Jurek Owsiak: Elegancko? Bardziej elegancko się nie da!

Jurek Owsiak
Ugładzonym językiem mówiłem rok temu. W ciągu tego roku nie zaoszczędzono nam ani mi ogromu tragicznych zdarzeń, z którymi Fundacja i ja musieliśmy się zderzyć. Czas przedfestiwalowy także potrafił nieźle podkręcić atmosferę.
Moja audycja w Antyradiu, zatytułowana „Zaraz Będzie Ciemno”, to muzyczna opowieść z naszego Najpiękniejszego Festiwalu Świata. Wczorajszy program, na tuż po zakończeniu Pol’and’Rock Festival, był bardzo gorący w komentarzach, a także w dźwiękach, bo mogłem już zaprezentować tegorocznych wykonawców. Wszyscy, bez wyjątku, jednomyślnie przyznali temu festiwalowi najwyższą ilość punktów, a przecież rozstrzał gatunkowy przepotężny. Ktoś napisał, że w ciągu dnia, odwiedzając różne miejsca, a nie dochodząc do wszystkich, zrobił w sumie 22 km.
Oczywiście także mój utwór muzyczny przez bardzo wielu słuchaczy i bywalców Festiwalu był poddany ocenie. Z wyjątkiem kilku wypowiedzi został zrozumiany, zaakceptowany i nie widziano w tym hejtu, a zdecydowanie bardziej opinię okraszoną mocny słowami. I ktoś napisał, że bawił się wspaniale. Ten rap / stand-up nie przeszkodził mu w zabawie, ale uważa on, że mógłbym to zrobić bardziej elegancko. Czyli jak? – zapytałem. Docisnąć krawat na szyi? Dogłaskać koszulę? Przylizać włosy? I uruchomić dialog z gatunku porad pani domu? Takim ugładzonym językiem mówiłem rok temu. W ciągu tego roku nie zaoszczędzono nam ani mi ogromu tragicznych zdarzeń, z którymi Fundacja i ja musieliśmy się zderzyć. Czas przedfestiwalowy także potrafił nieźle podkręcić atmosferę. Do dnia dzisiejszego nie usłyszeliśmy nawet jednego słowa wyjaśnień, że nie wspomnę nawet o słowie „przepraszam”, ze strony szefa spółki Przewozy Regionalne, który rozwalił świetnie działający system przyjazdu na nasz Festiwal.
Przed Festiwalem dotarła także informacja o podwyższonym ryzyku imprezy, obrandowana 11 punktami z zastrzeżeniami, z których żadne nigdy, odkąd dostajemy podwyższone ryzyko, czyli od 4 lat, nie sprawdziło się w najmniejszym stopniu. Jest wręcz przeciwnie! Kiedy mówi się o nienawiści, to wszyscy podkreślają niezwykły klimat przyjaźni na Festiwalu. Kiedy mówi się o agresji, to wszyscy, bez wyjątku uczestnicy, a tajże chwilowi goście, dziennikarze z Polski i świata, oraz artyści podkreślają niezwykle pokojowy charakter imprezy. Kiedy mówi się o wszelkich niebezpieczeństwach, włączając w to całą geopolitykę świata, wszyscy podkreślali wyjątkowe bezpieczeństwo Festiwalu Pol’and’Rock. My, organizując imprezę od 25 lat, wiemy gdzie jest ryzyko (anomalie pogodowe, wszelkiego rodzaju zatrucia, epidemie etc.) i na to się przygotowujemy, takie zdarzenia ćwiczymy, aby później, w realnym życiu, wraz z naszymi super służbami (Pokojowy Patrol, Medyczny Patrol), a także służbami profesjonalnymi, rozwiązywać je po mistrzowsku.
Dwa, jak się okazało, fałszywe zawiadomienia o zamachach terrorystycznych. Dzięki naszej logistyce oraz wspanialej współpracy z policją i antyterrorystami problemy zostały w mig rozwiązane, a sprawcy pierwszego fałszywego alarmu grozi do 8 lat więzienia.
Dlatego na końcu moja pieśń daleka jest od eleganckiego bytu, bo tak jak pisałem – rok temu zwracaliśmy się do wszystkich bardzo miło i grzecznie, według zasady – możecie nas nie lubić, ale nie przeszkadzajcie. Jednak trudno jest po kilkudziesięciu godzinach trwania niezwykle intensywnego festiwalu, który zakończył się wielkim sukcesem także w sferze bezpieczeństwa, nie zaśpiewać, co gra w duszy. A dowodem na to, że ludzie to wspaniale zrozumieli, niech będzie ten filmik, który warto kliknąć, aby zobaczyć, jakie nastroje potrafimy stworzyć na tym Festiwalu. Po ostatnich dźwiękach ze sceny, o 5 rano, taka atmosfera planowała w naszym supermarkecie. Upewniliśmy się, dzwoniąc do centrali – nie, nic nie zginęło, nikomu nic się nie stało. Spontaniczna akcja, bo ktoś po prostu podgłośnił muzę.
Na koniec zadaję więc kolejne pytanie pokazując jeden z tysięcy, czy wręcz dziesiątek tysięcy migawek z tego Festiwalu – spotkaliście coś takiego gdziekolwiek na świecie? Tego ducha już się nie da ugasić. Ten duch tworzy nasz Festiwal nawet, jeżeli prezes zaśpiewa to, co mu na duszy zagrało.
Jurek Owsiak
Krzysztof Skiba: Bronię Kazika!

