Roman Giertych: Na kogo głosować? Hołownia, Kosiniak-Kamysz, czy Trzaskowski?

Roman Giertych
Otóż trzeba oddać głos na tego, który w II turze wyborów prezydenckich ma największe szanse wygrać z Andrzejem Dudą. Nie na tego, który ma szanse wejść do II tury, ale na tego, który może zgromadzić jak najwięcej elektoratu środka, aby uzyskać ponad 50%.
Po wczorajszej zmianie kandydata przez PO wielu ludzi stawia sobie pytanie: na kogo głosować? Szymona Hołownię, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Rafała Trzaskowskiego różnią pewne niuanse i światopogląd, ale w zasadniczych kwestiach ważnych dla elektoratu opozycyjnego tj. w sprawie przywrócenia praworządności, rozliczenia PiS i zatrzymania ekonomicznej grabieży Polski ich poglądy są tożsame albo podobne. Kosiniak-Kamysz jest może bardziej centrowo-prawicowy, Hołownia centrowy, a Trzaskowski centrowo-lewicowy. Nie to jest jednak istotne.

Śmiem twierdzić, że dla przeważającej większości zwolenników opozycji nie jest ważne który z tej trójki zostanie Prezydentem, ale ważne jest aby nie był nim Andrzej Duda. I w gruncie rzeczy z zasadniczych powodów odnoszących się do fundamentów naszej demokracji obojętne jest nazwisko nowego Prezydenta RP, byle było to nowe nazwisko.
To pozwala nam odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule: na kogo głosować? Otóż trzeba oddać głos na tego, który w II turze wyborów prezydenckich ma największe szanse wygrać z Andrzejem Dudą. Nie na tego, który ma szanse wejść do II tury (bo na razie każdy z tych trzech kandydatów takie szanse ma), ale na tego, który może zgromadzić jak najwięcej elektoratu środka, aby uzyskać ponad 50%. Na chwilę obecną takie największe szanse ma Szymon Hołownia, a potem Władysław Kosiniak-Kamysz. Rafał Trzaskowski w II turze na chwilę obecną z Dudą przegrywa, ale to się jeszcze może zmienić, bo dopiero rozpoczął kampanię. Więc decyzję o głosowaniu musimy podjąć na dwa tygodnie przed wyborami na podstawie kilku sondaży, w których badane będzie poparcie w II turze wyborów prezydenckich. Nic to nam nie daje, że któryś z tych kandydatów wejdzie do II tury, gdy nie będzie w stanie jej wygrać. Możemy mieć wówczas znowu sytuacje honorowego zwycięstwo, a PiS będzie mieć triumf. Dla Polski zwycięstwo Andrzeja Dudy będzie oznaczać katastrofę. Musimy zrobić wszystko co możliwe, aby temu zapobiec.
Roman Giertych
Krzysztof Skiba: Łapanka

Krzysztof Skiba
Obecnie mamy do czynienia z pandemią rapu. Obok artystów masowo zmuszani są do rapu politycy, prawnicy, urzędnicy i dziennikarze. Lekarze ostrzegają: rap nie wybiera, atakuje podstępnie każdego. Są już pierwsze, niepokojące sygnały ze wszystkich stron Polski
Ten kraj przeżył już wiele. Były zabory, powstania, okupacja, pożary i powodzie, stan wojenny, Eurowizja. Od dwóch miesięcy zmagamy się z tajemniczym wirusem. Jakby nie dosyć nieszczęść i kataklizmów teraz jeszcze nastąpiła moda na #hot16challange2.
Na terenie całego kraju trwają brutalne łapanki na przypadkowe osoby, które są szantażem moralnym lub przemocą psychiczną zmuszane do rapowania. Początkowo epidemia rapu ograniczała się tylko do osób, które rapują na co dzień. Nie było to szkodliwe dla zdrowia, gdyż osoby stale rapujące są już uodpornione. Niestety naiwni byli ci, którzy przypuszczali, że rapowanie nie zagraża pozostałej części społeczeństwa.

Obecnie mamy do czynienia z pandemią rapu. Obok artystów masowo zmuszani są do rapu politycy, prawnicy, urzędnicy i dziennikarze. Po tej fali, która wstrząsnęła całym społeczeństwem zaczynają już rapować modelki, komicy , bokserzy i krawcowe. Znawcy zagrożeń epidemiologicznych są przekonani, że niestety rozwój tego „czelędżu” rozniesie się po wszystkich warstwach społecznych.
Lekarze ostrzegają: rap nie wybiera, atakuje podstępnie każdego. Są już pierwsze, niepokojące sygnały ze wszystkich stron Polski. Pani Zofia Seler sprzątaczka w spółdzielni mieszkaniowej Słoneczko w Raciborzu, jak rano zaczęła rapować tak do dziś klatki schodowe nie są wysprzątane. Znawcy tematu twierdzą, że swym rapem pani Zofia pozamiatała.
Kolejną ofiarą rapu okazał się pracownik stacji benzynowej w Staroźrebach Maurycy Paliwo, który zaczął rapować na nocnej zmianie wzbudzając powszechny popłoch i panikę. Przestał rapować dopiero po zrobieniu serii zastrzyków przez miejscowy oddział straży pożarnej. Epidemia rapu staje się także poważnym zagrożeniem dla służb mundurowych. Niepotwierdzona informacja dotarła do nas z Zawichostu. Podobno miejscowy komisariat opanowali rapujący policjanci, którzy od trzech dni rapują non stop wspólnie z trzema leśnymi tirówkami z Ukrainy.
Jak meldują obserwatorzy w wielu miastach rapowanie ma charakter zorganizowany. W Sosnowcu kilkunastoosobowe grupy porywają starsze kobiety i zmuszają je do rapowania pod sklepem warzywnym. Ofiarą porwania w ramach hot16challange2 został starszy mężczyzna Janusz K.M, szachista, brydżysta i polityk. Ten biedny, starszy pan zmuszony przez młodych ludzi zarapował i teraz grożą mu liczne procesy. Specjaliści od zatruć potwierdzają, że na dziś nie ma żadnego lekarstwa, ani szczepionki na rapowanie.
Służby medyczne rozważają wprowadzenie czasowego zakazu rapowania. Jak rapowanie może zniszczyć psychikę człowieka mogliśmy dowiedzieć się na przykładzie inżyniera Sadzonki z Ciechanowa, którego teściowa rapując podczas snu zamieniła się w odkurzacz.
Na zdjęciu szefowa gangu raperów z Podkarpacia Elwira Zdzira, która zmusza do rapowania przy pomocy cytatów z Biblii i domowego wałka.
Zdrowe żarty kontra chora rzeczywistość
Krzysztof Skiba

