Roman Giertych: Ośmieszeni. Upokorzeni. Okradzeni

Roman Giertych

Roman Giertych

Jesteśmy narodem, który wydał tysiące wybitnych jednostek, naukowców, sportowców, przedsiębiorców, a pozwoliliśmy na to, aby przez nasze słabe zaangażowanie w sprawy publiczne stery przejęła najgorsza moralnie i intelektualnie grupa jaka rządziła kiedykolwiek Polską

 

Dominującym uczuciem, którego doświadcza człowiek wykształcony we współczesnej Polsce to głębokie poczucia upokorzenia związanego z faktem, że pozwoliliśmy na to, aby rządziła nami banda nieokrzesanych, chamskich prymitywów przepleciona z cynicznymi karierowiczami podległa woli jednej osoby, bardzo inteligentnej, ale pozbawionej jakichkolwiek skrupułów i nadto mocno postrzelonej. Poczucie to przeplatane jest żalem za Państwem, które wszyscy utraciliśmy. Demokratycznym państwem prawa, gdzie nad wolą najpotężniejszych stało jednak prawo, którego broniły niezależne sądy (często zbyt wolne i omylne, ale jednak niezależne).

Jesteśmy narodem, który wydał tysiące wybitnych jednostek, naukowców, sportowców, przedsiębiorców, a pozwoliliśmy na to, aby przez nasze słabe zaangażowanie w sprawy publiczne stery przejęła najgorsza moralnie i intelektualnie grupa jaka rządziła kiedykolwiek Polską (może poza czasem wczesnej komuny i późnej sanacji).

To poczucie ośmieszenia łączy się z poczuciem współczucia dla biednych mas ludzi, którzy sprawami publicznymi się zupełnie nie interesują, a które zapłacą ogromną cenę za niekompetencje wybranych przez siebie ignorantów i cyników. Bo to te warstwy okłamywane codziennie przez TVP odczują przede wszystkim skutki braku przygotowania kraju na kryzys ekonomiczny, który nadciągnął z niespotykaną w historii siłą. To one poniosą ciężar niekompetencji, marnotrawstwa i złodziejstwa,które Polska doświadczała w ciągu ostatnich 5 lat. Państwo które mogłoby ich w czasie kryzysu bronic zostało obrabowane i nie ma na to środków.

Kryzys ten zakończy też ten projekt pod nazwą PiS, która szyderstwem swej nazwy ustępuje jedynie pojęciu demokracji ludowej prezentowanej w PRL. Pan Kaczyński nie uzyskał takiej koncentracji władzy, która umożliwiłaby mu wprowadzenie rządów poprzez siłę (masowe areszty, cenzura, strzelanie do demonstrantów), stąd prędzej czy później (raczej prędzej) jego projekt rozwali się jak z domek z kart.

Niech po tym upadku i w ramach trudności, które będą stały przed nową władzą, aby odbudować od podstaw gospodarkę kraju, nie uszło naszej pamięci to poczucie upokorzenia. Abyśmy dokonując przebudowy Polski zapewnili, że już nigdy łamanie prawa przez władzę nie było bezkarne. Aby już nigdy okradanie w biały dzień dorobku wypracowanego przez miliony przez wąską warstwę skorumpowanych złodziei nie było możliwe. Aby bezpieczniki demokracji, z których ostatni upada właśnie dziś (I prezes SN) nie były tak słabe jak się okazało tym razem.

Musimy przebudować Polskę tak, aby zabezpieczyć przyszłe pokolenia przed tym upokorzeniem, ośmieszeniem i okradzeniem, które nas spotkało.

Roman Giertych


Stefan Niesiołowski: Teatrzyk pana Sasina

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Trzeba przyznać, że p. Sasin jest bardzo specyficznym pisowskim dygnitarzem. Należy on do reżimowców o jakimś szczególnym rodzaju antypatyczności.

Teatrzyk p. Sasina to tzw. wybory, ponura tragifarsa, bo obok przeniesienia odpowiedzialności z Państwowej Komisji Wyborczej na pocztowców i pisowców może dojść do zwiększenia liczby osób zarażonych i w konsekwencji do śmierci. Kiedyś winni poniosą mam nadzieję za to odpowiedzialność, podobnie jak za całość bezprawnych działań dobrej zmiany, ale na razie zachowują się tak, jakby to nigdy miało nie nastąpić.

Jest to zresztą cecha każdej dyktatury. Jej funkcjonariuszom beneficjentom, całej armii trutni, darmozjadów i cwaniaków żyjących z jej popierania wydaje się, że oni wynaleźli cudowny sposób na uwiecznienie swojej władzy, że tej władzy nigdy nie oddadzą, a w każdym razie co otrzymali jako nagrodę za wierną służbę nikt im nie zabierze. Jest to jeden z powodów dla, którego bronią dyktatury jak niepodległości i gotowi są wiele zrobić dla osobistych korzyści.

Ten mechanizm jest dobrze znany i był wielokrotnie opisywany. Gomułka mówił, że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy, a dr Goebbels, że z tych gabinetów nie wyjdziemy, chyba, że nas wyniosą jako trupy. Co w przypadku Goebbelsa sprawdziło się w najdrobniejszych szczegółach (dołączył jeszcze żonę i szóstkę dzieci).

Bardzo często też poplecznikom różnych dyktatur udawało się zachować swoje łupy. Czy tak będzie w przypadku ludzi dobrej zmiany czas pokaże. Na razie stajemy w obliczu zbojkotowania wyborczej tragifarsy i z oczywistych powodów za tym się opowiadam. Skoro wybory organizuje p. Sasin to niech p. Sasin wybiera i potem ocenia ważność tego wyboru. Cały ten proces zmierza do tego, żeby przyklepać drugą kadencję p. Dudy, za wszelką cenę, po trupach dosłownie i w przenośni, a potem się zobaczy. Nie widzę powodu, aby w tym spektaklu brać udział. To trochę tak jakby tzw. wyborach organizowanych w PRL uczestniczyć z przekonaniem, że trzeba brać udział i wybrać lepszych oczywiście dla dobra Polski.

