Jan Hartman: Faszyzm nie przejdzie!

Jan Hartman
Tylko będąc nikim, zostaje się faszystą. Nie pozwólmy więc, by nasze dzieci czuły się nikim
Ze zgrozą przyjęliśmy wiadomość, że w Bundestagu, niemieckim parlamencie, po raz pierwszy od czasów II wojny światowej zasiądą faszyści – ich partia zdobyła w wyborach ponad 12 proc. głosów – głosów rozczarowanych emerytów i zagubionej młodzieży.
Również w Polsce ruch faszystowski ma się coraz lepiej, a rząd patrzy na to z uśmiechem. Złowrogim hydrom Obozu Narodowo-Radykalnego, Młodzieży Wszechpolskiej i temu podobnych „organizacji narodowych” odrosły łby. Dlaczego faszyzm trzyma się dobrze i co będzie dalej?
Młodzi ludzie, którzy wykrzykują gniewnie i nienawistne hasła, odczuwają dumę i upojenie mocą, która rodzi się w grupie. Są nareszcie ważni i wśród swoich, bo w szarym, codziennym życiu niewiele spotyka ich dobrego, a za to nie brak w nim smutków i upokorzeń. Za to w glanach i z racami w rękach czują się prawie jak w mundurach jakiejś Milicji Nowego Wspaniałego Świata.
Euforię podbija jeszcze poczucie moralnej wzniosłości. Na ustach mają wszak piękne słowa: naród, tradycja, suwerenność, zwycięstwo. Splatają je w jeden retoryczny węzeł ze słowami o zdradzie, hańbie, liberałach i „lewakach”. Duma, słuszny gniew i poczucie mocy. To prawie jak narkotyk.
Wczujcie się w ich położenie. Wszak oni nie wiedzą nic o faszyzmie i związku, jaki zachodzi między reżimami Mussoliniego, Franco czy Salazara a nazizmem niemieckim. Nie mają pojęcia o tym, że istniały już państwa oparte na ideologii nacjonalistycznej i jakich potwornych zbrodni dopuszczały się te krwawe dyktatury. W szkole przecież o tym nie uczą. Czyżby miano mówić w szkole o tym, że w przedwojennej Europie srożyły się reżimy wojskowo-kościelne, odwołujące się szowinizmu, ksenofobii i pogardy dla swobód obywatelskich? Przecież wtedy trzeba by wspomnieć o czarnych chmurach faszyzmu zbierających się również nad Polską. No i trudno byłoby przemilczeć rolę Kościoła w tych złowieszczych procesach politycznych.
Zamiast prawdy serwuje się więc młodzieży prawicową propagandę, z jej namolną gloryfikacją Dmowskiego i Kościoła. Daleko stąd do faszystowskiej ideologii, ale fundament dla kłamstw, mitów i fantasmagorii propagandy narodowców szkolna nauka daje solidny. A i grunt jest podatny.
Faszyzm jest łatwy i upojny. Naszość, siła, racja. To przecież przyjemniejsze i bardziej soczyste niż całe to nudziarstwo o demokracji, o społeczeństwie obywatelskim, pluralizmie, nie mówiąc już o szacunku dla prawa i państwa.
W latach mniej stabilnych, gdy kryzys gospodarczy i bezrobocie odbierają młodzieży radość życia, cyniczni populiści wychodzą ze swych nor, wkładają garnitury lub glany i idą w miasto. Do blokowisk, na stadiony, pod szkoły – wszędzie, gdzie można znaleźć rozdrażnioną i zagubioną młodzież. Zbierają te dzieci pod sztandarami nienawiści i euforii. Oferują poczucie wspólnoty, niewzruszonej racji i siły.
Nie wińmy prostych młodych ludzi, których uwiedziono i którzy myślą, że są po stronie dobra. To, czy na oficjalnej scenie politycznej Polski pojawią się znowu faszyści, zależy od tego, czy będziemy tolerować w swoim otoczeniu ich przywódców.
