Jurek Owsiak odpowiada Patrykowi Jakiemu: Rozwiązanie JAKIEGO… nie było

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Dział medyczny Fundacji WOŚP to 3 pokoje. W czasie Finału dużo o tym dziale mówiliśmy, a w mediach pokazywaliśmy także jak pracuje, w jaki sposób gromadzi informacje i przygotowuje się do zakupów.

 

Miałem nadzieję, że moje słowa, jak najbardziej delikatne w stosunku do agresywnych Pańskich słów w stosunku do działań naszej Fundacji, a także słowa Polaków skierowane do Pana między innymi za pośrednictwem różnych forów internetowych, spowodują u Pana chociaż ciut refleksji i pokory wobec efektów i działań 26 lat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ale nic z tych rzeczy.

Pozwolił sobie Pan nawet na niezwykle buńczuczne komentarze w stosunku do ludzi, którzy przeżyli ogromną tragedię i upubliczniając ją zwrócili Panu uwagę, że także Pan i Pana najbliżsi korzystali ze sprzętu ufundowanego przez różne organizacje pozarządowe. Następnie stwierdził Pan, cytuję: „przypominam, że kwota, którą przez wszystkie lata zebrał WOŚP stanowi zaledwie 0,001 procenta tego, co – między innymi ja – płacę na służbę zdrowia. Liczby są twarde, jeśli nie kupiłby tego sprzętu WOŚP, to i tak byłby w szpitalu” – ten cytat podaję za Tygodnikiem WPROST.

Dział medyczny Fundacji WOŚP to 3 pokoje. W czasie Finału dużo o tym dziale mówiliśmy, a w mediach pokazywaliśmy także jak pracuje, w jaki sposób gromadzi informacje i przygotowuje się do zakupów.

Na półkach mnóstwo segregatorów. Biorę losowo pierwszy. To prośby z oddziałów pediatrycznych. Otwieram i czytam: miejscowość nieduża, południe Polski. Prośba o EKG – 3 sztuki, kardiomonitory, inhalatory, pompy infuzyjne, glukometry, pulsoksymetry – 5 sztuk, USG – 1 sztuka, ale także łóżka profesjonalne, defibrylator. A USG proszą, żeby był z głowicą typu „convex” liniową i typu „microconvex”. Tylko w 2016 roku hospitalizowano w tej placówce blisko 1000 dzieci. Szpital do tej pory otrzymał już dużo sprzętu od Orkiestry. Jest szpitalem w całości publicznym i ma podpisane stosowne kontrakty z NFZ.

I Pan, Panie Jaki, mi pierdoły opowiadasz, że można ten sprzęt kupić z innych źródeł?

W tym momencie na zakupy, a może bardziej – na rozpatrzenie próśb, czekają dwa pełne segregatory p.t. „pediatria”, cztery segregatory p.t. „noworodki”, jeden segregator p.t. „hospicja”, jeden segregator p.t. „prośby inne”, dwa segregatory dotyczące zakupu leżanek dla rodziców, oraz jeden segregator z prośbami o zakup urządzeń wspomagających oddech „infant flow”.
Jeden segregator to mniej więcej kilkadziesiąt próśb.

To myślę sobie tak. Ja to Panu wszystko zapakuję i wyślę. Tylko proszę powiedzieć, na jaki adres. Liczę na to, że te nasze 0,001 wsparcia polskiej służby zdrowia Pan po prostu przejmie i od ręki załatwi możliwość zakupu tego całego sprzętu. Jeśli Pan mi nie wskaże dokładnego adresu, to wyślę to tam, gdzie najczęściej Pan przebywa – do Pana pracy. Może także Pan przysłać kogoś do Fundacji, aby wszystkie te prośby odebrać.

I przysięgam na wszystkie świętości – jeśli Pan od ręki załatwi te wszystkie prośby i tym samym rozwiąże problemy polskich szpitali, ZWIJAMY ŻAGLE jeśli chodzi o pomoc w zakupie sprzętu medycznego i zajmiemy się czymś zupełnie innym, co nie będzie Pana drażniło.

Muszę przyznać, że po raz pierwszy ktoś, kto reprezentuje rząd, tak jednoznacznie zadeklarował rozwiązanie problemu wyposażenia polskich szpitali w sprzęt medyczny.

Jurek Owsiak


Adam Szejnfeld: My pieszo a oni… metrem

Adam Szejnfeld

Adam Szejnfeld

Współpraca w Zjednoczeniowej Europie daje nam spokój i stabilny rozwój. Tworzy podstawę dla przyszłego dobrobytu Polek i Polaków. Powinniśmy więc chuchać i dmuchać na ten dobry stan rzeczy, a nie go burzyć!

 

Historię rozwoju państw na śweicie można porównać do kroniki rywalizacji firm na rynku. W obu przypadkach stawką jest budowanie i utrzymywanie przewag konkurencyjnych nad rywalami. W Firmach pieniądze, które nie są jedynym kapitałem, i owszem zdobywa się, kumuluje, ale przede wszystkim reinwestuje. Nie trwoni. Wespół z innymi instrumentami z czasem tworzą kapitał będący fundamentem długookresowych sukcesów. Im się jest bowiem bogatszym, tym w większą liczbę nowych przedsięwzięć można się angażować przy niezaniedbywaniu i rozwijaniu dotychczasowych. Nie bez kozery mówi się więc, że „pieniądz tworzy pieniądz”. Z czasem dokonuje się także podbojów, ekspansji, kupuje się inne firmy i ciągle wzmacnia swoją siłę. Tak powstawały firmowe potęgi świata, ale i podobnie tworzyły się supermocarstwa wśród państw.