Z pewnością wśród tysięcy kandydatów, których „proponował” Front Jedności Narodu czyli PZPR, a konkretnie I sekretarz byli lepsi i gorsi, byli nawet przyzwoici i było wiele kanalii, ale dokonywanie rozróżnień pomiędzy nimi w procesie organizowanym przez komunistów było zadaniem jałowym. Dlatego bojkotowałem „wybory” w PRL i będę bojkotował tzw. wybory obecne.

Trzeba przyznać, że p. Sasin jest bardzo specyficznym pisowskim dygnitarzem. Pomijam aparycję, bo nie jest rzeczą właściwą naigrywanie się z rzeczy, na które nie ma się wpływu. Z wyglądem nie jest tak do końca, ale nie bądźmy drobiazgowi. Należy on do reżimowców o jakimś szczególnym rodzaju antypatyczności. To nie jest siermiężny potakujący i wygłaszający niedorzeczne uwagi osobnik, który partii zawdzięcza wszystko i o tym dobrze wie, którego istotą jest partyjne lizusostwo i spijanie z ust wodza nektaru mądrości. To nie jest przaśny karierowicz i ociężały fizycznie i umysłowo nieuk. Ktoś w rodzaju wiecznie obrażonej i robiącej wrażenie cierpiącej na depresję Szydło, lub mający rodzaj knajackiego wdzięku pisowski odpowiednik Moczara lub Siwaka. Tacy ludzie nie budzą mojego wstrętu, raczej rodzaj współczucia czegoś w rodzaju mieszaniny śmieszności i sympatii.

Sasin to odrębna kategoria, obok równie antypatycznych jakoś szczególnie gruboskórnych i jednocześnie tchórzliwie miałkich postaci jak np. Bielan, Schetyna, Dudzina (jak pięknie pląsała w Nowym Jorku), Wójcik, Dworczyk, Szumowski, odrębna kategoria to Rydzyk ze swoim słodko-pobożnym jękliwym głosikiem, itp. pozujących na mężów stanu. Ich istotę stanowi rozsądek, umiar, obiektywizm, prawość, głęboka troska o Polskę i bliźnich. i racją bytu jest troska. Troska cechuje wszystkich w/w a najbardziej chyba p. Szumowskiego (ta bijąca z twarzy pobożność i oczy zmęczone jak u św. Franciszka), któremu chodzi tylko o dobro ludzi, aby nie zachorowali i dlatego broni wyborów korespondencyjnych, a to, że tak chce także PiS to czysty przypadek. Obecny etap zmagań dobrej zmiany o uwiecznienie swojej władzy z pewnością zasługuje na uwagę bo mamy okazję oglądać całą kolekcję postaci i podziwiać ich zachowania. Jako zoolog patrzę na to trochę jak na toki bekasów, zmagania likaonów, harpii, albo elegantsze pojedynki makaków.

Chociaż p. Szumowskiego chciałbym jednak przeprosić bo ukazała się w internecie (bankier.pl) informacja dotycząca dofinansowania spółki Oncoarendi Therapeutics, której prezesem i właścicielem 8,7% akcji (bezpośrednio, pośrednio może więcej) jest Marcin Szumowski. Podobno brat ministra zdrowia. Z artykułu wynika, że na początku marca spółka otrzymała z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dotację w kwocie 22 mln złotych na wyprodukowanie lekarstwa onkologicznego. Jakiekolwiek sugerowanie, że istnieje związek pomiędzy dofinansowaniem, a czysto przypadkowym pokrewieństwem jest podłą insynuacją typową dla lewaków, tęczowej zarazy, brukselskich zdrajców łżepolaków i targowicy.

Stefan Niesiołowski


Krzysztof Skiba: POLSKI TROP czyli jak PiS maczał palce w umywalce

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Główna teza raportu: PiS wymyślił wspólnie z Chińczykami koronawirusa, aby Jarosławowi Prezesowi Wszystkich Polaków wreszcie zamontowali skrzynkę pocztową przy jego walącej się szopie na Żoliborzu.

Koronawirus albo tajna Kacza Zupa

Uwaga! Tekst ma charakter satyryczny. Logikę rozumowania zastosowano wzorując się na wypracowanej przez lata teorii „zamachu” w Smoleńsku.

Zespół niezależnych naukowców, z których żaden nie zajmował się naukowo wirusami, ale za to dwóch było w dzieciństwie chorych na grypę, a jeden na mózg, opracował skrywany przez PiS raport, który niezbicie dowodzi, że wirus, który pojawił się w Wuhan jest efektem wspólnych działań polskiego wywiadu i chińskich producentów telefonów.

Oto najważniejsze punkty tego raportu, który dotarł do nas droga okrężną przez Alaskę, Radom, Ciechanów i Nowy York.

Główna teza raportu:
PiS wymyślił wspólnie z Chińczykami koronawirusa, aby Jarosławowi Prezesowi Wszystkich Polaków wreszcie zamontowali skrzynkę pocztową przy jego walącej się szopie na Żoliborzu.

Dowody:

1. Morawiecki jako doradca Tuska, na nagraniach u Sowy puszcza farbę o tym, że ludzie powinni pracować „za miskę ryżu”. Trop chiński jest aż nadto oczywisty.

2. Szef gabinetu politycznego premiera z wykształcenia perukarz Marek Suski od lat w imieniu PiS prowadzi ożywione kontakty z Chińczykami. Bywał w Chinach wielokrotnie (Przypadek? Nie sadzę!). Miał chiński telefon Huawei p9. Jest znajomym carycy Katarzyny II. To on prawdopodobnie jest mózgiem tej koronkowej operacji.

3. Jarosław Kaczyński od zawsze marzył o skrzynce na listy na swoim domu. Niestety władze komunistyczne złośliwie i w ramach represji za jego odważną działalność opozycyjną pozbawiły go tej skrzynki, w czym maczały palce tajne służby takie jak SB , ale także osobiście Tusk, Bruce Lee i Mao Tse Tung.

