Pomysł na obiad – Babka ziemniaczana

Jeśli znudziły Wam się już tradycyjne placki ziemniaczane i chcielibyście odmiany – babka ziemniaczana może być wspaniałą alternatywą.

Babka ziemniaczana, fot. TheFad

Babka ziemniaczana, fot. TheFad

Największą popularnością potrawa ta cieszy się na wschodnich krańcach Polski oraz na śląsku, gdzie nazywana jest kartoflakiem.

Głównym składnikiem babki, jak sama nazwa wskazuje są ziemniaki ale nieodzowny jest również wędzony boczek i kiełbasa. Upieczona babka ma chrupiącą skórkę, jest aromatyczna, pachnie wędzonką i majerankiem i rozpływa się w ustach.

Świetnie smakuje polana kwaśną śmietaną i podana z ulubioną surówką.

Składniki na babkę ziemniaczaną:

1.5 kg ziemniaków

2 cebule

3 ząbki czosnku

2 łyżki mąki

20 dkg wędzonego boczku

20 dkg dobrej kiełbasy

2 jajka

łyżka majeranku

sól i pieprz

Sposób przygotowania

Ziemniaki obieramy, myjemy i ścieramy na tarce na „puch”. Ta tarce lub w melakserze ścieramy również jedną cebulę oraz czosnek. Utartą masę przekładamy na sitko i czekamy aż odcieknie.

Na patelni smażymy na „chrupko” pokrojony w niedużą kostkę boczek i kiełbasę, pod koniec smażenia dorzucamy na patelnie jedną posiekaną cebulę i smażymy ją na złoty kolor.

Kiedy smażony boczek z kiełbasą ostygną, przekładamy wszystkie składniki do jednej miski i dokładnie mieszamy. Do masy ziemniaczanej dodajemy również 2 łyżki mąki, majeranek, sól i pieprz.

Białka ubijamy na sztywną pianę i delikatnie mieszamy z pozostałymi składnikami.

Całość przekładamy do formy keksówki lub wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 2 godziny.

Smacznego!

Anna Frach, TheFad.pl


Praca po 40-tce źle wpływa na zdrowie. Spać spokojnie mogą za to bezrobotni!

Jeżeli masz powyżej 40 lat i zauważyłeś u siebie postępujące problemy z koncentracją i zapamiętywaniem, może być to spowodowane pracą!

Badania przeprowadzone przez Melbourne Institute of Applied Economic and Social Research, zajmujący się badaniami społeczno-ekonomicznymi potwierdził, iż podczas pracy wykonywanej w wymiarze 30 godzin tygodniowo, u osób do 40 roku życia, nie obserwuje się pogorszenia zdrowia. Inaczej jest jednak w przypadku osób powyżej 40 roku życia.

W rzeczywistości osoby, które pracowały 55 godzin tygodniowo lub więcej, wykazały znaczne upośledzenia poznawcze.

Spokojnie mogą spać za to osoby na emeryturze i bezrobotni , ich, niekorzystne dla zdrowia zmiany nie obejmują.

W przeprowadzonym przez grupę naukowców badaniu wzięło udział 3500 kobiet oraz 3000 mężczyzn w wieku powyżej 40 lat. Badani musieli wykonać test poznawczy, podczas równoczesnego monitorowania ich wydajności pracy.

Badanie pokazało, że niektóre stymulacje intelektualne, które za dobre, takie jak chociażby rozwiązywanie krzyżówek czy sudoku przez osoby starsze, mogą przynosić odwrotny do zamierzonego efekt i działać na ich szkodę.

Prowadzący badania profesor McKanzie, w wywiadzie dla The Times powiedział, iż w wielu krajach dążących do podniesienia wieku emerytalnego i wydłużenia czasu pracy działają wyłącznie względy ekonomiczne i odsuwanie w czasie konieczności wypłacania świadczeń emerytalnych.

