Warszawskie ZOO organizuje zbiórkę zabawek dla zwierzaków
Warszawski Ogród Zoologiczny, chcąc poprawią jakość życia zwierząt znajdujących się pod jego opieką a także, sprawić swoim podopiecznym radość zwrócił się do mieszkańców miasta o pomoc.
Jeśli chcecie pomóc zwierzętom zabić nudę i umilić im czas, Zoo prosi o przynoszenie przedmiotów, które będą służyć ich podopiecznym do zabawy, lub do zbudowania z nich specjalnych konstrukcji do wspinania.

O jakie przedmioty chodzi?
Kosze wiklinowe, węże strażackie, wytrzymałe piłki i duże butelki po wodzie. Mile widziane będą również wiadra budowlane o różnej wielkości, beczki różnych rozmiarów, separatory drogowe, pachołki, czy boje.
Zabawki trafią m.in. do niedźwiedzi, goryli oraz lwów.
Zabawki pomogą w takim organizowaniu przestrzeni wybiegów, aby zapewnić zwierzętom bezpieczeństwo, wygodę, miejsca kryjówek, urozmaicenie wystroju, zorganizowanie czasu, a także dostarczenie bodźców niezbędnych do zachowania dobrej formy fizycznej i psychicznej.
Wszystkie przyniesione przedmioty muszą być czyste (bez pozostałości np. smarów, olejów) i nie mogą być pozostałościami po substancjach szkodliwych – trujących czy żrących. Powinny być to rekwizyty solidne i trwałe, bo posłużą dużym i silnym zwierzętom m.in. niedźwiedziom polarnym, niedźwiedziom brunatnym, szympansom, gorylom, jaguarom, lwom czy tygrysom.
Przyniesione przedmioty przekazywać należy pracownikom ochrony, przy bramie wejściowej do zoo od strony mostu Gdańskiego, codziennie w godz. 9-16. Zbiórka potrwa do odwołania.
W zoo jedzenie (zwłaszcza smakołyki) są ukrywane w różnych zakamarkach lub przedmiotach, rozpylane są zapachy lub rozsypywane aromatyczne zioła, konstruowane są zabawki wymuszające aktywność fizyczną i trening umysłowy. .
Adam Mazguła: Skrajna prawica chce krzyczeć: „My chcemy Boga”

Adam Mazguła
Skoro skrajna prawica w Dniu Niepodległości Polski wybrała na swoje hasło: „My chcemy Boga”, to ja się z tym zgadzam
„My chcemy Boga” – Pod takim hasłem skrajna prawica będzie maszerować w Dniu Niepodległości Polski.
Rozumiem to tak, że 11 listopada chcą Boga, którego w Polsce nie ma. W zamian – mamy całe tabuny, powołujących się na Boga malowanych i wysoko opłacanych, biskupów, polityków i urzędników.
Nie ma Boga w sercach polskich katolików, dla których wspieranie PiS-u to obowiązek kościelny. Nie ma miłości, radości z życia i zwykłej ludzkiej życzliwości.
Dzisiaj ludzie, modląc się do Boga, szczują na innych Polaków. Msze dla rządzących, publiczne modły i fotografowanie się w pozycji na klęczkach w towarzystwie umundurowanych żołnierzy, policjantów, strażaków – to polityczne wykorzystanie wiary, czysta hipokryzja.
Każda ważna uroczystość, państwowa, resortowa czy samorządowa, zaczyna się od mszy świętej. Na niej politycy prześcigają się w pędzie do miejsca w kościele, gdzie, przez środki masowego przekazu, ich wyborcy zobaczą, jak oni są bardzo pobożni. To sygnał dla społeczeństwa, że są patriotami i Polakami.
Nie ma w Polsce Boga, ale są ci, którzy w jego imieniu przemawiają z ambon, dzieląc, politykując, zaszczuwając tych, którzy są za in vitro, aborcją, lewicą, prawdą, uczciwością… Są przekupni, kochają pieniądze, a wręcz bogactwo – pałace, wystawne imprezy, obżarstwo, wywyższanie. Pojawiają się też w towarzystwie najczęstszych klientów domów uciech.
Ci, którzy uważają, że przemawiają głosem Boga, kochają politykę i wpływy tak bardzo, że narzucają swoje zdanie w formie obowiązującego prawa wszystkim: wierzącym, niewierzącym, tym, którzy mają innego Boga oraz tym, którzy trzymają się z dala od jakiejkolwiek agresji światopoglądowej.
Nie ma Boga w Polsce, ale wszędzie wiszą krzyże – w sejmie, w urzędach, w szkołach, przy każdej drodze i placu. Zasłaniają się Bogiem, narzucając ceremonię chrztu, pierwszej komunii, ślubu i śmierci. Na maskach samochodów malują ryby, a na lusterku – wieszają różaniec, aby… jechać z Bogiem. Czy to jazda z Bogiem, czy z symbolem, takim tylko na pokaz?
Mamy dziesiątki tysięcy smutnych, mrocznych, strzelistych budowli, w których nikt nie mieszka. Istnieją jako historyczny wyraz podległości, jako rodzaj pomników i muzeów, gdzie ze ścian kapie złoto, pot, krew niewolniczych ludów podbijanych w imię Boga. Smutny obraz zaangażowania malarzy, rzeźbiarzy a także złotników do upiększania ponurych murów kościołów, w których Boga nie ma.
W Polsce nie ma Boga, chociaż księża prowadzą stacje radiowe i telewizyjne, w których mają najmocniejsze, najnowocześniejsze odbiorniki nadawcze i przekaźnikowe.
Oni nie mówią językiem miłości, pojednania, zrozumienia ani empatii. Oni popierają partyjny przekaz podziałów społecznych „rasy panów”. Jest tam faszystowska ideologia śmierci, rasizmu a także pogardy dla praw kobiet.
