Maria Nurowska – Minister Zdrowia ma krew na rękach

Maria Nurowska
Jak pomyślę o tych ludziach z rządu, którzy trwonią miliony, latają samolotami, rozbijają luksusowe limuzyny, to..
MINISTER ZDROWIA ma krew na rękach! Mówię to z pełną świadomością, bo jeżeli lekarstwo konieczne po przeszczepach, które wcześniej kosztowało kilkanaście złotych, teraz idzie w tysiące, to jak to nazwać? To samo z chorobami nowotworowymi.
Nie wiemy, ile osób przedwcześnie umarło z tego powodu i ile umrze…
Rząd, na absurdalną reklamę billbordową wydaje 19 milionów, a tutaj podnosi ceny życiodajnych leków!!!
Trzeba o tym glośno krzyczeć, bo to przekracza granice CZłOWIECZEŃSTWA!
Kilka dni temu przeczytałam dramatyczny apel matki do ministra, bo jej dziecku kończą się leki i nie ma pieniędzy na kolejne!
PS. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca – nawiązalam kontakt z mamą dziewczynki. Lek kosztuje 24 tysiące po podwyżce, a opakowanie starcza na miesiąc. Ci państwo już sprzedali samochód.
Zaofiarowalam się z pomocą, ale stać by mnie było na oplacenie góra trzech opakowań. Rodzice małej Asi odmówili, nawet pożyczki. Ojciec dziewczynki jest informatykiem, zalatwia pracę za granicą, aby zarobić na leki dla dziecka!
Jak pomyślę o tych ludziach z rządu, którzy trwonią miliony, latają samolotami, rozbijają luksusowe limuzyny, to gdybym miala broń, zaczęłabym do nich strzelać!
Maria Nurowska
Karczewski potwierdza – Kampania dotycząca reformy sądownictwa powstała na prośbę rządu
Kampania informacyjna dotycząca reformy sądownictwa powstała na prośbę rządu – potwierdził dzisiaj Stanisław Karczewski. Dodał również iż jego zdaniem każde pieniądze są warte tego, żeby Polska była dobrze odbierana na świecie.
Kampania Polskiej Fundacji Narodowej „Sprawiedliwe sądy”, mającej przybliżyć polskiej i zagranicznej opinii publicznej cele i szczegóły reformy wymiaru sprawiedliwości, od początku budzi kontrowersje.
Posłowie PO złożyli wniosek o jej zbadanie przez CBA; Nowoczesna skierowała pismo do szefa PKW o kontrolę i sprawdzenie, czy nie dochodzi do złamania ustawy o partiach politycznych i finansowaniu partii politycznych przez Polską Fundację Narodową. PKW ma się zająć sprawą w poniedziałek.
Marszałek Karczewski pytany w radiowej Jedynce, jaka jest oficjalnie obowiązująca wersja PiS, dot. tej kampanii, odpowiedział, że kampania jest „na prośbę rządu, tak, żeby zmienić to, co się dzieje na świecie, to, co dzieje się w Europie”. „Każde pieniądze są warte tego, żeby również Polska była dobrze odbierana na świecie” – podkreślił. Jak ocenił, „totalna opozycja” jeździła do przedstawicieli Unii Europejskiej i „przedstawiła fałszywy obraz tego, co się dzieje w Polsce”.
Karczewski przekonywałrównież, że kampania jest „czysta i klarowna”; zaznaczył, że nie biorą w niej udziału politycy PiS. Dziennikarzowi prowadzącemu audycję, który stwierdził że kampanię robią osoby, które były współpracownikami premier Beaty Szydło, Karczewski odpowiedział: „Ale to nic w tym złego. (…) Ja sam osobiście znam te osoby, wiem, że są niezwykle doświadczone, mają wielką wiedzę i na pewno zrobią dobrą kampanię dla nas, dla Polski, nie dla partii”.
„To jest dopiero początek funkcjonowania Fundacji, dajmy im czas, dajmy swobodę działania. To nie jest akcja jedna, jedyna i koniec. Poczekajmy, to jest dopiero początek całej akcji” – mówił Karczewski.
Telemedycyna rośnie w siłę. Wielu pacjentów chce się leczyć przez telefon lub internet
Usługi telemedyczne, zyskują coraz większą popularność. Pacjenci, którzy zdecydowali się skorzystać z konsultacji przez telefon, czat czy wideo, coraz bardziej doceniają tę formę kontaktu z lekarzem. Telemedycyna to szansa na poprawę jakości opieki medycznej – podkreśla Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

– Telemedycyna jest ważna przede wszystkim dlatego, że pozwala zoptymalizować opiekę medyczną, poprawia jej jakość. Jest to rozwiązanie bardzo wygodne. Nasze doświadczenia pokazują, że usługa telemedyczna jest pacjentom potrzebna.