Uważa on, że stopień pracy może mieć istotny wpływ na stopień symulacji intelektualnej, który może zależeć od czasu pracy. Praca może bowiem być mieczem obosiecznym – z jednej strony może stymulować aktywność mózgu, ale w tym samym czasie długie godziny pracy mogą powodować zmęczenie i stres, które negatywnie wpływają na funkcje poznawcze.

Profesor uważa, że praca w niepełnym wymiarze godzin, szczególnie u osób po 40 roku życia, może wpłynąć korzystnie na funkcjonowanie mózgu.

Można by pomyśleć, że praca którą kochasz powinna być mniej stresująca, mniej szkodliwa oraz nie wpływać negatywnie na poziom stresu i zmęczenia. Jednak przeprowadzone badanie pokazało, że nie rodzaj wykonywanej pracy, ale czas poświęcony na jej wykonywanie wpływa niekorzystnie na funkcje poznawcze.

Wyjątkiem są oczywiście osoby wykonujące prace w warunkach długotrwałego stresu, które bez względu na wiek, bardziej narażone są na utratę zdrowia.

Zatem co robić, aby w świecie gdzie wiek emerytalny jest coraz bardziej wydłużany jak najlepiej zabezpieczyć się przed utratą zdrowia?

Pamiętaj! Po przyjściu z pracy nie siadaj do komputera, odłóż krzyżówki – czas poświęć rodzinie, poświęć go na aktywność fizyczną, wykorzystaj zaległy urlop i wyluzuj!


Właściciel pubu, wyprosił z lokalu kobietę w nikabie

Christian Schulz, właściciel pubu w Seekurg w Bielefeld (Niemcy) każdego dnia obsługuje dziesiątki klientów. Tak też było w dniu lokalnego Festiwalu Światła. Jednak, gdy w lokalu zjawiła się muzułmanka w nikabie, nie tylko odmówił obsłużenia kobiety ale również poprosił ją o opuszczenie lokalu.

ad_219387226

Jak opowiedział w wywiadzie dla lokalnych mediów – „kobieta była ubrana na czarno i całkowicie zasłonięta. Widać było jedynie oczy.”

Gdy Schulz poprosił kobietę aby ściągnęła zasłonę z twarzy, powiedziała „Widać masz alergię na materiał. Pozostanę zasłonięta gdyż wymaga tego moja wiara”. Poprosił więc kobietę o opuszczenie pubu.

nikab

W dalszej części wywiadu Schulz powiedział iż doskonale wie, że wielu klientów znajdujących się w lokalu odczuwało lęk gdy zawoalowana kobieta znajdowała się wśród nich.

Twierdził,  że poprosił kobietę o to aby wyszła, właśnie w trosce o bezpieczeństwo reszty klientów.

Po upublicznieniu sytuacji, Schulz został początkowo oskarżony o rasizm, a na stronie pubu na Facebooku pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. Jednak po skomentowaniu zdarzenia, oraz po informacji iż w taki sam sposób postąpił w przeszłości z osobami noszącymi nazistowskie emblematy na ubraniu – dostał wiele słów wsparcia.


Za zdjęcie krzyża ze ściany w pokoju nauczycielskim, otrzymała… odszkodowanie

Ten wyrok wprawił w osłupienie wiele osób – sprawa, która trafiła do sądu miała swój początek, w pokoju nauczycielskim szkoły w Krapkowicach.

fot. TheFad

fot. TheFad

Nauczycielka matematyki, Grażyna Juszczyk nie zgadzając się na obecność krzyża w pokoju nauczycielskim, zdjęła go ze ściany, czym naraziła się gronu nauczycielskiemu.

Początkowo nauczyciele namawiali matematyczkę do odwieszenie krzyża na „swoje miejsce”, później przekonywali ją że popełniła kradzież. Jednak Pani Grażyna uznając,  że symbol religijny, wiszący w tym pomieszczeniu może sugerować iż jest to miejsce przeznaczone jedynie dla wyznawców wiary, krzyża na miejsce nie odwiesiła.

W efekcie działań szkoły i grupy nauczycieli, Pani Grażyna wniosła skargę do sądu, jednak większość zainteresowanych była przekonana iż sąd oddali żądania nauczycielki.

