Manuela Gretkowska: Słowo na nie/dzielę – Anal-i-za

Manuela Gretkowska
Czym bylibyśmy bez Kościoła? - pytają wierni politycy. Może narodem. Nie trzodą, poddanymi pod rządami obcych - zaborców, okupantów i Watykanu.
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ: ANAL- I -ZA
Jesteśmy, jak na rysunku, w najgłębszym polskim realu. Dla jednych atrakcyjnym, dla innych rozpaczliwym. Tam, gdzie warszawska policja protestującym ekologom szukała podczas rewizji osobistej „w otworach ciała” … Korników?
I nie ma od czego się odbić. Nasze upokorzenie po zmianach w sądownictwie jest bez dna.
Jeśli za rok, Trzaskowski zajmie pierwsze miejsce w wyborach na prezydenta Warszawy, następnego dnia PiS zmieni zasady. I zwycięży ten z drugiego miejsca, ich kandydat. A co, nie wolno? Zbuntujemy się? Ze świeczkami w kilka tysięcy, przeciw policji, wojsku i prawu?
Po przejęciu TVN szefową zostanie Doda, bo jest popularna i pod peruką ma nasrane prawicą. Nie będzie gorsza od Kurskiego, za to seksowniejsza. A o to chodzi, o przyciągnięcie widzów.
Duda spektakularnie uniewinni oskarżaną o głęboką deprawację Dodę. Z wdzięczności zaśpiewa mu na urodzinach „Happy birthday Mr. President”.
Niemożliwe? Chyba tylko dla tych, którzy nie widzieli Kaczyńskiego wrzeszczącego o zdradzieckich mordach. Nakręcała go bezkarność. Jednak wbrew planom ustawy niszczące sądownictwo nie zadziałały w lipcu. Tym razem przejdą. Znowu więc pokaże swoją prawdziwą twarz. Już będzie można, już na pewno zabraknie prawa i bata na tchórzy. Polityczne mendy wreszcie bezkarne, a on ich premierem. Nie trzeba się będzie ograniczać do jednego esbeckiego prokuratora, plującego ludziom w twarz tłumaczeniem czym jest demokracja.
Optymistyczni pesymiści uważają, że system emerytalny doprowadzi do upadku PiS-u. Że na ulicach będą płonąć samochody, gdy budżetówka nie dostanie wypłat. Dostanie, w rublach. Kaczyński weźmie ruskie złoto na polityczne kajdany. I to jest tragedia.
Nie jesteśmy w politycznej pustce, gdzie da się przeczekać. Znieczulaczem ma być Kościół – ta instytucja nie radząca sobie z homoseksualizmem księży i reprezentująca u nas polskiego Boga.
Freud opisałby to jako szastanie się między prymitywnym libido a nieosiągalnym super ego. (Jak Polska między prymitywną Rosją i zbyt nowoczesną Europą).
Kościół wypiera „zboczone” homoseksualne impulsy przenosząc całą grzeszność na znienawidzone kobiety. Tuszuje to obłudą fasady. Niebo zbawienia dla grzecznych chłopców i piekło kobiet. Nic normalnego pośrodku, dziura po normalnym życiu zatkana hipokryzją.
Czym bylibyśmy bez Kościoła? – pytają wierni politycy. Może narodem. Nie trzodą, poddanymi pod rządami obcych – zaborców, okupantów i Watykanu.
Amen, prawdopodobnie i krzyżyk, na dzisiaj i najbliższe wybory.
Lech Wałęsa: Tylko tak można wygrać z przeciwnikiem, który nie szanuje żadnych zasad

Lech Wałęsa
Porozumienie w sprawie wspólnego kandydata na Prezydenta Warszawy, powinno być wstępem do porozumienia całej opozycji i wystawienia wspólnych kandydatów w wyborach do samorządu w całej Polsce
Z uznaniem przywitałem porozumienie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, w sprawie wystawienia wspólnego kandydata na Prezydenta Warszawy.
