Jak walczyć z właścicielami psów, niesprzątającymi po swoich czworonogach?

Kiedy przychodzi wiosna i topnieje śnieg, nie zawsze odkrywa to, co chcielibyśmy widzieć, czyli pokryte przebiśniegami i krokusami trawniki i klomby.

Bardzo często, widok, który ukazuje się naszym oczom, to setki, a raczej tysiące psich odchodów pokrywające chodniki i ulice. Wychodząc domu musimy niejednokrotnie wykonywać swego rodzaju slalom między nieczystościami.

A przecież można by to tak łatwo zmienić! Wystarczy nałożenie odpowiednio dotkliwych kar pieniężnych na właścicieli niesprzątających po czworonogach i oczywiście skuteczne ich egzekwowanie.

W Wielkiej Brytanii kary za niesprzątnięcie psiej kupy wynoszą w zależności od miasta czy dzielnicy od 100 do 1000 funtów. Jednak mimo to, i tak wiele osób unika tego obowiązku.

Na ciekawy pomysł wpadł burmistrz Liverpoolu, który postanowił nagradzać osoby, które wskażą winowajcę (osobą unikającą sprzątania po swoim psie) Otóż wymyślił on, że każdy mieszkaniec miasta, który udowodni, że jakiś właściciel nie posprzątał po psie, będzie przez rok zwolniony z płacenia lokalnych podatków.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że każdy najemca lub właściciel nieruchomości na Wyspach jest zobowiązany płacić podatek (Council Tax). Wysokość podatku jest uzależniona od miasta, dzielnicy oraz rodzaju i wielkości domu lub mieszkania. Przy typowych nieruchomościach, wynosi on między 80 a 180 funtów miesięcznie.

 

W jaki więc sposób udowodnić winę? Można na przykład dostarczyć do urzędu zdjęcia albo nagrany film przedstawiający winowajcę, można też zgłosić osobę z imienia i nazwiska. Osoba, która dostarczy dowód na to, że właściciel pozwala psu załatwiać się na ulicy i nie sprząta po nim, zostanie zwolniona z płacenia lokalnego podatku – mówi Anderson. Czy to się opłaci miastu jak przekonuje burmistrz? Otóż tak – ponieważ nieodpowiedzialnemu właścicielowi czworonoga, grozi 1000 funtów grzywny, a nawet więcej, jeśli notorycznie nie sprząta po swoim psie..

Anna Frach, TheFad.pl


Jan Hartman: Śmieszność Dudy jest naszą śmiesznością

Prof. Jan Hartman

Prof. Jan Hartman

Ja też bym chciał nieustająco mówić mądre rzeczy i zadziwiać świat swoją mądrością. Też chciałbym śpiewać nieustannie na wysokim c. Chciałbym, żeby wszystko, co powiem, zachwycało publiczność, a moja angielszczyzna była nienaganna.

 

Mówi Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej: „Ja się cały czas czegoś uczę. Bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie, kiedy jadę, ja się uczę w samolocie, kiedy lecę, ja się cały czas czegoś uczę. Jak się nie uczę tego, co mam powiedzieć, to się uczę tego, co będę chciał kiedyś powiedzieć, i wydaje mi się, że warto, i w związku z tym czytam jakąś książkę. Jeżeli nie, to uczę się języka – nowe słówka… Cały czas się czegoś uczę. Bo uważam, że to jest jedyna droga do tego, żeby cały czas trzymać się na wysokim c”.

Dlaczego cały internet natrząsa się z Andrzeja Dudy? Cóż w tym złego, że młody człowiek chce być doskonały i cały czas się uczy? Że czyta, że wkuwa słówka w obcych językach? Cóż złego w tym, że chce stale brać wysokie c?

Ja też bym chciał nieustająco mówić mądre rzeczy i zadziwiać świat swoją mądrością. Też chciałbym śpiewać nieustannie „na wysokim c”. Chciałbym, żeby wszystko, co powiem, zachwycało publiczność, a moja angielszczyzna była nienaganna. Tylko nie mam odwagi, by dzielić się ze światem swoją dziecinną próżnością. A może nawet wcale mi się nie chce. A może nawet nie chce mi się myśleć, że jak coś czytam, to „się uczę”, aby jeszcze dalej się rozwijać i pokazywać światu od najlepszej strony. A może nawet nie patrzę już na świat z perspektywy własnej pozycji i tego, jakie mogę zrobić na ludziach wrażenie. To pewnie z lenistwa, które z biegiem lat ogarnia człowieka i sprawia, że czyta, zamiast się uczyć, mówi, zamiast śpiewać wysokie c, myśli, zamiast obmyślać, co powiedzieć, żeby się spodobało.

To, co u mnie jest zwykłym lenistwem, z czasem wypierającym młodzieńczą próżność i naiwność, u ludzi poważnych nazywa się dojrzałością. Człowiek poważny nie zajmuje się już sobą i nie stara się przed nikim popisywać. Podejmuje swoje obowiązki, skupiając się na rzeczy samej, a nie na tym, jak wypadnie w oczach innych. Nie szuka podziwu i nie stara się nieustannie potwierdzać swojej wartości. Książki nie są dla niego źródłem wiedzy i opinii, które może sobie przyswoić, by robić jak najlepsze wrażenie na innych. Czyta je, bo w ten sposób myślą uczestniczy w sprawach, o których w tych książkach się pisze. Nie wyobraża sobie, że życie umysłowe polega wyłącznie na przyswajaniu wiedzy i mówieniu tego, co się wie. Rozumie, że nieustannie trzeba podejmować ryzyko myślenia na własną odpowiedzialność, wiedza zaś jest początkiem, a nie końcem.

Dojrzały człowiek zachęca młodych do nauki, lecz raczej własnym przykładem, a nie przechwałkami, które robią zawsze niedobre wrażenie. Zdaje sobie sprawę z tego, że świat dorosłych ludzi bardzo różni się od świata szkoły, z lekcjami, klasówkami i stopniami. Naiwny entuzjazm i porywy samozadowolenia są mu tak samo obce jak młodzieńcze zblazowanie i próżny cynizm. Nie gada za wiele o sobie, a jak już, to raczej źle (choć z umiarem, by jego kokieteria nie okazała się maską próżności). Gdy poważny człowiek otwiera usta, to po to, by powiedzieć coś ważnego lub dobrego, a nie po to, by chwalić się swoimi osiągnięciami i cnotami.

