Ryszard Petru: Poseł z Żoliborza, jaki jest wszyscy widzimy…

Jarosław Kaczyński cieszy się, że Viktor Orban poklepał go przyjaźnie po plecach. Tyle że na tym się skończy. Drugiego Budapesztu w Warszawie nie będzie.

Viktor Orban, mimo antyunijnej retoryki prowadzonej na użytek wewnętrznej polityki, potrafi dbać o interesy Węgier – tworzy silne sojusze w Unii i równolegle współpracuje z Rosją tam, gdzie to się Węgrom opłaca.

Orban płynnie mówi po angielsku, podróżuje po świecie, nie obraża bez powodu swoich sąsiadów, potrafi ustąpić w konflikcie i rozumie jak działa dyplomacja.

A poseł z Żoliborza? Jak jest, wszyscy widzimy…

Grupa Wyszehradzka mająca według oczekiwań Kaczyńskiego stanowić przeciwwagę dla krajów „starej Unii” w zasadzie jest martwa. Czesi i Słowacy dążą do jak najściślejszej integracji i coraz bardziej sygnalizują, że nie po drodze im z Polską Kaczyńskiego.

Mimo ostrych słów, których Orban nie oszczędza Unii Europejskiej, Węgry zgodziły się przyjąć niewielką liczbę uchodźców, rozważają przyjęcie euro, a w głosowaniu nad kandydaturą Donalda Tuska znalazły się w grupie krajów głosujących przeciw Polsce 27:1.
I nie zawahają się zagłosować ponownie za każdym razem gdy będzie tego wymagać węgierska racja stanu.

Polska nie ma w Europie żadnych sojuszników.

Dlatego też, tam gdzie polski rząd niszczy nasze sojusze, my jako opozycja staramy się je naprawiać.

Tydzień temu w Bratysławie wspólnie z liderami liberalnej opozycji Węgier, Czech i Słowacji założyliśmy Inicjatywę Bratysławską „Nowa Europa Środkowa”, która ma zadanie zacieśnić współpracę między naszymi krajami i tworzyć dobre dla nas projekty w ramach Unii.

W najbliższy poniedziałek ponownie spotykamy się w Pradze, by rozmawiać o przyszłości strefy euro, konsekwencjach Brexitu i współpracy Europy z USA.

Jako liderzy liberalnych ugrupowań jesteśmy przekonani, że im więcej współpracy, szacunku i strategicznego działania, tym więcej szans na sukces. Nie wystarczy być niezadowolonym z obecnej sytuacji. Trzeba działać i ją zmieniać.

Ryszard Petru


Stefan Niesiołowski: Buldogi pod dywanem – czyli wewnątrzPiSowski spór o wpływy

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Niezależność sądów, państwo prawa itp. są równie obojętne Ziobrze jak i Dudzie oraz Kaczyńskiemu. Każdy walczy o jakąś swoją nikczemną sprawę,

 

Buldogi pod dywanem

Walką buldogów pod dywanem nazwał wielki Winston Churchill porachunki pomiędzy przywódcami bolszewickiej Rosji. W efekcie tych porachunków co jakiś czas, któryś z buldogów był wyrzucany na zewnątrz. Podobnie wyglądają obecne konflikty w obrębie PiS-u i tak samo nie jest to walka dobra ze złem, ale jedno zło zastępowane przez drugie.

Spór Dudy z otoczeniem Kaczyńskiego a personalnie z Ziobrą nie jest sporem o przestrzeganie prawa, ale typowym sporem o wpływy i znaczenie, być może chodzi o ewentualną reelekcję Dudy, albo obawę przed całkowitą kompromitacją w obliczu lekceważenia demonstracyjnie okazywanego przez Kaczyńskiego?

Celem znaczących pisowskich polityków jest utrzymanie władzy za każdą cenę, wszystko inne jest wtórne i nieistotne. Niezależność sądów, państwo prawa itp. są równie obojętne Ziobrze jak i Dudzie oraz Kaczyńskiemu. Każdy walczy o jakąś swoją nikczemną sprawę, a sądy są im potrzebni mniej więcej tak jak więźniowie naczelnikowi więzienia, albo bakterie mikrobiologowi.

