. Tracę właściwie wszystko co mam. Tracę sens i cel i najwspanialszego pomocnika. No raczej zginął zamiast mnie, bo polityki nigdy nie kochał. Może nawet, przeze mnie, bo sterowałem nim wszędzie. Co ja mam Qwa teraz zrobić. Jak żyć? Jak mu się odwdzięczyć? Jak upamiętnić jego pamięć? Jak mu tę tragedię, w którą go wepchnąłem wynagrodzić.
Ok. Wykorzystam tę katastrofę by scalić naród, by nas wszystkich wobec takiej tragedii zjednoczyć. Zrobimy wielki grób wszystkich, którzy zginęli, na Powązkach. Wystawimy tupolewa na Żwirki i Wigury, jako pomnik- muzeum by wszyscy pamiętali. Zrobimy think tank z udziałem tych wszystkich środowisk, które były w godzinę katastrofy razem z nim, by dbać o ich pamięć, o pamięć wszystkich, ale też o naszą solidarność, o naszą jedność, o WSPÓLNOTĘ. Tak pamięć o moim bracie przetrwa wieki. I ważny będzie dla każdego, jako ten który łączy, jako ten który scala, jako ten który zaprasza do siebie wszystkich i z wszystkimi ginie.
Nie śmiejcie się. Każdy z nas ma wybór. Może wybrać dobro, albo zło, prawdę, albo kłamstwo, piękno, albo brzydotę. Może wybrać wspólnotę, albo podział, solidarność, albo nienawiść, kompromis, albo narzucanie woli, współpracę, albo walkę. Może wybrać służbę, albo władzę. Może wybrać WIELKOŚĆ, albo zemstę. Możemy wybierać, bo jesteśmy wolni. I to jest straszne, bo on i oni wybrali i my wybraliśmy. I każdy z nas sam podejmuje decyzję, czy jest oni, czy MY. Choć nie mam pewności, czy My jesteśmy też razem.
Kazimierz Marcinkiewicz
Roman Giertych: List do CBA
Roman Giertych
Gdybym dawał się zastraszać takim krokom prawnym, to zamiast być adwokatem hodowałbym marchewkę.
Szanowne Biuro.
Przerażony faktem, że „rozważycie kroki prawne” przeciwko mnie w związku z ujawnieniem Waszej przemiłej wizyty w celi posła Gawłowskiego postanowiłem wyrazić skruchę i złożyć stosowną samokrytykę.
Już więcej nie będę insynuował, że Wasi szlachetni agenci przemierzają 400 kilometrów z Wrocławia do Szczecina po to, aby składać ofertę: wolność za pomówienia. To oczywiste bowiem, że czterech oficerów CBA wędruje przez pół Polski wyłącznie po to, aby poinformować zainteresowanego o wszczęciu kontroli oświadczeń majątkowych.
Wasza szlachetność w wyręczaniu poczty jest przecież legendarna! Nawet Wam przez myśl nie przyszło, aby wykorzystać areszt do składania niecnych propozycji! Bo nigdy tego nie robicie.
Generalnie, podejrzewanie Was, że w aresztach składacie oferty: zeznania za wolność, to wyjątkowa podłość. I fakt, że jakiś zwykły poseł Kaczyński interesuje się innym posłem Gawłowskim, jest dla Was bez znaczenia.
Bo jesteście, tak jak Wasz szef Mariusz Kamiński, apolityczni.
Roman Giertych
PS Gdybym dawał się zastraszać takim „krokom prawnym”, to zamiast być adwokatem hodowałbym marchewkę.
Stefan Niesiołowski: W Polsce ma miejsce chuligaństwo konstytucyjne i sądowe
Stefan Niesiołowski
Polskie sądownictwo stało się sądownictwem partyjnym, przynajmniej w sensie organizacyjnym i w zamierzeniach reżimu.
Coraz więcej instytucji staje się w pisowskiej Polsce atrapami. W rzeczywistości są to instytucje partyjne, propagandowe, służące dyktaturze, będące jak u Orwella zaprzeczeniem swoich nazw i znaczące dokładnie coś przeciwnego niż te nazwy.
Trybunał konstytucyjny w rzeczywistości służy uwiarygodnianiu i uzasadnianiu łamania przez PiS Konstytucji. Parlament jest realizatorem decyzji zapadających w gabinecie dyktatorka.
