Jolanta Saacewicz: Dziś w Katowicach, pod osłoną policji, maszerowali polscy faszyści

Jolanta Saacewicz
Nasz pojedynczy protest może spowodowac taki ciąg zdarzeń, którego sobie dziś nie wyobrażamy. Może zacząć lawinę, od której upadną dyktatorskie rządy, rządy niegodne, niesprawiedliwe, niedemokratyczne.
– Kiedy widzisz coś co nie jest w porzadku, coś co jest nie fair, niesprawiedliwe POWIEDZ COŚ! Musisz coś powiedzieć; musisz coś zrobić! – krzyczał John Lewis w swoim słynnym przemówieniu do Amerykanów. (When you see something that is not right, not fair, not just, you have to speak up. You have to say something; you have to do something.
John Lewis umarł wczoraj. Miał 80 lat. Szedł z doktorem Marinem Lutherem Kingiem po prawa obywatelskie i wyborcze dla mniejszości. Został tak spałowany na moście w Selmie, ze wstrząsnęło to Ameryką. Ledwo przeżył roztrzaskanie czaszki, ale jego cierpienie zaowocowało uchwaleniem ustaw gwarantujących prawa cywilne w Ameryce. John Lewis był ikoną walki o prawa człowieka, sprzymierzeńcem ludzi LGBTQ. Trzy lata temu poprowadził ostatni protest. Wówczas, w amerykańskim kongresie, kongresmeni i kongresmenki wraz z senatorami Partii Demokratycznej usiedli na podłodze izby w proteście przeciw republikańskiemu nicnierobieniu w sprawie kontroli broni. John Lewis powiedział wówczas, że nigdy nie przypuszczał, że w budynku Kongresu, w sercu amerykańskiej demokracji będzie musiał poprowadzić tzw. siedzący protest raz jeszcze. Nawiązał tym do protestów z lat szesciesiatych, gdy aktywiści walczacy o prawa człowieka wchodzili do restauracji dla białych, gdzie nieobslugiwano czarnych i siadali przy barze domagając się serwisu. Byli za to bici, opluwani, aresztowani, ale nie ustawali. Wsiadali do dalekobieżnych autobusów i zajmowali miejsca przeznaczone dla białych. Biali nadludzie polowali na nich. Jeden taki autobus spalono. Nie przestraszyło to ich, choć ginęli bez śladu w bagnach Alabamy i Mississippi i ich ciał nie odnaleziono do dziś. Walka o prawa człowieka, o równość, walka z faszyzmem, z białą supremacją, z homofobią jest usłana trupami.
Dziś w Katowicach, pod osłoną policji, maszerowali polscy faszyści. Nieśli banery, które zapowiadają oczyszczenie narodu. Nieśli tez baner międzynarodówki antysemickiej, który mówi: Żydzi nie zastąpią nas. Ten baner był po angielsku i opuszczono w nim słowo Żydzi, ale jest to baner znany na świecie.
Naprzeciw faszystom, w lipcowa sobotę, stanęli bohaterscy ludzie. Była tam młodzież Wiosny i partii Razem, byli „normalni” obywatele, byli ludzie LGBTQ. Mój podziw jest dla tych ludzi ogromny. Bierzmy z nich przykład jeśli chcemy innej Polski. Ona sama się nie zrobi.
Wszystkim, których dopadła depresja i obojętności chce przytoczyć jeszcze jeden cytat z Johna Lewisa:
„Nie daj się zgubić w oceanie desperacji. Miej nadzieję, bądź optymistą. Nasza walka nie jest walką jednego dnia, tygodnia, miesiąca czy roku, to jest walka całego życia. Nigdy, przenigdy, nie obawiaj się uczynić trochę hałasu i wpaść w dobre klopoty, konieczne kłopoty”.
(„Do not get lost in a sea of despair. Be hopeful, be optimistic. Our struggle is not the struggle of a day, a week, a month, or a year, it is the struggle of a lifetime. Never, ever be afraid to make some noise and get in good trouble, necessary trouble.”)
Wszystkie kanały telewizji amerykańskiej mówią dziś o Johnie Lewisie, jego życiu i walce całego życia. Ten most w Selmie, na którym policja niemal zapałowała Johna Lewisa na smierć, będzie nazwany jego imieniem. W rocznice tamtych wydarzeń w Selmie przez ten most szedł z Johnem Lewisem pierwszy czarny prezydent Barack Obama. Ten prezydent nie byłby możliwy w Ameryce, gdyby nie John Lewis. Pamietajmy o tym, stając w proteście przeciwko złu, zabierając głos przeciwko niesprawiedliwości i złu. Nasz pojedynczy protest może spowodowac taki ciąg zdarzeń, którego sobie dziś nie wyobrażamy. Może zacząć lawinę, od której upadną dyktatorskie rządy, rządy niegodne, niesprawiedliwe, niedemokratyczne. Nasza odwaga by nie bać się wpaść w „dobre kłopoty”, zmienia historię ludzkości na lepsze.

Na zdjęciach „siedzący protest” w amerykańskim kongresie, siedzący protest w barze w latach 60. i Katowice dziś.
Jolanta Saacewicz
Jolanta Saacewicz: Czy władza PiS upadnie w 2023?

Jolanta Saacewicz
Są trzy lata do następnych wyborów parlamentarnych. Praca nad zwycięstwem w 2023 powinna się zacząć już dziś, tak jak i długofalowa kampania. Ze zwykłej pragmatycznosci trzeba ja oprzeć o strukturę, która istnieje i ma pieniądze. To wskazuje, ze powinna to być PO.
Czy władza PiS upadnie w 2023? Napisze co o tym sądzę.
1. Uważam, ze zwycięstwo Dudy w wyborach, nieuczciwe i chamskie, odzwierciedla jednak rzeczywisty stan sympatii politycznych. 10 milionów Polaków popiera go. To większe poparcie niż dla kogokolwiek innego. Statystyka demograficzna pokazuje, ze jest to najgorzej wykształcona grupa Polaków, żyjąca w większości w oddaleniu od wielkiego świata i spetryfikowana w polskości bigosu, procesji i prymitywnego nacjonalizmu. Taka jest większość Polaków zaangażowana politycznie na tyle, by głosować. I to trzeba przyjąć do wiadomości jako fakt.
2. Rafał Trzaskowski mówi dziś w wywiadzie dla GW, że tez ma 10 mln wyborców. Nie ma. RT ma naprawdę tylko tylu wyborców ilu poparło go w pierwszej turze. Cała reszta głosowała na niego, bo nie chciała Dudy, ale politycznie nie przynależy do RT.
3. RT i Szymon Hołownia przymierzają się do budowania „ruchów obywatelskich”, by podtrzymać wyborcza energię. To plany szkodliwe dla demokracji. Nie ma na świecie systemu politycznego bez partii politycznych i nie będzie. Wszystkie ruchy społeczne mają słomiany zapał i nie mają przyszłości czego powinnismy byli już nauczyć się po doświadczeniach z BBWR, Ruchem Palikota, ruchem Kukiza i KODem. Najgorsza szkodą jaka wyrządzają demokracji jest brak odpowiedzialnosci i niemożność rozliczania amorficznych ruchów w procesie demokratycznych wyborów. Ponadto tak naprawdę „ruchy społeczne” są organizacjami wodzowskim, które grają na lidera i są jego trampoliną polityczną.
4. RT mówi wywiadzie o przebudowywaniu PO. Chce razem z Budką zmienić program Platformy, odmłodzić jej szeregi i przyciągnąć nowych. Nie zdajemy sobie sprawy, ze PO to grupa tylko 8 tysięcy ludzi. Nie jest to niezwykle, bo masowe partie są jedynie w państwach autorytarnych (Chiny – 92 mln członków w KPCh i Indie – nacjonalistyczna prawicowa partia premiera Modiego). Rzecz w tym, by program partii miał wielu zwolenników. Program PO ma dwudziestoprocentowe poparcie. To niskie poparcie może wynikać z dwóch powodów: ludzie nie mogą wybaczyć PO zawodu z jej rządów lub nie utożsamiają się z chadeckim programem. Pytanie więc, czy przegiecie programu Platformy w lewo i stworzenie z niego centrowej socjaldemokracji jest panaceum? Patrząc na punkt numer 1, na wysokie poparcie dla prawicowo-konserwatywnych partii, jest to z jednej strony ryzyko, ale z drugiej strony szansa na odbudowę polskiej umiarkowanej lewicy, która teraz jest bezdomna.
5. RT w wywiadzie dla GW opowiada o kulisach swojej kampanii. Mówi, ze przemówienia pisał sam. Mówi, ze przekaz ustalali w gronie polityków, którzy byli w sztabie. Mówi, ze prosił doradców o pomysły, ale czy je wdrożyć decydował sam. Mówi, ze jego naturalność była u podstaw sukcesu i 10 mln. Wszystko to co Rafał Trzaskowski mówi jest herezją. Politycy nie mogą pisać sobie sami przemówień. Przemowienia politykom piszą zawodowcy. Przemówienia RT były bardzo słabe, źle skonstruowane, niedobre, niemądre. Politycy nie mogą decydować o „przekazie”. Budowanie przekazu jest zawodem, takim jak np. inżynier elektryk. Politycy są w tej sprawie dyletantami, którzy jedynie mogą szkodzić. A RT, decydujący jednoosobowo o tym, które pomysły wdrażać, to już kwintesencja paździerzowej kampanii wyborczej. RT nie przyciągnął swoją naturalnością 10 mln wyborców! Oni zagłosowali na niego, mimo jego przaśnej i nieprofesjonalnej kampanii, bo głosowali przeciw Dudzie. Szokujące jest, ze Trzaskowski mógł w ogóle coś takiego powiedzieć.
6. Uważam wiec, że sytuacja jest klarowna:
A. Polski elektorat jest jeszcze ciągle stary, konserwatywny, nacjonalistyczny i ma swoją partie, która będzie popierał aż do śmierci lub załamania gospodarczego.
B. Szansą na zwycięstwo jest przebudowanie programu PO lub zbudowanie na bazie PO nowej partii umiarkowanie socjaldemokratycznej.
C. Budowanie wszelkich ruchow społecznych, choć może na krótko podtrzymać aktywność obywatelską, na długą metę szkodzi demokracji i wypacza jej fundamentalne rozumienie. Aktywne społeczeństwo obywatelskie buduje się oddolnie, samo i jest to proces bardzo długi i żmudny. Z ruchów obywatelskich zwykle zostają kadłubki, jak dzisiejszy KOD, które dobrze wpisują się w społeczeństwo obywatelskie ale maja znikomy ciężar gatunkowy.
