Kamil Durczok: A co, jeśli Ziobrze się uda?

Kamil Durczok

Kamil Durczok

Dyktator nigdy nie idzie na kompromis. I nigdy nie dzieli się władzą. Kaczyński ma duszę dyktatora i jeśli nawet kiedyś widział w Ziobrze następcę, to dziś dostrzega raczej potencjalnego królobójcę.

 

Niczym niepohamowana żądza władzy. Niczym nieskrępowany tupet i bezczelność. I niczym niezmącone poczucie bezkarności. Oto 3 zdania definiujące dzisiejsze rządy.

Z szarżą przeciwko LGBT, z dymisjami i podwyżkami, z kolejnymi wrzutkami, kroczy sobie środkiem kraju ich Prawo i ich Sprawiedliwość.

Niech ktoś powie, że to jeszcze nie reżim albo dyktatura.

Manewry Solidarnej Polski powoli odsłaniają taktykę, obraną przez Ziobrę. Jadzie walcem po tym co inne, obce, różne i trudne do pojęcia przez wyborcę kołtuna. Równa spaloną ziemię pod swój marsz. Z grubsza cele już jasne, chodzi o osłabienie Morawieckiego, szantażowanie Kaczyńskiego i taką pozycję, w której bez zgody Ziobry nic ważnego się nie zdarzy. A potem o pełnię władzy. Prokurator Generalny kroczy tą ścieżką od dawna, ambicja jest dla niego jak GPS, zawsze wskazuje właściwą drogę.

Dokładnie narysowano także, bardzo już bliskie, konsekwencje wojny polsko – polskiej. Jeśli nas nie przerażają, to albo staliśmy się bandą obojętnych cyników, albo widmo kaczystowskiego zamordyzmu wciąż do nas nie trafia. Czyli jesteśmy idiotami.

Wrzutka z LGBT jest perwersyjnie mistrzowska. Poza nienawiścią, strachem, obrzydzeniem i skłóceniem, niczego nie wnosi. To oczywiście zbrodnia, gwałt na duszach, uczuciach, emocjach. Tylko co z tego? Sebie i Zdzichowi to centralnie obojętne. Co ich obchodzą dziwaki z piórami i brokatem, przebierańcy z kolorowymi włosami? Tęcza dla kołtuna dopiero od niedawna jest symbolem zboczonego świata. Dotąd kojarzyła się Zdzichowi i Sebie z prostymi przyjemnościami, bo tak się nazywał monopolowym za rogiem.

Ziobro dokładnie to wszystko policzył. Bez względu na pisk i wycie gorszego sortu, osiłków chętnych do obicia gęby zawsze będzie więcej, niż gotowych im się przeciwstawić. Dlatego jego drużyna lata po wszystkich telewizjach jak Kanthak po San Francisco. Dlatego nie ma takiego świństwa, plugastwa i chamstwa, którego nie wykorzystaliby do szczucia. Dlatego wkraczają tam, gdzie dotąd drogę blokował szlaban z napisem: wojna domowa.

Czas też wybrano idealnie. Kaczyński na urlopie, nawet jeśli śledzi szarże Ziobry i tak ma jeszcze inne problemy. Sternicy uciekają z tonącej łajby, rząd się rekonstruuje sam. Krach w gospodarce właśnie się zaczyna. Nie wiadomo jak wielka katastrofa gospodarcza nas czeka, więc wcale nie jest takie pewne, że socjalny elektorat i żądna nikczemnych igrzysk gawiedź, nagle nie strzeli focha. Co prawda na 3 lata jest spokój, ale nie tacy giganci spadali ze szczytu. Zatem Wódz spróbuje szarpnąć cugle i powstrzymać szarżujące źrebięta.

A co, jeśli mu się nie uda?

Dyktator nigdy nie idzie na kompromis. I nigdy nie dzieli się władzą. Kaczyński ma duszę dyktatora i jeśli nawet kiedyś widział w Ziobrze następcę, to dziś dostrzega raczej potencjalnego królobójcę. W uszach dźwięczy mu jeszcze wspomnienie o największym błędzie, jaki popełnił w poprzednim wcieleniu – o wcześniejszych wyborach 2007. Ale to przeszłość, dzisiejszy PiS to czołg a nie dziurawa amfibia łapiąca wodę. Chybiony manewr sprzed lat wcale nie musi oznaczać katastrofy dziś.

To jednak zmartwienia prezesa. Niech takich kłopotów ma jak najwięcej. Może będzie zmuszony oddać demokrację, którą kradnie, po kawałku, codziennie.