Prezydent RP zachowuje się jak dzieciak, który w szkole wyrywa się do odpowiedzi, a na przerwie przytula do pani nauczycielki. Który pragnie się jej podobać i czeka na jej pochwałę, okazując na każdym kroku swą ufność i oddanie. Taki maluch przyswaja sobie wszystko, co dorośli mu przekazują i przykazują, bo chce być grzecznym chłopcem i zasłużyć na nagrodę. Wie, że miłość rodziców i innych dorosłych opiera się na aprobacie i zadowoleniu z jego zachowania. Zdobywa więc tę miłość każdego dnia ostentacyjnym oportunizmem i przymilnością, oczekując pochwał, nagród i czułości. Pamięta, że gdy będzie niegrzeczny, to zostanie skarcony i odrzucony. To dla niego trauma, której za wszelką cenę chciały uniknąć. Jest skarżypytą i o wszystko bardzo się obraża. Ze zdenerwowania za dużo je. Jest płaczliwy i moczy się w nocy. Bardzo kocha mamę i jest o nią zazdrosny. Inne dzieci go nie lubią.

Wiele dzieci przyjmuje taki model zachowania – szczególnie w opresyjnych środowiskach, gdzie o czułość trzeba walczyć lub ją sobie kupić. Potem z takich dzieci wyrastają spokojni i wrażliwi ludzie. Tak bywa najczęściej. Ale niektórzy zatrzymują się w rozwoju emocjonalnym i umysłowym, zachowując infantylną mentalność do końca życia.

Andrzej Duda nie raz już pokazał, że jest chłopcem, a nie poważnym, dorosłym człowiekiem. Ten nieszczęsny filmik zawstydza i budzi zażenowanie. Bo infantylizm i miałkość Andrzeja Dudy, który z łaski Kaczyńskiego i z debilizmu ludzi Komorowskiego, którzy w 2015 roku siłą zaprowadzili go do wyborczej porażki, nie jest jego prywatną sprawą. Ten infantylizm odzwierciedla niedojrzałość całego państwa i całego społeczeństwa. Zawstydza i przynosi wstyd.

Ze zgrozą myślę o tym, jak ten niedojrzały i niepoważny człowiek zachowuje się w towarzystwie mądrych i dorosłych polityków ze świata. Docierają do nas od czasu do czasu budzące niemal grozę zdjęcia i nagrania Andrzeja Dudy w sytuacjach dyplomatycznych – te głupkowate uśmieszki, nieporadne gesty, sztampowe i egzotyczne w swym wschodnioeuropejskim anachronizmie wypowiedzi. To nas wszystkich ośmiesza i kompromituje. Porównanie formatu umysłowego Kwaśniewskiego i Komorowskiego, a nawet Lecha Kaczyńskiego z formatem Dudy jest zaiste przygnębiające. A Wałęsa? On też nie umiał się zachować i często wygadywał bzdury. Ale przynajmniej był osobowością i miał wielkie dokonania polityczne.

A Duda jest inkarnacją „człowieka bez właściwości”, kimś, kto z przeciętności uczynił sobie bożka, a własną pospolitość kocha w sobie najbardziej. Trzeba to sobie powiedzieć i uderzyć się w piersi: sami postawiliśmy na czele naszego państwa Jędrusia o umysłowości ministranta. To jest człowiek, któremu trzeba dać cukierka, bo inaczej będzie chlipał i tarł oczka.

Ale to nie on jest winien temu całemu qui pro quo. Winni są politycy i urzędnicy, winna jest inteligencja i w ogóle my wszyscy, którzy nie zrobiliśmy nic, by nie dopuścić Kaczyńskiego do władzy. Śmieszność Dudy jest naszą śmiesznością.


Jan Hartman: Kaczyńskiemu krzyżyk na drogę

Prof. Jan Hartman

Prof. Jan Hartman

Za chwilę im się rypnie. Bo w polityce działa zasada pochyłego drzewa: pochylisz się za bardzo, to zaraz ci wskakują na plecy. To się dzieje nagle.

 

Zgodnie z przewidywaniami buldogi wyskoczyły spod dywanu, gryzą się zażarcie i bez skrępowania. Nie będą już słuchać swego pana, bo wiedzą, że zanim je kopnie, one wbiją mu kły w łydkę.

Przeto pan tylko biega wokół nich i śmiesznie wymachuje rączkami. Ziobro, Duda, Morawicki, Szydło już tylko udają, że bawią się w „Stary niedźwiedź mocno śpi”. Stary może się tylko obudzić i znowu zdrzemnąć. To już traci znaczenie. Teraz się gra w „Kółko graniaste, czterokanciaste”. A za tym kółkiem jeszcze Macierewicz, Gowin, Rydzyk, Kukiz… Wszyscy czekają, aż się kółko za cztery grosze połamie.

W PiS zaczęła się bezpardonowa walka o mięcho wyborcze, którego będzie mniej, niż się spodziewali. Sondaże spadają i będą spadać. Rajdy CBA i pokazówki mogą to zatrzymać na moment, ale kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie – za chwilę rozkręci się afera spółki Srebrna i Kaczyński Tower, odsłonią się brzydkie deale reprywatyzacyjne, może nawet powróci Telegraf, może i sprawa udziału ludzi Kamińskiego w aferze taśmowej.

Jak media poczują, że PiS słabnie, z miłą chęcią odpalą te akcje, a stare kotlety wrzucą do mikrofali. Premie dla rządu, grandy z Polską Fundacją Narodową, jachciki i rauciki, kuzyni prezesa na stanowiskach, drenowanie spółek skarbu państwa na potrzeby partyjne i wiele innych tego rodzaju aferek – to więcej niż jakieś tam abstrakcyjne zamachy na „porządek konstytucyjny”. Bo władza może być bezczelna i łamać wszelkie zasady, byleby trzymała się tej jednej: kraść mniej niż poprzednicy.

A tymczasem lud już nie ma pewności, czy „tuski” kradły więcej, czy „kaczory”. I ta niepewność pod sklepami i przy wódce w małych miasteczkach i na wsiach jest dla PiS zgubna. Raz rozbudzona, nie zostanie już ukojona. Zaufania ludu nie da się odzyskać. Tak jak nie da się utrzymać wdzięczności za 500 plus, tym bardziej że ludzie nie cierpią być wdzięczni. Jak im się powie, że obalenie PiS nie odbierze im tych pieniędzy, to się chętnie przerzucą na „kto da więcej”.

