Krzysztof Skiba: „Rodzina na Naszym”

Krzysztof Skiba
Dawno temu był taki program społeczny Rodzina Na Swoim. Obecnej władzy udało się go zrealizować w stu procentach, ale w wymiarze RODZINA NA NASZYM. Państwie.
„Rodzina, rodzina nie cieszy gdy jest, a gdy jej nie ma samotnyś jak pies” śpiewano dawno temu w kabarecie Starszych Panów. Rodzina jest ważna i każdy o tym wie. Władza stale brzęczy o rodzinie, ciągle się troszczy o rodzinę i w kółko międli te rodzinne banały.
Z rodziny zrobiono niemalże oręż propagandowy. Każdy przekręt, naginanie prawa, każde świństwo, każda podwyżka, każda kretyńska decyzja tłumaczona jest „dobrem polskiej rodziny”.
Tymczasem po latach rządów Dojnej Zmiany wiemy już o jakie rodziny konkretnie chodzi. Dokładnie chodzi o ich rodziny.
Najpierw skasowano konkursy na posady wymagające wiedzy, kompetencji i doświadczenia, a potem rozpoczął się rozbój w biały dzień czyli swoiście rozumiana „polityka prorodzinna”. W spółkach skarbu państwa i na intratnych posadach zależnych od władzy pozatrudniano członków WŁASNYCH rodzin.
Dawno temu był taki program społeczny Rodzina Na Swoim. Obecnej władzy udało się go zrealizować w stu procentach, ale w wymiarze RODZINA NA NASZYM. Państwie.
Grzeją poślady na ciepłych posadach kuzyn Kaczyńskiego, ojciec Dudy, stryj Dudy, córka Dudy, syn Kamińskiego, córka Piotrowicza, żona Ziobry, brat Ziobry, synowa Sobeckiej, siostra Morawieckiego, ojciec Jakiego, syn Przyłębskiej, syn Czarneckiego, połowa rodziny Sasina i setki innych.
I pomyśleć, że w 2005 roku profesor Zytę Gilowską posłankę PO wyrzucono z Platformy Obywatelskiej, bo wyszło na jaw, że zatrudniła w swym biurze poselskim synową, a synowi zlecała płatne ekspertyzy. Dziś standardy obniżono poniżej poziomu najgłębszej kopalni.
W Arabii Saudyjskiej cała elita władzy to jedna rodzina. Nie jest to jednak wzór do którego powinniśmy dążyć.
Krzysztof Skiba
Magdalena Środa: „Złoty cielec” dla Biskupa Jędraszewskiego

Magdalena Środa
Wszystkich singli kierować do przydiecezjalnych poradni terapii konwersyjnej! Singli, homoseksualistów, LGBT nawraca się tam na katolicyzm
Biskupowi Jędraszewskiemu należy się jakaś poważna nagroda (Złoty cielec?). Za wiele spraw: za ideologiczną inwencję (w kwestii wynajdywania „obcych”), za skuteczne szczucie, za konsekwentną pracę na rzecz upadku Kościoła w Polsce, wreszcie za równie konsekwentne budowanie rodzimego, narodowego ciemnogrodu.
Oczywiście, możecie twierdzić, że ma wielu konkurentów, również po stronie świeckiej (uważam, że dziś numerem jeden jest Mikołaj Pawlak, który ma w sobie taki potencjał głupoty, że można go pokazywać w cyrku), ale inwencja Jędraszewskiego jest naprawdę godna pozazdroszczenia. Właśnie wymyślił nowego wroga jakim są… single.
Precz z ideologią singli!!! Wszystkich singli kierować do przydiecezjalnych poradni terapii konwersyjnej! Singli, homoseksualistów, LGBT nawraca się tam na katolicyzm (w polskim wydaniu) a za całą robotę płaci rząd finansując księży – terapeutów. Z biznesowego punktu widzenie dobrze pomyślane. Tylko gdzie kierować takich Jędraszewskich?
Magdalena Środa
Dzisiaj mija 19-sta rocznica zamachów z 11 września 2001
Dzisiaj mija 19 rocznica ataków z 11 września 2001 roku. Dla milionów ludzi na całym świcie, tragiczne wspomnienia tego dnia są wiecznie żywe.

11 września 2001 roku: Dzień, który zmienił świat
Dzień rozpoczął się słonecznie, niebo czarowało błękitem, a skończył się katastrofą, tragedią tysięcy ludzi, skąpaną w kłębach czarnego dymu.
Chociaż te tragiczne wydarzenia miały miejsce 19 lat temu, te zdjęcia wciąż trzymają w napięciu, tak jakby to było wczoraj.
O 8.46 czterech zamachowców/porywaczy rozbiło samolot American Airlines o Północną wieżę World Trade Center
Dramat rozpoczął się o godzinie 8.46, kiedy samolot linii lotniczych American Airlines, lot nr 11, o numerach rejestracyjnych N334AA, pilotowany przez Mohammeda Attę Al-Sayeda, lecący z prędkością prawie 900 km/h, wypełniony 10 tys. galonów paliwa, wbił się między 94. a 98. piętro północnej wieży WTC.
Egipski porywacz sprowadził potężną maszynę na wysokość około 200 metrów nad Manhattanem, aby uderzyć w wieżę WTC.
Powołana przez amerykański Kongres specjalna komisja śledcza, nazywana w mediach „Komisją 9/11″, ustaliła, że samolot w momencie uderzenia dosłownie wyparował.

Dokładnie 17 minut później, kolejnych 5 zamachowców/porywaczy, rozbiło samolot United Airlines o wieżę Południową.
O godzinie 9.03 drugi samolot, Boeing 767-222, należący do amerykańskich linii United Airlines, lot nr 175, pilotowany przez pilota awionetek Al-Shehhiego, także wypełniony 10 tys. galonów paliwa, wbił się pomiędzy 77. a 84. piętro drugiej, południowej wieży WTC.

