Roman Giertych: list do Prezydenta. W jaki sposób złamał Pan Konstytucję RP? Odpowiedź nie jest trudna

Roman Giertych
W jaki sposób złamał Pan Konstytucję RP? Opinię robię dla Pana za darmo, poruszony Pana niewiedzą w tym zakresie wyrażoną wobec kobiety, która Pana o to zapytała.
Szanowny Panie Prezydencie!
Ostatnio był Pan łaskaw zapytać w KFC, w jaki sposób złamał Pan Konstytucję RP?
Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna. Przede wszystkim złamał Pan Konstytucję odmawiając przyjęcia przysięgi od prawidłowo wybranych przez Sejm sędziów TK i podtrzymał Pan to swoje stanowisko pomimo wyroku TK, który orzekł, że ma Pan to obowiązek zrobić. Nadto zaprzysiągł Pan na sędziów TK osoby, które zostały nielegalnie wybrane (znowu potwierdzone to zostało wyrokiem TK) na miejsce osób prawidłowo wybranych.
Działając w ten sposób naruszył Pan artykuł 126 ust.3 Konstytucji, który zobowiązuje Prezydenta RP do wykonywania zadań powierzonych przez ustawy. Nadto oczywiście naruszył Pan przepisy o TK oraz art. 2 Konstytucji, który określa, że RP jest państwem prawa.
Pana delikt doprowadził do tego, że obecnie nie ma sądu konstytucyjnego prawidłowo obsadzonego, co doprowadziło do przyjęcia szeregu niekonstytucyjnych ustaw. Oczywiście podpisując te ustawy (np. o KRS i SN) również naruszył Pan świadomie Konstytucję RP w zakresie przepisów określających w Konstytucji funkcjonowanie i kadencje tych dwóch organów konstytucyjnych.
Powyższe tezy podzielają wszystkie wydziały prawa w Polsce, Trybunał Konstytucyjny w zakresie odnoszącym się do sędziów TK, wszystkie korporacje prawnicze, wszystkie sądy apelacyjne oraz Sąd Najwyższy.
Z poważaniem,
Roman Giertych
Adwokat
PS. Powyższą opinię robię dla Pana za darmo, poruszony Pana niewiedzą w tym zakresie wyrażoną wobec kobiety, która Pana o to zapytała.
Gabriela Lazarek: Każdy z nas codziennie dokonuje wyboru, którą Polskę woli
Duma! Duma! Narodowa Duma! Czarne jest czarne a białe jest białe!

Przepraszam, że w ogóle zestawiam obok siebie te dwa zdjęcia, bo potwornie do siebie nie pasują. Lecz niestety tak skrajne jest wyobrażenie rzeczywistości Polaków.
Dla mnie wybór jest prosty. Kocham Polskę kolorową, pelną miłości i radości. Pełną życzliwych sobie, serdecznych ludzi.
W najgorszych koszmarach śni mi ta druga, brunatna i nienawistna.
Każdy z nas codziennie dokonuje wyboru, którą Polskę woli.
Wyraża to w swoich codziennych relacjach z innymi ludźmi.
Wyraża to w swoich wypowiedziach, poglądach.
Czy da się być jeszcze neutralnym?
Wątpię. Albo kochasz, albo nienawidzisz.
Ja wyboru dokonałam juz dawno i nie ma siły, która by to zmieniła. Ani prośbą ani groźbą.
Codziennie wybieram MIŁOŚĆ i świat,w którym odbijają się wszystkie kolory tęczy!
Gabriela Lazarek
Eliza Michalik: Ograniczenie wolności wypowiedzi oznacza całkowitą bezkarność rządu

Eliza Michalik
Tak naprawdę wolność słowa jest ściśle powiązana z możliwością kontrolowania władzy, a więc współdecydowania o kształcie świata w którym się żyje, a jej ograniczenie oznacza odebranie ludziom prawa do informacji, bez których ta kontrola jest niemożliwa.
Wolność wypowiedzi, będąca w istocie prawem do nieskrępowanego wypowiadania poglądów i opinii które nie tylko władzy, ale nawet nikomu się nie podobają, nie jest jedną z podstawowych swobód obywatelskich przez przypadek.