D. Dopóki kampanie polityczne PO nie będą prowadzone przez profesjonalne firmy, które zajmują się tym zawodowo, dopóty PO nie ma żadnych szans z PiS, który zrozumiał tę jedną lekcję przed 2015 i postawił na profesjonalizm. W kampaniach może liczyć się charyzma lidera (Trzaskowski jest znacznie mniej charyzmatyczny od swojej żony, która była naprawdę świetna), ale reszta jest procesem ścisłe opartym na danych i naukach politycznych, które z jakiegoś powodu przecież są nazywane „naukami”.
Są trzy lata do następnych wyborów parlamentarnych. Praca nad zwycięstwem w 2023 powinna się zacząć już dziś, tak jak i długofalowa kampania. Ze zwykłej pragmatycznosci trzeba ja oprzeć o strukturę, która istnieje i ma pieniądze. To wskazuje, ze powinna to być PO. Jeśli nienawiść do PO jest wadą nieuleczalną, sytuacja jest dramatyczna, bo w trzy lata nie zbuduje się nowej partii, która miałaby szanse, zaplecze, strukurę i pieniądze by podskoczyć PiS. Ten wybór PO albo dupa blada powinien nam dać do myślenia, bo druga prawda o prawicowych rządach jest taka, ze przeradzają się one w dyktatury i trwaja lata, jak w Chile i Hiszpanii. Taką tez widzę przyszłość dla Polski o ile nie dojdziemy do racjonalnych wniosków. Jest jeszcze trzecia możliwość: że w Polsce wszystko jest nieprzewidywalne i może zdarzyć się coś mało prawdopodobnego, bo słynni jesteśmy z nie ortodoksji naszych losów, ale na to nie liczyłabym, bo nikt nie wie, co z tego mogłoby wyniknąć.
Jolanta Saacewicz
Kamil Durczok o Szymonie Hołowni – nie pomogą okrzyki: głosujcie na mnie, bo mam talent

Kamil Durczok
To, że Hołownia jest na politycznym boisku trampkarzem, było jasne od początku. Młodzieńczego zapału starczyło na start. Potem był sondażowy szczyt na którym wygrywał w II turze z Andrzejem Duda. A potem, dla każdego śledzącego politykę od lat, oczywisty zjazd po sondażowej pochylni.
Szymon Hołownia zachowuje się, jakby ktoś mu ukradł Belweder. Choć te jęki i biadolenia wydają się znajome. Mówili tak przegrani bardziej doświadczeni od niego. Zawsze uderzali w ton głębokiego żalu i pretensji do wszystkich, którzy nie dostrzegli ich znakomitego planu dla Polski. I nie wybrali jego głosiciela. Jeśli kandydat niezależny nie chce iść tą drogą, czas porzucić gorzkie żale.
Szymon w Białymstoku:
„Będę prezydentem różnych Polaków, a nie jednej czy drugiej połowy. Wszystkim należy się szacunek, bez względu na to skąd przychodzą, w co wierzą i co myślą”.
Szymon po wyborach:
„Widzę histerię hunwejbinów Trzaskowskiego (…), dlaczego ja nie wzywałem, że to będzie moja wina, że Duda wygra. Ja, który tyle zrobiłem dla Trzaskowskiego. Ich pycha i ich buta nie ma granic”.
Tak wygląda w praktyce zapowiadana prezydentura „różnych Polaków” i szacunek do nich. Komentarz właściwie zbędny. Minęło ledwie kilkanaście dni od deklaracji do jej brutalnego sprawdzenia w praktyce. I oto efekt. Ciężka obraza na cały świat. Atak zamiast refleksji. Na ślepo. Uderzenie w zwolenników Trzaskowskiego, bo to elektorat podobny do morderców z komunistycznych Chin (porównanie samobójcze, hunwejbini zabijali i torturowali ludzi w czasie rewolucji kulturalnej). Jęk zawodu: Ja, który tyle zrobiłem dla Trzaskowskiego, choć wcale nie musiałem… Czarna niewdzięczność.
Witamy w polityce, proszę pana. Tu się jeńców nie bierze.
To, że Hołownia jest na politycznym boisku trampkarzem, było jasne od początku. Młodzieńczego zapału starczyło na start. Potem był sondażowy szczyt na którym wygrywał w II turze z Andrzejem Duda. A potem, dla każdego śledzącego politykę od lat, oczywisty zjazd po sondażowej pochylni.
Hołownia w finale osiągnął tak słaby wynik nie dlatego, że miał złą kampanię. Przeciwnie, stawiał trafne diagnozy, sypał (w przeciwieństwie do Trzaskowskiego) przykładami krętactw, kłamstw i afer, a potem proponował terapię. Konkretne rozwiązanie. Trzymał rękę na pulsie i reagował – jak po dramacie zwierząt w Radysach, kiedy błyskawicznie pojawił się w schronisku na Paluchu i zapowiedział powołanie rzecznika praw zwierząt.
Hołownia tracił do czołówki coraz więcej bo logika wyborów w Polsce jest nieubłagana. Od 30 lat. A w tej logice bezpartyjni kandydaci są bez szans. Do mitycznego, apolitycznego i niereprezentowanego przez nikogo elektoratu odwoływali się poważniejsi gracze niż znany z TVN Hołownia. Poległy takie tuzy jak Jacek Kuroń czy Zbigniew Religa. Legendarny kardiochirurg na półmetku kampanii zdawał się być nawet faworytem wyścigu do Pałacu. Ale Polacy po prostu wolą sprawdzone, a nawet zgrane karty, niż nową talię, w której cholera wie co się znajduje.
Więc Hołownia przegrał. I porażka była raczej łatwa do przewidzenia, kiedy tylko ogłosił swój start. Przegrał z marnym wynikiem, jeśli zważyć, że trzecie miejsce w wyborach prezydenckich zajmowali też Lepper i Kukiz – pierwszy z poparciem ponad 15 procent, drugi z ponad 20 procentami.
I tu zaczyna się żałosny lament. Bo nie w przegranej problem a w tym co Hołownia mówi po wyborach. Jeśli taktyką na budowę nowej formacji ma być atak skierowany w 9 milionów wyborców Trzaskowskiego, to koniec marzeń SH o wielkiej polityce jest rychły. Krystyna Janda już oczekuje przeprosin, a miliony mają pełne prawo poczuć się obrażone. Kandydat niezależny, polegający wyłącznie na własnej wiarygodności, bez aparatu partyjnego, nie może sam sobie zaprzeczać. Nie można szanować „różnych Polaków” i wyzywać oponentów od hunwejbinów. Nie może wybrzydzać nad dzisiejszą polityką i sięgać po jej najgorsze wzorce. Nie może wreszcie wskazywać winnych, nie biorąc własnych błędów „na klatę”.
„Możemy dalej obijać się o ściany i łkać nad tym, że zabrakło procenta. Taką Polskę uratuje od samej siebie tylko ktoś ze świeżym spojrzeniem” – z narcystyczną emfazą dowodzi Hołownia.
Ale nie uratował. Wyborcy go po prostu nie chcieli, a przynajmniej nie chcieli w liczbie umożliwiającej choćby podjęcie walki o 2 miejsce. W tej kampanii coś zazgrzytało, skoro z sondażowego zwycięstwa w II turze zostało tylko 13 procent. I póki kandydat ze sztabem tego nie przepracują, nie pomogą okrzyki: głosujcie na mnie, bo mam talent.
Kamil Durczok
Roman Giertych: Mój protest wyborczy

Roman Giertych
Wybory zostały przeprowadzone w nieodpowiednich warunkach oraz z naruszeniem podstawowych praw obywatelskich, bez umożliwienia oddania głosu każdemu uprawnionemu obywatelowi.
Zgodnie z zapowiedzią z maja, gdzie kwestionowałem sposób działania PKW i krytykowałem brak ogłoszenia stanu klęski żywiołowej skierowałem do Sądu Najwyższego poniższy protest (nad którym pracowałem wspólnie z kilkoma adwokatami, którym bardzo dziękuję).
To że nie wniosłem o wyłączenie wszystkich sędziów Izby Nadzwyczajnej i Odpowiedzialności Konstytucyjnej wynika z taktyki procesowej. Wniosek taki złożę po rozpoznaniu zawartych w tym wniosku innych wniosków o wyłączenie.
Warszawa, 16 lipca 2020 r.
Roman Giertych
ul. Nowy Świat 35 lok. 4
00-029 Warszawa
Sąd Najwyższy
Pl. Krasińskich 2/4/6, 00-951 Warszawa
PROTEST
przeciwko wyborowi Prezydenta RP w wyborach przeprowadzonych w dniach 28 czerwca 2020 roku oraz 12 lipca 2020 roku
I.
Działając jako wyborca, uprawniony do wniesienia protestu, na podstawie art. 82 § 4 Kodeksu Wyborczego, art. 83 i art. 321 ustawy Kodeks Wyborczy (KW), oraz art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 2 czerwca 2020 r. o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. z możliwością głosowania korespondencyjnego, 129 ust. 1 Konstytucji RP wnoszę protest wyborczy przeciw ważności wyborów Prezydenta RP przeprowadzonych w dniach 28 czerwca 2020 roku oraz 12 lipca 2020 roku i wnoszę o stwierdzenie nieważności ww. wyborów (w całości, we wszystkich okręgach), to jest wyboru Andrzej Dudy na Prezydenta RP. ze względu na:
- przeprowadzenie wyborów Prezydenta RP w terminie innym, aniżeli termin konstytucyjny, określony w zarządzeniu Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 5 lutego 2020 roku na dzień 10 maja 2020 roku, to jest w dniach 28 czerwca 2020 oraz 12 lipca 2020 roku, co stanowi naruszenie art. 128 § 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – to jest później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, co umożliwiło uczestniczenie w procedurze wyborczej kandydata niezgłoszonego i niezarejestrowanego w procedurze wyborczej zainicjowanej zarządzeniem Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 roku – pana Rafała Trzaskowskiego,
- udział w procedurze wyborczej kandydata niezgłoszonego w terminie;
- możliwość zaistnienia przestępstwa określonego w art. 248 pkt 1 i pkt 2 Kodeksu karnego, w postaci dopisania do listy osób kandydujących nowego kandydata, w sytuacji braku możliwości prawnych w tym zakresie, a w szczególności podjęcie przez Państwową Komisję Wyborczą bezpodstawnej uchwały nr 129/2020 z dnia 10 maja 2020 r., która stała się podstawą do późniejszego uchwalenia ustawy z dnia 2 czerwca 2020 r. o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. z możliwością głosowania korespondencyjnego i w efekcie, kontynuowania procedury wyborczej zainicjowanej postanowieniem Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 r. i w jej ramach zgłoszenia nowego kandydata na Prezydenta RP – Rafała Trzaskowskiego, pomimo upływu terminu na taką czynność;
- naruszenie przepisów Kodeksu wyborczego w zakresie zasad zgłaszania kandydatów na Prezydenta RP po terminie do tego wyznaczonym;
- podjęcie przez PKW uchwały nr 129/2020 z dnia 10 maja 2020 r., nie znajdujące ani podstawy prawnej, ani faktycznej, która spowodowała kontynuację procedur wyborczych przez Marszałka Sejmu, podczas gdy sytuacja taka może mieć miejsce jedynie w enumeratywnie, ściśle zakreślonych przypadkach, związanych z brakiem minimalnej liczby kandydatów.
