Anja Rubik: Próbuje nam się odebrać prawo do decydowania o naszym życiu

Anja Rubik

Anja Rubik

W momencie kiedy potrzebujemy wsparcia, w momencie kiedy wielu z nas potraciło pracę i nasza przyszłości stoi pod znakiem zapytania próbuje nam się oderwać prawo do decydowania o naszym życiu.

 

Niestety po raz kolejny musimy walczyć o Nasze zdrowie, bezpieczeństwo i godność.

Nie wiem czy wiecie ale:

Pani Godek che abym umarła pod czas porodu i zostawiała osierocone dziecko. Pani Godek che abyś ty zgwałcona nie miała wyboru i była zmuszona urodzić dziecko gwałciciela. Pani Godek chce abyśmy przez 9 miesięcy nosiły w sobie dziecko wiedząc, że ono umrze tuż po porodzie lub będzie nieodwracalnie upośledzone.

 

TAK! to mogę być JA, TY, twoja CÓRKA, WNUCZKA, ŻONA czy MATKA. Ta ustawa dotyczy mnie, ciebie, każdej kobiety, mężczyzny i rodziny w Polsce! W środę Pani Godek będzie czytać obywatelski projekt o zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych właśnie podczas epidemii kiedy nie możemy wyjść na ulice i protestować.

Jest to wyjątkowo okrutne, że w momencie kiedy potrzebujemy wsparcia, w momencie kiedy wielu z nas potraciło pracę i nasza przyszłości stoi pod znakiem zapytania próbuje nam się oderwać prawo do decydowania o naszym życiu.

Anja Rubik


Roman Giertych: List do prezesa PiS. Jak Panu nie wstyd?

Roman Giertych

Roman Giertych

Panie prezesie Kaczyński, chyba pycha Panu w głowie pomieszała. A pycha kroczy przed upadkiem.

 

Podczas II Wojny Światowej Król Jerzy VI pomimo groźby bombardowań pozostał w Londynie w Pałacu Buckingham. Ponieważ Jego rząd wprowadził limity w użytkowaniu wody, to w wannie łazienki pałacowej narysował na wysokości 12 centymetrów kreskę do której wolno było ją nalewać. Zrobił tak, aby pokazać cierpiącym na różne ograniczenia ludziom, że się z nimi solidaryzuje i że się stosuje do zarządzeń rządowych.

Pan nie jest królem i nie mieszka Pan w pałacu. Ale obecnie rządzi Pana rząd, który na miliony obywateli naszego kraju nałożył ograniczenia po to, abyśmy jeden drugiego nie zarażali i nie roznosili choroby, która dla wielu może być śmiertelna.

Obywatele w zdecydowanej większości z pokorą realizują rządowe decyzje, nawet gdy nie głosowali na Pańską partię. A Pan co robi???? Bezczelnie i w biały dzień spotyka się z licznym gronem swoich wyznawców (bo chyba taki charakter ma Pana najbliższe otoczenie) i robi Pan to ostentacyjnie pokazując, że Pana ograniczenia, które nałożył na ludzi Pański rząd, nie obowiązują.

Czy Pan wyobraża sobie co czują dzisiaj ludzie zamknięci od miesiąca w areszcie domowym, pozbawienie prawa do sportu, albo ci, którzy już nie wiedzą jakie zabawy wymyślać dzieciom, które nie wytrzymują w czterech ścianach, gdy widzą obrazek władzy, która szydzi z własnych zarządzeń? Jak wytłumaczyć dziesięciolatkowi, że nie może iść pograć na boisko w piłkę z kolegami, jak widzi Pana „drużynę”, która liczyła więcej osób niż zawodnicy podczas meczu?

Jak wytłumaczy Pan osobom religijnym, które często po raz pierwszy w życiu nie wzięły udziału we Mszy Świętej na Wielkanoc, że w kościołach nie może być więcej niż 5 osób? Czy Pan zdaje obie sprawę, że ten przykład może doprowadzić do lekceważenia tych zarządzeń? I że w konsekwencji może ulec zakażeniu wielu ludzi, a niektórzy mogą umrzeć? Jak Panu nie wstyd? Jak może Pan na swoje sumienie brać konsekwencje takiego działania?

I jeszcze ta wizyta samochodem na cmentarzu. Czy tylko Pana matka nie żyje? Czy Pana prawo do żałoby jest ważniejsze od mojego, czy od prawa milionów innych ludzi, którzy grobów swoich bliskich w te święta nie odwiedzili?

Panie prezesie Kaczyński, chyba pycha Panu w głowie pomieszała. A pycha kroczy przed upadkiem.

Roman Giertych


Sushi Chef Agnes: Dobry początek podróży ku górze Fuji…

Sushi Chef Agnes

Sushi Chef Agnes

Chcielibyśmy zabrać Was, w podróż po meandrach kuchni uważanej za najzdrowszą na świecie. Kuchni, w której nie jest ważne tylko to co jesz, jak to robisz i kiedy, ale równie ważne jest, jak zaprezentujesz ten posiłek serwując go.

