Adam Szejnfeld: Donosiciel?

Adam Szejnfeld
Warto więc zastanowić się, czy w politycznej debacie powinno się używać oczywistych kłamstw oraz z jaką kulturą odnosić się do swoich przeciwników. Czy premier w Strasburgu wyrażał tylko swoją ocenę polityczną, czy też coś więcej?
Na początek kilka cytatów: „To jest ten nawyk donoszenia na Polskę za granicę. W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej” – Jarosław Kaczyński dla TV Republika;
„Politycy, szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym nie są godni jego reprezentowania” – Beata Szydło na Twitterze;
„Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein”, która „wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj” – Ryszard Czarnecki;
„Zachowanie i język posłów PO i ich koalicjantów w PE jest nie do zaakceptowania. To mowa kłamstwa, która uderza w Polskę, Polaków i nasze prawo wyboru” – Andrzej Duda na Twitterze…
W tej zakłamanej mowie nienawiści politykom Prawa i Sprawiedliwości wtórują przychylne rządowi media, w których co chwilę można przeczytać, że politycy „totalnej opozycji” nieustannie skarżą się na działania rządu PiS w Brukseli. Obelgom i wyzwiskom nie ma końca. Teatr rozpaczy nad zbluzganym polskim honorem trwa za każdym razem, gdy na jakimkolwiek forum międzynarodowym, osoba publiczna nieprzychylna obecnemu rządowi „ma czelność” skrytykować jego poczynania.
Nie ma wątpliwości, że jest to zwykła czarna propaganda, ale jest to też miecz obosieczny (o czym na końcu), który może odwrócić się także przeciwko politykom PiS. Prawda jest taka, że nikt nie donosi na Polskę do obcych podmiotów, bowiem instytucje Unii Europejskiej, to są nasze instytucje! Jesteśmy częścią Wspólnoty. Piętnaście lat temu, całkowicie dobrowolnie, Polacy wyrazili na to zgodę w referendum akcesyjnym. Oskarżenia więc o „pranie polskich brudów” za granicą jest skończoną bzdurą. Wiedzą o tym europosłowie Prawa i Sprawiedliwości i pewnie dlatego już wielokrotnie stawiali zarzuty wobec Polski w Brukseli i Strasburgu, np. twierdząc, że poprzednie wybory samorządowe w Polsce zostały sfałszowane. Jakoś wtedy nie czuli się „donosicielami”!
Dzieje się tak bo Parlament Europejski to także polski parlament, Komisja Europejska reprezentuje interesy również Polaków, a Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydaje wyroki ważne także i dla Polski. Tak samo naszą instytucją jest Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, do którego zwracają się setki rodaków skarżąc w swoich sprawach państwo Polskie, a nikomu przecież nie przychodzi jakoś do głowy, aby ich wyzwać od szmalcowników, zdrajców czy donosicieli!
Warto więc zastanowić się, czy w politycznej debacie powinno się używać oczywistych kłamstw oraz z jaką kulturą odnosić się do swoich przeciwników. Miecz sprawiedliwości może bowiem odwrócić się w stronę szkalujących. Bo przecież, jak w takim razie można byłoby, w kontekście narracji PiS, ocenić np. ostatnie wystąpienie premiera Morawieckiego w Parlamencie Europejskim. Wynikałoby z niego, że Polska, do czasu objęcia władzy przez PiS, była krajem głodujących dzieci oraz złodziei okradającej swój naród?
Premier powiedział bowiem między innymi: Przed naszym dojściem do władzy… Polska szła w kierunku oligarchizacji… Media były właściwie niemal w 100 procentach zawłaszczone przez jedną opcję polityczną…. pieniądze zabrane przestępcom podatkowym i mafiom VAT-owskim przeznaczyliśmy na obronę Europy… nasz rząd zlikwidował skrajne ubóstwo dzieci i młodzieży… wyrwane z rąk mafii pieniądze przeznaczyliśmy na cele społeczne…”.
Czy premier w Strasburgu wyrażał tylko swoją ocenę polityczną, czy też coś więcej? A może „prał polskie brudy” za granicą, czy po prostu… „donosił”?!
Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie samopodpalenia Piotra Szczęsnego
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie samopodpalenia Piotra Szczęsnego. Według śledczych, osoby trzecie nie przyczyniły się do jego śmierci, a decyzja o dokonaniu aktu samopodpalenia, została podjęta przez Piotra Szczęsnego w pełni świadomie.
19 października 2017 przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, Piotr Szczęsny w proteście politycznym dokonał aktu samopodpalenia. Pozostawił po sobie list- manifest, w którym sprzeciwia się działaniom obecnej władzy.
Przypomnijmy najważniejsze punkty manifestu:
Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.
Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej.
Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent), podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności.
Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciw budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi.
Protestuję przeciwko: seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.
Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
Protestuję przeciw nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów oraz organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych LGBT), muzułmanów i innych.
Protestuję przeciw całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze niecałkowite) Trójki, radia, którego słucham od czasów młodości.
Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.
(af) thefad.pl
Ocet jabłkowy oczyszcza organizm z toksyn, wspomaga odchudzanie i działa bakteriobójczo
Coraz większa popularność octu jabłkowego wynika z rosnącej świadomości konsumentów na temat zdrowego odżywiania. Wiele osób stara się ograniczać kupno przetworzonej żywności, a zamiast tego – stawia na produkty naturalne.