Ostatnio słyszymy, zwłaszcza z TVP i z innych źródeł związanych z rządzącym obozem PiS, że „kłopoty” Polski z Unią Europejską spowodowane są obawą krajów Zachodu przed rosnącą potęgą Polski. Boją się nas już Holendrzy, Francuzi, Włosi, Brytyjczycy, nawet Niemcy. Ba, chyba już wszyscy! Dlatego przyczepiono się „fikcyjnego” łamania w Polsce zasad demokracji oraz praworządności, z niezależnością polskich sadów i niezawisłością polskich sędziów na czele, by uderzyć w budzące się polskie supermocarstwo! Wstajemy z kolan, ale znów chcą nas sprowadzić do parteru! Hym… jeśli ktoś dzisiaj wierzy, że w krótkim czasie małe, nawet dobrze rozwijające się państwo, może przeskoczyć w znaczeniu supermocarstwo, to jest jednak w wielkim błędzie. Podobnie jak nie może tego dokonać mała firma, rywalizując z transgranicznym kolosem. Takie przypadki zna tylko „nauka radziecka!” i polska… propaganda.

Cóż, w Polsce doskonale wiemy, że nasi rywale na mapie Europy nie zawsze kierowali się wobec nas zasadami fair play. Ba! w pewnym momencie w ogóle zostaliśmy wyeliminowani przez nich z europejskiej rywalizacji. Polska na 123 lata zniknęła przecież z mapy świata. Z tych między innymi powodów, pod względem szeroko rozumianego rozwoju gospodarczego i społecznego, wiek XIX był dla nas stuleciem straconym. Gdy Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Belgia, Holandia w błyskawicznym tempie bogaciły się, także dzięki zamorskim imperiom, to na polskich ziemiach, pod zaborami, nastąpił gospodarczy i cywilizacyjny marazm.

Z tych i wielu innych powodów, rewolucja przemysłowa przyszła do nas ze znacznym opóźnieniem. Wystarczy wspomnieć o poziomie produkcji żelaza. Pułap 25 kg na głowę mieszkańca Wielka Brytania osiągnęła już w 1820 roku, Belgia w 1840 roku, USA w 1850 roku. A Polska? Nasz kraj dopiero w latach 50-tych, ale… następnego XX wieku. Niemalże 100 lat później! Podobnie sytuacja wyglądała, jeśli chodzi o przewagę ludności miejskiej nad wiejską. W Wielkiej Brytanii ta zmiana nastąpiła już w latach 20-tych XIX wieku, u nas zaś dopiero po II wojnie światowej, a więc ponad 120 lat później…. Te liczby przekładały się oczywiście także na życie przeciętnego zjadacza chleba. Wystarczy wziąć przykład metra w stolicy. Warszawiacy czekali na jego uruchomienie do 1995 roku. W Londynie natomiast zostało ono oddane do użytku już w styczniu 1863 roku, w tym samym czasie, gdy w Warszawie kończyły się przygotowania do…. powstania styczniowego. My pieszo i na koniach ruszaliśmy bić Moskali, a w Londynie ludzie wsiadali do szybkiej kolejki, by pojechać z przyjaciółmi na kawę!

Na ścieżkę państwowej rywalizacji wyraźnie poturbowana Polska wróciła dopiero w 1918 roku. Łatwo nie było. Nasze ziemie przeorane były przechodzącymi przez nie kolejnymi frontami Wielkiej Wojny i wycieńczone przedłużającymi się walkami o granice. A do tego trzeba było jeszcze scalać trzy różne terytoria, systemy administracyjne oraz mentalności w jeden państwowy i społeczny organizm. Oczywiście II Rzeczpospolita miała na swoim koncie spektakularne sukcesy, na czele z budową portu w Gdyni, ale z pewnością nie udało się zasypać przepaści cywilizacyjnej dzielącej nasz kraj od bardziej rozwiniętych państw Europy. Wystarczy wspomnieć o tym, że pod koniec lat 30-tych zaledwie 7 procent polskich dróg krajowych miało nawierzchnię odpowiednią dla ruchu samochodowego. Tymczasem w Czechosłowacji połowa dróg pokryta była już asfaltem, w Niemczech – 70 procent, we Francji – 90 procent, a w Danii – 100 procent. A to nie jedyna skala różnic w naszym i ich rozwoju!

Z pewnością w Polsce te i inne wskaźniki udałoby się w miarę szybko poprawić, gdyby nie kolejny, wyjątkowo dotkliwy cios, jakim była II wojna światowa. Żaden inny kraj nie został aż tak bardzo zrujnowany w latach 1939 – 1945. Powojennej odbudowy nie ułatwiał brak „kroplówki” w postaci amerykańskiego Planu Marshalla, który krajom Europy Zachodniej pomógł stanąć na nogi i stopniowo otoczyć obywateli opieką w ramach państwa dobrobytu. Polska znów „zniknęła”, tym razem za żelazną kurtyną. Na możliwości ponownego rozwoju czekała aż do 1989 roku. Prawdziwym jednak i rozstrzygającym impulsem do wszechstronnej i głębokiej modernizacji stało się dopiero przystąpienie do Unii Europejskiej. To rok więc 2004, a nie poprzednie lata, stał się wreszcie przełomowym. Niemalże 200 lat po przełomach w krajach Zachodu.

