Roman Giertych: Krótki list do posła Winnickiego

Roman Giertych
Zrzeknij się Pan mandatu poselskiego, bo swoimi interpelacjami w obronie takich bandytów hańbisz Pan Sejm Rzeczypospolitej.
Panie pośle!
Gdyby moja ciocia Janina Giertych – członek Stronnictwa Narodowego, żołnierz AK, ranna w Powstaniu Warszawskim, spotkała w czasie wojny Pana kolegów czczących urodziny Adolfa Hitlera to bez wątpienia przekazałaby swoje świadectwo swoim przełożonym.
Odbyłoby się krótkie posiedzenie sądu, a jej bliscy kuzyni, a moi wujkowie Józef Saski „Katoda” (plutonowy AK, działał w kompanii „Agat”, brał udział w akcji pod Arsenałem i w zespole uderzeniowym w Celestynowie) oraz jego brat Bohdan Saski „Bohun” (zginął w Powstaniu Warszawskim na Placu Krasińskich) bez zmrużenia oka wykonaliby wyroki na zdrajcach i wrogach Polski.
Zrzeknij się Pan mandatu poselskiego, bo swoimi interpelacjami w obronie takich bandytów hańbisz Pan Sejm Rzeczypospolitej.
Roman Giertych
Kobiety zarabiają zbyt mało by samodzielnie utrzymać rodzinę
Prawie 60 proc. Polek nie poradziłoby sobie z utrzymaniem rodziny w razie utraty pensji partnera. Zdecydowana większość ankietowanych przez organizację „Kobieta i pieniądze” pań stwierdziła, że do sprostania kosztom utrzymania potrzebuje zarobków wyższych o 1–2 tys. zł.
Dla co czwartej Polki gwarancję samodzielnego utrzymania bliskich stanowi pensja w wysokości 4–5 tys. zł.
W Polsce stale rośnie liczba rozwodów. Według danych demograficznych rocznie rozpada się 60–70 tys. małżeństw. Dotyczy to zwłaszcza dużych miast, gdzie rozwodzi się ok. 40 proc. par.
Z obowiązku alimentacyjnego wywiązuje się wprawdzie coraz większa liczba ojców, liczba niepłaconych świadczeń na dzieci wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie. Oznacza to, że dla coraz większej liczby rodzin jedynym źródłem dochodu pozostaje pensja kobiety.
Tymczasem jak wynika z badań organizacji „Kobieta i pieniądze”, Polki zarabiają zbyt mało, aby samodzielnie utrzymać rodzinę w przypadku nagłej utraty drugiego źródła dochodów.
– Pracujemy, zarabiamy, a okazuje się, że gdyby nie było tej drugiej pensji albo innych źródeł przychodów, to nie byłybyśmy w stanie samodzielnie utrzymać rodzin na tym samym poziomie, co dzieje się, jeżeli są np. dwie pensje lub różne źródła przychodu w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Nawrocka, założycielka organizacji „Kobieta i pieniądze”.
Raport „Czy Polki zarabiają wystarczająco dużo, by samodzielnie utrzymać rodzinę?” pokazuje, że 58 proc. kobiet nie poradziłoby sobie finansowo z samodzielnym utrzymaniem rodziny w razie nagłej utraty dochodu przez męża lub partnera, jego odejścia lub śmierci. 20 proc. ankietowanych pań zadeklarowała, że gwarancję utrzymania bliskich zapewniłaby im pensja wyższa o 1–2 tys. zł. Taka kwota niezbędna jest 30 proc. kobiet zarabiających poniżej 2 tys. zł, 31 proc. pań o pensji w przedziale 2–3 tys. zł, ale także 27 proc. kobiet zarabiającym 5–6 tys. miesięcznie.
– Większość z pań wskazała dodatkowe 1–2 tys. zł, a bardzo dobrze czułyby się, gdyby te przychody były na poziomie 6 tys. miesięcznie, wtedy one utrzymałyby komfort życia na poziomie, który je satysfakcjonuje, i nie martwiłyby się o byt dnia codziennego.
Zdolność sprostania miesięcznym kosztom utrzymania rodziny przy zarobkach 4–5 tys. zł zadeklarowała co czwarta respondentka. Jednocześnie 18 proc. pań przyznało, że poczucie całkowitego bezpieczeństwa finansowego daje im dopiero dochód w kwocie 6 tys. zł.
– To, co nam przyświecało w tym badaniu, to żeby zbadać sytuację, po drugie zwrócić uwagę samych kobiet na to, żebyśmy jednak trochę przewidywały, żebyśmy patrzyły w przyszłość, nie myślały tylko o emeryturze, która jest oczywiście bardzo ważna, ale popatrzmy, sytuacja może się zmienić z dnia na dzień i co wtedy?
Ponad 80 proc. ankietowanych pań chce zwiększyć swoje miesięczne dochody. 44 proc. z nich chce w tym celu podjąć naukę na kursach językowych lub szkoleniach podnoszących kwalifikacje zawodowe, 36 proc. szuka nowej pracy, 25 proc. jest gotowych na zmianę miejsca zatrudnienia, a 29 proc. stawia na własną działalność. Zdaniem Dominiki Nawrockiej deklaracje te nie zawsze pokrywają się jednak z rzeczywistością, dla wielu Polek charakterystyczna jest bowiem koncentracja na obecnej sytuacji, a nie ewentualnej przyszłości.