Zapatrzeni w krótkotrwałe analizy, nie widzimy czarnej perspektywy długich lat straszliwej smuty. Emigracja, nienawidzące się rodziny, złość, przemoc i zadupie, jakim stajemy się na oczach całego świata. Może i nasza bezczynność w sprawie Białorusi nie jest tylko efektem indolencji kilku amatorów. Może to aprobowany po cichu bezruch. I sprawdzian, co też świat może zrobić takiemu dyktatorowi jak Łukaszenka. Zawsze lepiej na cudzym grzbiecie sprawdzić, gdzie są granice.

Kamil Durczok


Magdalena Środa: Tak wygląda pisowska utopia

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Mam niemal pewność, że zamykanie granic ma się nijak do zdrowia obywateli i służy przede wszystkim wzmacnianiu władzy. Minister zdrowia właśnie jachtuje w regionach uznanych przez niego za zagrożeniowe, panna prezydentowa z pewnością nie ma żadnych ograniczeń w lataniu po świecie. A mamy przyjąć do wiadomości, że najlepiej w domu, by nasza władza, tradycja i rodzina były bezpieczne. Zamknięte społeczeństwo, zamknięte szkoły, zamknięte głowy; otwarte tylko kościoły, cmentarze i imprezy rodzinne

 

Mam niemal pewność, że zamykanie granic ma się nijak do zdrowia obywateli i służy przede wszystkim wzmacnianiu władzy i mentalnemu przygotowaniu nas na oderwanie Polski od Unii.

Minister zdrowia właśnie jachtuje w regionach uznanych przez niego za zagrożeniowe, panna prezydentowa z pewnością nie ma żadnych ograniczeń w lataniu po świecie (patriota Duda uznał zresztą, że najlepsze studia są poza ojczyzną). A my mamy (podświadomie albo świadomie) przyjąć do wiadomości, że zło pochodzi z za „żelaznej kurtyny”, że potrzebujemy faktycznych i symbolicznych granic, a nawet kordonów sanitarnych, by nasza władza, tradycja i rodzina były bezpieczne, polskie, narodowe i zamknięte na trzy spusty. Najlepiej w domu: zamknięte społeczeństwo, zamknięte szkoły, zamknięte głowy; otwarte tylko kościoły, cmentarze i imprezy rodzinne – tak wygląda pisowska utopia.

Magdalena Środa

 

 


Roman Giertych: Szanowny Panie Członku Rady (list do Antoniego Dudy)

Roman Giertych

Roman Giertych

Tego co ludzi łączy przez rodzinę nikt przecież nie zmieni, a nauczyć się tych tam jakichś bzdur o kodeksie handlowym, czym jest rada nadzorcza, jak się prowadzi biznes kolejowy, to każdy może.

 

List do Antoniego Dudy z gratulacjami.

Szanowny Panie Członku Rady!

Chciałbym serdecznie pogratulować niespodziewanej nominacji do Rady Nadzorczej PKP Cargo. Jak ja się cieszę, że nasz koleje będą miały teraz tak wspaniały nadzór, który w każdej chwili może donieść o nieprawidłowościach do swego bratanka -Prezydenta. I niech się Pan nie przejmuje krytyką zawistników, którzy będą uważali, że ta nominacja to nepotyzm. Panu te drobne 10 tysięcy złotych miesięcznie za jedno lub dwa posiedzenia się po prostu należały. I bez znaczenia jest fakt, że nie ma Pan zielonego pojęcia ani o kolejach ani o transporcie.

Ważne, jak Pan powiedział w wywiadzie, że Pan pieluchy Andrzejkowi wymieniał. I poprzez kontakt fizyczny i organoleptyczny z naszym Umiłowanym Prezydentem dyspozycja do zajmowania wszystkich ważnych stanowisk na Pana spłynęła. Dawniej mówiono: per aspera ad astra, a dzięki Panu będziemy mieli nowe przysłowie: przez pieluchy do dobrej fuchy. Brawo!

Tego co ludzi łączy przez rodzinę nikt przecież nie zmieni, a nauczyć się tych tam jakichś bzdur o kodeksie handlowym, czym jest rada nadzorcza, jak się prowadzi biznes kolejowy, to każdy może. Bratanek się uczy, to i Pan może.

Jeszcze raz gratulacje,

Roman Giertych

Słowo nepotyzm pochodzi od włoskiego słowa nipote, czyli bratanek. Pięknie się bawią nasi włodarze, a spółki SP szorują po dnie.


Kamil Durczok: Jak się utopić na własne życzenie, czyli wszystkie wirusy opozycji

Kamil Durczok

Kamil Durczok

Wszystko idzie po myśli Prezesa. Kaczyński w grze w przykrywki potknął się tylko raz. Zanim zdążył zrekonstruować rząd, rząd zrekonstruował się sam.

