Agnieszka Dygant o marszach protestacyjnych kobiet i wyborach

Kobiety powinny się jednoczyć i manifestować swoje prawa i potrzeby – podkreśla Agnieszka Dygant. Aktorka serialu „Botoks” popiera czarne marsze i ubolewa, że uczestniczy w nich relatywnie mało kobiet.

Agnieszka Dygant o marszach protestacyjnych kobiet i wyborach

Fot. Źródło: newseria

Prawa kobiet w zakresie aborcji stały się istotnym elementem debaty publicznej jesienią 2017 roku. W Sejmie trwały wówczas prace nad projektem ustawy zaostrzającej prawo antyaborcyjne – zgodnie z nim przerywanie ciąży miało zostać zabronione nawet w przypadku, gdy badania wykazują ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodu lub ciąża powstała na skutek gwałtu. W protesty przeciwko projektowi ustawy zaangażowały się wówczas takie gwiazdy jak Krystyna Janda, Magdalena Cielecka i Maja Ostaszewska.

– Są osoby, które naprawdę się w to angażują, na co dzień tym żyją. Ja na co dzień tak tym nie żyję, to nie jest coś, co wypełnia każdy mój dzień – mówi Agnieszka Dygant.

Nie oznacza to jednak, że aktorka nie popiera walki o prawa kobiet. Twierdzi, że ma osobisty detektor, który mówi jej, kiedy ktoś wdziera się w przestrzeń, na którą wchodzić nie powinien. Wtedy zawsze reaguje. Agnieszka Dygant jest też zwolenniczką masowych protestów i manifestacji organizowanych przez środowiska feministyczne.

– Kobiety powinny się jednoczyć w swoich dążeniach i manifestować swoje prawa i potrzeby– przekonuje aktorka.

Od czasu czarnego poniedziałku, który miał miejsce 3 października 2017 roku, w Polsce jeszcze kilkakrotnie kobiety wychodziły na ulice, aby protestować przeciwko próbom ograniczania ich wolności. Agnieszkę Dygant cieszy fakt, że Polki mocnym głosem domagają się respektowania należnych im praw, uważa jednak, że w tzw. czarnych marszach uczestniczy zbyt mało kobiet.

– Nadal za mało babek na to chodzi, bardzo mały jest odzew. Dziewczyny, które to organizują, które poświęcają temu czas i całą swoją przestrzeń, mają dalej za mały odzew.

Gwiazda serialu „Botoks” podkreśla jednocześnie, że relatywnie niewielka frekwencja na tego typu wydarzeniach nie musi odzwierciedlać społecznego poparcia dla polityki rządu w kwestii kobiet. Zdaniem aktorki nieobecność na czarnych marszach nie jest równoznaczna z faktem, że dana kobieta nie aprobuje ich postulatów czy też jest im wręcz przeciwna.

– Tak to już w Polsce jest, też z wyborami, z naszą aktywnością jest różnie, nie jest to ewidentne – mówi Agnieszka Dygant

 

Żródło: Newseria

 


Światowa Organizacja Zdrowia jeszcze w tym roku wpisze uzależnienie od gier komputerowych na listę chorób psychicznych

Światowa Organizacja Zdrowia jeszcze w tym roku wpisze uzależnienie od gier komputerowych na listę chorób psychicznych. Równie groźna, choć jeszcze do końca nierozpoznana przez ekspertów, jest choroba symulatorowa. Mimo że jej objawy są podobne do tych, z którymi mamy do czynienia w przypadku choroby lokomocyjnej, to lekarze w rozwoju wirtualnej rzeczywistości dopatrują się też ryzyka związanego z uzależnieniami. Schorzenie jest obecnie zbadane w bardzo małym stopniu, dlatego trudno stwierdzić, jaki może mieć wpływ na układ nerwowy.

– Choroba symulatorowa ma bardzo podobne objawy do choroby lokomocyjnej. Te objawy to często ból głowy, gorsze samopoczucie, mdłości, wymioty. Z czego ona się bierze? Choroba symulatorowa swoje źródło znalazła w sytuacjach, kiedy podejmowane były szkolenia na symulatorach, pierwszymi ofiarami choroby symulatorowej byli piloci. Wynika to z tego, że bodźce wzroku i narządu ruchu, które płyną do mózgu, są niespójne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Anna Skobiej, specjalista terapii uzależnień z poradni psychologicznej Sensity.