Ocet jabłkowy ma szerokie zastosowanie w kuchni. Może być używany do marynowania mięs i ryb, a także jako przyprawa do zup, sosów i sałatek. Jest bogaty w potas, żelazo i magnez. Wspiera również odchudzanie, ponieważ zawarty w nim kwas uruchamia w organizmie mechanizmy uwalniające tłuszcze.
Producenci tłumaczą, że ocet jabłkowy znany jest już od lat, ale teraz przeżywa swoistą „drugą młodość”. Potwierdzeniem panującej mody na ocet jabłkowy są wyniki sprzedaży. W 2016 roku produkt ten odnotował ponad 26-proc. wzrost produkcji w porównaniu do 2015 r.
– Ocet jabłkowy znany jest już od wieków. Wiemy, że prawdopodobnie Kleopatra używała go do swoich kąpieli. Legioniści rzymscy stosowali napój orzeźwiający właśnie z dodatkiem octu jabłkowego, a Hipokrates również wspomina o jego zdrowych zaletach – mówi agencji Newseria Lifestyle Alicja Adamiec-Ślipy, dyrektor handlowy OCTIM.
Ocet jabłkowy bogaty jest w makro- i mikroelementy: potas, żelazo, magnez oraz witaminy. Jest on coraz chętniej wykorzystywany w polskiej kuchni, medycynie naturalnej oraz w kosmetologii.
– Na zlecenie OCTIM-u firma Millward Brown przeprowadziła badania, z których wynika, że ponad połowa osób, które stosują nasz ocet jabłkowy, ma bardzo wysoką świadomość na jego temat i są to głównie kobiety. Zastosowanie tego octu, jego moda, umiejscowiły się głównie w kuchni. Jest on stosowany do sosów zimnych, sałatek, zup czy ciepłych sosów – tłumaczy Alicja Adamiec-Ślipy.
Uznawany za ojca medycyny Hipokrates w swoich pismach wspomina, że zalecał używanie octu jabłkowego na wiele dolegliwości. Również i teraz naukowcy radzą, by stosować go jako antidotum, m.in. na katar, ból gardła, gorączkę, grzybicę stóp, żylaki, hemoroidy, kurzajki i zaparcia. Produkt ten pomaga również zrzucić zbędne kilogramy.
– Ocet jabłkowy teraz jest szczególnie doceniany dlatego, że oczyszcza organizm ze złogów. Kluczem jest stosowanie odpowiedniego roztworu albo nacieranie, jeżeli mówimy o odchudzaniu. Wiele osób już ma dużą świadomość na ten temat. Dużo sportowców czy celebrytów chwali się właśnie stosowaniem octu jabłkowego – mówi Alicja Adamiec-Ślipy.
Według badaczki Heike van Braak ocet jabłkowy oczyszcza organizm, poprawia trawienie i hamuje apetyt. Jego roztwór hamuje też ochotę na bomby kaloryczne, takie jak chipsy czy frytki.
– Octem jabłkowym zainteresowani są również mężczyźni, chociaż to jest dużo mniejszy procent niż kobiety. Ale mają oni też bardzo wysoką świadomość tego, że ocet jabłkowy oczyszcza organizm i pozwala być fit – mówi Alicja Adamiec-Ślipy.
Również profesor Michał Tombak, rosyjski biolog i chemik, w swoich publikacjach na temat zdrowia poleca stosowanie octu jabłkowego. Dowodzi on, że kwas w nim zawarty łącząc się z zasadami i minerałami, tworzy glikogen, który polepsza stan naczyń krwionośnych, reguluje cykl menstruacyjny oraz sprzyja tworzeniu się czerwonych krwinek. Najważniejszą jego cechą jest jednak wysoka zawartość potasu. Dodatkowo ocet jabłkowy sprzyja zatrzymaniu w organizmie wapnia, żelaza, magnezu, chloru i krzemu.
Z badań wynika, że 30 proc. osób, które stosują ocet jabłkowy, zna jego właściwości oczyszczające organizm z toksyn, 1/4 badanych wymienia działanie bakteriobójcze, a nieco ponad 20 proc. zna jego działanie wspomagające odchudzanie. O pobudzaniu krążenia słyszała ponad 1/5 badanych.
Newseria.pl
Roman Giertych: List do Stanisława Cenckiewicza

Roman Giertych
Uprzejmie Pana informuję, że domagam się w imieniu mego Mocodawcy zapłaty na Światowy Związek Żołnierzy AK kwoty 20 000 złotych jako zadośćuczynienia za dokonane naruszenie oraz przeprosin na całą stronę w Do Rzeczy
Szanowny Panie Dyrektorze!
Uprzejmie Pana informuję, że przyjąłem dziś pełnomocnictwo do prowadzenia sprawy przeciwko Panu o naruszenie dóbr osobistych prezesa Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszka Żukowskiego.
W dzisiejszym wydaniu „Do Rzeczy” napisał Pan insynuację, że pan Prezes był tajnym współpracownikiem SB. Jest to podłe kłamstwo.
Ten były żołnierz Powstania Warszawskiego (walczył w rejonie, gdzie ranna była moja ciocia Janina Giertych)i więzień obozu koncentracyjnego oraz działacz społeczny nigdy nie należał do żadnej komunistycznej organizacji, ani nie był współpracownikiem jakichkolwiek komunistycznych służb.