– Deklaracja jest, na pewno dzieje się trochę w tym zakresie, aczkolwiek powiedziałabym, że dużo jest w teorii, mało w czynach i praktyce, niestety jesteśmy trochę leniwe i liczymy na to, że zawsze będzie dobrze, takie hasło: „jakoś to będzie” jest nam kobietom bardzo bliskie – mówi ekspertka.
Raport jest częścią kampanii „Pieniądze się mnie trzymają!”, a jego celem jest wywołanie dyskusji nad świadomością finansową kobiet, kondycją ich zarobków oraz perspektyw finansowych. Odpowiedzialna za jego powstanie organizacja „Kobieta i pieniądze”, która od kilku lat prowadzi działania edukacyjne rozwijające kompetencje finansowe, biznesowe i marketingowe kobiet w Polsce.
Źródło: Newseria
Stefan Niesiołowski: Zło jest złem i tym złem jest PiS

Stefan Niesiołowski
PiS nie przeprowadzi pierestrojki konieczna jest konfrontacja, dyktatury rzadko ustępują dobrowolnie, ale każdy dzień chociaż trochę normalniejszych rządów to korzyść dla kraju.
Podjęcie przez PiS, w porozumieniu z radykałami różnej proweniencji domagającymi się całkowitego zakazu aborcji, działań zmierzających do zmuszania kobiet, aby rodziły dzieci nieuleczalnie chore, ciężko upośledzone i takie, które natychmiast po urodzeniu w cierpieniach umrą uruchomiło zrozumiałą falę protestów i sprzeciwu.
Ta fala będzie rosła i żadne pisowskie krętactwa i fałszywe jak do tej pory obietnice nie powstrzymają przede wszystkim kobiet przed walką z barbarzyństwem i podłością. Jednocześnie doszło do konfliktów, ataków i napięć w obrębie opozycji demokratycznej moim zdaniem miejscami przesadnych i źle skierowanych.
Zło jest złem i tym złem jest przede wszystkim PiS. Nie warto chyba powtarzać banalnej prawdy, że projekt Ratujmy kobiety, za przesłaniem którego do komisji należało głosować – to jasne – nie ma najmniejszych szans w tym zdominowanym przez PiS sejmie, a wzajemne atakowanie się przez partie opozycji demokratycznej w taki sposób jakby istniała możliwość jego uchwalenia przynosi jedynie korzyść pisowskiej dyktaturze.
Z błędów oczywiście należy wyciągnąć wnioski i iść dalej – walka trwa (lutta continua jak wołali protestujący studenci).
To PiS zburzył kompromis aborcyjny, który według sondaży cieszy się w Polsce największym poparciem i można zrozumieć zastrzeżenia i krytykę tego kompromisu ze strony lewicy, ale nie można traktować jednakowo pisowskich barbarzyńców, którzy z aborcji czynią kartę do gry z Rydzykiem i szerzej z Kościołem, z radością wpisującym się w tę polityczną grę i ludzi zainteresowanych możliwie szerokim porozumieniem w tej sprawie.
Być może najlepszym rozwiązaniem okaże, się referendum i zapytanie społeczeństwa o granice kompromisu aborcyjnego?
Ale ta sprawa nie może sparaliżować opozycji i uniemożliwić jej prowadzenie racjonalnej polityki odzyskania wolności i odbudowania demokracji. Absurdalne jest traktowanie tak samo partii broniących i walczących o demokrację jak Nowoczesna, PSL, Lewica i PO oraz partii wprowadzającej prymitywną monopartyjną dyktaturę ciemniaków.
Nie ma dziś w Polsce ważniejszego problemu jak uwolnienie naszego kraju spod władzy ograniczonych, obłudnych, łapczywych na pieniądze i profity władzy, rujnujących i kompromitujących nasz kraj ludzi.
Wszystkie pozostałe kwestie są wtórne i drugorzędne. Jak się pali dom to najpierw trzeba ugasić pożar, a potem dyskutować o kolorze firanek i umeblowaniu kuchni.
Dziś Polska jest w dramatycznej sytuacji, w przedziwnie łatwy sposób utraciliśmy wolność i demokrację i wcale nie jest powiedziane, że szybko je odzyskamy.
Wydaje mi się, że społeczeństwo oczekuje od opozycji jedności w walce z PiS-em a nie wzajemnych utarczek i złośliwości, które osłabiają tę walkę.
Sukcesy chociaż drobne możemy jednak odnotować. Obok czarnego protestu i wycofania przez PiS kilkunastu mniej lub bardziej szkodliwych i głupich pomysłów, drobne korekty ustaw. Takim sukcesem jest odejście Macierewicza, Radziwiłła Szyszki.