4. W tajnym laboratorium w Chinach Suski wspólnie z grupą chińskich biznesmenów pozyskuje wirusa na bazie jednej ze swoich starych peruk z czasów, gdy pracował w Teatrze Wielkim jako garderobiany.

5. W czasie gdy Suski zatrudniony jest w Teatrze Wielkim jest tam (kolejny przypadek?) wystawiana słynna opera Pucciniego Madame Butterfly, której akcja jak wiadomo toczy się w japońskim porcie Nagasaki, a stąd już blisko do Chin. Autorzy raportu są pewni, że był to tylko pretekst aby nawiązać współpracę z chińskim wywiadem i chińskimi przyprawami.

6. Polityk PiS Ryszard Terlecki jak nawącha się butaprenu to podobny jest do nietoperza i ma chińskie, gumowe klapki Kubota pod prysznic.

7. Przed wirusem rudera Jarosława Kaczyńskiego pozbawiona była skrzynki na listy. Wkrótce po dotarciu wirusa do Warszawy skrzynka się pojawiła i już teraz można przesyłać listy i karty wyborcze do tej meliny. Co jest jednoznacznym dowodem na wiadomo co.

8. Aktor Marek Kondrat dawno temu wystąpił w filmie pod tytułem „Historia żółtej ciżemki” co jest kolejnym dowodem na to, że powiązani z branżą filmową bracia Kaczyńscy (film „O dwóch takich co ukradli księżyc”) w dzieciństwie przechodzili tylko na żółtym świetle.

9. Elżbieta Witek i Beata Szydło w czasach młodości jadły chińskie zupki i chodziły w chińskich trampkach co domyka wyraźnie układ z wyprodukowaniem wirusa.

10. Dowód na zdjęciu poniżej:
Chiński łącznik Suskiego z Szanghaju Ski-bo min po operacji plastycznej twarzy mającej upodobnić go do pingwina.

Krzysztof Skiba


Wadim Tyszkiewicz: Dramat polskiej demokracji

Wadim Tyszkiewicz

Wadim Tyszkiewicz

Zdani jesteśmy na łaskę lub niełaskę zakompleksionego człowieka, który marzył tylko o tym, żeby zostać emerytowanych zbawcą narodu, a został dyktatorem, od humorów którego zależy nasze życie.

 


Najważniejsze decyzje w naszym pięknym kraju nie zapadają w Parlamencie, w Sejmie, czy w Senacie, ale na Nowogrodzkiej.
Podejmuje je szeregowy poseł, który nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności. A są to decyzje decydujące o losie 38 milionowego narodu.

Ten człowiek nie chodzi po ulicach, nie rozmawia z ludźmi, nie zna realiów codziennego życia, ludzkich problemów, niczego nie potrzebuje, a do stracenia ma tylko jedno- władzę, która jest sensem jego życia. A to świadczy o tym, że to jest bardzo, bardzo niebezpieczny człowiek. Dla tej wyśnionej władzy jest gotów na wszystko.

Dlaczego piszę o tej oczywistej oczywistości? Dlatego, że wczoraj w Senacie odbyła się debata na temat wyborów korespondencyjnych, które mają się odbyć 10 maja, czyli za blisko 2 tygodnie, mimo tego, ze nie ma do tej pory ustawy i żadnych aktów wykonawczych. Ale działania już są.
Uczestniczyli w niej wybitni prawnicy, sędziowie, konstytucjonaliści, profesorowie… naprawdę najwybitniejsze autorytety. Wyrazili oni w 100% miażdżące opinie na temat pseudowyborów, stwierdzając jednoznacznie, że ustawa PiS aż 7-mio krotnie łamie Konstytucję, że wydawanie pieniędzy na wybory bez ustawy sejmowej, czyli bez podstawy prawnej, jest przestępstwem, że te wybory w maju są nie do przeprowadzenia… itd.
Po kilkunastu minutach, no może kilku po kilkudziesięciu, salę opuścili przedstawiciele rządu i… senatorowie PiS. Na sali zostało ich może 2-3, reszta to senatorowie opozycji. Tak wiec przekonani przez wiele godzin przekonywali przekonanych. Dla mnie osobiście było zaszczytem wysłuchanie tak wybitnych autorytetow. Senatorów PiS to nie interesowało. Przecież decyzja o tym, jak mają głosować, zapadła na Nowogrodzkiej. Szkoda wiec ich „cennego” czasu na takie pierdoły.

To nie w parlamencie, tak jak odbywa się to w państwach demokratycznych, toczy się spór o Polskę. To nie w parlamencie zapadają te kluczowe decyzje, decydujące o naszej przyszłości. Zdani jesteśmy na łaskę lub niełaskę zakompleksionego człowieka, który marzył tylko o tym, żeby zostać emerytowanych zbawcą narodu, a został dyktatorem, od humorów którego zależy nasze życie.

Suwerennie kochany, po co więc ten cały cyrk, skoro swój los i tak oddajesz w ręce dyktatora?

Wadim Tyszkiewicz


Andrzej Saramonowicz: Iść czy nie iść na sasinowybory?

Andrzej Saramonowicz

Andrzej Saramonowicz

Zapytacie, dlaczego w ogóle miałbym brać udział w czymś, czego za legalne wybory nie uważam? Tylko z jednego powodu, moi mili, tylko z jednego: by popsuć triumfalne koncepty temu żoliborskiemu gnomowi, który wozi nas w tę i nazad już stanowczo za długo.

 

Moi drodzy, IŚĆ CZY NIE IŚĆ na sasinowybory to nie jest ani tak fundamentalna rozterka jak hamletowskie BYĆ ALBO NIE BYĆ, ani tak dramatyczna jak polskopowstańcze BIĆ SIĘ CZY NIE BIĆ. Nie ma więc powodu, by już teraz składać jakieś wiążące deklaracje o ciężarze i gabarytach marmurowej płyty czy pomnika ze spiżu.

