Stefan Niesiołowski: Dyplomatołki

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Dyplomatołek to nie tylko moim zdaniem dyplomata matoł, lub matoł udający dyplomatę, lub, któremu wydaje się, że jest dyplomatą, ale swoista mieszanka głupoty, nieuctwa, nacjonalizmu, pychy i przekonania o własnej mądrości.

 

Termin dyplomatołki, którego autorem jest prof. Władysław Bartoszewski i który odnosi się do matołkowatych dyplomatów, a został wprowadzony do języka politycznego jako efekt działań wybitnej pisowskiej dyplomatki i szefowej MSZ p. Fotygi, którą nazwałem krzyżówką Metternicha z Talleyrandem, nabrał dodatkowego znaczenia po uchwaleniu przez PiS bezmyślnie szkodliwej ustawy o IPN i po działaniach ratunkowych podjętych przez p. Morawieckiego i innych mężów stanu.

 

 

Dyplomatołek to nie tylko moim zdaniem dyplomata matoł, lub matoł udający dyplomatę, lub, któremu wydaje się, że jest dyplomatą, ale swoista mieszanka głupoty, nieuctwa, nacjonalizmu, pychy i przekonania o własnej mądrości. Dyplomatołek w pisowskiej wersji ma pełną gębę Pana Boga, Ojczyzny, Polski, żołnierzy wyklętych, Powstania Warszawskiego i wojny 1920 roku.

Jest przekonany, że został wybrany przez Pana Boga za pośrednictwem Jarosława Kaczyńskiego, który jak wiadomo jest świeckim ramieniem Kościoła (brachium seculare) ma prawo do prowadzenia polityki zagranicznej, reprezentowania Polski i wypowiadania się w imieniu Polski. Każdy kto jest innego zdania, kto nie uwielbia polityki zagranicznej w wydaniu pp. Morawieckiego, Dudy i Kaczyńskiego w roli Kapłana Najwyższego (pontifex maximus) jest renegatem, ubeckim pomiotem, lub ubecką wdową (rozumiem, że także ubecką rozwódką), drugim sortem, targowicą i zdradziecką mordą.

Ta krótka inwokacja, która jest kwintesencją polityki zagranicznej w wydaniu pisowskim stanowi jednocześnie podstawę do rozwinięcia dalszych rozważań związanych z genialną ustawą o IPN-ie w wydaniu Jakiego, Dudy, Czaputowicza. Morawieckiego, Kaczyńskiego itp.

Ustawa o IPN ma na celu karanie za oskarżanie Polski i Polaków nie tylko za twierdzenie, że nazistowskie obozy śmierci były polskimi (czego nikt nie twierdzi, albo bezmyślnie uważa, że „polskie” oznacza pojęcie terytorialne, lub jest pełnym złej woli marginalnym idiotą), ale za twierdzenie o współdziałaniu Polaków w wydawaniu Niemcom Żydów i szerzej czerpaniu korzyści z holokaustu.

Było oczywiste, że musi to wywołać protesty strony żydowskiej, gdyż poprzez swoją mętną i bełkotliwą jak większość produktów pisowskich niejednoznaczność, stwarza wrażenie, że Polacy w żadnej mierze nie współpracowali z nazistami w mordowaniu Żydów co jest niestety nieprawdą.

W dodatku okazało się, że zarówno strona izraelska jak i amerykańska ostrzegała (co ostatnio zostało ujawnione i nie budzi wątpliwości) pisowców przed tego rodzaju ustawą.

Ale geniusze z Nowogrodzkiej pełni patriotycznego wzmożenia, widząc już Grossa i kilku innych nielubianych ludzi w łapach Kamińskiego, Żaryna, Rydzyka, Kurkowej itp. przy pomocy intelektualistów od Kukiza ochoczo wśród patriotycznych okrzyków uchwalili tę kwintesencję patriotyzmu i prawdy historycznej. Czemu z radością przyklaskiwały reżimowe media (jak w Marcu). Z wiadomym skutkiem.

Potem odbył się iście marcowy (Marzec ’68) sabat z udziałem recydywy marcowych publicystów, przez media przetoczyła się fala obrzydliwych plugawych antysemickich wypowiedzi, z których warto zapamiętać pp. Ziemkiewicza i Wolskiego twierdzących, że obozy koncentracyjne były także „żydowskie” bo Żydzi stali przy krematoriach i niejakiej Kurkowej eksperta TVP, że Żydzi mieli powody do radości bo świętowali w wywalczonych od Niemców obszarach autonomii (chodzi o getta), a Polacy byli prześladowani.

Powtórka Marca ’68 miała miejsce w wielu obszarach. Z jednej strony antysemickie plugastwa w mediach i antysemickie ONR-owskie i inne w tym rodzaju manifestacje, ochraniane przez policję i popierane choć nie tak hałaśliwie i jednoznacznie jak jeszcze niedawno przez reżim, z drugiej występy świadków i ekspertów od ukrywania Żydów podczas okupacji i wystąpienia ludzi, którzy udowadniali, że Polacy podczas okupacji zajmowali się przede wszystkim ukrywaniem Żydów, a szmalcownictwo, mordy, grabieże i żerowanie na nieszczęściu naszych współobywateli żydowskiego pochodzenia były absolutnym marginesem, a i tak za to wszystko, a zwłaszcza za antysemityzm w Marcu odpowiadają komuniści bo Polski nie było.

Jak w Marcu ’68 pojawiły się postaci „porządnych Żydów” kolaborujących wówczas z PZPR, dziś z PiS-em, którzy mają za zadanie pokazać, że reżim nie jest antysemicki, bo przecież ja Żyd ten reżim popieram i twierdzę, że mówi prawdę. Odbyła się seria wzruszających wystąpień mających udowodnić, że PiS nie ma nic wspólnego z antysemityzmem, p. Duda kilka razy próbował przepchnąć przez sejm absurdalną uchwałę o dniu pamięci tych co ukrywali Żydów, a do Izraela wyjechała reżimowa delegacja z nieocenionym p. Wildsteinem (łagodzić i udobruchać).

Dziwne, że Żydzi nie wyrzucili ich już z lotniska, ale miłosierdzie narodu wybranego jest jak widać wielkie jak miłosierdzie Boże. Ostatecznie sprawa skończyć się musi odszczekaniem idiotycznej ustawy i przeproszeniem, ale paskudna zaszargana opinia o Polsce zostanie na długie lata i to jest jeszcze jeden sukces dobrej zmiany.


Katarzyna Lubnauer: Wiemy już, po co PIS wymyślił ustawę o IPN

Katarzyna Lubnauer

Katarzyna Lubnauer

Polska to nie PIS, a większość Polaków to nie są antysemici. Warto, żeby świat o tym wiedział.

