Rodzina mężczyzny ktory podpalił się na Placu Defilad, przerywa milczenie
Rodzina mężczyzny z Niepołomnic, który dokonał aktu samopodpalenia 19 października na warszawskim Placu Defilad, to inteligentni i wykształceni ludzie.
On sam studiował chemię ze specjalizacją z chemii teoretycznej. Współpracował z samorządami i organizacjami pozarządowymi, prowadził szkolenia.
Żona aptekarka a dwoje dorosłych już dzieci doktoranci – córka na akademii sztuk pięknych, a syn na wydziale telekomunikacji.
Nie chcą podawać swoich danych, choć mają świadomość, że nie mają szan na zachowanie anonimowości.
54 latek nie angażował się jak mówi żona w działalność opozycyją . Nie chodził na manifestacje, nie należał do KOD-u ani innych organizacji.
Manifest stworzył sam.
Najbardziej boją się, jak mówią w wywiadzie dla oko.press, że media i politycy pokażą go jako wariata i umniejszą jego motywację.
Stan mężczyzny jest ciężki, duży procent skóry został spalony. Zagrożone są podstawowe funkcje życiowe. Może nie przeżyć.
Decyzja o podpaleniu się, nie była gwałtowna. Z relacji rodziny wynika że raczej przygotowywał się do niej od dłuższego czasu. Musiał przecież napisać treść listu- apelu w którym wyjawił powód swojego działania. Napisał listy pożegnalne do rodziny. Najprawdopodobniej na internetowej aukcji kupił megafon.
Rodzinę poinformował że wybiera się do Warszawy na szkolenie, co zdarzało się od czasu do czasu jak mówi syn, w związku z czym nie było dla nikogo zaskoczeniem.
W dniu, w którym dokonał samopodpalenia, wysłał do najbliższych smsy, które mogły sugerować próbę samobójczą.
Raczej chciał pozostać anonimowy. Dokumenty tożsamości pozostawił w domu, a prawo jazdy które było mu potrzebne podczas podróży do Warszawy, zniszczył.
Syn zastanawia się nad podobieństwem, czynu ojca z postacią z „Małej apokalipsy” Tadeusza Konwickiego (którego ojciec czytał), a której bohater dokonał aktu samospalenia właśnie przed Pałacem Kultury.
Na pewno chciał, aby jego czyn – protest, został zauważony, ale żeby miał czas na doprowadzenie go do końca. W innym miejscu na przykład przed Sejmem nie byłoby to możliwe, ze względu na dużą ilość policji.
Jest spokojnym człowiekiem, dlatego gwałtowność sposobu jak wybrał aby zamanifestować swój sprzeciw wobec działań obecnie rządzących, dla rodziny jest niezrozumiały.
Żona zastanawia się, jak bardzo musiał być zdesperowany, w jakim musiał być stanie, żeby coś takiego zrobić? „Jak bardzo przepełniła się ta czara… Często mówił, że jest rozżalony, bezsilny”.
Wdług relacji rodziny, mężczyzna od 8 lat zmaga się z depresją. Ale jak mówią jego czyn nie miał z tym związku, to nie był odruch szaleńca. Leczył się w Krakowie u najlepszych lekarzy, regularnie był na wizytach. Falowało, były okresy remisji, ostatnio się pogorszyło. Ale to nie jest choroba dwubiegunowa, tylko depresja endogenna.
Najbliższym trudno się pogodzić z decyzją męża i ojca. Jak mówią, obawiają się, że ten akt desperacji też nie da ludziom do myślenia. Ale granice zostały przekroczone i ja się z nim zgadzam – mówi żona.
Całą rozmowę przeprowadzoną na życzenie członków rodziny z oko.press przeczytacie Tutaj.
Kawiarnia Literacka w Krakowie, odwołała spotkanie autorskie Cezarego Pazury
Znany aktor komediowy Cezary Pazura wydał książkę pod tytułem „Byłbym zapomniał”. 22 października w Kawiarni Literackiej w Krakowie, miał się odbyć wieczór autorski z Pazurą. Spotkanie to zostało jednak odwołane – tak zdecydował właściciel Kawiarni Literackiej.
Powód? Wydawca książki, Grupa Wydawnicza Helion próbował na organizatorach spotkania wymusić zmianę prowadzącego spotkanie – miał je poprowadzić Łukasz Gazur oraz niezadawanie pytań aktorowi „o sytuację z różańcem”
Na profilu „Kawiarni Literackiej” na Facebook właściciel kawiarni Janusz Marchwiński postanowił ujawnić zaistniałą sytuację, opublikował żądanie Grupa Wydawniczej Helion i w stanowczy sposób odpisał przedstawicielce wydawcy Marcie Legat: „Doszliśmy do wniosku, że na takich warunkach nie jesteśmy gotowi współpracować.”
