Adam Mazguła: Radość z trupa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Przeraża ta radość PiS-owskich hien, bezmyślnie grzebiących w ludzkich szczątkach, tylko po to, by nakarmić kłamstwo polityczne.

 

Paweł Deresz 8 lat temu pochował z honorami żonę; wcześniej dopilnował, jeszcze w Moskwie, kto zostanie złożony w grobie, żeby nie było żadnych wątpliwości. Wszystkie rodziny miały taką możliwość, ale tylko nieliczne z niej skorzystały.

Mając pewność, kogo pochował, nie zgodził się na ekshumację żony. Pisał odwołania do prokuratury, szukał pomocy sądu, a dzisiaj w nocy jednak ekshumacji dokonano.

Taniec PiS-u na trupach ofiar wypadku lotniczego trwa.

Co chcą znaleźć prokuratorzy w trumnach, czego nie znaleźli w innych grobach? – pyta P. Deresz.

Przeraża ta radość PiS-owskich hien, bezmyślnie grzebiących w ludzkich szczątkach, tylko po to, by nakarmić kłamstwo polityczne.

Powstrzymanie tych aktów przemocy, dokonywanych przez szarańcze nekrofilów, nie jest możliwe – jak niemożliwe jest okazanie szacunku dla rodzin ofiar. Taniec pogardy dla zmarłego człowieka trwa…

Jak doświadczył tego P. Deresz – żadna droga prawna nie wchodzi w grę.

Gdzie zatem jest szacunek i przyzwoitość prokuratury dla tak drażliwych kwestii, gdzie jest wrażliwość społeczna rządzących i katolicka zasada szacunku dla zmarłych?

Od wieków praktykuje się wyciąganie z trumien szczątków katolickich świętych, aby uduchowić ołtarze kościelne. Kardynał S. Dziwisz wciąż rozdaje zasłużonym kościołom i organizacjom krew oraz części ciała Jana Pawła II. Może to taka zasada, by zbezcześcić grób i wykorzystać szczątki do swoich celów?

Rozumiem, może się zdarzyć, że jakiś święty zmartwychwstanie na drugi dzień, ale po 8 latach? Które więc szczątki potrzebne są władzy i w jakim celu? Czy prokurator krajowy, Bogdan Święczkowski będzie handlował kośćmi ofiar?

Czy może coś chce zostawić w trumnach dla potomnych?

Jakikolwiek by przyświecał temu cel, mam wrażenie, że większego narodowego bezczeszczenia zwłok dla celów politycznych w Polsce nie było!

Panie J. Kaczyński i Z. Ziobro, zapłacicie i za tę pogardę dla ludzi i zwłok. A teraz – ciszej nad tymi trumnami, podli nekrofile PiS-u!

Adam Mazguła


Prowadząc wycinkę w Puszczy Białowieskiej Polska naruszyła prawo UE – jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, w wydanym dzisiaj orzeczeniu, wskazał że decyzje polskich władz ws. zwiększonej wycinki w Puszczy Białowieskiej naruszają prawo UE i nie mogą być one uzasadnione bezprecedensową gradacją kornika drukarza.

Protest przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej (maj 2017)

Wyrok został wydany przez Wielką Izbę Trybunału składającą się z 15 sędziów. Od powyższegi orzeczenia nie ma możliwości odwołania.

 

Po ciągnącym się od 2016 roku sporze, swoim wyrokiem Trybunał uznał, iż Polska nie wypełniła zobowiązań wynikających z dyrektyw siedliskowej i ptasiej, zgodnie z którą w 2007 roku Komisja Europejska zatwierdziła wyznaczenie obszaru Natura 2000 Puszcza Białowieska.

Na Polskę nie zostaną nałożone żadne kary finansowe, ponieważ z puszczy wycofano ciężki sprzęt. Jednak w przypadku wznowienia wycinki na terenie Puszczy, Komisja Europejska ma prawo wnioskować o sankcje finansowe.

Dzisiejsza decyzja kończy wielomiesięczny konflikt między Komisją Europejską a Polską, w którym spór o ochronę Puszczy Białowieskiej stawał się pretekstem do podważania regulacyjnej roli Komisji w ustroju Unii. A co gorsza – do otwartego kwestionowania autorytetu Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, co nigdy wcześniej nie zdarzyło się żadnemu rządowi w Unii.

Gdy unijny Trybunał wydał w lipcu 2017 r. doraźny nakaz wstrzymania wycinki w Białowieży (do ogłoszenia ostatecznego, czyli dzisiejszego werdyktu), ówczesny minister środowiska Jan Szyszko publicznie sugerował, że nie posłucha. Leśnicy nie przerwali wyrębu, a także wywożenia ponadstuletnich świerków porażonych kornikiem wbrew zasadom ścisłej ochrony ekosystemu lasów naturalnych.

Korniki w słoju ministra Szyszki

Postępowanie przed unijnym Trybunałem w Luksemburgu dotyczyło decyzji ministra środowiska oraz dyrekcji Lasów Państwowych z 2016 i 2017 r. o dużym zwiększeniu wycinki drzew, oraz wywożenia starych świerków porażonych kornikiem z chronionych obszarów Puszczy Białowieskiej, w tym z części objętej w 2007 r. programem Natura 2000, czyli zaostrzona ochroną w jednym z najlepiej zachowanych lasów naturalnych Europy.

Komisja Europejska  przekonywała, że Polska łamała dyrektywę o ochronie siedlisk przyrodniczych, dyrektywę ptasią (szczególnie w stosunku do dwóch gatunków dzięciołów, sóweczki i włochatki) oraz przepisy o obszarach Natura 2000. Z kolei minister Szyszko, który na jedną z rozpraw z Luksemburgu przywiózł słój z kornikami, przekonywał – że w przeciwieństwie do Brukseli – wie, jak postępować ze szkodnikami w polskich lasach.

