Jan Hartman: Kaczyński poddał Smoleńsk

Prof. Jan Hartman
Nam nie wolno dać sobie obrzydzić i odebrać Smoleńska. Nie wolno nam pozwolić zatruć pamięci tej wielkiej tragedii piekielnymi wyziewami paranoi, dobywającymi się z paszczy Macierewicza i innych.
To, co zrobili z ofiarami katastrofy smoleńskiej Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i ich ludzie, jest niewybaczalne. Budowanie poparcia politycznego na paranoi, absurdalnych oszczerstwach i mitologii zamachu jest nie tylko niegodziwością wobec wszystkich tych, na których rzucono haniebne oskarżenia o morderstwo, lecz przede wszystkim jest profanacją pamięci zmarłych, których w najbardziej przewrotny i moralnie odrażający sposób wykorzystano dla celów politycznej hucpy.
I nie ma przy tym znaczenia, czy Kaczyński jest tak głupi, zaślepiony i tak bardzo nienawidzi prawdy, że przez jakiś czas wierzył w zamach. Jego moralnym obowiązkiem było ze smutną prawdą, znaną dobrze od dnia katastrofy, mężnie się zmierzyć. Zwyciężyło w nim jednakże marzenie o zamachu, marzenie o heroicznym micie męczeństwa jego brata, micie narodowym i założycielskim dla tysiącletniej Polski PiS. Zwyciężyły nienawiść do Tuska i zwykła głupota, która każe słuchać podszeptów paranoików, manipulatorów i – zapewne – rosyjskich agentów.
Dziś Kaczyński wie już dobrze, że przegrał. Nie było upragnionego, wyczekiwanego zamachu, a Macierewicz naprawdę jest dokładnie takim, jakim go opisują. Kaczyński stał się dziś moralnym bankrutem, resztkami sił trzymającym się własnego zakłamania. Żenujące jest oglądanie tego upadku.
Żenujące, ale jakoś też budujące. Ma za swoje. Za to, co uczynił 96 zmarłym, za sponiewieranie pamięci własnego brata, którego na siłę chciał kreować na bohatera i męczennika, a w rezultacie go ośmieszył i obrzydził Polakom. Bo dziś jest Lech Kaczyński jedynie tym „trochę mniej strasznym bratem”, jaśniejszą stroną tego bliźniaczego układu, który zawłaszczył kraj i spycha go w przepaść ciemnogrodzkiego autorytaryzmu.
Kaczyński rozpętał w kraju nienawiść i przez osiem lat z najbardziej przewrotnym cynizmem podsycał w nim ogień za pomocą słowa „jedność”. W ustach oszalałych z pychy i świętej zgrozy szowinistów i bigotów słowo „jedność” brzmiało przez te lata jak zapowiedź linczu. Nieprędko otrząśniemy się ze skutków wieloletniej działalności sponsorowanego przez państwo pisowskiego przemysłu pogardy.
Piekło rozpętało się być może już podczas pogrzebu pary prezydenckiej. Komentowałem go na żywo z Grzegorzem Miecugowem dla TVN. Mówiliśmy m.in. właśnie o tym, czy da się uniknąć paranoi i nienawiści po tym, co się stało. Byliśmy bardzo poważni i zatroskani. Ale oni widzieli to inaczej. Oto co powiedział jakiś czas potem Jan Pospieszalski:
Moment przed mszą pogrzebową Lecha i Marii Kaczyńskich w Bazylice Mariackiej w Krakowie. (…) TVN uzgodnił wtedy z miastem, że będzie przekazicielem sygnału telewizyjnego. Przed 40-tysięcznym, rozmodlonym zgromadzeniem narodowym, rzeszą wiernych czekających na mszę świętą, na telebimach pojawia się program TVN, w którym Miecugow rozmawia z Kaliszem i prof. Hartmanem o demonach polskiego patriotyzmu.
Jaki rodzaj pogardy trzeba mieć w sobie, jak bardzo trzeba być odklejonym od narodowej wspólnoty, żeby w takim momencie zafundować zgromadzonym autora „Szkła kontaktowego”? Ludzie zareagowali wrzaskiem: Wyłączyć to! Precz z TVN!