Krzysztof Skiba
Przypadek Kazika do złudzenia przypomina przypadek prezydenta Dudy. Gdy podpisywał wszystko, co mu podsuwali, to był wychwalany. Raz się zbuntował i odmówił jednego podpisu.
Podczas koncertu zespołu Kult na festiwalu Pol and Rock w trakcie wykonywania piosenki „Wolność” (słynny numer z czasów stanu wojennego z tekstem „Wolność? Po co wam wolność – macie przecież telewizję”) na ekranie diodowym za zespołem ukazał się prezes TVP Jacek Kurski i prezenterzy Wiadomości w wojskowych mundurach. Tego rodzaju satyryczny przekaz można było odczytać jednoznacznie politycznie. Poziom kłamstw w dzisiejszej TVP osiągnął stan z czasów Jaruzelskiego i Urbana (w stanie wojennym prezenterzy telewizyjni odziani byli w mundury).

Sprawa stała się bardzo głośna i na Kazika i jego zespół wylał się prawicowy hejt. Bonzowie z TVP skomentowali te prezentację nawiązując do piosenki Kazika „Wszyscy artyści to prostytutki”. Pojawiły się opinie, że Kazik „znowu odleciał”, „Wałęsa dał mu wreszcie sto milionów” itd.
Gdy prawica opluwała zespół i nazywała Kazika „prostytutką” opozycja kwiliła z radości, że Kazik, znany zwolennik dobrej zmiany wreszcie się „obudził”. Pojawiły się nawet opinie, że pewnie po raz pierwszy zobaczył programy informacyjne robione przez propagandystów Kurskiego i się przeraził.
Kazik znany jest z wypowiedzi, że Lech Kaczyński to najlepszy w historii Polski prezydent oraz, że demokracji w Polsce nic nie zagraża. Nie zrobiło na nim wrażenia rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznienie prokuratury czy zamach na niezależne sądownictwo. Wśród muzyków Kultu nie brakuje zwolenników teorii o zamachu w Smoleńsku i sympatyków twardej prawicy narodowej.
Tym bardziej zaskakująca okazała się jawnie anty PiSowska wizualizacja komputerowa w trakcie koncertu na festiwalu Owsiaka.
Jak się nieoficjalnie już dowiedzieli dziennikarze była to samowolna decyzja osoby odpowiedzialnej za animacje komputerowe. Kurski w mundurze pojawił się na ekranie prawdopodobnie bez wiedzy i zgody zespołu. Nie mieli więc racji ani ci co zaczęli opluwać Kazika za „zdradę”, ani ci którzy już witali go w po stronie „opozycji”.
Przypadek Kazika do złudzenia przypomina przypadek prezydenta Dudy. Gdy podpisywał wszystko, co mu podsuwali, to był wychwalany. Raz się zbuntował i odmówił jednego podpisu. TVP od razu zrobiła z niego „zdrajcę”, a redaktor Targalski napisał nawet, że Prezydent Duda jest częścią „ubeckiego układu”.
Ta nieśmiała próba wybicia się na niezależność spotkała się z masowym opluwaniem Dudy. Na szczęście Prezydent się opamiętał i teraz nadal wszystko podpisuje tak jak chcą jego zwierzchnicy.
Kazik na chwilę stanął w poprzek władzy PiS, ale okazało się, że przez przypadek i pomyłkę. Zbiorowy hejt i machina niszczenia artysty, wyzywania od „prostytutek” niestety już ruszyła. Tak się dzieje w państwie PiS.
Krzysztof Skiba
Stefan Niesiołowski: Koniec państwa prawa