 

 

(af) thefad.pl

 

 


Kto jest kim w rodzinie – stopnie pokrewieństwa

Każdy język posiada własne nazewnictwo relacji rodzinnych, które często obejmują tylko te kręgi rodzinne, które utrzymują ze sobą częste kontakty. Dawniej znało się dalszych krewnych i takich nazywano osobnymi określeniami. Współcześnie zakres pojęcia „rodzina” maleje (coraz częściej oznacza rodzinę małą, tj. rodziców i dzieci, w miejsce rodziny wielkiej), a wskutek tego wychodzą z użycia nazwy dla dalszych krewnych (pociotków).

Kto jest kim w rodzinie - stopnie pokrewieństwa

Linia prosta pokrewieństwa

Grupa ta obejmuje osoby, które od siebie pochodzą (w jedną lub drugą stronę), w praktyce ogranicza się na trzecim stopniu pokrewieństwa (pradziadkowie, prawnuki). Dla dalszych stopni stosuje się zwielokrotniony przedrostek „pra-” (np. prapradziadek), co w żargonie genealogicznym czasem różnie zapisuje się z podaniem liczby (np. dziadek 3. stopnia, 3xpradziadek, pra(3)dziadek itp.).

Linię wstępną tworzą przodkowie probanta: rodzice (ojciec, matka), dziadkowie (dziadek, babcia), pradziadkowie (pradziadek, prababcia), prapradziadkowie (prapradziadek, praprababcia), praprapradziadkowie itd.

Linię wstępnych po ojcu nazywa się linią po mieczu (np. babcia po mieczu), a linię po matce – po kądzieli (np. dziadek po kądzieli, ale także pradziadek raz po mieczu, dalej po kądzieli). Zamiast określeń po mieczu i po kądzieli można też używać określeń ojczysty (macierzysty) lub ze strony ojca (matki). Wszystkich męskich przodków cały czas po mieczu nazywa się linią męską (patrylinearną), a wszystkie kobiety cały czas po kądzieli – linią żeńską (matrylinearną).

Linię zstępną tworzą potomkowie probanta: dzieci (syn, córka), wnuki (wnuk, wnuczka), prawnuki (prawnuk, prawnuczka), praprawnuki itd.

Linia boczna pokrewieństwa

W języku polskim wykształcił się szereg osobnych nazw dla rozmaitych relacji.

Gdy probant i jego krewny znajdują się w obrębie tego samego pokolenia, to w drugim stopniu krewnych nazywa się rodzeństwem (brat, siostra). Dotyczy to również rodzeństwa przyrodniego (przyrodni brat, przyrodnia siostra), które pochodzi od jednego tylko rodzica wspólnego z probantem, a drugi rodzic pozostaje różny (zobacz: rodzeństwo). Dzieci narodzone z ciąży mnogiej nazywane są rodzeństwem bliźniaczym (brat-bliźniak, siostra-bliźniaczka, bliźniaczy brat/siostra lub po prostu bliźniak). Z mnogiej ciąży mogą się urodzić (przy wzrastającej liczbie): bliźniaki, trojaczki, czworaczki, pięcioraczki (teoretycznie) itd.

Dzieci rodzeństwa rodziców (w czwartym stopniu) współcześnie w wielu regionach Polski nazywa się kuzynami. Tradycyjna nazwa takiej relacji, używana nadal w niektórych regionach Polski, to rodzeństwo cioteczne (po siostrze rodzica) lub stryjeczne (po bracie ojca, czasem nieprawidłowo także po bracie matki; rzadziej wujeczne, to już bez zastrzeżeń dla obojga rodziców) – brat cioteczny, siostra cioteczna, brat stryjeczny (wujeczny), siostra stryjeczna (wujeczna).

Krewni dalszych stopni w linii bocznej równej (wspólni pradziadkowie lub dalej) to drugie i dalsze kuzynostwo (drugi, trzeci… kuzyn, druga, trzecia… kuzynka). Dla uściślenia podaje się relację pomiędzy rodzicami, tak więc dzieci braci ciotecznych są rodzeństwem cioteczno-stryjecznym, dzieci braci stryjecznych stryjeczno-stryjecznym itp.

W przypadku krewnych z różnych pokoleń linii bocznej (pokrewieństwo w linii bocznej nierównej), współcześnie coraz częściej dla wszystkich stopni stosuje się jednolitą nazwę: wujostwo (wuj/wujek, ciocia/ciotka). Dotyczy to zarówno czyjegoś krewnego (rodzeństwo rodzica, rodzeństwo dziadka itd.) jak i małżonka tego krewnego, który jest już powinowatym (patrz niżej).

Nadal stosuje się jednak w trzecim stopniu pokrewieństwa (tj. dla rodzeństwa rodziców) ze strony ojca określenie stryjostwo – stryj/stryjek (brat ojca), czasem także stryjenka/stryjna na żonę stryja, czyli bratową ojca (nieprawidłowo na siostrę ojca). Stąd wywodzi się rodzeństwo stryjeczne (w czwartym stopniu). Rodzeństwo matki to zawsze wuj lub ciotka, które to określenia mogą również oznaczać rodzeństwo ojca[1]. Podobnymi terminami określa się powinowatych małżonków krewnego wujka/cioci (patrz niżej).

W tradycyjnej terminologii, w czwartym stopniu krewnymi w linii bocznej nierównej (rodzeństwo dziadków) są dziadkowie cioteczni lub stryjeczni. Dalsze pokrewieństwa określa się podobnie jak w przypadku dalszych kuzynów, tak więc cioteczny brat dziadka to dziadek cioteczno-stryjeczny itp.; potocznie jednak wszystkich krewnych z poprzednich pokoleń w linii bocznej nierównej nazywa się wujkami i ciotkami.

