Jurek Owsiak: Czapka SS-mana

Jurek Owsiak
Bardzo dobrze się stało, że w całej Polsce rozgorzała dyskusja na temat zdarzeń z neonazistami w lesie. Przykład „czapki” pokazuje także jak bardzo nasz wymiar sprawiedliwości, przynajmniej do tej pory, był „daleko w lesie” jeśli chodzi o ocenę takich zdarzeń.
Z taką czapką miałem już do czynienia osobiście. Kilka lat temu przez internet przeleciało zdjęcie – fotomontaż z moją podobizną z taką właśnie czapą SS, czyli żadne tam „Alo, Alo” tylko twarda, czarna czapa z trupią głową. Pod spodem podły napis. I wtedy nie od razu, bo przyznaję, że zgłupiałem kompletnie, ale po chwili, wziąłem adwokata i ruszyłem do sądu. Szybko ustalono, że autorem fotomontażu był młody, bardzo inteligentnie z twarzy wyglądający pracownik Politechniki Warszawskiej. Jak się później okazało, kolega bez żadnego bagażu wykluczenia społecznego, słabego wykształcenia (wręcz przeciwnie!) czy nawet oznak jakiejkolwiek biedy. Chyba nawet absolwent tej właśnie uczelni.
Sędzia przez dobrych kilkadziesiąt minut kompletnie nie pojmował mojego wywodu, tłumacząc, że jako celebryta powinienem mieć w sobie daleko idącą wyrozumiałość. Wtedy pomyślałem, że spośród tysiąca czapek, które ktoś mógł mi „dokleić” na zdjęciu w internecie, ta ss-mańska przekracza moją percepcję zrozumienia rzekomego żartu. Chyba nawet odbyła się druga rozprawa, na którą mój adwokat przygotował mowę na temat formacji SS i jej zbrodniczych działań. Nie uwierzycie, przez 20 minut opowiadał o ich historii wymieniając fakty zbrodni, rzezi, spaleń i masowych rozstrzeliwań. Sędzia spokojnie wysłuchał, a później zapadł kuriozalny wyrok. Nie było żadnej kary, chłopiec z Politechniki Warszawskiej dostał – mówiąc najprościej – upomnienie. To miało miejsce kilka lat temu.
I także kilka lat temu, a może nawet kilkanaście, podobnych działań o zabarwieniu nazistowskim, skierowanych w stronę moją i Fundacji było kilka. Dlatego od samego początku na naszym Festiwalu Przystanek Woodstock mówimy bardzo, bardzo głośno o związanych z tym problemach, które nie tylko mieszczą się w słowie nazizm, ale także w braku tolerancji dla innych narodowości, dla odmienności, dla agresywnych zachowań, które budują historię Polski tylko z jednej strony, nazywanej patriotyczno-narodową. Są z nami Stowarzyszenie Nigdy Więcej, Amnesty International i wiele innych organizacji, które zajmują się tym tematem.
Dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy dostaliśmy podwyższone ryzyko na Przystanku Woodstock. Jednym z argumentów w opinii Komendy Policji była możliwość „wystąpienia przejawów nienawiści na tle narodowościowym, kulturowym, etnicznym, wyznaniowym”. I dalej „sami uczestnicy festiwalu mogą być negatywnie nastawieni i dążyć do konfrontacji pomiędzy sobą lub imigrantami, którzy są dyslokowani na terenach przygranicznych”. Czas pokazał jak abstrakcyjne, żeby nie powiedzieć idiotyczne były te opinie. To właśnie nasz Festiwal, poprzez ogromną ilość działań, jest miejscem, które łączy, jest przykładem spokoju i mówiąc najprościej – wzajemnego szacunku i miłości bliźniego. To właśnie tam bardzo różne organizacje pozarządowe, a także stowarzyszenia religijne pokazują jak kilkaset tysięcy osób potrafi wspaniale ze sobą przez kilka dni koegzystować. O takim Festiwalu niektórzy urzędnicy państwowi potrafią publicznie powiedzieć, że propaguje on kulturę śmierci. To jakie opinie urzędników państwowych były i są o festiwalu „Orle gniazdo”, na którym, jak to pokazano w reportażach telewizyjnych, bardzo wyraźnie mówi się o segregacji rasowej. Czy to też były festiwale o podwyższonym ryzyku? Z tego co wiem, tylko nasz, jeden jedyny, dostawał taką opinię.