Ja do niedawna byłem przekonany, że nie będę uczestniczył w tej farsie, a teraz sobie pomyśliwuję, że właściwą decyzję podejmę dopiero tuż przez 10 maja, kiedy będę wiedział znacznie więcej niż dziś.

Na razie traktuję wszystko, jakby tej imprezy pocztowej w ogóle nie było i przyglądam się uważnie polu bitwy. I będę się tak mu przyglądał do 7 maja, czyli decyzji Senatu i reakcji na to Sejmu.

Co mnie jako obserwatora do tego czasu interesuje?

1. Gabinetowe podchody polityków.
2. Organizacyjne wygibasy Sasina z palcem swojego pryncypała wetkniętym wszyscy wiemy gdzie.
3. Rozwój epidemii.
4. Zachowania i propozycje dla Polski dwóch kandydatów, których jeszcze traktuję poważnie, czyli Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza.

I jestem pewien, że jeszcze naprawdę dużo może się wydarzyć.

AD 1. Może się zmienić układ sił w parlamencie i powód naszych rozterek stanie się bezprzedmiotowy.
AD 2. Wesoła grupa sasinoidów tak już dokumentnie wszystko spieprzy, że nie będzie można przeprowadzić nawet tej farsy, którą nam się obecnie szykuje.
AD 3. Wzrośnie ryzyko zakażeń do tego stopnia, że nawet oszołomy z PiS-u się wystraszą, że przyjdzie im za wszystko potem grubo zapłacić.
AD 4. „Moi” kandydaci chlapną coś tak głupiego, że nawet gdyby zaraza ustała, nikt mnie do żadnych głosowań nie namówi.

A może coś jeszcze, diabli wiedzą.

Zapytacie, dlaczego w ogóle miałbym brać udział w czymś, czego za legalne wybory nie uważam? Tylko z jednego powodu, moi mili, tylko z jednego: by popsuć triumfalne koncepty temu żoliborskiemu gnomowi, który wozi nas w tę i nazad już stanowczo za długo.

I Was też bym namawiał do przyjęcia podobnej motywacji. Jakie czasy, taka powaga. Zatem jedyny nasz dylemat winien brzmieć następująco: czy bardziej chcemy zachować czystość, czy spierdolić paru łachudrom dobry humor.

Ponieważ nie postrzegam się jako postać totalnie krystaliczną, nie jest wykluczone, że wybiorę odpowiedź numer 2. Co Wy zrobicie, jest już Waszą sprawą.

Ale pamiętajcie: o tym, czy weźmiemy udział w tej sowizdrzalskiej zabawie cyrku „Wirus w Koronie”, możemy zadecydować nawet dopiero 10 maja po obiedzie. Wcześniej ani szabli ostrzyć nie trzeba, ani konia siodłać, ani się spowiadać, ani nawet butów pastować, ani się w ogóle do tego jakoś szczególnie nastawiać, bo to takie święto demokracji jak dzień pocztowca czy urodziny matki jakichś tam randomowych bliźniaków.

Andrzej Saramonowicz


Jurek Owsiak: Do Ministra Aktywów Państwowych – Jacka Sasina

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Proszę o natychmiastowe wstrzymanie jakichkolwiek wydatków związanych z wyborami i proszę o natychmiastowe przekazanie tych pieniędzy na wsparcie systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Panie ministrze, nazywam się Jerzy Owsiak, jestem prezesem zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Naszym statutowym działaniem jest zakup sprzętu medycznego dla polskich szpitali. Działamy już od 28 lat i jesteśmy instytucją pożytku publicznego o największym od lat zaufaniu społecznym. Dla przykładu – badania lutego 2020 r. zrealizowane przez IQS mówią o tym, że Orkiestrze ufa 84% Polaków, a na przykład rząd otrzymał w tym badaniu wskaźnik zaufania 19%. To, jak i wydane do tej pory 1,126 mld złotych na pomoc w ratowaniu życia i zdrowia Polaków, w szczególności dzieci, upoważniło mnie do napisania tego listu.

Kiedy ogłoszono epidemię koronawirusa w Polsce, natychmiast czynnie włączyliśmy się do akcji pomocy w walce z COVID-19. Uruchomiliśmy pieniądze zebrane jako 1% podatku w poprzednim roku, oraz przekazane nam przez Polaków w styczniowym Finale, kupując niezbędny sprzęt medyczny i artykuły biologicznej ochrony osobistej dla lekarzy i personelu medycznego, których brak okazał się w polskich placówkach medycznych bardzo dotkliwy. Nie zastanawialiśmy się nawet pół minuty i do tej pory na wszystkie zakupy w ramach walki z koronawirusem wydaliśmy blisko 50 milionów złotych. Cześć z tych pieniędzy – ponad 17,5 miliona pozyskaliśmy jako wpłaty na tzw. Fundusz Interwencyjny.

Do tej pory nasza pomoc trafiła do wszystkich załóg pogotowia ratunkowego, ponad 300 Domów Opieki Społecznej oraz kilkuset oddziałów szpitalnych i zakładów opiekuńczo leczniczych. Cały czas otrzymujemy kolejne prośby, zwłaszcza od DPSów, które wobec epidemii koronawirusa w ogromnej większości pozostawione zostały same sobie. Po raz kolejny obywatele naszego kraju wzięli sprawy w swoje ręce. Nie tylko organizacje pozarządowe, ale także spółki skarbu państwa poczyniły zakupy niezbędnych dla bezpieczeństwa lekarzy, personelu medycznego i ratowników artykułów, które cały czas sprowadzane są do Polski. Wynika z tego, że Państwo, które Pan reprezentuje, a przede wszystkim urząd, który Pan reprezentuje jako minister właściwy do spraw aktywów państwowych, nie był w pełni przygotowany do walki z epidemią. Natomiast rolą takich organizacji jak nasza jest działanie w każdym wymiarze, w każdej sytuacji, nie oglądając się na sytuację polityczną, nie oglądając się na wszelkie opcje bardziej lub mniej przyjazne naszemu światopoglądowi. Kiedy pomagamy to pomagamy bezwzględnie wszystkim i bez względu na rzeczywistość, w jakiej tę pomoc organizujemy.

