Bartosz Węglarczyk: Precz z komuną, także tą mentalną

Bartosz Węglarczyk
Prokuratura ośmiesza siebie, ośmiesza ludzi, którzy za nią stoją i ośmiesza państwo.
Kobieta, która namalowała napis „PZPR” na biurze posła PiS i byłego członka PZPR pana Czabańskiego, naprawdę została oskarżona o propagowanie totalitaryzmu.
Nic głupszego już dziś nie usłyszycie. Prokuratura ośmiesza siebie, ośmiesza ludzi, którzy za nią stoją i ośmiesza państwo.
Póki co jest jednak śmiesznie, za chwilę może być jednak poważnie. Skoro bowiem ta pani ma odpowiadać za propagowanie komunizmu, za co grożą dwa lata więzienia, to policja powinna natychmiast zacząć robić łapanki na ulicach na każdego człowieka, który ubrany jest w koszulkę z jakąkolwiek symboliką np. ZSRR.
Oczywiście sprawa powinna też dotyczyć turystów zagranicznych. Ci wracający z Rosji mogą mieć przecież np. koszulki, czapki lub kupione w Moskwie szaliki z czerwoną gwiazdą. Albo Jurijem Gagarinem. Albo Łajką.
Pan minister Brudziński zgłaszając ostatnio do prokuratury sprawę tęczowego orła jako zbezczeszczenie godła napisał na Twitterze, że prawo jest prawem i trzeba go przestrzegać. Skoro więc prokuratura nie rozumie, dlaczego pani napisała „PZPR” na biurze byłego członka PZPR, to powinna natychmiast wysyłać lotne bojówki po ulicach ścigając każdego z napisem „CCCP” albo postacią Che Guevary. Prawo jest przecież prawem…
Pani rzeczniczka Beata W Sprawie Ustawy O IPN Nie Cofniemy Się Ani Kroku Mazurek apeluje dziś: „Nie dla chuliganerii, nie dla wandalizmu, tak dla zdecydowanych działań prokuratury”. Dokładnie to samo usłyszałem w 1988 r. od dyrektorki mojego liceum, gdy ktoś w męskiej toalecie napisał: „Precz z komuną”.
Jestem przekonany, że prokuratura dostanie polecenie, by nie stawiać pani tak kretyńskich zarzutów. Jeśli jednak je utrzyma, wówczas będziemy mieli do czynienia z sytuacją identyczną jak w PRL-u, gdy ludzie rozrzucający ulotki „Solidarności” na ulicy oskarżani byli, poza innymi zbrodniami, o zaśmiecanie miejsc publicznych.
Precz z komuną, także tą mentalną.
PS. TVP Info informuje, że „kolejne biuro poselskie PiS zostało zdewastowane”, bo na ścianie budynku, w którym biuro się znajduje, pojawił się napis „Czas na Sąd Ostateczny. Wyp…ć”. Traktuję tę informację poważnie, bo media państwowe są dziś specjalistami od dewastacji.
Bartosz Węglarczyk
Jan Hartman: Kaczyński się nie boi. Sieje strach wokół siebie, lecz sam go nie odczuwa

Jan Hartman
Kaczyński nie jest tchórzem. Jest chory, jest zmęczony, jest zbolały i przegrany. Ale nie ucieka przed swoimi wrogami. Dawno już pokazał, jaki jest i odpuścił sobie pozory. Od pozorów ma ludzi. Tak jak od wszystkiego.
Pani poseł Scheuring-Wielgus powiedziała z mównicy sejmowej, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią.
Niszczenie wolnego sądownictwa i utrwalanie autorytarnych rządów, opartych na populistycznej ideologii oraz kaście zdemoralizowanych karierowiczów i sprzedawczyków o złamanych kręgosłupach, to nie jest żadne tchórzostwo. To raczej zemsta frustrata, który odgrywa się na nas wszystkich za swoje nieudane i gorzkie życie.
