Jan Hartman: Dlaczego Polacy są tacy beznadziejni?

Jan Hartman
Wierzę, że Polacy mają w sobie coś, co ich wyróżnia i czyni narodem mimo wszystko ciekawym i dla Europy cennym. Mimo całego zacofania kulturowego, naiwności, pyszałkowatości i – nierzadko – śmieszności.
Klęska na mundialu była do przewidzenia. Tak samo jak wiele innych, ważniejszych klęsk w przeszłości. Infantylne i buńczuczne zachowanie mas polskich kibiców, nachalność i hałaśliwość ich bezmyślnego, naiwnego entuzjazmu doskonale konweniują z masami podpitych polskich turystów, wydzierającymi się w nadmorskich kurortach Grecji czy Hiszpanii, z polskimi pijaczkami zataczającymi się po rzymskich placach i polegującymi na wiedeńskich czy paryskich stacjach metra.
Te głupie budyniowe uśmiechy, te koszulki, te spodenki, ta nieśmiałość w dziwnym połączeniu z hałaśliwością, piciem i brudzeniem, ta dziwaczna kosmopolityczna swojskość, która pod każdą palmą jest u siebie… Jak to rozumieć?
Polacy są wszędzie i wszędzie robią to samo, na ogół odstręczające wrażenie. Nikt nie zachowuje się tak jak „nasi”. Można ich rozpoznać na kilometr. Czują się wszędzie i zachowują jak w domu, a jednocześnie poruszają się niepewnie i nieledwie przepraszająco.
Wielce paradoksalna i szczególna nacja. Świat należy do nich, nic ich nie zatrzyma i ostatecznie nie onieśmieli, lecz całe to wszędobylstwo i prostactwo podszyte jest jakąś dziwną łagodnością i życzliwością. Dziwni i trudni wydajemy się cudzoziemcom. Bezceremonialni, nieprzystosowani, często uciążliwi, lecz na swój sposób mili i „nieszkodliwi”. Budzimy trochę sympatii, ale więcej zakłopotania i lęku. Ciekawości i szacunku – nie za bardzo. W końcu jesteśmy egzotyczni jedynie „wewnętrznie” – taką nieciekawą egzotyką. Wszędy dzwony biją, wszędy wódka się leje… Stereotypy niezbyt odległe od rzeczywistości. Ot, tak tylko dla porządku upraszczające. Właściwie taka jest cała wschodnia Europa, ale po nas to najbardziej widać – gdy tymczasem pretendujemy do tego, żeby wcale „Wschodem” nie być. Tylko czym niby?
Jeżdżące po Europie pisowskie autobusy z napisem „szanujcie nas!” doskonale oddają to absurdalne nieprzystawanie samoobrazu Polski swojskiej do rzeczywistości kulturowej Zachodu i rzeczywistości w ogóle. Jakże trzeba być naiwnym, sądząc, że nasze mity i kompleksy kogokolwiek interesują, że można wymusić posłuch i poszanowanie dla polskich nacjonalistycznych klisz i bohaterów narodowych.
Biedni Polacy muszą co rusz zderzać się z potworną prawdą, że jesteśmy w oczach Zachodu krajem marginalnym, krajem, jakich wiele, a nasza rzekoma wielkość i wyjątkowość nie różnią się niczym od wielkości i wyjątkowości (a raczej poczucia wielkości i wyjątkowości) dziesiątek innych krajów średniej wielkości. Szkoda atramentu, aby nad tym się dalej rozwodzić i pastwić. Dość już go wylano.
Ale ten medal ma też drugą stronę. Wierzę, że Polacy mają w sobie coś, co ich wyróżnia i czyni narodem mimo wszystko ciekawym i dla Europy cennym. Mimo całego zacofania kulturowego, naiwności, pyszałkowatości i – nierzadko – śmieszności. Otóż Polacy są przy całym swym wszędobylstwie i wścibstwie – i może właśnie dzięki nim – narodem niesłychanie wprost aktywnym i żywotnym. Spryt, pracowitość i ogromne pragnienie awansu popychają miliony Polaków do merkantylnych i gospodarskich działań, które w niebywałym tempie zmieniły kraj i w jakiś sposób oddziałują też na inne społeczeństwa.