Oczywiście w tym wszystkim nie chodzi o to, by się samobiczować lub lamentować i utyskiwać na niesprawiedliwość dziejową. Nie jesteśmy w stanie cofnąć historii. Możemy jednak obiektywnie spojrzeć na naszą sytuację, aby zrozumieć przyczyny, dla których pod względem rozwoju społeczno-gospodarczego nie jesteśmy, i długo nie będziemy tam, gdzie jest teraz Wielka Brytania, Francja czy Niemcy. Nie potrzebne są więc nam nowe wojenki podejmowane przez rządzący PiS. Z przeszłości trzeba bowiem wyciągać wnioski na przyszłość. Konflikty i wojny tworzyły naszą biedę i budowały cmentarze. Współpraca natomiast w Zjednoczeniowej Europie daje nam spokój i stabilny rozwój. Tworzy podstawę dla przyszłego dobrobytu Polek i Polaków. Powinniśmy więc „chuchać i dmuchać” na ten dobry stan rzeczy, a nie go burzyć!

Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego


Kurski zapowiada pozwanie portalu wyborcza.pl za artykuł o kosztach Sylwestra TVP

Jak poinformował Jacek Kurski, pełniący funkcję prezesa TVP, w związku z „niechlujnymi kłamstwami” na temat rekordowego Sylwestra TVP w Zakopanym,  pozywa portal wyborcza.pl który opublikował tą (podobno nieprawdziwą) informację na swojej stronie.

 

W poniedziałek 15 stycznia,  na portalu wyborcza.pl zamieszczony został artykuł pt. „Morawiecki przyszedł, Kurski musi odejść? W PiS zaczepiają: „Słyszała pani, ile Sławomir dostał od TVP za jedną piosenkę?”.

W akrtykule podano informację o kosztach poniesionych przez TVP na organizację Sylwetsra TVP w Zakopanem, które według wyborczej.pl miały wynosić zawrotną kwotę 10 mln złotych.

W tej kwocie mieścić się miało między innymi wynagrodzenie jednej gwiazd z imprezy – Sławomira, który za wykonanie jednego utworu otrzymać miał 100 tys. złotych

Odnosząc się do opublikowanego przez wyborcza.pl artykułu, odniósł się na Twitterze Jacek Kurski komentując : „TVP pozywa za niechlujne kłamstwa wyborcza.pl o rekordowym Sylwestrze TVP w Zakopanem. Nawet Despacito chcą zohydzić”

Centrum Informacji TVP, w opublikowanym przez siebie komunikacie wskazało, że informacje zawarte w tekście „są kłamstwem i niechlujną próbą oszkalowania TVP i jej wielkiego sukcesu, jakim był rekordowy koncert sylwestrowy w Zakopanem”.

„Spółka oświadcza, że Sylwester zorganizowany przez Telewizję Polską i Zakopane nie kosztował 10 milionów złotych. Koszt imprezy był zbliżony do imprez organizowanych w latach poprzednich. Ze względu na tajemnicę przedsiębiorstwa TVP nie może podać kosztów przedsięwzięcia” – napisano w oświadczeniu.

Nieprawdziwa jest również jak podano,  informacja o kosztach występu Sławomira. „Kwota przytoczona w artykule jest wielokrotnie wyższa niż rzeczywista stawka aczęść gaż artystów biorących udział w imprezie została pokryta przez sponsorów zewnętrznych.”

„W związku z publikowaniem nieprawdziwych informacji TVP informuje, że podejmie stosowne kroki prawne” – zapowiedziało Centrum Informacji TVP.


Stefan Niesiołowski: Menelstwo w polityce staje się faktem

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

W miejscu partii Leppera pojawiła się partia Kukiza, przy której Samoobrona to był klub dżentelmenów i do, której znacznie bardziej pasowałaby nazwa menel'15.

 

Menelstwo jest w Polsce zjawiskiem powszednim, ale jego przenikanie do polityki staje się faktem. Co jakiś czas pojawia się ugrupowanie, które prezentuje styl meneli, jak się kiedyś mówiło, spod budki z piwem. W miejscu partii Leppera pojawiła się partia Kukiza, przy której Samoobrona to był klub dżentelmenów i do, której znacznie bardziej pasowałaby nazwa menel’15.

Również PiS mający w swoich szeregach wielu profesorów i ludzi wykształconych sam stacza się do poziomu menelstwa, a przede wszystkim degraduje, wyjaławia i prowadzi do skarlenia całego życia politycznego oraz poziomu debaty publicznej. Za to odpowiadają politycy PiS-u, którzy w stosunku do przeciwników politycznych, a są nimi w zasadzie wszyscy, którzy nie podzielają opinii o samej doskonałości jaką jest p. Kaczyński i jego partia, będąca miarą najczystszej próby patriotyzmu, używają określeń w rodzaju zdrajcy, mordercy, złodzieje i agenci.

Ale obok tego ogólnego i niszczącego demokrację procesu, obserwujemy konkretne przejawy zwykłego chuligaństwa politycznego, pospolitego chamstwa i prostactwa, które dobrze oddaje właśnie termin menelstwa i którego zarezerwowanie wyłącznie do partii menel’15 byłoby rażącą niesprawiedliwością.