ICD-10, czyli Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych, nie uwzględniła na razie choroby symulatorowej na swoich listach. Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że na powstawanie choroby symulatorowej narażony jest potencjalnie każdy użytkownik gogli lub symulatorów do wirtualnej rzeczywistości.

Największe zagrożenie dotyczy jednak dzieci. Dzieje się tak, ponieważ ich układ nerwowy jest dopiero w trakcie kształtowania się. Trudno na obecnym etapie rozeznania stwierdzić, czy stosowanie gogli VR może powodować trwałe zmiany neurologiczne.

– Google VR pozwalają prawdopodobnie na odczuwanie jakiejś przyjemności. Wirtualny świat zazwyczaj jest atrakcyjny dla gracza czy osoby, która korzysta z tego sprzętu. Może więc dojść do sytuacji, w której wykreowana rzeczywistość zbyt intensywnie angażuje odbiorcę.

Ucieczka od realnych problemów w świat wirtualny może skutkować rozwojem poważniejszych zaburzeń.

– Jeżeli będziemy przenosili się tam w bardzo trudnych sytuacjach naszego życia,zamiast je rozwiązywać, jeśli będziemy unikać przeżywania trudnych emocji i rozwiązywania konfliktów, a zamiast tego będziemy zakładać okulary i przenosić się na przykład na Bali, może to być rzeczywiście niebezpieczne – przestrzega terapeutka.

W maju 2018 roku Światowa Organizacja Zdrowia opublikuje nową wersję Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób. Kategoria chorób psychicznych ma zostać poszerzona właśnie o uzależnienie od gier komputerowych. Według firmy badawczej Newzoo w Polsce jest około 16 mln graczy, a roczne przychody z gier oscylują obecnie w granicy 500 mln dol., co plasuje Polskę na 23. miejscu wśród największych światowych rynków gier. Nawet 15 proc. wszystkich graczy może cierpieć na uzależnienie.

Źródło: Newseria


Jan Hartman: Uniwersytet Adama Mickiewicza w służbie Watykanu

Prof. Jan Hartman

Prof. Jan Hartman

Uniwersytet powinien być mądrzejszy od rządu i dawać mu przykład. Tymczasem, jak widać, płynie sobie z prądem. Wstyd, Koleżanki i Koledzy. Zróbcie coś z tym…

 

Nie wiem, czy uczelnie katolickie mają skłonności do pośredniczenia w akcjach wspierania ateizmu bądź zaangażowania w inne niż katolickie wyznanie. Taki jestem niemądry, że nawet tego nie wiem. Ale też nie bardzo sobie wyobrażam, aby taki na przykład KUL zechciał dystrybuować jakieś (hipotetyczne) stypendium takiej na przykład Fundacji na Rzecz Świeckości dla młodych studentów ateistów. Tymczasem w drugą stronę…

W drugą stronę jak zwykle… Oto pewna fundacja kościelna, Fundacja św. Benedykta, zawarła ze świeckim, publicznym uniwersytetem – Uniwersytetem Adama Mickiewicza – umowę pośrednictwa w udzielaniu stypendiów. Anonsowaniem i rekrutacją kandydatów na stypendiów im. św. Benedykta, a częściowo również wyłonieniem zwycięzców, zajmie się agenda UAM – Fundacja Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Warunkiem przystąpienia do konkursu stypendialnego jest praktykowanie katolicyzmu oraz napisanie eseju pt. „Być młodym katolikiem w wymiarze społecznym w Polsce to…”. Oto regulamin stypendium.

Cóż, być młodym katolikiem w wymiarze społecznym to między innymi mieć lepszą pozycję na swojej uczelni, niż mają inni… Inni studenci UAM nie mają bowiem szansy na jedno ze stypendiów oferowanych przez ich uczelnię. Czy władze UAM w ogóle o tym wiedzą? Czy choć przez chwilę się zastanowiły, co robią? Czy rozumieją, że uprzywilejowanie katolików oznacza dyskryminację niekatolików (będących zresztą w mniejszości)? Czy wiedzą, że uniwersytet powinien dążyć do zachowania konstytucyjnej neutralności światopoglądowo-religijnej, a nie wspierać aktywnie jedno z wyznań?