 

Ten jazgot o pierdołach staje się nieznośny. Drugi tydzień mielenia czy się podwyżki należały, czy nie. Zajęci sobą, swoimi wojenkami, skutecznie obrzydzają nam politykę i odwracają uwagę od tego, co naprawdę ważne.

Wszystko idzie po myśli Prezesa. Kaczyński w grze w przykrywki potknął się tylko raz. Zanim zdążył zrekonstruować rząd, rząd zrekonstruował się sam. Eksperymentalny Czaputowicz miał dość, aferalny Szumowski się bał. Wódz miał już pewnie plan B, ale wdrażać go nie musiał. Opozycja sama przyszła mu z pomocą.

Wirus samozagłady.

Już się zdawało, że skopani przez wszystkich Platformersi pojęli bolesną nauczkę z podwyżkami. Ale nie. Chłopaki nadal wyrzynają się aż miło. Nie starczyło trzasnąć Budkę, zabierając mu stołek szefa klubu. Trzeba iść dalej. Leży, to jeszcze dokopać. Poskakać po brzuchu. Wewnątrzpartyjni przeciwnicy rzucają kolejne łajno w wentylator, mając idiotyczną nadzieję, że obryzga wszystkich, tylko nie ich.

Wirus kasy i kiełbasy.

Onet ujawnia plany zorganizowania eskapady posłów i senatorów PO do jakiegoś zamku-hotelu na Warmii. Wszyscy ekscytują się takimi atrakcjami jak „rejs gondolą” i „seanse astronomiczne”. W praktyce oznacza to pewnie pływanie balią z parasolką po miejscowym bajorze i gapienie się w niebo (i pasuje do PO, bo nic innego robić nie potrafią). Brzmi dobrze i daje początek dyskusji, czy w kryzysie uchodzi biesiadować w takim luksusie. To oczywiście klasyczna gównoburza, bo po pisowskim skoku na kasę nic już nie przyćmi Szumowskiego, Cieszyńskiego, Sasina i innych asów. Ale temat „żre”.

Nikt nie zwraca uwagi, że przeciwnicy Budki (który znowu głupio dał się podejść) sięgają po metody głębokiego kaczyzmu. Ścinanie łbów partyjnym rywalom to ukochana zabawa Kaczyńskiego, a potem i Tuska. Czy ścięty przez Donalda robi to samo Budce? A czy to ważne? Wystarczy, że ktoś dokłada pod kotłem, w którym sami siedzą. Nie wiem jakiej trzeba naiwności, żeby nie widzieć jak Jarosław siedzi i zaciera rączki, widząc kolejny odcinek wojny domowej w PO. Cel uświęca środki.

Wirus analfabetyzmu.

O pomysłach i programie cisza. O tym, czym wygrać za 3 lata też. Dojmująca cisza panuje wokół fundamentów, na których KO/PO chce zbudować ofertę. Nie ma pomysłu, jak ratować organizacje pozarządowe. Ło jezusku… – wyje opozycyjny chór ciotek i wujków – NGOsy? Czy to brzmi sexy? Nie. Nie brzmi. Tak samo jak nie brzmiało Ordo Iuris albo Klub Jagielloński. A teraz patrzcie, ślepcy, gdzie są te środowiska, ile mają do powiedzenia i jakie stanowiska piastują.

Wirus lenistwa.

Naziole w centrum Katowic. Heilują pod samym radiowozem. Reakcji brak. Wiadomo, po co się wychylać i zakuwać w kajdanki, jak „góra” puszcza oko i mówi: niech się wyszumią. Pan z Konfederacji grzmi, że tęczowa flaga tak samo groźna, jak heilowanie… Ręce opadają. Naziola łapią dopiero 2 dni później. A Wy gdzie, dzielni opozycjoniści? Na daczy pod Warszawą? Czy miłe jeziorko na Mazurach?

Kołtun odpowiada za edukację naszych dzieci. Łódzki kurator oświaty w TV Trwam (oto centrum polskiego miłosierdzia) głosi, że „jesteśmy na etapie wirusa, ale ten wirus LGBT jest znacznie groźniejszy, bo to jest wirus dehumanizacji społeczeństwa”. Wszystkie ekipy schodziły z edukacją coraz głębiej, ale dopiero pisowscy indolenci złożyli ją na dnie. Opozycja milczy, jak kształcić dzieci na rozumnych obywateli niekupujących populizmu Kaczyńskiego. Bo nie ma o tym pojęcia.

Za to mielą jęzorami w tych telewizjach, jakim złym ministrem był Szumowski, jakbyśmy sami tego od miesięcy nie widzieli. Jak zatrzymać dyktaturę, jak chronić młodych, pałowanych i wsadzanych na dołek przy zadowolonym rechocie gawiedzi? To pytanie wisi jak smog w listopadzie. I nijak się go nie da rozgonić.

Wszystkie wirusy świata.