Bardzo dobrze się stało, że w całej Polsce rozgorzała dyskusja na temat zdarzeń z neonazistami w lesie. Przykład „czapki” pokazuje także jak bardzo nasz wymiar sprawiedliwości, przynajmniej do tej pory, był „daleko w lesie” jeśli chodzi o ocenę takich zdarzeń. Jak bardzo sobie z tym nie dajemy rady i jak bardzo nieskuteczność działań prawnych daje przyzwolenie na takie zdarzenia.
Zapraszając wszystkich na tegoroczny Festiwal wierzę, że po raz kolejny pokażemy całej Europie i światu, że potrafimy siebie szanować i być dla siebie pełni wyrozumiałości, przyjaźni i zrozumienia. Na taki Festiwal Was zapraszamy i taki Festiwal po raz kolejny chcemy z Wami stworzyć. Jestem przekonany, że po raz trzeci nie ma żadnych podstaw, aby tworzyć opinie, które są wyssane z palca.
Roman Giertych: List do premiera Mateusza Morawieckiego

Roman Giertych
List ten kieruję publicznie ze względu na fakt, że dotychczasowa, współpraca z organami ścigania w Trójmieście odpowiedzialnymi za ściganie przestępstw na szkodę Donalda Tuska i jego rodziny była nieefektywna
Warszawa, 25.01.2018 r.
Szanowny Panie Premierze!
Działając jako pełnomocnik pana Donalda Tuska, w sprawie toczącej się od zeszłego roku przed prokuraturą rejonową właściwą dla miejsca zamieszkania mojego Mandanta, wnoszę o podjęcie działań zmierzających do zobowiązania właściwych ministrów do podjęcia następujących działań:
- Przeniesienia sprawy do jednostki prokuratury wyższego stopnia.
- Oddelegowania do prowadzenie sprawy zespołu doświadczonych funkcjonariuszy Policji
- Ustalenie, czy groźby zabójstwa kierowane wobec mojego Mocodawcy są powiązane z opisywanymi w mediach członkami grupy neonazistowskiej (istnieją przesłanki w materiale dowodowym, aby takie ustalenia poczynić)
- Zapewnienie sprawnego nadzoru nad postępowaniem ze strony Prokuratury Krajowej.
W ubiegłym roku wobec Donalda Tuska zostały skierowane na adres miejsca pracy i prywatny adres zamieszkania groźby zabójstwa. Sprawcy grozili pozbawieniem życia nie tylko przewodniczącego Rady Europejskiej, ale również członków jego rodziny.
Język którym się posługiwali oraz inne dowody wskazują na możliwość powiązania sprawców gróźb z grupą neonazistowską.
Ujawniona w mediach grupa neonazistowska wzywała podczas obchodzenia urodzin największego zbrodniarza dziejów – Adolfa Hitlera do zamordowania Donalda Tuska.
Jak wynika z doniesień medialnych grupa ta dysponowała bronią.
Z tych wszystkich przyczyn wydaje się, że działania o które wnoszę, stanowią zasadną odpowiedź na powstałe zagrożenia.
Roman Giertych
Adwokat
List ten kieruję publicznie ze względu na fakt, że dotychczasowa, wielomiesięczna współpraca z organami ścigania w Trójmieście odpowiedzialnymi za ściganie przestępstw na szkodę Donalda Tuska i jego rodziny była delikatnie mówiąc nieefektywna, a ujawnione w ostatnim czasie przez TVN okoliczności wymagają stanowczych i szybkich działań.
Roman Giertych
Adam Szejnfeld: Państwo w państwie
W sierpniową noc do miasta ściągnięto oddziały wojska, policji i jednostki paramilitarne, które zablokowały wszystkie drogi oraz połączenia kolejowe. Zamknięto niektóre stacje metra, na których jeszcze dzień wcześniej zatrzymywały się pociągi. Prawdziwe działania zaczęły się jednak kilka dni później. Na samym początku stawiano drut kolczasty wzmacniany od dołu cegłami, płytami betonowymi i pustakami. Murowano wejścia do kamienic i okna. W następnym roku rozpoczęto wyburzanie granicznych budynków. Dodano wieże strażnicze, oświetlenie, zapory przeciwczołgowe i kolczatki przeciwko samochodom. Liczący 156 km Mur Berliński, na niemal 30 lat, podzielił stolicę Niemiec i… całą Europę.