Wiedzą, nie wiedzą. Pewnie wiedzą, ale udają, że przecież nic wielkiego się nie stało, bo są inne stypendia, bo trzeba być otwartym itp. Te argumenty miałby sens, gdyby było wiele stypendiów powiązanych z różnymi wyznaniami i światopoglądami – wtedy uniwersytet mógłby się bronić, że właśnie przez ten aktywny pluralizm realizuje zasadę neutralności.

Nie sądzę, żeby było to słuszne, ale nie warto tego roztrząsać – żadne inne wyznanie nie jest bowiem (i z pewnością nie będzie) przez UAM wspierane. Polski uniwersytet po prostu promuje doktrynę watykańską i religię katolicką. Koniec, kropka. Tak po prostu się wydarzyło. Bez osłonek i płaszczyków.

I może nie byłoby to nawet jeszcze tak paskudne i moralnie odstręczające, gdyby nie ta oczywista dla wszystkich asymetria, o której wspomniałem na początku. Przecież chyba jasne jest, że kościelne uczelnie nie mają najmniejszej skłonności do współpracy mającej na celu promowanie niekatolickiego światopoglądu i religii. Dlaczego więc ktoś miałby wspierać kościelne akcje promocyjne? Nadstawiać pluralistyczny policzek, by dogmatyk mógł uderzyć? Dobre sobie.

Odpowiedź może być tylko jedna: ten, kto tak czyni, uważa siebie i swoją instytucję za katolicką, a przynajmniej prokatolicką. Jeśli tak uważa rektor publicznej uczelni, to popełnia nadużycie i dopuszcza się zdrady ideałów demokratycznego państwa prawnego, gwarantującego neutralny religijnie charakter instytucji publicznych. Owszem, przykład idzie z góry. Nawet prezydenci RP mają w swych pałacach kaplice i kapelanów. Tyle że uniwersytet powinien być mądrzejszy od rządu i dawać mu przykład. Tymczasem, jak widać, płynie sobie z prądem. Wstyd, Koleżanki i Koledzy. Zróbcie coś z tym…


Ks. Wojciech Lemański: Polskim dzieciom przydałby się przykład postawy Ireny Sendlerowej

Ks. Wojciech Lemański

Ks. Wojciech Lemański

Irenie Sendlerowej patronat nad tą szkołą z całą pewnością nie jest potrzebny. Ale polskim dzieciom bardzo przydałby się przykład postawy Pani Ireny. Znacznie bardziej niż postawa takich obrońców polskości jak ów ksiądz Piwko

 

Święty papież Jan Paweł II napisał do Ireny Sendlerowej słowa, które dla normalnych ludzi znaczą to, co znaczą.

 Jan Paweł II napisał do Ireny Sendlerowej

Są jednak w Polsce, w polskim Kościele, ludzie podobni do księdza Piwko, którzy wiedzą lepiej i gotowi bronić Ojczyzny naszej przed protegowanymi papieża z Polski.

Irenie Sendlerowej patronat nad tą szkołą z całą pewnością nie jest potrzebny. Ale polskim dzieciom bardzo przydałby się przykład postawy Pani Ireny. Znacznie bardziej niż postawa takich „obrońców polskości” jak ów ksiądz Piwko.

Zajrzałem na jego stronę. Prawdziwy patriota na wzór kardynała Hlonda, uciekającego przed okupacją za granicę. Obrońca polskości, jak ksiądz Trzeciak donoszący na gestapo na księdza Pudra (Żyda). Głosiciel prawdy. Takiego strach byłoby spotkać na ulicy. Mógłby głośno zawołać i wskazać tłumowi; Żyda, lewaka, feministkę, rozwodnika i kogo by jeszcze uznał za wroga publicznego.

Takich jak on w czas wojny nazywali…. . A mógł ksiądz Ewangelie sobie i wiernym poczytać i wszyscy byliby zadowoleni.

 

Ks. Wojciech Lemański

 

Irena Sendler (1910-2008)

Irena Sendler (1910-2008). Fot. wikipedia

Irena Sendler (1910-2008) – w czasie II wojny światowej współtworzona przez nią sieć ludzi i organizacji podjęła próbę uratowania ok. 2500 żydowskich dzieci (nie wszystkie przeżyły wojnę). W październiku 1943 została aresztowana przez Gestapo, jednak „Żegocie” udało się ją uwolnić. W czasie powstania warszawskiego była sanitariuszką w jednym z powstańczych punktów sanitarnych na Mokotowie. Po wojnie pracowała w opiece społecznej i średnim szkolnictwie medycznym. Przez długie lata jej działalność podczas okupacji była nieznana.

