Bartosz Węglarczyk: Tak się robi język nienawiści

 

Tak się robi język nienawiści. Autorzy tej kampanii będą odpowiadać za koszmar, który nas z tego powodu czeka.

Zacznijmy od początku – książkę Tomasza Piątka o Antonim Macierewiczu uważam za fatalną. Tomasz ma marne pojęcie o dziennikarstwie śledczym i nie ma żadnego pojęcia ani o realiach rosyjskich, ani o realiach amerykańskich, ani o amerykańskiej polityce, ani o rosyjskich służbach specjalnych.

Niedawny artykuł Sławomir Cenckiewicz w „Do Rzeczy”, w którym autor wylicza błędy Tomasza tylko w jednym wątku dotyczącym powiązań p. Macierewicza z p. Luśnią, jest dla autora książki miażdżący. Niestety widać z tej analizy, że Tomasz niewiele wie i o metodyce pracy historyków służb specjalnych PRL, i o samych tych służbach.

Pierwszy raz piszę publicznie o mojej opinii na temat książki Tomasza, bo wielu moich kolegów tę książkę uważa za świetną. Obawiam się jednak, że ich opinię bardziej kreuje to, KTO jest w książce atakowany, niż to, CZY jest atakowany merytorycznie.

Piszę o tym, bo nie chcę, żeby moja obrona Tomasza była postrzegana jako opowiedzenie się po któreś ze stron polskiej barykady. Jestem jednak przerażony tym, jak niektórzy zwolennicy rządu szczują na Tomasza i inni krytyków rządów obecnej koalicji.

Przeczytałem dziś na Twitterze zajawkę tekstu w Niezależnej.pl, czyli po prostu w Gazecie Polskiej. Czyli gazecie bardzo bliskiej ministrowi obrony. I okazuje się, że w tekście NIE MA ANI JEDNEGO SŁOWA o czymkolwiek, co można by było nazwać „pluciem na Polskę”. Ani. Jednego. Słowa.

To nowa metoda w III RP (bo w PRL była stosowana wielokrotnie) – Niezależna.pl uważa, że Tomasz Piątek pluje na Polskę, bo dla niej min. Macierewicz to Polska. Publicysta Piotr Cywiński uważa, że patriotami są tylko ci, którzy chcą zburzenia Pałacu Kultury i Nauki, jakby stosunek do jakiegokolwiek budynku mógł decydować o miłości do ojczyzny. Szef klubu PiS w Sejmie mówi spokojnie w telewizji, że europosłowie głosujący za rezolucją krytykującą rząd polski „patriotami nie są”, bo – idąc tym tokiem rozumowania – patriotą jest tylko ten, kto popiera rząd.

To dla mnie przekroczenie linii, za którą jest już tylko jedna granica – przemocy fizycznej. Bo przecież nawet strażnicy leśni w Polsce noszą już na moro naszywki „Śmierć wrogom ojczyzny”, a nie-patrioci przyjaciółmi ojczyzny z pewnością nie są. Listę wrogów ojczyzny wyznaczają zaś – jak widać – politycy partii rządzącej i ich sojusznicy w mediach.

To droga prowadząca prosto w przepaść. Ludzie, którzy nas w nią pchają, będą bezpośrednio odpowiedzialni za to, co się stanie, jak już wszyscy spadniemy w dół.

 

Bartek Węglarczyk


Ryszard Petru: O kosztownych rozrywkach ministra Szyszko

Minister Szyszko ma na swoim koncie sporo kosztownych rozrywek realizowanych na koszt polskiego podatnika.

⛔ 400 tys. zł wydane na konferencję Ministerstwa Środowiska i Kongregacji Nauki Wiary Stolicy Apostolskiej o nauczaniu św. Franciszka. Połowa tej kwoty poszła na catering i kolację na Zamku Królewskim.

⛔120 tys. zł wydane na konferencję na uczelni o. Rydzyka pt. „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”.

⛔ 6 mln zł dla Tomasza Sakiewicza na projekt medialny puszcza.tv – wstrzymany na skutek interwencji Komisji Europejskiej.

Do tego warto dodać zamiłowanie ministra do luksusu i przejażdżki karocą z dostojnikami kościelnymi.