Zawsze warto pamiętać i należy przypominać, że ten geniusz polityczny, mózg polskiej prawicy był uprzejmy mówić o Polakach drugiego sortu, pogrobowcach ZOMO, a także o fałszerzach wyborów i zdradzieckich mordach, którzy zamordowali mu brata. Brata, o którym pisowska hagiografia nakazuje przy każdej okazji powtarzać „świętej pamięci”, zupełnie taki jakby tylko on jeden był wśród zmarłych takiej właśnie pamięci, co nie tylko jest idiotyzmem, ale jakimś szczególnym rodzajem megalomanii.

Ten przekaz trwający w naszym kraju już prawie 10 lat, tworzy oczywiście tło i rzutuje na kształt politycznej debaty, ale jej nie ogranicza dając pełne pole dla innych twórców. Szczególnym rodzajem prostactwa i wulgarności jest reklama dzietności przy wykorzystaniu możliwości prokreacyjnych królików.

Trudno o większy przykład braku elementarnego wyczucia i braku kultury. Aż trudno uwierzyć, że do czegoś takiego przyłożył rękę potomek wielkiej książęcej rodziny, a obecnie nieszczęsny w swoim lizusostwie i podłości (stosunek do kobiet i ich prawa do godności) minister zdrowia. Przypomina się znany wierszyk z czasów Rady Regencyjnej: Radziwłły, same Radziwiłły, każdy z nich jest okupantom miły. Każdy z nich im wiernie służy, i ten mały i średni i duży. Dziś ten najmniejszy z Radziwiłłów wiernie służy pisowskiej dyktaturze.

Mamy do czynienia z postępującym wyjałowieniem i spłyceniem debaty sejmowej znajdującym wyraz w niechlujstwie ustaw, braku autentycznej dyskusji, ale też w niskim poziomie ustaw sejmowych.

Mamy zalew uchwał tzw. historycznych, rocznicowych, forsujących natrętnie pisowską historiozofię, dopisujących obecnych pisowskjich lizusów jak p. Jędraszewski (noszący jak na ironię zaszczytny tytuł arcybiskupa i to samego Krakowa) do auetntycznych bohaterów jak biskup Baraniak, pełnych merytorycznych błędów.

Mamy też w sejmie przejaw antyukraińskiego zdziczenia, wykorzystywania tragicznej historii walk polsko-ukraińskich do atakowania obecnych władz Ukrainy, antyukraińskich wystąpień pełnych takich słów jak „banderyzm”, „SS-Galizien”, ludobójstwo itp. prowadzących do zniszczenia polsko-ukraińskiego porozumienia i prowadzących do wzajemnej nienawiści ku wielkiej radości naszych wrogów w Moskwie.

Mamy pisaną na poziomie kibolskich napisów na murach rezolucję (tym razem przygotowaną przez kukizowców) w kwestii tzw. rewolucji październikowej świadczącą o gigantycznym nieuctwie jej autorów, za to pełną pseudopatriotycznego zadęcia, tak jakby wyłącznie Polska walczyła z komunizmem i tylko Polska doprowadziła do jego upadku.

W debacie publicznej termin język parlamentarny oznaczający kulturę, stał się synonimem chamstwa wyrywania mikrofonu nielubianej stacji telewizyjnej „i co mi zrobicie”, ordynarnych wyzwisk i insynuacji posła znanego jako jenot, a ostatnio nazwanego tchórzem. Jako autor terminu „jenot” wezmę pod uwagę również zasadność terminu „tchórz” (chodzi o chowanie się za immunitetetm) i skoro jenot nosi także mniej znaną nazwę kunopies, proponuję nazwę „jenototchórz”, albo „tchórzojenot”.

Wreszcie warto też zapamiętać słowa subtelnego intelektualisty i męża stanu marszałka Terleckiego, który był uprzejmy powiedzieć do jednego z posłów – ty głupku, zjeżdżaj stąd. Sytuacja wygląda na rozwojową.


Jurek Owsiak o 26 Finale WOŚP: Policja jak w niebie

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Wszystko fantastycznie stykało, wszystko było obrandowane uśmiechem i przeogromną ilością dobrych słów

 

Policja jak w niebie

Taki komunikat przesłała nam policja. Było najspokojniej i najbezpieczniej jak do tej pory podczas finałowego grania.

Miło to przeczytać, jakkolwiek wydawało mi się, że co roku, od ostatnich kilku lat, atmosfera jest wyjątkowo miła i pełna wspaniałego, przyjacielskiego grania. Jestem po konferencji prasowej, na której z wielką, naprawdę wielką przyjemnością snułem pofinałowe opowieści.

Wszystko fantastycznie stykało, wszystko było obrandowane uśmiechem i przeogromną ilością dobrych słów. I to przy okazji najlepsza z możliwych odpowiedzi także na przejaw jakiekolwiek focha.

Suma deklarowana to ponad 81 milionów złotych. Teraz będzie wielkie, ogromne liczenie, ale pamiętajcie, że nawet gdyby miało na tym stanąć, to jesteśmy w stanie zrealizować wszystkie nasze plany.