Teraz uczniowie Zespołu Szkół w Izdebniku (Małopolska) w głosowaniu, na patronkę szkoły spośród kilku kandydatów wybrali właśnie Irenę Sendlerową. Jednak wójt gminy, której podlega szkoła, wciąż wstrzymuje się z decyzja nadania imienia Sendlerowej. Jak informuje „Gazeta Krakowska”, jest to spowodowane protestem części mieszkańców, których skłonił do tego ks. Marian Piwko.

Ks. Piwko z Prowincji Polskiej Zgromadzenia Zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa Chrystusa 9 lutego opublikował na Facebooku wpis, w którym napisał m.in., że Irena Sendlerowa to „Przedwojenna feministka, obchodziła przed wojną rocznice rewolucji październikowej, po II wojnie światowej należała do PZPR, (…) dwukrotnie zamężna, rozwódka (…) jako Żydówka była areligijna (…), a dziś zapewne podlegałaby dekomunizacji. (…) W strachu, czy dla łatwego życia służyła (…) totalitarnemu systemowi komunistycznemu, który już w czasie II wojny światowej mordował ludzi polskiego podziemia antykomunistycznego – zresztą zawsze była skrajnie lewicowa. Dlaczego my Polacy na patronów nie wybieramy kryształowych osobowości – polskich?” – pyta ks. Piwko.

Wpis duchownego został już usunięty, ale w internecie nic nie ginie:

Ks. Wojciech Lemański: Polskim dzieciom przydałby się przykład postawy Ireny Sendlerowej

(af, df) thefad.pl / Źródło: Gazeta Krakowska

 


Jurek Owsiak: No pasaran!

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

To co pisałem o zbiórkach publicznych organizowanych przez Fundacje przy okazji nowych przepisów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, może się stać czymś realnym.

 

O paru rzeczach, które w tej chwili mają miejsce w Polsce jeszcze kilkanaście, czy nawet kilka lat temu nie śniło się nikomu nawet w najbardziej abstrakcyjnych snach. A jednak życie niesie ze sobą różne niespodzianki.

To co pisałem wczoraj o zbiórkach publicznych organizowanych przez Fundacje przy okazji nowych przepisów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, może się stać czymś realnym. Jeśli do tego dorzucimy wypowiedź samego szefa, który mój niepokój w tej sprawie określił słowami „… skoro Owsiak się tu niepokoi, to sprawy idą w dobrym kierunku”, to jeszcze bardziej cierpnie mi skóra. Bo jeśli sam Pan minister cieszy się z niedoskonałej ustawy, która powstaje bez żadnych konsultacji społecznych, to jak mówi stare powiedzenie: „strach się bać”.

Dziękuję za wszystkie Wasze wypowiedzi. Po raz kolejny dostaliśmy wielkiego, energetycznego, wspaniałego kopa! I jeszcze taki mail od Pani Xeny:

„Pani Jurku, jest Pan naprawdę wielkim człowiekiem! Jestem … i mam 15 lat. W ubiegły październik na chwilę po moich urodzinach dowiedziałam się, że choruję na anemię aplastyczną. Ale dzięki Panu mam siły i chęć do walki! Jestem obecnie w … na oddziale przeszczepowym, dziś zaczęłam chemię, a 28 czeka mnie przeszczep szpiku kostnego. Dzięki WOŚP moi rodzice mogą być ze mną i mnie wspierać 24/7! Dzięki tej cudownej fundacji nie muszę jeździć do kardiologa (co w moim przypadku jest groźne, bo nie mam odporności), bo jest on na miejscu! Dziękuję za wielkie serducho i wysyłam Panu wielkiego przytulasa! Niech Pan robi dalej te piękne rzeczy i nigdy niczym się nie przejmuje! Niech cały świat się dowie o najpiękniejszej orkiestrze na świecie! Widzimy się na Woodstocku! I może być Pan pewien, że jeśli mi zdrowie pozwoli w przyszłym roku będę biegać z puszkami, z dumą… A jeśli ktoś się będzie wahał, powiem, że to właśnie ten człowiek, TEN Jurek Owsiak pomógł mi przejść przez tę chorobę! Dziękuję, bardzo dziękuję!”