Teraz, jeżeli minister nadal będzie lekceważył nakaz Trybunału Sprawiedliwości UE i nie wstrzyma zakwestionowanej wycinki Puszczy Białowieskiej, to polscy podatnicy zapłacą za to 100 tysięcy euro kary dziennie.

Polska jest pierwszym krajem, który zlekceważył wyrok Trybunału Sprawiedliwości.

Najwyższy czas, by minister Szyszko zrozumiał, że nie zawsze warto być pierwszymi.

Ryszard Petru


Roman Giertych: List do arcybiskupa Wiktora Skworca

Roman Giertych

Roman Giertych

 

List do arcybiskupa Wiktora Skworca w sprawie artykułu w „Gościu Niedzielnym” odnoszącego się do słów Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

Szanowny Księże Arcybiskupie!

Przeczytałem z uwagą artykuł, który był przyczyną skandalu w ostatnich dniach wynikłego z użycia słów, które nie licują nie tylko z gazetą katolicką, ale w ogóle z jakąkolwiek gazetą.

I list niniejszy nie odnosi się do haniebnego tytułu, za który redakcja Gościa Niedzielnego przeprosiła. Dotyczy jednak sprawy o charakterze zasadniczym. Ksiądz Arcybiskup zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego odpowiada za media katolickie na terenie diecezji katowickiej i stąd piszę do Księdza, a nie do redakcji.

Ostatni Sobór jasno zadeklarował w konstytucji Gaudium et spes, że „Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej”.

Współcześni wierni stanowisko hierarchicznego Kościoła poznają poprzez prasę katolicką. Tak jest na całym świecie, gdyż komunikaty i kazania głoszone wewnątrz świątyń mają, co oczywiste, mniejsze współcześnie znaczenie.

Tymczasem artykuł, za którego jedynie tytuł redakcja „Gościa Niedzielnego” przeprosiła, jest zwykłym paszkwilem politycznym pisanym z pozycji wrogich wobec przewodniczącego Rady Europejskiej. Dotyczy on wypowiedzi Donalda Tuska odnoszącej się do konfliktu Polski z Ukrainą, niezawisłości sądów, izolacji Polski w UE i wzmacniania pozycji Rosji w Europie poprzez takie działania.

Każdy dziennikarz, ksiądz, czy biskup ma prawo do swoich poglądów. Jednak „Gość Niedzielny” to jest oficjalna gazeta katolicka. Publikując tego typu brutalny atak na jedną z opcji politycznych dopuszcza się redakcja nadużycia polegającego na wykorzystywaniu mediów katolickich do propagowania jednej opcji politycznej.

Fakt, że za niechlubnym przykładem Radia Maryja praktyka ta jest smutną rzeczywistością dzisiejszego polskiego Kościoła nie zmienia tej oceny.

Może to dla księdza Arcybiskupa będzie szokiem, ale nie wszyscy wierni Kościoła Katolickiego w Polsce popierają PiS. A nawet gdyby tak było to jednoznaczne wspieranie jednej formacji politycznej przeciwko drugiej byłoby nadużyciem.

Brutalne atakowanie natomiast jednego katolika przez drugiego w oficjalnej gazecie katolickiej jest zwykłym okradaniem wiernych z należnej im na mocy prawa naturalnego wolności do posiadania innych niż hierarchowie poglądów politycznych.

Jeszcze gorzej (mam nadzieję, że tak nie jest w sprawie Gościa Niedzielnego), gdy tego typu polityczne ataki są de facto sponsorowane (tak wygląda to w przypadku Radia Maryja) z publicznych pieniędzy dzierżonych przez wspieraną partię ze względu na sprawowaną przez tą partię kontrolę nad spółkami państwowymi i funduszami publicznymi.

Przypomnę tutaj adhortację apostolską Christifideles laici świętego Jana Pawła II napisaną po Synodzie ds. świeckich ( w którym mój ojciec jako audytor miał zaszczyt na zaproszenie papieża uczestniczyć), gdzie Jan Paweł II wzywał do „przezwyciężania takich pokus, jak nieuczciwość, kłamstwo, wykorzystywanie dóbr publicznych do wzbogacenia niewielkiej grupy osób lub w celu zdobywania popleczników, stosowanie dwuznacznych lub niedozwolonych środków dla zdobycia, utrzymania lub powiększenia władzy za wszelką cenę”.

Dzisiaj niestety obserwujemy to zjawisko wykorzystywania środków publicznych do budowania poparcia dla partii rządzącej na ogromną skalę.