Poza tym doszło na wieś, że Kaczyński się awanturuje z Europą, a to może zaszkodzić dopłatom do szanownych areałów. Lepiej więc wybrać jakichś spokojniejszych, co lepiej liczyć umią. I już by oddali temu komuś swe serca, gdyby tylko się pojawił. PiS ma już tylko dwa atuty: światową koniunkturę gospodarczą i słabość opozycji. Jednak do wyborów 2019 może się to zmienić.

Za chwilę im się rypnie. Bo w polityce działa zasada pochyłego drzewa: pochylisz się za bardzo, to zaraz ci wskakują na plecy. To się dzieje nagle. A tymczasem nie udało im się „zrepolonizować”, czyli podporządkować sobie mediów.

Nie panują w internecie, nie kontrolują większości sędziów, nie kontrolują nawet znacznej części prokuratorów. Wielu urzędników myśli już o świecie po PiS i woli się zabezpieczyć, przyjąć postawę oportunistyczno-wyczekującą. A niektórzy nawet chcieliby sobie wyrobić reputację opozycjonistów.

Zatrzymało się PiS-owi w pół drogi, a wrogowie dyszą żądzą zemsty. Ich gorący oddech owiewa bycze karki politycznych parweniuszy, małych karierowiczów i sprzedawczyków, których niezliczone zastępy partia rozstawiła po kraju. A w narodzie złość coraz większa. I coraz większa odwaga, bo PiS cofa się „na z góry upatrzone pozycje” dosłownie na wszystkich frontach. Hasłem sezonu staje się „Kuria mać!”. Któż by się tego spodziewał?! Dosłownie świat się wali i Sodomka z Gomorką.

W PiS postępuje proces destrukcji – od góry do dołu. Nikt tam już nie wierzy, że Kaczyński niczym Mojżesz przeprowadzi całą partyjną hordę przez morze wyborów do ziemi obiecanej drugiej kadencji, gdzie znów każdy otrzyma nadania – wedle rangi, wieku i posłuszeństwa. To już nie działa. Kaczyński stracił kontrolę, choruje, nie rozumie sytuacji, która całkiem go przerasta. Zwykłe rozgrywanie ludzi kijem i marchewką wedle zasady, że każdy pilnuje wyłącznie swego interesu i każdego można przekupić, po prostu już nie wystarczy. Ani Unii, ani USA nie da się „dogadać” poprzez jakiś wulgarny „deal”, ani narodu i Kościoła nie ma już czym kupić. Pieniądze rozdane, godność zwrócona, a dziobki ciągle rozwarte.

Tak w narodzie i kościele, jak w samej partii. Nikt już nie wierzy, że stary dyktator ma wór z prezentami i rózgę. Wór pustawy, a rózga połamana. Pozbycie się Macierewicza i Szyszki, a więc de facto zerwanie układu z Rydzykiem, kosztowało Kaczyńskiego utratę połowy aktywów. Macierewicz, zapewne nadal dobrze obstawiony prze tych samych zagranicznych przyjaciół, poleruje sztylet i segreguje kwity. Rydzyk tylko czeka na kogoś młodszego, kto na dłużej go zabezpieczy i będzie na tyle mierny i lękliwy, że można nim łatwo manipulować. I Ziobro dobry, i Duda. Biskupi też nie będą się już przejmować schorowanym 70-latkiem. Co mógł im dać, to dał. Teraz trzeba poszukać nowego kandydata do zbawienia, któremu miękną nogi, gdy go biskup po plecach poklepie. Zawsze tacy byli i będą. Jeszcze tak nie było, żeby nie było. Dłużej klasztora niźli przeora. Nie będzie Kaczyńskiego, to będzie inny.

Kaczyński narzeka, że mu Duda zrobił psikusa z wetami. Czyżby stracił wyczucie i przyznaje się do porażki? Co gorsza, wziął na siebie wyskok Szydło. Durny i nie do obrony. Czyżby nie rozumiał, że się podkłada? To nieprawda, że Kaczyński ma instynkt i myśli trzy kroki do przodu. Nawet w PiS już w to nie wierzą. Działa ad hoc, kierując się odruchami idiosynkrazji i podpowiedziami zauszników i piarowców. Mit nieomylnego wodza nieodwołanie się posypał.

Liczba i skala porażek PiS w ostatnim czasie jest zdumiewająca. Kompletny wypad z polityki międzynarodowej z powodu ustawy o IPN, totalna kompromitacja na odcinku smoleńsko-pomnikowo-miesięcznicowym, na szyi aborcyjna pętla i otwarty konflikt z fundamentalistami we własnym obozie oraz z kobietami, zabrane niedziele, klęska programu mieszkaniowego – by wymienić te najważniejsze.

I niemal w każdym przypadku rejterada. I nie wiadomo, co dalej. Unia nie da sobie zamydlić oczu byle jakimi poprawkami do ustaw niszczących niezawisłość sądownictwa, biskupi już się nie cofną i będą przypierać słabnącego Kaczyńskiego do muru, a Rosjanie nie podarują Kaczyńskiemu „dowodów na zamach”, bo też już nie stawiają na tego konia. I nawet Morawiecki zawiódł. Miał być piarowy hit, a wyszedł prawicowy „oszołom”, wygadujący bzdury o Holokauście i kładący kwiaty na grobach faszystów.

Kaczyński ma pewnie nadzieję, że przez lato ludzie zapomną, a do tego czasu wynajdzie się dla nich jakiś prezent albo zrobi jakiś inny „sukces”. Może Unia nie uruchomi procedury ze słynnego artykułu 7? Może coś się zdąży wybudować albo rozdać? Ale nic z tego. Z poparciem tak jest, że jak już zacznie spadać, to spada. A Tusk tylko czeka, przyczajony, żeby zadać cios. Zostanie podkręcanie ordynacji wyborczej i awantury. Ale to za mało, żeby z jesiennych wyborów samorządowych wyjść z tarczą. Dobre czasy posła Kaczyńskiego już się skończyły. Nie będzie spoglądał z nowego gabinetu na setnym piętrze Kaczyński Tower na swój odzyskany kraj i naród. Nie będzie emerytowanym zbawcą narodu, lecz emerytowanym politycznym bankrutem.


Stefan Niesiołowski: Chodzi głównie o szmal

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Chodzi tak naprawdę o szmal, cała ta pisowska dobra zmiana ma jasny i konkretny cel nachapać się ile się da i bronić koryta jak niepodległości. Reszta to puste frazesy i kłamstwa.

