Roman Giertych: Prawdziwa historia o tym, jak Marek Suski udowodnił, że jest patriotą niezłomnym

Roman Giertych

Roman Giertych

Ciekawe czy pobyt na tej konferencji finansował pan poseł Suski osobiście (tak było w moim przypadku), PiS, czy Sejm?

 

Parę lat temu uczestniczyłem na konferencji przygotowanej przez Stolicę Apostolską. Byli tam posłowie, ministrowie (nawet premierzy) z wielu krajów.

Rok później na tę konferencję przybył wysłannik PiS – ówczesny poseł, a obecny minister Marek Suski. Konferencja wówczas dotyczyła problemów demograficznych.

Po trzydniowej konferencji zaplanowana była audiencja u Benedykta XVI w pałacu w Castelgandolfo.

Tak się przypadkowo złożyło, że oczekując na wejście do pałacu byliśmy z żoną świadkami niezwykłego wydarzenia.

Otóż była to (być może jedyna w hisotrii) próba nawiązania relacji międzynarodowych z obecnym ministrem.

Do posła Marka Suskiego podszedł główny sekretarz tej konferencji i postanowił go zapytać jak się podobała konferencja. Ciekawość sekretarz wzmagał fakt, że podczas trzydniowego pobytu nasz dzielny poseł hołubił maksymę „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”.

Zagadnięty przez sekretarza w języku angielskim (był to język konferencji) na wszelkie pytania nasz obecny minister odpowiadał: yes.

Po czwartej takiej odpowiedzi sekretarz przeszedł na francuski, czego niestety poseł Suski nie zauważył i nadal na wrogie zaczepki w języku najstarszej córy Kościoła odpowiadał w mowie Szekspira ograniczając jednak tę mowę do przytoczonego wyżej krótkiego „yes”.

Sekretarz próbował jeszcze namolnie zapytać coś po niemiecku, ale i gdy ta zmiana spotkała się z podziwu godnym i konsekwentnym „yes” zmył się jak niepyszny.

Przysłuchując się tej scenie milczałem, ale po tchórzowskiej rejteradzie sekretarza moja żona z miłym uśmiechem zapytała:

– Panie pośle, przepraszam za ciekawość, ale po co Pan przyjeżdża na trzydniową konferencję, która nie korzysta z tłumaczy, jeżeli Pan w żadnym obcym języku nie mówi?

Na to poseł Suski dumnie wyprostował czoło i odpowiedział:

– Jestem posłem z Polski i będę mówił po polsku – i majestatycznym krokiem oddalił się dając nam i innym tym samym świadectwo, że prawdziwego patrioty nie sposób złamać.

 

Roman Giertych

Ciekawe czy pobyt na tej konferencji finansował pan poseł osobiście (tak było w moim przypadku), PiS, czy Sejm?

 


Stefan Niesiołowski: Nie jesteśmy bezbronni – kaczyzm upadnie

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Nadchodzą znowu czasy, w których szczególnie warto być przyzwoitym, w których znowu rozum staniał, a odwaga zdrożała i tylko nie wolno nam się ich bać

 

Po podporządkowaniu PiS-owi wymiaru sprawiedliwości i poważnemu ograniczeniu wolnych wyborów, czego dokonano w drodze dostosowania ordynacji wyborczej do potrzeb PiS, mamy do czynienia z całkowitą zmianą ustroju w Polsce.

Demokracja się skończyła, a została zastąpiona systemem monopartyjnej dyktatury, która nie stosuje terroru, unika zamykania do więzień przeciwników politycznych i toleruje pewne obszary aktywności obywatelskiej, ale nie odda władzy. Na tym polega całe zło, swojego rodzaju koszmar systemu, który najpierw z woli nieświadomych wyborców (przynajmniej istotnej ich części), a potem w efekcie działań zwolenników dyktatury w PiS-e, szerszym bloku katoprawicy, stronnictwach sojuszniczych i niestety przy istotnym poparciu Kościoła, został wprowadzony w Polsce.

Dla mnie sytuacja jest szczególnie dramatyczna i przykra.

