Sławomir Nitras: Jeśli Kaczyński chce żyć skromniej – to do kolejki!

Sławoimr Nitras
Za komuny mówiło się, że naród pije szampana ustami swoich przedstawicieli.
Dzisiaj Kaczyński postanowił żyć skromniej obniżając pensje posłom opozycji. Elity PIS obniżki oczywiście nie dotknęły.
Jeśli Kaczyński chce żyć skromniej to przypomnę, ze w szpitalu na Szaserów gdzie leczy kolano zwykli ludzie czekają ponad 230 dni na wizytę. Chcesz żyć skromniej to do kolejki!!!
Jan Hartman: Szydło się przeleciała….

Prof. Jan Hartman
Beato - życzę Ci z całego serca synekury w tak pogardzanej przez siebie Brukseli! I długiej, wspaniałej emerytury. I w ogóle wszystkiego dobrego, byle z dala od nas.
77 lotów wojskową Casą do domu za 34 tys. każdy przelot tam i z powrotem (plus koszty konwojów z Krakowa do Brzeszcz) – takie to sułtańskie standardy zafundowała sobie, nie bacząc na procedury i własny wizerunek, Beata Szydło w okresie swego urzędowania na stanowisku premiera.
Sądzę, że nagłośnienie tej sprawy, w powiązaniu ze słynnymi nagrodami dla ministrów, ostatecznie pogrąża ulubienicę Kaczyńskiego i przesądza o tym, że pójdzie w odstawkę. Zwłaszcza że mający do niej słabość prezes z powodu choroby powoli żegna się z władzą.
W walce o schedę po Kaczyńskim Szydło nie weźmie, moim zdaniem, udziału. Nie ma szans na prezesurę partii, nie ma szans na marszałka Sejmu, nie ma szans na nominację do wyborów prezydenckich. Co więc zostaje? Zostaje zsyłka do Brukseli na posadę europosła. I to jest bodajże dla niej najwygodniejsze – robić dla UE nic nie musi (zresztą i nie umie, i nie chce), a 30 tysięcy miesięcznie spływa przez pięć albo i dziesięć lat. Żyć, nie umierać.
Polacy mają głęboko wdrukowany polityczny atawizm, nakazujący im instynktownie postrzegać władzę jako obcą i opresyjną (takiej bowiem zawsze niemalże doświadczali ich przodkowie), wobec czego jedyna rzecz, jakiej oczekują od jej przedstawicieli, to umiar w korzystaniu z przywilejów i luksusów. Wyjątek zachowany jest tylko dla figur królewskich, do których należy (w sposób bardzo ułomny, ale jednak) urząd prezydencki.
W ludowej wyobraźni król (prezydent) symbolizuje nie tyle państwo jako takie, ile potęgę samego ludu, który poprzez atrybuty władzy suwerennej, dzierżone przez władcę, może identyfikować się z państwem i znosić jego ucisk. Dlatego rdzenne społeczności o mocnych rysach plemiennych i feudalnych akceptują blichtr i luksus prezydencki. A czym bardziej go akceptują, tym bardziej odmawiają prawa do niego wszystkim innym urzędnikom. Ich bowiem, łącznie z premierem, chcieliby widzieć jako równych sobie, zrównanych w „nicości” w obliczu władzy najwyższej, czyli królewskiej (prezydenckiej).
Nie daj Boże, gdyby ktokolwiek poza prezydentem miał otaczać się luksusem! Choćby był wielkim mężem stanu i dobroczyńcą narodu. Prawa królewskie przysługują z natury rzeczy królowi, a nie jego poddanym – nawet jeśli tym poddanym jest premier.
W Polsce figura królewska jest jakby zdwojona, bo lud wie, że rządzi szara eminencja prezes, a prezydentem jest jego podwładny, działający niejako w imieniu „króla ukrytego”. Mimo to marzenie monarchiczne w naszej republice ma się dobrze. Dlatego gdy jakaś „jedna z nas” wciąga na grzbiet gronostaje i mości się na tronie, to choćby była jak najbardziej „jedną z nas”, a nawet podkreślała to na każdym kroku i była „najjedniejszą z najnasiejszych”, to ściągnie na siebie nasz ludowy gniew. To się nazywa resentyment – skoro nam luksusy i pańskie przywileje niedostępne, to nie pozwolimy, by korzystali z nich inni. Oczywiście nie pozwolimy tym, którym możemy sobie pozwolić, aby im nie pozwolić. Bo na prawdziwą władzę nie poradzę. Tylko że Beata Szydło to nie żadna prawdziwa władza, a taka sama podwładna i popychadło jak każdy inny w kraju prezesa.