Jak dotąd stawiamy im tylko jeden warunek, którego spełnienie gwarantuje im dostęp do kamer telewizyjnych i prasy, a w konsekwencji dostęp do polityki. Ten warunek to formalne wyrzeczenie się faszyzmu i antysemityzmu. Spełniają go bez najmniejszego wahania.
Cóż prostszego dla nich niż oświadczyć, że nazywanie ich faszystami wręcz im uwłacza, a następnie głosić klasyczne tezy tej obmierzłej ideologii, wraz ze wszystkimi cynicznymi kłamstwami historycznymi i odrażającymi obelgami w stosunku do wszystkiego, co nie jest narodowo-katolickie? Coś za tani ten bilet na medialne salony.
Z faszyzmem nie da się walczyć. Faszyzm sam wszakże żywi się walką. Faszyzmu możemy jednak uniknąć. To zależy tylko od nas, dorosłych. Jeśli będziemy mieli więcej czasu dla młodzieży, jeśli lepiej troszczyć się będziemy o jej wykształcenie i życiowy start, jeśli włączymy młodych ludzi w realne więzi społeczne, to nie będą musieli pocieszać się gniewem i dumą.
Tylko będąc nikim, zostaje się faszystą. Nie pozwólmy więc, by nasze dzieci czuły się nikim. Wtedy nie będą robić na nich wrażenia tyrady cwaniaczków usiłujących rozpalić w ich naiwnych umysłach narkotyczne idee glorii, a w zapalczywych sercach gniew na wyimaginowanych wrogów i wzruszenie własną nieskazitelnością.
Wierzę, że faszyzm nie przejdzie. Ale to my musimy zbudować mur przeciwko chorym emocjom i strasznym ideom. Przez mur sprawiedliwości, solidarności i społecznych więzi opartych na zaufaniu żaden polityczny drań, w garniturze ni w glanach, nie przeskoczy.
Ryszard Petru: Jaki interes polityczny widzi Paweł Kukiz w uzbrojeniu Polaków?

Ryszard Petru
Jaki interes polityczny widzi Paweł Kukiz w uzbrojeniu Polaków? Czy weźmie odpowiedzialność za śmierć ofiar przyszłych posiadaczy broni?
Jeśli pozwolimy ludziom wziąć broń do ręki, wcale nie staniemy się przez to bezpieczniejsi. Im więcej broni na ulicach, tym większa pewność, że ktoś jej użyje, zarówno dorosły jak i dziecko.
W awanturze w korku, pod presją w pracy, na szkolnym boisku by zaimponować kolegom, w aktach przemocy domowej, pod wpływem alkoholu lub przypadkowo, gdy źle zabezpieczona wystrzeli w trakcie pokazywania jej kolegom przez nasze dzieci.
W wyniku postrzałów rocznie ginie 1300 amerykańskich dzieci, a kolejne 6000 odnosi rany postrzałowe. Od postrzału rocznie umiera 10 tysięcy Amerykanów, w Polsce nieco ponad 30 osób.
Trudno mi zaakceptować argumentację partii Pawła Kukiza, który chce swobodnego dostępu do broni. Wszyscy wiemy, do czego doprowadza posiadanie jej przez nieodpowiednich ludzi. Wszyscy znamy z medialnych doniesień tragedie ofiar strzelanin w amerykańskich szkołach i obiektach publicznych.
Jaki interes polityczny widzi Paweł Kukiz w uzbrojeniu Polaków? Czy weźmie odpowiedzialność za śmierć ofiar przyszłych posiadaczy broni?
Nie ma potrzeby, byśmy chodzili uzbrojeni do szkół, pracy czy do restauracji.
Ryszard Petru
Hugh Hefner założyciel magazynu Playboy, zmarł w wieku 91 lat
Hugh Hefner, amerykański założyciel międzynarodowego magazynu dorosłych Playboy, zmarł w wieku 91 lat. Grupa medialna Playboy Enterprises Inc poinformowała, że Hefner zmarł w spokoju, z przyczyn naturalnych w swojej ryzydencji w Los Angeles.
