Deser na niedzielę – Tort „Plaster Miodu”
Nie ma to, jak coś słodkiego do kawy. Jeśli jednak aktualnie stosujecie jakąś dietę, lub po prostu ograniczacie kalorie aby na wiosnę zmieścić się w zeszłoroczne kreacje – polecam pościć w tygodniu, a w niedzielę spróbować tego rewelacyjnego tortu.

Tort nosi nazwę „Plaster Miodu”, ponieważ dzięki czekoladowej dekoracji, wykonanej przy użyciu folii bąbelkowej do złudzenia go przypomina. Dekorację można wykonać z białej, mlecznej lub gorzkiej czekolady – ale ta ostatnia zdecydowanie jest najlepsza bo najszybciej zastyga.
Do przygotowania tortu potrzebujemy – okrągłą tortownicę o średnicy ok 22cm, pasek folii bąbelkowej o długości odpowiadającej obwodowi foremki, czekoladowe cukierki i batoniki do dekoracji oraz 2 tabliczki czekolady do przygotowania dekoracji „plaster miodu”. Potrzebujemy również składniki do upieczenia biszkoptu i przygotowania kremu.
Składniki na biszkopt czekoladowy:
5 jajek
3/4 szklanki drobnego cukru
2/3 szklanki mąki pszennej
1/3 szklanki kakao
Piekarnik ustawiamy na temperaturę 170 stopni Celsjusza. Mąkę i kakao należy razem wymieszać i przesiać przez drobne sitko.
Oddzielić białka od żółtek a następnie ubić je na sztywną pianę. Pod koniec dodać partiami cukier a następnie po jednym żółtku dalej ubijając.
Do ubitej masy wsypać wymieszaną z kakao i przesianą mąkę. Delikatnie wymieszać do połączenia wszystkich składników, najlepiej przy pomocy ręcznej trzepaczki lub tzw. rózgi. Na tym etapie nie należy mieszać składników przy pomocy miksera, gdyż biszkopt może nie utrzymać odpowiedniej wysokości podczas pieczenia.
Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, natomiast boków tortownicy nie smarujemy tłuszczem! Wlewamy masę na biszkopt do formy i pieczemy w nagrzanym piekarniku przez około 40 minut do tzw. suchego patyczka.
Po wyciągnięciu z piekarnika, ciasto razem z foremką należy upuścić na podłogę z wysokości około 40 cm, a następnie wystudzić w temperaturze pokojowej.

Przepis na krem czekoladowy z „pijanymi rodzynkami”
250 g masła, w temperaturze pokojowej
400 g nutelli, w temperaturze pokojowej
250 g serka mascarpone, schłodzonego
200 g rodzynek
3 łyżki wódki
do nasączenia biszkoptu pół szklanki esencji herbacianej
Rodzynki zalać wódką, podgrzać a następnie zostawić pod przykryciem do ostygnięcia ( w tym czasie wchłoną część alkoholu). Następnie przecedzić przez sitko, a alkohol który odcieknie wymieszać z esencją herbacianą – posłuży nam do nasączenia blatów biszkoptowych.
Teraz czas na dekorację w kształcie plastra miodu. Mierzymy wysokość foremki oraz jej obwód i przycinamy kawałek folii bąbelkowej tak, aby jej długość była zgodna z obwodem tortownicy, ale wysokość około1.5 do 2 cm wyższa. Folię, przy pomocy taśmy klejącej, dobrze jest przyczepić do paska brystolu lub niezbyt grubego kartonu (musi być giętki). Czekoladę rozpuszczamy w mikrofalówce albo w kąpieli wodnej i równomiernie pokrywamy cały pasek folii, pamiętając ze folia musi być rozłożona bąbelkami do góry, a rozpuszczona czekolada musi uzupełnić wszystkie przestrzenie „międzybąbelkowe”. Pozostawiamy na około 2 godziny do zastygnięcia. Należy pamiętać że czekolada rozsmarowana na folii nie powinna stwardnieć ale być wciąż elastyczna, tak aby można było ją ułożyć dookoła tortu.
Przygotowanie kremu
Masło ubijać mikserem na najwyższych obrotach przez około 5 minut, tak aby miało „puchatą” konzystencję. Do masła dodawać po 1 łyżce nutellę a następnie serek maskarpone.
Gotowy krem, wymieszać łyżką z nasączonymi alkoholem rodzynkami.
Biszkopt przeciąć na 3 krążki. Każdy z nich dokładnie nasączyć herbatą z wódką i dokładnie posmarować kremem. Układać piętrowo krążek na krążku. Kremem posmarować również boki tortu oraz wierzch.
Dookoła posmarowanego kremem tortu nakładamy folię bąbelkową (czekoladą w stronę tortu), przywiązujemy ją kawałkiem sznurka i wkładamy do lodówki do całkowitego stwardnięcia. Po około 30 minutach możemy delikatnie odkleić folię od masy czekoladowej. Wierzch tortu dekorujemy czekoladowymi słodkościami wedle uznania.
Smacznego!
Anna Frach, TheFad.pl
Co Polskie gwiazdy myślą o Lechu Wałęsie?
Według Katarzyny Krupy nawet przyznanie się do winy nie zniszczyłoby przeświadczenia Polaków, że Lech Wałęsa jest bohaterem. Anna Oberc uważa, że byłemu prezydentowi należy się szacunek. Leszek Stanek nie wyklucza natomiast, że po zmianie ekipy rządzącej, Lech Wałęsa ponownie stawiany będzie na piedestale.