Jeszcze miesiąc temu sam Pan pisał o nim „Nie był członkiem PZPR, nie uwikłał się we współpracę z bezpieką”. (Do Rzeczy 4-10.06.2018). Pana haniebny atak na prezesa Światowego Związku Żołnierzy AK jest podyktowany najprawdopodobniej potrzebą polityczną – konfliktem z prof. Żukowskim co do oceny tzw. żołnierzy wyklętych.
Uprzejmie Pana informuję, że domagam się w imieniu mego Mocodawcy zapłaty na Światowy Związek Żołnierzy AK kwoty 20 000 złotych jako zadośćuczynienia za dokonane naruszenie oraz przeprosin na całą stronę w „Do Rzeczy”.
Zapłata oraz przeprosiny mają być zrealizowane do końca lipca br. W przeciwnym wypadku sprawa zostanie skierowana na drogę postępowania sądowego.
List niniejszy publikuję ze względu na prośbę prezesa Żukowskiego, aby natychmiastowo dać odpór dokonanej przez Pana obmowie.
Z poważaniem,
Roman Giertych
Adwokat
Michał Kamiński: Samotność obłędu szansą Opozycji

Michał Kamiński
Niestety opozycja jest zdumiewająco, leniwie i banalnie normalna. Zachowuje się jak złapany przez ludożerców podróżnik, liczący na to, że pogadanka o zaletach wegetarianizmu odmieni jego los.
Bez zdziwienia konstatuję, że pierwszy od dłuższego czasu wywiad prezesa Kaczyńskiego, wywołuje duże zainteresowanie publiczności.
Nie ma większego sensu wyzłośliwiać się po raz kolejny, że samodzierżca Polski udziela wywiadu już tylko najbardziej ” swoim” ze swoich. Wiemy, że boi się on, a wraz z nim cała jego formacja jakiejkolwiek realnej dyskusji , polemiki czy wymiany poglądów. Rozmowa z braćmi Karnowskimi ma wiele wątków i wiele z nich zasługuje na analizę.
W całym wywiadzie najważniejsze z dwóch powodów, jest jednak stwierdzenie, że w Polsce nie ma dziś ” normalnej opozycji”.
Po pierwsze stanowi ono , wraz z zapowiedzią eskalacji konfliktu z Brukselą , faktyczny wstęp do nowego etapu ” rewolucji buraków”.
Jeśli z Brukselą „albo – albo” to znaczy, że rozwód z Unia jest ( przynajmniej w głowie prezesa) czymś co realnie należy rozważać.
Jeśli opozycja ” nie jest normalna” to znaczy, że trzeba z nią postępować dużo ostrzej – trzeba ją po prostu represjonować.
Ten pierwszy wniosek z wywiadu jest paradoksalnie dla opozycji dobry. Świadczy on bowiem, że samotność obłędu przywództwa dobrej zmiany, już za chwilę może osiągnąć stadium przyspieszonej autodestrukcji . Zbyt wiele, zbyt brutalnych i absurdalnych wojenek i wojen, przy słabej jakości zaplecza zwiększa szansę klęski.
W ciągu ostatnich lat dwukrotnie, na Ukrainie i w Gruzji , ciesząca się niemałym poparciem władza, mająca przeciw sobie niezbyt mocną i podzieloną opozycję, przekraczała ” cienką czerwoną linię” po której przychodziła szybka klęska. Warto przypomnieć , że w obu tych wypadkach nie chodziło o kryzys ekonomiczny a właśnie o przekroczenie standardów zachowań władzy wobec opozycji , czy szerzej – obywateli.
Zarówno Saakaszwili jak i Janukowycz nie byli osamotnieni w obłędzie. Byli osamotnieni w niesłychanej pewności siebie i poczuciu, że nie mają z kim przegrać. Byli osamotnieni w tym sensie, że w najbliższym otoczeniu nie bylo nikogo kto mógł im powiedzieć, że się mylą. A powiedzieć liderowi, że prowadzi politykę błędną jest nieporownanie łatwiej, niż powiedzieć, że prowadzi politykę szaleńczą.
Powtórzę więc – dowody na samotność obłędu to dobra dla opozycji wiadomość.
Dużo gorsza jest taka, że w swym stwierdzeniu Kaczyński myli się fundamentalnie.
Niestety opozycja jest zdumiewająco, leniwie i banalnie normalna. Zachowuje się jak złapany przez ludożerców podróżnik, liczący na to, że pogadanka o zaletach wegetarianizmu odmieni jego los.
Tymczasem kocioł się rozgrzewa, zgłodniali ludożercy dosypują przyprawy i ostrzą noże. A ich wódz zarykuje się ze śmiechu na kolejne slajdy ilustrujące pożytki z serka tofu. To nie opozycja jest w Polsce nienormalna a władza.
Czas to zrozumieć i wyciągnąć wnioski z diagnozy, którą stawiamy. Kolejne, coraz bardziej zresztą tłumione, akty strzeliste w obronie demokracji, nie wystarczą. Nasza odpowiedź musi być adekwatna do stanu zagrożenia.
Odpowiedź oczywiście legalna, to w dalszym ciągu możliwe, ale nieporownanie bardziej stanowcza.
Na samotność obłędu- wspólnota odwagi i wyobraźni.
Michał Kamiński
Katarzyna Lubnauer: Ordynacja PIS do PE to ordynacja rozbójnicza

Katarzyna Lubnauer
PIS zależy tylko i wyłącznie na władzy i pieniądzach, co pokazują codziennie. I temu ma służyć rozbójnicza ordynacja do PE. Władzy dla władzy i kasy.