Jedno muszę Pospieszalskiemu oddać. Pomysł, żeby puszczać wtedy na rynku TVN 1:1, tak jak leci, był po prostu idiotyczny. Nie miałem o tym pojęcia. Pewnie wiele razy doszło do jakiejś niemądrej konfrontacji sprzecznych emocji i tragicznie rozbieżnych dyskursów. Na pewno i my (i ja osobiście) ponosimy jakąś winę za eskalację nastrojów. Ale było też z naszej strony zbyt wiele powściągliwości i zaciskania zębów, gdy w imię spokoju reagowaliśmy zbyt słabo na profanację pamięci ofiar katastrofy, łącznie z sadystycznymi ekshumacjami, których jedynym celem było podtrzymanie gasnącego ducha religii politycznej, budowanej na micie rusko-tuskowego zamachu.
Ale nam nie wolno dać sobie obrzydzić i odebrać Smoleńska. Nie wolno nam pozwolić zatruć pamięci tej wielkiej tragedii piekielnymi wyziewami paranoi, dobywającymi się z paszczy Macierewicza i innych. W Smoleńsku zginęło wielu wspaniałych ludzi, a klęska, którą był ten okropny i zatrważający wypadek, była klęską i hańbą dla całego naszego państwa. Pokazało się w najbardziej okrutny sposób, jak niedojrzałe, nieprofesjonalne i niewiarygodne są jego instytucje. Jak bardzo jest ono nieodporne na harcownictwo i głupotę ludzi, którym powierzono odpowiedzialność za jego sprawne funkcjonowanie.
Straciliśmy nie tylko ludzi – straciliśmy tam również wiarę w to, że żyjemy w normalnym i poważnym kraju. Teraz, po latach, to upokorzenie blednie. Mamy w to miejsce jeszcze większe problemy z naszym państwem. Ale właśnie dlatego jesteśmy winni 96 ofiarom katastrofy smoleńskiej powrót pamięcią do nich samych. Ponad chorymi głowami paranoików. A więc cześć ich pamięci!
Jurek Owsiak: List do Kai Godek

Jurek Owsiak
Ponawiam swoją prośbę, abyś choć jeden dzień spędziła z nami w Fundacji WOŚP, przekazując nam swoje doświadczenie jako mamy niepełnosprawnego dziecka, które potrzebuje ogromnej opieki.
Witaj Kaja,
Po przeczytaniu bzdur, które na mój temat wypisałaś u siebie na Twitterze, chciałbym Cię zapewnić, że nie czuję urazy, złości, nie pałam żadną chęcią zgłoszenia tej sprawy do sądu, szczerze od serca Ci wybaczam!
Miedzy innymi z jednego powodu, który niech także będzie dla Ciebie prostym przesłaniem – śpij, Kaju, w tej sprawie spokojnie. Praktyka w polskich sądach jest taka, że podobne wypowiedzi, porównujące kogoś do nazistów, morderców, czy przedstawicieli totalitarnej władzy ze wszystkimi najbardziej krwawymi przymiotami przez tą władzę reprezentowanymi, raczej nie są traktowane jako sformułowania, które mogą kogoś urazić lub zepsuć komuś nastrój.
Sam się o tym przekonałem kilkanaście lat temu, kiedy nawet wykorzystanie mojego wizerunku w czapce SS-mana nie wzbudziło najmniejszej refleksji w orzeczeniu sądowym. Bardziej potraktowano to za żart, żarcik, ot taką internetową pogawędkę, niż jakąkolwiek obrazę moich uczuć.
Także widzisz, Kaju – możesz jeszcze do akcji T4 (dla przypomnienia – prowadzona przez nazistowskie Niemcy eksterminacja chorych obywateli) dołożyć bardziej obrazowy przekaz związany z moją osobą. To jest ten ból wieloletniego ignorowania takich zdarzeń, widoczny dziś w postaci panującego w tych sprawach bezprawia.
Rasistowskie hasła, faszystowskie gesty, leśne urodziny „wodza” – to wszystko w ciągu wielu minionych lat stało się elementem niemal beztroskiego dialogu, którym Ty także się posługujesz. Zwłaszcza to porównanie akcji mordowania ludzi chorych z tym, co robi Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jest dramatyczne, ale raz jeszcze napiszę – szybciej bym Cię przytulił do serca, aby uspokoić Twoje emocje, niż szarpał się w tej sprawie w polskich sądach.
Ponawiam swoją prośbę, abyś choć jeden dzień spędziła z nami w Fundacji WOŚP, przekazując nam swoje doświadczenie jako mamy niepełnosprawnego dziecka, które potrzebuje ogromnej opieki.