Budowla ta stała się symbolem podziału nie tylko politycznego, ale z upływem lat także mentalnego. Ludzi zaczęła dzielić przepaść, która z roku na roku coraz bardziej się pogłębiała. Nawet teraz, kilka dekad po upadku tej znienawidzonej przez Niemców ściany, widać znaczące różnice mentalności żyjących na Wschodzie i na Zachodzie, których nie udało się wyrównać…
W dzisiejszych czasch budowania w Polsce niewidzialnego i owszem, ale jednak muru między Polkami, należy stanowczo zapytać się, czy tego chcemy? Czy jest to w naszym interesie? Czy po doświadczeniach innych chcemy powtarzać ich błędy?… Nie wyobrażam sobie, innej odpowiedzi niż głośne i stanowcze „NIE!”. Ale też jednocześnie nie widzę w naszym kraju poczucia powagi sytuacji, zastanowienia, pogłębionej refleksji. Wręcz odwrotnie. Skłócone plemiona pogłębiają rozdźwięk, który przechodzi już ze sfery polityki do codziennego życia, także tego zawodowego i rodzinnego.
Teraz natomiast, wraz z nadejściem nowego roku i zmianami, które dokonały się w grudniu, mamy jedyną i być może niepowtarzalną okazję, by przerwać budowany poprzez PiS mur pomiędzy Polakami. By w końcu rozpocząć rozmawiać ze sobą, by wszcząć dialog. Jeżeli rządowe roszady mamy traktować, jako poważną zmianę, a nie wizerunkowy lifting, mający na celu mydlenie oczu Polakom i puszczanie oka do Brukseli, to władza powinna zasiąść z opozycją do stołu i zastanowić się, jak zakopać topór wojenny. W demokracji bowiem polityczny spór jest oczywistością, ale woja już nie!
Żadna ze stron nie ma prawa niszczyć własnego kraju, a traktowanie siebie nawzajem nie jako oponentów politycznych, z którymi się ściera na argumenty, ale jako wrogów, których chce się wręcz unicestwić, tym właśnie jest. Podziały, do których przez takie podejście doszło, trudno będzie zniwelować przez lata, ba przez dziesięciolecia! A przecież nie mogą w Polsce funkcjonować dwa społeczeństwa, czy dwa narody. Niestety tak się teraz powoli dzieje. Budowane jest bowiem państwo w państwie. Państwo PiS w Polsce!
Życie natomiast podpowiada, że może być inaczej. Na przykład trudno pewnie znaleźć na świecie bardziej zaciętych i wrogo do siebie nastawionych sąsiadów, a zarazem przeciwników, choć będących jeszcze kilkadziesiąt lat temu jednym narodem, niż Koreańczycy. Ale nawet w przypadku, tak głębokich różnic, jakie dzielą Seul i Pjongjang, podejmowane są tam ostatnio kolejne próby rozmów i szukania porozumienia, choć w bardzo wąsko zarysowanych kwestiach. Potrzebna jest więc wola polityczna. Wola przywódców. Szkoda tylko, że na Półwyspie Koreańskim niektórzy uświadamiają sobie to dopiero po dziesiątkach lat straszliwych strat i ofiarach w ludziach.
Pamiętajmy. Los Niemców i Koreańczyków nie może stać się losem Polaków, zwłaszcza, że sami teraz decydujemy o sobie!
Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
Sędzia Piotr Mgłosiek: List otwarty do Premiera Morawieckiego
Szanowny Panie Premierze,
nie jestem członkiem żadnego ze stowarzyszeń sędziowskich, których aktywność w ostatnim czasie znacznie wzrosła. Nie piastuję również jakiejkolwiek funkcji w strukturze sądu, w którym pracuję. Zatem pojęcie sędziego „salonowego” jest mi z gruntu obce. Oczywiście, z samej racji wykonywanego zawodu jestem obarczony etykietką członka kasty, jak w ostatnim czasie definiują sędziów politycy rządzącej partii.
***
Zdecydowałem się zabrać głos bez niczyjej inspiracji i we własnym imieniu. Na co dzień zajmuję się rozpoznawaniem spraw na najniższym szczeblu sądownictwa powszechnego, jestem więc tzw. sędzią liniowym. Sprawy te mają zróżnicowany ciężar gatunkowy, ale podstawą ich powierzenia sądom jest nieodmiennie zaufanie, jakie obywatele pokładają w tym, że ich życiowo doniosłe problemy zostaną rozwiązane w duchu poszanowania reguł i norm zwanych systemem prawnym. Na tak pojętym zaufaniu opiera się wymierzanie sprawiedliwości we współczesnych społeczeństwach demokratycznych.