Jakim absurdem było oczekiwanie, że Duda zawetował dwie ustawy dla dobra Polski, on je zawetował dla siebie, a wszystko wskazuje na to, że zaproponowane przez niego i nowego geniusza polskiej polityki p. Królikowskiego, propozycje będą tak samo niezgodne z Konstytucją i oddające sądy pisowskim politykom jak te zawetowane. Istota różnicy najpewniej sprowadzi się do tego, że zamiast Ziobry sędziów będzie mianował Duda oraz intelektualista marszałek Karczewski. Jakim absurdem było oczekiwanie p. Schetyny, że Duda zwoła radę Bezpieczeństwa Narodowego, prezentującego po wyjściu od p. Dudy satysfakcję (posłuchał mnie ale jestem ważny).

I wreszcie czy ci ludzie nie nauczą się nigdy, że nie chodzi się do p. Dudy ani do żadnych pisowskich dygnitarzy dopóki niszczą w Polsce demokrację i ustanawiają monopartyjną dyktaturę opartą na wzorach PRL-u. Nadziejom związanym z nagłym nawróceniem się p. Dudy na demokrację towarzyszyły pokaz tchórzliwego krętactwa i żałosnych popiskiwań ludzi, od których uczestnicy ulicznych protestów i zmagań o poszanowanie wolności mieli prawo oczekiwać odrobiny odwagi.

Ja wiem, że odwaga zdrożała, za to staniał rozum, ale mimo wszystko daleko jeszcze od żądania cnoty heroizmu. Oglądając panią sędzię Gersdorf na uroczystości zaprzysięgania podwójnego dublera, prezentującego odrażające poglądy ciasnego fanatyka, a zwłaszcza słuchając jej wyjaśnień, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie warto było walczyć o niezależność sądów.

Jeszcze tchórzliwsze były uniki Sądu Najwyższego, który nie raczył rozpatrzyć legalności wyboru p. Przyłębskiej, a także Państwowej Komisji Wyborczej, która zachowała komfort nienarażania się PiS-owi w sprawie afery billbordowej. Mając takich sojuszników i bohaterów po stronie obrońców prawa i Konstytucji politykom PiS-u wydaje się, że są wszechmocni i nie mają przeciwników.

Mam nadzieję, że jak wszystkie dyktatury tak i dyktatura pisowska przekona się, że złudzeniem jest żerowanie na potędze kłamstwa i majestacie policyjnego państwa. Na razie obok tchórzliwych zachowań mamy wiele głupawych komentarzy np. stwierdzenie, że skoro do PiS-u przyszło kilku posłów, to Kaczyńskiemu nie zależy już na Gowinie. Konstrukcja genialna tyle tylko, że ci co przeszli do PiS-u zawsze głosowali tak jak PiS, a klub Kukiza stanowi od początku kadencji rezerwę pisowskich głosów.

Mam nadzieję, że po ujawnieniu pomysłów p. Dudy na temat „niezależności” sądów pozbędą się złudzeń wszyscy, którzy łudzili się, że istnieje jakiś lepszy PiS Gowina, Dudy i Łapińskiego, który doprowadzi Polskę do demokracji. Demokrację jak widać na naszym i węgierskim przykładzie tylko traci się łatwo, a odzyskuje się w długiej walce i dlatego warto raz jeszcze przypomnieć słowa powiedziane przez cesarza Rosji i króla Polski Aleksandra II do delegacji polskiej wiążącej nadzieję z tym carem na przywrócenie niepodległej Polski – żadnych marzeń Panowie, żadnych marzeń.

 

Stefan Niesiołowski


Polski pilot Franciszek Kornicki zwyciężył w plebiscycie „The Telegraph”, organizowanym z okazji stulecia RAF

Franciszek Kornicki to polski dowódca wojskowy, podpułkownik pilot Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, po II wojnie światowej major (Squadron Leader) Królewskich Sił Powietrznych, ostatni żyjący dowódca polskiego dywizjonu z okresu II wojny światowej.

Franciszek Kornicki zwyciężył w plebiscycie Muzeum Królewskich Sił Powietrznych (RAF) i dziennika „The Telegraph” na bohatera wystawy na stulecie RAF w 2018 roku.

Kornicki zdobył 325 tys. głosów, wyprzedzając Sir Douglasa Badera (6,3. tys.) i Jackie Moggridge (2,6 tys. głosów).

Podczas trwania głosowania Polacy motywowali się do wspierania polskiego pilota  w mediach społecznościowych (głównie na Facebooku) gdzie jego historię opowiadała polska ambasada w Londynie, brytyjska ambasada w Warszawie, a także Polskie Radio Londyn i inne media polonijne.

