Stefan Niesiołowski: Sondaże powoli, ale niezmiennie wskazują na słabnące poparcie dla pisowców

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Można przedstawić cały katalog działań i zachowań pisowskich dygnitarzy będących przykładem krętactwa i arogancji pod wieloma względami bardziej bezczelnymi niż zachowania i wypowiedzi władz PRL.

 


Przewodnicząca Izby Reprezentantów demokrata Nancy Pelosi podarła tekst przemówienia p. Trumpa, który nie podał jej ręki na otwarciu posiedzenia Kongresu, co trudno określić inaczej niż jako delikatnie mówiąc brak kultury i wychowania dość typowy dla tego pana.

Do tego gestu najprawdopodobniej (wykluczam przypadek) nawiązał sędzia Nawacki drąc ostentacyjnie i przed kamerami wręczone mu stanowisko sędziów Sądu Rejonowego w Olsztynie żądających zaprzestanie szykan w stosunku do sędziego Pawła Juszczyszyna i umożliwienie mu pracę.

Pan Nawacki demonstruje typową dla pewnej kategorii lizusów i jednocześnie despotów pewnych poparcia bezkarnych (tak mu się przynajmniej wydaje mocodawców i protektorów), pogardę dla przeciwników i manifestację poczucia siły.

Trwa coraz bardziej zaostrzający się i pogłębiający chaos atak partii rządzącej na sądy i generalnie na instytucje od niej niezależne, ma miejsce zabawa w ciuciubabkę pomiędzy p. Kaczmarska z kancelarii sejmu, a sędzią domagającym się respektowania wezwań do sądu i wyroków.

Trwa spektakl lekceważenia i dyskredytowania sędziów i sądów, które nie zachowują się tak jak chciałoby PiS, przez p. Dudę co miejscami nabiera przedziwnie farsowego charakteru i co Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej zajmująca się praworządnością Europejskiej Vera Jourova określiła jako „reforma dokonywana za pomocą łomu” i trwa oczekiwanie na konkretne działania instytucji unijnych.

Z pewnością p. Nawacki wsławiony szykanami wobec sędziego Juszczyszyna, związanymi z nim niejasnościami w kwestii podpisów poparcia do neoKRS i szeregiem działań delikatnie mówiąc dość kontrowersyjnymi nie stał się osobistością formatu Nancy Pelosi, tak jak szef Solidarności p. Duda nie stał się mimo widocznych wysiłków Lechem Wałęsą, a p. Czaputowicz mężem stanu.

Można przedstawić cały katalog działań i zachowań pisowskich dygnitarzy będących przykładem krętactwa i arogancji pod wieloma względami bardziej bezczelnymi niż zachowania i wypowiedzi władz PRL.

Pani Witek mówi o „sporze kompetencyjnym między sejmem, a Sądem Najwyższym” choć taki spór nie istnieje, p. Przyłębska nie chce przyjść na posiedzenie Senatu, aby „nie podważać swojej konstytucyjnej pozycji”, a p. Duda stwierdza, że dyskusja o poparciu kandydatur do KRS nie ma sensu, bo ważne jest mianowania sędziów przez prezydenta zgodnie z Konstytucją.

Tak rozumując cały proces legislacyjny jest zbędne bo przecież na końcu ustawę podpisuje prezydent i można od tego zacząć. W tego typu działania doskonale wpisuje się prorządowa manifestacja zwiezionych autokarami z prowincji zwolenników PiS-u, bardzo w formie i treści przypominająca analogiczne „wiece poparcia” w czasach Polski Ludowej. Historia wraca na razie w dużym stopniu jako farsa (Marks miał rację), ale ta farsa ma coraz bardziej tragiczne konsekwencje.

Sondaże powoli, ale niezmiennie wskazują na słabnące poparcie dla pisowców, które spada szybciej niż poparcie dla p. Dudy i zasadniczym pytaniem jest czy nadchodzący coraz wyraźniej kryzys ekonomiczny i załamanie gospodarcze odbije się na nastrojach ludzi, dla których inne działania pisowców są mało istotne. Raczej o desperacji świadczy przebąkiwania p. Dudy o dalszym skróceniu wieku emerytalnego, co oznaczałoby przyspieszenie w/w katastrofy, ale człowiek w desperacji zdolny jest do różnych działań.

Generalnie mam prośbę do tych wszystkich, którzy dobrze życzą Polsce, a więc nie chcą drugiej kadencji p. Dudy, aby nie atakowali polityków i partii opozycji, a zwłaszcza Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Każdy taki atak, różnego rodzaju biadolenie, wydziwianie, bezmyślne powtarzanie stereotypów, czepianie się jakiś detali jak w przypadku Szymona Hołowni lub uparte wmawianie politykom PSL, że chcą zawrzeć koalicję z PiS-em służy wyłącznie przedłużenie kadencji obecnego lokatora Belwederu, czyli w najlepszym wypadku status quo, a raczej dalszy rozwój i krzepnięcie dobrej zmiany.

Można cytując znane powiedzenie po załamaniu się nadziei związanych z październikiem ‘56 – nowe wraca, powiedzieć, że dobrą zmianę może nastąpić zmiana lepsza i ze śmiechu się nie powstrzymamy.

Dlatego błagam – p. Schetyna już się nie liczy, na razie chyba nie ryje, albo ryje niegroźnie, a opozycja nie może się atakować w pierwszej rundzie bo bardzo będzie potrzebna jej jedność w drugiej.

Stefan Niesiołowski


Roman Giertych do Adama Tomczyńskiego: „Mówi Pan nieprawdę i próbuje podważać zaufanie do mnie jako adwokata”

Roman Giertych

Roman Giertych

Nigdy nie byłem obwinionym w postępowaniu dyscyplinarnym, gdyż nikt mi nie postawił żadnych zarzutów dyscyplinarnych i określanie mnie w ten sposób miało na celu poniżenie mnie w opinii publicznej i narażenie mnie na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mojego zawodu

 

Szanowny Panie Mecenasie!