Nie tym razem – sąd uznał bowiem zasadność skargi oraz, że nauczycielka jako osoba niewierząca, była dyskryminowana i szykanowana w miejscu pracy. Sąd zasądził na rzecz poszkodowanej odszkodowanie w wysokości 5 tysięcy złotych (Pani Juszczyk wnosiła o odszkodowanie w wysokości 25 tysięcy złotych) oraz przeprosiny w lokalnych mediach.


Bluesmania – Albert Lee

Urodził się i dorastał w Anglii, od lat mieszka jednak w USA. Jest wirtuozem gitary, jednym z najszybciej grających na tym instrumencie współczesnych muzyków. Odnajduje się w różnych gatunkach: od bluesa, poprzez country, po rock. Ale nieobca mu jest również muzyka klasyczna. Nagrywał i występował z wybitnymi artystami ostatniego półwiecza. Był jedną z gwiazd 36 Rawa Blues Festival.

Albert Lee: Od Bacha do Claptona

Albert Lee
Albert Lee

Ostatni – jak dotychczas – solowy album „The Highwayman” to Twoje najbardziej kameralne i osobiste dzieło…

– Płyta powstała w innych okolicznościach niż moje wcześniejsze solowe materiały. Mój przyjaciel David Mann miał pomysł, by uchwycić mnie grającego na pianinie lub akustycznej gitarze, wykonującego bliskie mi utwory. Początkowo nie myślałem nawet o tym, żeby z tych sesji zrobić regularny album. Ale później poddaliśmy nagrania studyjnej obróbce, pozostawiając wszak ten kameralny charakter. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony efektem końcowym.

Albert Lee
Albert Lee

Zasłynąłeś jako wirtuoz gitary, a tutaj świetnie radzisz sobie na fortepianie.

– Dzięki. Fortepian to pierwszy instrument, na którym grałem. Miałem wówczas 8 lub 9 lat. Brałem lekcje przez parę lat, ale byłem leniwym uczniem, nie ćwiczyłem między zajęciami. Ale wciąż sięgam czasem po ten instrument. Jako 12 – 13 latek odkryłem gitarę i znacznie szybciej opanowałem podstawy grania. Sentyment do fortepianu jednak pozostał…

Pochodzisz z muzykalnej rodziny

 – Mój ojciec grał na fortepianie i akordeonie, to mnie zachęciło do tego by samemu spróbować. Rodzice nie należeli do zamożnych, ale starali się jak mogli, bym miał własny instrument. Co ciekawe: grałem na gitarze od 18 miesięcy, ale wciąż nie miałem swojej. Dopiero na Boże Narodzenie w 1958 roku dostałem niemieckiego Hofnera w prezencie. Wówczas odkryłem, że gitara to dużo łatwiejszy instrument, niż sądziłem. Wcześniej ćwiczyłem bowiem na jakichś tanich, okropnych gitarach. Słuchałem rock’n’rollowych kawałków, które wówczas były popularne i próbowałem kopiować solówki gitarzystów.

Jak wspominasz narodziny rock and rolla?

– To było ekscytujące, tak inne od tego, co dotychczas słuchaliśmy w Anglii. Premiera każdej płyty była dla nas świętem.

Założyłeś niegdyś zespół ze znakomitym wokalistą Chrisem Farlowem. Nie proponował Ci później dołączenia do supergrupy Colosseum?

– Nie, każdy poszedł w swoim kierunku. Grałem z nim w latach 1964 – 68. Wspaniały wokalista, wciąż jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Parę lat temu wystąpił na moim urodzinowym koncercie.

Zagrałeś na płycie „Gemini Suite” Jona Lorda, wówczas klawiszowca Deep Purple

– Tak, to był jednorazowy projekt. Ritchie Blackmore nie chciał brać w tym udziału, Jon zaczął więc  rozglądać się za innym gitarzystą. Cieszę się, że wybrał właśnie mnie, ponieważ „Gemini Suite” to bardzo interesujący materiał. Aczkolwiek było to dla mnie trochę trudne, bo nie potrafię czytać nut.