Powtórzę jeszcze raz – ogromne dzięki za wczorajszy dzień, każdemu z osobna, bo połączyliśmy Polaków jak sto razy wygrany mecz, wygrany turniej czterech skoczni i strzelanie najpiękniejszych goli co minutę przez Lewego.

Dbajmy o takie chwile, pielęgnujmy je w sobie i trzymajcie kciuki za ostateczny wynik!


Ks. Wojciech Lemański do prof. Chazana: gdy Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera

Ks. Wojciech Lemański

Ks. Wojciech Lemański

Jeśli przerwanie ciąży jest zamachem na życie człowieka, to pan jesteś zasłużonym terrorystą PRL w tej dziedzinie

 

Jest takie stare powiedzenie – gdy Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera.

Nie podejmuje się zweryfikować prawdziwości tej tezy ale w tym konkretnym przypadku sprawdza się ona z całą pewnością.

Jeśli przerwanie ciąży jest zamachem na życie człowieka, to pan jesteś zasłużonym terrorystą PRL w tej dziedzinie.

Po pana spektakularnych osiągnięciach w dziedzinie aborcji powinien się pan zaszyć w mysiej dziurze i milczeć.

Jakimiż trzeba być podłym człowiekiem, by wobec ogólnopolskiej zbiórki na rzecz niemowląt, wychylać się (z taką jak pana przeszłością) i nazywać środowisko WOŚP środowiskiem proaborcyjnym?

Jeśli porównać Jurka Owsiaka i niejakiego Chazana, to jest pan wielokrotnym mistrzem Polski w dziedzinie aborcji, a Jurek Owsiak jest niekwestionowanym mistrzem w ratowaniu wcześniaków.

Na szczęście biologia robi swoje, Pan odejdzie, Polacy o panu zapomną a WOŚP będzie grała do końca świata i jeden dzień dłużej. (a z taksówkarzami to niech pan nie zadziera, bo żaden pana do swojej taryfy nie wpuści)


Stefan Niesiołowski: Znać proporcje

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Podjęta rok temu próba uchwalenia nieludzkiej w swojej skrajności ustawy likwidującej wszelkie wyjątki i skazującej kobiety na rodzenie nie tylko dzieci ciężko upośledzonych i śmiertelnie chorych, ale nawet wtedy, gdy poród oznaczał śmierć matki, została odrzucona przez samo PiS przestraszone masowym czarnym protestem głównie kobiet.

 

Przy ocenie tego, co stało się w sejmie podczas debaty, a zwłaszcza głosowań w sprawie aborcji warto, jak zawsze, zachować proporcję i unikać czegoś, co ma posmak nagonki. Nie jest tak, że całe zło w tej kwestii to dzieło opozycji, że winni są przede wszystkim, a właściwie wyłącznie politycy opozycji PO i Nowoczesnej i to im Polska będzie zawdzięczać koszmarną i makabryczną pod każdym względem ustawę aborcyjną. To PiS zdecydowało się już dawno na zniszczenie kompromisu aborcyjnego, który z najwyższym trudem i przy dużym sprzeciwie lewicy funkcjonował w Polsce 25 lat (mam oczywiście świadomość jego ograniczeń i niedoskonałości).

Podjęta rok temu próba uchwalenia nieludzkiej w swojej skrajności ustawy likwidującej wszelkie wyjątki i skazującej kobiety na rodzenie nie tylko dzieci ciężko upośledzonych i śmiertelnie chorych, ale nawet wtedy, gdy poród oznaczał śmierć matki, została odrzucona przez samo PiS przestraszone masowym czarnym protestem głównie kobiet. W zamian za to p. Szydło wykonała oszukańczy gest dający jednorazowo matkom, które urodzą chore upośledzone dziecko 4000 zł i radźcie sobie same. Ojciec dziecka ma w takiej sytuacji skłonność do znikania i unikania alimentów.

Tym razem te same środowiska tzw. obrońców życia funkcjonujące w przestrzeni politycznej wyłącznie dzięki poparciu PiS, liczące na PiS i wspólnie z PiS-em podjęły kolejną próbę „łagodniejszą” mającą zmusić kobiety do rodzenia dzieci upośledzonych. Zdaniem części komentatorów chodzi o „wypróbowanie” zdolności oporu społecznego, jeśli ten opór będzie niewielki, to pisowcy zlikwidują dwa następne wyjątki i tak ograniczane bezduszną praktyką. Dwa pozostałe wyjątki aborcja dozwolona w przypadku dziecka z gwałtu i gdy poród zagraża życiu matki na razie zostają.

Na ten temat toczyła się debata w sejmie wspólnie z debatą nad projektem zgłoszonym głównie przez środowiska lewicowe, liberalizującym w znacznym stopniu obecnie obowiązującą ustawę i upodabniającą ją do powszechnie obowiązującej w Europie. Jest oczywiste, że w obecnej sytuacji w Sejmie, gdzie PiS wraz z przystawkami (Kukiz ’15 itp.) ma ogromną większość, możliwe jest tylko uchwalenie ustawy jakiej chce PiS. Co nie znaczy, że dyskusja zarówno w sejmie jak w mediach oraz zachowanie społeczeństwa są bez znaczenia. Mają one, zwłaszcza reakcje społeczeństwa, olbrzymi wpływ na zachowanie PiS-u bojącego się przecież nie posłów opozycji, ale reakcji oburzonych, upokorzonych i zdesperowanych kobiet.

Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście polityka polska doszła do tego stopnia skarlenia, że Kaczyński płaci Rydzykowi w zamian za poparcie cierpieniem i upokorzeniem kobiet zmuszonych do rodzenia dzieci skazanych na śmierć lub ciężkie upośledzenie? Trudno w to uwierzyć, chociaż takie komentarze są dość powszechne. Niezłą opinię muszą mieć toruński święty i geniusz z Żoliborza, ale nie takie pakty zawierano w polskiej polityce.

Ostatecznie w głosowaniu część posłów PO i Nowoczesnej, także PSL (ale w tej sprawie nikt nie miał złudzeń, co do postawy PSL-u walczącej o wiejski, uległy wobec ciemnych proboszczów elektorat) zagłosowała za odrzuceniem już w pierwszym czytaniu projektu liberalizującego aborcję (Ratujmy Kobiety) referowanego przez panią Barbarę Nowacką. Decyzja ta słusznie spotkała się z oburzeniem niezależnych od PiS-u mediów, środowisk liberalnych, lewicowych, większości przeciwników pisowskiej dyktatury.

Słusznie też podniesiono argument, że był to gest co najmniej nielojalny lub wrogi wobec kobiet demonstrujących w czarnym proteście, bezmyślna uległość wobec pisowskiej opresji, polityczna głupota, kapitulacja w walce o demokrację. Jest w tym jakaś część racji, ale błąd to nie to samo co świadoma podłość. To przecież pisowscy politycy wspierani przez istotną część Kościoła szykują piekło kobiet i usiłują narzucić nieludzką ustawę zmuszającą do rodzenia upośledzonych dzieci. To pisowskie orły i mający pełne usta zapewnień o miłości bliźniego czcigodni purpuraci nie mają tej miłości dla matek tak okrutnie doświadczonych przez los, które stają w obliczu cierpień i wyrzeczeń, których nie potrafią udźwignąć. To nie posłowie jakkolwiek by się tłumaczyli i cokolwiek by powiedzieli, mają jakikolwiek wpływ na to, co uchwali pisowski Sejm i dlatego stawianie sprawy tak, jak byśmy posłom opozycji mieli zawdzięczać nadchodzącą dla polskich kobiet okrutną represję, wyrok wydany przez ideologicznych szaleńców, fanatyków i zwykłe kanalie, jest fałszywe.

Skierowanie projektu „Ratujmy Kobiety” do komisji sejmowej ma wymiar polityczny, ale to wszystko. PiS zawsze w tym Sejmie uchwali to, co zechce, a jeśli się cofnie, to przed setkami tysięcy zdesperowanych kobiet, które głośno krzykną „Odczepcie się od nas, to my podejmujemy ciężar radość i cierpienie macierzyństwa i won prostacka, ciemna, fanatyczna otępiała z doktrynerstwa zgrajo politykierów!”. Walka o godność kobiet rozegra się tak, jak walka o godność Polski, na ulicach i dlatego proponuję ze spokojem patrzeć na to, co dzieje się w sejmie nawet jeśli nie dzieje się tak jak wydawało się, że powinno się stać.


Jan Hartman: Aborcja jest zła!

Prof. Jan Hartman

Prof. Jan Hartman

W polskim sporze o aborcję wybrzmiewa prawie wyłącznie ideologia – ta niemądra i wsteczna oraz ta mądra i postępowa. Tak czy inaczej – ideologia. Tymczasem nie taka powinna być płaszczyzna dyskusji.

 

Polska „gra o aborcję” jest wyłącznie walką o poszerzenie dominacji Kościoła w sferze prawa. Restrykcyjne prawo nie służy zapobieganiu aborcji, lecz przenoszeniu na grunt prawa świeckiego doktryny kościelnej.

W dodatku całkiem nowej, bo dopiero od niewiele ponad stu lat Kościół uważa „spędzenie płodu” (jak to się nazywało jeszcze pół wieku temu) za wyjątkowy i ciężki występek. Uważa, a raczej deklaruje, że uważa, gdyż oprócz naciskania na suwerenne państwa, aby karały za aborcję, nie domaga się żadnych antyaborcyjnych działań, które mogłyby być znacznie skuteczniejsze. A jakie to są działania, to bez żadnej wątpliwości wiemy już z długiej praktyki w wielu krajach. Aborcji jest mniej tam, gdzie kobiety mają pełną kontrolę nad swoją płodnością i dostęp do taniej antykoncepcji, a w razie niechcianej ciąży – daleko idącą pomoc. Oraz tam, gdzie nie piętnuje się niezamężnych dziewcząt z powodu zajścia w ciążę. A wszystko to jest możliwe i staje się faktem tylko w tych krajach, gdzie młodzież ma dostęp do przyzwoitej edukacji seksualnej, która uczy odpowiedzialności i kultury w tej delikatnej sferze życia.

Samo namawianie młodzieży do wstrzemięźliwości, jak doskonale wiemy z doświadczenia, sprawy bynajmniej nie załatwia. Za to w XXI wieku wiemy już, a jakże, z doświadczenia, dlaczego w bogatych i postępowych krajach zdarza się mniej aborcji, a w biednych i poddanych silnym wpływom religijnego konserwatyzmu – więcej. Tak jak nie mamy wątpliwości co do tego, że aborcja zakazana nie staje się w istotnym stopniu mniej dostępna, a same zakazy mało kogo odstraszają przed jej dokonaniem – staje się za to mniej bezpieczna, co prowadzi do wielu nieszczęść, łącznie z ubezpłodnieniem, a nawet zgonami kobiet.