W dniu wczorajszym podczas swojego wystąpienia przed mediami w sali budynku Sądu Najwyższego naruszył Pan wielokrotnie moje dobra osobiste poprzez:


– nazwanie mnie obwinionym w postępowaniu dycyplinarnym
– zarzucając mi wypowiedzi niemerytoryczne i obrażające sąd
– zarzucając mi nieprzestrzeganie zasad kultury i dobrego wychowania

Jednocześnie doskonale Pan jako prawnik zdawał sobie sprawę z tego, że mówi Pan nieprawdę i próbuje Pan podważać zaufanie do mnie jako adwokata.

Nigdy nie byłem obwinionym w postępowaniu dyscyplinarnym, gdyż nikt mi nie postawił żadnych zarzutów dyscyplinarnych i określanie mnie w ten sposób miało na celu poniżenie mnie w opinii publicznej i narażenie mnie na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mojego zawodu. Nigdy również nie obrażałem w żaden sposób sądu.

 

W związku w powyższym na podstawie art. 24 kodeksu cywilnego wzywam Pana do niezwłocznych przeprosin poprzez opublikowanie na własny koszt na portalach internetowych: tvn24.pl, wyborcza.pl, onet.pl, wp. pl, natemat.pl, interia.pl przez okres 3 dni przeprosin o następującej treści:

„Ja, Adam Tomczyński przepraszam mecenasa Romana Giertycha za naruszenie jego dóbr osobistych, którego dopuściłem się w dniu 11 lutego 2020 roku w trakcie spotkania z mediami w budynku Sądu Najwyższego, gdzie fałszywie pomówiłem w/w o to, że jest obwinionym w postępowaniu dyscyplinarnym i że nie potrafi się należycie zachowywać. Czynu swego dopuściłem się ubrany w togę sędziego Sądu Najwyższego czym przyczyniłem się do pogłębienia przeświadczenia u postronnych osób, że słowa moje mają powagę wygłaszania uzasadnienia orzeczenia SN.”

Jednocześnie wzywam Pan do wpłaty kwoty 30 tysięcy złotych na Polski Czerwony Krzyż (okradziony ostatnio przez działaczy PiS na kwotę 3 milionów złotych) tytułem przewidzianej w art. 24§1kc zapłaty na cel społeczny.

Brak dokonania przeprosin do końca przyszłego tygodnia lub brak wpłaty w/w sumy na PCK będzie skutkować niezwłocznym skierowaniem pozwu przeciwko Panu do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Z należnymi wyrazami,

Roman Giertych


Jan Hartman: Nie głaskać Kaczyńskiego!

Jan Hartman

Jan Hartman

Nie bawmy się słowami, gdy w grę wchodzą fundamentalne wartości. Zło trzeba nazywać złem i nie udawać, że czarne jest szare.

 

Czy jest coś gorszego od symetryzmu, mówiącego, że owszem, PiS nieestetyczny, ale czy Tusk ładniejszy? Gorszy jest kryptopisizm, polegający na pozornej krytyce reżimu Kaczyńskiego, prowadzącej wszelako do konkluzji, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, a tak w ogóle, to proszę nie histeryzować, bo świat się nie wali i nieprędko się zawali.

Przodownikami kryptopisizmu są centroprawicowi (republikańscy i chadeccy) politolodzy i komentatorzy, którzy jako miłośnicy „polityki realnej” i historyczni erudyci w głębi duszy sympatyzują z każdym politykiem wbijającym chorągiewki w wielkie mapy sztabowe i czytającym biografie Napoleonów i Piłsudskich.

Znam to, znam. Kiedyś też miałem takie poglądy. Aczkolwiek było to tak dawno, że ledwie pamiętam. Pamiętam wszelako swoją jedyną w życiu rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim – na przyjęciu w Europejskim, wydanym z okazji ukazania się pierwszego numeru arcyliberalnego kwartalnika „Transit. Przegląd Europejski”, którego byłem naczelnym. Takie to były czasy, że wszyscy jeszcze pili z tej samej butelki. Kaczyński mówił mi wtedy z wielką emfazą o oburzających praktykach rządzącego SLD – o czystkach, nepotyzmie, zawłaszczaniu państwa przez postkomunistów, zwanych wówczas „różowym”.

Słuchałem z uznaniem i przez wiele kolejnych lat miałem braci Kaczyńskich za porządnych ludzi i patriotów, z którymi się nie zgadzam (bo zbyt prawicowi), lecz mogę ich szanować. Oczywiście potem mi przeszło. Niektórym nigdy nie przeszło. A jest wśród nich Robert Krasowski, znany dziennikarz i pisarz polityczny, który w ostatniej „Polityce” zamieścił artykuł „Zemsta na salonie”, będący wzorcem kryptopisowskiego dyskursu.

Teza Krasowskiego jest taka jak w tytule: Kaczyński nie chce wywracać stolika, czyli zmieniać ustroju demokratycznego w autorytarny, czyli w dyktaturę ze sobą w roli dyktatora, lecz pragnie za wszelką cenę zemścić się na elitach liberalnych, a zwłaszcza na prawnikach, i faktycznie nie przebiera w środkach, aby do pożądanych zmian personalnych doprowadzić. Owszem, brutalnie łamie prawo, podporządkowując sobie Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, KRS. Ale wszystko to służy wymianie personelu, a nie zaprowadzaniu dyktatury.

W swoim pojęciu on się tylko broni przed potęgą liberalnych elit, które w imię wartości demokratycznych przez lata odpychały prawicę od udziału we władzy, a swój radykalizm polityczny sprzedawały jako niepodważalną aksjologię. Poza tym chcąc utrzymać kontrolę nad partią i państwem, musi wciągać takich ludzi jak Duda i Morawicki w sytuacje, w których staną się na zawsze zakładnikami – aby uniemożliwić ich przejście do wrogiego obozu.

