Bartosz Węglarczyk: W polskiej polityce powstała już cała klasa posłów, których głównym zajęciem jest trollowanie

Bartosz Węglarczyk
Słowa mają znaczenie. W polityce międzynarodowej mają znaczenie zasadnicze. Słowa mogą zabijać. Podobnie jak głupota
W polskiej polityce powstała już cała klasa posłów, którzy w swoich partiach nie podejmują żadnych decyzji, nie są członkami kierownictwa, nie mają na nic wpływu, a ich głównym zajęciem jest trollowanie przeciwników politycznych wyznaczonych przez ich partie – z innych partii, z mediów, z instytucji publicznych, artystów i każdego, kogo ich partia w danym momencie nie lubi.
Każdy, kto spędza trochę czasu na Twitterze, doskonale takie postacie zna. Nie mają nic do powiedzenia, wiedzą bardzo niewiele o tym, co dzieje się w ich partii, ale zawsze są gotowi, by zabłysnąć brutalnym komentarzem z nadzieją, że ktoś z szefów ich wysiłki zauważy i nagrodzi.
Takich politycznych trolli należy oczywiście ignorować, bo to najlepsza metoda na trolle, nie tylko polityczne. Czasem jest troll robi coś, co może mieć gigantyczne konsekwencje, z których on sam nie zdaje sobie oczywiście sprawy.
Poseł Czarnek ze Zjednoczonej Prawicy napisał dziś na Twitterze, że jeńcom, którzy są agresorami, nie przysługuje prawo do ludzkiego traktowania. Poseł Czarnek nie słyszał o Konwencji Genewskiej i o tym, że prawa przysługują jeńcom zawsze i wszędzie.

Poseł Czarnek jest typowym politycznym trollem – bez żadnego znaczenia w Zjednoczonej Prawicy, bez dostępu do kierownictwa, z dużą ilością czasu do pisania głupot w sieci. Tu chodzi mu o walenie w media, których nie lubi władza, bo poseł Czarnek ogląda TVP, więc wie, że teraz temat walki z mediami jest u jego szefów ważny.
Ale poseł Czarnek jest też posłem partii władzy. Poseł Czarnek będzie więc odpowiadał za to, że komuś z polskich żołnierzy służących poza granicami kraju stanie się coś złego, bo gdzieś ktoś uzna, że polski żołnierz w obcym kraju jest agresorem, a jeńcom agresorom nie przysługują żadne prawa, o czym mówią przecież sami polscy politycy.
Słowa mają znaczenie. W polityce międzynarodowej mają znaczenie zasadnicze. Słowa mogą zabijać. Podobnie jak głupota.
Bartosz Węglarczyk
Roman Giertych: Koryto plus

Roman Giertych
Umowa z PiS w sprawie podwyżek to samobójstwo PO i SLD. W mniejszym stopniu PSL, gdyż dla ich elektoratu porozumienia z PiS są mniej hańbiące.
Donald Tusk napisał dzisiaj, że opozycja, która zgadza się na podwyżki dla władzy w czas takiego kryzysu jest zbędna.
Zgadzam się z nim. Ogromne procentowo podwyżki wynagrodzeń oraz jeszcze większy wzrost subwencji dla partii politycznych, w tym największy wzrost dla PiS przegłosowane wspólnie przez PiS i opozycję (za wyjątkiem Konfederacji) jest działaniem właściwie kończącym wiarygodność przywództwa opozycyjnego w Polsce. Mam świadomość, że posłowie w stosunku do średniej krajowej nie zarabiają wiele. Lecz nadal większość ich wyborców zarabia mniej. Ludzie w czasie kryzysu tracą pracę, borykają się z problemami firmy, wielu ludzi czarno widzi swoją przyszłość. Informacja o takim wzroście wynagrodzeń władzy i to uchwalonym wspólnie przez rząd i opozycję szokuje na kilku płaszczyznach.
Po pierwsze w dobie kryzysu takie podwyżki są zwyczajnie nieprzyzwoite.
Po drugie podwyższanie dotacji dla partii i największa w nich gratyfikacja dla PiS powoduje, że trudniej będzie PiS pokonać. Czyli opozycja, której pozycja polityczna oparła się na bycie antypisem wspiera realną władzę PiS. To zaprzeczenie istocie popularności PO.
Po trzecie dziwi całkowita nieświadomość tych dwóch pierwszych faktów u liderów opozycji. Szczególnie szokująca jest w PO, która ma niezwykle groźnego przeciwnika w walce o elektorat opozycyjny, z którym wygrała miesiąc temu dzięki umożliwieniu przez PiS wymiany kandydata. Myślę tutaj o ruchu Szymona Hołowni, który po tym głosowaniu jestem przekonany, że przekroczy 20%. Porozumienie z PiS w sprawie podwyżek od razu przypomina pytanie jak to się stało, że PiS przegłosował ustawę pozwalającą PO wymienić kandydata? I czy ta wymiana przysłużyła się Polsce.
Generalnie umowa z PiS w sprawie podwyżek to samobójstwo PO i SLD. W mniejszym stopniu PSL, gdyż dla ich elektoratu porozumienia z PiS są mniej hańbiące.
Jak obserwuję politykę 30 lat, to większego błędu nie widziałem. Nawet wyjazd na Maderę pana Petru miał mniejszy wpływ na rzeczywistość, niż będzie miało to głosowanie.
Roman Giertych
Kamil Durczok: Pałowanie na ekranie

Kamil Durczok
Kłamstwo jest dziś narzędziem. Metody jego oswajania są różne. Wspólne jest jedno - kłamią po to, by zdobyć, utrzymać i powiększyć władzę. A potem robić, co chcą. Dla swojej chorej, próżnej i skrzywionej satysfakcji.
Trudno pojąć owo zacietrzewienie. Trudno zrozumieć nienawiść, z jaką toczona jest ta wojna. Brutalność, kompletnie nieadekwatną do rzekomego zagrożenia. I emocje, tak rozhuśtane, że tylko krok do krwi na ulicach.
Dlaczego z taką zajadłością tępiona jest wszelka odmienność seksualna? Dlaczego gęby pełne frazesów o tolerancji w istocie wykluczają z życia całe rzesze inaczej rozumiejących miłość, seks i płciowość? Co jest takiego strasznego w ludziach LGBT, że trzeba przeciw nim wytaczać najcięższe działa?
