Adam Mazguła: Prywatna armia ministra, zawsze dziewicy

Adam Mazguła
Nietrudno sobie wyobrazić, że skoro ów minister kogoś po prostu nie lubi, to zabierze mu wszystko: stopień wojskowy, prawo do emerytury i honor, bo takie prawo da mu ta ustawa, uchwalona przez nic niepojmujących członków prawicowych partii i pseudozwiązkowców z tzw. Związku Zawodowego Solidarność
Dożyliśmy czasów, że nikt – ani sejm, ani senat, partie rządzące, a tym bardziej dowództwo NATO, ale nawet i sam Prezydent RP nie ma wpływu na to, co się dzieje w Wojsku Polskim.
W takim razie, prywatna armia Antoniego Macierewicza bezprawnie używa symboli narodowych Rzeczypospolitej Polskiej.
Tymczasem, stan gotowości MON-u do obrony naszej ojczyzny jest mniej więcej taki, jak stan zabezpieczenia logistycznego manewrów wojskowych DRAGON 17. Pancerne kible dla władzy i używane brudne buty oraz cywilne ubrania dla wojska… Nie będę tego komentował, tak nisko, jak MON, jeszcze nie upadłem.
Prasa pasjonuje się opowiadaniem o stosunkach w tej prywatnej instytucji, na którą państwo łoży 2% PKB kraju, czyli ok. 36,4 mld zł. Przeznacza te środki , a one giną, bo żadna duża transakcja nie jest doprowadzona do końca.
Jednak symbolem tych stosunków jest sposób zwracania się do oficerów wojska. Było już historyczne „towarzyszu”, było „obywatelu”, było też „panie” i nie widzę w tych określeniach nic zdrożnego. Ale prywatny właściciel armii, A. Macierewicz wprowadził nowe określenia i sposoby zwracanie się do oficerów. Tym stwierdzeniem jest „szczęść Boże” i „Maryja, zawsze dziewica”.
Jeśli ktoś o zdrowych zmysłach, znający pozycję kobiet w kulturze chrześcijańskiej, chce powiedzieć, że mężatka z dzieckiem i latami stażu małżeńskiego jest dziewicą, to brzmi to jak kłamstwo do potegi. Niewiarygodnie i niemożliwie. Tak samo, jak smoleńskie kłamstwo o zamachu, gdy wszyscy wiedzą, że do katastrofy doszło z powodu lekceważenia procedur lotniczych przez gen. Błasika, dowódcę Sił Powietrznych i totalnego bałaganu organizacyjnego PiS –u; tylko ci, którzy do tego doprowadzili udają, że niczego nie rozumieją. Pomimo to, są ludzie wiary smoleńskiej, którzy zrobili z tej katastrofy polityczny front walki ideologicznej.
Cieszę się, że nie mianuje się obecnie nowych generałów, bo natychmiast trzeba by im przypiąć łatkę „smoleński” lub „generał, zawsze dziewica”. Dzisiaj, niestety, tylko tacy generałowie mogą funkcjonować w prywatnej armii A. Macierewicza, bez stresu i zgodnie ze swoimi przekonaniami.
Tymczasem A. Macierewicz przygotowuje ustawy, zgodnie z którymi będzie mógł samodzielnie, i bez uzasadnienia, określać, kto jest polskim oficerem, a kto właśnie odszedł w zapomnienie. To on zdecyduje, kto służył Polsce i zabierze mu, swoją prywatną decyzją, emeryturę. Zadecyduje, kto służy „Maryi, zawsze dziewicy” i na tę emeryturę zasługuje.
Oczywiście, Goebbelsowska propaganda nie śpi i nazywa odpowiednio ten program, aby niewykształcony elektorat partii rządzącej miał pożywkę i myślał po polsku. Dlatego ustawę nazwano „deWRONowską” (przeciwko Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego), chociaż prawdopodobnie nikt z członków WRON już nie żyje.
Jednak dla Ministra Wojny z Narodem nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się cel, którym jest uzyskanie uprawnień w formie ustawy, do samodzielnego oceniania i stosowania represji wobec wojskowych. Pamiętajmy, że A. Macierewicz sam żołnierzem nigdy nie był, ponieważ, z jakichś nieznanych nam przyczyn, nie był zdolny do służby wojskowej.
I tak kłamca smoleński, człowiek oszustw, ktoś zgoła niezrównoważony, będący szkodnikiem narodowym, ma oceniać bohaterów służby narodowi i decydować o ich losie.
PiS-owski rząd nie rozumie, jaki rodzaj armat wyciąga przeciwko wojskowym. Nawet tym, którzy służą obecnie, z całym zaufaniem do ministra. Te uprawnienia represyjne, wprowadzone pod pretekstem walki z WRON-em, będą stosowane według zapotrzebowania politycznego ministra już po wsze czasy, czyli dopóki ktoś tego nie zmieni.
Ilu więc ludzi, bez sądu i udowodnionej winy, będzie w stanie skrzywdzić ten szkodnik – można sobie tylko wyobrazić, tym bardziej, że jego pojęcie na temat służby wojskowej jest, delikatnie mówiąc, mętne. Na nasze szczęście, przeciwników, którzy nie godzą się na jego kłamstwa i prywatną armię, ma wielu.
Nietrudno sobie wyobrazić, że skoro ów minister kogoś po prostu nie lubi, to zabierze mu wszystko: stopień wojskowy, prawo do emerytury i honor, bo takie prawo da mu ta ustawa, uchwalona przez nic niepojmujących członków prawicowych partii i pseudozwiązkowców z tzw. Związku Zawodowego „Solidarność”.