Dzięki zwycięstwu w plebiscycie podobizna Kornickiego zostanie umieszczona na zaplanowanej na przyszły rok wystawie z okazji 100-lecia RAF – tuż obok Spitfire’a VB BL614, słynnego samolotu myśliwskiego, który był używany przez RAF w trakcie II wojny światowej, m.in. przez pilotów Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii.

Do Wielkiej Brytanii Franciszek Kornicki dostał się przez Rumunię i Francję, a w 1943 roku, mając zaledwie 26 lat – został dowódcą w polskim lotnictwie, obejmując dywizjon 308. Po wojnie pozostał w Wielkiej Brytanii, nie uznając komunistycznego rządu w Polsce i nadal służył w RAF.

Został wyróżniony Virtuti Militari, najwyższym wojskowym odznaczeniem w Polsce, za godne naśladowania dowodzenie, kiedy chroniąc grupy brytyjskich bombowców nad północną Francją nakazał pilotom brawurowy atak na grupę wrogich samolotów.

W piątek „The Telegraph” opublikował szerszą biografię Kornickiego wraz z krótką rozmową ze 100-letnim weteranem. Polski pilot przyznał, że jest „zaskoczony i nieco oszołomiony” swoją popularnością, ale dodał szybko, że był jedynie „jednym z bardzo wielu”, którzy przyłożyli się do triumfu w II wojnie światowej.

 

(af) thefad.pl


Manuela Gretkowska: Szatniarz i sprzątaczka, czyli zrób se-raj

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Tak idealnie wyobrażamy sobie przepych: disnejowski odjeb połączony z wygraną w Toto Lotka. Styl arabskiego szejka plus mafijne bogactwo wyściełają sny biedaków

 

Głupia, w poszukiwaniu sielanki wyprowadziłam się na wieś. Za żywopłotem, w porannej mgle hasały konie. Jednak ziemię zaorano pod strzeżone osiedle. Pilnuje go ubrany w liberię munduru zalkoholizowany półanalfabeta ze szczerbatym uśmiechem. Podnosi wjazdowy szlaban bełkocząc usłużnie.

Gdyby mieszkańców takich strzeżonych osiedli było stać, wybudowali by sobie zamiast szlabanu łuk triumfalny. Zwyciężyli chociaż są skuci pańszczyzną kredytów. Póki co, otoczyli osiedle czarną kratą. Dodatkowo poodgradzali się od siebie wzajemni płotami, zza których prowadzą spory godne Kargula i Pawlaka. Nie o krowę i miedzę, subtelniej o dźwięki i zapachy.

Tak kończą się wyobrażenia naszej klasy średniej o lepszym życiu? Czym różnią się od wyśmiewanej sesji Majdanów w Vivie?

Nie mam nic do sympatycznego Radka Majdana, ani do skrzypiącej seksownie i z chrypką Rozenek. Zapozowali do polskich marzeń, współcześnie medialnych oleodruków. Jezus nie mógł na nich być już słodszy, tak jak Radek elegantszy. A Matka Boska jak Małgosia bardziej wystylizowana. Oleodruki odstawały od ścian, przez co wszyscy święci pochylali się nad domownikami zaglądając im w życie. My pochylamy się nad życiem Majdanów w Dubaju. Biblijne palmy są, osiołka zastępują limuzyny.

Gdyby pojawiło się Dzieciątko Jezus upozowane w sianku, Trzej Królowie, (a czemu by nie Sześciu, Ośmiu na bogato?) wkładaliby mu za pampersa jak w pedofilskim klubie dolarowe banknoty. No taki haj lajw. Majdanowie pewnie są sympatyczni i storturowani tym celebryckim cyrkiem.

Zaharowanych, jak moich sąsiadów wyjeżdżających co rano do korporacji, nie stać już na ironię. Radek wyznał, że zdjęcia są takie ponieważ dla Małgosi wszystko musi być idealnie. I jest. Tak idealnie wyobrażamy sobie przepych: disnejowski odjeb połączony z wygraną w Toto Lotka. Styl arabskiego szejka plus mafijne bogactwo wyściełają sny biedaków.

Putin i jego zaropiała złotem arystokracja pławią się w podobnym bizantyjsko megalomańskim bezguściu. Nie mówiąc o Trumpie, który wytatuował sobie złotem penisa Trump Tower.

