Historia bożonarodzeniowej choinki z londyńskiego Trafalgar Square
Grudniowy spacer po Londynie, zwykle kieruje nasze kroki na Trafalgar Square, gdzie już na początku miesiąca podziwiać możemy pięknie oświetlone bożonarodzeniowe drzewko.

Czy jednak czytaliście kiedyś tabliczkę, która znajduje się w bliskim jego sąsiedztwie? A jeśli nawet, to czy znacie historię związaną z przepiękną choinką, która każdego roku staje na tym najpiękniejszym londyńskim placu?
W 1947 roku, po raz pierwszy stolica Norwegii Oslo, sprezentowała Brytyjczykom bożonarodzeniowe drzewko. Od tego czasu rokrocznie na placu Trafalgar w Londynie pojawia się w grudniu ogromna choinka.
Każdego roku w listopadzie brytyjski ambasador w Norwegii, wraz z burmistrzem Oslo, bierze udział w ceremonii ścięcia drzewa.
Drzewka, które są przysyłane do Londynu mają od 50 do 60 lat i osiągają wysokość około 25 metrów.
Choinki, aby dotrzeć na Trafalgar Square, przebywają dystans 700 mil. Trasę tą pokonują drogą morską.

Tegoroczne drzewko to 69 prezent od Norwegów, który jest podziękowaniem dla Londynu za pomoc Norwegii podczas II Wojny Światowej.
Uroczystość zapalenia lampek na świątecznym drzewku, odbywa się co roku w pierwszy czwartek grudnia i bierze w niej udział tysiące londyńczyków.
U podstawy drzewka zamontowana jest tablica, z napisem:
To drzewo jest podarowane przez miasto Oslo, jako wyraz wdzięczności wobec mieszkańców Londynu na ich pomoc w latach 1940-45.
W sąsiedztwie oświetlonego setkami lampek drzewka, posłuchać można koncertu kolęd, odbywają się tam również zbiórki pieniężne prowadzone przez organizacje charytatywne.
6 stycznia, święto Trzech Króli – to dzień, w którym bożonarodzeniowa choinka znika, by pojawić się ponownie za kolejnych 11 miesięcy.
Drzewko zostaje pocięte na kawałki, następnie rozdrobnione i przygotowane tak, aby mogło posłużyć za ściółkę lub kompost dla roślin.
Anna Frach / TheFad
Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii – czym się różnią od naszych, Polskich?
Początki celebrowania Świąt Bożego Narodzenia przez Brytyjczyków mają swoje źródło w średniowiecznych rytuałach i wierzeniach. Tradycja ta sięga VI wieku, kiedy to dołączyły one do obchodzonych, pogańskich świąt zimowych. Ze średniowiecza bierze się na przykład zwyczaj kolędowania. To w tamtych czasach bardowie wędrowali po zamkach i śpiewali kolędy zarabiając w ten sposób na życie. Dziś, kolędnicy udając się od domu do domu najczęściej zbierają fundusze na działalność charytatywną.

Istnieje wiele różnic w sposobie obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia w Polsce i w Wielkiej Brytanii. Oto te najważniejsze:
Choinki i świąteczne dekoracje

Bożonarodzeniowe szaleństwo na Wyspach rozpoczyna się już pod koniec listopada. Półki i wystawy sklepów powoli zapełniają się świątecznymi produktami, w witrynach pojawiają się choinki, renifery i inne dekoracje związane ze świętami. W domach i przydomowych ogródkach mieszkańcy rozstawiają dekoracje świetlne i choinki.
Najważniejszy dzień to 25 grudnia a nie Wigilia 24 grudnia
W wigilijny wieczór dzieci zawieszają na kominku lub łóżkach specjalne, bożonarodzeniowe skarpety z nadzieją, że następnego dnia znajdą w nich prezenty od Świętego Mikołaja (Santa Claus). Dorośli natomiast 24 grudnia, często spędzają czas w gronie przyjaciół na zabawie w pubach.
Mikołaj prezenty zostawia w skarpetach

Święty Mikołaj w Anglii nie ma zwyczaju stresowania dzieci odśpiewywaniem piosenek i recytowaniem wierszyków- wchodzi w nocy przez komin (kominki do tej pory znajdują się w większości angielskich domów) a prezenty wkłada w specjalne skarpety (christmas stockings) przygotowane przez dzieci. Większe prezenty wkłada oczywiście pod choinkę ;).
Otwieranie prezentów trwa cały dzień
Prezenty zostawione przez Mikołaja są bardzo celebrowane. Każdy prezent jest otwierany indywidualnie, wszyscy zgromadzeni wydają głośne „oh” i „ach”, po otwarciu kilka prezentów następuje przerwa na herbatę, po czym otwiera się kolejne kilka prezentów- podsumowując- procedura taka trwa nieraz cały dzień. W Polsce prezenty od Mikołaja raczej otwierane są równocześnie przez wszystkich.
Indyk zamiast karpia

Tradycyjny posiłek świąteczny to nadziewany indyk. Jest to prawdziwa operacja strategiczna- pieczenie indyka zajmuje około 4 godzin a z racji na powszechność tego procederu w angielskich domach w godzinach poranno-południowych dnia Bożego Narodzenia następuje zauważalny spadek natężenia gazu! Wciąż jednak uważam że walka z żywym karpiem w wannie a później z jego ościami na talerzu wymaga więcej samozaparcia ;).
Świąteczne desery
W Polsce mamy kilka bożonarodzeniowych deserów – to popularne na śląsku makówki lub moczka, lub znane w środkowej Polsce maikełki. Na naszych świątecznych stołach pojawia się również makowiec i piernik. W Anglii najpopularniejsze świąteczne desery to
Christmas cake- mocno nasączone, ciemne ciasto z bakaliami, grubo polane marcepanem. Ciasto takie przygotowuje się 2 miesiące przed Bożym Narodzeniem.
Christmas pudding – masa jeszcze ciemniejsza, jeszcze mocniej nasączona (często brandy!) i z jeszcze większą ilością bakalii.
Mince pies – małe babeczki wypełnione kolejną słodką mazią bakaliową.
Christmas party