Proszę mi wybaczyć, ale dzisiaj, jeśli wysokiej rangi oficer fotografuje się z ministrem, zawsze dziewicą, wiem, że to jest powód do jego izolacji, nie odwrotnie. A to dlatego, że działa na szkodę armii i wspiera jej prywatny charakter.
Mam nadzieję, że w PiS-ie nie wszyscy są tak nieodpowiedzialni jak ten „patriota roku” i nie dopuszczą do dalszego upodlania armii, bo przekroczą cienką czerwoną linię spokoju społecznego byłych wojskowych, a może i obecnych.
Szczęść Boże, Panowie Generałowie, którzy tkwicie w mrocznej otchłani prywatnego folwarku ministra, zawsze dziewicy na jego, oczywiście, a nie na Waszą, chwałę!
Adam Mazguła
Kamil Durczok: Schetyna i Petru, czyli zawody w piaskownicy

Kamil Durczok
Zjednoczona prawica będzie rządzić długo. Bardzo długo. Dwie, może trzy kadencje. Tę najbliższą podaruje jej tandem Petru - Schetyna. Kaczyński dostanie taki prezent
PiS będzie rządził 8 lat. Ale Kaczyński wyrówna rekord Tuska nie dlatego, że jest taki sprytny. Chcecie wiedzieć dlaczego?
Zjednoczona prawica będzie rządzić długo. Bardzo długo. Dwie, może trzy kadencje. Tę najbliższą podaruje jej tandem Petru – Schetyna. Kaczyński dostanie taki prezent, bo ich samcze wojenki, prowadzone ku uciesze Naczelnika i jego ludzi, skutecznie obrzydzą opozycję tym resztkom elektoratu, które jeszcze wierzą, że jest siła zdolna obalić PiS.
Trzaskowski wyglądał na szczerze zdziwionego, że jego kandydatura pojawia się tak szybko. Szefowanie Warszawy to oczywiście coś, o czym każdy polityk marzy. Wszyscy pamiętają, jaką trampoliną do Belwederu była dla Lecha Kaczyńskiego prezydentura stolicy. Rafał Trzaskowski był chyba jednak zdumiony czymś innym. Tym, że PO każe mu skakać na główkę do basenu, w którym nikt nie sprawdził stanu wody. Trzymając się sportowych porównań, kandydatowi Platformy kazali wejść na strzelnicę. Rywale w niego ładują, a on nawet nie wie, czy to zawody w strzelaniu do rzutek czy sylwetki uciekającego dzika.
Jacyś naiwniacy od razu wyciągnęli sondaże. Kandydat PO wygrywa w nich w cuglach. Zarówno pierwszą, jak i drugą turę. Jest oczywistym, że młody, dobrze wypadający w mediach, rozsądny i nieźle przygotowany poseł, jest faworytem. Do tego dochodzi typowa, charakterystyczna po ogłoszeniu kandydatury, premia za odwagę. Ale od tego do zwycięstwa droga daleka. I cholernie wyboista. Po drodze krzaki i pełno zbójców. To, że na starcie klaszczą, nie znaczy że będą czekać na mecie. A już bez żadnej gwarancji, że dadzą wygraną.
Obrazu wariatkowa dopełnia też Nowoczesna. Oto bowiem wszyscy mówią o sondażach, w których naród deklaruje, że kandydatką tej partii na prezydenta stolicy powinna być Kamila Gasiuk Pihowicz. A skoro tak mówią, to oczywiście partia wystawia do boju kogo…? Tak, tak, Pawła Rabieja! Brawo. Szyk, wdzięk, logika, elegancja. Zuchy.
Manuela Gretkowska: Książka dla dzieci, obraziła uczucia religijne posłanki PiS

Manuela Gretkowska
Bohatersko wyłazimy z gnoju historii prosto w jej szambo, pod przewodnictwem PiS-u
KOCHAJMY CIPKI, TAK WOLNO DOCHODZĄ
Pisowska posłanka zamiast zawiadomić swojego ginekologa, że odkryła coś między nogami, zawiadomiła prokuraturę. „Wielka księga cipek” , książka dla dzieci, obraziła jej uczucia religijne.
Właśnie wydane „Radości z kobiecości” też pewnie komuś urażą okolice intymne sumienia i pobiegnie naskarżyć. Czytajcie więc, zanim odeślą księgę piekielną tam gdzie powstała, do duńskiego królestwa pornografii. Do Kopenhagi, gdzie jest muzeum erotyzmu. Moglibyśmy wystawić u nich ekspozycję polityczno-seksualną, nie czasową ale wieczną: Pierdolenie polskie.
Książka jest radością czytania, jak obiecuje tytuł i pokuśna wagina na okładce. Dla dziewczynek, kobiet, kompendium wszystkiego o czym Wisłocka napisać nie mogła, żyjąc pół wieku temu. A o czym w swojej akcji mówi Anja Rubik. Póki nie przymkną jej za morderstwo – wiadomo, antykoncepcja zabija dzieci jeszcze nie poczęte. Co za kraj, gdzie modelki są mądrzejsze od ministrów?