 

Bashō Matsuo (jap. 松尾 芭蕉, 1644 – 169)

Skowronek nad ugorem -
Słodki śpiew
Nie - uwiązania

 

Wiele jest spraw i dziedzin w naszym codziennym życiu, które urastają do rangi sztuki. Jednakże chyba tylko jedna z nich oddziałuje na każdego człowieka w sposób tak dalece fundamentalny. Towarzyszy nam od wczesnych lat niemowlęctwa, aż do samej śmierci. Wpływa na nasz rozwój, zdrowie, szeroko pojęte zdolności, naszą wydajność. To jak jemy oraz co jemy jest początkiem i końcem wszystkiego.

KUCHNIA, może być utrapieniem, spełnieniem lub tylko koniecznością, ale wciąż będzie fundamentalnie wpływać na nasze życie. Właśnie dlatego, umiejętność gotowania, tworzenia jedzenia poprzez łączenie poszczególnych składników, urozmaicanie go poprzez odpowiednie dodatki i przyprawy jest nie tylko zestawem umiejętności, rzemiosłem, ale przede wszystkim sztuką. Otwarty umysł może uczynić z każdego z nas mistrza swojej własnej wersji sztuki kulinarnej.  

Chcielibyśmy zabrać Was, w podróż po meandrach kuchni uważanej za najzdrowszą na świecie. Kuchni, w której nie jest ważne tylko to co jesz, jak to robisz i kiedy, ale równie ważne jest, jak zaprezentujesz ten posiłek serwując go. 

Fusion

I właśnie dlatego wynikiem naszej podróży po kulinarnych meandrach jest Fusion, czyli połączeniem otwartości umysłu z wszystkim co dobre, wartościowe i przede wszystkim smaczne, bo w kuchni gównie powinno chodzić o smaki, ale nie tylko. Wszystko inne jest wypadkową naszego podejścia do jedzenia. Jeżeli traktujemy je, nie tylko w kategoriach fizjologicznej potrzeby zaspokajania głodu, ale jako formę postawy wobec naszego zdrowia, szacunku wobec samych siebie, nasza kuchnia będzie sztuką zbalansowania tego co smaczne, z tym co zdrowe.

Sposób w jaki przyrządzamy posiłki dla siebie oraz swoich bliskich, w jaki obchodzimy się z jedzeniem, z jego wartością kaloryczną, jego estetyką, wszystko to, począwszy od przygotowania i serwowania posiłków (pory i czasu), rodzinnej lub bardziej intymnej formy ich spożywania, może być otwartą księgą, z której możemy wyczytać jakże wiele cennych informacji o nas samych. 

Czy możemy znaleźć lepszy punkt wyjścia dla kuchni Fusion, aniżeli kuchnia uważana za najzdrowszą na świecie? Aniżeli kuchnia wyznająca tak ważną dzisiaj zasadę zero waste? Kuchnia delikatna, subtelna i wyrafinowana, w której dominuje harmonia poszczególnych składników oraz smaków? Kuchnia, w której równoważy się, to co jesz, z tym jak jesz, w której estetyka jedzenia jest równie ważna, gdy, gotujesz w domu, korzystasz ze street food, czy z najdroższych restauracji, w których miejsce rezerwujesz z rocznym wyprzedzeniem?

Washoku

Możemy otwarcie stwierdzić, że takie wymagania spełnia washoku (和食 dosłownie: japońskie jedzenie), czyli KUCHNIA JAPOŃSKA.

Więziona przez wieki okowami izolacjonizmu (jap. 鎖国 sakoku – zamknięty kraj), nagle rozkwitła dla cywilizacji zachodniej w ostatnich dekadach XX wieku, na stołach Europy i kontynentu amerykańskiego. Przyniosła ze sobą nieznaną wcześniej świeżość, ferie smaków, prostotę… oraz umami. Piąty smak, o którego istnieniu ludzie zachodu już dawno zapomnieli. 

Jaka jest tajemnica kuchni japońskiej?

Dieta bogata w warzywa (często nie poddawane intensywnej obróbce cieplnej), bogata w owoce morza i ryby dostarczające z najzdrowszych tłuszczów z grupy Omega 3 i 9, w ryż będącym najzdrowszym zbożem dostarczającym węglowodanów, protein oraz witamin z grupy B. Właśnie dzięki takiej kuchni Japończycy są narodem długowiecznym o nadzwyczaj dobrym stanie zdrowia (tylko 3% populacji cierpi na otyłość). Wszystko to poddani cesarza zawdzięczają nie tylko diecie, ale także wykształtowanej wysokiej kulturze jedzenia. To nie tylko codzienny obowiązek, wymuszony potrzebami naszego organizmu, ale w znacznej mierze rytuał, służący celebrowaniu życia oraz szacunku do innych.

Podczas gdy dla nas gotowanie to może być tylko umiejętność wykorzystania produktów i przypraw w celu stworzenia nowych smaków, dla Japończyków kluczową rolę odgrywają prostota i naturalność. Przyprawy służą do wydobyciu jeszcze mocniej naturalnego smaku potrawy. Nie mogą zaburzać naturalnej harmonii składników, ale wręcz strzec równowagi i pokoju panującego pomiędzy nimi. 

W japońskiej kuchni oczywiście znajdziemy także wieprzowinę, baraninę, wołowinę, czy też bardzo powszechne smażenie na głębokim oleju – tak dobrze znane smakoszom świata zachodniego.