Apeluję do Księdza Arcybiskupa o interwencję w tej sprawie. Piszę te słowa z troski o Kościół, gdyż każda władza przemija, a ta obecna przeminie szybciej niż się wydaje. Serwilizm prezentowany w mediach katolickich wobec dzisiaj rządzących będzie, co oczywiste, traktowany przez ich następców w kategoriach politycznych.

Nadto wierni, których pozbawia się prawa do posiadania mediów katolickich nie naruszających ich poglądów mogą poczuć się głęboko zgorszeni. I wreszcie na koniec.

Brutalne ataki polityczne na przewodniczącego Rady Europejskiej sugerujące zdradę swojego narodu (co jest zawarte w treści w/w artykułu, a nie tylko było zapowiedziane w zmienionym tytule) są bezpośrednim i ciężkim naruszeniem sprawiedliwości.

Zasada, że zdrajcą jest ten, kto nie popiera rządu głoszona z wykorzystaniem autorytetu Kościoła dotychczas charakteryzowała Kościoły wschodnie, które ze względu na podległość władzy politycznej nie pozostawały w łączności z Kościołem powszechnym. Jest to zasada całkowicie obca tradycji polskiego Kościoła.

Roman Giertych

Do wiadomości:
Stolica Apostolska, Rzym.


Adam Mazguła: Codziennie dochodzimy do granic absurdu

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Protestujemy, rozmawiamy, toczymy merytoryczne spory, nie dajemy się rozwijać głupocie władzy i jej propagandy

 

Nie ma już pytania, czy przeciwstawiać się władzy łamiącej prawo, dzisiaj jest pytanie, jak to zrobić?

Podstawowa zasada- to rozmawiać, zarówno z wyborcami PiS-u, jak i naszymi zwolennikami. Nie wszyscy przecież są tak zaślepieni, jak się nam wydaje.

Rozmawiamy merytorycznie i nie obrażamy. Wzmacniamy argumentami, również myślących podobnie jak my.

Toczymy spokojne spory na fakty i przykłady, najlepiej z wnioskami i to takimi, które nasz rozmówca wyciągnie i sam je określi.

Tworzymy atmosferę oporu na decyzje władzy. Niczego nie robimy nadgorliwie, a raczej powoli i bez gorliwości. Zawsze znajdzie się wymówka, że jest spóźnienie, bo wytyczne były zbyt ogólne lub nie tak zostały zrozumiane. Taki opór może być bardzo skuteczny, jeśli staje się zbiorowy. Dlatego, jeśli się da – stawiajmy opór całymi grupami i nie ujawniajmy prawdziwych powodów zwłoki czy niedokładnego wykonania zadań.

Ważne, aby przewlekłość działań była wzmacniana dodatkowymi pytaniami, pismami do władz z prośbą o wyjaśnienie, danie dodatkowych wytycznych… Niech pracują, odkrywają prawdę swoich zamiarów, niech wikłają się w pisaninę i uzasadnianie swoich działań.

Nauczyciele powinni uczyć prawdy, nie patrząc na wytyczne władzy czy ich zakłamane podręczniki.

Prawnicy nie mogą ulegać dyktatorskim zapędom Z. Ziobry ani jego drużyny bezprawia. Powinni udowadniać, że jeśli powstaje nowe prawo tworzone w sposób bezprawny – to nie jest to prawo powszechnie obowiązujące. Prawnicy dokładnie to rozumieją.

Najbardziej jestem zawiedziony sytuacją w policji i w wojsku. Przysięgaliście stać na straży konstytucji i honoru policjanta oraz żołnierza bronić. Tymczasem policja staje się faszystowska, represyjna, polityczna, a Wy, funkcjonariusze, niewiele przeciwko temu robicie. Chcecie w przyszłości być faszystowską organizacja przestępczą?

Popatrzcie, jak władza rozprawia się z Waszymi starszymi kolegami i koleżankami. Chyba umiecie wyciągać wnioski.

Gdzie są ci, którym zabiera się emerytury i honor? Dlaczego nie okupujecie jeszcze instytucji, w których byliście zatrudnieni. Dlaczego?!

Pisanie pism i odwołań na tę władzę w ogóle nie działa. Dlaczego nie idziecie po swoje?