Tradycja angielska, która dotarła i do Polski (zaczynając od międzynarodowych koncernów, które umiejscowiły się w większych miastach) jednak na pewno jest tutaj dużo mocniej zakorzeniona. Christmas parties trwają cały grudzień a nawet styczeń, odbywają się w każdym miejscu publicznym i jedna osoba dostaje kilka zaproszeń na Christmas Party- z pracy (może być nawet kilka), szkoły, kościoła, przyjaciół, grup wsparcia etc. Jest to oczywiście spotkanie przed (lub po) świąteczne z alkoholem… hmmm… taką ilością alkoholu, że przez cały grudzień media publikują artykuły o tym jak się bawić podczas Christmas Party by się totalnie nie zapić…
Świąteczna pantomima
Świąteczna pantomima (Christmas pantomime) to tradycyjna dla Anglii forma świątecznej rozrywki. Jest to przedstawienie bynajmniej nie nieme jakby nazwa mogła wskazywać- jest głośne i krzykliwe – skierowane głównie do najmłodszej widowni choć rozrywkę skutecznie zapewnia całej rodzinie z racji na dwuznaczne żarty w stylu Shreka.
Przedstawienia świątecznej pantomimy pojawiają się w grudniu i są specjalnie na tą okazję przygotowane – zawierają luźne wątki znanych baśni i miksują do tego piosenki popowe i świąteczne – od najstarszych kilkusetletnich kolęd po najnowszy pop w stylu „Gangnam Style”.
Niezwykle istotny w pantomimie jest udział publiczności, która jest angażowana do wspólnego śpiewania, pokazywania zagubionej drogi i kryjących się upiorów. Choć nie jest to tania rozrywka- jest na pewno warta swojej ceny więcej
Kolędnicy na ulicach w kościołach i w… metrze
Kolędy to nie tylko cecha charakterystyczna polskiego Bożego Narodzenia. Jakkolwiek śpiewanie kolęd w gronie rodzinnym przy stole jest mało spotykane tak powszechna jest zanikająca raczej w Polsce tradycja kolędników- wędrujących, kolędujacych i zbierajacych datki na szczytne cele. W Anglii śpiewanie kolęd na ulicach jest bardzo powszechne i przez cały grudzień można się natknąć na grupy kolędników od maluchów do emerytów w najrozmaitszych miejscach wszystkich miast (nawet w pubach!).
Świąteczne kartki
W Anglii jednym z ważniejszych elementów świąt jest obdarowywanie się świątecznymi kartkami – w pracy ze współpracownikami, w miejscu zamieszkania z siąsiadami i obowiązkowo z rodziną. Dla ambitnych to prawdziwe wyzwanie gdyż popularność społeczna jest poniekąd publicznie eksponowana i przekłada się na ilość otrzymanych kartek. A najambitniejsi wysyłają kartki sami do siebie
Christmas crackers zamiast opłatka

W Anglii brak najpiękniejszej polskiej tradycji świątecznej jaką jest dzielenie się opłatkiem. I jakkolwiek Christmas Crackers nie mają z opłatkiem nic wspólnego – z racji na to, że są nieodłącznym elementem świątecznego stołu, znajdują się przy każdym talerzu i są pewną formą „dzielenia” (podczas ich rozrywania) wstawiłam je jako formę zastępczej dla opłatka tradycji angielskiej.
Czym zatem są Christmas Crackers? Są to ozdobne papierowe „cukierki”, które rozrywane są przez dwie osoby. Rozdarcie sygnalizowane jest dość głośnym wybuchem (zapewnionym przez delikatny środek chemiczny uaktywniany podczas rozrywania) we wnętrzu zaś znajdują się małe niespodzianki – zazwyczaj takie, które nieco rozluźniają atmosferę przy stole. Będą to zatem papierowe korony na głowę, do tego śmieszna kostka do gry, albo wróżba czy żart a nawet mini gra towarzyska.
Wadim Tyszkiewicz: I po co ten cały cyrk?