Urodzony i wychowany w niewoli dyktatury Polski Ludowej, potem podejmując w połowie lat sześćdziesiątych z garstką przyjaciół samotną i beznadziejną walkę z komunizmem (organizacja Ruch) nigdy nie marzyłem, nie wierzyłem, nie przypuszczałem, że doczekam wolnej Polski. Potem przechodząc przez więzienia i areszty śledcze, opozycję demokratyczną (głównie ROPCiO), budując NSZZ „Solidarność”, znowu przechodząc przez niewolę internowania i działając nieprzerwanie w podziemiu, także nie wierzyłem, że komunizm w Polsce może upaść bo przecież broniła go potężna Armia Czerwona, uznawał go cały świat, a próby jego obalenia kończyły się sowiecką interwencją. I nagle stał się cud, podobnie jak w 1918 roku w drodze rozpadu Związku Sowieckiego i wewnętrznego porozumienia powstała wolna demokratyczna, całkowicie niepodległa Polska.

To nie wszystko, wymazane zostało przekleństwo Jałty i podziału Europy. Polska weszła do Unii i NATO, na trwałe na zawsze związała się z Zachodem, armia rosyjska, która od czasów Piotra Wielkiego od 300 lat (z małymi przerwami) stacjonowała w Polsce odeszła.

I ten cud został przekreślony w 2015 roku przez pełnego pychy i kompleksów człowieka wraz z grupą chciwych władzy pieniędzy zaszczytów nieudaczników, często szalbierzy, frustratów, nacjonalistów, zwykłych nieuków, którym udało się w niepojęty prostacki sposób narzucić naszemu krajowi nową niewolę.

Po raz drugi w moim życiu muszę podejmować walkę o to samo o co walczyłem przez pierwszą połowę mojego życia. Wrócił koszmar wewnętrznej emigracji, na której byłem przez cały okres PRL-u i znowu rząd, prezydent, te wszystkie rocznice, pochody, uroczystości, apele są wrogie, podłe i oszukańcze, załgane i służące dyktaturze jak akademie i pochody w Polsce Ludowej. Znowu jak w stanie wojennym podchodzą do mnie ludzie i ze strachem, rozpaczą, brakiem nadziei pytają – czy to długo potrwa, czy doczekamy, dlaczego tylu jest zdrajców, sprzedawczyków, kolaborantów?

Ale przecież tak jak wtedy, a nawet znacznie bardziej nie jesteśmy bezbronni. Za Kaczyńskim i jego grupą nie stoi żadna potęga, nie ma na szczęście jakiejś siły zbrojnej jak za PZPR. Tym razem to tylko od nas samych zależy jak długo trwać będzie ta dyktatura. Oni mają na swoje usługi służących kłamstwu propagandystów, posady w spółkach i budżetowe pieniądze, Księży, którzy nie przestrzegają przykazania o fałszywym świadectwie i żałosnych renegatów plamiących swoje ładne życiorysy (znacznie więcej za to ludzi którzy kiedyś służyli PZPR, a dziś swoim nowym panom) i być może operetkowe bojówki bawiące się w partyzantkę. Ale to za mało, aby utrzymać u władzy dyktatorski system.

Każdy protest, opór, manifestacja, każdy gest godności, ludzkiej solidarności, każdy sprzeciw wobec fali kłamstwa i nienawiści przybliża nadejście wolności. System komunistyczny upadł w obliczu ewangelicznej zasady – prawda was wyzwoli.

Tak samo upadnie ten system nazywany czasami ironicznie kaczyzmem, a dla mnie zwyczajną dyktaturą. Ma znaczenie każdy opór, każdy sprzeciw wobec fałszowania historii, tak jak w czasach PRL-u nie daliśmy sobie narzucić kultu Świerczewskiego, Dzierżyńskiego Bieruta, Szeli, Janka Krasickiego tak teraz nie możemy zgodzić się na zakłamanie historii poprzez szkalowanie Wałęsy, a robienie geniusza z Kaczyńskiego. Tak jak Sowietom nie udało się ukryć swojej zbrodni oskarżając o Katyń Niemców, tak pisowcom nie uda się z winnych uczynić bohaterów poprzez kłamstwo o jakimś zamachu i dwóch wybuchach.

Na jakiś czas można zeszpecić Polskę pomnikami i nazwami ulic wymyślonych bohaterów, ale ich koniec będzie taki sam jak ich poprzedników. I pamiętajmy nadchodzą znowu czasy, w których szczególnie warto być przyzwoitym, w których znowu rozum staniał, a odwaga zdrożała i tylko nie wolno nam się ich bać i za nic, za żadną cenę im nie służyć i nie brać udziału w celebrowaniu ich kłamstwa, niech sobie celebrują sami ze sobą.