W miniony wtorek Instytut Pamięci Narodowej przedstawił ekspertyzę, z której wynika, że Lech Wałęsa współpracował ze służbami bezpieczeństwa w latach 70. W opinii biegłych grafologów na dokumentach znalezionych rok temu w domu gen. Czesława Kiszczaka widnieje pismo byłego przywódcy Solidarności.
Zdaniem Katarzyny Krupy Lechowi Wałęsie wyrządzono dużą krzywdę.
– Ja mam problem z grzebaniem takim w historii, jeżeli nikt nie zrobił nic potwornego. Sprawa oczywiście nie jest jeszcze zamknięta, pamiętajmy o tym, że to nie jest wyrok – mówi prezenterka agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.
Do tej pory Lech Wałęsa kategorycznie zaprzeczał, jakoby kiedykolwiek współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Katarzyna Krupa uważa jednak, że jeśli ekspertyza IPN jest zgodna z prawdą, to były prezydent powinien się publicznie przyznać do popełnionego niegdyś błędu, wyjaśnić jego przyczyny i przeprosić.
– To jest naprawdę genialny człowiek i nie wolno, absolutnie nie wolno mu tego teraz zabrać, więc będę broniła.
Jestem tą osobą, która potępia stawianie krzyżyka na człowieku za jakiś jeden błąd – mówi prezenterka.
Zdaniem gwiazdy Polacy wybaczyliby Wałęsie ten postępek w obliczu innych jego dokonań. W podobnym tonie wypowiada się Anna Oberc. Gwiazda serialu „Singielka” określa byłego prezydenta mianem legendy, uważa też, że każdemu człowiekowi należy się szacunek.
– Ja się brzydzę takimi rzeczami, brzydzę się i po prostu uważam, że jest to karygodne. Nie chciałabym bardziej tego komentować, nie znamy prawdy, nie wiemy, jak jest – mówi aktorka.
– Za cztery lata, za trzy lata może się okazać jednak, że grafolodzy się pomylili albo że byli podstawieni i znowu będziemy Lecha Wałęsę wynosić na piedestał – dodaje Leszek Stanek.
Wokalista twierdzi, że stara się nie wypowiadać na tematy związane z wydarzeniami politycznymi w Polsce. Stara się od tego dystansować, obecną sytuację uważa bowiem za wyjątkowo irytującą.
Źródło: Newseria
„Mąż Kaczyńskiego” – Oficer WSI w liście do Zbigniewa Stonogi
Poniżej prezentujemy treść listu oficera WSI do Zbigniewa Stonogi, a dotyczący homoseksualnych relacji Jarosława Kaczyńskiego. List ten Zbigniew Stonoga opublikwał na swoim Facebookowym profilu:

Szanowny Panie Zbigniewie,
Z wielką fascynacją obserwuję pańskie działania, które już posłużyły dobru Polski i które posłużą pewnie jeszcze nie raz.
W 1993 roku na łamach tygodnika NIE ukazał się artykuł autorstwa Jerzego Nasierowskiego pt. Mąż Kaczyńskiego, który dotyczył homoseksualnych relacji Jarosława Kaczyńskiego. Media oraz politycy powinni zadać dziś pytanie dlaczego o tej sprawie tak długo jest cicho?
Moja wiedza na ten temat wynika z faktu, że w latach 1991-1996 pracowałem jako oficer Wojskowych Służb Informacyjnych zajmując się rozpracowaniem środowiska politycznego związanego z Jarosławem Kaczyńskim. W szczególności zajmowałem się zbieraniem obciążających i kompromitujących materiałów dotyczących życia osobistego prominentnych osób ze środowiska Porozumienie Centrum.
Jako oficer WSI prowadziłem między innymi sprawę pod kryptonimem BUŚ. Sprawa ta rozpoczęła się w efekcie zbierania w różnego rodzaju działaniach prowadzonych przez WSI i inne służby specjalne informacji o rzekomych seksualnych skłonnościach Jarosława Kaczyńskiego. Jej celem było zebranie wszystkich informacji na temat preferencji i relacji seksualnych Jarosława Kaczyńskiego oraz życia osobistego innych osób ze środowiska ówczesnej prawicy.
Materiały te były zbierane na wszelki wypadek po części z inspiracji środowisk związanych z ówczesnym Prezydentem Lechem Wałęsą.
W ramach prowadzonych działań zajmowałem się m.in. gromadzeniem informacji nt. związków i relacji intymnych osób związanych z PC, m.in. Jarosława Kaczyńskiego, Ludwika Dorna, Jana Parysa, Adama Glapińskiego, Krzysztofa Wyszkowskiego oraz ekipy młodszych działaczy stanowiących otoczenie liderów PC m.in. Przemysława Gosiewskiego, Aleksandra Szczygło, Sławomira Skrzypka, Mariusza Kamińskiego i kilku innych.
Prowadzenie sprawy operacyjnej Buś zostało mi powierzone osobiście przez Szefa WSI adm. Czesława Wawrzyniaka w 1991 roku gdy powstawał rząd Jana Olszewskiego. Była ona prowadzona do 1996 roku kiedy to została finalnie zamknięta czyli w sumie przez 5 lat.
Ze względu na charakter, a także fakt, że objęte nią osoby zajmowały publiczne stanowiska, dostęp do zgromadzonych materiałów miał tylko szef WSI. Zgromadzone w sprawie materiały należały do najpilniej strzeżonych materiałów gromadzonych w służbach w latach 90.
Obowiązywała również specjalna procedura ich przechowywania i zabezpieczenia. Pierwsze materiały związane ze sprawą zostały zebrane dzięki wewnętrznemu śledztwu w WSI, dotyczącemu przecieków i przekazywania poufnych i tajnych informacji z WSI do członków PC.
Zarząd WSI powziął na początku 1992 roku przypuszczenie,że tajne materiały kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, a także wewnętrzne informacje służb trafiają do rąk wysokich rangą PC, a w szczególności Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Celem śledztwa było zidentyfikowanie źródła tych przecieków ze służb. Na rozpoznanie go pozwolił kontrolowany wyciek materiałów.
Pod koniec 1992 roku została przygotowana fotografia przedstawiająca rzekomo Mieczysława Wachowskiego podczas kursu służby bezpieczeństwa odbywającego się w Świdrze w 1977 roku fotografia ta przedstawiała rzeczywistych uczestników kursu w Świdrze. Wykorzystano jednak pewne podobieństwo przedstawionej na zdjęciu osoby z Mieczysławem Wachowskim, a jeden z uczestników kursu poinstruowany przez służby wskazał, że przypomina sobie biorącego udział w kursie Mieczysława Wachowskiego.
Fotografia jako swoista ciekawostka krążyła jako „znalezisko” z archiwum WSI między kilkoma wysokimi rangą oficerami WSI, którzy dzielili się wiedzą na jej temat z innymi oficerami służby.
W ten sposób trafiła również w ręce osoby podejrzewanej o przeciek.
Z uwagi na otwarty konflikt między braćmi Kaczyńskimi, a Lechem Wałęsą zachodziło przypuszczenie, że osoba dostarczająca informacji ze środka służb środowiskom prawicowym będzie skłonna poinformować je o tym odkryciu.
Osobą tą był por. Piotr Polaszczyk oficer WSI odpowiedzialny za ochronę obiektową WAT przy ul. Kaliskiego w Warszawie, mający jako podoficer służb dostęp do różnego rodzaju danych i dokumentów w centrali WSI.
Po zidentyfikowaniu źródła przecieku, w toku sprawdzenia jego kontaktów i relacji okazało się, że Piotr Polaszczyk utrzymuje regularne kontakty o charakterze intymnym z Jarosławem Kaczyńskim, a historia tych relacji sięga 1987 roku.
W 1992 r. i 1993 r., w okresie rozpracowywania sprawy intymne spotkania Piotra Polaszczyka z Jarosławem Kaczyńskim odbywała się na pierwszym piętrze budynku hotelu dla pracowników Wojskowej Akademii Technicznej przy ul. Kaliskiego w Warszawie, gdzie por. Piotr Polaszczyk posiadał pokój do prowadzenia spotkań wynikających z ochrony obiektowej WAT.
W ramach prowadzonej sprawy, w obiekcie został zamontowany sprzęt umożliwiający rejestrację video. Spotkania por. Polaszczyka z Jarosławem Kaczyńskim odbywały się z częstotliwością kilka razy w miesiącu. Zwykle trwały one 1-1,5 godz i kończyły się stosunkiem seksualnym, zazwyczaj oralnym.
Podczas jednego z tych spotkań, które odbyły się pod koniec 1992 roku Polaszczyk przekazał Jarosławowi Kaczyńskiemu pozyskaną przez siebie odbitkę zdjęcia z kursu w Świdrze. Zarówno ten fakt, jak i większość spotkań (z wyjątkiem sytuacji pod prysznicem, gdzie nie sięgał zakres kamer pozwalających na nagrywanie) zostało udokumentowane w ramach prowadzonego śledztwa i dołączone do sprawy pod kryptonimem Buś. Materiał ten zajmuje łącznie kilka godzin nagrań video, a także nagrania audio i stenogramy z nich.
Zdjęcie przedstawiające rzekomo Mieczysława Wachowskiego jako uczestnika kursu w Świdrze zostało następnie przekazane przez Jarosława Kaczyńskiego autorom książki o Mieczysławie Wachowskim, która ukazała się wiosną 1993 roku pod tytułem „Kim Pan Jest Panie Wachowski” Indze Rosińskiej i Pawłowi Rabiejowi.
Rosińska i Rabiej, którzy również byli w tym czasie obserwowani przez służby WSI, otrzymali od Jarosława Kaczyńskiego kopię zdjęcia , które zostało następnie zaprezentowane w głównym wydaniu dziennika telewizyjnego jako dowód na związki Mieczysława Wachowskiego ze służbami bezpieczeństwa PRL.
Zdjęcie to skomentował następnie w telewizji sam Jarosław Kaczyński, który potwierdził, że wg jego informacji znajduje się na nim Wachowski.
W efekcie tej sytuacji na zdjęciu rozpoznała się osoba, która się na nim rzeczywiście znajduje: Komisarz policji z Lublina Arnold Superczyński.
Przygotowanie i wykorzystanie „zdjęcia ze Świdra” pozwoliło jednak WSI na zdemaskowanie źródła przecieków informacji wewnątrz służb oraz uzyskanie wiedzy na temat intymnych, homoseksualnych relacji oficera WSI z ówczesnym szefem Porozumienia Centrum.
Kontakty te miały częsty charakter i zostały bardzo dobrze udokumentowane na różnych nośnikach (zdjęcia, filmy, nagrania dźwiękowe).
Porucznik Piotr Polaszczyk był osobą o dużym temperamencie seksualnym, utrzymującym w tym czasie mimo pozostawania w związku małżeńskim wielu związków o charakterze biseksualnym w tym z osobami z duchowieństwa wojskowego.
O roli por. Piotra Polaszczyka w środowisku prawicy wspomina raport o działaniach WSI opracowany przez Antoniego Macierewicza.
Raport ten opisuje m.in. sprawę o kryptonimie „PACZKA”, która rozpoczęła się w 1993 roku i dotyczyła rozpracowywania kontaktów porucznika Piotra Polaszczyka oraz prowadzonej przez niego działalności gospodarczej (str.75-76 raportu) „PACZKA” była wewnętrznym śledztwem WSI zapoczątkowanym przez sprawę pod kryptonimem „BUŚ”.
Od początku dotyczyła ona- inaczej niż opisano w „Raporcie Macierewicza” kontaktów tego oficera ze środowiskiem politycznym, a nie spraw i kontaktów gospodarczych, które stały się jedynie pretekstem do jej prowadzenia.
Te kontakty i relacje zostały bardzo szeroko dokumentowane. WSI we wszystkich tych sprawach (prowadzona była zarówno obserwacja stacjonarna, jak i podsłuchy i inne działania) zebrała bardzo bogaty materiał dowodowy w tym zdjęcia i filmy. Materiał ten – jak zauważa raport Macierewicza – nie znalazł się jednak w archiwach śledztwa pod kryptonimem „PACZKA”. Powód tego był bardzo prosty zawierał on również materiały i informacje dotyczące homoseksualnych relacji Jarosława Kaczyńskiego z por. Piotrem Polaszczykiem łącznie z materiałem filmowym i fotograficznym.
Całość dowodów i obserwacji na ten temat było dokumentowane w ramach sprawy BUŚ, która wzięła swój kryptonim od imienia kota należącego do Jarosława Kaczyńskiego. W ramach sprawy „PACZKA” obserwowany był również Paweł Rabiej współautor wraz z Ingą Rosińską książki „Kim Pan jest Panie Wachowski”, wskazany w artykule opublikowanym na łamach tygodnika NIE jako „mąż” Jarosława Kaczyńskiego.
W artykule tym Jerzy Nasierowski opisał intymną relację łączącą dziennikarza i Prezesa Porozumienia Centrum.
W aktach sprawy „BUŚ” znajdują się również materiały dotyczące tej kwestii, świadczące o utrzymywaniu intymnych kontaktów wspomnianego z Jarosławem Kaczyńskim.
Sprawa „PACZKA” dostarczyła jednak dodatkowych informacji na ten temat, dotyczących preferencji seksualnych innego, wysokiego później rangą działacza PiS, Aleksandra Szczygło. Od 1993 r., do konca 1996 r., Paweł Rabiej pozostawał w intymnych relacjach z Aleksandrem Szczygło, pełniącym wówczas obowiązki dyrektora gabinetu Prezesa NIK, którą to funkcję sprawował wówczas Lech Kaczyński.
Do nawiązania tej relacji doszło w marcu 1993 r., gdy Paweł Rabiej zamieszkał początkowo z Aleksandrem Szczygło w hotelu Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Belwederskiej w Warszawie gdzie byli zakwaterowani urzędnicy NIK, a następnie przy ul. Rejtana w Warszawie, w mieszkaniu służbowym należącym do Najwyższej Izby Kontroli.