„Gemini…” miał w sobie wiele z muzyki klasycznej. To wyzwanie dla rock and rollowego gitarzysty

– Zawsze lubiłem muzykę klasyczną, zwłaszcza takich kompozytorów jak Handel, czy Bach. Ostatnio odkryłem też dla siebie Brucknera. Fascynacja klasyką została mi jeszcze z lekcji fortepianu. Praca z dyrygentem Malcolmem Arnoldem i londyńskimi symfonikami była dla mnie zaszczytem.

W naszym kraju chyba najbardziej jesteś kojarzony ze współpracy z Erikiem Claptonem

– Nawet zagrałem z Claptonem niecodzienny koncert w Polsce. Byliśmy na scenie jakieś 20 minut. Publiczność była wspaniała, nie chciała jednak siedzieć na swoich miejscach i mundurowi użyli siły. Nie jestem pewien czy nie rozpylili też gazu łzawiącego… Menedżer Erika, który stał z boku sceny podjął decyzję, że zwijamy się. Naprawdę szkoda, bo widać było, że fani czekali na nasz koncert. Wystąpiliśmy wówczas jeszcze w Warszawie, w bardzo oryginalnej sali. I to był naprawdę dobry występ.

Wiesz, że Rawa Blues Festival organizowana jest w katowickim „Spodku”, w tym samym miejscu, w którym cztery dekady temu musieliście przerwać występ?

– Naprawdę? To samo miejsce (wybuch śmiechu). Interesujące, nie mogę się już doczekać koncertu (śmiech).

Jaki jest Clapton prywatnie?

– Praca z nim to był świetny czas. Ale wiesz… On wtedy dużo pił (śmiech). Zresztą spotkaliśmy się całkiem niedawno, bo występowałem na jego festiwalu Crossroads. Cóż, wciąż jest gościem, który lubi dobrą zabawę, z tym że pojmowaną już w nieco inny sposób (śmiech). Kiedy dołączyłem do niego, miał amerykański zespół i myślę, że podobało mu się to, że w składzie znalazł się chociaż  jeden Anglik. Pracowaliśmy razem jakieś pięć lat, cieszę się, że nadal jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, chociaż nie widujemy się za często.

Czy to Ty byłeś odpowiedzialny za obecność wpływów muzyki country na płytach Claptona, które razem nagraliście?

– Nie sądzę, że to moja „wina”. Faktycznie, zawsze interesowałem się country, ale Eric w tamtym czasie również. Dorastaliśmy słuchając tych samych płyt. Był „czarny” rock’n’roll i „biały” rock’n’roll, który był rodzajem rockabilly. Potem Eric zafascynował się bluesem, ja również słuchałem takich wykonawców jak Freddy King, czy B.B.King, ale nie sądziłem, że mógłbym grać w ten sposób, bo moją miłością stało się country. Po zakończeniu współpracy z Chrisem Farlowe’m założyłem w Londynie zespół country, ale przetrwał on tylko 18 miesięcy. Szybko zdałem sobie sprawę, że nie dam rady żyć z muzyki grając country w Anglii… Wówczas słuchałem The Byrds na przykład. To był raczej country rock.

Nagrywałeś i występowałeś również z eks – Rolling Stonesem Billem Wymanem

– Wspaniale było z nim grać. To on poskładał zespół Rhythm Kings do kupy i bawiliśmy się świetnie. Mogliśmy zdziałać więcej, ale Bill nie lubił latać samolotami, generalnie nie przepadał za podróżowaniem. Pamiętam, że graliśmy kiedyś tournée w Skandynawii. Potworny ziąb, śnieg, jazda autokarem było prawdziwą udręką. I Bill powiedział wtedy – koniec z trasami koncertowymi! On wciąż chce grać, ale wyłącznie pojedyncze koncerty. O ile się nie mylę, w tym roku przypadają jego 80 urodziny, liczę więc na to, że dostanę telefon z propozycją zrobienia czegoś na scenie. Mam nadzieję, że będziemy razem celebrować ten jubileusz.