Swoją drogą coś okropnego musiało się stać z umysłem i wyobraźnią Beaty Szydło, skoro ze skromnej pracownicy Muzeum Etnograficznego, a potem burmistrzyni małego miasteczka, stając się premierem, przeistoczyła się w arogancką sobiepanią o manierach ruskiej księżnej.
Strach pomyśleć, jak władza szkodzi ludziom na mózgi i odrywa od rzeczywistości. Czy siedząc w tej Casie, Beata Szydło nie pomyślała ani razu, że rozpiera się w trumnie Beaty Szydło polityka? Pewnie pomyślała, ale prostaczy prestiż i blichtr tu i teraz cieszy bardziej niż wizje ascetycznej kariery w przyszłości.
I bardzo dobrze.
Odejście Beaty Szydło to znaczna ulga dla Polski. Bo tak załganej, nieudolnej i słabej osoby na stanowisku premiera w III RP (a nawet w PRL) jeszcze nie widziano. Nawet zagubiony i otumaniony przez narodowo-katolicką mitomanię Morawiecki żenuje i zawstydza nas mniej, choć przecież żenuje i zawstydza boleśnie.
Dlatego, Beato, dziękuję Ci bardzo za te wszystkie loty Casą i za te wszystkie premie sobie wypłacone. Życzę Ci z całego serca synekury w tak pogardzanej przez siebie Brukseli! I długiej, wspaniałej emerytury. I w ogóle wszystkiego dobrego, byle z dala od nas.
Roman Giertych: Oświadczenie w sprawie Magdy Gessler

Roman Giertych
Do mojej kancelarii zwracają się różne media o informacje w sprawie nowej sprawy, którą wytoczyła spółka Tourtrend Sp. z o.o. Hotel Dolina Charlotty pani Magdzie Gessler w spr. wypowiedzi po ostatnim, ostatecznym zwycięstwie nad tą spółką, które zostało osiągnięte w Sądzie Najwyższym.
Chciałbym poinformować, że nie wiemy nic o żadnym postanowieniu zabezpieczającym, które miało być rzekomo wydane przez SO w Warszawie w spr. opublikowanego na fb oświadczenia Magdy Gessler po wygranej sprawie przed Sądem Najwyższym.
Jakakolwiek nie byłaby treść tego orzeczenia (z pewnością nie jest ono prawomocne), nie zmieni to faktów przedstawionych poniżej.
Kilka tygodni temu Sąd Najwyższy oddalił jako bezzasadną kasację złożoną przez spółkę Tourtrend Sp. z o.o. – Hotel Dolina Charloty sp. z o.o. oraz pana Mirosława W. – związanego z Hotelem Dolina Charlotty. Wyrok w tej sprawie jest prawomocny, ostateczny i nie podlega zaskarżeniu.
Po tym wyroku p. Magda Gessler poinformowała, że Dolina Charlotty została uznana ostatecznie za winną zniesławienia jej.
Dokonany wpis miał charakter skrótu myślowego, gdyż winnym w procesie karnym oczywiście została uznana osoba fizyczna – pan Mirosław W., który jest osobą związaną (a pewnie kierującą) Doliną Charlotty jako hotelem i spółką. Wina ta została stwierdzona wyrokiem Sądu Okręgowego w Słupsku.
Sąd Najwyższy oddalił kasację pana Mirosława W. od wyroku uznającego go winnym zniesławienia pani Magdy Gessler, stąd wspomniana kwestia została poruszona w oświadczeniu na fb.
Jednocześnie Sąd Najwyższy oddalił kasację Tourtrend Sp. z o.o. – Hotel Doliny Charlotty od wyroku umarzającego warunkowo postępowanie wobec pani Magdy Gessler. Strona skarżąca wnosiła o wydanie wyroku skazującego Magdę Gessler i przegrała.
Obecnie trwa procedura wyegzekwowania kosztów zasądzonych dla Magdy Gessler przez Sąd Najwyższy od Mirosława W. i w/w spółki.