Tymczasem teraz liberałowie, którzy stracili władzę, biją na alarm coraz bardziej zdziwieni, że na ich histeryczne krzyki nie ma odzewu. Społeczeństwo widzi bowiem, że nic wielkiego się nie dzieje – nie ma procesów pokazowych, wsadzania opozycji do więzień, a z Unii też nas jakoś nie wyrzucają. Kaczyński „uderza w system, ale nie niszczy sytemu. Obala sędziów, ale nie robi drugiego kroku – nie dyktuje im wyroków”. W sumie nic wielkiego – business as usual; taka jest polityka.

Na Zachodzie (kiedyś) bywali jeszcze gorsi od Kaczyńskiego prawicowi radykałowie (de Gaulle, Adenauer) i demokracji krzywda od tego się nie stała. Liberalne elity okazały się głupie, bo zamiast pomagać opozycji, tylko ją pognębiały, pogarszają jej wizerunek w oczach społeczeństwa. Inteligenckie protesty były i są niezrozumiałe dla ogółu, podobnie jak bezkrytyczny stosunek do UE. Tymczasem PiS to tacy sami mali ludzie z małymi interesami jak kiedyś SLD. Nie ma co się tak denerwować.

Szkoda tylko, że „prawicowe elity” (ki diabeł? – JH), niby takie idealistyczne, widząc dziś brutalne nadużycia PiS, nie potrafią zdobyć się na reakcję. Nabrały wody w usta. W zasadzie się skompromitowały. I żeby nie było już za dużo tego walenia w PiS, puenta artykułu Krasowskiego głosi, że jak „ciastka wjadą na stół”, to zaraz liberałom frustracje i złości przejdą.

Jak można się domyślić, trzeba, żeby „prawicowe elity” powstały wreszcie z upadku i przemówiły do rozumu i sumienia Kaczyńskiego. Cóż za piękna wizja pana redaktora! No, już widzę kolejkę kolaborantów, sprzedawczyków, zakompleksionych frustratów i miernot niosących na Nowogrodzką mirrę i kadzidło krytyki. A przygrywać im będzie Pietrzak na gitarze. A opiewać ich będzie trzynastozgłoskowcem Wolski. A pani Basia chlebem i solą powita. A Pan Prezes w pierś się uderzy, że aż w Brukseli usłyszą!

Oto sobie Robert Krasowski umniejsza, relatywizuje, a przez to de facto usprawiedliwia Kaczyńskiego i jego reżim. Uspokaja, okazuje zrozumienie, a więc – w ostatecznym rozrachunku – wspiera i kolaboruje. No zupełnie jak za Jaruzelskiego, kiedy mówiło się, że ten cały stan wojenny to w sumie bułka z masłem, a kto wie, czy Ruski by jednak nie wszedł, gdyby nie to; czerwony jest ohydny, ale bywają w świecie gorsze potwory itp.

Takie gadanie jak Krasowskiego nie może pozostać bez odpowiedzi. Nie wolno głaskać Kaczyńskiego, jak gdyby był jakimś kocurem, co to myszy łowi, ale przecież jest tylko zwykłym małym zwierzątkiem. To kłamstwo. Kaczyński nie jest niegrzecznym kocurem – jest złym i niebezpiecznym człowiekiem. I nie ma tu w ogóle pola do żartów.

Nie jest prawdą, że „PiS włamał się do banku, ale ukradł tylko żarówki”, jak był łaskaw wyrazić się Robert Krasowski. Że oni dopuścili się tylko politycznego chuligaństwa, a nie zbrodni politycznej, za którą Trybunał Stanu mógłby ich ukarać. I nie jest prawdą, że PiS robi to co inni, tylko może trochę bardziej. Różnica nie jest ilościowa. To różnica zasadnicza i jak najbardziej jakościowa.

A właściwie trzy różnice: ciągła rewolta antykonstytucyjna i trwałe odejście od zasady praworządności, zdrada interesu narodowego oraz przejęcie państwa przez gangstersko-partyjną, przestępczą sitwę, z udziałem regularnych faszystów, również na stanowiskach rządowych. Niczego podobnego w dziejach III RP nie było. Kaczyński nie kantuje w pokera przy stoliku. Stolik dawno leży połamany w kącie, a kleptokraci liczą kasę. Tyle, jeśli chodzi o piękną metaforykę proponowaną przez pana redaktora.

Krasowski mija się z prawdą, mówiąc, że reżim nie dyktuje wyroków. Owszem, dyktuje. Steruje ściąganiem przestępstw na poziomie prokuratury i sądów. Żaden prokurator ani sędzia nie ma wątpliwości, jak ma się zachować, aby nie narazić się na szykany ze strony władzy. Wszystkie przestępstwa popełniane przez ludzi władzy i Kościoła są tuszowane, opozycyjni demonstranci są nękani przesłuchaniami i wyrokami za wykroczenia, faszystowska chuliganeria jest w pełni chroniona i nietykalna, a ich sprawy są umarzane.

Wymiar sprawiedliwości został kompletnie zdewastowany, a prokuratorzy i sędziowie są zastraszani; są też masowo represjonowani poprzez degradacje i złośliwe delegacje do innych miejsc wykonywania pracy, a wszystkie stanowiska kierownicze obsadzane są przez ludzi posłusznych władzy, w tym szumowiny, imające się dla kariery najbardziej ohydnej działalności, jak wulgarne szkalowanie sędziów. Tyle, jeśli chodzi o tezę Krasowskiego „nic wielkiego się nie dzieje”.

A że Kaczyński chciałby się widzieć jako demokratę miłującego wolność, to święta prawda – każdy chciałby się takim widzieć. I pięknym, i młodym również. Tylko co to ma do rzeczy?

Opinia publiczna dostała na tacy dowody zebrane przez dzielnych dziennikarzy. Wszyscy widzieliśmy Kaczyńskiego w roli cwaniaka szydzącego ze swojego biznesowego kontrahenta i odsyłającego go „do sądu”. Widzieliśmy, jak żąda pieniędzy w celu przekupienia pewnego księdza. Poznaliśmy sieć nielegalnych powiązań partyjno-biznesowych, gwarantujących finansowanie partii pod pretekstem działalności światopoglądowej itp.

