Stefan Niesiołowski: Dość tego!

Stefan Niesiołowski
W mijającym tygodniu działo się tak wiele ważnych spraw, że siłą rzeczy skazany jestem na dokonanie pewnej selekcji przy ich omówieniu.
Dość tego, wydaje się, że powiedziały polskie kobiety i masowo wyszły na ulice w proteście przeciwko nieludzkiej, okrutnej, haniebnej i podłej w swoim głupim fanatyzmie, ustawie likwidującej w Polsce praktycznie legalną aborcję.
Jak zawsze szacunki w kwestii liczebności demonstracji są rozbieżne, pisowskie media i policja podają jakieś operetkowo niskie liczby. W dodatku reżimowe lizusy uciekają się do bezsilnych obelg i wyzwisk, przy których sformułowania o ubekach i lewakach wydają się być wzorem elegancji i kultury języka. Jako uczestnik demonstracji, a także wszystkich prawie antypisowskich centralnych manifestacji stwierdzam, że zakładając pewną rotację w godzinach 16-19 w Warszawie w proteście przeciwko drakońskiej, katoprawicowej ustawie protestowało około 100 tysięcy osób.
W tym część pod siedzibą Episkopatu, co było jak stwierdził poseł Michał Kamiński pierwszą tak jaskrawie radykalnie antykościelną demonstracją w Polsce od czasów Insurekcji Kościuszkowskiej. Wówczas część Kościoła (obejmująca także niektórych biskupów) poparła Targowicę za wspieranie katolicyzmu oraz za walkę z orientacją liberalną i prozachodnią, zapisując jeden z najczarniejszych rozdziałów Kościoła w Polsce, za co przyszło później płacić wysoką, a w przypadku kilku biskupów bardzo wysoką cenę.
Niewątpliwie przełamana została kolejna bariera i pod względem pozycji Kościoła w Polsce nic już nie będzie takie jak przedtem. Koszmarnym błędem było bezpośrednie wzywanie przez Episkopat pisowskich polityków do uchwalania barbarzyńskiej ustawy i jeszcze dziękowanie przez jednego z „pasterzy” za posłuchanie tego wezwania.
Jest to klasyczny przykład państwa wyznaniowego, nie do pogodzenia z demokracją. Trudno odpowiedzieć na pytanie co w obliczu tak masowych i absolutnie nie zakończonych protestów zrobi coraz bardziej niedołężny Kaczyński. W każdym razie pokonanie kobiet i wspierających je z oczywistych moralnych, politycznych i patriotycznych motywów różnych środowisk nie będzie ani łatwe, ani możliwe na dłuższą metę. Zburzenie przez PiS kompromisu aborcyjnego, który już budził niezadowolenie i protesty lewicy, doprowadzi do uchwalenia znacznie bardziej liberalnej ustawy aborcyjnej, co będzie zdaje się jednym z trwałych efektów pisowskiej katoprawicowej dyktatury.
W mijającym tygodniu działo się tak wiele ważnych spraw, że siłą rzeczy skazany jestem na dokonanie pewnej selekcji przy ich omówieniu. Afera Morawieckiego, którą za wszelką cenę PiS będzie się starało przemilczeć i przykryć jest nie do ukrycia (Ks. Tomasz Jegierski twierdzi, że Kornel Morawiecki wymusił od niego 96 tys. zł w zamian za uzyskanie dotacji z banku WBK, którym kierował Mateusz Morawiecki) i praktycznie kończy nieudany eksperyment pod nazwą rząd Morawieckiego. Raczej nie wróci rozwrzeszczana i tracąca kontakt z realiami „chciwa niewiasta”.
Absurdalna „biała księga” będąca produktem kłamstwa, pychy i naiwności, że politycy Unii okażą się tak głupi, że nie dostrzegą, że jest ona powtórzeniem pisowskiej propagandy, nie przekonała nikogo i mam nadzieję, że tak samo pozorne „ustępstwa” PiS-u w sprawie sądów, publikowanie wyroków TK i kosmetyczne zmiany zostaną przez Unię wyśmiane i odrzucone. Mści się bezmyślne powtarzanie przez niektórych polityków, że wystarczą drobne „symboliczne” ustępstwa ze strony PiS-u i wszystko będzie dobrze. Panowie, zwłaszcza zwracam się do Pana Przewodniczącego Junckera specjalistą od pozornych ustępstw byli zawsze komuniści, a zwłaszcza Józef Wissarionowicz w Jałcie ze znanym skutkiem.