O 9.37 trzeci samolot uderzył w Pentagon

Czwarty samolot który zmierzał w stronę Waszyngtonu, rozbił się w pobliżu Shanksville w Pensylwanii
Maszyna runęła niespodziewanie na niezamieszkany teren w miejscowości Stonycreek w Pensylwanii, niedaleko Shanksville. Wśród informacji krążących w drugim obiegu istnieją podejrzenia, że samolot znajdujący się 19 minut lotu od Waszyngtonu został zestrzelony przez myśliwce USAF.

W ciągu 1 godziny i 42 minut, obydwie 110 piętrowe wieże zawaliły się

Ataki zakończyły się śmiercią 2996 osób i spowodowały obrażenia u ponad 6000 osób

Spośród zabitych, zaledwie 298 ciał znaleziono w formie nienaruszonej

…odnaleziono 19,858 części ciał

Szkody na mieniu sięgnęły 10 miliardów dolarów

Wartość wszystkich szkód przekroczyła 3 biliony dolarów

Około 18 tysięcy osób, zachorowało z powodu toksycznego pyłu

W czasie akcji ratowniczej i wyniku jej następstw zginęło 343 strażaków

Szczątki World TradreCentre, zostały rozebrane i zredukowane do metalowych szkieletów, których cięcie zajęło ponad miesiąc czasu
Na całym świecie ludzie upamiętniają to tragiczne wydarzenie, wywieszając zdjęcia ofiar, składając kwiaty i modląc się

Zobaczcie film „11 września stan wyjątkowy” (kliknij w zdjęcie poniżej) w którym autorzy przedstawiają okoliczności i przebieg ataku na amerykańskie wieże World Trade Centre z 11 września 2001 roku. Ukazują ówczesne wydarzenia, przełomowe dla historii zachodniej cywilizacji, z różnych punktów widzenia. Przedstawiają zarówno sytuację w pogrążonych w chaosie instytucjach rządowych, jak również to, co działo się na ulicach, pośród zwykłych ludzi.
Filmowcy rozmawiają ze świadkami ataku, pochodzącymi z odmiennych środowisk. Są wśród nich m.in. lotnicy, strażacy i krewni pasażerów uprowadzonych maszyn.
W programie również materiały archiwalne i rekonstrukcje kolejnych etapów rozwoju wydarzeń z 11 września.
„Fotografia powstrzymała ich przy życiu”
Temu człowiekowi i wszystkim, którzy tamtego 11 września zostali brutalnie wyrwani z naszego grona, wiersz W. Szymborskiej. I za jej radą – „nie dodawać ostatniego słowa”. – ks. Wojciech Lemański.
Szymborska Wisława, Fotografia z 11 września Skoczyli z płonących pięter w dół jeden, dwóch, jeszcze kilku wyżej, niżej. Fotografia powstrzymała ich przy życiu, a teraz przechowuje nad ziemią ku ziemi. Każdy to jeszcze całość z osobistą twarzą i krwią dobrze ukrytą. Jest dosyć czasu, żeby rozwiały się włosy, a z kieszeni wypadły klucze, drobne pieniądze. Są ciągle jeszcze w zasięgu powietrza, w obrębie miejsc, które się właśnie otwarły. Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić opisać ten lot i nie dodawać ostatniego zdania.
Anna Frach, thefad.pl
Adam Mazguła: A szambo płynie, ku zadowoleniu kacyka i jego łajdaków propagandy