W dniu dzisiejszym złożyłem wniosek o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi Sądu Najwyższego (dopiero bowiem w tym tygodniu akta wróciły do Sądu Rejonowego). Zgodnie z procedurą sąd ma 3 trzy dni na nadanie klauzuli, stąd czynności komornicze wobec Tourtrend Sp z.o.o. – Hotel Dolina Charlotty i wobec Mirosława W. nie rozpoczną się prędzej niż w przyszłym tygodniu.
W odniesieniu do nowego pozwu osób lub podmiotów związanych z Hotelem Dolina Charlotty nie możemy niestety nic nowego powiedzieć, gdyż go nie otrzymaliśmy. Jestem jednak przekonany, że ostateczny wynik tych kolejnych roszczeń będzie podobny jak poprzednich.
Roman Giertych
Adwokat
Ryszard Petru: Polska ma problemy z niepełnosprawnością

Ryszard Petru
Polska ma problem z niepełnosprawnością. Najlepszym tego przykładem jest walka rodziców i opiekunów takich osób, którzy od wielu dni protestują w Sejmie.
Każdy z nas, niezależnie od pochodzenia, wyznania, stanu zdrowia, czy orientacji seksualnej jest równy wobec innych i ma prawo do szansy na rozwój i godne życie.
W wielu krajach osoby z niepełnosprawnością mają możliwości rozwoju, dobrą opiekę i szacunek otoczenia.
Ci, którym pozwala na to stan zdrowia pracują, zakładają firmy, płacą podatki, tworzą sztukę lub zdobywają medale sportowe.
Polska ma problem z niepełnosprawnością. Najlepszym tego przykładem jest walka rodziców i opiekunów takich osób, którzy od wielu dni protestują w Sejmie. Jeżeli jako państwo nie potrafimy ich szanować i skutecznie wspierać, nie możemy o sobie mówić jako o cywilizowanym społeczeństwie.
Kieruję dziś słowa uznania i ogromny szacunek dla wszystkich osób z niepełnosprawnością i ich opiekunów. Każdego dnia walczą o rzeczy, które dla zdrowych osób wydają się oczywiste. Każdego dnia muszą znaleźć w sobie wiele determinacji i siły, by walczyć o swoje zdrowie i o swoje marzenia.
Wszyscy, bez względu na różnice polityczne, powinniśmy ich wspierać.
Ryszard Petru
Roman Giertych: List do Prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej

Roman Giertych
Nie można w żaden sposób liczyć na to, że obecni sędziowie będą respektowali ewentualne wnioski o wyłączanie sędziów powołanych przy udziale nowego KRS, jeśli I Prezes Sądu Najwyższego uznaje, że powołane przez Sejm RP osoby są członkami KRS
List do Prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej mec. Jacka Treli
Szanowny Panie Prezesie!
Zwracam się do Pana o przygotowanie przez prezydium NRA propozycji uchwały Naczelnej Rady Adwokackiej o uchyleniu uchwały z Zgromadzenia Izby Warszawskiej z dnia 21. kwietnia 2018 roku, która została podjęta na podstawie przedłożonej przeze mnie propozycji.
Uchwała Izby zmierzała m.in. do absolutnego zakwestionowania prawidłowości wyboru sędziów KRS dokonanego z naruszeniem Konstytucji RP oraz wszelkich decyzji podejmowanych przy udziale tak funkcjonującej Krajowej Rady Sądownictwa, w tym decyzji odnoszących się do powoływania nowych sędziów oraz wzywała do składania wniosków o wyłączanie sędziów wybranych w sposób nielegalny.
W dniu 27 kwietnia 2018 roku I Prezes Sądu Najwyższego zdecydowała się na zwołanym przez siebie posiedzeniu Krajowej Rady Sądownictwa uznać quorum, w sytuacji gdy na sali były obecne osoby wybrane w sprzeczności z Konstytucją RP, a prawidłowo wybranych członków KRS nie było w liczbie wystarczającej do quorum. Tym samym, w sposób symboliczny, została przez I Prezesa Sądu Najwyższego uznana uzurpacja władzy ustawodawczej nad sądowniczą.
W tej sytuacji słuszna uchwała Zgromadzenia Izby Warszawskiej zawisła w próżni.