Pomożesz nam w podejmowaniu decyzji o pomocy wobec setek dzieci z podobnymi schorzeniami. Spotkasz się tutaj z bardzo miłą atmosferą i myślę, że Tobie i nam takie spotkanie dużo by dało.
Zapraszam także Ciebie na nasz Pol’and’Rock Festival. Może zechcesz podzielić się swoimi doświadczeniami mamy (jako mama Kaja?). Wspaniała, festiwalowa publiczność jest pełna aktywności i chęci działania na rzecz innych ludzi. Ja i nasza Fundacja już od 26 lat przekonujemy ich do tego ze wspaniałym skutkiem, ale zawsze cieszymy się, kiedy kolejny głos wspiera nas w tych działaniach. I powiem Ci, że jak przyjedziesz do nas nasz Najpiękniejszy Festiwal Świata to, co tu dużo gadać, poczujesz wiatr we włosach.
Pracuję tu ze wspaniałym zespołem, a ekipą zajmującą się sprawami medycznymi przede wszystkim dowodzi moja żona. Idąc za Twoim wpisem, można by rzecz, żona nazisty.
Pozdrawiam Ciebie, Kaju, serdecznie. I raz jeszcze – szczerze i od serca wybaczam!
P.S – nie ma dnia żebym nie otrzymał uroczego portretu swojej osoby w najróżniejszej konfiguracji. Na pierwszym „żona nazisty”, przepięknie narysowana przez Anią Węgierską z Czaplinka. A ten drugi to bohaterski portret od dzieci z Przedszkola Magdaleny Jakubiak z Piotrkowa Trybunalskiego.
Jurek Owsiak
Michał Kamiński: Władza psychopatów straciła legitymację do rządzenia

Michał Kamiński
Głosowałem, co było dla mnie oczywiste, przeciwko zniesieniu immunitetu Pani Poseł Pihowicz i Pana Posła Petru. Będę bronił zarówno Pana Neumanna jak i Pana Gawłowskiego.
Pod wpływem argumentacji moich przyjaciół, obiecałem też, i słowa dotrzymam , że nie będę już krytykował publicznie szefa PO.
Ale nie mogę zrozumieć dlaczego, wobec niesłychanej w parlamentaryzmie ingerencji w prawo do wypowiedzi z trybuny Sejmowej, zarówno Pani Kamila (którą cenię i podziwiam), jak i lider PO, nie zdecydowali się na wyjście z sali, o co wraz z kolegami apelowałem.
Dziś skończył się polski parlamentaryzm, w kształcie jakim go znamy. Musimy jasno i wyraźnie powiedzieć.
Władza psychopatów, chciwych obłud ników, łgarzy i fanatyków straciła legitymację do rządzenia.
Opozycja, jeśli chce wygrać musi mieć (przepraszam za kolokwializm) JAJA a nie dawać się prowadzić jak barany na rzeź.
Czas na nową, twardą i odważną opozycję.
Michał Kamiński
Adam Mazguła: Droga do prawdy

Adam Mazguła
Chylę czoła przed Gabrielą Lazarek i wielu innymi zdeterminowanymi ludźmi walczącymi o wolność i demokrację w naszym kraju, przed pozytywnie zakręconymi. To oni dają gwarancję sukcesu i zwycięstwa prawdy nad kłamstwem.
10 kwietnia protest cieszyńskich aktywistów walki o konstytucyjne prawa Polaków odbył się wyjątkowo w Warszawie, przed Pałacem Kultury i Nauki, w miejscu samospalenia się Zwykłego Szarego Człowieka, który, tak jak my, wolność kochał ponad wszystko.

Adam Mazguła, Gabriela Lazarek
Organizatorem tego protestu była Gabriela Lazarek, działaczka Obywateli RP, która od miesięcy, początkowo samotnie, codziennie o godzinie 17. 00 protestowała na rynku w Cieszynie. Czytała Preambułę Konstytucji RP i przesłanie Piotra Szczęsnego. Wykonywała i pokazywała hasła i banery. Narażona na liczne uwagi, a nawet agresję ludu smoleńskiego, doczekała się jednak wsparcia.
Dzisiaj protestuje z nią spora liczba osób przekonanych o słuszności takiego postępowania.
Z zaciekawieniem obserwowałem, jak ludzie okazywali jej szacunek i zainteresowanie.