Kiedy policja ciskała na bruk protestujących Obywateli RP, mieściło się to jeszcze, od biedy, w zdeformowanym pojęciu wojny politycznej. Patologiczne widzenie świata i ludzi pozwalało Prezesowi nasyłać mundurowych na bezbronnych obywateli. Lud nie zawył z oburzenia, że policyjny mundur z orłem jest dla Kaczyńskiego jak prywatne armia. Jego szyderczy śmiech, kiedy uciekał z sejmu skryty za szybami służbowego auta, powinien był zabrzmieć jak alarm. I kazać pytać, jak w każdym normalnym kraju, ostatnio również w USA: czy rządzić nami osoba normalna czy szaleniec. Ale w sumie gra toczyła się na boisku, do którego przywykliśmy. Albo przywyknąć musieliśmy. Do tego wolne (jeszcze) media takiego pytania nie stawiały. Brnęły w chorą narrację poprawności, w której mandat wyborczy oznacza legitymację działań w istocie dyktatorskich.
Jednak przy ataku na gejów i lesbijki zdumiewająca jest jego zaciekłość. Niespotykana furia, z jaką na wszelkich frontach walczy się z nienormatywnymi. Na ulicach policja, w prokuraturze strażnicy rewolucji, w mediach komitety krzewienia cnót chrześcijańskich.
Czy LGBT są atakowani, bo zagrażają kościołowi? Absurd. Rydzyk z Jędraszewskim rozmontowują go dużo sprawniej.
Odwrócenie uwagi od kościelnej pedofilii? Od tego jest Ordo Iuris i kierowana przez jego człowieka komisja.
Zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny? Hmmm… Być może. Jeśli pod tym modelem kryje się pijany mąż, katujący rodzinę, to tęczowi, z hasłami miłości i tolerancji, faktycznie są groźni.
Ale to wszystko mało. Mimo całego cyrku, w jaki Wódz zmienia kraj, na tej arenie trwa przedstawienie szczególne. I trudno dociec jego źródła. Być może źródeł jest kilka, a razem tworzą pełen przemocy i pogardy show. Kto wie, czy nie po to, żeby widownia nie spojrzała gdzie indziej.
We frapującym tekście Cena kolaboracji (zamieszczonym w Wolnej sobocie, dodatku GW), Anne Applebaum pisze min. o kłamstwie. Opisuje, jak Trump, wbrew oczywistym dowodom, łże w żywe oczy i nie spotyka go za to żadna kara. Socjologowie uważają, że jeśli kłamstwa serwowane są stopniowo, przyzwyczajamy się do nich i z czasem są czymś naturalnym. Podobno dlatego, że samych siebie uważamy za kryształowych a taki chamski atak łgarstwa byłby przyznaniem, że go akceptujemy. Czyli zeświniliśmy się tak, jak tamci łgarze.
Wydaje się, że Kaczyński przerobił tę prawdę na własną modłę. Nie tylko kłamie, nie tylko prowokuje, ale przede wszystkim nieustannie przesuwa granice. Wali na oślep, napina strunę i obserwuje efekt. Jeśli szturm jest udany, okopuje się na pozycjach. Nocnym gwałtem wziął Trybunał Konstytucyjny. Tysiące protestowały a potem poszły do domów. Bezczelnie zagrabił publiczne media a myśmy tylko z niesmakiem kręcili nosami. Sięgnął po KRS, ale demonstranci w końcu odpuścili. O partyjnej prokuraturze, części sądów czy kolesiostwie w spółkach skarbu państwa nie ma nawet co gadać.
Prezes jest jednak sprytniejszy. Wie, że jeśli przeszarżuje – zawsze ma gdzie się cofać. Przełknął gorycz porażki zaserwowanej mu przez Gowina przy wyborach. Odpuścił wybory w maju, bo koalicja trzeszczała. Ale służalcze media zawyły z zachwytu. Oto jest odpowiedzialność za ludzi i kraj!
Trzymał Macierewicza w MON aż w powietrzu poczuł bunt. Suma Miśka i Antoniego nawet dla Kaczora była nie do wytrzymania. Wtedy odpuścił, choć mistrz skoków do pustego basenu zachował przywileje niemal ministerialne. To tak na wypadek, gdyby ktoś wątpił, że Wódz zapomina o swoich.
Kłamstwo jest dziś narzędziem. Metody jego oswajania są różne. Wspólne jest jedno – kłamią po to, by zdobyć, utrzymać i powiększyć władzę. A potem robić, co chcą. Dla swojej chorej, próżnej i skrzywionej satysfakcji. Tylko idioci pozostają ślepi i głusi na płacz demokracji. Kiedy go usłyszą, jest za późno.
Kamil Durczok
Stefan Niesiołowski: Piszę ten tekst, gdy liczba zakażeń w Polsce przekroczyła 800… Co dalej?

Stefan Niesiołowski
Bojkot kłamstwa i kłamców, bojkot wszystkiego co służy pisowcom, poszerzanie sfery wolności w tych obszarach gdzie oni nie sięgają lub sięgają nie do końca (np. Senat) to nasza droga do wolności. To nie jest ich kraj, PiS to nie Polska.
Piszę ten tekst, gdy liczba zakażeń w Polsce przekroczyła 800 co jest rozmiarem obecnej i przyszłej katastrofy. Warto cały czas przypominać słowa p. Morawieckiego o koronawirusie, który jest w odwrocie i którego nie ma się co obawiać. Za te słowa i za całokształt swojej „działalności” osobnik ten powinien zniknąć z życia publicznego. Okazał się moim zdaniem absolutnie najgorszym najfatalniejszym premierem w suwerennej Polsce po 1989 roku. Chociaż trzeba przyznać, że konkurencja jest silna.
Ta niezdolność pisowców do przedstawienia jakichkolwiek ciekawszych intelektualnie kompetentnych starannie wykształconych osób na wysokie stanowiska jest jednym z dowodów na marność tej ekipy. Powtarzam po raz kolejny nigdy w całej historii Polski nie reprezentował naszego kraju, nie wypowiadał się w jego imieniu nie pełnił odpowiedzialnych funkcji zespół ludzi równie mizernych i to pod każdym względem. Można mieć pretensję do historii, która nas nie rozpieszczała, do zaborców i najeźdźców nazistów i komunistów, ale jest to pretensja jałowa.
Dziś Polska jest suwerenna i odpowiada za politykę i jakość swojego rządu. Wyniszczenie elit, marność edukacji, brak reprywatyzacji co zablokowało powstanie silnej klasy średniej, zapóźnienie cywilizacyjne, fala populizmu, która przetacza się przez świat, to wszystko i wiele innych powodów doprowadziło do obecnego fatalnego położenia Polski. Nasz kraj przestał być państwem demokratycznym i jest rządzony przez reżim autorytarny, któremu oczywiście zawsze będę zapisywał na wielki plus, że w przeciwieństwie do wielu innych nie morduje, ale to stanowczo za mało, aby uznać jego prawomocność. Zasadnicze pytanie o polską politykę zamiast jak kiedyś – jak doprowadzić do odzyskania niepodległości jest – jak odzyskać utraconą demokrację. Praktycznie oznacza to co zrobić, aby odsunąć pisowców od władzy?