Chociaż stwierdzić kto jest gorszy Radziwiłł czy jego następca Szumowski trudno. Zachęcanie do rozmnażania się jak króliki (Radziwiłł) jest małostkowością, bo niby dlaczego nie jak tasiemiec nieuzbrojony (Taeniarhynchus saginatus), który dziennie składa ok. 300 000 jaj, albo muszka owocowa (Drosophila melanogaster) bijąca podobne rekordy płodności.
Twierdzenie o wierności i organach stanowiących sacrum w ciele ludzkim (Szumowski) także obarczone jest niedoskonałością, bo przykładem największej wierności pozostaje również tasiemiec, którego człony przebywają wspólnie w przewodzie pokarmowym żywiciela i kopulują wyłącznie ze sobą. To, że nie oglądamy wśród ministrów spraw zagranicznych uduchowionej twarzy i wdzięcznej sylwetki p. Waszczykowskiego.
Wreszcie wyraźną próbę złagodzenia pisowskiej retoryki. Są to oczywiście rzeczy drobne, drugorzędne, a najpewniej powtórka ze znanej taktyki przy zbliżających się wyborach chowanie najbardziej odrażających postaci i zachowań i udawanie, że PiS jest taką samą partią jak inne.
Teraz częściej będzie pokazywany Gowin i usłyszymy kilka banałów ze strony p. Dudy o potrzebie narodowej jedności i wspólnej Polsce. Ale doceńmy to widząc p. Kowalczyka w miejscu Szyszki i słuchając lepkiego głosu śliskiego Morawieckiego zamiast prymitywnych piskliwych wrzasków Beaty Wielkiej.
PiS nie przeprowadzi pierestrojki konieczna jest konfrontacja, dyktatury rzadko ustępują dobrowolnie, ale każdy dzień chociaż trochę normalniejszych rządów to korzyść dla kraju. Zawsze warto pamiętać, że w tej walce o utrzymanie się na zawsze przy władzy (bo taki jest cel marzenie i nadzieja, że ty razem się uda każdej dyktatury) podjazdowej i podstępnej, a ostatecznie prymitywnej i marnej pod każdym względem liczy się jeszcze Polska.
Stefan Niesiołowski
Roman Giertych: List w sprawie posła Gawłowskiego

Roman Giertych
Dzisiaj przeciwników nie wsadza się za poglądy jak za komuny, tylko za rzekome oszustwa, rzekome przestępstwa pobicia lub przestępstwa o charakterze pospolitym, które są wymyślane dla działaczy opozycji.
List w sprawie posła Gawłowskiego
Zwrócił się do mnie poseł Stanisław Gawłowski z prośbą o analizę zarzutów skierowanych wobec niego (a ujawnionych we wniosku o uchylenie immunitetu poselskiego) i z zapytaniem, czy podjąłbym się jego obrony, z tym zastrzeżeniem, że będziemy walczyć o całkowite uniewinnienie.
Sprawa jest bezprecedensowa na wielu płaszczyznach.
Po pierwsze wniosek o uchylenie immunitetu skierowany jest przeciwko jednemu z liderów największej partii opozycyjnej.
Po drugie wniosek kieruje prokuratura, która jest całkowicie podporządkowana rządowi, a rząd jest całkowicie podporządkowany jednej partii.
Po trzecie wniosek podpisała zastępca Prokuratora Generalnego, która kilka lat temu umorzyła zarzuty postawione jednemu z liderów PiS w sprawie o działanie na szkodę w wysokości ponad dwudziestu milionów złotych (umarzanie już postawionych zarzutów w polskiej prokuraturze to jak śnieg na Saharze, zdarzenie o którym jeśli wystąpi mówi się latami).
Po czwarte wniosek zmierza nie tylko do uchylenia immunitetu, ale również do zastosowania aresztu, czyli pozbawienia wolności.
Po piąte realizacja wniosku następuje w czasie, gdy partia rządząca próbuje przejąć sądy.
Po szóste o determinacji rządzących w tej sprawie świadczy gorliwość najwyższych władz PiS w doprowadzeniu do aresztu dla senatora Koguta. Jest oczywiste, że w ten sposób PiS próbuje przedstawić sprawę swojego senatora jako analogiczną do Gawłowskiego. To pokazuje jak bardzo zależy Jarosławowi Kaczyńskiemu na aresztowaniu sekretarza generalnego PO.
Tym nie mniej do sprawy analizy dokumentacji dotyczącej posła Gawłowskiego podszedłem z naturalnym (wyrobionym latami doświadczeń kilkuset spraw karnych) sceptycyzmem. Deklaracja złożona przez niego o przeświadczeniu o absolutnej niewinności nie odbiegała bowiem od standardowego zapewnienia większości klientów.
Przeanalizowałem więc uważnie wniosek prokuratury oraz wszystkie dokumenty przedstawione przez posła Gawłowskiego.
Z całości tej analizy wniosek jest jeden: trzy osoby pomawiają sekretarza generalnego PO.
Wszystkie trzy osoby zaplątane są w ogromną aferę korupcyjną, która została wykryta za rządów PO. Ich wyjaśnienia obciążające posła Gawłowskiego zostały złożone już za rządów PiS. Każdy z nich dzięki tym wyjaśnieniom mógł poprawić swoją sytuację procesową.