Wadim Tyszkiewicz
Niech Polacy w końcu przestaną chować głowę w piasek, niech przestaną tchórzyć, udając, że się nic nie stało. Czas spojrzeć w lustro.
Przecież w Polsce mamy tylko atrapę demokracji. Jesteśmy oszukiwani i wszyscy nawzajem się oszukujemy, że żyjemy w państwie demokratycznym.
W Państwie demokratycznym jest trójpodział władzy. W Polsce władza jest w rękach tylko jednego człowieka. Więc po co ten cyrk? Może w takim bądź razie, ten do niedawna szeregowy poseł, a obecnie wicepremier, skoro i tak jednoosobowo podejmuje decyzje dotyczące losu 38 milionowego narodu, niech weźmie sam w końcu za nie odpowiedzialność.
Może czas, żeby się ogłosił królem, kanclerzem, albo co najmniej naczelnikiem. Polacy zaoszczędzą na niby parlamencie, na niby sądach, na niby prezydencie, na niby rządzie… bo dzisiaj żyjemy w Nibylandii. Czas z tym skończyć. Niech Polacy w końcu przestaną chować głowę w piasek, niech przestaną tchórzyć, udając, że się nic nie stało. Czas spojrzeć w lustro. Wszyscy Polacy, a nie jak już frustracja dopiecze, to zaczyna się jazda na opozycję i zrzucanie odpowiedzialności z kraj. Ja, my, Wy, wszyscy jesteśmy tą opozycją, tylko najczęściej siedzącą w ciepłych kapciach w domach prze telewizorem. Czas ruszyć d…
P.S. A teraz posłużę się przykładem, na poparcie moich słów: wczoraj w Senacie, po ciężkich bojach, przy dużych moich ustępstwach wobec senatorów z PiS, na połączonych komisjach przegłosowaliśmy JEDNOGŁOŚNIE (senatorowie PiS też) projekt ustawy dotyczący Urzędów Stanu Cywilnego, a polegający na usprawnieniu pracy urzędów (skrócenie czasu na załatwienie formalności… itd.).
Odetchnąłem z ulgą, że praca nie poszła na marne, że senatorowie PiSu dali się przekonać i będzie efekt tej pracy. Jakie było moje zaskoczenie i zdziwienie, kiedy za godzinę, na sesji plenarnej Senatu, wszyscy senatorowie PiS zagłosowali przeciw. Rozum poszedł spać, obudziły się demony tępego partyjnego poddaństwa. Dostali wytyczne z Nowogrodzkiej, żeby nie daj Boże opozycji coś pożytecznego nie udało się zrobić. Niepojęte, niezrozumiałe, nieracjonalne, niehonorowe, nieuczciwe…Dzięki większości opozycji demokratycznej w Senacie (1 głos), przegłosowaliśmy tak potrzebną i oczekiwaną ustawę, ale po głosowaniu senatorów PiS już wiadomo, jaki będzie wynik głosowania w Sejmie, bez względu na argumenty, włożoną pracę i potrzebę takich regulacji. No to po co cały ten cyrk?
Wadim Tyszkiewicz
Kamil Durczok: Gomułka, Kaczyński i dyktatura – to nasza wina?

Kamil Durczok
Po wygranych wyborach PiS testował na obywatelach ich odporność, serwują kolejne bezczelne chwyty i przekręty. A potem sprawdzając, czy to wpływa na jej notowania.
„Partia mówi klasie robotniczej twardą prawdę. Nie stać nas teraz na żadne zwyżki płac, gdyż struna została tak naciągnięta, że grozi jej pęknięcie”.
Partyjny kacyk, Władysław Gomułka, miał przynajmniej tyle odwagi, by rzucić to bezczelne hasło prosto w oczy 400-tysięcznego tłumu zgromadzonego przed Pałacem Kultury. Różnica między nim a Jarosławem Kaczyńskim jest taka, że ten drugi nie ma takiej odwagi. Czarną robotę przedstawiania kolejnych klęsk jako historycznych sukcesów, odwala za niego Kurski do spółki z medialnym imperium braci Karnowskich.
Żyjemy w nienormalnym kraju. Kaczyński, zamiast napiętej struny, ma raczej w rękach gumę, rozciąganą z każdym dniem o kolejne centymetry. Od praworządnego, wolnego kraju, dzielą nas już lata świetlne. Żyjemy w nowoczesnej dyktaturze. Przechodzimy, kolejno, 3 fazy – oburzenia, protestu i zapomnienia. Nad kolejnymi aferami pisowskiej sekty przechodzimy do porządku dziennego. Na końcu, co najwyżej, wzdychamy i mówimy: nic mnie już nie zdziwi.
Zaczęło się od szalonego Macierewicza i, oszalałego z bólu oraz nienawiści, Kaczyńskiego. Przez długie miesiące serwowali absurdalne, chore, nielogiczne i oszukańcze teorie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Z mozołem budowali elektorat, przekonywany rozerwanymi parówkami, wysadzanymi blaszakami i kretyńskimi „dowodami” szarlatanów. Wszystko po to, by na końcu powiedzieć, że Ruscy zabili nam prezydenta. Zbudowali armię pseudoekspertów, w istocie półgłówków, którzy o lotnictwie wiedzieli tyle, że tajemna siła odrywa stalowe kolosy od ziemi. I że jak się dużo lata, to można dostać złotą kartę pasażera.
Długo lekceważyliśmy ten chocholi taniec. Otrzeźwienie przyszło, kiedy okazało się, że niemal co 5 Polak uważa katastrofę za celowe działania tajemnych sił. Ale było za późno. Potem poszło już na ostro.
Po wygranych wyborach PiS testował na obywatelach ich odporność, serwują kolejne bezczelne chwyty i przekręty. A potem sprawdzając, czy to wpływa na jej notowania.
Kłamstwa Macierewicza o zakupie śmigłowców, afera SKOK, afera KNF, bezczelnie przyznane podwyżki, CBA gubiące 10 milionów, afera z finansowaniem ze środków unijnych Solidarnej Polski, pisowskie trolle opłacane z publicznych pieniędzy. Dalej skok na Trybunał Konstytucyjny, sędziowie dublerzy, przejmowanie, po kawałeczku, wymiaru sprawiedliwości, całkowicie pisowska prokuratura, nielegalna Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym, masowe uchylanie i zawieszanie niepokornych sędziów. Ostatni rok to już chamskie rwanie wszystkiego, co daje kasę i wpływy. Szumowski, który po załatwieniu swoich prywatnych biznesów, nachapawszy się obrzydliwie, czmycha jak szczur z tonącego okrętu i bezczelnie jedzie na luksusowy urlop do Hiszpanii. Do dziś niezwrócone pieniądze, publiczne, Wasze, przelane handlarzowi bronią na zakup respiratorów i ordynarny przekręt z nieprzydatnymi maseczkami. Autorowi tych numerów do teraz nie postawiono żadnych zarzutów. Bezczelna bezkarność i służalcza prokuratura. Zwłaszcza wobec zeznań austriackiego biznesmena, dowodzącego, że za namową Kaczyńskiego daje łapówkę księdzu. Ksiądz znika, przedsiębiorca podtrzymuje swoje, ale prokuratura Ziobry nie widzi problemu. Kaczyński jest ponad prawem.
Tę porażającą listę, można by uznać za szaleństwo władzy, nieważne z punktu widzenia obywatela. Ale my, normalni, nie jesteśmy w stanie wykazać, że tak jak Kaczyński nie podlega prawu, tak zwykły obywatel może być potraktowany odwrotnie. Dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie – maksyma stalinowskiego prokuratora, Andrieja Wyszyńskiego, nie trafia do tych, którzy mogą stać się ofiarami partyjnego wymiaru (nie)sprawiedliwości.
Otrzeźwienie, choć nie masowe, przychodzi dopiero kiedy pałkarze Prezesa zaczynają lać na ulicach bezbronne dzieciaki. Kiedy łamią dziewczynom ręce, nachodzą w domach 14-latków, z buciorami, bez nakazu, włażą do mieszkania, w którym na balkonie wisi nieprawomyślny baner. Kiedy gnębią, torturują i szykanują osoby o innej orientacji seksualnej. Kiedy Adam Bielan chamsko odparowuje, że łamanie rąk to konsekwencja chodzenia na nielegalne wiece.
Otrzeźwienie przychodzi, kiedy okazuje się, że wśród tysięcy normalnych, uczciwych policjantów, znajduje się grupa sadystów, wyżywających się teleskopowymi pałami na plecach protestujących kobiet. Kiedy formuje się prywatna armia Kaczyńskiego, kiedy 82 radiowozy pilnują jednego, żyjącego strachem i obsesjami dyktatora. Szefa. Człowieka, który robi, co chce. Bo doprowadził państwo do stanu, w którym każdemu, od prezydenta po marszałka sejmu, dyktuje, co mają robić.
Sojusz tronu z ołtarzem jest tak ścisły, że narciarze na stoku są zagrożeniem, ale ludzie na pasterce już nie. Polityka walki z COVID-em, jest tak niespójna, nieścisła i porąbana, że nikt już nie wierzy w to, co mówi rząd. Co jest naturalne, skoro premier zachowuje się jak oszust i kłamca, zapewniając latem, że COVID-u już nie ma, a jesienią, że wygrywamy z pandemią.
Każde zdanie przywołuje kolejny skandal albo kłamstwo tej władzy. Zdaje mi się, że ten tekst mógłbym pisać w nieskończoność. Tylko po co, skoro nawet krótki przegląd świństw, jakich pisowska władza dokonuje na obywatelach, jest dostatecznie porażający. Co więc teraz?
Teraz konkluzja. Ja, Ty, Wy też jesteśmy temu winni. My, normalni, nie potrafiliśmy znaleźć języka, którym dotarlibyśmy do zaczadzonego pisowskimi łgarstwami wyborcy. Ja, Ty i My, nie potrafiliśmy wytłumaczyć, że cały ten socjalny cyrk, bizantyjski przepych władzy, luksusy rodem z putinowskiej Rosji, uwłaszczanie na państwowym majątku – że za to wszystko będziemy musieli kiedyś zapłacić. Oni, władza, procesami i rozliczeniem buty i łamania prawa. Reszta – wyższymi podatkami, galopującą drożyzną i inflacją. Nie potrafiliśmy o tym rozmawiać z sąsiadem, znajomym, kumplem z pracy. To jest też nasza porażka.
Kamil Durczok: Dlaczego Ziobro wcale nie przegrał

