Roman Giertych: PiS przespał swoją rewolucję

Roman Giertych
Panie i Panowie, jeszcze nie czas otwierać szampana, ale dobra wiadomość jest taka: połowa za nami, a na końcu zwycięstwo będzie nasze!
Już połowa za nami. PiS przespał swoją rewolucję
Dziś mija dwa lata od wyborów. Pozornie wydaje się, że PiS znajduje się na wznoszącej fali popularności i zmierza pewnie do drugiej kadencji swoich rządów. Pozory mylą.
W rzeczywistości rewolucja, która proponował Jarosław Kaczyński została już przegrana. Dlaczego? Bo nie została zrealizowana.
Panowie z PiS nasycili się władzą, apanażami, poczuciem bezkarności i nie doprowadzili do końca swoich zamierzeń stworzenia z Polski dyktatury na wzór turecki, albo przynajmniej takiej formy demokracji autorytarnej jaka panuje na Węgrzech.
Ktoś powie, jak to? Przecież opanowali Trybunał Konstytucyjny, prawie wszystkie instytucje państwowe, TVP itd. To prawda, ale dyktatura wymaga czegoś więcej.
PiS zaczął plan wprowadzania dyktatury i to jest dla wszystkich oczywiste i każdy obywatel mógł to zobaczyć. Ale skoro zaczął zmierzać do dyktatury łamiąc Konstytucję to brak jej ostatecznego wprowadzenia oznacza tego planu klęskę.
Nie mogą już udawać demokratów (jak robili to przez 10 lat od 2007), a nie są jeszcze w pełni dyktaturą. Polityka żadnego państwa w historii nie zna takiej hybrydy.
Brak dyktatury oznacza, że za dwa lata odbędą się w miarę wolne wybory. Jeżeli PiS będzie chciał te wybory ordynarnie sfałszować to będziemy mieli Majdan do kwadratu.
Dlaczego uważam, że te wybory za dwa lata PiS przegra? Z dwóch powodów.
Po pierwsze nie udało się im zastraszyć do końca ludzi, ale udało się przestraszyć. To oznacza, że w wyborach będziemy mieli ogromną mobilizację po stronie opozycji. Już nikt nie będzie plótł andronów, że nie należy straszyć PiS-em. Obecnie już nie są natomiast w stanie przeprowadzić tak gruntownych zmian, aby ludzi zastraszyć. Jest na to za późno. Każdy bowiem z każdym kolejnym dniem bardziej będzie myślał o zbliżających się wyborach, niż o tych ubiegłych.
Druga połowa kadencji to nie jest czas na rewolucję i nie jest czas na zastraszanie. Strach może oddziaływać na respondentów sondaży, które mogą jeszcze długo pokazywać przewagę PiS, ale nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Jednak ten strach nie sparaliżuje opozycji i nie przestraszy ludzi przed pójściem na wybory. I właśnie w opozycji leży druga przyczyna dlaczego jestem optymistą.
Wiem, że wielu ludzi uważa, że opozycja jest do bani. Jednak ja widzę, że przetrwała najtrudniejszy okres utrzymując pod kierownictwem Grzegorza Schetyny jedność największej partii opozycyjnej oraz nadal ma nazwisko symbol -Donalda Tuska, który propagandą PiS nie został prawie tknięty.
Te dwa aktywa wystarczą do zbudowania jądra kondensacji całej opozycyjnej strony. A takie zjednoczenie będzie oznaczać klęskę PiS w każdych wyborach.
Panie i Panowie, jeszcze nie czas otwierać szampana, ale dobra wiadomość jest taka: połowa za nami, a na końcu zwycięstwo będzie nasze!
Roman Giertych
Adam Mazguła: Władza się bawi kosztem żołnierza

Adam Mazguła
Minister szalał, kpił z bezpieczeństwa, by podlizać się świętemu Rydzykowi, a starszy kapral zostanie ukarany
Antoni Macierewicz zawinił – starszego kaprala posadzą
Jak donoszą media, prokuratura ustaliła, że winnym wypadku kolumny ministra wojny z narodem i dewastacji kraju jest kierowca żandarmerii wojskowej, który prowadził pojazd w kolumnie uprzywilejowanej. Przy czym A Macierewicz chwalił się rekordowym przejazdem z Warszawy do Torunia i z powrotem. Starszy kapral, Grzegorz, nie miał wyboru.
Nie mógł jechać wolniej i uważniej, skoro jechał jako drugi, a nawet trzeci, w kolumnie.
Nie mógł wybrać bardziej przyjaznego toru jazdy, lepszej drogi i wolniejszego tempa. Nie mógł też wyprzedzić kolumny, jechać jako pierwszy, tak aby lepiej widzieć drogę i w porę móc reagować na sytuację.
On miał swoje miejsce w kolumnie samochodów, nie odpowiadał za wybraną trasę ani za zawrotną prędkość pojazdów. Nie miał wpływu na szalone pomysły ministra, jego nieobliczalne ryzyko oraz narażanie wszystkich użytkowników dróg na utratę życia, zdrowia i mienia.