Okolice miejsca samospalenia Piotra Szczęsnego przepełnione były autobusami, w których przywieziono członków i sympatyków PiS, mających wziąć udział w uroczystym odsłonięciu pomnika smoleńskiego. Ponieważ było już po tych uroczystościach, parking przepełniali oczekujący na wyjazd zwolennicy wiary smoleńskiej.

Jakież było ich zdziwienie, kiedy zobaczyli, oddających hołd prawdzie, ludzi z białymi różami i transparentami. Obserwowali ich ze strachem i zaciekawieniem; było jasne, że większość z nich widziała po raz pierwszy takie zgromadzenie. Rozglądali się zaniepokojeni, jakby się bali, że ktoś zauważy ich zainteresowanie.
A może powinni zakryć oczy albo odwrócić się, by nie grzeszyć? Większość odwracała głowy, zerkała niby przypadkiem, a ci bardziej podchmieleni z pogardą mierzyli nas wzrokiem. To był w przeważającej części zastraszony lud PiS-o-bojnych prostych obywateli lepszego sortu.
Kiedy następnego dnia po miesięcznicy i kontrmiesięcznicy przyszedłem na pl. Piłsudskiego wciąż z białą różą i naklejką „Katyń (nie Smoleńsk) – pamiętamy”, budziłem powszechne zainteresowanie. Tak, jakby pierwszy raz widzieli człowieka z biała różą.
Oddałem hołd osobom, które zginęły w wypadku komunikacyjnym.
Oglądałem to „dzieło architektoniczne”, a ludzie patrzyli na mnie jak na zjawisko. Emeryci i młodzi ludzi z wycieczek coś szeptali, wskazując na moją nalepkę i różę.
Gabriela Lazarek zadała kłam opinii, że w małych miejscowościach niewiele można zrobić. Udowodniła, że można bardzo wiele, tylko trzeba chcieć i mieć, jak ona, motywację, by swoją wiarą w zwycięstwo demokracji i prawdy zarazić całe środowisko.
Przyjeżdżający do Warszawy ludzie pozbawieni są informacji o tym, jak wiele złego robi podła zmiana. Ludzie są zastraszeni i pozbawieni informacji. Nie wszyscy czytają fora internetowe czy mają dostęp do innych wiadomości niż te ze szczującej telewizji Kurskiego i Rydzyka. Jasne się staje, że musimy szukać kontaktu z wyborcami zastraszanymi przez proboszczów i „patriotów regionalnych”.
Chylę czoła przed Gabrielą Lazarek i wielu innymi zdeterminowanymi ludźmi walczącymi o wolność i demokrację w naszym kraju, przed pozytywnie zakręconymi. To oni dają gwarancję sukcesu i zwycięstwa prawdy nad kłamstwem.
Musimy docierać do ludzi z mniejszych miejscowości z przekazem, informacją i ujawnianiem złych intencji władzy. Musimy z ludzi zdjąć widmo strachu przed proboszczem, policjantem i chronionym przez władze fałszywym patriotą.
To jedyna gwarancja życia w prawdzie.
Adam Mazguła
TVPiS „okupuje” kancelarię Romana Giertycha
Roman Giertych opisał na Twitterze zdarzenie jakie miało miejsce wieczorem 12 kwietnia gdy w jego kancelarii przebywał polityk Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski, którego Giertych jest obrońcą.
Ekipa TVP siedzi pod drzwiami kancelarii na schodach blokując przejście. Zostali poproszeni o opuszczenie korytarza, gdyż jest to miejsce prywatne. Odmówili. Jestem zmuszony poinformować Policję o naruszeniu miru domowego. Policja wynosiła Obywateli RP, niech się sprawdzą u mnie. – napisał na Twitterze Roman Giertych
Ekipa TVP siedzi pod drzwiami kancelarii na schodach blokując przejście. Zostali poproszeni o opuszczenie korytarza, gdyż jest to miejsce prywatne. Odmówili. Jestem zmuszony poinformować Policję o naruszeniu miru domowego.
Policja wynosiła Obywateli RP, niech się sprawdzą u mnie.— Roman Giertych (@GiertychRoman) 12 kwietnia 2018
Właśnie dzwonimy na Policję, aby usunęła okupantów z TVP. Prywatne domy nie należą jeszcze do PiS.
Właśnie dzwonimy na Policję, aby usunęła okupantów z TVP. Prywatne domy nie należą jeszcze do PiS.
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 12 kwietnia 2018
Przyjechała Policja.