Pani Xeno – NO PASARAN!, za Fundację i za to co my, Polacy, potrafiliśmy dla siebie zrobić przez te 26 wspaniałych Finałów, wspaniałych Przystanków Woodstock i po prostu bycia ze sobą bez focha i tych wszystkich przepychanek. Nie odpuścimy nawet na centymetr. I prosimy wszystkich, także inne organizacje, aby w tej sprawie także odważnie zabierały głos. Bo trzeci sektor buduje najczęściej prawdziwie, demokratyczne i obywatelskie relacje. Tak ogromne fundacje jak nasza i te malutkie, które lokalnie potrafią zdziałać cuda. Nie dajmy sobie odebrać woli i umiejętności naszego istnienia urzędniczym fanaberiom, które od początku w tej sprawie przygotowują bardzo złą ustawę. Tutaj konsultacje społeczne są wręcz konstytucyjnym obowiązkiem.

A Pani Xeno – Tobie moja droga, bardzo dziękuję za ten piękny mail, nawet nie masz pojęcia jak mocno trzymamy kciuki za Twoje zdrowie i jak mocno jesteś w naszych sercach – tak jak Twoi koledzy i koleżanki, którzy właśnie teraz leczą się w polskich szpitalach. I umawiamy się! Czekam na Ciebie na Najpiękniejszym Festiwalu Świata.


Zbigniew Stonoga: Hitler miał Goebbelsa a Kaczyński ma tvp info

Hitler miał Goebbelsa a Kaczyński ma tvp info.

Atak na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie ma nic wspólnego z przyzwoitym dziennikarstwem.

Jest objawem histerii pisowskich bolszewików, którzy zapomnieli, że ich paź Andrzej Duda ułaskawił przestępcę Mariusza Kamińskiego skazanego za zniszczenie życia wielu ludziom przy współpracy z motłochem z CBA.

Przypominam też, że Kamiński z poglądów faszysta rzucał przed laty jajkami w bohatera narodowego Lecha Wałęsę.


Adam Mazguła: Panie Rydzyk, kim Pan jesteś? Uważasz się Pan za Boga?

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Kim Pan jesteś? Uważasz się, Pan, za Boga, bo miernoty polityczne od lat padają przed Pańskim chamstwem na twarz?

 

Znany oligarcha z Torunia i guru Kaczyńskiego, który uważa siebie za właściciela Polski, z niewiadomych powodów odwiedził sejm i dał głos: „mnie katolika prawo nie obowiązuje, Hitler też tworzył prawo”.

Szanowny Panie T. Rydzyk, dał Pan świadectwo swojej pogardy dla ludzi stanowiących prawo w Polsce. Pokazał Pan swoją butę i niczym nieuzasadnioną wyniosłość. Z jednym się tylko zgadzam, rzeczywiście, Hitler tak samo tworzył prawo jak obecna partia rządząca.

Nie zmienia to faktu, że okazał Pan niezwykłą podłość, pychę i pogardę dla drugiego człowieka.

Kim Pan jesteś? Uważasz się, Pan, za Boga, bo miernoty polityczne od lat padają przed Pańskim chamstwem na twarz?

Jak Pana tytułują? Ojciec? Czyj ojciec? Właścicieli obligacji stoczniowych, bogatych emerytów moherowych?

Każdy ojciec kocha swoje dzieci, a Pan… – kogo? Tylko bezrobotnych z luksusowymi samochodami i to pod warunkiem, że zaraz po przekazaniu Panu mienia szybko umrą.

Mówił Pan coś o jakimś prawie naturalnym i boskim. Może by tak Pan przedstawił jakieś kodeksy z tekstami tych praw.

To nie zmienia faktu, że miał Pan szczęście, że mnie tam nie było. Spotkałaby Pana niespodzianka pod hasłem: wypad, jeśli nie umiesz się zachować!


Jan Hartman: Jak wyjść z tego szamba?

Jan Hartman

Jan Hartman

Znaleźliśmy się w stanie politycznej i moralnej katastrofy, która cofa Polskę na pozycję kraju zza żelaznej kurtyny, oddzielającej normalne, obliczalne kraje demokratyczne od całego egzotarium wszelkiego rodzaju niezachodnich satrapii.