Niekoniecznie jednak, te składniki czy sposoby ich przyrządzania są tradycyjnie japońskie. Możemy wspomnieć przykład baraniny z Hokkaido, która zagościła w Krainie Wschodzącego Słońca dopiero w drugiej dekadzie XX wieku. Natomiast smażenie na głębokim oleju, to dar od portugalskich Jezuitów, przybyłych do Kraju Kwitnącej Wiśni w pierwszej połowie XVI wieku. By opisać inne wpływy kulinarne określające kuchnię japońską na przestrzeni wieków, będziemy musieli chyba napisać osobny felieton.

Bogata i różnorodna kuchnia Nipponu

Główne kierunki, z których wiały wiatry zmian na przestrzeni wieków, to półwysep koreański oraz Chiny. Z pełną odpowiedzialnością, możemy jednak stwierdzić, że właśnie zmiany napływające z zewnątrz sprawiły, że gastronomia japońska jest tak bardzo bogata i różnorodna. Co ciekawe, szeroki wachlarz jej smaków, barw i zapachów jest odwrotnie proporcjonalny do jej prostoty. I właśnie ten dysonans, czyni kuchnię Nipponu arcyciekawą.

Moglibyśmy się pokusić o pewne chyba bardzo trafne porównanie: Kuchnia japońska jest prosta i treściwa, jak japońska poezja Haiku.

Umiejętność przekazania maksimum treści w kilkunastu sylabach 3 wierszowego utworu, jest niczym bogate w smaki gotowanie bazujące na naturalnych i mało przetworzonych składnikach.  

Miso, tofu, udon, soba, teriyaki, matcha, ramen, shitakii, tajemnicze umami, oczywiście sushi i ryż to wszystko w dziesiątkach odsłon, słodko niesłodkie łakocie, cudowne warzywa gotowane na parze, wszystko to będą nasze przystanki w podróży, do własnej wersji japońskiej kuchni. Do Japanese Fusion. Do nowych stanów kulinarnej świadomości, gdzie będziesz mógł dostrzec część swoich własnych ukochanych smaków, zespolonych w rozkosznym dla podniebienia uścisku z tradycją Kraju Samurajów.  

Podróż czas rozpocząć. 

 

Sayonara (さよなら) Drodzy! 

Następny przystanek Sernik po Japońsku 🙂 

Sushi Chef Agnes


Andrzej Żukowski: Kaczyńskiego niefortunna wyprawa na Powązki

Andrzej Żukowski

Andrzej Żukowski

Podobnie złe, niewybaczalnie złe wrażenie, zrobiło partyjne zbiegowisko na Placu Piłsudskigo celebrujące, pomimo ostrych zakazów zgromadzeń, dziesiątą rocznicę katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Pokazuje to kompletne lekceważenie prawa i powagi sytuacji w jakiej się znajdujemy, i dobitnie śle przekaz o ‘równych i równiejszych’

 

Czytam o oburzeniu Polaków na ostatnie odwiedziny przez Jarosława Kaczyńskiego grobu jego matki, Jadwigi, na Powązkach. Jest to pozornie dziwne, bowiem Polacy jak mało inny naród, rozumieją groby i żałobę. Polska tradycja żałobna sięga czasów słowiańskich, wyrastała splatając ich prastare tradycje z chrześcijaństwem, i jest nieodłącznym elementem polskiego pojmowania rodziny i życia, i częścią naszej narodowej tożsamości.

Odwiedzanie grobów bliskich na cmentarzu jest czymś naturalnym – wiąże się nie tylko z obchodami Święta Zmarłych, które w Polsce jest celebrowane z wyjątkowym pietyzmem i rozmachem, ale całym polskim rocznym kalendarzem obrzędowym – wszystkimi znaczącymi świętami kościelnymi, oraz świętami prywatnymi, indywidualnymi dla każdej rodziny, kiedy obchodzi się daty urodzin i ślubów, a nawet imieniny osób nam bliskich, które odeszły. I dlatego odwiedziny grobów bliskich uważane są za naturalną część życia rodzinnego, mówi się ‘idę do Mamy’, ‘byłam u Taty’, i odebranie, nawet przejściowe tego prawa, jest odczuwane głęboko i boleśnie.

Zresztą, cześć oddawana zmarłym jest jednym z pierwszych przejawów człowieczeństwa i prawdziwie uniwersalnym tego świadectwem – datowane na 32-40 tysięcy lat pokryte ochrą skremowane szczątki kobiety z Lake Mungo w południowo-wschodniej Australii (Nowa Południowa Walia) są uważane za najstarsze znalezisko pochówkowe na świecie. O szacunku dla ‘prochów ojców’, pięknie pisał poeta brytyjski Thomas Babington Macaulay:

Czyż można umrzeć piękniej
Niż przeciw hordom wrogów
Za prochy swoich ojców,
i świątynie swych bogów…

Dlatego też może pozornie dziwić ostra krytyka Jarosława Kaczyńskiego za jego ostatnią wizytę na grobie jego matki na Powązkach, ale też czas to jest specjalny. Powązki, jak wszystkie inne cmentarze zamknięte są dla odwiedzających, z wyjątkiem pochówków, które z uwagi na pandemię muszą być ściśle ograniczone do udziału kilku osób. Słyszy się też o karaniu przez policję osób odwiedzających cmentarze. Wielu ludzi, którzy tradycyjne odwiedziliby groby swoich najbliższych jak co roku podczas Wielkiej Nocy musiało zrezygnować z tej pięknej tradycji.