Kamil Durczok
Uważna obserwacja ruchów, jakie wykonuje minister sprawiedliwości i jego przyboczni, pozwala sądzić, że celem Ziobry jest dorżnięcie wolnych sądów, a potem opanowanie całego wymiaru sprawiedliwości.
Antyunijna szarża Zbigniewa Ziobry nie jest tak szalona, jak mogłoby się wydawać. Wielu widzi na jej końcu wyłącznie wybory, w których Solidarna Polska samodzielnie wchodzi do sejmu, albo nie. Ale Ziobro nie jest fantastą i twardo stoi na ziemi. Nic nie wskazuje dziś, by miał szansę samodzielnie wdrapać się ponad 5% próg wyborczy. Więc po co ta wojna ze wszystkimi wokół?
Uważna obserwacja ruchów, jakie wykonuje minister sprawiedliwości i jego przyboczni, pozwala sądzić, że celem Ziobry jest dorżnięcie wolnych sądów, a potem opanowanie całego wymiaru sprawiedliwości. Już trzyma twardą ręką prokuraturę, powymieniał prezesów sądów, Izba Dyscyplinarna, póki co, ma się doskonale i właśnie była łaskawa uzasadnić, dlaczego sędziego Tuleyę pozbawiła immunitetu.
Pismo wygląda jak żywcem spisane z konferencji w ministerstwie sprawiedliwości, a żeby było bardziej krwiście, czytamy w nim m.in. o „wiecach nienawiści”, organizowanych przeciwko sędziom orzekającym ws. uchylenia immunitetu. Mechanizm praworządności, (nazywany przez cały obóz rządzący „tzw. mechanizmem praworządności”) nie zadziała od razu. Niewiele osób w Polsce zwracało na to uwagę. Większość, jakby oślepiona tandetnie aktorską szarżą ziobrystów, uwierzyła, że dla Solidarnej Polski to prawdziwy kłopot i solidna przeszkoda w dalszym demolowaniu państwa prawa. A to kompletna bzdura. „Warszawa wie, że ta procedura, choć jest upokarzająca, ma bardzo niewielkie szanse doprowadzenia do tych sławetnych sankcji” – pisze paryski dziennik „Le Figaro”.
I słusznie pisze!
Minister Sprawiedliwości postawi teraz wszystko na jedną kartę. Podlegli mu prokuratorzy oraz posłuszna Izba Dyscyplinarna, będą harowały dzień i noc, by za kilka miesięcy, kiedy można się spodziewać pierwszych reakcji Brukseli, w polskich sądach było już pozamiatane. Niepokornych, odważnych sędziów się zawiesi, oskarży, pozbawi części wynagrodzenia lub wyśle w delegację na drugi koniec kraju. Jedynym skutkiem rzekomego kompromisu (tak naprawdę bezwartościowej kartki papieru, na której podpisano w Brukseli to fikcyjne porozumienie), będzie turbo-przyspieszenie zmian w sądownictwie. I tyle.
Ziobro niewiele też ryzykuje. Na pogróżki Kaczyńskiego o wyrzuceniu z koalicji najpewniej wybuchnął śmiechem. Po pierwsze, nie ma go kim zastąpić. Nawet jeśli część ludowców i kukizowców dałaby się kupić, to i cena za wysoka, i towar niepewnej jakości. O świeżości nie wspomnę. Poza tym coś mi się zdaje, że z przepastnych szaf ministra sprawiedliwości zaczęłyby wypadać takie trupy, że wnioski o uchylenie immunitetów wędrowałyby do Sejmu seryjnie. Haki leżą i czekają. I Kaczyński, i Ziobro, i PSL i wszyscy inni świetnie o tym wiedzą. A komu się spieszy na własny pogrzeb…?
Wejście PSL do rządu z PiS jest tak samo prawdopodobne, jak żniwa zbóż jarych jeszcze przed wigilią. Oznaczałoby w najlepszym razie rozłam, a pewnie i koniec długiej historii ludowców. O zjedzeniu w charakterze przystawki nie wspominając.
Zatem mamy same dobre wiadomości. Wojna z „sędziowską kastą” przyspieszy, Ziobro z Morawieckim rzucą się sobie do gardeł, czeka nas festiwal spektakularnych zatrzymań i szczucie wszystkich przeciwko wszystkim. Przed nami chaos, burdel i wieczne awantury. Czyli wszystko, w czym to towarzystwo czuje się najlepiej. Wszystkiego dobrego. Nam, nie im.
Kamil Durczok: Ponury cień unijnej flagi