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?
„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.
Uwaga! Okazja!
Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”
Kamil Durczok: To ICH apatia zapewnia trwanie Wodza Kurdupla

Kamil Durczok
W dniu, kiedy ojczyzna wzywa, płaszczycie swoj dupska na tarasach albo łóżkach. Demokracja wymaga uczestnictwa, matoły. A wy tego nie potraficie. To jest prawdziwy dramat.
Wróciłem ze spaceru z Dymitrem. 4 rano. Dobra pora na rozmyślania. Co prawda łobuz wcale nie wychodził za potrzebą, chciał tylko przewietrzyć futro, ale.. Zawsze świeże powietrze działa – nomen omen – otrzeźwiająco.
Przechodziłem obok Altenpflegeheimu. Dom starców. Dla zamożnych. W 5 pokojach paliło się światło. Obserwuję go, w soboty podjeżdżają tam panamery, bentleye, rollsy nawet. Najpierw się oburzałem, jaki to elegancki sposób na pozbycie się problemu, jakim jest stary człowiek. Potem przestałem. Nie oceniam. Gdyby mama nie mieszkała 100 metrów od tego miejsca, to tam pewnie jeździłbym na jej genialne klopsy z jajek. Nie stać mnie jednak na utrzymanie w tym altenheimie, a mama, na szczęście, może wciąż mieszkać w naszym rodzinnym domu.
Nie o tym jednakowoż ma być. Myślę, jakiej polski chcieli mieszkający tam dziś starsi ludzie, dla tych młodych, lubiących luksus obywateli. Obywateli?
Nie wiem. Obywatel (oprócz mającego zawsze coś do powiedzenia, groteskowego, pajacującego „obatela” Czarneckiego) to ktoś odpowiedzialny. Świadomy. Głosujący. A ci ludzie zwykle są apatyczni. Obywatelsko leniwi. Pijąc herbatę w knajpach na Bażantowie, w Miasteczku Wilanów, na zamkniętych osiedlach, mają wszystko w pogardzie. W dupie, mówiąc wprost. Narzekają ale nic nie robią, żeby zmieniło się cokolwiek wokół nich. Zamiast na wybory, jadą do Pragi, Berlina albo Budapesztu. Wolą winko, koniaczek albo kawę. Torcik Sachera. To ich apatia zapewnia trwanie Wodza Kurdupla.
Znowu, żeby była jasność, to nie odniesienie się do wzrostu. Nie wyśmiewam wad fizycznych, to kwestia określenia mentalności, sposobu myślenia, a ten jest kurduplowaty. Wszyscy się oburzają. Wszyscy mówią, że ich nienawidzą. Że robi nam wstyd w Europie i na świecie. Gdzie byliście, leniwce, kiedy był czas decyzji? W
dupie byliście. Na grillu, na majówce, starówce albo cholera wie, gdzie.
Rzygam wami, moimi sąsiadami z zamożnych osiedli. Potraficie tylko kląć, narzekać i krytykować. W dniu, kiedy ojczyzna wzywa, płaszczycie swoj dupska na tarasach albo łóżkach. Demokracja wymaga uczestnictwa, matoły. A wy tego nie potraficie. To jest prawdziwy dramat.
Kamil Durczok
Krzysztof Skiba: Bóg przeprasza