Dlaczego na samą zapowiedź zabierania honoru wojskowym, zmiany prawa w kierunku prywatnej armii A. Macierewicza nie okupujecie jeszcze instytucji wojskowych WKU, WSzW, MON?

Dlaczego, kiedy organizowaliśmy protest przed MON pod hasłem ”Macierewicz musi odejść”, gdy publikowałem 40 powodów do odsunięcia go od władzy i postawienia przed sądem, na protest stawili się tylko cywile?!

Jesteście zorganizowani i tak tchórzliwi, czy też osłabieni niemocą starczą? Jeśli nie chcecie dbać o swój honor i chcecie, aby Wasze wnuki mówiły na Was ubecy i zdrajcy, to zamknijcie się w swoich domach i, upokorzeni przez faszystowskich gówniarzy, siedźcie cicho.

Nie czekajcie na liderów. Oni, szczególnie ci, którzy nie mają immunitetów – mają pod górkę, bo są inwigilowani, a władza tylko czeka, żeby pozamykać ich pod zarzutem zdrady, czynienia przygotowań do siłowego obalenia ustroju i podobnych wymysłów władzy.

Politycy zawodzą, ale my nie możemy. Protestujemy, dodajemy sobie wzajemnie sił, obchodzimy rocznicę śmierci Zwykłego Szarego Człowieka, nie walczymy ze sobą w żadnej formie. Wspieramy lekarzy, uświadamiamy rolników, że PiS odbiera im dopłaty.

Krytykujemy faszyzm, spory z Unia Europejską i zagrożenie wyprowadzenia Polski poza jej struktury, przywrócenia kontroli granic i ograniczeń w ich pokonywaniu. Podnosimy sprawy budowy coraz to nowych sił represji w kraju i to działających na prywatne komendy usamodzielnionych ministrów.

Nie wolno ulec nam narracji o poprzednich rządach, co robiły, a czego nie. Nie czas na te dyskusje; pytamy, co robi władza tu i teraz.

Zwracam się do tych, którzy mają jakikolwiek wpływ na media. Odejdźmy od narzucania tematów debaty publicznej przez Kurskiego i jego TVPiS. Nie chodźcie tam, nie organizujcie programów, które stanowią swego rodzaju wiece propagandowe z P. Jakim, „Obatelem”, B. Kownackim i im podobnymi. To, co my uważamy za skandaliczne wypowiedzi, to dla wyborców podłej zmiany jest bohaterskim dowalaniem opozycji.

Pytacie, dlaczego nie ma wezwania opozycji do rozwiązań siłowych? Bo poleje się mnóstwo krwi, za która będzie odpowiedzialny ten, który poda komendę do zbrojnych wystąpień. Czekamy na sytuację rewolucyjną, na przekroczenie przez władze granic cierpliwości społecznej większości.

Codziennie dochodzimy, jak mówi klasyk, do granic absurdu, przelania się goryczy kłamstwa i podłości tej władzy, ale nie ma pewności i nigdy pewnie jej nie będzie, że to już my mamy większość.

Protestujemy, rozmawiamy, toczymy merytoryczne spory, nie dajemy się rozwijać głupocie władzy i jej propagandy.

Chociaż brakuje nam cierpliwości, wzmacniamy środowiska opozycyjne i czekamy na odpowiedni moment. Aktywnie i z determinacją.

 

Adam Mazguła


Roman Giertych: List do premiera Kaczyńskiego

Roman Giertych

Roman Giertych

Tysiąc lat Polska czekała na takiego przywódcę, czekała, czekała i się doczekała...

 

Szanowny panie Premierze (przeszły i być może przyszły)!

Każdy wielki okres historyczny miał swojego kronikarza. Pana rządy to okres wręcz Milenijny!

Tysiąc lat Polska czekała na takiego przywódcę, czekała, czekała i się doczekała… Poprzednie okresy relacjonowane przez kronikarzy wielkich, takich jak Gall Anonim, Kadłubek, Długosz, czy Pasek nie miały szczęścia do takich postaci jak Pan.

I dlatego ja, pana były skromny wicepremier, postanowiłem podjąć się tego trudu i stworzyłem dzieło życia, w którym opisałem trud i pot Pana i pana ministrów we wprowadzaniu tzw. „dobrej zmiany”.

Tak powstała Kronika Dobrej Zmiany. Jest pan jej najważniejszy bohaterem!