Sam doczekałeś się efektownego świętowania okrągłych, siedemdziesiątych urodzin

– To było coś wspaniałego! Świetny koncert. Przykro mi, że nie mogłem zaprosić więcej osób, które odegrały rolę w mojej artystycznej przeszłości, ale i tak było ich całkiem sporo tamtego wieczoru. (śmiech). Super, że spotkaliśmy się na jednej scenie.

Czego możemy spodziewać się po Twoim występie na festiwalu Rawa Blues? 

– Będzie trochę z każdej muzycznej działki: country, country rock, rock’n’roll i blues. Lubię dobre utwory. Oczywiście będzie dużo gitarowego grania. Mam nadzieję, że publiczności się to spodoba.

Poprowadzisz również w Katowicach warsztaty gitarowe

– To raczej gitarowa klinika, niż tradycyjnie pojmowane warsztaty. Prezentuję różne kawałki, opowiadam o swoim życiu, karierze, pokazuję pewne techniki. Myślę, że zainteresowane osoby wyrobią sobie pogląd na to, czego mogą się spodziewać po tym spotkaniu. Jestem strasznie szczęśliwy, gdy mogę spotykać ludzi z odległych zakątków świata, którzy znają mnie i moją muzykę.

Rozmawiał: Robert Dłucik


Mrożące krew w żyłach wypadki w parkach rozrywki (tylko dla osób o mocnych nerwach)

Parki rozrywki, czyli  tzw. wesołe miasteczka, kojarzą się przede wszystkim  ze śmiechem, radością i miło spędzonym czasem w gronie rodziny lub przyjaciół.

Karuzele, diabelskie młyny, spływy rwącą rzeką czy szalone kolejki górskie należą do rozrywek, które uwielbiają zarówno dzieci, jak i dorośli. Jednak miejsca beztroskiej zabawy czasami są świadkami makabrycznych wypadków, w których wiele kończy się nie tylko trwałym kalectwem, ale i śmiercią.

Oto mrożące krew w żyłach wypadki w miejscach, gdzie nikt się tego nie spodziewał:

 

 


„Komisja nie przedstawi winnych katastrofy, nie jest to jej zadaniem”

Nie jest zadaniem tej komisji, przedstawienie winnych katastrofy – tak na temat prac powołanej przez jego resort podkomisji, wypowiadał się szef MON Antoni Macierewicz.

maciarewicz

Antoni Maciarewicz

Konferencja odbywa się w sali Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych; po jednej ze stron stołu, przy którym siedzą członkowie podkomisji, są zdjęcia ofiar katastrofy smoleńskiej i napis „Polegli w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku”. W sali są członkowie rodzin ofiar.

Według Macierewicza, „zaistniała konieczność powołania nowej komisji, która „raz jeszcze dokona oceny przebiegu wydarzeń, materiału dowodowego i sformułuje stanowisko tak, aby uniknąć na przyszłość przede wszystkim takich katastrof”. „Bo to jest główny cel i jedyny, jedyne zajęcie, jakie powinna podejmować Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego”

„Jako minister obrony narodowej postanowiłem przekazać całą dokumentację, jaka znajduje się w dostępnych archiwach ministerstwa – łącznie z dokumentacją Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która zajmowała się poprzednio tym wydarzeniem – nowo powołanej komisji” – powiedział.
„Dane, które są niezbędne dla przedstawienia opinii publicznej obiektywnego przebiegu wydarzeń, decyzji podejmowanych przez poprzedników, które mogły wpłynąć na przebieg wydarzeń” będą odtajnione i udostępnione. „I będą także dzisiaj w pewnym wymiarze prezentowane. Jeśli będzie konieczność, będą dostępne też oryginały”

Macierewicz podkreślił, że „celem prac tej komisji jest wyłącznie zidentyfikowanie przyczyn i przebiegu wydarzeń bez wskazywania winnych”.


Brytyjski rząd rozważa wprowadzenie pozwoleń na pracę dla imigrantów z Unii Europejskiej

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Wielkiej Brytanii (Home Office), właśnie pracuje nad zaostrzeniem przepisów dotyczących imigrantów którzy zjawili się lub zjawią na terenie UK po czerwcowym referendum w sprawie „Brexitu”.