Hefner swoją karierę rozpoczął pod koniec lat 40-stych, był wówczas rysownikiem kreskówek. W roku 1951 awansował na stanowisko copywritera w magazynie Esquire. W 1953 założył magazyn Playboy, poświęcony erotyce.
– Szczerze mówiąc, nigdy nie myślałem o „Playboyu” jak o magazynie o seksie. Zawsze traktowałem go jak magazyn lifestyle’owy, którego ważnym składnikiem był seks – mówił w 2002 roku w rozmowie z CNN.
Poza zdjęciami rozebranych dziewcząt na rozkładówce „Playboy” miał też ambicje intelektualne. W magazynie publikowano też wywiady z takimi osobistościami jak Fidel Castro, Martin Luther King czy John Lennon.
W grudniu 1953 roku, wydany przez niego kalendarz z rozebraną Marilyn Monroe sprzedano w ilości ponad 50 tys. egzemplarzy.
4 czerwca 1963 Hefner został oskarżony i aresztowany został oskarżony o naruszenie ustawy o ochronie obyczajów za publikowanie i rozpowszechnianie zdjęć rozebranych celebrytek i aspirujących gwiazd. Nie został jednak skazany.
W 1971 roku Hefner stworzył słynną Rezydencję Playboya w Los Angeles. Podczas legendarnych imprez rezydencję odwiedzały tabuny męskich celebrytów, którzy przychodzili na nie by poznać młode, piękne kobiety.

Hefner rozpoczął pracę nad Playboyem w swojej kuchni w 1953 roku. Magazyn stał się największym na świecie pismem dla mężczyzn, w szczytowej formie wydawanym w 7 milionach egzemplarzy.
Syn Hefnera nazwał swojego ojca zwolennikiem wolności słowa, praw obywatelskich i wolności seksualnej. – Wielu osobom będzie go bardzo brakowało – powiedział.
Hugh Hefner stworzył imperium biznesu obejmujące oprócz wydawnictwa kasyna i kluby nocne.
Chwalił się, że dzięki viagrze mógł cieszyć się seksem jeszcze w wieku ponad 80 lat. – – Nigdy nie dorosnę. Dla mnie liczy się tylko bycie młodym – mówił w wywiadzie udzielonym CNN w wieku 82 lat. Jak mówił, jego szalony styl życia mógł być reakcją na dorastanie w konserwatywnej rodzinie, w której rzadko kiedy okazywano emocje.
Hefner okazał się też geniuszem budowania marki, a jego „króliczek” stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych logo na świecie.
(af) thefad.pl
Urodziny czy imieniny – które częściej obchodzimy?
Obchodzenie dnia imienin, to tradycja pochodząca z katolickiej Europy. Jest to zwyczaj popularny w Polsce, ale również w Bawarii, Bułgarii, Grecji, Szwecji, Czechach, na Węgrzech i Łotwie. Jest związane ze szczególnym, światecznym obchodzeniem, dnia świętego lub błogosławionego z chrześcijańskiego kalendarza lub innego dnia, tradycyjnie przypisywanego temu imieniu.

Święto to zwykle wiąże się ze składaniem życzeń, organizacją przyjęć i wręczaniem prezentów.
Czasem można spotkać się ze zwyczajem, że jeśli jest więcej niż jeden święty lub błogosławiony (patron) imienia (tj. jeśli jest kilka dat imienin w kalendarzu), imieniny obchodzi się w dniu wypadającym jako pierwszy w kolejności po urodzinach.
Jedni z nas preferują urodziny, inni imieniny, a jeszcze inni, zwłaszcza dzieci, obchodzą jedno i drugie, – co też jest dobrym wyjściem.
Czasem kryterium tego, co obchodzić, jest towarzystwo innych świąt. Dotyczy to imion obchodzonych w okolicach świąt Bożego Narodzenia (Ewa, Adam, Jan, Sylwester), na początku grudnia (Barbara, Mikołaj), bo wtedy towarzyszą nam od dzieciństwa słowa: „masz jeden prezent na gwiazdkę i imieniny” i w dorosłości możemy preferować urodziny.