Po ponad dwóch latach koszmarnych rządów bardzo wiele wskazuje na to, że PiS-owi chodzi o utrzymanie władzy, co jest zrozumiałe, ale z kolei to utrzymanie władzy ma tylko jeden konkretny cel – szmal.

Prawie połowa posłów i senatorów klubu parlamentarnego ma różne dodatkowe funkcje. Symbolem pisowskiego reżimu i całego systemu tzw. dobrej zmiany była wrzeszcząca w najgorszym jarmarcznym stylu p. Szydło usiłująca przekonać społeczeństwo, że gigantyczne nagrody pisowskim aparatczykom się po prostu należały, że oni na nie ciężko zapracowali, że zarobili tyle pieniędzy dla Polski, że mogą sobie jakąś część tych pieniędzy wziąć, a i tak państwo bardzo zyskało.

Jest to argumentacja nie tylko prymitywna, ale przede wszystkim mało przekonywująca. Oznacza bowiem, że takie symbole nieudolności i politycznego prostactwa jak Jurgiel, Kempa, Szydło, albo odrażającej dewocji i krętactwa jak Szyszko czy Gowin lub Gliński są ciężko zapracowanymi ludźmi, gdy w rzeczywistości samą swoją obecnością szkodzą Polsce.

Była premier przypomniała mi wielu więźniów tzw. pospolitych, którzy twierdzili, że owszem okradali mieszkania i bogatych ludzi, ale ci bogacze i tak mieli za dużo, a pieniądze im były bardziej potrzebne. Działali w duchu sprawiedliwości społecznej, a także zasilali budżet państwa i przeciwdziałali szkodliwemu ekonomicznie zamrażaniu gotówki, którą należało przepuszczać przez sklepy monopolowe.

Wszystkie działanie w obszarze dyplomacji, kultury, mediów, samorządów, ordynacji wyborczej, wymiaru sprawiedliwości itp. nastawione są na uwiecznienie pisowskiej dyktatury, ale funkcjonariusze tej dyktatury dobrze wiedzą, po której stronie jest chleb posmarowany i dbają o to, aby budżet państwa pracował dla nich. Przykładem są oczywiście nagrody dla swoich, ale jest to kropla w morzu.

Gigantyczne pensje są wypłacone dla działaczy frontu medialnego i kulturalnego, dla wszystkich reżimowych dziennikarzy, zwłaszcza szefów i dyspozytorów reżimowych mediów, placówek kulturalnych. Budżet dzielony jest według zasady my i oni. My to wszyscy z szeroko pojętego obozu katoprawicy, nie tylko bezpośrednio aparatczycy pisowscy, chociaż to się zlewa i jest trudne do oddzielenia.

Pieniądze idą dla Rydzyka, pozornie zwalnianych ministrów, którzy dalej pracują za te same pieniądze, funkcjonariuszy smoleńskiego kłamstwa, organizatorów przeróżnych pisowskich imprez, propagandy, fundacji narodowych itp.

Finansowane są różne instytucje kościelne, a sam Kościół zapisuje haniebny, obrzydliwy rozdział montowania i umacniania monopartyjnej dyktatury. Za co prędzej czy później zapłaci wysoką cenę.

Spółki skarbu państwa są punktami wypłat pieniędzy dla całej masy pisowskich polityków różnej rangi i znaczenia. Symbolami są Misiewicze, Sadurska polityczna miernota zatrudniona w PZU, Jasiński człowiek o wyglądzie i manierach stuprocentowego aparatczyka nawet osobiście uprzejmy, Kaja Godek (rada nadzorcza Warszawskich Zakładów Mechanicznych) związana z ONR-em co jest dla PiS-u poważnym plusem dająca swoją twarzyczkę do propagowania odrażającej ustawy nakazującej kobietom rodzić ułomne i skazane na śmierć dzieci, nie wiadomo czym kierowana, ale z pewnością nie ewangeliczną zasadą miłości bliźniego. Aparatczyk pisowski to kolejne wcielenie towarzysza szmaciaka: Władza „wysuwa nowe hasła. Jej hasła: „Naród” i „Koryto”!

Narodem oni są niby to cóż to za „oni”? Któż to taki? To jasne. Oni – to Szmaciaki… Szmaciak chce władzy nie dla śmichu, lecz dla bogactwa, dla przepychu, chce mieć tytuły, forsę, włości i w nosie przyszłość ma ludzkości!”(Janusz Szpotański, „Zebrane utwory poetyckie”, Londyn, 1990 r.).

Nie chodzi o zakaz handlu w niedzielę, co udowodnił p. Brudziński napychając cały bagażnik samochodu w supermarkecie zamiast siedzieć w domu lub w kościele z rodziną, nie chodzi o osobistą świętość, bo z tym delikatnie mówiąc w partii p. Kaczyńskiego nie jest najlepiej, nie chodzi wreszcie o patriotyzm i walkę z komunizmem, bo stopień skomunizowania całej katoprawicy jest delikatnie mówiąc chyba równie wysoki jak SLD, a zważywszy hipokryzję i zakłamanie znacznie wyższy i gorszy. Generalnie bardzo często jest tak, że im kto mniej robił dla walki o wolność w PRL-u tym więcej robi w walce o władzę dla PiS-u i tym zajadlejszy, agresywniejszy i obrzydliwszy antykomunizm reprezentuje obecnie.

Chodzi tak naprawdę o szmal, cała ta pisowska dobra zmiana ma jasny i konkretny cel nachapać się ile się da i bronić koryta jak niepodległości. Reszta to puste frazesy i kłamstwa.


Roman Giertych: Sensacyjny ruch premiera Morawieckiego

Roman Giertych

Roman Giertych

Premier zapowiedział, że będę dysponował wszystkimi obecnymi uprawnieniami Prokuratora Generalnego i że będę miał zupełnie wolną rękę.

 

Dzisiaj rano zadzwonił do mnie premier Mateusz Morawiecki z niespodziewaną propozycją (przepraszał, że dzwoni w Wielkanoc, ale usprawiedliwiał to pilnością sprawy).

W związku ze swoim konfliktem ze Zbigniewem Ziobro oraz w związku ze spadającym poparciem, konfliktem z UE, apelami Rady Europy postanowił zdymisjonować obecnego Prokuratora Generalnego i zaproponować tę funkcję komuś niezależnemu, ale związanemu z opozycją celem uspokojenia sytuacji w wymiarze sprawiedliwości.

Po konsultacji z liderami opozycji propozycję przyjąłem. Premier zapowiedział, że będę dysponował wszystkimi obecnymi uprawnieniami Prokuratora Generalnego i że będę miał zupełnie wolną rękę.

