Pawłowicz do Borysa Budki – „O czym Pan marzy herr Budka?”
W jednym ze swoich ostatnich postów na facebooku Krystyna Pawłowicz skomentowała wywiad Borysa Budki dla „Die Zeit”, w którym powiedział, że UE musi postawić Polsce ultimatum.
Pawłowicz kreśli wizję tego, co by się stało, gdyby spełniły się życzenia „herr” Budki. „Obozy koncentracyjne, łapanki, strzelanie do Polaków”…
Panie Budka,
No, dobrze, a teraz niech Pan sobie wyobrazi, że Polska NIE przyjmuje niemieckiego ultimatum, którego Pan żąda, by nie wprowadzać u nas reform. I co dalej?
To co, granicę polską znowu, jak 78 lat temu, niemieckie siły przełamują, rozstrzeliwują władze lokalne i ustanawiają członków PO i neopalikotów jako unijno-niemieckich namiestników w mijanych miastach i wsiach, wyłapują i rozstrzeliwują stawiających opór Polaków, nie oszczędzając też weteranów II wojny, ani Powstańców Warszawskich?
Ponownie uruchamiają obozy koncentracyjne z zaufanymi strażnikami z targowickich środowisk, które wreszcie mogą się na Polakach zemścić?
Zdobywają bronioną przez ludność Warszawę, pacyfikują kolejne dzielnice, wyprowadzają i upokarzają posłów i ministrów, panią premier ?
Ustanawiają herr Budkę marszałkiem Sejmu i „wyzwolona” z rąk „polskich faszystów” przez niemieckich obrońców demokracji europejskiej Polska wreszcie powraca do „rodziny europejskich demokracji”?
O tym Pan marzy, Panie Budka? Czy raczej herr Budka?
Prof. Joanna Penson – była lekarka Lecha Wałęsy w liście do Jarosława Kaczyńskiego
Panie Prezesie,
Proszę wybaczyć otwartą formę listu, ale spodziewam się, że gdybym napisała do Pana prywatnie, to nigdy by go Pan nie przeczytał. A ja już nie mogę czekać. Mam 96 lat.
Pamiętam dobrze Polskę przedwojenną, okupację, konspirację, Ravensbr?ck, zrywy wolnościowe czasu PRL aż po…
Cały tekst dostępny jest na stronach „Gazety Wyborczej”
Joanna Penson to obecnie 96-letnia lekarka i nauczyciel akademicki, więzień obozu w Ravensbruck, a także działaczka „Solidarności”. Na łamach „Gazety Wyborczej” opublikowała właśnie list otwarty do prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Pisze w nim m.in. o „oszczerczych atakach na Lecha Wałęsę”.
Joanna Penson zaznacza, że to właśnie Kaczyński stoi za atakami na byłego prezydenta. „Domyślam się, że pana motywacje są, niestety, osobiste” – czytamy w liście.
Przypomina również , że to prezes PiS pozował niegdyś do zdjęć z Wałęsą i zabiegał o jego przychylność. „Słyszałam, jak mówił Pan, że to najsłynniejszy w świecie Polak obok papieża” i „prawdziwy lider obdarzony genialną intuicją” – pisze.
96-letnia była opozycjonistka uważa, że Jarosław Kaczyński chciał sterować Wałęsą i dlatego zabiegał o jego względy.
Joanna Penson wspomina też słowa prezesa PiS o „tych, którzy stoją tam, gdzie kiedyś stało ZOMO”. „Nie wiem, gdzie Pan stał w 1980 roku. Byłam w stoczni przez cały strajk, ale nigdy tam Pana nie spotkałam” – napisała 96-letnia lekarka i nauczyciel akademicki, więzień obozu w Ravensbruck, a także działaczka „Solidarności” w liście otwartym do Kaczyńskiego.
Ryszard Petru – Śmiesznie już było. Teraz może być tylko gorzej
Status pracowników delegowanych, czyli takich którzy zatrudniani przez polskiego pracodawcę pracują przynajmniej część czasu za granicą, posiada około 0,5 miliona Polaków.
W dniach 23-25 sierpnia prezydent Francji Emmanuel Macron odwiedza kraje Europy Środkowo- Wschodniej i rozmawia z ich przywódcami na temat zmian warunków pracy tych pracowników ( spotkania z: kanclerzem Austrii, premierami Czech i Słowacji, prezydentami i premierami Rumunii i Bułgarii). Zmian, które finansowo nie są dla nich korzystne.
Aż co czwarty delegowany pracownik w Unii Europejskiej to Polak!
Ale z nami nikt nie rozmawia. Bo nie rozmawia się z kuzynem, którego jedynym wkładem w rodzinę są awantury i demolka rodzinnego ogródka.
Gdzie jest dzisiaj nasz mistrz dyplomacji minister Waszczykowski? Na pewno nie tam gdzie być powinien. Nie na spotkaniu z prezydentem Macronem. Bo Polska pod rządami PiSu jest w Europie coraz bardziej marginalizowana.
Mimo zabiegów pisowskich dyplomatów Macron nie chciał rozmawiać z polskim rządem. Nie chciał również rozmawiać z Węgrami pod rządami Victora Orbana. Wybrał negocjacje z państwami, których przedstawiciele stawiają na jedność Unii Europejskiej i respektują jej prawo i wartości. I jeśli PiS w sprawie stawek dla pracowników delegowanych liczył na jednolite stanowisko Grupy Wyszehradzkiej, to premier Słowacji szybko rozwiał te nadzieję. Robert Fico stawia na obecność swojego kraju wśród państw stanowiących trzon Unii Europejskiej.
Polityka międzynarodowa powinna kierować się zdrowym rozsądkiem, odpowiedzialnością i budowaniem sojuszy. Jak mawiał Winston Churchill: „Dobry dyplomata pomyśli dwa razy zanim nic nie powie”.