Skoro skrajna prawica w Dniu Niepodległości Polski wybrała na swoje hasło: „My chcemy Boga”, to ja się z tym zgadzam, ale z zastrzeżeniem, że chcemy żyć w miłości.
Tymczasem nasuwa się pytanie: dlaczego ma to być hasło akurat na Dzień Niepodległości?
Dzisiaj rozmiary „braku Boga” w Polsce są na tyle ogromne, że można śmiało powiedzieć o ograniczonej niepodległości naszego kraju wobec Watykanu.
O co zatem chodzi skrajnej prawicy?
Chodzi jej o umocnienie władzy w imieniu Boga, ale dla siebie jako propagatora postawy, w której pojęcie „Bóg” zastępuje słowa: My mamy autorytet, my niesiemy prawdę i miłość. Tymczasem – zamiast liści, chcą, by wisieli…
W ten sposób skrajna prawica podczepia się pod Boga ze swoim pseudopatriotyzmem nawołującym do przemocy rasowej i wyznaniowej.
Dokładnie taki sam kierunek postępowania doprowadził do rozwoju religii śmierci, jakim stał się islam na usługach arabskich fanatyków. To oni, gdy zabrakło im wrogów jak też niewiernych, eksportują terroryzm, a nawet zabijają siebie nawzajem w celu udowodnienia, kto bardziej służy Bogu.
Skrajna prawica chce krzyczeć: „My chcemy Boga”. Znowu ukrzyżować czy deportować? – Pytam.
Adam Mazguła
Jurek Owsiak: 6,45 zł – tyle może kosztować ludzkie życie

Jurek Owsiak
Nikt z Ministerstwa Edukacji Narodowej nie pofatygował się z żadnym pozdrowieniem do dzieci i nauczycieli
Życie za 6,45 zł
Wczoraj, podczas bicia rekordu świata w resuscytacji krążeniowo-oddechowej, podałem informację, że szkolenie jednego ucznia w naszym Programie Ratujemy i Uczymy Ratować, kosztuje niewiele ponad 10 złotych.
Podawałem to jako doskonały wynik finansowy związany z prowadzeniem programu edukacyjnego, który trafia do wszystkich uczniów polskich szkół podstawowych. To idealny program dla organizacji pozarządowej, która na taki cel przeznacza zbierane przez siebie fundusze.
Dzisiaj w Fundacji dużo mówiliśmy o bitym rekordzie i o tym, że po raz kolejny nikt z Ministerstwa Edukacji Narodowej nie pofatygował się z żadnym pozdrowieniem do dzieci i nauczycieli. I wtedy jeszcze raz pochyliliśmy się nad wydatkami na pierwszą pomoc.
Wyniki są jeszcze bardziej zaskakujące. Suma 10 zł i 68 groszy to wartość wynikająca ze wszystkich wydatków, które Fundacja poniosła na szkolenie pierwszej pomocy, także osób dorosłych, choćby kilkunastu tysięcy wolontariuszy Pokojowego Patrolu. To koszty poniesione przy organizacji różnych eventów i konkursów związanych z pierwszą pomocą.
Ale kiedy policzyliśmy pieniądze wydane tylko i wyłącznie na szkolenie uczniów w polskich szkołach podstawowych (ponad 2 600 000 dzieci, 12 310 szkół – to 91% wszystkich szkół!), to koszt przeszkolenia jednego ucznia w czasie trwania programu przez 11 lat wyniósł… 6 złotych i 45 groszy (sześć złotych, czterdzieści pięć groszy).
Nikt ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej od wielu, wielu lat nie chce pochylić się nad tym programem, który jako jedyny program organizacji pozarządowej przybrał ogólnokrajową skalę. Nie ma w tym grama polityki i jakiejkolwiek ideologii, jakiegokolwiek bytu pozaziemskiego. Jest nauka ratowania życia przekazywana przez naszych instruktorów nauczycielom, a Ci z kolei przekazują ją dzieciom. Jeśli nie będzie ona obligatoryjna, czyli obowiązkowa, niestety także sami nauczyciele i dyrektorzy szkół będą tymi, którzy mogą całą ideę pogrzebać. Bo gdy nie ma obowiązku, to często nie ma i chęci.
Sześć złotych, czterdzieści pięć groszy. O skuteczności tej pomocy już nie raz się przekonaliśmy, kiedy różne media w swoich newsach przekazywały super reakcje dzieci podczas najróżniejszych przypadków, gdzie życie ludzkie było zagrożone.
Sprawdziliśmy wczorajsze newsy, Telewizja Narodowa nie podała żadnej informacji na temat bicia rekordu, a tym bardziej nie „jęknęła” słowem na temat 26. Finału. Jeśli ktoś odbiera tylko takie wiadomości, to niczego na temat największej akcji charytatywnej się nie dowie. A przecież to obowiązek Telewizji Publicznej, wynikający z jej ustawowych założeń.
Po raz kolejny mówię na ten temat głośno, bo my razem z Telewizją Polską stworzyliśmy to niesamowite dzieło, które przez 24 lata było z Polakami i osiągało nieprawdopodobne, zadziwiające świat rezultaty. Nie ma żadnego logicznego powodu, aby o 26. Finale na antenie TVP w Wiadomościach nic nie mówić. Nie ma żadnego zrozumiałego wytłumaczenia dla takiego stanu rzeczy. Także zgodnie z ustawą o telewizji jest ona nasza, tak jak w moim przypadku, abonenta.
Ja abonament płacę i domagam się, aby taka informacja zaistniała na antenie telewizji. Nie raz zwracałem się z tym do Prezesa.
Tym razem, Panie Prezesie,
w tej sprawie zwrócę się zgodnie z kolejnością, bo tak mi się wydaje: do Pani Premier, potem do Pana Prezydenta, a następnie do Parlamentu Unii Europejskiej.