W grudniu 2015 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia. Między innymi dokonano w niej zmiany artykułu 42., który wcześniej stanowił, że lekarz podejmuje decyzję o leczeniu po uprzednim osobistym zbadaniu pacjenta. Nowelizacja dopuściła postawienie diagnozy na podstawie kontaktu za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności.
Grupa LUX MED wprowadziła platformę usług telemedycznych wkrótce po dopuszczeniu takiej możliwości prawnej. Po kilkunastu miesiącach jej działania przeprowadziła badanie satysfakcji pacjentów z tego typu konsultacji. Okazało się, że 91 proc. badanych chciałoby w przyszłości ponownie skorzystać z tej formy porad. Największe zalety według nich to oszczędność czasu i wysiłku.
Drugi istotny element to legislacja. Im przepisy prawne będą bardziej przyjazne rozwiązaniom telemedycznym, tym szybciej będzie można wyeliminować bariery rozwoju tego segmentu rynku.
– Na rozwój telemedycyny przede wszystkim będzie wpływało to, co się na rynku dzieje, czyli coraz trudniejszy dostęp do usług medycznych – ocenia prezes Grupy LUX MED. – Wydaje się oczywiste, że usługa telemedyczna czy monitorowanie stanu zdrowia na odległość jest uzupełnieniem pewnej luki, którą dzisiaj w Polsce mamy.
Najpopularniejszą formą usług medycznych na odległość są konsultacje telefoniczne, za pomocą połączenia wideo czy komunikatora. Mogą one dotyczyć informacji po konsultacji lub przeciwnie, pozwolić się przygotować do badania. Ale możliwości są dużo większe. Zdalnie można monitorować stan zdrowia pacjenta, prowadzić rehabilitację, opisywać badania (teleradiologia) czy nawet opiekować się starszym pacjentem.
– W Grupie LUX MED przede wszystkim cały czas rozwijamy teleradiologię. Z drugiej strony rozwijamy telekonsultacje, ale także chcemy wspierać prowadzenie pacjenta za pomocą telemedycyny, czyli chcemy być blisko pacjenta, kontaktować się z nim, szczególnie na początku jego drogi, kiedy czuje się on zagubiony w systemie i potrzebuje wsparcia – przekonuje Anna Rulkiewicz.
Źrodło: Newseria
Manuela Gretkowska o szefie Solidarności – Huj bez cycków, który wypowiada się za kobiety

Manuela Gretkowska
Boże, Ty to wszystko słyszysz, widzisz i nie grzmisz? Chyba tylko dlatego, że zamiast pod kopułą nieba żyjemy tutaj pod kopułą Watykanu. I z tego powodu mamy nierówno pod kopułką. Zamiast ściągać z Kościoła podatki, my go sponsorujemy.
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ: WYDUDANI
Dlaczego wczoraj jakiś huj bez cycków wypowiadał się znowu za kobiety? Nie masz nawet mózgu wrzeszcząc, że przywilejem Polek jest nędzna, wcześniejsza emerytura.
W przeciwieństwie do Europejek kochamy zarabiać mniej od mężczyzn. Żyć na garnuszku dzieci i zajmować się wnukami, gdy stare dziady takie jak on, opływające dostatkiem leżą zawinięte w gazetę przed telewizorem.
Spieprzaj Dziadu – że zacytuję klasyka – Zamiast cycków, masz otłuszczone dobrobytem cyckory. Jesteś związkowym bonzem na usługach rządu.
Nie wycieraj sobie Piotrze Dudo, przewodniczący „Solidarności” (w dużym cudzysłowie) Polkami zdradzieckiej mordy. Plaga tych Dudów. Nie wmawiaj nam tradycji debilizmu, nie szczuj na Europę.
Dla ciebie i podobnych, dla patriarchalnych dziadów polskich zawodzących po kościołach kobieta jest przyrządem gospodarczym do usług domowych. Jest też narządem bosko rozrodczym wyposażonym w łono. Żyje dłużej, żeby usługiwać. Taki jest plan boży i PiS-u. Kaczyński powiedział kiedyś: wcześniejsza emerytura pozwoli zajmować się Polkom wnukami, rozwiązując braki żłobków i przedszkoli.
Boże, Ty to wszystko słyszysz, widzisz i nie grzmisz? Chyba tylko dlatego, że zamiast pod kopułą nieba żyjemy tutaj pod kopułą Watykanu. I z tego powodu mamy nierówno pod kopułką. Zamiast ściągać z Kościoła podatki, my go sponsorujemy.