Pełną treść oświadczenia organizatora publikujemy poniżej:
Na takich warunkach nie jesteśmy gotowi współpracować
Z ogromną przykrością informujemy, że z powodów formalnych zmuszeni zostaliśmy do odwołania spotkania autorskiego „Cezary Pazura – Kariera Kilera” ponieważ nie byliśmy gotowi spełnić warunków postawionych nam przez Grupę Wydawniczą Helion (wydawcy książki p. C. Pazury).
Sądzimy, że w związku z tym, osobom zainteresowanym udziałem w spotkaniu z p. Cezarym Pazurą należy się wyjaśnienie:
Spotkania autorskie i inne wydarzenia kulturalne organizowane są w Kawiarni Literackiej od początku jej istnienia i są częścią misji promocji czytelnictwa. W ciągu zaledwie roku, spotkań takich odbyło się około stu. Kawiarnia udostępnia swoje pomieszczenia za darmo, zapewniając także konieczne wyposażenie techniczne oraz kompetentną osobę prowadzącą.
Prezentację książki p. Cezarego Pazury zgodził się poprowadzić p. Łukasz Gazur – szef działu kultury Dziennika Polskiego. Dodajmy, że nie oczekiwał za swoją pracę żadnego wynagrodzenia.
W czwartek 19 października, a więc na 4 dni przed wydarzeniem, otrzymaliśmy następującą informację, sygnowaną przez p. Martę Legut reprezentującą wydawnictwo Helion:
„Niestety nie mogę zgodzić się na prowadzenie przez niego (Łukasza Gazura)krakowskiego spotkania. Nie było to ze mną ustalone.
Pan Łukasz nie jest w stanie mi zapewnić żadnego materiału o książce ani braku pytań o sytuację z różańcem.
Spotkanie poprowadzi Pani Agnieszka Łopatowska z Interia.pl.
Bardzo przepraszam za tą sytuację, ale nie mogę narazić mojego Autora na jakiekolwiek niedogodności ze strony wydawnictwa.”
Chodzi oczywiście o udział p. Pazury w tzw. Krucjacie różańcowej „Różaniec do granic” i jego pełne, motywowane silną wiarą poparcie dla tej kontrowersyjnej akcji.
Poproszony o wyjaśnienie, p. Gazur powiedział: „Ona (Legut) zadzwoniła do mnie i podkreśliła, że tych pytań ma nie być.”
Doszliśmy do wniosku, że na takich warunkach nie jesteśmy gotowi współpracować. Właściciel Kawiarni Literackiej, Janusz Marchwiński o naszej decyzji poinformował Martę Legut z wydawnictwa Helion w mailu:
Szanowna Pani,
Współpracująca z Kawiarnią Literacką sieć Bookbook, poinformowała mnie, że nie wyrażają Państwo zgody na prowadzenie spotkania z p. Pazurą w Krakowie przez p. Łukasza Gazura.
Według Pani sformułowania p. Gazur, który jest kierownikiem działu kultury Dziennika Polskiego „nie jest w stanie mi zapewnić żadnego materiału o książce ani braku pytań o sytuację z różańcem” (czytaj: nie chciał zgodzić się na narzucaną przez Was cenzurę).
Jako długoletni dziennikarz Radia Wolna Europa w Monachium, współpracownik Jana Nowaka-Jeziorańskiego, stanowczo przeciw temu protestuję, Wasza postawa jest absolutnym skandalem.
Cenzury – pod żadną postacią nie będziemy tolerować nigdy i nigdzie.
Jeśli p. Pazura jest tak gorliwym katolikiem jak publicznie głosi, to przecież nie powinien się wstydzić swojej wiary, swojego ewangelizacyjnego zaangażowania i wytłumaczyć motywy swojego uczestnictwa w „krucjacie różańcowej”.
Nie wiem czy zdaje sobie Pani sprawę że swoją postawą narusza zapisy Konstytucji, która głosi że „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwanie i rozpowszechnianie informacji”.
Dziwię się także p. Łopatowskiej że jako dziennikarka zgodziła się na tak ordynarną ustawkę.