Pozostaje wystąpienie p. Czaputowicza na temat polityki zagranicznej. Było ono w części podstawowej w zasadzie identyczne pod względem formy jak marcowe i wiele innych wystąpienie Władysława Gomułki. Zdumiewające jak gomułkowska treść polityki pisowskiej rzutuje na formę. Kaczyński ze swoim skrzekliwym głosem, przeciąganiem końcówek i akcentem, miejscami Gomułkę przypomina uderzająco, ale Czaputowicz to był już czysty tow. Wiesław. Zwrócił na to uwagę jeden z portali internetowych zamieszczając obok siebie identycznie brzmiące fragmenty wypowiedzi Gomułki i Czaputowicza. (Przy okazji przepraszam tow. Gomułkę za porównanie go do Kaczyńskiego i zestawienia z PiS-em).
Pod względem treści wystąpienie Czaputowicza było zdecydowanie gorsze od nużących przemówień Waszczykowskiego, który na tle obecnego ministra spraw zagranicznych, wyglądał na męża stanu. Wysłuchaliśmy steku banałów, ogólników i pustych frazesów o reformie Unii i naszej mocnej pozycji w Unii i w świecie, pełnej samozadowolenia, propagandy sukcesu i absolutnej ślepoty na to co dzieje się na świecie niezależnie daleko czy blisko nas. Wygląda na to, że szczytowym osiągnięciem dotychczasowej pisowskiej polityki zagranicznej jest to, że Donald Trump zdaje się rozpoznaje p. Dudę i nie myli go z Kucowołochem lub Krymtatarem?
Adam Kochanowski: Przestańmy tworzyć kraj zamordyzmu. Traktujmy się jak ludzie

Adam Kochanowski
Większość z nas (przypuszczam, że niemal wszyscy) domagających się utrzymania obecnego lub liberalizacji prawa antyaborcyjnego, zdecydowanie nie jest zwolennikiem aborcji. Nikt nie domaga się aborcji, chcemy tylko prawa do niej.
W związku z gorącym tematem przewija się co jakiś czas określenie 'zwolennicy aborcji’. Otóż nie.
Zapewne większość z nas (przypuszczam, że niemal wszyscy) domagających się utrzymania obecnego lub liberalizacji prawa antyaborcyjnego, zdecydowanie nie jest zwolennikiem aborcji.
Nikt nie domaga się aborcji, chcemy tylko prawa do niej. W związku z tym (słowa mają swoją moc) wydaje mi się, że obie strony powinny operować określeniem 'ZWOLENNICY PRAWA DO ABORCJI’. Drobna różnica, ale zupełnie inny wydźwięk.
Dla zawziętych zwolenników zaostrzenia prawa, którzy tej różnicy dostrzec nie chcą, lub celowo używają gorszej formy, by zakłamywać rzeczywistość dam odniesienie: to różnica jak polskie i niemieckie/nazistowskie obozy koncentracyjne.
Nie przypuszczam, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z nas traktował aborcję jak 'bułkę z masłem’. Jestem przekonany, że osoby, które takie decyzje podejmują, podejmują je z wielkimi rozterkami.
Osobiście jestem przekonany, że zaostrzenie prawa, a nawet obecne prawo nijak się ma do skali problemu. Jeśli kobieta podejmie decyzję o usunięciu ciąży, to zrobi to, albo zgodnie z prawem, albo poza granicami kraju, albo w kraju nielegalnie, eskalując zagrożenia.
Spójrzmy prawdzie w oczy: jedyne skuteczne działanie antyaborcyjne, to pewność, że bez względu na sytuację życiową oraz stan zdrowia dziecka, kobieta dostanie ZAWSZE przyzwoite wsparcie od nas (społeczeństwa, czasem błędnie określonego państwem), a jeśli okaże się, że nie chce być matką, będzie miała pewność, że dziecko nadal będzie mogło liczyć na świetną opiekę i dobrą przyszłość, a jej nikt za to nie będzie linczował. Co mamy dziś?
Rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi skazane na walkę o przetrwanie, z często absurdalnie fikcyjnym wsparciem, które zazwyczaj trzeba wyżebrać. Pozostawionych sobie samotne matki i ojców z dziećmi, którzy z różnych powodów nie mają żadnej pomocy ze strony drugiego rodzica.
W wielu przypadkach walczących z urzędami (bo dzieciom czegoś brakuje, a nie ma szans ogarnąć wszystkiego, bo społeczeństwo ich stygmatyzuje itp). Brak sprawnego systemu opieki nad sierotami. I do tego, osobiście mam wrażenie, że wciąż się cofamy.