Co najwyżej, mógł zwiększyć odległość pomiędzy pojazdami, ale wtedy naraziłby się na zarzut nieprzestrzegania zasad obowiązujących w kolumnie uprzywilejowanej, polegających na „ciasnej jeździe”, tak aby zapobiec włączenia się obcego pojazdu do szyku kolumny.
Minister szalał, kpił z bezpieczeństwa, by podlizać się świętemu Rydzykowi, a starszy kapral zostanie ukarany.
Żenada
Adam Mazguła
Adam Mazguła: Czy Polska musi być katolicka?

Adam Mazguła
Będę wspierał wszystkich, którzy zadeklarują walkę o odzyskanie Polski z rąk katolickich zamordystów
Podczas Kongresu Świeckości, który w dniach 21-22.10.17 r. odbywał się w Warszawie, obnażono naszą konstytucję i niezgodności jej zapisów z zasadą państwa świeckiego neutralnego wyznaniowo.
Pokaźna liczba ustaw przeczy świeckości naszego kraju, a kolejne rządy od 1990 r. doprowadzały do oddawania następnych dziedzin życia jednemu wyznaniu i jednemu kościołowi.
W ten sposób bezprawnie wprowadzono religię do szkół, bezprawnie podpisano konkordat, z gwałtem na prawie oddawano majątki tzw. kościelne, a mimo to utrzymuje się i stale rośnie fundusz kościelny, jako zadośćuczynienie za zabrane mienie kościelne po II Wojnie Światowej.
Oddano we władanie jednej religii cmentarze, szkoły, muzea, domy opieki społecznej, wojsko, policję, straż pożarną, leśnictwo i wiele samorządów. Płaci się za posługi katolickie z państwowej i samorządowej kasy. Utrzymuje się na państwowych posadach, we wszystkich instytucjach, kapelanów jednego wyznania, finansuje się nawet rozwój katolicyzmu na świecie poprzez zadania misyjne.…
Biskupi katoliccy zatwierdzają wnoszone pod obrady Sejmu ustawy, stawiają się ponad prawem w sporach sądowych z obywatelami, utrzymują bezkarność wobec pedofilii, agresję w stosunku do kobiet celem ich ubezwłasnowolnienia.
Dzisiaj już nie ma żadnej uroczystość państwowej lub samorządowej bez katolickiej oprawy – mszy świętej na początku obchodów. Najważniejsze święta tej religii są dniami świąt państwowych, przy czym inne religie nie maja takich przywilejów.
Władze Polski urządzają przed biskupami pokazówki, na klęczniku, w towarzystwie umundurowanych formacji państwowych.
Każdy ma prawo do wyznawania swojej religii i wiary, tylko ta wiara nie może naruszać praw innych religii i niewierzących obywateli naszego kraju.
Kongres Świeckości zaprosił partie polityczne do dyskusji oraz podpisania manifestu, którego głównym postulatem jest zaprzestanie zawłaszczania państwa przez jedną religię. Okazuje się, że populizm a także wizerunek partii rządzącej jest ważniejszy od logicznej oceny sytuacji wyznaniowej w Polsce.
Na kongresie nie pojawili się przedstawiciele żadnej partii parlamentarnej, nawet tych małych, które tworzą koła w sejmie. Nie pojawiły się zależne od nich media. Nie było więc PiS, PO, Nowoczesnej, Kukiz15, PSL.
Partie nie chcą ryzykować niewygodnych pytań od hierarchów kościelnych i wierzących obywateli. Wszak, jak pokazuje doświadczenie, kto walczy z biskupami, ten przegrywa.
Uważam, że już dość tego kłamstwa w przestrzeni publicznej. Dość dbania tylko o prawa kleru i katolickiej większości, która narzuciła Polsce PiS jako partię dzielenia i niszczenia naszego kraju. Partii skłócania i represji, kolesiostwa i skandalicznego braku kompetencji. Partii podziału i izolacji Polski w świecie. Partii, która niesie podział również w kościele.
Ostatecznie Manifest Świeckości podpisały: Inicjatywa Polska, Partia Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Partia Razem, Socjaldemokracja Polska, Wolność i Równość i Unia Pracy.
W manifeście pojawiły się stwierdzenia powrotu Polski na drogę świeckości i wzajemnej tolerancji. Powrotu do neutralności światopoglądowej państwa jako dobra wspólnego wszystkich Polaków, a nie tylko katolików wierzących w Boga.
Jeśli opamiętanie nie przyjdzie, w niedługim czasie agresja jednej wiary zacznie przybierać coraz to nowe formy ścigania się o wpływy. Staniemy się areną walk religijnych już nie tylko o nowe przywileje kościelne, ale i o eliminację, podobnie jak w tzw. państwie islamskim, a to było już w historii świata po wielokroć.