Całą istotą ich rządów jest utrzymanie władzy. Temu podporządkowane jest wszystko o nic innego w gruncie rzeczy nie chodzi i dlatego ułatwianie im rządów, branie udziału w pisowskich jublach, spędach, akademiach, marszach itp. jest działaniem na szkodę Polski. Popieranie tej władzy przedłuża procesy dewastacji Polski wielokrotnie opisywane i dobrze znane. Utrwala korupcyjny system nagradzania swoich, pompowania pieniędzy podatników do kas partyjnych i przede wszystkim do swoich i dla swoich. Lista beneficjentów dobrej zmiany to stanowiska rządowe, wszystkie w zasadzie wysokie stanowiska w państwie, niezliczone spółki, fundacje, instytuty, zespoły i przeróżne instytucje i organizacje służące bogaceniu się aparatczyków i funkcjonariuszy. Nie jest to zjawisko nowe, każda partia u władzy i każdy rząd w jakimś stopniu nagradza ludzi będących jego zapleczem i podporą, tak jest wszędzie na świecie, ale skala tego zjawiska i to co w tym obszarze wyprawia PiS jest czymś niewyobrażalnie większym i gorszym, jest nową jakością.
Lista najbardziej znanych pisowskich afer i bierność prokuratury są powszechnie znane. I kłamstwo wszechogarniające Polskę kłamstwo. „Kłamstwo i strach to paliwo polityki. Politycy kłamią bo są przekonani o swojej moralnej wyższości…Politycy kłamią, a to od razu przenika do opinii publicznej – przez internet, przez prasę. Ale jeśli dziennikarz skłamie, musi sprostować, polityków zaś nie obowiązuje żaden kodeks etyczny. Premier Morawiecki staje setny raz przed kamerami i, patrząc nam w oczy, setny raz powtarza nieprawdę…internet przezwał go Mateuszkiem Kłamczuszkiem. No ale podobno kłamstwo setny raz powtórzone staje się prawdą”. (Tomasz Witkowski, „Przegląd”, z dn. 3 08 2020 r.).
Triumf kłamstwa to nie tylko nierówne, nieuczciwe wybory i codzienny bagienny bulgot reżimowych mediów. To takie symboliczne plunięcie w twarz jak przywrócenie Lichockiej, jak „wyjaśnienia” jakiś nieodróżnialnych pisowskich rzeczników i ministrów, jak opluwanie m in. Gajosa, Olbrychskiego, Stuhra, jak każda chyba wypowiedź p. Terleckiego? Wolność można odzyskać nie poprzez pokrętne tłumaczenia uzasadniające branie udziału w pisowskich pokazach siły czy w żyrowaniu reżimowych mediów swoim udziałem. Tak jak komunizm został pokonany poprzez głoszenie zasady – prawda was wyzwoli, tak samo zostanie pokonany PiS.
Bojkot kłamstwa i kłamców, bojkot wszystkiego co służy pisowcom, poszerzanie sfery wolności w tych obszarach gdzie oni nie sięgają lub sięgają nie do końca (np. Senat) to nasza droga do wolności. To nie jest ich kraj, PiS to nie Polska. Ludzie związani z walką o demokrację na ogół jednoznacznie ocenili udział i samą uroczystość z p. Dudą w roli głównej, bojkot był według mnie najlepszym podejściem. Ale nie ma większej różnicy pomiędzy tą uroczystością, a innymi pisowskimi imprezami, pomiędzy rządem, a p. Dudą i jego zespołem. Wszyscy oni zasługują na jednakowe traktowanie i mam nadzieję, że to odczują. Ach jacy potrafili być przyjaźni i serdeczni byle tylko p. Duda miał audytorium. Ci, którzy być może z dobrych intencji tam poszli szybko przekonają się co warte są słowa pisowców.
Tym razem Kościół nie pomoże. Stoi po drugiej stronie broni kłamstwa i reżimu. Oczywiście nie cały i nie powszechny, ale w Polsce w wystarczająco dużym stopniu, aby w całości poniósł odpowiedzialność. Abp Stanisław Gądecki w kazaniu do pisowskich dygnitarzy powiedział:” Służebny charakter władzy zobowiązuje do przestrzegania zasad moralności w sprawowaniu rządów…nie da się uleczyć narodu i państwa bez moralności w polityce. W postulatach kardynała (Wyszyńskiego – przyp. mój) dostrzegamy dalekowzroczność i promocję nowoczesnego stylu sprawowania władzy, który jest oparty nie na przemocy i sile i strachu, ale na dialogu i odwoływania się do sumienia”. Całkowicie słusznie tylko jaką to ma wartość, to hipokryzja, gdy trwa ochrona pedofilów, gdy na Jasnej Górze (coraz częściej nazywanej Brunatną Górą) mają miejsce manifestacje nacjonalistów wyciągających ręce w nazistowskim pozdrowieniu, gdy przy ołtarzach mają miejsce występy pisowskich dygnitarzy, gdy bez przeszkód głosi swoje „mądrości i prawdy” Rydzyk i jemu podobni. Jaką wartość mają tego typu i podobne słowa, gdy fakty czyny związane z Kościołem w Polsce będącym dziś niestety skrajnie niewiarygodną pisowską przybudówką, gruntownie im przeczą.
Stefan Niesiołowski
Marcin Meller: Narodowy spis prostaków

Marcin Meller
Ministerstwo Kultury przyspieszyło prace nad programem Kultura Plus w ramach, którego obowiązywać będzie lista Kultura Minus. Trafi na nią każdy artysta, który spróbuje opluwać Dobrą Zmianę i jej Najjaśniejszego Kreatora, Sumienie Ojczyzny, Gospodarza Oazy Szczęścia, Piewcę Jutrzenki Polskiej Wolności Jarosława Kaczyńskiego. Przy czym sam fakt trafienia na listę Kultura Minus powoduje automatyczną utratę praw do posługiwania się w Polsce tytułem artysty, pisarza, muzyka, malarza, filmowca
Oto robocza wersja oświadczenia Ministerstwa Kultury. Tekst może jeszcze ulec drobnym poprawkom.