Stefan Niesiołowski
Na przełom wewnętrzny trzeba będzie trochę poczekać, ale z drugiej strony tego nigdy nie wiadomo, dyktatury upadają najczęściej w sytuacjach, gdy nic tego nie zapowiada, a sytuacja robi wrażenie spokoju zakisłego stęchłego bajora. Zobaczymy, na razie spełnia się marzenie każdego dyktatora – cmentarny spokój.
W 1989 roku, gdy Polska odzyskała suwerenność i rozpoczęła odbudowywanie demokracji jednym z pierwszych zapisów odrodzonego prawa w tzw. Małej Konstytucji było stwierdzenie, że Rzeczpospolita jest państwem prawa.
Był to zapis przekreślający czasy Polski Ludowej, której istotą było stanowisko Lenina i każdej innej dyktatury, że prawem jest wola dyktatora i to co służy utrzymaniu władzy. Taki z grubsza, choć ciągle jeszcze z wieloma brakami system panuje obecnie, a pisowski reżim jest nieudolną z różnych powodów ułomną wersją bolszewizmu. Ale przecież wszystko przed nami. Natomiast w pełni zrealizowany został cel podstawowy – prawem jest dobro rządzącej kliki. Polska od dawna przestała być państwem prawa, co po raz pierwszy widzieliśmy, gdy wybitna intelektualistka i przeurocza niewiasta p. Kempa odmówiła publikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego (wówczas jeszcze autentycznego a nie pisowskiego).
Od tego czasu reżim uczynił ogromne postępy w demolowaniu prawa, a ostatnio mieliśmy cały wysyp działań potwierdzających tę patologię.
Niejaki p. Nawacki z neoKRS poparł sam siebie i jeszcze tym się pochwalił, p. Kuchciński chluba odrodzonego parlamentaryzmu, który nadał obradom sejmu farsowy charakter poprzez demonstracyjną stronniczość przejawiającą się permanentnym karaniem posłów opozycji, niedopuszczaniem do swobodnej dyskusji, łamaniem regulaminu, unikaniem konsultacji i opinii ekspertów, uczynił z rządowych samolotów prywatną taksówkę, a szefowa kancelarii p. Kaczmarek odmówiła publikowania wyroków NSA.
To, że Kuchcińskiego nie było na obchodach rocznicy jednej z największych i najkrwawszych polskich klęsk jaką było Powstanie Warszawskie, gdzie zawsze składał wieniec świadczy, że być może PiS ma już go dosyć?
Występy takich sejmowych orłów jak p. Grzegrzółka przyłapywany ustawicznie na kłamstwach i delikatnie mówiąc człowiek o ograniczonej empatii do niepełnosprawnych, wzmiankowana p. Kaczmarek przypominająca stosunkiem do prawdy, kolorem włosów fizjonomią, wdziękiem i całym zachowaniem posłankę Krynicką uciekającą przed leżącymi na sejmowym korytarzu niepełnosprawnymi, p. Terlecki zirytowany pytaniami ludzi nie będących entuzjastami pisowców, (jak w ogóle można nie być entuzjastą PiS-u, to przecież zdrada i podłość zasługująca na ukaranie), zapisują złoty rozdział odrodzonego parlamentaryzmu polskiego.
Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości co do charakteru tej władzy to proszę posłuchać reżimowych mediów, które nie ukrywają, że są całkowicie stronnicze i zakłamane w stopniu, którego telewizja stanu wojennego mogłaby tylko zazdrościć.
O jakim poszanowaniu prawa można mówić w sytuacji, gdy urzędnicy mianowani przez partyjnych aparatczyków decydują, które wyroki sądów będą wykonywane. Budżet państwa finansuje (m in poprzez spółki skarbu państwa) różnych pociotków, lizusów, propagandystów i aparatczyków władzy. Rydzyk jest jawnie finansowany z pieniędzy podatników, pisowcy są nietykalni, a państwo dba o interesy, pieniądze, przywileje i bezkarność rządzącej partii. Taka była Polska Ludowa i taki był komunizm.
Społeczeństwo ciągle jeszcze pogodzone z bezprawiem bierne i apatyczne nie ma świadomości z kim mamy do czynienia i być może upadek reżimu nastąpi nie w wyniku wyborów, a w innych okolicznościach. Wygląda na to, że wyczerpała się cierpliwość Unii i nie będzie pieniędzy dla rządów łamiących praworządność.
Na przełom wewnętrzny trzeba będzie trochę poczekać, ale z drugiej strony tego nigdy nie wiadomo, dyktatury upadają najczęściej w sytuacjach, gdy nic tego nie zapowiada, a sytuacja robi wrażenie spokoju zakisłego stęchłego bajora. Zobaczymy, na razie spełnia się marzenie każdego dyktatora – cmentarny spokój.
Nie wydaje mi się też, aby p. Schetyna był tym który zagra na złotym rogu i swoją charyzmą oraz entuzjazmem poderwie naród do wyborczego triumfu. Bardzo przepraszam wszystkich, którzy twierdzili i być może nadal twierdzą, że p. Schetyna jest wcieleniem demokratycznych wartości, politycznej kultury przyzwoitości i moralności i wokół niego trzeba się skupić, aby wygrać, a pisanie prawdy o nim to zdrada główna. Nie po to walczę z PiS-em, aby podlizywać się komuś podobnemu. Wydaje mi się, że Schetyna jest raczej gwarantem pisowskiego zwycięstwa, a jego koalicja złożona w dużym stopniu z lizusów nie różniących się specjalnie od lizusów pisowskich poniesie w tych wyborach klęskę, na którą w pełni zasłużyła.
Najpierw w/w chciał koalicji z SLD potem w najgorszym stylu zerwał umowę z Włodzimierzem Czarzastym, a wreszcie posunął się do podkupywania polityków lewicy osłabiając lewicę na korzyść pisowców – to i małe i podłe i przede wszystkim głupie jak cała polityka specjalisty od konserwatywnej kotwicy męża stanu na miarę wrocławskiego Metternicha.
Stefan Niesiołowski
Paszporty można trzymać w domu… na razie…
PLANUJESZ WYJAZD ZA GRANICĘ – BĘDZIESZ MUSIAŁ TO ZGŁOSIĆ W URZĘDZIE
Ministerstwo Cyfryzacji, czyli to w którym rozpoczął pracę Andruszkiewicz, informuje że oczekuje zgłaszania wyjazdów zagranicznych na okres dłuższy niż 6 miesięcy.
Każdy Polak wyjeżdżający na dłużej ma zgłaszać wyjazd urzędnikom, którzy będą to odnotowywać. Przepis jest stary, ale teraz ministerstwo pod rządami PiS go uaktywnia, do tej pory był martwy.
Dodatkowo urzędnicy chcą by zgłaszać im też powrót do Polski – czytamy na stronie internetowej ministerstwa
„Wracasz do kraju. Co teraz? Zgłoś swój powrót, oczywiście online. Na dokonanie tego obowiązku masz 30 dni”
Urzędnicy ostrzegają, że każdy Polak, który nie zgłosi wyjazdu lub przyjazdu lub nie wymelduje się może być za to ukarany.
Paszporty można trzymać w domu. Na razie.
Jak się Państwu podobają takie udogodnienia? Prosimy o opinię w komentarzach.
Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych
Manuela Gretkowska: Kuchciński rozpylał wartości rodzinne nad Polską