Jarosław Kaczyński gra już ostatnie akordy swojej symfonii. W tej kadencji słyszymy wściekłość: a masz, a masz! Zostawię wam taki gnój, że się z niego nie wygrzebiecie przez całe lata. Popamiętacie mnie sobie. Nawet jeśli na zawsze pozostanę czarnym charakterem, to nie śmiecie już nigdy obalić pomników Lecha Kaczyńskiego i na zawsze wryję się w waszą pamięć. Lekcji, jaką dał wam Jarosław, nie zapomnicie nigdy!
Kaczyński nie jest tchórzem. On się nie boi. Sieje strach wokół siebie, lecz sam go nie odczuwa. Nie ucieka przed własnym strachem jak wielu innych dyktatorów.
Apatyczny, choć od czasu do czasu wstrząsamy paroksyzmami nieokiełznanej nienawiści („mordy zdradzieckie, kanalie”), lewituje ponad swoim stadem, ponad rzeczywistością, bo jest wypalonym i zgorzkniałym melancholikiem, wyobcowanym i zamkniętym w sobie.
A tam – „w sobie” – pustka. Jest do bólu nieciekawy – nawet dla samego siebie. Jeszcze czasami obudzi się w nim wściekłość i ból, gdy przypomni sobie dawne upokorzenia, lecz na co dzień jest zmęczony i zobojętniały. Jeśli dręczy nas i poniża Macierewiczami i Ziobrami, jeśli napuszcza na nas ludzi dewastujących kraj, jeśli pozwala na wszechobecną hucpę i korupcję, to nie dlatego, że chce nas zgnębić i przerazić, lecz po prostu dlatego, że jest mu obojętne, jakich ma ludzi i co ci ludzie wyczyniają.
Liczy się tylko to, że może ich kontrolować. Bo kontrolowanie ludzi jest jedyną rzeczą, która go w melancholii pociesza i kompensuje jego zadawnione kompleksy. Wierzy, że w jego działalności przejawia się duch dziejów, a każdy zdemoralizowany oficer jego armii, każdy szeregowiec i każdy obywatel w ogóle to tylko nawóz historii. Historii, której demiurgiem jest on sam i jego brat.
To po prostu Duch Dziejów powołał ich do stworzenia nowej Polski i nowego narodu – karnego i bogobojnego, posłusznego władzy i odpornego na miazmaty zgniłego Zachodu. Czy to pycha? Nie sądzę. Myślę, że raczej kicz, zwykła ludzka głupota. Pycha Kaczyńskiego fascynuje i pociąga, lecz sam jest zbyt zakompleksiony i przewrażliwiony na swoim punkcie, by znać prawdziwą pychę. W pewnym sensie jest nawet skromny. Da się lubić i te okruchy sympatii ze strony kilkorga bliższych przyjaciół utrzymują go przy życiu.
Bo w biednej głowie Kaczyńskiego są strzępy endeckich fantazji rodem z początku XX w., iluzje politycznej mitomanii, przebrzmiałe mędrkowania o wychowaniu narodu i inne staromodne śmiecie. Całe to egzotyczne imaginarium niemające nic wspólnego ze współczesną rzeczywistością, nie mówiąc już o współczesnych standardach moralności społecznej, zanurzone jest w dodatku w złych emocjach zgorzkniałego frustrata.
Kaczyński żyje dzięki bliżej nieokreślonemu poczuciu własnej racji, ukrytej za murem niezrozumienia. Uważa się za postać tragiczną, za wyniosłego Jedynego, za samotnego geniusza, którego posłannictwo jest tak wielkie, że nawet sam do końca go nie pojmuje.
A przecież jest ono takie proste! Chodzi tylko o zrekompensowanie własnej życiowej klęski – o ojca, o samotność, którą trzeba pomścić, o Wielką Tajemnicę, którą i tak wszyscy znają, o upokorzenia młodości, spersonifikowane w osobie Adama Michnika, o upokorzenia późniejsze, spersonifikowane w osobie Donalda Tuska. Taka jakaś prosta psychologia. Taka nieciekawa psychologia.