Wielu ludzi nie rozumie (ponieważ wielu ludzi w ogóle nie rozumie niczego, co nie staje się nagle, jednorazowym aktem, ale jest procesem), że nie o wykrzykiwanie błazeństw i podłości w niej chodzi – choć i do tego obywatele powinni mieć prawo.
Tak naprawdę wolność słowa jest ściśle powiązana z możliwością kontrolowania władzy, a więc współdecydowania o kształcie świata w którym się żyje, a jej ograniczenie oznacza odebranie ludziom prawa do informacji, bez których ta kontrola jest niemożliwa.
W pewnej perspektywie ograniczenie wolności wypowiedzi oznacza zatem całkowitą bezkarność rządu – i to jest jedyny powód dla którego każdy autorytarny, totalitarny rząd za wszelką cenę tłumi swobodę wypowiedzi i swobodę krytyki, rzecz jasna zawsze, dla niepoznaki czyniąc to pod płaszczykiem szacownych na pozór haseł jak „bezpieczeństwo”, „patriotyzm” czy „obrona moralności”.
I to jest także powód, dla którego ja systemowo nie ufam żadnemu politykowi, który mówi, że będzie mnie chronił i wie, co jest dla mnie dobre. Ponieważ taka postawa zawsze oznacza kłopoty i oznacza, że ten polityk uważa mnie za zbyt głupią, prymitywną, zbyt mało wrażliwą i kompetentną, bym mogła sama o siebie zadbać.
Na zakończenie mam dla Państwa bardzo, jak sądzę odpowiedni cytat z Richarda Feynmana:
„Żaden rząd nie ma prawa decydować, co do prawdziwości naukowych zasad, ani w żaden sposób określać charakteru pytań, na które szuka się odpowiedzi. Nie może rząd też oceniać wartości estetycznej artystycznych kreacji, ani ograniczać form literackiej i artystycznej ekspresji. Nie powinien też ogłaszać słuszności doktryn ekonomicznych, historycznych, religijnych czy filozoficznych. Za to, ma w stosunku do swych obywateli obowiązek zapewniania wolności, aby pozwalała tym obywatelom udzielać się w dalszych przygodach i rozwoju rasy ludzkiej”.
Ku chwale Ojczyzny.
Eliza Michalik
Joanna Senyszyn: To nie przypadek, że nie ma pieniędzy dla dorosłych z niepełnosprawnościami

Joanna Senyszyn
Osób ubezwłasnowolnionych jest w Polsce 70 tys. PiS nie widzi powodu, aby realizować ich postulaty, bo skoro nie głosują, co z nich za pożytek dla kaczystów.
To nie przypadek, że nie ma pieniędzy dla dorosłych z niepełnosprawnościami, a są na szkolną wyprawkę.
Pierwsi raczej nie głosują, bo albo nie mają praw wyborczych, albo wg nowej, PiSowskiej ordynacji wyborczej utracili możliwość dotarcia do urny. To lekko licząc ponad sto tysięcy obywateli.
W 2015 r. z możliwości głosowania korespondencyjnego skorzystało 43 tys. uprawnionych w pierwszej turze wyborów prezydenckich i 57 tys. w drugiej oraz 45 tys. w wyborach do Sejmu i Senatu.
Osób ubezwłasnowolnionych jest w Polsce 70 tys. PiS nie widzi powodu, aby realizować ich postulaty, bo skoro nie głosują, co z nich za pożytek dla kaczystów.
Joanna Senyszyn
Stefan Niesiołowski: Ratujmy foki!

Stefan Niesiołowski
Mordowanie fok jest niebywałą podłością, niczego nie rozwiązuje, a połączone z trudnym do wytłumaczenia okrucieństwem jest hańbą naszego gatunku. Każdy kto przyłącza się do tego okrucieństwa ma udział w tej hańbie.