Wojskowe Służby Informacyjne gromadziły informację na ten temat z obserwacji i nagrań. Powodem do inwigilacji był m.in. fakt, że w mieszkaniu zajmowanym przez Aleksandra Szczygło przy Rejtana dochodziło do poufnych spotkań polityków różnych opcji politycznych z Lechem Kaczyńskim, głównie w trakcie prezydentury Lecha Wałęsy. Materiały z podsłuchów, nagrań i filmów dotyczących tej relacji również zostały zaewidencjonowane w ramach sprawy „BUŚ”.
Obserwacja ta trwała do czasu wyjazdu Aleksandra Szczygło na stypendium rządowe do USA, wówczas materiały zostały zarchiwizowane.
W ramach obserwacji środowisk prawicowych i ich relacji prowadzone były również bezpośrednie obserwacje i zakładane podsłuchy u innych osób z ówczesnego otoczenia braci Kaczyńskich.
W jej ramach prowadzone były między innymi szerokie inwigilacje dotyczące intymnych relacji Jana Parysa, Ministra Obrony Narodowej w rządzie Jana Olszewskiego z Małgorzatą Bocheńską oraz późniejszą partnerką red. Józefa Szanawskiego z Haliną Frąckowiak (WSI podejmowały działania zmierzające do rozbicia tego związku w innej prowadzonej przez siebie sprawie) Krzysztofa Wyszkowskiego (doradcy Jana Olszewskiego) z Joanną Kluzik oraz jego późniejszą partnerką, Adama Glapińskiego, Wojciecha Dobrzyńskiego oraz młodych działaczy Porozumienia Centrum w tym Mariusza Kamińskiego.
Podczas tych działań zebrany został bardzo obszerny materiał dowodowy: w momencie archiwizowania sprawy, objęty nią materiał liczył kilkadziesiąt godzin nagrań oraz kilkaset stron dokumentów przede wszystkim stenogramów z rozmów i nagrań ale również listów i zeznań informatorów.
Materiały sprawy BUŚ zawierają wiele szczegółów z intymnego życia osób związanych z wczesnym środowiskiem PC, a zajmujących później wysokie stanowiska w administracji rządowej i parlamentarnej.
Zgromadzone w niej filmy, zdjęcia i stenogramy mogą być w przeszłości źródłem nacisku i instrumentem szantażu wobec wskazanych przeze mnie osób istnieją poszlaki, że ich zawartość została wykorzystana przynajmniej raz do zablokowania nominacji jednej z osób związanych ze środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko w resorcie obrony narodowej.
Oznacza to, że materiały te gromadzone na początku lat 90 mogą być dla Pana jedyną skuteczną bronią przed działaniami jakie są obecnie w Pana wymierzone.
Jako oficer WSI zajmowałem się gromadzeniem informacji spraw osobistych czynnych polityków z przekonaniem, że służby to stabilizacja państwa i ochrona jego struktur. Teraz takiego przekonania nie mam, a w szczególności gdy widzę jakie ryzyko podjął Pan na przestrzeni ostatniego roku i jakie są tego efekty.
Znając zawartość zebranych wówczas materiałów, a także charakter wiedzy gromadzonej przez WSI, przesyłam Panu część z nich w nadziei, że Pańska determinacja pozwoli je ujawnić przecinając pasmo politycznych sukcesów Jarosława Kaczyńskiego ale nade wszystko uniemożliwiając swobodny rozwój polityki PiS, a przez to uwolnienie Polski od zbyt ryzykownych możliwości wpływania na Jarosława Kaczyńskiego instrumentami ewentualnego szantażu.
Pozdrawiam
(dane do mojej wiadomości)
Wpis pochodzi z oficjalnego profilu Zbigniewa Stonogi na Facebooku
Niniejszy artykuł prezentuje opinie wyrażone na profilu Zbigniewa Stonogi i niekoniecznie odzwierciedla stanowisko redakcji thefad.pl
List Donalda Tuska o którym mówi już cały świat
„Szanowni Państwo!
Abyśmy byli jak najlepiej przygotowani do naszych dyskusji na Malcie o przyszłości Unii Europejskiej mającej się składać z 27 państw członkowskich i wziąwszy pod uwagę rozmowy przeprowadzone z niektórymi z Państwa, chciałbym podzielić się pewnymi refleksjami, które – jak sądzę – większość z nas podziela.
Wyzwania, wobec których stoi obecnie Unia Europejska są groźniejsze niż kiedykolwiek od czasu podpisania Traktatów Rzymskich. Mamy dziś bowiem do czynienia z trzema zagrożeniami, które wcześniej – przynajmniej w takiej skali – nie występowały.
Pierwsze, zewnętrzne, związane jest z nową sytuacją geopolityczną na świecie i wokół Europy. Coraz bardziej, nazwijmy to, asertywne Chiny, szczególnie na morzach, agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy i jej sąsiadów, wojny, terror i anarchia na Bliskim Wschodzie i w Afryce – w tym istotna rola radykalnego islamu – oraz niepokojące deklaracje nowej administracji amerykańskiej czynią naszą przyszłość w wysokim stopniu nieprzewidywalną. Po raz pierwszy w naszej historii coraz bardziej wielobiegunowy świat zewnętrzny staje się jawnie antyeuropejski lub, w najlepszym przypadku, eurosceptyczny. Szczególnie zmiana w Waszyngtonie stawia Unię Europejską w trudnej sytuacji; nowa administracja zdaje się kwestionować ostatnich 70 lat amerykańskiej polityki zagranicznej.
Drugie zagrożenie, wewnętrzne, wiąże się ze wzrostem nastrojów antyunijnych, nacjonalistycznych, coraz częściej ksenofobicznych, w samej Unii. Egoizm narodowy staje się dla wielu atrakcyjną alternatywą dla integracji, a tendencje odśrodkowe dodatkowo żywią się błędami tych, dla których ideologia i instytucje stały się ważniejsze niż interesy i emocje ludzi.
Trzecie zagrożenie to stan ducha proeuropejskich elit. Zanik wiary w sens politycznej integracji, uległość wobec populistycznych argumentów i zwątpienie w fundamentalne wartości liberalnej demokracji stają się coraz bardziej widoczne.
W świecie pełnym napięć i konfrontacji potrzebne są odwaga i determinacja i polityczna solidarność Europejczyków. Bez nich nie przetrwamy. Jeśli sami nie uwierzymy w siebie, w głęboki sens integracji, dlaczego inni mają w to uwierzyć? W Rzymie odnowić powinniśmy tę deklarację wiary. W dzisiejszym świecie państw-kontynentów z setkami milionów mieszkańców, każdy kraj europejski z osobna waży niewiele. Ale UE ma potencjał ludnościowy i gospodarczy, który czyni z niej równorzędnego partnera największych potęg. Dlatego najważniejszym sygnałem, jaki powinien popłynąć z Rzymu, jest gotowość 27 do bycia razem. Sygnał, że nie tylko musimy, ale i chcemy być razem.
Pokażmy naszą europejską dumę. Jeśli będziemy udawać, że nie słyszymy słów i nie dostrzegamy decyzji wymierzonych w UE i naszą przyszłość, ludzie przestaną traktować Europę jako swoją większą Ojczyznę. Co równie groźne, przestaną nas szanować globalni partnerzy. Obiektywnie nie ma żadnego powodu, aby Europa i jej liderzy przypochlebiali się mocarstwom zewnętrznym i ich przywódcom. Wiem, nie należy nadużywać argumentu godności w polityce, to często budzi konflikty i złe emocje. Ale dziś musimy upomnieć się mocno o naszą godność, godność zjednoczonej Europy. Niezależnie od tego, czy rozmawiamy z Rosją, Chinami, USA czy Turcją. Miejmy zatem odwagę być dumnymi z własnych osiągnięć, które uczyniły nasz kontynent najlepszym miejscem na Ziemi. Miejmy odwagę przeciwstawić się retoryce demagogów, którzy głoszą, że integracja europejska jest korzystna wyłącznie dla elit, że prości ludzie tylko na niej stracili i że każdy kraj z osobna poradzi sobie lepiej niż wszystkie razem.
Musimy patrzeć w przyszłość. To najczęściej powtarzane przez Was zalecenie w czasie naszych konsultacji w ostatnich miesiącach. Każdy zgodzić się musi z tym postulatem. Ale nie powinniśmy w żadnym wypadku zapomnieć o najważniejszych powodach, dla których 60 lat temu postanowiliśmy jednoczyć Europę. Słyszymy często argument, że pamięć o tragediach podzielonej Europy nie jest już argumentem, że nowe pokolenia nie pamiętają źródeł naszych inspiracji. Ale zanik pamięci nie unieważnia tych inspiracji i nie zwalnia nas z obowiązku nieustannego przypominania tragicznej lekcji z historii podzielonej Europy. Powinniśmy w Rzymie powtórzyć mocno te dwie oczywiste, choć zapomniane dziś prawdy: po pierwsze, zjednoczyliśmy się po to, by uniknąć kolejnej dziejowej katastrofy, a po drugie, że czas zjednoczonej Europy był najlepszym okresem w całej wielowiekowej historii Europy. Należy wyraźnie podkreślić, że rozpad UE nie doprowadziłby do przywrócenia mitycznej, pełnej suwerenności jej krajów członkowskich, ale do realnego uzależnienia każdego z nich od wielkich potęg światowych: Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin. Niezależni możemy być tylko razem.
Musimy zatem podjąć stanowcze i spektakularne kroki, które by zmieniły zbiorowe emocje i ożywiły dążenie do podniesienia integracji europejskiej na wyższy poziom. W tym celu musimy przywrócić obywatelom Unii poczucie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego oraz dobrobyt społeczno-ekonomiczny. Wymaga to definitywnego uszczelnienia granic zewnętrznych Unii; usprawnienia współpracy służb odpowiedzialnych za zwalczanie terroryzmu oraz za utrzymanie porządku i spokoju na obszarze bez granic wewnętrznych; zwiększenia wydatków na obronę; wzmocnienia polityki zagranicznej Unii jako całości oraz lepszego koordynowania polityki zagranicznej poszczególnych państw; a także – co nie mniej ważne – sprzyjania inwestycjom, włączeniu społecznemu, wzrostowi, zatrudnieniu oraz korzystania ze zmian technologicznych i konwergencji zarówno w strefie euro, jak i w całej Europie.
Zmianę handlowej strategii USA wykorzystajmy intensyfikując rozmowy z zainteresowanymi partnerami, pilnując przy tym naszych interesów. Unia nie powinna rezygnować z roli handlowego supermocarstwa, otwartego na innych i równocześnie skutecznie chroniącego własnych obywateli i własne przedsiębiorstwa oraz pamiętającego, że wolny handel to uczciwy handel. Twardo powinniśmy także bronić ładu międzynarodowego opartego na regułach i prawie. Nie możemy też poddać się tym, którzy chcą osłabić lub unieważnić transatlantycką oś, bez której globalny porządek i pokój mogą nie przetrwać. Naszym amerykańskim przyjaciołom powinniśmy przypomnieć ich własne hasło: United we stand, divided we fall.”
Donald Tusk
Dbasz o prawidłową masę ciała? Zacznij liczyć kalorie w kawie i herbacie
Wedug przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych badań, niemal dwie trzecie Amerykanów pijących kawę i jedna trzecia pijących herbatę dodaje do napojów kaloryczne dodatki, takie jak cukier, śmietanę czy syropy smakowe.