Dzieci brata to bratanek i bratanica, a dzieci siostry to siostrzeniec i siostrzenica. Tradycyjnie w przypadku mężczyzny wnuki brata to wnuk stryjeczny / wnuczka stryjeczna, a wnuki siostry to wnuk wujeczny / wnuczka wujeczna lub też, w przypadku kobiety wnuki brata/siostry to wnuk cioteczny / wnuczka cioteczna

Uwaga: określenia kuzynostwo, wujostwo i stryjostwo używane są najczęściej do nazwania nie ogółu osób spokrewnionych w jakiś jeden sposób (wszyscy kuzyni albo wszyscy wujkowie i ciocie), lecz określa się nimi kuzyna (wujka) i jego małżonkę, a więc krewnego i powinowatego (kuzyn + żona = kuzynostwo; ciocia + mąż = wujostwo; stryjek + żona = stryjostwo).

Linia prosta powinowactwa

Powinowactwo rozszerza rodzinę m.in. o krewnych osoby biorącej ślub z probantem. Jeżeli małżeństwo zawiera sam probant, to ze współmałżonkiem (mąż lub żona) nie łączy go ani pokrewieństwo ani powinowactwo (co do zasady!).

Rodzice męża lub żony to współcześnie teściowie (teść, teściowa), ale spotyka się jeszcze swoiste określenie na rodziców samego męża: świekra i świekr (świekier). Dla rodziców probanta biorącego ślub jego małżonek to zięć (mąż córki) lub synowa (żona syna).

Jeżeli współmałżonek probanta ma dzieci z poprzednich związków, to dla probanta są to pasierb (syn) lub pasierbica (córka), a probant jest dla tych dzieci ojczymem (mąż matki) bądź macochą (żona ojca). Tacy rodzice i dzieci nazywani są przybranymi (przybrany ojciec, matka, syn, córka), a rodzina – rodziną przybraną.

Linia boczna powinowactwa

W linii bocznej powinowactwo:

łączy probanta z jakimś krewnym jego małżonka albo
łączy poprzez osobę krewnego probanta małżonka tego krewnego z probantem.

Szwagier to brat małżonka albo mąż siostry. Szwagierka to siostra współmałżonka, bratowa to żona brata. Zwyczajowo nazywa się również szwagrem brata bratowej lub szwagra albo męża szwagierki, analogicznie szwagierką siostrę bratowej, szwagra lub szwagierki albo żonę szwagra. Osób tych nie łączy już jednak stosunek prawny powinowactwa.

Małżonek kuzyna, kuzynki, wujka i cioci nazywa się na ogół tak samo, np. mąż kuzynki (czyli cioteczny lub stryjeczny szwagier) to po prostu kuzyn. Żoną stryja jest stryjenka lub stryjna. Żona wuja to wujenka lub wujna. Wujek jest to określenie na męża ciotki. Zanikło obecnie swoiste określenie męża ciotki pociot (rzadziej naciot), po którym zostało tylko słowo pociotek, oznaczające żartobliwie dalekiego krewnego lub powinowatego.

Rzadko stosuje się jakieś inne, swoiste wyrazy dla np. dziadka od żony, wujka od męża, męża babci ciotecznej itp. Bardzo często (zwłaszcza dla par posiadających wspólne dzieci) rodziców, dziadków, kuzynostwo czy wujostwo każdego z małżonków (rodziców) w kontaktach osobistych nazywa się (po prostu) ojcem, babcią, kuzynem, ciocią itd.

Dalsze koligacje

W świetle przepisów prawa powinowactwo kończy się na relacji pomiędzy współmałżonkiem probanta a krewnymi probanta oraz na relacji pomiędzy samym probantem a krewnymi jego współmałżonka. Pozostałe relacje żargonowo nazywane są zimnym powinowactwem i nie są brane pod uwagę przez prawo jako powinowactwo, ale życie rodzinne jest bardziej złożone i dopuszcza i nazywa także dalsze relacje rodzinne, w których różne rodziny przenikają się wzajemnie (koligacje).

Dzieci rodzica przybranego (ojczyma, macochy) z poprzednich związków nie są z probantem spowinowacone, ale czasem nazywa się je rodzeństwem przyrodnim (nieprawidłowo) lub przez analogię rodzeństwem przybranym (przybrany brat, przybrana siostra).

Należy podkreślić, że o ile przykładowo brat żony to szwagier, a jego żonę nazywa się czasami również szwagierką, to między probantem a żoną brata żony probanta (czyli ową nieprawidłową `szwagierką`) nie zachodzi powinowactwo. Podobnie dotyczy to szwagra i bratowej.

Rodzice zięcia i synowej bywają w niektórych regionach Polski określani jako swat i swatowa (swachna, swacha).

 (af) thefad.pl / Źródło: Wikipedia

 


Adam Mazguła: Samosąd i bezprawie, bo wolno …

Adam Mazguła

Adam Mazguła

PiS wyzwolił bezprawie, kłamstwo i fałszywą wiarę, buduje na niej swoją nieodpowiedzialną politykę, niszcząc kraj.

Z niezwykłą bezczelnością zamalowano w Warszawie obelisk poświęcony żołnierzom radzieckim. Jestem ciekaw, co zrobią nasze władze, kiedy na przykład w Katyniu ktoś zamaluje polskie napisy i symbole, tak w ramach odwetu obywatelskiego…?

Czy taki A. Słomka jeszcze posiada zdolność do odpowiedzialnego myślenia?

Jakie prawo do używania symbolu Polski Walczącej ma taki jeden z drugim rozwydrzony łobuz-zadymiarz?