Kamil Durczok
Młodych żal. Jaśka, Matyldy, Kasi, Grzegorza. Oni są u progu dorosłości. Mają przed sobą całe życie. Najpierw nie pojadą na Erasmusa. Potem, będą już skazani na podręczniki pisane przez Czernka. Czyli na pierdoły spisane na bawolej skórze.
Kaczyńskiemu wyraźnie przeszkadza cień unijnej flagi. Z jego powodu nie może grzać się ciepłem pełni władzy. Czyli dyktatury, zwanej kiedyś demokracją socjalistyczną. Demokracji takiej, jaką mamy w Rosji, na Białorusi, Węgrzech albo Turcji.
Tekst, który napisałem trzy lata temu, rozpoczynał się dokładnie od tych słów. Posypały się gromy, że to niepoważne, że PiS nigdy nie zdecyduje się na taki krok i że mnie poniosło. Dziś jesteśmy bliżej opuszczenia europejskiej wspólnoty, niż się nam wydaje. I to wcale nie dlatego, że użyjemy weta. Jeśli dla własnej wygody Niemcy, a także reszta państw, pójdą na jakikolwiek kompromis z Polską i Węgrami, to znaczy, że machnęli na nas ręką. Chcą już tylko jak najszybciej dostać pieniądze niezbędne na ratowanie, przyduszonych pandemią, gospodarek.
Jeśli kompromis ma polegać na odłożeniu w czasie wejścia mechanizmu praworządności, to gwarantuję, że Ziobro rozpocznie natychmiastową czystkę w sądach. Będzie szybko, krótko i brutalnie. Sędzia Tuleya robi co może, a że nic nie może, to nic nie robi. Reżim zamknął Mu gabinet i odsunął od orzekania. Takich sędziów, którzy podpadli władzy, są już setki. Odłożenie na jakiś czas wejścia w życie mechanizmu sprawi, że ta liczba szybko zwielokrotnieje.
Jeśli zaś Unia łudzi się, że twarde zapisy w instrukcjach nie pozwolą Ziobrze na dalszą demolkę wymiaru sprawiedliwości, to albo mamy do czynienia z idiotą, albo z naiwnością w stopniu niespotykanym. Nie ma bowiem prawa, zapisu, artykułu czy instrukcji, której PiS nie potrafiłbym wywlec na drugą stronę jak szmaciany worek. Jeśli nawet słowo „bezzwłocznie”, proste, jasne, nieskomplikowane, ludzie Kaczyńskiego interpretują, jak chcą, to dlaczego teraz nie pobawić się na zapisach unijnych. A co nam zrobią? Jak wstrzymają środki, to znowu ktoś będzie bredził o cłach albo innych duperelach, które mają nam ponoć zrekompensować to, czego wredna Bruksela nie dała. Jak wiadomo, definicję ukuł Kurski: ciemny lud to kupi. A potem, na deser, dostanie Sylwestra w Zakopanem. Z Zenkiem w pakiecie. Plus tańczącego Jakimowicza.
Jest fatalnie. Na naszych oczach dzieje się historia. Kaczyńskiemu już wszystko jedno. W końcu rządowe samoloty nie meldują się na normalnej odprawie lotniskowej. Jego tłuste koty – te dwunożne – nachapały się tyle, że po wizę wyślą kierowcę. Młodych żal. Jaśka, Matyldy, Kasi, Grzegorza. Oni są u progu dorosłości. Mają przed sobą całe życie. Najpierw nie pojadą na Erasmusa. Potem, będą już skazani na podręczniki pisane przez Czernka. Czyli na pierdoły spisane na bawolej skórze.
Kamil Durczok
Roman Giertych: Pozywam Morawieckiego za plagiat!