Wiemy, jak powstało i jak działa finansowe imperium wokół PC, a potem PiS. Poznaliśmy kulisy afery taśmowej, w której czynne były służby rosyjskie i ludzie PiS. Wedle wszelkiej dostępnej wiedzy człowiekiem kontrolowanym przez Rosjan był też Antoni Macierewicz. Kaczyński musiał być tego świadom. Godząc się na udział służb rosyjskich w swoich gierkach, dopuścił się moralnej zdrady państwa. Zdrada idzie też w drugą stronę – w stronę Kościoła. Nigdy w dziejach III RP rząd nie wypłacał takich haraczy Watykanowi i nie oddawał władzy kościelnej tak wielkiego zakresu spraw. Nigdy też nie chronił w takim stopniu kościelnej przestępczości, której niewiarygodna skala – swoją drogą – dopiero za tych rządów wyszła na jaw.

Trzecim aspektem zdrady moralnej wobec Polski jest trwałe i konsekwentne działanie PiS na rzecz dewastacji stosunków naszego kraju z Unią Europejską. To są fakty, o których red. Krasowski jako zawodowy komentator (ja jednak zajmuję się głównie filozofią) wie lepiej ode mnie.

Lepiej ode mnie zna też sprawy kryminalne, za które nikt nie odpowie. Nie tylko sprawę Srebrnej i budowy wież Kaczyńskiego, ale brudną sprawę KNF, za którą wedle wszelkiej wiedzy stoi nietykalny prezes Glapiński, sprawy SKOK-ów i GetBacku czy Banasia, który nadal jest szefem NIK. Skala tych afer jest nieporównywalna z niczym, co wcześniej miało miejsce w Polsce powojennej, a przestępcy są całkowicie bezkarni, śmieją się nam w nos. Między państwem a przestępcami nie ma żadnego kordonu – państwo zostało przejęte.

Deliktów w normalnych warunkach prowadzących do upadku rządu było już co najmniej kilkanaście. Pogarda dla prawa i bezkarność gangsterów uwłaczają godności narodu i nie mają żadnego precedensu. Porównania z SLD czy PO – mającymi bardzo wiele na sumieniu – są nieuczciwe i niepoważne. Wulgarna, nacjonalistyczno-bigoteryjna propaganda rozlała się po wszystkich instytucjach edukacji i kultury, a media publiczne przestały istnieć.

Podobnie jak Trybunał Konstytucyjny, służba publiczna i wiele innych instytucji i mechanizmów demokratycznego państwa prawa. Bezprecedensowe i nieporównywalne z niczym znanym nam wcześniej zepsucie państwa jest dziełem wielu ludzi, lecz głównym jego winowajcą jest Jarosław Kaczyński.

I doprawdy – to nic śmiesznego. Nie bawmy się słowami, gdy w grę wchodzą fundamentalne wartości. Zło trzeba nazywać złem i nie udawać, że czarne jest szare.

Jan Hartman


Gabriela Lazarek do Andrzeja Dudy: Nie jest Pan i nigdy nie był żadnym prezydentem Polaków. Jest Pan kłamcą i krzywoprzysiężcą

Gabriela Lazarek

Gabriela Lazarek

Chce Pan uczciwej kampanii? Niech Pan zacznie od siebie. Chce Pan po raz kolejny przysięgać na Konstytucję w imię Boga i po raz kolejny ją łamać? To ma być ta uczciwa kampania?

Panie Duda!

Oczekuje Pan uczciwej kampanii? Przeszkadzają Panu gwizdający na Pana ludzie? Uderza to w Pana rodzinę?

Może porozmawiajmy o Panu Pawle Adamowiczu, którego hejt prowadzony przez Pańskie ugrupowanie, zabił? Może porozmawiamy o Jego rodzinie?

Może porozmawiamy o zaszczuwaniu Pana Grodzkiego, czy Pana Juszczyszyna? A może o Panu Brejzie i Jego ojcu porozmawiamy? Albo o wizerunkach osób powieszonych na szubienicach?

Może o obietnicy golenia głowy posłance? Albo o protestujących kobietach nazwanych szmatami?

Może o „kanaliach które zabiły brata”? Albo o nauczycielach i lekarzach, których zaszczuwano w TVP?

Możemy też porozmawiać o wizerunkach prywatnych osób, które niczym groźni przestępcy, były przedstawione w „Wiadomościach” po proteście pod TVP?

A co z osobami LGBT i ich rodzinami, które dzięki Wam obawiają się już o swoje życie? Co z rodzinami osób niepełnosprawnych, na które prowadziliście regularną nagonkę ?

Może się Pan zastanowi jak by się Pan czuł, gdyby tak potraktowano Pańską rodzinę?

Nazywa się Pan prezydentem Polaków. Czy stanął Pan chociaż raz w obronie tych osób?

Gwizdy się Panu nie podobają? To gwizdy i oburzenie Polaków, którymi sobie Pan i ugrupowanie, któremu Pan podpisuje wszystko jak leci, regularnie wyciera twarz.

Chce Pan uczciwej kampanii? Niech Pan zacznie od siebie. Chce Pan po raz kolejny przysięgać na Konstytucję w imię Boga i po raz kolejny ją łamać? To ma być ta uczciwa kampania?

Nie jest Pan i nigdy nie był żadnym prezydentem Polaków. Jest Pan kłamcą i krzywoprzysiężcą.

Jest Pan prezydentem jednego ugrupowania, które zaszczuwa większość spoleczeństwa tylko po to, żeby je sobie podporządkować i zniszczyć fundamenty demokracji tylko po, żeby już nikt nie śmiał zagwizdać na nikogo z Was.

Piszę to jako Polka, Matka, Kobieta, Czlowiek.