Dlatego ośmielam się Pana zaprosić na premierowe spotkanie autorskie, które odbędzie się w przyszły poniedziałek.

Nie wyobrażam sobie, aby wrogie plotki o mnie jakobym jedynie szydził, drwił i krytykował „dobrą zmianę” mogły wpłynąć na decyzję pana Premiera.

Pozornie może tak wyglądać, ale niech mi Pan wierzy ja ciągle wierzę w dobrą zmianę, szczególnie przy następnych wyborach…

Liczę, że widzimy się w poniedziałek. Krzesło dla Pana będzie czekało, a jakby ludzie na Pana gwizdali to proszę się nie przejmować.

Inny bohater mojej książki Jacek Kurski po wygwizdaniu w Opolu powiedział, że to taki dowód sympatii.

Do zobaczenia!

Roman Giertych – kronikarz „dobrej zmiany”

 

Roman Giertych Empik Nowy Świat

 


Stefan Niesiołowski: Mam nadzieję, że Unia pójdzie za ciosem

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Przeciwko Polsce działa PiS, a wszystko co złe dla PiS-u jest dobre dla Polski

 

Marsz hańby i nienawiści

Marsz, który miał miejsce w Warszawie 11 listopada był marszem hańby i nienawiści, marszem nacjonalistów, neonazistów, zwyczajnych, zwyczajnych lumpów, rasistów i idiotów.

Przy cichej lub mniej cichej (występy pp. Błaszczaka, Jakiego itd. reżimowych mediów) aprobacie panującego reżimu miały miejsce haniebne gesty nawiązujące do symboliki nazistowskiej, pobite zostały kobiety mające odwagę zaprotestować przeciwko przestępczym zachowaniom i okrzykom.

Z uwagi na oburzenie poza granicami Polski pisowskie władze po pewnych wahaniach i z dużą dozą nieśmiałości zdecydowały się udawać, że potępiają najbardziej skrajne i rasistowskie zachowania. Wymyślone zostało tłumaczenie o „prowokacji”, ulubione słowo komunistów.

Podjęte przez niezbyt rozgarniętego bp. Gądeckiego i tak orła wśród obecnych czcigodnych pasterzy. Dziwna to prowokacja, gdy wielkie transparenty z odrażającymi i rasistowskimi hasłami niesiono na czele marszu, a wśród organizatorów i twarzy tej imprezy byli znani z rasistowskich i antysemickich zachowań osobnicy jak pp. Międlar i Rybak.

Ziobro po raz kolejny bredził o „sprawdzaniu” i ewentualnym „ukaraniu, a p. Szydło zaklinała unijnych polityków, że w Polsce nie ma miejsca na faszyzm czy coś w tym rodzaju.

Kolejny spektakl kłamstwa i obłudy w wydaniu Broszki nie zrobił na słuchaczach wrażenia, bo nikt nie zechciał słów w/w skomentować. Polska z kraju zasłużonego dla wolności i demokracji, stała się terytorium rasistowskich i nacjonalistycznych manifestacji.

Warszawski marsz hańby być może przyczynił się do uchwalenia przez Parlament Europejski bardzo oczekiwanej przez zwolenników demokracji rezolucji, która wywołała erupcję wściekłości pisowskiego reżimu i jego sługusów.

Chciałoby się powiedzieć – nareszcie i mam nadzieję, że Unia pójdzie za ciosem i wreszcie przejdzie od słów do czynów uderzając w pisowski reżim za zniszczenie TK, niszczenie sądów, wolności mediów, instalowanie dyktatury.

Mam nadzieję, że Unia nie ulęknie się pisowskiego szantażu, polityków kłamiących o działaniach „przeciwko Polsce”. Przeciwko Polsce działa PiS, a wszystko co złe dla PiS-u jest dobre dla Polski. Dlatego proszę i błagam polityków demokratycznych krajów – nie bójcie się szantażystów, wrogów wolności, lizusów dyktatury i zakompleksiałego dyktatorka.

Podejmijcie zgodne z unijnym prawem działania przeciwko ludziom niszczącym w Polsce demokrację, aby nikomu nie przyszło do głowy ich naśladować. Po kwiczeniu i skowycie pisowskich lizusów widać, że zabolało. Czy pisowski szantaż okaże się skuteczny wobec Unii? Nie wiem.