Kto i na czyj koszt naprawi te szkody, czyszcząc pomnik?

Daleki jestem od gloryfikowania Sowietów, ale to właśnie oni wygonili faszystowskich zbrodniarzy z Polski.

To jest pomnik historii i symbol pamięci o zwykłych żołnierzach, których prawie pół miliona zginęło na polskiej ziemi.

Tak wyglądają w praktyce, sztandarowe dla partii rządzącej, wartości katolickie, fałszywy szacunek dla poległych…

To nie jest potężny obelisk w centrum dużego miasta, który upamiętnia dominację czy poddaństwo, to skromny pomnik w parku, z dala od ruchliwych ulic.

Czym zwykły radziecki żołnierz zawinił, że ten pomnik został zbezczeszczony?

Żaden naród nie niszczy pomników z taką pogardą!

PiS wyzwolił bezprawie, kłamstwo i fałszywą wiarę, buduje na niej swoją nieodpowiedzialną politykę, niszcząc kraj. Odcina się od wszystkiego, co było, bo wierzy, że stworzy nowa historię niepodległej i wspaniałej Polski, na miarę swoich nowych pomników. Oby już nie długo!

Adam Mazguła


Dariusz Lachowski: Indie słowem i obrazem – Miliardy kolorowych, drobnych okruchów

Dariusz Lachowski

Dariusz Lachowski

Teraz odnajduję i składam się, kawałek po kawałku, od nowa. Życie bowiem to miliardy kolorowych, drobnych okruchów po które schylam się każdego dnia by je zbierać i zestawiać w piękną choć kruchą całość.

 

Miliardy kolorowych, drobnych okruchów

Savji Dholakia, założyciel spółki Hari Krishna Exports jest jednym z najbardziej szczodrych szefów i to nie tylko w Indiach, a może i na świecie. W ubiegłym roku roku podczas święta Diwali rozdał swoim pracownikom około 1200 samochodów.

Obchody święta Diwali w 2017 roku wypadły 19 października i zastały mnie w Musiri. Choć na południu Indii nie są tak uroczyście obchodzone jak w Mombaju, to… nie będzie dziś o święcie Diwali, do którego powrócę jeszcze w przyszłych wpisach. Dziś czas rozpocząć podróż, zmierzyć się ze wspomnieniami i podzielić obrazami.

Gdy odrzucę na bok, gdybym je miał, różnice światopoglądowe, wyznaniowe i te związane z kolorem skóry, zastanawiając się na jakim pięknym świecie przyszło mi żyć, to zaraz nabieram rumieńców. Nieskończenie piękne jest to życie, cudne i kruche zarazem, a bywa i tak, że kończy się tam, gdzie nie zakiełkowało jeszcze na dobre.

Podobnie z przyjaciółmi, szybko się pojawiają i jeszcze szybciej znikają, w większości to tylko ulotne momenty spotkań, bryza letniego wiatru zagubiona w bezkresie nawałnicy.

 

Teraz odnajduję i składam się, kawałek po kawałku, od nowa. Życie bowiem to miliardy kolorowych, drobnych okruchów po które schylam się każdego dnia by je zbierać i zestawiać w piękną choć kruchą całość.

Czy zmienia to coś w mym postrzeganiu tego co tu i teraz? Takim pytaniem zakończyłem jeden z poprzednich wpisów, dziś do niego powracam. Podobnie jak dorosły powraca do miejsc związanych z jego dzieciństwem, po latach są nie do poznania.

Lot do Abu Dhabi. Podróż nie wydała się zbyt uciążliwa ani zbyt długa, to za sprawą bardzo miłej obsługi, a do tego smacznych, pachnących posiłków. Na lotnisku krótka chwila odpoczynku w oczekiwaniu na kolejny lot, a potem ponowny start w przestworza. Lądowanie w Cochin stało się ostatecznym wytchnieniem w trudach podróży. Zaciągałem się tym powietrzem dookoła mnie, kolejny haust jeden za drugim obcego dla mnie eteru. Co ze sobą niósł?

Abu Dhabi International Airport – gdy wszyscy pójdą wkrótce spać. Fot. Dariusz Lachowski

Pierwsze kroki na ziemi Królowej Morza Arabskiego – Kochi, to przede wszystkim zmagania ze swą ludzką ułomnością, trudami tutejszej pogody: wilgocią, deszczem i temperaturą.

W oczekiwaniu na kierowcę, stoję na zewnątrz lotniska. Jedna za drugą podjeżdżają taksówki, mrowią się żołnierze i policjanci, przyjechał ktoś ważny, jedno wielkie zamieszanie i utrudnienia w codziennym życiu lotniska. Czuję jak powoli, kropla za kroplą, z każdą mijającą minutą koszulka staje się lepka i wilgotna.

W głowie kotłuje się tylko jedna myśl: oto tu jestem, szczęśliwie wylądowałem, wypełniło się!

To co spędzało mi sen z powiek przez ostatnie lata stało się rzeczywistością. Teraz będę mógł zobaczyć, usłyszeć i poczuć to co było tylko marzeniem, nieokreślonym pragnieniem – w końcu dotknę nieznanego. W lekkim poszumie monsunowego deszczu do rzeczywistości przywraca mnie dźwięk zdenerwowanego telefonu, kierowca tu gdzieś jest. Krótkie zdania powitania, walizki, kilka słów, trzask zamykanych drzwi, zmęczenie, deszcz, pomruk samochodowych kół, dźwięki klaksonów.

W drodze do Fortu Kochi i mego pierwszego miejsca postoju, próbuję choć na moment zasnąć, wyrównać różnicę czasu – na próżno. Dookoła dźwięki, obrazy i zapachy, uderzają, nie pozwalają ani na sekundę zamknąć powiek. Tu za oknami noc zaciera ślady dnia, tam w Chicago dochodzi południe, czas ochłonąć, po prostu zasnąć, ale jak? W końcu przychodzi sen.