Jakże dobrze go już znamy. To już 30 lat! Jest dla nas jak kłopotliwy członek rodziny, o którym wiemy więcej, niżbyśmy chcieli, i którego „tajemnice” tyleż są dla nas nie do końca jasne, co i mało nas już obchodzą. Kaczyński jest „freakiem”, dziwakiem oderwanym od życia i życiowo niesamodzielnym. Takich nieudolnych, dysfunkcyjnych ludzi są wokół nas tysiące. Traf chciał, że szalona ambicja i chęć odegrania się na tych, którzy go w młodości skrzywdzili, zawiodły tego akurat dziwaka na szczyty władzy. Grupa żądnych władzy i pieniędzy karierowiczów w pewnym momencie uwierzyła, że ktoś taki, tak bardzo różny od nich, może zostać ich guru i przewodnikiem. Wybrali go sobie, bo jest inny. I w dodatku „święty”, bo nie zależy mu na kasie.
Taki ktoś może widzi więcej, może ma poparcie w niebie? Kto tam wie. Lepiej z nim nie zadzierać. Tym bardziej że jest bezwzględny i okrutny – gotów sponiewierać, zużyć do cna i wyrzucić każdego. Lepiej więc być posłusznym, to więcej się nachapie, zanim się pójdzie w odstawkę, co przecież i tak kiedyś nastąpi. A skoro los ten dotyka wszystkich, to przynajmniej wobec ojca wszyscy są równi. Zawsze to jakaś sprawiedliwość. Lepsza taka niż żadna.
Mechanizm znany od starożytności, zapisany nawet w kodzie religijnym, gdzie wszak każdy jest równy i nic nieznaczący w obliczu Pana. Kaczyński nauczył się tak funkcjonować. Nauczył się okrucieństwa, które zapewnia mu posłuch i szacunek. Inność, chociaż jest tak banalna, bo polega na zwykłym dziwactwie i mizantropii, wystarczy, by ludzie mierni i marni, którzy otaczają Kaczyńskiego i wysługują się mu za garść srebrników, uwierzyli, że mają sprawiedliwego pana, za którym stoi jakaś tajemnicza racja, usprawiedliwiająca ich poniżenie i degrengoladę.
Kaczyński nie jest tchórzem. Jest chory, jest zmęczony, jest zbolały i przegrany. Ale nie ucieka przed swoimi wrogami. Dawno już pokazał, jaki jest i odpuścił sobie pozory. Od pozorów ma ludzi.
Tak jak od wszystkiego. On już nic nie musi. Nie musi nawet udawać, że ma jakieś zasady czy moralność. Niczego nie udaje. Jest sobą. Jest wolny. Jest być może jedynym wolnym człowiekiem w tym kraju.
Jurek Owsiak: Kolejna korespondencja sądowa – tym razem nie wierzyłem własnym oczom

Jurek Owsiak
To tylko jedno z wielu pism sądowych, które do mnie ostatnio masowo przychodzą. Przyjmuję je z pogodną zasadą – co nie zabije to wzmocni. Biorę to na klatę i z pomocą przyjaciół walczyć będę do końca.
Zaczynają mnie już dobrze rozpoznawać w moim urzędzie pocztowym. Już nie muszę wyciągać dowodu, aby odebrać kolejną korespondencję sądową. Tym razem nie wierzyłem własnym oczom.
Ostatnie wezwanie dotyczy spotkania z czytelnikami mojej książki „Obgadywanie świata” we wrocławskim Empiku. Spotkanie bardzo ciekawe, urocze, ostatnie piętro dużego centrum handlowego, późny wieczór, aby nikomu nie przeszkadzać. I to, co lubię najbardziej – przyszli ludzie, którzy są ciekawi moich opowieści, a wielu z nich z książką w ręku. Nie tylko przy tego rodzaju spotkaniach uprzedzam wszystkich, że mogą paść słowa tzw. niecenzuralne, które są po prostu cytatami z życia wziętymi, czyli kawałkiem zasłyszanej sentencji czy typowo polskiego podsumowania stanu rzeczy. Zresztą podobne słowa umieszczane są w książce i wydawca, a także ja, jako autor uprzedzam czytelników z czym mogą mieć do czynienia.