Wydawać się mogło, że po szaleństwie z mordowaniem łosi, po rzezi bażantów i wycinaniu Puszczy Białowieskiej oraz po zamordowaniu rysia (media wymieniały duszpasterza myśliwych i min. Szyszko jako mających swój udział w tym chwalebnym dziele) nic gorszego polskiej przyrody spotkać nie może. Tymczasem okazało się, że jednak może. Od pewnego czasu trwa bezmyślne i okrutne mordowanie na Helu i w Zatoce Puckiej młodych fok.
Foka jest pięknym całkowicie nieszkodliwym i będącym pod ścisłą ochroną gatunkiem morskiego ssaka. W Bałtyku żyją trzy gatunki fok: foka szara (Halichoerus grypus) rzadziej nazywana szarytką, foka pospolita (Phoca vitulina) i nerpa czyli foka obrączkowana (Phoca hispida).
Jedna z wybitniejszych pisowskich „intelektualistek”, specjalizująca się w problematyce niemieckiej – co polega na niszczeniu relacji polsko-niemieckich, szczuciu na Niemca i traktowanie nienawiści i kłamstw na temat Niemiec i Niemców jako najważniejszego miernika patriotyzmu, p. Arciszewska-Mielewczyk była uprzejma ogłosić: ”Foka to ewidentny szkodnik, a Bałtyk nie jest jej naturalnym środowiskiem. Jej pojawienie się u nas to wymysł WWF (błękitny patrol) i ekologów głównie niemieckich, którzy chcieliby przeflancować tu rezerwaty. Musimy zacząć coś robić. Nie ma innego wyjścia”. Inny pisowski „przyrodnik” p. Materna dodał, że „foki to poważny problem”.
Jakiś rybak nazwał foki „łajzami” co za poziom i klasa, padło też wiele nie nadających się do cytowania wypowiedzi wzywających do mordowania tych „szkodników i łajz”.
Trudno o większą brednie pod każdym względem. Foki żyją w Bałtyku prawie od początku istnienia tego stosunkowo młodego morza czyli od ok. 9000 lat. Przy naszym wybrzeżu praktycznie żyje tylko foka szara i jej liczba trudna do oszacowania nie przekracza najpewniej tysiąca osobników. W całym Bałtyku ok. 30 000. Mówienie o fokach w kategorii niemieckiej agresji i krzywdy jaką nam od zawsze wyrządzają Niemcy to brednie p. Arciszewskiej-Mielewczyk, której wszystko jak przysłowiowemu Małemu Jasiowi kojarzy się z jednym, w tym przypadku z Niemcami, którzy dla w/w byli są i będą wyłącznie hitlerowcami, a kto nie jest z PiS-em jest automatycznie zdrajcą na niemieckim żołdzie.
Wprowadzenie do języka politycznego foki jako niemieckiej dywersji mającej zniszczyć polskie patriotyczne i narodowe rybołówstwo to jakiś kolejny rzut szaleństwa połączony z gigantycznym nieuctwem typowym dla pisowców zwłaszcza w kwestiach przyrodniczych i historycznych. Kandydat na prezydenta Warszawy p. Jaki wsławił się kilka lat temu w sejmie pokazywaniem w słoiku wielkiego karaczana amerykańskiego (Periplaneta americana) mówiąc, że to znaleziona w pociągu pluskwa, która dotkliwie pokąsała pasażerów. Karaczan jest od pluskwy większy kilkadziesiąt razy i nie atakuje ludzi (pluskwy żywią się krwią stałocieplnych), a karaczan odżywia się szczątkami organicznymi głównie roślinnymi.