Ponieważ zarzuty wobec posła Gawłowskiego opierają się na wyjaśnieniach podejrzanych, to każdy z nich mógł bezkarnie kłamać, gdyż podejrzany nie musi mówić prawdy.
Dwaj pomawiający są kochankami, od lat podsłuchiwanymi jak planują uderzenie w ówczesnego wiceministra Gawłowskiego.
Trzeci jest aktywnych działaczem PiS, dla którego o protekcję prosili lokalni liderzy PiS zwracając się do posła Joachima Brudzińskiego.
Każdy zarzut opisujący korupcję na podstawie wyjaśnień podejrzanych musi zawsze być starannie weryfikowany, gdyż jest oczywiste, że osoba siedząca w areszcie, albo obawiająca się aresztowania może różne rzeczy sobie „przypominać”, które niekoniecznie muszą być prawdą, ale służą uniknięciu więzienia.
Tymczasem wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu poza opisem wyjaśnień nie znalazł żadnego, podkreślam żadnego dowodu na dwie zasadnicze okoliczności:
czy rzeczywiście cokolwiek potwierdza słowa podejrzanych o wręczeniu korzyści majątkowej i,
czy cokolwiek potwierdza to, że ówczesny wiceminister Gawłowski działał w jakikolwiek sposób sprzeczny z prawem, aby odwdzięczyć się za rzekome łapówki.
Jedynym twardym dowodem przedstawionym przez prokuraturę, który ma rzekomo potwierdzać przyjęcie korzyści w postaci zegarka jest zdjęcie zegarka zakupionego przez Stanisława Gawłowskiego w roku 2006 (czyli 5 lat przed aferą), który był rzeczywiście noszony przez pana posła. Oryginał dowodu zakupu zostanie Prokuraturze przestawiony w dniu przesłuchania. Obecnie znajduje się w moich aktach adwokackich.
Prokuratura pomyliła zegarek kupiony w 2007, z tymi które rzekomo miały stanowić łapówki z roku 2011. Nadto istnieją zdjęcia publiczne m.in. z roku 2010 pokazujące posła Gawłowskiego z zegarkiem, który miał rzekomo otrzymać w roku 2011 i co równie ważne, pomimo analizy wielu zdjęć Gawłowskiego zrobionej przez prokuraturę nie znaleziono dowodów na to, aby kiedykolwiek pokazywał się z rzekomo otrzymanymi zegarkami.
Prokuratura nie odpowiada na pytanie: po co poseł Gawłowski miałby żądać konkretnych modeli zegarka (którego jedną sztukę już posiada), aby następnie przez lata nigdy ich nie założyć? Absurdalność tego zarzutu bije po oczach.
Podobnie jest zresztą z pozostałymi zarzutami. Gawłowski miałby przyjmować setki tysięcy złotych za ogólną życzliwość. Nie wykazano bowiem żadnego konkretnego działania, które miałby się podjąć w zamian za łapówki. Więcej: z wniosku porównanemu z dokumentami o wyjazdach zagranicznych (prokuratura tych danych nie zgromadziła, ale obrona jest w ich posiadaniu) wynika, że Stanisław Gawłowski posiada dar bilokacji, gdyż zdaniem prokuratury w czasie gdy wydawał ze swej karty na restauracje w Chorwacji, to jednocześnie przebywał w Koszalinie i po kryjomu spotykał się z członkiem PiS, który miałby mu dawać pieniądze na kampanię PO. Teraz ten skruszony działacz partii rządzącej sobie to przypomniał, gdy w innych sprawach korupcyjnych groził mu areszt (obecnie już przebywa na wolności). Na dodatek te opłaty od działacza PiS miałyby być za rzekomą życzliwość struktur rządowych po wyborach w 2011. Czyli prokurator każe nam wierzyć, że działacze PiS już w sierpniu 2011 roku wiedzieli jaki będzie wynik wyborów (nie wierzyli w PiS) i wiedzieli, że Gawłowski (nie był człowiekiem Tuska) będzie miał wpływ na rządowe przetargi. I że ta wiara w posła Gawłowskiego u pisowskiego przedsiębiorcy była tak mocna, że wpłacił dwieście tysięcy gotówką na kampanię PO, na ręce Gawłowskiego, który bilokował się na ten dzień z Chorwacji.
Nie jest tu miejsce na szczegółową analizę (tym bardziej, że przedstawiam tylko te informacje, które już pojawiły się w przestrzeni publicznej lub które nie znalazły się jeszcze w aktach śledztwa), ale m.in. tak wygląda ten wniosek.
Wszystko prowadzi mnie do jednej, smutnej konstatacji.
Sprawa Gawłowskiego to pierwsza od 30 lat politycznie umotywowana próba wsadzenia do więzienia jednego z liderów opozycji. Mam wrażenie, że nie ostatnia i że całe tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości mają doprowadzić do faktycznej możliwości oskarżania ludzi opozycji na podstawie zeznań lub wyjaśnień osób niewiarygodnych.