Oj, Polak potrafi! Potrafi oszukać, naśmiecić, drzew powycinać, ale też firmę założyć, dom zbudować, robotę za granicą znaleźć. Jesteśmy aktywni i ruchliwi prawie jak Żydzi. Wigoru można nam pozazdrościć. Mamy poza tym – i to jest chyba najważniejsze – swoją rolę kulturową i polityczną do odegrania.
Owszem, rozpięci między Wschodem i Zachodem, jesteśmy kulturowo nijacy i homogeniczni. Kraj nasz piękny, lecz nieco nudny. Nic charakterystycznego, niewiele regionalizmów i ciekawych mniejszości. Żadnych światowych skojarzeń w rodzaju wina, czekolady, globalnej marki itp. Ot, taka gmina… Ale właśnie dlatego, że jesteśmy krajem przejściowym między Europą Zachodnią a Ukrainą i Rosją, zapewniamy kulturową komunikację i zrozumienie między tymi niezbyt do siebie przystającymi światami.
Polacy są trochę „jak Ruscy”, wódczani i rozwlekli (wszak właśnie śpiewali na placu Czerwonym: „Gramy u siebie!”), ale są też trochę „jak Niemcy”, kapuściano-piwni i drobnomieszczańscy. Gdzieś tam w lubuskim są jak ci z „NRD”, a tam znowu, w takim Lubelskiem, bardziej jak Ukraińcy z lwowskiego. Tak to jakoś gładko i niezauważenie przechodzi jedno w drugie. I w tym sensie, być może wyłącznie w tym sensie, Polska jest ważnym krajem. Jest jak żyzna delta, w której mieszają się słodkie i słone wody, jak rozległa przełęcz, przez którą przechodzi się z jednej wielkiej doliny do drugiej. Zmieszały się w nas etniczne żywioły i zmieszały się geny. I to dobrze się zmieszały. Krzepcy i piękni są Polacy. Przerzuceni ze Wschodu na środek Europy chwalebnie trzymają straż środka.
Ta nasza centralna nijakość i wyobcowanie są naszą siłą. Siłą może nieefektowną i niewzbudzającą podziwu u innych, lecz całkiem realną. Nasze wady i śmieszności mają swój sens – są bowiem następstwem, lecz i warunkiem pełnienia przez nas tej osobliwej, może niewdzięcznej, niedocenianej, lecz na pewno ważnej roli kulturowej i politycznej na styku dwóch światów. Dlatego pokój i dobrobyt w Polsce są znakiem, że w Europie jest dobrze, a i w Rosji nieźle.
Pamiętajmy o tym, gdy już nam ręce opadają. Dłużej klasztora niźli przeora. Dłużej Polski niźli Kaczyńskiego. Możemy się nieraz wstydzić za polskie państwo, za część narodu, którego dziś jest ono ekspozyturą, ale mamy też prawo do dumy – innej niż ta szowinistyczna duma nacjonalistycznych troglodytów i mitomanów, ale dumy. Bo Polakiem jest być trudno, bo polskość jest nieoczywista, a Polska zawsze osobna. I trwanie w tym, dawanie sobie rady – jako społeczeństwo i państwo – ma w sobie coś heroicznego. Gdy zasłaniamy oczy, wstydząc się nieraz za swoich rodaków, pamiętajmy, że prostactwo to cena za nasze wyobcowanie, a wyobcowanie narodu jest ciężkim losem, który zasługuje na szacunek. Jesteśmy prowincją, lecz prowincją centralną. Nie żadną tam malowniczą, daleką, lecz tak wewnętrzną i oczywistą, że nikt nie ma serca, żeby nas kochać.
Polacy nie są beznadziejni. Polacy są niekochani i – jak wszystkie niekochane istoty – cokolwiek uczynią, kiedyś będzie zwrócone przeciwko nim. I tu ludowa intuicja, nagłaśniana przez rząd, jest w zasadzie słuszna.