17 grudnia 2017 r. w „Washington Examiner” ukazał się artykuł Pana autorstwa pt. „Dlaczego mój rząd reformuje polskie sądownictwo”. Zawarł w nim Pan Premier m.in. tezę uzasadniającą kierunki przeprowadzanych aktualnie w naszym kraju reform w wymiarze sprawiedliwości niskim zaufaniem obywateli do sądów. Podobne tezy znalazły się w materiałach przekazanych dziennikarzom po spotkaniu z Panem w Brukseli 9 stycznia 2018 r.
Choć nie podzielam przedstawionego w obu publikacjach uzasadnienia reform sądownictwa, polemizować z nim w tym miejscu nie zamierzam. W tym samym duchu nie będę dyskutował z argumentacją tłumaczącą reformę Sądu Najwyższego wyłuszczoną we wspomnianych wyżej materiałach przekazanych dziennikarzom, która została oparta na sugestiach o komunistycznej i agenturalnej przeszłości sędziów SN. Oni sami z pewnością zrobią to lepiej ode mnie.
Niech wolno mi będzie jedynie zauważyć, że mimo rzekomo niskiego zaufania obywateli do sądów, które notabene i tak jest wyższe od obywatelskiego zaufania do parlamentu, każdego roku rzesze podmiotów gospodarczych i osób fizycznych, powierzają sądom kolejne miliony spraw. I niech ten fakt statystyczny wystarczy miast rozbudowanej argumentacji.
***
Do prób podważania przez polityków zaufania obywateli do sądów można było na przestrzeni ostatnich wielu lat przywyknąć. Niepohamowana żadnymi względami merytorycznymi krytyka trzeciej władzy postępowała. Cóż, w naszej stojącej na niezbyt wysokim poziomie kulturze prowadzenia demokratycznego dyskursu politycy zawsze w sądach widzieli konkurencję dla swego dominium.
Ale nigdy, powtarzam nigdy, w ostatnich 28 latach premier rządu polskiego nie użył przeciwko sędziom in genere argumentów o powszechnych korupcyjnych skłonnościach, przewlekaniu spraw za łapówki bądź sprzyjaniu w treści wyroków wyłącznie osobom lepiej sytuowanym.
Prowadzona przez poprzedni rząd premier Beaty Szydło medialna kampania szkalująca sądy i sędziów, oparta o nieprawdziwe zdarzenia oraz insynuacje, niewątpliwie przejdzie do historii nie tylko w naszym kraju, ale również w całej Europie. Rzecz to bowiem bez precedensu, by rząd państwa, którego konstytucja zasady demokratycznego państwa prawa oraz równoważenia się władz stawia na piedestale, za publiczne pieniądze prowadził regularne działania podważające pozycje ustrojową trzeciej władzy, traktując ją tym samym jako element wrogi.
Zakładam, że znana jest Panu Premierowi nieubłagana statystyka, bo przecież, jak mniemam, bez zapoznania się z nią takowych tez jako odpowiedzialny polityk i Prezes Rady Ministrów, by Pan nie formułował.
Otóż z powszechnie dostępnych danych przekazanych przez Prokuraturę Krajową wynika, iż w latach 2001-2016 skazano za szeroko pojęte czyny związane z przyjmowaniem korzyści majątkowych w związku ze sprawowanym urzędem dosłownie kilku sędziów. W kraju liczba orzeczników przekroczyła dziesięć tysięcy.
Jeśli natomiast zna Pan Premier przypadki przewlekania spraw za korzyści majątkowe, winien się tym bezzwłocznie zainteresować minister sprawiedliwości na najbliższym posiedzeniu rządu. Ufam, że jako prokurator generalny z jakże charakterystycznym dla niego zaangażowaniem dołoży on wszelkich starań, by te abstrakcyjne zarzuty przyjęły bardziej konkretny charakter, jeśli są ku temu podstawy faktyczne.
***
Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, co kieruje Panem Premierem, gdy na arenie międzynarodowej, w sposób bliski pomówieniu, regularnie uderza Pan w filar państwowości, jakim są niezawisłe sądy, oskarżając sędziów bez wyjątków (bo przecież ich Pan nie uczynił) o powszechną korupcję, upadek etyczny, przydzielanie spraw poza kolejnością, rozdawanie przywilejów sędziowskich według klucza znajomości. To już nie jest krytyka, to destrukcja.