Dyplomatołki Waszczykowskiego dwa razy coś chlapną, zanim pomyślą.
Najpierw był skandal i unieważniony przetarg na Caracale, potem uczyliśmy Francuzów jeść widelcem i nazwali ich zdrajcami. Dzisiaj odbieramy gorzką lekcję.
Gdyby Macierewicz z Berczyńskim „nie wykończyli” Caracali, a Waszczykowski nie obraził Francuzów, mielibyśmy nie tylko dobre śmigłowce, ale również argumenty w negocjacjach z prezydentem Macronem.
Nie mamy jednak niczego…
Może i Jarosław Kaczyński wstał z kolan, ale jednocześnie usunął grunt spod nóg pół miliona Polaków.
W czerwcu br. wysłaliśmy do komisarzy europejskich propozycję, by negatywnymi regulacjami nie obejmować przynajmniej tych pracowników, którzy pracują za granicą mniej niż 10 dni w miesiącu. Polski rząd nie zrobił w tej sprawie niczego.
Jeśli polityką zagraniczną zajmować się będą amatorzy, to kolejne decyzje nas dotyczące będą zapadały bez naszego udziału.
Tak na marginesie, niedawno temu MSZ obniżył wymagania wobec pracowników przyjmowanych do ministerstwa. Oznacza to tylko jedno: śmiesznie już było. Teraz może być tylko gorzej.
Ryszrd Petru
Pełen emocji wpis Zbigniewa Stonogi na temat Lecha Wałęsy
„Kiedy opowiadałem Wam historię Andrzeja Dudy i jego „przyrodniej siostry”, która jest jego córką adoptowaną przez rodziców zaraz po jej narodzinach i pokazałem Wam do czego ją doprowadziła toksyka zakłamania rodziny Prezydenta i wszystkich Pisiorów – wieszaliście na mnie psy.
Kiedy wyemitowałem wywiad z Lechem Wałęsą profil opuściło kilkanaście tysięcy lajkowiczów.
Dziś jednak kolejny raz poruszę bardzo niewygodny Pijarowo temat bezprecedensowego ataku na ikonę Polskiej i Europejskiej wolności, którą był, jest i będzie Pan Prezydent Lech Wałęsa.
Przeczytaj: Zbigniew Stonoga w liście do Lecha Wałęsy
Przez wiele lat nienawistna w swej istocie postawa braci Kaczyńskich wyniszczała swym jazgotem i jadem już nie tylko Lecha Wałęsę, ale nade wszystko szeroko rozumiany interes i historię Rzeczypospolitej Polskiej, a także płynące z niej korzyści dla Polski w świecie.
Nikt inny w Polsce nie ma takiego doświadczenia jak ja jeśli chodzi o subiektywne odczucia społeczne wobec przemocy Policji, często stosowanej wobec bardzo młodych i niedoświadczonych życiowo ludzi.
Muszę Wam napisać, że często skarżyliście się mi, że oto zły Pan Policjant użył w stosunku do Was gazu, paralizatora czy zbyt mocno zaciśniętych na Waszych rękach kajdanek.
Bardzo często na podstawie Waszych głosów, głosów ludzi skrzywdzonych przez los czy macosze zachowanie administracji Polski, jeździłem po całym kraju, a czasami i za granicę by pomóc Wam nagłośnić patologię władzy, a jeszcze częściej by zawieźć Wam chleba, leku czy środki na operację ratującą życie.Ktoś zapyta co to ma wspólnego z polityką i osobą Lecha Wałęsy otóż kochani wiele ma to wspólnego z tym poniewieranym przez ludzi o nieczystych intencjach człowiekiem, który oddał całego siebie ze swymi wadami i zaletami nam wszystkim, europie i światu.
Kiedy dostajecie gazem po oczach skarżycie się Sądowi, Stonodze, Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Zastanówcie się komu mógł w tamtych latach poskarżyć się Lech Wałęsa?Wiedział doskonale, że przesłuchanie może się odbyć na nodze wywróconego do góry krzesła- bo takie były metody ubecji a później esbecji.
Czy możemy zatem uznając nawet jakieś potknięcia Lecha Wałęsy za prawdziwe i oceniać go w tak okrutny i pozasądowy sposób w sytuacji gdy każdy z Was w tym ja krzyczymy, że każdy jest niewinny do czasu wydania prawomocnego orzeczenia stwierdzającego jego winę?
Powrócę jednak do chleba, który nie ja ale Wy daliście za moim pośrednictwem aż 231 potrzebującym. Ten chleb dla jednych był pokarmem, dla innych wózkiem inwalidzkim, gdzieś indziej operacją dającą życie a czasami nawet ów chleb był godną śmiercią dla Waszego przyjaciela/przyjaciółki, brata/siostry, ojca/matki, córki lub syna.
Jeśli nie rozumiecie polityki- a nie musicie jej rozumieć- to zrozumcie to ludzie młodzi, których tak bardzo pokochałem, że gdyby nie Lech Wałęsa to nie byłoby tego chleba rozdawanego przez tysiące ludzi prowadzących działalność charytatywną, bo nie byłoby wolnych mediów, internetu, fundacji siepomaga, Jerzego Owsiaka i jego Orkiestry i takich pionków jak Stonoga.
Gdyby nie Lech Wałęsa i jego szalona wyobraźnia o wolności, gdyby nie to samobójcze szaleństwo swoistego postawienia się komunie, to nadal w Polsce i bloku wschodnim Europy panowałaby komuna, głód i dosłownie czarno-biało-szara rzeczywistość życia.
Kto z Was trzyma w tajemnicy jakiś swój błąd, występek, wstydliwe wydarzenie z życia?