Dostałam „Radości…” na smutnych targach książki w Krakowie. Z jednej strony kościelne stoiska ubogacone państwową kasą. Z drugiej, tłumy szturmujące celebrytów. Czym to się różni od polskich telewizji? Jedni zasilają się hostią, inni pompują oglądalność botoksem. Podobnie było na krakowskim kiermaszu. Za to przy poezji pusto, do debiutantki roku nikogo. Wiecie dlaczego? Bo nam z głów śmierdzi. Jedna książka rocznie na łeb. Jak kiedyś kostka mydła na obywatela, gdy narzekano, że naród niedomyty i jedzie mu spod pach, cuchną brudne nogi. W sąsiednich Czechach każdy pepiczek czyta 7 książek rocznie. My czasu nie mamy. Bohatersko wyłazimy z gnoju historii prosto w jej szambo, pod przewodnictwem PiS-u. Opisał to Witkacy w „Szewcach”. W dramacie o niszczeniu państwa, prokurator Scurvy to Ziobro. Gnębon Puczymorda – postać zarządzająca z drugiej ławki – Kaczyński. Formacja „Dziarskich chłopców” – kibolskie bojówki.
W narodowym przeboju o przewagach słowiańszczyzny śpiewają: „Wiemy jak poruszać tym co mama w genach dała”: Ubić masło własną piersią i twerkować twarzą.
Widocznie nasze dziedzictwo dla świata to selfi dupą. Eksponowane z dumą polskie tyłki pokazują, że już dawno jesteśmy dużo głębiej. W komercjalnej dupie, na tle kościelnej tapety…
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Wzmaga się agresja władzy. Dlatego publikuję prawa i obowiązki świadka, podejrzanego i obwinionego

Adam Mazguła
Zapoznajcie się z tymi dokumentami, a na pewno będzie łatwiej, jeśli nie teraz, to na przyszłość, przed sądami, które będą weryfikować przestępstwa i wykroczenia po podłej zmianie
W związku ze wzmagającą się agresją władzy na obywateli, którzy nie popierają rządzącej partii, publikuję prawa i obowiązki świadka, podejrzanego i obwinionego do wykorzystania przez tych, co mają, albo będą mieli do czynienia z totalną milicją polityczną M. Błaszczaka lub prawem obiektywnym i zreformowanym Z. Ziobry.
Zapoznajcie się z tymi dokumentami, a na pewno będzie łatwiej, jeśli nie teraz, to na przyszłość, przed sądami, które będą weryfikować przestępstwa i wykroczenia po podłej zmianie.
Ważniejsze jest jednak to, aby tę falę głupoty, arogancji, pogardy dla wiedzy i zwykłego braku rozsądku pozbawić władzy i wpływu na nasze życie. Nie pozwolić im na szerzenie nienawiści i agresji.
Dlatego nie lekceważąc prawa, musimy walczyć. Jak? Napiszę o tym przed Dniem „podległości” Narodowej.
Adam Mazguła
Ojciec Piotra Tymochowicza napisał list do Zbigniewa Ziobry
Publikujemy list Stefana Tymochowicza, ojca Piotra Tymochowicza – który został wysłany do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry, Prezydenta RP Andrzeja Dudy, Premier Beaty Szydło oraz do Rzecznika Praw Obywatelskich.
Szanowny Panie Prokuratorze
Ja kombatant, były więzień polityczny okresu stalinowskiego, zwracam się do Pana Prokuratora w sprawie mojego syna Piotra Tymochowicza przebywającego w areszcie śledczym Sygnatura Akt Ds.1782.2017.
Postawiono mu zarzut pedofilstwa na podstawie znalezionyc w jego komputerze z roku 2015 treści pornograficznych.
Do tego komputera miało dostęp bardzo wielu osób, które uczestniczyły na szkoleniach biznesowych Piotra w jego domu w Warszawie, ul. Eskimoska 31.
Mój syn Piotr, którego znam od urodzenia, żadnym zboczeńcem, a tym bardziej pedofilem, nigdy nie był. Z pierwszą żoną, Marzeną Tymochowicz ma dwie nieletnie córki. Po rozwodzie ma zamiar poślubić 22 letnią Kambodżankę.
Syn często przebywał za granicą w celach biznesowych. Pomagał wielu ludziom, niefortunnie związał się z niektórymi politykami, co było źle widziane.
Szanowny Panie Prezydencie, mój syn nie jest żadnym przestępcą, walczył o swoje ideały, nikomu żadnej krzywdy nie wyrządził. Jest moim jedynym synem. Głęboko przeżywam z żoną jego aresztowanie.
Chciałem jeszcze zaznaczyć, że jako kombatant, były więzień polityczny okresu stalinowskiego /zaświadczenie w załączeniu/ od najmłodszych lat walczyłem o wolność naszego kraju.
Proszę Pana Prokuratora o uwolnienie mojego syna z aresztu śledczego. Gwarantuję, że nigdzie, bez zezwolenia Prokuratury nie wyjedzie.
Mój syn miał wielu przyjaciół, ale jako osoba publiczna, miał też wielu wrogów.
Te obrzydliwe, pedofilskie nagrania, musiał umieścić w komputerze Piotra ktoś, kto wówczas był szkolony u niego w domu i miał nieograniczony dostęp do jego komputera. Byłoby niepowetowaną stratą dla mojego syna i dla nas rodziców, gdyby jako niewinny został skazany na więzienie, co zniszczyłoby jego i nasze dalsze życie.
Z poważaniem
Stefan Tymochowicz
Rafał Trzaskowski: Ułatwię pracę PiSowskim hejterom – zlustruję się dla Was sam
Ułatwijmy wszystkim PiSowskim hajterom pracę. Zlustruje się dla Was sam. Polityczne winy znacie. Czas na prywatne.
Nazywam się Rafał Trzaskowski. Pra-pra dziad i dziad służyli pod obcym dowództwem – Napoleona i Cesarza Józefa (co przesądza o moich powiązaniach z obcymi mocarstwami).