Kościół też to wie, ale nie przyjmuje do wiadomości. Jest bowiem zaślepiony swą ideologią i besserwisserską pychą. Nie mówiąc już o tym, że ani trochę nie obchodzi go, czy będzie w Polsce 200 tysięcy aborcji rocznie czy może 100 tysięcy. Obchodzi go wyłącznie fasadowy zakaz, wyrażający „słuszną linię”. Nie wie za to, że prawo nie służy do tego, aby nakazywać dobre i zakazywać złe – bo wiedza o celach i funkcjach prawa wymaga pewnego obycia i wykształcenia. W tym punkcie nie obwiniałbym Kościoła o złą wolę, lecz jedynie o prostą ignorancję.

W polskim sporze o aborcję wybrzmiewa prawie wyłącznie ideologia – ta niemądra i wsteczna oraz ta mądra i postępowa. Tak czy inaczej – ideologia. Tymczasem nie taka powinna być płaszczyzna dyskusji. Kwestia aborcji nie jest bowiem żadną tam „kwestią światopoglądową”, lecz praktyczną. I to o tyle prostą, że panuje w społeczeństwie zgoda co do sprawy podstawowej: prawie wszyscy uważamy aborcję za zjawisko niepożądane – i chcielibyśmy, aby zabiegów takich było jak najmniej. Prawie wszyscy uważamy, że jeśli dziecko jest zdrowe na tyle, by żyć, to powinno móc się urodzić – i jeśli dzieje się inaczej, to znaczy, że ktoś zawiódł. Taki mamy społeczny konsens.

Dlatego ludzie dobrej woli, kierujący się rzeczywistą troską o prawa embrionów i płodów, a także o zdrowie moralne społeczeństwa – powinni zadawać sobie stale jedno i to samo pytanie: jakie należy przedsiębrać środki prawne i inne, aby coraz mniej kobiet decydowało się na aborcję? Jak może pomóc w tym prawo? Jaką należy prowadzić politykę społeczną w tym zakresie? Jakie zadania powinien wziąć na siebie w tym obszarze system edukacji, resort zdrowia, samorządy?

I tak właśnie – konsekwentnie i z uporem – trzeba stawiać tę sprawę w Sejmie i w debacie publicznej. Za dużo mówimy o prawach kobiet i świętości życia. Po co? Przecież te jałowe spory nie przybliżają nas do odpowiedzi na pytanie zasadnicze: jak ograniczyć aborcję? A jeśli ktoś, z powodów ideologicznych czy jakichkolwiek innych, odmówi uczciwej i opartej na wiedzy dyskusji na ten temat, to sam zdradzi się z tym, że wcale nie chodzi mu o dzieci. A tym samym jego głos na temat prawa aborcyjnego przestanie być wiarygodny i znaczący. Po cóż bowiem mamy interesować się tym, jaki pogląd na prawo aborcyjne mają ci, którzy nie chcą wiedzieć, jak naprawdę można sprawić, aby aborcji było mniej?

Radzę opozycji i środowiskom demokratycznym uparcie domagać się przywracania dyskusji o aborcji właściwego kształtu. Dopóki będziemy pozwalać na to, że dyskusja ta rozgrywać się będzie wokół fałszywej opozycji „zwolennicy aborcji – przeciwnicy aborcji”, dopóty będzie ona ideologiczna, zakłamana i podporządkowana retoryce rzekomych obrońców życia. Nie dajmy się wciągać w tę pułapkę. Nie ma żadnych „zwolenników aborcji” ani „nieobrońców życia” („wrogów życia”?). Są tylko ludzie dobrej woli, którzy naprawdę troszczą się o to, by jak najwięcej dzieci poczętych mogło spokojnie dorosnąć i się urodzić, oraz ludzie, którzy mają to gdzieś, nawet jeśli krzyczą wniebogłosy.

Jan Hartman


Bartosz Węglarczyk o głosowaniu w sprawie projektu ustawy #Ratujmy Kobiety

Bartosz Węglarczyk

Bartosz Węglarczyk

Posłowie, którzy głosowali przeciwko skierowaniu projektu do komisji, nie bronią nikogo ani niczego. Cenzurują myślących inaczej. Tyle, tylko tyle i aż tyle.

 

Przeczytałem uważnie tekst Tomasz Machala broniącego swej mamy, do piątku posłanki PO, w sprawie jej głosowania w Sejmie przeciwko skierowaniu do komisji projektu ustawy liberalizującej prawo usuwania ciąży. Gratuluję mamie syna, który tak dzielnie i publicznie staje po jej stronie, ale Tomek nie ma racji twierdząc, że Platforma powinna pozwolić mamie głosować zgodnie z sumieniem.

Nie ma racji, bo pani poseł Joanna Fabisiak tym głosowaniem nie broniła żadnych swych poglądów, lecz po prostu odebrała olbrzymiej części swych rodaków prawo do głoszenia poglądów innych niż jej.

Posłowie wszystkich klubów, którzy zagłosowali przeciwko skierowaniu projektu ustawy do komisji, nie głosowali bowiem za ochroną życia poczętego, jak twierdzi Tomek. Głosowali przeciwko dyskusji na temat temat. Głosowali przeciwko temu, żeby ktoś miał prawo powiedzieć, że jemu sumienie nakazuje coś innego niż im.