Obraził mnie Pan przez te pięć lat prezydentury setki razy. Też mam rodzinę. I też mam zamiar ją chronić. Szczególne przed takimi ludźmi jak Pan. Dlatego będę gwizdać najgłośniej jak potrafię i krzyczeć na całe gardło, że będzie Pan siedział za swoje haniebne czyny. I mam nadzieję, że zrobią to tysiące Polaków wszędzie tam, gdzie się Pan pojawi.

Przykro mi, że cierpi na tym Pana rodzina. Lecz to Pan powinien ją przeprosić, ponieważ to co ich spotyka, to tylko i wyłącznie Pańska wina.

Gabriela Lazarek


Krzysztof Skiba: Na razie wracamy do PRL

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Dzięki waleniu w łeb propagandą i odpowiednim zachętom finansowym, udało się w warunkach laboratoryjnych wyhodować jaskiniowego dzikusa sprzed tysięcy lat. Jest nim niewątpliwe prezes Sadu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki

 

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI
W Izraelu naukowcom udało się wyhodować daktyle sprzed 2 tysięcy lat. W jednej z jaskini w okolicach Masady odkryto nasiona, które pochodziły z czasów Jezusa, po wypłukaniu i zasadzeniu kilka z nich zakwitło. Ministerstwo Zbigniewa Ziobry ma podobne sukcesy. Dzięki waleniu w łeb propagandą i odpowiednim zachętom finansowym, udało się w warunkach laboratoryjnych wyhodować jaskiniowego dzikusa sprzed tysięcy lat. Jest nim niewątpliwe prezes Sadu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki, który posługując się jaskiniową metodą podarł pismo sędziów w obronie Pawła Juszczyszyna. Paweł Juszczyszyn naraził się władzy badając legalność wyboru sędziów do KRS. Na razie wracamy do PRL, ale z taką ekipą u steru i do jaskiń jeszcze zdążymy.

POLAK POTRAFI
Nie od dziś wiadomo, że Polacy mają fantazję. Nasz rodak ubrany w pidżamę i uzbrojony w rogi renifera na głowie, biegał po ulicy jednego z miasteczek w Holandii. Został zatrzymany gdy w okolicach komisariatu policji usiłował uprawiać seks ze skrzynką na listy. Miłość nie zna granic, a marihuana jest w Holandii legalna. Skrzynka była, mała, kolorowa i miała dziurę. Premier Morawiecki apeluje, by Polacy wracali z emigracji do mlekiem i miodem płynącego kraju. Może niektórzy niech nie wracają.

NIE DLA METALU
Przykrywka do robienia niezłych interesów czyli Fundacja Lux Veritatis Tediego Rydzyka zwanego ojcem chrzestnym polskiego moheru, otrzymała od rządu kolejny prezent w postaci 416 tys. zł. Tym razem pretekstem jest przeprowadzenie kampanii pod nazwą „Bądźmy bezpieczni”. W materiałach informacyjnych związanych z tą kampanią, obok ostrzeżeń o słynnych wyłudzeniach „na wnuczka”, czy o osobach podszywających się pod banki lub inne instytucje, znalazło się też ostrzeżenie dotyczące muzyki heavy metalowej. Fundacja straszy swych odbiorców muzyką metalową informując, że to zło wymierzone w Pana Boga. Czekamy teraz kiedy zostaną zakazane horrory, opery i sztuki Szekspira. Roi się w nich przecież od diabłów i złych duchów.

DROGO POLATAJĄ
MON zakupił od Amerykanów 32 samoloty typu F-35. To najnowocześniejsze samoloty myśliwskie na świecie. Brzmi dobrze. Gorzej brzmi, że musimy za nie zapłacić 4.6 mld dolarów, a zakup dokonany został bez, offsetu czyli bez dodatkowych kontraktów i inwestycji w polską gospodarkę. Samoloty tego typu startują głównie z lotniskowców. Problem w tym, że polska armia nie ma lotniskowców, a jedynie trzy kajaki. Rząd planuje skasować kilkadziesiąt szpitali, które nie przynoszą dochodu i zakupić lotniskowiec.

Krzysztof Skiba


Manuela Gretkowska: PiS nie jest mocny. To my jesteśmy słabi

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

PiS nie jest mocny. To my jesteśmy słabi. Przyczajeni do wyborów. jakbyśmy nie rozumieli, że już teraz je przegrywamy siedząc na kanapach.

 

Przemowa Nawackiego drącego uchwałę sędziowską nie miała sensu, była nic nie znaczącym brzęczeniem. Przyglądałam się jego twarzy. Z lekka nalana, włosy do czaszki, zaprogramowana tępota w oczach. Gdyby nie okularki żołnierz mafii. Ale Nikoś też je nosił, awansując intelektualnie. Podarcie przed kamerami dokumentu było symboliczne. Dawniej ktoś by to namalował. Obcych władców nad mapą , rozdzierających między sobą Polskę. Nasi władcy już ją rozdarli, a ich żołnierz tylko powtarza ten gest dla niedowierzającej publiki.

 

Nawacki naoglądał się Nancy Pelosi, bohaterki dnia. Demokratki broniącej demokracji. Nie podarła podania, uchwały. To było wygłoszone przemówienie przestępcy ułaskawionego tylko dlatego, że takie zasady głosowania nad impeachmentem ustaliła demokracja.

Arystoteles uważał, że doskonały Stwórca świata jest bytem nieruchomym, wszystko się kręci wokół niego. Może Stwórca miał chore kolano i wolał przesiadywać na Nowogrodzkiej. Inni się kręcą jak muchy nad gównem. Dzięki niemu są syte. W nim pokładają larwy nadziei, na przyszłość. My słyszymy brzęczenie tych much i czujemy autorytarny smród.

Dyskusja z PiS-em jest bezsensowna . Ziobro rozwalił system prawny, tak jak rozwaliłby precyzyjny zegar. Poprzestawiał godziny i każe Polsce dostosować się do nowego czasu. Europa ma normalne zegarki, a PiS uważa, że tylko ten jego chodzi poprawnie, bo sam go rozwalił.