 

Wiemy już, po co PIS wymyślił ustawę o IPN. Żeby przy jej pomocy karać niepokornych dziennikarzy i polityków opozycji. ⚠️⚠️⚠️

Jakoś się całkiem nie przestraszyłam, ale słowa posłanki K. Pawłowicz potwierdzają, że ta ustawa to zamach na wolność słowa.

Naszym celem jest odbudowa stosunków z ludźmi, którzy do afery z ustawą o IPN byli naszymi sojusznikami na świecie. I wierzę, że pozostaną naszymi Przyjaciółmi. Nie chodzi tylko o strategiczne sojusze z innymi państwami – te są kluczowe, ale mam na myśli ludzi na całym świecie, którzy dotychczas z sympatią odnosili się do Polski, Polek, Polaków.

Polska to nie PIS, a większość Polaków to nie są antysemici.
Warto, żeby świat o tym wiedział.


Roman Giertych: Areszt wydobywczy – we współczesnym polskim systemie stanowi substytut tortur

Roman Giertych

Roman Giertych

Moim zdaniem w przypadku przestępstw gospodarczych areszt tymczasowy winien być wyjątkiem, a zasadą winno być poręczenie majątkowe. Jedynie w przypadku mataczenia lub groźby opuszczenia kraju, a także w sytuacji, gdy majątek zgromadzony w ramach przestępstwa wyprowadzono poza granice, sądy winny stosować areszt

 

Areszt wydobywczy

Od wielu lat w Polsce nadużywa się tego środka zapobiegawczego, jakim w nadzwyczajnych rzekomo sytuacjach, ma być areszt tymczasowy.

Nie jest to tylko problem obecnej prokuratury pod kierownictwem Zbigniewa Ziobro, ale swymi korzeniami sięga czasów PRL, gdzie o zastosowaniu aresztu decydowała prokuratura.

Dlaczego prokuratorzy występują o ten środek zapobiegawczy jako standard w postępowaniach karnych?

Bo jest najwygodniejszy oraz ponieważ areszt skłania podejrzanego do składania wyjaśnień, które stanowią podstawę do zarzutów dla innych osób i dla stosowania kolejnych aresztów.

W odniesieniu do osób, które nie są przestępcami pospolitymi areszt we współczesnym polskim systemie stanowi substytut tortur. Osoba, która nigdy nie była w więzieniu przetrzymywana w warunkach totalnego brudu, brutalnego towarzystwa, osamotnienia i wszechogarniającej nudy szybko jest gotowa zrobić wszystko, aby wydostać się z aresztu. To oczywiście pomaga prokuraturze wydostać czasem cenne informacje, które prowadzą do odkrycia dalszych sprawców przestępstw, a także do odzyskania środków pieniężnych.

Problem z aresztem zaczyna się wtedy, gdy prokuratura ukierunkowuje wyjaśnienia podejrzanego na określone osoby na których im zależy lub kiedy areszt jest traktowany jako sposób zmuszenia do przyznania się do winy.

W sprawach przestępstw białych kołnierzyków (oszustwa, działanie na szkodę podmiotów gospodarczych, przywłaszczenie, unikanie podatków, korupcja) stosowanie aresztu jest de facto skutecznym środkiem dowodowym. Na podstawie praktyki uważam, że ponad połowa skazań w tym obszarze wywodzi się z wyjaśnień osób, które są aresztowane. I to zarówno wobec innych, jak i wobec nich samych (confessio est regina probationum – przyznanie się jest królową dowodów). Taka sytuacja powoduje, że prokuratorzy zamiast szukać dowodów winy wsadzają kogoś z danej spółki, działalności czy środowiska i czekają, aż powie wszystko co wie (a czasami zmyśli) o pozostałych.

Dzięki temu może aresztowany skorzystać z przywileju (art. 60kk), który łagodzi mu karę i zwykle wychodzi na wolność. Potem osadza się następnego i tak się toczy.

Skutkiem tego działania jest często krzywda ludzi kompletnie niewinnych, którzy zostali obciążeni przez inne osoby, które dzięki temu wychodzą na wolność.

Prokurator ma sukces i nie chce mu się już szukać później prawdziwych dowodów na potwierdzenie winy.

Cały system więc, który premiuje prokuratorów z sukcesem, skręca w stronę stosowania aresztów wydobywczych. Oczywiście oznacza to, że zwiększa się liczba wykrywania prawdziwych przestępstw gospodarczych, ale kosztem tego, że ponad (według mojej oceny) 30% zarzutów jest fałszywa. Czy taka cena za większą skuteczność ścigania przestępczości gospodarczej jest akceptowalna? Według mnie nie.

Wprowadzenie przez PiS przesłanki wysokiej kary jako podstawy aresztu (która zniknęła parę lat wcześniej) znakomicie ułatwiło uzyskiwania postanowień sądowych o areszcie w takich sprawach. Niestety sądy często ułatwiają prokuraturze złą praktykę i zatwierdzają miażdżącą większość wniosków o areszt. Sędziowie często obawiają się reakcji opinii publicznej, która jest skłonna ferować wyroki na podstawie samego oświadczenia prokuratury. I co gorsza już się przyzwyczaili do stosowania aresztu „lekką ręką”.

Moim zdaniem w przypadku przestępstw gospodarczych areszt tymczasowy winien być wyjątkiem, a zasadą winno być poręczenie majątkowe. Jedynie w przypadku mataczenia lub groźby opuszczenia kraju, a także w sytuacji, gdy majątek zgromadzony w ramach przestępstwa wyprowadzono poza granice, sądy winny stosować areszt.

Dotychczasowa praktyka w tym zakresie musi się zmienić jeśli chcemy, aby nasz system nie krzywdził niewinnych. Myślę, że będzie to jedna z tych rzeczy, które za dwa lata, czyli po upadku PiS, będziemy musieli zrobić.

 

Roman Giertych

 

 

 


Wzrosną opłaty sądowe, niektóre nawet pięciokrotnie

Postępowania sądowe będą droższe. Projekt zmian Kodeksu postępowania cywilnego zakłada przede wszystkim, że wzrosną opłaty stałe pobierane w sprawach o prawa niemajątkowe i niektóre majątkowe.

Wyższe mają być też opłaty związane z pozwem rozwodowym, wzrosną z 600 zł do 2 tys. zł, czy postępowaniem spadkowym, z 50 do 100 zł. Także uzyskanie orzeczenia wraz z uzasadnieniem będzie możliwe tylko odpłatnie. Zmiany dotkną zarówno przedsiębiorców, jak i osoby indywidualne. Wyższe opłaty sądowe mogą też utrudnić dostęp do sądów najmniej zarabiającym – ocenia Michał Kwieciński, adwokat RK Legal.