Odpowiadając na pytania mediów w sprawie Janusza Gajosa, Ministerstwo Kultury potwierdza, że wspomniany aktor nie jest – jak wykazał minister Piotr Gliński – „świętą krową” lecz – zgodnie z diagnozą europosłanki Beata Mazurek – „prostakiem” i wedle określenia przewodniczącego parlamentarnego klubu PiS Ryszarda Terleckiego „małym śmiesznym człowiekiem”.
Jednocześnie Ministerstwo Kultury informuje, że niebywałe chamstwo prostaka Gajosa polegające na krytyce Słońca Żoliborza, Ojca Narodu, Wielkiego Przywódcy, Obrońcy Tradycji, Mecenasa Kultury Polskiej Jarosława Kaczyńskiego przyspieszyło prace nad programem „Kultura Plus” w ramach, którego obowiązywać będzie lista „Kultura Minus”. Trafi na nią każdy artysta, który spróbuje opluwać Dobrą Zmianę i jej Najjaśniejszego Kreatora, Sumienie Ojczyzny, Gospodarza Oazy Szczęścia, Piewcę Jutrzenki Polskiej Wolności Jarosława Kaczyńskiego. Przy czym sam fakt trafienia na listę „Kultura Minus” powoduje automatyczną utratę praw do posługiwania się w Polsce tytułem „artysty”, „pisarza”, „muzyka”, „malarza”, „filmowca” itp. Itd.
W skład komitetu stałego nadającego zaszczytny tytuł Artysty Dobrej Zmiany wejdą oprócz wspomnianych powyżej zasłużonych działaczy – Beata Kempa, Marek Suski, Dominik Tarczyński, Beata Szydło oraz po jednym przedstawicielu wojewódzkich struktur PiS-u. Na listę „Kultura Minus” mogą trafiać też podający się za artystów osobnicy martwi, których twórczość nadal zatruwa umysły odbiorców jak to się dzieje choćby w przypadku Szymborskiej Wisławy, Miłosza Czesława, Konwickiego Tadeusza, Kapuścińskiego Ryszarda, Wajdy Andrzeja, Kutza Kazimierza, czy Barańczaka Stanisława.
Ministerstwo wyraża nadzieję, że znalezienie się na liście „Kultura Minus” będzie jasnym sygnałem czego nie należy oglądać, słuchać, czytać. Resort liczy też na instytucje kultury, że wyciągną wnioski i nie będą przykładowo pokazywać filmów ani wystawiać spektakli z udziałem prostaków Gajosa Janusza, Jandy Krystyny, Chyry Andrzeja, Stuhra Jerzego, Stuhra Macieja, Ostaszewskiej Mai, Damięckiego Mateusza, Cieleckiej Magdaleny, pełna lista do sprawdzenia w powiatowych komitetach Prawa Sprawiedliwości i na stronach Ministerstwa Kultury.
Szczególnie zwracamy uwagę na niebezpieczeństwo kontaktu młodych ludzi z „twórczością” prymitywnej osoby – o czym świadczy choćby niechlujna fryzura tej pani – jaką jest wynagradzana szwedzkimi pieniędzmi Tokarczuk Olga. Przypominamy, że armia szwedzka otwarcie zachęca do wstępowania w swoje szeregi reprezentantów ideologii LGBT, a jej przedstawiciele oblegali Jasną Górą – dom ewangelistów Mateusza Morawickiego i Łukasza Szumowskiego oraz błogosławionej Jadwigi Emilewicz. Prymitywna Tokarczuk zmarnowała okazję gdy minister Gliński udzielił jej kilku porad jak należy dobrze pisać, nie skorzystała z nich i nadal szerzy prymitywizm wraz z Dehnelem Jackiem, Gretkowską Manuelą, Stasiukiem Andrzejem, Masłowską Dorotą, Miłoszewskim Zygmuntem, Chwinem Stefanem, Żulczykiem Jakubem, Zagajewskim Adamem, Szczerkiem Ziemowitem pełna lista do wglądu w powiatowych komitetach PiS i na stronach Ministerstwa Kultury.
Tak jak atakujących w bestialski sposób Umiłowanego Przywódcę aktorów definiuje prostactwo, pisarzy – prymitywizm tak cechą muzyków jest chamstwo. Cham Staszewski Kazimierz pluł na groby, cham Hemingway Taco chciał dokonywać na rządzącej partii podstawowych czynności seksualnych, chamami są Nosowska Katarzyna, Podsiadło Dawid, Łona (dopisek odręczny: a ten imienia nie ma?), Organek Tomasz, Zalewski Krzysztof, Szroeder Natalia, Mes Typ Ten (dopisek odręczny: w jakiej kolejności pisać tego chama? Wietnamczyk czy co?).
W sprawie zarówno prostackich jak i prymitywnych oraz chamskich Holland Agnieszki i Pawlikowskiego Pawła, Ministerstwo wyjaśni czy wspomniani osobnicy posiadają polskie obywatelstwo, a gdyby tak było, resort sprawdzi możliwość odebrania go z powodu długiego zamieszkiwania poza Polską, atakowania Dobrej Zmiany i przyjmowania korzyści finansowych od zagranicznych podmiotów.
Jednocześnie Ministerstwo Kultury informuje o zaczynającym się właśnie procesie przyznawania tytułów Artysty Dobrej Zmiany pozwalających na uprawianie zawodu we wszystkich instytucjach kultury. Zainteresowani proszeni są o składanie wniosków w biurach poselskich Prawa i Sprawiedliwości. Wymagana jest rekomendacja członka partii oraz interpretacja słów poety: „Więcej niż słońce, gdyż słońcu brak mądrości” (na 4400 znaków).
Marcin Meller
Kamil Durczok: Żałosny pisk w sprawie Białorusi

Kamil Durczok
Dziś żyjemy dramatem Białorusinów. Pałowani, aresztowani, z gazem łzawiącym w oczach, patrzą na Europę. W pierwszej kolejności na nas. I co widzą?
Jest luty 2014 roku. Na kijowskim Majdanie widać jeszcze skutki walk. W szpitalach ranni. Na kartonowych tabliczkach nazwiska ponad 90 poległych demonstrantów, w większości trafionych kulami snajperów. To ofiary wojny, jaką własnemu narodowi wytoczył prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowycz.
Zabitych mogło być więcej. Ale w Kijowie od 2 dni działali szefowie dyplomacji Francji, Niemiec i Polski. Ten pierwszy szybko zresztą z Kijowa zniknął, najwyraźniej przerażony wizją tego, co może się zdarzyć na placu uznawanym za symbol ukraińskiej rewolucji.