Adam Mazguła
Podstawowym problemem Kaczyńskiego jest odwrócenie kolejnego pojęcia, jakim jest służba. W demokracji władza służy wszystkim obywatelom, a w PiS-Polsce ludzie mają służyć Kaczyńskiemu.
Jarosław Kaczyński to już nie tylko producent na skalę przemysłową jadu narodowego, ale i składowania śmieci oraz zrzutów szamba. Niedościgniony mistrz poszukiwania prawdy i mijania się z nią, produkcji nienawiści i szczucia na ludzi, znajduje sobie nową propagandową zabawę. Do masowej wycinki lasów i mordowania zwierząt, zasmradzania atmosfery ruskim węglem oraz sprowadzania śmieci do Polski z całej Europy, dołącza akcja zarządzania ściekami.
.@tvp_info użyło zdjęcia połączenia Narwi i Wisły, sugerując że kolor wody to efekt awarii #Czajka.
— Ruch Ośmiu Gwiazd (@RuchOsmiuGwiazd) September 5, 2020
Zdjęcie pochodzi z 2015 roku i nie ma nic wspólnego ze zanieczyszczeniem wody ściekami.
Zapytany o sytuację Jarosław Olechowski nie chciał rozmawiać.
Tak się pierze mózgi. pic.twitter.com/Fw7g7noUe1
Warszawskie ścieki z jakiejś nieznanej przyczyny znowu wylewają się do Wisły. Tymczasem, służby państwa, które w swojej istocie są organami partyjnego zarządzania państwem przez Kaczyńskiego, czynią pozory niesienia pomocy, bo lepiej dla PiS-u, aby kryzys się rozwijał i na gównach zbijać kapitał polityczny.
Jeśli sprawę awarii #Czajka na wniosek ministerstwa sprawiedliwości zbada prokuratura, bo to truje ludzi – apeluję do @ZiobroPL, żeby podobne wnioski złożono ws. odpowiedzialność za SMOG, który zabija 140 tysięcy ludzi rocznie, a rząd śpi spokojnie. pic.twitter.com/htvtKsPsPD
— Maciej Kopiec (@KopiecMaciej) August 29, 2020
Potrzebny w Warszawie most pontonowy w warunkach wojennych saperzy stawiają w czasie ok. 4 godzin. Doliczyć trzeba jeszcze czas na rozpoznanie i planowanie akcji, nagromadzenie środków to jakieś dalsze 8 godzin. To w warunkach wojny, kiedy bomby lecą na głowy i pali się ziemia. W warunkach pokojowych, ale przecież w kryzysie, w sytuacji natychmiastowej potrzeby, kiedy nikt nie strzela i nie pali niczego na drodze dojazdu i na wodzie, można ten czas tylko skracać. Chyba, że za czasów PiS-odwojskowienia armii w ogóle nie ma możliwości alarmowego działania w sytuacji zagrożenia.
Wojsko zbuduje most pontonowy na Wiśle w Warszawie – poinformował szef @PremierRP @michaldworczyk. Prace mają rozpocząć się, gdy miasto otrzyma wszystkie potrzebne zgody
— Polskie Radio RDC (@rdcpolskieradio) September 1, 2020
Więcej: https://t.co/DXc9WNY49c#Czajka #awaria #most pic.twitter.com/smsOg37Wph
Jeśli dzisiaj PiS-owskie władze mówią o moście, który będą ich służby budować przez tygodnie, to jest to kompromitacja Wojska Polskiego.
Co za wstyd, brak kompetencji generałów i kompromitacja żołnierzy NATO?
Jeśli zatruwanie środowiska jest warte tego, aby jakiś skrajnie nieodpowiedzialny łajdak polityczny robił sobie swoją wojenkę partyjną na krzywdzie ludzkiej, to prosi się to o bezpośredni język wojskowy — wypier… szumowino na śmietnik historii.
Tak @pisorgpl pluje Warszawiakom w twarz👇👇👇. Podatnicy płacą za obstawę prywatnego domu, siedziby partii, pomnika i kościołów. Teraz w sytuacji, gdzie awarii ulega projekt L. Kaczyńskiego, #Czajka, wymuszają od @trzaskowski_ ego, haracz za pomoc ze strony wojska. pic.twitter.com/jTILwMMqbA
— Prezes Fabryki Granatów (@Prezes_Fabryki) September 2, 2020
O prawdziwych celach partii Kaczyńskiego świadczy założenie strony internetowej z nazwiskiem i imieniem Prezydenta Warszawy dwa dni przed awarią, aby szkalować jego imię oraz liczyć czas wylewania się szamba. Przecież za reakcję na taką awarię w kryzysie odpowiada państwo, czyli PiS. Czyżby oni spowodowali awarię i zaplanowali ten atak polityczny na jego powstający ruch? Niezależnie od tego, jaka jest prawda, to najwyższej podłości chamstwo tej hołoty.
Nie trudno się dziwić, że Kaczyński jest w stanie poświęcić środowisko i zdrowie ludzi w zamian za jego władzę. Po pierwsze znamy jego umiłowanie brudu na butach, zębach, marynarce, ale i oświadczenie, że raz zdobytej władzy nie odda nawet, za cenę wyniesienia jego trupa. To w demokracji jest oświadczeniem zmiany ustroju i powinno być ścigane z urzędu za zdradę narodową Jarosława Kaczyńskiego i jego bandy przestępców nie tylko konstytucyjnych.
Tymczasem chodząca wytwórnia kłamstwa — Mateusz Morawiecki oświadczył, że „żyje się nam lepiej”. Szkoda, że tylko wam!
Jarosław Kaczyński odkrył swój interes tak jawnie, że trudno już go bronić nawet niedowiarkom, bo jest niszczycielem Polski. Ten miłośnik bałaganu, kłamstwa, zatruwania, brudu, bezprawia i odwracania pojęć, nigdy nie zbuduje nam zorganizowanego, solidarnego państwa porozumienia i szacunku do wszystkich ludzi.
Podstawowym problemem Kaczyńskiego jest odwrócenie kolejnego pojęcia, jakim jest służba. W demokracji władza służy wszystkim obywatelom, a w PiS-Polsce ludzie mają służyć Kaczyńskiemu.
Przy czym chodzi o wszystkich ludzi, nie tylko ogół żyjących w Polsce i na emigracji, ale też władze innych krajów. Służbę partyjną Kaczyńskiemu winna jest przyroda, wiara, historia, kultura, sztuka…
A szambo płynie Wisłą, ku zadowoleniu kacyka i jego łajdaków propagandy.
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Stefan Niesiołowski o Rzeczniku Praw Dziecka – Skąd oni biorą tych ludzi?

Stefan Niesiołowski
Pan Pawlak przez prawie rok nie przejawiał większej aktywności czasami wypowiadał się z grubsza tak jak pisowcy, ale pełnił swój urząd raczej dyskretnie.
Wielkim obrońcą dzieci jest oczywiście p. Mikołaj Pawlak, którego twarz zdradza wrażliwość i inteligencję, a strój, muszka marynarka itp. ma w sobie coś z gracji konferansjera w cyrku. W końcu cyrk to też miejsce lubiane przez dzieci.

Pan Pawlak przez prawie rok nie przejawiał większej aktywności czasami wypowiadał się z grubsza tak jak pisowcy, ale pełnił swój urząd raczej dyskretnie. Ale wreszcie się wypowiedział i od razu nie tylko stanął po stronie dobra i prawdy, jak każdy pisowiec, ale uderzył w istotę zła, którą jak wiadomo jest tolerowanie tęczowej zarazy i wszystkiego co z nią się łączy i kojarzy.
Powiedział, że „edukatorzy seksualni” cokolwiek to oznacza, dla p. Pawlaka pewnie jakaś okropność podają dzieciom „środki farmakologiczne” zmieniające ich płeć. Wybierają do tego dzieci słabsze, bezbronne zaniedbane.
Zjawisko ma charakter międzynarodowy, a przoduje w nim Anglia. Od czasów Kongresu w Wersalu i polityki Lloyd George’a jak widać słusznie nie ufałem podłemu Albionowi. Rodzice posyłają do szkoły dziewczynkę, a wraca chłopiec. Przed tym broni bohatersko naszych pociech p. Pawlak i za to mu cześć i chwała, zawsze przy takiej okazji należy powtórzyć cześć i chwała bohaterom.
Przy okazji bardzo proszę p. Pawlaka, aby szedł śmiało do przodu i nie bał się kanalii, które zawsze rzucają porządnym ludziom kłody pod nogi. Jak trafnie zauważył wybitny polityk Jan Duda ojciec Andrzeja Dudy najważniejsze przedmioty w szkole a więc i w życiu to język polski, religia i gimnastyka. To jasne zwłaszcza gimnastyka, aby bić na ulicach obcych, tęczowych i wrogów ojczyzny (śmierć wrogom ojczyzny).
Należy też rozważać czy nie zlikwidować np. języków obcych (nie będą nam mówić w obcych językach co mamy robić), zwłaszcza języka niemieckiego z oczywistych powodów, geografii (z tym krążeniem ziemi wokół słońca to do końca nie wiadomo, są i inne teorie) i oczywiście biologii.
Można dopatrzeć się podobieństwa człowieka do małp i generalnie zmienności w świecie zwierząt, przystosowania do środowiska (np. płetwy ryb i delfinów, łapa turkucia i kreta, szpon jastrzębia i żbika), kiedyś podobno żyły inne zwierzęta i rośliny, a to już pachnie zbrodniczą teorią ewolucji, którą należy zwalczać tak samo jak in vitro, szczepionki, równość kobiet itp. Liczę na p. Pawlaka, że uwolni nasze dzieci i w perspektywie Polskę od tych i wielu innych zagrożeń. Do dzieła wierny patrioto synu naszej ustawicznie ciemiężonej przez swoich oraz obcych ojczyzny!
I tylko jedno pytanie na koniec. Skąd oni biorą tych ludzi?
Stefan Niesiołowski
Wadim Tyszkiewicz: Co zostanie po Kaczyńskim?