Nie można w żaden sposób liczyć na to, że obecni sędziowie będą respektowali ewentualne wnioski o wyłączanie sędziów powołanych przy udziale nowego KRS, jeśli I Prezes Sądu Najwyższego uznaje, że powołane przez Sejm RP osoby są członkami KRS.
Od momentu uznania przez I Prezes SN, że wybór dokonany przez Sejm RP można uznać za wybór członków KRS, wszelkie kwestionowanie tego faktu przez nasze środowisko zawodowe byłoby nieliczeniem się z rzeczywistością, a realizm to cecha naszego zawodu. Nasza obrona niezależności, niezawisłości i legalności sędziów byłaby w tej sytuacji nieskuteczna.
Roman Giertych
Adwokat
Ks. Wojciech Lemański: Ksiądz Isakowicz-Zaleski poszedł na łatwiznę

Ks. Wojciech Lemański
Poszedł ksiądz Tadeusz na łatwiznę. Apeluje do udręczonych osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów, by poszli sobie do domu.
Odezwał się kolejny członek Kościoła hierarchicznego. Zastanawiałem się w jakiej sprawie zabiera ksiądz Isakowicz-Zaleski głos tym razem.
Może pogromca ukraińskich upamiętnień na polskiej ziemi wypowie się w sprawie przeniesienia katyńskiego pomnika w USA?
A może nieformalny kapelan kiboli i nacjonalistów rzeknie słów kilka o katowickim pikniku narodowców?
Może jakiś wiernopoddańczy liścik do geniusza z Żoliborza?
A może choćby pełna zatroskania notatka o biskupie Pieronku albo i o papieżu Franciszku?
Nie, tym razem ksiądz Tadeusz zabrał głos w sprawie protestujących w sejmie osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów.
To jednak swoista odwaga. Po tym, jak skrytykowany został ze wszystkich stron biskup Hoser za skandaliczną wypowiedź na ten temat. Po tym, jak inni członkowie episkopatu nabrali wody w usta w tej sprawie. Odważny ksiądz Tadeusz ponownie (a wiec już kiedyś apelował do protestujących) wzywa, by protestujący odeszli z korytarzy sejmowych i znów zaszyli się w czterech ścianach swoich mieszkań.
Apeluje, by przestali przypominać słowa wypowiedziane przez polityków PIS w tym miejscu i w tej sprawie.
Apeluje, by odczepili się od małżonki prezydenta, nagrodzonej przez księdza Tadeusza orderem i pozwolili jej dalej wymownie milczeć.
Ma ponoć ksiądz Tadeusz gorącą linię z pałacem prezydenckim. Może lepiej by zrobił wystosowując apel w tej sprawie do pogromcy konstytucji i jego współpracowników? Mógłby zastukać pokornie do szpitalnej izby prezesa i szepnąć mu na osobności słów kilka o tym, że się prezes milczeniem w sprawie osób z niepełnosprawnościami kompromituje.
Poszedł jednak ksiądz Tadeusz na łatwiznę. Apeluje do udręczonych osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów, by poszli sobie do domu.
Źródło: Ks. Wojciech Lemański/Facebook
Jacyków o seksaferze dubajskiej: Niech autor pilnuje swojego siusiaka, a nie rozlicza polskie celebrytki
Tomasz Jacyków uważa, że jeśli Polki wyjeżdżały do Dubaju z własnej woli, nikogo nie powinien interesować sposób, w jaki zarabiały na życie.

Stylista jest oburzony ukazaniem się publikacji na temat tzw. seksafery dubajskiej. Jego zdaniem książka ta jest przykładem polskiej małostkowości oraz tendencji do interesowania się cudzymi zarobkami i życiem seksualnym.
Książka „Dziewczyny z Dubaju”, autorstwa Piotra Krysiaka, ukazała się w drugiej połowie kwietnia. Opierając się m.in. na dokumentacji sądowej, dziennikarz niegdyś związany z TVP, opisał w niej historie Polek wyjeżdżających do Zjednoczonych Emiratów Arabskich w charakterze luksusowych prostytutek. Wśród nich miały się znajdować modelki, m.in. finalistka programu „Top Model”, artystki, uczestniczki konkursów piękności oraz znane celebrytki. Tomasz Jacyków nie kryje oburzenia publikacją tego rodzaju książki.