Frank-Walter Steinmeier i Radosław Sikorski byli już po rozmowach z Janukowyczem. O dziwo, z nim poszło w miarę gładko, zgodził się na wiele ustępstw. Trudniejsza była przeprawa z wściekłymi liderami opozycji, czującymi na plecach oddech jeszcze wścieklejszych dowódców stacjonujących na Majdanie sotni. Dla nich wszystko, co nie oznaczało natychmiastowego zniknięcia znienawidzonego prezydenta, było nie do przyjęcia. Ale Janukowycz znikać – przynajmniej w deklaracjach – nie zamierzał.
Wyglądało, że walki zaczną się na nowo, a ofiary będą liczone w tysiącach.
To wtedy padły słynne słowa. Niemiecki minister miał powiedzieć: to najlepsze, co mogliśmy wynegocjować. Sikorski zaś powiedział opozycji wprost: jeśli tego (porozumienia z Janukowyczem – przyp. KD) nie poprzecie, będziecie mieli stan wojenny i wszyscy zginiecie.
Opozycja umowę przyjęła. Chwilę później, spanikowany prezydent czmychał do Charkowa, a potem do Rosji. Wolna Ukraina wygrała.
Dziś żyjemy dramatem Białorusinów. Pałowani, aresztowani, z gazem łzawiącym w oczach, patrzą na Europę. W pierwszej kolejności na nas. I co widzą?
Andrzeja Dudę, zaliczającego efektowne bum na skuterze wodnym. Aktywność Dudy ogranicza się na razie do wysyłania komunikatów z letniej rezydencji nad Zatoką Pucką. Na Twitterze (godz. 18.35) 1 (słownie: JEDEN) wpis, a decyzjach i jakichkolwiek ruchach nic nie wiadomo.
Widzą Terleckiego, wicemarszałka sejmu, chamsko bulgoczącego w stronę dociekliwej dziennikarki, pytającej, czy Polska podejmie jakieś konkretne działania.
Widzą wreszcie bezradnego, budzącego raczej współczucie Czaputowicza, ministra spraw zagranicznych (gdyby ktoś nie wiedział kto to). Człowieka, który niedawno przyznał, że raczej szykuje się do odejścia, niż planuje długofalową politykę.
Historia opisana na początku nie ma służyć gloryfikacji Sikorskiego. Popełniał błędy, bywał arogancki, wychodził przed szereg. Ale miał wizję i pozycję. I razem z najważniejszymi europejskimi graczami ustawiał nowy ład.
Dziś jak piskliwy chichot trolla brzmi groteskowe hasełko, że w polityce zagranicznej siedzieliśmy pod stołem, ale dzięki PiS powstaliśmy z kolan.
Nie dość, że wstając, wyrżnęliśmy łbem w blat, to wciąż jeszcze leżymy tam zamroczeni. Nikt serio nie traktuje naszych apeli do Łukaszenki. Bo w Europie nie znaczymy nic. A u nas na ulicach też pałują ludzi.
Kamil Durczok
Jolanta Saacewicz: Gdy urodziłEM piąte dziecko…

Jolanta Saacewicz
To opowieść o uwięzieniu w obcym ciele i determinacji, by z niego uciec za cenę niewyobrażalną dla nas wszystkich. Dlatego chcialam ja opowiedzieć, żeby pomoc naszym wyobraźniom, wyobrazić tę potężną siłę przyrody, która nakazuje nam być kim zostaliśmy stworzeni w naszym środku.
Starsza pani wydlubywala monety ze skórzanej portmonetki w kształcie podkowy.
– Jaka to drożyzna wszędzie. Niedługo nie stać mnie będzie, żeby wnuki do kina zabrać – mówiła do biletera wyławiając pieciozlotowki.
– Gdy urodziłem pierwsze dziecko jeździliśmy do Warszawy do opery. Gdy urodziłem drugie, chodziliśmy do teatru. Gdy urodziłem trzecie chodziliśmy tylko do kina. Po czwartym i piątym oglądaliśmy już tylko telewizje, bo nie stać nas bylo na bilety – odpowiedział bileter zgadzając się z kobietą.
– Urodzil pan…?
– Tak, urodziłem pięcioro.
Kobieta wzięła bilety, wrzuciła portmonetkę do torebki, rzuciła pospieszne: dziękuje i do widzenia i odeszła szybko od kasy, w której siedział wyglądający na pięćdziesięciolatka mężczyzna w zielonych szortach i jaskrawych skarpetkach do pół łydki.
Mężczyzną był mój transplciowy znajomy Adam, urodzony Adą. Był bileterem w publicznej instytucji w moim rodzinnym mieście. W tej samej instytucji pracował też jego były mąż, któremu Adam urodził piątkę dzieci.

I.
To będzie historia dla starszych z nas, takich którzy słabo rozumieją o co chodzi w tym dżenderze, facetach, którzy mówią ze są kobietami lub odwrotnie. Język będzie prosty, niepoprawny.
II.
Ada odchowała piątkę dzieci. Większość z nich była dziećmi z małżeńskiego gwałtu. Mąż Ady pił i miał zaburzenia psychiczne. Bił i gwalcił. Po piątym dziecku pobił tak, że już następnych być nie mogło. Wtedy Ada zdecydowała się na rozwód. Wzięła ze sobą wszystkie dzieci. Jedna córka odziedziczyła po ojcu schizofrenię i była w ciąży. Były mąż płacił alimenty z pensji stróża i mieszkał z nimi w tym samym mieszkaniu. Zaczął się leczyć. Mieszkanie w końcu sprzedano i podzielono pieniądze. Ada z dziećmi i wnuczką zamieszkali razem. Dzieci usamodzielniły się szybko i wkrótce z Adą mieszkała już tylko chora córka ze swoim dzieckiem. Ada skończyła 60 lat i wtedy poszła do lekarza i powiedziała, że jest Adamem i że chce wyciąć z siebie całą kobietę, przyprawić penisa i jądra i sikać na stojąco.
III.
Gdy powiedziała dzieciom, że jest Adamem, czwórka z nich wstała i wyszła. Nie chcieli słyszeć i znać. Córka ze schizofrenią została.
IV.
Gdy się ma sześćdziesiąt lat to skóra już się robi zwiotczała. Mięśnie tez są już takie „brechlawe”, jak mówiła moja babcia. Wydłubać z kobiety macice, jajniki i piersi to dużo operacji. Gdy się ma sześciesiat lat to ta skóra jakby wolniej się goi. Człowiek jest słabszy. Ale nie Ada. Z Ady promieniowała radość nawet pod narkozą. Po testach psychologicznych, terapii hormonalnej przyszła kolej na ciąg operacji. Ada leciała do szpitala na skrzydłach pozbywać się wszystkich atrybutów kobiety. Ból po amputacji piersi nie miał szans pojawić się na twarzy Adama. Był tam tylko szeroki uśmiech i jakieś nieśmiałe, pierwsze włoski zarostu. Jakaś woda zbierała się w brzuchu po laparoskopowym usunięciu macicy i jajników, nie goiło się, pobyty w szpitalu były częstsze i coraz bardziej krępujące, bo rosły wąsy a operacje były na ginekologii ale Adam był szczęśliwy. Na ginekologii tez opowiadał wspolpacjentkom o tym, jak urodził pięcioro dzieci.