Stąd – tak otwarte, a mówiąc wprost – bezczelne naruszenie tego zakazu przez Kaczyńskiego, który na cmentarz wjechał wręcz limuzyną, jest nie do przyjęcia. Jest to akt skrajnej arogancji i chamstwa nie tylko wobec wszystkich nas – współobywateli Kaczyńskiego, ale wobec naszych zmarłych, którzy najwyraźniej zasługują na mniej.

Podobnie złe, niewybaczalnie złe wrażenie, zrobiło partyjne zbiegowisko na Placu Piłsudskigo celebrujące, pomimo ostrych zakazów zgromadzeń, dziesiątą rocznicę katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Pokazuje to kompletne lekceważenie prawa i powagi sytuacji w jakiej się znajdujemy, i dobitnie śle przekaz o ‘równych i równiejszych’. Przypomina też, że takie samo lekceważenie procedur doprowadziło do owej smoleńskiej tragedii.

Zadziwia przy tym, że ani Kaczyński, ani rząd polski nie mają specjalistów od PR, którzy byliby bardziej wyczuleni na nastroje społeczne i potrafili odpowiednio dobrać modus operandi swoich podopiecznych którzy mają niestety tendencję do zachowywania się jak zgraja nieokrzesanych prostaków, którym zdarzyło się wygrać w toto-lotka.

Zresztą nie jest to wyjątek w zachowaniu Kaczyńskiego, który polską tradycję żałobną przekształcił na potrzeby swojej polityki w comiesięczny Parteitag, i wprowadził pojęcie ‘Miesięcznic’- comiesięcznych celebracji śmierci swojego tragicznie zmarłego brata, Lecha, dla których zamykana była (i jest) spora i najbardziej prestiżowa część Warszawy, narażając mieszkańców Stolicy nie tylko na niedogodność, ale też upokorzenie przemykania się uliczkami i przeciskania wśród zastępów policji i barierek wzniesionych na rozkaz Kaczyńskiego. Trzeba podkreślić, że sposób prowadzenia Miesięcznic – agresywne, obraźliwe przemówienia pełne oskarżeń i pomówień – całkowicie przeczył duchowi żałoby i ostentacyjnie religijnemu celowi tych spotkań.

Nie jest zatem Kaczyński nowicjuszem w bezwzględnej sztuce deptania ludzkich uczuć i okazywania ludziom, z których powinien być jednym, lekceważenia jeśli nie pogardy. Okazuje się jasno, że kultywowana przez Kaczyńskiego poza ‘skromnego emeryta’ w wytartym paltociku nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością, a przecież właśnie do Kaczyńskiego idealnie zdaje się pasować powiedzenie Churchilla o pewnym jego konkurencie politycznym, że jest to człowiek, który „ma dużo dobrych powodów żeby być skromnym” (chodzi o Clement Attlee).

Ale i w życiu i w bajkach nie ma większego ambarasu niż mały człowiek, który uwierzył w swoją wielkość – w bajkach bohater musi pokonać smoka i zdobyć rękę królewny, by udowodnić swoje walory. W życiu wielkość człowieka weryfikuje historia, ale już teraz nie wydaje się, żeby Jarosław Kaczyński dostał promocję do grona naszych bohaterów narodowych. I tym razem nie będzie miał go kto przepchnąć na tę naprawdę ‘wyższą półkę’.


Stefan Niesiołowski o antyszczepionkowcach: To nie jest niewinne dziwactwo to są przestępcy odpowiedzialni za śmierć innych

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Jedni ratują dziś świat przed koronawirusem, a inni za chwilę podejmą walkę z wynalezionymi przez nich (wielkim kosztem i wysiłkiem) szczepionkami.

 


Trwająca od kilku miesięcy pandemia skłania do kilku uwag. Przede wszystkim jest okazją do przewartościowania wynagrodzeń i związanych z nimi społecznych oczekiwań. Uogólniając, cały świat, społeczeństwa, narody, państwa i całe grupy ludności oczekują ratunku przed epidemią, chorobami, śmiercią, cierpieniami, tym co koronawirus ze sobą niesie. Zwrócił na to uwagę prof. Marcin Król kilka tygodni temu, ja jedynie uzupełniam i rozwijam to co powiedział.

Nadzieje na ratunek związane są z konkretnymi zawodami i ludźmi. To oni; lekarze, służby medyczne, pielęgniarki, ratownicy, diagności medyczni, pracownicy DPS-ów, opiekunowie niepełnosprawnych itd. ratują ludzi, są autentycznymi bohaterami czasów zarazy. Tak jak strażacy są bohaterami w czasie pożarów, a producenci żywności (bardzo szeroko rozumiani) chronią przed głodem. Świat pytając o szczepionkę i lekarstwo na koronawirusa nie oczekuje ratunku od piłkarzy czy tenisistów zarabiających tysiące dolarów za godzinę życia, od przeróżnych celebrytów itd. Z całym szacunkiem dla w/w ale wydaje się, że rażąca dysproporcja pomiędzy tymi co ratują ludzkość, a utalentowanymi strzelcami bramek, lub wypowiadającymi swoje złote myśli celebrytami powinna być zmniejszona. Podobno już nic ma nie być takie jak dawniej. Wydaje mi się, że przywrócenie elementarnej proporcji pomiędzy stopniem pożyteczności, a wynagrodzeniem jest jedną z tych rzeczy.