Manuela Gretkowska
Kostecki powiesił się przedwczoraj pod kocem, tak, że nikt w celi nie zauważył. Majstersztyk cudu więziennego. Marszałka, też nikt nie zauważył nad Polską jak rozpylał wartości rodzinne podróżując odrzutowcem z rodziną.
Chwalenie się rodzinnymi lotami Kuchcińskiego do Rzeszowa jest nawet na rękę PiS-owi. Bo trudno nie kojarzyć „samobójczej” śmierci Kosteckiego, skazywanego za prowadzenie podkarpackich burdeli, z aferą w którą jest zamieszany Marszałek. CBA tuszowało przecież skandal – nagranie „ważnego polityka PiS-u” w agencji towarzyskiej, gdzie korzystał z usług nieletnich Ukrainek.
Kostecki powiesił się przedwczoraj pod kocem, tak, że nikt w celi nie zauważył. Majstersztyk cudu więziennego. Marszałka, też nikt nie zauważył nad Polską jak rozpylał wartości rodzinne podróżując odrzutowcem z rodziną. A że latał za często? Najwidoczniej za potrzebą. Sex (z nieletnimi ), drugs (władzy) & rock’n’roll patriarchalnej chujni. Najłatwiej go uprawiać tam gdzie Kościół i PiS rządzą niepodzielnie – na Podkarpaciu.