Płacąc, mam udział w tej telewizji. I chciałbym wiedzieć jakie są powody braku informacji o akcji, która dotyczy życia i zdrowia ludzkiego.
Reasumując – w przypadku telewizji, którą Pan reprezentuje i której powinność jest bardzo jasno zapisana, nie uczestnicząc w akcji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, którą sama współtworzyła, naraża Pan na utratę życia i zdrowia obywateli naszego kraju.
Napisałem to najjaśniej jak mogę i teraz w sposób urzędowy, tydzień za tygodniem, pytać będę kolejne osoby odpowiadające za nasze państwo, czemu się tak dzieje. Chyba, że Pan, Panie Prezesie zacznie współpracować z organizacjami pozarządowymi, a zwłaszcza z tymi, które w znaczący sposób wpływają na stan zdrowia rodaków. Do tych organizacji zaliczamy także siebie.
Jurek Owsiak
P.S. Proszę pamiętać, ten najmniejszy wydatek świata na naukę pierwszej pomocy może także okazać się zbawienny dla Pana, Pana bliskich, znajomych, dla nas wszystkich. Ale to Pan szefuje telewizji i Pan podejmuje decyzje.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała i wydała do tej pory ponad 825 mln PLN na najwyższej klasy sprzęt medyczny. A to wszystko dzięki Wam!
Skorzystaj z możliwości wsparcia WOŚP. Za każdą wpłatę, nawet najdrobniejszą bardzo dziękujemy!
Manuela Gretkowska: Krystyna Janda – Polski efekt Weinsteina

Manuela Gretkowska
Przecież u nas nie ma przemocy, ani kobiet molestowanych. Prostytutki i cytując internautę „K… jeb…” się nie liczą
Zdjęcie z mojego profilu. Podobnych komentarzy dostaję setki, wymazuję je zgodnie z moim postem z 15 lipca WON.
Efekt Weinsteina polega na tym, że kobiety z całego świata wyrzucają z siebie koszmarne świadectwa molestowania. Ruszyła internetowa lawina.
U nas Rzecznik Praw Obywatelskich razem z poznańskim uniwersytetem będą badać poniżanie Polek. Wreszcie pojawią się liczby, a nie tylko odczucia ofiar, że molestowanie jest codziennością.
Skąd wziął się efekt Weinsteina? Hollywoodzka bajka zamieniła się w je-bajkę. Podziwiane za talent aktorki, wzory do naśladowania, boginie ekranu doświadczały tego samego co większość śmiertelniczek. Gwałtu, seksu za pracę, obmacywanej i wszystko co mieści się w definicji molestowania seksualnego:
„To każde nieakceptowane zachowanie, celem którego jest poniżenie lub naruszenie godności mające charakter seksualny. Na molestowanie seksualne mogą się składać nie tylko niepożądany kontakt fizyczny, ale i OBELGI, UWAGI, INSYNUACJE Z EROTYCZNYM PODTEKSTEM.”
Trudno domyślać się co miał na myśli Krzysztof Bukiel przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Lekarzy. Dzisiaj nazwał prostytutką popierającą protest medyków Krystynę Jandę. Bo jest aktorką, a więc z definicji Weinsteina kobietą obciągającą producentom? Bukiel uściślił: „Janda brała udział w Czarnych Protestach”. Od czasu Sklepowicza wiadomo, kobiety biorące udział w Protestach wychodzą na ulice z braku seksu. Są jednak za brzydkie by je nawet darmo wyru…Więc chyba nie są prostytutkami? Gimnastyka pochylania się nad tym co różni debile mieli na myśli stała się sportem narodowym.
Bukiel, wbrew nazwisku nie obsadził się jako Buk, ale Chrystus: „Powiem tak, jak do Chrystusa przychodziły też prostytutki i to nie oznacza, że Jezus był złym człowiekiem”. Janda przyszła na protest lekarzy i on, Jezus Bukiel jej nie wygnał. A mógł, wszystko może, jak Chrystus, albo i więcej.
Ewidentnie facet ma kompleks Boga, Buk – i – el (EL po hebrajsku znaczy Bóg), Więc Krzysztof Buk i bóg, będąc Bogiem w dwóch osobach wydzielił się w postaci Krzysztofa Jezusa Chrystusa litościwie patrzącego na jawnogrzesznicę. Że też Pani Krystyna nóg włosami Przewodniczącemu Związku Lekarzy nie zdezynfekowała. Maria Magdalena by tak mu zrobiła w psychiatryku, gdzie powinien zostać rezydentem na stałe.
Nie wiem czy Krystyna Janda pozwie go do sądu. Czy sąd przyzna Jezusowi Chrystusowi polskiej medycyny rację zgodnie z patriarchalnym mentalem: Matka Boska jest jedna, a reszta to dziwki.
Cokolwiek się stanie bardzo współczuję nam wszystkim. Bo już się stało. Skoro najwspanialszą z Polek można oficjalnie molestować, to co z innymi? Nie tak znanymi, zasłużonymi?
Prezydent przyznaje, że chce pogwałcić prawa kobiet i zaostrzyć prawo antyaborcyjne.
Żyjemy w kraju, gdzie opowieść o hollywoodzkim zboku nadal wydaje się nierealną bajką – świadectwo ofiar molestowania i gwałtu wywołuje oburzenie, światowe głosy solidarności. Weinstein przeprasza i zapadł sie pod ziemię. A w Polsce Efekt Weinsteina zamienił się w swoje przeciwieństwo – publiczne, bezwstydne molestowanie nie tylko aktorek.
Skarżąc się do FB, dostaję odpowiedź, że mogę się odciąć od molesterów nękających mnie, tak jak tysiące Polek.
Jasne, odetnijmy się od uczuć i myśli, jak straumatyzowane ofiary. Policja wypiera się oskarżeń o prześladowanie działaczek protestów. Polska zamierza się wycofać z europejskiej „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet”.