Dlatego zwracam się do moich Szanownych Czytelników z prośbą o radę. Jakie śledztwa powinienem zacząć od razu, a jakie w dalszej kolejności.

Oto wstępna lista.

1) W sprawie braku zaprzysiężenia sędziów TK.
2) Brak publikacji wyroków TK.
3) W sprawie przejęcia majątku przez spółki powiązane z PiS.
4) W sprawie ulokowania Jakuba R. przez osoby powiązane z obecnym CBA w strukturach m.s.t. Warszawa celem dokonywania przekrętów reprywatyzacyjnych.
5) W sprawie nepotyzmu posłów PiS w obsadzaniu spółek Skarbu Państwa.
6) W sprawie wypłacanych nagród bez uzasadnień wymaganych przez ustawę.
7) W sprawie powiązań MON z GRU w latach 2015-2017.
8) W sprawie działań fundacji mających promować Polskę zmierzających do prowadzenia negatywnych kampanii wymierzonych w przeciwników PiS.
9) W sprawie niszczenia stadnin.
10) W sprawie wykorzystywania prokuratury do niszczenia przeciwników politycznych.
11) W sprawie nielegalnego udziału osób nieuprawnionych w KRS.
12) W sprawie objęcia funkcji w TK przez osoby nieuprawnione.

Nie jest to pełna lista. Będę wdzięczny za wszystkie sugestie.

 

Roman Giertych

 

 

 

 


Jurek Owsiak: Po tym gdy Poczta Polska odmówiła emisji naszego znaczka, drukujemy je sobie sami

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

1,5 roku temu odmówiono wcześniej zaplanowanej emisji naszego znaczka z okazji 25. Finału WOŚP. Byliśmy chyba jedynym znaczkiem w historii Poczty Polskiej, którego emisja nagle spadła.

 

Pocztowym dyliżansem

Jak co roku przygotowaliśmy nasze kartki świąteczne, które powędrują do bardzo wielu przyjaciół Fundacji. Drukujemy ich kilka tysięcy i każdy z nas adresuje część do swojej grupy fundacyjnych odbiorców. Taką akcję w świątecznym nastroju prowadzimy dwa razy w roku. Kartki projektujemy sami i zdecydowanie wyróżniają się pośród innych, świątecznych produkcji. Wszystko spływa całymi worami do wytypowanego urzędu pocztowego skąd rozjeżdżają się po kraju i całym świecie. Jest to jedyne miejsce na globie gdzie dźwięk stempla pocztowego jest niezmienny od dziesięcioleci.

Jeszcze niedawno na nasze kartki naklejaliśmy przepiękne znaczki pocztowe wydawane przez Pocztę Polską z okazji Finałów. 1,5 roku temu odmówiono wcześniej zaplanowanej emisji naszego znaczka z okazji 25. Finału WOŚP. Byliśmy chyba jedynym znaczkiem w historii Poczty Polskiej, którego emisja nagle spadła. W tym samym roku nie tknięto znaczka z Myszką Miki, która była częścią całej serii disneyowskich figur. Takie życie.

Dzisiaj znaczki drukujemy sobie sami, a nawet wydajemy je w różnych krajach, bo takie możliwości ma urząd pocztowy czy to polski, czy belgijski. W ogóle przy okazji warto pochylić się nad wnętrzami polskiej poczty. Placówki pełne są nieprawdopodobnego misz-maszu w ofercie sprzedażowej. Królują w niej Siostry i Bracia ze swoimi przepisami kulinarnymi i przepisami na życie. Królują jeszcze historie Żołnierzy Wyklętych, patriotyczne rozprawy, śpiewniki i klasyczne, niezmieniające się od dziesięcioleci świąteczne karty – te wielkanocne z Jezusem Chrystusem w złoceniach, a nawet w brokacie. Tradycyjne aż do bólu czyli totalnie różniące się od naszej kartki świątecznej, w której składamy sobie bardzo pokojowe, słoneczne, wiosenne życzenia rozsyłając je, jak wcześniej napisałem, po całym świecie.

I tymi życzeniami dzielimy się z Wami na tych kilka świątecznych dni w chińskim roku psa i z moją pisanką pełną dobrych życzeń.


List otwarty do ojca Mariana Waligóry, przeora Klasztoru Jasnogórskiego

LIST OTWARTY DO OJCA MARIANA WALIGÓRY, PRZEORA KLASZTORU JASNOGÓRSKIEGO

 

My, niżej podpisani, stanowczo protestujemy przeciwko planowanej na 14 kwietnia 2018 roku V Pielgrzymce Środowisk Narodowych na Jasną Górę, organizowanej przez Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy.

Domagamy się podjęcia działań zmierzających do uniemożliwienia środowiskom propagującym skrajny nacjonalizm, sprzeczny z wartościami chrześcijańskimi, głoszenia na terenie Klasztoru Jasnogórskiego treści pogwałcających naukę Kościoła.

W polskim życiu społecznym i politycznym niepokojąco nabiera mocy narracja o supremacji narodu polskiego definiowanego jako „czysty, biały, katolicki”; jest ona skrajnie wroga wobec różnorodności etnicznej i religijnej, a więc stanowi zaprzeczenie wartości i tradycji wyrosłych z cywilizacji Zachodu i jego chrześcijańskich korzeni.

Warto przypomnieć tu słowa z dokumentu „Chrześcijański Kształt Patriotyzmu” wydanego przez Konferencję Episkopatu Polski 27 kwietnia 2017 roku: „Występuje szukanie chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni. Miłość do własnej ojczyzny nigdy nie może być usprawiedliwieniem dla pogardy, agresji oraz przemocy”.

Przebieg pielgrzymek środowisk narodowych na Jasną Górę jest zaprzeczeniem słów polskich biskupów i stanowi głęboką negację wynikających z nich wartości i postaw.

Wznoszone podczas pielgrzymek (również na terenie Klasztoru) hasła są zaprzeczeniem postulowanej w dokumencie Konferencji Episkopatu Polski potrzeby patriotyzmu wrażliwego na cierpienie i krzywdę, które dotykają innych ludzi i inne narody. Od wielu lat na terenie Klasztoru i wokół niego słychać hasła przepełnione nienawiścią, ksenofobią i rasizmem: „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa”, „Nie ma litości dla wrogów polskości”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Znajdzie się kij na lewaka ryj”, „Wielka Polska Katolicka”, „Nie czerwona, nie laicka, tylko Polska katolicka”.