Naruszenia te miały oczywisty, negatywny wpływ na wynik wyborów, a w szczególności na wynik ich pierwszej tury, w której Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz uzyskali gorszy wynik niż Rafał Trzaskowski.
Ponadto, na skutek zaniechań organów państwa, pomimo zaistnienia do tego przesłanek, nie został ogłoszony stan nadzwyczajny i nie zostały wdrożone prawem przewidziane środki w stosunku do wyborów. W tej sytuacji, wybory zostały przeprowadzone w nieodpowiednich warunkach oraz z naruszeniem podstawowych praw obywatelskich, bez umożliwienia oddania głosu każdemu uprawnionemu obywatelowi.
II.
Ponadto, wnoszę o wyłączenie, z orzekania w niniejszej sprawie, ze względu na zaistnienie okoliczności o których mowa w przepisie art. 49 § 1 k.p.c. następujących sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych:
- SSN Antoniego Bojańczyka, którego żona jest zastępcą dyrektora biura prawnego Telewizji Polskiej S.A.,
- SSN Leszka Boska, który przed powołaniem do pełnienia urzędu sędziego Sądu Najwyższego sprawował funkcję Prezesa Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej,
- SSN Aleksandra Stępkowskiego, który przed powołaniem do pełnienia urzędu sędziego Sądu Najwyższego sprawował funkcję podsekretarza stanu Ministerstwie Spraw Zagranicznych,
- SSN Marka Dobrowolskiego, który przed powołaniem do pełnienia urzędu sędziego Sądu Najwyższego w latach 2017-2018 był członkiem zespołu ds. referendum konsultacyjnego w sprawie zmiany konstytucji działającego przy Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy, zaś od 2016 r. – członkiem Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów (XII i XIII kadencja).
UZASADNIENIE
Stan faktyczny, zwięzłe przedstawienie osnowy Protestu.
Zgodnie z art. 128 ust. 2 Konstytucji RP (cyt.):
„Wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej – nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów.”
Marszałek Sejmu wykonał przysługującą mu, kompetencję do zarządzenia przeprowadzenia wyborów w dniu 5 lutego 2020 r. przez wydanie postanowienia w sprawie zarządzenia wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Marszałek Sejmu wyznaczył termin wyborów na dzień 10 maja 2020 r. W dacie tej (10 maja 2020 roku) wygasała moc obowiązująca postanowienia.
W wyznaczonym dniu (10 maja 2020 r.) nie zostało przeprowadzone głosowanie. Przesłanką nieprzeprowadzenia głosowania powszechnego, podaną do publicznej wiadomości było objęcie terytorium Rzeczypospolitej Polskiej pandemią choroby COVID-19.
Państwowa Komisja Wyborcza (dalej „PKW”) podjęła uchwałę nr 129/2020 z dnia 10 maja 2020 r. w której stwierdziła, że (cyt.) „w wyborach Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. brak było możliwości głosowania na kandydatów” i że fakt ten jest równoważny w skutkach, z przewidzianym w art. 293 § 3 Kodeksu Wyborczego, brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów, w związku z czym PKW przekazała przedmiotową uchwałę Marszałkowi Sejmu.
Sondaże przedwyborcze sporządzane w okresie bezpośrednio przed dniem 10 maja 2020 r. dawały dwóm kandydatom – Szymonowi Hołowni i Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi największe, obok Andrzeja Dudy, szanse na udział w drugiej turze wyborów. W tym okresie, Rafał Trzaskowski nie był zgłoszony jako kandydat na Prezydenta RP a kandydatem KW PO była Małgorzata Kidawa-Błońska, która odnotowywała znacząco niższe wyniki, a następnie złożyła rezygnację z kandydowania.
Wyżej wskazana, uchwała PKW nr 129/2020 jest oczywiście wadliwa. Przesłanką faktyczną, uprawniającą Państwową Komisję Wyborczą do podjęcia uchwały, określonej w przepisie art. 293 § 3 Kodeksu wyborczego jest wyłącznie brak kandydatów. Tymczasem Komisja Wyborcza zarejestrowała dziesięciu, prawidłowo zgłoszonych kandydatów przed terminem głosowania ustalonym na dzień 10 maja 2020 roku. Wśród tych kandydatów nie było zarówno Rafała Kazimierza Trzaskowskiego jak i Waldemara Witkowskiego.
Bezprawność zgłoszenia Rafała Trzaskowskiego, wadliwość uchwały PKW nr 129/2020.
Faktem jest, że Rafał Trzaskowski został zgłoszony jako kandydat według zasad określonych w art. 14 ustawy z dnia 2 czerwca 2020r. o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych w 2020r. z możliwością głosowania korespondencyjnego. Ustawa ta, została wprowadzona do porządku prawnego wyłącznie na skutek podjęcia przez PKW uchwały nr 129/2020 oraz niewykonania przez Marszałka Sejmu kompetencji do zarządzenia wyborów zgodnie z treścią art. 293 §2 Kodeksu wyborczego w terminie określonym w uchwale.
Natomiast nie istniały podstawy faktyczne, zarówno do wydania samej uchwały, jak i do zrównania skutków prawnych stanu faktycznego zaistniałego w maju 2020 r. z sytuacją braku kandydatów na urząd Prezydenta RP. Jedynie ten drugi przypadek upoważniał bowiem do ponownego zarządzenia wyborów przez Marszałka Sejmu, RP po otrzymaniu stosownej uchwały PKW. Mogło to mieć zatem miejsce jedynie w sytuacji braku kandydatów albo kandydowania jedynie jednej osoby i takie jest ratio legis dyspozycji art. 293 KW.
Tak więc, gdyby PKW oraz Marszałek Sejmu w sposób należyty wykonywali swoje obowiązki to nie byłoby możliwe zgłaszanie nowych kandydatów, względnie cała procedura wyborcza, w tym zgłaszanie kandydatów najprawdopodobniej musiałaby być powtórzona. Przepisy są w tym zakresie jasne.
Natomiast w sytuacji kontynuowania procedury zainicjowanej postanowieniem Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 r. niedopuszczalne musiałoby być rejestrowanie nowych kandydatów, ze względu na upływ terminu. Zamiast tego, doszło jednak do uchwalenia ustawy z dnia 2 czerwca 2020 r. o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. z możliwością głosowania korespondencyjnego, która zakładała kontynuowanie procedury wyborczej zainicjowanej zarządzeniem z Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 r., jednak z możliwością zgłaszania nowych kandydatów.
Przyjęcie takiej procedury jest niezasadne, gdyż albo należało kontynuować tę samą procedurę w tym samym składzie osobowym kandydatów, albo rozpisać nowe wybory. Natomiast wadliwa uchwała PKW nr 129/20020 oddawała w ręce polityka – Marszałka Sejmu, decyzję co do dalszego losów procedury, której kształt i tożsamość jest regulowana przez Konstytucję RP. Umożliwiła także zawarcie porozumienia politycznego ponad Konstytucją, Kodeksem Wyborczym i konstytucyjnie określonymi kompetencjami Sądu Najwyższego, na szkodę obywateli Rzeczypospolitej Polskiej.
Możliwość zgłaszania i rejestracji nowych kandydatów na Prezydenta PR w sposób oczywisty zaburzyła kalendarz wyborczy oraz miała wpływ na sytuację innych kandydatów, zgłoszonych według pierwotnych (i jak powinno być – jedynych) zasad.
Dość wskazać, że kształt list kandydatów jest chroniony przez przepisy art. 248 pkt. 1 oraz pkt. 2 Kodeksu karnego i gdyby okazało się, że PKW działała nie na podstawie przepisów prawa (lege non distinguende) ale bezpodstawnie usiłowała w jakiś sposób „uratować” proces wyborczy zainicjowany przez postanowienie Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 r. i przez to „uchronić” Polskę przed koniecznością przeprowadzenia całej procedury od nowa. Pozwala to sformułować twierdzenie o naruszeniu przepisów, skutkiem czego, lista kandydatów została sporządzona nieprawidłowo.
Podkreślenia wymaga, że nie zaistniało jakiekolwiek zagrożenie interesu publicznego, w tym bezpieczeństwa lub porządku publicznego w przypadku nieodbycia się wyborów wyznaczonych na dzień 10 maja 2020 r. Ustrojodawca przewidział w art. 131 ust. 2 Konstytucji RP mechanizm powierzenia obowiązków Prezydenta RP Marszałkowi Sejmu w przypadku spełnienia jednej z enumeratywnie wymienionych w tym przepisie przesłanek. Nie ulega wątpliwości, że w przypadku nieodbycia się wyborów wyznaczonych na dzień 10 maja 2020 r. miałaby miejsce nieważność wyboru Prezydenta RP a związku z tym spełniona byłaby przesłanka opisana w normie zawartej w przepisie art. 131 ust. 2 pkt 3 Konstytucji RP ((cyt.): „(…) stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej (…)”). Nieodbycie się głosowania w sprawie wyboru Prezydenta RP w terminie zarządzonym przez Marszałka Sejmu jest przesłanką stwierdzenia nieważności takiego wyboru.
Zawarte w §2 uchwały PKW nr 129/2020 stwierdzenie, że (realnie występujący w maju 2020, czego wnoszący protest nie kwestionuje) brak możliwości głosowania ze względu na wystąpienie epidemii COVID-19 jest „równoważny” z brakiem możliwości głosowania na kandydatów ze względu na ich zbyt małą liczbę, jest w sposób oczywisty nieprawidłowe.
Takie uzasadnienie uchwały Państwowej Komisji Wyborcze może wskazywać na naruszenie prawa przez członków tego organu. Nie istnieje coś takiego jak „równoważność” sytuacji faktycznych.
„Równoważność” to relacja pomiędzy zdaniami. Natomiast w tym przypadku można mówić, co najwyżej o zbliżonym skutku sytuacji wywołanej nieprawidłowym działaniem organów państwa, które – pomimo nieogłoszenia, określonego w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (pomimo wystąpienia wystarczających przesłanek) stanu nadzwyczajnego – nie zorganizowało bezpiecznego głosowania w dniu 10 maja 2020 roku.