Na razie okazał się skuteczny wobec partii p. Schetyny. Przedstawiciele tej partii w reżimowych mediach zastraszeni i stłamszeni (po co tam chodzą to inna sprawa) byli wszystkim tylko nie przedstawicielami wierzącej w siebie opozycji. A władze tej partii zaklinają się, że nie chcą sankcji dla Polski i są przeciw rezolucji PE.

Może Schetyna liczy na poparcie Kaczyńskiego, niepotrzebnie, bo przecież Kaczyński już mianował go liderem opozycji, więc to poparcie ma. Wzruszające są natomiast spektakle nienawiści w reżimowych mediach wobec eurodeputowanych mających odwagę zachować się przyzwoicie.

Tak właśnie wyglądały seanse nienawiści w powieści Orwella i w czasach stalinowskich, ale za nimi szły wyroki i egzekucje. Dyktatura, jak mawiał Lenin, przynajmniej bez więzień to farsa.

 

Stefan Niesiołowski

 


Roman Giertych: Stanowisko LPR w sprawie Marszu Niepodległości, uważam za wartościowe

Roman Giertych

Roman Giertych

PiS, jako partia rządząca, ponosi całkowitą odpowiedzialność za skandaliczne wydarzenia, które miały miejsce na Marszu Niepodległości

 

Od lat już nie jestem członkiem żadnej partii politycznej, ale to stanowisko mojego dawnego ugrupowania uważam za bardzo wartościowe.

 

„ZG LPR w sprawie skandalu na Marszu Niepodległości.

W związku ze skandalicznymi oraz karygodnymi faktami mającymi miejsce podczas ostatniego Marszu Niepodległości, Zarząd Główny Ligi Polskich Rodzin wyraża oburzenie, stanowczy sprzeciw i jednoznaczną dezaprobatę wobec obecnych tam antypolskich i antychrześcijańskich, nacjonalistyczno-rasistowskich elementów, które w oczywisty sposób szkodzą Polsce reklamując wzorce, hasła i zachowania zupełnie obce polskiej tradycji, kulturze, historii, wierze i panującej u nas cywilizacji.

Kategorycznie odrzucamy zupełnie błędne i obce dla myśli narodowej w Polsce pojęcie narodu w ujęciu rasistowskim. W cywilizacji łacińskiej, do której przynależy Polska, narody, to dobrowolne zrzeszenia cywilizacyjne, a nie wspólnoty krwi pojmowane w sposób biologiczny, które prężą muskuły, aby, po darwinowsku, walczyć o hierarchię i swój byt.

Rasistowsko-nacjonalistyczne zachowania części uczestników marszu nie mają nic wspólnego z deklarowaną przez nich polskością, czy polską myślą narodową, ale są ich dokładnym zaprzeczeniem, wskazującym na zupełny brak elementarnej wiedzy, bądź efektem ulegania podszeptom podstępnych przeciwników Polski i autentycznej idei narodowo-demokratycznej chcących ją ukazać w sposób przez siebie oczekiwany i z góry założony.

Te skandaliczne wydarzenia pokazują w dobitny sposób, jak można wykorzystać patriotyczną rocznicę Święta Niepodległości, polskie flagi oraz wiarę – w kontekście hasła marszu: „My chcemy Boga” – do celów odwrotnych od tych deklarowanych i reklamowanych przez organizatorów, a nawet wyznawanych przez, zapewne zdecydowaną, większość uczestników Marszu Niepodległości.
To dobitny przykład, że dobre intencje, to zbyt mało; mogą być one wykorzystane i skierowane w kierunku zupełnie przeciwnym od oczekiwanego, czy spodziewanego.

Potrzeba jeszcze trochę wiedzy, świadomości oraz rozeznania sytuacji, aby nie pełnić roli nieświadomych statystów wobec „użytecznych durniów” wykonujących scenariusz wrogów Polski tylko czekających na argumenty do powielania najgorszej propagandy o Polsce w świecie.

Nic dziwnego, że światowe media wykorzystały to wydarzenie do plucia na Polskę. Marsz ten więcej uczynił szkody wizerunkowi Polski niż odmowa przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu. Główne odium spada za to wydarzenie na opozycję, podczas gdy to władza winna była szkodzie zapobiec.