Wśród uczestników tych wydarzeń daje się też często słyszeć wypowiedzi, których nie sposób tu wprost przywołać. Są przepełnione wulgarną mową skrajnej przemocy i często nawołujące do trwałej eliminacji „wrogów Polski” – eliminacji śmiercią. Takie wydarzenia miały miejsce 13 stycznia 2018 roku podczas tzw. Pielgrzymki Kibiców, zorganizowanej ze wsparciem i uczestnictwem tych samych ruchów, które planują swój przyjazd na Jasną Górę 14 kwietnia.

Przedstawiciele Demokratycznej RP i Obywateli RP obecni w styczniu na błoniach Klasztoru, pokojowo demonstrujący przeciwko mowie i symbolom faszystowskim, spotkali się z przemocą słowną i fizyczną. Byli przez „pielgrzymów” popychani i lżeni, spalono ich transparenty, m.in. z hasłem „NIENAWIŚĆ TO NIE CHRZEŚCIJAŃSTWO”.

Te same środowiska, które planują swoją obecność 14 kwietnia 2018 roku na Jasnej Górze, są odpowiedzialne za przemoc słowną i fizyczną, która spotkała pokojowych kontrmanifestantów Marszu Niepodległości w Warszawie 11 listopada 2017 roku, sprzeciwiających się mowie nienawiści i skrajnemu nacjonalizmowi.

Tu wypada wspomnieć, że wydarzenia te nie tylko mają swój wydźwięk w odniesieniu do pogwałcenia wartości chrześcijańskich, ale także stoją w sprzeczności z art. 13 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który między innymi mówi, że „zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu”.

Odwołując się konsekwentnie do słów biskupów jako drogowskazu etycznego, Polsce obok katolickiej większości służą też Polacy prawosławni, protestanccy, wyznający judaizm, islam i inne wyznania.
Także polscy ateiści wyznają wiele wartości, które jako uniwersalnie humanistyczne łączą ich z chrześcijanami – zwłaszcza przynależna każdemu człowiekowi godność i podmiotowość.

Chrześcijański szacunek dla godności drugiego człowieka jest dziś niebezpiecznie zagrożony instrumentalizacją pamięci historycznej, często zakłamywanej i promującej kult przemocy, przy jednoczesnym zapomnieniu ofiar, zwłaszcza tych, które poniosły śmierć z rąk Polaków (np. kult „żołnierzy wyklętych”, pomijanie udziału Polaków w zbrodniach Holokaustu).

Wierząc głęboko w miłość ojców paulinów do ojczyzny, do wszystkich Polaków, w szacunek do prawdy i słów biskupów z dokumentu KEP „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, prosimy o podjęcie kroków zmierzających do tego, by Klasztor Jasnogórski był miejscem wolnym od piewców nienawiści, ksenofobii i rasizmu.

Jesteśmy głęboko przekonani, że ojcowie paulini rzeczywiście odrzucają potępione przez nich „chrześcijaństwo” spod znaku ks. Międlara, którego słynne słowa nie pozostawiają złudzeń co do tego, czym grozi wiara przesiąknięta nacjonalizmem: „Największą przeszkodą na drodze ruchu wolnościowego, zdążającego do umocnienia narodu, nie są oligarchowie, mafia, establishment czy wrogowie, ale jest zwykłe tchórzostwo, zwykła żydowska pasywność. Zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Ten nowotwór wymaga chemioterapii i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm”.

Chcemy wspólnie żyć w kraju, w którym nie pali się niczyich kukieł, niezależnie od narodowości, wyznania czy różnic światopoglądowych; w kraju, w którym retoryka nienawiści nie doprowadzi do tego, że ręką człowieka zostanie podpalony drugi człowiek. Polska, tak głęboko doświadczona potwornościami nazizmu, jest krajem, na którym szczególnie ciąży obowiązek przypominania, że zawsze zaczyna się „niewinnie”, a kończy śmiercią i cywilizacyjnymi zgliszczami.

Ufamy ojcom paulinom i wierzymy, że wspólnie z nami staną za Polską wolną od nienawiści.

Stowarzyszenie Demokratyczna RP
Obywatele RP
Fundacja Wolni i Równi
Inicjatywa Chrześcijanie dla Demokracji
Protest kobiet
Stowarzyszenie im. Jana Karskiego
Stowarzyszenie Obywatele Solidarnie w Akcji
Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita
Prof. Jerzy Bartmiński
Prof. Andrzej Blikle
Andrzej Celiński
Prof. Agnieszka Chacińska
Dr Piotr Chrząstowski-Wachtel
Prof. Przemysław Czapliński
Prof. Barbara Fatyga
prof. Andrzej Gniazdowski
Prof. Jacek Hennig
Prof. Jan Hertrich-Woleński
Zbigniew Hołdys
Prof. Katarzyna Jagusztyn-Krynicka
Sergiusz Kowalski, B’nai B’rith
Dr Magdalena Krzymowska
Robert Krzysztoń
Waldemar Kuczyński, Halina Flis-Kuczyńska
Prof. Andrzej Leder
Mirosław Michalski, KOD Łódź
Prof. Stanisław Obirek
Prof. Krzysztof Podemski
Prof. Maria Sąsiadek
Prof. Piotr Stępień
Prof. Magdalena Środa
Ewa Teleżyńska-Sawicka, Paweł Sawicki
Prof. Jarosław Wiśniewski
Ludwika i Henryk Wujcowie
Prof. Wiesław Wydra
Krystyna Zachwatowicz-Wajdowa
Prof. Andrzej Zakrzewski
Dr Urszula Zielenkiewicz
Prof. Andrzej Ziemba

3 kwietnia 2018 roku list zostanie złożony w kancelarii Klasztoru Jasnogórskiego

Część wpisu pod ww. listem:

Episkopat stał się ostoją tępych synów wsi i małych miasteczek, myślących tylko o żarciu i d.. .
Polacy stają się narodem z marginesu cywilizacyjnego. Kościół przykłada do tego rękę, czerpiąc korzyści, przede wszystkim materialne, z zindoktrynowanych wiarą, umysłów swoich wiernych wyznawców. W dodatku system i struktura obecnego rządu, (Prezydent, rząd, ministrowie, posłowie – na kolanach) umożliwia wpływanie na ekonomie, system prawny, sadownictwo, szkolnictwo (katecheci), wszystkie służby państwowe (kapelani) itd. dotacje, finansowanie, bezpodatkowość, zwroty nieruchomości, niekaralność – bezkarność księży, – indoktrynacja umysłowa, naukowa, w służbie zdrowia (klauzula sumienia).
Wszystko to sprawia, że Polska staje się średniowiecznym modelem zaścianka Europy w śmiesznym, prymitywnym, stylu, jak na XXI wiek.