Demokracja pośrednia, czyli przez reprezentantów, powinna pozwalać, jak największej liczbie obywateli czuć się reprezentowanym we władzach. Ta reprezentacja w miarę możliwości powinna być proporcjonalna do poparcia społecznego. Stąd w polskiej konstytucji wprost wpisano, że do sejmu RP mamy wybory proporcjonalne.
Mimo to, dzięki systemowi D’Honta, progowi wyborczemu (5% dla komitetów, 8% dla koalicji), wielkości okręgów, od 7 do 20 mandatów – kilkanaście procent (ok 17%) Polaków nie ma swojej reprezentacji w obecnym Sejmie. Równocześnie 37,6% poparcia PISu w wyborach 2015 roku, przyniosło im ponad 51% mandatów sejmowych, podczas gdy 45,8%, które zdobyła wtedy łącznie obecna opozycja parlamentarna oraz Kukiz 15, przyniosło mniej niż 49% mandatów.
Twórcy takiego modelu wyborczego kierowali się zasadą zwiększania reprezentacji dużych podmiotów, kosztem mniejszych, w celu tworzenia stabilnej większości rządzącej. Jaki to może dać efekt negatywny wszyscy widzimy w obecnej kadencji, z jednej strony PIS ma samodzielną większość, której nadużywa łamiąc konstytucję, z drugiej posługuje się mandatem 37,6% Polaków jakby reprezentował wszystkich obywateli. Wydaje się, że koalicja byłaby bezpieczniejsza, ale nikt tworząc ordynację do Sejmubnie przewidział destrukcyjnej woli PIS.
Efekt zaburzenia proporcjonalności byłby jeszcze większy, gdyby do sejmu obowiązywała taka ordynacja jaką PIS zaproponował do PE – system D’Honta podziału mandatów, ale połączony z okręgami 3-6 mandatowymi. Wtedy PIS w Sejmie miałby nawet blisko 300 mandatów. A w Sejmie zabrakłoby zapewne reprezentantów kolejnych ponad 21% wyborców, bo Kukiz 15, Nowoczesna i PSL mogłyby w ogóle nie dostać mandatów, lub po 1 sztuce, tylko dla liderów ugrupowań.
Ordynacja PIS do PE to ordynacja rozbójnicza, próba pozbawienia dużej grupy Polaków ich reprezentantów w PE, chęć kradzieży mandatów przez PIS mniejszym ugrupowaniom i ich wyborcom.
Warto tez zauważyć, że to rozwiązanie nie ma też żadnego uzasadnienia merytorycznego, ponieważ Parlament Europejski nie ma potrzeby budowania większości stabilnej do rządzenia. Przedstawiciele wszystkich państw w Parlamencie Europejskim wybierają swoje międzynarodówki i te grupy dają pełne spektrum opinii dotyczących przyszłości i funkcjonowania Unii Europejskiej obecnych wśród jej obywateli. Dlatego większość państw Unii Europejskiej ma ordynację, w której mandaty rozdzielone są na listę krajową, tak żeby w wyniku wyborów, jak najwięcej obywateli miało swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim. Podobnie jest obecnie w Polsce z uwzględnieimniem specyficznego stylu dopasowywania potem mandatów do regionów.
Dlaczego więc PIS chce wprowadzić tak nieuczciwą ordynację? Przyczyny mogą być trzy.
Pierwsza najbardziej prawdopodobna, że Jarosław Kaczyński chce w pełni panować nad swoim obozem, a ta ordynacja zniechęca do dzielenia się na mniejsze ugrupowania czy listy. Czyli służy do zabetonowania swojego obozu politycznego i może być oznaką jego słabnięcia jako lidera politycznego.
Druga przyczyna to wola jak największej grupy polityków PIS do ewakuowania się na 5 lat do PE, gdzie lepiej płacą i mniejsza jest odpowiedzialność za błędy. Szczególnie, jeżeli boją się przegrać kolejne wybory to może być ważny argument. Zmieniają, więc obecne przepisy na ordynację, która dałaby im w stosunku do wyników 2014 r. o pięć mandatów więcej, 24 zamiast 19.
Trzeci argument to chęć zrobienia w Polsce duopolu, tak żeby nie miały szans ani funkcjonować, ani powstać żadne ugrupowania popierane przez mniejszą niż 15% wyborców liczbę Polaków, bo tę samą ordynację, 3-6 mandatowe okręgi, może PIS potem wprowadzić do wyborów krajowych. W takim układzie, co pewien czas do władzy wracałoby PIS.
Żaden z tych powodów nie uzasadnia proponowanej zmiany, bo nie jest w interesie społecznym. Zmiany, która nie jest korzystna ani dla demokracji, ani dla frekwencji wyborczej, ani dla obecności Polski w Unii Europejskiej. Ale przecież PIS nie zależy ani na frekwencji ( ich elektorat jest bardziej zdyscyplinowany), ani na demokracji ( co udowodnili ), ani na UE ( z którą walczą ). PIS zależy tylko i wyłącznie na władzy i pieniądzach, co pokazują codziennie. I temu ma służyć rozbójnicza ordynacja do PE. Władzy dla władzy i kasy.
Katarzyna Lubnauer
Stefan Niesiołowski: Zdumiewająca bezczelność i zakłamanie p. Morawieckiego w Strasburgu

Stefan Niesiołowski
Debata wykazała izolację PiS-u i niezdolność tej partii do stworzenia jakiejkolwiek koalicji z wyjątkiem zapyziałego reżimu p. Orbana i kilku osób w tym rodzaju.