Niezbędne jest też podjęcie radykalnych działań wobec oszustów żerujących na głupocie i naiwności, zwykłych szubrawców sprzedających fałszywe lekarstwa na rózne choroby. Takimi szalbierzami ciągle w zasadzie bezkarnymi są antyszczepionkowcy poprzez swoje działania rozprzestrzeniający choroby i epidemie, szkodzący nie tylko sobie (pal ich sześć) ale swoim dzieciom i innym ludziom. Jedni ratują dziś świat przed koronawirusem, a inni za chwilę podejmą walkę z wynalezionymi przez nich (wielkim kosztem i wysiłkiem) szczepionkami. To nie jest niewinne dziwactwo to są przestępcy odpowiedzialni za śmierć innych. Warto też pamiętać, że antyszczepionkowcy cieszyli się do niedawna (teraz całe to towarzystwo siedzi jak mysz pod miotłą) co najmniej tolerancją nacjonalistów, tzw. narodowej prawicy, głosu udzielały im niektóre media i środowiska nazywające się narodowymi i katolickimi. Wrogiem ewolucji, szczepionek, antybiotyków, rozwoju nauki i postępu, można być z różnych powodów, ale liderzy tego rodzaju ruchów nie zasługują na tolerancję. Społeczeństwo ma prawo przed takimi ludźmi się bronić, tak samo jak przed politykami wykorzystującymi oszustów i kanalie w walce o władzę.

Stefan Niesiołowski


Sushi Chef Agnes: Najlepszy sernik po japońsku

Sushi Chef Agnes

Sushi Chef Agnes

Mam dla Was przepis na: Najlepszy Sernik Po Japońsku

 

WIELKANOC, czas serników, ciast…

mam dla Was przepis na: Najlepszy Sernik Po Japońsku 

Sernik po japońsku

Składniki: 

  • 15 g (1 łyżka stołowa) masła do przygotowania tortownicy i papieru 
  • 6 dużych jaj 
  • 300 g serka Philadelphia 
  • 60 g (4 łyżki stołowe) masła do sernika 
  • 200 ml śmietany 30% 
  • 60 g (5 łyżek stołowych) cukru do sera 
  • 100 g (8 i pół łyżki stołowej) do ubicia białek 
  • 80 g (9 łyżek stołowych) mąki tortowej 
  • pół cytryny (starta skórka i wyciśnięty sok) 
  • 2 łyżki dżemu morelowego plus 2 łyżeczki gorącej wody do pomady. 

Dodatki: 

  • 23 cm (średnica) tortownica – jak najwyższa 
  • papier do pieczenia lub pergamin 
  • dwie duże miski 
  • sitko do przecedzania 
  • duża brytfanka aby umieścić w niej tortownicę z sernikiem 

Sposób przyrządzenia: 

  • Przygotuj tortownicę bardzo precyzyjnie docinając papier do rozmiaru dna (23 cm średnicy okrągły papier na dno tortownicy, pasek papieru o długości 76 cm i szerokości 10 cm, dodatkowo 2 paski do transportu sernika z formy o wymiarach 5 cm x 76 cm). Wysmaruj dokładnie tortownicę i okrągły papier oraz większy pasek, używając 1 łyżkę masła.  

W nasmarowanej tortownicy umieść na jej dnie mniejsze paski papieru krzyżując je na środku, tak aby 4 końcówki wystawały na zewnątrz. Następnie umieść na dnie tortownicy okrągły papier do pieczenia wysmarowaniem do góry oraz większy pasek po bokach tortownicy wysmarowaniem do środka. 

  • Nagrzej piekarnik do 180oC – pieczemy sernik w 160oC.  

BARDZO WAŻNE:  

wszystkie składniki muszą być odmierzone i przygotowane przed rozpoczęciem pracy nad sernikiem. Wraz z oddzieleniem żółtek od białek, te ostatnie muszą czekać na swoją kolej w lodówce. 