W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak odwołać spotkanie z p. Pazurą 22 października 2017 w Kawiarni Literackiej oraz upublicznić całą sprawę w mediach społecznościowych.
Z szacunkiem – Janusz Marchwiński – właściciel
Najnowszy sondaż pokazuje, kto ma szansę aby wygrać z PiS
Z ostatniego sondażu przeprowadzonego na zamówienie Radia ZET, wynika że gdyby Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Polskie Stronnictwo Ludowe wystawiły wspólną listę, pokonałyby Prawo i Sprawiedliwość .
W sondażu przeprowadzonym przez IBIS zadano dwa pytania. Pierwsze brzmiało: Na którą partię zagłosował(a)by Pan(i) w wyborach? I tu najwięcej głosów zdobyło by PiS(38,4 proc.). Na drugim miejscu osoby badane wskazały PO (20,5 proc.), i kolejno: Kukiz’15 (9,7 proc. poparcia), Nowoczesna (8,4 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (5,9 proc. poparcia) i SLD (5,1 proc.).
Drugie pytanie zadane ankietowanym uwzględniało wariant ze Zjednoczoną Opozycją. Wyniki tego sondażu zaskakują.
Gdyby Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Polskie Stronnictwo Ludowe wystawiły wspólną listę, pokonałyby Prawo i Sprawiedliwość, zdobywając 36,8 proc. głosów. Przy takim układzie, PiS mogłoby liczyć na poparcie rzędu 35,1 proc.
Na dalszych pozycjach znalazły się: Kukiz’15 (11,9) i Wolność Janusza Korwin-Mikkego (5 proc.). SLD, który w pierwszym sondażu przekracza próg wyborczy, w drugim badaniu zdobywa jedynie 2,2 proc. głosów.
Zbigniew Stonoga: Chorobę każdego rządu trzeba wyleczyć z zastosowaniem elektrowstrząsów
Przebywający w więzieniu Zbigniew Stonoga stanął w obronie protestujących lekarzy i przedstawicieli środowisk medycznych. Poprzez bliskich na swoim profilu na Facebooku zachęca medyków do protestów.
„Walczcie tylko o swoje i tylko o siebie. Chorobę każdego rządu w polskim szałasie demokracji trwającym od 28 lat trzeba wyleczyć z zastosowaniem elektrowstrząsów. Szczególnym pacjentem jest rząd PIS-u z przypadkami obciążonymi genetyczną nienawiścią do człowieka myślącego samodzielnie.” – napisał Stonoga.
„Serdecznie pozdrawiam i wspieram z więziennej celi wszystkich protestujących lekarzy i przedstawicieli środowisk medycznych. Od kilku dni pojawiają się głosy aby nie spotykać się w tej sprawie z politykami. To trafne rady.
Musicie Państwo wystrzegać się także destrukcyjnych zachowań Krzysztofa Bukiela, który od lat żyje dzięki protestom. Jesteście państwo sami na polu walki o ludzkie życie i godne wynagrodzenie tych, którzy je ratują każdego dnia. Polskie społeczeństwo pompowane jest pavulonem pod nazwą 500+ i ten właśnie pavulon zastosowany także kiedyś pod nazwą kredyt we frankach uniemożliwia temu społeczeństwu skorzystanie z kręgosłupa, a szczególnie tego moralnego, który powinien był pomóc mu wstać od suto zastawionego stołu, często z wódką za 25+ i wyjść w geście solidarności z Wami na ulicę.
Dlatego walczcie tylko o swoje i tylko o siebie. Chorobę każdego rządu w polskim szałasie demokracji trwającym od 28 lat trzeba wyleczyć z zastosowaniem elektrowstrząsów. Szczególnym pacjentem jest rząd PIS-u z przypadkami obciążonymi genetyczną nienawiścią do człowieka myślącego samodzielnie. To co robią rządy od 2004 r. jest takim nowym w skutkach powstaniem warszawskim gdzie zaufanie ludzi młodych, mądrych i wykształconych oraz ich miłość do Polski są wykorzystywane do ich unicestwienia, a czasami namówienia do ucieczki z Polski.
Plugawość i prostactwo polityków realizujących swoje marzenia o pensji 12 000 zł i drugie tyle na biuro poselskie jest jedynym celem życia tych prymitywnych osobników a jak im trzeba więcej to sobie kradną zasłonięci immunitetem i pewni bezkarności. Społeczeństwo ślepe i wygodnickie nie zasługuje na waszą ofiarę, dlatego odejdźcie od łóżek pacjentów i zacznijcie masowo zwalniać się z pracy.