– W 2017 roku Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało dużą zmianę Kodeksu postępowania cywilnego, jednocześnie proponując zmianę ustawy o kosztach sądowych. Zmiana ta dotyczy przede wszystkim podwyższenia wartości opłat sądowych. Ministerstwo doszło do wniosku, że po 12 latach opłaty trzeba urealnić z powodu inflacji i zmiany siły nabywczej pieniądza. Stwierdziło też, że niektóre opłaty są nieracjonalne i system trzeba uprościć, aczkolwiek jest to uproszczenie wyłącznie w górę .

Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego zakłada przede wszystkim wzrost opłat stałych, które pobiera się w sprawach o prawa niemajątkowe oraz wybranych sprawach o prawa majątkowe, a ich wysokość nie zależy od wartości przedmiotu sporu lub zaskarżenia. Dotychczas wynosiła od 30 zł do maksymalnie 5 tys. zł. Po nowelizacji ma to być już przedział 100 zł – 10 tys. zł.

Wzrosnąć mają także opłaty stosunkowe, czyli pobierane w sprawach majątkowych, w zależności od wysokości przedmiotu sporu. W przypadku, gdy wartość sporu wynosi między 20 tys. a 4 mln zł, wysokość opłaty wyniesie 5 proc. wartości. Jeśli wartość sporu przekracza 4 mln zł, będzie to 200 tys. zł i 0,5 proc. od nadwyżki, maksymalnie opłata sięgnie 500 tys. zł (dotychczas maksymalnie było to 100 tys. zł).

Nowelizacja zakłada też likwidację różnych drobnych opłat. Ma zastąpić je jedna – w wysokości 100 zł.

– Ważną propozycją jest zmiana opłaty za pozew o rozwód. Obecnie wynosi 600 zł, a według nowych przepisów ma to być 2 tys. zł. W projekcie wskazano, że trwałość rodziny jest konstytucyjną wartością, a podwyższenie tych opłat ma sprawić, że ludzie nie będą pochopnie się rozwodzili. Co więcej, dotychczas była taka zasada, że jeżeli rozwód był zgodny, czyli na jednej rozprawie strony porozumiały się co do warunków rozwodu, połowa opłaty była stronom zwracana. Teraz ministerstwo uznało, że żadnego zwrotu połowy opłaty nie będzie.

Zmiany czekają też przedsiębiorców – wzrosną koszty pozwów o rozwiązanie spółki, wyłączenie wspólnika, uchylenie, stwierdzenie nieważności bądź ustalenie istnienia uchwały (z 2000 do 5000 zł).

Wyższe mają być też opłaty sądowe w przypadku dochodzenia roszczeń w trybie postępowania nakazowego. Osoba, która dochodzi swoich praw będzie musiała wnieść 50 proc. opłaty stosunkowej (obecnie 25 proc.). Niższa za to ma być opłata wnoszona przez pozwanego, w przypadku gdy wnosi on zarzuty od wydanego nakazu zapłaty (z 75 na 50 proc.). Dodatkowo nie będzie zwracana opłata, nawet gdy nie ma sprzeciwu drugiej strony, a wyrok uprawomocnił się od razu (dotychczas zwracano 3/4 opłaty).

– To element wspierania dłużnika w sporze z wierzycielem. Wydaje mi się, że chodzi o ochronę konsumencką, żeby wierzyciele masowi czy firmy windykacyjne, pozywając dłużników, płaciły jak najwięcej, żeby pozywały rozsądnie i nie miały żadnej ulgi w wysokości np. 1/4 opłaty – ocenia adwokat RK Legal.

Z drugiej jednak strony, jak wskazują eksperci, jeśli ten przepis wejdzie w życie w przedstawionej formie, może oznaczać zahamowanie polskiej przedsiębiorczości, zwłaszcza mikrofirm.
Nowe przepisy wprowadzają też opłaty za darmowe dotychczas wezwanie na rozprawę świadka i biegłego (do 100 zł). W przypadku zarządzenia ich przymusowego sprowadzenia, pobierana będzie dodatkowo opłata 200 zł. Nie będzie też możliwości nieodpłatnego uzyskania wydanego orzeczenia wraz z uzasadnieniem. Po zmianach strona będzie musiała zapłacić za to 100 zł.
– W mojej opinii jest to dosyć rozsądne i ma przeciwdziałać zbyt pochopnym wnioskom o uzasadnienie – wskazuje Kwieciński.

Z badania Krajowej Rady Radców Prawnych wynika, że opłaty sądowe w Polsce już teraz należą do jednych z najwyższych w Europie, np. opłata sądowa w sprawie, w której wartość przedmiotu sporu wynosi 6 tys. euro stanowi ponad 69 proc. pensji minimalnej. Po podwyższeniu opłat może się okazać, że zostanie utrudniony dostęp do sądów, zwłaszcza dla najuboższych.

– Jeżeli te opłaty będą zbyt wysokie, to tak jakby państwo zniechęcało do korzystania z czegoś, co nam się konstytucyjnie należy. Oczywiście, jest system zwalniania z opłat sądowych, ale trzeba napisać wniosek, a sąd może, ale nie musi się zgodzić. Na pewno wysokość opłat spowoduje, że wiele osób zastanowi się, czy rzeczywiście pójść do sądu, bo np. opłata za rozwód w wysokości 2 tys. zł będzie dla nich po prostu zaporowa .

W projekcie znalazły się tylko dwie propozycje obniżenia opłat. Będzie to dotyczyło konsumentów, którzy będą próbowali polubownie rozwiązać spór przed polubownym sądem konsumenckim. Obniżone mają być także opłaty w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.
Proponowane zmiany opłat sądowych to część większej nowelizacji, całego Kodeksu postępowania cywilnego. Ostateczny kształt reformy zostanie uzgodniony w ramach konsultacji społecznych, prac rządu, a następnie parlamentu. To oznacza, że prace nad ustawą szybko się nie zakończą.

– Wydaje mi się, że w 2018 roku zmiany raczej nie zostaną uchwalone. Nawet jeśli tak się jednak stanie, to nie przypuszczam, żeby weszły w życie przed początkiem 2019 roku – ocenia Michał Kwieciński.

Źródło: Newseria


Wojciech Glanc: Zanim przyjdą po Ciebie – petycja w sprawie Tymochowicza

Wojciech Glanc

Wojciech Glanc

Nie mogę patrzeć spokojnie na coś, co wydaje mi się złe. Nie mogę patrzeć spokojnie na nadużycia kompetencji , działanie po tzw. linii, historie o Kulsonie, konformizm a przede wszystkim na ostracyzm mediów, które chroni niedoskonałe prawo.