Wadim Tyszkiewicz
Gigantyczne długi będą spłacać nasze dzieci i wnuki. To jest koszt tej władzy, to jest rachunek do zapłacenia, który będzie wystawiony następnym pokoleniom.
Już na początku roku było wiadomo, że nadchodzi trudny czas. Jednak dla rządzących celem nadrzędnym nr 1 było wygranie wyborów prezydenckich wg zasady: „a po nas choćby potop”. Reszta się nie liczyła. Mimo nadchodzących sygnałów i ostrzeżeń karmiono suwerena obietnicami nie mającymi żadnych racjonalnych i ekonomicznych podstaw. Socjal kwitł. Plusy fruwały w powietrzu jak tłuste gąski.

Dziś dług publiczny jest chyba największy w historii kraju. Rządzący nie przejmują się tym, co będzie po nich (ekonomiczny potop). Suweren nie ma świadomości, że za świeżo wydrukowane, pachnące jeszcze farbą banknoty wyjmowane ze ściany (bankomat), ktoś kiedyś będzie musiał zapłacić. Kto?
Gierek zadłużając Polskę na rozbudowę kraju pozostawił po sobie: Hutę Katowice, Rafinerię Gdańską i Port Północny, FSM, magistrale kolejowe, Dworzec Centralny, trasę szybkiego ruchu Warszawa-Katowice (Gierkówka), Elektrownię Bełchatów…
Co zostanie po Kaczyńskim?
Gigantyczne długi będą spłacać nasze dzieci i wnuki. To jest koszt tej władzy, to jest rachunek do zapłacenia, który będzie wystawiony następnym pokoleniom.
Wadim Tyszkiewicz
Marcin Meller: Komu nie podoba się polska kultura, tradycja i historia ten dostanie w ryj

Marcin Meller
Jesteśmy za wolnością, demokracją i tolerancją, ale komu nie podoba się polska kultura, tradycja i historia tak jak my je rozumiemy, ten dostanie w ryj. Jeszcze krócej: kto nie z nami, temu w ryj.
Jak niestety powszechnie wiadomo, zachodnie ośrodki dywersji działające pod przykrywką Unii Europejskiej prowadzą brutalną agresję przeciw Polsce. „Dobra zmiana” jest na przykład kłamliwie oskarżana o dyskryminację mniejszości seksualnych, co jest oczywistą bzdurą. W ostatnich dniach odpór europejskim degeneratom i prowokatorom dał premier Mateusz Morawiecki.
Media obiegł poruszający fragment jego wypowiedzi: „Polska jest krajem wolnym, bardzo demokratycznym i bardzo tolerancyjnym. W pełni tolerujemy wolność wyrażania swoich myśli tak długo, jak nie obraża ona uczuć innych. Są różne definicje wolności. Dla mnie szczególnie cenna jest ta, że wolność indywidualna człowieka kończy się tam, gdzie narusza się wolność drugiego człowieka. (…) W pełni szanując wszelkie poglądy, odmienność, warto podkreślić to, że nie ma u nas afirmacji, nie ma u nas zgody dla promowania pewnych ideologii. Ideologii, które mają na celu zmianę świata, myślenia na swoją modłę. My mamy bardzo jasno i jednoznacznie określone poglądy w sprawach polskiej kultury, tradycji, którą trzeba strzec, szanować, trzeba się nią cieszyć.”
Te piękne polskie słowa to miód na moje serce, bowiem podobnie jak pan premier uważam, że nie powinno być miejsca dla żadnej ideologii, która mi się nie podoba i jest sprzeczna z moimi poglądami. Ten krótki fragment wypowiedzi pana premiera obiecuje tak wiele każdemu porządnemu Polakowi, że chciałem poznać więcej tych pięknych myśli, dla swego i Waszego Drodzy Czytelnicy ubogacenia duchowego. Chwila poszukiwań i oto dalszy ciąg wystąpienia:
„ Próbuje się wmawiać zachodniej opinii publicznej, że w Polsce ktoś dyskryminuje jakieś mniejszości. Samo to stwierdzenie jest głęboko nielogiczne, bowiem w Polsce nie ma czegoś takiego jak mniejszości. Przecież wszyscy Polacy to jedna rodzina, ordo czy iuris, chłopak czy wędlina, byle nie z San Francisco. Jest jedna potężna białoczerwona drużyna, która zgodnym krokiem zmierza ku wielkiej białej Polsce katolickiej. My chcemy przede wszystkim Polaków umundurować duchowo, bo wiemy, że prawda może być tylko jedna i to my ją posiadamy.
Oczywiście jesteśmy bardzo tolerancyjni. Zupełnie nas nie obchodzi kto co robi w domu pod kołdrą albo i w łazience. Mógłbym wymienić dziesięciu homoseksualistów na wysokich stanowiskach rządowych, ale to jest ich prywatna sprawa, bo oni są porządnymi gejami patriotami, a nie zboczonymi przedstawicielami antyludzkiej ideologii LGBT. U nas każdy może być gejem, byle bezobjawowym. Po co się obnosić? Na tym polega nasza wyższa forma tolerancji.
Masz ochotę spędzać wakacje w gejowskiej dzielnicy w San Francisco – twój wybór, nic nam do tego. Chcesz się stołować tylko w sklepach mięsnych LGBT? Proszę bardzo, byle byś tego paskudztwa nie przywoził do słynącej z katolickich wędlin Polski. My nawet tolerujemy, że zrobisz zdjęcie z mostem Złotego Geja w tle w tym San Francisco pod warunkiem, że nie będziesz potem epatować nim w mediach społecznościowych, ponieważ ta konstrukcja inżynieryjna jest sprzeczna z polską kulturą, tradycją i historią. Na tym polega nasza tolerancja. Dlatego podziwia nas cały świat. My nawet nie zakazaliśmy hodowli tęczowego pstrąga, choć moglibyśmy. Jednak jak słusznie zwrócili uwagę politycy Prawa i Sprawiedliwości nazywanie przedszkoli „Tęczowymi zakątkami” to już podlegający karze czyn kryminalny i takie antypolskie zachowania będą bezwzględnie ścigane.
Antypolskich krzykaczy chciałbym poprosić o wskazanie drugiego równie tolerancyjnego kraju, w którym nikt nie zmusza kościoła do płacenia niezasłużonych odszkodowań za rzekome przestępstwa seksualne wobec dzieci. Nie ma, prawda? No właśnie. U nas młodzież odwołująca się do szczytnych idei narodowego socjalizmu ma pełne prawo manifestować swoje poglądy na ulicach miast, a nasza tolerancja i umiłowanie wolności polega na tym, że nikt nie ma prawa zakłócić ich głęboko patriotycznych pochodów. Zwłaszcza lewackie wywłoki, które się kładą na asfalcie zamiast smażyć w domu mężom kotlety.
Nasze umiłowanie wolności i dojrzała tolerancja sprawdzają się podczas pandemii. Gdy świat dookoła pogrąża się w kryzysie, najlepsi spośród nas zarabiają miliony, umiejętnie handlując działkami, przepisując majątki i składając gigantyczne zamówienia na nieistniejące produkty u istniejących choć czasem znikających kolegów. I my to tolerujemy, bo tak rozumiemy polską kulturę, tradycję i historię.
Podsumowując: jesteśmy za wolnością, demokracją i tolerancją, ale komu nie podoba się polska kultura, tradycja i historia tak jak my je rozumiemy, ten dostanie w ryj. Jeszcze krócej: kto nie z nami, temu w ryj. A teraz zamknąć japy bo w ryj. Polską pięścią w wasz nie wiadomo jaki ryj.”
Marcin Meller
Manuela Gretkowska: Droga Margot…