Po nagiej, betonowej posadzce hotelowego pokoju zaczynają pełzać pierwsze promienie dnia, wychodzę. Sklepy jeszcze zamknięte, a miasto śpi. Spłoszone psy udając przyjaźń, w oczekiwaniu na jakikolwiek kawałek pokarmu podążają za mną krok w krok z tą jednak różnicą, że one znają miasto, a ja wylądowałem tu wczoraj wieczorem. Bezdomny przez najbliższe dni w poszukiwaniu spełnienia marzeń przyglądam się porannym rytuałom rybaków walczących z codziennością.

 

Przyglądam się rybakom walczącym z ich codziennością. Fot. Dariusz Lachowski

Kochi Fort to miasto pełne historii i zabytków, malowniczo położone w stanie Kerala na południowo-zachodnim wybrzeżu Indii, od XIV wieku pełniło rolę najważniejszego centrum eksportu przypraw, takie pozostało do dnia dzisiejszego. Z dużym powodzeniem pełniło także ważną rolę handlową w sieci dystrybucyjnej z krajami arabskimi tuż przed okresem ich pełnej islamizacji. Okupowane było przez Portugalczyków, Holendrów i Brytyjczyków, to tu znalazł swój pierwszy spoczynek Vasco da Gama.

Vasco da Gama zmarł w Boże Narodzenie 1524 roku. Fot. Dariusz Lachowski

Kochi stało się pierwszą europejską kolonią w Indiach, a dziś zajmuje pierwsze miejsce w rankingu międzynarodowych i lokalnych przylotów w celach turystycznych. To tu pokojowo współistnieją wyznawcy hinduizmu i islamu, a także chrześcijanie, żydzi czy dżiniści i sikhowie. Jest tu też, wyjątkowa, bo publiczna, pralnia i suszarnia. Miasto tętni życiem, jest wypełnione historią i nie ukrywa przed zwiedzającymi swych małych sekretów: cmentarzy, pomników i chińskich sieci połowowych, lecz przede wszystkim na każdym kroku uśmiecha się do zwiedzających.

Miasto na każdym kroku uśmiecha się do zwiedzających. Fot. Dariusz Lachowski

Zwykło się mawiać: Kerala – God’s Own Country, kraina należąca do Boga, dziś jej mieszkańcy mówią, że tak już nie jest. Właścicielem tego pięknego skrawka ziemi stały się narkotyki, alkohol i diabeł. Zaborczy i chciwy, wysługuje się on umysłami hinduskich nacjonalistów, islamskich fundamentalistów, a także socjalistów, lecz o tym w następnym wpisie. Zbliżała się noc, pora było ruszać dalej.

Dariusz Lachowski – Transcendentphoto


Stefan Niesiołowski: Schody donikąd

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Teraz informuję pisowców, że nie będę podejmował tego rodzaju działań, poczekam na upadek rządów PiS-u czyli na Wolną Polskę i z satysfakcją odprowadzę pomnik największego prezydenta wszechczasów do Kozłówki.

 

10-tego kwietnia 2018 roku został w Warszawie odsłonięty dziwaczny pomnik teoretycznie poświęcony ofiarom wypadku komunikacyjnego pod Smoleńskiem w 2010 roku, a faktycznie pisowskiej władzy nad Polską. PiS bowiem był wykonawcą tego dzieła, organizatorem uroczystości, kontrolerem przy wejściu i beneficjentem. Zwracała uwagę minimalna liczba ludzi obecnych, pusty plac. Obok wojska, policji, pisowskich aparatczyków i osób obłowionych na dobrej zmianie, praktycznie nie było nikogo. Co pokazała miedzy innymi reżimowa telewizja, albo celowo, albo przez niedopatrzenie, za co najpewniej ktoś poniesie konsekwencje.

Nie jest istotna sama szkaradność tego monumentu, bo pod tym względem konkurencja smoleńskich pomników i tablic jest bardzo silna, ani to, że w mediach padają zarzuty o plagiat z jakiegoś niemieckiego dworca, ważniejsze jest to, że nareszcie zakończyły się pisowskie miesięcznice będące spektaklami nienawiści i szyderstwa z religii. Krzyż bowiem był w nich wykorzystywany do apoteozy kłamstwa i agresji, a twierdzenie, że chodzi o modlitwę za zmarłych brzmiało jak szyderstwo i bluźnierstwo.

W każdym razie nareszcie jednej głupoty mniej, a ponadto zwraca uwagę postępująca degradacja Macierewicza. Już nie odgrywał głównej roli jako kapłan smoleńskiej religii i stróż świętego wraku. Stał jako jeden z wielu pomocników Kaczyńskiego, a następnego dnia ogłosił kolejne elementy absurdalnej teorii o wybuchu, chociaż zastrzegał się, że nie mówił nigdy o „zamachu” Co jest o tyle absurdalne, że wybuch bez zamachu przy jednoczesnej dotychczasowej retoryce antyrosyjskiej i potępiającej „smoleńskich morderców, zdrajców, fałszerzy itp.” delikatnie mówiąc nie trzyma się kupy. Jeszcze ciekawsze jest to, że reżimowa telewizja nie nadała wywodów komisji smoleńskiej i generalnie przemilczała udział głównego kapłana smoleńskiego wyznania wiary.

Wywody Macierewicza były powtórzeniem tego co jego komisja miała do powiedzenia do tej pory, a nowym elementem był chyba tylko mocniej eksponowany udział zagranicznych „ekspertów”, którzy najwyraźniej znaleźli sobie dobry sposób na branie polskich pieniędzy, które tak samo jak w przypadku cesarza Wespazjana – non olet.