I to jest głęboko oburzające. Posłowie, którzy głosują przeciwko prośbie 400 tys. współobywateli o debatę na jakikolwiek temat, zaprzeczają istocie polityki jako sztuki szukania kompromisu pomiędzy różnymi punktami widzenia. Zaprzeczają, bo ten inny punkt widzenia kneblują.

Nie dajcie sobie wmówić, że posłowie, którzy głosują za skierowaniem jakiegokolwiek projektu ustawy do prac w komisji, ten projekt popierają. Nie, ci posłowie – a w sprawie projektu tej ustawy byli to m.in. posłowie Jarosław Kaczyński i Krystyna Pawłowicz z PiS-u – głosowali po prostu za tym, by pozwolić zabrać głos grupie wyborców.

Posłowie, którzy głosowali przeciwko skierowaniu projektu do komisji, nie bronią nikogo ani niczego. Cenzurują myślących inaczej. Tyle, tylko tyle i aż tyle.

Dokładnie tak samo postąpili ci posłowie PO i Nowoczesnej, którzy wyciągając karty z maszynek do głosowania nie zabrali w tej sprawie głosu udając, że na sali ich nie ma.

Wyjęcie karty do głosowania jest znaną metodą parlamentarną. To sposób stosowany we wszystkich parlamentach świata. Jest to metoda, która poprzez zmniejszenie kworum służy zwiększeniu szans na zwycięstwo w głosowaniu tym, którzy wśród obecnych na sali mają większość.

W tym konkretnym przypadku posłowie, którzy wyciągnęli karty, zagłosowali po prostu przeciwko skierowaniu projektu ustawy do komisji, bo zwiększyli szanse obecnej na sali większości, a ta właśnie skierowania projektu do komisji nie chciała.

Tym samym posłowie obecni w Sejmie, ale niegłosujący, postąpili dokładnie tak samo, jak pani poseł Fabisiak – opowiedzieli się przeciwko prawu 400 tys. współobywateli do debaty na ważny dla nich temat. W przeciwieństwie do pani poseł Fabisiak, ci posłowie zrobili to jednak tchórzliwie, zacierając za sobą ślady, udając, że ich nie było.

Dla każdego posła, który tak się zachowuje, to postawa dyskwalifikująca, bo antyspołeczna i antydemokatyczna. W przypadku posłów Platformy i Nowoczesnej to postawa całkowicie sprzeczna z wartościami partii, które reprezentują.

Pani poseł Fabisiak mówi, że nie rozumie decyzji PO o wyrzuceniu jej z partii, bo głosowała „w zgodzie ze swoimi poglądami”. Pani poseł ewidentnie nie rozumie, że głosując w tej sprawie nie wyraziła swojego poglądu na przerywanie ciąży, lecz pokazała, że jeśli ktoś ma inne poglądy niż ona, to ona zablokuje mu możliwość wyrażania tych poglądów w Sejmie.

Sejm RP powinien przyjąć ustawę, która stwierdza, że projekt ustawy podpisany przez X obywateli (200, 300, 400, a może 500 tys. obywateli) AUTOMATYCZNIE trafia pod obrady odpowiedniej komisji. Szwajcarzy są tu doskonałym przykładem.

Na zdjęciu: Rysio słucha dyskusji w TV o zachowaniu sejmowej opozycji. Zgadzam się z nim.

Bartosz Węglarczyk


Roman Giertych: Czerwone sztandary pod Sejmem

Roman Giertych

Roman Giertych

Pytanie, czy para Zandberg i Nowacka jest finansowana lub w inny sposób zachęcana (zastraszana?) przez PiS jest bez znaczenia. Zachowują się tak, jakby marzyli tylko o dożywotniej dyktaturze Kaczyńskiego

 

Wczoraj wieczorem komuniści i lewacy demonstrowali pod Sejmem wsparcie dla projektu, który zakładał aborcję na życzenie (w niektórych wypadkach do dnia porodu), więzienie za odwiedzenie innych od aborcji i zakaz demonstrowania poglądów o aborcji innych niż lewicowe.

Demonstranci atakowali opozycję.

Wszystko odbywało się pod czerwonymi, komunistycznymi sztandarami.

Bezczelność tych „użytecznych dla PiS -u idiotów” jest niesamowita. Ich oczekiwanie, aby opozycja szła do wyborów pod czerwonymi sztandarami jest żądaniem wiecznych rządów PiS.

Pytanie, czy para Zandberg i Nowacka jest finansowana lub w inny sposób zachęcana (zastraszana?) przez PiS jest bez znaczenia. Zachowują się tak, jakby marzyli tylko o dożywotniej dyktaturze Kaczyńskiego.

Najpierw proponują projekt, który jest zwyczajnie szalony, a potem ogłaszają, że kto ich szaleństwa nie popiera, to nie spełnia oczekiwań społecznych.

Pycha i głupota takiego stanowiska prezentowana przez marginalne partie jest oczywista.

To tak jakby ONR żądał od PiS poparcia dla programu czystek etnicznych na mniejszości niemieckiej.

Konkluzja z tego winna być jedna: z duetem Zandberg-Nowacka opozycja powinna zaprzestać jakichkolwiek relacji.

 

Roman Giertych