Czy istotnie uważa Pan Premier, że tego rodzaju niepoparte konkretami insynuacje pozostają bez wpływu na bezpieczeństwo państwa? Nie ma przecież żadnej przesady w stwierdzeniu, że autorytet rozstrzygnięcia sądowego to istotny element budowania zaufania do państwa i jego struktur.
Jako osoba piastująca do niedawna wysokie stanowiska w sektorze bankowym z pewnością zdaje sobie Pan Premier sprawę z wagi i doniosłości, chociażby dla pewności obrotu gospodarczego, wydawanych przez sądy rozstrzygnięć, których wykonanie zależy również od ich autorytetu. Takimi wypowiedziami ów autorytet jest niszczony, a jego odbudowa będzie wymagała wielu lat.
***
Szanowny Panie Premierze,
jako niewątpliwy państwowiec z pewnością dostrzega Pan granice, które w walce politycznej wyznacza dbałość o stabilność państwa oraz troska o niezachwiane funkcjonowanie jego organów, i to ponad podziałami politycznymi. Sądząc po odzewie opinii międzynarodowej, wzmiankowana wyżej krytyka w duchu niszczenia wymiaru sprawiedliwości nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.Natomiast nie ma wątpliwości, że słowa, które padły poza granicami kraju, właśnie w Polsce będą miały najdalej idące konsekwencje. W imię czego? Doraźnej walki politycznej, w której razy rozdaje się na ślepo bez refleksji nad konsekwencjami.
Nie śmiem oczekiwać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania: po co?, w imię czego?, czy jest jeszcze jakaś granica? Jeśli natomiast chciałby Pan Premier zapoznać się z realnymi problemami sądowego wymiaru sprawiedliwości, pozwalam sobie zaprosić Szanownego Pana do tak bliskiego jego sercu Wrocławia, do sądu, gdzie orzekam wraz z wieloma oddanymi swej pracy sędziami, którzy swe stanowiska objęli w wolnej Polsce.
* sędzia Piotr Mgłosiek
Sąd Rejonowy we Wrocławiu VII Wydział Karny
[Za GW]
Roman Giertych: List do Kaczyńskiego

Roman Giertych
Czy rzeczywiście chce Pan Polski, w której Pana przeciwnicy polityczni (a do takich od wielu lat się oczywiście zaliczam) byliby ciągani przez organy ścigania za manifestowanie przeciwko Panu?
Szanowny Panie Prezesie!
Otrzymałem właśnie orzeczenie Sądu Dyscyplinarnego ORA, w którym oddalono skargę Prokuratora Krajowego oraz wiceministra sprawiedliwości na decyzję rzecznika dyscyplinarnego, który umorzył postępowanie z wniosku posła PiS domagającego się ukarania mnie za sformułowanie : „Precz z Kaczorem- dyktatorem”.
Decyzja sądu była oczywista, gdyż nikt o zdrowych zmysłach nie będzie w adwokaturze ścigał za poglądy polityczne wyrażane na legalnych demonstracjach.
Mam jednak do Pana pytanie.Czy rzeczywiście chce Pan Polski, w której Pana przeciwnicy polityczni (a do takich od wielu lat się oczywiście zaliczam) byliby ciągani przez organy ścigania za manifestowanie przeciwko Panu?
Pański brat, z którym miałem przyjemność prowadzić wielogodzinne rozmowy był zawsze zwolennikiem wolności i demokracji. Miał swój udział w wielkim ruchu Solidarności, który przyniósł nam tę wolność.
Czy Pan rzeczywiście realizuje testament swego brata pozwalając na to, aby Pana przeciwnicy byli w sposób prymitywny nękani za okrzyki przeciw Panu?
Wiem, że gorliwość lizusów nie zna granic i że wiele osób w Pana obozie robi wszystko, aby się Panu przypochlebić.
Jednakże są granice lizusostwa. I z pewnością tą granicą jest pilnowanie przez najwyższe organy prokuratury Pańskiego kultu jednostki.
Wie Pan dobrze, że fundamentalnie się z Panem nie zgadzając i zwalczając Pana z całych sił zawsze Pana szanowałem i szanuję. Szczerze mówiąc tego typu działania Pana ludzi narażają ten szacunek na szwank.
Proszę to przemyśleć.
Z wyrazami szacunku,
Roman Giertych
Jurek Owsiak: Turek, ksiądz i pokemon

Jurek Owsiak
Tegoroczny Finał WOŚP pełen jest niezwykłych, bardzo wzruszających przykładów grania z nami. Dziękujemy wszystkim darczyńcom i wolontariuszom.