Tylko w ten sposób można wygrać z przeciwnikiem, który nie szanuje żadnych zasad i dla poszerzenia zakresu swojej władzy gotów jest na działania wykraczające poza granice, jakich w wolnej Polsce nikt dotychczas nie śmiał przekroczyć.
Porozumienie w sprawie wspólnego kandydata na Prezydenta Warszawy, powinno być wstępem do porozumienia całej opozycji i wystawienia wspólnych kandydatów w wyborach do samorządu w całej Polsce. Nie powinien obowiązywać żaden parytet partyjny.
Kandydować powinni Ci którzy mają największe szanse na zdobycie mandatu. Wspólny start w wyborach samorządowych nie powinien ograniczać się do wystawiania kandydatów na prezydentów, burmistrzów, wójtów, radnych, tylko przez zjednoczoną opozycję.
Tam, gdzie jest dobry, mający szansę wygrać z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, kandydat lokalnej społeczności, nie ma sensu podważanie jego szans i ułatwianie wygranej kandydata PiS- u.
Kierowanie się innymi zasadami, spowodowałoby oddanie samorządu w ręce aparatu partyjnego Prawa i Sprawiedliwości, a odpowiedzialność za to spadłaby na tych którzy wybiorą koniunkturalizm, szkodząc tym samym celowi jakim jest zachowanie podmiotowości i niezależności samorządu.
Dla osiągnięcia celu jakim jest porozumienie opozycji w tej sprawie, będę angażował się w prace na rzecz zawarcia takiej umowy.
Lech Wałęsa
Roman Giertych: SN wydał wyrok w sprawie pozwu Radka Sikorskiego

Roman Giertych
Sąd Najwyższy: portale odpowiadają za treść komentarzy.
Dzisiaj SN wydał wyrok w sprawie pozwu Radka Sikorskiego przeciwko wydawcy „Fakt” o naruszenie dóbr osobistych poprzez komentarze zawarte pod artykułem z roku 2011.
Miałem zaszczyt prowadzić tę sprawę przez 6 lat i po dwóch negatywnych wyrokach wreszcie doczekaliśmy się sprawiedliwości. Jest sąd w Warszawie!
SN uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego, który oddalił naszą apelację od niekorzystnego wyroku Sądu Okręgowego.
W ustnym uzasadnieniu wyroku SN uznał po raz kolejny (poprzednio w SN wygrałem moją sprawę przeciwko „Fakt”), że portale odpowiadają za naruszanie dóbr osobistych dokonane na komercyjnych portalach internetowych prasy przez osoby wpisujące swoje komentarze.
SN uzasadnił, że powoływanie się przez wydawców portali na brak wiedzy o bezprawności zawartych komentarzy jest chybione, gdyż to na portalu, a nie na pokrzywdzonym spoczywa obowiązek udowodnienia braku takiej wiedzy.
Nadto odpowiedzialność za treści naruszające dobra osobiste jest oparta o ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. I to właśnie to stwierdzenie jest novum w stosunku do orzeczenia w mojej sprawie.
Tym samym wzbogaciliśmy się o nowe orzeczenie, które jeszcze precyzyjniej wyznacza ramy odpowiedzialności prasy internetowej.
Nasza wspólna z Radkiem Sikorskim walka o ucywilizowanie internetu ,w pewnym zakresie odnoszącym się do portali internetowych wydawnictw prasowych, zakończyła się dzisiaj ostatecznym zwycięstwem.
Dziękuję Radku.
Jan Hartman: Tusk ryknął z Europy – Kaczyńskiemu biada
Słynny alarmistyczny wpis Tuska („Alarm! Ostry spór z Ukrainą, izolacja w Unii Europejskiej, odejście od rządów prawa i niezawisłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne media – strategia PiS czy plan Kremla? Zbyt podobne, by spać spokojnie”) to coś więcej niż ryk przebudzonego lwa polskiej polityki. Tak ryknęła na nas Europa.