Jak myślicie czy gdybyście zdobyli się na odwagę ich ujawnienia czy świat by się zawalił?Ale mimo to trzymacie te swoje tajemnice ze wstydu przed tym co powiedzieliby o Was najbliżsi, czy grono znajomych.
Zakładając nieuprawnioną hipotezę, że Lech Wałęsa donosił i był ” Bolkiem” popatrzeć na to trzeba przez pryzmat efektu końcowego, a tym efektem jest wolność tak słabo rozumiana przez wielu moich rodaków to w ramach tej wolności mogą dziś wynurzać się takie kanalie jak Jarosław Kaczyński i jego przyboczni, którzy wykorzystując wolność daną przez Lecha Wałęsę obrzucają go błotem u schyłku życia, które poświęcił Polsce i Światu.
Kiedy Śp Annie Walentynowicz niekwestionowanemu autorytetowi wolnościowemu zaproponowano w uwalnianej Polsce stanowisko Ministra Spraw Zagranicznych to odmówiła w swej szlachetności dodając, że jeśli ludzie niekompetentni bedą rządzili w Polsce Ona upadnie.
To był akt odpowiedzialności mogący być przez nieżyczliwych oceniony jako tchórzostwo przed odpowiedzialnością za los Polski.
Lech Wałęsa podjął inną decyzję i mimo braku wykształcenia i doświadczenia stanął na froncie tego wszystkiego co z różnymi skutkami prowadziło Polskę ku wolności , Europy i Świata.
Pamiętajcie ludzie młodzi, że Lech Wałęsa w przeciwieństwie do Tuska, Pawlaka, Millera, Kaczyńskich, Macierewicza, Olszewskiego, Suchockiej, Balcerowicza nigdy nie rządził Polską i nie miał wpływu bezpośredniego na to okropne okradanie Narodu Polskiego od 1989r. do dzisiaj. Z afer Fozz, Art-B, Żelazo, Pzu Życie, Eureko, Colloseum, Rywina, Paliwowej, Hazardowej, Reprywatyzacyjnej Lech Wałęsa nie otrzymał swojej doli jak miało to miejsce Np w aferze Colloseum kiedy to bracia Kaczyńscy i wielu innych polityków otrzymało od Józefa Jędrucha ciężkie miliony złotych ze skradzionych przez niego Polsce 370 a przez, którą to sprawę i nieudolne próby pokazania Wam prawdy o nich postanowiono 15 lat temu zamienić moje życie w koszmar.
Wracając jednak do istoty tego przekazu to musicie też wiedzieć, że fakt iż w więzieniu mogę dziś pisać to co wkrótce będziecie czytali zawdzięczam właśnie Lechowi Wałęsie.
Nie dajcie się ogłupić zakrojonej na gigantyczną skalę akcji zemsty tej małej wszy z użyciem podległej Ziobrze prokuratury i sterroryzowanych sądów.To właśnie ludzie prokuratury i sądów nie mają dziś odwagi i szaleństwa ku wolności, którą miał i ma Lech Wałęsa by przeciwstawić się temu zamachowi na nade wszystko dobro Polski, chwałę jej historii i poniżające, nieludzkie poniżanie i karanie człowieka, który z błędami lub bez dał Wam wolność.
Pamiętajcie, że raz dana wolność może zostać odebrana i w tym kierunku idzie obecnie Polska zarządzana przez dziecko opozycjonistów PRL-U, które wraz z bratem zagrało w komunistycznym filmie fabularnym gdy inne dzieci bawiły się zamrożonymi na kość w mrozach Syberii myszami i szczurami a ich rodzice tłukli przy minus pięćdziesięciu Ruskie Kamienie- bo nie było jeszcze Lecha Wałęsy- była tylko nadzieja, którą On uczynił wolnością.”
Jan Hartman – Kaczyński to nasza wina! Co za naród!
Z opublikowanego właśnie sondażu wynika że PiS ma obecnie 42 proc. poparcia, a łącznie z Kukizem to aż 50 proc. Poparcie dla PiS wśród prostych ludzi na wsi rośnie i przekracza 50 proc.!
Jaki wstyd! Polacy, jaki to straszny wstyd! Kim jesteśmy, my, naród zasiedziały w samym środku Europy, w XXI wieku? Jeśli nic nam jakiesi „trybunały” i „konstytucje”, to może chociaż „leśne ruchadła” i „córki leśnika”? Albo może opętańcza wycinka Puszczy Białowieskiej? A jak nie, to może szaleństwo w oczach Macierewicza? Nie! I to nie, i tamto nie! Ani wstydu, ani gustu. Nic. Tępota, prostactwo, bezwstyd. I tak na okrągło. Tępota, prostactwo, bezwstyd… Ad infinitum.
Czyżby narody były bez winy? Jednostki wolno jeszcze w naszych czasach za to i owo obwiniać (jak długo jeszcze?), lecz społeczeństwa nigdy! Epoka demokratyczna uczyniła z lizusostwa polityków względem grup społecznych niemalże zasadę moralną. Zwłaszcza całość społeczna jest poza wszelką krytyką. O narodach źle mówić nie wolno. Są zawsze bez skazy!
A skoro o narodach nie można, to nie można też o ludowych ich warstwach, boć te są przecież samą ich solą i korzeniem. Niech inteligencja zajmuje się sobą, a naród i lud zostawi w spokoju. Bo jak nie, to może ten lud gnaty komuś przetrącić. Dość tego! Czas powiedzieć sobie, że po epoce glorii (karnawału Solidarności i transformacji demokratycznej po roku 1989) nastała epoka wstydu dla naszego narodu. Sami zgotowaliśmy sobie spektakl zwijania demokracji i rządów prawa oraz wypinania się gołą d… na Europę i świat.