Jak widać, w nowych wyborach na partie parlamentarne nie ma co liczyć. Jestem bardzo zawiedziony, dobrze jednak, że przekonałem się o tym teraz. Kto tak naprawdę chce naszego dobra, ale nie tego dobra, które kościół łaskawie dopuści? Bo, którakolwiek partia wygra, to i tak kościół będzie decydował o tym, co się stanie w państwie.
Obym był złym prorokiem. Dzisiaj jednak wiem, że cały ten populizm partii parlamentu jak też płynącego stamtąd przekazu medialnego, to nie jest nadzieja na normalność. To robienie wszystkiego dla zmian pozornych, dla niewiele rozumiejących ludzi. Dla ludzi wierzących w to, że gdy zmieni się partia parlamentarna, to zmieni się system. Nie zmieni się! Ostatecznie zawsze będą w Polsce rządzić biskupi katoliccy.
Dlatego będę wspierał wszystkich, którzy zadeklarują walkę o odzyskanie Polski z rąk katolickich zamordystów.
Amen!
Adam Mazguła
Jan Hartman o akcji #MeToo: Nauczmy się mówić „nie!” wspólnie i solidarnie – kobiety i mężczyźni

Jan Hartman
Przemoc seksualna, także ta słowna i gestualna, niszczy człowieka. Każdego, również chłopca i mężczyznę. Nauczmy się jej mówić Nie!, wspólnie i solidarnie – kobiety i mężczyźni – a wtedy to Nie! będzie bardziej stanowcze i skuteczne.
Wielkim powodzeniem cieszy się akcja #MeToo, zainicjowana przez Alison Milano, polegająca na ujawnianiu przez kobiety różnego rodzaju aktów molestowania seksualnego, którego doświadczyły na różnych etapach życia i w różnych okolicznościach.

Jestem pewien, że wielu mężczyzn, którzy uważali dotąd rozmaite swoje „bajery” i gesty za dopuszczalne, przemyśli teraz swoje zachowanie i odtąd sprawować się będzie powściągliwiej. Ubocznym efektem tej pożytecznej akcji – i chyba wcale pożądanym (nomem omen) – może być również wywołanie tematu molestowania w drugą stronę, czyli mężczyzn przez kobiety. A zwłaszcza molestowania małych chłopców i młodzieńców.
Z pewnością zjawisko to jest znacznie rzadsze. Niemniej występuje, wciąż pozostając tabu. Nie ma niczego niestosownego w zbywaniu tego tematu lekceważeniem bądź chichotem – tak jak miało to miejsce w odniesieniu do molestowania kobiet jeszcze kilka dekad temu. W sprawie praw mężczyzn do zachowania nietykalności cielesnej i seksualnej jesteśmy jeszcze na bardzo wczesnym etapie społecznej świadomości. Również ofiary takich aktów mają świadomość tak bardzo jeszcze nieukształtowaną, że najczęściej nie widzą swej krzywdy.
Jeśli o mnie chodzi, to właściwie teraz zacząłem zastanawiać się nad tym, co robiły ze mną różne panie, gdy byłem mały. Nigdy nie przyszło mi do głowy obwiniać je, lecz dziś gotów jestem spojrzeć na to inaczej. Nie pamiętam istotnego cierpienia związanego z molestowaniem (czy to było molestowanie?) mnie w dzieciństwie – pamiętam tylko, że było mi trochę nieprzyjemnie, gdy obce kobiety całowały mnie i przytulały. Ale być może było to gorsze, niż potem sądziłem, a naprawdę przykre doświadczenie zostało wyparte? Wyparte razem z pamięcią szczegółów.
Jakieś jednak szczegóły pozostały – raczej nie reminiscencje wzrokowe i słuchowe, lecz czuciowe i węchowe. Wiem, że już we wczesnym dzieciństwie znałem smak szminki do ust, ostry zapach perfum itp. I nie miało to nic wspólnego z moją mamą. Byłem głaskany, brany na kolana przez obce kobiety, przytulany, wreszcie całowany. W latach 70. nikt nie widział w tym nic złego, podobnie jak prawie nikt nie protestował przeciwko biciu dzieci, ciągłemu strofowaniu ich i zawstydzaniu, także przez obcych ludzi. To się bardzo zmieniło, ale czy jesteśmy pewni, że odrobinę pedofilne zachowania kobiet stały się tak samo niedopuszczalne jak analogiczne zachowania mężczyzn? Ja nie jestem pewien. Chyba wciąż występuje tu jakaś asymetria.
Wśród mężczyzn panuje przekonanie, że każdy objaw zainteresowania nimi przez kobiety, łącznie z jawnym okazywaniem zainteresowania seksualnego, powinien być powodem do dumy i zadowolenia. A przecież to nieprawda. Nigdy, odkąd skończyłem 15 lat, nie byłem w takiej sytuacji, ale słyszę od czasu do czasu takie historie. Czyta się też czasami o zgwałceniach, których ofiarami są mężczyźni, jakkolwiek połączenie przesądów z niezrozumieniem, jak taki gwałt jest w ogóle możliwy, sprawia, że nawet organy ścigania nie traktują tego poważnie. Nie wiadomo, jaki odsetek tego rodzaju przypadków jest im zgłaszany – z pewnością jednak wielokrotnie mniejszy niż w przypadku gwałtów na kobietach, także zresztą najczęściej nieściganych i bezkarnych.