PiS nie jest mocny. To my jesteśmy słabi. Przyczajeni do wyborów. jakbyśmy nie rozumieli, że już teraz je przegrywamy siedząc na kanapach. Według naszego czasu będą 10 maja, według pisowskiego zegarka czas jest po ich stronie, bez względu na wyniki pomiaru.

Manuela Gretkowska


Ks. Stanisław Walczak: Jesteśmy świadkami brutalnej akcji niszczenia praworządności

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Kiedy ksiądz, sprzeciwi się biskupowi, musi liczyć się z tym, że straci chleb. Chyba, że jest pedofilem – wówczas ma szansę na lepszy chleb w innym miejscu pracy.

 

Inwazja barbarzyńców na cywilizację Europejską stała się faktem. Oto, za sprawą katolickich biskupów, hordy dzikusów opanowały kraj tylko w jednym celu – by niszczyć dorobek tysiącleci na tym kontynencie. Pod pozorem „obrony wartości chrześcijańskich”, ta dzicz otumaniła CAŁY prawie naród – jednych napełniła duchem nienawiści, a innych zaś przekonała do obojętności. I to wszystko po sztandarami tej wspaniałej kobiety z Nazaretu, której obraz umieszczono na Ciemnej Górze w Częstochowie. Częstochowa, Toruń i Niepokalanów – trzy ogniska niszczenia dwutysiącletniej drogi Europejczyków ku wspólnocie wszystkich ludzi.

Obecnie jesteśmy świadkami brutalnej akcji niszczenia praworządności. Nasi współcześni, słowiańscy Hunowie uczyli się tzw. suwerenności oraz władzy od nikogo innego, jak od polskich biskupów. Ci zaś, wpatrzyli się jak żona Lota w Sodomę i Gomorę, we wzory minionych czasów – władza służy do całkowitego poddaństwa i służalczości podwładnych. Kiedy ksiądz na przykład, sprzeciwi się biskupowi, musi liczyć się z tym, że straci chleb. Chyba, że jest pedofilem – wówczas ma szansę na lepszy chleb w innym miejscu pracy.

Biskupi, jak żona Lota, przemienili się w słup soli i, patrząc z utęsknieniem na Sodomę dzisiejszych czasów, milczą jak zaklęci – marzą o wielkopańskiej władzy, dziesięcinie i o uległych „owieczkach”. Tego nauczyli się też działacze partyjni faszyzującej prawicy w Polsce. Mamy zatem pewne dziedzictwo społeczne urągające chrześcijaństwu – system monarchiczny w Kościele, który wprawdzie już na świecie wymarł, ale w Polsce uporczywie trwa: biskup, proboszcz i stado głupich owiec! I to właśnie przejęli rządzący od biskupów.

Tak, można i trzeba widzieć Kościół jako hierarchiczny. Ale tutaj definicję niepodważalną pozostawił nam w testamencie sam Jezus Chrystus: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,24-27).

Wiem, że pośród biskupów jest wielu, którzy chcą kroczyć drogę Jezusa i Kościoła. Ale ci są w sytuacji jak sędziowie – podskocz, a cię wykończymy! I tak od Bałtyku po Giewont, od Zgorzelca po Suwałki terror barbarzyńców sieje zagładę dla przyzwoitości, dla podstaw życia chrześcijańskiego. A zjadacze chleba cieszą się, że mają święty spokój i od czasu do czasu ze stołów „dobrych panów” mają okazję delektować się ochłapami wolności w imię „Maryi zawsze Dziewicy”.

Za wiceprzewodniczącą KE z pełnym przekonaniem powtarzam: „To nie jest reforma, to jest zniszczenie”. Dlatego trzeba ten kraj pozostawić samemu sobie: rozwydrzonych barbarzyńców, uśpionych zjadaczy chleba i otumanione tłumy. A kiedyś, gdy już siły pokojowe ONZ wprowadzą tutaj porządek, znowu zasilimy was wszystkich paczuszkami ze zgniłego Zachodu.

Ks. Stanisław Walczak


Jan Hartman: Uczelnie wyższe to wylęgarnia przestępców!

Jan Hartman

Jan Hartman

Jako szeregowy profesor i publicysta mogę tylko biadolić. Ale i tak lepsze to niż nic… A może to oni są normalni i mają rację, a my, staroświeccy puryści , wszystko psujemy?

 

Za czasów minister Barbary Kudryckiej miałem honor być szefem Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich. Jednym z jego zadań, obok rozpatrywania skarg na plagiaty i inne nadużycia, było tworzenie dokumentów na ten temat, publikowanych następnie przez ministra. Jedna z napisanych przez nas broszur dotyczyła rzetelności badań naukowych oraz poszanowania własności intelektualnej, czyli głównie kwestii plagiatów.

Pozwalam sobie załączyć ten zapomniany już dziś dokument, który wszak nadal jest oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Nauki. Marzy mi się, aby znał go każdy rektor, dziekan, a przede wszystkim każdy promotor doktoratów, habilitant i doktorant. Jeśli czytają to pracownicy wyższych uczelni, to bardzo proszę o pomoc w propagowaniu tego opracowania, gdyż MNiSW od dawna tego nie robi.

No więc uczelnie wylęgarnią przestępców… Brzmi szokująco? Ale to prawda. Kradzieże własności intelektualnej są na polskich (i chyba wszelkich innych) uczelniach czymś codziennym, mają rozmiary masowe. Co więcej, prawie zawsze plagiaty (i tzw. autoplagiaty) powiązane są z oszustwem polegającym na wyłudzeniu nienależnej korzyści – od zaliczenia przedmiotu przez studenta aż po tytuł profesorski.