Tegoroczny Finał WOŚP pełen jest niezwykłych, bardzo wzruszających przykładów grania z nami. Właściciel kebaba w Złotoryi wywiesił kartkę, w której czarno i czerwono na białym dał znak, że 100% utargu wrzuca do orkiestrowej puszki.
Bardzo wielu właścicieli kawiarni, kawiarenek czy restauracji tego dnia także grało z Orkiestrą. Pan Turek, Ahmed Gerik przebił się jak rakieta, bo na fali medialnie podawanych bardzo rasistowskich zachowań wobec właścicieli kebabów w Polsce – taka deklaracja niesie po prostu ogromną ilość uśmiechu i przyjaźni.
Na tej samej fali, medialnie podkręcany w ciągu roku konflikt mówiący tylko o negatywnym podejściu kościoła do Orkiestry – w Elblągu, ksiądz Kazimierz Klaban, całą tacę wrzucił do puszki wolontariuszy. U księdza był jeszcze motyw, który, jak wielokrotnie powtarzam spotkać może każdego dorosłego Polaka – ksiądz Kazimierz korzystał ze sprzętu kupionego przez Orkiestrę dla oddziałów dla seniorów.
I nawet Wiadomości Telewizji Polskiej opowiedziały o Orkiestrze. Raz krótko, raz sensacyjnie. Ta sensacja dotyczyła lekarza, który wywiesił na drzwiach gabinetu kartkę, że nie przyjmuje zwolenników PiS-u, bo uważa, że sprzęt orkiestrowy im się nie należy. Fundacja natychmiast i zdecydowanie odcięła się od takiego myślenia i takich działań, uważając, że jest to absolutnie niezgodne z naszą filozofią działania.
Ale rozpędzona Telewizja, mówiąc o tym gościu, pokazuje jednego z najbardziej zasłużonych, kolorowych i wspaniałych wolontariuszy WOŚP. To prof. Mikołaj Spodaryk, niezwykły lekarz, fachowiec, absolutnie pozytywna postać, która w przebraniu pokemona od lat zbiera pieniądze dla Orkiestry. Mam nadzieję, ze Telewizja w trymiga przeprosi za tę woltę.
Wszyscy Ci ludzie zbierali pieniądze, aby pomóc także w statutowych działaniach Orkiestry. A jednym z nich jest także pomoc ośrodkom takim jak ten w Kraszewie, dla dzieci porzuconych lub odebranych rodzicom z rodzin patologicznych. Niestety, system państwa polskiego od 27 lat nie znalazł i ciągle nie znajduje dobrego finansowego rozwiązania, aby wspomóc takie ośrodki.
My robimy to od lat. Dziękujemy wszystkim darczyńcom i wolontariuszom.
Ciągle jeszcze możesz wspierać Orkiestrę wysyłając SMS na numer 75 565 (dziś ostatni dzień) lub licytując niezwykłe przedmioty na aukcje.wosp.org.pl do połowy lutego.
Roman Giertych: List do Prokuratora Krajowego B. Święczkowskiego

Roman Giertych
Ze zgrozą dowiedziałem się, że Sąd Dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie już ostatecznie oddalił pana i pana ministra Warchoła skargi na skandaliczne umorzenie mojej sprawy o wykrzykiwanie: Precz z Kaczorem dyktatorem.
Wielce Czcigodny Panie Prokuratorze!
Ze zgrozą dowiedziałem się, że Sąd Dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie już ostatecznie oddalił pana i pana ministra Warchoła skargi na skandaliczne umorzenie mojej sprawy o wykrzykiwanie: „Precz z Kaczorem dyktatorem”.
Zrobił to pomimo lawiny argumentów ze strony zespołu prawników Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy połączyli swe siły tworząc „Zespół ds. słowozbrodni Giertycha”.
Ich argumentacja wygłaszana na posiedzeniu sądu, ich sążniste odwołania, apele, a przede wszystkim ich wyrażana w każdym słowie miłość do naruszonej czci Naszego Umiłowanego Przywódcy na nic się zdały.
Sąd zmamiony zapewne cudzoziemskimi, przejściowymi modami w rodzaju tzw. „wolności wypowiedzi”, „prawa do krytyki” etc. zupełnie pominął obowiązek strzeżenia godności Najdostojniejszego (może czasem przez szacunek nazwisko pominiemy, nie godzi się je wymieniać w tak błahym kontekście).