– A co tego pana to obchodzi? Niech on dba o swojego siusiaka, czy go wkłada tam gdzie potrzeba, a nie rozlicza polskie celebrytki z tego, co robią, z kim robią i za ile to robią – mówi stylista agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.
Tomasz Jacyków podkreśla, że tzw. seksafera dubajska dotyczy wyłącznie prywatnego życia opisanych przez Piotra Krysiaka kobiet, nie doszło bowiem do przestępstwa. Prostytucja jest w Polsce legalna, a celebrytki wyjeżdżały z własnej woli, zgadzając się na warunki współpracy. Żadna z kobiet nie była również nieletnia.
– Właśnie na tym polega polaczkowo, małostkowość, zaglądanie komuś do portfela, do dupy, wszędzie, byleby odsunąć uwagę od siebie. Cóż to tego pana obchodzi, co panie robią w Dubaju? – mówi stylista.
Zdaniem gospodarza programu „Gwiazdy na dywaniku” obyczaje seksualne każdego dorosłego człowieka, nawet niezgodne ze stereotypowo postrzeganymi normami moralnymi, powinny być jego wyłączną sprawą. Stylista podkreśla, że każda kobieta ma prawo prowadzić takie życie erotyczne, jak lubi, dlatego jest oburzony burzą medialną wokół tzw. seksafery dubajskiej.
– Organy zewnętrzne i wewnętrzne to prywatna sprawa każdej pełnoletniej osoby i używa ich – jeżeli nie robi tego pod przymusem – z własnej, nieprzymuszonej woli. Nikt nie powinien się w to wtrącać, czy jest to nad Zegrzem, czy w Dubaju, to nie ma znaczenia, to nie jego sprawa – mówi Tomasz Jacyków.
Źródło: Newseria
Jan Hartman: Dudy konstytuta prostytuta

Prof. Jan Hartman
Kultura konstytucyjna jest w Polsce żadna, a społeczeństwo dowiaduje się o konstytucji tak naprawdę dopiero teraz, gdy reżim bezczelnie ją łamie. Nie ma tego dobrego…
Prezydent Andrzej Duda upiera się przy referendum dotyczącym konstytucji. Może najpierw przeczyta konstytucję i dowie się, co mówi ona na temat trybu jej zmiany i roli, jaką odgrywa w tej procedurze referendum?
Jest rzeczą zdumiewającą, że nałogowo łamiący konstytucję prezydent Andrzej Duda nieustannie próbuje swoją pogardę dla ustawy zasadniczej usprawiedliwiać jej wadliwością. A jako że jest w jego przekonaniu wadliwa, uzurpuje sobie moralne prawo, by stać się promotorem jej zmiany. I to nawet nie w tych punktach, w których sam konstytucję łamał. Duda co rusz – na zamówienie swego szefa – stawia się ponad konstytucją, więc chce podporządkować się nowej – takiej, jaka powstanie z jego inicjatywy. Będzie przestrzegać takiej konstytucji, która mu się podoba, a nie takiej, jaka jest. W ten sposób pokaże swemu pryncypałowi, że też ma coś do powiedzenia. A pryncypał tak się tym przejmie, że aż głową pokręci: „oj, jak mnie ten chłopak denerwuje – muszę znaleźć nowego na jego miejsce”.

Ot, Andrzej Duda rewolucjonista się znalazł. Z bożej łaski. Doprawdy żałosne to i żenujące.
Prezydent zamiast siedzieć cicho i wstydzić się z powodu łamania konstytucji, urządza hucpę z jej reformą. Tak jakby był nie ostatnim, lecz przynajmniej przedostatnim, który ma moralne prawo nawoływać do zmiany konstytucji. Aby występować z inicjatywą zmiany konstytucji, trzeba najpierw wykazać się szacunkiem dla niej i sumiennością w jej przestrzeganiu. Prezydent stojący na straży nieprzestrzegania konstytucji ma jedno tylko prawo – i to w sensie moralnym! – złożyć urząd. Cała reszta nie ma znaczenia od dnia, w którym po raz pierwszy złamał konstytucję.