 

Podobno żyjemy w państwie prawa. Nie jestem przekonany, czy prawa, natomiast bardziej „Prawa i Sprawiedliwości”, które z prawem mają coraz mniej wspólnego.

Na przestrzeni kilku ostatnich lat przyglądam się sytuacji w Polsce  i coraz częściej dostrzegam wypaczenia, których kiedyś nie było. Jednym z takich wypaczeń, wspieranych przez zajadłe rodzime media jest moim zdaniem aresztowanie Piotra Tymochowicza. 

Samo aresztowanie  i  rzekome „powody” pozostawiają wiele do myślenia, lecz tylko osobom, które myśleć raz w miesiącu zechcą (parafrazując Bernarda Shaw). Piotr Tymochowicz, będąc w przekonaniu wielu ludzi niewinnym człowiekiem, został oskarżony o RZEKOME posiadanie i udostępnianie treści, o których sama myśl wywołuje odrazę- pornografii dziecięcej. Podkreślam słowo „RZEKOME”.

Warto zwrócić uwagę, że to już trzeci raz w ciągu ostatnich 10 lat. Za pierwszym razem, był to raczej przypadek. Wtedy chodziło o Leppera, a ponieważ Piotr Tymochowicz kreował jego wizerunek, więc i jemu musiało się oberwać. Oskarżenia nieomal identyczne. Lincz medialny natychmiastowy.

I kogo to obeszło, że prokuratura nic nie miała? Kogo obeszło, że to było tylko obrzydliwe pomówienie?

Niestety nikogo. Media dokonały natychmiastowego „wyroku”, a gdy sprawa została umorzona z braku JAKICHKOLWIEK DOWODÓW, pies z medialną kulawą nogą nie odważył się opublikować choćby słowa „przepraszamy”. 

Mało kto też zastanowił sie, że „posiadanie” materiałów tego typu, nie jest jednoznaczne z byciem „pedofilem”. (Warto wspomnieć na marginesie, że takie materiały mogą także w tej chwili znajdować się na Waszych komputerach poza Waszą wiedzą)…

Nikt tego nie zrobił, bo myślenie wymaga wysiłku a milczenie jest bardziej „wygodne”. Milczenie. Bezczynność. Która  jest cichym wspólnikiem najgorszego…

Nikt nie wziął pod uwagę faktu, że podobne zabiegi w polityce są dość często spotykane i mają na celu jedno. Zniszczyć  konkurenta… a tak naprawdę w efekcie końcowym człowieka i jego bliskich.

Historia lubi się powtarzać.

Piotr Tymochowicz został parę miesięcy temu ponownie aresztowany. Znów padły obrzydliwe oskarżenia, znów zaciekłe media z pianą na ustach dokonały medialnego wyroku i nikt nie odważył się stanąć i powiedzieć głośno „NIE WIERZĘ W TE BREDNIE!”. Rodzime media prześcigały się w dopisywaniu „faktów”, nęcąc łatwym żerem coraz większe liczby zaciekawionych czytelników i coraz większe liczby „kliknięć” na ich stronach. Bezmyślny tłum rzucił się na ochłapy, łechtając i sycąc swoje pseudo-etyczne ego.
 

Hałas ucichł a człowiek cierpi. Cierpi rodzina. Przyjaciele. Ludzie, którzy go znają…

Prokuratura dziwnie przedłuża areszt, utrudnia kontakt z bliskimi, milczy… I znów przedłuża pobyt w areszcie.

Będąc od lat znajomym Piotra Tymochowicza nie mogę dłużej na to patrzeć.
Wiem, co oznacza hejt i co ważne jest dla polskich mediów. 

Mediom (z wyjątkami) nie chodzi o prawdę, lecz ilość czytelników.

Media nie cofają się przed opublikowaniem nawet najohydniejszych kłamstw, byle tylko zyskać na większym rozgłosie. O mnie też publikowano kłamstwa, też wykonano kiedyś medialne wyroki.

Media wiedzą, że nawet wygrany przeciwko nim proces nie odbuduje tego, co potrafią zniszczyć w  jeden dzień.

Lecz to niestety tylko jedna strona medalu. Druga strona, to dziwne i niepokojące podejście władz wykonawczych.

Przetrzymują w nieskończoność człowieka, nie dając mu szansy na normalną, cywilizowaną rozgrywkę. To niepokoi wszystkich życzliwych Piotrowi ludzi.

Wielu jest przekonanych o tym, że to rozgrywka innej natury niż „sprawa kryminalna”. Wielu z nas zadaje sobie pytanie, kto za tym naprawdę stoi. Komu zależy na tym, by wykończyć wyjątkowo inteligentnego, błyskotliwego i przedsiębiorczego specjalistę, który często bezinteresownie pomagał wielu politykom, ludziom biznesu, ofiarom sekt. Trudno oprzeć się wrażeniu, że może po prostu „za dużo wie”.

Nie oskarżam narazie nikogo poza mediami, których naturę poznałem już od pierwszego pokazania się w telewizji. Dzielę się tylko odczuciami, nie zważając na wręcz pewny hejt pod moim adresem.

Moim marzeniem jest, by Polska była krajem cywilizowanym. By była krajem prawa. Pragnę uczciwość była niewymuszoną normą. Wierzę, że jest to możliwe, gdy więcej z nas stanie i krzyknie głośno „DOŚĆ!”.

Nie mogę patrzeć spokojnie na coś, co wydaje mi się złe. Nie mogę patrzeć spokojnie na nadużycia kompetencji , działanie „po linii”, historie o „Kulsonie”, konformizm a przede wszystkim na ostracyzm mediów, które chroni niedoskonałe prawo.  A przede wszystkim nie mogę patrzeć, jak wykańcza się człowieka, którego znam od lat, z którym współpracowałem kiedyś przy wyborach prezydenckich i którego uważam za niewinnego.

Nie mogę na to patrzeć i pozwalać, bo wiem, że za chwilę może być to każdy z nas.
Zastanówcie się… Czy chcielibyście chociaż przez jeden dzień doświadczyć medialnej nagonki bez możliwości obrony? Jeśli Wasza odpowiedź brzmi „Nie!”, to podpiszcie petycję, którą przygotowaliśmy z ludźmi wierzącymi w praworządność  i niewinność człowieka.

Podpiszcie pamiętając, że milczenie to wpieranie czegoś, co może także zniszczyć kiedyś Was. Nie pozwalajmy na medialny mord wyprzedzający rozprawy sądowe.