W dekoracjach totalnego niesmaku nigdy nie widziałam Skandynawów. Szwedzki milioner, twórca IKEI zapewne sam składa sobie meble.

Polski seraj po transformacji z dostępem dla zwykłych ludzi – Szatniarza i Sprzątaczki. Majdan skończył karierę piłkarską w klubowej szatni. Małgosia, kobieta po studiach, zajmuje się sprzątaniem na pokaz. W swoim programie wyciągania kobiet z zapaści egzystencjalnej za pomocą ścierania kurzu wykonuje słynny test Białej Rękawiczki. Bywa zakurzona, nieczysta jak życie Polek w ocenie Kościoła. Nigdy nie jest zakrwawiona. Co mnie dziwi, oddajemy przecież pot i krew by przeżyć. Nie mówiąc o 200 tysiącach nielegalnych aborcji rocznie.

Polki zapatrzone we współczesne oleodruki biorą kredyty na botoks. Na Gombrowiczowską mordę wypełnioną frazesami o lepszym świecie, „którego jesteśmy warte”. Facetom łatwiej. Oni mogą zmienić sobie osobowość za 40 zł od butelki, albo i taniej.

Powypychane portfele wymagają wypchanych botoksem twarzy. Przypominają zakonserwowane trofea. Jednak piękna nie da się wypchać. Na ich widok i marzenia chce mi się haftować. Tak naprawdę – nowoczesną makatkę.

Zamiast bajkowego napisu „Żyli długo i szczęśliwie” coś bardziej praktycznego: „Żyli krótko i szczęśliwie”. Bo długo i szczęśliwie się nie da. Powie to wam każdy chirurg plastyczny, terapeuta i cieć w liberii.

 

Manuela Gretkowska


Coraz częściej obojętniejemy…

Osoby działające w Ośrodku Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, przeglądając zgłoszenia do prokuratury sprzed kilku lat doszły do niepokojących wniosków. Coś, co wówczas oburzało, dzisiaj brzmi niemalże niewinnie. „Za polowanie na Cyganów zawsze piwko” – pisał ktoś na sadisticu i to oburzało. „Nie chcę tu islamu” – to dzisiaj „głos w dyskusji”, a nie mowa nienawiści.

Staramy się spojrzeć z dystansu na nas jako społeczeństwo. Co się wydarzyło w ciągu tych kilku lat, że dzisiaj ojcowie rodzin, matki z dzieckiem na rękach, nobliwe starsze panie fotografujące się z wnuczkami jednocześnie przyzwyczaili się do myśli, że można bliźnich traktować jak „podludzi”. Życzyć śmierci dziecku tylko dlatego, że urodziło się w niewłaściwym kraju, z innym kolorem skóry, mając rodziców wierzących w innego boga.

Tyle wystarczy, by to był mały „dzikus”, „małpa”, „kozojebca”, „ciapaty”. Nauczyliśmy się nowych słów powstałych tylko po to, by szerzyć pogardę wobec innego człowieka. By odbierać prawo do godnego życia.

Polacy siedzą w swoich mieszkaniach na kredyt, z samochodami wartymi więcej niż życie dziecka uciekającego pontonem przez morze i trzęsą się, by przypadkiem nikt z tych „śmieci” nie dostał prawa do godnego życia. „Niech zostaną u siebie” – warczą znad talerza niedzielnego obiadu. „Niech walczą na swojej wojnie!” – krzyczą przed telewizorem w ciepłym i bezpiecznym domu. Jest w tym jakaś obrzydliwa zawiść, że komuś „źle urodzonemu” może przypaść w udziale kawałeczek tego samego tortu. Mój, mój, nie dam, móóóójjjj!!! – drą się.

A politycy chętnie podchwytują piosenkę na tę nutę: „Nie damy im odebrać waszych telewizorów! Nie pozwolimy im kupować w waszej Biedronce!”. I dyrygują tą orkiestrą nienawiści.

Obojętniejemy też my, którzy jeszcze bronimy się przed kroczącą faszystowską narracją.
Coraz mniej oburzamy się na to, co w normalnym demokratycznym kraju powinno zasługiwać na najwyższe potępienie.

Kiedy neofaszyści maszerują ulicami odtwarzając wiernie marsze swoich ideowych protoplastów sprzed 80 lat to pojawiają się głosy: „przecież to legalna demonstracja”. I naprzeciwko spadkobierców jednego z najbardziej zbrodniczych reżimów staje garstka najbardziej zdesperowanych, na którą reszta patrzy trochę jak na oszołomów.