  • W sporej wielkości garnku zagotuj wodę, ok 5 cm. 
  • Do dużej miski dodaj ser, 60 g masła, 200 ml śmietanki i 60 g cukru i postaw miskę na garnku z gotującą wodą zmniejszając temperaturę gotowania wody. 
  • Używając drewnianej lub silikonowej łyżki wymieszaj ser i masło, gdy masło się rozpuści wymieszaj dokładnie wszystkie składniki za pomocą metalowej rózgi, następnie zdejmij z garnka. 
  • Do ciepłej mieszanki serowej dodaj 6 żółtek, delikatnie mieszając dodawaj jedno za drugim. Upewnij się, ze każde żółtko po dodaniu jest idealnie rozmieszane zanim dodasz następne. 
  • Używając sitko, przesiej 80 g mąki, delikatnie wymieszaj do połączenia składników. 
  • Przecedź przez sitko masę serową, aby uzyskać jedwabistą teksturę. 
  • Zetrzyj skórkę z połowy cytryny bezpośrednio do przygotowanej masy, następnie wyciśnij dwie łyżki soku z cytryny i wymieszaj z masą sernikową. 
  • Wstaw brytfankę do gorącego piekarnika, wypełniając ją do połowy gorącą wodą. 
  • Następnie w czystej i suchej misce ubij białka zaczynając na średnich obrotach miksera przez 2 min bez cukru, następnie dodając po jednej trzeciej porcji cukru. Po dodaniu cukru zwiększ obroty miksera i ubijaj białka, aż do uzyskania sztywnej piany. 
  • Następnie używając rózgi, delikatnie wymieszaj jedną trzecią białek z masą serową, następnie dodaj kolejną porcję (jedną trzecią) i ponownie delikatnie wymieszaj. Uzyskaną w ten sposób masę sernikową dodaj do reszty ubitych białek i bardzo delikatnie połącz rózgą (zachowanie tej kolejności jest kluczowe). 
  • Masę sernikową umieść w przygotowanej tortownicy, zmniejszając temperaturę piekarnika do 160oC. Tortownicę wypełnioną masą sernikową umieść wewnątrz brytfanki z wodą. 
  • Piecz od 70 do 75 minut, następnie zmniejsz temperaturę do 150oC zapiekając następne 10 minut, lub do zazłocenia się wierzchu sernika. 
  • Wyłącz piekarnik, zostaw otwarte drzwiczki na 15-20 minut z sernikiem w środku. To bardzo ważna czynność, upewni Cię, że w wyniku nagłej zmiany temperatury sernik nie opadnie za bardzo (maksymalnie może opaść ok 5 cm). Po tym czasie, delikatnie wyjmij sernik z piekarnika, następnie za pomocą pasków papieru, wyjmij sernik z tortownicy (niezbędna pomoc drugiej osoby). 
  • Usuń papier, pozostawiając ten na spodzie sernika, wymieszaj dżem morelowy z gorącą wodą w małej miseczce. Za pomocą pędzla posmaruj wierzch sernika morelową pomadą. Wystudź sernik 1-2 godziny przed podaniem. 
  • Sernik możesz przechowywać w lodówce od 3 do 4 dni.  

Smacznego! 

Sushi Chef Agnes

 

 


Jurek Owsiak do Prezesa Pis: Ale kozactwo! Trzeba być niezłym chojrakiem

Jurek Owsiak

Jurek Owsiak

Jak zobaczyłem jeszcze ten tłum ludzi z Panem, to zaniemówiłem. Ale kozactwo! – pomyślałem. Tak bez niczego w środku pandemii! Trzeba być niezłym chojrakiem. Mało tego! Przecież jest zakaz takiego paradowania! Mało! Zakaz w ogóle spacerowania!

 

Udało nam się przyjąć na magazyn 900 tysięcy masek chirurgicznych. Będzie co we wtorek wysyłać, bo jeszcze mamy inne rzeczy, jak maski czy przyłbice dla ratowników. Wśród adresatów jest kilkadziesiąt Domów Pomocy Społecznej. Jeśli uda się paczki spakować i nadać do 15-tej, to następnego dnia, a najpóźniej w czwartek wszystko będzie na miejscu. Paczki rozwozi firma kurierska, bo Poczta Polska potrafi nawalić. Nie uwierzy Prezes, ale w tym roku kolejny raz moje kartki walentynkowe szły w stolicy 5 tygodni! Ale swój urząd pocztowy i panie tam pracujące lubię, nawet dałem im ostatnio pudełko maseczek, bo firma im tego nie zapewniła.

À propos, Panie Prezesie, maseczek – my w Chinach teraz kupujemy po 60 centów amerykańskich. To drogo, ale popyt i podaż kształtują cenę. Można w Polsce kupić za 2,80 – też takie kupowaliśmy. 3,20 to już dla nas cena spekulacyjna. A co dopiero 8,40, jaka ma być w automatach! To tak, jakby bochenek chleba kosztował 84 złote!!!! Kombinujemy, czy aby seniorom nie rozdawać ich za darmo przy tych automatach. Co Prezes myśli?

Ale piszę w jednej sprawie. Otóż po tym rozładowaniu transportu maseczek patrzę w Internet i widzę, że Pan Prezes odważnie wyruszył w miasto! I to nie sam!

Ja bym się bał. Jak my pracujemy na magazynie, to obowiązkowo w maseczkach, rękawiczkach, a jak pakujemy, to ekipa w kombinezonach – bo nie ma przebacz, najważniejsze bezpieczeństwo. Pan Minister Zdrowia podkreśla to, i słusznie, co chwilę. A Pan, Panie Prezesie, ot tak na figurę ruszył z buta. Jak zobaczyłem jeszcze ten tłum ludzi z Panem, to zaniemówiłem. Ale kozactwo! – pomyślałem. Tak bez niczego w środku pandemii! Trzeba być niezłym chojrakiem. Mało tego! Przecież jest zakaz takiego paradowania! Mało! Zakaz w ogóle spacerowania!

Ale uspokoiłem się, kiedy usłyszałem komunikat Policji. Wytłumaczenie proste i jasne – zgromadzenie służbowe. No tak, służba to… służba! Grad, deszcz, wichura – nie ma przebacz.

Ja dzisiaj wystawiłem mojej załodze specjalne kwity. Ten a ten, nr dowodu, pracuje przy akcji pomocy w walce z koronawirusem. A przecież można łatwiej – zgromadzenie służbowe. Jak to od wtorku ułatwi setkom tysięcy pracowitych Polaków, chcących dbać o swoje firmy, pojechać do nich, przypilnować, może coś dokręcić w kilka osób w bezpiecznej odległości… Pan, Panie Prezesie, pokazał, że można. Zgromadzeniem służbowym otworzył Pan moc energii, którą my, Obywatele, skierujemy na dobre tory.