Już wszystkie nas dopadły. Od covida po głupotę. Od krachu po bezradność. Od reżimu po nienawiść. A wybrańcy narodu debatują, czy wpadli z podwyżkami tylko trochę, czy może jednak na całego. Czy zrobić przewrót w partii, czy tylko małą rewoltę. Czy Trzaskowski to z tym ruchem serio, czy kaprys.

Siedźcie sobie w tym bajorku. Chlapcie się we własnym gronie. I niech wam od czasu do czasu zadźwięczy w głowie, co ludzie mówią na ulicy. A wiecie, co mówią? Znowu to: jesteście wszyscy tacy sami. PO, PiS, Lewica i PSL. I kto tam jeszcze. Wszyscyście po jednym pieniądzach. Po naszych pieniądzach.

Kamil Durczok


Magdalena Środa: Chłopakom z prawicy i Ordo Iuris brak jakoś wyobraźni, powielają tylko stare wzorce

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Chyba dokładnie tak samo komuniści przedstawiali działaczy skromnej opozycji w latach siedemdziesiątych robiąc z nich uzbrojone siły finansowane przez zorganizowaną antysocjalistyczną burżuazję.

 

Jak czytam prawicowe (czy raczej średniowieczne) strony publicystyczne to mam wrażenie, że ruch LGBT jest czymś na kształt wielkiej, doskonale uzbrojonej i zorganizowanej rewolucji: po prostu miliony działaczy, którzy atakują garstkę skromnych faszystów, pisowców i kleryków, nastając na ich życie, zdrowie i majątki.

LGBT to ludzie potwornie agresywni, zorganizowani i uzbrojeni, a ludzie rządzącej partii i ich nacjonalistyczne przybudówki to boże baranki uzbrojone jeno w różańce, modlitwę i pokorę.

Ordo Iuris, który zagrzewa ich do obrony to mała kruchciana organizacja, a nie potężna sieć międzynarodowej konserwatywnej rewolty finansowana przez-Bóg-wie-kogo.

Aż mi żal tych wszystkich biednych polityków, publicystów, nacjonalistów i katolików, którzy muszą się zmagać z wszechpotężna i dobrze zorganizowaną armią oraz międzynarodowym spiskiem LGBT.

Chyba dokładnie tak samo komuniści przedstawiali działaczy skromnej opozycji w latach siedemdziesiątych robiąc z nich uzbrojone siły finansowane przez zorganizowaną antysocjalistyczną burżuazję. Chłopakom z prawicy i Ordo Iuris brak jakoś wyobraźni, powielają tylko stare wzorce.

Magdalena Środa


Białoruscy policjanci odchodzą ze służby. „Nie chcę bić bezbronnych ludzi”

Tatyana Nevedomskaya

Tatyana Nevedomskaya

Po brutalnych akcjach policji na Białorusi wielu funkcjonariuszy zdjęło mundury. Jak tłumaczą swoją decyzję?

18 sierpnia Aleksander Łukaszenka podpisał dekret nagradzający ponad 300 białoruskich policjantów „za nienaganną służbę”. Jak podaje mińskie MSW, nagrody zostały przedłożone Radzie Ministrów do akceptacji już w marcu. Podkreśla się przy tym, że nagrody nie miały nic wspólnego z tłumieniem akcji protestacyjnych, które rozpoczęły się na Białorusi po wyborach prezydenckich 9 sierpnia.

 

W międzyczasie jednak coraz więcej policjantów rezygnuje ze służby w obliczu tych brutalnych wydarzeń i pokazuje swoje legitymacje służbowe oraz złożone wymówienia. W nagraniach wideo w sieci kierują także apele do swoich kolegów.

Dlaczego zdecydowali się na taki krok? Czego muszą się teraz obawiać? DW rozmawiała z kilkoma funkcjonariuszami.

„Nie chcę bić ludzi”

Kapitan policji Jegor Jemeljanow z Nowopołocka, 240 kilometrów na północ od Mińska, złożył rezygnację po 17 latach służby. Mówi, że chciał to zrobić przed wyborami, ale nakazano mu wywiązać się z umowy do końca. W przeciwnym razie musiałby zwrócić jednorazową gratyfikację w wysokości około 2500 dolarów, którą nagradzano zawarcie długoterminowych kontraktów.

– Mam rodzinę i kredyty, także na mieszkanie, więc była to trudna decyzja. Ale po wydarzeniach z 9 i 10 sierpnia nie miałem już żadnych wątpliwości. Wiedziałem, że nie mogę dalej służyć w policji. To jest istna wojna przeciwko bezbronnym ludziom – opowiada Jegor.