Normalna Polska się zwija jak kłębek nici, bawiąc kota Kaczyńskiego. Nie dyskutujmy więc proszę o przywództwie opozycji czy jej kompromitacji. Czy podduszana mysz ma w głowie program dzielenia sera?
To, że podczas miesięcznicy prezes stał na czarnej skrzynce pokazało kto jest właścicielem zapisanej w niej prawdy. Tej o zakłamywanej przeszłości i przyszłości – polskiej wyspie oddzielonej od Europy. Będziemy nowym Piskupinem. Mogliśmy być za europejskim Palikotem, a będziemy za palisadą ze stuletnich dębów białowieskich. PiS swoimi ustawami już szyje nam jakieś prasłowiańskie gacie.
W moim dzieciństwie starzy ludzie słuchali trzeszczącej Wolnej Europy. Nie chcę na starość nasłuchiwać jej znowu.
Nie chcę reparacji od Niemców. Jeśli już ktoś jest winien nam tę kasę to Rosjanie. Przejęli ją w latach 50-ych, odpalając mały procent. Resztę niech oddadzą, dorzucą wrak smoleński i odszkodowanie za komunizm.
Już wkrótce stratedzy PiS-u po konsultacjach z Kościołem zmienią taktykę. Przecież nie materialistyczne, niskie pobudki są ważne, tylko życie, zwłaszcza napoczęte.
Po co nam niemieckie piniądze, życia nie zwrócą. Trzeba poczekać, aż poziom techniczny pozwoli Niemcom ożywić pomordowanych przez hitlerowców. Polsce, temu pikującemu demograficznie Mesjaszowi narodów przydałoby się kilka milionów zmartwychwstałych obywateli. Problem byłby z Żydami upominającymi się o swoje. Ale można część odesłać do Izraela, za sowitą opłatą. Tak zarabiało na nich ZSRR w ramach umów humanitarnych. Resztę pozamykać w obozach pracy tworząc nowych podatników dla ratowania systemu emerytalnego.
PiS jest przypadkiem psychiatrycznym, obłędu politycznego.
Ta wersja wypadków jest równie prawdopodobna jak każda inna. Mając bezwzględną większość mają bezwzględną rację i rzeczywistość na swój obraz i podobieństwo.
Roman Giertych – List do posła Mularczyka: Chłopie kochany! Wdzięczność należy się za zdezawuowanie narracji PiS

Roman Giertych
Gdyby nie Pan to i dzisiaj wielu uważałoby, że zamach na sądy i Trybunał jest dla dobra Polski. Pan tym jednym, szczerym i uczciwym wpisem pokazał jak jest naprawdę. Za to należy się Panu wdzięczność.
Szanowny Panie Pośle!
Powiedział Pan, że:
„Niedługo ruszą sprawy sądowe i prokuratorskie wobec totalnej. Dosyć już arogancji, chamstwa i pomówień.”
I wszyscy się na Pana rzucili. Opozycja nazywa Pana szują, a swoi wyzywają od idiotów.
Tylko ja, jedyny pana przyjaciel Panu podziękuję.
Przez dziesięć lat, od chwili gdy poznałem zamiary pana szefa i wywróciłem koalicję, powtarzałem w setkach wywiadów, wypowiedzi, wpisów, że zamiarem PiS jest rządzić za pomocą prześladowań politycznych opozycji na wzór PRL-u i wprowadzić dyktaturę.
Nikt mi na początku nie wierzył. Gdyby nie Pan to i dzisiaj wielu uważałoby, że zamach na sądy i Trybunał jest dla dobra Polski. Pan tym jednym, szczerym i uczciwym wpisem pokazał jak jest naprawdę. Za to należy się Panu wdzięczność.
Po drugie wdzięczność należy się Panu za zdezawuowanie całej dotychczasowej narracji PiS, która mówiła, że sprawy karne wobec opozycji wynikać będą z jej przestępczych działań.
Tymczasem nie. Pan jako jedyny powiedział jak jest. Sprawy karne opozycji należą się za „arogancję, chamstwo i pomówienia”. No, i wszystko jasne. Arogancja rozumiem wobec władzy. Chamstwo w atakach na nią, a pomówienia to głoszenie tez, których rząd nie popiera lub nie uznaje.
Chłopie kochany! Nikt nigdy nie dał lepszej definicji zachowania władzy wobec opozycji w państwie totalitarnym!
Nawet za PRL-u władza szukała pozorów, aby prześladować opozycję. Nawet w Rosji wsadzają Nawalnego za oszustwa, a nie za „arogancję, chamstwo i pomówienia” wobec władzy.