Jestem jak najdalszy od twierdzenia, że kobiety uzurpują sobie wyłączność w byciu ofiarami przemocy seksualnej i nie chcę się wtrącać z naszym „my też!” po to, by umniejszyć wagę problemu molestowanych kobiet bądź zdeprecjonować ich akcję. Wręcz przeciwnie – akcja jest bardzo potrzebna, a co do tego, że kobiety wielokrotnie częściej są molestowane niż mężczyźni i jest to dla nich zwykle o wiele groźniejsze niż dla mężczyzn, nie ma dyskusji.
Mam na myśli coś innego, a mianowicie to, żebyśmy my, mężczyźni, myśląc o sobie i swoich własnych doświadczeniach, postawili się w sytuacji kobiet, mających takich doświadczeń znacznie więcej. I żebyśmy odebrali z #MeeToo nie tylko tę lekcję, że nie wolno mówić i robić pewnych rzeczy, lecz również i tę, że warto i swoją własną historię życia przemyśleć w tym aspekcie. Bo zawsze lepiej rozumieć siebie i wiedzieć, co się skąd wzięło w naszym odczuwaniu świata i postępowaniu, niż nie wiedzieć.
Rozumienie siebie wyzwala, a rozumienie jakiegoś niepożądanego zjawiska pozwala lepiej chronić przez nim samą/samego siebie i najbliższych, zwłaszcza zaś dzieci. Przemoc seksualna, także ta słowna i gestualna, niszczy człowieka. Każdego, również chłopca i mężczyznę. Nauczmy się jej mówić „nie!” wspólnie i solidarnie – kobiety i mężczyźni – a wtedy to „nie!” będzie bardziej stanowcze i skuteczne.
Jurek Owsiak o wyroku: Równość to równość. Nie ma to tamto
Równość to równość. Nie ma to tamto. Według artykułu 141 Kodeksu Wykroczeń bluzgasz – możesz być ukarany. Takich słów użyłem – nie zaprzeczam, uważam, że był to utwór muzyczny, ale Pani Sędzia bardzo jasno, wyjaśniając wyrok uznała, że nie widzi żadnych wyjątków, bo takich w zapisanym prawie nie ma.
Sprawa poprowadzona była bardzo sprawnie, totalnie wycofany przedstawiciel oskarżenia, czyli Pani Policjantka, jeden świadek, z którym super współpracujemy na Przystanku Woodstock, tym razem niestety z racji zapisu całego wystąpienia wystąpił jako świadek i Pani Sędzia, która pozwoliła wszystkim wypowiedzieć się do samego końca i umotywować to, co się wydarzyło na Przystanku Woodstock.
Zgrzytem było zaprezentowanie materiału filmowego dostarczonego przez Policję w fatalnej jakości, nakręconego od strony publiczności, po prostu niedobrze i w ten sposób to moje gorące, finałowe wystąpienie nie mogło tym złym nagraniem oddać całej istoty i treści, jaką miałem do przekazania Woodstockowiczom.
Wyrok to winny, ukarany zostałem naganą, muszę uiścić 130 zł z tytułu zwrotu wszystkich kosztów związanych z procesem. Nie noszę w sobie żadnego focha, wyrok biorę na klatę, nie będziemy się odwoływali. Będę już teraz trzy razy się zastanawiał zanim powiem niepotrzebne słowo na jakimkolwiek wystąpieniu publicznym, ale najważniejszym akcentem wyroku jest stwierdzenie Pani Sędzi “Wobec prawa wszyscy są równi, jeśli Jurek Owsiak – osoba publiczna – jest ukarany naganą za używanie tych słów publicznie, tym bardziej się to tyczy każdego obywatela tego kraju, który użyje podobnych słów w publicznym wystąpieniu. Nieważne czy przeciętny Kowalski lub Nowak czy też podobna osoba publiczna – polityk, a także artysta.” Zobaczymy, jak ten wyrok “dostanie zastosowania” w naszej polskiej codzienności. Ludzie potrafią mówić różne rzeczy, obrażać, wygrażać, nie lubić i to w niewybrednych słowach.
Osobnym mega zdarzeniem byli Ci, którzy byli pod sądem w Słubicach, którzy bardzo nas wspierali, którzy bardzo są związani z Orkiestrą, Woodstockiem – po prostu nieprawdopodobna serdeczność, absolutna wielopokoleniowość. Coś, na co my Fundacja pracujemy od tylu lat – ogromny szacunek ludzi.