Manuela Gretkowska
Chrząkaj zamiast kląć, piramidkuj palcami demonstrując swój image po kursach dla ćwierćpolityków. Załóż garsonkę, garnitur, będziesz reprezentować
Droga Margot, piszą do do Ciebie z radami ludzie dobrej woli, rozsądni. Co powinnaś lub nie, żeby zostać symbolem LGBT. Poręczyły za Ciebie autorytety więc zmądrzej. Nie pyskuj liberałom. Biedacy wożą swoją inteligencję wozem Drzymały, nie mając gdzie z nią zaparkować nad Wisłą. Chrząkaj zamiast kląć, piramidkuj palcami demonstrując swój image po kursach dla ćwierćpolityków. Załóż garsonkę, garnitur, będziesz reprezentować. Pióra w dupie i fucki zostaw na parady. Strzepnij młodzieńczy łupież.
Oczekuje dyskusji z Tobą europaleta nazywająca Gajosa prostakiem, na przykład. To są przeciwnicy, do których powinnaś dorosnąć. Innych nie ma, bo nie ma opozycji, jest autorytarna władza.
Margot, wszyscy wiedzą kim masz być. Tylko nikt nie rozwalał systemu napadając na furgonetkę antyaborcyjną. Ale pamiętaj, nie jesteś Piłsudskim grabiącym pociągi wroga. Jesteś zaledwie Joanną d”Arc antykatoli.
Piszesz do ministra tego badziewia prawdę: „ty jeb*** ch”. Chociaż według tutejszych norm powinnaś mu usiąść na kolanach przy okrągłym stole.
Zwalczasz cywilizację ideologią? Żart, przecież to opór przeciw zwykłemu, prymitywnemu chamstwu rodem z sovietów. Nic dziwnego, że tam nadal prześladują LGBT, a kobiety wolno bić w premium, to znaczy premierowo – pierwszy raz bezkarnie.
Znana była jedna rebeliancka Margot – niepoprawna, bezczelna królowa Margot. Pieprz poprawność jak ona kochanków na ulicach Paryża podczas karnawału buntu.
Manuela Gretkowska
Lech Wałęsa wspomina Sierpień ‘80: „Niech mnie zabiją, można mnie zabić a nie pokonać”

Rozmawiali Bartosz Dudek (DW) i Tomasz Lis (Newsweek)
Lech Wałęsa (ur. 1943), prezydent RP w latach 1990-1995, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, przywódca strajków w Stoczni im. Lenina w Gdańsku w 1970 i 1980 roku, pierwszy przewodniczący NSZZ „Solidarność”
„Wiedziałem, że mogą mnie w każdej chwili zlikwidować, w związku z tym byłem na sto procent oddany: Niech mnie zabiją, można mnie zabić, a nie pokonać” – wspomina Sierpień ‘80 Lech Wałęsa.