Roman Giertych
W loży prezydenckiej mały człowieczek podniósł się ze swojego fotela i otoczony czterema rosłymi ochroniarzami podszedł do barierki, łaskawie pozdrawiając zebranych.
Wystąpienie premiera Morawieckiego w obronie prezesa Kaczyńskiego wygłoszone w Sejmie było plagiatem. Zamierzam wystąpić więc z roszczeniami o naruszenie moich praw autorskich. Przemówienie premiera zostało właściwie skopiowane z mojej książki „Kariera prokuratora Żółcia” ze strony 27 i każdy może to sprawdzić pobierając książkę za darmo na stronach wydawnictwa. Oto skopiowany fragment:”
– I teraz – spazmatycznie wołał premier – nas zdradzają, nie chcąc dopuścić naszych towarów i nie chcąc się zgodzić, abyśmy mogli nakładać jednostronne cła. My jesteśmy współczesnymi żołnierzami wyklętymi Europy. I tak jak żołnierze wyklęci będziemy walczyć do końca, a historia przyzna nam rację. Ale cóż nam po Europie, Ameryce czy innych kontynentach. My, Polacy – wołał premier w ekstazie – jesteśmy szczęśliwi, gdyż mamy naszego Wybawiciela, Człowieka, Męża Stanu, Historię! Przeszłość i Przyszłość. To ON wybawił nas z niewoli komunistycznej, mimo przeszkód stawianych przez różnych Wałęsów.
To On odzyskał nasz kraj z rąk tych, którzy go rozkładali, rozkradali, rozgrabiali, rozbierali – i tutaj premier Pinoksiński zawiesił głos, bo żadne dalsze słówko przyzwoite na „roz” mu już więcej nie przychodziło do głowy. – To ON – kontynuował – stanowi nasz zwornik i utrzymuje naszą jedność. Panie i panowie, wielkie brawa dla naszego Świętosława Balbinowskiego! – zakończył.W tym momencie cały teatr zerwał się z foteli i zaczął bić brawa, skandując:Świętosław, Świętosław! W loży prezydenckiej mały człowieczek podniósł się ze swojego fotela i otoczony czterema rosłymi ochroniarzami podszedł do barierki, łaskawie pozdrawiając zebranych. Ponieważ kamery śledziły uważnie tłum, to nikt nie chciał pierwszy siąść lub przestać bić braw. Żółć czuł, że jego wielkie dłonie stają się czerwone od oklasków, ale nie przestawał z entuzjazmem bić brawo. Nie miał zamiaru popaść w niełaskę w tak głupi sposób. Gdyby nie to, że po chwili na scenę wszedł prezydent, to oklaski nie zamilkłyby jeszcze długo.”Piszę pozew!
Roman Giertych
PS Pozew to żart, ale rzeczywistość przewidziana przeze mnie w powieści śmieszna nie jest.
Radosław Sikorski: Hipokryzja Zjednoczonej Prawicy