Krzysztof Skiba
Nie da się ukryć, że kandydat obozu władzy wykorzystał moment, by swym popisem ładnie się podlizać młodym wyborcom i zyskać trochę punktów u zdezorientowanej młodzieży.
Zeus bóg grecki, władca Olimpu nigdy nie przepraszał. Ale Zeus z Łodzi, czyli Kamil Rutkowski gwiazda hip hopu, artysta, który zaprosił prezydenta Dudę do łańcuszka rapujących w ramach #hot16challange2 przeprasza.
Prezydent Duda niespodziewanie przyjął zaproszenie Zeusa i poczęstował Internet swoim rapem o „ostrym cieniu mgły”, który z jednej strony wzbudził śmiech i kpiny, a z drugiej spiskowe teorie pokrętnie odczytujące „poetyckie” frazy o cieniu mgły. Nagranie Dudy spotkało się z mocną krytyką wielu raperów, którzy w ostrych słowach potraktowali nie tylko prezydenta, ale także Zeusa za jego nominację.
I rzeczywiście coś co było fajne i niosło ze sobą szlachetne idee pomocowe (uczestnicy zabawy namawiają wszystkich do wpłaty na rzecz służby zdrowia i walki z wirusem) stało się częścią kampanii prezydenckiej. Nie da się ukryć, że kandydat obozu władzy wykorzystał moment, by swym popisem ładnie się podlizać młodym wyborcom i zyskać trochę punktów u zdezorientowanej młodzieży.
Zeus jest doświadczonym artystą pod czterdziestkę. Jako dojrzały facet i popularny artysta powinien zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów. Tymczasem, gdy znalazł się w ogniu krytyki, to tchórzliwie i mocno bełkotliwie się wycofuje.
Przeprasza za zaproszenie prezydenta, że on tego nie chciał, że chciał co innego. I tu po raz pierwszy muszę stanąć w obronie Andrzeja Dudy. Tłumaczenia Zeusa są żałosne. Polacy słyną z gościnności. Jak się prezydenta zaprosiło na swoje hip hopowe podwórko, to wypadało mu podziękować, że nagrał te swoje bieda rapowanie o „ostrym cieniu mgły”, a nie pokrętnie tłumaczyć, że miało się co innego na myśli.
Sprawa byłaby błaha i nie warta opisywania, gdyby nie jeden ważny szczegół. To jest IDEALNY PRZYKŁAD na bezrozumne postępowanie. Wyrosło nam pokolenie, które wiele rzeczy robi dla żartu. Dla jaj głosują na Korwina, dla beki głosowali na Liroya, Kononowicza czy Kukiza. Na złość wszystkim i na przekór. I jak głosowaliście tak macie teraz taką jajcarską Polskę z rozmontowanym systemem prawnym jak w starym radzieckim traktorze i z kupą śmiechu i zabawy jak w czeskim burdelu.
Szczególnym przypadkiem bystrości wspak są wszyscy młodzi wyznawcy Korwina. Młodzież uwielbia Korwina, bo ten dowala równo wszystkim wokół i ciągle mówi o „złodziejach z PO” czy „złodziejach z PiS”. Absolutnie nie zdają sobie sprawy że gdyby Korwin i jego formacja doszli do władzy, to za studia trzeba byłoby płacić. Darmowe uczelnie to przecież socjalizm. Socjalizm to także darmowa służba zdrowia. Że jest kulawa i garbata każdy widzi, ale gdy czekają nas poważne operacje zastawek serca, raka nerki czy złamanej nóżki, to mało kto chce robić zabiegi prywatnie, gdyż kosztuje to FORTUNĘ.
Od czasu gdy w Internecie dobrze klika się każda bzdura i każdy wygłup, to mamy rapującego prezydenta i pokolenie, które nie ma czasu na Polskę.
Zdrowe żarty kontra chora rzeczywistość:
Krzysztof Skiba

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?
„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.
Uwaga! Okazja!
Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”
Manuela Gretkowska: Dudzie rapowanie jak rabowanie przychodzi łatwo

Manuela Gretkowska
Kazik powalił mnie swoją piosenką o cmentarzu, polskim cmentarzysku demokracji i Kaczyńskim składającym na nim triumfalnie wieniec. Rytm młockarni, jesteśmy przecież narodem chłopów pańszczyźnianych. Ale obraz… TruPiSm
Od kilku dni nie mogę się pozbierać po klipie Kazika – „Twój ból jest lepszy niż mój”. Przez ten czas powstały „lepsze klipy niż jego” Dudy i Korwina, festiwal politycznej śpiewogry.
Korwin już dawno powinien chodzić w kagańcu (prawa), a nie śpiewać na strzelnicy. Kilkanaści lat temu, z innymi kobietami, matkami przegrałam z nim sprawę, gdy poniżał dzieci chore na raka. Nikt mu nie przymknął japy, gdy później poniżał, policzkował, szczuł każdą mniejszość, słabszego, innego. Dla narodowych wyznawców Korwina kaganek oświaty to flara. Debilizm jest widać polskim folklorem.
Duda twierdzi, że delirium jego klipu pochodzi z Talmudu. Co tam Talmud czy kabała, szczeny opadną wszystkim kiedy zaśpiewa pismem klinowym kodeks Hammurabiego: oko za oko, za łamanie Konstytucji.
Dudzie rapowanie jak rabowanie przychodzi łatwo. Zbierając na służbę zdrowia powtarza w swoim klipie: ”Chwała”. Chyba to leciało w oryginale „Chwała zwyciężonym”, okradzionym z 2 miliardów szpitalom. Niech śpiewa z Lichocką, choreografię do swojego gangsta rapu już mają. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Dudowie cenią pobożne pienia zespołu Pectus. A mogą i kochać zespół Pedofilus, przecież wartości chrześcijańskie już dawno poszły się w tym kraju jebać. Przez takich zakłamanych wiernych.
Kazik powalił mnie swoją piosenką o cmentarzu, polskim cmentarzysku demokracji i Kaczyńskim składającym na nim triumfalnie wieniec.
Rytm młockarni, jesteśmy przecież narodem chłopów pańszczyźnianych. Ale obraz… TruPiSm. Jakby tańczył oszalały, wygolony do przerażonych jaj prezes. Taniec śmierci i obłędu, polski dans lans bez szans na normalność.
Jeśli zostanie coś z tej epoki, to ten szary, nawet nie biało czarny, szary jak Szary Człowiek krzyk rozpaczy. Pozbawiony formy niby płonące w proteście ciało, ofiara, stopione w bezsile słowa.
Kaziku jesteś Kazimierzem, Wielkim.
Manuela Gretkowska
Kamil Durczok: Ludzie! Obudźcie się. Rządzi nami mały, oszalały z nienawiści Wielki Kurdupel