Do tego dochodzi masowy proceder pisania prac na zamówienie przez działających indywidualnie bądź firmowych „ghostwriterów”. Czy kiedykolwiek organy śledcze interesowały się tą kategorią przestępstw? Bynajmniej. Skopiowanie cudzego tekstu i opublikowanie jako własnego, a następnie wykazanie tej publikacji jako elementu własnego dorobku w przewodzie habilitacyjnym czy profesorskim – traktowane jest przez organy śledcze naszego państwa stanowczo mniej surowo niż kradzież roweru. A przecież złodziej rowerów nie zostaje w konsekwencji profesorem – dobrze wynagradzanym nauczycielem młodzieży.

Od 31 stycznia do 1 lutego Uniwersytet Śląski będzie gościł byłych stypendystów Fulbrighte’a z całego świata. Tematem ich konferencji będzie właśnie kwestia prawa autorskiego i jakości badań. Może tym razem głos specjalistów dotrze do uszu władzy? Bo jakoś nowa ustawa o szkolnictwie wyższym nie daje organom uczelni właściwych narzędzi do walki z plagiatami.

A tymczasem, mimo stosowania elektronicznego sprawdzania prac awansowych poprzez tzw. systemy atyplagiatowe, liczba wykrywanych plagiatów nie maleje, a gorliwość władz poszczególnych uczelni w procedowaniu spraw dyscyplinarnych nie rośnie. Skąd to wiem? Od dr. hab. Marka Wrońskiego, od wielu lat niczym samotny samuraj walczącego z plagiatami na polskich uczelniach. W „Forum Akademickim” opisuje prowadzone przez siebie boje o ukaranie plagiatorów, a opowieści to monotonne: oczywisty plagiat, następnie ukrywanie go bądź bagatelizowanie przez organa uczelni, działania pozorowane, łagodne kary lub ich brak. I tak w kółko.

Jak długo jeszcze? Strasznie żałuję, że nie zostałem w 2011 r. wiceministrem nauki, co proponowała mi Barbara Kudrycka. Niestety, gdy padła propozycja, Jarosław Gowin, obecny minister nauki, a wówczas minister sprawiedliwości, powiedział Donaldowi Tuskowi, że po jego trupie. Jeśli można coś „obiecać wstecz”, to solennie obiecuję, że gdybym został wówczas tym wiceministrem od uczelni, to wytoczyłbym wszystkie działa przeciwko plagiatom i nadużyciom naukowym.

No cóż, dziś jako szeregowy profesor i publicysta mogę tylko biadolić. Ale i tak lepsze to niż nic. Bo to właśnie obojętność i bezczynność środowiska sprawiają, że zastępy plagiatorów dokazują, jak im się żywnie podoba.

Skąd ta obojętność? Gdybyśmy zaczęli poważnie traktować plagiaty, trzeba by było wyrzucić mnóstwo studentów, jako że prace zaliczeniowe z reguły poważnie naruszają czyjąś własność intelektualną bądź w ogóle są oszukańcze (zamawiane, ściągane z internetu). Pryncypialny stosunek do tej kwestii wywróciłby wszystkie uczelnie. W Wielkiej Brytanii, gdzie młodzież prawie nie pisała niczego samodzielnie, wprowadzono system nakazujący wszystkim uczniom i studentom przesyłanie prac za pośrednictwem systemu antyplagiatowego, przy czym jednocześnie… tolerowano plagiaty. Oczywiście do jakiegoś stopnia, który z czasem obniżano. W ten sposób stopniowo nauczono Brytyjczyków jako takiej uczciwości.

U nas do tego daleko. Nieraz już zadawałem studentom prace pisemne, otrzymując 100 proc. prac oszukanych, czyli zawierających plagiaty. W większości przypadków studenci nawet nie wiedzieli, że „przeklejenie” czegoś z internetu, bez podania źródła, jest niedozwolone. Oczywiście, jeśli bardzo dokładnie wytłumaczy się studentom, czego nie wolno robić oraz w jaki sposób należy oznaczać zapożyczenia i cytaty, sytuacja radykalnie się poprawia. Niestety, cierpią na tym prace, bo większość studentów nie jest w stanie samodzielnie napisać czegokolwiek z sensem i gramatycznie. Wolimy więc przymykać oko na studenckie plagiaty. I tak to dalej leci – aż do profesury.

Ktoś, kto dopuszcza się plagiatu, nie tylko pokazuje intelektualną miałkość, lecz przede wszystkim moralną nieświadomość i brak poczucia honoru. Plagiat jest takim rodzajem nieuczciwości, który niszczy zaufanie społeczne u samych podstaw – tak jak wywożenie śmieci do lasu, kradzież prądu z trakcji, jeżdżenie na gapę i tysiące małych świństewek, które nie czynią bezpośredniej krzywdy konkretnej osobie, lecz psują całą społeczność, zamieniając ją w zbiorowisko cwaniaków, którzy zamiast zakładać, że każdy będzie przestrzegał reguł, mogą śmiało i z aprobatą zakładać, że będą je łamać, ilekroć uznają poniesienie kary za mało prawdopodobne.

W takim świecie przestępca to frajer, który dał się złapać (dobrze mu tak), a git człowiek jest sprytny i sobie poradzi. Gdy przyłapuję studenta na plagiacie, ten z reguły ma do mnie żal: nie mówił pan, że będzie sprawdzał… Pewnie, przecież byliśmy – razem z całym społeczeństwem – umówieni na grę pozorów i wzajemne oszukiwanie się, które przez swą masowość przestaje już być oszukiwaniem… A może to oni są normalni i mają rację, a my, staroświeccy puryści, wszystko psujemy?

Jan Hartman


Piotr Pietrucha: Nasz kraj to psycho – somatyczna katastrofa

Piotr Pietrucha

Piotr Pietrucha

Polska potrzebuje całościowej terapii. Czy nas na to stać ? Materialnie ale też przede wszystkim mentalnie ? Jak na razie sobie z tym kompletnie nie radzimy. Wolimy się męczyć, złorzeczyć, modlić, narzekać, przepracowywać i zapijać.