Żałosne popiskiwanie głupiego rządu „respect us!” i to śmieszne potupywanie nóżką na salonach jest tak naprawdę płaczem niekochanego dziecka Europy. Trochę ociężałego, trochę zaniedbanego dziecka, które dostaje jeść, ale którego nikt nie ma ochoty przytulić. I dlatego tym bardziej chcę być Polakiem.
Antysemicka Gazeta Warszawska o śmierci Ireny Szewińskiej
„Mamy nadzieję pochowają ją na kierkucie albo najlepiej w Izraelu – wszystko jedno gdzie, aby nie w Polsce” – pisze o wybitnej polskiej lekkoatletce antysemicki brukowiec.
Pismo przynosi wstyd krajowi, którego obywatele byli masowo mordowani z powodu swojego żydowskiego pochodzenia. Postaramy się, by każdy przejaw nawoływania przez redakcję do nienawiści z powodów ksenofobicznych stał się przedmiotem postępowania prokuratorskiego.
Gazeta Warszawska to antysemicka gadzinówk
Gazeta Warszawska to taka współczesna antysemicka gadzinówka. Obrzydliwa i wspierana przez „dobrą zmianę”. Właściwie to tylko tytuł zasługuje na uwagę. – skomentował na Facebooku rasitowski wpis ks. Wojciech Lemański.
Ja wzrastałem w latach, gdy o Pani Irenie mówiło się Kirszensztain-Szewińska. To wtedy było oczywiste choć dla dzieci trudne do wymówienia. Warto pamiętać o Żydówce, która przyniosła nam tyle sportowych wzruszeń. Warto pamiętać z wdzięcznością. A o tamtych, z Gazety Warszawskiej – należy pamiętać z pogardą, na którą sobie zasłużyli. – dodał ks.Lemański.
(af, df) thefad,pl / Źródło: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, ks. Wojciech Lemński / Facebook
Marek Krzysztof Bosy: Nie można wiecznie stać pośrodku i udawać, że nic się nie stało

Marek Krzysztof Bosy
Dziś sędziowie, lekarze, pielęgniarki, jutro reszta. Totalitaryzm nie stawia sobie granic, łamie po kolei prawie wszystkich. Tych których nie złamie, umieszcza w więzieniach.
Gdyby to wam policjanci i żołnierze napluto w twarz mówiąc, że nie stoicie na straży porzadku prawnego i naszego bezpieczeństwa?
Nazywając was kastą, grupą kolesi spotykających się prywatnie bez mandatu społecznego. Skorumpowaną grupą bijącą się o najbardziej dochodowy sprawy (słowa premiera Morawieckiego
wobec polskich sędziów w amerykańskiej gazecie). Pokłosiem perelowskiego systemu, ludźmi gorszego sortu, a nie wykształconymi w wolnej Polsce, ciężko pracującymi w służbie państwowej, wolnymi ludźmi.
Lecz, gdy najważniejszy jest żołd i apanaże, człowiek w mundurze staje się najemnikiem. Bez wartości podstawowej – zaufania swego społeczeństwa. Bez tego najważniejszego rdzenia, na który możemy liczyć w krytycznej chwili próby.
Również, gdy jest ślepym wykonawcą rozkazów, czy sługą zbrodniczych idei, służących zdeptaniu wolności czy innych podstawowych praw ludzkich.
Nie można też wiecznie stać pośrodku i udawać, że nic się nie stało.
Dziś sędziowie, lekarze, pielęgniarki, jutro reszta. Totalitaryzm nie stawia sobie granic, łamie po kolei prawie wszystkich. Tych których nie złamie, umieszcza w więzieniach.
Aby to się udało, musi mieć uległe, zależne, w pełni dyspozycyjne sądy. PiS ma program całkowitego podporządkowania polskiego sądownictwa w ciągu najbliższych lat.
I to wszystko się partii PiS uda, jeśli będziemy biernie stać pośrodku, w pełnej dystansu postawie obserwacyjnej. Jeśli nie zauważymy przekraczania granicy, po której zbliżymy się katastrofalne blisko do sukcesu „miekkich” dyktatur w Turcji, Węgrzech, Białorusi czy Rosji.
Skąd powrót już nie będzie oczywisty ani prawdopodobny.