Niby jest 500+, niby ma być lepiej, jednak w moim przekonaniu, to budowanie iluzji. Bo gdzieś na samym końcu tego propagandowego wonderlandu są rodzice walczący o każdy następny dzień, przełykający po cichu łzy.
Nawet najbardziej restrykcyjna ustawa antyaborcyjna nie zmniejszy znacząco ilości aborcji. Zamiecie tylko sprawy jeszcze bardziej pod dywan i doprowadzi do jeszcze większej ilości nieszczęść.
Przestańmy tworzyć kraj zamordyzmu. Traktujmy się jak ludzie. Bądźmy dla siebie życzliwi i wspierający. Gdzie tylko to możliwe, trzymajmy się nauki i faktów, zostawiając osobiste, również religijne poglądy dla siebie, bo wierzę, że są one w życiu potrzebne, ale też są one dla niemalże każdego człowieka inne. Jeśli będziemy potrafili sprawić, że ludzie uwierzą w życzliwość i wsparcie, jestem przekonany, że desperackich kroków (jakim zapewne jest usunięcie ciąży) podejmą się tylko w akcie ostatecznej desperacji.
POLITICO opublikowało ranking 20 najgorszych europosłów – są i Polacy
POLITICO opublikowało ranking 20 najgorszych europosłów. Wśród „gwiazd” Parlamentu jest między innymi dwóch Polaków.
Każdego roku POLITICO publikuje ranking wyróżniających się członków Parlamentu Europejskiego. Tegoroczna edycja zestawienia jest jednak wyjątkowa – na listę „wyróżnionych” europosłów trafili w tym roku politycy słynący z kontrowersyjnych zachowań.
W rankingu znalazło się aż dwóch Polaków: Janusz Korwin Mikke oraz Ryszard Czarnecki, którzy zajęli kolejno 5. i 10. miejsce.

Dzisiaj #Czarny Piątek – tysiące kobiet wyjdą na ulice w proteście przeciwko projektowi „Stop Aborcji”
Masowe protesty kobiet przeciwko zaostrzaniu i tak restrykcyjnego prawa do przerwania ciąży zaczęły się w 2016 roku. 3 października 2016 roku odbył się słynny Czarny Protest. W ponad 150 miastach w Polsce i 60 za granicą na ulice wyszło około 250 tys. osób, sprzeciwiając się planom wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Niemal tyle samo Polek nie poszło tego dnia do pracy, ponad pół miliona osób, na znak poparcia dla protestu, ubrało się na czarno. Ogólnopolski Strajk Kobiet był największym protestem społecznym po 1989 roku. Ubrane na czarno kobiety, trzymając w dłoniach symboliczne wieszaki, pokazały, że są jednością i siłą, z którą każdy rząd musi się liczyć.
Dzisiaj również w wielu miastach Polski odbędą się protesty. W Sejmie właśnie trwają pracę nad projektem „Stop Aborcji” ograniczającym dostęp do tego zabiegu. Opinię na ten temat wydał m.in. Episkopat Polski, który zachęca Sejm do przegłosowania ustawy całkowicie zakazującej aborcji. Kobiety w całej Polsce organizują Czarny Protest.
Nie chcemy żyć, rodzić i umierać pod dyktando Kościoła i PiS!!!
Nie dla Piekła Kobiet!#CzarnyPiątek#JedziemyNaWarszawę #StrajkKobiet pic.twitter.com/3IX2J0pFd7
— klara miller (@klaramiller0101) 19 marca 2018
Ogólnopolski Strajk Kobiet wzywa do czarnego piątku! Kto może – będzie w Warszawie, kto nie może – walczy lokalnie! Niech w każdym miejscu, od Warszawy przez każde miasto, miasteczko i wieś rozlegnie się krzyk – Stop! Koniec z uprzedmiotowieniem kobiet! Żądamy równych praw, ochrony naszego życia, zdrowia i naszej wolności! – wzytwają organizatorzy prostestów z całej Polski.
Walczymy dziś przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej – ale nie poprzestajemy na tym. Walczymy o jej złagodzenie. O dostęp do legalnej, bezpiecznej i refundowanej aborcji na żądanie kobiety. W #CzarnyPiątek widzimy się na demonstracjach #OSK! https://t.co/XLrdGZE041 pic.twitter.com/10nLSB6TAP
— Razem (@partiarazem) 21 marca 2018
Na manifestację szykują się również zwolennicy zaostrzenia prawa aborcyjnego. – W tym roku chcemy szczególnie upomnieć się o pełne prawo do urodzenia się dzieci chorych i taką politykę państwa, która w swoim centrum stawia rodzinę. Będziemy więc domagać się jak najszybszego przyjęcia przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję” .