Donald Tusk ma wszelkie powody, by powrócić do Polski. Powody osobiste – ma rachunki do wyrównania ze swoim odwiecznym wrogiem, Jarosławem Kaczyńskim. Powody, by tak rzec, historiozoficzne – jeśli ma wejść na stałe do polskiej historii, musi stoczyć ostatni bój i go wygrać. A powody polityczne – nie wygląda na to, aby Schetyna z Petru poradzili sobie sami.
Tusk wie więcej niż my. Jeśli zdecydował się na ten dramatyczny, jak na obyczaje dyplomacji, krok, to zapewne dlatego, aby ostrzec Polaków, że cierpliwość Europy naprawdę się skończyła.
Ostatnia rezolucja Parlamentu Europejskiego, otwierająca drogę do zastosowania wobec Polski politycznych sankcji, a także ostatni wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nakazujący bezwzględne i natychmiastowe zaprzestanie wycinki Puszczy Białowieskiej pod groźbą wysokich kar, świadczą o tym, że polityka ignorowania Polski bądź pobłażania jej, połączonego ze stopniową marginalizacją i izolowaniem „chorego człowieka Europy”, właśnie się kończy.
Najwyraźniej górę wzięło bardziej zdecydowane stanowisko prezydenta Macrona, a kanclerz Merkel traci argumenty na rzecz dalszej wyrozumiałości dla reżimu Kaczyńskiego.
Prawdopodobnie kroplą, która przelała czarę, był niedawny faszystowski marsz ulicami Warszawy, którego rasistowskie hasła cytowała prasa w całej Europie. Osłanianie faszyzmu przez polski rząd nie będzie tolerowane, o czym zapewne Kaczyński już zdołał się przekonać.
Za wpisem Tuska kryje się jednak jeszcze coś więcej. Alarmistyczny ton i zwrócenie uwagi na zgodność postępowania Polski z politycznym planem Kremla, który obliczony jest na rozbudzenie nacjonalizmów i populizmu w krajach Unii, aby w ten sposób osłabić jej spójność, może oznaczać, że władze Unii, które Tusk reprezentuje, są w posiadaniu konkretniejszych informacji wywiadowczych na ten temat.
W kontekście powiązań Macierewicza z agenturą rosyjską, która – jak wynika z niezliczonych poszlak, zebranych przez Tomasza Piątka – oplotła go swymi mackami, może to być bardzo niebezpieczne. Przyjaźń Europy z Putinem skończyła się, odkąd zaczęła się przyjaźń tego ostatniego z Trumpem. Słaba, rozhisteryzowana i osuwająca się w nacjonalistyczny populizm Polska jest łatwym łupem antyeuropejskiej polityki reżimu Putina – przywódcy Unii nie mogą pozwolić, aby nasz kraj stał się przyczółkiem rosyjskiej polityki „renacjonalizacji” Europy.
Tusk najprawdopodobniej podjął już decyzję o powrocie do polskiej polityki. Już dziś wychodzi z roli prezydenta Europy, przybierając emocjonalny ton, od którego zapewne powstrzymałby się przewodniczący Rady Europejskiej innej niż polska narodowości. Żeby wrócić i wystartować w wyborach prezydenckich, musi jednak stworzyć dla siebie zaplecze organizacyjne. A to oznacza albo zawrzeć układ z nielubianym przez siebie Schetyną, albo doprowadzić do zmiany przewodniczącego PO.
Być może do roli tej szykuje się Rafał Trzaskowski, jakkolwiek musiałby najpierw wygrać wybory prezydenckie w Warszawie. Scenariuszy jest wiele, lecz, mam nadzieję, decyzja Donalda Tuska – nieodwołalna.