Podkreśla, że nie chce rozpędzać ludzi ani ich pałować, nawet jeżeli miałby taki rozkaz. – Ostrzegano mnie, że nie zostanę zwolniony bez konsekwencji. Oddałem legitymację i powiedziałem, że już nie przyjdę na służbę – mówi. Dodaje, że jeszcze nigdy nie musiał tłumić pokojowych protestów. Nawet teraz policja w Nowopołocku nie uciekała się ani do przemocy, ani do użycia broni podczas aresztowań. Dokonały tego tylko zewnętrzne oddziały, które wysłano do akcji.

Po Jegorze ze służby odeszło jego pięciu kolegów. – Słyszałem, jak dowódcy mówili, że „sprzedałem się” Europie i że to była tylko kampania PR z mojej strony, żeby zarobić pieniądze. Boję się o siebie i swoją rodzinę. Jeżeli obecna władza się utrzyma, będę miał problemy – wyznaje Jegor.

„Widziałem, w jakim stanie ludzie wychodzili z aresztu”

Podpułkownik Alexander zdecydował się również zakończyć służbę. – Kiedy zobaczyłem zdjęcia ludzi bitych przez policjantów, było dla mnie jasne, że nie mogę dalej służyć temu systemowi władzy – mówi.

Aleksander do niedawna szkolił przyszłych pracowników MSW. 9 sierpnia miał służbę przy lokalu wyborczym w Mińsku. Jak opowiada, ludzie szli na wybory, jakby szli na jakieś święto. Przypuszcza jednak, że ich głosy nie były w ogóle liczone: – Nie mogę powiedzieć, że widziałem fałszerstwa, ale ludzie z komisji bali się wyjść przed drzwi, nie chcieli nic mówić i tylko płakali.

Po wyborach i masowych protestach Aleksander ostatecznie podjął decyzje o rezygnacji ze służby. – Widziałem, w jakim stanie ludzie wychodzili z aresztu przy ulicy Okrestina w Mińsku. Czegoś takiego nie uczyliśmy naszych elewów. Nie po to pełniliśmy służbę – stwierdza. Alexander przyznaje, że brał udział w tłumieniu protestów po wyborach prezydenckich w 2010 roku, ale nie w aresztowaniach i pałowaniu ludzi. Nie potrafi sobie wytłumaczyć obecnej brutalności sił bezpieczeństwa.

Teraz jest bezrobotny. Sądzi, że niektórzy być może podejrzewają, że jego odejście ze służby było jedynie sposobem na uzyskanie pieniędzy. Otrzymuje też poparcie: – Jesteśmy przecież jednym narodem, nie powinniśmy się zwalczać, nie mówiąc już o biciu.

„Przysięgaliśmy służyć narodowi”

– Pracownicy organów śledczych nie wychodzą na ulice i nie rozpędzają ludzi. Jednak każdy oficer składa przysięgę służenia narodowi – mówi funkcjonariusz komisji śledczej Władimir (imię zmienione). Po wyborach 9 sierpnia demonstracje w jego mieście zostały brutalnie stłumione. – Mamy wideo, na którym klęczący mężczyzna zostaje aresztowany i pobity pałką. Rozmawiałem z funkcjonariuszem policji, który w tym uczestniczył. Byłem zdumiony, jak o tym mówił – stwierdza Władimir.

Po tych wydarzeniach zasugerował swoim kolegom i miejscowemu dowództwu policji zorganizowanie spotkania i rozmowę o postępowaniu sił bezpieczeństwa podczas pokojowych demonstracji obywateli. – Jest bardzo prawdopodobne, że popełniono szereg przestępstw, którymi organ śledczy w innym czasie zająłby się natychmiast. Teraz się ociąga. To kwestia polityki i nie ma nic wspólnego z prawem – mówi w wywiadzie dla DW.

Jego propozycja została odrzucona. Napisał więc raport. Poprosił w nim o ocenę działań organów bezpieczeństwa i dowody oszustw wyborczych. – Nie wiemy, czy wszczęto postępowanie karne przeciwko funkcjonariuszom. Nie wykluczam, że doszło do kilku prowokacji ze strony demonstrantów, bo są dowody na wideo, ale działania władz trzeba oceniać zgodnie z prawem – podkreśla Władimir, dodając, że jest to jego osobista postawa, a nie stanowisko organu śledczego. – Nie sądzę, żeby którykolwiek z moich kolegów był wtedy gotów pójść moim śladem. Nie wiem, jak jest teraz. Ale powstrzymują ich pewnie takie względy, jak umowa o pracę i możliwość wcześniejszej emerytury – wyjaśnia.

Władimir został wydalony ze służby. Obecnie toczy się przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne. Jeśli sytuacja w kraju się nie zmieni, zostanie prawdopodobnie zwolniony po 17 latach pracy za „zdyskredytowanie” organu śledczego. – Oczywiście boję się o siebie i rodzinę – mówi. Podkreśla, że ​​gdyby kryzys zakończył się na korzyść obecnej władzy, on i inni funkcjonariusze państwowi muszą spodziewać się represji.