Kamil Durczok
Wielki Kurdupel ma jeden cel. Zemścić się na trudnej do zdefiniowania grupie, która ponoć zamordowała mu brata. A potem wziąć nieograniczoną władzę. Nie bądźcie debilami.
Póki mnie nie zamknęli… WOLNE (O)SĄDY. Dziś na ostro, bo minął czas spokoju
Spokojny wieczór po niespokojnym dniu. Nie jest łatwo stawać oko w oko z kimś, kto jeszcze kilka lat temu zdawał się być bliskim a dziś, dyszący nienawiścią i chęcią zemsty, niewidzący żadnych swoich wad, łże w żywe oczy i kłamie jak… Pies byłby obrażony, gdybym użył tego porównania. Podli i mściwi są ludzie, którym kiedyś mówiliśmy: kocham Cię. Bolesna nauczka. Nie pierwsza i nie ostatnia. Nie o tym dzisiaj będzie.
Dostaliśmy w pysk. Władza sprawdziła kolejny poziom naszej odporności. A właściwie nie odporności – głupoty i zobojętnienia.
Spójrzcie chłodnym okiem na cyrk, który ta bandu odwaliła w związku z wyborami.
Przez 3 tygodnie wmawiali nam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy zagłosowali 10 maja.
Najpierw nawet pomrukiwali, że osobiście, potem, że korespondencyjnie. Potem odebrali – bez żadnego trybu, tak samo jak ten Wódz Kurdupel wchodzi na mównicę bez żadnego trybu – prawo organizacji wyborów PKW i przekazali je nieudolnej spółeczce pod nazwą Poczta Polska. Dotąd otrzymywałem od owej spółeczki awizo, przekazy, listy i rentę mojej mamy. Teraz okazało się, że ten kolos ma organizować wybory. Wow!!!!
Stado baranów wali nas w mordy a my nic.
Bo zgromadzeń nie wolno. 3 osoby to za dużo, ale w kopalniach zbierały się setki. I pajac z podkrążonymi oczyma dzieli Polaków na rozsądnych i debili, hajerów (tłum. górników), którzy są winni rozprzestrzenianiu się pandemii. Sam jesteś, człowieku, matołem! Nie dość, żę szczujesz jednych na drugich, to jeszcze jesteś niekompetentnym ciulem (tłum. ciul to na śląsku głupek, nie organ płciowy, gdyby pan minister zechciał mnie pozwać, choć na taki zaszczyt nie liczę, Ziobro zamknie mnie wcześniej). Testy! Cała Europa szła w kierunku testów, tylko u nas pieprzyli coś o trudnościach z dystrybucją.
Ludzie! Obudźcie się.
Rządzi nami mały, oszalały z nienawiści Wielki Kurdupel. Ma jeden cel. Zemścić się na trudnej do zdefiniowania grupie, która ponoć zamordowała mu brata. A potem wziąć nieograniczoną władzę. Nie bądźcie debilami. Ten mały człowieczek prowadzi nas do pełnej dyktatury. A my, jak te konie na rzeź, jedziemy w wozach, udając spokój. Na ulice!
Kamil Durczok
Wesprzyj prawdziwych sędziów w nierównej walce, podpisując apel solidarnościowy
Dziś w świątyni sprawiedliwości, w Sądzie Najwyższym (SN), wydarzyło się coś niebywałego. Polityczny “komisarz” PiS [1], nie-sędzia Kamil Zaradkiewicz, prowadzący obrady Zgromadzenia Ogólnego, nie uznał wyników głosowania, które przegrał i ogłosił własne! Zgromadzenie Ogólne ma za zadanie wybrać kandydatów na nowego Pierwszego Prezesa SN, a zmanipulowane głosowanie dotyczyło wyboru osób, które mają liczyć głosy. Jak informują media, może mu za to, po przywróceniu praworządności, grozić więzienie, gdyż już wstępne analizy prawne wskazują na możliwość popełnienia przez niego ciężkiego przestępstwa [2].
Zaradkiewicz dopuścił do udziału w Zgromadzeniu osoby wskazane przez neo-KRS (dawna Krajowa Rada Sądownictwa, nie została prawidłowo powołana w 2018 roku, m.in. przez brak wymaganej prawem liczby podpisów pod listą jednego z sędziów, Macieja Nawackiego), bazuje na ustawie kagańcowej i odbiera głos wybitnym sędziom, którzy opierają się na prawie, a nie woli władzy, jak np. prof. Krzysztof Rączka, prof. Marta Romańska czy prof. Włodzimierz Wróbel. Władza, przy pomocy Zaradkiewicza, chce zamienić Sąd Najwyższy w całkowicie ubezwłasnowolniony organ, tak jak zrobiła to z Trybunałem Konstytucyjnym [3]. Tylko działanie prawidłowo wybranych, prawdziwych sędziów i sędzi SN, może zatrzymać tę nadciągającą katastrofę.
Wielokrotnie protestująca wraz z ruchem Akcji Demokracji przeciw niszczeniu sądownictwa inicjatywa Wolne Sądy stworzyła na stronie Nasza Demokracja list solidarnościowy. Zawiera on wyrazy wsparcia i uznania dla prawidłowo powołanych Sędzi i Sędziów Sądu Najwyższego, którzy mimo wszelkich przeszkód walczą, aby Zgromadzenie obradowało w sposób zgodny z Konstytucją. Jak słusznie zaznaczają autorzy apelu “trwające obecnie wybory kandydatek i kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa SN będą mieć zasadniczy wpływ na przyszłość Rzeczypospolitej”. Dlatego tak ważne jest, aby prawdziwi sędziowie SN otrzymali od nas w tych krytycznych chwilach wyrazy wsparcia i solidarności.
Nasza Demokracja to strona, która umożliwia każdemu i każdej z nas podejmowanie i wygrywanie ważnych dla nas spraw. Każda osoba może tam utworzyć kampanię w dowolnej sprawie. Po zebraniu odpowiedniego poparcia można kontaktować się z osobami, które złożyły swój podpis pod apelem. Jeśli szukasz przestrzeni, w której możesz działać na rzecz ochrony środowiska, praw człowieka, sprawiedliwości społecznej czy demokracji, to odpowiedni adres.
Apele zakładane na portalu Nasza Demokracja już zmieniają rzeczywistość! W tym roku, dzięki szybkiemu działaniu Agaty, która stworzyła apel na tej stronie i wraz z kilkunastoma tysiącami osób naciskała na wydawnictwo, udało się wycofać ze sprzedaży szokujący poradnik, który opisywał, jak należy bić dzieci. Apel solidarnościowy “Murem za Prokurator Ewą Wrzosek”, czyli odważną prokuratorką, która jest represjonowana za wszczęcie dochodzenia dotyczącego organizacji kopertowego pseudoplebiscytu w maju, został podpisany przez ponad 15 tysięcy osób.
Teraz czas wesprzeć prawdziwych sędziów i sędzie Sądu Najwyższego, walczących o zgodny z Konstytucją i przejrzysty wybór Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.
Z pozdrowieniami
Jakub Kocjan z zespołu Akcji Demokracji
[1] „Komisarz” Dudy przerwał obrady Zgromadzenia sędziów SN, gdy głosowanie nie było po jego myśli”, oko.press, 9 V 2020 r.
[2] “Poświadczenie nieprawdy w protokole Zgromadzenia Ogólnego SN może być przestępstwem”, karne24.com, 12 V 2020 r.
“Zaradkiewicz sam sobie zmienił wynik głosowania. Naraża się na zarzuty karne?”, oko.press, 12 V 2020 r.,
[3] W składzie obecnego Trybunału Konstytucyjnego zasiadają osoby wybrane na miejsca już wcześniej obsadzone, a prezeska, przyjaciółka Jarosława Kaczyńskiego, została wybrana niezgodnie z procedurą.
Ryszard Petru: Na jesieni będą obcinane wynagrodzenia, wiele ludzi straci pracę, dojdzie do bankructwa wielu firm