Jan Hartman: Czy kobiety zmiotą PiS?

Prof. Jan Hartman
Schlebianie sobie, że walczy się o prawa i życie innych ludzi, gdy po prostu bezmyślnie i okrutnie się ich krzywdzi, łączy w sobie bezbrzeżną pychę z zakłamaniem tak wielkim, że sam obłudnik nie zdaje sobie z niego sprawy.
Wygląda na to, że samce z Nowogrodzkiej, siedziby PiS, i z Wyszyńskiego, siedziby episkopatu, dogadały się w sprawie ataku na polskie kobiety. Uderzą je w brzuchy. Nie wszystkie – najpierw te najbardziej nieszczęśliwe, którym okrutny los kazał nosić w sobie ciężko chore, niezdolne do życia płody. Właśnie ruszył proces legislacyjny, który ma pozbawić je prawa do usunięcia ciąży i skazać na mękę ciąży, na końcu której będą cierpienie i śmierć.
Pytajcie psychologów, skąd tyle agresji tych ludzi w stosunku do kobiet. Ja wiem tyle, że w swej miernocie moralnej i zepsuciu kurczowo trzymają się myśli, że mimo wszystko są szlachetni i dobrzy, bo „bronią życia”.
Nie bronią – nie mogę sobie wyobrazić, aby biskupa z partyjniakem cokolwiek mogło interesować jeszcze mniej niż prawa zarodków i płodów.
Nigdy nie pytają, co uczynić, aby je chronić naprawdę. Interesuje ich jedynie władza wyrażająca się w formułowaniu zakazów – zwłaszcza adresowanych do kobiet, do których mają najwidoczniej jakiś żal i na których chcą się wyżyć.
Schlebianie sobie, że walczy się o prawa i życie innych ludzi, gdy po prostu bezmyślnie i okrutnie się ich krzywdzi, łączy w sobie bezbrzeżną pychę z zakłamaniem tak wielkim, że sam obłudnik nie zdaje sobie z niego sprawy. Taki jest chemizm moralnego sadyzmu.
Ja jednak czekam na ten atak ze spokojem i nadzieją. Wiem, że nieszczęśliwe kobiety znajdą pomoc, nawet wtedy, gdy Kaczyński z Rydzykiem uprą się, by utopić je we łzach. Wiem, że znajdą się szlachetni ludzie i szlachetni, odważni lekarze, którzy nie pozostawią ich bez pomocy – mimo okrutnego i bezmyślnego prawa, narzuconego przez zaburzonych emocjonalnie i niedojrzałych fanatyków bez sumienia. Przede wszystkim jednak nie wierzę, aby katolicka krucjata przeciwko polskim kobietom osiągnęła swój cel.
Za kilka tygodni, gdy okrutna ustawa znajdzie się na biurku prezydenta, ruszą na ulice ogromne tłumy kobiet i wspierających je mężczyzn. Będziemy świadkami społecznego gniewu, którego jeszcze Kościół i jego partyjne szwadrony nie widzieli. Po raz pierwszy biskupi zobaczą na własne oczy bunt narodu przeciwko swej władzy.
To będzie przełom. Naród przestanie się bać, a młodzież podniesie głowy znad swoich smartfonów i ruszy zawalczyć o swoje prawa z oczadziałymi „freakami”, dobierającymi się do ich ciał. Na tym właśnie, a nie na niszczeniu państwa prawa, przejedzie się PiS. To jest właśnie ta czerwona linia, którą w swej pysze i głupocie Kaczyński z biskupami szykują się przekroczyć.
Duda tego nie podpisze. Żona mu nie pozwoli. PiS uratuje skórę. Ale na krótko. Młodzi im tego nie zapomną. A raz podjęty bunt przeciwko wszechmocnym biskupom utoruje drogę kolejnym. Zamykanie sklepów, zmuszanie do rodzenia niezdolnych do życia dzieci, codzienne wieści o pedofilach w sutannach – to musi wreszcie zadziałać. „Masa krytyczna” zgorszenia niedługo zostanie przekroczona – a wtedy umęczony i zdegustowany nachalną kościelną ględą młody naród powie im „spadajcie”. I spadną – najpierw w dochodach, potem we władzy. A zacznie się to wszystko za parę tygodni – gdy zaślepiony pychą partyjno-kościelny konglomerat rządzący tym biednym krajem podepcze brzuch polskiej kobiety. Za perwersję się płaci, Panowie!