Kawę spożywa ponad 50 % dorosłych Amerykanów, a blisko 26 % codziennie pije herbatę. Jednak często nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, jaki te regularnie spożywane napoje mają wpływ na liczbę codziennie pochłanianych kalorii – podkreśla autor analizy dr Ruopeng An.
Wielbiciele czarnej kawy bez dodatków spożywają dziennie średnio o 69 kalorii mniej niż osoby preferujące słodką kawę ze śmietanką. Ponad 60 % dodatkowych kalorii pochodzi w tym przypadku z cukru, a reszta z tłuszczu – piszą badacze.
Zwolennicy herbaty rzadziej stosują kaloryczne dodatki. Z wyliczeń autorów wynika, że stosowanie tych dodatków skutkuje średnio dodatkowymi 43 kaloriami dziennie, przy czym 85 proc. pochodzi z cukru.
Najbardziej tajemnicze organizacje na świecie
Od wieków temat tajnych organizacji, towarzystw i zakonów – w mniemaniu wielu osób „rządzących światem” – budzi w ludziach prawdziwe zainteresowanie. Oto kilka z najbardziej niezwykłych tajnych organizacji świata. Wielu ludzi zastanawia się, czy istniały one naprawdę, czy były tylko wymysłem.
Iluminaci

Zakon Iluminatów to termin niejednoznaczny, gdyż w przeciągu dziejów istniało wiele struktur używających tej nazwy.
Iluminaci za cel stawiali sobie np. rozwój nauki i szerzenie idei oświeceniowych (Iluminaci Bawarscy) lub badanie zjawisk paranormalnych (Iluminaci ).
Najwięcej historycznych kontrowersji jest wokół Iluminatów Bawarskich. Niektórzy dotąd są przekonani, że zakon ten został założony, by zniszczyć kościół katolicki oraz przejąć władzę nad światem.
Iluminaci przez wieki byli podobno dobrze finansowani, a siedzibę główną mieli w zamku niedaleko Watykanu.
Najbardziej niewiarygodna teoria zakłada, że Wielki Hadronów – ogromny akcelerator znajdujący się pod Genewą – został zbudowany za pieniądze Iluminatów. Maszyna ta ma podobno posłużyć Iluminatom jako narzędzie ostatecznej zagłady świata.
Zakon Czaszki i Kości