Przyzwyczajamy się do księdza nacjonalisty, gdy prowadzi swój spektakl groteskowo naśladując przemawiającego Führera.

Nie krzyczymy głośno „hańba” patrząc na senatora z ramienia rządzącej partii, którego słowa wpisują się w nazistowską narrację na temat „brudnych podludzi”.

Nie wychodzimy na ulicę, gdy posłowie, ministrowie, urzędnicy państwowi stosują publicznie odpowiedzialność zbiorową wobec muzułmanów, jak robili to hitlerowcy wobec Polaków podczas okupacji.

Nie urządzamy palenia telewizorów, gdy „publiczna” telewizja prowadzi propagandę nienawiści, jakiej mógłby pozazdrościć Goebbels.

Zrobiono z nas, społeczeństwa, żabę z eksperymentu behawioralnego. Jeśli wrzuci się ją do wrzącej wody to natychmiast wyskoczy. Ale włóżmy ją do zimnej i powoli podgrzewajmy, a nawet nie zorientuje się kiedy się ugotuje żywcem.

Woda już zmienia się we wrzątek.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych


List z przesłaniem: Mój mąż jest Hindusem, mieszkamy w Polsce ale moja Ojczyzna go zawidła. Jest mi wstyd

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, udostępnił na swojej stronie list czytelniczki. Warto go przeczytać, udostępnić i mieć nadzieję, że może ktoś poważnie się zastanowi, zanim zacznie siać nienawiść.

Wiedzą Państwo, że poznałam słowo „ciapaty” dopiero 3 lata temu? Moja 5-letnia córka zapytała mnie co to znaczy, bo tak ją nazwała babcia dziewczynki na placu zabaw. Musiałam jej tłumaczyć, że pani nie miała na myśli nic złego.

Ale poszłam do drugiego pokoju i płakałam z bezsilności.

Mój mąż jest Hindusem, ale pochodzi z Wielkiej Brytanii. Mieszkamy w Polsce od 15 lat. Tutaj urodziły się nasze dzieci, mamy pracę. Nie chcemy tego, ale coraz częściej myślimy o wyjeździe z Polski. Bo mamy dość lęku, wytykania palcami i czasem milczącej, czasem dosłownej niechęci do „ciapatych”.

Może tego nie widać z pozycji Polaków, ale my czujemy, że jest coraz gorzej. Jeszcze kilka lat temu przeciętną reakcją na pochodzenie mojego męża była ciekawość. Często obcy ludzie pytali skąd pochodzi, jak to się stało, że trafił do Polski. Pytali o egzotyczny kraj jego pochodzenia (który zna raczej słabo, bo urodził się w Wielkiej Brytanii, ale zawsze potrafił opowiedzieć o swojej kulturze, ma w Indiach rodzinę, którą odwiedziliśmy kilka razy). Polacy chętnie dzielili się z nim opowieściami o polskich zwyczajach, pytali jakie są jego. Zawsze musiało skończyć się na nieśmiertelnym „a powiedz: w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”.

Dzisiaj nasze spotkania ze znajomymi obcokrajowcami mieszkającymi w Polsce są coraz smutniejsze, bo zawsze ktoś mówi o tym jak go wyzywano na ulicy, ktoś opluł jako „ciapatego”, ostatnio śliczna dziewczyna pochodząca z Pendżabu usłyszała od właściciela mieszkania, że „takim jak ona” mieszkania nie wynajmie. Na szczęście w gronie moich znajomych jeszcze nikogo nie pobito, ale zdarzały się popchnięcia, pogróżki. I nie trzeba nawet pochodzić z Azji, moja znajoma z Portugalii została zwyzywana na plaży, bo nie mówi po polsku. Mi zdarzyło się usłyszeć, że jestem „białą k…ą czarnucha”.

Kiedy w Warszawie pobito studenta z Indii wielu moich znajomych przestało wychodzić z domu po zmroku. Paranoja?

W tym roku kiedy moi teściowe chcieli przylecieć do Polski musieliśmy wymyślić co im powiedzieć żeby tego nie robili. Baliśmy się co może się stać na polskiej ulicy, bo ojciec mojego męża jest Sikhem, nosi turban i brodę.

Dla chuliganów to przecież „muzułmanin”. Mam im tłumaczyć, że nim nie jest? A nawet gdyby był, to co z tego?