V.
Nie wszyscy decydują się na „kompletną” zmianę płci. Jedni nie obcinają niczego, tylko biorą hormony, drudzy obcinają piersi i chwatit, najbardziej zdeterminowani idą na całość: doszywany jest penis i reszta. Zaraz powiem, jak to się robi. Wspomnę jednak najpierw, ze u panów, którzy są w środku, w duszy i głowie paniami, tez najpierw są hormony, potem wstawia się biust, a następnie ucina penisa i jadra i robi waginę i łechtaczkę. Bardzo to ciekawe operacje. Zmieniały się w czasie, doskonaliły. Dziś zrobiony przez człowieka penis ma czucie, tak jak i „fałszywa” łechtaczka oraz piersi wypchane silikonem. Tak, można z takim penisem uprawiać seks. Jak się ma penisa mercedesa to można tez przez niego sikać.
VI.
Sarę MacBride poznałam w Human Rights Campaign, amerykańskiej organizacji praw człowieka. Sara była dyrektorką komunikacji. Zanim trafiła do HRC była mężczyzną. Po „tranzycji” zakochała się w transmężczyznie czyli facecie, który urodził się kobietą. Pobrali się i wszystko zmierzało do bajecznego happy endu ale rak zabił małżonka. W takie historie zwykle wierzę niechętnie, bo trącą szmirą i zwykle są naciągane. Ale Sarę znam osobiście. Poza tym Sara jest sławna. W 2016 była pierwszą osobą trans w historii, która przemawiała na konwencji wyborczej Partii Demokratycznej, gdy Hillary Clinton została nominowana na kandydatkę na prezydentkę. Wszystko wiec było historyczne na tej konwencji. W niedalekiej przyszłości Sara wystartuje do kongresu w stanie Delaware.
VII.
Adam wycinał z siebie kobietę na NFZ, a doszywał klejnoty w większości prywatnie, bo mu spieprzyli w państwowych szpitalach penisa, a właściwie cewkę przez penisa. Z pensji biletera nie starczało na prywatne kliniki i Adam musiał wziąć kredyt na penisa. W Stanach takie operacje samego podwozia kosztują około $25 000. Poddaje im się tu około 1.5 mln ludzi trans. Biznes się kręci. Dorabianie penisa nazywa się po angielsku phalloplasty. Procedura tworzenia mniejszych penisów, bez koniecznych transplantów skóry z przedramienia, brzucha lub uda nazywana jest metoidioplasty.
VIII.
Na stronie amerykańskiej agencji rządowej jest dokładny opis jak to sie wszystko robi. Są tez zdjęcia jak się odkrawa skore np. z przedramienia żeby zrobić penisa. Jeśli nie chcecie tego oglądać to opisze: obdziera się przedramię z pasa skory długiego na długość penisa, dookoła, czyli otrzymujemy długi cylinder. W przedramieniu obdartym ze skory widać wszystkie mięśnie jak na rysunkach Leobarda da Vinci. Obdzieranie ze skory boli jak skurwysyn. Taka skóra na penisa musi być żywa wiec przez jakiś czas nosi się ja przyszytą, żeby była ukrwiona. Potem, tak w skrócie, roluje się z niej penisa i na koniuszek zakłada czapeczkę zrobioną z łechtaczki.
IX.
Jak się bardzo bardzo bardzo chce być sobą, ale najpierw trzeba urodzić pięcioro dzieci z gwałtu i je odchować, to potem człowiek idzie na całość. Na całość to znaczy, ze chce się sikać na stojąco, bo wtedy czuje się „prawdziwym mężczyzną”. Prawie 80 proc procedur przedłużania cewki moczowej do penisa kończy się powikłaniami. Adam miał 16 operacji na tę „głupią zachciankę”. Nie zrezygnował. Kroili i zszywali. Wił się z bólu, zdrowiał, szedł do domu, sikał na stojąco i znowu cos się psuło, robiła infekcja i znowu pod nóż. Był bileterem, płacił za swoje marzenie sikania na stojąco z kredytu.
X.
Człowieka, który urodzi się w ciele niezgodnym z jego płcią „w mózgu” nazywa się transgender lub transseksualistą choć to ostatnie określenie stało się dziś nie za bardzo poprawne. Takich ludzi jest na świecie ułamek procenta ale na nich skupia się najbardziej ognista i potężna nienawiść homofobów. Oni są najczęściej torturowani na smierć. Najpopularniejsza torturą jest zbiorowy gwałt oraz obcinanie genitaliów. Penisy i jądra okupione wielkim bólem i kosztami są im obcinane i wkładane do gardeł i w ten sposób umierają, uduszeni własnymi genitaliami.
XI.
Ludzie nie wiedzą, a gdy nie wiedzą i nie znają to się boją. Lęk jest zwykle u podłoża agresji. Nasi biali polscy prawicowi bracia reagują na ludzi transplciowych tak jak buszmeni w Afryce na albinosów: Trzeba zabić! Niewiedza i brak edukacji są tego przyczyną.
XII.
Unikatowość ludzi transgender jest wymarzonym tematem do skandalizujących opowieści. W prawicowych homofobicznych mediach zwykle epatuje się gawiedź tym, że procedury zmiany płci są „zachciankami”. Legendy opowiadane są o rzekomych tragediach tych, którzy poobcinali sobie wszystko, a potem przyszło opamiętanie i żal i było już za późno. Sama oglądałam kiedyś dokument o facecie, który został kobietą, a potem się rozmyślił i z kobiety przerobili go ponownie na faceta. Jako dziennikarka sama pewnie zrobiłabym taki materiał, bo byłoby to jak wywiad z jednorożcem w wianku kwiatów paproci, bardzo unikatowe i interesujące. To się jednak zdarza może raz na 10 milionów, ale jest wspaniałym narzędziem do epatowania ludzi „igraszkami z własną płcią” i„frywolnością” tego problemu zmiany płci. Zatrzymajmy się tu na chwilę, zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie obdzieranie przedramienia ze skóry, obcinanie penisów, rozciąganie delikatnej łechtaczki, przedłużanie cewki moczowej i ból, ten ból, ten straszny, potworny ból każdej operacji. Takie wyobrażenie wzmacniania mięśnie wyobraźni.