Ryszard Petru
Rząd okazał się w tym kryzysie całkowicie nieporadny. Nie był w stanie szybko pomoc przedsiębiorcom, wdał się w polityczne bitwy, zaś przedsiębiorcy dostali od niego jasny przekaz: Umiesz liczyć? Licz na siebie!
Bardzo wielu Polaków nie odczuło jeszcze negatywnych efektów tego kryzysu, ale nie mogą dać się zwieść. Fala uderzeniowa przyjdzie najpewniej na jesieni – wtedy będą obcinane wynagrodzenia, wiele ludzi straci pracę, dojdzie do bankructwa wielu firm. Wtedy właśnie spodziewam się fali protestów.
Nie jest tak, że jak gospodarka ciągnie za hamulec, to cała nagle staje. Efekty spowolnienia następują z pewnym opóźnieniem. Strajk przedsiębiorców, który się odbywa to dopiero przedsmak tego, co nas czeka. A protestować będą i pracownicy, i pracodawcy.
Rząd okazał się w tym kryzysie całkowicie nieporadny. Nie był w stanie szybko pomoc przedsiębiorcom, wdał się w polityczne bitwy, zaś przedsiębiorcy dostali od niego jasny przekaz: Umiesz liczyć? Licz na siebie!
Ludzie zgłosili się o pomoc do rządu już dwa, trzy tygodnie temu i dalej nie mają pieniędzy na kontach! A w innych krajach środki spłynęły po kilku dniach. Kolejne Tarcze, korygowanie poprzednich, chaos informacyjny, nagle zamrażanie o potem chaotyczne odmrażanie – to wszystko świadczy o braku zrozumienia przez rząd, braku przygotowania administracji, i w końcu braku zaufania do przedsiębiorców. A dla wielu przedsiębiorców zbyt późne pieniądze, to żadne pieniądze, bo wielu firm już nie będzie, znikną z powierzchni, lub zmuszone były już zwolnić pracowników.
Minister Emilewicz mówi, że nie słyszała o żadnym proteście. To znak, że słucha tylko tych dobrych wiadomości, że żyje w kokonie informacyjnym TVPinfo. A to jest najgorsze, co może się stać – oderwanie od rzeczywistości. Rząd wpadł w pułapkę oglądania i słuchania tylko tych dobrych informacji na swój temat.
A przedsiębiorcy muszą się liczyć dodatkowo, z tym że rząd chwyci ich za gardło, bo szukając ratunku nie tylko zajmie się ich kontrolą, a do tego w najbliższym czasie nam wszystkim ostro podniesie podatki”.
Ryszard Petru
Włodzimierz Wróbel: Nie może być zgody sędziów Sądu Najwyższego na dokonywanie wyborów kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego w sposób niezgodny z prawem