Oczywiście trudno oskarżać p. Arciszewską-Mielewczyk o bestialskie zamordowanie kilku fok. Z pewnością jednak wzywanie do zabijania fok, mówienie o nich jako obcych i wrogich naszej faunia, a także przyczyniających się do nędzy rybaków, którym wyżerają z sieci złowione ryby jest absurdem i do mordowania fok może prowadzić. Podział na gatunki rodzime i obce jest sztuczny, płynny i w sumie absurdalny tak jak każdy wywód nieuka. Kasztanowce, które na stałe wrosły do naszego krajobrazu, przyrody, poezji i piosenki są w Polsce trochę ponad 200 lat, akacje, bzy, jaśmin i forsycje jeszcze krócej. Trudno sobie wyobrazić Polskę bez akacji. Cała prawie fauna jest młodsza niż 15 000 lat czyli od cofnięcia się lodowca i wymarcia fauny lodowcowej (najbardziej znane to mamuty, nosorożce włochate, lwy i niedźwiedzie jaskiniowe). Idąc rozumowaniem p. posłanki należałoby wyciąć większość lasów i wymordować większość zwierząt jako obcych. Informuję w/w, że tylko w ostatnich latach do naszego kraju weszły modliszki (były, ale teraz są b. liczne), szakal złocisty, szop pracz, zaskroniec rybołów, papuga Aleksanderetta, jenot, kilka gatunków pontyjskich kiełży (Gammaridae), kilkanaście gatunków ryb oraz wiele innych zwierząt i oczywiście roślin.
Foki są piękne, urocze, sympatyczne a szkody jakie wyrządzają rybakom powinny być rekompensowane tak jak w przypadku innych zwierząt. Mordowanie ich jest niebywałą podłością, niczego nie rozwiązuje, a połączone z trudnym do wytłumaczenia okrucieństwem jest hańbą naszego gatunku. Każdy kto przyłącza się do tego okrucieństwa ma udział w tej hańbie.
Stefan Niesiołowski
Jan Hartman: Pornograficzny dylemat – PiS chce ograniczyć dostęp do pornografii

Jan Hartman
Nie wątpię, że PiS kieruje się zwykłą pruderią i religianctwem, niemniej zasłania się ważnym argumentem, iż pornografia uzależnia i jest społecznie szkodliwa. Ma też rzekomo przyczyniać się do większej liczby rozwodów.
PiS chce ograniczyć dostęp do pornografii. Taką zapowiedź usłyszeliśmy ze strony sejmowego Zespołu ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień i Zespołu na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej. Możemy się spodziewać ciekawego sporu. Już dziś protestuje SLD.
Czy każda lewica z natury rzeczy broni wolności oglądania pornografii? Bynajmniej. Właściwie żadna formacja polityczna nie jest pod tym względem jednoznaczna – nawet liberałowie. Istnieją bowiem poważne argumenty zarówno za ograniczeniem pornografii, jak i za pełną swobodą dostępu do niej. Można w imię postępu i swobody obyczajów pornografię w pełni tolerować, a można też zwalczać ją jako jedną z patologii społecznych i ucisku wobec kobiet, a także zagrożenie dla dzieci.
Nie wątpię, że PiS kieruje się zwykłą pruderią i religianctwem, niemniej zasłania się ważnym argumentem, iż pornografia uzależnia i jest społecznie szkodliwa. Ma też rzekomo przyczyniać się do większej liczby rozwodów.
To ostatnie wygląda na kompletną bzdurę, a zresztą rozwody i ich liczba to prywatna sprawa obywateli.
Uzależnienia jednak nie są sprawą prywatną, bo mają poważne skutki społeczne. Tym bardziej dostępność pornografii dla dzieci. Państwo ma obowiązek chronić dzieci przed szkodliwymi dla ich psychiki zjawiskami, a masowe oglądanie filmów pornograficznych przez dzieci z pewnością szkodliwe jest. I z pewnością można orzec, że rodzice nie mają wystarczających narzędzi, aby samodzielnie ochronić dzieci przed dostępem do pornografii.
Nie wiem, czy zablokowanie (choćby częściowe) pornografii w sieci jest technicznie możliwe. Przypuszczam, że nie. Gdybyśmy jednak założyli, że agencja rządowa jest w stanie blokować takie serwisy, to otwarte pozostaje pytanie, czy byłoby to akceptowalne naruszenie swobód osobistych obywateli. Nasuwa się tu analogia z prostytucją oraz sprzedażą alkoholu. Alkohol szkodzi, jakkolwiek spożywany z właściwą kulturą, stanowi ważną i uświęconą przez tradycję przyjemność cielesną i towarzyską. Jeśli nie jest zakazany, to jednak nie tylko z tego powodu, lecz po prostu z racji zupełnej nieskuteczności takich zakazów. Dostęp do alkoholu może być utrudniany – i w wielu krajach faktycznie bywa – za pomocą specjalnych podatków.