Bez Tuska Kaczyński nie ma z kim przegrać. Z Tuskiem zaś nie wygra, bo jest zmęczony, chory i nazbyt wystraszony. Będzie się zachowywał nerwowo i nieracjonalnie, jak to zwykle bywało. Jeśli zaś do czasu decydującej rozgrywki Kaczyński straci władzę na rzecz swoich oligarchów, to triumf Tuska jest tym bardziej prawdopodobny. Przecież nie wygra z nim Brudziński ani Duda. Nie ten format.
Jeśli jednak Tusk-zbawiciel zawiedzie, to marny czeka nas los. W tej chwili Tusk jest jedyną kotwicą Polski w Unii Europejskiej. Bez jego ochrony moglibyśmy się już uważać za „naród wolny i suwerenny”, nikogo nieobchodzący i zdany na siebie. Jeśli po zakończeniu kadencji Tuska nadal Polską rządzić będzie arogancji i antyeuropejski reżim, nasza przygoda z Zachodem po prostu się skończy i wrócimy do swojego dawnego wschodnioeuropejskiego losu.
Ryszard Petru: Po co PiS zmiany w ordynacji wyborczej?
Zmiany w ordynacji wyborczej mają jeden podstawowy cel: zapewnienie PiS władzy w samorządach – nawet wtedy, gdy Suweren nie udzieli mandatu ekipie J. Kaczyńskiego.
Dlatego polska racja stanu wymaga, by opozycja stanęła do tych wyborów silna i zjednoczona.
Nasze dzisiejsze porozumienie w sprawie wspólnych list w Warszawie jest pierwszym krokiem do pokonania PiS w wyborach: najpierw samorządowych, a potem parlamentarnych..
Jednym z elementów zmiany ordynacji wyborczej forsowanej przez PiS jest dwukadencyjność prezydentów miast, wójtów i burmistrzów.
Jesteśmy ZA, pod warunkiem, że dwukadencyjność obejmie również posłów i senatorów.
Nie ma logicznego powodu, dla którego polski parlament zapełniają wieczni posłowie np. A.Macierewicz lub J.Kaczyński, oderwani od realnego życia, przyzwyczajeni do funkcjonowania na koszt podatników.
Dzisiaj Black Friday – zakupowe szaleństwo czas zacząć
Black Friday (Czarny Piątek) to kolejne szaleństwo, które przybyło do Europy ze Stanów Zjednoczonych. Jest to obok Boxing Day (drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia), najbardziej znany z zakupowych szaleństw i wyprzedaży dzień w roku. W tym dniu, klienci szturmują sklepy i ogromne centra handlowe, by skorzystać z ogromnych przecen, sięgających nawet 70%. W wielu sklepach pierwsze wyprzedaże startują już w czwartkowy wieczór.

Black Friday to piątek po Dniu Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych, najczęściej określany początkiem sezonu zakupów przed Bożym Narodzeniem. Wiele punktów sprzedaży czynnych jest w dodatkowych godzinach, niekiedy nawet całą dobę, oferując jednodniowe okazje i zniżki. W Stanach Zjednoczonych jest to często najbardziej dochodowy dzień dla sprzedawców; w ten dzień od wielu lat zakupów dokonuje ponad 100 milionów Amerykanów.
Czarny Piątek nie jest świętem, ani ustawowym dniem wolnym od pracy, ale zdarza się – szczególnie w USA, że pracodawcy z tej okazji dają swoim pracownikom dzień wolny. Przez analityków Black Friday postrzegany jest jako wskaźnik skłonności do konsumpcji i wydatków.
To dzień oficjalnie rozpoczynający sezon świątecznych zakupów – może być wykorzystywany, jako ważny parametr do oszacowania wydatków przypadających na cały okres Bożego Narodzenia. Black Friday to moment, w którym handlowcy, zarówno małe sklepy jak i ogromne centra handlowe, licząc na szturm ze strony klientów oferują im najbardziej kuszące propozycje. Wiele sklepów w tym dniu czynnych jest do godziny 24-tej lub nawet przez całą dobę.