Dzisiaj w dobie autorytaryzmu Putina, Łukaszenki, Erdogana, przeciwników nie wsadza się za poglądy jak za komuny, tylko za rzekome oszustwa (jak Nawalnego w Rosji), rzekome przestępstwa pobicia (jak Daszkiewicz i Łobau na Białorusi) lub przestępstwa o charakterze pospolitym, które są wymyślane dla działaczy opozycji.
Dlatego podjąłem się obrony posła Stanisława Gawłowskiego.
W tym roku obchodzimy 100 lat polskiej adwokatury. Adwokaci zawsze stawali przy osobach zwalczanych z powodów politycznych przy użyciu wymiaru sprawiedliwości. Jestem dumny, że przychodzi mi wziąć udział w tej sztafecie adwokackich pokoleń na rzecz, jak mówimy w przysiędze: „ochrony praw i wolności obywatelskich”.
Roman Giertych
Na pokładzie lecącego do Smoleńska TU-154M, doszło do kilku eksplozji. Ekspert wskazuje winnych
W dzisiejszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie możemy przeczytać przytoczoną opinię Franka Taylora, międzynarodowego eksperta z dziedziny badania wypadków lotniczych, na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Jak podkreślił ekspert „Nie ma żadnych wątpliwości, że w rządowym samolocie TU-154M, lecącym 10 kwietnia 2010 r. z Warszawy do Smoleńska, doszło do kilku eksplozji”
„Lewe skrzydło samolotu Tu-154M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej, istniało kilka źródeł eksplozji, a brzoza nie miała wpływu na pierwotne zniszczenie skrzydła” – jest to fragment raportu technicznego, przygotowanego przez członków podkomisji smoleńskiej.
Jednym z autorów powyższego stanowiska jest Frank Taylor, międzynarodowy ekspert z dziedziny badania wypadków lotniczych, który po zapoznaniu się z materiałem dowodowym, jednoznacznie stwierdził, że na pokładzie samolotu Tupolew doszło do kilku eksplozji. Twierdzi on że najbardziej prawdopodobną hipotezą jest to, że ktoś na pokładzie samolotu lecącego 10 kwietnia 2010 do Smoleńska doszło do kilku eksplozji, a brzoza nie miała żadnego wpływu na pierwotne zniszczenia skrzydła. Lewe skrzydło samolotu miało zostać zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej -czytamy w „GPC”.
Z kolei inny ekspert współpracujący z komsją do spraw katastrofy smoleńskiej – prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu Arcon wskazał: „To nie był wypadek, to był zamach. Mało tego, możemy powiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny, ponieważ ładunki, które zostały zainstalowane w slocie, nie mogły być zainstalowane w Polsce, tak że odpowiedzialna za eksplozję w skrzydle jest Rosja”.
Roman Giertych: List do senatora Koguta

Roman Giertych
Pan nic nie dostał z podziału partii komunistycznej, to się Panu należy jak psu kość (chyba nikt nie chce, aby Pan na nędznym wikcie senatorskim miał zmarnieć!).
Wielce Szanowny Panie Senatorze!
Jak ja się ucieszyłem, że Pana solidarni koledzy z PiS postanowili słusznie pokazać, że zdanie Frycza-Modrzewskiego „Prawo w Rzeczpospolitej jest jak pajęczyna, bąk się przebije, ugrzęźnie muszyna” jest wciąż obowiązujące.
Co by to było, gdyby opiewana przez poetę zasada „względnej równości” wobec prawa został obalona?Kto jak kto, ale Pan jest takim „bąkiem” naszych czasów. I gdyby za przyjęcie tych głupich kilkuset tysięcy łapówki miano Pana aresztować, to cała pana do PiS-u przynależność na co by była? Niech frajerzy bez immunitetu i bez legitymacji PiS do aresztu idą!
Teraz to może Pan dopiero rozwinąć skrzydła (nomen omen) i zabrać się za zbieranie na Fundację przez siebie prowadzoną skromnych datków od życzliwych przedsiębiorców, którzy przecież nie pod przymusem, ale z dobrej woli wpłacają środki dla Pana, a Pan wyłącznie w ramach senatorskich obowiązków im pomaga wygrywać przetargi.
I komu przeszkadza ta szlachetna symbioza? Zazdrośnikom, którzy sami nie umieją pomóc, a innym zawiść okazują.
A po co być senatorem rządzącej partii, jak nie można głupiego przetargu pomóc wygrać koledze?
Toż tyle lat Pan wraz z całą partią czekał na dojną zmianę, a teraz odrobina słusznego wynagrodzenia za trud odsunięcia tych wrednych i pazernych niszczycieli polskości z PO miałaby stanowić jakiś problem?
Niech się Pan nie przejmuje tym gadaniem Kaczyńskiego. On tak mówi, ale po cichu Panu kibicuje, bo też ma fundację. To nie Pana wina, że on przytulił setki milionów majątku likwidowanego PZPR i w żadnych przetargach pomagać już nie musiał. Pan nic nie dostał z podziału partii komunistycznej, to się Panu należy jak psu kość (chyba nikt nie chce, aby Pan na nędznym wikcie senatorskim miał zmarnieć!).