DW/Newsweek: „Jeszcze kilka miesięcy temu był dla świata poza Gdańskiem postacią nieznaną. Teraz stał się przywódcą robotników całej Polski. Lech Wałęsa (37) zmusił partię komunistyczną do niesłychanych ustępstw. NRD zamknęła granice. Praga grozi interwencją. Moskwa wezwała na dywanik Kanię”, czyli ówczesnego I sekretarza PZPR. W którym momencie uświadomił sobie Pan, że sierpniowy strajk będzie miał tak ogromne konsekwencje dla Polski, Europy i świata?
Lech Wałęsa: Tak naprawdę to 10 lat wcześniej. Ja w 1970 roku, prowadząc ten strajk, przegrywając go, tak mówiłem: Panie Boże daj mi tu wrócić jeszcze raz i dokończyć to dzieło.
Więc w moim życiu to była kontynuacja walki, do której mnie przekonało poprzednie pokolenie, wciąż wzdychające do wolnej Polski, mówiące o tym, że zostaliśmy zdradzeni w 1939, zdradzeni w 1945. No i czekające, że coś się tu może zdarzyć. Tak wychowany, tak przekonany, bez przerwy tylko czekałem na okazję. To była indywidualna walka, najpierw w ukryciu, bo nie miałem żadnych ludzi z sobą. Po 1980 roku było już prościej, bo byłem znany.
Stał się Pan znany dzięki uwadze zachodnich mediów. Pamięta Pan, jak w czasie strajku pojawili się zachodni dziennikarze?
– Ja jestem człowiekiem, który wykorzystuje tu i teraz okazję. Latem 1980 roku w Sopocie odbywał się festiwal i zjechali tam dziennikarze. W stoczni nikogo z nich nie było. Wysłaliśmy ludzi, po to, żeby ściągnęli dziennikarzy i ktoś tu przyszedł, a potem jeden uruchomił następnych i wtedy już byliśmy oblegani bez przerwy. Jeden z dziennikarzy, nie wiem kto, tak mówi: tak przecież źle Polska stoi. I co wy chcecie osiągnąć strajkami – więcej chleba będziecie mieli? A ja mu wtedy odpowiedziałem, że są dwie drogi: można iść przez chleb do wolności i można wolność wywalczyć, która da więcej chleba.
Jest 14 sierpnia, zaczyna się strajk. Jaki był jego cel?
– Mieliśmy postulaty napisane przez Borusewicza, które były krótkie, słabe, no ale na ten czas może dobre, więc podjęto rozmowy z nami i wszystko zostało załatwione. Ja miałem straszny problem. Przegłosowali nas, że musimy poddać stocznię, bo wszystko jest załatwione. Mi się to nie podoba. Tylko że jeśli tego nie zrobię, to daję przepustkę do zomowców, żeby nas wynieśli na pałach, bo wszystko zostało załatwione, a oni dalej burzą porządek, dalej strajkują. I dlatego też musiałem ogłosić koniec strajku, bo taka była przegłosowana decyzja naszego gremium. Kiedy ogłaszam, dochodzą do nas inni: „Tak, stoczniowcy, swoje załatwiliście. A co z nami?” Więc dają szansę na strajk solidarnościowy, my wprawdzie swoje załatwiliśmy, ale ponieważ miasto przychodzi do nas, to pójdziemy dalej.
A Pan się nie bał ani razu przez te dwa tygodnie? Bo były już plotki, że desant, że wylądują, z morza ruszą, śmigłowce, że czołgi wjadą…
– To wszystko było, były też nieopisane rzeczy: bijatyki przebranych ubeków, na tych punktach naszych gdzie pilnowaliśmy. Straszne rzeczy się działy. Ale ten pierwszy, który bierze za kierowanie to musi powiedzieć: „facet, nie ma rodziny, nie ma śmierci, nie ma pieniędzy”, musi być całkowicie w tamtych warunkach całkowicie zdecydowany, bo inaczej nie poprowadzi.
Ale trudno wydłubać z siebie strach…
– Ponieważ miałem dużo akcji i wiedziałem, że mogą mnie w każdej chwili zlikwidować, w związku z tym byłem na sto procent, uwierzcie, na sto procent oddany: „Niech mnie zabiją, można mnie zabić, ale nie pokonać”, takim byłem w tamtym czasie.
„Spiegel” cytuje Pana, jak powiedział Pan wtedy jakiemuś amerykańskiemu dziennikarzowi: „ja się nie bałem porażki, ja bałem się zwycięstwa”. Co miał Pan wtedy na myśli?
– Dlatego, że ja się w pewnym momencie zorientowałem, tak jak w Grudniu, że nie mamy szans, bo nie wiemy nawet, o co walczyć. Trzeba się przygotować. Trzeba wiedzieć co się zrobi. W 1980 roku mieliśmy trochę lepiej. To było za wcześnie i byliśmy bardziej zorientowani na walkę, a nie na budowanie. Walka jest prostsza. Natomiast budowanie: nie było nic. Ja myślałem, że nasze elity, które tak niby myślą o zmianach, Zachód, mają programy, że jak my doprowadzimy do zmian to natychmiast je wyłożą i pojedziemy. A tu nie ma nic, kompletnie nic.
A jaka była rola doradców? Geremka, Mazowieckiego?
– Myślałem poważnie o tej grupie, oczywiście, ich mądrości słuchać trzeba było, ale przede wszystkim chciałem, żeby nie było, że list przywieźli i wyjadą. No to zostańcie razem z nami, jak nas spałują to i was. Myślałem tak praktycznie, wygodnie, bo oni chcieli zostawić.
A jaka była w tamtych dniach rola Kościoła? Czy w jakiś sposób Kościół ingerował w strajk?
– Kościół tak się bardzo nie mieszał. Oczywiście mówił o roztropności, odpowiedzialności…
Ale była homilia Prymasa, gdzie wzywał do spokoju, gdzie jasno mówił, że dobrobyt wynika z pracy, a nie z przestoju w pracy…
– On się wyjątkowo bał Sowietów …
I nie miał Pan wrażenia, że właśnie wtedy strzelił Wam w plecy?
– Kościół nie raz nam strzelił, ale dlaczego? Kościół jak nie załatwi w tym stuleciu to ma szansę w drugim. A my nie mamy tej szansy. Więc my chcemy szybciej to załatwić, a Kościół – widząc niebezpieczeństwo – odkłada decyzje.
Z drugiej strony, czy strajk mógł się zacząć i udać, gdyby Wojtyła nie został papieżem, gdyby nie było pielgrzymki rok wcześniej?
– Nie przesadzajmy. To nie papież zrobił tę rewolucję. Papież pozwolił nam się policzyć. Po roku od wyboru przyjechał do Polski i prawie cały naród w różnych miejscach brał udział w spotkaniach. Komuna mówiła: co to za opozycja, ilu was jest? A my tu naraz zobaczyliśmy, że to was jest mało. Przestaliśmy się bać. Jednocześnie papież powiedział: „Zmieńcie oblicze ziemi”. To nas zachęciło i przez rok do związku przyszło 10 milionów ludzi. A więc papież tylko i wyłącznie pomógł nam się zorientować i policzyć i dał słowo, a słowo my w ciało zamieniliśmy.
A propos wolnych związków i wracając do Sierpnia. Wasz główny postulat był bezczelnie optymistyczny: pomyśleć, że komuniści się zgodzą na wielkie wolne związki zawodowe. Esbecy też mówili, że nic z tego nie będzie. W którym momencie w Sierpniu pomyślał Pan, że niemożliwe za chwilę może być możliwe?
– Otóż ja wiedziałem, że komuniści – jeśli się zgodzą – i tak będą chcieli nas oszukać, to nas oszukają. I w związku z tym, doświadczony w 1970 roku, gdzie było 1400 chyba postulatów czy 1200, pilnowałem, aby w 1980 roku było jak najmniej postulatów i żądań, ale jednocześnie łączących wszystkich, żeby każdy był zainteresowany. Ale niedużo, żeby można było upilnować. I stąd było 21. Dlaczego 21? Jak to było? Ja się upierałem na 21, bo w karty grałem, w oczko, coś takiego.