Pomnik na placu Piłsudskiego będący faktycznie samowolą budowlaną i nielegalnie postawiony zostanie tak jak inne relikty dyktatury wywieziony do Kozłówki, chyba, że Warszawiacy będą chcieli zademonstrować miłość do Ukochanego Naczelnika i wyrażą swój stosunek na miejscu.

Obecnie pomnik zaraz po odsłonięciu jest pilnowany dzień i noc przez umundurowanych policjantów, nieznana jest liczba tajniaków. Świadczy to o dobrym rozeznaniu nastrojów i powszechnym uwielbieniu dla Jarozbawa. Trochę podobna była sytuacja w 1968 roku, gdy zrzuciłem tablicę Lenina na Rysach, to żołnierze i cywile spisywali od tego czasu wszystkich turystów, którzy skręcali czerwonym szlakiem na Rysy, co zdaje się nie uchroniło następnych tablic Lenina przed podobnym losem jaki spotkał tę pierwszą. Zdumiewające jest i inne podobieństwo. Widziałem makietę pomnika Lecha Kaczyńskiego i jest on uderzająco podobny pod względem sylwetki ułożenia nóg, ogólnej postawy do Włodzimierza Illicza w Poroninie, którego razem z kolegami z Ruchu i moim bratem Markiem usiłowałem w czerwcu 1970 roku nieudolnie wysadzić w powietrze i spalić przy okazji znajdujące się obok muzeum tzw. akcja SRUL (Setna Rocznica Urodzin Lenina).

Teraz informuję pisowców, że nie będę podejmował tego rodzaju działań, poczekam na upadek rządów PiS-u czyli na Wolną Polskę i z satysfakcją odprowadzę pomnik największego prezydenta wszechczasów do Kozłówki. Jest jakieś splątanie dróg Lecha Kaczyńskiego i Lenina i nie chodzi tylko o podobieństwo pomników. W pracy doktorskiej późniejszy faktyczny przywódca „Solidarności” i wielki mąż stanu obficie cytował dzieła Lenina co świadczy o dużej erudycji tego naukowca.

Rozpoczyna się sezon zatrzymań i zarzutów prokuratorskich wobec polityków opozycji, przy jednoczesnym uchwaleniu ustaw sądowych likwidujących niezależność sądów i czyniących z Polski państwo, gdzie o wyrokach decyduje partia rządząca jak w dyktaturach. Jest to naplucie w twarz Polakom i naigrywanie się z Unii Europejskiej. Panowie Timmermans, Juncker i inni politycy demokratycznego Zachodu, kiedy skończycie ten spektakl pisowskiej pychy i kłamstwa i wreszcie powiecie dość tego?

Na Jasnej Górze miał miejsce zjazd nacjonalistów i rasistów, którzy mają w swoim dorobku hitlerowskie gesty i rasistowskie hasła (Polska biała). Czcigodny przeor klasztoru o. Marcin Waligóra na protesty, że wspiera ludzi pełnych nienawiści, a więc działających niezgodnie z chrześcijaństwem, odpowiedział „Klasztor jest otwarty dla wszystkich”. Tak wygląda w najczystszej postaci faryzeizm uczonych w Piśmie. Jasną Górę należy bojkotować tak jak Wawel z oczywistych powodów.

Stefan Niesiołowski


Adam Mazguła: Państwo policyjne PiS – nowy etap

Adam Mazguła

Adam Mazguła

PiS – owi już nie wystarczają prześladowania ludzi na ulicach, tych co protestują głośno i bez strachu. Muszą zniszczyć tych, którzy mogą być konkurentami w wyborach.

Sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski został aresztowany na 3 miesiące!

Giertych: „Zła decyzja sądu. Będziemy składać zażalenie”. – Widać jak w ramach „Pakietu Demokratycznego PiS” funkcjonują ludzie Z. Ziobry. To odpowiedź na pytanie, po co upartyjniono prokuraturę i sądy. O ile wiem, chodzi o sprawy sprzed lat, które były już umorzone, ale świadkami są nowi ludzie PiS, których nie można obecnie lekceważyć. Pewnie dlatego sędzia, obawiając się matactwa, zastosował areszt. Przypadkiem przygotowano telewizję i panel dyskusyjny na ten temat w TVPiS.

Nie mam wątpliwości, że to dopiero początek. Czekają D. Tusk, B. Komorowski, i wiele, wiele innych ważnych osób. Nawet posłowie obecnej kadencji sejmu, w obliczu odbierania immunitetów, nie są bezpieczni.

PiS –owi już nie wystarczają prześladowania ludzi, protestujących na ulicach głośno i bez strachu. Muszą zniszczyć również tych, którzy mogą być konkurentami w wyborach. Nieważne są tu powody i prawda; ważne jest, żeby media pokazywały konkurentów politycznych w kajdankach i na ławach oskarżonych. Pewnie są niewinni, ale zanim sąd to orzeknie – będzie po wyborach.

Adam Mazguła: Państwo policyjne PiS – nowy etap

Fot. Marta Bogdanowicz

Jakże inaczej dzisiaj wygląda i moje przesłuchanie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie pod kątem „przestępstw” wobec obecnej władzy. Przypomnę, że przesłuchiwano mnie na wniosek Antoniego Macierewicza i jego podwładnych w odniesieniu do artykułów 128, 133 i 255 kk. Zarzutów mi nie postawiono, ale przygotowano wiele dokumentów.

Art. 128. § 1. Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

§ 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Art. 133. Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 255. § 1. Kto publicznie nawołuje do popełnienia występku lub przestępstwa skarbowego podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 3. Kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie do 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Prawdopodobnie i ja jestem w grafiku aresztowań Z. Zbiobry, ale najpierw tuzy.