I zaczyna się to, co można włożyć tylko między pojęcie „nie do wiary”. Bo ciągle nie chcę popaść w jakiekolwiek myślenie o spiskowej teorii dziejów. Otóż anonimowy internauta powodowany nie wiadomo jakimi pobudkami smaruje donos na policję, że takie słowa podczas spotkania padły.
Nawet nie był na spotkaniu obecny, tylko oglądał transmisję internetową.
Rozumiem, że podobnych donosów w różnych sprawach niemal każdy posterunek policji ma pełne szuflady. Ale ten uruchamia natychmiastowe działanie policji, która puszcza w ruch całą prawną procedurę na końcu pojawia się wezwanie, obrendowane wszelkimi formalnymi stemplami i numerami, które każe mi się pojawić we wrocławskim sądzie, aby wyjaśnić i ewentualnie odpowiedzieć za ten czyn, który zagrożony jest karą nagany, grzywny do 1500 zł lub ograniczenia wolności (art. 141 kodeksu wykroczeń).
Sprawa podobna do tej w Słubicach, tylko że wtedy nie anonimowy donos, ale raport policjanta natychmiast uruchomił sprawę sądową z wyrokiem 130 zł za użycie słów niecenzuralnych w czasie mojego artystycznego wystąpienia na koniec festiwalu w utworze Piotra Bukartyka.
A teraz Wrocław. Czy będę? Będę. Może przetnę tę nieprawdopodobną falę idiotyzmu, która, mam uczucie, dotyczy tylko mnie w tym kraju.
Czy uważacie, że wystąpienia osób publicznych w Polsce obfitują zawsze w przepięknie płynące, literackie wywody pełne miłości i przyjaźni?
Czy przychodzą Wam do głowy jakieś inne osoby (na przykład politycy) które potrafią swoimi wypowiedziami naprawdę dokonać niesamowitego trzęsienia ziemi, ubierając swoje myśli w nienawiść, nietolerancję, czy wręcz podjudzanie jednych przeciwko drugim. Czy moje literackie k**** jest tym jedynym słowem, które uruchamia sądową machinę? Tym bardziej, ze przecież we wtorek 31 lipca w Kostrzynie n. Odrą nasz Pol’and’Rock Festival żyć będzie fantastycznym, kolorowym, pełnym przyjaźni i oczekiwania na początek festiwalu życiem. Z Kostrzyna do Wrocławia prawie 4 godziny jazdy. Czyli dzień z głowy.
Ale skoro pan każe – będę na tej sprawie i jestem przekonany, że sąd właściwie oceni to literackie spotkanie. A jeśli zapadnie wyrok skazujący, to Szanowni Państwo, wszelki artystyczny wyraz kabareciarzy, piosenkarzy, filmowców należałoby od razu rozpoczynać od przedstawiania na posterunkach policji i w sądach, żeby uniknąć później zbędnych wędrówek w tę i nazad. Jak napisałem na początku, to tylko jedno z wielu pism sądowych, które do mnie ostatnio masowo przychodzą. Przyjmuję je z pogodną zasadą – co nie zabije to wzmocni. Biorę to na klatę i z pomocą przyjaciół walczyć będę do końca.
Jurek Owsiak
Wracają policyjne metody władzy znane z PRL
Kiedy policja przetrzymywała Dawida Winiarskiego odmawiając informacji o miejscu jego pobytu inna grupa policjantów wtargnęła o 6.30 rano do domu jego babci w Toruniu.
Czego szukali? Nieprawomyślnych ulotek? Plakatów i transparentów z hasłami antyrządowymi? Chociaż zapewne jakiś ślad marihuany okazałby się jeszcze bardziej pożądany.
W Ośrodku znamy takie próby zastraszania, policja potrafiła wejść po zmroku do mieszkań, by „przesłuchiwać” członków rodziny pracowników Ośrodka. Albo chodzili od drzwi do drzwi sąsiadów i opowiadali o postępowaniach prowadzonych wobec członków organizacji. Tak samo robili powiadamiając współpracowników, kontrahentów firm pracowników Ośrodka, wszystkich wobec których można było obsmarować działaczy. Śledczy po kilka razy sprawdzali nasze stłuczki samochodowe, czy na pewno należało się odszkodowanie od ubezpieczyciela, oraz legalność programów, na których pracujemy.
Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus zadaje kolejne pytania: dlaczego policjanci nie mieli identyfikatorów podczas manifestacji? Czy w interwencję piątkową byli zaangażowani ludzie z Wojsk Obrony Terytorialnej? Czy ludzie z macierewiczowskich struktur paramilitarnych służą władzy tak samo jak „aktyw robotniczy” bijący studentów w ’68?
Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych
Katarzyna Lubnauer: W tym referendum, jeśli do niego dojdzie, nie można brać udziału

Kataryna Lubnauer
Nie mając odpowiedniej większości w parlamencie, Prezydent Andrzej Duda, proponuje faktyczne obejście przepisów zawartych w konstytucji.W takim referendum, jeśli do niego dojdzie, nie można brać udziału.
We wtorek, 24 lipca, Senat ma wyrazić zgodę na zarządzenie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ogólnokrajowego referendum (druk senacki nr 933).

Po pierwsze, to referendum jest niezgodne z ustawą zasadniczą. Konstytucja nie przewiduje referendów tego typu. W samej Konstytucji RP w art. 235 jest zawarta dokładna procedura jej zmiany. Prezydent powinien przedstawić konkretny projekt i po akceptacji parlamentu ustawa o zmianie konstytucji może stać się przedmiotem referendum.
Nie mając odpowiedniej większości w parlamencie, Prezydent Andrzej Duda, proponuje faktyczne obejście przepisów zawartych w konstytucji. A przecież to właśnie do prezydenta należy przede wszystkim czuwanie nad przestrzeganiem konstytucji, a nie jej łamanie bądź kwestionowanie zawartych w niej przepisów.
Po drugie, pytania przedstawione przez prezydenta w większości nie dotyczą spraw ustrojowych a przypominają program #PiS.
W takim referendum, jeśli do niego dojdzie, nie można brać udziału. Nie można bowiem godzić się na łamanie konstytucji i na pytania, które nie zawierają konkretnych zapisów tylko są katalogiem życzeń, często dość kuriozalnych jak choćby propozycja, by wpisać do konstytucji prymat polskiej ustawy zasadniczej nad prawem międzynarodowym i europejskim.
Katarzyna Lubnauer
Maria Nurowska: Pawłowicz nie jest zrównoważona psychicznie

Maria Nurowska
Pawłowicz została wybrana i przyjęła na siebie rolę pożytecznego błazna, To, jak się zachowuje, jak plugawego języka używa, trafia do pisowskiego elektoratu, bo to jego język.
Złapałam się na tym, że żywię ambiwalentne uczucia do posłanki Pawłowicz. Wiem, że w sferze publicznej jest wielkim szkodnikiem, ale w prywatnej, jako kobieta, przegrała wszystko. Na pewno nie jest też zrównoważona psychicznie, stąd to pochłanianie niezliczonej ilości sałatek i kanapek. W gruncie rzeczy jest bezbronna i łatwo ją zranić.
Zapamiętałam taką scenę przed ostatnimi wyborami. Bała się, chyba że nie wejdzie do Sejmu i w trakcie spotkania Kaczyńskiego z wyborcami, jak mała dziewczynka, szepnęła mu do ucha: – Panie Prezesie, poprosi Pan, żeby na mnie też głosowali… – Mikrofon był włączony i jej żebractwo usłyszeli wszyscy zebrani, także telewidzowie.
Została wybrana i przyjęła na siebie rolę pożytecznego błazna, To, jak się zachowuje, jak plugawego języka używa, trafia do pisowskiego elektoratu, bo to jego język.
Jest zbyt inteligentna, aby nie odróżniać dobra od zła, po prostu zaprzedała duszę Kaczyńskiemu.
Jako profesor prawa świetnie się orientuje, co się z naszym państwem dzieje i jakie szkody ponosimy my Polacy, bez względu na podziały. Wszyscy zapłacimy gorzki rachunek, ona też.