No tak, ale po drugiej stronie stołu Jagielski. I on łapie się za głowę, co z tymi wolnymi związkami. Co chwilę dzwoni do Warszawy, konsultuje się albo jedzie do Warszawy, pyta i w tym momencie pomyślał Pan: możemy dostać zgodę na związki?
– Zawsze chcieli nas oszukać. Ale oni byli tak zarozumiali, że oni myśleli, że sobie z tym poradzą. Przy okrągłym stole tak samo chcieli nas oszukać, dopuścić grzecznych, a niegrzecznych wykasować. I myśleli, że im się to uda. A ja z kolei myślałem: otwórzcie mi trochę drzwi, to ja but robotniczy wstawię i nie zamkniecie. Dajcie mi związki, a resztę sam załatwię. Na koniec strajku tak powiedziałem.
Tak, że nie wiedziałem, czy to już tym razem. Zakładałem, że jeszcze parę razy powalczymy, ale że coraz bliżej celu.
Gdzieś po tygodniu strajku był Pan już na okładce „Time”, „Newsweeka” czy „Spiegla”. W którym momencie zorientował się Pan, że jest Pan jednym z najbardziej znanych ludzi na planecie?
– W ogóle mnie to nie interesowało, do dzisiaj. Ja mam inny charakter, nietypowy. Jak jestem prosto na wsi wychowany, że jeśli na coś się zdecydujesz, to musisz to wykonać, musisz być najlepszy albo nie decyduj się. Jak się bierzesz za coś, to musi być maksymalnie. Dlatego nie myślałem o karierze. Do dziś nie myślę o tym. Nie obchodzi mnie to. Ja tylko wykonuję robotę, na którą się zdecydowałem.
A miał Pan świadomość, że to jest wielki ruch, mówi o tym cały świat i zaczęła się wielka gra?
– Nie. Ja tylko myślałem: co tu jeszcze trzeba zrobić, aby dobić komunę. Przecież, po co mi była prezydentura. Najlepiej działać. Jak nie ja, to kto miał to zrobić? Przecież nie chcieli, stanęli przeciwko mnie. A ja wiedziałem, że jest moment, który trzeba wykorzystać i dobić komunę.
A skąd w sierpniu 1980 miał Pan informacje o tym, co się dzieje w Polsce? Oglądał Pan „Dziennik Telewizyjny”, słuchał Pan Wolnej Europy?
– Tak jest. Słuchałem Wolnej Europy i tych innych rzeczy, więc informacje mieliśmy.
A w którym momencie zaczęły się Pańskie kontakty z politykami zachodnimi?
– Ja nigdy do nich nie dążyłem, to robili inni, bardziej przygotowani. A jak do mnie przychodzili, rozmawiałem.
A pamięta Pan może jakieś kontakty z niemieckimi politykami z tamtego czasu?
– Niemców ciekawiło, co my robimy, co tu się dzieje. Pamiętam spotkanie z Hansem-Dietrichem Genscherem, to było w 1981 roku. Przyszedł w Paryżu incognito do mojego hotelu. Więc Genscher się pyta: „Co wy wyrabiacie?”. A ja mu po raz pierwszy powiedziałem: „Proszę pana, my rozwalimy mur berliński, wykończymy komunizm”. A on taki był zdegustowany, nie wierzył, a później, kiedy zaczęło się sprawdzać, to było jedno z ostatnich spotkań z nim i mówi: „Proszę Pana, ja się z Panem boję rozmawiać. Co Pan powie, wszystko się sprawdza”. I wszystko się sprawdziło.
Ale niemieccy politycy rzeczywiście byli bardzo ostrożni. Czy nie ma Pan żalu do rządzących wtedy w RFN socjaldemokratów, że nie wspierali otwarcie Solidarności?
– Połowa Niemców zawsze nam pomagała, a połowa była przeciwko bo pomagali Sowietom. Tylko że to była idealna sytuacja. Gdyby było inaczej, gdyby Niemcy nam za dużo pomagali, to by Rosja się bardziej irytowała na nas. A ponieważ tak, to wierzyli, że oni mają przewagę, a my wiedzieliśmy, że to my mamy przewagę. To była idealna sytuacja.
Gdyby za mocno pomagali, to by nam przeszkodzili. To było tak wybalansowane, że nic więcej, ani w jedną, ani w drugą.
Co Pan pamięta z dnia podpisania porozumień?
– Prawie nic nie pamiętam.
Zmienia Pan Polskę i świat i nic Pan nie pamięta?
– Wiedziałem, że podpisuję, ale dla nich to nic. Tylko patrzyłem, kiedy nas oszukają.
A pamięta Pan, jak przyjęła Pana żona po powrocie ze strajku?
– No wróciłeś wreszcie! To do roboty się weź! Prawdopodobnie. (śmiech)
Ona mnie za szefa nie uważała, ale to dobrze nawet. Ja się nie cieszyłem sukcesami ani klęskami, bo wiedziałem, że jestem na śliskiej drodze, że będzie raz na wozie, raz pod wozem.
Mimo wszystko to było tak jak pisał „Spiegel”, że w ciągu kilku miesięcy stał się Pan człowiekiem znanym na całym świecie. Czy Panu się to podobało, czy nie. Tak po prostu było.
– Nawet lubię to, ale czasami jest już za dużo. To wcale nie jest przyjemne…
Ale poczuł Pan od razu, że liczba wrogów – także Pana – w postępie geometrycznym rośnie? I to nawet w najbliższym otoczeniu?
– Nie wszyscy rozumieją moją pozycję. Nikt nie był na tej pozycji. Dlatego nie każdy ocenia po swojej drodze. I dzisiejsze oceny są takie: że elektryk nie mógł tego zrobić. „Bo to jest niemożliwe”. Dlatego nie mógł i musiał mu ktoś pomagać. No i teraz patrzą kto: Geremek, Mazowiecki, a skoro nie oni – to ubecja. I dlatego trzeba to zrozumieć.
Los mi dał takie zadanie i ja je wykonywałem, ale nie dla mnie, dla zadania, nie dla kariery, nie dla pieniędzy, nie dla sławy. Przecież ja nie chciałem być prezydentem. Ale czy miałem wyjście? Jest szansa wycofać sowieckie wojska. Jest szansa się wyrwać. Przecież oni tego nie zrobią. Nie wiedzą. Boją się. Więc musiałem zostać, jeszcze stanął mi Mazowiecki przeciwko. Mazowiecki to porządny facet, ale on by wycofał wojska? Albo Kiszczak czy Jaruzelski? Nie ma mowy.
Co zdecydowało o zwycięstwie Sierpnia?
– Nawet komuniści byli za zmianami. Chcieli u władzy zostać, ale chcieli zmiany, bo widzieli, że system przegrywa, więc już nie bronili tego systemu. Przede wszystkim jednak komunizm wyczerpał swoje możliwości. My przyśpieszyliśmy i papież przyśpieszył tę zmianę.
Jak widzi Pan swoje miejsce w historii Polski?
– Ja się skończyłem, jestem już za stary. Ja miałem za zadanie rozwalić do końca ten system i to zrobiłem. Swoimi sposobami zrobiłem i oddałem wam. Teraz wy pociągnijcie dalej.
A mając biuro w Europejskim Centrum Solidarności nie czuje się Pan trochę jak żywy eksponat w muzeum swojej chwały?
– Co mi to da? Za sto lat będę miał tyle pomników, ja nie będę mógł nikogo kopnąć i powiedzieć: „dziadu, co ty opowiadasz”. Wyciągnijcie wnioski. Zróbcie to lepiej. Ja zrobiłem, jak potrafiłem.
Rozmawiali Bartosz Dudek (DW) i Tomasz Lis (Newsweek)
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: Znów władza może wszystko, a demokracja jakaś taka nieudana…