 

Stefan Niesiołowski

 


Maria Nurowska: Donaldzie Tusku, Polska Cię potrzebuje

Maria Nurowska

Maria Nurowska

Jak ktoś zachowuje się, jak słoń w składzie porcelany, niech nie liczy, że odniesie sukces

 

SCHETYNA niestety jest niereformowalny, już raz pośpieszył się z ogłaszaniem kandydata na prezydenta Warszawy nie konsultując tego z resztą opozycji , a teraz oświadcza ex cathedra, że PO, Nowoczesna i PSL zjednoczą się przed wyborami samorządowymi.

Rzecz w tym, że wcześniej nie ustalił tego z szefami obu partii.

Doświadczony polityk powinien wiedzieć, że takie sprawy załatwia się w zaciszu gabinetów,a potem wspólnie ogłasza.

Ale jak ktoś zachowuje się, jak słoń w składzie porcelany, niech nie liczy, że odniesie sukces..

Donaldzie Tusku, Ojczyzna Cię potrzebuje!

 

Maria Nurowska


Jurek Owsiak: Telewizja Polska kłamie

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Nasz festiwal, Przystanek Woodstock - Woodstock Festival zajął trzecie miejsce w Europie, oraz bezwzględnie został uznany za najpopularniejszy festiwal Europy Środkowej

 

„Telewizja Polska kłamie!”

Takie napisy pokazywały się na murach polskich miast w latach 80-tych, kiedy ogłoszono stan wojenny, a później ten idiotyzm i brutalny stan rzeczy należało pokazać w mediach publicznych.

Ówczesna Telewizja Polska zabrała się do tego z wielkim zapałem i pokazała, jak pod rządami pana gen. Jaruzelskiego prostuje się cały „polski bałagan”. Zastopowano rozbiór Polski – jak to twierdzono w Dzienniku Telewizyjnym, zastopowano działalność obcych agentur i zastopowano działania wrogich ojczyźnie sił. Tu, wewnątrz, w kraju. Zastopowano wszelkie fałszywe oskarżania Polski i jej osiągnięć na arenie międzynarodowej. Mówiąc krótko – rządzący wtedy Polską wprowadzili swój obraz kraju na ekrany telewizorów objawiając go wszystkim Polakom jako ten jeden, jedyny i prawdziwy. Mało tego! Robotę mieli ułatwioną, bo oprócz Telewizji Polskiej, czyli medium publicznego nie istniały żadne inne media. Skazani więc byliśmy na jedyny właściwy, tubalny głos.

Całe szczęście, że te czasy minęły, bo niewyobrażalnym jest, aby media działały tylko w jednym jedynym wymiarze. Oczywiście mam na myśli całą Polskę, czyli kraj z blisko 40 milionami obywateli.

Pisząc skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, otrzymałem ogromną ilość komentarzy, które podsumuję jednym słowem: bardzo dziękuję za Wasze wsparcie! Okazuje się, że nie tylko ja, ale ogrom Polaków tak właśnie odbiera dzisiejszą Telewizję Publiczną.

Mówiłem tam również o Przystanku Woodstock i materiale telewizyjnym pt. „Najbardziej obskurny festiwal świata”. I dziś, nagle taka super wiadomość.

Otóż, Kochani, otrzymaliśmy wyniki rankingu przeprowadzonego przez bardzo prestiżowy portal Music Festival Wizard. Oceniał on festiwale w trzech kategoriach – festiwale odbywające się w Ameryce Północnej, festiwale europejskie i festiwale brytyjskie. Nasz festiwal, Przystanek Woodstock – Woodstock Festival zajął trzecie miejsce w Europie, oraz bezwzględnie został uznany za najpopularniejszy festiwal Europy Środkowej. Woodstock wyprzedził ogrom markowych, europejskich festiwali, także z naszym, bardzo dobrym i znanym w świecie Open’er Festiwal (23 miejsce w Europie).