Tylko taki elektrowstrząs jest w stanie coś zmienić. Pamiętajcie że największą krzywdę w waszej sprawie uczynił K. Bukiel, który potraktował Krystyne Jandę, jedną z niewielu na którą pavulon nie zadziałał, w sposób podły, prostacki i pisowski w swej wymowie.”
Tekst pochodzi z oficjalnego profilu Na Facebooku Zbigniewa Stonogi
Rządy Prawa i Sprawiedliwości, wzbudziły w nas gniew i sprzeciw. Najpierw okres przedwyborczy – gorące dyskusje, kłótnie, pierwsze niesnaski między znajomymi. Później „czystki” wśród przyjaciół – niejeden z nas w tym czasie znacznie ograniczył grono znajomych. Jeśli czujesz to samo, że PiS zniszczył Polskę, podzielił Polaków – dołącz do naszej grupy Polska Podzielona
Zofia Romaszewska: Kaczyńskiemu nie udały się jego manipulacje polityczne
Podczas piątkowego wywiadu w Radiu ZET, doradczyni Andrzeja Dudy, Zofia Romaszewska, że poprawki PiS do prezydenckich projektów reformujących sądownictwo absolutnie nie zasługują na zaakceptowanie i przyjęcie przez prezydenta.
Zofia Romaszewska, zaznaczyła, że poprawki, które Jarosław Kaczyński przedstawił Andrzejowi Dudzie „niczego nadzwyczajnego nie robią i nie zmieniają zasadniczych elementów, na których zależało prezydentowi” – Tak, jak one są teraz zrobione, bardzo się prezydentowi nie spodobały” – powiedziała.
Dodała również że prezydent nie zgodzi się, żeby minister sprawiedliwości sam decydował o tym, jak będzie wyglądało sądownictwo w Polsce.
– Poprawki autorstwa PiS, zgłoszone do prezydenckich projektów ustaw reformujących sądownictwo, sprawiają, że sytuacja „niemalże wraca do stanu pierwotnego”, czyli stanu sprzed zawetowania. – uważa Romaszewska.
– Prezydent nie zgodzi się na to, żeby w gruncie rzeczy, przy pomocy niesłychanie zawiłego „okrążenia go”, spowodować, że na końcu, to jedna partia będzie wybierała. A nawet nie jedna partia, ale po prostu minister sprawiedliwości, prokurator generalny będzie decydował, co się będzie działo w naszym kraju w sprawie sprawiedliwości” – podkreśliła.
– Uważam, że PiS nieczysto gra z prezydentem – stwierdziła. Dodała również, że Andrzej Duda nie ma nic przeciwko temu, żeby „stosowne osoby, które mają złą przeszłość” odeszły z Sądu Najwyższego, jednak „nie można wprowadzać jednowładztwa”, po to, by wymienić pewne osoby. W sprawie sądownictwa nie chodzi o kompromis korzystny dla prezydenta, ale o „kraj, w którym musimy mieć porządne sądownictwo”.
Zofia Romaszewska w swojej wypowiedzi odniosła się również do postaci prezesa PiS: „bardzo cenię prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który jest bliski memu sercu, jednak w tej konkretnej sprawie zupełnie go nie rozumiem”. „Strasznie mi jest przykro i nie rozumiem, jak można robić coś podobnego. Te wszystkie manipulacje polityczne, myślę, że mu się po prostu nie udały”.
– Nie może jedna opcja, niezależnie jak wspaniała, wybierać tylko sędziów, dlatego, że teraz jest ta opcja a potem będzie inna i będziemy się bardzo denerwować w innym przypadku – powiedziała Romaszewska.
Jednocześnie zaznaczyła, że sądy działają „bardzo źle”, przewlekle i są „niezwykle niesprawiedliwe”, w związku z czym reforma sądownictwa jest konieczna i nieunikniona.
(af) thefad.pl / Źródło: Radio ZET
Jan Hartman: Polska debata publiczna odznacza się politycznym prymitywizmem

Jan Hartman
Durnowatość polityków i rozmaitych „wypowiadaczy się” polega najczęściej na tym, że wiedzą tak mało o sprawie, o której mówią, że nie wiedzą nawet o czym mówią
Polska debata publiczna, jeśli w ogóle jest takie zwierzę, odznacza się infantylizmem i politycznym prymitywizmem. Ignorancja miesza się ze złą wolą, obłudą i kompletnym brakiem kultury demokratycznej.