W poczuciu ogromnej odpowiedzialności i opierając się na naszej ogromnej wiedzy dotyczącej stanu epidemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie, Fundacja WOŚP odwołała tegoroczny Pol’and’Rock Festival. To największy na świecie letni, otwarty, niekomercyjny Festiwal, który ma swoją 25 letnią historię. Ten Festiwal jest Pana rządowi bardzo dobrze znany, bo między innymi chociażby MSWiA wydawało wielokrotnie pozytywne opinie na temat jego organizacji. W sąsiednich krajach już kilkanaście dni temu podjęto decyzje na szczeblu rządowym o zakazie organizowania imprez masowych do końca lata. Także w Polsce takie zarządzenie obowiązuje i choć nie ma deklaracji, czy będzie ono utrzymane w okresie letnim – my po prostu zakończyliśmy przygotowania do tegorocznego Festiwalu na otwartej przestrzeni. Uważamy, że przełom lipca i sierpnia nadal będzie czasem panowania w większym lub mniejszym stopniu epidemii koronawirusa. Podaliśmy więc datę naszego kolejnego spotkania festiwalowego za rok, a jego tegoroczną edycję przeprowadzimy w formie przekazu internetowego.

Tymczasem tu i teraz całą naszą energię, oprócz codziennej pracy Fundacji, poświęcamy pomocy wszystkim tym placówkom, które walczę o zdrowie i życie osób zarażonych koronawirusem.

Niestety, w tym samym czasie pańskie ministerstwo niemal cały swój czas poświęca planowanym na maj wyborom. Ich sposób przeprowadzenia wzbudza ogromne kontrowersje ze względu na zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi pracujących przy tych wyborach. Co jednak najważniejsze – zupełnym nieporozumieniem jest przeznaczenie na ich przeprowadzenie ogromnych sum pieniędzy, z mojej wiedzy i publikacji z lutego tego roku to suma blisko 320 milionów złotych. Ta suma pojawia się w momencie, kiedy działania WOŚP wspomagające polskie państwo w walce z koronawirusem mają wartość 50 milionów złotych, Fundacji Dominiki Kulczyk – 20 milionów złotych, Fundacji Caritas – 20 milionów, Fundacji Siepomaga – ponad 20 milionów, Fundacji TVN – ponad 10 milionów, a także spółek skarbu państwa, chociażby KGHM – kolejne 20 milionów złotych. Te wszystkie działania nadal nie wyczerpują najpilniejszych potrzeb, a często jedynie działają na zasadzie pilnej interwencji, aby nieść natychmiastową pomoc najbardziej potrzebującym.

W tym kontekście wydatek 320 milionów złotych na tak kontrowersyjną procedurę głosowania, w czasie trwającej epidemii i pilnych potrzeb, jest niczym nieusprawiedliwiony. Kiedy chodzi o nasze zdrowie i życie, to według zasady „wszystkie ręce na pokład”, także i te pieniądze winny być natychmiast przeznaczone na walkę z koronawirusem, a wybory przeniesione na inny termin . Przeprowadzenie wyborów teraz, kiedy społeczeństwo składa się w dobrowolnych zbiórkach na wsparcie publicznego systemu ochrony zdrowia będzie miało wymiar niezwykle nieetyczny i niesprawiedliwy.

Proszę wziąć przykład z decyzji pana premiera o utworzeniu mostu powietrznego Chiny-Polska, dzięki czemu organizacje pozarządowe i samorządy mogą za pośrednictwem Polskich Linii Lotniczych LOT bezpłatnie sprowadzać zamówiony w Chinach sprzęt i artykuły medyczne. Jeden taki lot to blisko 1 000 000 złotych, a tylko takim jednym lotem nasza Fundacja będzie mogła przywieźć do Polski kolejnych 40 000 kombinezonów osobistej ochrony biologicznej. To są działania, które w tym momencie powinno podejmować państwo, aby wraz z organizacjami pozarządowymi i różnymi instytucjami skutecznie walczyć z koronawirusem.

Proszę o natychmiastowe wstrzymanie jakichkolwiek wydatków związanych z wyborami i proszę o natychmiastowe przekazanie tych pieniędzy na wsparcie systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Jerzy Owsiak


Kazimierz Marcinkiewicz: Te wybory będą swoistymi igrzyskami śmierci – czy brać w nich udział?

Kazimierz Marcinkiewicz

Kazimierz Marcinkiewicz

Te wybory będą swoistymi igrzyskami śmierci. Zamknęli nas w domach. Naszych kandydatów wpuścili tylko do internetu. Wykorzystują cały aparat państwa, epidemię, testy, dane o zachorowalności i śmierci, nasze prawa i obowiązki do jednego, do wyboru Dudy - długopisu Kaczyńskiego na kolejną kadencję.

 

Kaczyński bez względu na wszystko, bez względu na zdrowie i życie ludzi, bez względu na konstytucję i prawo, bez względu na zasady demokracji i wolności, bez względu na ośmieszenie Polski w świecie, bez względu na zabiegi opozycji przeprowadzi wybory w maju. Będzie głosował do skutku, albo zatwierdzi wybory jak ustawę budżetową w sali kolumnowej. To bez znaczenia. On już nie dba nawet o pozory. Codziennie poniewiera, maltretuje, znęca się, właściwie terroryzuje nas wszystkich, Polki i Polaków, Polskę, naszą wolność i demokrację.

Te wybory będą swoistymi igrzyskami śmierci. Zamknęli nas w domach. Naszych kandydatów wpuścili tylko do internetu. Wykorzystują cały aparat państwa, epidemię, testy, dane o zachorowalności i śmierci, nasze prawa i obowiązki do jednego, do wyboru Dudy – długopisu Kaczyńskiego na kolejną kadencję. Nie przypadkiem wybory te organizuje Sasin, ten sam, który 10 lat temu organizował wyjazd na rozpoczęcie kampanii wyborczej Lecha Kaczyńskiego do Katynia. To symboliczna klamra. Sasin to wie, więc zrobi wszystko.