Pradziad zrzucił habit Jezuity (zaprzaniec jeden) i zakładał pierwsze żeńskie gimnazja w Galicji (czyli, umówmy się, był dziewiętnastowiecznym genderowcem). Jego stryj w powstaniu listopadowym, jako podchorąży, atakował Belweder (nieudacznik – wypuścił z rąk Wielkiego Księcia – przypadek?).
Brat pradziada zginął w powstaniu styczniowym. Dziadek był w sędziowskiej klice. Ojciec grał niepolską muzykę – muzykę dżazowską, w którą często wplatał motywy polskiej muzyki ludowej (jawna profanacja), jeździł też po świecie – często, przyznaję, do Niemiec, gdzie, o zgrozo, miał przyjaciół. Przyjaźnił się też z najgorszym, artystycznym sortem (tak, tak z takimi pijakami jak Hłasko czy Tyrmand). Mama – z domu Arens (wstrętne austriackie nazwisko) Warszawianka od pokoleń.
Dziadek był hipsterskim antykwariuszem. Babcia kochała Piłsudskiego (i nauczyła mnie – wnuczku – pamiętaj – Marszałek był tylko jeden). Brat mamy Andrzej (Ps. Pała) zginął w Powstaniu Warszawskim, siostra Iza (ps. Jadwiga) była żołnierką i łączniczką Komendy Głównej AK. Obydwoje byli w mainstreamowym AK, a ciocia tylko przez chwilę była wyklęta, kiedy z przyjacielem – niejakim „Anodą”, chciała rzucać granatami w generała Sierowa.
Brat – o strasznym, niepolskim nazwisku Ferster – był dyrektorem undergroundowej Piwnicy pod Baranami. Piotr Skrzynecki był moim przewodnikiem po tajemnicach Krakowa.
Urodziłem się na Powiślu (w szpitalu na Solcu), całe życie mieszkałem na Nowym Mieście – na ulicy Freta – czas dzieliłem między książki i podwórko, które nie zawsze dzieliło moją biblofilską pasję. Stałem pod Kamienicą. W młodości pijałem tanie wina, z rzadka paliłem zioło i bywałem „niegrzeczny”. Uczyłem się dobrze. Kląłem. Słowo „bawidamek” znam tylko od babci. 😀 Znam Mellera i nie tylko jego. Kumplowałem się z dzieciakami opozycjonistów (ach – Gosia Wende), ale z paru resortowcami też (mój przyjaciel Lech Dobroczyński, jest wnukiem Kliszki).
Od dziecka przyjaźnie się z Michałem Żebrowskim (przepraszam). Religii uczyli mnie surowi Franciszkanie, ale ja wolałem liberalnych Dominikanów ze Św. Jacka. W liceum byłem szefem samorządu i zdarzało mi się strajkować. W 1989 roku pracowałem w „Niespodziance”. W pierwszych wyborach, w jakich głosowałem, oddałem głos na Lecha Wałęsę. Ale podobał mi się kiedyś Leszek Moczulski (jego książkę – „Wojna Polska 1939” połknąłem jednym tchem). Byłem na stypendiach za pieniądze amerykańskie, polskie i unijne. Na Oxfordzie byłem na stypendium (tamdaradam!) SOROSA. Mam żonę Ślązaczkę (o zgrozo!). Teściowa ma niepolskie imię (Gizela) nadane po wojnie przez sąsiadkę Niemkę w Legnicy.
Moje dzieci są średnio grzeczne. 12 letniej córce nie podoba się ani Kaczyński, ani Putin i czyta satanistyczne książki fantasy. 8 letni syn nie chce chodzić na religię (gówniarz woli pływać).
Znam języki obce (niemiecki nie, ale rosyjski już tak). Jestem filosemitą. Jeżdzę na rowerze. Jem sałatę. Kiedyś jadłem nawet jarmuż. Byłem na paradzie równości. Na moje wykłady (w Collegium Civitas, UW, UJ) przychodzą cudzoziemcy. Więcej grzechów nie pamiętam i nie obiecuję skruchy.
Rafał Trzaskowski
W ramach autolustracji zapomniałem wyjaśnić sekret swojej słabości do Francuzów😀 Bąbel jednak nie chce jeść widelcem pic.twitter.com/aHCukQLNDA
— Rafał Trzaskowski (@trzaskowski_) November 4, 2017
Jurek Owsiak o rozstaniu z Pekao S.A. – Umarł król, niech żyje król
Bankier Fundacji –
Takim hasłem posługiwaliśmy się przez wiele, wiele lat, kiedy zbierając pieniądze podczas Finału związani byliśmy z bankiem Pekao S.A. Przez te wszystkie lata stworzyliśmy „niedzielną” bankowość instytucji, której zadaniem jest rzetelne pilnowanie naszych pieniędzy i nie ma tu miejsca na zbytnie fajerwerki i odstępowanie od często sztywnych reguł bankowych.
A jednak! Stworzyliśmy niesamowitą więź pomiędzy nami kiedy umawialiśmy się na pierwsze woodstockowe bankomaty, które stanęły w szczerym polu. Czy wiecie, że kiedy dawno, dawno temu decydowano, że mają tam stać, problemem nie był system łączności, ich bezpieczeństwo, ale adres pod jakim miały stanąć? W Kostrzynie wymyśliliśmy wtedy „Plac Woodstockowy 1”.
Pamiętam, jak do bankomatów ciągle były kolejki i jak wspaniale spełniły swoją rolę. Co roku cieszyliśmy się wspaniałymi kartami płatniczymi, które bank drukował według naszych projektów na Finał i Przystanek Woodstock. Pamiętamy wielkie liczenie pieniędzy w studiach telewizyjnych, takie bardzo medialne, ale potem długie, żmudne dni poświęcone na dokładnym przeliczeniu tysięcy woreczków i worków, a potem tzw. „bezpiecznych kopert” z pieniędzmi. A przecież były to nie tylko pieniądze polskie, ale także z całego świata. To również najróżniejsze precjoza, które w nomenklaturze bankowej określane były jako „przedmioty metalowe białe i żółte”.