I zapyta Pan na koniec, z czego ja tak się cieszę? Ano z tego Panie senatorze, że Pana czcigodna postać wolnego senatora Koguta będzie od dziś pięknym symbolem istoty „dobrej zmiany”.
I niech ten symbol trafia pod strzechy, aby każdy głosując w następnych wyborach miał przed oczyma Pana szlachetną i uśmiechniętą twarz.
Roman Giertych
TUTAJ znajdziesz wszystkie wpisy Romana Giertycha
Manuela Gretkowska: Dlaczego polskim facetom tak wygodniej czyli Męskie Ćwoki

Manuela Gretkowska
Żyjemy w kulturze męskich ćwoków! Dostaliśmy ją w spadku i nadal ją kultywujemy. Nie robimy nic, albo dużo za mało, by ją odrzucić lub zmienić!
DLACZEGO POLSKIM FACETOM TAK WYGODNIEJ czyli MĘSKIE ĆWOKI
Piotr przyszedł wczoraj z pracy i rzucił taki tekst wymęczony tym co dzieje się wokół. Dał go na swój FB, dodałam zdjęcie na swoim. Zatytułował go:
KLAUZULA PRZEMILCZENIA
Sytuacja polskich kobiet… Wkurwia bezwzględność zalkoholizowanych oprawców. Boli patriarchalne uprzywilejowanie milionów nieświadomych mizoginów. Poraża cynizm polityków.. Przygnębia dyskryminacyjny trąd kościelnej ideologii. Niepokoi milczenie bezradnych, uległych kobiet – ,,owieczek”. Irytuje zapiekły, mizoandryczny radykalizm niektórych feministek…
Ale ostatnio myślę głównie o mężczyznach. O tabunach lekarzy, prawników, policjantów, terapeutów, nauczycieli, kuratorów, psychologów, pracowników pomocy społecznej…
Tysiącach rozgarniętych, wrażliwych facetów, którzy na codzień stykają się z przejawami przemocy, niegodziwości, niesprawiedliwości. Samczej, brutalnej opresji wobec kobiet.
Dlaczego milczymy?
Jasne, obligacja klauzulą poufności. Ale żeby uświadamiać sobie, kształtować, zmieniać świat w którym się żyje, nie trzeba przecież używać konkretnych nazwisk.
A to jest nasz, męski świat. Skrojony na naszą miarę dowód porażki.
Czy to nas nie zawstydza? Nie dotyka ? Nie uwiera?
Od wielu lat, wracam późnym wieczorem z gabinetu, pognębiony intymnymi opowieściami kobiet. Dekady płyną, a ich wyznania to niezmienne pasmo cierpienia, upokorzeń, niezawinionego bólu. I piekący dowód męskiej hańby. Czuję jak tężeje we mnie masa frustry i wstydu, którym nadal nie umiem zaradzić.
Pomagać żonie zakładać partię kobiet ? Zadeklarować się jako zagorzały feminista (jeden z pięćdziesięciu) i dreptać w dorocznej Manifie ? Walczyć w gabinecie o duszę, poczucie wartości kolejnej emancypującej się kobiety ? Cieszyć się, że chociaż córki są liberalnymi europejkami ?
To wszystko za mało, by poczuć się lepiej. Zatłuc okrutną, poniżającą prawdę:
Żyjemy w kulturze męskich ćwoków! Dostaliśmy ją w spadku i nadal ją kultywujemy. Nie robimy nic, albo dużo za mało, by ją odrzucić lub zmienić!
Manuela Gretkowska
Jurek Owsiak do Jakiego: Taką ma Pan wiedzę na nasz temat? Bajkową?

Jurek Owsiak
Proszę zgłosić się formalnie, proszę nas oskarżyć - o czym pisałem wcześniej - proszę powołać licencjonowane firmy zajmujące się audytami, profesjonalnych księgowych. Im dokumenty możemy pokazywać.
Do końca myślałem, że jako urzędnik państwowy przyjmie Pan w korespondencji z nami rozsądny ton, a używa Pan słów, jakie były wokół Fundacji i mnie w internecie ogólnie nazwane hejtem, i które w kilku rozprawach sądowych zostały wyjaśnione na moją korzyść. A Pan w kółko o tym samym.
A dlaczego mam Panu pokazywać nasze dokumenty księgowe, bo mówi Pan o tym na Facebooku? Proszę zgłosić się formalnie, proszę nas oskarżyć – o czym pisałem wcześniej – proszę powołać licencjonowane firmy zajmujące się audytami, profesjonalnych księgowych. Im dokumenty możemy pokazywać. Nasza Fundacja audytuje się co roku i wyniki tego audytu są wysyłane do Urzędu Skarbowego. Muszę Pana uczyć? Z jakiej racji mam pierwszemu lepszemu blogerowi, na którego się Pan powołuje i który, tak jak Pan, jest zanurzony w spiskowej teorii dziejów, pokazywać dokumenty na których się nie zna.