Ale może oni się opamiętają i cofną się już teraz? To możliwe – jeśli chłopcy-PR-owcy tak im poradzą. Czy znajdą w sobie dość odwagi? Oto jak nisko upadliśmy – los naszego kraju w rękach małych, sprzedajnych cwaniaczków, biorących pieniądze za mówienie skorumpowanej władzy, co chce słyszeć „ciemny lud”, a o czym słyszeć nie chce. Możemy sobie pogratulować.
Magdalena Środa: Ludzie opamiętajcie się Bóg jest wszędzie, w Kościele jest tylko hucpa

Magdalena Środa
Oni się nigdy nie opamiętają jeśli nie zacznie stawiać im się cywilnego oporu. Politycy tego nie zrobią, wzajemne układy są tu zbyt głębokie
Jakąż trzeba mieć pychę, jakie poczucie bezkarności i pogardy wobec kobiet, by wymyślać tak drakońskie przepisy w sprawie aborcji.
To już problem psychiatryczny, nie polityczny. To jakiś szatański wybryk środowiska otyłych panów w sukienkach, którzy nienawidzą kobiet a chronią pedofilów….
Swoją drogą, jeśli natychmiast nie odmówi się im posłuszeństwa, jeśli wierzący nie nauczą się gadać z Bogiem poza Kościołem to nic się nie zmieni.
Dziś – jak słyszę – matki szukają dla swoich córek komunijnych sukienek, do tej obleśnej instytucji popłynie znów gotówka, czołobitność, pokora. W zamian będzie pogarda i nienawiść, pycha.
Oni się nigdy nie opamiętają jeśli nie zacznie stawiać im się cywilnego oporu.
Politycy tego nie zrobią, wzajemne układy są tu zbyt głębokie, ale katolicy, katoliczki – ludzie opamiętajcie się Bóg jest wszędzie, w Kościele jest tylko hucpa
Magdalena Środa
Pomysł na obiad – Ryż po singapursku
Singapore Rice – czyli ryż po singapursku, jest jedną z dziesiątek wersji, wywodzącego się z kuchni chińskiej smażonego ryżu. W woku smaży się ryż z innymi składnikami, najczęściej są to warzywa, mięso czy owoce morza. W wielu domach, do wykonania tego dania zużywa się składniki pozostałe po daniu głównym, czego efektem są najliczniejsze odmiany tej potrawy.

Singapore rice, często można spotkać w chińskich barach na wynos, głównie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii
Składniki na 4 osoby
250 g ryżu długo ziarnistego (najlepiej basmati)
1/2 piersi z kurczaka ok 150 g (może być gotowane mięso z kurczaka)
100 g drobnych mrożonych krewetek
1/2 papryki czerwonej
1/2 papryki żółtej
1/2 puszki kukurydzy
1 por
3 łyżki posiekanej zielonej cebulki
mały kawałek imbiru lub imbir mielony
2 ząbki czosnku
1 łyżka sosu sojowego
curry
1 jajko
2 łyżki oleju (może być olej kokosowy)

Do sporej wielkości woka, wlewamy olej a następnie wrzucamy pokrojoną paprykę i por pokrojony w półplasterki. Warzywa podsmażamy ostrożnie aby warzyw nie przypalić. Przekładamy na talerzyk. Dolewamy trochę oleju i wrzucamy na gorący tłuszcz krewetki, a kiedy odparuje z nich woda dodajemy pokrojonego drobno kurczaka i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodajemy utarty na drobnych oczkach imbir i wsypujemy kukurydzę. Do woka dodajemy, podsmażoną uprzednio paprykę z porem i mieszamy na wolnym ogniu.
Ugotowany na półtwardo ryż dodajemy do woka i dokładnie mieszamy z pozostałymi składnikami. Doprawiamy sosem sojowym i curry.

Na patelnię z gładkim dnem, wlewamy odrobinę tłuszczu i rozbełtane jajko. Smażymy mieszając aż powstanie ”sucha jajecznica”. Usmażone jajko dodajemy do ryżu. Dosypujemy do woka 2 łyżki zielonej cebulki i dokładnie mieszamy wszystkie składniki.
Ryż podajemy posypany z wierzchu pozostałą cebulką.
Smacznego!
Anna Frach, Thefad.pl
Jan Hartman: Duda znów przyniósł nam wstyd

Prof. Jan Hartman
Oni już tacy są – Kaczyński, Morawiecki, Duda, cały dygnitarski PiS… Można się po nich spodziewać dosłownie wszystkiego. Bo nie panują nad tym, co myślą i mówią.