I na tym spektaklu – my, naród Polski – wciąż bawimy się setnie. Tak, nasza wina, nasza bardzo wielka wina. Kaczyński to nasza wina! Macierewicz to nasza wina! Ziobro to nasza wina! Nasza, bo to przez nas, ludzi kulturalnych, zazdrośnie strzegących swego świata przez obcymi, jest nas mniej niż tych niewymownie „innych”. Tych, co i w cuda uwierzą, i pół litrem nie pogardzą, i na Żyda bluzną. Demokracja prawdę ci powie. Prawdę, która może ranić i oburzać, ale jest prawdziwą prawdą.
W wyborach i sondażach biorą udział nie tylko tacy, co mają „opinię”, bo są w miarę inteligentni i kulturalni, a w dodatku mają jakieś „pojęcie o wyobrażeniu”. Otóż w demokratycznych wyborach biorą udział wszyscy – mądrzy i głupi, dobrzy i źli, kulturalni i prostacy, święci i zbrodniarze, porządni i podli, przeciętni i wielcy. I każdy z nich ma po jednym głosie. Tak samo w sondażu. Mamże tłumaczyć, kogo jest więcej? Mających jakieś pojęcie o państwie i polityce czy tych drugich? Mających jakieś obywatelskie ideały czy tych drugich? Szanujących państwo i prawo czy tych drugich?
Opuściliśmy prostych ludzi, zostawiliśmy sam na sam z demonami przeszłości, z zabobonem, kołtunem, panem, wójtem i plebanem – to i teraz mamy. Wiejska i małomiasteczkowa Polska, pańszczyźniana i rozbiorowa, katolicka i komusza, siadła nam teraz na karku, batem i butelką wywija, a buciorami w nerki kopie. Wio! Oj, mamy wesele. Mamy tu dzisiaj niezłe Bronowice.
Ten sondaż, dla mnie, przyznam, niespodziewany, to wiadomość tragiczna, bo stanowi dowód, dowód jak najbardziej empiryczny, że poparcie dla reżimu nie spada, gdy tenże się radykalizuje i umacnia swój autorytaryzm. Już nie dla jednej trzeciej, jak można było się łudzić dwa lata temu, lecz dla połowy Polaków demokracja nie znaczy nic, a najbardziej żenujące ekscesy korupcji i warcholstwa nie robią na prowincjonalnej Polsce żadnego wrażenia.
Dla połowy Polaków liczy się tyko kasa i „porządek”, czyli swojskość. Czyli jakieś ogólne prostactwo i nadęcie, odzwierciedlające ich samopoczucie, łagodzące ich lęki i dające złudzenie, że skoro rządzą tacy sami jak oni, to ich godność jest zabezpieczona. Ta druga, kulturalniejsza połowa narodu stała się zakładniczką tej pierwszej. I dobrze nam tak! Myśleliśmy, że wystarczy „iść do miasta”? Iść „na studia”? A babcia niech słucha sobie Rydzyka? A wujek niech sobie chla? A ksiądz niech stawia sobie plebanię na trzy piętra i obściskuje? A śmieci dalej do lasu? I tak dalej.
Myśmy uciekli ze swoich środowisk, zamiast powrócić tam, by wyrównać swoje rachunki – by oddać rodzicom, dziadkom, sąsiadom to, co się im od nas należało: odrobinę wiedzy o świecie. Ale nam się nie chciało. Dlatego to nasza wina, nasza wina. I niełatwo już będzie ją naprawić. Bo tymczasem Kaczyński może robić, co chce, i dopóki będzie kasa w chłopskim portfelu, tacy ludzie będą rządzić. Jakże nisko upadliśmy, skoro musimy modlić się o katastrofę gospodarczą, by ratować się z katastrofy politycznej i moralnej narodu…
Jan Hartman
Znani politycy o homoseksualizmie Jarosława Kaczyńskiego
Od początku kariery politycznej Jarosława Kaczyńskiego, pojawiały się spekulacje na temat jego orientacji seksualnej. W mniej lub bardziej dosadny sposób, wiele osób sugerowało jego homoseksualizm.
Niby nic w tym złego, ale wyparcie i bezpardonowe ataki na ludzi związanych ze środowiskiem LGBT ze strony partii rządzącej, powodują że temat ten jest ciągle „gorący” i budzi zainteresowanie.
I choć być może to czysty wymysł, a sugestie są bezpodstawne, to przysłowie mówi że w każdym kłamstwie jest ziarenko prawdy. Jakby nie było, orientacja prezesa jest zapewne najbardziej strzeżoną tajemnicą w szeregach PiS.

Przypomnijmy sobie zatem które ze znanych osób działających na polskiej scenie politycznej sugerowały że Jarosław Kaczyński jest gejem.
Już w 1993 roku Lech Wałęsa, zapraszając na przyjecie do Belwederu braci Kaczyńskich zażartował „zapraszam Lecha z żoną i Jarosława z mężem”.
„Czy Jarosław jest Jarosławą?” – pytał w 2009 roku Janusz Palikot? Tłumaczył, że wśród bliźniaków jednojajowych często jeden to homoseksualista. – „Służby obcych państw wiedzą, że Jarosław Kaczyński jest homoseksualistą” – przekonywał.
Również konserwatywny poseł John Godson zażartował swego czasu z opinii Jarosława Kaczyńskiego na temat Jarosława Gowina. Prezes PiS powiedział o ówczesnym liderze Polski Razem, że ma ładne imię, jest wysoki i przystojny. Godson odparł: „Kiedy to usłyszałem, to oniemiałem. Zacząłem zastanawiać się, że skoro prezes Kaczyński zwraca uwagę na urodę Jarosława Gowina, to daje dużo do myślenia”. „Ja zwracam uwagę na urodę kobiet, a jeśli mężczyzna skupia uwagę na urodzie mężczyzny, to w mojej ocenie coś jest nie tak”.