Myśli Pan, że od 26 lat nad Fundacją roztoczony jest jakiś tajemniczy szczelny klosz niepozwalający nas skontrolować? Taką ma Pan wiedzę na nasz temat? Bajkową? Z taką nonszalancją, zahaczającą o pomówienie dawno się nie spotkałem. Pisze Pan o firmie Złoty Melon, powtarza Pan kropka w kropkę najbardziej idiotyczne hejty i kłamstwa z internetu, a przecież powtarzam, jest Pan wysoko postawionym urzędnikiem państwowym i powinien Pan wręcz świecić przykładem człowieka bezstronnego. A jeżeli już chce Pan wyrażać swoje opinie, to w oparciu o twarde fakty.
Nie mam i nie miałem żadnych spółek rodzinnych. Ma Pan prawo być nieprzekonany do naszych wydatków, bo to prawo każdego człowieka w Polsce, ale jak widać po kolejnej zbiórce, naszym najlepszym rozliczeniem jest kolejny Finał, sprzęt w szpitalach i świetnie działające programy medyczne i edukacyjne. To jest dotykalne, to istnieje i dzieje się na naszych oczach. I przekonuje Polaków, żeby grali z nami.
Pan jest po uszy zanurzony w teoriach spiskowych, które w moim odczuciu napędzają Pana agresywne zachowanie, nie tylko wobec Fundacji. Zrobię tak jak mi radzą setki internautów – nie ma co się kopać z koniem. Jutro wyślę Panu prośby ze szpitali. Nie chcę już z panem dyskutować, chcę tylko na końcu poinformować Polaków, czy Pan coś z tymi prośbami zrobił, czy nie.
Byłbym zapomniał. Wciąż może Pan wysłać SMS o treści SERCE na numer 75 565 – 5 zł netto (6,15 brutto) lub wpłacić online na stronie https://wplacam.wosp.org.pl
Maria Nurowska o Magdalenie Ogórek: Nosi w sobie gen zdrady

Maria Nurowska
Ciekawe, czy kiedy PiS w końcu straci władzę, zobaczymy fotografię prasową,na ktorej pani Magdalena tuli się do lidera zwycięskiej partii..
Nie ma żadnych wątpliwości, że Magdalena Ogórek nosi w sobie gen zdrady.
Natura wyposażyła ją w instrumenty, które pozwalają jej dzięki temu świetnie prosperować. Ma piękną twarz, takąż figurę i inteligencję, czegóż trzeba więcej, aby bez trudu omotać zauroczonych nią prominentnych przedstawicieli płci męskiej.
Najpierw zaistniala w TVN 24, omotala jednego z dzienikarzy tej stacji,pokazywała się z nim tu i tam, plotkarskie magazyny pisały nawet o romansie.
Ale ona mierzyla wyżej, kolejną jej ofiarą stał się Leszek Miller, który do tego stopnia stracił glowę, że uczynil ją kandydatką na prezydenta z ramienia SLD. W ten sposób zatopił partię, nie weszla do sejmu,PiS zdobył większość i prowadzi nas wszystkich do zguby. Ale nie Magdalenę Ogórek.
Wkrótce pojawiły się w prasie jej zdjęcia,tyle że nie z Leszkiem Millerem u boku, a Jarosławem Kaczyńskim… Teraz zamiast w TVN ,bryluje wTVP, bo jakże by inaczej, to jest przecież telewizja pisowska.
Magdalena ma jednak większe ambicje, niż tylko bycie dziennikarką telewizyjną.Postanowiła napisać książkę,ale taką, która narobiłaby szumu, nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami.
Wytypowała kolejną ofiarę: stał sie nią syn nazisty, austriacki arystokrata, któremu wmówiła, że dzięki tej publikacji , oczyści pamięć jego ojca i obok ” Listy Schindlera”, pojawi się druga lista uratowanych przez Ottona von Waechtera.
Przez dwa lata goszczona była w pałacu rodziny zbrodniarza, fotografowała się z z jego synem, już w podeszłym wieku ( skąd my to znamy) Omotała kolejnego głupca, który teraz chce się z dziennikarką procesować. Ciekawe, czy kiedy PiS w końcu straci władzę, zobaczymy fotografię prasową,na ktorej pani Magdalena tuli się do lidera zwycięskiej partii..
Dom zgodny z zasadami Feng Shui – Zatrute strzały

Jacek Kryg
Kulturoznawca, religioznawca, filozof specjalizujący się w zagadnieniach związanych z taoizmem.Autor około pięciuset publikacji, w tym książek/ Absolwent elitarnej szkoły YCH Center of Excellence w Kuala Lumpur. Uczeń Wielkiego Mistrza Yap Cheng Hai. Twórca Szkoły Bez Granic
Nie jest łatwo znaleźć idealne miejsce na zamieszkanie czy prowadzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej. W tym zakresie feng shui stawia bardzo wysokie wymagania. W swoim podejściu do wyboru najlepszego miejsca na siedzibę firmy czy biura feng shui nie różni się od innych dziedzin, jakie wypracował człowiek by poprawić, ułatwić czy uprzyjemnić sobie życie.