Myślę, że ani mnie, ani innych aktywnych przedstawicieli opozycji PiS nie jest w stanie zastraszyć. Brałem to przecież pod uwagę, zanim przeciwstawiłem się władzy.
Gdyby nawet przedstawiono mi jeszcze kilka artykułów z Kodeksu karnego, nadal będę aktywny.

 

Adam Mazguła

 


Jurek Owsiak: Hura, polskie kobiety!

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Blisko 93,3% kobiet - Polek z pierwszej piętnastki tego rankingu przekazuje bardzo dużo pozytywnych emocji. Wymienione panie mają w sobie energię, która mobilizuje do rzeczy dobrych, pełnych uśmiechu, a momentami wręcz radosnych.

 

 

I jeszcze w temacie Kai. Pomijając, Kaju, Twoją abstrakcyjną odpowiedź na mój post na Facebooku, chciałbym poprosić Ciebie, abyś pochyliła głowę nad niesamowitym, międzynarodowym rankingiem, który dotyczy między innymi polskich kobiet.

Ranking nie byle jaki, bo sporządzony przez firmę badawczą YouGov zadomowioną w Wielkiej Brytanii, a słynącą z tego, że wykorzystując internet bada odpowiedzi na takie samo pytanie w różnych miejscach naszego globu. Wyniki są bardzo ciekawe, bo na jednej liście pojawiają się postacie znane lokalnie z tymi, których nie trzeba bardziej przedstawiać, bo to światowy aktor, światowy polityk, czy światowa twarz telewizyjna. Wszystko, oczywiście, w oparciu o internetowych odbiorców, co stanowi globalną podstawę takiego badania. Jednym z pytań, jakie zadano w ostatnich badaniach, było: „wymień osobę, którą podziwiasz” – grono męskie i damskie.

Chciałbym, Kaju, zwrócić Twoją uwagę na to, jak ten ranking kobiet ukształtował się w Polsce. Najpierw mieliśmy kilka etapów badań, które ostatecznie wyłoniły czołówkę najbardziej podziwianych osób. Znalazło się w niej dokładnie 29 kobiet – przez Polaków najbardziej premiowanych. My przyjrzyjmy się pierwszej piętnastce z tej listy. Jest na niej 6 Polek! Bardzo się cieszę, że aż 5 to kobiety związane lub wspierające bardzo mocno organizacje pozarządowe. O jednej pani polityk w tym gronie osobiście tak niewiele wiem, że trudno mi mówić, czy organizacje pozarządowe są jej bliskie. Wolę więc mówić o tych 5, które dały się fantastycznie poznać właśnie od tej strony.

Na miejscu pierwszym znalazła się nasza przyjaciółka, o czym z wielką radością komunikuję – Anna Dymna. Już za moment rusza kolejna edycja jej pięknego Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Tuż za nią – Martyna Wojciechowska, którą także Polacy bardzo mocno kojarzą z jej działalnością na rzecz potrzebujących. Potem absolutna wojowniczka, a także wspierająca chociażby swoimi trofeami liczne organizacje pozarządowe – Justyna Kowalczyk. Kolejna w rankingu Janka Ochojska to jedna z pierwszych kobiet, które podjęły się niezwykle trudnej roli organizatora pomocy dla innych regionów świata. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy trudno w Polsce wytłumaczyć, że także w Syrii ludzie potrzebują pomocy, wsparcia, ratunku.

Potem niespodziewanie jest Beata Szydło, ex aequo z Krystyną Jandą. Dwa kompletnie oddalone od siebie bieguny i to tutaj był mój znak zapytania jeśli chodzi o pracę wolontariacką na rzecz innych.

Z jednej strony niezwykle samodzielna w tak trudnym świecie biznesu związanego z tworzeniem kultury, wybitna aktorka, Krystyna Janda, która najprościej mówiąc sama musi zdobywać środki na swoją artystyczną wypowiedź, tworząc między innymi Fundację na Rzecz Kultury.

Z drugiej strony pani premier Beata Szydło, która współtworząc Polską Fundację Narodową, już na starcie zapewnia jej, z wykorzystaniem środków publicznych, niemal 200 milionowy wkład na koncie. Dla nas samych taka kwota to wynik ciężkiej, dwuletniej pracy, można powiedzieć śmiało, z całym narodem.

Ale ranking jest absolutnie bezstronny i pozycja pani Beaty Szydło dosyć mocna, bo środkowa. Jest tuż pod Królową Elżbietą II, ale nad Michelle Obamą, czy Madonną. Na tej liście jeszcze jedna, polska pani – pani prezydent Jolanta Kwaśniewska, której Fundacja Porozumienie bez Barier zasłynęła w Polsce, zwłaszcza podczas prezydentury jej męża, działając niezwykle efektywnie. To także mówi, jak ogromną wagę przywiązują Polacy do działań pierwszych dam. W nowej Polsce jedynie pani Jolanta Kwaśniewska dała się zapamiętać jako tak bardzo aktywna, działająca na polu charytatywnym.

Cały ranking (włącznie z paniami ze świata) zamyka księżna Kate Middleton, której widok przynajmniej mnie, uspokaja, łagodzi i pokazuje, jak ważnym jest łączenie obowiązków członka rodziny królewskiej z działaniami promującymi dobroczynność. Mnie się to podoba.

I już tylko dla ścisłości, w pierwszej „piętnastce” znalazła się też Angela Merkel, Oprah Winfrey i Shakira. A więc, jak widać, rozpiętość ogromna.