Maria Nurowska
Stefan Niesiołowski: Dyktatura kamienieje

Stefan Niesiołowski
Bardzo trudno przewidzieć czas i przebieg upadku tej władzy, ale wydaje się, że jej klęska w wyborach samorządowych (niezwykle trudnych do sfałszowania) podbuduje morale społeczeństwa
Podporządkowanie monopartyjnej dyktaturze sądów jest kolejnym, być może najważniejszym etapem niszczenia demokracji i zawłaszczania państwa – dyktatura kamienieje.
Protesty społeczne są na tyle słabe, że wydaje się, że na razie przestępstwo popełnione na demokracji, a więc na Polsce pozostanie przez jakiś czas bezkarne. Ale mimo wszystko nie sądzę, aby pisowski reżim miał powody do świętowania triumfu.
Został co prawda wykonany kolejny krok na drodze do uwiecznienia władzy, co jest złudzeniem wszystkich dyktatur i dyktatorów, ale pewna jest na szczęście reakcja Unii i narasta rozgoryczenie i niechęć upokarzanego i okłamywanego społeczeństwa. Widać to między innymi po reakcjach na tourne pisowskich polityków i odsłanianie kolejnych szkaradnych monumentów Lecha Kaczyńskiego i okolicznościowych występach m. in. p. Morawieckiego (Kraśnik).
Obsadzania wszystkich ważniejszych stanowisk w wymiarze sprawiedliwości przez p. Ziobrę (z Kaczyńskim w roli głównego mocodawcy) i pełne uzależnienie sądów od rządu, oznacza na dłuższą metę ich polityczność i stronniczość.
Jak w znanym wierszu Adama Mickiewicza – wyzwanie przyśle mu szpieg nieznajomy, walkę z nim stoczy sąd krzywoprzysiężny.
Władza dąży do tego, aby w każdej sprawie, w której jest jakiś element polityczny (chyba, że mamy do czynienia z rozwodem lub sporem o miedzę pod warunkiem, że nie rozwodzi się Macierewicz, Sobecka czy ktoś w tym rodzaju) obywatel stawał nie przed niezawisłym sędzią, ale przed funkcjonariuszem partyjnym. Ale jak zawsze bardzo wiele zależy od samych ludzi, od ich zdolności do zachowania honoru, odwagi i przyzwoitości.
Wreszcie od oporu społecznego i nie podlegających PiS-owi mediów, jeszcze są takie. Stawianie oporu i niekolaborowanie z reżimem jest elementarnym obowiązkiem patriotycznym i każdy będzie zmuszony jak w każdej dyktaturze zdać swój egzamin z przyzwoitości.
Bardzo trudno przewidzieć czas i przebieg upadku tej władzy, ale wydaje się, że jej klęska w wyborach samorządowych (niezwykle trudnych do sfałszowania) podbuduje morale społeczeństwa i doda impulsu obywatelskim protestom.
W każdym razie jeśli ktokolwiek miał złudzenia co do „reformy” wymiaru sprawiedliwości musi zauważyć, że chodziło tylko o odsadzenie sądów swoimi i wprowadzenie mechanizmów mających zmusić sędziów do uległości.
Nie wprowadzono ani jednego mechanizmu przyspieszającego działanie sądów, zmniejszającego koszty procesów, wychodzącego naprzeciw społecznym oczekiwaniom. Po prostu jak mówił Lenin – kadry decydują o wszystkim – jakiś czas to działało, a potem przyszedł terror.
Zasadnicze pytanie, na które muszę odpowiadać na ogół kilkanaście razy dziennie znajomym i nieznajomym jest – kiedy to się skończy, kiedy oni odejdą? Wtedy kiedy sytuacja ekonomiczna, pogarda dla elementarnej przyzwoitości, korupcja i pycha tej władzy oraz przekonanie, że reżim Kaczyńskiego jak socjalizm bohatersko przezwycięża trudności, które sam wywołuje, doprowadzą do społecznego wybuchu na masową skalę.
Nie pomogą wtedy kłamstwa na paskach tvpinfo i obrona terytorialna oraz lumpy posiłkowe. Proces rozkładu i upadku dyktatur jest z grubsza podobny, niewiadomą pozostaje czas.