Adam Mazguła: Czy można zrobić coś bardziej podłego?

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Nie mogę zrozumieć, a walczę o to od wielu lat, dlaczego nie uczymy naszej młodzieży historii. Naszej historii Polski, od czasów Słowian po obecne czasy

 

Będąc przed wielu laty na obozie harcerskim w okolicach Lublina, zwiedziłem obóz koncentracyjny na Majdanku. Mimo że wychowałem się na partyzanckich opowieściach ojca – przeżyłem szok.

Oglądałem tony włosów, butów i walizek pomordowanych w obozie ludzi. Warkocze młodych dziewcząt, malutkie buciki, wózki dziecięce i te zdjęcia stosów ludzkich ciał, a właściwie kości obciągniętych skórą i otwarte wytrzeszczone oczy patrzące na pogardę dla życia.

Kiedy znaleźliśmy się z moimi harcerzami przy stosie popiołu – spalonych ludzkich ciał, bałem się podejść bliżej, bo ten popiół przemawiał wyrzutem i przesłaniem: nigdy więcej!

Dzisiaj przedstawia się wojnę jako przygodę, w której dobrzy ludzie nie mają prawa zginąć ani zostać kalekami. Dla potrzeb komercyjnych produkowane są gry wojenne albo strzelaniny, których celem jest uśmiercenie maksymalnej liczby przeciwników w grze.

Przecież to beznamiętne i bezrefleksyjne nauczanie młodych ludzi zabijania. Mordowanie bez zastanowienia, bez oglądania się na przeciwnika, na jego historię i powody, dla jakich z nami walczy. W zwycięstwie pomagają nam zasady lekceważenia swojego zagrożenia dzięki „posiadaniu kilku żyć”.

Stworzyliśmy pokolenie bezmózgowych bohaterskich morderców!

Dzisiaj na ulice wychodzą faszyści, których nieliczni tylko starają się powstrzymywać. Większość z nas nie krytykuje ich za szerzenie brunatnej zarazy, co oznacza, że tak, jako naród, wychowaliśmy nasze nowe pokolenia!

Młoda generacja Polaków – to ludzie wykształceni, posługujący się obcymi językami, ale w swojej masie – to ludzie wychowani pod kloszem braku odpowiedzialności i zagrożenia. To ludzie wygodni i zamknięci w swoim świecie wirtualnego życia. To ludzie bez świadomości, że ktoś lub coś może stanąć na ich drodze do sukcesu.

Nie mogę zrozumieć, a walczę o to od wielu lat, dlaczego nie uczymy naszej młodzieży historii. Naszej historii Polski, od czasów Słowian po obecne czasy.

Nie historii wybiórczej, przekazywanej dla kształtowania dumy chrześcijańskiej gawiedzi, bez historii sprzed 966 r., bez klątw Kościoła na naród polski, bez decydującego udziału biskupów w rozbiorach i ich roli w niszczeniu bohaterów powstań narodowych.

Dlaczego nie ma w programach szkolnych obowiązku odwiedzania miejsc ludobójstwa – obozów koncentracyjnych, miejsc martyrologii Polaków i ich bohaterskich starć o wolność? I znowu nie chodzi o msze, ale rzeczową analizę sytuacji, o wnioski i testament, jaki przekazują nam nasi poprzednicy.

Zacznijmy świętować tryumfy i pielęgnować pamięć o tych, którzy takie zwycięstwa nam przynieśli. Chodzi nie tylko o wojny, ale i o wielki sukces Okrągłego Stołu i demokracji.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych opublikował zdjęcia, na których młodzież kpi ze śmierci i ludobójstwa. Jako żart traktowane jest identyfikowanie się ze zbrodniarzami!

Adam Mazguła: Czy można zrobić coś bardziej podłego?

Foto: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

Adam Mazguła: Czy można zrobić coś bardziej podłego?

Foto: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

 

To nie jest śmieszne, to tragiczne, chore! To brak elementarnej wiedzy o tym, co zdarzyło się w Auschwitz – Birkenau. Dlaczego mnie nie dziwi, że tacy ludzie fascynują się katolickim faszyzmem?

Adam Mazguła: Czy można zrobić coś bardziej podłego?

Foto: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

Te zdjęcia – to porażka naszego systemu edukacyjnego. Porażka systemu wartości, za który my jesteśmy odpowiedzialni. Ten system wartości i wrażliwości młodych pokoleń Polaków – to najważniejsze z zadań, jakie czekają nowe władze naszej ojczyzny po obaleniu brunatnego wewnętrznego okupanta – ePiSkopatu.

 

Adam Mazguła / Fot: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

 

 


Roman Giertych: Proponuję aby Narodowa Wyprawa postawiła sobie za cel postawienie na Wyspie Wielkanocnej pomnika Lecha Kaczyńskiego

Roman Giertych

Roman Giertych

Elektorat PiS byłby szczęśliwy, że może pić szampana i jeść kawior (sałatki tylko z kawiorem) ustami swych najlepszych przedstawicieli. I wygrzewać się na słońcu najlepszymi w Narodzie ciałami i podziwiać zachody na morzu najbardziej umęczonymi oczyma

 

Szanowna Fundacjo!

Gdy dowiedziałem się, że postanowiliście Państwo uczcić naszą Niepodległość w tak godny sposób moje serce Polaka i patrioty zadrżało ze wzruszenia. Wreszcie! Wreszcie na świecie poznają nas bliżej.

Nasza duma i sława Jacht Narodowy (to że wybudowany w Wielkiej Brytanii nie powinno denerwować polskich stoczni, bo przecież Anglików po brexit trzeba wspierać) odwiedzi wiele portów głosząc wielkość naszego Narodu. Zmartwiło mnie jednak, że Państwo chcecie na tę wycieczkę po morzach i ocenach wysłać jedynie skromnych żeglarzy-patriotów. Gdy tymczasem według mnie należy postawić sobie cel ambitniejszy.