Prostytucja od biedy również może być uznawana – w najbardziej wyrafinowanych i luksusowych formach – za element kultury i jakąś tam wartość. Można się z takim stanowiskiem zgadzać lub nie, niemniej prostytucja jest prawie wszędzie dozwolona z tego samego powodu co alkohol: po prostu władze nie mają środków, aby ewentualny zakaz na poważnie egzekwować.
Z prostytucją jest też inny problem, który dotyczy również pornografii. Nie jest jasne, co jest, a co nie jest prostytucją, względnie pornografią. Warunki brzegowe i kryteria nie są bynajmniej oczywiste. W bardzo wiele relacji międzyludzkich związanych z seksem uwikłane są jednocześnie pieniądze – nie zawsze przecież będzie to prostytucja. To samo dotyczy pornografii – przedstawienia seksu w literaturze i filmie są powszechne, a kryterium „obrazu mającego na celu wywołanie podniecenia” jest na tyle głupie, że samo najlepiej pokazuje, jak kiepsko stoimy z demarkacją między erotyką a pornografią.
Osobiście pornografii nie cierpię i ilekroć natykam się na nią przypadkiem, jestem tym poirytowany. Dla mnie to rynsztok, przemoc i patologia. Są jednak i tacy, dla których to rozrywka. Na zdrowie. Nie obchodzi mnie to. Ale właśnie dlatego, że do rynsztoka mam stosunek wzgardliwy, nie chciałbym przykładać ręki do żadnych restrykcji i represji. Zakazywanie pornografii wydaje mi się niezdrową reakcją na niezdrowe zjawisko. Niech sobie gra w tych filmach, kto chce, i ogląda, kto chce.
Jeśli się więc waham w sprawie zakazu, to tylko z powodu dzieci, dla których oglądanie tych bzdur może oznaczać wypaczenie rozwoju psychoseksualnego, a co najmniej wywoływać stany lękowe. Jeśli ktoś wymyśliłby sposób na ocenzurowanie internetu w taki sposób, aby chronić dzieci przed pornografią, byłbym za. Tylko jakoś zupełnie nie mogę sobie tego wyobrazić. Czy wobec tego trzeba by ograniczyć dostęp do tego świństwa także dla dorosłych, z uwagi na dobro dzieci? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by mieć rzetelną wiedzę o skali szkód i krzywd, jakie oglądanie pornografii wyrządza dzieciom. Tymczasem wiem tylko, że takie szkody i krzywdy są – ale jak duże? Nie wiem również, czy patologia i przemoc w przemyśle pornograficznych są tak wielkie, aby traktować go w całości jako działalność o charakterze zbliżonym do kryminalnego.
Bardzo trudno wyrobić sobie zdanie w takich kwestiach. Najczęściej kierujemy się po prostu własnymi odczuciami i wrażliwością, niezbyt licząc się z tym, że tolerancja dla obcych nam obyczajów i szacunek dla wolności są wartościami życia społecznego co najmniej tak samo cennymi jak skromność i wstydliwość, którym pornografia tak hardo rzuca wyzwanie. Nie powiem więc, czy jestem za, czy przeciw. Nie mam zdania. Ale czasem warto ogłosić i takie stanowisko. Bo w debacie publicznej dominują ci, którzy zdanie mają. A ci, którzy się wahają, mają siedzieć cicho i się przysłuchiwać, dopóki się jakoś nie określą. Niesłusznie – tych, którzy nie mają zdania, stać czasami na więcej intelektualnej rzetelności i bezstronności niż pozostałych. „Nie wiem” to także jest głos.
Adam Mazguła: Panie Jarosławie Kaczyński, jest Pan małym, złym człowiekiem

Adam Mazguła
Chore kolano zwykle nie przeszkadza stanąć przed sądem, a o zdrowie może się Pan przecież modlić razem z lekarzami – generałami, specjalistami od klauzuli sumienia, ale w przerwach pomiędzy procesami.