Przecież u nas nie ma przemocy, ani kobiet molestowanych. Prostytutki i cytując internautę „K… jeb…” się nie liczą.
Kamila Gasiuk-Pihowicz apeluje do Andrzeja Dudy

Kamila Gasiuk-Pihowicz
Panie Prezydencie! Proszę się nie bać głosu obywateli i opozycji. Proszę nie chować się w takiej sprawie jak sądownictwo za zamkniętymi drzwiami Pałacu.
Ustawy Andrzeja Dudy sprowadzają się jedynie do wymiany kadr i przejęcia kontroli nad sądami przez polityków. Nie rozwiążą problemów sądownictwa.
Pan Prezydent kilkakrotnie odrzucał zaproszenia na otwarte spotkania w Sejmie z udziałem ekspertów i organizacji pozarządowych poświęcone przygotowanym przez niego ustawom.
Dlatego wzywamy Pana Prezydenta do dyskusji nad kolejnymi wersjami jego ustaw i proponowanymi poprawkami. Wzywamy do zorganizowania spotkania z przedstawicielami opozycji, z niezależnymi ekspertami, z przedstawicielami organizacji pozarządowych.
Panie Prezydencie! Proszę się nie bać głosu obywateli i opozycji. Proszę nie chować się w takiej sprawie jak sądownictwo za zamkniętymi drzwiami Pałacu.
Rozmawianie tylko z jednym posłem na temat tego jak ma wyglądać sądownictwo dla 38 milionów obywateli odbierane jest jako przejaw lekceważenia wobec wszystkich Polaków.
W przypadku tak kontrowersyjnych propozycji jak te wysunięte przez Pana Prezydenta ludzie mają prawo wiedzieć jak wyglądają prace, jakie są proponowane poprawki, jakie są rozważane warianty. Nie mogą tego dowiadywać się wyłącznie z przecieków medialnych.
Chcemy przypomnieć Panu Prezydentowi, że propozycja wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa przez polityków jest całkowicie sprzeczna z Konstytucją. Nie ma znaczenia jaka to będzie większość.
Sprzeczna z Konstytucją jest również propozycja przerwania kadencji obecnej KRS.
Już samo proponowanie opozycji wzięcia udziału w wyborach sędziów do KRS jest jak proponowanie skoku na bank. Uczciwi ludzie na takie propozycje nigdy się nie zgodzą. Sędziów do KRS mają prawo wybierać tylko sędziowie. Wybór sędziów do KRS przez polityków jest nielegalny. To złamanie wprost zapisów Konstytucji.
#reformasadownictwa #KRS #PAD
Kamila Gasiuk-Pihowicz
Dlaczego mężczyźni nie lubią prezerwatyw? Odpowiedź nie jest taka oczywista
Mężczyźni nie przepadają za używaniem prezerwatyw, ponieważ są one zbyt duże dla średniej wielkości penisa. Tak wynika z najnowszego raportu New York Times.

Podczas erekcji, penis średniej długości jest aż o 2.5 centymetra krótszy, niż standardowa prezerwatywa która ma długość 17 cm.
Debby Herbenick, ekspert ds. Zdrowia seksualnego na Uniwersytecie w Indiana, ma pomysł jak powinny być „skonstruowane” nowe prezerwatywy: „Prezerwatywa musiałaby być wystarczająco długa, by spełniać oczekiwania większości mężczyzn, a jej nadmiar mógłby być zwinięty”.
Opublikowane przez Debby Herbenick, badania, przeprowadzone zostały na grupie 1661 mężczyzn. Na ich podstawie odkryto, że aż 83% przebadanych mężczyzn miało mniejsze penisy niż przewidywał to rozmiar standardowych prezerwatyw.
Jaka w takim razie jest standardowa długość penisa? 14.15 cm.
(af)
Ryszard Petru: Kiedy rządy PiS-u się skończą, ktoś będzie musiał posprzątać

Ryszard Petru
Ministrowi Radziwiłłowi łatwo jest obiecać podniesienie nakładów na służbę zdrowia do 6,8% PKB w 2025 roku. Przecież za 8 lat i tak nie będzie już ministrem
Jeżeli państwo wydaje kilkaset tysięcy złotych na edukację każdego lekarza, a potem lekką ręką wyrzuca ich za granicę, to obywatele robią na tym bardzo kiepski interes.
W miniony weekend prowadzący protest głodowy lekarze pikietowali w Warszawie przed siedzibą premier Szydło. Mieli nadzieję, że ich kilkunastodniowa głodówka i presja społeczna skłonią rząd do podjęcia szybkich działań, by poprawić agonalny stan polskiej służby zdrowia.
Zamiast tego usłyszeli, że są niepoważni, wciąż wznawiają i przerywają protest, żyją wygodnie i podróżują po świecie (nieważne, że chodzi o trudne misje humanitarne), a także oczekują powyżek za nic. A tak w ogóle, to protest ma charakter polityczny i nie wiadomo do końca przez kogo był inspirowany. Prezes Kaczyński oczywiście wie, ale jak zwykle nie powie.
Młodzi lekarze – mądrzy ludzie po trudnych 6-letnich studiach i wielu egzaminach tak łatwo dali się zmanipulować totalnej opozycji i celowo szkodzą rządowi, który ma wspaniałe wyniki i właśnie wstał z kolan…
Przykro patrzeć jak czerpiąca wprost z PRL-u wzorce rządowa propaganda rusza przeciw młodym idealistom, kochającym swój zawód i wierzącym, że można i powinno się go wykonywać w znacznie lepszych warunkach. Lepszych dla lekarzy i bezpieczniejszych dla pacjentów.
Nie chodzi im wyłącznie o podwyżki. Chodzi o głęboką reformę niewydolnego systemu służby zdrowia, który po szumnych zapowiedziach w wielu kampaniach wyborczych pozostawał zaniedbany przez każdą kolejna ekipę rządzącą.