Zdążyliśmy jeszcze być w Słubicach w Szpitalu, aby wręczyć sprzęt na oddział noworodkowy, uściskać się z lekarzami pediatrami i przyjaciółmi tego nowoczesnego szpitala.
Już wkrótce trafi do nich sprzęt z najbliższego Finału. Tam tez dostaliśmy ogromną porcję serdeczności.No to kochani! Jak to to mówią – cholercia. Kończę i dziękuję za przeogromne wsparcie w sprawie!
Magdalena Środa: Prof. Dennett pragnął doświadczyć Polskości a znalazł się w środku średniowiecza
Magdalena Środa: Dzięki pani Barbarze Nowak profesor Dennett odbył podróż w czasie i znalazł się w środku średniowiecza. Kuratorce wróżymy z tego powodu wielką przyszłość polityczną a może i nawet beatyfikację. Profesor Dennett jest naukowcem, a takiemu na UJ bywać nie przystoi, bo nie wierzy w cuda, nie chadza w pielgrzymkach, nie chroni się różańcem przeciw niewiernym, nie wierzy w kreacjonizm i w świętość Jana Pawła II, jako też i innych „wybrańców” Kościoła.
Daniel Dennett jest amerykańskim filozofem, profesorem filozofii na Uniwersytecie Tuftsa, reprezentantem nowego ateizmu.
Zajmuje się głównie filozofią umysłu i filozofią nauki. Jest szczególnie zainteresowany biologią ewolucyjną oraz kognitywistyką. Czołowy zwolennik teorii zwanej darwinizmem neuralnym (ang. neural darwinism). Jest nazywany jednym z „Czterech jeźdźców” nowego ateizmu.
Na zaproszenie Projektu Avant i Ośrodka Badań Filozoficznych, Daniel Dennett przyleciał do Polski gdzie w udzielił 3 wykładów – w Warszawie, Lublinie i Krakowie.
Wykład profesora Dennetta na Uniwerystecie Jagiellońskim w Krakowie, nie spodobał się małopolskiej kurator oświaty, która skomentowała jego wizytę wpisem na Twitterze: „Czy UJ otworzy gościnne podwoje przed Belzebubem?”
Czy #UJ otworzy gościnne podwoje przed Belzebubem, bo przecież to on wie o piekle najwięcej? Dokąd zamierzasz Alma Mater?
— Barbara Nowak (@Br_Nowak) October 21, 2017
Do zaistniałej sytuacji odniosła się w swoim wpisie na Facebooku, profesor Magdalena Środa:
Kurator „oświaty” Barbara Nowak zbierała wczoraj podpisy pod petycją wyrażająca oburzenie z powodu wykładu na UJ wybitnego filozofa D. Dennetta.
Pani kurator (od ciemnogrodu) chodziło o to, że naukowiec-ateista nie powinien przemawiać w miejscu, które jest uświęcone obecnością świętego Jana Pawła II, doktora Honoris Causa UJ.
Barbara Nowak jest kuratorką nowego typu (czyli PiSowskiego) i nie uznaje nauki, tylko świętych. Rzeczywiście prof. Dennett zbezcześcił miejsce uświęcone obecnością wielkiego Polaka, papieża, który wzmacniał Kościół, chronił pedofilów i odbierał prawa kobietom.
Profesor Dennett jest naukowcem, a takiemu na UJ bywać nie przystoi, bo nie wierzy w cuda, nie chadza w pielgrzymkach, nie chroni się różańcem przeciw niewiernym, nie wierzy w kreacjonizm i w świętość Jana Pawła II, jako też i innych „wybrańców” Kościoła – a to są właśnie kryteria uczoności według kuratorium „oświaty” Prof. Dennett z wielką radością przyjechał do Polski i pragnął doświadczyć Polskości.
Oto ją ma. Dzięki pani Barbarze Nowak odbył podróż w czasie i znalazł się w środku średniowiecza. Kuratorce wróżymy z tego powodu wielką przyszłość polityczną a może i nawet beatyfikację?

Magdalena Środa
Pani Barbara Nowak jest kuratorką nowego typu (czyli PiSowskiego) i nie uznaje nauki, tylko świętych
Piotr Tymochowicz: Pościk otwarty do Prezydenta Dudy
Piotr Tymochowicz
Szanowny Panie Prezydencie
Pamiętam jak w naszej rozmowie bezpośredniej mówił Pan, że czasem czyta moje teksty na FB. Pozwalam sobie więc na taki pościk otwarty do Pana.
Po naszej rozmowie – dość pozytywnie o Panu pisałem, /czym zresztą trochę się naraziłem niektórym osobom/więc byłoby mi zwyczajnie przykro – gdyby pod wpływem Pana dość nieprzemyślanych – aby nie napisać – głupich wypowiedzi – musiał radykalnie o Panu zmienić zdanie.