Minister Amber Rudd

Minister Amber Rudd

Według minister Amber Rudd, jednym z pomysłów jest ponowne wprowadzenie zezwoleń na pracę. Obecnie obejmować ono by miało wszystkie osoby, które przyjadą na Wyspy w poszukiwaniu pracy.

Jak poinformowała Rudd „Rozważane są różnego rodzaju rozwiązania. Kiedy Wielka Brytania opuści już Unię Europejską, zyska nieograniczoną kontrolę nad przepływem ludności, w tym jakie osoby wjeżdżają na jej teren”. Wtedy to zdaniem minister, nadejdzie właściwy moment na wprowadzanie omawianych obecnie pomysłów. „W tej chwili to luźne propozycje, ale w odpowiednim czasie będziemy musieli wybrać najlepszy dla interesu naszego kraju model postępowania”.

Wprowadzone ograniczenia, będą jednak działać w dwie strony, na takie samo podejście i obostrzenia będą musieli się przygotować Brytyjczycy mieszkający w innych krajach Unii Europejskiej. Jeżeli pozwolenia wejdą w życie, będą obowiązywać również Brytyjczyków, to załatwienie formalności będzie kosztować każdego nawet 50 funtów.  Według opozycji oznacza to, że rząd nadal nie ma w pełni stabilnego i ustalonego planu działań związanego z Brexitem.


Jak zdrowo żyć, być FIT i nie zwariować

Zdrowie, bycie fit i dbanie o własny stan zdrowie stało się ostatnio bardzo modne. Wiele osób idzie ślepo za trenerami czy różnej maści coachami (często bez kwalifikacji, coachowie od wszystkiego), zmienia swoje życie o 180 stopni, a po mniej więcej 3-6 mc przechodzi poważny kryzys. Spokojnie nie będę Cię nawracać, wygłaszać mądrości bez poparcia w stylu: gluten jest zły, to zło całego świata.

cropped-fitness

Ciekawostka: nie ma badań, które dowodzą,że gluten jest zły. Przeczytać za to możesz badania, które dowiodły,że gluten nie szkodzi jeśli nie jest się chorym np na celiakię.

Staram się w życiu stosować zdrowy rozsądek, nigdy nie  szłam ślepo za modami czy trendami bez poparcia naukowego. Wiem także,że nagła zmiana o 180 st nie sprawdzi się w życiu mojej rodziny.

Uważam, że metoda małych kroków i nabierania nawyków lepiej się sprawdza. Ja zaczynałam od małych zmian:

– Pierwsze moje postanowienie to picie świeżego soku (owocowego lub warzywnego około 500 ml) codziennie. Sok czy koktajl dostarcza Ci znacznie więcej witamin, może być np oczyszczający, co pomaga w odchudzaniu.

– Kolejne to zamiana dżemu do śniadania na dżem 100% bez cukru – polecam Łowicz, smakuje wyśmienicie!

– Dodawanie do wody/koktajli aloesu.

– Zakup parowaru komorowego (można gotować smacznie i nawet na ostro)!

– Ograniczenie soli w potrawach o 1/2 (da się przeżyć).

– Zamiana przekąsek na owoce lub koktajle.

– Ograniczenie wielkości kolacji o 1/2.

– Bardziej świadome wybieranie produktów w sklepie, analizowanie składu.

Jak widzisz zmiana żywieniowa przechodziła u mnie płynnie i delikatnie, nie porwałam się z motyką na księżyc i nagle nie zmieniałam wszystkiego. Gotowanie wg. diety, które można zakupić w internecie (Ewa Chodakowska czy Ania Lewandowska) u mnie się kompletnie nie sprawdza. Podejmowałam próby, jednak nie mam czasu na całodzienne stanie przy garach – bo tak się to kończyło.