Być może Kuchciński gnała do Rzeszowa potrzeba chronienia dzieci przed pedofilami. Założyć małoletnim elektroniczne kajdanki na nogę. Wtedy wiadomo by było gdzie się włóczą, w jakiej odległości od kościoła. Nieletnim Ukrainkom też zakłada się kajdanki albo elektroniczną smycz, na wypadek gdyby chciały uciec z burdelu.
Manuela Gretkowska
Manuela Gretkowska: Przyglądam się sprawie Durczoka
Kwiatek mój, post męża – Piotra Pietuchy, od 25 lat trzeźwego alkoholika i terapeuty:
” Przyglądam się sprawie Durczoka. Jego losy są metaforą wielu znanych mi, pozornie dobrze funkcjonujących facetów. Świetna pozycja, prestiż, możliwości.
Talent i pracowitość na granicy pracoholizmu. Narcystyczne upojenie sobą. Słabo ukrywana mizoginia. Przeświadczenie o własnej potencji, wszechmocy. A wszystko podlane, zakonserwowane alkoholem. Nałóg, od którego należałoby zacząć, a nie kończyć, waląc kolejny raz łbem w beton realu.

Ciekawe, czy tym razem poskutkuje. Może nadal nie. Słyszę zewsząd, rozumiejące, nawet profesorskie głosy. Żyjemy w pośpiesznie osądzającym, ale zakłamującym się szybciutko świecie.
Od pijackiej małostkowości, straszniejsza jest często pijacka, solidarna wielkoduszność.
Piotr Pietrucha”
Pamięci mojego wuja – Stanisława Webera, Powstańca Warszawskiego

Anna Frach
Życie na przymusowej emigracji i przystosowanie się do nowych realiów, dla osób, tak mocno kochających swoją Ojczyznę nie było łatwe. Z drugiej strony, powrót do komunistycznej Polski przypłaciliby życiem. Dzisiaj mam 49 lat, niestety czasu nie da się cofnąć a chciałabym móc usłyszeć historię odznaczonego Orderem Virtuti Militari Powstańca Warszawskiego.
Kiedy miałam 16 lat, mama wysłała mnie na wakacje z babcią. Piętrowy dom z ogrodem w Płońsku, w którym mieszkali „wujostwo” był typowym wytworem architektury wczesnych lat 70-tych. Ciocia Basia przywitała nas z uśmiechem i wysłała mnie do pobliskiego parku, abym odnalazła wujka.
Na ławce, pod rozłożystą lipą siedział starszy, siwowłosy pan a obok niego leżała drewniana laska…

Na wakacjach wiało nudą – cóż ciekawego może spotkać nastolatkę w towarzystwie leciwych emerytów…
Dzisiaj mam 49 lat, niestety czasu nie da się cofnąć a chciałabym móc usłyszeć historię odznaczonego Orderem Virtuti Militari Powstańca Warszawskiego pułkownika Stanisława Webera-starszego Pana z parkowej ławeczki…
Przeglądając strony internetowe, natknęłam się jednak na wiele informacji na temat „Chirurga”, „Popiela”, „Autora” – bo takich pseudonimów używał podczas Powstania Warszawskiego.

Stanisław Weber urodził się w roku 1906 we Lwowie w rodzinie Izabeli i Alfreda Weberów. Jego starszy brat Albin był ojcem mojej Babci Heleny a moim pradziadkiem.
Maturę zdał w VIII Gimnazjum we Lwowie. Jako kadet brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920, podczas której awansował na sierżanta. W roku 1921 uczestniczył w III Powstaniu Śląskim.
W 1927 roku ukończył Akademię Handlową, a następnie kształcił się w Szkole Podchorążych w Toruniu oraz w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Jako major dyplomowany, pełnił służbę jako oficer operacyjny.
W kampanii wrześniowej 1939 pełnił funkcję kwatermistrza 20 Dywizji Piechoty. Brał udział w walkach pod Mławą oraz w obronie Warszawy a od maja 1939 roku był kwatermistrzem 20. Dywizji Piechoty.

W konspiracji kolejno pełnił służbę oficera Wydziału III Dowództwa Głównego Służby Zwycięstwu Polsce, w 1940 szefa Wydziału III Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, w 1941 szefa sztabu Komendy Okręgu Warszawa Miasto ZWZ i szefa sztabu Komendy Okręgu Warszawskiego AK.