Ministrowi Radziwiłłowi łatwo jest obiecać podniesienie nakładów na służbę zdrowia do 6,8% PKB w 2025 roku. Przecież za 8 lat i tak nie będzie już ministrem.
Posłom PiS łatwo jest krzyczeć z ław sejmowych: „Niech jadą”. Oni nie muszą się martwić o kolejki w szpitalach.
Protest młodych lekarzy, wbrew ich oczekiwaniom, ma charakter polityczny. To politycy decydują o budżecie państwa. To z nimi lekarze muszą negocjować zmiany systemu.
Zmiana musi nastąpić tu i teraz. Ponad politycznymi podziałami. Chorujemy i umieramy wszyscy, bez względu na poglądy polityczne. Nie możemy ryzykować zdrowia i życia naszych bliskich. Nie możemy żyć w obawie, że jeżeli coś im się stanie, to trafią w ręce skrajnie przepracowanego lekarza, który popełni błąd. Nie możemy również ryzykować sytuacji, w której za jakiś czas – raczej szybciej niż później – w wielu szpitalach po prostu nie będzie nikogo potrafiącego udzielić pomocy.
Krótkowzroczność polityków PiS jest opłacalna dla nich samych, ale z pewnością szkodliwa dla zdrowia 38 milionów obywateli.
Niech jadą?
Dla ekipy Kaczyńskiego byłoby najwygodniej gdyby wyjechali wszyscy niezależni od kaprysów rządu, wykonujący zawody, których nie da się z ustawy obsadzić Misiewiczami. Przedsiębiorcy, lekarze, pielęgniarki, nauczyciele i młodzi fachowcy zmęczeni coraz większym obciachem w kraju.
My mówimy: Zostańcie!
Potrzebujemy 30 tysięcy lekarzy i około 130 tysięcy pielęgniarek. Potrzebujemy każdego zaradnego obywatela.
Kiedy rządy PiS-u się skończą, ktoś będzie musiał posprzątać i ułożyć nasz kraj od nowa. Każda para fachowych rąk i każda mądra głowa będzie potrzebna.
#ProtestMedyków
Ryszard Petru
Jak się jest oderwanym od ludzi jak pani posłanka, @BeataSzydlo czy @Radziwill_K to nic dziwnego że nie rozumie się #protestmedyków. pic.twitter.com/U3HHpvJxri
— Pawel Rabiej (@PawelRabiej) October 16, 2017
Adam Mazguła: Antoni Macierewicz to symbol kłamstwa, oszustwa i buty

Adam Mazguła
Jeśli PiS utrzymuje A. Macierewicza na stanowisku, nie przerywa tego kultu kłamstwa, to jak podły musi mieć w tym cel?
Listu do A. Macierewicza nie napiszę
Z tym człowiekiem powinien rozmawiać jedynie prokurator, służby kontrwywiadowcze i inne służby specjalne, odpowiedzialne za bezpieczeństwo kraju.
Nie szukam kontaktu z człowiekiem, który całym swoim życiem pokazuje, jak można grać bezprawiem i manipulować politykami dla budowy swojej kariery politycznej. Motorem działań tego manipulatora jest brak odpowiedzialności urzędniczej, która od lat króluje w Polsce.
Jak pisze prasa, Antoni Macierewicz nie służył w wojsku, chociaż był zdrowy, wyrzucony ze studiów – ukończył je, zaangażował się w opozycję, ale gdy koledzy odbywali kary – on cieszył się wolnością.
Kiedy opozycja walczyła z komuną, on namawiał do współpracy ze wschodnim krajem. Jego arogancja a także inteligencja zostały wykorzystane potrzeby szokujących kłamstw oraz manipulacji. To one bulwersowały tak bardzo, że pomogły mu utrzymywać się na szczytach władzy kolejnych partii. To A. Macierewicz wiecznie ścigał spiski i tworzył teorie zdrady.
Został ministrem spraw wewnętrznych i wywołał skandaliczny kryzys polityczny w Polsce ze zmianą rządu w tle. I co? I nic!
Kto miał interes, żeby go dalej utrzymywać przy władzy?
A. Macierewicz został wiceministrem obrony i szefem WSI. Zniszczył polski wywiad oraz kontrwywiad. Doprowadził do międzynarodowych skandali, pozbawił polskich agentów pracy, ujawnił ich nazwiska a nawet doprowadził wielu z nich do śmierci.
W każdym kraju byłby aresztowany, a tam, gdzie istnieje kara śmierci – rozstrzelany lub powieszony. W Polsce zaś jego kariera dopiero się rozkręcała.
Zarekwirował wiele dokumentów o charakterze ściśle tajnych i tajnych specjalnego znaczenia. Jego raport przepisywała sekretarka ambasady radzieckiej w Polsce. I co? Włos mu z głowy nie spadł.
10 kwietnia 2010 roku odbył pociągiem podróż do Smoleńska, na wieść o tragedii zjadł spokojnie obiad i czym prędzej pojechał czyścić kancelarię prezydenta z dokumentów.
Gdzie są te dokumenty? Pytam tak, jak powinny spytać służby i prokuratura, ale one nie pytają… Za jeden taki dokument idzie się siedzieć, tymczasem A. Macierewicz dopiero się rozwijał.
Budował kult religii smoleńskiej i kłamał, kłamał, kłamał… Pomocny był tu kościół, który angażował się po stronie tego oszustwa na wielką skalę.
No, ale jak już został Ministrem Obrony Narodowej rozwinął się we wszystkich kierunkach. Doprowadził do wycofania z wojska zasad rozwoju kadrowego, dał sobie prawo do awansowania i zwalniania oficerów według swojego prywatnego uznania. Zbudował swoje prywatne wojsko (WOT podległe są tylko jemu).