Krzysztof Skiba
Jeszcze nie tak dawno byliśmy dumni z tej Solidarności. Jeszcze nie tak dawno to była piękna idea, piękni ludzie i wspaniała historia. Dziś bohaterów opluto lub schowano do szafy, a sama Solidarność z twarzą pana Piotra Dudy stała się agendą rządową, a nie związkiem zawodowym.
Gdy słyszę jak były komandos Jaruzelskiego Piotr Duda mówi o tym, że strajki sierpniowe to „fundament wolnej Polski”, to trudno mi się nie uśmiechnąć. Gdy widzę jak TVP relacjonuje wydarzenia sprzed 40 lat, w których brak jest prawdziwych twórców strajku takich jak Bogdan Borusewicz czy Wałęsa to wiem, że historia pisana jest na nowo, pod dyktando właścicieli kraju.
I sprawa chyba najważniejsza. Żyjąc w Polsce PiS, ciężko jest cieszyć się z tamtego zwycięstwa, bo nie tak miało być. Media pod butem władzy (radiowa Trójka najlepszym przykładem), zamach na sądy, rozjechany Trybunał Konstytucyjny, aferzyści na wakacjach bawią się w jachtach kumpli milionerów, a policja jak dawniej ZOMO dusi i pałuje słabszych na ulicach. Znów władza może wszystko, a demokracja jakaś taka nieudana, kulawa i garbata.
A jeszcze nie tak dawno byliśmy dumni z tej Solidarności. Jeszcze nie tak dawno to była piękna idea, piękni ludzie i wspaniała historia. Dziś bohaterów opluto lub schowano do szafy, a sama Solidarność z twarzą pana Piotra Dudy stała się agendą rządową, a nie związkiem zawodowym. To jakaś podróba tego wielkiego ruchu społecznego jakim była dawna Solidarność.
W nowych podręcznikach do historii będziemy czytać, że strajk sierpniowy zrobił prezes Jarosław razem z kotem, a na czele protestów stali Suski z Sasinem. Ochraniał ich prawnie prokurator Piotrowicz, Brudziński walczył z ZOMO, a Ziobro jako młody student robił kanapki strajkującym.
Nasze godło – polski orzeł się schował, bo nie chce na te kłamstwa patrzeć. Wstyd mu za Polskę jaką zbudował gang moczownika.
Krzysztof Skiba
Autor plakatu Szymon Szymankiewicz
Galeria prac Szymona Szymankiewicza:
https://www.facebook.com/pg/szszymankiewicz/photos/?tab=album&album_id=176387260431212
Najnowsza afera odkryta przez Despotyczną Babcię Jadwigę: https://youtu.be/g0MnLDFFsMI