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

REDAKCJA POLECA

 


O Białorusi rozmawiać z Putinem, nie z Łukaszenko

Katsiaryna Kryzhanouskaja

Katsiaryna Kryzhanouskaja

Apele, ani sankcje nie pomogą. Kluczem do rozwiązania kryzysu na Białorusi są rozmowy z Putinem. KOMENTARZ

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko gustuje w ustawkach. Jako fan hokeju co roku organizował turnieje, w których jego drużyna – o dziwo – zawsze wygrywała.

Byłam kiedyś świadkiem takiego meczu. Drużyna prezydenta wysoko prowadziła, ale Łukaszenko przez długi czas nie mógł strzelić bramki. I to pomimo tego, że drużyna przeciwników, złożona z zaproszonych profesjonalnych austriackich hokeistów, zawsze jakby rozstępowała się, kiedy prezydent wchodził w posiadanie krążka, a bramkarz jakby przypadkowo oddalał się od bramki. W końcu – ku uldze wszystkich graczy – prezydent strzelił upragnioną bramkę.

Człowiek, który cieszy się z takiego „zwycięstwa”, potrafi tak samo udawać zwycięzcę w wyborach prezydenckich pomimo miażdżącego dla niego wyniku. Łukaszenko doskonale wie, że w tych wyborach osiągnął słaby wynik. Ale żeby nie czuć się odrzuconym przez naród woli zwalać wszystko na intrygi rzekomych agentów Zachodu, pociągających potajemnie za wszystkie sznurki.

„Wynoś się!”

Trudno sobie wyobrazić co musiał czuć Łukaszenka, kiedy w poniedziałek w Mińsku stojąc na podwyższeniu przed tłumem strajkujących robotników, a więc tych, których dawniej uważał za swój żelazny elektorat, usłyszał od nich okrzyki „wynoś się!”

Oglądając to nagranie, które rozeszło się w Internecie lotem błyskawicy, dostałam gęsiej skórki, podobnie jak tysiące innych Białorusinów. „Wynoś się” – krzyczeli moi rodacy, którzy latami odczuwali tylko strach. Bali się powiedzieć, że są niezadowoleni. Bali się zwolnień z pracy, represji i aresztowań. Przez całe dekady Białorusini zasłaniali się ze strachu brakiem zainteresowania polityką. Jednocześnie dzień po dniu obserwowali, jak na tych, którzy odważyli się krytykować władzę, nakładane były grzywny, jak byli bici czy aresztowani.

Pogarda i arogancja

Łukaszenko z pogardą zwracał się na „ty” zarówno do prostych ludzi, jak i do swoich ministrów. Białorusinów określał jako „narodek” i „owieczki”. Podobnie wypowiadał się o zagranicznych politykach. O ówczesnym niemiecki ministrze spraw zagranicznych Guido Westerwelle’m mówił, że „nie lubi pedalstwa”. A przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso określił mianem „barana”.

Kropla, która przebrała miarkę

Godności człowieka nie można jednak deptać bez końca. Dziwne jest to, że dyktatorzy tego świata nie wyciągają wniosków z losu innych swoich kolegów. Tak, Białorusini uważają się za tolerancyjny, pokojowo nastawiony naród, a swój kraj za wyspę spokoju w środku Europy. Tę narrację chętnie promowała państwowa ideologia Łukaszenki. Bo co może być lepsze dla autorytarnego reżymu od przekonania ludzi, że są w stanie wytrzymać wszystko?

Jednak kłamstwa w czasie tych wyborów i ich wzięty z sufitu wynik, były przysłowiową kroplą, która przebrała miarkę. Białorusini stracili w końcu cierpliwość i pokazali to w twarz prezydentowi.

Łukaszenko nie boi się sankcji

Jak jednak Zachód może wesprzeć aspiracje Białorusinów do demokratycznych przemian? Bądźmy uczciwi – Łukaszenko nie boi się sankcji, które uderzą w niego i jego dwór. Człowiek, który od lat zamyka do więzień swoich wyborczych rywali i wszystkich inaczej myślących, przyzwyczajony jest do sankcji. Jeśli nie może już podróżować do UE, to na narty wybierze się do rosyjskiego Soczi.

Także apele UE na modłę „potępiamy i wzywamy do …” nie pomogą. Na osobie, która jednym słowem potrafi zniszczyć życie innego człowieka nie zrobi to żadnego wrażenia. Uznać wybory za nieważne? Wcześniej również Europa skarżyła się na sfałszowane wybory na Białorusi. I co z tego wynikło? Wszystko pozostało po staremu, a Łukaszenka rządził dalej.