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 12 kwietnia 2018
Spisują osoby podające się za dziennikarzy (z TVP),które blokują schody. Złożyłem wniosek o ściganie naruszenia miru domowego.
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 12 kwietnia 2018
(af) thefad.pl / Źródło: twitter
Ryszard Petru: Nie przeproszę Wąsika, trzeba nazywać rzeczy po imieniu
Dziś Sejm głosuje wniosek o odebraniu mi immunitetu za nazwanie Pana Wąsika przestępcą.
Pan Wąsik mówi, że wycofa wniosek jeśli go przeproszę.
Uprzejmie informuję: NIE MA TAKIEJ OPCJI! Nie zastraszycie nikogo z opozycji. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu.
Eliza Michalik: Wojciech Czuchnowski powiedział prawdę – Antoni Macierewicz jest kłamcą i przestępcą

Eliza Michalik
Zostałam dziennikarką, ponieważ wierzyłam, że dziennikarze, w interesie obywateli patrzą na ręce politykom. Są jak psy demokracji: szczekają i gryzą, kiedy coś złego się dzieje, kiedy dostrzegają zagrożenie.
Wojciech Czuchnowski powiedział prawdę. Antoni Macierewicz jest kłamcą i przestępcą i powinien odpowiedzieć za to co zrobił krajowi i wielu konkretnym ludziom przed sądami w Wolnej Polsce.
„Kłamca i przestępca” to nie są, kiedy mowa o Macierewiczu, opinie i publicystyka, tylko fakty, powszechnie znane, których świadomość ma i miało wielu – i trzeba było jednego z najbardziej szanowanych dziennikarzy, żeby powiedzieć o nich głośno.
Czy Wojciech Czuchnowski przekroczył granice zawodowej etyki? Osobiście uważam, że nie.
Zostałam dziennikarką, ponieważ wierzyłam, że dziennikarze, w interesie obywateli patrzą na ręce politykom. Są jak psy demokracji: szczekają i gryzą, kiedy coś złego się dzieje, kiedy dostrzegają zagrożenie.
Owszem, w normalnym demokratycznym kraju dziennikarz nie powinien mówić takich rzeczy, nawet bardzo nieprawemu politykowi – w normalnym państwie nie ma takiej potrzeby. Dziennikarz opisuje, a resztę robią niezależne praworządne instytucje.
Tyle, że Polska już nie ma niezależnych, praworządnych instytucji.
Konstytucję i prawo władza zgwałciła, podeptała i codziennie łamie, a policja, prokuratura i sądy straciły niezależność. Zwykli obywatele nie mogą już liczyć na sprawiedliwość i na prawdę, chyba że ktoś ją, jak Wojciech Czuchnowski, głośno i bez strachu wypowie. Szacunek.
Eliza Michalik
Andrzej Żukowski: Obelisk czy obelga?

Andrzej Żukowski
Pomnik Smoleński jest świadectwem jak bardzo jesteśmy słabi jako naród, skoro karykaturalne ucieleśnienie fikcyjnej postaci literackiej Nikodema Dyzmy może nam narzucić swoją wolę
Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie ma w sobie pewną unikalną jakość, której wyrazem jest brak sztywnego monumentalizmu jaki zazwyczaj towarzyszy tak ważnym miejscom.
Być może sprawia to fakt, że są to przecież ruiny Pałacu Saskiego zniszczonego przez wojnę – resztki jego kolumnady, a zatem samo w sobie miejsce i świadectwo cierpienia Narodu i miasta. Niewielki rozmiar tego miejsca i zachowane ślady zniszczeń przywodzą na myśl coś kruchego i cennego, coś co udało nam się ocalić z pożogi; nadaje to temu miejscu wrażenie osobistego, intymnego kontaktu z polską historią. Ma w sobie ten Grób coś z dworku szlacheckiego, coś z domu, coś co tworzy jego unikalny, ciepły i jednocześnie dostojny charakter. Ten charakter intymności i ciepła Grobu Nieznanego Żołnierza dobrze służy refleksji, i myślę, że znakomicie oddaje jego intencje i rolę. Oczywiście, każdy z nas ma swoją osobistą percepcję i doświadczenie tego miejsca.