XIII.
Kiedyś nosiłam na barana przyszłego transmężczyznę. Była śliczną i drobną dziewczynką. W ogólniaku miała romanse z dziewczynami, myśleliśmy ze jest lesbijką. Gdy skończyła 18 lat zaczęła tranzycję. Przyznaję, że gdy zmieniła imię na męskie często potykałam się o końcówki i zdarzało mi się mówić „ona”. Wszyscy się uczyliśmy nowej sytuacji. Najbardziej podziwiałam dwie rzeczy w tej historii: mamę mojego trans znajomego, bo była bardzo religijna, a nie mrugnęła okiem, gdy przyszło do wsparcia „nowego” syna. Siedziałyśmy kiedyś na ganku w moim leśnym domku i Marta powiedziała mi zaciągając się głęboko papierosem:
– To dziwne uczucie mieć córkę przez 18 lat, a potem syna, ale moja miłość do niego jest taka sama.
Drugim obiektem mojego podziwu były silikonowe jądra syna. Chciał mieć wszystko tak jak trzeba wiec zdecydował się na wszycie tych protez. Wstawia się je w najdelikatnieszą skórę w kroczu. Nawet na silnych lekach przeciwbólowych nie mógł chodzić przez kilka dni, a pierwsze kroki stawiał jakby miał między nogami beczkę, tak bolało.
XIV.
Mam kilka ulubionych historii o ludziach transgender. Jedna to historia o dwóch siostrach bliźniaczkach jednojajowych, które rosły obok siebie i ukrywały przed sobą tragedię pomylonych płci. Jak to bywa wśród bliźniaków, decyzję by powiedzieć rodzicom, że chcą zmienić płeć podjęły prawie dokładnie w tym samym czasie, choć każda oddzielnie. Rodzice byli w szoku, ale szybko wsparli chłopców.
Druga historia jest o pływaczce. Była mistrzynią Stanów Zjednoczonych. Zdecydowała się na „dostosowanie swojej płci” do tego kim się czuła, gdy dostała się do Harvardu. Brała hormony, przeszła amputację piersi i na tym się na razie zatrzymała. Jednocześnie chciała nadal pływać. Została przyjęta do prestiżowej męskiej drużyny reprezentacji Harvardu. We wszystkich zawodach, ta kiedyś mistrzyni, teraz zajmowała ostatnie miejsca. Gdy raz przypłynęła przedostatnia płakałam razem z nim przed telewizorem.
XV.
Adam przeszedł w sumie z 30 operacji. Spłaca kredyty, sika na stojąco i jest szczęśliwy. Jest silnym i dumnym facetem. Historia Adama, Sary, bliźniaków i pływaka Harvardu, którym tak niewielu w życiu pomogło, a tak wielu nienawidziło, to opowieść o uwięzieniu w obcym ciele i determinacji, by z niego uciec za cenę niewyobrażalną dla nas wszystkich. Dlatego chcialam ja opowiedzieć, żeby pomoc naszym wyobraźniom, wyobrazić tę potężną siłę przyrody, która nakazuje nam być kim zostaliśmy stworzeni w naszym środku. I nie dotyczy to tylko młodej Margot, ale i sześćdziesięcioletniego Adama, który urodził piątkę dzieci.
Jolanta Saacewicz
Andrzej Żukowski: Dziel i rządź…

Andrzej Żukowski
Polska jest w tej chwili krajem skłóconym wewnętrznie jak nigdy wcześniej, bo jedyną metoda jaką Kaczyński zna by utrzymać się przy władzy jest skłócanie wszystkich ze wszystkimi, i o wszystko.
Oto rząd pisowski w akcji: dla odwrócenia uwagi od swoich wyborczych szwindli, atakuje osoby LGBT. Jest stałą częścią pisowskiego repertuaru politycznego, że dla odwrócenia uwagi od jednej awantury, wywołuje kolejną. Może chwilowo odwraca to uwagę od pierwszego problemu, ale wytworzenie drugiego problemu sprawia, że oto zamiast jednego konfliktu są dwa, trzy, pięć. I tak w kółko.
Polska jest w tej chwili krajem skłóconym wewnętrznie jak nigdy wcześniej, bo jedyną metoda jaką Kaczyński zna by utrzymać się przy władzy jest skłócanie wszystkich ze wszystkimi, i o wszystko. Ten człowiek jątrzy, judzi, szczuje, szkodzi i bruździ Polsce i Polakom jak umie, ale to jest jedyne co naprawdę potrafi robić.
Tak to ktoś podpala stajnię żeby ukryć, że żłób jest pusty.
Andrzej Żukowski
Krzysztof Skiba: Obrazki z Polski

Krzysztof Skiba
Władza obecna mieni się samozwańczo obrońcą zwykłych, szarych obywateli, rodzin z dziećmi przed zarazą LGBT i dewiacjami zgniłego Zachodu.
Obrazek pierwszy. Warszawa. Dwóch rosłych policjantów ciągnie po ziemi dziewczynę. Jeden trzyma ją za ręce, drugi szarpie za nogę. To rozbicie pokojowego protestu aktywistów LGBT. Protest polegał na tym, że grupa osób z tęczowymi flagami usiadła na chodniku. Zatrzymani na komisariatach wyzywani są i poniżani przez policjantów. Niektórzy mają przeszukania w domach. Co bardziej wyrywni posłowie i radni związani z PiS, publikują w internecie komentarze zachęcające do robienia krzywdy zatrzymanym lub wyszydzają zatrzymanych ze względu na ich orientację seksualną.
Obrazek drugi. Centrum Warszawy. W rocznicę wybuchu powstania warszawskiego ulicą ciągnie się krzykliwy pochód narodowców. Wykrzywione od nienawiści twarze i transparenty. Rasistowskie hasła i przyśpiewki. Policja ochrania narodowców i agresywnie zatrzymuje nieliczne osoby, które protestują przeciwko odradzaniu się faszyzmu.
Oto skutki upolitycznienia policji i prokuratury. Atak na środowiska LGBT służy tylko i wyłącznie przykryciu prawdziwych afer i wpadek wizerunkowych związanych z władzą. A tych nie brakuje.