A że ustawę zasadniczą trzeba zmienić, to inna sprawa. Wystarczającym powodem jest już sama nieudolność redakcyjna konstytucji, w której panują nieporządek w układzie treści, powtórzenia i pomieszanie pryncypiów z kwestiami zupełnie szczegółowymi, nienadającymi się do regulowania tą ustawą. Oczywiście nader dyskusyjny jest sam ustrój RP, a zwłaszcza podział kompetencji pomiędzy premiera i prezydenta. Są poza tym jednak takie przepisy konstytucji, nad którymi nie warto dyskutować, bo każdy od razu widzi, że są źle sformułowane albo wewnętrznie niespójne. Po prostu trzeba je kiedyś zmienić. Jakie to przepisy?
Przede wszystkim Konstytucja RP nie jest konstytucją suwerennego państwa. Jest w niej wymienione jedno jedyne obce państwo – Stolica Apostolska – któremu gwarantuje się szczególne przywileje na terenie RP. Oto polska konstytucja nakłada na państwo polskie obowiązek zawarcia z Rzymem konkordatu, który wszak z samej swojej natury określa przywileje Kościoła katolickiego, a więc i Stolicy Apostolskiej, niedostępne innym Kościołom i państwom.
Co gorsza, ta wasalizacja Polski względem Watykanu okupiona jest żenującą sprzecznością logiczną, którą aż krzyczy art. 25 naszej kalekiej ustawy zasadniczej. Mówi się tam bowiem (art. 1), że „Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione”, a zaraz potem (art. 4), że „stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem Katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy” oraz (5): „stosunki między Rzecząpospolitą Polską a innymi Kościołami oraz związkami wyznaniowymi określają ustawy uchwalone na podstawie umów zawartych przez Radę Ministrów z ich właściwymi przedstawicielami”.
Toż przecież skoro Kościoły mają być równoprawne, to i stosunki między nimi a państwem polskim muszą być regulowane na tym samym szczeblu i w tej samej formie – dostępnych na równi dla każdego z nich! Skoro nie można ze wszystkimi zawrzeć umowy międzynarodowej (bo nie wszystkie są państwami, gdyż tylko jeden z nich ma taką podmiotowość), to nie można zawierać takiej umowy z żadnym z nich. Po prostu dlatego, że umowa międzynarodowa daje Kościołowi katolickiemu silniejsze prawne gwarancje ustalonych tam przywilejów, niż może to uczynić ustawa.
Tym samym państwowa podmiotowość Kościoła katolickiego staje się pretekstem do nierównego traktowania go (bo mianowicie uprzywilejowania) w stosunku do pozostałych Kościołów. Jest czymś niepojętym, że można zredagować artykuł ustawy zasadniczej zawierający tak oczywistą niekonsekwencję. Nie wiem, czy to paniczny lęk przed Karolem Wojtyłą i biskupami czy jakiś narodowo-katolicki fanatyzm zaszczepiony w duszach autorów konstytucji sprawił, że dopuścili się oni takiego aktu samoponiżenia wobec Watykanu, w którym pokora wobec władzy kościelnej przeważa nad godnością państwa polskiego i szacunkiem dla zwykłej logiki. Wszystko jedno – tak czy inaczej Polska nigdy nie będzie wolnym krajem, jeśli Rosja, Niemcy, Paragwaj czy Stolica Apostolska będą korzystać z konstytucyjnych gwarancji specjalnych praw na ternie naszego kraju.
Są jednakże i inne, mniej drastyczne zagrożenia dla wolności, wynikające z przepisów konstytucji i sposobu ich sformułowania. Otóż wiele wolności konstytucyjnych musi być ograniczonych przez ustawy. W niektórych miejscach, gdy w konstytucji jest mowa o takich ograniczeniach, wskazuje się na ich powody bądź napomina, że ograniczenia nie mogą naruszać istoty danej gwarancji swobód obywatelskich i osobistych, o których mowa w odnośnym przepisie. I tak na przykład art. 64, pkt 3 stanowi, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności”. Niestety, w innych przypadkach konstytucja poprzestaje na prostym upoważnieniu ustawodawcy do ograniczenia danej wolności – bez wskazania na racje i granice takiego ograniczenia. Na przykład art. 49 powiada: „Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony”. Czyli właściwie ustawą można dać organom ścigania dowolnie szerokie uprawnienia do inwigilowania obywateli. I tak właśnie jest – uprawnienia te są w zasadzie niczym nieograniczone.