Telewizja publiczna jest telewizją partyjną uprawiającą bezwstydną propagandę miejscami gorszą niż propaganda w stanie wojennym.
Patriotyczne tytuły, nazwy uroczystości, rocznice itp. są wyłącznie przeznaczone dla umacniania pisowskiej władzy, fałszowania historii, ogłupiania społeczeństwa przy pomocy majestatu policyjnego państwa, przy aktywnym wspólnictwie Kościoła będącego jednym z filarów obecnej dyktatury, za które mam nadzieję ta instytucja zapłaci odpowiednią cenę.
W ostatnich dniach dokonało się ostateczne podporządkowanie sobie przez reżim rudymentów niezależnego wymiaru sprawiedliwości.
Polskie sądownictwo stało się sądownictwem partyjnym, przynajmniej w sensie organizacyjnym i w zamierzeniach reżimu. Reszta zależy od samych sędziów, od siły oporu społeczeństwa, od godności i odwagi bardzo wielu ludzi z wymiarem, sprawiedliwości związanych.
Wreszcie od działań Unii Europejskiej, która nie dała się nabrać na kłamstwa pp. Szydło i Morawiedkiego i mam nadzieję, że odpowiednie działania podejmie Trybunał Sprawiedliwości w Strasburg, a reżim pisowski za bezczelne kłamstwa i łamanie praworządności zostanie potraktowany jak na to zasługuje.
To co ma miejsce w Polsce to łagodniej mówiąc chuligaństwo konstytucyjne i sądowe oraz praktycznie wyjście z Unii, która jest organizacją państw demokratycznych i oczywiście praworządnych.
Jak pisze prof. Wojciech Sadurski:” Na jaki rzetelny proces można liczyć w państwie, w którym prezes sądu może wyznaczyć wedle własnego uznanie sędziego do każdego procesu, a jednocześnie tenże prezes został dopiero co mianowany przez ministra sprawiedliwości?
O jakim sprawiedliwym procesie można mówić, gdy sędziowie Są rutynowo ciągani po sądach dyscyplinarnych przez ministra, kiedy nie podobają mu się ich wyroki?
O jakim sprawiedliwym wyroku można mówić, gdy minister publicznie domaga się surowszych wyroków, a sędziowie wiedzą, że od łaski ministra zależy ich ewentualny awans albo dyscyplinarka?
O jakim sprawiedliwym procesie można mówić, gdy na końcu drogi odwoławczej jest Sąd Najwyższy złożony z nominatów rządzącej partii?” („Gazeta Wyborcza”, nr 173, z dn. 27 07 2018 r.).
Przed takim właśnie „sądem” stawałem w Polsce Ludowej, gdy oskarżał mnie prokurator Wiesław Krasowski, a sądził sędzia Ryszard Bodecki, zdyscyplinowani funkcjonariusze PZPR, którzy skazywali na kary więzienia także Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego, Taterników i uczestników marcowych protestów.
Nie miałem ani przez moment wątpliwości, że ten sąd mnie nie uniewinni i że dopiero w Wolnej Polsce taki uniewinniający wyrok zapadnie. Co też się stało.
Dziś Polska nie jest już wolna, jest zniewolona, upokarzana i poniżana, a wyroki polityczne w pisowskich procesach będą po odzyskaniu wolności także unieważniane na wieczną hańbę tych, którzy je wydali i tych, którzy wymiar sprawiedliwości znieprawili. Między innymi: Kaczyńskiego, Dudy, Ziobry, Morawieckiego i podrzędnych osobników wyjątkowo antypatycznych jak Piebiak, Piotrowicz itp.
Protesty przeciwko tej kolejnej pisowskiej „reformie” dobrej zmiany okazały się silniejsze niż reżim przypuszczał, chociaż nieco mniejsze niż rok temu. Trwają jednak nadal i tym razem p. Duda złożył swój podpis od razu nie udając nawet, że jest kimś innym niż jest.
Trudno powiedzieć w jakim kierunku rozwinie się sytuacja, przestrzegam jednak przed naiwną wiarą w to, że oni oddadzą władzę dzięki kartce wyborczej. Moim zdaniem rozstrzygnie siła, bo jest to jedyny język jaki rozumie PiS.