I nie chodzi bynajmniej o brak „dialogu” i „woli kompromisu”, bo żeby „dialogować”, trzeba mieć w miarę racjonalnego i kompetentnego partnera, mającego choć trochę dobrej woli, pokory wobec argumentów racjonalnych oraz szacunku dla wartości demokratycznego systemu politycznego, zapisane w konstytucji.
Zanim w polskim życiu publicznym dojdzie do jakichś „dialogów” i kompromisów będących wynikiem debaty, a nie tylko wulgarnego starcia sił i interesów, wpierw musi się w niej pojawić wstyd. A jak już będzie wstyd, to potem musi się zjawić inteligencja i samokrytycyzm. Potem dopiero idzie szacunek dla wiedzy, następnie wrażliwość na imponderabilia demokracji, no i na końcu umiejętność słuchania, prowadzenia racjonalnej dyskusji i zawierania trudnych kompromisów, opartych na szacunku dla praw i interesów partnerów.
Zasadniczy deficyt polskich pyskówek politycznych to deficyt inteligencji. Durnowatość polityków i rozmaitych „wypowiadaczy się” polega najczęściej na tym, że wiedzą tak mało o sprawie, o której mówią, że nie wiedzą nawet o czym mówią. Nie wiedzą też po co mówią, bo choć zwykle awantura jest o takie czy inne ustawy i przepisy, to ani trochę nie mówi się przy tych szlachetnych okazjach, jakim prawidłom podlega stanowienie prawa i jakie są jego cele.
W Polsce, jak w karczmie – panuje przekonanie, że zło jest od tego, żeby go zakazywać, a dobro – nakazywać. Co zaś jest dobre, to mówi Bóg, a co mówi Bóg, to wie biskup. O żadnych wolnościach, równościach i innych pierdołach praktycznie nie mówi się nic przy okazji stanowienia prawa. Nie mówi się też „o co naprawdę chodzi”, bo generalnie tzw. politycy mają nauczone, że prawda to jest coś, o czym nie mówi się głośno, zwłaszcza że przecież i tak „wiadomo, o co chodzi”.
A najczęściej chodzi o władzę kościoła i jego ideologii bądź o ordynarnie partykularne interesy takiej czy inne wpływowej grupy.
No weźmy taką debatę o niehandlujących niedzielach. Istota rzeczy tkwi w tym, że kościół katolicki ma taki interes, żeby w niedzielę ludzie chodzili do kościoła i tam zostawiali pieniądze, a nie do galerii handlowych. Sprawa jest prosta i oczywista.
Osią sporu jest to, czy wolno używać przymusu ustawowego, aby wymuszać na obywatelach zachowania zgodne z wyobrażeniem, jakie dominująca w kraju religia ma na temat spędzania niedzieli. Tymczasem zamiast rozmawiać o tym, jak ma się nasza wolność wyboru, nasze prawa i swobody zapisane w konstytucji, do arogancji i autorytaryzmu, wyrażającego się w narzucaniu obywatelom woli instytucji religijnej, gada się o jakichś prawach pracowniczych. Nie mają tu one nic do rzeczy i nawet nie udają, że są pretekstem. Ot, zasłona dymna obłudy i tyle. Zresztą gadać nie ma o czym.
Jest oczywiste, że odbieranie ludziom prawa wyboru: czy chcą, czy też nie chcą handlować i kupować w niedzielę, jest ideologicznym przymusem, gwałcącym konstytucję i ducha wolności. Tak jak oczywiste jest, że nieobecność kluczowego wątku, jakim są nasze konstytucyjne prawa i swobody w tej (i tylu innych!) debatach (pożal się boże „debatach”) politycznych pokazuje jak na dłoni demolkę intelektualną polskiego życia publicznego.
Tak samo jest w kwestii aborcji: żaden jej rzekomy wróg nie stawia sprawy na poziomie praktycznej odpowiedzialności za dobro publiczne i nie pyta, co faktycznie należy czynić i jakie prawa stanowić, aby aborcji było mniej. To nikogo nie obchodzi. Bo do wrażliwości moralnej na los zarodków naprawdę nam jeszcze bardzo daleko. Na razie prostactwo ćwiczy ideę, że jak coś jest złe, to trzeba tego zakazać, bo nie godzi się przecie, aby złe było dozwolone. I będzie tak ćwiczyć jeszcze ze sto lat, zanim w szkołach zaczną uczyć, jak działa prawo i do czego służy.