Wyobraża sobie ktoś, że wybory za rządów Tuska organizowałby któryś z jego ministrów, a nie PKW? Dziś wybory łamiąc konstytucję, prawo wyborcze, zasady demokracji organizuje PiS. Listonosze dostaną 30 milionów pakietów wyborczych, dużo więcej niż adresów i rozrzucą te pakiety po Polsce jak ulotki wyborcze. Pakiety wyborcze będą się walały wszędzie jak makulatura. Dodatków PiS zorganizuje swoich wyznawców do pomocy osobom starszym w dostarczeniu „głosów” do skrzynek wyborczych. Karykatura wyborów, jak na republikę bananową przystało.

Dlaczego połowa Polaków tego nie widzi, dlaczego im to nie przeszkadza? Komuna też Polakom nie przeszkadzała. Niby w Solidarności były miliony, ale w tzw. podziemiu były nas setki, co najwyżej tysiące. A też nie było wolności ani demokracji. Był tylko ocet, o wszystko inne trzeba było walczyć. Ogromna cześć wyborców PiS wierzy w geniusz Kaczyńskiego. I trzeba przyznać, że jest geniuszem, tyle że geniuszem destrukcji, geniuszem burzenia i podporządkowywania. Niczego dobrego w życiu nie wybudował, nie stworzył, ani osobistym, ani państwowym.

Przecież nie mam złudzeń, że Dudy, Piotrowicze, Suskie, Sasiny, Kuchcińskie, Witki, czy Szydła rozumieją w czym uczestniczą. Nie rozumieją i ślepo bezrefleksyjnie wykonują polecenia swojego wodza. Ale i tam są jeszcze Bielany, Brudzińscy, Radziwiłły i cała masa przyzwoitych, a nawet rozsądnych ludzi, którzy doskonale rozumieją, że łamią prawo i dobre obyczaje, że uczestniczą w gwałcie na Polsce, na demokracji.

W uspokajania ich sumień bierze jednak udział polski kościół, który poparł i popiera PiS we wszystkich jego działaniach. W latach 80-tych mieliśmy pewnie 100-200 wspaniałych duchownych wspierających przemiany demokratyczne. Dziś mamy pewnie 100-200 duchownych, którzy nie uczestniczą w partyjnej propagandzie i wspieraniu władzy. Długo kościół się z tego wsparcia Kaczyńskiego i jego szalonego szkodnictwa nie oczyści. W swojej masie stał się kościołem partyjnym, kościołem wspierającym demontaż demokracji.

Czy brać udział w igrzyskach śmierci? Czasem nęci. Myśle jednak, że tak jak w PRL-u nie braliśmy udziału w farsie, tak teraz mamy z farsą do czynienia. Tyle, że decyzja powinna być solidarna, całego obozu demokratycznego.

Kazimierz Marcinkiewicz


Donald Tusk: dlaczego nie będę uczestniczył 10 maja w procedurze głosowania

– Dzisiaj chcę Państwu powiedzieć bardzo otwarcie, dlaczego nie będę uczestniczył 10 maja w procedurze głosowania, przygotowanej przez ministra Sasina i PiS. Celowo unikam słowa „wybory”, ponieważ ta sytuacja przygotowana przez rządzących na 10-tego maja nie ma z wyborami nic wspólnego. – powiedział Donald Tusk w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku.

Jakie są powody dla których Donald Tusk uważa, że nie powinniśmy uczestniczyć 10 maja w tym korespondencyjnym głosowaniu?

Nie ufamy tym, którzy mając interes polityczny, zlekceważą bezpieczeństwo

– Pierwszy jest oczywisty – wymienia – to jest problem bezpieczeństwa. Nie ma dzisiaj niestety żadnego powodu abyśmy mogli zaufać, tak w 100 procentach rządzącym kiedy mówią, że coś jest bezpieczne, a coś jest niebezpieczne.

– Jeśli chodzi o konkretnie wybory, to chciałbym usłyszeć rekomendację, nie pana Sasina, że jego procedura jest bezpieczna ze względów zdrowotnych. Jest on chyba dzisiaj ostatnią osobą w Polsce, która kojarzy mi się z bezpieczeństwem powiedział – Nie wystarczy mi zapewnienie ministra Szumowskiego, że wszystko jest w porządku. Przecież niedawno mówił, że noszenie maseczek jest bez sensu, po czym wprowadził obowiązkowe noszenie maseczek. Wchodzenie do lasu było niebezpieczne dla zdrowia i życia, by kilka dni później, przy większej ilości zarażonych, okazało się bezpieczne. – dodał.

– Mówię, to nie dlatego, żeby się wyzłośliwiać, tylko żeby przypomnieć nam wszystkim, dlaczego mamy te wątpliwości. Dlaczego nie ufamy dzisiaj tym, którzy mając interes polityczny, chyba zlekceważą jednak bezpieczeństwo tych wszystkich, którzy mieliby w tym głosować. Tym bardziej że niektóre z tych przepisów, choćby obowiązek podpisania osobistego odebrania tego pakietu wyborczego, wyraźnie wskazuje, że pewne ryzyko istnieje. – wskazał Tusk.

„Wybory 10 maja nie są wyborami w sensie ustrojowym”

Jest też drugi powód, równie ważny, chociaż zupełnie inny. To jest powód konstytucyjny. Te wybory nie są wyborami w sensie ustrojowym, ponieważ nie będą ani wolne, ani równe (już o bezpieczeństwie mówiłem) – podkreślił.

– Zmiany wprowadzane w kodeksie wyborczym są niekonstytucyjne, bo są przeprowadzane tuż przed wyborami. Już nie mówię o tym co wyprawiają media publiczne, i że kampania wyborcza kandydatów była bardzo nierówna. – zaznaczył były premier – I to, co chyba najważniejsze, to to, że nikt nie zapewni nam, tajności wyborów. A ludzie chcą mieć pewność, że głosują nie po to, aby władza, aby rząd wiedział, jak dany obywatel głosuje. – ocenił.