Bardzo niebezpieczne, ale, z drugiej strony, bardzo symptomatyczne są opinie osób z obozu władzy, lub środowisk ją wspierających, pochwalające marsz, wcześniej zaś niepodejmujące żadnych działań, pomimo posiadanych możliwości, aby tym skandalicznym wydarzeniom przeciwdziałać, odpowiednio zabezpieczyć, czy uniemożliwić antypolskie działania.

Dlatego oczywistym staje się fakt, że PiS, jako partia rządząca, ponosi całkowitą odpowiedzialność za skandaliczne wydarzenia, które miały miejsce na Marszu Niepodległości, zaś rozbieżność między składanymi deklaracjami, a czynami upodabnia ugrupowanie Kaczyńskiego do tych, którzy najpierw uczestniczą we Mszy Świętej, organizują marsz pod hasłem: „My chcemy Boga”, a następnie wznoszą nacjonalistyczno-rasistowskie hasła, czym absolutnie zaprzeczają wcześniejszym działaniom.

 

Zarząd Główny
Ligi Polskich Rodzin
Warszawa, 18 listopada 2017 r.”


Andrzej Duda o SN i KRS: Jeśli projekty zostaną wypaczone, zawetuję je

W opublikowanym dzisiaj wywiadzie dla „Dziennik Gazeta Prawna”, prezydent Andrzej Duda odniósł się do swojej ewentualnej akceptacji projektów o Sądzie Najwyższym i KRS. „Jeżeli idee, które przedstawiłem w projektach o SN i KRS zostaną wypaczone w taki sposób, że nie będę w stanie tego zaakceptować, to tego nie zrobię. Zawetuję i te przepisy” – powiedział.

„Przecież nie po to zgłaszałem wcześniej weto, żeby zgodzić się na to, wobec czego wcześniej protestowałem” – wyjaśnił prezydent.

„Bardzo bym chciał, żeby te ustawy zostały jak najszybciej uchwalone. W takiej postaci, którą ja będę mógł zaakceptować. Ja swoje elementy brzegowe zawarłem w swoich projektach ustaw i wielokrotnie o nich mówiłem.

Nie zgadzałem się na hegemonie prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nad Sądem Najwyższym, nie zgadzałem się na to, żeby wszyscy sędziowie SN zostali eksmitowani de facto z Sądu Najwyższego i ewentualnie, jeśli prokurator generalny i minister sprawiedliwości wyraża zgodę, będą mogli dalej orzekać.

Nie było wyznaczonych żadnych kryteriów. Nie zgadzałem się także na to, żeby sędziowie mogli być wybierani do Krajowej Rady Sądownictwa zwykłą większością głosów w parlamencie”

Dodał również, że chce aby ten wybór był maksymalnie odpartyjniony. „Uważałem, że jeżeli różne obozy polityczne desygnują sędziów do KRS, to będzie ona lepiej postrzegana społecznie i będzie mogła tym samym lepiej funkcjonować. Także dla sędziów będzie to dodatkowa zachęta do tego, by być kandydatem do KRS, bo oni boją się tego, że będą mieć tę przysłowiową łatkę polityczną”.

Należy przypomnieć, że prezydent zawetował ustawy o KRS i SN 24 lipca, aby kilka tygodni później zaprezentować swoje własne projekty. Zostały one przekazane do Sejmu, a następnie, w dniu3 października skierowano je do konsultacji.

PiS przekazało prezydentowi swoje poprawki do ustaw dotyczące SN i KRS. Czterokrotnie w sprawie zmian w wymiarze sprawiedliwości spotykali się prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent Andrzej Duda. Ostatnia rozmowa, do której doszło 20 października, dotyczyła poprawek zaproponowanych przez PiS. Prezydent, przekazał wówczas liderowi PiS na piśmie swoje uwagi.

Na najbliższym posiedzeniu Sejmu w dniach 22 do 24 listopada mają się rozpocząć prace nad projektami ustaw: o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.


Królowa Elżbieta II i Książę Filip, obchodzą 70 rocznicę ślubu

Z okazji 70 rocznicy ślubu, brytyjska królowa Elżbieta II, wraz ze swym małżonkiem księciem Edynburga Filipem, zaprezentowali trzy nowe zdjęcia.  Tą wspaniałą rocznicę celebrowano,  podczas małej prywatnej imprezy na zamku w Windsorze.