 

To jest mój kraj. Mimo moralnego szantażu, który stosuje wobec mnie rząd, nakazując mi solidaryzowanie się z nim w obliczu gniewnych reakcji świata na jego głupie i prowokacyjne zachowanie, nadal poczuwam się do tego, by doradzać obmierzłej władzy, co może uczynić, by uratować, co się da.

Znaleźliśmy się bowiem w stanie politycznej i moralnej katastrofy, która cofa Polskę na pozycję „kraju zza żelaznej kurtyny”, oddzielającej normalne, obliczalne kraje demokratyczne od całego egzotarium wszelkiego rodzaju niezachodnich satrapii.

A może już nie na skraju, lecz właśnie w stanie pełnej katastrofy? Bo choć ludzie na ulicy nie mają o tym pojęcia, dzieją się z nami rzeczy niesłychane i nie do wyobrażenia jeszcze przed kilkoma laty. Ameryka, i to Ameryka rządzona przez populistę, wyraża oficjalnie rozczarowanie polską polityką i wzywa do poprawy, a w Izraelu poważnie rozważa się zerwanie stosunków dyplomatycznych z naszym krajem. Ukraina z państwa zaprzyjaźnionego stała się niemal naszym wrogiem, a Rosja w relacjach z Polską ogranicza się już tylko do szyderstw. Unia przestała już bawić się z ciuciubabkę z Kaczyńskim i po prostu przestanie nas sponsorować, a państwa regionu, łącznie z ultraprawicowymi Węgrami, pukają się w czoło.

Wszystko to stanowi prawdziwy dramat, lecz taki dramat, który nie boli. Nie boli zwykłego człowieka, bo niczego dziś nie zmienia w jego życiu. Boli jedynie mniejszość mającą pewną polityczną świadomość i wiedzę o świecie.

Takiej wiedzy nie ma, niestety, premier. Wychowany od małego w oparach nacjonalistycznej mitologii i propagandy, dopiero dziś dowiaduje się, ze zdumieniem, że nie wszystko jest takie proste, jak go uczono. Że kwestia polsko-żydowska nie sprowadza się do licznych bohaterów i nielicznych szmalcowników, Holocaust to nie jest jakaś tam sprawa między Żydami i Niemcami, a Polska nie jest i nigdy nie będzie postrzegana jako skrzywdzona święta dziewica.

To są dla premiera rzeczy zupełnie nowe – niestety odbiera on swe codzienne lekcje naszym kosztem. Opowiadając każdego dnia coraz większe głupstwa o Holocauście, składając kwiaty na grobach faszystów i kolaborantów, objeżdżając kraj z popisami uprzedzeń, kompleksów i ignorancji, nie tylko niszczy w piorunującym tempie wizerunek człowieka zrównoważonego i ogólnie kompetentnego, lecz po prostu dewastuje te resztki reputacji Polski, które siłą rozpędu pozostały jeszcze po ćwierćwieczu demokracji. Czy można jeszcze coś zrobić?

Można zrobić trzy rzeczy. Dwie z nich należą do władzy, a jedna do mediów i elit. Zacznę od tej ostatniej – skoro w 50. rocznicę Marca PiS znów obudził demony antysemityzmu, razem z kryzysem w relacjach z Izraelem (wówczas zakończonym zerwaniem stosunków), należy wykorzystać tę okazję, by opowiedzieć społeczeństwu, nareszcie szczerze i bez ogródek, co naprawdę działo się między Polakami a Żydami w czasie wojny, przed nią i po niej, oprócz tego, co już wiedzą – że wielu Polaków ratowało Żydów.

Tak jak udało się w latach 90. przeprowadzić publiczną debatę na temat antysemityzmu, można i należy dziś porozmawiać o polskich pogromach, rabunkach, polowaniach na Żydów uciekających z gett lub ukrywających się, szmalcownikach, granatowej policji itd. Miejmy odwagę podjąć tę dyskusję właśnie dziś, gdy wchodzi w życie ustawa w założeniu mająca taką dyskusję utrudniać. Miejmy odwagę po raz pierwszy mówić o liczbach – ilu ratowanych i ratujących, a ilu zamordowanych i mordujących? Ilu zabitych za ukrywanie Żydów? Ilu spośród nich zabitych przez Niemców, a ilu przez Polaków? I skąd te liczby w ogóle znamy?