Zastosowanie normy prawnej w sytuacji analogicznej, do sytuacji określonej w poprzedniku (hipotezie) normy prawnej może być efektem zastosowania wnioskowania prawniczego noszącego nazwę analogiae legis lub analogiae iuris. W przypadku analogiae legis, właśnie przepis art. 293 §3 Kodeksu wyborczego stanowi przesłankę do jej zastosowania, ale tylko w przypadku określonym w tym przepisie.
Przepis art. 293 §3 Kodeksu wyborczego odwołuje się bowiem do przesłanek faktycznych i do kompetencji określonych w art. 293 §1 Kodeksu wyborczego, nakazując jego odpowiednie stosowanie w przypadku „braku kandydatów”. Takie stosowanie analogiae iuris jest jak najbardziej uzasadnione.
Tymczasem na bazie całego dorobku doktryny prawa publicznego, ze szczególnym uwzględnieniem dorobku doktryny i orzecznictwa sądów polskich w zakresie prawa konstytucyjnego nie sposób uzasadnić sformułowania normy kompetencyjnej dla organu państwa, do wydania prawnie wiążącej decyzji w sytuacji „analogicznej” skutkami do sytuacji określonej w przepisie prawa. Byłoby to sprzeczne z zasadą demokratycznego państwa prawnego a przyjęcie takiego typu praktyk prowadziłoby do nadużyć popełnianych przez urzędników, czy polityków.
Uznanie, że organ państwa może wykonać jakąś kompetencję, ”w równoważnym” czy „analogicznym” stanie faktycznym i zastosować przepisy, które uznaje za stosowne w takich okolicznościach stanowiłoby zaprzeczenie zasady państwa prawnego.
Przesłanki faktyczne dla powstania uprawnienia dla organu państwa do podjęcia władczego działania muszą być określone jednoznacznie. Stosowanie analogiae legis czy innych wnioskowań a fortiori do stwierdzenia zaistnienia przesłanek do władczego działania organu państwa jest niedopuszczalne. W przedmiotowej sprawie nie ma najmniejszych podstaw do stosowania analogii, czy stwierdzania „równoważności”, gdyż żadne przepisy nie dają do tego typu „interpretacji” podstaw.
Oczywiście, pierwotną przyczyną całych komplikacji związanych w wyborami prezydenckimi w 2020 r. było nieogłoszenie stanu nadzwyczajnego, pomimo zaistnienia do tego pełnych podstaw. Wynikało to z niechęci władz politycznych, do stosowania środków przewidzianych w art. 228 ust. 6 i 7 Konstytucji RP.
Ogłoszony przez ministra zdrowia, w drodze rozporządzenia „stan epidemii” nie powoduje, że zawieszeniu ulega proces wyborczy. Konstytucja RP przewiduje sytuację, w której – gdy jest to konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób – możliwe jest ograniczenie wolności i praw osób. Nie jest taką sytuacją „stan epidemii”, ograniczony do jakiegoś „danego obszaru”, wprowadzany przez wojewodę czy ministra zdrowia.
Ustrojodawca, upoważnił Sejm i Radę Ministrów do wprowadzenia tego rodzaju unormowań tylko w przypadkach stanów nadzwyczajnych: „stanu wojennego”, „stanu wyjątkowego” czy „stanu klęski żywiołowej” (art. 228 ust. 1).
Przepis art. 228 ust. 3 Konstytucji RP uprawnia ustawodawcę do ograniczenia wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych. Co więcej w przepisie art. 228 ust. 7 Konstytucji RP ustrojodawca wyraźnie stwierdził, że w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie mogą być przeprowadzane wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencja tego organu ulega odpowiedniemu przedłużeniu.
Ustrojodawca nie przewidział jednak innych okoliczności oraz możliwości wprowadzania przez organy państwa zmian do terminów odbywania wyborów Prezydenta Rzeczpospolitej oraz ograniczeń w wykonywaniu czynnych i biernych praw wyborczych przez obywateli.
Z całą pewnością w przypadku „stanu epidemii” nie istnieje możliwość zawieszenia procesu wyborczego. Gdyby konstytucyjne organy państwa postąpiły zgodnie z Konstytucją RP, wówczas stosownie do przepisu art. 228 ust. 7 Konstytucji RP cały proces uległby zawieszeniu („zamrożeniu”) aż do chwili upływu 90 dni od chwili zakończenia obowiązywania stanu nadzwyczajnego, co umożliwiałoby przeprowadzenie wyborów zarządzonych przez Marszałka Sejmu w dniu 5 lutego 2020 r.
Niezastosowanie przez konstytucyjne organy państwa środków przewidzianych w art. 228 ust. 6 i 7 Konstytucji RP w żadnym stopniu nie zwalniało PKW z obowiązku stosowania przepisów i nie upoważniło tego organu do wprowadzania nieznanej prawu konstytucyjnemu instytucji „równoważności” w uchwale, która nie ma podstawy prawnej.
Innymi słowy, PKW nie mogła dokonywać próby subsumpcji zaistniałej sytuacji pod art. 293 § 3 KW i przekazać takiej uchwały Marszałkowi Sejmu. Na pewno nie było bowiem tak, że 10 maja 2020 r. wystąpił brak kandydatów, ani też nie kandydowała w wyborach tylko jedna osoba a wyłącznie w tych przypadkach, uzasadnione było przekazanie sprawy (politykowi) Marszałkowi Sejmu zamiast Sądowi Najwyższemu. Wynika to zresztą z ratio legis art. 293 KW, gdzie Marszałek Sejmu nie ma żadnej dowolności co do dalszego losu wyborów, właśnie ze względu na zbyt małą liczbę osób kandydujących na urząd Prezydenta RP.
Konstytucja RP normuje proces wyborczy przyznając kompetencję do decydowania o jego przebiegu PKW, czyli niezależnemu organowi wyborczemu oraz, w zakresie kontroli zgodności z prawem wyborów, Sądowi Najwyższemu.
W przypadku wyborów, konstytucyjna rola Marszałka Sejmu została ograniczona wyłącznie do inicjowania procedury wyborczej (to jest zarządzenia wyborów i ustalenia daty głosowania).
Intencją ustrojodawcy było jak najdalej idące ograniczenie wpływu polityków. Tymczasem uchwała Państwowej Komisji Wyborczej oddała Marszałkowi Sejmu pełną kontrolę nad ustaleniem (albo nieustaleniem) dalszego toku postępowania w ramach jednej i tej samej procedury. W tej sytuacji doszło do zmiany procedury wyborczej w trakcie trwania wyborów, co w oczywisty sposób godzi w zasadę demokratycznego państwa prawa.
Tak więc, w uchwale PKW nr 129/2020 z dnia 10 maja 2020 r. doszło do istotnego naruszenia przepisów, a w jej wyniku (stanowiła ona warunek sine qua non) doszło do dopisania do listy kandydatów na urząd prezydenta RP.
Spełnienie przesłanek unieważnienia wyborów.
Rozumiejąc wagę, doniosłość oraz konsekwencje wnioskowanego w petitum niniejszego protestu rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego, trzeba jednak mieć na względzie fakt, że dokładnie te same argumenty przemawiają za tym, aby wybory Prezydenta RP odbywały się z poszanowaniem przepisów.
W zasadzie jest to truizm, ale przepisy prawa konstytucyjnego, mającego za przedmiot kompetencje organów państwa, muszą być stosowane w sposób ścisły, bez wykładni rozszerzającej, dającej urzędnikom i politykom możliwość naginania prawa do swoich partykularnych potrzeb. Niedopuszczalne jest zmienianie zasad przeprowadzania wyborów w trakcie trwania procedury wyborczej. W szczególności dopisanie do listy, po terminie, nowych kandydatów, choć termin ich zgłaszania, ustalony postanowieniem Marszałka Sejmu z dnia 5 lutego 2020 roku, dawno już minął.
Jak już wyżej wspomniano, integralność i stałość list kandydatów jest chroniona m.in. przez prawo karne, co oznacza że ustawodawca szczególną wagę przywiązuje do stosowania określonych procedur (rejestracyjnych). Można by zatem bronić zapatrywania, że podejmowanie określonych działań, które nie znajdują podstaw prawnych, a mające na celu umożliwienie modyfikacji procedury wyborczej i dopisanie, nawet pozornie, kogoś do listy kandydujących, może stanowić czyn zabroniony.
Niewątpliwie również, wyżej wskazane uchybienia PKW miały wpływ na wynik wyborów (art. 82 § 1 pkt. 2 KW).
Wybory Prezydenta RP rozstrzygają się pomiędzy dosłownie kilkoma kandydatami, przy czym podstawową rolę ma tutaj uzyskanie wyniku umożliwiającego udział w drugiej turze.
Według w zasadzie wszystkich sondaży wyborczych z końca kwietnia i początku maja 2020 r. Szynom Hołownia uzyskiwał drugi wynik za Andrzejem Dudą, co najprawdopodobniej umożliwiłoby mu to udział w drugiej turze wyborów, w której Szymon Hołownia miałby ogromne szanse. Szanse sondaże dawały jeszcze Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi, który uzyskiwał wówczas trzeci wynik.
Natomiast dopisanie do listy osób kandydujących Rafała Trzaskowskiego doprowadziło do radykalnej zmiany, gdyż wskazany kandydat, dopisany już po pierwotnej dacie wyborów wyznaczonej w dniu 5 lutego 2020 r., w wyborach w dniu 28 czerwca 2020 r. korzystając m.in. z efektu świeżości wyprzedził Szymona Hołownię i Władysława Kosiniak-Kamysza i w efekcie brał udział w drugiej turze. Oczywistym jest zatem, że „wymiana” kandydata Platformy Obywatelskiej miała istotny wpływ na końcowy wynik wyborów, przez co spełniona jest przesłanka wskazana w art. 82 § 1 pkt. 2 KW.
Uzasadnienie wniosku o wyłączenie SSN Antoniego Bojańczyka ze składu orzekającego.
Faktem notoryjnym jest to, że żona SSN Antoniego Bojańczyka jest zastępcą dyrektora departamentu prawnego Telewizji Polskiej S.A. od mniej więcej 2016 roku.
Telewizja Polska S.A., podczas wyborów objętych niniejszą skargą, zgodnie z oceną obserwatorów OBWE, nie zachowała wymaganego od telewizji publicznej obiektywizmu w związku z powyższym SSN Antoni Bojańczyk winien zostać uznany za iudex suspectus.
Uzasadnienie wniosku o wyłączenie SSN Leszka Boska ze składu orzekającego.