Królowa Elżbieta II, która wyszła za mąż w Opactwie Westminsterskim w dniu 20 listopada 1947 r., jest pierwszym brytyjskim monarchą, który kiedykolwiek obchodził platynową rocznicę ślubu.

Elżbieta,  wyszła za mąż za Filipa Mountbattena mając 21 lat, jest najdłużej panującym władcą na świecie. Wyprzedziła rekord ustanowiony do tej pory przez królową Wiktorię a który wynosił 64 lata.

96-letni nowo emerytowany książę, w dniu ślubu miał 26 lat i chwilę wcześniej zakończył służbę dla Królewskiej Marynarki Wojennej w czasie drugiej wojny światowej.

Zdjęcia wykonane przez brytyjskiego fotografa Matta Holyoaka pokazują Królową Elżbietę II i księcia Filipa w Białym Salonie w zamku Windsor. Zdjęcia wykonano na początku listopada br.

91-letnia monarchini do zdjęć, ubrana jest w kremową sukienkę Angeli Kelly, którą nosiła również podczas Diamentowej Rocznicy Ślubu oraz broszkę „Scarab” z żółtego złota, rubinu i diamentu, zaprojektowaną przez Andrew Grimę którą para została obdarowana w 1966 roku.

(af)


Roman Polański zachwycony kopalnią soli w Wieliczce [video]

Kopalnia Soli „Wieliczka” to jeden z najcenniejszych zabytków kultury na ziemiach polskich, rocznie odwiedzany przez ponad milion turystów z całego świata. To także zabytek klasy światowej, od 1978 roku kopalnia jest wpisana na I Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

Kopalnia „Wieliczka” łączy wielowiekową tradycję z nowoczesnością, to historia połączona z podziemnym miastem o rozbudowanej infrastrukturze.

Jest dorobkiem kilkudziesięciu pokoleń górników, pomnikiem historii Polski i narodu polskiego.

W muzealnym archiwum znajduje się bogaty zbiór ponad 200 woluminów rękopisów, wśród których wyróżniają się m.in. posiadające wyjątkową wartość „Księgi pamiątkowe zwiedzających kopalnię soli”. Zostały one wprowadzone przez Austriaków w XVIII w. do ewidencjonowania gości kopalni i funkcjonują aż do czasów nam współczesnych. Ilustrują historię miejscowego ruchu turystycznego i stanowią cenną kolekcję autografów znanych osobistości ze świata polityki, nauki, kultury itp.

Warto podkreślić, iż widnieją w nich wpisy takich sław i osobistości jak m. in. Johann Wolfgang von Goethe, car Aleksander I, Fryderyk Chopin, Dmitrij Mendelejew, Jan Matejko, Eliza Orzeszkowa, Ignacy Paderewski, Adam Stefan Sapieha, Józef Piłsudski czy Stanisław Wojciechowski.

Ozdobą Ksiąg jest niewątpliwie podpis Karola Wojtyły. Niektóre z wpisów są wzbogacone wizerunkami osobistości lub pamiątkowymi fotografiami delegacji i grup turystów wykonanymi w Wieliczce, m.in. przed szybem Daniłowicza. Początkowo adnotacji do ksiąg dokonywali urzędnicy salinarni, uzupełniając nazwiskami turystów poszczególne rubryki tabeli. W późniejszym czasie dla znanych osobistości, przygotowywano przed wizytą w kopalni – specjalne, pięknie zdobione karty, gdzie słynne osoby własnoręcznie dokonywały wpisu.

Właśnie ta unikatowa kolekcja cieszy się największą popularnością i zainteresowaniem dlatego też na wystawie są prezentowane m.in. podpisy pochodzące z tych ksiąg oraz wizerunki znanych gości zwiedzających Kopalnię Soli w Wieliczce, a także kilka fotografii kart ozdobnych oraz wnętrz kopalni. Te autentyczne materiały skłaniają do refleksji, stwarzając niepowtarzalną okazje do kontaktu z materialnymi śladami tak wielu słynnych osób, które przed laty zachwyciły się pięknem kopalni.

Ostatnio w kopalni soli w Wieliczce gościł w towarzystwie rodziny – polski reżyser Roman Polański, który pomimo bliskich związków z niedalekim Krakowem, nigdy wcześniej kopalni nie odwiedził.

Jaka była jego reakcja? Posłuchajcie sami:

(af)