Marek Krzysztof Bosy
Lech Wałęsa: Stanę na czele fizycznego odsunięcia głównego sprawcy wszystkich nieszczęść.
Jeśli w jakikolwiek sposób obecna ekipa zaatakuje Sąd Najwyższy ,4 lipca to ja po godzinie 15:00 udaję się z Gdańska do Warszawy.
,,Dość niszczenia Polski’’.
Staję na czele fizycznego odsunięcia głównego sprawcy wszystkich nieszczęść.
By tego dokonać musi być w Warszawie zgromadzone ponad 100 000 zdecydowanych i zdyscyplinowanych chętnych .
Przy otwartej kurtynie ,pokojowo i zdecydowanie musimy tego dokonać na oczach świata .
Jestem w gotowości i wiem jak do tego doprowadzić.
Lech Wałęsa
Kazimierz Marcinkiewicz: Nikt nie wygra z państwem PiS

Kazimierz Marcinkiewicz
Przeraża mnie jak wiele osób, także tych myślących i wykształconych, także tych inteligentnych i mądrych przechodzi nad tym obojętnie. Ale w PRL też tylko garstka z nas walczyła o wolność i demokracje.
Na tym polegają zmiany w Polskim systemie sądownictwa, żeby nikt nie wygrał z państwem PiS. Zaczęli od Trybunału Konstytucyjnego, by móc uchwalić cała masę ustaw niezgodnych z konstytucją. Teraz przyszła kolej na podporzadkowanie sobie, czyli partii PiS pozostałych instytucji dbających o niezawisłość sędziowską i niezależność sądów, czyli KRS i Sąd Najwyższy.
Do czego prowadzi ręczne sterowanie, tzw „szeryfowanie” wymiarem sprawiedliwości najlepiej przekonał się Tomasz Komenda, który przesiedział niewinnie i któremu „szeryfowanie” zmarnowało życie. Takich przypadków jest ogrom. Ręczne sterowanie państwem bez konstytucji, czyli bez zasad i reguł, bez niezależnych instytucji i procedur, musi prowadzić do nadużyć. Mamy z tym do czynienia dziś w Polsce na niespotykana dotąd skale.
Przywódcy europejscy są dziś naciskani przez organizacje biznesowe, przestraszone tym co dzieje się w Polsce z wymiarem sprawiedliwości oraz instytucjami państwa. Aby zwiększyć dochody z VAT zmieniane są interpretacje skarbówek. Aby zastraszyć biznes wymawiane są bilateralne umowy o wzajemnej ochronie inwestycji. Zagraniczny biznes wie, że bez niezależnych sądów przegrają każdy spór z państwem. Nasz biznes milczy bo już się panicznie boi. Najlepiej widać to na przykładzie straszliwie niskiego poziomu inwestycji prywatnych. To wskazuje poziom braku zaufania do państwa PiS.
Przeraża mnie jak wiele osób, także tych myślących i wykształconych, także tych inteligentnych i mądrych przechodzi nad tym obojętnie. Ale w PRL też tylko garstka z nas walczyła o wolność i demokracje.
Kazimierz Marcinkiewicz
Roman Giertych: List do Sakiewicza

Roman Giertych
Jarek jak nowy przywódca religijny (no i laureat pokojowego Nobla) jeździłby do ONZ i zajmował się sprawami pokoju na świecie (to wreszcie ruszyłoby z miejsca nasz przemysł zbrojeniowy słabnący w wyniku braku wojen).
Szanowny Panie Redaktorze!
Wylał Pan miód na moje serce! Pańska propozycja pokojowej nagrody Nobla dla Kaczyńskiego i Netanjahu spotkała się wprawdzie z szyderstwami osób, które nie potrafią zrozumieć wspaniałości naszego prezesa oraz ugodowego charakteru obecnego premiera Izraela (ach, jakby się on zdziwił, gdyby się o Pańskiej propozycji dowiedział!).
Wydaje mi się jednak, że propozycja Pana idzie w dobrym kierunku, ale jest niewystarczająca. A gdyby tak zaproponować, aby Jarek został Dalajlamą? To rozwiązałoby wszystkie problemy!