Podpisz petycję Tutaj

 

Wojciech Glanc, Marcin Szymański


Andrzej Żukowski: Kaczyński sieje wiatr, Polska zbierze burzę

Andrzej Żukowski

Andrzej Żukowski

Jak wszystko na tym świecie, epoka panowania Kaczyńskiego będzie miała swój koniec, mam nadzieję, że rychły i z pewnością niesławny, ale też, niestety, swoją cenę.

 

Polska, jak ten nieszczęsny Tupolew pod Smoleńskiem, jest na kursie, który skończyć się może tylko katastrofą.

Nawet gdyby istniał system ostrzegania – jak ten w Tupolewie, który bezskutecznie wołał ‘Terrain Ahead. Pull Up.’, za sterami państwa nie ma nikogo kto zrozumiałby zagrożenie i usłuchał, a już na pewno nie ma nikogo kto wiedziałby co robić.

Przyczyna jest ta sama jak w tamtym rozbitym Tupolewie, którego pilot dostał kategoryczny rozkaz lądowania za wszelką cenę.

Teraz również, rząd Kaczyńskiego posłusznie realizuje jego absurdalne wizje bez cienia refleksji, do której zresztą nikt z nich nie jest zdolny. A system ostrzegania został wyłączony.

I tak, po dwóch latach rządów Kaczyńskiego (albowiem Szydło i Morawiecki to jedynie etykietki, chociaż o różnym potencjale szkodliwości, a Duda to zażenowanie), mamy system sądownictwa, którego niezależność jest coraz bardziej problematyczna i otwarta na naciski polityczne, podobnie potraktowany Trybunał Konstytucyjny, manipulacje przy ordynacji wyborczej, niedozbrojoną armię z przetrzebioną wyższą kadrą oficerską, coraz bardziej dyspozycyjny aparat policji, który może być łatwo wzmocniony naprędce tworzonymi Wojskami Obrony Terytorialnej, spropagandyzowane media publiczne i otwarte przerabianie historii, niedoinwestowaną i sklerykalizowaną służbę zdrowia, podobny system oświaty i nauki, ostentacyjne i daleko nazbyt zażyłe stosunki rządu z Kościołem, a szczególnie pewnym toruńskim jego ośrodkiem, opanowane przez PiS spółki Skarbu Państwa, a nade wszystko – skłócone, zdemoralizowane społeczeństwo.

Nie od rzeczy będzie też wspomnieć dewastację środowiska naturalnego – zainicjowaną przez rząd PiS masową ogólnopolską wycinkę drzew i skatowaną Puszczę Białowieską, oraz wyglądające już na niekontrolowane wyczyny ‘myśliwych’.

Ach, zapomniałbym – mamy też rzecz absolutnie unikalną na tym etapie dziejów Europy, rzadko już spotykaną na świecie, i jeszcze niedawno wydawałoby się nieprawdopodobną i w Polsce niemożliwą – KULT JEDNOSTKI. Jednostka ta jest dość kieszonkowa, ale kult owszem, owszem – taki na miarę już nie Albanii, ale Rumunii za czasów Ceausescu.

Zachęcony takimi ‘sukcesami’ w polityce wewnętrznej, rząd Kaczyńskiego postanowił popracować nad pozycją Polski na arenie międzynarodowej, i bez specjalnego wysiłku wprowadził ją w głęboki lot nurkowy.

Po długotrwałych przekomarzaniach z Unią Europejską i serio seryjnym ośmieszaniu Polski przez PiS na wszystkich możliwych forach międzynarodowych, i skłóceniu się ze wszystkimi chyba sąsiadami i partnerami z UE, wydawało się, że gorzej już być nie może, i nie będzie. Nie doceniliśmy tu klasy ‘miszcza’ Kaczyńskiego i jego trupy cyrkowej. Nowelizacja ustawy o IPN okazała się kolejnym klasycznym PiSizmem, czyli tańcem słonia w składzie porcelany, owocując skutkami absolutnie odwrotnymi od tych zamierzonych. I tak – powstało bardzo niefortunne wrażenie, że trudne i tragiczne tematy związane z Zagładą Żydów, która przecież dokonała się w okupowanej przez III Rzeszę Polsce, mogłyby według intencji ustawy być dyskutowane tylko w rygorze ścisłych regulacji prawnych zdefiniowanych przez rząd Polski, przynosząc oskarżenia o kontrolę i próbę przepisania czy nawet wybielania historii Polski w kontekście Holocaustu.

Ustawa ta stała się nagle przedmiotem ostrej ogólnoświatowej już nawet nie debaty, ale wręcz wojny na słowa czy awantury, przynosząc wzmożone i często celowe stosowanie błędnego i oszczerczego stereotypu ‘polskich obozów zagłady’, i – obok zasłużonej krytyki – sporo złośliwych komentarzy i pomówień.

Pisowski umysł działający na zasadach nakazowo-zakazowych jakoś nie może pojąć, że najmniejsze nawet podejrzenie manipulacji i arbitralnych ograniczeń prawnych, czy cenzury debaty zagadnień o takim ciężarze gatunkowym i wymiarze emocjonalnym i moralnym jak Holocaust jest niedopuszczalne.

Proponowana nowelizacja spotkała się z ostrymi protestami Izraela i Stanów Zjednoczonych, budząc przy tym krytyczne komentarze w mediach światowych. Sprawy uległy znacznemu pogorszeniu po nie tyle nietaktownych co wręcz głupich wypowiedziach premiera Morawieckiego w Monachium, wyliczających Żydów wśród sprawców Holocaustu.

Straty pozycji Polski na świecie w wyniku tych posunięć PiS są niemożliwe do oszacowania, a odczuwać je będziemy bardzo długo. Można krótko powiedzieć, że od czasów Goebbelsa nikt tak szybko i sprawnie nie zrobił Polsce tak złej prasy jak rząd Kaczyńskiego.

PiS, z właściwym sobie talentem do dyplomacji, postawił Polskę w klasycznej sytuacji człowieka, którego ktoś pyta złośliwie ‘kiedy pan przestał bić żonę?’, gdzie oburzenie i zaprzeczenie zawsze wygląda podejrzanie, nawet jeżeli pytany facet jest kawalerem. Nie znaczy to oczywiście, że jako naród nie mamy powodów do introspekcji i poważnej debaty polskiego antysemityzmu i jego roli w tragedii Holocaustu. Wystarczy przyjąć prostą zasadę – skoro tak chętnie i dumnie, i słusznie przecież, powołujemy się na najwyższą liczbę naszych Sprawiedliwych, to powinniśmy również potrafić sumiennie rozliczyć historię naszych rodzimych szubrawców.