Wydaje pieniądze MON według swojego uznania, kpi z przetargów, zawierza całą armię Kościołowi katolickiemu. Wie, że biskupi będą mu wdzięczni a za cenę chrześcijańskiego wojska do obrony wiary – nie narodu, będą go popierać w każdej sytuacji.
W czyim interesie jest więc on ministrem?
Prawdziwy skandal – to komisja do zbadania katastrofy smoleńskiej. Wszyscy ten temat znają, pominę zatem szczegóły.
Interesuje mnie jednak odpowiedź na pytanie:
Dlaczego to właśnie Antoni Macierewicz prowadzi wspomniane śledztwo, w dodatku na poziomie żartu narodowego?
Dlaczego nie Prokurator Generalny, Minister Sprawiedliwości, służby specjalne, komisje państwowe, tylko Antoni Macierewicz?
Tak, właśnie on, bo to jego decyzje nadają tempo i brak powagi dla śledztwa, w którym zginął Prezydent RP wraz z 95 innymi ważnymi osobami w państwie. Przecież to pogarda dla prawości i prawdy. Człowiek, który całe życie kłamie i oszukuje prowadzi główne śledztwo narodowe. W jakim kraju byłoby to możliwe? Myślę, że w żadnym.
Ale to nie koniec PiS-owskiego prymitywizmu.
Partia rządząca wzmacnia swoją władzę w środowiskach zawodowych. Zapowiedziano, że ocena przydatności nauczycieli będzie opierać się na „wartościach moralnych nauczyciela”. W tę samą stronę idą zmiany ustawowe w wojsku.
Uwaga!
A. Macierewicz opracował projekt, zgodnie z którym minister obrony narodowej będzie mógł wyrzucić z wojska, zabrać prawo do emerytury, pozbawić stopnia wojskowego żołnierza czynnej służby wojskowej, ale i rezerwistę, żołnierza w stanie spoczynku na podstawie swojej oceny wartości moralnej takiego żołnierza.
A. Macierewicz – symbol kłamstwa, oszustwa i buty w kreowaniu niewiarygodnych zdarzeń czy myśli, będzie oceniał moralność byłych oraz obecnych oficerów i podoficerów Wojska Polskiego. Bez sądu i udowodnionej winy, będzie miał prawo zabrać wszystko, co zdobyli w życiu, za wierną służbę Polsce.
Jeśli takie idiotyzmy wchodzą w życie, to trzeba opracować wzorzec zachowań godnych, za które A. Macierewicz niczego nie będzie mógł zabrać.
Idąc jego życiową drogą, proponuję, aby na pierwszym miejscu była wiara. Będzie można zdegradować za nieobecność na mszy niedzielnej i na pielgrzymkach obowiązkowych.
Żołnierz powinien zwalczać Polskę, jej służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze, szczuć na władzę i ludzi, którzy nie są z PiS-u. Donosić na przełożonych i podwładnych, kraść dokumenty o klauzuli „ściśle tajne” oraz „tajne specjalnego znaczenia” i przekazywać je Antoniemu Macierewiczowi. Wszędzie widzieć zagrożenie i zwalczać je donosem, rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji, aby bronić dobrego imienia ministra. Wspierać kapelanów wojskowych w każdej dziedzinie ich życia. Zachęcać faszystowskie grupy młodzieżowe do służby w WOT. Prezydent RP nie jest przełożonym moralnego żołnierza Macierewicza; bezwzględne posłuszeństwo należy się jedynie twórcy tych szalonych bezprawnych i niekonstytucyjnych zmian. Dodatkowe punkty powinny być za młody wiek i uległość.
Ale to jeszcze nie wszystko.
W XVII wieku w Anglii zanotowano wypadki wykopywania z grobów nieboszczyków, aby postawić ich przed sądem, osądzić i zakopać z pogardą. A. Macierewicz wraca do tych tradycji. Obiecuje zdegradować, bez sądu, gen. Wojciech Jaruzelskiego i gen. Czesława Kiszczaka.
Niebywałe, przecież dla historii i świata oni już zawsze będą generałami, a jak skończy się podła władza PiS-u, pewnie i tak zostaną anulowane te niedorzeczne decyzje.
Koledzy Żołnierze!
Jeśli w treści obowiązującej przysięgi wojskowej, którą wszyscy znacie, bo przysięgaliście, ustawodawca zapisał, że wojsko ma między innymi „honoru wojskowego bronić”, to ja pytam: komu służycie?
Jeśli to, o czym tu napisałem, nie jest kpiną z honoru wojska i całego narodu, to co nim jest?
Dożyliśmy czasów, gdy w Polsce pogarda dla prawdy, służba faszyzmowi, prywata i bezprawie są zaskakująco wysoko ponad cywilizacyjne zdobycze ludzkości.
Jeśli PiS utrzymuje A. Macierewicza na stanowisku, nie przerywa tego kultu kłamstwa, to jak podły musi mieć w tym cel?
Czas na to, aby odpowiednie służby przerwały ten kult groteski Antoniego Macierewicza i osadziły go tam, gdzie od lat jest jego miejsce.
Adam Mazguła
Będzie padał deszcz czy zaświeci słońce? Poznaj ludowe przepowiednie
Konieczność prognozowania pogody dotyczyła zwłaszcza społeczeństw rolniczych, dla których niespodziewane zmiany warunków atmosferycznych mogły oznaczać utratę plonów, a w konsekwencji przynieść głód i choroby.

Prognozy powstawały na podstawie długotrwałych obserwacji reakcji organizmu ludzkiego, zachowania się domowych i dzikich zwierząt oraz zjawisk zachodzących w otaczającym środowisku naturalnym. Z czasem, gdy doszukano się związków między poczynionymi spostrzeżeniami a zmianami pogody, utrwaliła się w świadomości pokoleń wiedza, która często pozwalała przewidywać zjawiska atmosferyczne.