Wysoko szybuje polski orzeł. Ten „polski orzeł” to oczywiście p. Morawiecki w Strasburgu, gdzie tym razem szybował rzeczywiście w sposób imponujący. Był to jednak trzymając się ornitologicznych porównań raczej padlinożerny ścierwnik brunatny (Necrosyrtes monachus), który nie ma majestatu i drapieżności orła tylko szereg dość niemiłych pod każdym względem cech nekrofaga.
Morawiecki po raz kolejny wzniósł się na wyżyny kłamstwa i usiłował udając, że nie słyszy i nie rozumie pytań sprowadzić dyskusję w Parlamencie Europejskim do przyszłości Unii, pisowskiego bełkotu o „odrodzeniu Unii narodów 2.0”, głoszonej przez gen. de Gaulle’a 50 lat temu dziś kompletnie nie przystającej do rzeczywistości wizji „Europy ojczyzn”, byle tylko nie dopuścić do debaty na temat praworządności w Polsce, pisowskiego reżimu wprowadzającego dyktaturę, podporządkowywaniu sądów politykom.
Ale na nieszczęście dla PiS-u, a na szczęście dla Polski debata dotyczyła wyłącznie dramatycznej sytuacji w naszym kraju, a nie pasjonującej koncepcji p. Morawieckiego Unii 2.0. Z wyjątkiem kilku wrogów Unii i sojuszników Putina wszyscy politycy zabierający głos w debacie potępili w mniej lub bardziej ostrych słowach zamach na praworządność, czystki w sądach i dyktatorski system, który pisowski reżim instaluje od prawie trzech lat w Polsce.
Nikt nie dał się nabrać na „dialog” z Kaczyńskim w tle, na kłamliwe ociekające obłudą i zakłamane, aż do obrzydliwości „wyjaśnienia dotyczące stanowiska rządu w Warszawie”.
Debata wykazała izolację PiS-u i niezdolność tej partii do stworzenia jakiejkolwiek koalicji z wyjątkiem zapyziałego reżimu p. Orbana i kilku osób w tym rodzaju.
Zdumiewająca była bezczelność i zakłamanie p. Morawieckiego miejscami przechodzące w groteskę. Na stwierdzenie polityków Unii, że nie ma wolności bez praworządności, na której opiera się Unia, sojusz Zachodu i demokratyczny ład w Europie, p. Morawiecki odpowiadał, że „postkomunizm nie został w Polsce przezwyciężony”.
W wojnie z postkomunizmem p. Morawiecki przekroczył nie tylko granicę podłości i obrzydliwości, ale śmieszności mówiąc np. że „zamordowano mu przyjaciół i towarzyszy broni” z kontekstu wynikało, że w Polsce Ludowej (w stanie wojennym miał 13 lat), a ci co to zrobili nadal pełnią wysokie funkcje w wymiarze sprawiedliwości i do objęcia władzy przez Kaczyńskiego rządzili Polską. Nie warto polemizować z tym prymitywnym kłamstwem będącym jednocześnie wyrazem pogardy dla ludzi walczących o wolność.
Pokazuje to, że dla utrzymania władzy PiS nie cofnie się przed niczym, powie wszystko i jest gotowe do każdego kłamstwa byle nie licząc się z niczym, a ze zdrowym rozsądkiem i przyzwoitością najmniej, utrzymać władzę. Źle to wróży wyborom w Polsce. Na szczęście skończyło się naiwne przekonanie polityków Unii, że z pisowską dyktaturą warto dyskutować i nadchodzi wreszcie czas działania. Za to politykom demokratycznego Zachodu, a zwłaszcza panu Fransowi Timmermansowi z całego serca w imieniu wielu walczących razem ze mną o wolność dziękuję.
Po raz kolejny p. Morawiecki ujawnił zdumiewające nieuctwo w obszarze historii mówiąc:” My postawiliśmy tamę niemieckiemu barbarzyństwu podczas II wojny światowej jako pierwsi i uratowaliśmy w ten sposób kontynent od jeszcze większego ludobójstwa”. I także potwierdził swoją dziwaczną skłonność do zabierania głosu na tematy historyczne. Można przypuszczać, że na historii zna się najlepiej, kończył z resztą historię co fatalnie świadczy o poziomie naszych niektórych uczelni – u mnie egzaminu z najnowszej historii by nie zdał. I aż strach pomyśleć co by się działo gdyby zabierał głos na inne tematy. Na razie prysnął także absurdalny mit o jego talentach ekonomicznych, ujawniły się natomiast zdolności do prezentacji w power poincie.
Teza, że to Polska uratowała Europę przed większym niż miało miejsce ludobójstwem jest czystą propagandą wartą tyle samo ile bełkot, że to dziś ratujemy świat przed falą nihilizmu i jesteśmy otoczonym przez piekielne szańce anielskim hufcem na czele z Rydzykiem, Jędraszewskim, Hoserem, Kaczyńskim i pisowskimi mediami, które obronią świat oraz oazą skąd wyjdzie odrodzenie Europy, zniszczenie tęczowej i islamskiej hydry oraz moralna rekonkwista. Raczej było odwrotnie, bo Polska słusznie stawiając opór Hitlerowi uruchomiła tym samym początek ludobójstwa już we wrześniu 1939 roku. Trudno powiedzieć co w obszarze ludobójstwa by się stało, gdyby Polska skapitulowała i oddała Gdańsk?