Bardzo mile wspominam spotkania z pracownikami Banku. Tymi, którzy poświęcali nam swoją niedzielę i tymi, z którymi spotykaliśmy się ustalając wszelkiego rodzaju zasady rozliczania naszych pieniędzy.
Miło wspominam także Pana Luigi Lovaglio, szefa tego ogromnego banku, który potrafił na Finale jechać jeszcze do innego miasta, gdzie Bank liczył pieniądze, aby tam, okiem gospodarza, ogarnąć co się dzieje. A potem w studio jego wizytę zawsze obracaliśmy w stronę gorącej, pełnej słońca i radości rozmowy. A nawet kiedyś w Gdańsku razem zaśpiewaliśmy „Volare”.
Tym wszystkim, którzy w Banku Pekao S.A pracowali z nami, dając całą swoją energię dla dobra sprawy, czyli i wysiłku finałowego, i związanego z Najpiękniejszym Festiwalem Świata, i codziennego budowania działań Fundacji, z czym związane były wszystkie operacje bankowe dotyczące realizacji celów WOŚP – bardzo, bardzo dziękuję. Bardzo dziękuję naszej „pierwszej Pani Prezes” – Marii Wiśniewskiej, Panu Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu i Panu Luigiemu Lovaglio.
Reorganizacja Banku spowodowała, że nasze kontakty w sposób znaczący się rozluźniły. W sferze bezpieczeństwa naszych pieniędzy nic, ale to dosłownie nic nawet na milimetr się nie zmieniło. Zabrakło, niestety, tej atmosfery do podejmowania wspólnych wyzwań i toczenia planów na przyszłość. Rozumiemy, że tak wielka instytucja, przechodząc tak poważną reorganizację nie musi w żaden sposób pierwszoplanowo zajmować się nami. W pełni to rozumiemy i do końca staraliśmy się współpracować z Bankiem na wcześniej ustalonych zasadach.
To jest główny powód zakończenia współpracy. Coś się wypaliło, już nie trafiamy na ożywione rozmowy, w których kreowaliśmy ogromną ilość pomysłów. W obliczu tego zaproponowaliśmy Bankowi, aby za porozumieniem stron rozwiązać naszą umowę o współpracy, bo najgorszym jest, jeśli którakolwiek ze stron nie chce, ale musi to robić.
Bank przystał na nasze warunki, odbyło się to bardzo urzędowo, z wymianą odpowiednich dokumentów i z potwierdzeniem także powinności banku wobec nas na najbliższe dwa lata, co jest wynikiem podpisanej przez nas rok temu umowy darowizny. Bank zobowiązał się na wpłacenia na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 4 milionów złotych (2 raty po 2 miliony złotych rocznie) jako darowizny na cele statutowe).
Kiedy podpisywaliśmy tę umowę, mieliśmy ogromne plany na przyszłość związane z tą współpracą, a Bank słusznie widział w nas doskonałego partnera, który trzymając swoje aktywa na ich kontach reprezentuje organizację pożytku publicznego cieszącą się największym kredytem zaufania w Polsce.
Przez kilka ostatnich miesięcy kontaktowaliśmy się z wieloma bankami w Polsce, a na końcu, na „placu boju” pozostały dwa i na początku września wykrystalizowała się umowa z mBankiem, która obowiązuje od dnia dzisiejszego.
Bank wybraliśmy głównie ze względu na jego bardzo nowoczesny i wizjonerski charakter działania.
Widzimy w tym ogromną dynamikę, pomysłowość i chęć tworzenia razem z nami działań, które jednoczą wszystkich Polaków, bez względu na ich wiek. Jego pracownicy także z wielką werwą podchodzą do naszej współpracy i wszyscy razem chcemy przy zastosowaniu najnowocześniejszej bankowości nadal bezpiecznie przechowywać i dbać o Wasze, czyli społeczne pieniądze.
<strong>Umarł król, niech żyje król</strong>
Jurek Owsiak
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała i wydała do tej pory ponad 825 mln PLN na najwyższej klasy sprzęt medyczny. A to wszystko dzięki Wam!
Skorzystaj z możliwości wsparcia WOŚP. Za każdą wpłatę, nawet najdrobniejszą bardzo dziękujemy!
Jan Hartman: I ty umrzesz, koteczku
W święto pamięci o przodkach i zmarłych przyjaciołach warto zajrzeć w oczy własnej śmierci. Nie jest to łatwe w czasach, gdy na chrześcijański lęk przed śmiercią nakłada się współczesny hedonizm, programowo rugujący wszystko, co metafizyczne – na czele z naszą własną śmiercią – z pola widzenia i myślenia.
Już epikurejczycy robili sobie ze śmierci żarty. Że niby nie ma się czym przejmować, bo od śmierci się nie cierpi. Trzeba żyć i cieszyć się życiem, dopóki się da, nie myśląc o śmierci, bo nie ma na nią rady i szkoda sobie psuć nią dobry humor. Stoicy byli niewiele lepsi. Skoro, jak słusznie zauważali, wartość życia nie zależy od jego długości, a najważniejszą rzeczą w życiu są mądrość i cnota, to mądry i cnotliwy ma już wszystko, co ważne, a więc niejako przezwycięża śmierć – jest wartościowy ponadczasowo, w harmonii i unii z boskim rozumem, którego upływ czasu nie dotyczy.