Dalej: art. 50 mówi, że „zapewnia się nienaruszalność mieszkania. Przeszukanie mieszkania, pomieszczenia lub pojazdu może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony”. I znowu – nie ma żadnej zapory dla autorytarnej ustawy policyjnej.
Podobnie ze sprawą dostępu do informacji publicznej. Konstytucja mówi (art. 51, pkt 3), że „każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa”. Oznacza to, że ustawodawca może ograniczyć prawo obywatela do informacji w zasadzie w sposób dowolny.
Art. 52 w pkt 1-3 stanowi: „1. Każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz wyboru miejsca zamieszkania i pobytu. 2. Każdy może swobodnie opuścić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. 3. Wolności, o których mowa w ust. 1 i 2, mogą podlegać ograniczeniom określonym w ustawie”. Jakim ograniczeniem? Tego się nie mówi. A więc dowolnym!
Podobnie w przypadku art. 57: „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa”.
Jeszcze bardziej nieporadny jest art. 58: „1. Każdemu zapewnia się wolność zrzeszania się. 2. Zakazane są zrzeszenia, których cel lub działalność są sprzeczne z konstytucją lub ustawą”. Ten przepis jest tak wadliwie skonstruowany, że aż niebezpieczny. Oto bowiem jeśli przyjąć, że dążenie do zmiany w jakiejś ustawie lub w konstytucji jest równoznaczne z posiadaniem celu sprzecznego z konstytucją lub ustawą, to właściwie każda organizacja polityczna jest nielegalna. Ale czy założenie to jest słuszne? Czy dążenie do zmiany prawa oznacza cel sprzeczny z prawem? Obawiam się, że tak. Żaden wygibas semantyczny i egzegetyczny tego nie zmieni.
Jak wspomniałem, konstytucja w niektórych miejscach wchodzi w szczegóły niegodne ustawy zasadniczej. Przykładem art. 65, pkt 5, który nakazuje państwu organizowanie robót publicznych: „Władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych”. To istne kuriozum, wzięte chyba żywcem z XIX wieku.
No i wreszcie relikt PRL, tj. art. 68, pkt 3: „Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku”. Dobrze by było, aby władze RP wreszcie zrozumiały, że dyskryminowanie nieciężarnych mężczyzn w średnim wieku w demokratycznym państwie prawnym nie uchodzi, a za to priorytety redystrybucyjne i inwestycyjne oraz kolejność w dostępie do świadczeń nie mogą wynikać z innych względów niż medyczne i epidemiologiczne. Inaczej mówiąc, „szczególna opieka” należy się szczególnie chorym, a nie łysym, pięknym, dwudziestoletnim czy białym.
Polska konstytucja nie jest jedyną, w której w sferze medycznej nagle pojawia się polityczny atawizm w postaci uprzywilejowania jednych grup ludności względem innych. A swoją drogą całkiem wbrew konstytucji w naszym kraju najbardziej dyskryminowaną grupą pacjentów są „osoby w podeszłym wieku”, którym konstytucja daje priorytet względem młodszych.
Nie jedyny to przykład lekceważenia konstytucji. W Polsce łamie się ją każdego dnia na każdym szczeblu. A kontrola konstytucyjności ustaw jest iluzoryczna – jest nią dziś, gdy TK jest biurem podległym dyktatorowi, lecz była i wcześniej, gdy TK jeszcze był niezależny. Po prostu kultura konstytucyjna jest w Polsce żadna, a społeczeństwo dowiaduje się o konstytucji tak naprawdę dopiero teraz, gdy reżim bezczelnie ją łamie. Nie ma tego dobrego…
Roman Giertych: Publicznie wzywam Prokuratora Generalnego

Roman Giertych
Publicznie wzywam Prokuratora Generalnego do wydania polecenia uwolnienia nielegalnie przetrzymywanego posła opozycji.
Siedmiu byłych Marszałków Sejmu uważa (podaję za PAP), że procedura uchylania immunitetu posłowi Stanisławowi Gawłowskiemu nie została zakończona.
Przypomnę, ze Biuro Analiz Sejmowych zleciło trzy opinie prawne, gdzie trzech różnych profesorów z trzech różnych uniwersytetów uznało, że brak przeprowadzenia głosowania nad reasumpcją głosowania oznacza, że nie została zakończona procedura głosowania w sprawie uchylenia immunitetu. To oznacza, że od trzech tygodni poseł Stanisław Gawłowski jest nielegalnie przetrzymywany w areszcie.