Zawsze mówimy, że daleko nam do najlepszych festiwali w kategoriach muzycznych, bo nie stać nas na wielkie gwiazdy. Za to bez wahania chwalimy się, że jesteśmy festiwalem najpiękniejszym, co potwierdziła Międzynarodową Nagrodą Przemysłu Muzycznego MUSEXPO przyznaną w Los Angeles w roku 2015. Telewizja Polska tymczasem – o czym także przypominam – niechlujnie tłumacząc tytuł brytyjskiego tabloidu poświęciła nam kilka minut usiłując wszystkim wmówić, że brali udział w „najbardziej obskurnym”, brudnym i złym festiwalu.

Jednak ten, kto tam był, czuł i widział. Ja tam byłem już 23 razy, więc z pełną świadomością oraz powagą tego, co mówię, podsumowuję Przystanek Woodstock tak: TVP kłamie!

 

Jurek Owsiak

 


Magdalena Środa: Kaczyński jak Gomułka, Piotrowicz jak Piotrowicz

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Tchórzliwy prezydent zaraz podpisze wszystkie ustawy i Polska przestanie być demokratycznym krajem. A mogło być tak pięknie!

 

36 lat temu, 16 grudnia, porażona tym, co wydarzyło się w kopalni Wujek, myślałam, że byłoby cudownie dożyć chwil, gdy wszyscy komuniści będą sądzeni, za zbrodnie, za głupotę, za szarość, którą sprowadzili na świat.

Potem ta potrzeba „sprawiedliwości” jakoś wygasła.

Dziś to ich duch rządzi Polską (Kaczyński jak Gomułka, Piotrowicz jak Piotrowicz) i nie wiem czy cieszy mnie myśl, że dzisiejsi szkodnicy kiedyś zostaną za to ukarani? Pewno nie cieszy i pewno nie zostaną ukarani, bo uciekną przed gniewem ludu za granicę. Głowę daję.

Żałuję tylko, że Kaczyński nie objął władzy od razu w 1989 roku. Po destrukcji komunistycznej byłaby destrukcja PiSowska; nie zaznalibyśmy demokracji i normalności i byłoby znacznie łatwiej.

Tchórzliwy prezydent zaraz podpisze wszystkie ustawy i Polska przestanie być demokratycznym krajem. A mogło być tak pięknie! (Pan prezydent też wyjedzie za granicę, Białoruś?)

 

 


Dorota Stalińska: Byłam wczoraj pod Pałacem. Nie zostałam wpuszczona na scenę

Dorota Stalińska

Dorota Stalińska

Nie wygramy dopóki wszyscy nie przedłożymy interesów Polski i Polaków ponad własne ambicje i interesy

 

Kochani….Wiele osób pyta mnie dlaczego nie było mnie wczoraj pod pałacem prezydenckim. Spieszę więc z wyjaśnieniem. BYŁAM WCZORAJ POD PAŁACEM. ….. ALE NIE ZOSTAŁAM WPUSZCZONA NA SCENĘ.

Organizatorka przeprosiła mnie i powiedziała, że nie mają w planie żadnych przemówień i że mają swój własny program….

Szanuje to, mieli bardzo fajny program… ale przyznam, że poczułam się bardzo dziwnie i bardzo niezręcznie ponieważ mimo, że organizowała to Akcja Demokracja a nie KOD, zostałam wcześniej telefonicznie poproszona przez jednego z organizatorów o zabranie głosu.

Ludzie, których idąc w kierunku sceny mijałam również wyrażali swoje oczekiwanie na mój głos i… chciałam się z państwem przywitać i powiedzieć że jestem jak zawsze razem ze wszystkimi, i że to jest bardzo ważne żebyśmy nie ustawali w naszych protestach, i że w naszej jedności i w naszej determinacji jest nasza siła.. i nawet powiedziałam to organizatorce, że obiecałam mijanym ludziom, że coś powiem…. ale była nieugięta.

No cóż, to była jej impreza, a ja poczułam się jak intruz, który na siłę chce się wedrzeć na scenę, żeby zaistnieć – bardzo niemiłe uczucie…… Bezsilność, złość… i porażający dowód na to jak bardzo jesteśmy podzieleni… i potwierdzająca moje wielokrotnie wypowiadane słowa bardzo smutna konkluzja: – nie wygramy dopóki wszyscy nie przedłożymy interesów Polski i Polaków ponad własne ambicje i interesy.