Panie J. Kaczyński,
ostatnio, jak na cywila przystało, leczył się Pan w szpitalu wojskowym, mimo że nawet w okresie obowiązkowej służby wojskowej, jako wzorowy patriota, wykpił się Pan z tego obowiązku.
Jak podają oficjalne komunikaty, sam generał dywizji zaplanował Pański pobyt w szpitalu (bez kolejki), chociaż czas oczekiwania na takie zabiegi wynosi mniej więcej tyle, ile niezwłocznie opublikowane wyroki Trybunału Konstytucyjnego, tj. jakieś 818 dni, czyli 2 lata i 3 miesiące.
Pan generał, którego lista tytułów przekracza standardowe zapisy, osobiście do domu przywiózł Panu kule, a następnie ponad miesiąc diagnozował u Pana chorobę kolana.
Panie J. Kaczyński,
ludzie Panu życzą zdrowia i współczują, bo taką mamy narodową cechę – empatię. Nawet wtedy, gdy wiedzą, że ocieplanie wizerunku przez chorobę przed wyborami, to może być zabieg wizerunkowy, na który Pana niewątpliwie stać.
Niech się więc za Pana kolano modlą opluci przez Pana, wybuczeni na Powązkach, powstańcy warszawscy, rodziny żołnierzy 1 i 2 Armii Wojska Polskiego walczący z bronią w ręku, oficerowie i żołnierze, którym chce Pan zabrać stopnie i emerytury.
Niech się modlą za Pana zdrowie rodziny byłych funkcjonariuszy, których (ponad 41 osób) pomógł Pan uśmiercić, wprowadzając faszystowską odpowiedzialność zbiorową – ustawę dezubekizacyjną, polscy bohaterowie demokratycznych przemian: L. Wałęsa, i rodziny W. Bartoszewskiego, B. Geremka, T. Mazowieckegoi i inni, którym zabiera Pan godność każdego nieomal dnia, zmienia ich życiorysy i szczuje na nich w każdy możliwy sposób.
Niech Panu dobrze życzą członkowie służby publicznej, których nakazał Pan zwolnić i zamienił ich Pan w urzędach publicznych na niewykształconą ciemną i brunatną masę niekompetencji.
Niech Pana błogosławią zwolnieni nauczyciele, oszukani rolnicy, zdegradowani przedstawiciele inteligencji polskiej, artyści, profesorowie i inżynierowie.
Niech Pana bronią odesłani na emerytury uczciwie służący żołnierze, policjanci, strażacy …
Niech się wznoszą na wyżyny człowieczeństwa i życzą Panu dobrze rodziny osób z niepełnosprawnościami, chorzy czekający latami na wizytę u specjalisty, aptekarze, pielęgniarki i lekarze, którzy, zamiast leczyć zgodnie z Pana wytycznymi, mają się chować za klauzulami sumienia, wzywając do pomocy Boga.
Niech Panu życzą zdrowia rodziny dzieci zgwałconych przez księży, których Pan chroni wspólnie z hierarchami kościelnymi, pobite i zgwałcone kobiety, którym zabiera Pan prawo do ochrony przed przemocą w rodzinie.
Niech życzą Panu zdrowia niewinnie osadzeni za aborcję, za polityczne skazanie jak Tomasz Komenda, rodziny Barbary Blidy, Igora Stachowiaka, pobici czy wygnani, a pracujący legalnie w Polsce, przedstawiciele innych narodów, ludzie innych nacji, którzy ośmielili się rozmawiać w tramwaju czy na ulicy w innym języku.
Życzę, aby za Pańskie zdrowie modlili się poszargani przez Pana sędziowie, dyplomaci, eurodeputowani, posłanki i posłowie opozycji.
Niech Pan prosi o modlitwę tych, którym policja połamała ręce, bo protestowali pokojowo przeciwko marszom faszystów, spisani uczestnicy Pańskiego dochodzenia do prawdy – prywatnego zgromadzenia zamkniętego, którego ochrona przez około 2, 5 tys. policjantów kosztowała co miesiąc miliony złotych.