Kolejny wyczyn Kaczyńskiego -przejęcie Placu Piłsudskiego i Grobu Nieznanego Żołnierza jako lokacji i tła dla Pomnika Ofiar Smoleńskich i jego brata – Lecha, jest właściwie podsumowaniem strategii jego dokonań w ciągu ostatnich dwóch lat.

Kaczyński tak naprawdę nie uczestniczy w rzeczywistości Polski, Kaczyński tworzy swoją własną rzeczywistość, jakkolwiek tymczasową i wtłacza w nią Polskę, licząc, że to jego ‘rzeczywistość’ w końcu zostanie zaakceptowana jako ‘mniejsze zło’ i fakt dokonany. W końcu udało mu się to z Wawelem.

Jak wszystko na tym świecie, epoka panowania Kaczyńskiego będzie miała swój koniec, mam nadzieję, że rychły i z pewnością niesławny, ale też, niestety, swoją cenę.

Właściwie wszystkie posunięcia Kaczyńskiego to tragiczny dla Polski siew niezgody, który zaowocuje demoralizacją i podziałami Polaków i długim okresem napięć społecznych i politycznych w Polsce, a także długotrwałym okresem spadku prestiżu Polski na świecie, i jej pozycji w EU, które będzie trzeba odbudować. Nie trzeba dodawać, że ucierpi również ekonomia kraju, i jego infrastruktura.

Po sukcesach pierwszego ćwierćwiecza niepodległości, kiedy Polska była symbolem europejskiej nowoczesności i postępu, Kaczyński w ciągu zaledwie dwóch lat przeistoczył Polskę w kraj, który nie potrafi się rządzić, kraj skłócony i niestabilny. Polska Kaczyńskiego jest jak on sam – kapryśna i rozmemłana, paranoidalna, zacofana i otumaniona. Jak sam Kaczyński – Polska stała się krajem bez prawa jazdy, krajem nieprzewidywalnym, kuriozalnym w swojej polityce wewnętrznej i zagranicznej. Polska Kaczyńskiego to skansen przebrzmiałych, skompromitowanych idei skrajnego nacjonalizmu, agresywnego lęku przed ‘obcym’, czyli przed każdym, kto nie jest ‘swój’, ślepej, bezrefleksyjnej religijności ludzi zmanipulowanych do poziomu fanatyzmu, a nade wszystko – podejrzliwości i strachu. I to właśnie uderza najbardziej, że Polska Kaczyńskiego to kraj ludzi przestraszonych, gdzie patriotyzm nie jest pojmowany jako miłość do Polski, lecz jako strach i nienawiść do ‘obcych’.

Kaczyński pozostawi po sobie kulturę ‘krzywdy’ i postawy roszczeniowe, na których zbudował swoją pozycję polityczną, roszczenia właściwie do wszystkich o wszystko, rozbudzoną tradycję demagogii, politykierstwa i bojówkarstwa, upolitycznioną religię i takąż religijność, paranoję polityczną – widma ‘spisku’ i ‘zdrady’, tlący się ‘kult smoleński’ i teorie zamachu; nacjonalizm, szowinizm, ksenofobię, antysemityzm, i rasizm.

Pozostanie też osad bezkarnie rzucanych obelg i agresywnego przeciętniactwa i sobiepaństwa, które ktoś mniej taktowny mógłby szczerze nazwać rozbestwionym chamstwem.

Już teraz widać, że era rządów Kaczyńskiego wywrze poważny wpływ przynajmniej na pierwsze ćwierćwiecze XXI wieku w Polsce, i nie będzie to wpływ dobry. Zasiane ziarno niezgody, podejrzliwości, domniemanej odwiecznej krzywdy, i cała ta pokraczna megalomania PiS, niosą w sobie tylko konflikt i rozłam, i jak przysłowiowy wiatr – zaowocują burzą.

POST SCRIPTUM

Kończąc, należy jednak zastanowić się jak to się stało, że trzeba było ledwie i tylko dwóch lat by demony szowinizmu, ksenofobii, antysemityzmu i rasizmu, ideały przemocy i prawo pięści, wszystkie drzemiące gdzieś w naszej narodowej psyche nie tylko wydobyć na powierzchnię naszego życia publicznego, lecz uskrzydlić je i nadać im rangę Patriotyzmu. Jakże płytko jest to nasze piekło, skoro wystarczy ciemniejszy odcień skóry, by dostać w twarz w polskim tramwaju.

 

Andrzej Żukowski

 


Romana Giertycha list do Gowina: Aby przeczekać polityczną burzę musi Pan znaleźć głupszego od siebie. Nie będzie łatwo…

Roman Giertych

Roman Giertych

Niech mi Pan uwierzy. Aby się schować gdzieś i przeczekać polityczną burzę musi Pan znaleźć głupszego od siebie i o bardziej oryginalnych poglądach. Nie muszę mówić, że nie będzie łatwo...

 

Szanowny panie Premierze!

Wiem, że czekał Pan na mój list. Nie mogło go zabraknąć.

Od czasu słynnego „powinni się ubezpieczyć” które do powodzian wygłosił Cimoszewicz nie było piękniejszej katastrofy. A nawet te słowa o powodzianach nie były tak pięknie dosadne jak Pana myśl, że przy 17 tysiącach pensji nie można dotrwać do pierwszego.

Obliczyłem, że ok. 99.2% obywateli ma mniejsze dochody. Dla tych wszystkich ludzi Pana szczere i pełne bólu wyznanie musiało być niezłym szokiem. Co mogę Panu poradzić? Szczerze powiem, ze wymyśliłem tylko jedno rozwiązanie. Musi się Pan zapisać do Korwina-Mikke. Przejdzie Pan do niego i zostanie Pan razem z nim współgłową polskich libertarian.

Wtedy będzie Pan mógł otworzyć do końca swoją duszę. I powiedzieć Narodowi, że Pana zdaniem Pan łaskę mu robił, że za tak marne grosze Pan pracował ciężko w tylu rządach. I że Pana zdaniem ciemny lud ma obowiązek dodatkowo finansować (nagrodami) takich jak Pan, bo chamstwo zawsze winno pracować na (jak to powiedział prezes Kaczyński) „łaskawych panów”.

Oznaczałoby to też, że koalicja parlamentarna zyska nową pozaparlamentarną podstawę. Będziecie mogli się rozszerzyć o zwolenników legalizacji narkotyków, tych którzy uznają kobiety za głupsze, niepełnosprawnych za podludzi i wyznawców innych mądrości pana Korwina-Mikke.