Faktem jest, że w latach 2016 – 2018 pełnił funkcję prezesa Prokuratorii Generalnej Rzeczpospolitej Polskiej. Ponadto SSN Leszek Bosek jest ekspertem Związku Dużych Rodzin Trzy Plus (https://www.3plus.pl/…/zespol-ekspert…/254,prof-Leszek-Bosek), którego deklaracja programowa została podpisana przez Andrzeja Dudę w ramach kampanii wyborczej (https://www.3plus.pl/…/aktualn…/778,Karta-Rodziny-podpisana-) i była sygnowana logotypem wyborczym Andrzeja Dudy. Podkreślenia wymaga, że ZZD Trzy Plus był zaangażowany w kampanię wyborczą Andrzeja Dudy. Jest to wystarczającą przesłanką dla uznania, że pozasądowa aktywność SSN Leszka Boska powoduje, że SSN Leszek Bosak w niniejszej sprawie winien zostać uznany za iudex suspectus.
Uzasadnienie wniosku o wyłączenie SSN Aleksandra Stępkowskiego ze składu orzekającego.
SSN Aleksander Stępkowski w 2015 r. został powołany na funkcję podsekretarza stanu ds. prawnych traktatowych i praw człowieka w MSZ RP, którą to funkcję pełnił do końca sierpnia 2016 r. Funkcję tę pełnił w ramach gabinetu Beaty Szydło, członka Prawa i Sprawiedliwości oraz członka sztabu wyborczego Andrzeja Dudy. W związku z tym SSN Aleksander Stępkowski, jako były minister rządu Prawa i Sprawiedliwości, winien zostać uznany za iudex suspectus.
Uzasadnienie wniosku o wyłączenie SSN Marka Dobrowolskiego ze składu orzekającego.
SSN Marek Dobrowolski, przed powołaniem do pełnienia urzędu sędziego Sądu Najwyższego, w latach 2017-2018 był członkiem zespołu ds. referendum konsultacyjnego w sprawie zmiany konstytucji działającego przy Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Inicjatywa zmiany Konstytucji RP niewątpliwie ma charakter polityczny i nie jest związana z aktywnością akademicką Sędziego. Bezpośrednim beneficjentem zaskarżonego niniejszym protestem procesu wyborczego jest pan Andrzej Sebastian Duda, wybrany na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 10 lipca 2020 roku, w głosowaniu, w którym jego przeciwnikiem był pan Rafał Kazimierz Trzaskowski, zgłoszony i zarejestrowany jako kandydat na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w rezultacie podjęcia przez Państwową Komisję Wyborczą bezpodstawnej uchwały o niemożności głosowania na kandydatów „równoważnej” z brakiem kandydatów. Zaangażowanie wykazane przez SSN Marka Dobrowolskiego w inicjatywę o charakterze politycznym Prezydenta Andrzeja Sebastiana Dudy stanowi przesłankę wystarczającą dla uznania go za iudex suspectus.
Kwestie formalne
Niniejszy protest składany jest zgodnie z art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 2 czerwca 2020 r. o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. z możliwością głosowania korespondencyjnego. PKW podała do publicznej wiadomości informację o wyborze Andrzeja Dudy na Prezydenta RP w dniu 13 lipca 2020 r.
Mając na uwadze powyższe, wnoszę jak na wstępie.
Roman Giertych
Roman Giertych: List do Prezydenta z pytaniami testowymi do rozpoznawania rozmówców

Roman Giertych
Panie Prezydencie wystarczy parę zdań się nauczyć na pamięć i jakoś ich Pan zdemaskuje. Błagam tylko niech Pan nie próbuje więcej sam zdań wymyślać po angielsku. Słusznie powiedział Pan kiedyś: nie będą nam tu w obcych językach mówili.
Nie może Pan służbom więcej ufać, dlatego pozwoliłem sobie przygotować dla Pana szyfr dzięki któremu będzie mógł Pan łatwo rozpoznać, czy osoba, która do Pana dzwoni i chce porozmawiać jest rzeczywiście tą za którą się podaje. Wystarczy zadać te parę pytań, sprawdzić odpowiedzi w kluczu i może Pan bezpiecznie rozmawiać.
Oto pytania testowe dla poszczególnych przywódców. Klucz Pan sobie sprawdzi sam, albo poprosi pan Szczerskiego. Gramatykę dostosowuje do Pana.
Załóżmy, że dzwoni do Pana Królowa Angielska.
Zamiast wdawać się w dalsza rozmowę weryfikuje Pan jej tożsamość i pyta:
Hał old ar ju?
Jak odpowie poprawnie, to zadaje Pan drugie pytanie testujące:
Iz it tru dat jor san łos e frjend of dis pedofajl Epstein?
Jak potwierdzi, to może Pan rzucić zabawny dowcip:
Mejbi hi nids e akt of pardon? Hi, hi, hi.
I wówczas może Pan dalej prowadzić błyskotliwą konwersację.
Gdy dzwoni Johnson pyta Pan od razu:
Łos e Radek Sikorski jor kolig from Oxford?
Jak zaprzeczy znaczy, że rosyjski troll, jak potwierdzi pyta Pan dalej.
Hał meny łajfs did ju hav?
No to musi pamiętać od razu. Jak powie poprawnie, to znaczy że Johnson i można omawiać relacje z Wielką Brytanią. Warto Johnsonowi powiedzieć, że Sikorski Pana nie lubi. Tak jak Pan powiedział „szefowi ONZ” o Tusku.
Putina zażyje Pan w ten sposób.
Is jor former łajf e nan nał?
Jak potwierdzi, że ją wsadził do klasztoru, to Pan zapyta:
hał meny bilions did ju colekt?
Będzie wiedział, że chodzi o jego prywatny majątek i że Pan jest świetnie przygotowany przez polskie służby do takiej rozmowy. Jak już odpowie, to Pan kontynuuje dialog, jak nie, to zrywa Pan połączenie natychmiast.
Tak więc Panie Prezydencie wystarczy parę zdań się nauczyć na pamięć i jakoś ich Pan zdemaskuje. Błagam tylko niech Pan nie próbuje więcej sam zdań wymyślać po angielsku. Słusznie powiedział Pan kiedyś: nie będą nam tu w obcych językach mówili. Tego się niech Pan trzyma.
Zawsze życzliwy,
Roman Giertych
PS Jeżeli rzeczywiście Pan się cały czas uczy, to musi sobie odpowiedzieć na pytanie: gdzie Pan popełnia błąd? Może coś z metodą, albo nauczycielka nie ta. Niech Pan zadzwoni do Tuska, on dzisiaj zadeklarował, że Pana lubi. Może Panu poradzi jak się uczyć angielskiego. Dobra rada, co?
Stefan Niesiołowski: Tego nie wygrali …

Stefn Niesiołowski
Stał się cud na skalę prezydentury Dudy przemówiła p. Dudzina i wygłosiła przemówienie, nie będę znęcał się nad niewiastą, powiem jedynie, że Demostenes przemawiał troszeczkę inaczej.
Tego nie wygrali. Tego, to znaczy wyborów prezydenckich pisowcy nie wygrali. I to nie tylko w tym sensie, że jak piszę te słowa to ostateczny wynik nie jest jeszcze znany, ale Andrzej Duda uzyskał tak minimalną przewagę nad Rafałem Trzaskowskim, że biorąc pod uwagę cały aparat pisowskiego państwa i reżimowe media zaangażowane wyjątkowo brutalnie po stronie p. Dudy trudno tu mówić o zwycięstwie.
Przy bardzo wysokiej jak na nasz kraj frekwencji i biorąc pod uwagę wynik 49,6 do 50,4 na rzecz obecnego prezydenta kraj jest podzielony mniej więcej na pół, a PiS coraz wyraźniej słabnie co zresztą było widać w trakcie kampanii. Natychmiast też miały miejsce wydarzenia drobne (głównie w obszarze retoryki i symbolicznych gestów), ale mające znaczenie. Pisowcy uświadomili sobie, że zbyt dużo ludzi w Polsce, zwłaszcza młodzież przedsiębiorcy, służba zdrowia, nauczyciele, intelektualiści, środowiska twórcze mają dość ich skorumpowanych nieudolnych pod wieloma względami cynicznych i zakłamanych rządów.
Mamy dość – to hasło z kampanii Rafała Trzaskowskiego najwyraźniej trafiło do wyżej wymienionych i wielu innych środowisk i doprowadziło do wyhamowania, a być może zatrzymania pisowskiego walca, który od pięciu lat niszczy nasz Polskę. Z jednej strony kłamliwe obłudne zaklęcia jednego ze znanych hierarchów, spektakl organizowany przez radio posługujące się cynicznie i w moim przekonaniu bluźnierczo imieniem Matki Boskiej, z drugiej setki osób przede wszystkim młodych ludzi często w niebieskich koszulach bluzkach spodniach i sukienkach (taka była cicha umowa zwolenników Trzaskowskiego – trzeba ten pomysł wykorzystywać i powielać w innych wyborach przeciwko pisowcom) w nadmorskich miejscowościach czasami w chłodzie i deszczu także po godzinie 21, aby tylko oddać głos, którzy mówili do siebie – trzasnąłem. Nie wyglądali mi na zwolenników Rydzyka, Terleckiego, Dudy czy reżimowych mediów.
Stał się cud na skalę prezydentury Dudy przemówiła p. Dudzina i wygłosiła przemówienie, nie będę znęcał się nad niewiastą, powiem jedynie, że Demostenes przemawiał troszeczkę inaczej.
Drugi cud to zaproszenie do pałacu, Rafała Trzaskowskiego jeszcze dziś, jak w znanej piosence – przepijemy naszej babci domek cały, jeszcze dziś – aby podać sobie rękę i zakończyć godną ubolewania walkę. Pięknie, ale p. Duda miał na to mniej więcej pięć lat czasu, podobnie jak na drugą propozycję, budowania czegoś w rodzaju koalicji na rzecz Polski z udziałem PiS-u, PSL i Konfederacji.
Myślę, że tego rodzaju obłudnych i nie zasługujących na uwagę propozycji będzie więcej, szkoda czasu, aby się nimi zajmować p. Duda nie jest decyzyjny, odpowiada za łamanie Konstytucji i wprowadzanie dyktatury i to co powinno interesować polityków demokratycznych to przywrócenie demokracji i likwidacja najbardziej brutalnych elementów tej dyktatury. W pierwszym rzędzie przywrócenie pluralizmu w mediach państwowych. Kampania prezydencka pokazała, że mieliśmy pod raz kolejny do czynienia z wyjątkowo brutalną i cyniczną zmasowaną nagonką, rzeką kłamstw i pomyj jakie wylewały się z państwowych mediów, nieustannie bez przerwy niegodziwie atakujących niszczących i szkalujących Rafała Trzaskowskiego, a wychwalających Dudę i PiS.