Radosław Sikorski
Hipokryzja tej władzy obraża inteligencję obywateli. Stanowi też największe zagrożenie dla tych wartości i instytucji, jakich Zjednoczona Prawica obiecywała bronić. Rozejrzyjmy się dookoła i zastanówmy nad dokonaniami PiS.
Gdybym miał jednym słowem podsumować rządy Zjednoczonej Prawicy, powiedziałbym: hipokryzja. Jej przejawy widzimy od lat, ale czas próby, jakim jest pandemia, pokazał nam to zjawisko w pełnym świetle. Kiedy minister sprawiedliwości i prokurator generalny bierze udział w imprezie urodzinowej Radia Maryja, łamiącej wszelkie obostrzenia związane z epidemią, które wprowadził jego własny rząd – to jest hipokryzja. Kiedy ów minister – od lat zgrywający twardego szeryfa – siedzi cicho, gdy Tadeusz Rydzyk nazywa biskupa z poważnymi zarzutami o ukrywanie pedofilów, ofiarą „nagonki mediów” – to jest hipokryzja.
Kiedy Ziobro – regularnie straszący Polaków „seksualizacją dzieci” – nie reaguje, gdy gwałty na nieletnich nazywa się publicznie jakiś tam „grzechem” czy „pokusą”, którą rzekomo wszyscy mamy – to jest hipokryzja. „To, że ksiądz zgrzeszył? No, zgrzeszył. Kto nie ma pokus?”, mówił Rydzyk z ambony. A Zbigniew Ziobro, Mariusz Błaszczak i Rzecznik Praw Dziecka (!) Mikołaj Pawlak pokornie słuchali. Kiedy Prezydent Rzeczpospolitej wysyła list porównujący działalność Radia Maryja do cudu nad Wisłą, czyli bitwy, w której Polacy poświęcali życie dla obrony niepodległości, to jest nie tylko skrajna głupota, ale właśnie hipokryzja. Bo Duda wie, że to, co pisze, nie ma najmniejszego sensu. Ale pisze, bo chce Rydzyka ugłaskać. Kiedy rząd, który na każdym kroku przekonuje, że walczy o dobro Polaków, zataja informacje lub podaje fałszywe dane, dotyczące pandemii i ryzykuje życiem obywateli wyłącznie po to, by poprawić notowania w sondażach – to jest hipokryzja. Kiedy samozwańczy patrioci u władzy opowiadają o miłości do kraju, a jednocześnie chcą zrezygnować z unijnej pomocy finansowej, której ich obywatele tak bardzo potrzebują w czasie kryzysu gospodarczego – to jest hipokryzja. Tym bardziej, że robią to nie w obronie jakichkolwiek wartości, ale po to, by dać sobie prawo bezkarnego łamania Konstytucji.Kiedy członkowie rządu, który miał nie tolerować korupcji, wykorzystują pandemię do tego, żeby się na niej wzbogacić osobiście czy poprzez znajomych instruktorów narciarstwa lub handlarzy bronią – to jest hipokryzja.Kiedy ekipa, która zdobywała władzę pod hasłami wzmocnienia pozycji Polski na świecie, dziś zaczyna dyskusje o wyprowadzeniu kraju z Unii Europejskiej, czyli organizacji fundamentalnie poprawiającej nasze bezpieczeństwo – to jest hipokryzja. Podobnie, jak hipokryzją jest kompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej przez ostatnie pięć lat, prowadzone pod hasłami „wstawania z kolan”.Kiedy władza całkowicie kolonizuje media publiczne, kiedy usuwa niezależnych dziennikarzy, a na ich miejsce wstawia posłusznych pracowników medialnych, kiedy całkowicie pomija informacje niewygodne dla władzy, a wszystko to w imię promowania „pluralizmu w mediach” – to jest hipokryzja. Kiedy ludzie partii rządzącej i ich medialne zaplecze chcą, aby zwykli Polacy żyli według surowych, konserwatywnych zasad obyczajowych, a jednocześnie sami tych zasad nie przestrzegają – to jest hipokryzja. Kiedy przyznają sobie prawo do rozwodów, życia w nieformalnych związkach czy odmiennych preferencji seksualnych, a jednocześnie cały swój przekaz opierają na krytyce innych ludzi, którzy robią dokładnie to samo – to jest hipokryzja.
Jestem w stanie zrozumieć, jak w 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość zdobyło zaufanie części wyborców, wyznających poglądy konserwatywne. Ale po pięciu latach, ci sami wyborcy powinni zadać sobie kilka pytań. Kto jest większym zagrożeniem dla wychowania naszych dzieci: ktoś, kto domaga się rzetelnej edukacji w szkołach, obejmującej także edukację seksualną, czy ktoś, kto próbuje ukrywać lub usprawiedliwiać pedofilów tylko dlatego, że noszą sutanny? Kto jest większym zagrożeniem dla tradycyjnej rodziny: homoseksualista, który żyje z jednym partnerem od lat i chce w jakiś sposób sformalizować ten związek, czy ktoś, kto na co dzień odgrywa rolę surowego konserwatysty, a po godzinach uczestniczy w homoseksualnych orgietkach? Kto jest większym zagrożeniem dla „świętości małżeństwa”: ktoś, kto żyje w związku nieformalnym, czy ktoś, kto takim respektem darzy kościelne śluby, że ma ich na koncie kilka? Wreszcie, kto jest większym zagrożeniem Kościoła katolickiego: ktoś, kto chce naprawy zepsutej instytucji po to, by odzyskała szacunek, czy ktoś, kto dla politycznej korzyści woli siedzieć cicho, słuchając Rydzyka i patrząc na odpływ wiernych?
Hipokryzja tej władzy obraża inteligencję obywateli. Stanowi też największe zagrożenie dla tych wartości i instytucji, jakich Zjednoczona Prawica obiecywała bronić. Rozejrzyjmy się dookoła i zastanówmy nad dokonaniami PiS. Spójrzmy życzliwie tylko na te obszary, na których powinno zależeć władzy konserwatywnej, maszerującej do wyborów z hasłami budowy silnego, uczciwego i dumnego państwa. Wojsko, policja, Kościół katolicki, szkoły, sądy i prokuratura, szeroko rozumiana dyplomacja – czy którakolwiek z tych instytucji jest dziś w lepszym stanie niż była, kiedy PiS et consortes przychodzili do władzy? Czy cieszą się większym szacunkiem i zaufaniem? Dlaczego nie? Odpowiedź jest prosta: hipokryzja.
Radosław Sikorski
Roman Giertych: Rozliczanie PiS