Jak Europa może pomóc

Unia Europejska nie powinna pozostać bezczynna. Apele jednak nie wystarczą. Trzeba rozmawiać nie z Łukaszenką, lecz z jedynym graczem, który może go wspomóc – z Władimirem Putinem. Trzeba mu uświadomić, że militarna interwencja na Białorusi byłaby dla niego katastrofą – nie tylko polityczną, ale i gospodarczą – ponieważ z pewnością doprowadziłoby to do rozszerzenia unijnych sankcji wobec Kremla.

Rozmowy z Putinem mogą pomóc Białorusinom. Dalej poradzą sobie sami. Demonstranci na ulicach Mińska i innych miast udowodnili, że są w stanie w pokojowy sposób przeciwstawić się reżymowi Łukaszenki – który nie jest tak niezastąpiony jak się to jeszcze do niedawna wydawało.

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

REDAKCJA POLECA

 


Białoruś: Co zrobi Putin?

Niemiecka prasa o Białorusi

Niemieckie dzienniki komentują w środę m.in. sytuację na Białorusi.

„Zielone ludziki” na ratunek reżymowi Łukaszenki

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przypomina, że kanclerz Merkel zaapelowała do prezydenta Łukaszenki o niestosowanie przemocy w rozmowie na temat sytuacji na Białorusi z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

„Nawet jeśli autokrata z Mińska nigdy nie był bezwarunkowo wierny Moskwie, to jednak w obecnym kryzysie nikt inny nie ma na niego tak wielkiego wpływu, jak Putin. Kreml może wesprzeć Łukaszenkę lub przyglądać się jego upadkowi. Interwencja w sąsiednim kraju, także za pomocą środków militarnych, walkę o władzę w Mińsku przekształciłaby w międzynarodowy kryzys. Wysłanie „zielonych ludzików” na ratunek reżymowi Łukaszenki i do obalenia protestów spowodowałoby ostateczne zlodowacenie i tak już chłodnych relacji między zachodnimi demokracjami a rosyjską autokracją”.

Europejczycy muszą stać po stronie demonstrantów

Komentator dziennika „Sueddeutsche Zeitung” zwraca natomiast uwagę na to, że do wielu konfliktów UE z Rosją dochodzi następny. Bruksela ma zaś zawężone pole manewru.

„Tam, gdzie ludzie masowo i pokojowo wychodzą na ulice, by protestować przeciwko samowoli władzy i na rzecz wolnych wyborów, tam UE automatycznie staje się stroną. Polityka zagraniczna Europejczyków czerpie swoją legitymację stąd, że nie reprezentuje tylko interesów, ale także i wartości. To odróżnia ją od Rosjan, Chińczyków, a coraz bardziej także od USA. Europejczycy nie mogą z tego zrezygnować nie rezygnując ze swojej tożsamości.

Podczas gdy Putin uczyni wszystko przeciwko wynikowi wolnych i niezależnych wyborów, Merkel i inni Europejczycy muszą stać po stronie demonstrantów z Mińska. Polityka zagraniczna XXI wieku określana jest nie tylko przez współzawodnictwo mocarstw, ale przez konflikt systemów. Nawet jeśli słusznym jest szukanie wspólnych punktów odniesienia, to faktem jest, że mamy ich coraz mniej”.

Putin obiecał pomoc w kwestii bezpieczeństwa

„Nie wolno zapominać, że prezydent Rosji Władimir Putin pogratulował Łukaszence wygranej w wyborach prezydenckich i obiecał mu każdą pomoc w kwestii bezpieczeństwa” – pisze dziennik „Handelsblatt”. „Inaczej niż w przypadku Krymu czy Donbasu, wkroczenie wojsk rosyjskich do Mińska nie jest na razie w planie Moskwy. Jednak szef Kremla może zareagować bardzo ostro, jeśli UE otwarcie wmiesza się w białoruski konflikt wewnętrzny albo zacznie grozić tym krajom. Białoruś i Rosja tworzą formalnie unię państwową, są też stronami układu bezpieczeństwa zbiorowego. Moskwa ma więc istotne interesy z punktu widzenia bezpieczeństwa u swojego najbliższego sąsiada. Dlatego do planowanych trudnych negocjacji na temat pokojowego przekazania władzy powinno się aktywnie włączyć Rosję. To nie znaczy jednak, że Moskwa może wyszukać sobie kolejnego prezydenta Białorusi. Nie ma do tego prawa, tak samo, jak Bruksela. To wyłączna prerogatywa Białorusinów. JPotrzebne jest porozumienie na temat gwarancji dla wszystkich stron”.