Często natomiast, nawet w rodzinach w których zwyczajowo obchodzi się imieniny, celebruje się okrągłe, specjalne rocznice urodzin (głównie te tzw. ‘’okrągłe’’) – 30ste, 40-ste itp. Trudno w tej chwili roztrząsać czy są one ważniejsze od imienin, ale na pewno są ważne. Pozostaje życzyć, aby nasi najbliżsi pamiętali zarówno o naszych imieninach jak i urodzinach.
Roman Giertych: Poziom chamstwa z którym się spotykamy codziennie w tabloidach jest coraz gorszy

Roman Giertych
Wczoraj uczestniczyłem na zaproszenie pani Krystyny Przybylskiej w prezentacji książki pt „Ania” stanowiącej biografię tej wybitnej aktorki.
W czasie prezentacji wspomniano smutną historię fakenewsa podanego przez „Pudelek”, który ogłosił śmierć chorej już wówczas Anny Przybylskiej w czasie, gdy jeszcze żyła. Jej dzieci od kolegów na obozie usłyszały tę nieprawdziwą informację, że matka już nie żyje. Tragiczna historia.
Miałem zaszczyt prowadzić proces przeciwko „Pudelkowi” w tej sprawie, który zapłacił (jak na polskie realia ogromne) zadośćuczynienie w kwocie 300 tysięcy złotych.
Był to pierwszy raz gdy pozywałem o naruszenie dóbr osobistych wyłącznie o zadośćuczynienie (które jest dziedziczne i przeszło na dzieci), a nie o przeprosiny (które nie podlegają dziedziczeniu). Parę tygodni po wytoczeniu powództwa Ania Przybylska zmarła.
Refleksja jaka mnie wczoraj dopadła na premierze tej książki była taka, że jednak w Polsce kary za takie „dziennikarstwo” są za niskie, gdyż poziom chamstwa z którym się spotykamy codziennie w tabloidach jest coraz gorszy.
Wymiar sprawiedliwości nie nadąża za wzrastającym poziomem agresji słownej w internecie. Może czas na surowsze wyroki.
Roman Giertych
Roman Giertych: Kompromitacja prawników Prezydenta

Roman Giertych
Ktoś kto pisał ten projekt, nigdy nie miał nic wspólnego z Regulaminem Sejmu. Pełna kompromitacja.
Główną kompromitacją jest oczywiście oczywista niekonstytucyjność. Jednakże jak rozumiem intencją Prezydenta było takie zapisanie zasad wyboru dokonywanego przez Sejm, aby w przypadku braku porozumienia większości 3/5 posłów, dokonać wyboru w sposób gwarantujący, że KRS nie będzie obsadzana wyłącznie przez PiS.
Tymczasem to co wynika z projektu to mechanizm, który Marszałek Sejmu może dziecinnie obejść. Może on zarządzić po prostu, aby głosowanie nad każdym z członków KRS odbyć osobno. Ma do tego prawo.
Ewentualnie musiałby zasięgnąć opinii w tej sprawie Prezydium Sejmu, gdzie PiS ma większość, które na podstawie art. 12 pkt. 3 Regulaminu Sejmu dokonałoby wykładni Regulaminu w zakresie dokonania wyborów w tym nowym trybie. Nawet zresztą gdyby musiał do tego zmienić Regulamin Sejmu, to PiS może to zrobić bez Prezydenta.
I co się wówczas dzieje? W każdym głosowaniu większość uzyskuje kandydat PiS, gdyż kandydat otrzymuje 235 głosów, czyli najwięcej! Jak wynika zresztą z art. 11e projektu taki mechanizm jest przewidywany przy wyborze uzupełniającym.
Ktoś kto pisał ten projekt, nigdy nie miał nic wspólnego z Regulaminem Sejmu. Pełna kompromitacja.
Roman Giertych
Ryszard Petru chce wysłać na emeryturę Pawłowicz, Kaczyńskiego i Macierewicza
Skoro Prezydent i PiS zgodnie chcą wysyłać 65-letnich sędziów na emeryturę, to takie samo kryterium powinni konsekwentnie zastosować wobec swoich posłów w Sejmie.