Zakon Czaszki i Kości to tajemnicza organizacja założona w 1832 r. na Uniwersytecie w Yale. Pierwotnie nosiła nazwę „Bractwa Śmierci”, jednak zrezygnowano z niej ze względu na budzenie zbyt jednoznacznych skojarzeń. Bractwo było znane ze swoich brutalnych rytuałów inicjacji nowych członków.
Do organizacji należeli m.in. prezydenci: William Taft, obaj Bushowie oraz senator John Kerry. Zakon Czaszki i Kości posiada nawet swoją własną wyspę.
Co roku do organizacji jest zapraszanych 15 nowych członków, którzy zobowiązani są do zachowania tajemnicy dotyczącej stosowanych przez zakon praktyk. Według jednej z popularniejszych teorii spiskowych, Zakon Czaszki i Kości był kuźnią talentów dla CIA, ale w 2007 r. agencja oficjalnie się tego wyparła.
Zakon Dziewięciu Kątów

Zakon Dziewięciu Kątów to bardzo enigmatyczna organizacja, której początki sięgają lat 60. XX wieku. Powstała w Wielkiej Brytanii, obecnie ma sympatyków w krajach na całym świecie – USA, Rosji, Australii, Nowej Zelandii czy Włoszech. Zakon Dziewięciu Kątów założył David Myatt, zaangażowany wcześniej w działalność neonazistów i satanistów. Myatt wypiera się takich powiązań, co potwierdza przejściem na islam w 1998 r.
Według członków Zakonu Dziewięciu Kątów tylko rozwój własnej osobowości pozwala osiągnąć doskonałość. Aby do niej dotrzeć, trzeba przejść odpowiednią ścieżkę wpisaną w specjalnie przygotowane rytuały. Trzymiesięczne szkolenie adeptów kładzie nacisk na rozwój męstwa, wytrzymałości i waleczności. Egzaminem dla przyszłych wyznawców jest 3-miesięczny pobyt w lesie, który ma być sprawdzianem wszystkich nauczonych do tej pory umiejętności. Co ciekawe, Zakon Dziewięciu Kątów nie chce być łączony z przedstawicielami Kościoła Szatana, a sam satanizm uznaje za doktrynę mocno „rozwodnioną”.
Zakon Świątyni Wschodu

Zakon Świątyni Wschodu jest pseudoreligijną organizacją, stworzoną na wzór Lóż Wolnomularskjch w latach 1904-1905. Mimo iż działalność zakonu zainicjowali Karl Kellner i Theodor Reuss, ostateczny kształt grupie nadał słynny okultysta – Alister Crowley. Brytyjczyk nazywający siebie „Wielką Bestią” narzucił Zakonowi Świątyni Wschodu zasady jego własnej religii zwanej prawem Thelmy.
Nadrzędna reguła prawa Thelmy mówi, że „czynienie swojej woli jest już całym Prawem”. Nie oznacza to jednak swobodnego hedonizmu, a o usystematyzowaną hierarchię zakonną.
Zakon Świątyni Wschodu istnieje do dziś – specjalni kapłani odprawiają „msze gnostyckie” ustanowione przez Crowleya, w których uczestniczą m.in. dziewice i dzieci. W trakcie rytuałów wzywa się bogów egipskich i Szatana.
Różokrzyżowcy