Co jednak mają zrobić ci wszyscy (a po prawdzie ci wszyscy to są wszyscy), którzy nie są mądrzy i cnotliwi? Mają gardzić śmiercią, skoro wciąż jeszcze potrzebują czasu, aby stać się doskonałymi?
Chrześcijan cechuje jeszcze bardziej nieuczciwy oraz infantylny stosunek do śmierci. Wmawiają sobie (a nawet swoim małym dzieciom), że śmierci tak naprawdę nie ma, bo na „tamtym świecie” jest „nowe życie”. Dobre nowe życie, lecz oczywiście tylko dla wybranych, a dokładnie to dla nich samych.
Zmarli otrzymają bowiem nowe ciała i wstaną z grobu, po czym na sądzie ostatecznym okaże się, kto będzie zażywał rozkoszy w raju, a kto będzie się smażył w piekle. Na to pierwsze mają zaś szansę wyłącznie ochrzczeni. Odrażający i dzicy poganie, nie mówiąc już o lubieżnych ateistach, mogą być pewni (w ramach korekty XX-wiecznej: prawie pewni), że czeka ich to drugie.
Za to zbawieni w niebie (lub w raju, bo chrześcijanom troszkę się to wymieszało i sami już dokładnie nie wiedzą, czego chcą – czy nieba czy raju na ziemi), jak pisze Augustyn, będą mogli radować się, spoglądając z góry w czeluści piekielne, iż zostali oszczędzeni i wybrani. To w ramach „świętych obcowania”.
Zasługą epoki oświecenia jest upowszechnienie wśród narodów Europy poczucia odpowiedzialności za dobrze przeżyte życie zarówno jednostki, jak i wspólnoty; jest to bowiem jedno i jedyne życie, jakie mamy. Śmierć jest prawdziwa, jak prawdziwe są robaki, które nas po śmierci toczą. Trzeba mężnie spojrzeć śmierci w oczy i odpowiedzieć jej odwagą dobrego życia i dobrego umierania.
A dobrze umiera ten, kto nie trzyma się kurczowo a beznadziejnie każdej chwili gasnącego życia. Kto odchodzi z godnością, bez rozpaczy i histerii, syty żywota, pogodzony z sobą i ze światem. Na taką śmierć trzeba sobie zasłużyć – całe życie jest ars moriendi, sztuką umierania. Są to wprawdzie raczej pobożne życzenia, ale i tak brzmi to lepiej niż naiwne zaczarowywanie śmierci przez starożytnych Greków, z których zresztą kalsycyzujące oświecenie obficie czerpało.
Potem był romantyzm z jego fascynacją śmiercią i cierpieniem. Śmierć otrzymała rysy tragiczne, zastrzeżone wcześniej dla królów i pięknych dziewic. Odtąd stała się powszechnym bezsensem, skandalem kompromitującym wartość życia, będącego odtąd niczym biblijna „marność nad marnościami”. Tylko tragizm zdolny jest usprawiedliwić sam siebie, a będąc pięknym – usprawiedliwić samo życie. Życie jest taką „piękną katastrofą”.
Pięknoduchostwo wciąż jest w cenie, niemiej XX wiek trochę spoważniał. Filozofom nie wypada już infantylizować śmierci. Nie ma już „chłopaki, nic się nie stało”. Śmierć jest zła, jeśli przerywa dobre życie. Śmierć jest wybawieniem, gdy kończy życie koszmarne. Jednak o tyle, o ile chcemy dobrze żyć, chcemy też odsunąć śmierć.
I choć nieśmiertelność odarłaby nas z indywidualności, zakładającej jakieś domknięcie życia do pewnej całości, to jednak tożsamość i spójność uzyskana kosztem śmierci jest owocem gorzkim. Wolimy nie wiedzieć, kim jesteśmy, i żyć – niż uzyskać finalną określoność w oczach tych, których pozostawimy żywymi, sami umierając.
Chce się żyć, a nie umierać. I wcale nie jest łatwo to powiedzieć, czego dowodem owa żałosna a długa tradycja zakłamywania i zaklinania śmierci, posuwająca się aż do jej faktycznego negowania, jak w chrześcijaństwie.
Nie śmierć nie jest pozorem – jest prawdą życia, kadencją wieńczącą nieudane dzieło.
Prawda jest taka, że żyjąc, powoli tracimy życie i każdego dnia otwieramy nową, coraz krótszą „resztę życia”, w której nic już nie będzie jak wcześniej, a wiele rzeczy utraconych jest bezpowrotnie.
Równie dobrze można nazwać nasz los stopniowym umieraniem.
Jesteśmy jak zmarszczki na powierzchni oceanu – efemeryczne, podobne do siebie, nic nieznaczące. Sami dla siebie też znaczymy, bo pozostając na łasce własnej i cudzej pamięci, ciągle upuszczamy w przeszłość samych siebie, pozostawiając sobie jakieś mętne obrazy, wyobrażenia, powidoki minionych doświadczeń i uczuć. Słaba ta nasza spójność i tożsamość. Prawie nas nie ma…
I właśnie dlatego śmierć niewiele zmienia. I tak umieramy każdego dnia. I tak ledwie żyjemy – pełgamy w świadomości własnej i kilkorga bliźnich, a nasze ciała tylko nieznacznie są nasze. Bo co Ty wiesz o życiu Twojej grasicy albo mózgu? Coś tam kipi i kiedyś przestane – ale czy to jesteś naprawdę Ty? Nie ma żadnego „naprawdę Ty”, „naprawdę ja”. I jeśli śmierć jest pozorem, to tylko w tym sensie, że pozorem jest życie.