Więcej: sąd nie poddany jeszcze błogosławieństwom dobrozmianowania podzielił zdanie Rzecznika Dyscyplinarnego, że słowo „dyktator” odpowiada politologicznej rzeczywistości naszej Umiłowanej Ojczyzny, a użycie tego sformułowania wobec Niewymienialnego uznał za dopuszczalną opinię. Sam się zawstydziłem, gdy to przeczytałem.
To Pan odrywa najlepszych pracowników Prokuratury Krajowej od ciężkiej pracy szukania przestępstw wśród działaczy opozycji i kieruje ich chwilowo na odcinek adwokacki, a Sąd Dyscyplinarny szyderczo skargę oddala?
Czyż Prokuratura Krajowa zajęta umorzeniami niewinnie oskarżanych młodzieńców z ONR ma czas, aby przegrywać jakieś sprawy? Swoją drogą panie Prokuratorze, czas zająć się Superwizjerem.
Ta bezczelna, antypolska prowokacja, w której nielegalnie podglądano niewinną zabawę grupy patriotów musi się spotkać z surową reakcją.
Prawo do prywatności jest świętym prawem obywatelskim, a mężowie stanu jak pan Rybak, Międlar, Winnicki oraz ich przyjaciele mają prawo do spokojnej zabawy czczącej urodziny byłego kanclerza Niemiec.
Zresztą, jeśli oskarżanie opozycji w czasach PRL, przynależność do PZPR i inne świństwa można odkupić obecnością w PiS, to dlaczego te drobne, młodzieńcze figle jak spalenie kukły Żyda nie mogą być całkowicie zmazane uświetnianiem swą obecnością konwencji naszej umiłowanej partii? Toż obecność w PiS zmywa wszystkie grzechy.
Roman Giertych
Adam Mazguła: Panie Premierze Morawiecki – czy Pan ma nas za idotów?

Adam Mazguła
Ostatnio na forum międzynarodowym opluwał Pan polskich sędziów i oskarżał o korupcję i komunizm. Czy Pan reprezentuje swoje chore poglądy, czy też może, z woli prezesa, tymczasowo Polskę?
Powiedział Pan na swojej konferencji prasowej, że symbole faszystowskie trzeba zwalczać. Oczywiście, ale one nie są najważniejsze. Trzeba zwalczać faszyzm, który Pan buduje wraz z „podłą zmianą”.
Niech Pan nie spłyca tematu, nie odwraca kota ogonem. Jednym tchem opowiadał Pan o faszystowskich symbolach, ale natychmiast łączył Pan je z komunizmem. Wiadomo, że dla takiego dziecka systemu jak Pan wszyscy spoza PiS-u to „komuniści i złodzieje”.
A więc to nie Pan buduje faszyzm tylko oni, tylko my, tylko kto? Sam zostałem zatrzymany, blokowany, a potem spisany na okoliczność stania z białą różą na chodniku, gdy szli faszyści ochraniani przez policję. Nie stowarzyszenie ich ochraniało, Wasza upolityczniona Policja i dokonywała represji na tych, którym się to nie podobało. Dotarło do Pana?

Foto. Policja legitymuje zatrzymanego A. Mazgułę za białą różę.
Jeszcze Pana olśnię: komunizmu nigdy w Polsce nie było! Wbij sobie Pan tę prawdę do głowy, bo nie ma Pan zielonego pojęcia o tym, o czym Pan z takim przekonaniem mówi.
A przy okazji. Tak pięknie nawiązywał Pan do demokracji, ale nie słyszałem, kiedy Pan opublikuje wyroki Trybunału Konstytucyjnego? Czekają już dwa lata na opublikowanie niezwłoczne. Czy już mogę Pana nazywać przestępcą konstytucyjnym?
Ostatnio na forum międzynarodowym opluwał Pan polskich sędziów i oskarżał o korupcję i komunizm.
Czy Pan reprezentuje swoje chore poglądy, czy też może, z woli prezesa, tymczasowo Polskę? Bo jeśli Polskę, to chciałem Panu powiedzieć, że dawno takiego podłego opluwacza Polaków na forum międzynarodowym nie słyszałem. Jeśli robi to premier rządu, to nie tylko wstyd, ale i działanie niedopuszczalne, nieodpowiedzialne i dyskwalifikujące Pana jako premiera.
Nie rób Pan idiotów z nas, ale i z siebie!
Adam Mazguła
Przepis na rewelacyjnego kebaba z kurczaka
Jeśli lubicie nowe wyzwania – ten przepis jest dla Was. Kebab z kurczaka przygotowany w domu jest o tyle lepszym zamiennikiem tego kupowanego „na mieście”, że dokładnie wiecie z czego jest zrobiony.