Inny przykład dotyczy związków partnerskich i wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Jak jakąś chorobliwą mantrę debile powtarzają, że konstytucja chroni małżeństwo i rodzinę – tak jakby któremuś z małżeństw hetero szkodziło to, że małżeństwem będą też dwie kobiety bądź dwóch mężczyzn. O tym zaś, że konstytucja zakazuje dyskryminacji osób homoseksualnych jakoś w „debacie” o związkach partnerskich nie słychać. Chyba że z ust samych zainteresowanych. Państwo i jego funkcjonariusze mają zaś konstytucję i jej wartości w pompce. W konfrontacji z życzeniem kościoła jest ona warta tyle, co porzucona w marcowym błocie laurka pierwszoklasisty na dzień kobiet.
Wystarczy otworzyć zachodnią telewizją albo wziąć do ręki zachodnią gazetę, aby przekonać się, w jak prowincjonalnym grajdole żyjemy i jak ograniczeni moralnie i umysłowo są szafarze prawa i klasa polityczna w ogólności. Różnica pod względem kultury umysłowej i logicznej, nie mówiąc już o kulturze politycznej, pomiędzy Polską i Zachodem jest powalająca.
Debata „warszawska” odpowiada swoim poziomem mniej więcej temu, co wypełnia na Zachodzie łamy tabloidów i powiatowych gazetek o festynach piwnych i przepisach na zupę z tamaryszkiem.
Demokracja została nam podarowana jak reklamówka z Peweksu i tyle jest dla nas warta. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Naród za nią płakać nie będzie, bo nie zdążył się dowiedzieć o co – oprócz tych całych wyborów – w niej w ogóle chodzi. Takie życie – a jak ci się nie podoba, to droga wolna. Najlepiej, rzecz jasna, do Izraela.
Adam Mazguła: Kolejna krew na rękach członków PiS-u, która nie może być zapomniana

Adam Mazguła
Nie róbcie tego! Nie karajcie siebie i swoich bliskich za podłość władzy. Szukajmy zdecydowanych działań dla zatrzymania podłej zmiany, ale nie takich
Protest samopodpalenia
Kolejna granica wytrzymałości społecznej wobec podłej zmiany została przekroczona.
Dzisiaj (19.10.2017) ok. godz. 16:30, na Placu Defilad w Warszawie, wrażliwy i zatroskany człowiek o stan wolności w Polsce dokonał samospalenia. Pozostawił list na ulotkach i włączony megafon z muzyką o wolności.
Powód tego desperackiego kroku wyjaśnia jasno i precyzyjnie w liście. Jak z niego wynika, jest człowiekiem takim jak my i czuł się bezradny wobec władzy, która niszczy Polskę.
Wszystkie media te „publiczne” i te „niezależne” długo milczały. Dlaczego?
Pierwsza informacja pojawiła się w Internecie podana przez Paulina Piechna-Więckiewicz i Video KOD.
To wielka tragedia człowieka, który poświęcił życie w proteście dla godności, przebudzenia społecznego.
Nie róbcie tego! Nie karajcie siebie i swoich bliskich za podłość władzy. Szukajmy zdecydowanych działań dla zatrzymania podłej zmiany, ale nie takich.
Jednak sytuacja nie pozostawia wątpliwości, że to kolejna krew na rękach członków PiS-u, która nie może być zapomniana.
Adam Mazguła
Jurek Owsiak – List do Prezesa TVP Jacka Kurskiego

Jurek Owsiak
Bardzo proszę odpowiedzieć, dlaczego Telewizja Polska, której Pan jest prezesem, w programach informacyjnych „Wiadomości”, „Panorama”, „Teleexpress”, oraz w stacji TVP INFO całkowicie pomija informowanie o działalności naszej organizacj
Szanowny Panie Prezesie,
Zwracam się do Pana z pytaniem dotyczącym informowania o działaniach Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Bardzo proszę odpowiedzieć, dlaczego Telewizja Polska, której Pan jest prezesem, w programach informacyjnych „Wiadomości”, „Panorama”, „Teleexpress”, oraz w stacji TVP INFO całkowicie pomija informowanie o działalności naszej organizacji.
Wszyscy w Polsce wiedzą, że w dziedzinie ratowania zdrowia i życia Polaków Fundacja WOŚP ma ogromne osiągnięcia – zakupiony przez Fundację za ponad 850 milionów złotych sprzęt medyczny pracuje dziś we wszystkich szpitalach w Polsce, w których leczy się dzieci. W większości tych miejsc sprzęt od Orkiestry stanowi podstawę nowoczesnego wyposażenia. Co więcej – przypominam, iż przez 24 lata akcja styczniowego Finału WOŚP współtworzona była przez Telewizję Polską.