Po pierwsze wiadomo, że Dalajlama podlega reinkarnacji.To zapewniłoby wieczną ciągłość kierownictwa partii i państwa. Byłby wprawdzie mały problem w kogo wciela się prezes (oby żył wiecznie!), ale to zapewniłaby ustawa sukcesyjna, którą Sejm przyjąłby głosami PiS i która np. ustaliłaby, że prezes wciela się w Joachima.
Rozwiązałby się też problem wyrażania szacunku do prezesa. Każdy kto znieważałby prezesa (lub mówił o nim z nienależnym szacunkiem!) byłby skazywany za obrazę uczuć religijnych. Prezesa należałoby tytułować jako Dalajlamę – Jego Świątobliwością i całować w rękę. To budziłoby początkowy sprzeciw, ale sam Pan dałby przykład jeszcze większej czołobitności i całowałby nowego Dalajlamę w stopę. Jak okazywać cześć to okazywać!
Jarek jak nowy przywódca religijny (no i laureat pokojowego Nobla) jeździłby do ONZ i zajmował się sprawami pokoju na świecie (to wreszcie ruszyłoby z miejsca nasz przemysł zbrojeniowy słabnący w wyniku braku wojen).
Wygłaszałby swoje mowy o zdradzieckich mordach przeciwko innym przywódcom religijnym i buddyzm powstałby z kolan!
Swoim wyznawcom PIS kazałby przejść na buddyzm i to zapewniłoby wreszcie różnorodność religijną w Polsce. Wystarczyłoby uzależnić kontrakty ze spółek SP od konwersji i tysiące wyznawców gotowych. Wzmocniłaby się też pozycja prezesa wobec o.Rydzyka, bo obaj nosiliby stroje duchowne.
A Pan Panie Redaktorze jako autor tej cudownej, pokojowej przemiany i największy czciciel prezesa-Dalajlamy mógłby ze spokojem wystawiać faktury spółkom Skarbu Państwa za reklamę buddyzmu w Gazecie Polskiej. Czyż nie jest to cudowny pomysł? Rozwiązuje wszystkie problemy!
Roman Giertych
Stefan Niesiołowski: Nowe „zwycięstwo” PiS-u

Stefan Niesiołowski
Po raz kolejny pisowski obóz zapisał długą listę polskiej hańby. Mam nadzieję, że jedną z ostatnich, że odejdą w hańbie największej w naszej historii. Nie pozwólmy im odejść inaczej.
Jak każda dyktatura reżim pisowski musi mieć wrogów i nieustannie odnosić nad nimi zwycięstwa. Te zwycięstwa wypełniają pisowską rzeczywistość, gardła lizusów, reżimowe media.
W rzeczywistości oznaczają godne ubolewania klęski porażki i niepowodzenia naszego kraju. Ruinę armii oraz obronności, degradację pozycji Polski w świecie i stanie się powszechnym pośmiewiskiem, upadek edukacji, szkolnictwa, służby zdrowia, prokuratury, policji, sądownictwa, niezależnych mediów, kultury, sztuki, służby publicznej, w zasadzie wszystkiego czego tylko dotknie się tzw. dobra zmiana. Nawet takich detali jak stadniny koni, Puszcza Białowieska, pomór świń, Mierzeja Wiślana, foki bałtyckie, teatry, muzea, państwowe uroczystości ośmieszane bredniami o tzw. żołnierzach wyklętych, katastrofa smoleńska, sprowadzenie wraku.
Pośmiewiskiem stają się zafałszowana historia, lizusowskie filmy i spektakle, festiwale, nawet doprowadzona do upadku piłkarska reprezentacja, która dla p. Dudy była miernikiem kondycji państwa.
Ale wszystkie dotychczasowe triumfy przebiło nowe „zwycięstwo” PiS tym razem polegające na odwołaniu istotnego zapisu ustawy, którą pół roku temu pisowscy politycy i propagandyści ogłosili jako wielki sukces i powód do narodowej dumy Polski, która wreszcie wstała z kolan, odzyskała prawdziwą suwerenność, której nie miała od 1989 roku, przestała być poniżana przez niemiecką prohitlerowską narrację. Staliśmy się wielkim dumnym narodem, który ze wzniesionym sztandarem pokaże naszym wrogom i oszczercom, gdzie jest ich miejsce (w domyśle w polskim pisowskim więzieniu).