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: List do parlamentarzystów

Roman Giertych

Roman Giertych

Jestem ciekaw jak teraz znajdziecie jakiegoś wyborcę, który uwierzy w to, że chcecie innej Polski niż proponuje PiS? I jak będziecie protestować przeciwko rozrzutności władzy?

Zupełnie nie rozumiem tych ataków na Was za drobne podwyższenie wynagrodzeń dla polityków. Przecież praca w pocie czoła, dla dobra Rzeczpospolitej wymaga od Niej stosownej gratyfikacji.
Szczególnie przykro mi się zrobiło, gdy się dowiedziałem, że niektóre zazdrosne dusze kwestionują podwyżki dla rządu. Czyż twarz wygłodniałego ministra Jarosława Zielińskiego nie była tutaj błagalnym wołaniem o łyżkę strawy aby ożywić umęczone ciało naszego protektora Policji?

Czyż w zawistnych sercach nie drgnął ani jeden ton, gdy widać było jak powoli słabną intelektualne możliwości Marka Suskiego tylko z jednej przyczyny – uporczywego niedożywienia?

Czyż teraz, gdy ministrowie Kanthak, Kaleta, Wójcik i Kowalski będą lepiej wynagradzani to nie łatwiej im przyjdzie realizować program rządowy, który szybko wykorzeni niezależne media, niezależnych sędziów i wszelkie finansowanie stowarzyszeń z zagranicy?

Czyż smutna twarz Jacka Sasina, który za grosze pensji rządowej zmagał się z drukowaniem kart wyborczych na wybory widmo nie zasługiwała na gratyfikację?

Czyż wicepremier Gliński – obrońca kultury, Ziobro poskromiciel przestępców, Kamiński – wielki słuchający i wielu innych minister nie zasługiwało na zwiększenie o 100% wynagrodzenia za tyle dobra zrobionego dla Polski?

Przecież ci wszyscy, wybitni fachowcy, gdyby jeszcze przez chwilę nie otrzymali podwyżki zniknęliby na rynku rozchwytywani przez firmy szukające specjalistów.

Tak więc brawo dla posłów! Brawo dla opozycji, która wzniosła się ponad populistyczną totalność i nie dla własnych podwyżek i zwiększenia subwencji, która pomoże w jej przekonaniu wykończyć Hołownię, ale z poczucia odpowiedzialności za Państwo wsparła podwyżki dla tych wszystkich, wybitnych ludzi wznosząc się ponad krytykę, której im dotychczas nie szczędziła.

Brawo, brawo, po trzykroć brawo!

I nawet SLD, które wydawałoby się, że ideologicznie winno nienawidzieć np. Andruszkiewicza wzniosło się ponad ideologię, aby temu ministrowi dać ponad 100% podwyżki i wywołać uśmiech na jego twarzy. To naprawdę rzadki w dzisiejszych czasach przykład przełamania nawet skrajnej wrogości dla waszego DOBRA WSPÓLNEGO.

Roman Giertych

PS Jestem ciekaw jak teraz znajdziecie jakiegoś wyborcę, który uwierzy w to, że chcecie innej Polski niż proponuje PiS? I jak będziecie protestować przeciwko rozrzutności władzy? I jak ganić szybką ścieżkę uchwalania ustaw? Powiedzcie mi jak???? Jak mogliście tak zawieść????????????????


Magdalena Środa: PiS nabija sobie kiesę od lat, ale posłowie opozycji?!?!

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Idzie kryzys ekonomiczny, zwiększa się bezrobocie, politycy są w ciągłym ogniu krytyki, mamy kryzys demokracji i… demokraci głosują za podwyżkami dla samych siebie?

 

W żaden sposób nie da się obronić podwyżek dla posłów i rządu.

Jako prof. UW zarabiam trochę ponad 5 tys. zł. Moje koleżanki ze szkół podstawowych zarabiają po 2 tys. Lekarze rezydenci niewiele więcej, a mają znaczącą większą odpowiedzialność niż posłowie czy ministrowie.

Do rządowych podwyżek, premii, gratyfikacji już przywykłam. PiS nabija sobie kiesę od lat, ale posłowie opozycji?!?! Zamiast do parlamentu mogli pójść do biznesu. Tam się zarabia, w polityce się służy.

Poza tym chodzi o czas i okoliczności: idzie kryzys ekonomiczny, zwiększa się bezrobocie, politycy są w ciągłym ogniu krytyki, mamy kryzys demokracji i… demokraci głosują za podwyżkami dla samych siebie?!?! Skandal. Chwała tym, którzy zrozumieli tę kompromitację i jej poważne konsekwencje głosując przeciw.

Zapamiętajcie te nazwiska, można na nich liczyć. Reszta w przyszłości powinna stawiać na własną przedsiębiorczość a nie obywatelską służbę.

Magdalena Środa