Roman Giertych
Prześladowania sędziów za orzeczenia, straszenie przed wydaniem orzeczeń, stworzenie osobnej izby w SN do dyscyplinowania sędziów nieposłusznych, blokowanie awansu dla sędziów niepokornych, to oczywiste przykłady wprowadzania ustroju totalitarnego.
Już dzisiaj powinniśmy przygotowywać zarzuty i akty oskarżenia wobec osób, które odpowiadają za nielegalne działania PiS. Apeluję więc do wszystkich prawników i stowarzyszeń posiadających wiedzę o podszywaniu się pod sędziów, o wydawaniu wyroków przez osoby nieuprawnione, o stawianiu zarzutów politycznych, o przekraczaniu uprawnień przez poszczególnych funkcjonariuszy Policji, CBA, prokuratury i innych służb o zgłaszanie takich informacji do mnie. Uważam, że po weryfikacji należy publikować nazwiska, zdarzenia, fakty. Po pierwsze, aby nie uciekły sprawy z pamięci, a po drugie, aby uświadamiać przekraczającym prawo, że dzisiaj mogą być bezkarni, ale jutro poniosą pełną odpowiedzialność.
Warto również, aby zgłaszały się osoby na świadków przed przyszłą Komisją Śledczą do. PiS. Również ewentualni eksperci i biegli. Chciałbym w ciągu najbliższego pół roku przygotować wszystko tak, aby Komisja Śledcza mogła zacząć działać natychmiast po wyborach i aby były przygotowane najważniejsze sprawy pod kątem prawnym. Wtedy założony termin rolizczenia w ciągu 6 miesięcy będzie możliwy.
Zanim zaczniemy dyskusję o kolejnych punktach planu rozliczeń, chciałbym odnieść się do uwag co do zamiaru delegalizacji PiS. Zgodnie z art. 13 Konstytucji RP w Polsce zakazane jest istnienie partii politycznych „odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu”. Jest oczywiste, że program PiS głoszony i wcielany w życie nawiązuje do takich totalitarnych praktyk, gdyż zakłada podporządkowanie sądów woli partii politycznej. Podporządkowanie sądów politykom, to istota każdego totalitaryzmu (zarówno komunistycznego jak i faszystowskiego oraz nazistowskiego).
Tym co różni w sposób zasadniczy ustrój totalitarny od demokratycznego jest podejście do kwestii niezależności sądów i sędziów. Tak więc PiS głosząc i wprowadzając w praktyce przejęcie kontroli politycznej nad sądami realizuje program totalitarny. Prześladowania sędziów za orzeczenia, straszenie przed wydaniem orzeczeń, stworzenie osobnej izby w SN do dyscyplinowania sędziów nieposłusznych, blokowanie awansu dla sędziów niepokornych, to oczywiste przykłady wprowadzania ustroju totalitarnego. Jak sama nazwa wskazuje ustrój totalitarny, to ustrój podporządkowujący całe państwo pod wolę partii politycznej. Taki ustrój chciał nam wprowadzić PiS. To wystarczająca przesłanka do delegalizacji. I na tej podstawie uważam, że Trybunał Konstytucyjny (po jego wybraniu), na wniosek Prokuratora Generalnego takie orzeczenie wyda.
Mam nadzieję, że majątek tej partii zostanie przeznaczony na rodziny ofiar COVID-19.
Roman Giertych
Wadim Tyszkiewicz: Znam Kaczystów, fanatyków – dziwnie opętanych urokiem szarlatana z Nowogrodzkiej

Wadim Tyszkiewicz
Znam ludzi z PiS. Rozmawiam z nimi. Czasami mają przebłyski normalności i racjonalności, ale kiedy trzeba stanąć w obronie ideologii, idą jak taran, nie zważając na logikę i choćby najbardziej przekonujące argumenty.
„PiS to nie ludzie, to ideologia”,parafrazując słowa PAD. Nie jeden z nas zachodzi w głowę, jak to możliwe, żeby Polacy dali się tak otumanić i opętać jednemu szarlatanowi, który nie jest ani Jamsem Bondem, ani Churchillem, ani Anną Rubik?
Na początku drogi po władzę, wyznawców tej ideologii nie było aż tak wielu. Był to przede wszystkim twardy elektorat ultrakatolicki i styropianowa Solidarność, która na słowo „liberalizm”, dostawała drgawek.
Po dojściu do władzy Kaczyńskiego 5 lat temu, idąc za władzą i za pieniędzmi, wyznawców zaczęło przybywać. Do tego doszły lekką ręką rozdawane, nasze ciężką pracą zarobione pieniądze. Plusy wzmocniły przekaz. Ideologia zaczęła rosnąć w siłę. Ludzie zaczęli garnąć się do władzy, chcąc płynąć z nurtem. Czasem decydował o tym czysty przypadek, kiedy to znajomy znajomego w barze zaprosił do „zielonego stolika”, i tak kolega został ministrem. PiS nie miał zaplecza intelektualnego (nie licząc kilku nawiedzonych Krasnodębskich czy Zybertowiczów). Zaplecze powstało w pędzie po władzę i pieniądze. Rozum poszedł spać.
Znam ludzi z PiS. Rozmawiam z nimi. Czasami mają przebłyski normalności i racjonalności, ale kiedy trzeba stanąć w obronie ideologii, idą jak taran, nie zważając na logikę i choćby najbardziej przekonujące argumenty.
To ideologia bierze górę nad rozumem. Bo kto o zdrowych zmysłach dzisiaj może kwestionować nasze członkostwo w UE? Ledwo wygrzebaliśmy się z szamba i znów na własną prośbę chcemy do niego powrócić. I ci zaślepieni ideologią i boskością najjaśniejszego przywódcy, będą do tego szamba skakać, byle tylko skacząc w tą otchłań, nie ciągnęli nas za sobą.
Znam Kaczystów, fanatyków, którzy są nieźle wykształceni, którzy w życiu są w miarę racjonalni, ale kiedy wchodzimy na grunt polityki, czy raczej ideologii, czar pryska, a rozum idzie spać, górę zaczynają brać emocje i tępe oddanie ideologii. I wtedy znów wraca stare, czyli na 100 argumentów „za”, odpowiedź jest jedna: „a w Afryce (dzisiaj we Francji) Murzynów biją”. I często się zastanawiam nad tym, że przecież to są wydawałoby się niegłupi ludzie, ale jakoś dziwnie opętani urokiem szarlatana z Nowogrodzkiej, z kotem i łupieżem. Chowają oni rozum gdzieś głęboko, zamieniając się z człowieka w ideologię. I gdyby była to tylko zwykła wyznaniowa sekta, to „pal to sześć”, ale ta próba przeistoczenia 38 milionowego, żywego narodu w ideologię, jest bardzo niebezpieczna.
Mam nadzieję, że Naród jednak się obudzi i przejrzy na oczy, odsyłając szarlatana na emeryturę, i że „jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…”.
Wadim Tyszkiewicz