Zaiste godni jesteśmy pożałowania. Nawet śmierć nas nie potrafi obejść do końca. I ona jest zwyczajna, jak wszystko, co się nam przydarza. Świętość i niezwykłość przysługuje tylko tworom wyobraźni. A śmierć jest przecież faktem… Tak samo obojętnym jak każdy inny fakt. Nic nie możemy z nim zrobić. Po prostu żyjemy dalej po śmierci innych i żyjemy „dalej”, mimo że wiemy, że i tak umrzemy. Świadomość śmierci niczego nie zmienia, a i sama śmierć niczego nie zmienia. Wszak od początku było wiadomo, że nadejdzie. Nie ma co szukać sensu tam, gdzie mamy do czynienia z prostą rzeczywistością faktów.
A więc to nic takiego – umrzeć. To się zdarza każdemu. Po prostu wyjechałeś, zasnąłeś – nie ma Cię. Tyle że tym razem już nie wracasz, nie budzisz się. Tylko co z tego? Nic. Właśnie że nic. I to nic jest smutne. Żyło się, żyło, a potem nic. Nic z tego nie ma. Ani mądrości, ani cnoty. Ani ekstazy nie wiadomo jakiej. Ani wielkich dzieł. No, chyba że ktoś jest genialny. Ale my nie jesteśmy, prawda? Kuśtykajmy więc sobie, ile możności – miło i przyjemnie. Bo cóż lepszego mamy robić, jeśli nie to, na co nas stać?
Jan Hartman
Pełen emocji list Matki Piotra Tymochowicza
Pod koniec października, prokuratura wystąpiła z wnioskiem o areszt Piotra Tymochowicza, zarzucając mu posiadanie pornografii dziecięcej. Za to przewinienie, może grozić kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Piotr Tymochowicz nie przyznaje się do winy.
Jeden z bliskich znajomych rodziny Piotra Tymochowicza, opublikował na prośbę jego mamy list – apel, w którym sprzeciwia się ona oskarżeniom kierowanym przeciw Piotrowi. Oto jego treść:
Kochani Znajomi i Nieznajomi !!!
Jestem przekonana, że nie wierzycie w to niezwykle podłe oskarżenie mego syna. Całe jego życie, każda sekunda jego życia jest jawna, do sprawdzenia. Nie zrobił nikomu żadnej krzywdy ! Szkolenia były i są jego pasją. Wymienia się tylko kilku polityków, a nic nie wspomina się o wielu osobach różnego zawodu. A Ukraina? Dwa lata pracy z sukcesem. Jego pomysł nazwy „pomarańczowej rewolucji”, w której wykreował nową partię młodych, którzy dotychczas są w parlamencie, nie mówiąc o wykreowaniu na burmistrza Lwowa osobę, która znajduje się dzisiaj w gronie najwyższych władz Ukrainy. Pragnął ludziom pomagać. Jego dom był otwarty, co mnie ani jego żonie nie podobało się. To nie dziesiątki, ale setki ludzi do niego przyjeżdżało.
Trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek z nich mógłby podrzucić pendrive lub wstawić jakieś pedofilskie programy do jego komputera, ale to nie znaczy, że tak mogło nie być. Jak wielką podłością jest obciążanie go takim oskarżeniem. Boję się o jego życie, a także nasze. Komuś chodzi o wyeliminowanie go całkowicie z życia, nie tyko ze szkoleń. No bo dlaczego tego typu oskarżenie? Dziesięć lat temu, gdy miał przygotować Leppera do jakiegoś programu telewizyjnego, przetrząśnięto jego dom, zabrano dwa komputery i przyznano, że nie było w nich nic o co go wówczas oskarżano. Temat oskarżenia widać podobał się komuś z „góry”. To samo ponowiono dwa lata temu, znów zabrano komputer. Trzymano dwa lata i po dwóch latach stwierdzono, że niby coś znaleziono. Dziwnym trafem aresztowano go przed wyborami. Nie miał zamiaru włączać się w szkolenia polityków, ale napisał w tym miesiącu list otwarty do Prezydenta. Może to nie spodobało się komuś? Kochani ! Potrzebujemy Waszego wsparcia !!! Nie wiem jak mu pomóc. Pragnę jednak wykrzyczeć, że jest normalny, nie ma żadnych zboczeń !!!
Nie milczcie ! Pomóżcie ! Piszcie !
Matka
Marek Plura: EUROOBŁUDA, czyli rzecz o Katalonii
Sąd w Madrycie zdecydował wczoraj tj. w czwartek 2 listopada o areszcie tymczasowym dla członków zdymisjonowanych władz Katalonii. Hiszpańska prokuratura zarzuca im rebelię, działalność wywrotową i malwersację, za co grozi do 30 lat więzienia.
Wcześniej premier Hiszpanii Mariano Rajoy odwołał rząd Katalonii i rozwiązał kataloński parlament, zaś hiszpański senat dał rządowi centralnemu prawo do przejęcia kontroli nad policją, finansami i mediami publicznymi w autonomicznym dotąd regionie. W tym celu powołano się na art. 155 hiszpańskiej konstytucji.
Rozwiązanie tego konfliktu powinno pozostać wewnętrzną sprawą Hiszpanów i Katalończyków.
Modlę się przed figurą Matki Bozej z Monserat, aby uprosiła u Boga pokój dla tego kraju. Wierzę, że Unia Europejska jest nie tylko wspólnotą biznesu, ale i wartości, choć słuchając unijnych polityków można by wnioskować, że jedną z tych „wartości” jest OBŁUDA. Potępiają oni bowiem zgodnym chórem Katalończyków za secesję łamiącą hiszpańską konstytucję, a jednocześnie od wielu lat wspierają secesjonistów tworzących samozwańczą Republikę Kosowo w byłej Jugosławii. W myśl serbskiej konstytucji jest to Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia leżąca na terenie będącym kolebką chrześcijańskiej Serbii. Dziś Narody Zjednoczone bronią tu muzułmańskiego państwa uznawanego min. przez Polskę.