Im dalej w las tym bardziej jestem  świadoma w zakupach i wyborach. Świadomie pozwalam się także na słabości np Cola zero – tak wiem, jest to mało zdrowe, ale wybieram opcje zero i robię to w pełni świadomie. Zgodnie ze słowami mądrych trenerów, wiem,że trzeba czasem pozwolić sobie na słabości  aby wytrwać i się nie załamać.

Jeśli Twoja słabość to białe pieczywo to ok, jedz białe pieczywo z czasem to też zmienisz, ale zrobisz  to świadomie a nie na siłę lub wbrew sobie. Cola zero to moja słabość, której nie potrafię się jeszcze pozbyć, dlatego jeśli pozwalam sobie na Cole, pilnuje aby wypić więcej soku czy zjeść więcej warzyw/owoców. Najważniejszy jest balans.

Poza świadomym żywieniem dołączyłam jeszcze sport, może być to siłowania, basen, bieganie, rower a może tylko długie spacery. Znajdź to co sprawia Ci przyjemność. Bieganie to nie moja bajka – nie ma siły abym zaczęła biegać, nie i już, ale rower czy pływanie sprawia mi przyjemność. Dlatego chodzę na basen, saunę i śmigam rowerem np na siłownie.

Spokojnie, nie byłam i nie jestem mistrzem pływania, mój partner mówił na początku, że ja nie pływam tylko walczę o przetrwanie ale się nie poddawałam, każda wizyta na basenie sprawia, że czuje się pewniej!

Moje żywienie i sport nie jest idealne! Mam kryzysy, mam słabości, chwile załamania ale mimo wszystko staram się trwać i codziennie lepiej dbać o siebie i rodzinę.

Chętnie dowiem się jakie są Twoje sposoby na zdrowe życie i doświadczenia.

 

Justyna 5swiatow.pl
 Od 16 roku życia pracuje – najpierw w radio, później w marketingu. Kolejnym etapem jej kariery była sprzedaż bezpośrednia w korporacji handlowej i zarządzanie ponad 200 osobową grupą sprzedażową.
Od 2005 roku prowadzi własną firmę reklamową i systematycznie powiększa swoje portfolio. Jej pasją są mechanizmy sprzedażowe i psychologia sprzedaży. Uważa że w życiu należy zawsze podążać „swoją drogą”.


Chciałbym, żeby ten festiwal na stałe wpisał się do kalendarza imprez

Grzegorz Kapołka to wybitny gitarzysta bluesowy i jazzowy pochodzący ze Śląska. Jest absolwentem Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, członkiem Akademii Fonograficznej i wielokrotnym zwycięzcą w kategorii najlepszy polski gitarzysta bluesowy.

grzegorzkapolka_fotprzemekkokot
fot. Przemek Kokot

Dyskografia Grzegorza Kapołki obejmuje pięć autorskich płyt: I’m Believing (1996), Blue Blues (1999), Blue Blues II (2001), Blue Blues III (2008), Blues4You (2013), a także ponad 50 płyt będących wynikiem współpracy z innymi muzykami.

Od tego roku Grzegorz Kapołka, pełni funkcję dyrektora Warsaw Guitar Plus Festival, którego jest również pomysłodawcą.

warsaw

Na rozmowę z muzykiem zaprasza Robert Dłucik:

Jak długo nosiłeś w sobie pomysł festiwalu gitarowego w stolicy?

Mniej więcej półtora roku – dwa lata. Zasugerował mi to serdeczny przyjaciel Jarek Tomaszewski, prezes wielkiej firmy w Warszawie. On jest nie tylko fanem gitary, ale również znakomitym gitarzystą, absolwentem Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej. Dał mi taki impuls, żebym spróbował przenieść to co na robię w Imielinie (Imielin Blues Festival – przyp. red.) na wyższy poziom, ponieważ w Warszawie zagrają już naprawdę megagwiazdy.