Niech się za Pana modlą ludzie codziennie zatruwani najgorszym powietrzem w Europie. Przecież to Pańska mafia wydała 700 zezwoleń na przywóz szkodliwych substancji i śmieci do naszego kraju, które płoną prawie każdego dnia, degradując środowisko, zabijając ludzi i zwierzęta. Wszystko to dzieje się z represjami w stosunku do ekologów i przyrodników, ujawniających ten morderczy dla społeczeństwa proceder.
Panie J. Kaczyński,
proponuję, aby skierował Pan swoje prośby o pomoc w ochronie swojego zdrowia do tysięcy rodzin utopionych w Morzu Śródziemnym uchodźców, uciekających przed okropnościami wojny i przed śmiercią.
Niech Pan zapyta o współczucie dla siebie rodziny ekshumowanych ofiar katastrofy lotniczej, rodziny, które chciały godnie pochować swoich bliskich, a nie walczyć z pańskimi paranoikami prokuratorskiej głupoty i przemocy cmentarnej.
Panie J. Kaczyński,
dowiedziałem się wczoraj, że matka zamordowała swoje kalekie dziecko i popełniła samobójstwo – nie miała dostępu do jednej z podstawowych wolności człowieka, czyli prawa do pomocy społecznej i do wolności przed opresją państwa.
Dzisiaj z kolei czytałem o zakupionej jeszcze przez poprzednie rządy aparaturze do leczenia raka, wykorzystywanej w 15 %.
Niech się za Pana modlą rodziny tych, którzy nie doczekali się pomocy medycznej i zmarli, bo nie ma lekarzy i pielęgniarek, a tak naprawdę – lecznictwo jest jedynie na usługach aparatu władzy, bez względu na klauzulę sumienia, co Pański przykład obrazuje dobitnie.
Panie J. Kaczyński,
jest Pan winowajcą, jest Pan po prostu małym złym człowiekiem!
Współczucie należy się wszystkim tym, którzy spotkali Pana na swojej drodze. Żyje Pan w kłamstwie, oszukuje Polaków, otacza się szczelnym kordonem jarmarcznych podpalaczy kraju, kieruje Pan mafią nieodpowiedzialnych i sfrustrowanych wazeliniarzy, z wytartymi od klęczenia kolanami.
Panie J. Kaczyński,
życzę Panu, aby nie przez spowiedź w konfesjonale skompromitowanego biskupa S. Dziwisza, ale przed ludźmi, których Pan skrzywdził, przed narodem, któremu Pan ubliża, odpowiedział za niszczenie konstytucji, korupcję, rozpacz, utratę godności, a nawet śmierć wielu ludzi, do której się Pan przyczynił.
Życzę Panu szybkiego i sprawiedliwego osądzenia jego przestępczej działalności, bez względu na stan zdrowia.
Chore kolano zwykle nie przeszkadza stanąć przed sądem, a o zdrowie może się Pan przecież modlić razem z lekarzami – generałami, specjalistami od klauzuli sumienia, ale w przerwach pomiędzy procesami.
Zawsze z życzliwą dobrą radą,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Adam Szejnfeld: UE – nie taki diabeł straszny, jak go malowali!
Wykup ziemi, ogromna podwyżka cen, bankructwo firm, niewyobrażalna konkurencja, limity produkcyjne, zalew żywności zmodyfikowanej genetycznie, upadek moralności i wartości narodowych, utrata suwerenności…

Chyba wszyscy pamiętają hasła, którymi straszyli Polaków przeciwnicy wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej przed referendum akcesyjnym zaplanowanym na 7 i 8 czerwca 2003 r.
Eurosceptyczne partie prześcigały się wówczas w wymyślaniu coraz to nowych argumentów, które miały przekonać polskie społeczeństwo do zaznaczenia odpowiedzi „NIE” przy pytaniu: Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?
Mija 15 lat. Warto może więc przyjrzeć się, czy którekolwiek z antyunijnych straszydeł naprawdę miało ostre szpony i zęby.
„Niemcy przyjadą i wykupią naszą ziemię”.