Cała narracja PiS o szukaniu przestępców w szeregach opozycji tym jednym wpisem została ośmieszona i wyszydzona. Jeśli nie Mularczyk, to kto mógłby to zrobić lepiej!
Niebawem ruszą sprawy sądowe i prokuratorskie wobec totalnej. Dosyć już arogancji, chamstwa i pomówień.
— Arkadiusz Mularczyk (@arekmularczyk) September 16, 2017
Roman Giertych
PS. Na pana miejscu zapoznałbym się z prawną instytucją podżegania do przestępstwa. Ta wiedza się kiedyś panu bardzo przyda...
Tomasz Piątek, autor książki o Macierewiczu – Czy Tomasz Lis chce bronić Macierewicza albo jego kolegów?
Rzeczowa i szczegółowa odpowiedź na tekst „Newsweeka”. Tygodnik zamieścił strzępki moich wypowiedzi oraz książki „Macierewicz i jego tajemnice”, zacierając ich sens. Czy Tomasz Lis chce bronić Macierewicza? Albo jego kolegów?
„Doceniam to, że autor 'Newsweeka’ Paweł Reszka pokusił się o merytoryczną krytykę mojej książki. To miła odmiana po obelgach i kłamstwach, które spotkały mnie ze strony prawicowych recenzentów. Jednak ze smutkiem muszę stwierdzić, że pan Reszka okazał się niewiele bardziej rzetelny od Wojciecha Wybranowskiego z 'Do Rzeczy’ i Doroty Kani z 'Gazety Polskiej’.
Spotkałem się z Reszką trzykrotnie. Odpowiedziałem mu na wszystkie jego wątpliwości dotyczące książki. Poprosiłem o autoryzację moich wypowiedzi, które 'Newsweek’ miał zamieścić w publikacji. Paweł Reszka obiecał mi to, ale obietnicy nie dotrzymał.
Gdy przeczytałem tekst, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Z naszych rozmów zostały strzępki zdań, które nie oddają ani ducha, ani meritum konwersacji. W tekście pan Reszka stawia mi zarzuty, ale nie cytuje odpowiedzi, których udzieliłem mu podczas naszych spotkań.
Gorzej: pan Reszka stawia zarzuty, na które już odpowiedziałem w książce. Tych odpowiedzi też nie cytuje…
To znaczy, że przeczytał książkę bardzo wyrywkowo albo bardzo stronniczo.
Z jakichś przyczyn głównym bohaterem tekstu Pawła Reszki nie jest ten, kto nim być powinien. Antoni Macierewicz niszczy polską armię, jego rosyjskie powiązania wymagają jak najszybszego wyjaśnienia, ale bohaterem tekstu 'Newsweek’ uczynił mnie.Dlaczego?
Domyślam się, że chodzi o moją chorobę (jestem alkoholikiem i narkomanem, od ponad trzech lat czystym). Za sprawą uzależnienia łatwo w moim życiu szukać sensacji. Ale czy takie zachowanie przystoi poważnemu tygodnikowi?
W tych kilku fragmentach, w których Reszka odnosi się nie do mojej osoby, lecz do mojej książki, zarzuca mi nierzetelność. Ale sam jest przy tym nierzetelny.
Po pierwsze, wyrywa z kontekstu drobne fragmenty mojej książki, które z tego powodu muszą brzmieć nielogicznie.Piszę w książce o licznych związkach z Rosją, jakie ma główny sojusznik Macierewicza w USA Alfonse D’Amato, lobbysta obsługujący m.in. firmę Lockheed Martin, która kupuje silniki rakietowe od należącego do Kremla koncernu Energomasz.
Paweł Reszka sugeruje, że kremlowskie interesy firmy Lockheed Martin są dla niej marginalne. Dlatego miałyby nie stanowić istotnego dowodu powiązań z Rosją…
Tyle że w książce nie chodzi o to, jak bardzo kremlowskie interesy są ważne dla Lockheed Martin. Chodzi o to, że pan D’Amato oprócz Lockheed Martin obsługuje jeszcze dwie inne wielkie firmy, które również kupują lub kupowały silniki rakietowe od Kremla. Jedna z nich – UTC – sprzedawała ww. silniki Pentagonowi, który wykorzystywał je do satelitów szpiegowskich. Działo się tak, mimo że ten pośredni układ z Kremlem przynosił straty amerykańskiej armii i rządowi. A przede wszystkim uzależniał amerykański wywiad kosmiczny od rosyjskiego dostawcy…Gdy UTC odsprzedało swój kremlowsko-rakietowy biznes innej firmie, był to koncern GenCorp, kolejna firma obsługiwana przez D’Amato. Interesująca zbieżność. A nawet bardzo interesująca – w świetle pośrednich, ale licznych powiązań pana D’Amato z rosyjską mafią zakorzenioną w GRU (sowiecki, potem rosyjski wywiad wojskowy odpowiadający także za działania wywiadowcze w kosmosie).