„Jak nie wiesz jak masz się zachować, to zachowaj się przyzwoicie”

– Jest też trzeci powód. Nie jest polityczny. Kiedy kilka dni temu wspominałem prof. Bartoszewskiego (minęła 5 rocznica jego śmierci), to pomyślałem sobie, że tak często w Polsce słuchamy z zainteresowaniem i powtarzamy mądre zdania, i tak często powtarzamy to słynne zdanie prof. Bartoszewskiego, że „jak nie wiesz jak masz się zachować, to zachowaj się przyzwoicie.” I wydaje mi się, że to jest dokładnie taki moment, żebyśmy nie tylko powtarzali tego typu wskazania, ale żebyśmy się do nich tak na serio zastosowali. – powiedział Donald Tusk.

Jestem absolutnie przekonany, że taka zwykła ludzka przyzwoitość, nie pozwala nam uczestniczyć, w tym procederze jaki przygotował nam minister Sasin i PiS, na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego. Byłoby to chyba nie uczciwe, wobec nas samych, wobec Polski, wobec tych wszystkich, którzy walczyli tyle lat o uczciwe i wolne wybory. – zaznaczył.

„Doprowadzi do tego, co nazwiemy uczciwymi wyborami”

– Jestem przekonany, że jeśli wszyscy uczciwi, przyzwoici Polacy powiedzą: to nie są wybory, nie będziemy w tym uczestniczyć — to będzie jeden z powodów, dla których PiS w ostatniej chwili się wycofa — zaznaczył Tusk. – Jestem przekonany, że możliwe jest, przy takim elementarnym porozumieniu, dość szybkie przeprowadzenie uczciwych wyborów. – dodał. – Gwarancją, będzie to, że przygotuje je Państwowa Komisja Wyborcza, a zalecenia i opinie wygłoszą lekarze i eksperci, a nie rządcy politycy, którzy za wszelką cenę chcą uzyskać jakiś polityczny interes. – zaznaczył.

Jeśli będziemy razem, jeśli będziemy jednoznaczni, to jestem prawie pewien, że PiS ustąpi i wspólnie z innymi siłami politycznymi uzgodni taki plan, który będzie bezpieczny i przyzwoity. Który doprowadzi do tego, co nazwiemy uczciwymi wyborami – powiedział na zakończenie Donald Tusk.

 

(thefad.pl)

 


Poczta Polska otrzymała dane wyborców z rejestru PESEL – już nie będą potrzebne dane z samorządów?

 

Jak ustaliła „Rzeczpospolita” , 22 kwietnia Poczta Polska, za zgodą ministra cyfryzacji, na podst. art. 99 ustawy covidovej, otrzymała dane z rejestru PESEL wymagane do przygotowania wyborów prezydenckich. Nie są jej już potrzebne dane z samorządów. Wszystko bezprawnie poszło do Poczty… W jakim celu?

Kilka lat temu kancelaria komornicza w nocy pobrała z bazy kilka tysięcy numerów PESEL. Wybuchła wielka afera , sprawa poruszyła opinię publiczną, do akcji szybko wkroczyła prokuratura. Teraz ok 30 mln takich danych zostało przekazanych bez naszej wiedzy i zgody…


Tomasz Majewski: Moja czarno-komediowa historia z COVID-19 w tle

Tomasz Majewski

Tomasz Majewski

Minister Szumowski pewnie wspomniał o mnie gdzieś w połowie kwietnia. Byłem jednym z tych kilkuset ‘nowych’ zakażonych pozostających w izolacji domowej. Takim pozostaję do dzisiaj. Za parę tygodni Minister powie o mnie na konferencji jako jednym z nowo hospitalizowanych, a pewnie za miesiąc jako jednym z wyzdrowiałych.

 

Mój COVID i Sanepid – chronologia

31.03
Wychodzę ze Szpitala Bródnowskiego po operacji. Na do widzenia mam pierwszy w życiu test na COVID, ponieważ miałem kontakt z zakażonymi pracownikami – Fuck-up Systemu nr 1. Test i COVID odkładam na bok głowy, bo Sanepid przecież sam mnie znajdzie gdybym był pozytywny. Szpital zleca 14 dni kwarantanny domowej.

06.04
Dowiaduję się nieoficjalnie, że mam pozytywny wynik testu COVID. Leczę się w oparciu o porady telemedyczne w domu.

08.04
Po serii nieudanych prób telefonicznego, oficjalnego potwierdzenia wyniku testu w Szpitalu Bródnowskim, polegam. Wysyłam tylko maila do szpitala z zapytaniem o wynik mojego testu na COVID.

09.04
Szpital Bródnowski odpowiada na mojego maila. Dowiaduję się oficjalnie, że przeprowadzony 31.03 test dał w dniu 01.04 wynik pozytywny. Informują również, że jakiś monit wystawiają, bo Sanepid coś nie ten tego się w tej sytuacji zachowuje. Minęło 8 dni odkąd wiadomo, że jestem pozytywny. Trochę szkoda. Gdybym miał tą informację wcześniej to wcześniej zacząłbym leczenie i może nie skończyłbym w szpitalu. A tak, to symptomy COVID brałem za dolegliwości po operacji. Fuck-up Systemu nr 2.

10.04
Gorączkuję, kaszlę i czasami łapię powietrze jak rybka. Zostaję przyjęty do Kliniki Medycyny Infekcyjnej i Alergologii WIM na Szaserów. Jak już pisałem, OGROMNY SZACUNEK dla Wszystkich pracowników Kliniki. Jestem u Państwa zadłużony do końca życia.

14.04 – data teoretyczna
Mija termin kwarantanny zleconej przez szpital Bródnowski. W tym czasie nie kontaktował się ze mną Sanepid, nie kontrolowała mnie Policja. Teoretycznie, gdyby przebieg choroby był łagodniejszy i nie pojechałbym do szpitala, kaszel wziąłbym za podrażnienie po intubacji, lekką gorączkę traktował jako efekt operacji, to następnego dnia mógłbym pójść na zakupy i siać COVIDem.