Nie wygramy dopóki wszystkie partia i wszystkie społeczne ugrupowanie nie będą w stanie się zjednoczyć w imię wspólnego dobra i dopóki zamiast jednego wspólnego ruchu każdy będzie realizował swoje własne zupełnie odrębne zgromadzenia…

Reasumując – byłam wczoraj pod pałacem, bo tak jak i państwo uważałam, że tam właśnie jest w tym czasie moje miejsce… stałam, paliłam świeczkę, śpiewałam razem z Państwem tę specjalnie dedykowana prezydentowi kolędę…. a potem biegiem wróciłam na niezwykłą wystawę w Teatrze Wielkim zamykającą 40 lecie plakatu Andrzeja Pągowskiego, z której wyszłam po pierwszych pary słowach przywitania po to właśnie by być z Państwem pod pałacem.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Dorota Stalińska

 


Manuela Gretkowska: Rzucić mięsem na święta

Jezusek mięsny, zaspokaja duszę i ciało. Ciemny lud to kupi, już w 50% kupił, chociaż nie wierzę w sondaże ani zbawienie.

Chrzest Polski wprowadził nas do cywilizowanej Europy. Przyjęcie euro jest drugim, ekonomicznym chrztem.

Wprowadzającym na stałe w krąg cywilizacji, takie kraje jak nasz. Oczywiście do tego nie dojdzie. U nas historię spuszczono z łańcucha.

Dzikie bestie straszy się ogniem. My, na Krakowskim Przedmieściu, świeczkami staramy się zagonić ją do prezydenckiej budy. Żeby służyła ludziom, a nie gryzła słabych i lizała tyłki złoczyńców.

Tyle o prezydencie, o premierze…Kaczyński po doświadczeniach z egotripem Marcinkiewicza wybrał Szydło. Matkę księdza, więc prawie jego, służącego prawdzie w celibacie.

Gdy zniszczono prawo, urósł na tyle, by pożegnać się z matką. I realizować swoje młodzieńcze marzenia o avatarze gry komputerowej „Polska” .

Avatar premiera 2017: języki obce, obycie w świecie, wzrost (nie tylko gospodarczy), bankowiec a Kaczyński nie posiadał nawet karty bankowej.

Tatuś Morawieckiego czasem lał, ale w przeciwieństwie do Rajmunda Kaczyńskiego, był i jest z syna dumny. Avatar doskonały, ma prawie wszystko oprócz władzy. Ta należy do jego twórcy.

Na Boże Narodzenie składa się wierszyki życzeń. Pozwolę więc sobie wyjść z bezpiecznej strefy pisarsko-felietonowej w szczerą grafomanię:

„W grudniu, polskie, umęczone
karpie giną nieme jak demokracja.
Po waszej stronie tradycyjnie
zdrajcy, po naszej racja”.

Manuela Gretkowska


Roman Giertych: Kaczyński jest jak Kim Dzong Un

Roman Giertch

Roman Giertch

Kaczyński od dwóch lat szykuje instrumenty do zamordyzmu i fałszowania wyborów

 

Kaczyński jest jak Kim Dzong Un.

Na czym polega podobieństwo? Obaj dyktatorzy z wielkim wysiłkiem przygotowują broń, której nie będą mogli użyć. Kim ma broń jądrową, ale jej użycie oznacza totalne unicestwienie.

Kaczyński od dwóch lat szykuje instrumenty do zamordyzmu i fałszowania wyborów, ale też ich nie może użyć, bo oznaczałoby to wyrzucenie Polski z UE i gospodarczą (a w konsekwencji polityczną dla PiS) katastrofę. Dlatego nie będzie w Polsce masowych aresztowań i fałszerstw.

Będą natomiast groźby użycia tych instrumentów po to, aby zastraszyć ludzi nieuniknionością rządów PiS. Dlatego te instrumenty są groźne, gdyż ich skutkiem jest strach (co dokładnie odbija się na sondażach). Im mniej strachu, tym mniej odniosą skutku. Nie bójmy się ich! 

Roman Giertych


A potem nie było Teleranka…

13 grudnia 1981 –  ten dzień pamiętam doskonale. Obudził nas wszystkich w domu łomot włamywania się do drzwi naszego sąsiada. Bardzo się bałem, nie rozumiałem może wszystkiego, ale bardzo się bałem, ze zabiorą mi Babcie, Tatę – przecież nie zapisali się do partii, choć wielokrotnie były naciski.