Moja książka składa się z wielkiej liczby udokumentowanych faktów, między którymi występują takie zbieżności. Wyrywając jeden czy kilka faktów z kontekstu, bardzo łatwo można je sprowadzić do absurdu. Ale nie da się tego zrobić z całą książką, bo faktów w książce jest znacznie więcej.
Po drugie, Paweł Reszka bagatelizuje podane przeze mnie dowody, czasem wręcz chowa je pod dywan.
Reszka nie dowierza, że Antoni Macierewicz od 1992 r. ukrywał przeszłość swego wieloletniego współpracownika Roberta Luśni, choć znał kompromitujące dokumenty na jego temat (Luśnia był płatnym konfidentem SB).
Tymczasem podczas sprawy lustracyjnej Luśni w latach 2003-2006 świadek Piotr Ogiński zeznał pod przysięgą, że już w 1992 r. Macierewicz i jego prawa ręka Piotr Naimski dokładnie prześwietlili przeszłość Luśni.
No tak, przyznaje Reszka, to jest dowód, ale tylko jeden. Za mało.
Tylko jeden? Prokurator krajowy w stanie spoczynku Włodzimierz Blajerski – antykomunista i człowiek prawicy – mówi pod własnym imieniem i nazwiskiem, żeMacierewicz kazał ukryć dokumenty kompromitujące Luśnię!
Ale Reszka uważa, że to nie dowód, tylko pogłoska.
Adwokat Lew-Mirski, obrońca Luśni (i zaufany prawnik Antoniego Macierewicza), mówi przed Sądem Najwyższym, że Luśnia został w 1992 r. przez Macierewicza zlustrowany. Cytuję akta: 'I tą [sic!] pamiętną pierwszą, opartą na niezwykle ostrych kryteriach ocennych lustrację przeszedł pozytywnie Robert Luśnia’.
Co na to Reszka? Nic. W ogóle o tym nie wspomina.
Pisałem o tym w artykułach o Macierewiczu, piszę też o tym w mojej książce na stronach 75-76. Jakim cudem Reszka to przeoczył?
Inne przeoczenie: dwie osoby ze służb specjalnych – które według prokuratora Blajerskiego były bezpośrednio odpowiedzialne za znalezienie i zatajenie 'kwitów na Luśnię’ – zostały nagle awansowane przez Macierewicza i Naimskiego.
Kiedy? Dokładnie w tych samych dniach, w których Macierewicz z Naimskim prześwietlali przeszłość Luśni.
Również w tych samych dniach inni funkcjonariusze służb – ci, których akurat ominął awans – usłyszeli od Naimskiego: 'Od was niczego nie można się dowiedzieć. Nic sami nie mówicie’.
Zaraz po tych przeoczeniach Reszka zadaje takie pytanie: 'Skąd esbeckie dokumenty na Luśnię w Lublinie, skoro działalność opozycyjną prowadził w Warszawie?’.
Gdyby pan Reszka zapoznał się lepiej ze sprawą Macierewicza, wiedziałby, że to pytanie już zostało zadane. W artykule z grudnia 2016 r. (’Zaginiona teczka człowieka Macierewicza’, 'Gazeta Wyborcza’) pisałem tak:’Dlaczego brakujące dokumenty w sprawie Luśni miałyby trafić akurat w ręce Jerzego Portki, funkcjonariusza z Lublina? Czy były przechowywane w tym mieście? Jedno ze źródeł twierdzi, że Robert Luśnia pojawiał się w Lublinie już w latach 80. (…) Informator z Lublina podaje, że w latach 2003-05 zastępca rzecznika interesu publicznego Krzysztof Lipiński był w tym mieście. Po to żeby przesłuchać świadka w sprawie lustracyjnej Luśni. Informator raczej wie, co mówi. Koordynował wtedy działania lokalnych urzędów z wymiarem sprawiedliwości. (…) W protokole jednego z pierwszych posiedzeń w sprawie Luśni zastępca rzecznika interesu publicznego Krzysztof Lipiński (…) prosi o w miarę bliski termin kolejnej rozprawy, zaznaczając, że w dniu 24 października 2003 będzie przesłuchiwał świadka w Lublinie (rozprawa z 14 października 2003). Czy ten zapis dotyczył świadka występującego w innej sprawie? Czy do protokołu zabłąkał się ot, tak?’.