15.04
Pod dom podjeżdża Policja. Na zlecenie Sanepidu szukają mojego numeru telefonu. Dostają ten numer, odjeżdżają.

16.04
Telefonuje z Sanepid, że mam pozytywny wynik testu na COVID. Dziękuję i informuję, że jestem w szpitalu. Panią najbardziej interesuje jak tam było z tą kwarantanną czy była taka, że nie sypnąłem wirusem dalej. Opisuję moją pełną izolację od rodziny. Drzwi na klucz, łazienka tylko dla mnie, z wejściem bezpośrednio z pokoju, jedzenie podawane na parapet w jednorazówkach itd itd. Obecny pobyt w szpitalu i moje dalsze wyjaśnienia Panią nie interesują, bo ma jeszcze 1000 telefonów do zrobienia. Pani następnie dzwoni do Inez i zadając cross-pytania sprawdza czy z tą kwarantanną było tak jak ja mówiłem. Prawda się obroniła i rodzina nie ma kwarantanny, ale i tak zostają w domu z własnej inicjatywy po uzgodnieniach ze znajomymi i sąsiadami.
Max został po usilnych prośbach zakwalifikowany do testu na COVID w trybie pilnym. Przywiózł mnie ze szpitala. Mieliśmy obaj porządne maseczki i rękawiczki, ale sprawdzić warto.

17.04
Do domu przyjeżdża Policja by sprawdzić czy jestem w domowej izolacji. Nie jestem, bo jestem w szpitalu i nie ma mnie w domu. Policja informuje, że ma na mnie zlecenie do 9 maja i będzie teraz przyjeżdżała codziennie. Kończy się czas, w którym Policja nie przyjeżdżała choć powinna. Teraz ich wizyty mogą mieć jakiś sens – sprawdzają czy cały czas jestem w szpitalu, czy nie wróciłem z pozytywnym wynikiem jako ozdrowieniec (tylko ustąpiły symptomy, może mieć wciąż pozytywny wynik testu) na wyzdrowienie w domu.

19.04
Podjeżdża bus z wymalowaną kotwicą PW. To Wojska Obrony Terytorialnej mają zrobić mi test na COVID. Testu zrobić nie można bo nie ma mnie w domu. Jestem cały czas w szpitalu. Wojsko testu nie zrobiło i odjechało.

21.04
Brak objawów i drugi negatywny wynik testu COVID. Wychodzę ze szpitala. Według WHO, według zaleceń Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych jestem zdrowy. Mam wewnętrzne zalecenie szpitala by być 14 dni w izolacji domowej. Takie dmuchanie na zimne. Jest to tylko sprawa między mną a szpitalem. Dla Sanepidu jestem zdrowy i mam nadzieję, że w 2-3 dni to ‘przetworzą’. Chyba jestem nadmiernym optymistą……
Osobiście poznaję mojego pana aspiranta z Komendy Stołecznej. Wyjaśniam co się u mnie pozmieniało, i że po tych wszystkich perypetiach jestem zdrowy, a On nie musi już więcej przyjeżdżać. Groch o ścianę. Policja ma zlecenie do 9 maja i może tylko słuchać Sanepidu. Sanepid Policji nie słucha, ale mnie posłucha. Dzwonię do Sanepidu na Kochanowskiego, który ma pieczę nad szpitalami w WAW by się przebić ze swoim stanem zdrowego. Bez sukcesu – telefon zajęty / nie odpowiada. Wysyłam do Sanepidu maila z opisem mojej ścieżki 31.03-21.04 i prośbą o kontakt. Błyskawicznie dostaję dostaję auto-odpowiedź, że z powodu nawału roboty są opóźnienia w odpisywaniu. Zaczyna się czas, gdy Policja przyjeżdża choć nie musi.

Dzisiaj 27.04… minęło 6 dni od powrotu do domu ze szpitala.
Z policją się zaprzyjaźniłem, są naprawdę bardzo korekt. Chyba razem mamy wrażenie, że gramy w jakimś filmie o kiepskim scenariuszu. Max czeka (minęło 10 dni), aż Mu zrobią w trybie pilnym test. Czekam na odpowiedź Sanepidu na mojego maila. Jest poniedziałek – dodzwonienie się do Sanepidu jest w 300% nie możliwe. Jest korek po weekendzie. Zaczynam wydzwaniać i pisać gdzie się da, aż do skutku. Inaczej, będę tak sobie siedział w domowej izolacji do dnia zwycięstwa nad faszyzmem i dwa razy dziennie gawędził z policją. Sugestie znajomych co mam robić mile widziane:)

Cała ta historia to pusty przebieg. System wysyła policję na wirusa i dzielnie walczy z problemami, które sam wygenerował. Z wyjątkiem Kliniki Medycyny Infekcyjnej i Alergologii WIM, System każdego dnia tworzy kolejny odcinek kiepskiej komedii, czasami filmu grozy, gdy mogę zarażać nie przestrzegając kwarantanny i nikt mnie nie nadzoruje. Mam takie wrażenie, że nie jestem jakimś szczególnym pechowcem, a moja sytuacja to obowiązujący obecnie Sanepidowski standard.

Minister Szumowski pewnie wspomniał o mnie gdzieś w połowie kwietnia. Byłem jednym z tych kilkuset ‘nowych’ zakażonych pozostających w izolacji domowej. Takim pozostaję do dzisiaj. Za parę tygodni Minister powie o mnie na konferencji jako jednym z nowo hospitalizowanych, a pewnie za miesiąc jako jednym z wyzdrowiałych. O wielu mnie podobnych tak powie. Bajka o braku wzrostu zachorowań po Świętach opowiedziana 2 tygodnie po Świętach pozostaje tylko bajką, bo kompletne dane jeszcze do MZ nie spłynęły.

Oczywiście jeżeli ktoś chce to niech 'się czuje wolny’ udostępnić tą czarno-komediową historię. Za co z góry dziękuję:)

Tomasz Majewski