Włodzimierz Wróbel
Włodzimierz Wróbel - polski prawnik, profesor nauk społecznych, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 2011 sędzia Izby Karnej Sądu Najwyższego RP, od 2012 p.o. kierownika Katedry Prawa Karnego UJ.
Nie może być zgody sędziów Sądu Najwyższego na dokonywanie wyborów kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego w sposób niezgodny z prawem. Jeżeli nawet w Sądzie Najwyższym dochodziłoby do podejmowania bardzo ważnych decyzji „bez żadnego trybu”, to i od obywatela nie możemy wymagać , żeby pisma procesowe składał w terminie, posługiwał się określonymi przez prawo formularzami, czy przedstawiał swoje żądania lub wnioski tylko w przewidzianej przez prawo drodze.
Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego to mało znany organ konstytucyjny. Jego konstytucyjne kompetencje są bardzo ograniczone – w zasadzie sprowadzają się do jednej sprawy – owo „Zgromadzenie” ma przedstawić Prezydentowi RP kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Przynajmniej dwóch, co przewiduje art. 183 ust. 3 Konstytucji RP. Mimo to, ta jedyna konstytucyjna kompetencja jest fundamentalna dla kruchej równowagi między potężną władzą większości, która np. wybiera parlament, rząd czy Prezydenta, a znacznie słabszą „trzecią władzą”, czyli sądami, które mają kontrolować to co robi rząd, różne urzędy, czy niekiedy nawet sam Prezydent.
Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego też jest organem konstytucyjnym. Ma on kierować Sądem Najwyższym. Nie jest to władza absolutnego króla, bo Sąd Najwyższy jest sądem, w którym orzekają sędziowie i Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego nie może ani wpływać na wyroki Sądu Najwyższego, ani tych wyroków zmieniać. Ale może decydować niekiedy, do jakich sędziów Sądu Najwyższego dana sprawa wpłynie czy określać sytuację służbową sędziego Sądu Najwyższego. Czasami przewodniczy Sądowi Najwyższemu, kiedy dochodzi do wydawania najważniejszych orzeczeń. Jest też przewodniczącym specjalnego sądu – Trybunału Stanu, który może sądzić najważniejszych polityków kraju sprawujących ważne urzędy (Prezydenta, premiera, ministra) za naruszenia prawa.
By wspomniana krucha równowaga między władzą rządu i Prezydenta a władzą sądowniczą została zachowana, Konstytucja wprowadziła mechanizm, który ograniczył możliwość mianowania na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego dowolnie wybraną przez Prezydenta osobę. To bowiem groziłoby uczynieniem z Pierwszego Prezesa SN politycznego a nawet partyjnego nominata i przekształceniem samego Sądu Najwyższego, w kolejną partyjną przybudówkę, jakiś „nasz” sąd. Prezydent może więc powołać na to stanowisko wyłącznie sędziego Sądu Najwyższego, który uzyskał akceptację Zgromadzenia Ogólnego – i został przez to Zgromadzenie – jak to mówi Konstytucja – „przedstawiony” Prezydentowi RP jako kandydat na to stanowisko.
Taka regulacja gwarantować ma, że ów prezydencki nominat ma za sobą akceptację co najmniej większości sędziów Sądu Najwyższego. Nominacja na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego musi się więc dokonać w porozumieniu między Prezydentem RP a Zgromadzeniem Ogólnym Sędziów Sądu Najwyższego. Nikt nie może drugiej stronie narzucić swojego kandydata. Takie koncyliacyjne rozwiązania konstytucyjne nie cieszą się popularnością w Polsce. Sprawowanie władzy rozumie się bowiem raczej jako zdobywanie łupów wojennych i kolejnych „bastionów”. Niestety w ostatnim czasie dokładnie w ten sposób prominentni politycy wyrażali się o Sądzie Najwyższym jako celu do zdobycia w kampanii o niekontrolowaną już przez nikogo władzę.
Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego to nazwa organu, który dla osoby nie będącej prawnikiem jest czymś mało zrozumiałym. To nie jest bowiem tak, że gdyby na ulicy zeszli się wszyscy sędziowie tego Sądu, to właśnie pojawiłoby się Zgromadzenie Ogólne tych sędziów. Podobnie spotkanie trzech sędziów przy stoliku na stołówce nie zamienia ich w sąd, który mógłby wydawać wyroki. Żeby owo spotkanie sędziów mogło zostać nazwane organem konstytucyjnym – „Zgromadzeniem Ogólnym Sędziów Sądu Najwyższego”, musi być spełnionych kilka warunków. Po pierwsze trzeba tych sędziów w sposób formalny „zwołać”, czyli poinformować o tym, że odbędzie się spotkanie mające charakter takiego formalnego Zgromadzenia. (tak jak się zwołuje posłów na obrady Sejmu). Musi być też jakaś osoba uprawniona do takiego „zwołania”, a potem do tego, żeby owemu zebraniu sędziów przewodniczyć. Ostatecznie musi być rzecz najbardziej fundamentalna, będąca kręgosłupem całej tej konstrukcji, jaką jest Zgromadzenie sędziów, a więc określony porządek (plan) tego czym mają się na owym zgromadzeniu zająć i sposób realizacji tego planu, np. sposób głosowania i liczenia głosów, porządek wypowiedzi, zgłaszania wniosków itp. Sam plan nazywany bywa „porządkiem posiedzenia”. Ten plan dopiero wyznacza formę i prawne znaczenie tego specyficznego spotkania wielu sędziów Sądu Najwyższego. Bez takiego planu, porządku, sędziowie mogą przyjść, patrzeć na siebie, dyskutować o czymkolwiek popijając kawę. Nikt nie będzie wiedział, do czego takie spotkanie ma doprowadzić i co ma się po kolei zdarzyć. Zebranie sędziów bez wcześniejszego planu, bez porządku obrad, przypomina trochę wodę, która może się rozlać w dowolnym kierunku tworząc co najwyżej kałużę. Dopiero wlanie jej do konkretnego naczynia sprawi, że ta woda może być do czegoś przydatna.
Wiele osób ma doświadczenie udziału w takich zbiorowych organach czy instytucjach. Takim organem jest np. wspólnota mieszkańców. Mieszkańcy mogą się zebrać pod blokiem i porozmawiać o różnych sprawach, ale staną się organem, który będzie mógł podejmować wiążące dla wszystkich decyzje, jeżeli zostaną prawidłowo zaproszeni na takie formalne spotkanie przez osobę upoważnioną i będą postępować na tym spotkaniu w oparciu o zaakceptowany przez wszystkich plan – porządek zebrania – który określi to, o czym mają decydować i w jaki sposób mają to robić.
Bardzo istotna jest rola tego, kto owo formalne spotkanie prowadzi. Często jest to także osoba, która może zwołać takie spotkanie, porządkuje jego przebieg, pilnuje żeby nie pominąć żadnej kwestii, która ma być zdecydowana. Ostatecznie zapisuje to co zdecydowano, sporządzając dokument, który nazywa się „protokołem”.
Kiedy zbiera się więc jakiś organ kolegialny, składający się z wielu osób, to nie może nic zrobić, póki nie ma przyjętego przez wszystkich planu (porządku posiedzenia/obrad). Gdy brak jest takiego „porządku obrad”, to nawet gdy jest osoba, która ma upoważnienie do prowadzenia tych obrad, dalej nie wiadomo co robić, chyba, że ta osoba prowadząca zacznie narzucać swoje zdanie, arbitralnie decydować o tym, co wszyscy mają robić, zacznie ustalać reguły gry i je dowolnie zmieniać, zachowywać się jak despota podporządkowując sobie wolę innych.
Można wtedy powiedzieć: cóż prostszego jak po prostu takiego despotycznego przewodniczącego przegłosować? Nie jest to jednak takie proste, bo jak przewodniczący nie zarządzi żadnego głosowania, albo ustali takie reguły tego głosowania, że uzna, iż głosy przeciwko niemu to są głosy nieważne (albo sam policzy te głosy), to mimo że członków danego organu kolegialnego (np. zebrania wspólnoty mieszkańców) może być dużo więcej, nie są w stanie sami takiego głosowania zarządzić, bo prawo przewiduje, że jest to upoważnienie prowadzącego zebranie. Dlatego, jeżeli wiadomo kto jest upoważniony do prowadzenia posiedzenia organu kolegialnego (składającego się z wielu osób), ale nie ma jeszcze przyjętych zasad prowadzenia tego posiedzenia ani nawet nie ma przyjętego porządku (planu) posiedzenia, nie można mówić, że organ ten może już działać. Forsowane przez przewodniczącego decyzje bez przyjęcia porządku posiedzenia będą nieważne i bezprawne. Dlatego oczywistą rzeczą jest, od najmniejszej wspólnoty mieszkaniowej, przez zgromadzenia akcjonariuszy wielkich spółek po obrady Sejmu lub Senatu, że pierwszą czynnością prowadzącego jakiekolwiek posiedzenie jest uzyskanie zgody uczestników tego posiedzenia na zaplanowany porządek obrad. W głosowaniu ten porządek się przyjmuje, zmienia lub odrzuca. Bez tej czynności, wszystko co nastąpi potem będzie nieważne, jest bowiem pozbawieniem organu kolegialnego jego podstawowych praw, podstawowych kompetencji. W istocie jest bezprawnym zamachem na te uprawnienia i gdy dotyczy organu konstytucyjnego to jest to czyn wyjątkowo groźny.
To co wydaje się kompletnie niemożliwym do wyobrażenia w pracach jakiegokolwiek organum kolegialnego, zdarzyło się w ubiegły piątek (8.05) w Sądzie Najwyższym. Prowadzący posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego nie zgodził się na głosowanie porządku obrad tego Zgromadzenia, co zrobił z naruszeniem prawa, które sam uznawał za obowiązujące, to jest Regulaminu Sądu Najwyższego wydanego przez Prezydenta RP.
I na tym też polega fundamentalny problem trwającego już kilkanaście godzin posiedzenia organu konstytucyjnego „Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego”. Organ ten ma wybrać 5 kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego gwarantując jednocześnie by wysoki urząd sądowy nie stał się kolejnym łupem partyjnym. Osoby wskazane jako kandydaci na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego muszę się w związku z tym cieszyć poparciem większości sędziów, co ma gwarantować, że Prezydent nie uczyni Pierwszym Prezesem osoby, którą wcześniej mianował w upolitycznionej procedurze na sędziego Sądu Najwyższego, a która nie ma zaufania sędziów. Gdyby bowiem kandydaci na urząd Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego mieli być wskazywani bez pytania o zdanie większości członków Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, konstytucyjne kompetencje tego Zgromadzenia stają się fikcją, a same obrady sędziów listkiem figowym mającym zasłonić partyjne podboje kolejnej instytucji.
Niestety, zwołane w ubiegły piątek Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego w zasadzie w ogóle się nie zaczęło. Nie wiadomo w oparciu o jakie zasady się toczy, Przewodniczący nie dopuszcza bowiem do poddania pod głosowanie nie tylko tego co ma być przedmiotem obrad Zgromadzenia ale także sposobu jego prowadzenia. W sposób arbitralny ustala jakie są zasady głosowań, a następnie zmienia te zasady w trakcie tych głosowań, jeżeli wyniki nie są po jego myśli. To trudne do wyobrażenia, ale jeden człowiek doprowadził do ubezwłasnowolnienia konstytucyjnego organu, w skład którego wchodzi kilkudziesięciu sędziów Sądu Najwyższego.
Co mogą wtedy robić sędziowie? Przecież nie wchodzi w grę wyrywanie sobie mikrofonu! Wyjście z obrad nie zatamuje procesu wyboru Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, nawet tego bezprawnego, bowiem w regulacjach, które przyjęto w tzw. ustawie kagańcowej, wystarczy by na sali dokonującej wyboru kandydatów znalazło się tylko 32 sędziów (choć formalnie w Sądzie Najwyższym może być nawet 125 sędziów). W regulacjach tych ewidentnie chodziło o to, by zdecydowana mniejszość mogła narzucić swoją wolę większości sędziów Sądu Najwyższego. Trudno nie widzieć w tych uregulowaniach kolejnej machiny do zdobywania konstytucyjnie chronionej instytucji.
Niestety nie wszyscy uczestnicy obecnego Zgromadzenia Ogólnego protestują przeciwko takiemu prowadzeniu obrad. Jest wśród nich grupa, która zdaje się wszystko akceptować i w istocie milcząco popierać to jawne łamanie procedur, choć to trudne do wyobrażenia dla osoby aspirującej do statusu sędziego.
Sędziowie nie opuszczają więc sali posiedzeń i bez ustanku próbują powrócić do legalnej procedury, blokując, o ile to się da, ostateczne fiasko tego Zgromadzenia, którym byłoby doprowadzenie do nieważnego wyboru kandydatów. Takim środkiem obrony przed bezprawiem stało się głosowanie nad kwestią co do zasady marginalną – powołaniem komisji skrutacyjnej do liczenia głosów. To w zasadzie pierwsze głosowanie, w którym Przewodniczący odwołał się do woli wszystkich członków Zgromadzenia Ogólnego, pierwsza kwestia, w której Zgromadzenie Ogólne mogło się wypowiedzieć jako organ konstytucyjny. Jednocześnie jest to pierwszy raz, w którym Zgromadzenie Ogólne jako całość ma możliwość zaprotestowania przeciwko bezprawnemu sposobowi prowadzenia posiedzenia i dokonywania wyboru kandydatów na Pierwszego Prezesa SN. Głosowanie przeciwko powołaniu tej komisji nie jest żadna obstrukcją, jest koniecznym działaniem przeciwstawiającym się bezprawnej procedurze. Brak reakcji na tę bezprawną procedurę byłby jej akceptacją, do czego sędzia Sądu Najwyższego, członek organu konstytucyjnego, nigdy nie powinien dopuścić.
Trudno zrozumieć tych, którzy te sytuację stworzyli lub, jak już wspomniano, milcząco wspierają. Tak prowadzona procedura nie może doprowadzić do skutecznego wybrania kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Choćby nawet Prezydent powołał na to stanowisko jedną z tak wybranych osób, powołanie takie prędzej, czy później zostanie zakwestionowane. Zgodnie z Konstytucją oraz jednoznacznie brzmiącym art. 17 § 1 pkt 1 ustawy o Sądzie Najwyższym, uprawnieniem Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego jest bowiem:
a) dokonywanie wyboru 5 kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego
b) oraz przedstawianie ich Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej;
To dwie odrębne kompetencje i dwa odrębne uprawnienia Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego. Realizacja tej drugiej kompetencji wymaga podjęcia przez całe Zgromadzenie Ogólne uchwały o przedstawieniu wybranych 5 kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Uchwała ta musi zapaść większością głosów. Jeżeli więc kandydaci wybrani nawet w zmanipulowanej procedurze nie znajdą w głosowaniu tej ostatecznej uchwały poparcia większości członków Zgromadzenia Ogólnego, i tak trzeba będzie ów wybór ponowić. Po co więc to procedowanie z naruszeniem prawa? Po co łamanie podstawowych reguł i jednoosobowe rozstrzyganie tego, co jest kompetencją Zgromadzenia Ogólnego? Trudno zakładać, by prowadzący Zgromadzenie Ogólne miał na celu tak rażące naruszenie prawa, jak uniemożliwienie Zgromadzeniu Ogólnemu Sędziów Sądu Najwyższego wykonania jego konstytucyjnych i ustawowych kompetencji.
Dokonywane z naruszeniem prawa wybory kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa SN pewnie mogą zostać doprowadzone do samego końca na tej drodze. Ich znaczenie zależeć będzie wówczas jednak wyłącznie od poparcia udzielonego takiemu wyborowi przez władze polityczne – rząd, prezydenta, ministra czy posłów. Wybór taki nie przyniesie jednak wiążących rezultatów prawnych. Politycy przemijają, a prawo ma długą pamięć.
Włodzimerz Wróbel
Krzysztof Skiba: Prezydent się bawi