A dlaczego o tym piszę, Kaju? Otóż wynika z tego, że blisko 93,3% kobiet – Polek z pierwszej piętnastki tego rankingu przekazuje bardzo dużo pozytywnych emocji. Wymienione panie mają w sobie energię, która mobilizuje do rzeczy dobrych, pełnych uśmiechu, a momentami wręcz radosnych. Panie te nie mają w sobie focha, zacięcia i potrzeby obrażania innych. Po prostu więc uważam, że wartym jest, żeby z tych 93,3% brać przykład, przykład i jeszcze raz powtórzę – przykład.

Z mojej strony dla wszystkich tych pań gratulacje, a Tobie, Kaju, życzę, abyś i Ty kiedyś na taką listę trafiła.

Jest także lista mężczyzn, ale o niej napisał Robert Biedroń na swoim Facebooku.

Źródło rankingu: https://yougov.co.uk/ne…/2018/…/11/worlds-most-admired-2018/

Jurek Owsiak


Gabriela Lazarek: Walkę o człowieczeństwo nazywa się teraz agresją i bandytyzmem

Gabriela Lazarek

Gabriela Lazarek

Mam wrażenie, że ludzie zapomnieli, że o zasady, o wolność też się walczy. Walka o człowieczeństwo to nie bierność. To niegodzenie się na bezprawie.

 

Jako dziecko, czytałam dużo książek. Jako sześciolatka pochłaniałam Baśnie Andersena, Braci Grimm czy Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy. Uwielbiałam ten świat wyobraźni. Świat ludzi dobrych i złych, gdzie zawsze wygrywają ci dobrzy. Każda baśń zawierała morał i zmuszała do myślenia.

Po latach wiem, że każda z nich uczyła mnie rozróżniać dobro od zła.

Z wiekiem ta przewidywalność stała się nudna. Ciekawsze stały się opowieści nie takie oczywiste, nie zawsze dobre i radosne, często z niejasnym zakończeniem.

Z takich książek uczyłam się czym jest zło. Czym jest czynienie zła i odczuwanie jego skutków. Czym jest walka ze z łem.Czym jest agresja, żal,nienawiść, ból i wiele innych negatywnych doświadczeń, jakie niesie za sobą wyrządzanie zła.

To właśnie nasze odczucia sprawiają, że jesteśmy w stanie rozróżniać dobro od zła.

Z czasem na nowo doceniłam opowieści z morałem. Zamieniłam je na ludzi z krwi i kości. Tych, którzy są wytrwali, sprawiedliwi, empatyczni, wrażliwi, otwarci, serdeczni, twórczy. To oni są inspiracją zamiast postaci z książek.To oni są codziennymi bohaterami w moim życiu.

Oni tak samo poznając świat od najmłodszych lat, wybrali historie z morałem. Robili to przez książki, muzykę, film czy każdą inną dziedzinę sztuki. Inni robili to przez religię, jeszcze inni przez pomoc innym ludziom.

Czasem nawet w najmniejszych gestach. Inni, walcząc z trudnościami, z negatywnymi odczuciami przez wyrządzone im krzywdy. Morał dotyczy praktycznie każdej dziedziny życia.

Ktoś nam zaczął pisać paskudną historię, której jesteśmy bohaterami czy nam się podoba, czy nie. Teraz każdy ma wybór, w jakiej się będzie widział roli. Teraz ważny jest każdy człowiek, który będzie pozyty wnym bohaterem tej historii. Każdy, kogo w życiu kształtowały historie z morałem.

W ostatnim czasie miałam szczęście poznać wielu pozytywnych bohaterów. Takich jak z moich opowieści. Wcale nie doskonałych. Nieraz humorzastych, czasem wybuchowych, ale DOBRYCH. Kochających ludzi. Tak po prostu.

Fot. Marta Bogdanowicz

Ich walkę o człowieczeństwo nazywa się teraz agresją i bandytyzmem, ponieważ nie godzą się na nienawiść, na dzielenie ludzi i okradanie ich z należnych praw.

Mam wrażenie, że ludzie zapomnieli, że o zasady, o wolność też  się walczy.

Walka o człowieczeństwo to nie bierność. To niegodzenie się na bezprawie. To nie pozwalanie na sortowanie ludzi na lepszych i gorszych. To nie stanie i przyglądanie się boku z założonymi rękami.

Gabriela Lazarek

 

#RazemJesteśmySilniejsi
#ObywateleRP
#SejmJestNasz
#TuTeżWygramy


Roman Giertych: Zbrodnia milczenia

Roman Giertych

Roman Giertych

W ich oczach złem jest niezależność, opór, krytyka, bunt. A największym złem: organizowanie oporu. A szczytem tego największego zła, gdy opór rośnie i wygrywa.

 

Myślicie, że Was to nie dotyczy? Bo dzisiaj nie Wy jesteście z kajdankami na rękach.

Myślicie, że po Was nie przyjdą? Bo przecież nie zrobiliście nic złego.

W ich oczach złem jest niezależność, opór, krytyka, bunt. A największym złem: organizowanie oporu. A szczytem tego największego zła, gdy opór rośnie i wygrywa.

Staszek do dziś był odpowiedzialny za techniczną stronę organizowania oporu. I za to płaci cenę ogromną. Uwierzcie mi, wszystkie zarzuty wobec niego to absurd i prowokacja. Każdemu można taką sprawę sprokurować.

Myślicie pewnie po cichu: coś tam musi być w tej sprawie. Sami przed sobą się usprawiedliwiacie, aby nie robić nic.

Polityku, pośle, redaktorze, publicysto, blogerze, obywatelu. Jeśli teraz nie zrobisz wszystkiego co w Twojej mocy, aby pierwszy więzień polityczny nie został przez zastraszane sądy posadzony, to nie miej później do nikogo pretensji, gdy do Ciebie zapukają o 6 rano, a wszyscy powiedzą: widocznie coś przeskrobał.

 

Roman Giertych