Apeluję do redaktorów gazet i do profesorów, którzy umieją na te pytania kompetentnie i szczegółowo odpowiedzieć – znajdźcie odwagę, by wreszcie wyłożyć kawę na ławę. To będzie jak przecięcie wrzodu, jak bolesna, lecz ozdrowieńcza operacja. Dzięki niej naród otrząśnie się z infantylnego zadufania w sobie, dołączając do elity narodów mających zdolność mierzenia się własną przeszłością i zbiorową winą (bo istnieją nie tylko zbiorowe zasługi!). Świat to w końcu zauważy i doceni. I w pewnym sensie będzie to pozytywny efekt toczącego się dziś politycznego dramatu.

A bardziej doraźnie rząd, czyli Kaczyński, może zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze w ramach procedury w podległym Kaczyńskiemu Trybunale Konstytucyjnym można wprowadzić do nieszczęsnej ustawy o IPN zmiany, które zagwarantują bezpieczeństwo osobom mówiącym o Polakach (niekoniecznie znanych z imienia i nazwiska), którzy mordowali Żydów. Mam nadzieję, że tak się właśnie stanie. Wprawdzie o tych zmianach dowie się już tylko bardzo niewielka część światowej opinii publicznej, niemniej może to doprowadzić do zamrożenia relacji polsko-izraelskich (a w konsekwencji polsko-amerykańskich) na jakimś niskim, ale znośnym poziomie.

Dałoby się wszelako uczynić jeszcze znacznie więcej. Gdyby polski Sejm przyjął uchwałę na temat relacji polsko-żydowskich, w której stwierdzono by jednoznacznie (nawet bez podawania owych nieszczęsnych i strasznych liczb), że jedni Polacy Żydów ratowali, lecz inni ich mordowali i grabili, że była Sendlerowa i Żegota, lecz były też liczne pogromy, że niestety antysemityzm w przedwojennej Polsce był powszechny i miało to wpływ na postawy ludności w czasie wojny – gdyby, powiadam, taką uchwałę, mówiącą kilka prostych i oczywistych rzeczy, przyjęto, świat odebrałby to z prawdziwym uznaniem i ulgą.

A przecież wystarczy powiedzieć prawdę, ba, trochę prawdy, nie całą, taką bez liczb i przykładów! To nie musi być mocny, spektakularny tekst. Może być nawet dość mdły i asekurancki. Niechaj będzie „symetrystyczny” – byleby zerwał z mitem niewinnego, szkalowanego (przez złych Żydów, rzecz jasna) narodu bohaterów. A jako że uchwała musi być zawsze po coś, niechaj zawiera ona apel o pojednanie i porozumienie między Polakami i Żydami oraz budowanie jak najlepszych relacji między Polską i Izraelem.

Gdyby Jarosław Kaczyński był Lechem Kaczyńskim, to zapewne taką uchwałę nakazałby przyjąć. Lecz ile jest Lecha w Jarosławie? Chyba niewiele, skoro rozpętał tę burzę. Zawsze jednak jest szansa na opamiętanie i poprawę. Stąd mój apel. Cuda w polityce się zdarzają.


Amerykańscy Żydzi protestują przeciwko ustawie o IPN i zbierają podpisy pod petycją

W Stanach Zjednoczonych oburzone polską ustawą o IPN organizacje żydowskie, rozpoczęły kampanię mającą nakłonić Biały Dom do zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską, do czasu odrzucenia kontrowersyjnej ustawy. Pod hasłem Polsko, nigdy nie pozwolimy ci zaprzeczyć Holocaustowi na stronie neverdeny.org (petycja powstała dzięki Ruderman Family Foundation ), rozpoczęła się akcja zbierania podpisów pod petycją.

W nagranym filmie możemy usłyszeć:

Mogę pójść do więzienia, za to co teraz zrobię – ale chcę zostać zamknięty, chociaż obawami się, że w polskich więzieniach nie mają luksusów i pewnie będę tęsknił za piwem – mówi młody chłopak na początku filmu.

Dzisiejsze polskie więzienia wcale mnie nie przerażają, zamierzam to zrobić teraz – mówi starszy pan.