Zapewniam Pana, że to bzdura co Pan powiedział. Nie tyle Pana atakują – co krytykują ludzie ze skrajnie różnych środowisk i nie jest to jakiś spisek obcych służb, ale często prawdziwa troska o Polskę. Prawdziwych Polaków – obrażanych na codzień słowami „gorszy sort” lub też „zdradzieckie mordy”.
Panie Prezydencie – proszę nie wpisywać się w tę retorykę. To dobrze, że na chwilę przestał Pan być Adrianem … ale to nie wystarczy aby wzbudzić szacunek i uznanie.
Proszę pamiętać, że w PiS i tak będzie Pan miał przerąbane – więc podlizywanie się tej formacji jest zwyczajnie nierozsądne. Przypomina mi wdzięczenie się na kolanach Żyda Wildsteina do Antysemitów – to z góry skazane jest na pośmiewisko oraz personalną klęskę..
Czy naprawdę Pan wierzy, że Pana zwierzchnik – pracodawca – prezes mógł przeboleć Pana nominację na Prezydenta? A potem spokojnie na Pana patrzeć jako na Prezydenta Polski ?
Przecież Prezydentem Tysiąclecia miał być jego brat albo przynajmniej on sam …./ Zapewniam Pana, że znam się na psychice ludzi zaburzonych ponieważ przez ponad 20 lat studiowałem różne zaburzenia aby być maksymalnie skutecznym w mojej pracy …/
Za każdym razem kiedy Pana zwierzchnik na Pana spogląda – szlag go jasny trafia – nawet przez zaciśnięte zepsute zęby…
Oto musiał się nie tylko pogodzić z tym, że Pan – nie brat a na jego miejscu, nie tylko nie on jest w Pana roli ale na domiar złego – on sam jeszcze zmuszony był Pana wystawić – zgodnie jak Pan wie – z zaleceniami PR-owców więc jest Pan w jego oczach i będzie zawsze: Bękartem – Prezydentem a przynajmniej Panem Nikt, którego on wielki Naczelnik namaścił i na piersi swojej wyhodował…
Na dłuższą metę – nie warto jemu dalej jeść z ręki ponieważ wcześniej czy później podzieli Pan los Marcinkiewicza jak wcześniej Pana koleżanka Pani Szydło.
Ja rozumiem oczywiście problem, rozumiem i domyślam się – jakimi hakami Pan Prezydent może być trzymany w szachu i na swój sposób szantażowany, ale Panie Prezydencie jest na to pewne antidotum!!!
Wystarczyłoby aby Pan wystąpił w formie dłuższego wywiadu i zrobił coś w rodzaju Spowiedzi Publicznej, gdzie Pan sam wyjawi – czym Naczelnik może Panu grozić. Zapewniam Pana, że społeczeństwo to doceni bardziej niż kilkakrotnie zastosowane Veto Prezydenckie…
Potem ma Pan Wielką Szansę… Może Pan skupić wokół siebie w miarę umiarkowany elektorat w postaci powołania do życia Partii Prezydenckiej.
Proszę pomyśleć – jeśli taka partia by wygrała to mimo ograniczeń konstytucyjnych mielibyśmy w Polsce namiastkę – rządów Prezydenta a nie Partiokratyczną Dyktaturę.
Jak Pan wie – nie jest Pan ani człowiekiem a tym bardziej Prezydentem z mojej bajki, ale mam nadzieję, że Pan również sobie zdaje sprawę z tego – że kiedyś przyjdzie czas – rozliczeń z tego w czym Pan biernie czy aktywnie uczestniczył i to będzie czas brutalnych rozliczeń – tym bardziej im mocniej Pana formacja doprowadzi Polskę do ruiny.
Dlatego apeluję aby w trosce o kraj w trosce o własną skórę – Pan ujawnił wszystko społeczeństwu zamiast prowadzenia zakulisowej polityki gabinetowej.
Nie piszę tego w nadziei na jakikolwiek angaż, ponieważ nie ma takich pieniędzy na świecie za które mógłbym się sprzedać Panu czy Pana formacji, nie życzę też Panu jakoś specjalnie dobrze – byłbym hipokrytą gdybym tak napisał, ale… tysiąckroć bardziej wolałbym Pana jako Prezydenta i jednocześnie prezesa Partii Prezydenckiej niż kolejny raz obserwowanie jakiegoś gówna w postaci PiS czy Shit – wszystko jedno… wpędzające mój kraj urodzenia na dno intelektualno gospodarcze – nie mówiąc już nic o wizerunku.
Proszę mi wybaczyć – brak standardów dyplomatycznych brak poprawności politycznej – ale proszę w zamian spróbować docenić moją bezpośredniość.
Przy całym Szacunku należnym Panu Prezydentowi w roli jaką Pan sprawuje – pozdrawiam Pana i Pierwszą Damę bardzo serdecznie.
Jurek Owsiak skazany – otrzymał naganę oraz nałożono na niego karę finansową
Jurek Owsiak pełniący funkcję Prezesa Zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wyrokiem Sądu Rejonowego w Słubicach, otrzymał, naganę oraz karę w wysokości 100 zł. Kara została wymierzona za używanie niecenzuralnych oraz wulgarnych słów, podczas tegorocznej edycji Przystanku Woodstock.