Przy okazji debaty o praworządności w Polsce warto przypomnieć jeszcze jeden przejaw pisowskiej obrzydliwości i podłości w wydaniu tym razem p. Warchoła (wiceministra sprawiedliwości), który w telewizji rozwodził się o tym jakie to „sowite” wynagrodzenie będzie dalej pobierać pani prof. Małgorzata Gersdorf, ile dostają biedni emeryci i jaka to rażąca krzywda. To szczucie i napuszczanie jednych na drugich jest typowe dla dyktatur, z tego brała się siła bolszewizmu i nazizmu oraz na ogół jest związane z hańbą rodzaju ludzkiego.
Stefan Niesiołowski
Jan Hartman: PiS nie jest zły – jest głupi

Jan Hartman
Nic do nich nie dociera, bo mają słabe umysły, a nie zatwardziałe serca. Dla ludzi inteligentnych to doprawdy niebywale frustrujące.
Tragedia, jaką jest sponiewieranie państwa prawa i dewastacja pozycji oraz wizerunku Polski w świecie, kryje w sobie wstydliwy rys, który z tragicznością nie licuje, choć znamionuje samą jej najgłębszą naturę. Tym rysem jest głupota. Niebywała, obezwładniająca głupota rządzących, będąca wierzchołkiem wielkiej zimnej góry lodowej Głupoty Społecznej.
Głupota Społeczna to istny potwór, którego tępe, nieprzewidywalne reakcje budzą grozę i bezsilność. Bo w konfrontacji z głupotą mądrość, a nawet zwykły rozsadek są bez szans – głupiec bowiem po prostu nie rozumie, co się do niego mówi albo pisze. Nie posługuje się kategoriami prawdy i fałszu, nie zna i nie szanuje praw logiki, nie posiada idei uczciwości intelektualnej, jego tezy są kliszami wpojonymi plemieniu, z którym się identyfikuje.
Dygnitarze PiS są właśnie tacy – a ogół rozsądnych ludzi stał się zbiorowym zakładnikiem partyjnych notabli i ich społecznego zaplecza. Z tym światem nie da się skomunikować, bo tam racjonalna rozmowa jest po prostu niemożliwa. I nie jest to skaza wyłącznie moralna (choć to również), lecz przede wszystkim intelektualna. A na to rady nie ma.
Mogłoby się wydawać, że władza PiS polega na czystym cynizmie i chciwości. To byłoby jeszcze nie najgorzej. Ale oni nie są wcale cyniczni – po prostu nie dysponują pojęciami pozwalającymi odróżnić zakłamanie od szczerości, stronniczość od bezstronności, egoizm od sprawiedliwości, obiektywizm od woluntaryzmu, solidarność od plemienności.
Niby pokończyli studia, a nawet więcej, a rozmowa z nimi jest niemożliwa. Są po prostu za głupi. Nieprzemakalni – owszem. Ale to dlatego, że głupi. Nic do nich nie dociera, bo mają słabe umysły, a nie zatwardziałe serca. Dla ludzi inteligentnych to doprawdy niebywale frustrujące. Podam kilka przykładów bezbrzeżnej głupoty PiS, które można by fałszywie interpretować jako cynizm.
Gdy Andrzej Duda odmówił zaprzysiężenia prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, PiS tłumaczył to faktem, że inni sędziowie – jak stwierdzał ten sam wyrok TK, którego nie opublikował i zignorował – zostali wybrani nieprawidłowo.
Co ma piernik do wiatraka? Czy rżnęli głupa? Nie, oni po prostu są głupi. Logika dla nich nie istnieje.
Gdy PiS upiera się, że w Smoleńsku był zamach, odrzucając fakty, to nazywa to poszukiwaniem prawdy.
Czy nie wie, że prawda to nie to samo co upragniony i oczekiwany stan rzeczy, który trzeba za wszelką cenę, nie licząc się z faktami, „wykazać”? Nie wie, bo głupi nie rozumie, że prawda to nie jest „moja prawda”.
Gdy PiS niweczy niezawisłość sędziów i niezależność wymiaru sprawiedliwości od rządu, to tłumaczy to potrzebą usprawnienia sądownictwa.
Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo niby dlaczego nominaci rządu mieliby sądzić sprawniej? Czy oni udają, że tego nie widzą? Nie, nie udają, bo dla głupiego to jest spójne i logiczne – skoro ja wiem, jak rządzić, to muszę mieć władzę. Podobnie z argumentem, że sędziów naród nie wybiera, a rząd tak, wobec czego rząd powinien mieć przewagę nad władzą sądowniczą. PiS nie udaje, że nie wie, na czym polega różnica – głupi tej różnicy nie widzi. Trójpodział władzy i przyczyny, dla których sądów się nie wybiera, to idee dość subtelne – głupcy nie są w stanie ich pojąć.
PiS nazywa apele do instytucji europejskich, aby pomogły bronić praworządności i porządku konstytucyjnego w Polsce, donoszeniem na kraj.
Czy nie rozumieją, że Unia Europejska i jej instytucje są naszymi instytucjami, a obrona wspólnych wartości jest prawem i obowiązkiem organów Unii zapisanym w traktatach? Nie rozumieją, bo dla głupca co „nasze”, to „nasze”, a co „obce”, to „obce” – i tyle tylko pojmuje z relacji międzynarodowych.
Gdy PiS mówi, że jego „reformy” dewastujące demokrację i rządy prawa, gwałcące konstytucję są wolą suwerena, to naprawdę myśli, że jak ktoś wygrał wybory, to wolno mu wszystko.