Trzaskowski był przedstawiany jako polityk niemiecki, wróg Polski, poplecznik rzecznik zwolennik dewiacji seksualnych, deprawator młodzieży, ktoś kto nie jest Polakiem i nie zasługuje nie tylko na należny każdemu człowiekowi szacunek, ale na nic innego jak wrogość i pogardę. Nie warto przytaczać inwektyw, obelg i kłamstw na temat każdego kto sprzeciwia się pisowskiej władzy nad Polską, bo od pięciu lat tzw. narodowe media nie robią nic innego jak zwalczają przeciwników władzy, stały się zwyczajną w dodatku wyjątkowo prymitywna reżimową tubą propagandową i potwierdziły tę „misję” w zakończonej właśnie kampanii. Duda bez skrupułów i zażenowania korzystał z ich poparcia i dlatego wolałbym, aby zaczął budowanie zgody i zasypywanie podziałów od podjęcia się wdzięcznej roli przywracania szacunku dla prawdy i innych niż pisowskie opinii i poglądów w tzw. narodowych mediach.
Tak przy okazji politycy walczący o przywrócenie demokracji w Polsce mogliby darować sobie chodzenie do mediów zajmujących się głównie zwalczaniem demokracji. Odrębną sprawą jest zachowanie istotnej części Kościoła w tej kampanii. To jest odrębny temat powiem jedynie, że było to zachowanie haniebne i Kościół odpowiada za dyktaturę i jej następstwa, a Jasna Góra niestety przez niektóre środowiska nazywana jest brunatną.
Jesteśmy już w innej Polsce, być może będzie to Polska Prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Możliwe są jakieś kosmetyczne ustępstwa lub retusze pisowskiego koszmaru, ten koszmar jest słabszy i będzie łatwiejszy do zwalczania. Nie wierzę w żadną uczciwość ani przyzwoitość pisowców, będą bronić swoich stanowisk, a przede wszystkim bezkarności i przywilejów. W kwestii ukarania za przestępstwa, rekompensaty dla ofiar ich rządów i pełnej demokracji nie może być dyskusji. Idziemy do wolnej Polski.
Stefan Niesiołowski
Dariusz Stokwiszewski: Dałbym na mszę gdyby gdzieś przepadł na zawsze ten przeklęty dyktatorek

Dariusz Stokwiszewski
Nie bez powodu, nim jeszcze opadł wyborczy kurz, TVP sterowane ręcznie przez Jacka Kurskiego, uznawanego w PiS za jednego z architektów zwycięstwa Dudy, przypuściły mocny atak na Morawieckiego.
Polski cham umocnił się w swoim błędnym przekonaniu, że nie warto uczciwym być, ani się uczyć! Wystarczy wierzyć w „łupież i obślizgłego” (zarówno moralnie jak i etycznie) partyjnego duce!
Gdy patrzę na owe „tępe chłopstwo” chwalące się tym, że zagłosowało na „dudzie zło” i patologię, to w pierwszej kolejności chce mi się po prostu rzygać! Potem nasuwa się współczucie dla tych idiotów, ale już po chwili moje serce i umysł staja się twarde! Nie uważam nas bowiem za naród, gdyż nim nie jesteśmy! Być może grozi nam taki sam podział, jak w Korei Północnej i Wietnamie! Z tą tylko różnicą, że „nasz” komunistyczny kaczy rząd i taki prezydent osiądą na wschodnich kresach, gdzie jest ich polski Kremlin, po wtóre zaś, są znacznie głupsi od Kima!
*
Kaczystowska komuna wskrzesiła stare idee Józefa Stalina, ale nie tylko! Jak pokazała niedawna przeszłość, nie ma nic przeciw nazistom czy nacjonalistom! Jednych i drugich w Polsce jest wielu! Kaczyński, główny sprawca nieszczęść państwa znienawidzony (też szczególnie przeze mnie) powszechnie potępiany jako sprawca przekrętów (Birgfellner i łapówka 50 tysięcy, „Srebrna” czy innych, że przypomnę jedynie to najgorsze – zdrada i zamach na demokratyczne państwo polskie i jego system prawny) chodzi wolno! Ba, trzęsie państwem i narodem, którego znaczna część nie ma pojęcia o tym, że podąża za wcielonym diabłem – na pewno nie jest normalnym człowiekiem o czym ostrzegał już nawet jego ojciec i to wiele lat temu!
**
Nihiliści, złodzieje, szalbierze i przede wszystkim głupcy szerzą „kult” tego pokracznego, a przy tym obrzydliwie flejtuchowatego „wodza”! Wszystko to na wzór dyktatora Kima i jego państwa północnokoreańskiego (tfu!). Idioci ci deklarują wiarę w Boga, a ufają oszustowi i według mnie przestępcy. Jeśli nawet nie osądzony to tylko dlatego, że nikt nie chce tego zrobić! Jedni boją się zemsty mafii kierowanej przezeń, inni dlatego bo są głupi, ostatni zaś dlatego, że mają z tego dochody i władzę!
***
Tymczasem jak podaje Onet.pl. w obozie władzy trwa skryta wojna, której zasadniczym celem jest osłabienie pozycji premiera Mateusza Morawieckiego. Jarkaczowi podobno zależy na szybkim doprowadzeniu (w ciągu najbliższych tygodni) do wymiany szefa rządu o czym donoszą dobrze poinformowane źródła (sic!). Czy ktoś jeszcze wierzy w to, że mały dyktatorek jest normalnym człowiekiem? Czy on w ogóle jest człowiekiem?! Nie, to demon nienawiści zesłany chyba przez Piekło (jeśli istnieje, choć obserwując to, co wyprawia hierarchia KK wydaje się, że go nie ma wcale, lub że Bóg o Polsce raczył zapomnieć), szykujący Polskę do końca świata w znaczeniu ucieczki od wszystkiego, co było kiedyś nam drogie!
- W spisek przeciwko szefowi pisowskiego rządu zamieszani są głownie Joachim Brudziński, Beata Szydło, Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski …! To tyle co wiadomo …! Kaczor na pewno również – tak myślę ja DAS!
- To ci najważniejsi dziś w obozie rządzącym politycy niemal otwarcie w kampanii oskarżali Morawieckiego i jego ludzi o to, że byli nielojalni wobec prezydenta i wprost szkodzili jemu i partii.
- Zagorzałym wrogiem Morawieckiego jest faktycznie kierujący tv publiczną Jacek Kurski, który czekał, aż zakończy się kampania prezydencka, by przypuścić atak na urzędującego premiera.
- Nijaki Zbigniew Ziobro, wykorzystując słabnące już notowania Morawieckiego w obozie władzy, zapewne będzie chciał przy współpracy z Kurskim podjąć kolejną próbę usunięcia szefa rządu. (Źródło Onet.pl)
Nie bez powodu, nim jeszcze opadł wyborczy kurz, TVP sterowane ręcznie przez Jacka Kurskiego, uznawanego w PiS za jednego z architektów zwycięstwa Dudy, przypuściły mocny atak na Morawieckiego. Wielu wyborców „dobrej zmiany” musiało chyba już w poniedziałek przecierać oczy ze zdumienia oglądając materiał, stawiający premiera w dość niekorzystnym świetle, żeby nie powiedzieć jako wroga, szkodzącego w kampanii prezydentowi i całemu obozowi rządzącemu (sic!).
DAS: No cóż panie Morawiecki, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. „Murzyn zrobił swoje więc murzyn musi odejść”! Kaczyński nie ma uczuć wyższych charakterystycznych dla normalnych ludzi!
****
Epilog! To, że się chcą pozagryzać to dobrze. Jeśli zniknęliby gdzieś na zawsze Polska by wstała wreszcie z kolan, którym to terminem operują „lokaje i oprycznicy” spod znaku „kaczora”! Dałbym osobiście na mszę (niekoniecznie w niej uczestnicząc) gdyby gdzieś przepadł na zawsze przeklęty dyktatorek – nieszczęście XXI wiecznej Polski i Europy! To byłoby dla Polski najlepsze! No cóż, pozostaje tylko wierzyć w to, że sam los weźmie te sprawy w swoje ręce i uwolni świat od demona i całej wykreowanej przezeń patologii! Jako, że wierzę w Boga (nie mylić z namaszczonymi heretykami, których w Polsce dużo) będę się modlić o to, aby sprawił, że Mefistofeles czy inny Belzebub zabrał całe to zło do domu swego gdziekolwiek by on nie był …! Polska i Polacy potrzebują spokoju oraz naprawy! Polska musi powrócić na łono wolnej, demokratycznej Europy! Z patologią PiS tego się zrobić nie uda nigdy!
*****
Moja deklaracja wynikająca z przyzwoitości i patriotyzmu, konieczna dziś w sytuacji, gdy niemal wszystko w Polsce „stanęło na głowie”, i gdzie coraz więcej środowisk deklaruje poparcie dla pisowskiej sitwy, którą (ws. Wojciecha Sadurskiego) także polski sąd uznał za mafię.
Mając na uwadze wielkie zło, którego emanacją stał się wybór pisowskiego polityka na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, pamiętając ile nieszczęść, patologii, w tym przestępstw popełniono z jego aprobatą i „błogosławieństwem” i to, że tak duża część społeczeństwa go wspiera oświadczam, co następuje!
#
Jeszcze do niedawna, choć bardzo sceptyczny, wierzyłem w to, że w Polsce są siły, mogące zapewnić państwu i nam pełną stabilność i rozwój, które po przemianach z przełomu lat 80. i 90. XX w. były efektem pokoleniowych starań i zabiegów naszych poprzedników, o jak najlepszą i bezpieczną przyszłość! Niestety, istniejąca w kraju tzw. opozycja nie stanęła na wysokości zadania. Sześć kolejnych porażek wyborczych ukazują jej bezsilność i brak pomysłu na rozwój Polski! Nie mam większych pretensji do szeregowych członków PO, PSL, Razem etc. tylko do przywódców, których według mnie interesują jedynie ich partykularne interesy i niekończąca się władza (sic!). Te partie nie służą już narodowi, a jeśli by chciały to robić muszą się bardzo zmienić. Tak więc trzeba najpierw pozbyć się starych, „wyżartych działaczy” i zaprosić nowych, młodych ludzi do współudziału w koniecznych przemianach społeczno – politycznych! Zbulwersowany jestem tym, że pomimo niedemokratycznych wyborów brak jest większych reakcji na stwierdzone, jawne wręcz, nieprawidłowości (według mnie przestępstwa) wyborcze! Mało tego, nawet ci, którzy jako oszukani powinni się domagać prawdy dziś „składają broń” deklarując współpracę z „nowym – starym prezydentem” i PiS! Uważam, że to skandal i niezrozumiała dla mnie kapitulacja, którą nie wiem czy zwać tchórzostwem czy układem. Zarówno ja, jak też tysiące ludzi w Polsce byliśmy mocno zaangażowani w walkę na rzecz elekcji kandydatów. Nie muszę chyba wspominać o tym, że dla nikogo z nas nie było to i nie jest bezpieczne! Tymczasem osoby oszukane, które kandydowały uważają, że wszystko jest w porządku” (sic!). Nie jest i być nie może! Obiecywaliście nam rozliczenie mafii i Kaczyńskiego – capo di tutti capi – i co teraz?! Chcecie się z nim dogadać a nas pozostawić jego watahom do represji?! Czy wy też uważacie naród za bandę idiotów partyjni panowie?!