Dłuższe godziny otwarcia przekładają się oczywiście na większą ilość klientów. Black Friday to dla handlowców najbardziej zapracowany dzień w roku, który jednak wynagradza im z nawiązką wszelką fatygę, przynosząc zyski i poprawiając wyniki sprzedaży.
W Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii, jest to dzień prawdziwego szaleństwa, klienci często stoją w kolejkach przed sklepami przez całą noc lub nocują w namiotach rozstawionych tuż przed witrynami sklepów po to, aby móc do nich wejść w pierwszej kolejności i w ten sposób nie stracić możliwości skorzystania z największych okazji. Dla niektórych klientów „upolowanie” przedmiotu marzeń staje się niemal misją strategiczną i celem samym w sobie. Black Friday to oczywiście wielkie święto konsumpcjonizmu, ale to także doskonała okazja to zakupu niezbędnych nam produktów w dobrych cenach. Tym bardziej, że data Black Friday jest znana z wyprzedzeniem, co daje możliwość wcześniejszego zaplanowania zakupów.
Tegoroczny Black Friday w UK i w Polsce przypada na piątek 24 listopada.
Adam Mazguła: Rzeczpospolita pogrążona

Adam Mazguła
Dzisiaj, gdy rządzący skutecznie wyzwalają agresję i niszczą wartości, na których zbudowano naszą cywilizację, należy stwierdzić, że nie ma podstaw do nazywania Polski - Rzeczpospolitą
Nazwa naszego kraju jest poprzedzona słowem Rzeczpospolita. We wszystkich tłumaczeniach na inne języki oznacza republikę.
Historycznie ujmując, niezależnie od tego, czy chodziło o wspólnotę interesów Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony, czy też wspólnotę narodu w czasach międzywojennych, w PRL, czy też w okresie solidarnościowej ojczyzny – chodziło o coś więcej. Nie tylko o republikę jako ustrój polityczny, ale także jako związek wszystkich narodowości, wyznań, języków, pochodzenia, granic i wartości podstawowych, na straży których stał majestat władzy, reprezentującej interesy wszystkich zamieszkujących naszą ojczyznę obywateli.
Dzisiaj, gdy rządzący skutecznie wyzwalają agresję i niszczą wartości, na których zbudowano naszą cywilizację, należy stwierdzić, że nie ma podstaw do nazywania Polski – Rzeczpospolitą.
J. Kaczyński nie tylko podzielił, ale i skłócił Polaków do tego stopnia, że gotowi są stanąć przeciwko sobie; a on szczuje dalej…
Ta myśl burzenia zawiera się w jego stwierdzeniu, że nikt nie będzie nam mówił, że czarne jest czarne, a białe jest białe.
Tak więc: jakie? Szare? Czarne jest szare i białe jest szare?
Wszystkiemu winna ciemnota, która przysłoniła w Polsce słońce. Nasz kraj stał się czarny, smutny, kościelny, pełen ciemnych interesów.
Dzisiaj większość sejmowa składa się z posłów nieumiejących robić użytku z głowy i jest tam, aby głosować, przy czym nieważne za czym i w czyim interesie. To wie prezes i to wystarczy. Ciemne umysły, stęsknione za rozumem, nie mają idei, ambicji i poczucia odpowiedzialności. Wydaje się, że jedynym motorem ich działań jest lizusostwo partyjne i chęć naśladowania głupoty.
Dlatego ubliżają innym, żrą się w ławach sejmowych, wychodzą, gdy przemawia ktoś nie z ich klubu, a jeśli zostają – to tylko po to, aby kpić z przedstawiającego inny punkt widzenia. Jak prezes ubliża – oni też ubliżają, gdy prezes wychodzi – oni też wychodzą, a gdy prezes przemawia – klaszczą.