Niech drżą oszczercy Gross i Engelking oraz pomniejsi żydowscy i niemieccy fałszerze i podlecy. Jak napisał red. Paweł Wroński:” Ustawa o IPN, wypowiedzi premiera i pisowskich propagandystów zepchnęła Polskę do roli podszytego antysemityzmem kraiku, który swoich racji historycznych broni przy pomocy prokuratora”. („GW”, z dn. 20 06 2018r. nr 149).
To co było powodem do wielkiej dumy i narodowym sukcesem zostało w kilka godzin przez pisowskich niedouczonych tchórzy obalone przy łamaniu regulaminu, zablokowaniu debaty (tu pomocny okazał się pisowski lizus i pomagier p. Winnicki hańbiący nazwę ruch narodowy). Okazało się bowiem szkodliwe i niepotrzebne.
Zgodnie z zasadą wszelkich kolaborantów i karierowiczów o „mądrości etapu”, która obecnie polega na podlizywaniu się PiS-owi i czerpaniu z tego osobistych korzyści, należało odrzucić istotne zapisy tej ustawy w interesie Polski takim samym jakim było ich uchwalenie. Byłem jednym z bardzo nielicznych posłów, którzy głosowali przeciwko tej haniebnej ustawie i w wystąpieniu sejmowym uzasadniałem dlaczego.
Mniej więcej takim samym jak obecne uzasadnienia obozu dobrej zmiany. Wówczas reżimowi dygnitarze Gowin, Kaczyński, Jaki, Karczewski itp. mówili zgodnie, że jest to konieczna, dobra, niezbędna ustawa. Kto jest przeciwko to zdrajca, wróg Polski na niemieckim i w domyśle żydowskim żołdzie. Spuszczono ze smyczy pisowskich trolli i pseudodziennikarzy.
Fala antysemityzmu, głupoty, nieuctwa, podłości przewalała się przez te wszystkie narodowe, katolickie i niezłomne telewizje, radia (w tym oczywiście katolicki głos w twoim domu), gazety i fora internetowe.
Przez chwilę wróciła propaganda i narracja z Marca ’68 i wydawało się, że raz jeszcze będziemy przeżywać tamte dni. Intelektualista p. Karczewski mówił że on marszałek Karczewski uważa ustawę za dobrą i niezbędną, Kaczyński chyba bredził coś w rodzaju – ani kroku w tył, tak samo jak jedna z obrzydliwszych postaci w życiu publicznym Gowin, czy Jaki, który uzasadniał z dumą i radością jakie to dobrodziejstwo spadło na Polskę dzięki pisowskiej mądrości i patriotyzmowi. Jak zawsze w tego rodzaju sytuacji nie zająknął się episkopat, gdzie byli panowie Jędraszewski, Hoser, i inni? Rozumiem, że episkopat nie był stroną w tym konflikcie za to jest stroną do brania przez Rydzyka budżetowych pieniędzy dla swoich potrzeb.
Ci ludzie nie mają cienia wstydu. Z takimi minami i takim samym przekonaniem mówili dziś coś co atakowali pół roku temu. Za łaskawe spojrzenie Kaczyńskiego i miejsce na liście (bo nic innego ten geniusz z Żoliborza nie może im przecież na szczęście zrobić) czyli dostępie do pisowskiego koryta wyprą się wszystkiego, pozbędą wstydu i godności. Po raz kolejny pisowski obóz zapisał długą listę polskiej hańby. Mam nadzieję, że jedną z ostatnich, że odejdą w hańbie największej w naszej historii. Nie pozwólmy im odejść inaczej.
Stefan Niesiołowski
Stefan Niesiołowski w Sejmie: „Jacy idioci nami rządzą”
W związku z nowelizacją ustway o IPN, podczas obrad w Sejmie, głos zabrał Stefan Niesiołowski (klub poselski PSL-UED).