Na antenie Polsat News prezydent Słupska Robert Biedroń powiedział, iż „bardzo wpływowym gejem w Polsce jest ktoś „głaszczący koty”. I zarzucił tej osobie hipokryzję ze względu na łączenie homoseksualnej orientacji z wtrącaniem się w życie innych. — „Wszystko byłoby OK, gdyby oni zajęli się głaskaniem kota i nie wtrącali się w życie innych, ale niestety głaszcząc kota zaglądają pod kołdrę innych i próbują tam majstrować.”
O sugerowanym homoseksualizmie Kaczyńskiego można też przeczytać w udostépnionym przez Zbigniewa Stonogę materiale pt „Mąż Kaczyńskiego”.
Już w latach 80-tych Milicja Obywatelska zbierała materiały o polskich gejach, szukając ich także w szeregach „Solidarności”. W ramach akcji „Hiacynt” zebrano dane ok. 11 tys. osób. Wszystkie informacje zgromadzono w tzw. różowych teczkach.
Ale nie powstawały one tylko za PRL-u. Tym samym tropem poszły też służby specjalne III RP, a dokładnie zespół płk. Jana Lesiaka, który zajmował się rozpracowywaniem prawicy. Na celowniku służb był też Jarosław Kaczyński. Z akt wynika, że wśród zadań operacyjnych było sprawdzenie „czy jest homoseksualistą, jeżeli tak, to z kim jest w parze, czy jest to związek trwały”.
(af) TheFad.pl
Kiedy można złożyć reklamację, w przypadku nieudanego wyjazdu z biurem podróży?
Każdą wycieczkę niezgodną z ofertą touroperatora można zareklamować. Turyści mają coraz większą świadomość swoich praw, dlatego przybywa wniosków o zwrot całości lub części kosztów wyjazdu czy odszkodowanie. Polacy najczęściej skarżą się na niższy niż w umowie standard zakwaterowania, wyżywienie czy położenie hoteli. Przy szacowaniu roszczeń można skorzystać z tabeli frankfurckiej. Reklamacje należy złożyć w ciągu 30 dni, ale nie każdą niezgodność można skarżyć.

– Jeżeli usługi świadczone przez biuro podróży są niezgodne z zawartą umową, touroperator ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą względem klienta. W takiej sytuacji powinniśmy przede wszystkim zawiadomić biuro podróży o tym, że usługi przez nie świadczone są niezgodne z zawartą przez nas umową. Ustawa o usługach turystycznych przewiduje tzw. tryb reklamacyjny – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Rogowski, adwokat z Kancelarii Lewandowski Olszewski Rogowski.
Na złożenie skargi mamy 30 dni od dnia zakończenia reklamowanego wyjazdu. Po takim samym czasie biuro podróży powinno się do niej ustosunkować. Jeśli nie odpowie w tym terminie, reklamacje uznaje się za przyjętą. Jeśli jednak reakcji wciąż nie ma, a na konto nie wpływają pieniądze, należy złożyć kolejne pismo i załączyć do niego kopię reklamacji.
– Jak w każdym procesie sądowym najpierw trzeba ponieść pewne koszty, choćby opłaty sądowe czy koszty profesjonalnego pełnomocnika. Jeśli jednak proces wygramy, otrzymujemy zwrot tych kosztów od strony przegrywającej, którą w tym przypadku jest biuro podróży. Droga sądowa jest oczywiście ostatecznością. Możemy spróbować zakończyć spór z biurem podróży w sposób ugodowy. Temu właśnie służy przewidziana w ustawie o usługach turystycznych procedura reklamacyjna – wskazuje ekspert.
Jak wynika z ubiegłorocznego badania „Wyjazdy Polaków” Instytutu ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK, biura podróży przeważnie uznają większość reklamacji, choć nie zawsze wypłacają całość roszczeń. Ponad 60 proc. rekompensat nie przekracza 1 tys. zł, ale 11 proc. osób uzyskało ponad 2,5 tys. zł.
Rośnie też świadomość klientów, że w przypadku warunków niezgodnych z umową można się ubiegać o odszkodowanie. Co piąta osoba, która na wakacje wybrała się za pośrednictwem biura podróży, choć raz złożyła reklamację. Przy czym połowa otrzymała odszkodowanie.
Eksperci podkreślają, że każdą niezgodność można zareklamować. Aby móc to jednak zrobić, trzeba dokładnie przeczytać umowę. Choć co roku jest z tym lepiej, wciąż jeszcze co czwarty Polak podpisuje umowę bez czytania.
– Warto zwrócić uwagę na określony w umowie czas trwania wycieczki. Powinniśmy zweryfikować m.in. to, czy w czas wycieczki wliczony jest czas podróży do miejsca docelowego i powrotu. Musimy bardzo dokładnie przeczytać zapisy dotyczące ceny i upewnić się, czy zawarta w umowie kwota zawiera wszystkie opłaty, np. za usługi dodatkowe, na które się zdecydowaliśmy, opłaty transferowe, inne opłaty administracyjne i należności, np. podatkowe.i.
Przy reklamacji wycieczek najczęściej skarżymy się na wyżywienie, standard hotelu i jego położenie. Zastrzeżenia budzi też obsługa, np. sprzątanie czy wymiana ręczników. Przy rodzinnych wakacjach istotne są atrakcje dla najmłodszych oferowane przez biuro podróży. Ich brak także może być powodem do rekompensaty. Jak jednak wskazuje ekspert, nie każda niedogodność czy niezgodność z ofertą może być powodem do reklamacji.