Otóż ja wycofuję wszelkie poparcie dla tych, których dotąd z serca wspierałem, bo „tylko głupi przelewa z pustego w próżne”! Nadeszły ciężkie czasy dla przyzwoitych, więc trzeba robić swoje, a nie wysilać się na popieranie kogoś, kto społeczeństwo i tych, którzy go popierali ma w d…e! Dość już naiwności i pobłażania cwaniakom! To raczej koniec niektórych partii!
Dariusz Stokwiszewski
Marek Migalski: Najbliższe lata będą straszne i obrzydliwe

Marek Migalski
Prawdziwa polityka skończyła się na jakieś dwa, dwa i pół roku – zastąpiona przez wojnę gangów i potyczki natolińczyków z puławianami w ramach PZPR. Dlatego nie ma tu roboty dla politologa.
12 lipca ponad 10 milionów wyborców Andrzeja Dudy zdecydowało o tym, kto będzie przez następne pięć lat prezydentem mojego państwa. To ludzie, którym nie przeszkadzało szczucie przez kandydata i pisolubne media na osoby LGBT, Niemców, Żydów (za ich roszczenia majątkowe), wolne media; którzy nie widzieli niczego nagannego w pięcioletnim łamaniu demokracji i wolności przez głowę państwa, w nocnych jego rozmowach z Ruchadełkiem Leśnym czy podporządkowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu. To grupa, w której nadreprezentowany jest elektorat z wykształceniem zasadniczym i zawodowym, mieszkańcy na wsi, starsi wiekiem, zamieszkujący Polskę Wschodnią (to nie ocena, tylko stwierdzenie oczywistych faktów – do sprawdzenia na stronach PKW). Tak, ta masa wybrała mi prezydenta. Ale nie może wybrać mi sposobu życia i tego, jak będzie ono wyglądać.
Przez następne 2-3 lata politykę zastąpi wojna gangów. Kaczyński będzie wojował z Gowinem, Gowin z Ziobro, a Ziobro z Kaczyńskim. Gdzieś w tym wszystkim będzie pałętał się usamodzielniający się Duda. Tak, będzie bardziej niezależny, niż był przez ostatnie pięć lat, bo uwolnił się z łańcucha, na którym trzymał go prezes PiS strasząc, że nie wystawi go w kolejnych wyborach. I ta pocieszna postać będzie teraz starała się być „prezydentem wszystkich Polaków” (a może nawet Polek), bo liczy, że zapisze się w historii nie tylko jako popychadło Kaczyńskiego. Poza tym po skończeniu drugiej kadencji Duda będzie miał dopiero 53 lata i pewnie liczy na jakąś zagraniczną posadkę, ale by ją zdobyć, musi jednak być kimś więcej, niż marionetką starego prezesa jednej z partii. Więc tak, będzie wykonywał jakieś pojednawcze gesty, a PSL czy Konfederacja będą kuszone przez PiS wejściem do koalicji, po ewentualnej rozprawie z Gowinem. Ktoś z kimś będzie toczył gangsterskie wojny – jak kiedyś „puławianie” z „natolińczykami” w łonie PZPR.
Najbliższe lata będą straszne i obrzydliwe, choć nie będzie tak źle, jak myślą wszyscy ci, którzy głosowali na R. Trzaskowskiego (nie będzie też tak dobrze, jak sądzą wyborcy Dudy). Pamiętajcie, tu jest Polska, a to znaczy, że tu nic nie jest na poważnie i do końca. Tu nic się w polityce nie udaje – nie udał się Polakom faszyzm przed wojną, nie udał się im komunizm po niej. I nie udała się też demokracja po 1989 roku. Ten miękki autorytaryzm też się nie uda, bo budują go nie groźni perfekcjoniści, lecz Gang Olsena, chytre na „pieniążki” gapy, nieudacznicy, którzy przegrywali przez całe życie z lepszymi od siebie. Dlatego tak nienawidzą III RP – bo w niej byli tylko aspirantami do władzy, do stanowisk na uczelniach, w mediach, w biznesie. W sumie to nieszczęśliwi popaprańcy. Tyle, że zrozumieli, iż takich, jak oni, są miliony i że mogą razem rozwalić państwo, w którym im do tej pory nie wychodziło.
Prawdziwa polityka skończyła się na jakieś dwa, dwa i pół roku – zastąpiona przez wojnę gangów i potyczki natolińczyków z puławianami w ramach PZPR. Dlatego nie ma tu roboty dla politologa. Może dla byłych kremlinologów, którzy z odległości od Breżniew na trybunie pierwszomajowej wnioskowali o spadaniu lub pięciu się górę poszczególnych aparatczyków, znajdzie się tu jakieś zajęcie, ale dla mnie raczej nie będzie niczego ciekawego do komentowania. Pewnie nie robiłbym tego gorzej, niż ci, którzy stawią się ochoczo do tej pracy, ale mam w planach ciekawsze zajęcia na najbliższe kilkadziesiąt miesięcy. Nie chce mi się patrzeć na te gęby usatysfakcjonowane triumfem, utuczone na państwowych posadkach, butne w swej pysze i pełne nacjonalistycznych pohukiwań oraz szczucia na słabszych. Mam na siebie nieco inny pomysł. Już teraz ich widok psuł mi nastrój. Obecnie, gdy mają pełnię władzy i trzyletnią perspektywę czerpania łychami w państwowej michy, oglądanie ich za dużo kosztowałoby mnie psychicznie. To nie na moje skołatane, stare nerwy.
Dochodzi do tego także irytacja na polityków (oraz po części wyborców) opozycji. Oni w sumie też nikogo nie chcą słuchać. Mogłem w czasie kampanii pisać co tylko mi do głowy przyszło i mówić o tym wszem i wobec, ale nikogo to nie obchodziło. Gdyby choć jeden strasznie zajęty sztabowiec R. Trzaskowskiego skorzystał z moich sugestii, być może dziś Duda nie mościłby się w pałacu prezydenckim na następną kadencję. Bo te wybory były dla demokratów do wygrania, ale oni nikogo nie chcieli słuchać, pewni swoich racji i już rozdzielający między siebie stanowiska w kancelarii prezydenta. Miałem od dłuższego czasu poczucie mówienia w pustkę. Lub tylko do siebie. Co na jedno zresztą wychodzi. I już mi się nie chce.
Żeby rzetelnie wykonywać obowiązki komentatora politycznego, trzeba być na bieżąco. Trzeba śledzić, co kto o kim powiedział, czytać prasę codzienną, śledzić portale internetowe. Słowem – należy poświęcać wiele czasu na obserwowanie bieżącej polityki. Robiłem to przez lata i chyba nawet nieźle mi to wychodziło. Ale polityka właśnie się skończyła – zastąpiona wojną gangów, frakcji, koterii wewnątrz obozu władzy. Nie mam ochoty i czasu na śledzenie tego, zatem muszę zrezygnować z obowiązków komentowania bieżącej polityki. O czym, niniejszym, zawiadamiam. A o tym, że nie mam „obowiązków polskich” wie każdy, kto czytał mój „Naród urojony” czy „Budowanie narodu”. Zatem zostawiam na pewien czas tę populację, zamieszkującą między Bugiem a Odrą, bez moich komentarzy. Poradzi sobie beze mnie. A ja bez niej.
Oczywiście, jeśli jakieś medium będzie chciało ze mną przeprowadzić poważną rozmowę na poważne tematy, to jestem do dyspozycji. Zwłaszcza gdyby można było wykorzystać moją wiedzę o neuropolityce, która w warunkach polskich chyba jest unikatowa. Jeśli znajdą się czytelnicy, widzowie, słuchacze zainteresowani tym, co sądzę o ogólnoświatowych trendach, o sytuacji Polski w tym, co dzieje się w globalnej polityce, o wpływie nauk biologicznych na rozumienie i uprawianie polityki, wówczas będę więcej, niż szczęśliwy, mogąc podzielić się swoimi przemyśleniami na te tematy. Ale nie liczcie już na mnie w dziele komentowania tego, co jeden aparatczyk powiedział o drugim oraz co sądzę o wczorajszym skandalicznym zachowaniu tego czy owego ministra czy posła.
Moi Drodzy, właśnie kończę pisać bardzo ważną dla mnie książkę o tym, jak neurobiologia, kognitywistyka i prymatologia tłumaczą kryzys liberalnej demokracji oraz…podpowiadają jak ją ratować (to rozwinięcie mojego ostatniego dzieła, napisanego we współpracy z wybitnym memetykiem z mojego uniwersytetu, „Homo Politicus Sapiens. Biologiczne aspekty politycznej gry”) oraz dokonuję finalnych poprawek w mojej najnowszej powieści. Jutro lecę do Toskanii. Opiekuję się także moimi starzejącymi się już kotkami. I cieszę się na powrót październik, kiedy znów będę mógł prowadzić wykłady dla moich studentów. To są ważne sprawy (oczywiście kontakty interpersonalne także!). Temu będę się poświęcał w najbliższej przyszłości. Oczywiście, że od czasu do czasu coś sobie z polskiego bagienka politycznego skomentuję tu i ówdzie, ale nie liczcie na to, że na moich mediach społecznościowych będzie tego dużo. Udaję się na zasłużoną wewnętrzną emigrację.
Dlaczego? Bo nic tu po mnie; bo mam 51 lat i nie wiem, kiedy umrę; bo jest tyle krajów do zwiedzenia i ludzi do poznania; tyle książek do przeczytania i napisania; bo i tak nikt nie słucha politologów; trzeba dać tej władzy zadławić się państwowymi fruktami; bo trzeba dać demosowi czas, by zobaczył, kogo wybrał i by zawył w poszukiwaniu nowego władcy; bo zawsze warto usiąść na brzegu rzeki i czekać aż trup naszego wroga spokojnie nadpłynie.
Bo życie jest piękne i nie można go tracić na rzeczy, które nam to piękno przesłaniają.
Do zobaczenia. Albo i nie.