Podczas Powstania Warszawskiego, został odznaczony Orderem Virtuti Militari. 14 września 1944 roku awansował do stopnia podpułkownika, a sześć dni później, przejął obowiązki szefa sztabu Warszawskiego Korpusu AK.

Podczas walk w Powstaniu, został ciężko ranny a w wyniku odniesionych ran, amputowano mu nerkę.
Po upadku Powstania Warszawskiego Stanisław Weber jako jeniec trafił do niewoli niemieckiej w Stalagu XI-B Fallingbostel, numer jeniecki 1165. Po wyzwoleniu obozu wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie podjął służbę w Sztabie Generalnym Polskich Sił Zbrojnych. W roku 1947 został zdemobilizowany.
Ze swoją żoną Barbarą i 4-letnim synem Wojciechem, spotkał się dopiero w 1946 r. w Londynie, gdzie prowadzili wspólnie zakład zegarmistrzowsko-jubilerski.
Życie na przymusowej emigracji i przystosowanie się do nowych realiów, dla osób, tak mocno kochających swoją Ojczyznę nie było łatwe. Z drugiej strony, powrót do komunistycznej Polski przypłaciliby życiem.

Dopiero na początku lat 70-tych, kiedy sytuacja w Polsce nieco „zelżała” Stanisław i Barbara zdecydowali się na powrót. Zamieszkali we dwójkę w Płońsku, rodzinnym mieście Barbary, gdyż ich jedyny syn Wojciech po zakończonych w Wielkiej Brytanii studiach, z nowo poślubioną żoną wyemigrował do Kanady.
| W czasie pobytu w Wielkiej Brytanii znalazł się w zainteresowaniu wywiadu PRL. Od 7.07.1952 do 30.05.1953 objęty sprawą krypt. „Chirurg” prowadzoną przez Wydz. II Dep. VII MBP pod nr 1425/b/15. Powodem założenia sprawy była działalność na emigracji, bo wedle „notatki informacyjnej” Sekcji II Wydz. II Dep. VII MBP z 7.07.1952 Stanisław Weber w lipcu 1948 na zjeździe „delegatów AK” wszedł w skład „Zarządu Głównego AK i objął funkcję wiceprzewodniczącego Zarządu”, a w maju 1949 „na III Walnym Zjeździe Delegatów AK” został członkiem „Rady Naczelnej AK”. W materiałach sprawy znajduje się jego charakterystyka opracowana na podstawie przedwojennych akt osobowych, życiorys z roku 1935 i wyniki sprawdzeń członków jego rodziny i osób, z którymi utrzymywał kontakty w czasie II wojny światowej. Materiały sprawy złożone 4.04.1962 w archiwum MSW pod nr. 1435/II/15 zostały zniszczone, zachowany mikrofilm nr 1320/2-14. | ||
| Zarejestrowany 9.12.1972 w Wydz. „C” KWMO w Warszawie przez Referat ds. SB KPMO w Płońsku do Kwestionariusza Ewidencyjnego krypt. „Medyk” nr 8034. Objęty inwigilacją po przyjeździe z żoną z Wielkiej Brytanii do Polski w październiku 1972 i zamieszkaniu w Płońsku. Był podejrzany o „ujemne oddziaływanie na środowisko byłych członków AK” i działalność na rzecz „wrogich ośrodków ideologiczno-wywiadowczych”. W aktach odnotowano, że był zawodowym wojskowym, podczas wojny obronnej 1939 w 20 dywizji piechoty walczył pod Mławą i w obronie Warszawy, awansował na majora i został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Po ucieczce z niewoli działał w konspiracji, był szefem sztabu Komendy Okręgu Warszawskiego AK (nosił ps. „Chirurg”). W czasie powstania warszawskiego awansował na podpułkownika i został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Po zwolnieniu z niewoli wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie działał w środowisku byłych żołnierzy AK, a w Londynie prowadził zakład zegarmistrzowski. Prowadzenie KE przejął 5.06.1975 Wydz. III KWMO w Ciechanowie, który zarejestrował go w ciechanowskim Wydz. „C” pod nr 331. Inwigilację zakończono 29.05.1976 po uznaniu, że nie „prowadzi negatywnej działalności politycznej” i ze względu na „podeszły wiek”. W trakcie prowadzenia sprawy funkcjonariusze SB przeprowadzili z nim 4 rozmowy „sondująco-operacyjne”. Do inwigilacji wykorzystano osobowe źródła informacji (TW i KO), podsłuch telefoniczny i perlustrację korespondencji oraz zlecono przeszukania bagażu na granicy. Akta sprawy zostały złożone 31.05.1976 w Wydz. „C” KWMO w Ciechanowie pod nr. 35/II. |
Stanisław i Barbara doczekali się czterech wnuczek, jednak ogromna odległość oraz realia życia w komunistycznym kraju, nie pozwalały im na zbyt częste widywanie najbliższej rodziny.