O ile spokojniej zrobiłoby się w polskiej polityce bez Krystyny Pawłowicz, Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza…
Spotkanie w Pałacu Prezydenckim zaowocowało rezygnacją przez Andrzeja Dudę z forsowania zmian w Konstytucji, które miały tylko jeden cel: zalegitymizować kontrolę Prezydenta nad sądami. To nasz sukces.
Chcemy dyskusji o prawdziwej i potrzebnej obywatelom reformie sądów dążącej do:
↗️ skrócenia postępowań;
↗️ obniżenia opłat sądowych;
↗️ cyfryzacji sądów;
↗️ przeniesienia części uprawnień z sędziów na notariuszy;
↗️ więcej mediacji zamiast procesów.Nie zgadzamy się na:
⛔ wybór sędziów przez polityków;
⛔ niekonstytucyjne zapisy ustaw prezydenckich;
⛔ zmiany w Konstytucji dla potrzeb jednej ustawy upolityczniającej sądy;
⛔ skracanie konstytucyjnie określonej kadencji sędziów w chwili ukończenia wieku emerytalnego (65 lat);
⛔ instytucję „skargi nadzwyczajnej”, która dając możliwości podważenia prawomocnych i ostatecznych wyroków zburzy porządek prawny i zniszczy zaufanie obywateli i inwestorów do państwa.Skarga nadzwyczajna jest niczym innym jak kopią obowiązującej w PRL-u „rewizji nadzwyczajnej”. Aby Polska mogła wejść do Unii Europejskiej, musieliśmy ten mechanizm zlikwidować. Dzisiaj powraca w ustawie prezydenckiej, pod inną nazwą, ale z tym samym celem: zachowaniem przez rządzących polityków pełnej kontroli nad procesami sądowymi.
Nie takiej reformy sądownictwa oczekują obywatele.
Prezydent jak na razie nadal pozostaje prezydentem PiS-u, a nie Prezydentem wszystkich Polaków.Ryszard Petru
Jakie błędy popełniamy podczas parzenia herbaty?
Sztuka parzenia herbaty ma wielowiekową tradycję, a jej odpowiednie przyrządzenie sprawia, że jest ona pełna smaku i aromatu. Wiele osób na co dzień sięgających po ten napój nie wie jednak, jak wydobyć jego prawdziwe walory. Ważna jest umiejętność odpowiedniego parzenia.

– Polacy piją bardzo dużo herbaty, jednak często nie do końca świadomie. Zazwyczaj sięgają po herbaty czarne, chociaż coraz częściej zaczynają eksperymentować. Szukają produktów z konkretnych upraw, próbują herbat czarnych aromatyzowanych czy zielonych z dodatkami. Zaczynają też zwracać uwagę na to, jak je parzyć, w czym podawać, jak pić – mówi agencji Newseria Michał Oszczyk, menedżer Centrum Szkoleniowego Herbata i Kawa w Warszawie.
Najczęściej popełnianym błędem jest niewłaściwy czas parzenia herbaty. Napój parzony za krótko co prawda może mieć intensywny kolor w filiżance, ale nie uzyska pełni smaku.
Z kolei ten parzony za długo, może mieć zbyt gorzki, mocny lub cierpki smak. Eksperci podkreślają, że czarna herbata powinna być parzona od 3 do 5 minut i w tym czasie należy delikatnie ją mieszać, tak aby woda dokładnie opłukała wszystkie listki. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z tą sypaną, czy zamkniętą w torebce lub stożku, kluczowe jest to, żeby surowiec był jak najwyższej jakości.