Wystąpienia profesora Niesiołowskiego możecie posłuchać tutaj:
Marek Krzysztof Bosy: Narodowy rollercoaster

Marek Krzysztof Bosy
Albo... nauczcie się wspólnie żyć, szanując innych, wspólną historię, wspólne wartości. Bo tych jest znacznie więcej, niż tej żółci, którą pragniecie nas zalać. Albo to zrozumiecie (w co mocno wątpię), albo przegracie.
Dlaczego zawsze, to najbardziej pracowici, odważni, wykształceni mają z tego kraju wyjeżdżać? Dlaczego w ogóle, tyle osób musi cyklicznie z Polski emigrować?
To takie trudne, dać ludziom żyć? Dać im oddychać swobodnie. Żyć uśmiechem, zamiast wrogością? To takie niewykonalne? Trochę mnie wkurzacie, panowie z kasty PiS…
Nasze obecne elity…
Przeszkadzają im niepełnosprawni w Sejmie. Posłowie i ich denerwujące mowy. Prezes musi pospać. Przeszkadzają protesty uliczne w bliskiej odległości od dewiantów (tak zostali nazwami protestujący, więc użyłem tego samego słowa). Irytują bezczelne drzewa rosnące tu i tam, po lasach jakichś, gdzie, to tylko leśne ruchadełko wie. Tak bezczelne, że rosną nawet przy drogach i zabijają ludzi (pijani pewnie wcale). Latarnie też usunąć. Tylu ludzi na nich ginie. Patrole się plączą na poboczach. Zebry męczą wzrok, piesi powodują wypadki.
Zróbcie sobie własny kraj. Gdzieś na głębokim wschodzie Białorusi.
Wydzierżawcie kawałek ziemi za te GetBacki i ostatnie obligacje, za wszystkie lasy i puszcze. I zróbcie se kraj miodem płynący. Pustynny. Sprzedacie potem piasek. Będzie czarna dziura, to sobie urządzicie piekiełko geotermalne. No po prostu ziemia obiecana i naród wybrany.
Pasterza już macie. Geotermalnego diabła na ciągłych dotacjach. Przyślijcie nam pocztówkę z piekła.
Na dojście od tej prawdy daje wam góra pięć lat. Dacie radę. Z przewodnictwem tych wszystkich wyklętych, błogosławionych mścicieli, co nawet zdania nie umieją sklecić.
Bóg, honor, duma. To umieją. Proste i łatwe.
Bądźcie błogosławieni, „honorowi” i durni. Beze mnie.
Nie zapomnijcie też o swoim Ducze, relikwiach nowych świętych, Caracalach i dronach.
Zostawcie tylko sprzęt od Owsiaka. Bo się wam całkiem zwyczajnie, naprawdę nie należy. Za to, że tak nienawidzicie zarówno jego, jak i każdej normalnej osoby . Bo zabiera wam tyle pieniędzy. Zbierając po ulicach i szkołach przez 20 lat to, co wy rozpieprzacie jedną decyzją o wymiarze narodowym, w jeden miesiąc.
Na miejscu docelowym znajdziecie sprzęt medyczny pamiętający jeszcze czasy „waszych” wyklętych. Nieskażony wpływami ostatnich lat, gdy to tak nas rozkradał bezlitośnie obcy kapitał .
Przypuszczam nawet, że się zachował sprzęt zwieziony w czasie II wojny z Zachodu. W tym z Polski. Zgodnie z waszą filozofią Kalego. Dla młodszych misiewiczów i bojowników stadionów wyjaśnię, bo nie zajarzą.
Wy kradniecie – dobrze.
Wam ukraść – obraza boska.
Powiem krótko. Ch… Chazan z wami.
Albo… nauczcie się wspólnie żyć, szanując innych, wspólną historię, wspólne wartości. Bo tych jest znacznie więcej, niż tej żółci, którą pragniecie nas zalać. Albo to zrozumiecie (w co mocno wątpię), albo przegracie.
Jedności nie wystarczy głosić, Boga nie wystarczy nosić na sztandarach. Sztuką jest budować naród. Wy tej umiejętności nie posiadacie, a wręcz chcecie nas podzielić. Nikomu się to trwale nie udało. Tym bardziej wam się nie uda, patrząc na realizację waszych programów.