Polski Holokaust – Ponad 3.5 miliona Żydów, zostało zamordowanych w Polsce w tym setki tysięcy dzieci

Uchylcie to haniebne prawo, Żydzi nigdy więcej nie będą już cicho, Stany Zjednoczone powinny natychmiast zawiesić stosunki z Polską, póki jeszcze nie jest za późno. Nigdy się nie zgodzimy, aby zaprzeczać holokaustowi – apelują uczestnicy spotu.

W imieniu 6 milionów Żydów podpisz petycję- nawołują organizatorzy.

„Polski Holokaust”. Klip amerykańskich Żydów zniknął z YouTube’a

 

Ruderman Family Foundation to prywatna fundacja filantropijna, założona w 2002 roku w Bostonie. Fundacja działa zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i Izraelu. Udziela się w dwóch obszarach: włączania osób niepełnosprawnych do społeczeństwa oraz wzmacniania relacji między Izraelem a amerykańską społecznością żydowską.

 

Anna Frach, TheFad.pl

 


Jurek Owsiak: Przepraszam to według wielu osób słowo trudne

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Słowo przepraszam zapachniało filiżanką dobrej herbaty, dobrej kawy, wspólnym posiłkiem, spacerem - wszystkim tym, co pomaga rozładować atmosferę.

 

Mój wczorajszy motyw przewodni w audycji Zaraz Będzie Ciemno, to użycie słowa „przepraszam” w naszym codziennym życiu. Prosiłem, aby nie szukać żadnego aktualnego kontekstu. Po prostu, chciałem zapytać jak nam się tego słowa używa na co dzień i jakie sytuacje tego wymagają.

Okazało się, że słuchacze (z bardzo małymi wyjątkami) uznali, że jest to słowo trudne, wymagające osobistej odwagi, ale także słowo magiczne, bo potrafiące bardzo wiele dobrego zdziałać. Powiedzieliście, że kiedy jest w nim szczerość i nasze najgłębsze, osobiste przesłanie, to naprawdę możemy nim nieźle, pozytywnie zawojować. Przestrzegaliście przed nieszczerością, pobieżnością i takim przepraszam typu „wypchaj się”. Ludzie natychmiast to widzą, czują i wtedy lepiej jest, by usta milczały.

Słuchacze mojej audycji podawali przepiękne przykłady z życia wzięte – kiedy sami uczyli się używać słowa „przepraszam”, kiedy bywało, że nie wynieśli tego z domu, ale przyrzekli sobie w ich rodzinie będzie inaczej. Słowo przepraszam zapachniało filiżanką dobrej herbaty, dobrej kawy, wspólnym posiłkiem, spacerem – wszystkim tym, co pomaga rozładować atmosferę. Najczęściej powoływaliście się na wspaniałego, mądrego i z niezwykle doświadczonego życiowo prof. Władysława Bartoszewskiego. Przypominaliście też jego najbardziej słynną sentencję, że warto być przyzwoitym. W tym także mieści się słowo dziękuję, proszę, przepraszam.

Moja audycja Zaraz Będzie Ciemno pomyka w każdy poniedziałek w Antyradio od godziny 20 do 22 i w tym samym czasie powtarzana jest w sobotę. W tle bardzo, bardzo mocno prezentuję muzykę z Najpiękniejszego Festiwalu Świata Przystanku Woodstock. Przez 23 lata zgromadziliśmy ogromną ilość nagrań, które także ukazały się w ramach płyt CD/DVD.

Ten Festiwal, który przypominam, przez TVP nazwany został jako „najbardziej obskurny festiwal świata”, przyciąga ogromną, międzynarodową publiczność, która tworzy najbardziej obywatelskie społeczeństwo świata. I to dzięki tym 3 dniom mogę od wielu lat, a teraz w Antyradiu, tworzyć audycję, która łączy mnie z niezwykłymi słuchaczami – mądrze i świadomie reagującymi na tematy, które poruszamy.

I myślę sobie, że to jest największa wartość tego Festiwalu. My wiemy, że jest piękny, budujący ludzką solidarność, gdzie między innymi jednym z z używanych słów jest właśnie „przepraszam”.

A ja serdecznie zapraszam do powtórki audycji w sobotę. Antyradio, sobota, godz. 20-22.