Tak to jest, gdy człowiek wychowuje się w ultrakonserwatywnym środowisku, a jednocześnie styka się jakoś ze współczesną kulturą umysłową i polityczną. Raz sypnie reakcyjną brednią, innym razem poprawnym banałem. Bo ma w głowie sieczkę – bezładną mieszaninę słomy, pożywnych ziaren i polnych chwastów.
Oni już tacy są – Kaczyński, Morawiecki, Duda, cały dygnitarski PiS… Można się po nich spodziewać dosłownie wszystkiego. Bo nie panują nad tym, co myślą i mówią. Bo myślą i mówią kliszami, których sensu ani źródeł nie rozumieją. Nad niczym się głębiej nie zastanowią, nie przeczytają poważnej książki, bo ostatecznie to wszystko jedno. Nihiliści-oportuniści. Raz odpalą coś z arsenału fanatycznej kontrreformacji, rodem z Piotra Skargi, potem jakiś pseudomodernistyczny endecyzm à la Dmowski, a na wieczór przyłożą jeszcze z liberalnego progresywizmu. Od święta zagrają nawet na nutkę demokratyczną.
Jak Duda, który niedawno w tyleż słusznych, co banalnych słowach potępiał antysemityzm i „prosił o wybaczenie” (podkreślał później, że nie „przepraszał”) za Marzec. W zeszły poniedziałek ten sam Duda uderzył zaś w ton szowinistycznego załgania, oświadczając: „Bardzo często ludzie mówią »Ach, po co nam Polska, Unia Europejska jest najważniejsza«. Przecież wiecie państwo, że bywają takie głosy. Otóż proszę państwa, to niech sobie ci wszyscy przypomną te 123 lata zaborów, jak Polska wtedy pod koniec XVIII wieku swoją niepodległość straciła i zniknęła z mapy. (…) Bo teraz gdzieś daleko, w odległych stolicach, decyduje się o naszych sprawach. To tam zabiera się pieniądze, które my wypracowujemy, i tak naprawdę pracujemy na rachunek innych”.
Warto posłuchać tego bełkotu – jest hitem sieci. Na własne uszy usłyszycie, jak prezydent państwa będącego największym beneficjentem członkostwa w Unii Europejskiej ostrzega swój naród przed obcą władzą i ekonomicznym wyzyskiem, takimi jak za czasów zaborów. Kiedyś o sprawach Polski decydowano w Berlinie, Wiedniu i Moskwie, a jak dalej tak pójdzie z tą Unią, to będą nami rządzić z Brukseli. Więc uważajcie, rodacy, na tę całą Europę. Bo to są „oni”, tacy „oni”, którzy chcą nam odebrać niepodległość. Brakowało jeszcze tylko sloganu z czasów akcesji „Kiedyś Moskwa, dziś Bruksela”. Prezydent państwa członka dobrowolnego i demokratycznego zrzeszenia 28 państw porównuje instytucje oraz system redystrybucyjny Unii, którą współrządzi, do imperialnych zaborów.
Wypowiedź Dudy jest nie tylko piramidalnie głupia. Przede wszystkim jest po prostu podła. Wyziera z niej nie tylko kompletna ignorancja, lecz również najgłębsze zakompleksienie i niewdzięczność. Bo porównanie naszych wspólnych europejskich instytucji z dworem zaborcy jest kretynizmem i nieuctwem, a zestawienie imperialnej polityki wyzysku z gigantyczną pomocą gospodarczą, jaką od tylu już lat otrzymujemy od naszych bogatszych partnerów, to nic innego jak małość człowieka, który nie umiejąc zdobyć się na wdzięczność (wszak wdzięczny jakby się umniejsza), woli szczekać i kąsać rękę, która go karmi.
Po raz kolejny Duda przynosi nam wstyd. Na szczęście i nieszczęście nie jest człowiekiem, którego by ktoś w świecie chciał słuchać. Gdyby podobne słowa padły z ust któregoś z poważnych przywódców europejskich, stałoby się to skandalem i sensacją nie tylko w Europie. A to, co gada prezydent dalekiej i coraz dalej odpływającej od świata i rzeczywistości Polski, nikogo już nie interesuje. Staliśmy się bowiem jednym z wielu egzotycznych krajów, z którymi utrzymuje się stosunki w celach handlowych i wojskowo-strategicznych, lecz nikt nie postrzega ich jako części kulturowej i politycznej wspólnoty Zachodu.