Głupcy bowiem tak myślą – pojęcie rządu ograniczonego i konstytucyjnych gwarancji podstaw ustroju jest dla nich za trudne. Rozumieją tylko, co to znaczy mieć władzę.
Gdy PiS łamie konstytucję, bo mu się nie podoba, to myśli, że czyni słusznie, bo przecież to nie jest ich konstytucja.
Głupi nie wie bowiem, co to znaczy praworządność. Myśli, że oznacza posłuch dla prawa, które wydaje mu się odpowiednie dla niego, wydaje mu się „jego” prawem. Owszem, będą przestrzegać konstytucji, ale „swojej”. Oni naprawdę tak myślą!
Gdy PiS usuwa prezesa Sądu Najwyższego przed zakończeniem kadencji, łamiąc wprost i bezspornie przepis konstytucji, to powołuje się na inny jej przepis mówiący, że ustrój Sądu Najwyższego reguluje ustawa.
Rzecz jasna ustawa taka nie może być sprzeczna z pozostałymi przepisami konstytucji, których ustanowienie w przeciwnym razie nie miałoby żadnego sensu – tego jednak oni nie rozumieją. Nie dlatego, że nie chcą, lecz po prostu są za głupi. Napisane jest, że „reguluje ustawa”, to sobie przyjmują ustawę, jaką chcą.
Gdy PiS twierdzi, że podnosi Polskę z kolan, głosząc wszem wobec, że jesteśmy dumni i zasługujemy na szacunek, to naprawdę w to wierzy.
Głupiec bowiem myśli, że szacunek innych otrzymuje się wtedy, gdy się go zażąda.
Gdy PiS twierdzi, że wycofanie się z noweli ustawy o IPN pod wpływem USA i Izraela jest sukcesem, bo nagłośniło sprawę „polskich obozów”, to naprawdę tak myśli.
Głupiec bowiem nie dopuszcza myśli, że mógłby być skompromitowany, ośmieszony czy przegrany – każdy, nawet najlichszy i najbardziej protekcjonalny przejaw akceptacji czy poparcia ze strony możnych i silnych poczytuje sobie za wielki przywilej i wyróżnienie.
Można tak jeszcze długo. Ale może wystarczy tych żenujących przykładów. Wystarczy, żeby pokazać, iż nie jest tak dobrze, że rządzą nami cyniczni karierowicze, żądni władzy i intratnych posad. Otóż nie – rządzą nami prawdziwi głupcy. A to już nie przelewki.
Magdalena Środa: Idą mroczne czasy. Niepodległość przed II wojną trwała 20 lat. Demokracja po II wojnie 30 lat. Mało, ale co się nacieszyliśmy to nasze

Magdalena Środa
Idą mroczne czasy, choć dla uodpornionych PRLem (jego propagandną, korupcją, nonsensownością) to nic nowego. Odporniejsi przeżyją, nieodporni wyjadą. Może znów jakieś kolejne pokolenie demokrację wywalczy. O ile wnukom i prawnuczkom będziemy opowiadać czym ona była.
Sądy upartyjnione, propaganda „narodowa” w rozkwicie, korupcja polityczna kwitnie, tak zwana Konstytucja dla nauki – przeszła przez sejm.
Destrukcja ważnych instytucji już się dokonała.
Jest trochę jak w 1989 roku gdy wchodziliśmy w transformację i młodą demokrację.
Teraz wchodzimy w młodą ale prężną dyktaturę narodowo-katolicko-korporacyjną (bo reforma szkolnictwa wyższego to powołanie do życia korporacjonalizmu naukowego: punktoza i grantoza górą!).
Niepodległość przed II wojną trwała 20 lat. Demokracja po II wojnie ostatnich 30 lat. Mało, ale co się nacieszyliśmy to nasze.
Teraz idą mroczne czasy, choć dla uodpornionych PRLem (jego propagandną, korupcją, nonsensownością) to nic nowego. Odporniejsi przeżyją, nieodporni wyjadą. Może znów jakieś kolejne pokolenie demokrację wywalczy. O ile wnukom i prawnuczkom będziemy opowiadać czym ona była.
Magdalena Środa
Hierarchia aktów prawnych w Polsce
W większości państw konstytucja jest najwyższym aktem prawnym, określającym podstawowe zasady funkcjonowania państwa oraz jego systemu prawnego. To na jej podstawie tworzone są inne akty, takie jak ustawy, rozporządzenia czy akty prawa miejscowego, które muszą pozostawać z nią w zgodzie. Jednak nie wszędzie sytuacja jest tak jednoznaczna. W krajach członkowskich Unii Europejskiej od lat toczy się debata na temat pierwszeństwa prawa unijnego nad konstytucjami narodowymi. Z kolei w państwach, które nie posiadają jednej spisanej konstytucji, jak Wielka Brytania czy Izrael, jej rolę pełni zbiór różnych aktów prawnych i precedensów. W niektórych systemach prawnych, opartych na religii, konstytucja może być podporządkowana zasadom wynikającym z doktryny religijnej. Jak wygląda hierarchia aktów prawnych w Polsce? Czy konstytucja rzeczywiście jest najważniejsza? O tym przeczytasz w poniższym artykule.
Hierarchia aktów prawnych w Polsce – co jest najważniejsze?