Teraz niedaleko Grobu, na tym samym placu, powstał okazały pomnik, który jest świadectwem nie tak dawnej przecież tragedii – katastrofy lotniczej w Smoleńsku, która pochłonęła 96 ofiar. Wydarzenie to, tragiczne samo w sobie, w ciągu ośmiu lat, które upłynęły, stało się mitem założycielskim nacjonalistycznego skrajnie prawicowego ruchu politycznego Jarosława Kaczyńskiego, wehikułem jego partii aspiracyjnie nazwanej ‘Prawo i Sprawiedliwość’, i narzędziem brutalnego podziału Polaków na comiesięcznych wiecach partyjnych, które stały się zaprzeczeniem dobrego smaku, nie tylko w sensie politycznym, ale i obyczajowym – przecząc wszystkim polskim kanonom żałoby.
Dziwię się, że Kościół zgodził się uczestniczyć w wiecach, które były przecież profanacją godności procesu żałoby, zredukowanej do roli pretekstu do bezustannej agresywnej kampanii politycznej.
Pomnik Smoleński ma zamknąć ten ośmioletni etap „miesięcznic”, chociaż ciągle nie wiadomo jaki przyszły użytek polityczny zrobi z niego Kaczyński, a jest pewne, że zrobi.
Pomijając wszystko inne, jest zrozumiałe, że Kaczyński pragnął dla tego właśnie pomnika (i pomnika swojego brata) miejsca najlepszego – jak by to on sam powiedział – „miejsca z górnej półki”.
Myślę jednak, że stawianie pomników „smoleńskich” właśnie obok Grobu Nieznanego Żołnierza, który jest pomnikiem i symbolicznym miejscem spoczynku wszystkich polskich żołnierzy – wszystkich wojen (a spoczywają tam szczątki bezimiennego żołnierza, sprowadzone z Cmentarza Obrońców Lwowa) i pomnika Marszałka Piłsudskiego – czołowego architekta polskiej niepodległości po rozbiorach, umniejsza raczej niż nobilituje „pomniki smoleńskie” – nie ma bowiem dla tych pomników i pomników wcześniej tam wzniesionych wspólnego tła, treści i kontekstu dziejowego i tak naprawdę nie istnieje żadna rozsądna skala, która pozwoliłaby je uczciwie porównać. Kaczyński tego nie rozumie, bo dla niego wysokość półki jest ważniejsza niż rodzaj i jakość tego co się na tej półce położy.
Może nie warto dłużej zatrzymywać się nad – już teraz kwestionowaną – inspiracją i proweniencją formy nowego pomnika i pomówieniami o plagiat, ale wydaje mi się, że nie pasuje ona ani do lokacji, ani do treści tego monumentu. Ciężka czarna kanciasta bryła przeczy wdziękowi „dworku” jakim jest Grób Nieznanego Żołnierza i narzuca ponury ton miejscu, które, chociaż dostojne i poważne – jest także w jakimś sensie radosne – przecież Ona nie zginęła, żyje właśnie dzięki wszystkim naszym poległym żołnierzom.
Grób Nieznanego Żołnierza to nie jest przecież symbol naszych klęsk, to przede wszystkim miejsce naszego hołdu dla odwagi i poświęcenia naszych żołnierzy, a zatem – celebracja ich życia i ofiary jaką złożyli.
Pomnik Piłsudskiego z kolei to celebracja odzyskania naszej państwowośc po stuleciu zaborów, a zatem – znowu okazja do dumy i radości.
Zaś Krzyż Papieski to świadek zjednoczenia całego narodu – wszystko czym nowy pomnik nie jest.
Sam pomnik Smoleński – w moich oczach, powinien bardziej odzwierciedlać ducha Ikara – tragiczny upadek wyrosły z pasji i dążenia do doskonałości, jakkolwiek byłoby to przekłamaniem przyczyn samej katastrofy, ale odzwierciedlałoby historie życia wielu jej ofiar. W każdym razie – wyobrażam sobie, finezyjny, lekki, świetlisty, strzelisty i porywający pomnik.
Niestety, forma pomnika, który powstał ma dla mnie wydźwięk ciężki, toporny, pozbawiony polotu – właściwie wręcz przemysłowy, a jedyna metafizyka jakiej można się w niej dopatrzeć to mozolna wspinaczka po szczeblach kariery do miejsca skąd można już tylko spaść, i kojarzy się bardziej z bezsensownym, daremnym wysiłkiem Syzyfa niż śmiałym wzlotem Ikara.