Za taką postawę maja wysokie gaże, rodziny na intratnych posadkach i mało ograniczoną władzę w terenie …
Podział na tych, którzy zasłaniają nam słońce oraz tych barwnych i kolorowych nie daje więc podstaw, by określać naszą ojczyznę mianem Rzeczpospolita. Dzisiaj bardziej pasuje tu określenie „pogrążona”, „podpalona”, „katolicka”, „PiS-owska”, „ciemna”, „prezesowska”, „partyjna”, „czarna”…
Patrząc na to, co robi partia rządząca, która sprzyja ruchom faszystowskim i udziela im wsparcia na ulicach, meczach piłkarskich i na marszach narodowców! Może warto nazywać ją …
Nie, te określenia jednak nie przechodzą przez mój osobisty filtr obywatela i oficera. Ta nazwa nie może ubliżać milionom Polaków, którzy oddali życie, żeby faszyzm nigdy już nie panoszył się na naszej ziemi.
Adam Mazguła
Ryszard Petru: Opozycja wspólnie przeciw PiS
W polityce bardzo ważna jest skuteczność. Z czym walczymy?
⬇️ Zmiany w ordynacji wyborczej,
⬇️ skok na sądownictwo,
⬇️ ciche przyzwolenie rządu na rasizm i faszyzm,
⬇️ konsekwencje rezolucji Parlamentu Europejskiego przeciw Polsce.To wszystko wymaga od opozycji odpowiedzialności i współpracy. To kwestia polskiej racji stanu, kwestia „być lub nie być” demokratycznej Polski.
Nasze porozumienie dotyczy wspólnych list wyborczych dla miast i do sejmików. Wierzę, że to pierwszy krok do pokonania PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych.
To także pierwszy krok w kierunku lepszej Polski.
Nasza koalicja będzie tym mocniejsza, im będzie nas więcej. Rozmowy wciąż trwają i jestem przekonany, że pójdziemy do wyborów jako Wielka #ZjednoczonaKoalicja.
Co bardzo ważne, w tej koalicji każda z partii zachowa swoją tożsamość i program.
Paweł Rabiej i Rafał Trzaskowski to pierwszy przykład współpracy w Warszawie. Kandydatem na Prezydenta m.st. Warszawy będzie Rafał Trzaskowski. Kandydatem na Wiceprezydenta będzie Paweł Rabiej.
Przed nami wypracowanie wspólnych list wyborczych w pozostałych regionach kraju.
Bartosz Węglarczyk: Podsumowując środę w polskiej polityce – I jak, ja się pytam, mamy być normalni?
Podsumowując środę w polskiej polityce:
➡️ okazuje się, że choć co piąty członek jednego z klubów sejmowych kandyduje na szefa partii, co wydaje się szaleństwem, to jednak część się na szczęście wycofała, więc jest nieco lepiej, ale jednak okazuje się, że nikt się nie wycofał, czyli nadal co piąty członek klubu chce być szefem partii, co jest szaleństwem, choć w polityce szaleństwo nazywa się po prostu „złą kalkulacją”;
➡️ poseł rzuca papierami w Bogu ducha winną panią spisującą stenogram i najbardziej zdumiewa mnie to, że nikt tego przed nim nie zrobił, co chyba oznacza, że nie mam zbyt wysokiego mniemania o posłach;
➡️ inny poseł pokazuje na mównicy pieluchę i nawet zaczęło mi go być żal, ale zorientowałem się, że nie chodzi mu o to, że nie może nawet na chwilę wyjść z sali obrad;
➡️ ktoś śpiewa „Boże, coś Polskę…” na sejmowej komisji, a ktoś inny podaje się za Matkę Boską, choć tematem obrad komisji nie są (jeszcze) objawienia fatimskie, lecz mikroorganizmy;