U nas we wtorek wielka wysyłka, będzie nas kilkadziesiąt osób – jak to na zgromadzeniu służbowym. Dzięki za pomysł!

Ciągle jeszcze Wesołych Świąt!

Prezes Jurek Owsiak


Ilona Łepkowska: List otwarty do Jarosłowa Kaczyńskiego

Czy nie boję się pisać do Pana? Nie. Bo ja generalnie mało czego się w życiu boję, a już na pewno - co wiedzą moi bliscy i znajomi - nigdy nie bałam się mówienia prawdy...

 

 

zanowny Panie Jarosławie Kaczyński!

Uznałam, że muszę do Pana napisać tych kilka słów w niezwykłą Wielką Sobotę w czasach pandemii. Piszę na FB celowo, choć, jak się zapewne Pan domyśla, mogłam znaleźć inny, prywatny kanał dotarcia do Pana. Chciałabym jednak, aby to, co mam Panu do powiedzenia nie ugrzęzło gdzieś po drodze u ludzi, których zadaniem od dawna jest strzeżenie Pana spokoju i dobrego samopoczucia na swój temat.

Zobaczyłam dziś w internecie zdjęcie, jak wysiada Pan z limuzyny zaparkowanej w alei Cmentarza Powązkowskiego, gdzie wybrał się Pan, mimo zakazów, by odwiedzić grób swojej Matki.
Tym samym okazał Pan głęboką pogardę i całkowity brak zrozumienia uczuć milionów zwykłych Polaków, ludzi, w których interesie działa Pan ponoć od dziesięcioleci. Tych Polaków, którym w te Święta nie dane będzie odwiedzić grobów swoich bliskich, bowiem im, zwykłym Polakom jest to zakazane.

Szanuję Pana głęboką miłość do Matki, opiekę, którą ją Pan z Pana Bratem otaczaliście i rozumiem ból po jej stracie. Ale miłość do Rodziców i ból po ich śmierci to jedna z tych rzeczy, która ludzi powinna łączyć. Tymczasem ona dziś podzieliła Pana i pozostałych Polaków.

Jadąc limuzyną z ochroną ( a swoją drogą – kogo się Pan bał na tym pustym cmentarzu, Panie Prezesie?) pokazał Pan swoim Rodakom, że Pana ból jest lepszy i ważniejszy. Bo Pan MOŻE. Bo Panu WOLNO go okazać. Wjechał Pan na Powązki – gdzie i ja mam grób swoich bliskich – jak król do prywatnej kaplicy. Jak cesarz do mauzoleum swoich przodków w swoim prywatnym pałacu.

Okazał Pan nie po raz pierwszy, ale pierwszy raz w tak szczególnym czasie, który powinien być czasem wyjątkowym, czasem wzajemnej empatii, solidarności i czułości że ma się Pan za kogoś lepszego, ważniejszego, kogo zakazy i nakazy nie obowiązują.

Myślę, że się to na Panu i na Pana obozie politycznym zemści. Nie życzę Panu niczego złego, bo nie mam takich obyczajów i takiego charakteru, ale mówię to Panu z głębokim przekonaniem, że czegoś takiego Rodacy Panu nie zapomną.

Jakich doradców ma Pan wokół siebie, że nikt Panu nie odradził
tej wizyty na cmentarzu? To nie są doradcy, tylko albo klakierzy, albo tchórze. Niebezpieczne jest jednak to, że doradzają oni Panu także w innych sprawach, podstawowych dla bytu naszego społeczeństwa i losu naszego Narodu.

Piszę to Panu jako osoba, która od lat uważana jest za twórcę wyjątkowo dobrze odczytującego potrzeby i uczucia Polaków, czego dowodem są wielomilionowe wyniki oglądalności stworzonych przeze mnie seriali. I mając za sobą te miliony widzów, zwykłych Polaków mówię Panu – popełnił Pan wielki błąd. Okazał Pan lekceważenie ludziom, którzy też kochali swoich Rodziców, ale zastosowali się do zakazów nałożonych na nas przez rząd powołany z Pana nadania. Wstyd, Proszę Pana.

Już za późno, ale gdyby ktokolwiek z Pana otoczenia mnie spytał, poradziłabym Panu, by powiedział Pan w jakimś wywiadzie, że nie pojechał Pan na grób Mamy, mimo, że było to dla Pana bardzo trudne, ale postanowił być Pan w tym dniu ze zwykłymi Polakami, którym nie wolno odwiedzać cmentarzy. Może nawet poradziłabym Panu, by Pan powiedziawszy to otarł łzę smutku. I zapewniam, że tymi słowami zapewniłby Pan kilkuprocentowy wzrost poparcia swojej partii…

Czy nie boję się pisać do Pana? Nie. Bo ja generalnie mało czego się w życiu boję, a już na pewno – co wiedzą moi bliscy i znajomi – nigdy nie bałam się mówienia prawdy… Trudno więc, bym zaczęła się w 66 roku życia bać mówienia prawdy szeregowemu posłowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu.

A na tegoroczną Wielkanoc i po niej życzę Panu refleksji nad tym, co chciał Pan powiedzieć Polakom swoją wizytą na Powązkach… Niech Pan o tym pomyśli, dobrze radzę. Lepiej późno, niż wcale.