Jeśli jednak rząd Polski naprawdę myśli, że integracja europejska zagraża niepodległości Polski, to ratuj się, kto może! Gdybyśmy nie należeli do Unii Europejskiej, musielibyśmy siłą rzeczy orbitować wokół Moskwy, która wszak umiałaby zadbać o to, by zamknąć nasz kraj w swojej „strefie wpływów”. Czy Duda naprawdę tego nie pojmuje?
Jurek Owsiak: List do Agaty Kornhauser-Dudy

Jurek Owsiak
Dlaczego do Pani kieruję te słowa? Nie wiem, czy cokolwiek można już odwrócić, zmienić, więc pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie. A może dlatego, że darzę ogromnym szacunkiem Pani rodziców.
Szanowna Pani Agato,
Kieruję do Pani te słowa o nic nie prosząc, a bardziej informując, bo sprawa dotyczy Pani męża. Nie widzę innej możliwości wskazania adresata, bo słowa kierowane do męża po prostu utkną i przepadną. Może więc Pani pochyli się nad tym i weźmie je sobie do serca. Tak! Do serca, bo o serce tu chodzi.

Fot. LCS (Facebook Jurka Owsiaka)
W zeszłym roku Ministerstwo Zdrowia postanowiło w swoim reformatorskim dziele stworzyć coś, co zostało nazwane siecią szpitali. Następnie przeprowadzono procedurę, która jedne szpitale w tej sieci zatrzymała, inne wyrzucała. Samo słowo „wyrzucenie” na pewno rozumie Pani tak jak ja – do czegoś nie będzie dostępu, coś będzie ograniczone, czegoś nie dostaniemy, a czegoś może nawet zabraknie. Wtedy także ważyły się losy geriatrii, zreformowanej przez Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy z udziałem milionów Polaków, także poza granicami kraju. Geriatria otrzymała zastrzyk w postaci najnowocześniejszego sprzętu o wartości ponad 100 milionów złotych. Jej oblicze zmieniło się diametralnie! Mówiąc najprościej – wyrzucone zostało stare, a nawet bardzo, bardzo stare, wjechało nowe i nowoczesne. To stare, Pani Agato, to często wstyd i porażka naszego systemu ochrony zdrowia! To był złom, który mógłby grać główną rolę w popularnym programie „Złomowisko”. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat, na oddziałach geriatrycznych pojawiły się nowe urządzenia takie jak densytometry, rentgeny, ultrasonografy, kardiomonitory, wszelkiego rodzaju pompy do precyzyjnego dozowania leków. Nie mówiąc o najbardziej spektakularnym sukcesie, jakim była wymiana na nowe ponad 8000 łóżek dla seniorów. Kiedy wymieniliśmy wszystko w kilkudziesięciu oddziałach geriatrii, podobny sprzęt kupowaliśmy dla tych zwykłych, przeciętnych, często jeszcze bardziej zaniedbanych niż geriatria Zakładów Opiekuńczo Leczniczych.
O geriatrii dużo mówił w swoich planach wyborczych nawet Pani mąż. Losy seniorów często w takich właśnie momentach odmieniane są przez wszystkie przypadki. I jak to bywa, następuje wielkie, przeogromne, gigantyczne sadzenie gruszek na wierzbie. My wszystkie nasze obietnice, związane z pięcioma Finałami dla seniorów, nie tylko wypełniliśmy, ale daleko przekroczyliśmy.
Natomiast rok 2017 okazał się dla geriatrii fatalnym. Najpierw minister, następnie Sejm, a potem także podpis Pani męża spowodował, że geriatrię wyrzucono z sieci szpitali. Nie ma ochrony budżetowej, nie ma ochrony systemowej. Jej odbudowa i przywracanie szacunku, jako ważnej w systemie opieki zdrowotnej dziedzinie medycyny, utknęło w martwym punkcie. To dlatego ostatni Finał, w którym zebraliśmy rekordową sumę pieniędzy, nie był poświęcony seniorom. Kompletnie nie wiemy, co się z tymi szpitalami i oddziałami stanie.
A dzieje się źle.
Właśnie dowiedzieliśmy się, że oddział geriatryczny w Szpitalu Wolskim w Warszawie, który został niemal w całości wyposażony przez naszą Fundację będzie działać do końca marca. Oddział ten wraca do statusu tak zwanego „ oddziału wewnętrznego”. Zdaje sobie Pani sprawę, że będzie to wyglądało, mówiąc wprost, następująco – starszy w stosunku do średniej, ale młodszy od naszego leczonego już seniora pacjent, wyrzuci z systemu „geriatrycznego” tego pacjenta, który na ten oddział powinien być zaproszony, zdiagnozowany i skonsultowany, aby mógł jak najdłużej aktywnie żyć we własnym otoczeniu. Taki był zamiar oddziałów geriatrycznych i do tych planów my tak chętnie dołożyliśmy swój wkład w postaci zakupu nowoczesnego sprzętu. Brak ochrony ze strony tak zwanej „sieci” naszym zdaniem wyrzuci „w kosmos” kolejne oddziały geriatryczne.