Kolejną z euro-anty-wartości jest KONIUNKTURALIZM. Europolitycy zgodni jak „natchniony chór” z Ody do radości gromią władze Iranu, Iraku i Turcji za pacyfikacje kurdyjskich miast i wsi. I słusznie, bo zgodnie z prawami człowieka każdy naród ma prawo do samostanowienia. No chyba, że jest to naród kataloński, albo szkocki, albo nie daj Boże śląski (z resztą ten akurat na wszelki wypadek w Polsce zdelegalizowano zanim uznano jego istnienie).
Narody w Unii to właściwie nie tyle prawdziwe wspólnoty etniczne, co po prostu państwa członkowskie, a dokładne płatnicy składek do unijnej kasy. Iran, Irak i Turcja nie wpłacają pieniędzy, za które zbudowano nasze autostrady, a Polska, Wielka Brytania, czy Hiszpania wpłacają. Jest różnica? Więc nikt nie będzie narażał się dla jakiejś Katalonii, tak jak w ’39 nikt w Europie nie chciał ginąć za Gdańsk.
Poza tym różnica między Turcją a Hiszpanią jest taka, że prezydent Turcji ma na rękach krew demonstrantów pałowanych przez policję i wsadza opozycyjnych polityków do aresztu, a premier Hiszpanii ma na rękach krew demonstrantów pałowanych przez policję i wsadza opozycyjnych polityków do aresztu.
Mariano Rajoy wysłał szwadrony hiszpańskiej policji uzbrojone w broń palną na Katalończyków zbrojnych w długopisy i ołówki, po to tylko, aby nie doszło do referendum, którego wynik, w myśl hiszpańskiej konstytucji, nie miałby i tak żadnego znaczenia – Katalonia nie stałaby się od tego niepodległa. Trzeba było jednak pokazać, kto tu rządzi. Nikt tego nie potępił. Przywódcy Europy uścisnęli dłoń krwawemu macho. Widać po to są w dyplomacji białe rękawiczki, żeby je można było prać.
Znaczenie dla wolności Katalonii ma natomiast decyzja katalońskiego parlamentu proklamująca niepodległość tego kraju.
Parlament ten co prawda demokratycznie wybrany został jednak przez Hiszpanów rozwiązany, bo jego proklamacja jest dla Hiszpanii szkodliwa. W końcu nie po to Hiszpania ma konstytucję, żeby Katalonia była niezawisła.
21 grudnia Katalończycy wybiorą sobie nowy parlament, a jeśli ten znów uchwali coś nieteges, to się go znów rozwiąże, no chyba, że znajdzie się inne ostateczne rozwiązanie kwestii katalońskiej. W końcu najpierw ma być porządek, a potem demokracja. Porządek z resztą już się robi: rząd centralny przejmuje kontrolę nad policją, finansami i mediami publicznymi w Katalonii, a polityków, którzy przygotowali Deklarację Niepodległości Katalonii wsadza się do paki.
W takiej sytuacji kto wygra te wybory – opozycjoniści z za krat?
Hiszpania to nie PRL, a premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta, który poprowadził rodaków ku wolności nikt w Europie nie nazwie drugim Wałęsą, no chyba że Putin – tak dla jaj. Nikt nie ma w tym interesu. Sami Katalończycy też nie. Bo czy ta cała wolność im się opłaca?
Tysiące firm już od nich uciekają bo jest niepewnie, a miliony turystów do nich nie przyjadą bo będzie niebezpiecznie. I z czego będą żyli? Najedzą się tą niepodległością? My, tu w Polsce zresztą coś o tym wiemy.
Blisko 100 lat temu zrodziła się Polska (przypomnę, że wcześniej to nie była Polska, tylko wielonarodowe państwo RON – Rzeczpospolita Obojga Narodów) i Rumunia, i Bułgaria, i Węgry, i Czechosłowacja (Śląskowi się nie udało choć już było blisko). I co lepiej nam od tego? A poza tym: w tedy była wojna, a teraz chodzi o to, żeby wojny nie było. Tak więc, w imię trzeciej antywartości jaką jest „ŚWIĘTY EUROSPOKÓJ”, kataloński sen o wolność zamiecie się pod niebieski dywan i po krzyku…
To wszystko co tu piszę, to oczywiście sarkazm – owoc mojej bezradności, wściekłości i zwykłego lęku o znajomych w Barcelonie, których ledwie parę dni temu widziałem z zakrwawionymi głowami podczas referendum.
Cieszę się, że Hiszpanie już nie biją, że już nie strzelają, że normalnie można pójść po chleb, czy do pracy. Dzięki Bogu i rozsądnym ludziom. Oby tak dalej… A ja miałem pisać o tym, że katalońska niepodległość dowodzi, iż państwo powinno zabiegać o obywatela, jak firma o klienta, aby go nie stracić; że państwo musi wpierw zasłużyć na miłość obywatela, aby zechciał on się dla niego poświęcać; że państwo jest dla obywatela stworzone a nie odwrotnie; i że widocznie Hiszpania nie dość Katalończyków dopieszczała, że jej nie pokochali – i nie pokochają już nigdy. Ale kogo to obchodzi, żeby spokój był od tego jest policja, a nie sumienie.