Jego nietykalność przewidziana w art. 105 Konstytucji RP została naruszona, a prawo immunitetu, które od wieków chroniło posłów opozycji przed wykorzystywaniem przez władzę organów ścigania, złamane. Pod apelem podpisało się siedmiu z dziewięciu byłych żyjących Marszałków Sejmu, należących do różnych formacji politycznych na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat, w tym b. Marszałek Sejmu z PiS.
Jeszcze dziś Prokuratura winna zwolnić posła Stanisława Gawłowskiego z aresztu, tak aby mógł się z wolnej stopy udać na jutrzejsze posiedzenie przed Sądem Okręgowym. Brak reakcji na powziętą informację o niezakończeniu procedury uchylania immunitetu oznacza, że mamy sytuację nielegalnego pozbawiania wolności oraz wpływanie przemocą (stosowaną przy każdym zatrzymaniu) na funkcjonowanie organu konstytucyjnego RP, czyli Sejmu.
We wtorek poseł Stanisław Gawłowski ma prawo wziąć udział w posiedzeniu Sejmu i głosować w sprawie ewentualnej reasumpcji.
Publicznie wzywam Prokuratora Generalnego do wydania polecenia uwolnienia nielegalnie przetrzymywanego posła opozycji.
Roman Giertych
Maria Nurowska: Elity zawiodły na całej linii

Maria Nurowska
Polska prowincja uwierzyła we wszystkie brednie, które prezes, Macierewicz, oraz reszta, latami wbijali im do głowy. Religia smoleńska otumaniła nie tylko tych starszych wiekiem, ale i młodsze pokolenie. I to jest najbardziej przerażające.
Obejrzałam wystąpienie Morawieckiego w Garwolinie, na które dwie kobiety wniosły transparent antypisowski. I zaczęła się szarpanina.
Z bliska mogłam zobaczyć atakujących emisariuszki obywateli Garwolina, mężczyzn i kobiety. Wykrzywione złością twarze, nieprzytomne spojrzenia, zupełnie jak z płócien Goi.
Oczywiście transparent został rozszarpany, a jego właścicielki popychane i lżone.
Premier #Morawiecki w #Garwolin: postulaty protestujących w Sejmie wypełniliśmy w najlepszy możliwy sposób, tak jak mogliśmy to uczynić; https://t.co/PqZVkstNhN. w ciągu naszych rządów podnieśliśmy rentę socjalną o 50 proc.A to odpowiedź ludzi na sali :NIE KŁAM !!! pic.twitter.com/P4V52TObTZ
— Grzegorz Furgo (@GrzegorzFurgo) May 5, 2018
I dotarło do mnie, że owa społeczność małego miasta, jak w soczewce odbija nastroje w całym kraju.
Indoktrynacja, której ci ludzie zostali poddani odniosła skutek. Polska prowincja uwierzyła we wszystkie brednie, które prezes, Macierewicz, oraz reszta, latami wbijali im do głowy. Religia smoleńska otumaniła nie tylko tych starszych wiekiem, ale i młodsze pokolenie. I to jest najbardziej przerażające.
Dotarło do mnie, że po zmianie władzy, bo w końcu do tego dojdzie, będzie można jakoś załatać nadszarpniętą gospodarkę, ale szkody poczynione w umysłach wyznawców prezesa pozostaną na długo, a może na zawsze. Ci ludzie nie znikną.
Najgorsze, że ta religia trafiła także do szkół i z powodzeniem zaczyna przytruwać młodzież. I to jest nie do odrobienia.
Elity zawiodły na całej linii, jedni poszli w kolaborację, inni na emigrację wewnętrzną, jeszcze inni stwierdzili, że nie będą się kopać z koniem. Były co prawda jakieś zrywy, ale…pokojowe,
Do tej pory podnosiła mnie na duchu myśl, że oni nie będą rządzić wiecznie, teraz nie jestem tego pewna.
Wespół z kościołem katolickim ubezwłasnowolnili połowę obywateli tego biednego kraju, który, kiedy tylko się odbije od dna, wkrótce na nie spada.
Maria Nurowska