Na tym tle warto obserwować zachowanie ludzi, którzy mówią, że są lub są demokratyczną opozycją. To często nie jest tylko nieudolność i głupota to jakaś skrajna niemoc.
Sejmowe wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich bardzo ostrożnego i umiarkowanego, ale nie będącego funkcjonariuszem PiS-u, Adama Bodnara zostało demonstracyjnie zbojkotowane przez rząd i posłów PiS-u. Opozycja nigdy nie zdobyła się na bojkot ordynarnych i kłamliwych przemówień pp. Dudy (wyjątkiem występ w namiocie), Szydło, Morawieckiego itp., posłusznie też drepcze do reżimowych załganych mediów. Skandaliczna i prowokacyjna uchwała gloryfikująca p. Walentynowicz, która wiele lat szkalowała, opluwała i zniesławiała Lecha Wałęsę, została poparta przez wielu posłów PO.
Schetyna, który niedawno ściskał dłoń Lechowi Wałęsie i zapowiadał jak to będzie budował sojusz do walki z PiS-em tchórzliwie nie głosował chociaż siedział na sali. Szkoda, że nie wstał i nie wiwatował razem z pisowcami. Lider opozycji czy jej hańba?
Stefan Niesiołowski
Róża Thun o prawie do korzystania z pomocy dyplomatycznej i konsularnej
Już wakacje. Część z Was wybrało się, bądź planuje wyjazd do różnych krajów, w których nie zawsze są polskie placówki.
Pamiętajcie, że jako obywatele Unii mamy prawo korzystania z pomocy dyplomatycznej i konsularnej ze strony przedstawicielstw innych krajów UE. Będąc np. w Kosowie (gdzie nie ma polskiej placówki), możecie udać się do ambasad Szwecji lub Austrii.
Poniżej informacje dot. świadczenia pomocy dyplomatycznej i konsularnej przez państwa UE:
Jeżeli mieszkasz lub podróżujesz poza UE, może zdarzyć się, że będziesz potrzebować pomocy swojej ambasady lub konsulatu, na przykład w przypadku gdy stracisz cały swój dobytek lub padniesz ofiarą przestępstwa.
Ale co się stanie, jeżeli Twój kraj nie ma przedstawicielstwa dyplomatycznego lub konsularnego w kraju, w którym przebywasz?
Zgodnie z prawem UE jako „niereprezentowany obywatel UE” jesteś uprawniony(-a) do korzystania z pomocy dyplomatycznej i konsularnej każdego z pozostałych państw członkowskich UE na takich samych warunkach, na jakich państwo to pomaga swoim obywatelom.
Ta strona internetowa została opracowana z myślą o dostarczeniu ogólnych informacji na temat prawa niereprezentowanych obywateli UE do uzyskania ochrony dyplomatycznej i konsularnej w krajach trzecich na takich samych warunkach jak obywatele państwa członkowskiego UE, które udziela pomocy. Ma ona również umożliwić znalezienie informacji na temat tego, czy Twój kraj posiada ambasadę lub konsulat w danym kraju trzecim lub na danym terytorium. W przypadku gdy w kraju lub na terytorium, gdzie przebywasz, nie ma ambasady lub konsulatu Twojego kraju, znajdziesz tutaj dane teleadresowe ambasad i konsulatów innych państw członkowskich, z którymi możesz się skontaktować, aby uzyskać pomoc.
Filmik o paszportach jako ciekawostka.
(af) thefad.pl / Źródł: ec.europa.eu, Róża Thun Facebook
Gabriela Lazarek: Panie Polaku wyzywający nas od bydła i hołoty!

Gabriela Lazarek
Protestuję przeciw tej władzy, żeby i Was nie dotknęła. Żeby nie dotknęła Waszych dzieci.
Panie Polaku wyzywający nas od bydła i hołoty! Pani Polko spluwająca pogardliwie na nasz widok i pukająca się w głowę!
Wy, Polacy piszący nam obrzydliwe wyzwiska w prywatnych wiadomościach! Ja Wam życzę wszystkiego dobrego w życiu.
Protestuję przeciw tej władzy, żeby i Was nie dotknęła. Żeby nie dotknęła Waszych dzieci.