Po śmierci Stanisława w dniu 25 kwietnia 1990 roku, Barbara wyjechała do syna Wojtka do Kanady. Zmarła 27 kwietnia 2012 roku na obczyźnie, ale w otoczeniu najbliższych. Po śmierci została poddana kremacji a jej prochy przywiezione z Kanady przez syna, spoczęły w grobie Stanisława .
Anna Frach, Thefad.pl
Manuela Gretkowska: Polska kończy się Polską

Manuela Gretkowska
Polska pierwszy raz kończy się nie rozbiorami, okupantami, Polska kończy się Polską. I to powinno być na jej grobowcu, gdy obejmiecie cała władzą. Polska skończyła się Polską.
Ziobro nie chce ujawnić kto popierał nowy KRS. Co tam wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego żądającego zgodnie z prawem ich nazwisk. Oprócz zawsze wspierającego PiS Trybika Konstytucyjnego, bo już nie Trybunału, jest jeszcze Urząd Ochrony Danych Osobowych. I on teraz będzie ustalał, czy można podać nazwiska szubrawców łamiących prawo. Być może dla KRS-u podpisali się trzema krzyżykami, albo w ogóle nie istnieją. Tym lepiej, ukryją się pod RODO.
Ten sam urząd powinien zakazać podawania nazwisk na listach wyborczych. Tylko nazwy partii i gramy w szczęśliwy numerek. Albo i lepiej bez nazw. Czysta cyfryzacja kolejnym sukcesem PiS-u. Dzięki temu nie będzie trzeba gdzieś upychać Macierewicza. Zamiast skompromitowanych nazwisk, niewinne cyferki.
Politycy niech też chronią swoje dane. Dudę zastąpić Jedynką, jako pierwszego w państwie. Poprzedzającemu go, Kaczyńskiemu przypadnie zaszczytne i słuszne, wielkie ZERO. Ćwierćinteligent z Żoliborza. Żaden prawdziwy inteligent nie szczułby na LGTB, ani na „pasożyty” emigrantów.
Rosja i Chiny uprawiają kapitalizm, tak jak chciałby Morawiecki – konkrety, kasa są najważniejsze. Tym jest współczesne niewolnictwo – róbcie pieniądze, ale bez obywatelskich praw. Chińczykom w pacyfikowaniu buntującego się Hongkongu, pomagają gangsterskie triady. Pałują i biją protestujących na ulicach. Wolność? Kasa gangsterom ma się zgadzać. U nas triady zastępują kibole. A na wyższym poziomie dealerzy życia wiecznego – Kościół. Trójca święta, czy triada, jeden czort. Najważniejsze, wejść w układ z władzą i utrzymać przywileje. Organizacje przestępcze wspierają się, gdy mają wspólny interes. Dla PiS-u i Kościoła jest nim cyckanie Polaczków, z ducha i materii.
Panie Morawiecki, co tam eksperymenty Europy pomnażające wolności obywatelskie, co tam postęp społeczny. My tu sami, po swojemu. Problem, że Polska nie kończy się na Polsce, Polska kończy się Polską. Taką jaką była od stuleci, zapyziałą, zapadłą w sobie i zniewoloną. Wyciągacie skądś Marksa, odwiecznych wrogów czyli przeciwników Wiary i Kościoła. Bo to ciągle ta sama walka sarmackiego zidiocenia, zwanego przez was tradycją. Tradycyjnie wyzyskujecie lud, czyli „suwerena”. Hodujecie na stadionach, w zniszczonych szkołach patriopolaków. Pańszczyźniany lud do ograbienia z wolności.
Polska pierwszy raz kończy się nie rozbiorami, okupantami, Polska kończy się Polską. I to powinno być na jej grobowcu, gdy obejmiecie cała władzą. Polska skończyła się Polską.
Manuela Gretkowska
Krzysztof Skiba: Satyryczny wpis w obronie Marszałka Kuchcińskiego