Mój syn ma 14 lat, wchodzi w okres buntu. Po rozpoczęciu roku szkolnego pobił się w szkole z chłopcem, bo tamten od dłuższego czasu nazywał go w internecie „czarnuchem” (dzieci mają po ojcu ciemną karnację i czarne włosy). Boję się żeby sytuacja się nie powtarzała. Wiem, że taka stygmatyzacja może w nim podsycać agresję. A co się stanie jeśli następnym razem złamie komuś nos, albo wybije zęby? Co jeśli zejdzie na drogę przemocy, bo przecież tak kończą młodzi ludzie, którzy nie są akceptowani. A co jeśli to jego pobiją, bo jest „ciapaty”?

Nie wiemy co zrobić. Zaczynać życie od nowa na emigracji? Mamy takie możliwości, mąż będzie zarabiał w UK lepiej niż w Polsce, został tutaj dla mnie. A ja czuję, że moja ojczyzna go zawiodła i jest mi wstyd za moich rodaków.

 

Źródło: Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

 


Adam Mazguła: Panie Jarosławie Kaczyński, myli Pan prawdę z propagandą

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Panie Jarosławie Kaczyński, jest Pan niszczycielem Polski! Po Pana rządach trzeba będzie dokonywać cudów, aby wrócić do cywilizacji człowieka myślącego

 

Panie Jarosławie Kaczyński, czy doszedł Pan już do prawdy?

Pańskie zapowiedzi, że niedługo Pan dojdzie – bardzo mnie irytują. A to dlatego, że pojęcia nie mam, o jaką prawdę Panu chodzi?

Czy, wygłaszając comiesięczne wytyczne modlitewne do swoich wyznawców na Krakowskim Przedmieściu, ma Pan na myśli interpretację faktów, zgodną z rzeczywistością? Czy może tęskni Pan do pierwszej legalnej gazety codziennej bolszewików, wydawanej od 1912 r. w Rosji?

Pytam, bo mam wrażenie, że w Pańskiej partii rozumienie niektórych wyrazów jest zupełnie inne od potocznego, czy słownikowego, ich znaczenia.

Poprawność polityczna nakazuje nie mówić, że Pan kłamie, lecz mija się z prawdą. Dlatego trudno zrozumieć, że minister ochrony środowiska zabija i niszczy, minister zdrowia blokuje leczenie, minister obrony rozbraja, minister dyplomacji obraża inne narody, minister spraw wewnętrznych prowokuje wojnę domową, a minister sprawiedliwości walczy o prawo do łamania prawa.

Pan, Panie Jarosławie Kaczyński, określa swoja partię mianem: „Prawo i Sprawiedliwość”. Widać to „prawo” w gwałcie na konstytucji, a „sprawiedliwość” w ustawach przeciwko wolnościom obywatelskim i w represjach wobec wybranych grup społecznych.

Kreuje Pan niszczenie Polski, jej izolację na arenie międzynarodowej, skłóca Pan Polaków. Wprowadza Pan nowe standardy znaczenia słów i rozumienia tego, co dobre, a co złe. Pańska wiara jest ważniejsza niż nauka, a mądrość… – nic nie jest warta w obliczu misiewiczowskiego kolesiostwa lizusów i biskupiej buty. Myli Pan prawdę z propagandą, nie przyjmuje Pan do wiadomości prawdy niewygodnej dla siebie, za kłamstwo uważa Pan prawdę o sobie.

Reasumując: prawda w oczy kole i jest dla Pana bardzo trudna do zniesienia.
Panie Jarosławie Kaczyński, jest Pan niszczycielem Polski! Po Pana rządach trzeba będzie dokonywać cudów, aby wrócić do cywilizacji człowieka myślącego. Do miłości, kompetencji, prawa i właśnie prawdy.

 

Adam Mazguła


Maria Nurowska: Piotr Duda musiał wiedzieć, że w polskiej stoczni niewolniczo pracują ludzie

Maria Nurowska

Maria Nurowska

Obywatele Polski mają gdzieś że ich kraj, jako jedyny w Europie, zatrudnia niewolników. Można ich zobaczyć na budowach, ostatnio w Wilanowie, nadzorcy nie pozwalają się do nich zbliżyć.

 

PO MOIM APELU w sprawie procederu przywożenia z KRLD kobiet i mężczyzn do Polski, do niewolniczej pracy, ktoś zamieścił na mojej stronie tekst na ten temat w GW z 2006 roku!