Choć bardzo chciałbym się mylić. Odrzucenie absurdalnego pomysłu p. Dudy o referendum nie było żadną ustawką, równie dobrze ustawką były pożary w Grecji mające odwrócić uwagę od sytuacji w Polsce. Po prostu to jest poziom intelektualny i wyrobienie polityczne p. Dudy i jego otoczenia.
Pomysł referendum był idiotyczny bo musiał doprowadzić do bojkotu i kompromitacji PiS-u, ale p. Dudzie wydaje się, że jest mężem stanu uwielbianym przez naród. Tak jak myśli, że Trump go poznaje w windzie? To iluzja większości różnego typu dyktatorów i ich pomocników, którym zawsze się wydaje , że są mężami stanu niedocenianymi u siebie.
Stefan Niesiołowski
Marcin Zegadło o Dudzie: „Facet znikąd, mógłby być dobrym urzędnikiem średniego szczebla”
Marcin Zegadło
Jak bardzo trzeba mieć przetrącony kręgosłup, żeby łykać upokorzenie za upokorzeniem, kpinę za kpiną, poniewieranie przez członków własnego (byłego) ugrupowania politycznego, mimo tego konsekwentnie składać swój podpis pod kolejnymi aktami prawnymi spychającymi nas systemowo na jakiś, bliżej nie określony, Wschód?
Jest taki facet, trochę znikąd. Zupełnie niepozorny.
Mógłby być dobrym urzędnikiem średniego szczebla, gdzieś w jakimś Urzędzie Miasta, ostatecznie w jakimś ministerstwie, albo mógłby zostać na uczelni i pisać habilitację, nie byłoby z tego pożytku, ani wielkiej szkody.
Mógłby wiernie służyć kolejnym pracodawcom, ponieważ to idealny wykonawca poleceń. Nie pyta. Nie myśli. Nie zadręcza się wyrzutami sumienia.
Jest polecenie, jest realizacja. Byłby z niego idealny pracownik służb mundurowych, albo innych instytucji o charakterze ściśle hierarchicznym.
Niestety. Los sprawił, że w roku 2015 ten „królik” wyskoczył z kapelusza Jarosława Kaczyńskiego i od mniej więcej trzech lat jest grabarzem polskiego konstytucjonalizmu, na straży którego ślubował stać, deklarując swoją niezłomność.
Przyznam, że nie do końca wtedy rozumiałem o co z tą „niezłomnością” chodzi i po co komuś „niezłomność” w demokratycznym państwie prawa.
Przecież wszystko jest tak jak powinno być. Mamy instytucje stojące na straży umowy społecznej jaką jest system polityczny naszej republiki – myślałem w swojej naiwności.
Teraz już wiem, co ten facet, który wtedy ślubował być ostatecznym strażnikiem Konstytucji miał na myśli.
Wiem, ile wysiłku kosztuje go jako prawnika z doktoratem demolowanie, niszczenie, grzebanie, a następnie udeptywanie ziemi na grobie po polskiej demokracji.
Jak silny mechanizm wyparcia musi mieć tutaj zastosowanie, żeby głowa przyłożona do poduszki chciała zasnąć. Żeby sen był spokojny.
Jak bardzo trzeba mieć przetrącony kręgosłup, żeby łykać upokorzenie za upokorzeniem, kpinę za kpiną, poniewieranie przez członków własnego (byłego) ugrupowania politycznego, mimo tego konsekwentnie składać swój podpis pod kolejnymi aktami prawnymi spychającymi nas systemowo na jakiś, bliżej nie określony, Wschód?
Jak bardzo trzeba pozostawać obojętnym na tych, którzy liczą na to, że „strażnik Konstytucji” przypomni sobie o swoich obowiązkach, jak bardzo trzeba mieć ich w pogardzie, żeby po czymś takim, po prostu, spakować się i pojechać nad morze? Jakby w tym wszystkim chodziło o remont drogi albo co najwyżej wydanie zezwolenia na rozbiórkę sypiącej się kamienicy, a nie o kształt Polski i los jej obywateli. Ich wolność. Tak czy inaczej, miał podpisać, więc podpisał.