Podejście to można nazwać podejściem obronnym, gdyż polega ono na zadbaniu o to, by na nasze miejsce pracy nie oddziaływały jakiekolwiek czynniki. Tak jak przed wyjściem z domu zimą sprawdzamy, jaka jest temperatura i właśnie do niej dostosowujemy ubiór by się nie przeziębić, tak samo wybierając miejsce na postawienie dowolnego obiektu czy też wybierając najlepszy lokal na biuro sprawdzamy, czy zewnętrzne warunki są mu sprzyjające czy też nie.
Zagrożenia jakie mogą płynąć z otoczenia na dom Chińczycy nazywają zatrutymi strzałami, co niesie z sobą określone znaczenie. Wszyscy boimy się zatrutych strzał, uznając je za śmiertelne zagrożenie dla naszego życia.
Nie ma kultury, w ramach której ugodzenie zatrutą strzałą nie uznano by za śmiertelne lub przynajmniej fatalne. Po takim ciosie, jeśli się przeżyje, trudno jest dojść do siebie, trudno o normalność.
Taka mocna i wyrazista symbolika każe nam i w feng shui odczuć podobne zagrożenie. Nie jest może ono tak ewidentne jak dosłowne trafienie strzałą, której grot nasączony jest trucizną, lecz jest tak samo niebezpieczne dla człowieka, biura, firmy, która działa w danym miejscu czy na danym terenie. Zagrożenie to może mieć bardzo groźne skutki od przejściowego stanu niemocy firmy do jej upadku, czyli śmierci.
Czy zatem zatrute strzały rozpoznawane przez feng shui nie przypominają prawdziwych strzał wysyłanych przez wroga? Wielu mistrzów feng shui wprowadzając adeptów tej nauki w arkana swego przedmiotu każą im wyrobić sobie dodatkowy zmysł, nadzwyczajne widzenie wszystkiego, co wiąże się z zatrutymi strzałami.
Zatrute strzały wcale nie muszą przypominać strzał wysyłanych prze łuki czy kusze. Zatrutą strzałą może być zarówno twór natury jak i obiekt stworzony rękoma człowieka. Można powiedzieć, że do tej kategorii należy wszystko to, co „grzeje” w naszym, czy naszego biura kierunku.
Przypatrzmy się, co się dzieje z człowiekiem, do którego mówiąc celujemy palcem. Najpierw czuje się nieswojo, oblewa się rumieńcem, denerwuje się, wierci w końcu wybucha i wychodzi. Podobne doświadczenie można przeprowadzić także ze zwierzętami, najlepiej z psami, choć proszę uważać na narastającą w nich agresję.
A „grzać” na człowieka i jego miejsce pracy może bardzo wiele rzeczy. Przede wszystkim wszelkie obiekty, które w jakikolwiek sposób są wycelowane w interesujący nas budynek. Mogą to być krawędzie dachów wyższych budynków, naroża sąsiednich domów czy dowolne konstrukcje wymierzone w naszym kierunku. To są najbardziej ewidentne strzały. Mniej oczywistymi są np. droga biegnąca bezpośrednio na dany budynek, słup czy wieża znajdujące się tuż obok, antena każdego rodzaju, rusztowania podtrzymujące reklamę lub szyld firmy, a nawet nasze własne, nieprawidłowe oznakowanie firmy. Zatrutą strzałą może też być wąska przestrzeń pomiędzy dwoma wieżowcami lub wysokimi budynkami, zwana przez nas prześwitem, a przez Chińczyków pękniętymi niebiosami. Fizycznych zatrutych strzał może być bardzo wiele, co najmniej tyle ile pomysłów człowieka, dlatego też trudno jest je wymienić, łatwiej jest wyczulić się na nie.
W feng shui wyróżnia się także zatrute strzały o innym charakterze, bardziej związanym z symboliką niż ze światem materii. Do tego rodzaju zagrożeń należą wszystkie twory natury, które przypominają coś niedobrego np. góra wyglądająca jak tygrys szykujący się do skoku czy szczur zjadający zapasy człowieka. Do tej kategorii należą także „nieprzyjazne”, przynajmniej energetycznie, instytucje jak zakład pogrzebowy, świątynie wszelkich wyznań, posterunki policji, stacje transformatorowe, cmentarze, kasyna gry, szpitale, koszary czy w ogóle wszystko to, co kojarzy się z przemocą, walką, utratą zdrowia, pieniędzy itd. Jak z tego widać wyszukiwanie zatrutych strzał może mieć indywidualny charakter i zależeć od tego, czego się boimy, co niesie nam nieprzyjemne skojarzenia. A skojarzenia mogą zmieniać się w czasie. Kiedyś, kiedy ekologia nie była koniecznością, duży komin fabryczny nie kojarzył się z zatruciem środowiska tylko z pomnażaniem dobrobytu. Dzisiaj już nikt tak nie pomyśli.
Jeśli interesujesz się Feng Shui, więcej artykułów na ten temat znajdziesz TUTAJ
Autor: Jacek Kryg/ Szkoła bez granic