Tata działał ostro w solidarności, słuchaliśmy innego radia i pamiętam słowa ” wojna”. Potem nie było Teleranka, jakiś smutny pan coś mówił w telewizji, widziałem przerażenie w oczach wszystkich co byli u nas. Pamiętam łzy żony naszego sąsiada, adwokata, który bronił górników z kopalni Wujek, która wpadła do nas na herbatę. Widziałem pierwszy raz w życiu nie tylko na filmach jak wyglada pokój po rewizji. Tamtego roku nie dostałem po raz pierwszy paczki z pomarańczami z Niemiec – należałem do tych szczęśliwców jak wiele osób ze Śląska, że wiedziało co to owoc kiwi a zapach pomarańczy do dzisiaj przywołuje tamte wspomnienia.

Pamiętam czołg, który stał 200 m od naszego domu, wiele dzieci miało frajdę, mnie nigdy nie ciągnęło do militariów. Wiedziałem też, że była pacyfikacja w kopalni gdzie pracował mój wujek.

Rok temu napisałem, ze to bardzo specjalny 13 grudnia, teraz mogę napisać, że to czego się obawiałem jest coraz bliżej. I bardzo mnie irytuje, jak głos zabierają osoby, których nie było wtedy nawet w planach, albo widziały świat z pozycji nocnika.  Porównywanie tamtych czasów z obecnym, to wielka ignorancja i nieporozumienie. Szumne hasła deubekizacja i dekomunizacja są tylko hasłami, które PiS cynicznie wykorzystuje w sposób wybiórczy.

W życiu nie przypuszczałem, ze jeszcze kiedyś po 89 roku przyjdzie mi się zastanawiać czy nie wrócą dawne czasy, może nawet gorsze, bo ciężko coś kwestionować skoro ci ludzie zostali wybrani demokratycznie. Nikt chyba jednak nie zgadzał się na demokraturę i cichy zamach stanu oraz zmianę ustroju.

W rok staliśmy się pośmiewiskiem całego Świata, mamy coraz mniej zachodnich sojuszników a niektórzy uwierzyli jakim to wolnym i bogatym krajem staliśmy się. Jeszcze jest czas by to odwrócić ale jest go coraz mniej.

…A oni się dopiero rozkręcają nie widząc dużego oporu…

 

TL


Marcin Meller: Mateusz, Adolf i Prawo

Tak a propos nowego premiera, reformy sądów i prawa. Ten felieton napisałem pół roku temu pod 0wpływem głośnego wywiadu Mateusza Morawieckiego dla Deutsche Welle, w którym dowodził, że wola narodu jest ważniejsza od prawa.

MATEUSZ, ADOLF I PRAWO

Czytelnicy zapewne zauważyli, że mam lekkiego hyzia na punkcie nazistów i Hitlera.

Zaczytuję się również w książkach poświęconym Stalinowi i jego ferajnie, ale do tych drugich mam bardziej letni stosunek.

Otóż wydają mi się zamknięta na zawsze przeszłością, są tacy archaiczni i kompletnie nie pasujący do współczesnego świata.

Może to zabrzmi trywialnie, ale nie są już sexy.

Zaś Adolf wręcz przeciwnie. Jest zatrważająco współczesny i nowoczesny.

No i co istotne paczka Lenina, Trockiego i Stalina zdobyła rządy w wyniku puczu, i to nie kanapkowego, a całkiem porządnego, z fajerwerkami i cała niezbędną resztą.

A Hitler, nigdy dość przypominania, doszedł do władzy w wyniku demokratycznych wyborów i to nawet nie posiadając większości.

Marne 33 procent. A w zasadzie nie Hitler tylko Schicklgruber, bo tak nazywał się jego ojciec przed zmianą nazwiska. „Można powątpiewać , czy Niemcy zaakceptowaliby kogoś o nazwisku Schicklgruber jako swojego politycznego mesjasza.

Pozdrowienie Heil Schicklgruber wzbudzałoby raczej wesołość.” – pisze Volker Ullrich w monumentalnej (tysiąc stron i to tylko do 1939 roku!) biografii „Hitler. Narodziny zła”.

Tak, nie mylą się czujni czytelnicy, już wspominałem w swych felietonach o tej pracy, ale wygląda na to, że jeszcze nie raz do niej wrócę, a przynajmniej czynić tak będę dopóki rzeczywistość dookoła, bliżej i dalej będzie tak popieprzona jak jest.