– Najlepsze zawsze będą dwa pierwsze listki i pączek rośliny Camellia Sinensis, czyli po prostu herbaty. Zbieraczki na plantacjach Dilmah zbierają co 5–7 dni najmłodsze liście, które są najlepiej odżywiane przez krzew i gwarantują najwyższą jakość. Co warto podkreślić, w przypadku produktów Dilmah jest tak, że niezależnie od sposobu zapakowania herbaty, mamy do czynienia z tą samą, najwyższą jakością surowca różniącą się tylko wielkością liścia. Torebki są jedynie po to, aby ułatwić konsumentowi jej zaparzenie. Tutaj jednak trzeba podkreślić, że powinny być one pakowane hermetycznie tuż po zakończeniu procesu produkcji. Tylko w ten sposób możemy być pewni, że jakość herbaty się nie zmieni – mówi Michał Oszczyk.
Herbaciarze przekonują, że herbata jest nie tylko smaczna, lecz przede wszystkim zdrowa. Jednak, żeby wydobyć z niej to, co najlepsze, należy nauczyć się parzyć ją zupełnie od nowa. Trzeba zrobić wszystko, aby uwolnić drzemiące w herbacie antyoksydanty, które zapobiegają powstawaniu nowotworów i chorobom układu sercowo-naczyniowego. Pomagają też w leczeniu cukrzycy i zapobiegają rozwojowi choroby Alzheimera.
– Niezależnie od wyboru herbaty musimy pamiętać, że jest to produkt, który pochodzi z jednego krzewu – Camellia Sinensis. Herbaty czarne, zielone i białe różnią się wyłącznie procesem przetworzenia, w związku z tym w każdej z tych herbat znajdziemy polifenole odpowiadające za zdrowotny aspekt herbaty.
Zdaniem ekspertów nieprawdą jest to, że herbata w połączeniu z owocem będzie miała wyższą jakość niż herbata z dodatkiem aromatu owocowego.
– Herbata podczas procesu produkcji jest wysuszona do 2–3 proc. wilgotności. Jeżeli dodamy tam kawałki owoców i zamkniemy to w hermetycznym opakowaniu, to oddadzą one wilgoć, niszcząc wysuszone listki herbaty. Jeśli natomiast do czarnej herbaty dodamy olejki aromatyczne, to nie wpłyną one negatywnie na herbaciany surowiec, a jednocześnie dodadzą wyjątkowego aromatu danego owocu.
Źródło: Newseria
Roman Giertych: Kaczyński ograł Prezydenta

Roman Giertych
Niestety z ubolewaniem stwierdzam, że odpowiedzialność za stan rzeczy, że po 28 latach demokracji Polska zamienia się w autokratyczną dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego spoczywa na Prezydencie RP.
Złożona przez Prezydenta Andrzeja Dudę propozycja jest w gruncie rzeczy powtórzeniem projektów proponowanych przez PiS. To co łączy te dwa projekty to przejęcie sądów przez polityków.
W wydaniu PiS to przejęcie miało charakter bardziej otwarty, a w wydaniu Prezydenta zastosowany jest bufor w postaci jego osoby, która zastępuje Prokuratora Generalnego. Nadto Prezydent próbuje włączając opozycję do wyborów członków KRS uzyskać jej legitymizację do złamania Konstytucji. W istocie bowiem tym są oba projekty: jawnym i bezprecedensowym złamaniem zapisów Konstytucji.
Złamanie ustawy zasadniczej odbywa się na trzech płaszczyznach:
- po pierwsze w Konstytucji Sejm wybiera czterech członków KRS, Senat dwóch, a Prezydent i premier (poprzez osobę ministra sprawiedliwości) po jednym. Pozostałą grupę 15 członków wybiera się w inny sposób, co zawsze było interpretowane, że poprzez sędziów. Zapisanie w projekcie ustawy, że Sejm wybiera 19 członków lub 15 członków KRS jest jawnym i oczywistym złamaniem Konstytucji. To tak jakby Sejm w ordynacji wyborczej ustalił, że posłów wybieramy 1000, a w Konstytucji jest zapisane 460. Zresztą sam Prezydent uznał, że do wprowadzenia możliwości wybierania przez Prezydenta więcej niż 1 członka KRS potrzeba zmian w Konstytucji. Jak więc tłumaczy, że identyczny zapis dotyczący Sejmu czy Senatu nie wymaga zmiany? Nie mam pojęcia.