Pozornie moja rada może wydawać się niedorzeczna, ale niech mi Pan uwierzy. Aby się schować gdzieś i przeczekać polityczną burzę musi Pan znaleźć głupszego od siebie i o bardziej oryginalnych poglądach. Nie muszę mówić, że nie będzie łatwo…

 

Zawsze Panu życzliwy,

Roman Giertych

PS.

Jak przeczytałem swój list to przez moment zawahałem się czy go publikować, bo taki złośliwy jest. I niech mi Pan wierzy. Nacisnąłem przycisk „publikuj”, ale się z tego nie ucieszyłem.

 

 


Adam Mazguła do Mariusza Błaszczaka: Degradacja, dezubekizacja, to pewnie motor Pańskiej demoralizacji i debilizacji

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Ci, na których brunatna władza bezprawia szykuje swoje opresje i tak będą nazywani generałami. Tak zna ich historia. Jednak tymczasowej władzy, prędzej czy później, zostanie tylko historyczna kompromitacja i hańba!

 

Panie M. Błaszczak, używa Pan słów, których Pan nie rozumie…

 

Degradacja, dezubekizacja, to pewnie motor Pańskiej demoralizacji i debilizacji.

Przeczytałem Pański komunikat i stwierdziłem, że żaden wyraz nie przekazuje prawdziwej informacji o Waszych planach. Postaram się więc ten Pański tekst przetłumaczyć na język polski.

Proponuję tak:

Brunatna grupa politycznego zniewolenia narodu polskiego postanowiła dalej walczyć o autorytet naszego ukochanego kanclerza i po upodleniu Lecha Wałęsy, Donalda Tuska i Władysława Bartoszewskiego zdecydowała kontynuować dzieło walki przez eliminację z podręczników szkolnych ludzi, których miejsce w historii zagraża sławie bohaterskich bliźniaków, którzy zdecydowali się zbawić Polskę.

Jutro, w dniu wstydu narodowego, za przemoc i ludobójstwo bezbronnych cywilów przez morderców podających się za żołnierzy, którzy zostali przez ludność przeklęci, dokonamy ostatecznego rozwiązani kwestii generałów.

Jako ludzie, którzy nigdy nie służyli w wojsku, doskonale wiemy, na czy polega hańba munduru.

Nasze zaangażowanie w deptanie Konstytucji RP, demokratycznych zasad funkcjonowania państwa i międzynarodowe upokorzenie Polski daje nam prawo do oceny, kto hańbi mundur.

My, jako cywile, nigdy nie zhańbimy munduru i dlatego mamy prawo do ocen czynów żołnierzy.
Wybraliśmy Hermaszewskiego, bo przecież nie będzie nam wmawiał, że był w kosmosie. Od kosmicznych pomysłów jesteśmy przecież my.

Zdegradujemy W. Jaruzelskiego, bo nie dopuścił do interwencji zbrojnej ościennego państwa i na dodatek pokojowo przekazał władzę i poddał się naszej opresji, czym okazał słabość.

Nie zabierzemy generalskich stopni Rydzowi Śmigłemu za porzucenie Wojska Polskiego w wrześniowej walce, bo jego popularność naszym Bogom nie zagraża.

Nie zabierzemy marszałkowskich szlifów Józefowi Piłsudskiemu za krwawy przewrót majowy, bo jakie by to było towarzystwo dla Lecha Kaczyńskiego w jednej krypcie na Wawelu.

Nie pozbawimy stopnia Ryszarda Kuklińskiego, bo sami daliśmy mu generalskie szlify za ujawnienie umiejscowienia schronów przeciwatomowych na terenie Polski i planów obronnych kraju. Nie zabierzemy stopnia gen. dyw. S.L. Głodziowi za upadek moralny i liczne upodlanie munduru w pijackich wymiotach.

Nie pozbawimy stopni wojskowych tysięcy bohaterów wojny 1920 roku za wcześniejszą służbę w zaborczych armiach.

Nie pozbawimy stopni rycerzy spod Grunwaldu, którzy służyli katolickim Krzyżakom, bo to dalsza historia.

Tyle tłumaczenie, a teraz pytanie: a niby dlaczego nie?

Odebrać stopień może sąd za przestępstwa kryminalne niegodne munduru i nikt więcej.

Tymczasem brunatna władza polityczna daje sobie takie prawo, bo chce i tyle. Ma o tym decydować grono przestępców konstytucyjnych – M. Morawiecki, który uważa, że jeszcze parę lat wcześniej nie było Polski, a on już w wieku 12 lat bohatersko kopał sobie grób walcząc z wrogami Polski, albo inny mitoman, współodpowiedzialny za zamordowanie B. Blidy i ukrywający liczne przestępstwa rządzącej partii, w tym morderstwo Igora Stachowiaka. Decydować o honorze munduru ma inny, ukrywający śmierć Igora, człowiek, którego ręce poplamione są krwią 34 byłych funkcjonariuszy państwa.

Polityczne miernoty łamią kolejne granice przyzwoitości, rozkopują groby dla politycznej choroby swoich dusz.

Ci, na których brunatna władza bezprawia szykuje swoje opresje i tak będą nazywani generałami. Tak zna ich historia.

Jednak tymczasowej władzy, prędzej czy później, zostanie tylko historyczna kompromitacja i hańba!

 

Adam Mazguła

 

 


Kamila Gasiuk-Pihowicz: Kto kłamie w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa?

Kamila Gasiuk-Pihowicz

Kamila Gasiuk-Pihowicz

Dlaczego Zbigniew Ziobro ukrywa prawdę i nie chce udostępnić nam list poparcia kandydatów do KRS?

 

Dziś rano w Ministerstwo Sprawiedliwości wiceminister Michał Woś zapewniał nas, że ministerstwo nie dysponuje listami z podpisami poparcia dla kandydatów do upolitycznionej #KRS.

Tymczasem dziś przed południem zostaliśmy poinformowani przez Fundacja FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju) , że to samo Ministerstwo będzie do 11 kwietnia analizowało dokumenty, których rzekomo w ministerstwie nie ma.

Dlaczego Zbigniew Ziobro ukrywa prawdę i nie chce udostępnić nam list poparcia kandydatów do #KRS? Czyżby ujawnienie tych list pokazałoby, że za kandydatami stoją tylko i wyłącznie podwładni Ministra Ziobry? Czy chodzi o zwykły ludzki wstyd?

Obywatele mają prawo wiedzieć kto stoi za osobami kandydującymi do KRS❗

Koniec z tym nie nienormalnym tajnym państwem w którym nie wiadomo kto popiera kandydatów do jednej z ważniejszych instytucji w Polsce


Jurek Owsiak: Dzisiaj politycy przygotowują prawo, które może być użyte do tego, by Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy próbować zatrzymać

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Planowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zmiany w prawie stanowią dla Finału Fundacja WOŚP bezpośrednie zagrożenie.