W miniony poniedziałek, 16 października 2017 roku, Fundacja WOŚP zorganizowała próbę bicia rekordu w jednoczesnym wykonywaniu resuscytacji krążeniowo – oddechowej. Wzięło w niej udział wg wstępnych deklaracji ponad 85 tys. osób. Tego dnia ogłosiliśmy też cel zbliżającego się, 26. Finału WOŚP. Jest on niezwykle ważny, ponieważ bezpośrednio dotyczy ratowania życia noworodków, a brzmi „dla wyrównania szans w leczeniu noworodków”. Z liczących się w Polsce mediów tylko TVP, której Pan szefuje, całkowicie pominęła informacje o wydarzeniu, w którym uczestniczą miliony Polaków, nie tylko w kraju, ale i na całym świecie. Ponieważ reprezentuje Pan nadawcę publicznego, Pana obowiązkiem, wynikającym z ustawy o radiofonii i telewizji, jest przekazywanie takich wiadomości swoim odbiorcom, a tym bardziej wszystkim tym, którzy płacą abonament telewizyjny.
Jako Prezes Zarządu Fundacji WOŚP wielokrotnie pokazywałem dowód opłaconego przeze mnie abonamentu pytając, czy Pan również taki posiada. W tej sprawie jednak nigdy nie otrzymałem od Pana odpowiedzi. Nigdy również nie dostałem odpowiedzi na żadne pytanie dotyczące stosunku TVP do Fundacji WOŚP. Pokazuje to ogromną nonszalancję i absolutną wybiórczość Pana wizji dotyczącej prowadzenia Telewizji Publicznej.
Bardzo proszę o odpowiedź na moje pytanie w trybie ustawowym. Jeżeli jej nie uzyskam, to pytać będę dalej odpowiednie instytucje państwa polskiego, a na końcu instytucje europejskie, ponieważ uważam, że Pana działania są nacechowane wolą lub niewolą polityczną, a nie pluralizmem, który winien cechować szefa publicznych mediów.
Jurek Owsiak


Rządy Prawa i Sprawiedliwości, wzbudziły w nas gniew i sprzeciw. Najpierw okres przedwyborczy – gorące dyskusje, kłótnie, pierwsze niesnaski między znajomymi. Później „czystki” wśród przyjaciół – niejeden z nas w tym czasie znacznie ograniczył grono znajomych. Jeśli czujesz to samo, że PiS zniszczył Polskę, podzielił Polaków – dołącz do naszej grupy Polska Podzielona
Mężczyzna który dokonał samopodpalenia w Warszawie pozostawił list, którego treść publikujemy
O godzinie 16.30 na Placu Defilad w Warszawie, 54-letni mieszkaniec małopolskich Niepołomic, w proteście przeciwko działaniom obecnej władzy dokonał samopodpalenia.
Osoby będące świadkami zdarzenia, z pomocą gaśnic rozpoczęły akcję ratowania płonącego mężczyzny. Mężczyzna trafił do szpitala.
Stan mężczyzny jest poważny, jednak jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – zachowane są czynności życiowe, ale ma rozległe poparzenia.
– Nikt nie myślał, że komuś dzieje się krzywda. Myśleliśmy, że płonie kosz na śmieci – relacjonuje w rozmowie z WawaLove.pl warszawska radna, Piechna-Więckiewicz, która była świadkiem dramatycznego zdarzenia.
– Kolega powiedział, że chyba dzieje się coś złego. Wokół biegali przerażeni ludzie, niewiedzący co zrobić. Ktoś zaczął gasić. Wszyscy pomagali, ktoś dzwonił po służby, wokół były porozrzucane karty z listem. Leciało również nagranie, słychać było piosenkę „Wolność kocham i rozumiem”.
– Mężczyzna prosił, żeby nagłaśniać sprawę i powtarzać jego słowa. Dlatego to opublikowałam go na Twitterze – powiedziała.
To list, który napisał Pan, który się podpalił dzisiaj pod PKiN,w nagraniu prosił żeby go rozpowszechniać tak też z @TomaszSybilski czynimy pic.twitter.com/jK75YJRlps
— PPiechna-Więckiewicz (@PaulinaPiechna) October 19, 2017
„Mają moją krew na swoich rękach”
Zdarzenie miało bez wątpienia wydźwięk polityczny. W pozostawionym liście mężczyzna wyjaśnia przyczyny swojej drastycznej decyzji. Wyraża w nim sprzeciw wobec polityki rządu PiS:
„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu praw (nieczytelne) i swobód obywatelskich.