I żeby nie było, że do Państwa nie pisałem. Dokładnie rok temu zwróciłem się z prośbą, aby Pani mąż tego nie podpisywał. Ten drobny element w układance reformy ochrony zdrowia niczego nie przewróciłby do góry nogami. Pani mąż podpisał, czyli geriatrię wyrzucił! Próbowałem jeszcze o tym rozmawiać z poprzednim Ministrem Zdrowia, ale powiem Pani szczerze, że był to stracony czas i drugi raz nie pójdę do niego nawet z bólem głowy. Swoją nonszalancją podczas naszej wizyty w Ministerstwie Zdrowia zrobił mnie i mojej żonie wielką przykrość.
Dlaczego do Pani kieruję te słowa? Nie wiem, czy cokolwiek można już odwrócić, zmienić, więc pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie.
A może dlatego, że darzę ogromnym szacunkiem Pani rodziców.
Pozdrawiam,
Jurek
Jak uchronić się przed ugryzieniem kleszcza?
Zima za nami, czas zacząć cieszyć się słońcem i miłymi chwilami które niosą ze sobą wiosna i lato.
Nie dla wszystkich jednak te dwie pory roku są równie wspaniałe – mam na myśli alergików oraz osoby narażone na ukąszenia komarów czy kleszczy.

Ciepłe dni to raj dla różnego rodzaju insektów, a nasza aktywność na świeżym powietrzu znacznie ułatwia im dostęp do naszej skóry.
Kleszcze budzą się z zimowego snu już przy temperaturze powyżej 5 st. C i są aktywne przez bardzo długi czas, bo od marca aż do listopada.
Kleszcze najchętniej bytują na krzewach do wysokości 1,5 m, sąsiadujących z wysokimi trawami. Można je spotkać w lasach, miejskich parkach, na łąkach,a więc w miejscach, które często wybieramy na spacery. Ugryzienie przez kleszcza nie jest bolesne, ale jego konsekwencje mogą niestety być bardzo niebezpieczne.

Pomimo że ugryzienia przez kleszcza, nie zawsze kończy się zakażeniem, ryzyko zakażenia groźną chorobą po jego ugryzieniu jest ciągle bardzo duże. Kleszcze najczęściej przenoszą boreliozę, kleszczowe zapalenie mózgu, a rzadziej anaplazmozę, babeszjozę lub bartonellozę.
Warto więc pamiętać aby udając się na łąkę czy do lasu odpowiednio się zabezpieczyć.
Jedną z najprostszych metod jest posmarowanie skóry środkiem, który skutecznie odstraszy niechcianych gości.
Olejki eteryczne o których mowa, są łatwo dostępne, pięknie pachną i skutecznie odstraszą potencjalnych intruzów, a nas ochronią przed przykrymi konsekwencjami pogryzienia.

Najbardziej skuteczne olejki to:
1. Olejek miętowy (mięta polej) – jego głównym składnikiem jest oczywiście mięta, roślina bardzo esencjonalna, która często jest dla insektów trująca
2. Olejek lawendowy – niezwykle miły dla naszego nosa słodki zapach, jest wyjątkowo znienawidzony przez insekty
3. Olejek z trawy cytrynowej – skutecznie zniechęca nie tylko kleszcze ale również wszy
4. Olejek z limonki – jego mocny, cytrynowy zapach odstrasza kleszcze. Może być stosowany zarówno na skóre jak i na ubranie.
5. Olejek eukaliptusowy – wystarczy niewielka ilość olejku naniesiona na skórę, aby zniechęcić owady. Świetnie też sprawdza się jako antidotum po ugryzieniu, gdyż zmniejsza opuchliznę i łagodzi objawy infekcji.
Stosowanie olejków jest bezpieczne zarówno dla dorosłych jak i dzieci.
W ten sposób, możecie również ochronić przed ukąszeniem kleszczy wasze domowe zwierzaki. Wystarszy kilka kropel olejku zaaplikować w okolicę karku psa lub kota lub na obrożę.
Warto także, zaopatrzyć się w herbatę z czystka, której jednym z działań jest ochrona przed kleszczami. Na temat właściwości herbaty z czystka przeczytacie tutaj.
(af) TheFad.pl