Ludzie widzą, myślą i wyciągają wnioski. W końcu mają trochę więcej czasu w niedziele. I więcej pieniędzy. Tych, które wam już się kończą. Trzeba rodziny z dziećmi wspierać, lecz trzeba umieć na to zarobić. Hasłami się nie da. I wy to już teraz dobrze wiecie.
Jedynym ratunkiem dla tej karkołomnej zabawy ekonomicznej jest pokorna prośba do swego narodu o pomoc. Skorzystanie z jego ogromnego potencjału. Z najlepszych fachowców. By zrobić tu centrum pozytywnego myślenia i współpracy. Brzmi obco, prawda?
Na razie niszczycie ten kraj, więc powraca pytanie, jak na początku.
Przeczytajcie kolejny raz. Do skutku, aż coś zrozumiecie.
Marek Krzysztof Bosy
Jurek Owsiak: 40 do 1 – Zeszło powietrze? Zeszła już cała złość?

Jurek Owsiak
Złość jest czymś oczywistym i czymś równie oczywistym są gwizdy na stadionie podczas piłkarskich zmagań. Także jest to oczywiste, że nie wyrażamy się z uznaniem o autorach tak dużej porażki.
Zeszło powietrze? Zeszła już cała złość? Opatrzyliśmy się już z setkami memów i śmichów z polskiej drużyny? Pamiętajmy, że wszyscy, naprawdę – niemal wszyscy bezkrytycznie dmuchaliśmy w ten balon. Doskonale widzieliśmy, jak te same media, które dzisiaj potrafią zaskoczyć nieprawdopodobną krytyką (delikatnie mówiąc), równo pompowały naszą wyobraźnię, w której polska drużyna niemal dotykała pucharu świata. Panowie zagrali swoje mecze i pragnąłbym, abyśmy teraz bardzo rzeczowo rozmawiali o brakach i przygotowaniach do kolejnych wyzwań, co niewykluczone, że zdarzy się przy kawie, jaką zaproponował prezes PZNP Zbigniew Boniek jednemu z „ekspertów” piłkarskich, pani Krystynie Pawłowicz.
Złość jest czymś oczywistym i czymś równie oczywistym są gwizdy na stadionie podczas piłkarskich zmagań. Także jest to oczywiste, że nie wyrażamy się z uznaniem o autorach tak dużej porażki. Natomiast ideą każdych zawodów sportowych jest eliminacja zawodników słabszych i wyłonienie zwycięzcy w równej walce na tych samych zasadach.
Za moment będziemy świadkami ogromnego smutku i rozpaczy kibiców kolejnych drużyn, które odpadną w ćwierć, a później – półfinałach. A już największa rozpacz czeka tych, których drużyna przegra finał. Ale nie jest to jest powód, aby zelżyć, rozdeptać, roznieść na cztery wiatry – każda porażka powinna być powodem do wyciągnięcia wniosków i podjęcia nowych wyzwań.
Najbliższym wyzwaniem jest mecz z Japonią. A że jesteśmy, dzięki różnym sieciom sklepowym, zaopatrzeni w gigantyczne ilości czapeczek, flag, trąbek, koszulek, makijaży, kapeluszy wysokich, niskich, tych z rogami i bez, orłów małych, orłów dużych itd., to weźmy to wszystko w garść i w czwartek, bez względu na to, z jaką siłą i mocą (a już widzę, że z ogromną) ruszy na nas Japonia – stańmy razem, by kibicować naszej drużynie z rykiem na ustach i miłością w sercu.
Ażeby nam, Polakom, czyli mieszkańcom kuli ziemskiej z wiecznym fochem, przyszło to lepiej – wysłuchajcie tego numeru. Kilka lat temu szwedzka kapela Sabaton zachwyciła nas, Polaków, utworem „40 do 1”. Poświęcony jest bitwie jaką Polacy stoczyli pod Wizną we wrześniu 1939 r. z przeważającą siłą wroga, czyli armią niemiecką. Nie ustąpili, walczyli do końca, zostali bohaterami.
Walczymy razem z polską drużyną!
Jurek Owsiak