Krzysztof Skiba
Andrzej Uda świetnie odnajduje się na wiejskich festynach na których tańczy lepiej niż Kwaśniewski wyginał się do disco polo, zadebiutował też na Tik Toku aplikacji dla nastolatków, gdzie umieszcza się zabawne filmiki.
Kraj w chaosie, burdel na każdym kroku, Polska płonie, gospodarka tonie, a nasz prezydent Andrzej Uda się bawi. Bawi, ale jednocześnie liczy, że robiąc umizgi do młodego elektoratu przekona do siebie fanów hip hopu i doklei sobie trochę głosów.
Poznaliśmy już zdolności kabaretowe prezydenta, kiedy to na uczelni w gronie profesorskim opowiadał dowcip o zjadaniu naukowców przez dzikie plemię ludożerców w Afryce. Śmiechu przy tym było kupa, z przewagą kupy.
Andrzej Uda świetnie odnajduje się na wiejskich festynach na których tańczy lepiej niż Kwaśniewski wyginał się do disco polo, zadebiutował też na Tik Toku aplikacji dla nastolatków, gdzie umieszcza się zabawne filmiki. Teraz okazało się, że Uda jest także raperem. Prezydent przyłączył się ochoczo do muzycznego łańcuszka, w którym gwiazdy polskiego hip hopu nominują się do wykonania krótkiej rymowanki na dowolny temat. Zabawa ma szlachetną podkładkę, bo wyzwaniom towarzyszy apel o wpłaty na służbę zdrowia i walkę z wirusem.