I następne pytanie Reszki: 'I skoro Macierewicz chciał ukryć kwity kompromitujące swojego sponsora, to dlaczego ich nie ukrył? Przecież w 1992 r. był wszechwładnym szefem MSW, zlustrował wszystkich posłów. Opasła teczka agenta została znaleziona przy pierwszej okazji, kiedy Luśnia został posłem (w 2001 roku) i objęła go ustawa lustracyjna’.To kolejne pytanie, które ja już wcześniej zadałem. Na s. 43 mojej książki wyliczam też możliwe odpowiedzi.
Pośpiech związany z tzw. uchwałą lustracyjną i jej skutkami mógł utrudnić ludziom Macierewicza znalezienie i ukrycie wszystkich dokumentów kompromitujących Luśnię (tym bardziej jeśli tkwiły one w różnych archiwach). Macierewicz i jego koledzy na gwałt przygotowywali słynną 'listę agentów’, na której znaleźli się też ludzie niewinni, ale niechętni ministrowi. Przedstawienie tej listy w Sejmie przyczyniło się do upadku rządu Jana Olszewskiego, a więc również ministra Macierewicza.
Esbecka teczka Luśni w warszawskim IPN ma dziwne i bardzo interesujące luki. Luśnia był zarejestrowany jako TW do 1988 r., ale brakuje śladów jego konfidenckiej działalności z lat 1985-1988 (w przeciwieństwie do bogato udokumentowanych lat 1982-84). W tych tajemniczych latach 1985-88 oficer prowadzący Luśni, esbek Józef Nadworski, utrzymywał coraz bliższe kontakty z Markiem Zielińskim, głównym agentem GRU (sowiecki, potem rosyjski wywiad wojskowy). A równocześnie funkcjonariusz Nadworski zaczął… robić biznesy z kolegami Luśni z opozycyjnego podziemia!
Może lubelskie dokumenty to te, których brakuje w warszawskiej teczce? Może były szczególnie kompromitujące dla środowiska Macierewicza i dlatego ukryto je w pierwszej kolejności? Na resztę mogło zabraknąć czasu – padał rząd.W niedzielę, dzień przed publikacją tekstu, Reszka długo nie odbierał telefonu. Gdy wreszcie odebrał, spytałem, czemu nie przesłał moich wypowiedzi do autoryzacji. Powiedział, że nie miał mojego adresu e-mailowego i że wysyłał mi SMS-y z prośbą, abym mu przesłał ten adres. Czasem tak się dzieje, że nie dostaję SMS-ów przez kilka dni, a potem naraz przychodzi do mnie kilkanaście opóźnionych wiadomości. Ale przecież Paweł Reszka miał mój numer telefonu. Czemu nie zadzwonił? 'Pomyślałem, że jak nie odpowiadasz, to olałeś’ – usłyszałem”.
(…)
Jan Hartman – Jak będzie wyglądała Polska za ćwierć wieku?

Jan Hartman
Polska za 25 lat będzie tzw. normalnym europejskim krajem, z kosmopolityczną, zamożną stolicą i porządną, dobrze funkcjonującą prowincją. Znikną siermięga, alkoholowa maligna, ciemnota, masowe prostactwo i wulgarność.
Większość z nas żyć będzie jeszcze… Statystyczny czytelnik mojego bloga ma ponad trzydzieści lat i za ćwierć wieku będzie miał lat niespełna 60 i ponad 20 kolejnych przed sobą. Cudownie! Bo na starość przyjdzie mu żyć w wolnym kraju, w którym siermiężne dyktatury w rodzaju PRL czy też PRPiS będą już tylko mglistym a smętnym wspomnieniem.
W wolnej Polsce będzie się żyć podobnie co w zachodniej Europie. I to Europie lepszej niż ta dzisiejsza, choć i teraz nie jest źle, prawda? Gdyby szukać analogii, a właściwie antycypacji, trzeba by przyjrzeć się, jak funkcjonują dziś najbardziej rozwinięte strukturalnie i instytucjonalnie skupiska ludzkie, czyli wielkie metropolie demokratycznego Zachodu. I dodać do tego to wszystko, co wynika z obecnych trendów cywilizacyjnego i społecznego postępu.
A te trendy to powszechna informatyzacja, mobilność pracy i zamieszkania, egalitaryzm, decentralizacja władzy i rozwój inteligentnych usług publicznych. A przede wszystkim zanik nacjonalistycznej i militarystycznej formacji państwowej, opartej na terytorialnym egoizmie i kontrolowaniu środków przymusu i represji.
Wolność zakrada się do kolejnych obszarów życia, które podlegając rozbudowanym regulacjom, jednocześnie uzyskują coraz pewniejsze gwarancje zabezpieczające je przed represyjnym ujednoliceniem i presją ideologiczną.