Jak bardzo w takiej sytuacji trzeba być „niezłomnym” i kto za tę „niezłomność” faktycznie zapłaci? Niech pan o tym pomyśli patrząc na Bałtyk, Panie Prezydencie. Podobno czeka nas kolejna fala upałów. Zdaje się, że „trafił” pan w pogodę.
Marcin Zegadło
Poeta, absolwent wydziału prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Autor pięciu tomów wierszy: Monotonne Rewolucje (Łódź 2003), Nawyki ciał śpiących (Kraków 2006), Światło powrotne (Łódź 2010), Cały w słońcu (Łódź 2014) oraz Hermann Brunner i jego rzeźnia (Szczecin 2015) .
Przesłanki do unieważnienia małżeństwa kościelnego
Unieważnienie małżeństwa kościelnego, jest zupełnie odrębne od rozwodu jaki jest znany prawu cywilnemu i o jaki małżonkowie mogą ubiegać się w sądzie, dlatego uzyskanie rozwodu w sądzie nie jest równoznaczne z tym, że strony przestały być małżeństwem również w świetle prawa kościelnego.

Osoby, które zawarły małżeństwo konkordatowe, aby ponownie móc taki związek zawrzeć, muszą więc przejść dwie procedury rozwodowe, które rządzą się zupełnie innymi prawami, a ich skuteczność zależy od zupełnie odmiennych przesłanek.
Potocznie zwany rozwód kościelny w istocie jest unieważnieniem małżeństwa kościelnego, tak samo więc jak unieważnienie na gruncie prawa cywilnego, jego skuteczność uzależniona jest od zaistnienia okoliczności wskazanych w przepisach, których brak uniemożliwia unieważnienie małżeństwa.
Unieważnienie małżeństwa kościelnego odbywa się w oparciu o regulacje zawarte w Kodeksie Prawa Kanonicznego Jana Pawła II, zgodnie z którymi małżeństwo jest nieważne jeśli:
- osoby wstępujące w związek małżeński nie osiągnęły odpowiedniego wieku, tj. mężczyzna przed ukończeniem szesnastego roku życia, a kobieta przed ukończeniem czternastego roku życia;
- małżonkowie nie są zdolni do dokonania stosunku małżeńskiego, a więc gdy któryś z małżonków cierpi na impotencję;
- któryś z małżonków pozostaje w uprzednio zawartym związku małżeńskim;
- jeden z małżonków nie został ochrzczony i nie otrzymał w związku z tym dyspensy;
- zostało zawarte z osobą, która złożyła śluby kapłańskie lub wieczyste śluby czystości w instytucie zakonnym;
- zostało zawarte z kobietą uprowadzoną lub przetrzymywaną z zamiarem zawarcia z nią małżeństwa;
- w celu zawarcia tego małżeństwa doszło do zabójstwa współmałżonka jednego z obecnych małżonków;
- zostało zawarte pomiędzy osobami blisko ze sobą spokrewnionymi lub spowinowaconymi w linii prostej;
- zachodzi przeszkoda przyzwoitości publicznej;
- zostało zawarte pomiędzy osobami, które łączy stosunek adopcji;
- zostało zawarte przez osobę niepełnosprawną intelektualnie, która nie jest wstanie zrozumieć istoty małżeństwa oraz łączących się z nim obowiązków;
- zaistniał błąd co do osoby;
- zostało zawarte podstępem, dokonanym dla uzyskania zgody małżeńskiej;
- jedna ze stron albo obydwie pozytywnym aktem woli wykluczyły samo małżeństwo lub jakiś istotny element
- małżeństwa, albo jakiś istotny przymiot, np. nierozerwalność lub zrodzenie i wychowanie potomstwa;
- zostało zawarte pod warunkiem;
- zostało zawarte pod przymusem lub pod wpływem ciężkiej bojaźni z zewnątrz;
- nie została zachowana właściwa forma kanoniczna zawarcia małżeństwa, a więc np. gdy małżeństwo zostało zawarte bez świadków lub przez nieupoważnionego kapłana.
Unieważnienie małżeństwa na gruncie prawa kościelnego jest więc możliwe tylko wówczas, gdy zaistnieje któraś z wymienionych powyżej przesłanek.