I przez tyle lat nikt nie zareagował? Ani rząd PIS, ani PO, ani Polacy, którzy widzieli samochody wiozące co rano tych biedaków do stoczni gdańskiej.

A ja? Zamknęłam się w swojej wieży z kości słoniowej w Bukowinie Tatrzańskiej i stracilam kontakt z rzeczywistością

Na jakim ja świecie żyję? Jak można w XXI wieku godzić się na takie upodlenie drugiego człowieka? Jak można zabrać mu paszport, komórkę, kazać mu wykonywać 12 godzinną katorżniczą pracę, a potem odwozić do klitki, w której musi się pomieścić kilkanaście osób! Widocznie zawarto z koreańskim reżimem uklad, że ci ludzie nie dowiedzą się, iż można żyć inaczej.

KULTURO NIEPODLEGŁA, wiem że nie jesteś antypisowska, ale zrób coś w tej sprawie. Nie można urządzać wieczorów literackich, kiedy kraj w którym żyjesz, cofnął się w mroki Średniowiecza!

Ja zrobilam, co w mojej mocy, powiadomilam Rzecznika Praw Obywatelskich i Amnesty International!

PS

Obywatele Czech i Bułgarii wymogli na swoich rządach zaprzestanie tego procederu, obywatele Polski mają gdzieś że ich kraj, jako jedyny w Europie, zatrudnia niewolników. Można ich zobaczyć na budowach, ostatnio w Wilanowie,nadzorcy nie pozwalają się do nich zbliżyć.

 

Maria Nurowska


Maria Nurowska: List otwarty do Rzecznika Praw Obywatelskich – Adama Bondara

<em>LIST OTWARTY</em><br />
 <em>DO RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH</em><br />
 <em>PANA ADAMA BODNARA</em>

<em>LIST OTWARTY</em><br /> <em>DO RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH</em><br /> <em>PANA ADAMA BODNARA</em>

Maria Nurowska

 

Szanowny Panie,

 

dotarła do mnie informacja, że w moim kraju istnieje coś takiego, jak współczesne niewolnictwo. Kobiety i mężczyźni zatrudniani są w stoczni gdańskiej na warunkach uwłaczających godności ludzkiej.
Obywatelom KRLD zabiera się po przyjeździe paszporty i komórki, pracują po dziesięć godzin dziennie za marne wynagrodzenie. Są zakwaterowywani po kilkanaścieć osób w jednym pomieszczeniu!

Jako Polka i Europejka nie godzę się na traktowanie w ten sposób drugiego człowieka!

Bardzo proszę Pana o sprawdzenie tej informacji i możliwie szybką interwencję, należy też powiadomić o tym haniebnym procederze instytucje międzynarodowe.

 

Z poważaniem
Maria Nurowska


Stefan Niesiołowski: Porównywanie mnie do Pawłowicz to podłość

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Porównanie mnie do p. Pawłowicz to podłość (nie nazwałem wielkiego Polaka bydłem, flagi UE szmatą, posłów zdradzieckimi mordami itp.), a przede wszystkim głupota

 

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” z dnia 22. 09. 2017 r. ukazała się rozmowa Roberta Mazurka z Ewą Milewicz. Ten propisowski dziennikarz występuje jako zatroskany o poziom debaty publicznej myśliciel, ale zdumiewające i skandaliczne są słowa Ewy Milewicz:

„To może my nie będziemy brali w tym udziału? […] Chciałabym, by liderzy partyjni nie tolerowali słów takich ludzi, jak Stefan Niesiołowski czy Krystyna Pawłowicz, by redaktorzy naczelni chociaż powściągali najbardziej zapalczywych autorów. Naiwne? Tu się przyznam, że kiedy byłam redaktorem w dziale opinii „GW” i przychodził tekst Niesiołowskiego, to nie mogłam wytrzymać”.

Przepraszam p. Milewicz za wieloletnie cierpienia z powodu przyjmowania bądź odrzucania moich tekstów.

Szkoda, że nie powiedziała mi o swoim problemie wtedy, bo bym Jej oszczędził przykrości.

Porównanie mnie do p. Pawłowicz to podłość (nie nazwałem wielkiego Polaka bydłem, flagi UE szmatą, posłów zdradzieckimi mordami itp.), a przede wszystkim głupota.

Jak widać na Jej przykładzie pisowska zaraza jest ekspansywna.

 

Stefan Niesiołowski