Prognostyki te przekazywane były zazwyczaj ustnie, dlatego też otrzymywały niekiedy formę łatwych do zapamiętania rymowanek, którtch jednak nie należy utożsamiać z przysłowiami, łączącymi wnioski trafne z bezwartościowymi. Ludowe przepowiednie pogodowe miały zwykle charakter prognoz krótkoterminowych i lokalnych, ale starano się również przewidywać pogodę na większym obszarze i w wymiarze długoterminowym, tj. prognozować nadchodzące lato lub zimę.
Wtedy wyjrzy słońce
W najbliższych godzinach wypogodzi się, gdy po długotrwałym deszczu gwałtownie zrobi się chłodno, a siła wiatru zacznie się wzmagać. Dobrym znakiem jest też dym unoszący się ukośnie lub pionowo ku górze.
Pogodę słoneczną zapowiadają też wczesne powroty bydła z pastwisk do obór oraz elektryzowanie kociego futra podczas głaskania. Podobnie wróżą nietoperze pojawiające się licznie zaraz po zachodzie słońca, liczne loty wieczorne robaczków świętojańskich, gromadne loty chrabąszczy wokół drzew oraz budowanie przez pająki dużych pajęczyn, wysokie loty i śpiew skowronków, a także wróble zbierające się gromadnie na drzewach[1].
Po całonocnym deszczu szczebioczące głośno o świcie ptaki zwiastują piękny słoneczny dzień. Gdy mimo to przed południem nadal jest pochmurno, ale z uli gromadnie wylatują pszczoły, pogoda wkrótce się poprawi.
Jeśli wieczorem na zachodzie, pod chmurami pojawi się paseczek czystego, żółtego bądź zielonkawego nieba, następnego dnia pogoda będzie dobra. Jeszcze większe prawdopodobieństwo wypogodzenia się istnieje, kiedy księżyc świeci nocą jasnym, silnym światłem, a gwiazdy nie migoczą i wydają się bardzo dalekie. Stojąc na wzgórzu odczuwa się suche, ciepłe powiewy wiatru, zaś nad wodą daje się zaobserwować lekka mgiełka.
Co zwiastuje ładną pogodę?
Zachód słońca zwiastujący ładną pogodę
Zachodzące wieczorem słońce jest niewielkie, złocistoczerwone i otoczone żółtą oraz jasnoróżową zorzą, a mgły kładą się o zmierzchu w zagłębieniach terenu. Trawa na łące jest znacznie chłodniejsza niż powietrze ponad nią. Nad morzem, bądź dużym jeziorem lekki wiatr wieje w kierunku wody. W górach łagodne podmuchy idą od strony szczytów. Nocą na rozgwieżdżonym, granatowym niebie pojawia się zielonkawa poświata. Gwiazdy nie migoczą, a podczas pełni księżyca, w znacznej odległości od niego bywa widoczny szeroki, biały pierścień.
Rankiem zanikają nocne mgły, a obfita rosa na trawie szybko wysycha. Poranna zorza jest żółta i zielonkawa. Wschodzące słońce wygląda jak niewielki, promienisty krążek. Nadchodzące ze wschodu pierzaste obłoczki zwiastują dobrą pogodę również na następny dzień.
W górach szczyty są oddalone i lekko zamglone. Nad wodą w kierunku lądu wieje lekki wiatr. Długotrwały wyż zwiastują też wysokie loty jaskółek.
Kiedy w ciągu dnia pająki zajęte są snuciem pajęczyny, będzie z pewnością sucho. Niezwykła aktywność komarów zwiastuje upały.
Jakie zjawiska zwiastują ulewne deszcze?
Kiedy niebo ma białawy odcień (znak że w powietrzu nazbierało się dużo wilgoci), w ciągu najbliższych 12 godzin pogoda się załamie.
Kiedy zachodzące słońce nie chowa się za czysty horyzont, lecz za warstwę ciemnych chmur, wkrótce nadejdzie pogorszenie pogody. Deszcz zwiastują też: nienaturalne powiększenie się tarczy słonecznej i jej krwistoczerwony kolor oraz podobna barwa zorzy na wieczornym niebie.
Kiedy pogoda ma się pogorszyć, poprzedniego dnia wieczorem zmrok zapada wolno i zaczyna wiać silniejszy wiatr, temperatura powietrza zaś lekko rośnie. Mieszkający w pobliżu linii kolejowej czy szosy w tym czasie lepiej słyszą przejeżdżające pociągi czy samochody.
Silne migotanie gwiazd, oraz obecność rudej poświaty, tzw. lisiej czapy wokół księżyca, a także jego nienaturalna wielkość i wrażenie bliskości zwiastują nadejście deszczu. Deszczu można się spodziewać szczególnie wówczas, jeśli noc jest tak ciepła, że nie różni się temperaturą od dnia.
Ogromna, czerwonawa tarcza słoneczna rankiem, a także brak rosy na trawie mówią o zbliżających się opadach. To samo zwiastują również trzaski w odbiornikach radiowych (pogorszenie odbioru).
Ostrzeżeniem przed zbliżającymi się deszczami w górach jest wspaniała widoczność.
O zmianie pogody na gorszą mówi też zachowanie zwierząt: jaskółki latają nisko, (bo wilgoć w powietrzu zmusiła do niższych lotów owady, stanowiące ich pokarm); rankiem pszczoły opuszczają ule pojedynczo, a już koło południa gromadnie do nich wracają; bociany spacerują po polach, a nie po podmokłych łąkach. Mieszkańcy wsi twierdzą, że zawsze przed deszczem kury kąpią się w piasku, a koguty pieją wieczorem.