– Biuro podróży nie odpowiada za niezgodność, jeżeli jest ona wynikiem działań czy zaniechań niezależnych od biura podróży, czyli działania czy zaniechania klienta, np. spóźnienie na samolot, działania i zaniechania osób trzecich, które nie uczestniczą w organizowaniu czy wykonywaniu wycieczki, np. w przypadku kradzieży mienia należącego do klienta, czy działania siły wyższej, np. niekorzystnych warunków atmosferycznych – mówi adwokat.
Przy szacowaniu roszczeń można skorzystać z tabeli frankfurckiej. Pozwala ona określić wysokość odszkodowań przy poszczególnych zastrzeżeniach. Według tabeli największa rekompensata należy się przy braku wyżywienia czy w przypadku robaków w pokoju (nawet ok. 50 proc.).
– To dokument, który określa procentowo, w jakim stopniu niezgodność usług z umową obniża wartość wycieczki, czyli np. jeżeli zostaliśmy zakwaterowani w pokoju dwuosobowym zamiast jednoosobowym, możemy się ubiegać o odszkodowanie rzędu 20 proc. wartości ceny wycieczki. Powinniśmy przede wszystkim zachować samą umowę i domagać się od biura podróży, aby dało nam egzemplarz umowy, który nam się należy. Na wszelki wypadek powinniśmy także zachować katalogi, broszury informacyjne czy potwierdzenie zapłaty za wycieczkę. Jeśli już w trakcie trwania imprezy turystycznej stwierdzamy tę niezgodność, powinniśmy zgromadzić odpowiednią dokumentację fotograficzną – podkreśla Paweł Rogowski.
Źródło: Newseria
Adam Mazguła – Słabi kochają agresję
Ktoś, kto ubliża własnemu narodowi, będąc u władzy, jest zdecydowanie nieodpowiedzialny. Tchórzliwie chowa się za aparatem siły.
Ludzie z wielkimi ambicjami, niskiego wzrostu i o mentalności fajtłapy – marzą przez całe życie o sile sprawczej swojego triumfu. I tak, myśl o zemście na tych, którzy mają prawo jazdy i konto w banku, a jeszcze do tego są smukli, wysocy, silni i lubią kobiety – spędza im sen z powiek.
Zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu na Facebooku Adama Mazguły
Dlatego, kiedy znajdą wsparcie jakiejś siły, atakują bez pojęcia i rozumu.
Jarosław Kaczyński, dzięki bucie i arogancji PO, uzyskał poparcie nie tylko niskich warstw społecznych, ale i kupionego kościoła.Postanowił zaistnieć jako postać w rodzaju bohatera narodowego, za wszelką cenę. Zabobony i straszenie odrębnością innych narodów i ras – stało się niespodziewaną mocą sprawczą jego władzy.
Jest to moc dzielenia, szczucia i niszczenia!
Nigdy nie słyszałem od władz innych krajów, żeby ich przywódca ubliżał narodowi od komunistów i złodziei (po 1945 roku polskich komunistów po prostu nie było. Byli socjaliści, ale co tam J. Kaczyńskiemu będziemy mówić, skoro on wie lepiej, czego się uczył – sam przecież jest doktorem prawa komunistycznego). Jak można powiedzieć do własnego narodu, że jest gorszym sortem, że ludzie są kanaliami i mordercami brata, jak można opluwać własny naród z pozycji rasy panów?
To wszystko służy agresji i, o dziwo, nie agresji tych, którzy są opluwani przez władzę.
PiS pokazuje swoim wyznawcom, że władza im na to pozwala: na agresję ze strony kiboli, grup faszyzujących, a nawet tych, którzy udają, że się modą.Niedouczeni, wyzwoleni zwolennicy PiS-u chcą mieć własną chwałę. Tak, jak robili to bolszewicy, niszcząc wszystko, czego zazdrościli wykształconym i bogatym. Oni chcą ich chociaż walnąć w gębę, ubliżyć, poniżyć. Władza daje wzorce i przymyka oczy. I tak zwalą wszystkie winy na „totalną opozycję”.
Zadziwiające jest to, że ludzie wyzywani i szydzeni przez władzę zachowują jeszcze umiar. Widać zniecierpliwienie i obawę o przyszłość, ale dominuje biała róża i pokojowy protest. Ale to tylko coraz bardziej rozzuchwala władzę i jest przyjmowane przez nią jako oznaka słabości.
Policyjne szykany wobec stojących z boku, gdy maszerują faszyści, zionąc agresją i obietnicą śmierci – oto symbol tej władzy.
Spisywanie, zastraszanie, wypisywanie mandatów i wniosków do sądu za pokojowe protesty – to prowokacje i sposób na pobudzenie agresji drugiej strony.
Wódz ma do dyspozycji M. Błaszczaka i komórki policji politycznej, ma prokuraturę. M. Kamińskiego, by inwigilował. I jeszcze A. Macierewicza, który buduje siłę militarną przeciwko własnemu narodowi. Zaprzęgnięto do walki ideologię historycznych mitów, własną wiarę smoleńską, misję wielkości Polski w warunkach izolacji międzynarodowej i nową edukację, która opiera się nie na nauce, ale na wierze.
Kiedyś nastąpi przebudzenie… Nie pytam: czy ono nastąpi, tylko kiedy?
Każdy rozsądny człowiek wie, że im więcej będzie agresji i buty, tym większy pojawi się opór. Krew się burzy w narodzie. Zaczyna kipieć, a władza tylko dolewa oliwy do ognia, wmawiając nam, że to jest dla naszego dobra.
W tej sytuacji, niezwykle trudno to wypowiedzieć, zbliża się czas, gdy polska krew może się rozlać po ulicach.
Agresja płynie nawet z kościoła, który zachowuje się tak, jakby już chciał liczyć przyszłe zyski z tej tragedii.