Marek Migalski
Marta Kowalewska: Upadniemy, upadniemy na pysk

Marta Kowalewska
Nie liczcie, że za pół roku wesprzemy was w protestach, gdy wasze pięćset złotych przestanie wystarczać na podstawowe zakupy - ostrzegaliśmy, ale powiedzieliście, że się nie znamy i mamy niemieckie dusze.
Tak, jak napisała wczoraj Pani Joanna Mrukiewicz – „to było po prostu szybkie przeliczenie ludzi mądrych i głupich”. Czytających książki i fanów „Koła Fortuny”, wielbicieli Szumowskiej i wielbicieli Vegi, rozgrywka między disco polo a Leszkiem Możdżerem, między kuchniami świata, a kiełbasą z cebulą.
Okazuje się, że nieco więcej jest tych, którzy preferują za prezydenta mieć prostego chłopaka o swojskiej, okrągłej buzi, co to opowie jakiś dowcip o chłopie za babę przebranym, a nie będzie się popisywał znajomością języków, takiego, co to można z nim obejrzeć kabaret, napić się Harnasia i do kościoła pójść na poranną mszę, a nie rozmawiać górnolotnie i filozofować bógwi o czym.
Nie możemy wymagać od ludzi, którzy skończyli zaledwie podstawówkę, aby myśleli dalekosiężnie, aby znali choćby podstawy ekonomii, dla nich 500 złotych więcej w portfelu to nutella dla dzieci i wczasy we Władysławowie – czyli wysoki standard względem tego, co było bez pięciuset. Oni mają prawo bać się zachodu, bo rzadko kiedy wyjeżdżają poza granice własnego powiatu, ich łatwo zastraszyć, bo wszystko, co nowe i nietutejsze, to dla nich zagrożenie.
Bardziej przerażają mnie ci, którzy mają względne wykształcenie, a mimo to oddali swój głos na człowieka, który dla kasy i stołka powie i zrobi wszystko, który daje się ujeżdżać na oklep nikczemnemu politycznemu biznesmenkowi w brudnych butach, który nie ma ani klasy, ani charyzmy, ani wiedzy, ani luzu. Absolutnie do furii doprowadzili mnie ci, którzy wybory zignorowali, bo są tacy antysystemowi, że ideologicznie nie głosują na PiS ani PO – to wasza indolencja była języczkiem u wyborczej wagi i sprawiła, że ów systemowy PiS ma kolejne kilka lat by ustawić prawo tak, aby na polityczną scenę nigdy już nie wpuścić nikogo spoza układu. Brawo dla was, chapeaux bas.
Polska niestety ma taką cechę, że jak idzie za dobrze, to musi sama włożyć sobie kij w szprychy. Demokracja jest niedoskonała, każdy głos liczy się równo, nie ma egzaminów sprawdzających wiedzę o gospodarce, prawie i Unii Europejskiej, które nie dopuściłyby ignorantów do urn. O 1.5% wygrało więc knajactwo, wszelkiego rodzaju fobie, frustracje, zachłanność, moralność Kalego i prostactwo.
Mam czyste sumienie – zrobiłam wszystko by przekonać jak najwięcej osób, włączyłam się czynnie w kampanię Trzaskowskiego jako zdecydowanie lepszego kandydata. Przegraliśmy ten wyścig o długość kufy.
Wstyd mi za Polskę, wstyd i żal, bo w przeciwieństwie do wyborców Dudy jestem w stanie pomyśleć bardziej perspektywicznie, niż od pierwszego do pierwszego.
Upadniemy, upadniemy na pysk. Ale to wy sobie tak wybraliście (wy, pisowcy, i wy „antysystemowcy”) , i konsekwencje poniesiecie sami. Nie liczcie, że za pół roku wesprzemy was w protestach, gdy wasze pięćset złotych przestanie wystarczać na podstawowe zakupy – ostrzegaliśmy, ale powiedzieliście, że się nie znamy i mamy niemieckie dusze.
Marta Kowalewska
Dariusz Stokwiszewski: Pisowska sitwa właśnie znacząco umocniła swą władzę

Dariusz Stokwiszewski
Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy! Co pisowska przemoc nam wzięła kiedyś odbierzemy! I osądzimy PiS i tych, którzy mu pomagali w zbrodniach. Nawet jeśli bronić go będzie jakaś, niesłowna i sztuczna opozycja!
Stało się; pisowska sitwa właśnie znacząco umocniła swą władzę. W kolejce do aliansu ze złoczyńcami już się ustawiła kolejka chętnych. Ci, na razie jeszcze stwarzają pozory przyzwoitości, ale już za chwilę znajdą na poczekaniu mnóstwo argumentów, aby do koalicji z PiS i SP wejść! Gowin się nie liczy, bo to looser i dla Jarkacza zdrajca. Dla mnie zresztą też, ale z przyczyn odmiennych! Co dalej? Przyznaję; nie znam odpowiedzi i to z kilku powodów. Jednym z nich jest całkowita utrata zaufania do społeczeństwa i wiary w to, że ono do czegokolwiek, poza braniem łapówek od PiS, się jeszcze nadaje! Nie można już liczyć na coś, co kiedyś było naszą dumą! Odwaga odeszła wraz z dawną „Solidarnością”! Ta obecna nie jest nawet atrapą tamtej; to zakamuflowany pisowski organ wykonawczy!
Cały elektorat pisowski – całkowicie niereformowalny – to zwłaszcza ludzie najgorzej wykształceni, starsi często nie rozumiejący niczego i pseudokatolicki, prowadzony na smyczy hierarchii KK tak samo zepsutej, jak pisowscy kacykowie. To także beneficjenci „dobrej (tfu!) zmiany” tej, która w ciągu pięciu ostatnich lat doszczętnie zniszczyła i ograbiła nasze państwo! To „stan chłopski”, który nie będąc nigdy patriotycznym tylko „przedsiębiorczym” (w złym tego słowa znaczeniu) zawsze martwił się głównie o swoje pole i miedzę, która łączyła je z ziemią sąsiada! Chłopi chyba nigdy nie myśleli kategorią państwa czy Ojczyzny. Pisze o tym Stefan Żeromski w „Rozdziobią nas kruki i wrony”, w którym chłop okrada zwłoki zamordowanego powstańca (sic!).
To wreszcie taka „dobra zmiana”, która z Polski zrobiła kraj, z którym już w zasadzie nikt w świecie się nie liczy! Pozycja państwa już dawno upadła zarówno w UE jak też w innych organizacjach międzynarodowych: NATO, Rada Europy, Trójkąt Weimarski czy Grupa Wyszehradzka, żeby wymienić te najważniejsze. Dzień 12 lipca 2020 roku stał się dniem naszej klęski narodowej. Oto pisowska szarańcza na podstawie decyzji „narodu” będzie nadal łupić państwo z czego się tylko da. Chory na nienawiść do wszystkiego co normalne pisowski „naczalnik” (tchórz chcący uchodzić za bohatera) Jarozbaw dostał dożywotnio władzę absolutną, którą wykorzysta do szkodzenia państwu i narodowi tak, jak czynił to dotąd!
Co stało się z Polakami, że większość tak się upodliła?! A może nic nowego, może my zawsze tacy byliśmy?! Chyba tak właśnie było …!
Gdzie podziały się polityczne elity państwa? A może to nie były elity tylko towarzystwo wzajemnej adoracji, które uwłaszczyło się na narodzie w latach 90. XX w. i teraz już tylko odcina kupony od zdobytych majątków i „trochę dorabia”?! Tak zwana opozycja demokratyczna już przegrała sromotnie kolejny raz i nie wyciągnęła z tych porażek jakichkolwiek mądrych wniosków! Czy zatem naprawdę chciała rządzić? Pytanie to jest o tyle uprawnione, że w ławach opozycji zarabia się czasem więcej niż na urzędach państwowych; są kasa, czas i możliwości do działania, a to kusi!
Dziś Grzegorz Schetyna – najgorszy według mnie lider PO w jej historii przekonywał w tvn24, aby Rafała Trzaskowskiego uczynić liderem opozycji. Tego samego, którego tak niedawno odsunął od kandydowania wystawiając w zamian, niemającą żadnych szans Małgorzatę Kidawę – Błońską! W co ten człowiek gra? Według mnie w chowanego i to tylko po to, aby utrzymać się przy „korycie”! Szkoda, że Trzaskowski przegrał, ale skoro on sam nad tym nie boleje, tylko robi gesty pojednawcze z Dudą to ja rozpaczać także nie zamierzam. Nie ufam już tym ludziom! Myślę, że czas partii takich jak PO się kończy bo wyczerpała się ich formuła. I dobrze!
Co dalej? Otóż jak pisałem, jeszcze nie wiem. Nie powinno się rezygnować z walki ze złem, ale kto może być w niej wsparciem? Nie widzę nikogo takiego póki co! Natomiast uważam, że trzeba nauczyć „rozumu” przynajmniej część tego „ciemnego pisowskiego luda” który się zapamiętał w czerpaniu własnych korzyści, a postawił krzyżyk na Polsce! Ci ludzie zawinili najbardziej, choć są największymi beneficjentami członkostwa RP w UE! Jak pokazywała tvn, ponad osiemdziesiąt procent chłopów głosowało na PiS, ten sam, który chce Polskę oderwać od UE. Komisarze pisowscy coraz głośniej już zresztą o tym mówią! Od dziś nie kupię niczego, co wyprodukował polski rolnik jeśli tylko będę mieć inną możliwość! Jestem i pozostanę wielkim przeciwnikiem Kaczyńskiego i jego „opryczników”! Nie uważam ich za prawowitą władzę Polski tak samo jak tego, który mieni się być prezydentem nie uważam za głowę państwa. To marionetka prezesa PiS i nią raczej pozostanie lecz jeśli nawet teraz, kiedy nie ma już nic do stracenia zechciałby nam pokazać jaki jest „przyzwoity” to dla mnie nie znaczy to nic. Kiedy się zrujnowało państwo prawa jest się zbrodniarzem!
Mieszkam w tym kraju, ale będę starał się przestrzegać prawa wynikającego z naszej konstytucji, którą Kaczyński, Duda oraz inni łamią już od lat! Na koniec podam słowa przyzwoitego profesora prawa: „Wybory te nie były uczciwie bo po stronie jednego z uczestników – właśnie Dudy – stała od wielu miesięcy cała potęga zdominowanego przez sitwę Kaczyńskiego prawa!
Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy! Co pisowska przemoc nam wzięła kiedyś odbierzemy! I osądzimy PiS i tych, którzy mu pomagali w zbrodniach. Nawet jeśli bronić go będzie jakaś, niesłowna i sztuczna „opozycja”!
Dariusz Stokwiszewski