Sprawami o unieważnienie małżeństwa kościelnego zajmuje się trybunał. Skargę powodową, czyli pozew/pismo o unieważnienie małżeństwa, należy więc złożyć do trybunału miejsca, w którym małżeństwo zostało zawarte, w którym strona pozwana ma stałe lub tymczasowe miejsce zamieszkania, w którym strona powodowa ma stałe zamieszkanie lub w którym trzeba będzie zbierać większość dowodów. Do wystąpienia ze skargą o unieważnienie małżeństwa uprawnieni są oczywiście sami małżonkowie, jak i rzecznik sprawiedliwości, jeśli informacja o nieważności danego małżeństwa stała się już powszechna.
Joanna Senyszyn: Prezydent Duda napisał że „wychował się na Maanamie” – musiał być wyjątkowo niepojętym uczniem
Joanna Senyszyn
Andrzej Duda: Wychowaliśmy się na Maanamie, zwłaszcza w Krakowie. To były nasze pierwsze tańce, pierwsze miłości
Prezydent Duda napisał, że „wychował się na Maanamie”. Musiał być wyjątkowo niepojętym uczniem, skoro nic mu z tego wychowania nie zostało i zamiast wolności, którą kochała Kora, wybrał pisowską niewolę i życie raba w prezydenckiej klatce.
Joanna Senyszyn
Manuela Gretkowska: Kora wykrzyczała sobie wolność
Manuela Gretkowska
Umarła niemal nazajutrz po dorżnięciu przez PiS demokracji. W zaćmienie umysłów i sumień, nie tylko wczorajszego Księżyca. Symbolu tego co mądre, kobiece.
Kora wykrzyczała sobie wolność. Darła się ze scen studenckich klubów, scen wolnościowych festiwali. Drapieżna, rebeliancka bez opolskiego kiczu.
Strukturalna – punkowo nowoczesna. Nasza, jedyna prawdziwa. Miała gdzieś władzę i układy. Stawiała się, płaciła za to.
Okładka Newsweeka sprzed kilku lat, jej zdjęcie z cytatem: „PiS niszczy moje szczęście na finiszu życia”.

Umarła niemal nazajutrz po dorżnięciu przez PiS demokracji. W zaćmienie umysłów i sumień, nie tylko wczorajszego Księżyca. Symbolu tego co mądre, kobiece.
Drzewo życia odarte z Kory szumi zielenią nadziei. Dziękuję, za młodzieńczy bunt i dojrzały sprzeciw. Robi się ciszej, coraz ciszej, bez Ciebie.
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Nie pluj Karczewski!
Adam Mazguła
Jeśli dzisiaj odwracacie znaczenie słów, ubliżacie nam - swoim obrońcom - i w odpowiedzi na nasze protesty, których przekazem jest to, że będziecie siedzieć, to coś Wam się pomyliło.
Jeden z oficerów rezerwy napisał do S. Karczewskiego, aby nie ubliżał mu od „świrów”, bo za takich polityków narażał życie.
Wielu z nas również było w sytuacji bliskiej śmierci, bo wykonywali rozkazy płynące od polityków.
Osobiście uciekłem wielokrotnie z realnego zagrożenia mojego życie z powodu polityków i nie życzę sobie być Waszym, Panie Kaczyński, Karczewski, Błaszczaku czy Kurski dyżurnym oprawcą, ubekiem, komunistą, złodziejem, kanalią, gorszym sortem Polaka…!
Jeśli dzisiaj odwracacie znaczenie słów, ubliżacie nam – swoim obrońcom – i w odpowiedzi na nasze protesty, których przekazem jest to, że „będziecie siedzieć”, to coś Wam się pomyliło. To nie ubliżanie, ale życzenie, abyście ponieśli karę za publiczne winy wobec Polaków, których nie akceptujecie i którym zabieracie to, co jest dla nich najważniejsze – wolność!
Chyba nie będzie dla was zaskoczeniem jeśli ujawnię to, że są środowiska, które nieustannie o Was myślą. Na dowód tego, zamieszczam jedno z życzeń takich środowisk, które zawarte jest w jednej z wielu propozycji (załącznik), które mogą stać się dla was wyzwaniem po odsunięciu od władzy w drodze demokratycznych wyborów.
Proszę, przeczytajcie to ze zrozumieniem dla własnego dobra.

Adam Mazguła