Afera łapówkarska w Radomiu, w którą zamieszani byli prominentni lokalni dzialacze PiS, kryminalna afera podkarpackich agencji towarzyskich z których korzystali wysocy funkcjonariusze PiS (trzech świadków w tej sprawie popełniło „samobójstwo” w tym słynny bokser Kostecki, który powiesił się podczas snu i to na leżąco) afera SKOK Wołomin, niejasne interesy senatora Koguta, najnowsza afera europosła Richarda Czarneckiego, który kontynuował znaną w PiS tradycję robienia przewałów finansowych oszukując biura UE na kosztach transportu (ten nurt wyciągania kasy zapoczątkował przed laty były już rzecznik PiS Adam Hofman wraz z kolegami – tzw. afera madrycka). Niewyjaśnione sprawy z zakupem maseczek bez atestów, bezwartościowych testów na wykrywanie wirusa, czy respiratorów, których ciągle nie ma.
Afery w których utopiono setki milionow publicznych pieniędzy. Wszystkie te i wiele innych przekrętów i potknięć władzy zostaje sprytnie przykrytych przez widowiskowy atak na gejów i lesbijki w centrum Warszawy.
Władza obecna mieni się samozwańczo obrońcą zwykłych, szarych obywateli, rodzin z dziećmi przed zarazą LGBT i dewiacjami zgniłego Zachodu. Gdy tymczasem sama czyni diabelskie sztuczki, aby DEMORALIZOWAĆ i psuć życie społeczne przyzwoleniem na rozwój sponsorowanych przez Putina sekt religijnych, bojówek i gangów kiboli, bierze pod skrzydła i ochrania skrajne organizacje narodowe i parafaszystowskie. Wreszcie pod płaszczykiem tęczowej wojenki skrywa swe ciemne sprawki niczym facet, który w tramwaju ukradł portfel i pierwszy krzyczy „łapać złodzieja”.
Dawno temu mieliśmy niezależne autorytety, które mówiły nam Polakom, o podstawowych wartościach, przypominały, że pewnych spraw robić nie wolno, przywracały ład i porządek moralny. Dziś żadnych autorytetów już nie ma. Wszystkie zostały świadomie przez PiS oplute, zniszczone i przerobione na zdrajców ojczyzny, Niemców i agentów Sorosa.
I tak oto diabeł przebrany za dobroczyńcę ludu i posłańca moralności, miesza z uśmiechem szczerbatego zwyrola w polskim bieda umysłowym kotle.

Dwie policyjne pały układające się w krzyż. Nie wiem kto jest autorem tej grafiki, ale trzeba przyznać, że autor tym znakiem trafnie oddał ducha i symbol dzisiejszej Polski, bezlitośnie dojonej i okupowanej przez Ponury Zakon Rycerzy Prezesa.
Krzysztof Skiba
Kamil Durczok: 10 milionów zwolenników Trzaskowskiego zostało sierotami. Podwójnymi

Kamil Durczok
Sfałszowane wybory, zafałszowana kampania, a teraz sąd, który przynosi wstyd uczciwym sędziom, bezczelnie skręca obraz i mówi: Polacy, nic się nie stało
Przeczekałem. Najpierw wieczorną informację, potem publicystykę. Pomyślałem – poniedziałek, mają dyżury poselskie. We wtorek zjadą do Warszawy i hukną. Ale wtorek minął bez wybuchu, nie licząc tego dramatycznego, w Bejrucie. Wieczorem uświadomiłem sobie, że kolejny raz mnie nie zawiedli. Dali ciała tak spektakularnie, jak tylko oni potrafią. Mistrzowie zawiedzionych nadziei.
W poniedziałek Sąd Najwyższy, a dokładnie stworzona pod dyktando Ziobry Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, zrobił to, czego oczekiwał PiS. Stwierdził ważność, w oczywisty sposób nierównych i niepowszechnych, wyborów prezydenckich.
Każdy, kto odrobinę zna się na polityce, spodziewał się stojących w blokach startowych liderów Platformy i KO. Zdeterminowanych, oburzonych polityków, którzy tylko czekali, aż decyzja zostanie ogłoszona. A potem ruszyli do ataku. To przecież wymarzony powód, żeby wyłożyć na stół wszystkie przekręty i szwindle stronników Dudy. Cudowna okazja zmiażdżenia PiS, Kurwizji, kampanii za nasze pieniądze i całego tego cyrku pod dyrekcją Kaczyńskiego. Mijały jednak godziny od werdyktu a w mediach owszem, królowała, ale Pani Sędzia. Miażdżąca prawny bubel wniesiony przez pełnomocników opozycji. Wieczorna publicystyka telewizyjna także nie przyniosła, niesionych ogniem oburzenia, czołowych twarzy PO/KO (przy całym szacunku do posła Kierwińskiego). Wyparował Budka. Zamiast szefa Platformy, słychać było jego ćwierkanie na Twitterze. Schował się Schetyna. Bo po co ma świecić oczami za cudzą porażkę. Lista wielkich nieobecnych była długa.
Wtorek też przełomu nie przyniósł. I zdaje się, że odsłonił coś jeszcze. Brutalną prawdę o głębokiej depresji, w jaką wpadła Platforma po przegranej Trzaskowskiego.
10 milionów zwolenników Trzaskowskiego zostało sierotami. Podwójnymi.
Po pierwsze, nikt w ich imieniu nie huknął w stół i nie powiedział: hańba! Sfałszowane wybory, zafałszowana kampania, a teraz sąd, który przynosi wstyd uczciwym sędziom, bezczelnie skręca obraz i mówi: Polacy, nic się nie stało. Nikt nie potrafił wykrzyczeć tego, co czują wściekli wyborcy.
Te 10 milionów zostało wystawionych także z innego powodu. Spora część z nich liczyła na jedyne, logiczne i rozsądne, zachowanie w takiej sytuacji. Czyli bojkot zaprzysiężenia nowego prezydenta. To był ostatni moment, w którym można było odwrócić głupią i nielogiczną decyzję o autoryzowaniu skręconych wyborów. Jest jasne, że jeśli ktoś uznaje wybory za nielegalne, to nie idzie fetować zwycięstwa w ustawionym wyścigu. Co robią nasze orły? Ściemniają. Jeden mówi, że 6 sierpnia nie ma go w stolicy, drugi bajdurzy o szacunku do instytucji prezydenta, trzeci kombinuje co tu zrobić, bo jak się nie obrócić to dupa z tyłu.
Efekt? Utwierdzenie wyborców, że PO to partia rozmemłana, niezdecydowana, rozlazła i bez przywódcy. I żadne sztuczki z KO, Ruchem czy Nową Solidarnością tu nie pomogą. PO to ciamajdy.
PiS będzie rządził jeszcze bardzo, bardzo długo. I nie potrzebuje do tego więcej władzy, całkowicie bezwolnych sądów, partyjnej prokuratury i szczekaczki w postaci partyjnej telewizji. To sobie załatwi sam, bez pomocy. Wygra za 3 lata, bo bratniej pomocy udzieli mu opozycja.
Kamil Durczok