➡️ ludzie robią memy o aresztowaniu Dody jako ataku na Macierewicza, bo Dorota wrzuciła kiedyś do sieci zdjęcie z ministrem i jest to całkiem śmieszne, ale jeszcze śmieszniejsze jest to, że są tacy, którzy spekulują, że to może być naprawdę prawda;
➡️ komentatorzy na Twitterze analizują mój wpis o 27. rocznicy dymisji Margaret Thatcher jako aluzję do odejścia p. Szydło, a ja analizuję oceny komentatorów, czy będzie zmiana premiera i okazuje się, że sześciu z nich z nazwiskami zaczynającymi się na jedną z 12 pierwszych liter alfabetu uważa że premierem będzie JK, a sześciu z nazwiskami zaczynającymi się na jedną z 12 ostatnich liter alfabetu uważa, że premierem będzie nadal BS i jest to moim skromnym zdaniem najlepsza analiza sytuacji;
➡️ leśnicy pod Sejmem tłumaczą, że to Bóg im każe ścinać drzewa, a stojący obok i skromnie słuchający peanów swych pracowników na swoją cześć minister środowiska udaje, że go to nie śmieszy;
➡️ poseł partii rządzącej nie chcąc odpowiadać na pytania dziennikarza błyskotliwie zmienia temat i zaczyna krytykować złe pochodzenie narodowościowe właścicieli jego medium, a inni dziennikarze uważają, że to super, bo polska debata publiczna zamieniła się już w polską debatę agrarną, czyli taką, w której tylko i wyłącznie chodzi o zaoranie wszystkich wokół. I pal diabli, czy ma to sens i czy w ogóle o cokolwiek w tym chodzi.
Na tle tego wszystkiego Donald Trump zaczyna się objawiać jako oaza rozsądku. I jak, ja się pytam, mamy być normalni?
Na zdjęciu: ja, szczęśliwy, w czasach, gdy do polskiej polityki było mi bardzo daleko, choć nie było K, więc w sumie jednak byłem nieszczęśliwy, choć o tym nie wiedziałem.
Roman Giertych do Kurskiego – W mojej książce jesteś jednym z najważniejszych bohaterów

Roman Giertych
Postanowiłem zaprosić Cię na premierę. Ponieważ spodziewam się, że przyjdzie Nasz Umiłowany Przywódca (oby lżył wiecznie!) bo jego też zaprosiłem, to chciałem Cię zapewnić, że mam przygotowane miejsce dla Ciebie u Jego stóp, na dywanie
List do Jacka Kurskiego z zaproszeniem na premierę „Kroniki Dobrej Zmiany”.
Drogi Jacku!
Już pewnie wiesz, że w mojej książce jesteś jednym z najważniejszych bohaterów.
Pewnie niecierpliwie czekasz na premierę, aby przeczytać te moje dobre rady dla Ciebie. Dlatego postanowiłem zaspokoić twoją niecierpliwość i zaprosić Cię na premierę, która odbędzie się w Empiku na Nowym Świecie w poniedziałek o 18.
Ponieważ spodziewam się, że przyjdzie Nasz Umiłowany Przywódca (oby lżył wiecznie!) bo jego też zaprosiłem, to chciałem Cię zapewnić, że mam przygotowane miejsce dla Ciebie u Jego stóp, na dywanie.
Pomyśl, gdy Czabański zobaczy w TVP (liczę na to, że program I TVP będzie całe spotkanie transmitował na żywo), jak ty siedzisz u podnóżka prezesa, to przecież się wreszcie odczepi. I w całym PiS twoja sława zabłyśnie jak gwiazda!
Liczę na niezawodne przybycie,
Roman Giertych
Nasze ostatnie spotkanie publiczne z Sejmu w roku 2007 transmitowała TVP i miało ponad 10 mln oglądalności.
Może więc transmisja z tego poniedziałkowego wieczoru przyniesie ci chwilowy wzrost oglądalności!