Swoboda praktykowania różnych form i stylów życia, światopoglądów i obyczajów rośnie nieustannie, a wraz z nią społeczna akceptacja dla pluralizmu ludzkiego świata i szacunek dla odmienności. I dzieje się to pomimo wielkiej proliferacji prawa i wszelkich regulacji, a ściśle – dzięki nim.
Państwa Zachodu coraz pewniej wchodzą w rolę obrońców osobistych swobód i wolności jednostki i nie wydaje się, aby coś mogło je zawrócić z tej liberalnej drogi. Każdy fanatyk czy freak ma dziś komfort i możliwość życia tak, jak chce, pod warunkiem, że powstrzyma się od przemocy. A kto raz zakosztował tej całkiem osobistej, a nie jakiejś abstrakcyjnej, „politycznej” wolności, ten za nic już jej nie odda.
Polska za 25 lat będzie tzw. normalnym europejskim krajem, z kosmopolityczną, zamożną stolicą i porządną, dobrze funkcjonującą prowincją. Znikną siermięga, alkoholowa maligna, ciemnota, masowe prostactwo i wulgarność. Sieć uczyni nas wszystkich w miarę sprawnie funkcjonującymi obywatelami-konsumentami, ceniącymi sobie porządek i praworządność. Rządzić będą pragmatycy-menedżerowie, a po klerykalno-nacjonalistycznym populizmie zostanie ledwie wspomnienie. Religia będzie jedną z form kultury, podlegającą takim samym regułom społecznego funkcjonowania jak sztuka czy rozrywka. Kraj będzie pełen cudzoziemców, a przez centra dużych miast przepływać będzie każdego dnia kolorowy, wielojęzyczny tłum. Będziemy zamożniejsi niż dziś, choć zarazem będziemy pracować znacznie dłużej i często zmieniać zatrudnienie oraz miejsce zamieszkania. Miliony Polaków pracować będą za granicą, a miliony cudzoziemców pracować będą i mieszkać w Polsce. Nauczymy się szanować przyrodę i przestaniemy ją dewastować. Gotówka prawie że zniknie z obiegu, a powszechny nadzór informatyczny uniemożliwi niepłacenie podatków i wiele innych przestępstw czy wykroczeń. Z musu staniemy się porządniejsi.
Powietrze i woda będą czystsze, a każdy nas będzie musiał poddać się reżimowi ekologicznemu. Będziemy oszczędni i powściągliwi w korzystaniu z zasobów naturalnych, bo za marnotrawstwo trzeba będzie słono płacić. Równość płci będzie surowo przestrzegana, a dyskryminacja związana z pochodzeniem, wyznaniem czy orientacją seksualną – piętnowana i realnie zwalczana. Większość z nas będzie zaangażowana w taką czy inną aktywność społeczną, a szkolnictwo przygotowywać będzie młodzież do demokratycznej współpracy i aktywizmu. Większość Polaków będzie znała angielski. Większość będzie też umiała w miarę zdrowo żyć i się odżywiać. Będziemy żyć dłużej i szczęśliwiej. A włączona w nurt cywilizacji globalnej Polska będzie uczestniczyć w rozwiązywaniu globalnych i europejskich problemów społecznych i politycznych.
Ech, rozmarzyłem się… Ale ja w to naprawdę wierzę! Taki już jestem.
Źródło: Jan Hartman blog
Klienci Ryanaira wściekli, po tym gdy przewoźnik anulował setki lotów
Aby nadrobić zaległości w przyznawaniu urlopów pracowniczych, linie lotnicze Ryanair postanowiły w ciągu najbliższych sześciu tygodni, odwołać do 50 lotów każdego dnia.
Decyzja Ryanaira rozwścieczyła pasażerów, którzy na Twitterze wyrażają swój gniew z powodu anulowania lotów bez wyjaśnienia. „Szok” i „hańba” to najczęstrze komentarze do zaistniałej sytuacji.
Według Ryanair odwołania stanowiły „jedynie” dwa procent harmonogramu linii lotniczych.
„Przepraszamy tą niewielką liczbę klientów dotkniętych zmianami, dołożymy wszelkich starań, aby zorganizować alternatywne loty i / lub ich pełne zwroty” – powiedział szef komunikacji linii lotniczych Robin Kiely.
„Po pełnych pracy, z rekordową ilością pasażerów lipcu i sierpniu, musimy teraz w ciągu dwóch najbliższych miesięcy przyznać urlopy dla pilotów i załogi pokładowej, ale nadal realizujemy większość naszego harmonogramu letniego.”
„Dlatego też anulujemy w ciągu najbliższych 6 tygodni, niecałe 2% naszych lotów. Sytuacja wróci do normy, na początku listopada, kiedy w życie wejdzie nasz zimowy harmonogram lotów”.