- po drugie Konstytucja jest łamana poprzez naruszenie kadencji członków KRS i I prezes SN. Jest to oczywisty zamach na organ konstytucyjny, który realizowany jest w postaci przymusu ustawowego. W tradycyjnym języku prawniczym nazywa się to konstytucyjnym zamachem stanu. Ze wszystkimi konsekwencjami z tego wynikającymi.
- po trzecie sprawa ograniczenia wieku sędziowskiego jest tylko pretekstem do czystki w SN. Za pomocą cezury wiekowej próbuje się uchylić konstytucyjny zakaz odwoływania sędziów. Jest to próba obejścia prawa, ale jej prawdziwy wymiar jest oczywisty. Narusza projekt w tym punkcie zasadę nieusuwalności sędziów.
Skutki wejścia w życie tych projektów będą oczywiste. Polska zostanie przez cały świat demokratyczny uznana za autokrację, gdyż niezależne sądownictwo wyróżnia demokrację od autokracji w rodzaju rosyjskim, białoruskim, czy tureckim.
Niestety z ubolewaniem stwierdzam, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy, że po 28 latach demokracji Polska zamienia się w autokratyczną dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego spoczywa na Prezydencie RP.
Roman Giertych
Roman Giertych o zmianie Konstytucji: Co nagle, to po diable

Roman Giertych
Gra w jednej drużynie z Pawłem Kukizem i Andrzejem Dudą byłaby dla Grzegorza Schetyny katastrofą
Co nagle, to po diable
Prezydent zaproponował zmianę Konstytucji i zaprosił tego samego dnia na konsultacje w tej sprawie. Platforma Obywatelska odpowiedziała, że nie stawi się na te konsultacje.
Od razu wiele głosów, szczególnie dziennikarzy, potępiło PO za tę decyzję. Ja natomiast kompletnie nie rozumiem dlaczego opozycja miałaby na te konsultacje ogłoszone w trybie super pilnym przychodzić.
Oczywiście każdemu Prezydentowi należy się szacunek, nawet jeżeli uważamy że złamał wiele razy prawo, ale przecież na miłość boską ta zmiana Konstytucji to jakieś żarty.
Po pierwsze nie zmienia się Konstytucji pod ustawę tylko odwrotnie.
Po drugie jest oczywiste, że do uchwalenia zmiany Konstytucji nie dojdzie. Wynika to z arytmetyki sejmowej i jest pewne. Przyczyną dla której Prezydent to zaproponował jest właśnie to, aby zwalić brak reformy na opozycję.
Po trzecie, czy szanowni komentatorzy zauważyli art. 235 § 3 Konstytucji RP? Jest tam wyraźnie napisane, że I czytanie projektu zmian Konstytucji może być dokonane dopiero po 30 dniach od chwili wniesienia.
Rozpoczynanie w takiej sytuacji konsultacji kilka godzin po przedstawieniu pomysłu, czyli w trybie nieomal wojennym jest kompletnie bez sensu. Jest na to cały miesiąc, od chwili gdy projekt wpłynie do Sejmu.
Między Prezydentem, a PiS rozpoczęła się wojna.
Jest oczywiste, że Andrzej Duda będzie chciał się przedstawiać jako lider centrum i opozycji. Ale czy to jest w interesie Polski? Śmiem wątpić.
Gra w jednej drużynie z Pawłem Kukizem i Andrzejem Dudą byłaby dla Grzegorza Schetyny katastrofą. Powodowałaby, że z układu obecnego trójbiegunowego: PiS, Prezydent, opozycja, pozostałby dwubiegunowy.
Ktoś powie, że co szkodzi pójść na konsultacje do Głowy Państwa? Normalnie to nic.
Ale jeżeli są zwoływane w trybie tak pilnym, w sprawie tak odległej i tak nierealistycznej to jest oczywiste, że bierze się udział w operacji z zakresu propagandy. I nie widzę żadnego powodu, aby opozycja miała się na takie numery dawać nabrać.
Roman Giertych