„Biorę ten wyrok na klatę” powiedział Jurek Owsiak, po wyjściu z sądu. Dodał również, że jego sprawa pokazuje, żeby zważać na język, którego używamy publicznie.
Przed sądem w którym odbywała się rozprawa, gorzowski KOD jak również Słubicka Inicjatywa Demokratyczna zorganizowały pikietę w obronie Owsiaka. Zebrani ludzie skandowali „Jesteśmy z Tobą”.
Na zakończenie tegorocznego Przystanku Woodstock, szef WOŚP wygłosił przemowę , w której mówił o Polsce oraz więzi łączącej woodstockowiczów. Nawiązał również do sytuacji politycznej w Polsce: „Pierd… polityków, fałszywy kraj, fałszywa rzeczywistość”, „Chcę ich zapytać o jedno, czy wy macie kur… serce do ludzi?” To właśnie te słowa wzbudziły czujność gorzowskiej policji.
(af)
Stefan Niesiołowski: Hańba PiS-u

Stefan Niesiołowski
Tragiczny akt sprzeciwu, bolesny w dosłownym i szerszym sensie dla autora listu i Jego najbliższych, miał sens polityczny i nie powinien być przemilczany, jak uczyniły media, ale społeczeństwo powinno wiedzieć, do czego prowadzi upokarzająca i pozbawiająca ludzi i cały kraj godności dyktatura
Hańbą PiS-u jest oczywiście każdy dzień ich ponurych rządów, zaprowadzanie w Polsce monopartyjnej dyktatury, pełnienie wysokiego urzędu premiera RP przez prowincjonalną miernotę i funkcję faktycznego dyktatorka przez zakompleksiałego nieudacznika i groteskowego frustrata.
Hańbą jest demolowanie polityki zagranicznej, gospodarki, wojska, kultury, Puszczy Białowieskiej, służby publicznej, wszystkiego czegokolwiek dotkną pisowskie łapki lepkich do pieniędzy z naszych podatków i coraz bardziej chętne do bicia.
Ale tym razem chodzi mi o hańbę innego rodzaju, bardziej nikczemną w sensie bezpośredniego związku z chamstwem, wulgarnością, skarleniem duchowym i intelektualnych, ludzką podłością. Z czymś takim jak Błaszczak, Jaki, Zieliński i Terlecki w jednym, z jakąś trudną do ogarnięcia i wyjaśnienia polityczną wszawicą wylewającą się z pisowskich mediów, z tych wszystkich kolorowych i na kredowym papierze wydawanych tygodników i dzienników, zapełniających kioski i na szczęście składnice zwrotów i makulatury, sprawiających takie wrażenie jakby były redagowane w Moskwie.
Chodzi mi o hańbę pisowskiej telewizji, przy której telewizja stanu wojennego była wzorem kultury, elegancji, obiektywizmu, gdzie nie ma żadnej miary w opluwaniu wszystkiego, co nie jest PiS-em i bezwstydnym wielbieniu zbawcy narodu, przebierającego w jamie gębowej językiem jak waran z Komodo i nie wiadomo czy bardziej obrzydliwym w złości, czy w uśmiechu i satysfakcji.
Powodem do próby opisania tego rodzaju hańby jest dramatyczny protest jakiego przeciwko upadlaniu Polski przez pisowskie rządy dokonał 54-letni mieszkaniec Niepołomic podpalając się na znak protestu w Warszawie.
W pozostawionym liście, będącym bardzo trafną listą zarzutów wobec reżimu, wyjaśnił, że w ten dramatyczny sposób chciał zaprotestować przeciwko temu, co dzieje się w naszym kraju i skłonić ludzi, aby nie byli bierni i obojętni. Niczego innego jak fali kłamstwa, nienawiści i podłości nie należało oczekiwać ze strony dziennikarskiej i innej żulii na usługach PiS-u.
Nie milczał specjalista od drzew i generalnie intelektualista na miarę marszałka Karczewskiego p. Błaszczak, który o tym dzielnym człowieku powiedział „to ofiara propagandy totalnej opozycji” wskazując oczywistych winnych.
Zdumienie budzi jednak stanowisko wielu dziennikarzy, niestety znanych symetrystów, którzy mówią o nie nadawaniu tej tragedii wymiaru politycznego i konkludują, że najlepiej całą sprawę przemilczeć, chyba w imię spokoju społecznego i nie wykorzystywania ludzkiej tragedii – nie bardzo wiem do czego.