Monument nie jest jeszcze skończony – ma być również położony czerwony dywan i zasadzony żywopłot. Czerwony dywan to biurowe korytarze i złudzenie „honorów” czyli coś bardzo w stylu Prezesa Wszystkich Prezesów, ale zamiast żywopłotu proponuję tradycyjne barierki policyjne – są bardziej „w stylu epoki” (pozłacane, oczywiście).
Pomnik który powstał ma upamiętniać ofiary katastrofy smoleńskiej, ale tak naprawdę bardziej celebruje fobie, obsesje i butę Kaczyńskiego.
Jest w jakimś sensie ten Pomnik odsłonięty na Placu Piłsudskiego wyzwaniem jakie Polsce i Polakom rzuca Kaczyński. Jest to pomnik naszej niemocy, naszego wstydu, naszych wad jako narodu, jako społeczeństwa, i jako demokracji. To nie jest pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej, to bardziej jest Pomnik Ofiar Ambicji Braci Kaczyńskich, i pomnik „Zwycięstwa Kaczyńskiego”. A sam fakt, jak i gdzie powstał ten pomnik jest dowodem, że Kaczyński – współtwórca tragedii smoleńskiej – niczego się z niej nie nauczył, że nadal jest tym samym chorobliwie ambitnym, agresywnym uzurpatorem i manipulantem. Udowodnił to sam Kaczyński, jak zwykle mówiąc o „zwycięstwie”, chociaż przecież ustawienie tego pomnika tam gdzie jest nie jest wynikiem śmiałej szarży ułańskiej, ale serii dość chamskich i podstępnych w swej istocie posunięć. Żeby użyć polskiej metafory – pan Kaczyński wepchnął się na Plac Piłsudskiego „bez kolejki”, „na chama”, i „na krzywy ryj”, a pomnik wszystkich ofiar jest najwyraźniej jedynie taktycznym preludium do ustawienia tego naprawdę ważnego pomnika – jego brata.
Pomnik Smoleński jest świadectwem tego, jak bardzo jesteśmy słabi jako naród, skoro karykaturalne ucieleśnienie fikcyjnej postaci literackiej Nikodema Dyzmy może nam narzucić swoją wolę, „posortować” nas i skłócić, zanegować nasze wartości i naszych bohaterów, nasze aspiracje i prawa, wtargnąć w nasze najbardziej osobiste sprawy, zawładnąć naszą przestrzenią fizyczną, społeczną, historyczną i symboliczną – wykazując absolutne lekceważenie dla najbardziej nawet szanowanych przez nas świadectw naszej historii – przerabiać je i użytkować – jak samą zresztą historię – według swojego prywatnego widzimisię dla gloryfikacji siebie samego i swojego brata, grubo ponad jakiekolwiek rzeczywiste ich zasługi i udawaną nawet przyzwoitość. Tak zachowuje się okupant, a nie syn – lub pożal się Boże – aspirant do miana ‘Zbawcy Narodu”.
Zgadzając się na wszystkie te zmiany nazw ulic, tablice i pomniki, stajemy się wspólnikami Kaczyńskiego w jego dziele prania własnego sumienia i budowania fałszywych mitów historycznych, które odbierają status rzeczywiście zasłużonym naszym bohaterom (już teraz z całego tysiąclecia), profanują miejsca o szczególnym dla nas jako wspólnoty znaczeniu, i kreują wizję polskiej historii „à la carte” – tak jak ją sobie zamówi pan Kaczyński.
Jeśli pomnik ten zostanie tam gdzie jest, to znaczy, że nie nauczyliśmy się niczego z upadku I Rzeczypospolitej kiedy byle pan Piekłasiński decydował o jej losach, wrzeszcząc „Veto!”, kiedy właśnie chciwi, bezwzględni i aroganccy magnaci i rozpasana szlachta w ciągu dwustu lat roztrwonili moc Rzeczypospolitej i z największego królestwa Europy, zmienili ją w kolonię trzech państw ościennych. Będzie to zachęta dla wszystkich przyszłych panów Kaczyńskich, którym znowu zamarzy się władza absolutna.
Ale jest także ten pomnik przyczółkiem przyszłych kampanii politycznych Kaczyńskiego, zarzewiem niezgody i zawłaszczeniem przestrzeni historycznej i ceremonialnej, której godność i znaczenie dla Polski żadną miarą nie mogą być przedmiotem politycznych manipulacji, przetargów i rozgrywek, okazjonalnych przeróbek i adaptacji według czyjegoś prywatnego widzimisię.