Słotę zapowiadają również psy jedzące trawę, świnie wykazujące nadmierną ruchliwość, kozy i owce pasące się dłużej i wykazujące dużą żarłoczność oraz koty długo wylizujące sierść. Przed deszczem pająki krzyżaki siedzą w ukryciu lub spuszczają się na nici pajęczej z sufitu, a gęsi i kaczki szybko pływają po wodzie. Opady zwiastować też mają krety zatykające otwory do nor, nietoperze siedzące wieczorem w ukryciu oraz aktywne i uciążliwe muchy, komary i bąki. Wtedy też dzierlatki latają wysoko i głośno śpiewają, odzywają się często trznadle, wróble głośno świergocą rano na drzewach, łabędzie szybko pływają po wodzie, sójki wrzeszczą , a wrony i kawki latają gromadnie, a następnie siadają głęboko w koronach drzew. Opady zwiastują również trzymające się blisko ziemi sokoły i czaple, donośnie odzywające się bąki i żurawie, zbliżające się do zabudowań dudki oraz małe ptaki kryjące się w zakamarkach domów. Wojciech Jastrzębowski podaje, że przed deszczem uaktywniają się pchły, które …dają się czuć ludziom nieschludnym i wyłażą im za uszy.
O nadchodzących opadach informuje również zachowanie się niektórych przedstawicieli świata roślin. Tak więc przed deszczem mają być otwarte długo po południu kwiaty kurzyśladu, podróżnika, mokrzycy, nagietka, brodawnika, dziewięćsiłu bezłodygowego i powoju polnego. Przed opadami zamykają się natomiast liście szczawika zajęczego, a fuksja, poziomka i rzeżucha łąkowa wydzielają na końcach liści kropelki cieczy. Podobnie wróżą zamknięte koszyczki stokrotki, skrzywione ogonki liściowe kopytnika oraz wzniesione kwiaty koniczyny czerwonej.
Opady potrwają kilka dni.
Jeśli po południu lub nocą deszcz ustaje, ale niebo się nie rozjaśnia, nie ma co liczyć na to, że następny dzień będzie suchy. Nie ma szans na rozpogodzenia także wówczas, gdy popołudniowy deszcz jest ciepły. Podobnie, ścielący się płasko lub opadający dym świadczy o tym, że raczej nie ma szans na słońce. Jeśli mrówki pracują leniwie – z pewnością popada kilka dni, podobnie jest też kiedy ślimaki wspinają się na drzewa. Zapowiedzią słoty jest również tworzenie się „baniek” przy opadzie deszczu na powierzchni kałuż oraz rozpoczęcie się opadów o późnej porze dnia.
Źródło: Wikipedia
Maria Nurowska: Nowe święto państwowe na horyzoncie

Maria Nurowska
Prezydencie,wiem, że wieś w większości, to elektorat PiSu, ale to jest już inna wieś, to są raczej farmerzy niż chłopi. A na historię polskiego chłopstwa spuśćmy zaslonę milczenia...
Dzień walki i męczeństwa polskiej wsi… przyjęłam z mieszanymi uczuciami, bo jakby zważyć wklad polskiej wsi w walkę przeciw hitlerowcom, szala by się nie zrównoważyla.
Nie mówiąc o całokształcie polskiej historii, opisywanej przez wieszczów, gdzie chłopstwo pokazywane było raczej jako wrogowie wolności, a jeśli o coś walczyli to była to walka bratobójcza. Że wspomnę Jakuba Szelę, a nawet samego Kościuszkę… czy Żeromskiego, „Rozdziobią nas kruki, wrony”, u wieszcza chłopstwo wsławiło się tym, że ściągało martwym powstańcom buty… Czy Wyspiańskiego z „miałeś chamie złoty…”
W czasie II wojny światowej byli tacy, którzy przechowywali Żydów, ale więcej było takich, co ich wydawali Niemcom.
Mój ojciec mógłby na ten temat wiele powiedzieć, bo pracował w czasie okupacji jako leśnik, oboje z matką byli w AK, a oprócz tego ukrywał w bunkrach, w których przechowywano sadzonki, Żydów. I chłopów bardziej się obawiał niż Niemców, bo oni w lesie się nie orientowali, a ci pierwsi wręcz przeciwnie.
Po wojnie nie było lepiej, ludzie którzy przetrwali obozy i wracali w swoje strony, byli mordowani przez sąsiadów, którzy zagospodarowali już ich mienie. Tak było z moją ciotką, wracała z obozu do swojego majątku i została zamordowana 400 metrów od domu. Mordercą okazał się najbliższy sąsiad. Kiedy przyszła milicja, na sznurku suszyla się bielizna ciotki, ze śladami krwi, które nie chcialy się sprać.
Po wyzwoleniu ciągle na mojego ojca donosili „sąsiedzi”. Kiedyś, jako nadleśniczy, wywiesił 11 listopada flagę państwową, w dwie godziny później zajechało UB, ojciec przesiedział tydzień.
Ja też na własne oczy mogłam oglądać okrucieństwo „sąsiadów”, wobec inwentarza, a nawet psów, które służyły im dopóki mogły, a potem, stare już i niepotrzebne zabierali do lasu i wieszali na gałęzi. Czasami ojcu albo jego leśniczym udawało się uratować takiemu wisielcowi życie, ale najczęściej musieliśmy je pochować. Dla mnie to było tym gorsze,że przyjaźniłam się z dziećmi z wioski i znałam te psy dobrze.
Wyniosłam z tych „wsi spokojnych i wesolych” uraz psychiczny na całe życie.
Więc ja bym tak się nie śpieszyła z tym świętem, jeśli już, powinno być ustanowione święto KURIERÓW w II wojnie światowej, tych zrzucanych do Polski i tych, którzy szli przez góry, jak np. Jan i Staszek Marusarzowie i inni…
Prezydencie,wiem, że wieś w większości, to elektorat PiSu, ale to jest już inna wieś, to są raczej farmerzy niż chłopi. A na historię polskiego chłopstwa spuśćmy zaslonę milczenia…
Maria Nurowska