2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakikolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, bo osoby na najwyższych stanowiskach w państwie (nieczytelne).
5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej (nieczytelne).
6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją bronić (wycinka Puszczy Białowieskiej) (nieczytelne).
7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko hołdowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko szczerzeniu nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”.
8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych i innych, muzułmanów i innych.
12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie (…), radia, którego słucham od czasów młodości
13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów
14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, niekontrolowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych protestów służby zdrowia.
„Natomiast chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”.
Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych wadz, gdyż uważam, że nic by to nie dało. Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te własze do rózych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.
Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości. że moja smierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.
Wezwanie swoję kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję. I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego co już zdobyli.
Wprawdzie już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju?
Jeśli nie teraz to kiedy? Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej wszystko naprawić.Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u weźcie pod uwagę, że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie taki sposób jak obecnie.
Tych, którzy nie popierają PiS-u, bo polityka jest im obojetna albo mają inne preferencje wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form i możliwości jest naprawdę dużo.
Proszę was jednak, pamiętajcie że wyborcy PiS to nasze matki, braci, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chcial PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne) ale o to aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.
Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej! Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj, zanim całkowicie pozbawi nas wolności.
A ja wolnośc kocham ponad wszystko. Dlatego postanowłem dokonać samospalenia i mam nadzieję że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nie zrobią!
Obódźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”
(af, df) thefad.pl
UK: Obowiązkowa rejestracja i status osiedleńczy, dla zamieszkujących Wyspy obywateli UE
Jak informuje dziennik The Guardian, brytyjski Home Office planuje rozpocząć pod koniec przyszłego roku, akcję rejestracji obywateli UE.

Fot. pixabay
Każdy z 3 mln. obywateli UE zamieszkujący Wyspy Brytyjskie, będzie musiał zarejestrować się w urzędzie i starać się o tzw. „status osiedleńczy”. Taką informację przekazała w Izbie Gmin Amber Rudd – pełniąca w gabinecie Theresy May funkcję minister spraw wewnętrznych.
Aby usprawnić planowane działania, Home Office ma zamiar zatrudnić do końca kwietnia 2018, około 1200 nowych pracowników, których zadaniem będzie przyjmowanie wniosków o przyznanie statusu osiedleńczego. Amber Rudd poinformował, że zostały wyciągnięte wnioski z pracy systemu przyznającego rezydenturę stałą i w celu uniknięcia nieprzewidzianych komplikacji, należy zwiększyć zatrudnienie. Na ten cel zabezpieczono w budżecie 50 mln. funtów.
W przypadku, gdyby miało dojść do tzw. „niekontrolowanego Brexitu” na terenie UK zostaną rozmieszczone oddziały wojskowe w celu wsparcia policji. Jednakże, zaznaczyła minister, użycie wojska byłoby ostatecznym działaniem. Na razie brytyjskie służby graniczne dostaną 300 dodatkowych etatów.
Z informacji Home Office wynika, że przy składaniu wniosku o status osiedleńczy będą sprawdzane kwalifikacje pracownicze oraz niekaralność każdego wnioskodawcy.
Rudd powiedziała również, że obywatele UE, którzy przebywają legalnie na terenie UK ponad pięć lat, będą mogli się starać o status przesiedleńczy z biometrycznym dokumentem pobytu. Wszyscy ci, którzy byli karani, u których nie będzie można w 100 proc. ustalić tożsamości albo są bezrobotni zostaną deportowani. Jednocześnie Home Office nie ma jeszcze rozwiązań prawnych, które pozwalałyby na łączenie rodzin, jeśli jeden z małżonków pracuje w UK i chce sprowadzić do siebie rodzinę.
Minister Spraw Zagranicznych Amber Rudd potwierdziła przed brytyjskim parlamentem, że do końca roku ma zostać opublikowany dokument o imigracji. The Guardian dotarł do projektu tego dokumentu, który mówi między innymi, że wszyscy nowi imigranci z UE otrzymają zezwolenia na pobyt czasowy do dwóch lat po Brexicie, niezależnie od tych, którzy kwalifikują się do uzyskania zezwolenia o wysokich kwalifikacjach (highly skilled permit), co trwa od trzech do pięciu lat.
Źródło: The Guardian