Uważam ten pogląd za idiotyczny i wybitnie służący propagandzie PiS-u. Oczywiście ten tragiczny akt sprzeciwu, bolesny w dosłownym i szerszym sensie dla autora listu i Jego najbliższych, miał sens polityczny i nie powinien być przemilczany, jak uczyniły media, ale społeczeństwo powinno wiedzieć, do czego prowadzi upokarzająca i pozbawiająca ludzi i cały kraj godności dyktatura. Czym różnił się ten protest od protestu Ryszarda Siwca w Radomiu w 1968 roku, albo czeskiego bohatera Jana Palacha? To również były protesty przeciwko dyktaturom.
Istotą pisowskiej dyktatury jest bowiem pozbawianie ludzi godności, na razie głównie w wymiarze symbolicznym. Ale nie tylko, łamaniu charakterów ma służyć zapis o proszeniu się przez sędziów p. Dudy o pozostawienie na stanowisku, albo p. Błaszczaka o łaskę przez pozbawionych świadczeń nabytych przez nieludzką i całkowicie niezgodną z Konstytucją ustawę o emeryturach służb ludzi (i ich rodzin) zdegradowanych do nędzy. Upokorzeniu służą uprawnienia p. Macierewicza do degradowania i awansowania wojskowych według kryterium pisowskiego lizusostwa, a raczej chyba lizusostwa personalnego?
Mianowanie nieudaczników na najwyższe, dobrze płatne stanowiska, a wyrzucanie ludzi zasłużonych i wybitnych fachowców. Odczłowieczanie uchodźców, głównego straszaka PiS-u w polityce wewnętrznej, dokonał Kaczyński mówiąc o przenoszeniu przez nich „pasożytów i pierwotniaków”, ujawniając gigantyczne nieuctwa, bo nie wie ani czym są pasożyty ani pierwotniaki (pierwotniaki bardzo rzadko są pasożytami, są to dwie różne kategorie ekologiczna i systematyczna – jak on zdał maturę z biologii?). Odczłowieczanie to mówienie o każdym, kto nie popiera PiS-u, że jest zdrajcą, mordercą, agentem, złodziejem itp. To poniżanie głodujących lekarzy przez p. Piętę – „jeżeli uczciwie głodują to schudną” i przez przypomnianą ostatnio wypowiedź Zenona Żyndy, szefa PiS-u w Tczewie – „po wyborach będą mieli do gadania tyle co Żyd w getcie„.
Hańba PiS-u ma kilka wymiarów i jest kwestią osobistej wrażliwości stwierdzenie, który gorszy.
Stefan Niesiołowski
Właściciel Kawiarni Literackiej: Doszło do niepotrzebnej i szkodliwej awantury
Szanowni Państwo,
Ponieważ odzew jaki wywołała moja decyzja odwołania spotkania z p. Cezarym Pazurą przerósł moje najśmielsze oczekiwania – w sensie pozytywnym, ale także, niestety – negatywnym, zmuszony jestem raz jeszcze zabrać głos.
Przede wszystkim chciałbym z całą stanowczością stwierdzić, że p. Pazura nie miał nic, ale to kompletnie NIC wspólnego z próbą wpłynięcia na przebieg spotkania z nim w Kawiarni Literackiej.
Nie znam p. Pazury osobiście i ani przed ani po podjęciu decyzji o odwołaniu spotkania nie miałem z nim kontaktu. Wszystkie próby ustawienia go w roli cenzora, wszystkie złośliwe, obrażające go komentarze są zwyczajnym, ordynarnym hejtem. Zjawisko to, powszechne w polskim Internecie napawa mnie obrzydzeniem. Przykro mi że go to spotyka. I w imieniu własnym oraz tych wszystkich którzy czują podobnie, chciałbym go przeprosić.
Cała sprawa jest banalnie prosta i każdy kto umie czytać, potrafi zrozumieć ciąg wydarzeń.
Winę za całe zamieszanie ponosi swoista nadgorliwość pracownicy wydawnictwa Helion, która – jak się teraz dowiaduje, źle zinterpretowała polecenie swojego szefa i „poszła na całość”. Jednego prowadzącego odwołała, inną osobę powołała, nie zastanawiając się najwidoczniej nad konsekwencjami.
Nie ma niestety w tej historii wygranych. Kawiarnia Literacka straciła ciekawe wydarzenie. Ja sam mnóstwo nerwów. Pan Łukasz Gazur z Dziennika Polskiego ma pełne prawo czuć się urażony. Podobnie jak p. Łopatowska, która właściwie nic o całej sprawie nie wiedziała. Wydawnictwo Helion, które oskarżane jest o cenzurę. No i wreszcie sam p. Pazura, bezlitośnie hejtowany przez frustratów.
Niedostateczna wymiana informacji pomiędzy organizatorami spotkania doprowadziła do kosmicznej awantury, zupełnie niepotrzebnej i szkodliwej. Ale jest też wniosek bardzo pozytywny: nie jest jeszcze tak źle z naszą wrażliwością na podstawowe prawa obywatelskie. Jeśli tak wiele osób reaguje na wiadomość o naruszeniu podstawowej wartości, jaką jest wolność słowa – nie wszystko jest stracone
Janusz Marchwiński