Na wyprawę tę winien się udać nie tyle aktyw lokalny PiS, ale aktyw centralny – creme de la creme naszego kierownictwa. Powinno tak być z wielu powodów: po pierwsze dlatego, że im się za ciężką pracę chwila odpoczynku należy, po drugie, że jak mają nas poznać, to lepiej od najlepszej strony, a po trzecie, że wyprawa w proponowanym przeze mnie składzie zyska poparcie nie tylko (co zrozumiałe aktywu PiS), ale nawet opozycji.

Oto proponowany skład z podziałem odpowiedzialności za wyprawę:

Jarosław Kaczyński – kapitan i wielki strateg

Andrzej Duda – kronikarz (ze względu na sprawność używania długopisu)

Antoni Macierewicz – ochrona kontrwywiadowcza, relacje z młodzieżą,

Mateusz Morawiecki – łagodzenie sporów, opieka psychologiczna

Beata Szydło – programy motywacyjne, nagrody, ordery,

o. Tadeusz Rydzyk – opieka duchowa, ogrzewanie jachtu ciepłą wodą, a w razie potrzeby organizacja zbiórek pieniężnych i pozyskiwanie samochodów na wyprawy w głąb lądu (bezdomni są wszędzie).

Krystyna Pawłowicz – wyżywienie (wiem, ze sałatki mogą być monotonne, ale gdy okraszone są pięknym uśmiechem to da się zjeść)

Jan Szyszko – polowania (w tym na ryby, ale bez ośmiorniczek)

Marek Suski– relacje z cudzoziemcami (to wymusi na całym świecie znajomość polskiego!)

Bartłomiej Misiewicz – majtek (no i bez niego Antoni nie popłynie).

Trzeba też obrać cel wyprawy. Proponowałbym aby Narodowa Wyprawa jako cel podstawowy postawiła sobie postawienie na Wyspie Wielkanocnej pomnika Lecha Kaczyńskiego.

Za wzór dla miejscowych rzeźbiarzy posłużyłaby osoba kapitan wyprawy, a monumentalny pomnik postawiony obok starożytnych rzeźb na zawsze rozsławiłby Polskę na świecie.

Dodatkowym celem wyprawy byłoby odkrycie miejsca położenia San Escobar (niby pojawiły się mapy, ale ciągle wiele o tym tajemniczym kraju nie wiemy). Wprawdzie droga do San Escobar prawdopodobnie prowadziłaby przez Trójkąt Bermudzki i przez trasę huraganów, ale od czego na pokładzie jest o. Rydzyk? On przecież gwarantuje opiekę sił wyższych i dobrze zna Karaiby.

Skąd wiem, że taką wyprawę poparłby cały Naród?

Elektorat PiS byłby szczęśliwy, że może pić szampana i jeść kawior (sałatki tylko z kawiorem) ustami swych najlepszych przedstawicieli. I wygrzewać się na słońcu najlepszymi w Narodzie ciałami i podziwiać zachody na morzu najbardziej umęczonymi oczyma. Więc ich mamy z głowy. A opozycję przekonam osobiście i nawet dorzucę się na koszt wyprawy, aby trwała ona szczęśliwie jak dłużej.

 

Roman Giertych

 

Polska Fundacja Narodowa wysyła jacht w podróż dookoła świata

Już niedługo Polska100 – oceaniczny jacht regatowy, dowodzony przez mistrza olimpijskiego i żeglarskiego mistrza świata Mateusza Kusznierewicza, po raz pierwszy pod polską banderą, wyruszy w rejs, którego celem będzie promocja Polski za granicą. W ciągu dwóch lat Polska100 ma odwiedzić 100 portów na pięciu kontynentach, pokonując ponad 40 tys. mil morskich.

– informuje na swojej stronie Polska Fundacja Narodowa, ta sama, która w ramach popularyzowania pozytywnego wizerunku Polski w świecie, zasłynęła kontrowersyjną kampanią informacyjną „Sprawiedliwe sądy” uderzającą w środowisko sędziowskie, która była zbieżna z retoryką PiS dotyczącą stanu polskiego sądownictwa.

 

 


Wojciech Glanc: Ofiary polityczne w Polsce. Czy to możliwe?

Wojciech Glanc

Wojciech Glanc

Może pora sięgnąć po nowocześniejsze środki? Może pora użyć środka bardziej widocznego i głośniejszego niż tylko litery na papierze?

 

Kiedyś mówiono i ludzie słuchali. Zdarza się. Kiedyś listy pisało się ręcznie. I ludzie czytali. Zdarza się. Teraz też często się pisze, ale na klawiaturach. A ludzie coraz mniej czytają. Zdarza się. Ale także się zdarza, że się nie zdarza (jak to mawiał  Vonnegut).

Ponoć video jest przyszłością komunikacji. Ponoć umiejętność czytania będzie przeszłością, bo czytanie ze zrozumieniem w dużym, stopniu już jest historią… Może w pewnych przypadkach to trochę lepiej, że można coś powiedzieć i nagrać.  Może to także powrót do tradycji Demostenesa, bo słowo mówione wsparte jest emocjami i  człowieczeństwem mówiącego. Kto wie?

Ciągle niejasna jest sprawa aresztowania Piotra Tymochowicza. Ciągle dziwnie przetrzymywany w areszcie pomimo zagrożenia życia. Ciągle brak reakcji na podpisywaną przez ludzi dobrej woli petycję.

Wielu z nas czeka w zaniepokojeniu na jakąkolwiek iskierkę nadziei, na to, że ktoś nas- wierzących w niewinność człowieka- wysłucha i odpowie na pytania.

Dlatego może pora sięgnąć po „nowocześniejsze” środki? Może pora użyć środka bardziej „widocznego” i  „głośniejszego” niż tylko litery na papierze?

W imieniu osób podpisujących petycję o uwolnienie Piotra Tymochowicza z aresztu, stworzyłem list otwarty w formie video. Jestem przekonany, że to środek silniejszy w swoim przekazie.

List skierowany do mediów, prezydenta, prezesa, ministra…

Ten przekaz  napewno będzie żył swoim  życiem, a siła internetu może pomóc w dostarczeniu go nawet na smatfony adresatów.  Biorąc pod uwagę, że adresatów jest kilku,  jest szansa na reakcję. Oczywiście czas pokaże, jaką siłę przebicia mamy jako obywatele.

Petycję w sprawie Piotra Tymochowicza możecie podpisać tutaj.

Poprzedni artykuł dotyczący jego sprawy także znajdziecie na portalu TheFad.pl

Na wszelki wypadek, video zostanie umieszczone na kilku serwisach, aby zapobiec możliwemu blokowaniu czy usuwaniu go przez bliżej nieokreślone środowiska.