 

DIAGNOZA

Nasz kraj to psycho – somatyczna katastrofa.
Jesteśmy ofiarami kilkusetletniej historycznej traumy ( PTSD – 10 pokoleń żyjących w zniewoleniu ). Jako naród mamy system immunologiczny osłabiony przez zabory, wojny, komunizm. Cierpimy na chorobę odkleszczową chrześcijaństwa, ostatnia wulgarno – rydzykowa odmiana powoduje, niczym nie leczona borelioza, niepokojące zmiany w zainfekowanym mózgu.

Cierpimy na post neoliberalną anemię. Żyłowane kompensacyjną potrzebą dorabiania się za wszelką cenę, wyciskane z energii do ostatniej kropli, pracujące 10 – 12 godzin organizmy, jadą na oparach.

Niewydolne są prawie wszystkie organy. Przegrzane mózgi produkują lęki i urojenia, systemy nerwowe w strzępach. Płuca duszą się smogiem, wyziewami spalin. Wątroby otłuszczone i przepite ( rośnie spożycie alkoholu, cukier jest już dodawany niemal do wszystkich produktów, jest nawet w toksycznym mięsie i wędlinach ). Spożywamy już 55 kg cukru rocznie na osobę.

Nie ruszamy się, pęczniejemy ( już co drugi Polak ma nadwagę albo jest otyły ). Siedzimy przed przed telewizorem ogłupieni polityką, reklamami lekarstw na wszystko, promocjami na syf. Na tanie, dostępne napoje i żarcie, wszystko przenicowane chemią, trującymi konserwantami. Dopada nas wszechobecny stres, poczucie wypalenia, miliony ludzi boryka się z bezsennością.
Szacuje się, że ok. 7, 5 miliona Polaków cierpi na zaburzenia psychiczne. Jesteśmy przemęczeni, napięci. Dominują nerwice, depresje, zaburzenia lękowe.

Fatalna kondycja psychiczna to nadal temat tabu. Świadomość psychologiczna jest ( no, może poza większymi miastami ) na żałosnym poziomie. Większość potrzebujących osób nie zgłasza się po pomoc. Psychoterapia jest eksluzywnym luksusem dla bogatej, wykształconej, wielkomiejskiej elity.

Stan psychiatrii jest katastrofalny. Służba zdrowia jest w stanie zapaści, lekarze wyjeżdżają, szpitale są zadłużone, niedoinwestowane i zamykane. Cały system opieki działa na sznurkach i jest w opłakanym stanie.
Polska potrzebuje całościowej terapii.
Czy nas na to stać ? Materialnie ale też przede wszystkim mentalnie ?

Oprócz niezakłamywanej świadomości, że jest bardzo źle, potrzebna jest wiedza jak sobie pomóc. Odwaga, by się o tę pomoc zwrócić, by się swojej psychicznej kondycji nie wstydzić. Potrzebna jest zdrowa świadomość, że to ma sens, że zostaniemy wysłuchani, odpowiednio potraktowani.

Jak na razie sobie z tym kompletnie nie radzimy. Wolimy się męczyć, złorzeczyć, modlić, narzekać, przepracowywać i zapijać.

Piotr Pietrucha


Roman Giertych: List do tzw. sędziów tzw. Izby Dyscyplinarnej SN

Roman Giertych

Roman Giertych

Dostałem od osoby podpisującej się w imieniu tzw. Izby Dyscyplinarnej SN zaproszenie na wtorek. Z radością przybędę na zaproszenie tak znamienitych przedstawicieli obecnej władzy

 

Dostałem od osoby podpisującej się w imieniu tzw. Izby Dyscyplinarnej SN zaproszenie na wtorek.

Z radością przybędę na zaproszenie tak znamienitych przedstawicieli obecnej władzy. A jako zagajenie naszej bez wątpienia miłej konwersacji chciałbym panom sędziom, którzy prowadzą jakieś postępowanie w mojej, zbrodniczej sprawie (za słowa, że nie ma podstaw do zarzutów dla Tuska za katastrofę smoleńską, a kto by Tuskowi zarzuty postawił to sam będzie mieć kiedyś zarzuty ) opowiedzieć anegdotę.

Gdy zaczynałem aplikację adwokacką mój patron, mec. Zdzisław Krzemiński opowiedział na wykładzie dla aplikantów (a było nas niecałe 30 osób) historię sprzed lat.

Otóż pewnego razu dwóch aplikantów adwokackich protokołowało na zmianę na posiedzeniu sądu karnego w sprawię o znęcanie się. Protokołowanie w tamtych czasach (kto pamięta, to wie o czym mówię) łatwe nie było, gdyż pisało się wszystko ręcznie. Nudzili się więc młodzi adepci prawa setnie.

Około godziny 13 sędzia odroczył o godzinę wydanie wyroku i udał się do baru na obiad, a aplikanci (kiesa pewnie była pusta) zostali na sali. Czekali i się nudzili. Aż postanowili zrobić numer. Jeden ubrał się w togę i łańcuch, a drugi wywołał sprawę trochę wcześniej. Weszli znowu na salę oskarżony i pokrzywdzona, a „sędzia” odczytał od razu wyrok. I „orzekł” że oskarżony zostaje skazany na karę śmierci. Oskarżony zemdlał, a pokrzywdzona zaczęła krzyczeć, że wycofuje zeznania i nie chce, aby oskarżonego „Wysoki Sąd” jej wieszał. Na ten moment wrócił sędzia.

I tu mec. Zdzisław Krzemiński zawiesił głos. Wszyscy czekaliśmy na pointę opowieści. Po chwili milczenia powiedział: „może niektórych dowcip ten rozśmieszył, ale aplikanci ci zostali wydaleni z adwokatury, skazani na dwa lata w zawieszeniu na trzy, a ostatnio jednego z nich spotkałem jak wydawał grzecznie palta w szatni sądowej. Widać ciągnęło go do sądu” – zakończył mec. Krzemiński.

Do zobaczenia we wtorek!

Roman Giertych