Sensacją tego „czelędżu” jest to, że w łańcuszku jak grzyby po deszczu zaczęli pojawiać się politycy oraz osoby znane ze swojej aktywności publicznej (Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, znany prawnik Marcin Matczak, aktor Andrzej Seweryn).
Hitem w Internecie jest nagranie Korwina Mikke, który namawia do strzelania i zabijania maczetą socjalistów. Korwin (który ze mną rapował już 17 lat temu o podatkach i jeszcze nie namawiał wówczas nikogo do mordowania) to polityk egzotyczny i świadomie kontrowersyjny, do którego pasuje nawet bieg w worku z jajkiem na łyżce w zębach podczas Festiwalu Smalcu.
Korwin mimo werbalnych ostrości nie jest jednak niebezpieczny, bo nawet jego własna formacja nie wybrała go na prezydenckiego kandydata, choć bardzo tego chciał. Tyle Korwina co sobie popisze w felietonach i pogada do młodych licealistów jak weteran Africa Corps na spotkaniu z młodzieżą w żłobku. Uda to jednak postać, która jest wstawiona na urząd prezydenta przez osoby niebezpieczne i mające realną władzę. Nie o pomoc tu więc chodzi w walce z wirusem i nie o zabawę. A o głosy kolejnych bezmyślnych młodych ludzi, którzy będą głosować za „fajnym” prezydentem. Nawet głos oddany „dla beki” jest głosem ważnym.
Najśmieszniejsze jest to, że Uda nominował do przyjęcia raperskiego wezwania premiera Morawieckiego. Tu może być pewien problem techniczny, bo Pinokio tyle ludziom ostatnio naobiecywał, że istnieje realna szansa na rozwalenie mikrofonu nosem w trakcie nagrania.
Krzysztof Skiba

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?
„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.
Uwaga! Okazja!
Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”