A biorąc pod uwagę, że nawet zafascynowani historią czytelnicy Newsweeka są jak mniemam ludźmi bardzo zajętymi, tedy mała ściągawka z cytatami.

Może też skorzystać za friko wicepremier Morawiecki, który jak się okazuje, uważa, że w III Rzeszy „prawo było skrupulatnie przestrzegane” co według wicepremiera świadczy o szkodliwości prawa.

Może przeżyje szok poznawczy i w wieku 49 lat (pozdrawiam rówieśnika!) dowie się, że nazistowskie Niemcy były państwem stanu wyjątkowego, czyli rządów bezprawia, a nie prawa.
Hitler młodą, zrodzoną po I wojnie niemiecką demokrację „nazywał to lumpenrepubliką , to żydowskim reżimem w Berlinie, to znów republiką pokątnych handlarzy. (…)

Wygląda na to, że właśnie w owej monotonii, z jaką rzucał oskarżenia, poprzysięgał zemstę i obiecywał świetlaną przyszłość, tkwił kolejny sekret jego popularności.” Sam Hitler tłumaczył: „Socjalizm?

A cóż to jest socjalizm!

Kiedy ludzie mają co jeść i mogą się zabawić, to wtedy mają socjalizm.” „Nie przeszkadzało mu wcale gdy ktoś miał w życiorysie jakiś ciemny punkt – przeciwnie: wiedział, że takiego współpracownika łatwiej będzie trwale do siebie przywiązać, a także odsunąć go na bok.”

Tuż po zdobyciu władzy „Goring wyjaśnił wprost, jaki użytek chce zrobić ze świeżo zdobytej swobody działania: zapowiedział mianowicie, że nie dopuści, aby zarządzone przez niego środki rozbiły się o jakieś prawnicze obiekcje” (…)

Podczas gdy rzesze zwolenników lewicy, straciwszy morale, wycofały się w prywatne zacisze, to środowiska – głównie mieszczańskie – które dotąd trzymały się na uboczu, przeszły na stronę narodowych socjalistów powiewając flagami.

Aha, teraz wszyscy zmienili się w nazistów. Rzygać się chce!, zapisał Goebbels.”

Gdy niebawem po objęciu władzy przez nazistów w Reichstagu debatowano nad specjalnymi pełnomocnictwami dla kanclerza Hitlera, głos zabrał przewodniczący opozycyjnej SPD, Otto Wels. „Oświadczył, że po prześladowaniach, jakie w ostatnim czasie dotknęły socjaldemokratów, nikt nie może od nich oczekiwać zgody na ustawę o pełnomocnictwach.

Można nam zabrać wolność i życie, ale nie honor.

Było to wystąpienie naprawdę odważne, zważywszy na wiszącą w powietrzu żądzę mordu. Wels był ostatnim, który przed mroczną epoką następnych dwunastu lat opowiedział się z trybuny Reichstagu za demokracją i praworządnością.

Żadna ustawa o pełnomocnictwach nie da wam władzy do unicestwienia wiecznych i niezniszczalnych idei.”

Ripostował mu sam Hitler: „O tych pięknych teoryjkach, które nam pan tu przed chwilą obwieścił, panie pośle, historia świata dowiaduje się nieco zbyt późno. Co z was za płaczliwe mimozy panowie?

Nie nadajecie się do dzisiejszych czasów skoro już teraz mówicie o prześladowaniach. Tylko dlatego, że widzimy Niemcy, ich zagrożoną sytuację i potrzeby życiowe narodu – tylko dlatego apelujemy w tej godzinie do niemieckiego Reichstagu, aby przyznano nam coś, co i tak byśmy sobie wzięli.

Sądzę, że nie zagłosujecie za tą ustawą, bo intencje, które nam przyświecają są dla was niepojęte. Owym przemówieniem Hitler nader dobitnie oznajmił, że za jego rządów wszelkie normy związane z podziałem władz i państwem prawa zostaną unieważnione, a obietnica ‘legalnej ścieżki’ była jedynie zwodniczym pustosłowiem.

Tak, że tak panie premierze.

A Otto Welsowi w przeciwieństwie do wielu jego partyjnych kolegów udało się uciec z Niemiec. Zmarł na wygnaniu w Paryżu w1939 roku

Marcin Meller