Za różokrzyżowców uznaje się mistyczne bractwo założone w XIV w. przez mnicha Christiana Rosenkreutza, który przez wielu jest uznawany za postać fikcyjną. Część historyków uważa, że postać Rosenkreutza symbolizuje słynnego alchemika Paracelsusa.
Różokrzyżowcy powołują się na wiedzę starożytnego Egiptu, żydowską Kabałę, gnostyków, biblijnego Salomona i Jezusa Chrystusa. Istotnym elementem tego bractwa jest wiara w reinkarnację.
Towarzystwo Vril

Towarzystwo Vril to niemiecka organizacja, która według wielu historyków stworzyła podwaliny pod ideologię nazistowską. Wielu konserwatywnych naukowców zaprzecza jej istnieniu przekonując, że członkowie Vril byli tak naprawdę zwykłymi satanistami.
Towarzystwo Vril wywodzi się najprawdopodobniej z koncepcji vril, która pojawiła się w powieści Edwarda Bulwera-Lyttona „Nadchodząca rasa”. Angielski pisarz przedstawił w niej rasę nadludzi Vril-ya, którzy podbijają świat dzięki mocom psychokinetycznym.
Członkami Vril miało być wielu współpracowników Hitlera, m.in. Hess, Himmler, Bormann i Rosenberg. Członkowie organizacji spotykali się podczas seansów okultystycznych, które odbywały się w zamku Wewelsburg. Podczas spotkań wywoływano duchy (medium miał być Hitler), napełniano się zbrodniczą energią, organizowano orgie seksualne i składano ofiary z ludzi, w tym z małych dzieci.
Źródło: gizmaniak.pl
Pokojowa Nagroda Nobla dla WOŚP?
Instytut Nobla potwierdził nominację dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do Pokojowej Nagrody Nobla.

Wczoraj minął termin zgłaszania kandydatur w tym osób i instytucji nagrody do której zgłosił WOŚP prof. Adam Grzegorczyk – założyciel warszawskiej Wyższej Szkoły Promocji, i jak przekazał mediom – z Instytutu Nobla napłynęła pozytywna odpowiedź – o przyjęciu kandydatury WOŚP.
Adam Grzegorczyk uważa, że WOŚP nie stoi na straconej pozycji.
– WOŚP świetnie mieści się w pewnym kanonie instytucji czy też osób, które były nagradzane Noblem. Z jednej strony jest to duże wydarzenie o charakterze społecznym, a z drugiej strony wydarzenie, które boryka się z przeciwnościami natury politycznej. To daje Wielkiej Orkiestrze duże szanse, by przynajmniej powalczyć o tę nagrodę – usłyszeliśmy.
– Czeka nas teraz ogromna praca polegająca na pozyskaniu wsparcia dla tej kandydatury, brzydko mówiąc – na lobbowaniu za tą kandydaturą, by potraktowano ją poważnie i by miała szanse na zwycięstwo – mówi Interii wieloletni rektor WSP.
– Liczymy na to, że Orkiestra będzie mogła liczyć na poparcie różnych osób i środowisk również za granicą. Bardzo liczę na to, że niektóre osoby publiczne zechcą włączyć się do poparcia tej inicjatywy – dodaje prof. Grzegorczyk, ale zaznacza, że nie chodzi tu o poparcie polityków, którzy mogliby sprawie zaszkodzić, wikłając ją w partyjne zapasy.
Komitet noblowski wybierze laureata, bądź laureatów, wyłącznie spośród nominowanych. W 2016 roku takich kandydatur było 376 (rekord w historii nagrody).
A tak zareagował Jurek Owsiak na tą radosną wieść:

Donald Tusk ostrzega, przed deklaracjami prezydenta USA w sprawie Europy
Przewodniczący Rady Europy, Donald Tusk ostrzega przezd „niepokojącymi deklaracjami” padającymi z ust prezydenta USA Donalda Trumpa, a dotyczącymi Unii Europejskiej.

Nie da się ukryć, że kilka ostatnich wypowiedzi płynących z Waszyngtonu, wywołało alarm w wielu stolicach Europy.
W liście do 27 europejskich liderów, wystosowanym w przeddzień szczytu UE na Malcie, Donald Tusk napisał, że wierzy iż większość podziela jego opinię jakoby „nowa administracja USA , umieściła Unie Europejską w „trudnej sytuacji” i „podważa ostatnie 70 lat amerykańskiej polityki zagranicznej”.
„Nie możemy poddać się tym, którzy chcą osłabienia lub utraty więzi transatlantyckich, bez których globalny porządek i spokój może nie przetrwać”.
Należy przypomnieć naszym amerykańskim przyjaciołom hasło „Zjednoczeni stoimy, podzieleni upadniemy” – dodał na zakończenie Donald Tusk.
Czy wizyta Donalda Trumpa w UK, dojdzie do skutku w planowanym terminie?
Ponad pótora miliona osób podpisało petycję, na znak protestu przeciwko wizycie Donalda Trumpa w Wielkiej Brytanii.

W związku z zaistniałą sytuacją, posłowie będą debatować czy Donald Trump powinien zostać przyjęty przez Królową w tak krotkim czasie od zaprzysiężenia na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Przypomnieć należy, w jakim czasie od objęcia urzędu, prezydenci Stanów Zjednoczonych odwiedzali Wielką Brytanię:

Barack Obama
Data objęcia urzędu – styczeń 2009
Czas do pierwszej wizyty w Wielkiej Brytanii: dwa miesiące
Czas do pierwszej wizyty państwowej: 28 miesięcy

George W. Bush
Data objęcia urzędu: styczeń 2001
Czas do pierwszej wizyty w Wielkiej Brytanii: sześć miesięcy
Czas do pierwszej wizyty państwowej: 32 miesiące

Bill Clinton
Data objęcia urzędu: styczeń 1993
Czas do pierwszej wizyty w Wielkiej Brytanii: 17 miesięcy
Nie doszło do oficjalnej wizyty państwowej