Szeregowa Scenarzystka Ilona Łepkowska

PS.Upoważniam wszystkich chętnych do kopiowania i udostępniania tego posta.


Przepis na wielkanocne, kolorowe babeczki

Dzisiaj przepis na babeczki. Niby nic  specjalnego ale jest to wdzięczny deser i pasujący na różne okazje.

Fot. Anna Frach/ TheFad

Z podanego poniżej przepisu, upiekłam 12 babeczek o smaku pomarańczowym.  Całości dopełniła dekoracja z różowego maslanego kremu i świątecznych cukrowych jajeczek.

Składniki na 12 babeczek

150 gram masła
150 gram cukru
3 jajka
150 gram mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki mleka
kilka kropli aromatu pomarańczowego

Na krem maślany:

75 gram miękiego masła
170 gram cukru pudru
2 łyżki soku z pomarańczy
barwnik spożywczy wg uznania

Fot. Anna Frach/TheFad

Do dekoracji

kolorowe jajeczka, perełki,kwiatuszki – wg uznania

Piekarnik rozgrzewamy (góra-dół) do 160 stopni celsjusza. Przygotowujemy 12 papilotek na babeczki.

Masło miksujemy z cukrem, dodajemy kolejno po jednym jajku, zmieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę,  oraz aromat pomarańczowy i mleko. Przygorowane, dokładnie zmiksowane ciasto, przekładamy łyżką do papilotek i pieczemy w piekarniku przez 25 do 30 minut. Po upieczeniu babeczki przekładamy na kratkę do ostygnięcia.

Fot. Anna Frach/ TheFad

Aby przygotować perfekcyjny krem maślany, który świetnie nadaje się do dekoracji babeczek, potrzebujemy dobrego jakościowo masła o jak najwiekszej zawartości tłuszczu. Takie masło, w temperaturze pokojowej powinno zmięknąć, ale nie roztapiać się.

Najważniejszą czynnością w przygotowaniu kremu maślanego jest dokładne i długie ucieranie masła. Powinno ono trwać (zanim dodamy pozostałe składniki) minimum 5 minut,  aż masło wyrażnie zmieni kolor na jaśniejszy i ładnie się napowietrzy.

Do tak ubitego masła dodajemy partiami przesiany cukier puder oraz sok pomarańczowy.  
Jeśli macie bawrnik w proszku należy odrobinę barwnika rozpuścić w łyżeczce mleka i mieszankę dodać do masy maślanej, jeśli macie barwnik w płynie można po kropelce wlewać go do masy, dostosowując kolor kremu do własnych upodobań.

Wystudzone babeczki dekrujemy kremem przy pomocy rękawa cukierniczego i ozdabiamy światecznymi dekoracjami!

Babeczki z tego przepisu są pięknie wyrośnięte, pulchne, wilgotne i mają wspaniały, pomarańczowy aromat.

Smacznego!

Anna Frach/ TheFad.pl


Jolanta Saacewicz: Wieści z USA – Kto żywi wirusa, który może przewrócić nasz świat

Jolanta Saacewicz

Jolanta Saacewicz

Po pierwszej bitwie z wirusem ten świat nie zniknie. Ten wirus może ten świat przewrócić.

Stos trupów urósł z czternastu tysięcy do prawie siedemnastu. Dobijamy do pół miliona zdiagnozowanych. Jesteśmy pierwsi w światowym rankingu. America First, tak jak chciał prezydent, któremu to zawdzięczamy. Stos będzie rósł, zasłoni wszystkie inne stosy. Nawet te z wojen.

Gdybamy o otwieraniu gospodarki po trupach, na trupach, bo wali się ludziom świat.

W tym świecie jest jedenaście milionów nieudokumentowanych imigrantów, którzy nie pójdą do lekarza, będą zarażać i umierać, bo dla nich alternatywą jest deportacja.

W tym świecie mamy cztery miliony bezdomnych, którzy umierają na łóżkach z kartonów nie wiedząc nawet co ich zabija, bo nie mają telewizorów.

W tym świecie mamy największa populację więźniów, prawie dwa i pół miliona. Dziś w jednej celi, trzech więźniów w skarpetkach na dłoniach i maskach z prześcieradeł dzieli kibel i umywalkę, nie może praktykować social distancing więc wynoszą ich na wolność w czarnych plastikowych workach.

W tym świecie średnia życia kolorowej biedoty jest o 14 lat krótsza niż białych i bogatych, bo nie mają dostępu do zdrowej żywności i medycyny.

W tym świecie 0.1% populacji ma bogactwo równe 90% pozostałych.

W tym świecie, w którym pałac prezydencki zbudowali niewolnicy, historia odcisnęła się łańcuchami na 30 procentach populacji, na ich bogactwie, wykształceniu, zdrowiu. W kostnicach dziś jest dwa razy więcej brązowych i czarnych ciał niż wszystkich innych, bo oni dziś pracują byśmy my mogli siedzieć w domach, bo trapią ich choroby, które pomagają wirusowi zabijać: cukrzyca, otyłość, nadciśnienie.

W tym świecie 27 milionów nie ma żadnego ubezpieczenia zdrowotnego i nie stać ich na chorowanie na covid19.

Po pierwszej bitwie z wirusem ten świat nie zniknie. Ten wirus może ten świat przewrócić.