Czy zastanawiałeś się kiedyś, co tak naprawdę rządzi naszym życiem pod względem prawa? Które przepisy są najważniejsze, a które muszą się im podporządkować? W Polsce system prawny działa według ściśle określonej hierarchii, w której wszystko zaczyna się od Konstytucji RP. To ona wyznacza kierunek i nadaje ramy wszystkim innym aktom prawnym. Ale czy zawsze ma absolutną władzę? Czy może być coś, co stoi ponad nią? Sprawdźmy!
Konstytucja RP – królowa polskiego prawa
Konstytucja to fundament całego systemu prawnego w Polsce. Jest najwyższym aktem prawnym i żaden inny dokument nie może być z nią sprzeczny. Określa ustrój państwa, prawa obywateli i zasady działania instytucji publicznych. Jeśli jakiś przepis ustawy koliduje z Konstytucją, można go zakwestionować przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Ustawy – kluczowe regulacje naszego życia
Po Konstytucji najważniejsze są ustawy. Tworzy je Sejm i Senat, a następnie podpisuje Prezydent. To właśnie w ustawach znajdziemy przepisy dotyczące codziennego życia – od zasad ruchu drogowego po podatki i system edukacji. Każda ustawa musi być zgodna z Konstytucją, ale czy może być czymś podważona? Może!
Umowy międzynarodowe – gdy prawo wykracza poza granice
W świecie globalizacji Polska nie działa w oderwaniu od reszty świata. Dlatego ogromne znaczenie mają umowy międzynarodowe, zwłaszcza te ratyfikowane przez Prezydenta RP za zgodą parlamentu. Co ciekawe, jeśli taka umowa jest sprzeczna z polskim prawem, to właśnie ona ma pierwszeństwo! Przykładem mogą być traktaty unijne, które mają bezpośredni wpływ na nasze życie.
Rozporządzenia – dopełnienie systemu
Rozporządzenia to akty prawne wydawane przez rząd, ministrów, a czasem i Prezydenta. Mają one jedno zadanie – precyzować i doprecyzowywać to, co zawierają ustawy. Nie mogą zmieniać prawa, ale mogą określać, jak konkretnie ma ono być stosowane w praktyce. Przykład? Minister zdrowia może wydać rozporządzenie dotyczące zasad noszenia maseczek w określonych sytuacjach.
Akty prawa miejscowego – kiedy władza schodzi na poziom lokalny
Nie wszystkie przepisy muszą obowiązywać w całym kraju. Akty prawa miejscowego to regulacje, które dotyczą konkretnych regionów, miast czy gmin. To one decydują, jakie zasady obowiązują w danym miejscu – na przykład w kwestii zagospodarowania przestrzennego czy ochrony środowiska. Są niezwykle istotne dla życia mieszkańców i muszą być zgodne z wyższymi aktami prawnymi.
Uchwały Sejmu i Senatu – polityczne decyzje z mocą prawną
Choć uchwały Sejmu i Senatu nie mają powszechnie obowiązującego charakteru, to mogą mieć istotny wpływ na funkcjonowanie państwa. Przykłady? Uchwały budżetowe czy decyzje o powołaniu komisji śledczych. To instrumenty, które kształtują politykę i mogą mieć poważne konsekwencje.
Prawo w Polsce jest jak dobrze działająca maszyna – każdy element ma swoje miejsce i funkcję. Najważniejsza jest Konstytucja, potem ustawy, a dalej kolejne akty prawne, które porządkują i regulują życie społeczne. Znajomość tej hierarchii pozwala lepiej rozumieć, co naprawdę wpływa na nasze prawa i obowiązki. Czy Konstytucja zawsze wygrywa? Zależy od kontekstu – ale jedno jest pewne: system działa według określonych zasad, które pomagają utrzymać porządek w kraju.
Hierarchia prawa w Polsce w uproszczonym schemacie
Poza aktami prawnymi obowiązującymi na terenie całego państwa istnieją też takie, które dotyczą określonej jego części. Należą do nich zarządzenia wojewody, uchwały rady gminy i zarządzenia porządkowe. Akty prawne wydawane przez władze samorządowe i terenowe organy administracji rządowej także powinny powoływać się na podstawę ustawową. Muszą być w zgodzie w innymi aktami wyższego rzędu.
Systematyka aktów prawnych RP
| Rodzaj aktu prawnego | Organ wydający |
|---|---|
| Konstytucja | Zgromadzenie Narodowe |
| Ustawa | Sejm RP, zatwierdzana przez Senat i podpisywana przez Prezydenta RP |
| Rozporządzenie | Prezydent RP, Rada Ministrów, ministrowie |
| Rozporządzenie z mocą ustawy | Prezydent RP (tylko w stanie wojennym, art. 234 Konstytucji RP) |
| Uchwała | Sejm, Senat, Rada Ministrów, organy samorządowe |
| Zarządzenie | Prezes Rady Ministrów, ministrowie, wojewodowie, kierownicy urzędów centralnych |
| Akty prawa miejscowego | Rady gmin, powiatów i sejmiki województw |
| Zarządzenie porządkowe | Wojewoda, wójt, burmistrz, prezydent miasta |
Powyższa tabela przedstawia hierarchię i podział aktów prawnych w Polsce zgodnie z Konstytucją RP oraz obowiązującymi regulacjami. Każdy z tych aktów musi być zgodny z aktami wyższego rzędu, a akty prawne niższego stopnia nie mogą naruszać przepisów nadrzędnych.
DF, thefad.pl / Źródło: Konstytucja RP