Nie dajmy się sprowokować! Niech to nie będzie nasza krew!
Adam Mazguła
Prof. Jan Hartman – Przepraszam Niemców za PiS
Kto pamięta PRL, temu w uszach dźwięczą jeszcze brutalne słowa antyniemieckiej propagandy. Gadanie o „rewizjonistach z NRF” wychodziło nam już bokiem, a działacze ziomkostw niemieckich, panowie Czaja i Hubka, znani byli każdemu polskiemu dziecku. I chyba tylko dzieci się tych strasznych Niemców bały. Ale wtedy, w latach 60., nawet jeszcze 70., jakiś sens w tym był. Faktycznie żyli jeszcze w Niemczech ludzie bezpośrednio lub pośrednio winni zbrodniom hitleryzmu, a wielu Niemców miało jeszcze jakąś cichą nadzieję na powrót Wrocławia i Szczecina do Rzeszy. Dlatego na propagandę antyniemiecką reagowało się z pewną wyrozumiałością.
Jednakże to, co wyprawia dziś neoendecki reżim w Warszawie, trudno uznać nawet za powrót do propagandowych tradycji PRL, którym tak wielorako i wielostronnie Kaczyński i jego ludzie są zafascynowani i zainfekowani. To coś więcej niż recydywa języka Gomułki – to dzikie hucpiarstwo, wywracanie kopniakiem dyplomatycznego stolika i całkowita rujnacja stosunków Polski z najpotężniejszym sąsiadem.
Gadzinowa agitka puszczona przez reżimową telewizję, głosząca: „Niemcy! To wy w demokratycznych wyborach wybraliście Hitlera i NSDAP!”, pełne nienawiści do Niemiec wypowiedzi Antoniego Macierewicza oraz jego zastępcy Bartosza Kownackiego (o tym, że potomkowie zwyrodnialców nie mogą pouczać nas o demokracji), a wreszcie zamówienie przez posła PiS Arkadiusza Mularczyka sejmowej ekspertyzy w sprawie możliwych reparacji wojennych ze strony Niemiec – to wszystko są akty w wolnej Polsce bezprecedensowe i pełne zajadłej wrogości. Nie wolno ich traktować wyłącznie w kategoriach operetki politycznej na użytek wyborców – jest to skandal dyplomatyczny o potężnych konsekwencjach dla naszego kraju. Sygnał dla tej kampanii dał, rzecz jasna, Jarosław Kaczyński, znany ze swych antyniemieckich obsesji.
Niemcy utracili znaczne terytorium na rzecz Polski i na tym polegała ich rekompensata za wojnę. Nie była ona zapewne wystarczająca, jednak polskie roszczenia padły ofiarą polityki Rosji, która nie zamierzała dzielić się z Polską tym, co udało im się na Niemcach uzyskać. Nie ma dziś żadnych możliwości prawnych, aby dochodzić reparacji za wojnę zakończoną ponad 70 lat temu, no chyba że za cenę podważenia przynależności do RP Dolnego Śląska i Pomorza Zachodniego. Wiedzą o tym Macierewicz, Kaczyński, Mularczyk i każdy z pisowskich notabli mających choćby maturę. Chodzi wyłącznie o poniżanie i prowokowanie Niemców, granie na niemalże wygasłych już antyniemieckich fobiach w niższych warstwach społeczeństwa polskiego. Są to działania tyleż moralnie odrażające, co politycznie niebezpieczne i skrajnie nieodpowiedzialne.

Niemcy są jedynym realnym rzecznikiem polskiego interesu narodowego i polskiej racji stanu za granicą. Są nim konsekwentnie od 1989 r., mimo wielu trudnych spraw i niełatwych momentów w dziejach wzajemnych stosunków w ciągu minionego prawie już trzydziestolecia. Dzięki lojalności Niemiec, poczuwających się do winy względem Polski z powodu zbrodniczej napaści i okupacji w latach 1939-1945, jesteśmy dziś w Unii Europejskiej, a podatnicy niemieccy, w ramach budżetu UE, którego są płatnikami netto, podarowali nam (tak, to jest dar, a nie inwestycja) kilkanaście miliardów euro. I zapewne zapłacą jeszcze kilka miliardów, jakkolwiek z pewnością mniej, niż moglibyśmy otrzymać, szanując demokrację i powstrzymując się od znieważania naszych przyjaciół.
Rzecz jasna, Niemcy odnoszą korzyści natury geopolitycznej i gospodarczej z przynależności Polski do struktur politycznych i militarnych Zachodu. Nie zmienia to faktu, że to właśnie Niemcy są tą kotwicą, dzięki której wciąż, mimo pisowskiego awanturnictwa, przynależmy do tego świata. I to oni, z powodów historycznych, będą najbardziej cierpliwi w oczekiwaniu na powrót Polski na drogę demokracji i europejskich wartości. I to oni, właśnie dlatego, że muszą być dla nas cierpliwi, mają największe prawo, aby napominać i ostrzegać polski rząd przed konsekwencjami notorycznego łamania standardów, do których przestrzegania zobowiązaliśmy się, podpisując unijne traktaty.
Jeśli zaś chodzi o moralną odpowiedzialność wnuków za czyny swoich dziadków, to jest ona nikła. Współczesna etyczność nader sceptycznie odnosi się do dziedziczenia win i odpowiedzialności moralnej – każdy odpowiada dziś przede wszystkim za swoje własne czyny, a co najwyżej w niewielkim stopniu za czyny swoich najbliższych. Oczekiwanie, że będziemy płacić za winy swoich dziadków, uchodzi za niesprawiedliwe. Wolno nam żądać zwrotu zagrabionych dzieł sztuki, wolno spodziewać się od Niemców owej cierpliwości w relacjach z łamiącą zasady Polską, ale nie możemy spodziewać się, że współcześni Niemcy uznają winy swoich przodków za własne.