Od 2004 r. systematycznie maleje ilość gruntów kupowanych przez cudzoziemców. W 2003 r. wydano prawie 1,6 tys. zezwoleń na zakup nieruchomości, w 2005 r. było ich 600, a 2017 r. już tylko 224. Największe zainteresowanie nabyciem nieruchomości w Polsce wykazują cudzoziemcy z Europejskiego Obszaru Gospodarczego, ale wśród osób fizycznych są to nie Niemcy, ale… obywatele Ukrainy. W 2017 r. otrzymali oni 134 zezwolenia, co stanowi prawie 50 proc. wszystkich zezwoleń dla obcokrajowców na nabycie nieruchomości gruntowych!
„Grozi nam upadek polskiego rolnictwa”
Już po wejściu do UE mówiono, że rolnictwo nie skorzystało na intergracji, a marne dopłaty, które dostali rolnicy, nie zrekompensowały im nawet wzrostu kosztów produkcji. Z perspektywy 14 lat, widać jak ogromną okazało się to bzdurą. Od wejścia Polski do UE do naszego rolnictwa skierowano ponad 45 mld euro. Rolnicy, którzy najbardziej byli przeciwni przystąpieniu do Wspólnoty, stali się jej największymi beneficjentami. W ciągu ostatnich 14 lat przeciętny miesięczny rozporządzalny dochód polskiego rolnika zwiększył się o ponad 80 proc., a roczne wydatki na inwestycje powiększyły się aż 200 %. Dzięki skutecznemu wykorzystaniu przyznanych nam środków polskie rolnictwo przeszło prawdziwą metamorfozę odnosząc obecnie wielkie sukcey w Europie i na świcie.
„Czeka nas załamanie polskiego złotego”
Hym… 1 maja 2004 r. 1 euro kosztowało 4,78 zł, a 30 maja 2018 r. tylko 4,31 zł. Dzięki mocnej złotówce, nie spełnił się też czarny scenariusz o niewyobrażalnej drożyźnie. Inflacja pozostawała na poziomie innych krajów Unii. Owszem, ceny poszły w górę, ale dlatego, że w tym czasie rosły też płace i zwiększała się siła nabywcza pieniądza. Nie doszło także do masowych bankructw polskich firmy. Odwrotnie. Na Wspólnym Rynku radzą one sobie świetnie. Pomiędzy 2003 a 2012 r. zyski eksporterów powiększyły się np. o niemal 200%. Szacuje się, że dzięki obecności na jednolitym rynku polscy przedsiębiorcy zarabiają dodatkowo 300 mld zł rocznie!
Unia Europejska to spełnienie marzeń pokoleń Polek i Polaków o byciu częścią społeczności Cywilizacji Zachodu.
Po latach przymusowej izolacji i walki o niezależność, w końcu się udało!
Wybraliśmy demokrację, praworządność, wolność, równość, rozwój i otwartość. Wartości, które są podstawą istnienia Zjednoczonej Europy. Trzeba tego bronić! To polski interes stanu!
Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
Apel Unii Europejskich Demokratów do Komisji Europejskiej

Gabriela Lazarek do J. Kaczyńskiego: Stajemy się narodem, który jest gotowy bronić własnej Ojczyzny, przed Panem
Panie Jarosławie!
Chciałabym Panu podziękować za lekcję patriotyzmu, jaką nam-obywatelom Pan zafundował.
Nigdy wcześniej nie czułam się patriotką. Nie zastanawiałam się nad swoją przynależnością do narodu, do kultury. Najprawdopodobniej dlatego, że było to dla mnie tak oczywiste, że nie musiałam się nad tym zastanawiać.
Bardzo często jest tak, że nie doceniamy tego co mamy, póki nie czujemy zagrożenia, że możemy to utracić.
Pan dał nam nieocenioną lekcję patriotyzmu.
Udało się Panu obudzić poczucie przynależności i zjednoczenia w sercach tysięcy Polaków.
To dzięki Panu stajemy się narodem, który w poczuciu obowiązku i przywiązania do naszej polsko- europejskiej tradycji, która ukształtowała się w ostatnim ćwierćwieczu – jest gotów bronić własnej Ojczyzny. Bronić przed Panem.
Gabriela Lazarek