Tak poważne zmiany tego miejsca wymagałyby autentycznej narodowej debaty i zgody, domaga się tego nasz własny szacunek dla siebie samych – szacunek, którego dla Polski i Polaków Kaczyński nie ma nawet za grosz.
POST SCRIPTUM
To co piszę w niczym nie przeczy mojemu szacunkowi i nie odbiera godności ofiarom katastrofy smoleńskiej – przeciwnie – chciałbym pomóc ocalić pamięć tych ludzi od dalszych koniunkturalnych politycznych manipulacji Jarosława Kaczyńskiego.
Tak po prostu, ani w formie ani w treści, to nie jest pomnik dla tego miejsca, tego czasu i tej motywacji, a Kaczyński nie jest człowiekiem, który miałby prawo moralne w tej sprawie decydować.
Andrzej Żukowski
Andrzej Saramonowicz: Szacunek dla tragicznie zmarłych nie powinien się mieszać z szacunkiem dla myślenia…

Andrzej Saramonowicz
Gwałtowna śmierć zawsze przeraża, bo uzmysławia kruchość własnego życia. Ulegamy tym przerażeniom, myląc je z zadumą nad istotą życia.
Pisałem 8 lat temu, dzień po katastrofie smoleńskiej:
„Gwałtowna śmierć zawsze przeraża, bo uzmysławia kruchość własnego życia. Gwałtowna śmierć osób odpowiedzialnych za państwo przeraża tym bardziej, bo nagle 36 milionów ludzi zadaje sobie to same pytania, co Jaś i Małgosia w lesie: co z nami będzie? czy jest bezpiecznie?
Cierpienie rodzin pogrążonych w żałobie – przemnożone przez wielogodzinne seanse wyduszania łez a la TVN24 i TVP Info – przeraża totalnie, bo chcielibyśmy, żeby nigdy nic takiego nas nie spotkało.
Ulegamy tym przerażeniom, myląc je z zadumą nad istotą życia. W takich okolicznościach niejedna brednia zyskuje niezasłużone miano głębokiego sensu:
1. Wypadek lotniczy pod Smoleńskiem to drugi Katyń;
2. W Tu-154 zginął kwiat narodu polskiego, kwiat polskiej inteligencji, najlepsi z najlepszych;
3. Ta tragedia zmieni oblicze polskiej polityki na lepsze.
Tymczasem:
a) każdego miesiąca ginie w Polsce więcej ludzi w wypadkach samochodowych – też kwiat narodu;
b) w tym samolocie zginęli ludzie, których znaczna część z nas nie lubiła, nie ufała im i których nie chcieliśmy widzieć za sterami polskiego życia publicznego;
c) jednoczesne wejście na pokład samolotu prezydenta, szefa BBN, dowódców wszystkich sił zbrojnych, prezesa NBP itd. świadczy o tym, że bezpieczeństwo państwa oddaliśmy w ręce ludzi nieodpowiedzialnych (tym bardziej, że prawdziwym powodem tej podróży było zdobycie punktów politycznych przez kampanią prezydencką).
Szacunek dla tragicznie zmarłych nie powinien się mieszać z szacunkiem dla myślenia…”.
Andrzej Saramonowicz
Ks. Wojciech Lemański: Zelnik powinien zamilknąć

Ks. Wojciech Lemański
Gdy donosiciel Zelnik wypowiada się na temat Janusza Gajosa, to słynący z kultury i z cierpliwości rodacy zaczynają kląć na czym świat stoi. A wystarczyło posłuchać byłego już prezydenta Francji - i zamilknąć...
Gdy donosiciel Zelnik wypowiada się na temat Janusza Gajosa, to słynący z kultury i z cierpliwości rodacy zaczynają kląć na czym świat stoi.
To bowiem takie kuriozum jakby doktor Chazan (znany i doświadczony aborcjonista) zaczął pouczać kobietę, która ma urodzić dziecko bez oczu i bez dwóch trzecich czaszki, to tak jak prokurator Piotrowicz czy sędzia Kryże wypowiadający się jako eksperci stanu wojennego.
To jak emerytowany arcybiskup Michalik występujący w roli specjalisty od zwalczania pedofilii albo posłanka Pawłowicz ubiegająca się o laur mistrzyni mowy polskiej. A wystarczyło posłuchać byłego już prezydenta Francji – i zamilknąć…
Ks. Wojciech Lemański