Tym bardziej że od dziedzictwa nazizmu odżegnują się w sposób jednoznaczny i konsekwentny. Największą reparacją wojenną Niemiec w stosunku do państw i społeczeństw, które tak potwornie niegdyś skrzywdziły, jest właśnie to, że są dziś najsilniejszą ostoją praworządności, demokracji i pacyfizmu w Europie. Z tego dobrodziejstwa, jakim jest trwałe nawrócenie Niemiec na pokój i demokrację, korzystamy każdego dnia. Nie wolno budzić upiorów przeszłości. Rewanżyzm i poniżanie narodu niemieckiego może się dla nas bardzo źle skończyć. Jeśli chcemy wiecznego pokoju z Niemcami, które są i będą nieporównanie od nas silniejsze pod każdym względem, zachowujmy się przynajmniej spokojnie i przyzwoicie. Wymachiwanie drewnianą szabelką i plucie Niemcom na buty może się skończyć wystawieniem posterunków granicznych wzdłuż Odry, a w przyszłości… wolę nawet nie myśleć, jak.
Jan Hartman
Witamina C zawarta w składzie letnich kosmetyków, redukuje uszkodzenia wywołane przez promieniowanie UV
Wokół kosmetycznego wykorzystania witaminy C narosło wiele mitów. Dotyczą one głównie jej negatywnego oddziaływania na skórę w trakcie lata. Tymczasem eksperci wyjaśniają – jej nowa olejowa forma jest ważnym składnikiem kosmetyków właśnie na tę porę roku.

Taka odmiana witaminy C ma wpływ na redukcję uszkodzeń wywołanych przez promieniowanie UV, wykazuje działanie antyoksydacyjne i hamuje aktywność enzymów odpowiedzialnych za niszczenie kolagenu.
Wokół witaminy C w kosmetyce krąży wiele nieprawdziwych informacji. Wśród nich ta, że witamina C ma negatywny wpływ na skórę narażoną na promieniowanie słoneczne. Ma to wynikać z małej stabilności zawartego w niej kwasu askorbinowego i konieczności dodawania do niego substancji przeciwdziałających rozkładowi. To właśnie one mogłyby wywołać podrażnienia lub doprowadzić do powstania przebarwień. Nowoczesna kosmetologia poradziła sobie jednak z tym problemem. Obecnie firmy kosmetyczne zaczynają także tworzyć innowacyjne formy witaminy C o wysokiej stabilności, z pH bardziej przyjaznym dla skóry.
– Mity są takie, że witamina C jest nietrwała, szkodliwa, że powoduje podrażnienia, że rozkłada ją światło, wyższa temperatura, że destabilizuje się w czasie. Natomiast jest ona jednym z ciekawszych i lepszych składników stosowanych aktualnie w kosmetykach. Opracowano bowiem formę TETRA witaminy C, która jest formą olejową. Jest ona bardzo trwała w wysokich temperaturach, co jest istotne przy produkcji kremów, nie rozpada się pod wpływem tlenu i nie powstają żadne produkty rozpadu, które mogłyby być niekorzystne dla skóry – mówi agencji Newseria Barbara Zapisek, główny technolog Basel Olten Pharm.
Witamina C działa na wielu płaszczyznach – chroni skórę przed promieniowaniem UVA i UVB, rozjaśnia plamy starcze, nierówności pigmentacyjne, a także powoduje syntezę kolagenu, czyli działa jak środek odmładzający. Decydując się na zakup wybranego produktu, warto przeanalizować jego skład i wybrać taki preparat, który zawiera właśnie innowacyjną formę witaminy C w odmianie TETRA, bowiem dzięki doskonałej przyswajalności z łatwością przenika ona do głębszych warstw skóry.
– Witaminę C możemy stosować nawet w wysokich stężeniach do aplikacji punktowej na plamy, przebarwienia spowodowane różnymi czynnikami: wiekiem, niefrasobliwym opalaniem się, a także różnymi chorobami – są plamy wątrobowe, plamy spowodowane różnymi schorzeniami wewnętrznymi. Witamina C powoduje rozjaśnienie tych plam ze względu na to, że można stosować ją nawet w 100 proc. stężeniu na skórę, nie powoduje żadnego podrażnienia czy uczulenia. Jest to bardzo bezpieczna forma witaminy.
Dlatego szczególnie latem, kiedy to nasza skóra narażona jest na silne promieniowanie słoneczne, kosmetyki z witaminą C powinny stanowić podstawę codziennej pielęgnacji skóry. Ta popularna, lecz niedoceniana substancja chroni twarz i ciało przed wieloma zagrożeniami związanymi z tą porą roku.
– Ta forma witaminy C chroni nas przed promieniowaniem UVA i UVB, które powodują podrażnienia i zaczerwienienie skóry oraz zmiany pigmentacji. Ma ona kluczowy wpływ na powstawanie melaniny w skórze, to znaczy hamuje melanogenezę, co prowadzi do tego, że słońce staje się dla nas bezpieczniejsze, nie powstają plamy, nie powstają przebarwienia, skóra tak nie ciemnieje.
Stopień ochrony uzależniony jest jednak od warunków zewnętrznych. Wszystko zależy więc od tego, gdzie zamierzamy spędzić urlop.
– Jeśli jedziemy do ciepłych krajów, jeśli ekspozycja słoneczna jest bardzo silna, to musimy się chronić filtrami, natomiast jeśli większość dnia spędzamy w biurze lub w domu, chodzimy po ulicy i nie jesteśmy narażeni na bardzo intensywną ekspozycję, to zdecydowanie wystarczy ochrona z witaminą C.
Źródło: Newseria