Już się przez te trzy lata przekonałam, że kompletnie nie rozumiecie tego, co się dzieje i o co walczymy.
Nie dostrzegacie różnicy pomiędzy dobrem wspólnym, a dobrem własnym.
Was ta władza również skrzywdzi i zniszczy. I Was, teraz nas opluwających, dalej będziemy bronić.
Właśnie tego nie rozumiecie, że protestujemy również dla Was, żeby i Was nikt nie miał prawa wyzywać i opluwać.
Gabriela Lazarek
List Giertycha do Glińskiego: Brawo! Od dziś wszyscy wiedzą, że demokracja a la PiS oznacza system, w którym opozycja zapełnia więzienia

Roman Giertych
Jest Pan człowiekiem, który zdefiniował całą demokrację waszych rządów. Otóż już wszyscy od dziś wiedzą, że demokracja a la PiS oznacza system, w którym opozycja zapełnia więzienia. Brawo panie Premierze!
Szanowny Panie Ministrze!
Jakże się ja stęskniłem za tą Pana niewymuszoną szczerością (która tylko pozornie dowodzi całkowitego braku inteligencji). Czekałem, czekałem i doczekać się nie mogłem! I oto jest!
Od prawie dziesięciu lat powtarzam wszystkim, którzy chcieli mnie słuchać, że celem Jarosława Kaczyńskiego jest możliwość wsadzenia do więzienia swoich przeciwników politycznych (dowiedziałem się tego na smutnym przykładzie Leppera).
Ileż przez te lata było zaprzeczeń! Ileż oskarżeń o ukrytą chęć zemsty za pozbawienie mnie pensji poselskiej, która ponoć miała mnie trawić tak, że opowiadałem bzdury o działaniach PiS. A tu proszę. Wicepremier rządu PiS (minister, poseł i b. kandydat na premiera) oświadcza, że uzasadnione jest zapełnienie więzień opozycją (chociaż jak pan powiedział nieco niebezpieczne politycznie).
Panie Piotrze kochany!
Przepraszam za familiarność, ale szczerość zawsze mnie rozczula. Chciałem Pana dziś pochwalić. Pana oświadczenie wyrwało się bowiem ze szczerego serca człowieka prostodusznego. Takiego, któremu jak coś prezes powie, to on powtarza.
Przecież chyba Pan nie zaprzeczy, że zdanie to powiedział panu prezes Kaczyński? Sam przecież nigdy nie wymyśliłby Pan tego, że zapełnianie więzień opozycją może być niebezpieczne politycznie. A nawet gdyby Pan jakimś niezwykłym cudem wpadł na taką myśl, to przecież o polityce swojego zdania nigdy by Pan nie wypowiedział. Czyż od polityki nie jest bowiem jedynie prezes?
Tak więc w imieniu wszystkich Polaków chciałem Panu podziękować. Zapewne uwierzą oni teraz tym bardziej, że w zmianach w sądownictwie chodzi o ich dobro (przyspieszenie postępowań,sprawiedliwsze wyroki, większa transparentność i takie tam inne bzdury).
Po takim wyłuszczeniu kawa na ławę o co chodzi z tym wymiarem sprawiedliwości największy idiota będzie wiedział, że po prostu chcecie wprowadzić zamordyzm, a przeciwników pozamykać, aby Wam władzy nie odebrali.
Muszę Panu powiedzieć, że pana nazwisko przejdzie do annałów. Jest Pan człowiekiem, który zdefiniował całą demokrację waszych rządów. Otóż już wszyscy od dziś wiedzą, że demokracja a la PiS oznacza system, w którym opozycja zapełnia więzienia. Brawo panie Premierze! Wielu ludzi to podejrzewało, ale jedynie Pan wyłożył karty na stół.
Z wyrazami najgłębszego szacunku,
Roman Giertych
PS
Niech się Pan Kaczyńskiego zapyta dlaczego takie plany są niebezpieczne politycznie. Może Panu powie. A jeśli nie, to niech Pan poczeka niecałe dwa lata, a się Pan dowie.