Cała procedura wykonania jest banalnie prosta, a efekt Was zaskoczy – gwarantuję że często będziecie sięgać po ten przepis.

Fot. Anna Frach/ TheFad.pl
Składniki na kebab z kurczaka:
1300 gram udek z kurczaka (nie nóżek, tylko udek)
1/ paczki przyprawy kebab-gyros (u mnie z firmy prymat
1 łyżka oleju
1/2 główki dowolnej kapusty (biała lub czerwona), która będzie nam służyła jako podstawa do kebaba
1 średniej wielkości cebula
2 -3 grubsze patyki do szaszłyków.
Z udek kurczaka ściągamy skórę i wycinamy z nich kości, w taki ,sposób, aby jak najmniej uszkodzić mięso (powinny powstać płaty mięsa).
Z oleju i przyprawy kebab-gyros przygotowujemy marynatę, którą starannie smarujemy mięso. Następnie odstawiamy mięso na kebab na około 2 godziny do zamarynowania.
Piekarnik ustawiamy na 180 stopni Celsjusza.

Fot. Anna Frach/ TheFad.pl
W kapustę wbijamy patyki do szaszłyków i nabijamy na nie nasze kawałki kurczaka, tworząc „mięsną wieżę”. Na sam szczyt naszego kebaba nabijamy cebulę.
Całość wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez około 60 do 90 minut.
Podczas pieczenia, kapusta zmięknie i lekko poddusi się w sosie spływającego z kurczaka. Możecie ją wykorzystać robiąc z niej kapustę zasmażaną, wystarczy dodać do niej pokrojoną w kostkę podsmażoną cebulkę i dobrze ją doprawić.
Gotowego kebaba wyciągamy z piekarnika, kładziemy na desce do krojenia i odkrawamy niewielkie kawałki.

Super smakuje podany w chlebku pita ze świeżymi warzywami — ogórek, pomidor, sałata lodowa, czerwona cebula i sosami na bazie majonez, jak również ułożony na talerzu obok chrupiących frytek i sałatki. W wersji light polecam kebaba z ryżem.
Smacznego!
Anna Frach, TheFad.pl
Ks. Wojciech Lemański: O „podłej zmanie” i dzieciach z Syrii

Ks. Wojciech Lemański
Póki rządzi ta podła zmiana, nie będą nam żadne chore dzieci sprowadzać do Polski pasożytów, chorób i terrorystycznego zagrożenia
O przyjecie u nas tych okaleczonych syryjskich dzieci zabiegał od dawna Jacek Karnowski w Sopocie, a potem Jacek Majchrowski w Krakowie.
Bardzo wielu Polaków publicznie dołączyło wtedy do ich apelu. Niestety wśród głosów wspierających tę, zdawać by się mogło, absolutnie oczywistą i jednoznaczną inicjatywę, zabrakło głosu ludzi Kościoła. Głos emerytowanego biskupa Pieronka brzmiał wówczas, niczym wołanie na puszczy.
Mijały kolejne miesiące, a ekipa „podłej zmiany” z cynizmem i bezdusznością powtarzała niczym mantrę, argument o obronie Polski przed terroryzmem.
Tysiące Polaków wyjeżdżało co weekend na polskie drogi na podwójnym gazie siejąc zagrożenie i śmierć.
Kolejne tysiące terroryzowały swoje rodziny w zaciszu domowego ogniska. Prezes obiecywał, że całą opozycję posadzi do więzienia.
Jedni faszyści biegali po lasach, zaś inni maszerowali po ulicach polskich miast. I oto ministerstwo paralizatora, pałki i ochrony partyjnych miesięcznic w stolicy, znów przemówiło.
Póki rządzi ta „podła zmiana”, nie będą nam żadne chore dzieci sprowadzać do Polski pasożytów, chorób i terrorystycznego zagrożenia.
Co na to Caritas, co na to KEP, co na to biskupia komisja do spraw turystyki i uchodźców, co na to księża Isakowicz-Zaleski, Zieliński, jezuita Kowalczyk?
Bo o takich Terlikowskich, Pospieszalskich, Sakiewiczach, Lisickich, Reszczyńskich, Semkach i braciach Karnowskich, przy okazji tragedii dzieci syryjskich, nie będę w ogóle wspominał.
(af) thefad.pl / Źrodlo: Facebook / ks. Wojciech Michał Lemańki