Roman Giertych – Prokuratura ściga mnie za obronę Donalda Tuska

Roman Giertych
Odbieram pismo pana Święczkowskiego jako próbę zastraszania adwokata w związku z wykonywaną przeze mnie funkcją pełnomocnika D. Tuska. I chcę mu publicznie oświadczyć, że dopóki będę wykonywał ten zawód, żaden prokurator, większy czy mniejszy, mnie nie zastraszy.
Prokurator Święczkowski ściga mnie za obronę Donalda Tuska i sugeruje, że prokuratura zamierza przedstawić zarzuty karne przewodniczącemu Rady Europejskiej.
Otrzymałem pismo Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego z którego wynika, że Pan Prokurator ściga mnie w zawiadomieniu do Naczelnej Rady Adwokackiej za to, że powiedziałem, że prokurator, który postawiłby zarzuty Donaldowi Tuskowi będzie ponosić odpowiedzialność, a za parę lat może być skazany.
Prokurator Krajowy domaga się ścigania mnie dyscyplinarnego (to już drugi raz, poprzedni wniosek pana Prokuratora został przez Rzecznika Dyscyplinarnego umorzony).
Z treści tego zawiadomienie wynika, że zastraszam prokuratorów.
To że Prokuratura Krajowa mnie ściga to rozumiem, mieści się to w logice PiS, aby ścigać wszystkich tych, którzy są im przeciwni. Nie rozumiem natomiast logiki pana Prokuratora.
Powiedziałem, że stawianie zarzutów Donaldowi Tuskowi to przestępstwo.
To chyba logiczne, że osobie, która nie popełniła przestępstwa stawianie zarzutów byłoby przestępstwem przekroczenia uprawnień za które można być skazanym. Tego pan Prokurator nie zaprzeczy.
Jeżeli natomiast pan Donald Tusk zdaniem prokuratury popełnił jakieś przestępstwo, to zgodnie z kodeksem postępowania karnego ma ona obowiązek zarzuty natychmiast przedstawić. Skoro tego nie robi, to podziela mój pogląd, że stawianie zarzutów byłoby przestępstwem.
Nadto rozumiem, że pan Świeczkowski wyklucza prawo do posiadania przez pełnomocnika Donalda Tuska poglądu, że w sprawach w których był przesłuchiwany (a taki był kontekst moich wypowiedzi) brak jakiejkolwiek podstawy do zarzutów.
Otóż byłoby czymś zupełnie absurdalnym, aby adwokat – pełnomocnik przesłuchiwanego świadka uważał inaczej, skoro nawet prokuratura nie stawiając zarzutów to przeświadczenie podziela.
Poza tym znając te sprawy jako obywatel (nie mówiąc już o roli pełnomocnika) miałbym obowiązek złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień w przypadku, gdyby takie zarzuty zostały bezpodstawnie postawione. Nikt mi tego prawa nie może odebrać, a to czy sprawa skończyłaby się wyrokiem rozstrzygnęłyby wcześniej czy później sądy.
Odbieram pismo pana Święczkowskiego jako próbę zastraszania adwokata w związku z wykonywaną przeze mnie funkcją pełnomocnika D. Tuska. I chcę mu publicznie oświadczyć, że dopóki będę wykonywał ten zawód, żaden prokurator, większy czy mniejszy, mnie nie zastraszy.
Nadto w piśmie tym Prokurator Krajowy sugeruje, że prokuratura zamierza stawiać zarzuty karne przewodniczącemu Rady Europejskiej. Inaczej nie można zrozumieć kogo miałbym zastraszać sugerując odpowiedzialność za stawianie takich zarzutów.
Stojąca za tą sugestią decyzja przenosi spór polityczny w Polsce na zupełnie inny poziom. Poziom, którego nigdy jeszcze nie przekroczyliśmy.
<em>Roman Giertych</em>
Poniżej pismo szefa Prokuratury Krajowej:
Ryszard Petru – na co #dobrazmiana marnuje nasze pieniądze
400 tysięcy za 5 dni nauki angielskiego…
Za taką kwotę koledzy ministra Szyszki powinni już mówić z brytyjskim akcentem.❌ 19 milionów na billboardy,
❌ 400 tysięcy na wycieczki do Londynu, jakby w Polsce nie było nauczycieli angielskiego,
❌ prawie 40 milionów na Rydzyka,
❌ 800 milionów kredytu dla TVPiS.
Jest jedna rzecz, z którą „dobra zmiana” daje radę. Marnowanie naszych pieniędzy.
Ryszard Petru