George W. Bush H
Data objęcia urzędu: styczeń 1989
Czas do pierwszej wizyty w Wielkiej Brytanii: cztery miesiące
Nie doszło do oficjalnej wizyty państwowej

Ronald Reagan
Objął urząd: styczeń 1981
Czas do pierwszej wizyty w Wielkiej Brytanii: 17 miesięcy
Nie doszło do oficjalnej wizyty państwowej
Dobata w kwestii wizyty prezydenta Trumpa w WielkiejBrytanii, jest planowana na 20 lutego br. Posłowie mają wtedy również rozważać konkurencyjną petycję popierającą wizytę Donalda Trumpa, która w chwili obecnej ma 116,467 głosów.
Jeśli jesteś rezydentem Wielkiej Brytanii możesz podpisać petycję TUTAJ.
Brytyjskie dziwactwa, które wciąż jeszcze zaskakują
Ci którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii dłużej, pewnie się już nie dziwią. Jednak dla nowo przybyłych, lub gości wiele z brytyjskich „dziwactw” wciąż jest niezrozumiałych. Sznurek zamiast tradycyjnego włącznika światła w łazience, dwa krany, chipsy o smaku winegret lub frytki z octem, ogromne wtyczki do kontaktu i wykładzina dywanowa w łazience. A to naprawdę jeszcze nie wszystko, co może zadziwić.

Dwa krany
Na pewno jedno z miejsc na podium, przypada dwu kranom przy umywalce. Co dziwne, często w wielu nowo wybudowanych domach, przynajmniej przy jednej z umywalek, pozostawiono dwa krany… Tradycja? Dla Brytyjczyków norma, ale emigranci prześcigają się w wyjaśnieniu tajemnicy podwójnych kranów. Jest wiele teorii na ten temat, jedną z nich jest oszczędność – aby nie lać wody non stop, możemy nalać wodę w odpowiedniej temperaturze do umywalki i umyć ręce, lub do kubeczka, aby wypłukać usta po umyciu zębów.
Angielskie kontakty
Przekleństwo Polaków, którzy na Wyspy przywożą ze sobą własny sprzęt. Przekleństwo gospodarzy, którzy muszą gasić wywoływane pożary. Jak podał dziennik.pl wadliwe instalacje elektryczne i przeciążone gniazdka są przyczyną około 8 tysięcy pożarów rocznie. Wszystko przez jedno płaskie, dodatkowe wejście, które różni polskie gniazdko od angielskiego. Emigranci – aby działało – wtykają tam różne przedmioty, od zapałek do śrubokrętów. To powoduje zwarcia i…. Jest to poważny problem, ratunkiem są zwykłe przejściówki, które bez problemu można kupić w wielu sklepach za przysłowiowego funta. No i oczywiście jeszcze jedno – dlaczego w łazienkach nie ma kontaktu???
Sznurek zamiast włącznika
Sznurek wciąż rządzi – chociaż wiele osób skarży się że sznurki odpowiedzialne za włączanie światła się urywają i to nierzadko. Takie rozwiązanie jest powszechne w domach prywatnych, a także w miejscach publicznych. I choć sznurek do wyłączania światła można zrozumieć: brak niebezpiecznego kontaktu mokrych rąk z wyłącznikiem w ścianie; to spuszczanie wody za pomocą sznurka jest już nieco staroświeckie.
Herbata z mlekiem, czyli bawarka
Herbata z mlekiem jest można powiedzieć narodowym napojem Brytyjczyków. Jeśli myślicie że wystarczy nalać mleka do herbaty to jesteście w błędzie, ważne jest jej przyrządzenie. Obowiązuje kolejność dolewania mleka do już zaparzonej herbaty, oczywiście mieszając.
Frytki i chipsy z octem
Chipsy (chrupki) o smaku winegret czy frytki polane octem, oczywiście frytki (chips) a nie frytki (french fries) jeśli wiecie jaka jest różnica. Te pierwsze, podawane są w typowych barach Fish and Chips, i są z prawdziwych, grupokrojonych ziemniaków. Te drugie to cienkie frytki podawane w McDonalds. Octem winnym polewa się tłuste frytki, aby usprawnić trawienie. Mam nadzieję że zagadka wyjaśniona.
To samo dotyczy chrupek, które stanowią ważny element menu, dodawane są na przykład do… kanapek.
Wszechobecna wykładzina dywanowa
Jest wszędzie, na schodach, w salonie, obowiązkowo w sypialni – i niby nie dziwi nic, dopóki nie otworzymy drzwi do łazienki… Wielokrotnie zalewana wodą potrafi wytworzyć swoisty mikroklimat. Ciężko się na niej poślizgnąć i to pewnie względy bezpieczeństwa zadecydowały o takiej popularności wykładziny podłogowej. Bo o higienie w przypadku połączenia muszli klozetowej, grzyba na ścianie i wykładzinie, raczej mowy nie ma.
Okna otwierane tylko na zewnątrz
Jak umyć takie okno? Czy zdać się na wiatr i bardzo częsty w Anglii deszcz, czy wynająć specjalną firmę, która za odpowiednią opłatą wyczyści okno, czy samemu męczyć się i próbować? Takie dylematy towarzyszą emigrantom, rdzenni mieszkańcy Wielkiej Brytanii, zdają się nie zauważać problemu. Do tego dochodzi to, że okna bardzo często są na różne kluczyki, które lubią ginąć, z pięciu okien w salonie otwiera się tylko jedno, a z reguły wszystkie są pojedyncze co bardzo niekorzystnie wpływa na temperaturę w pomieszczeniu.
Dziwactwa. Ta lista jest o wiele dłuższa
Pisanie cyfry jeden po polsku, czyli z małym ukośnym daszkiem u góry grozi tym, że Brytyjczyk odczyta ją jako siódemkę. Sygnalizacja przejścia dla pieszych często umieszczona jest nie po przeciwnej stronie ulicy tylko z boku, na stronie na której stoimy. Podobnie jest z miętowymi czekoladkami, zwyczajem spożywania piwa w pubach na stojąco, choć miejsc siedzących nie brakuje, kartami na doładowywanie energii, nazwami samochodów (Vauxhall zamiast Opel) i tak dalej, i tak dalej…