 

Poniżej znajdziecie oświadczenie moje i Fundacji Fundacja WOŚP na temat proponowanych zmian w ustawie o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych. Prosimy przeczytajcie je i udostępnijcie dalej.

Prosimy przeczytajcie apel 30 dużych organizacji pozarządowych, który wyraża sprzeciw wobec planowanych zmian w Ustawie o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych (https://www.wosp.org.pl/aktu…/apel-organizacji-pozarzadowych). Jedną z organizacji podpisanych pod apelem jest Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Od 26 lat organizujemy największą dziś w Polsce zbiórkę publiczną – Finał Fundacja WOŚP. To jest już nie tylko zbiórka środków na zakup sprzętu medycznego, to jest łączące Polaków w kraju i na całym świecie święto solidarności i społeczeństwa obywatelskiego.

Planowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zmiany w prawie stanowią dla Finału Fundacja WOŚP bezpośrednie zagrożenie. Na mocy przepisów prawa minister spraw wewnętrznych, a więc polityk, otrzyma uprawnienie do tego, by samodzielnie, pod pretekstem swobodnej oceny działalności i celów Fundacji, do Finału nie dopuścić. Ten sam polityk będzie miał możliwość „przejęcia” zebranych w Finale Fundacja WOŚP środków, wskazując wybrany przez siebie bez żadnych konsultacji cel i tylko na ten wskazany cel Fundacja WOŚP będzie miała możliwość wydatkowania „finałowych” pieniędzy. Decyzje ministra, a więc polityka, będą wykonywane przez polskie państwo i jego urzędowy aparat natychmiastowo. Bez skutecznej drogi odwoławczej, bez możliwości reakcji. Fundacja Fundacja WOŚP będzie miała szansę na zaskarżenie decyzji w sądowym postępowaniu administracyjnym, ale to – jak wskazuje polska praktyka – może trwać latami. Wtedy jakiekolwiek sądowe wyroki mogą być już bezprzedmiotowe.

8 marca ogłosimy rezultat 26. Finału Fundacja WOŚP. Wtedy odpowiemy na to najczęściej zadawane pytanie – czy będzie rekord? Dziś wiemy, że na pewno udało nam się pobić ten rekord najważniejszy – rekord ludzkiej solidarności, społeczeństwa obywatelskiego i bycia ze sobą ponad podziałami. Ten rekord pobiliśmy już 26. raz!

Jest to rekord pozytywnego postrzegania Polski na świecie. Zwłaszcza dziś, kiedy odczuwamy na świecie tak doskwierający brak dobrych opinii o Polsce i Polakach, ten dzień Finału Fundacja WOŚP jest tak ważny! Możemy być przez chwilę dumni z czegoś, co jest „made in Poland”, czego wielu obcokrajowców po prostu nam zazdrości.

Ale Finał to też rekord ogromnego zaufania. Właśnie dzięki zaufaniu 120 tysięcy wolontariuszy chwyta w dłonie orkiestrowe, tekturowe skarbonki. To dzięki zaufaniu miliony darczyńców dzielą się tym, co mają, na rzecz ratowania życia i zdrowia dzieci w polskich szpitalach. Nigdy tego przeogromnego zaufania, wobec którego czujemy gigantyczny respekt i pokorę, nie zawiedliśmy. Jest ono istotą każdej powierzonej Orkiestrze złotówki. Złotówki te od ponad ćwierć wieku zmieniają oblicze polskiej medycyny, stanowią o życiu i zdrowiu najmłodszych pacjentów. Orkiestra, nie chcąc zawieść zaufania, z determinacją trwa, pomaga, kupuje sprzęt medyczny, wsłuchuje się w potrzeby pacjentów, załatwia problemy, do których często kierujący państwem politycy nie mają głowy, nie mają serca, a czasem też wiedzy i kompetencji. Efektem tego jest nieustający strumień informacji ze szpitali o potrzebach, brakach, często dramatycznie pilnych. Pełne segregatory takich próśb czekają na decyzję Fundacji i tylko Finał daje każdego roku szansę na to, że część z tych problemów uda się rozwiązać.

Dzisiaj politycy przygotowują prawo, które może być użyte do tego, by Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy próbować zatrzymać. By uderzyć w jej niezależność, przede wszystkim finansową, by starać się podporządkować sobie jej liderów, by stała się ona posłuszna wobec władzy. By nie zabierała głosu, kiedy działalność tych właśnie polityków uderza w bezpieczeństwo zdrowotne Polaków. By, na przykład, nie protestowała, kiedy Ministerstwo Zdrowia postanawia wyrzucić geriatrię – i tak jedną z najbardziej zaniedbanych przez państwo dziedzin medycyny – z tzw. sieci szpitali. By zbytnio nie naciskała na Ministra Edukacji, jeśli nie ma on chęci wprowadzania nauki pierwszej pomocy do szkół podstawowych.

Czy to przesada? Kiedy obserwujemy to, jak dziś wykorzystywane jest prawo do realizacji politycznych interesów, albo jak wypowiadają się na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy osoby tak w państwie ważne, jak chociażby sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, jesteśmy przerażeni. Wyobrażając sobie to jeszcze kilka miesięcy temu mówilibyśmy sobie – przesada. Tymczasem dziś jest to smutna rzeczywistość.

To dotyczy nie tylko Orkiestry. Dotyczy to każdej organizacji pozarządowej w Polsce. Pod załączonym apelem (https://www.wosp.org.pl/aktu…/apel-organizacji-pozarzadowych) podpisały się te największe. Wymienimy chociażby Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, wymienimy Helsińska Fundacja Praw Człowieka, wymienimy Amnesty International Polska, czy chociażby SOS Wioski Dziecięce. Suma społecznego dzieła tylko tych 30 podpisanych pod apelem organizacji pozarządowych to realny wpływ na losy ogromnej rzeszy Polaków, do których dotarła ich działalność. A przecież proponowane zmiany w prawie uderzają nie tylko w te 30 organizacji, ale także w wiele mniejszych, działających lokalnie, namacalnie zmieniających tę najbliższą nam rzeczywistość.

Jako Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy podpisujemy się pod każdy zdaniem załączonego apelu o pozostawienie prawa o zbiórkach publicznych bez zmian. Apelujemy także o pomoc w powstrzymaniu polityków świadomie zmierzających do zniszczenia społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.

Jurek Owsiak & Fundacja WOŚP

Całe oświadczenie znajdziecie na stronie WOŚP