Bycie po tej drugiej stronie barykady nie należy chyba do łatwych rzeczy…

Dla mnie organizacyjnie jest to wyzwanie. Jestem jednak bardziej gitarzystą, niż menadżerem. Ale myślę, że trzeba uczyć się nowych rzeczy, stawiać czoła nowym wyzwaniom. I samo życie nas do tego zmusza, daje nam takie bodźce do działania. Sprawy organizacyjne poznałem przy okazji pracy nad Imielin Blues Festival, ale tutaj jednak muszę ogarniać pewne sprawy sam, nie ma instytucji wspierającej, chociaż założyliśmy stowarzyszenie „Gitara i blues”, którego jestem prezesem, po to właśnie by pozyskiwać fundusze i żeby było nam łatwiej. Miałem więc doświadczenie przy organizacji imprez, ale nie na takim poziomie. Jestem pewny, że ta nauka nie pójdzie w las…

Porozmawiajmy o zagranicznych gwiazdach. Na pierwszy ogień – Scott Henderson.

Dla mnie Scott Henderson jest geniuszem gitary, który w bardzo młodym wieku zaczął grać z Chickiem Coreą, a z nim byle kto nie może zagrać, to musi być naprawdę wybitny muzyk i twórca. Wtedy był jeszcze bardziej odtwórcą, ale doświadczenie zdobyte ze współpracy z Joe Zawinulem pozwoliło mu otworzyć się na kwestie kompozycyjne. Stał się wspaniałym twórcą, nagrywa świetne płyty. Ma ogromny dorobek jako twórca: to wszystko co działo się w formacji Tribal Tech z Gary Willisem – po prostu czapki z głów! To jest najwyższy poziom, jeśli chodzi o przejęcie zdobyczy Weather Report. Jazzrockowa estetyka zawsze była mi bliska i wiele dla mnie znaczyła. Teraz robi bardziej bluesowe projekty. Aczkolwiek na ostatniej płycie nie ucieka przed samym sobą, nie unika tych jazzrockowych elementów. Henderson ma taki feeling i gra takie frazy, że cały świat może się od niego uczyć. Geniusz. Gigant. Gitara tworzy z nim jedność.

Tego samego dnia wystąpi również francuski artysta Jean – Marie Ecay…

Też fenomenalny gitarzysta. Duży szacun dla jego dorobku, dla jego stylu grania. Miałem przyjemność poznać go osobiście podczas pracy nad koncertem Billy’ego Cobhama w katowickim NOSPR. Ecay od ponad dekady jest gitarzystą w zespole tego wybitnego perkusisty jazzowego. Gitarzysta kompletny, znakomicie poruszający się w stylistyce jazzowej, rockowej, bluesowej, nawet country. Jego koncert będzie z pewnością dużym wydarzeniem.

Nie zapomniałeś także o reprezentantach krajowej sceny…

Oczywiście. Dzień polski festiwalu to okolice bluesa i śląska szkoła, której mam zaszczyt być jednym z przedstawicieli. To śląskie środowisko pokaże w stolicy swoje różne muzyczne kolory. Ale zagrają też muzycy spoza Śląska, na przykład harmonijkarz Michał Kielak i Krzysztof Ścierański na gitarze basowej. Zresztą nie ograniczamy się tylko do gitarzystów, na scenie pojawi się chociażby znakomity puzonista Bronisław Duży. Stąd właśnie słowo „Plus” w nazwie festiwalu. To zamierzone działanie. Gitara często wspomagana jest na scenie przez inne instrumenty. W przyszłości być może zaproszę wyłącznie totalnie gitarowe składy, na przykład grające flamenco.

Rozumiem, że Warsaw Guitar Plus Festival nie będzie jednorazowym przedsięwzięciem.

Chciałbym, żeby stał się cykliczną imprezą. Jeszcze nie mam potwierdzenia z Berklee College of Music, ale jest szansa na współpracą z tą uczelnią, najważniejszą jeśli chodzi o jazzowe – i nie tylko jazzowe – granie na świecie. W jakim stopniu i zakresie – zostawmy to może  jako niespodziankę… Prawdopodobnie nawet w tym roku, ktoś z Berklee pojawi się na konferencji prasowej i uchyli rąbka tajemnicy, na czym ta współpraca miałaby polegać.

Rozmawiał: Robert Dłucik