Krzysztof Skiba
Uwaga. Tekst poniższy ma charakter satyryczny.
List w obronie Marszałka Kuchcińskiego
Marszałkowi sejmu Markowi Kuchcińskiemu zarzuca się wykorzystywanie „wojskowych statków powietrznych” do rodzinnych wypadów i przejażdżek z Warszawy do Rzeszowa, co miało narazić skarb państwa na wielomilionowe straty.
My niżej podpisani koledzy Marka Kuchcińskiego zaświadczamy, że WSZYSTKIE loty Marszałka z Warszawy do Rzeszowa miały charakter nie tylko służbowy, ale także wysoce poznawczy i twórczy. Jesteśmy starymi kumplami Marszałka z czasów, gdy miał pseudonim Penelopa i był hipisem. Dobrze wiemy, co to znaczy „odlot” wagi państwowej.
W każdy weekend Marszałek Kuchciński spotykał się z nami przy piwie i butaprenie. Podczas tych spotkań omawialiśmy ważne sprawy państwowe takie jak: kto ma zostać „słupem” Marszałka przy zakupach ziemi, komu zamknąć ryja aby nie kłapał dziobem oraz co robić, aby ceny butaprenu i proszku tree nie poszły w górę. Na niektórych z tych spotkań była też młoda Ukrainka Rusłana z okolicznej agencji rozrywkowej i jakby co, to ona też może poświadczyć, że Penelopa (to znaczy Marszałek) był bardzo zajęty.
Wobec powyższego wszystkie zarzuty w stosunku do Marszałka powinny zostać oddalone, tym bardziej, że wpłacił już działę na Caritas czyli się podzielił więc o co kaman?
W imieniu Stowarzyszenia Miłośników Butaprenu „Stara Wiara”
Zygmunt „Kita” Ostrymocz,
Wacław „Lumbago” Wąskiryj
Ludwik „Gibson” Patałach
Adam Mazguła: PiS-bandyci złamali rękę kobiecie i oskarżyli ofiarę

Adam Mazguła
Na ławie oskarżonych nie usiądą faszyści, za nawoływanie do nienawiści i śmierci. Za bijatykę z policją i ubliżanie funkcjonariuszom. Usiądzie tam Anna Domańska, której policja złamała rękę
We wtorek (30.07) odbędzie się kolejna odsłona procesu przed sądem w Katowicach. Sprawa dotyczy marszu faszystów z 6 maja zeszłego roku. Na ławie oskarżonych nie usiądą faszyści, za nawoływanie do nienawiści i śmierci. Za bijatykę z policją i ubliżanie funkcjonariuszom. Usiądzie tam Anna Domańska, której policja złamała rękę, mimo że protestowała grzecznie i pokojowo, a podczas interwencji policji grzecznie wykonywała ich polecenia. Stało się tak, ponieważ nikt przed sądem nie rozpoznał policjanta w mundurze, hełmie i pełnym uzbrojeniu, jako tego, który tę rękę złamał i sąd umorzył sprawę. Jednak w odwecie, policja wytoczyła Annie proces karny o fałszywe oskarżenie.
Anna ma krótszą, bolącą i skrzywioną rękę, złamaną przez policję, która dla zakrycia swojej agresji w stosunku do pokojowo protestujących obywateli, oskarża swoją ofiarę.
PiS-policja dokonuje bezczelnego i podłego czynu, który jest jaskrawym dowodem na PiS-reżim. Jutro (30.07) postanowiłem zeznawać jako świadek obrony Anny Domańskiej.
Podczas ostatniej rozprawy w Katowicach okazało się, że proces ma znaczenie polityczne dla najwyższych władz PiS, oskarżenie płynie od prokuratury Zbigniewa Ziobry. W sądzie zjawił się pewny swego, bez togi i po cywilnemu wojskowy prokurator w stopniu pułkownika, aby ostatecznie zniszczyć drobną i schorowaną Anię. Na szczęście przybyła też przedstawicielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i operator TVN, któremu jednak zabroniono filmowania. Jutro następna odsłona reżimowego procesu.
Tymczasem 16 października odbędzie się sprawa pozostałych osób, których policja oskarżyła o blokowanie marszu faszystów przez Katowice.
W związku z tą sytuacją ponownie publikuję tekst, który po wydarzeniach w Katowicach 6 maja 2018 roku opublikowałam, a który opowiada, o tym zdarzeniu.
Złam jej rękę
Podczas protestu 6 maja w Katowicach ujawniła się nowa strategia dalszej eskalacji agresji brunatnej policji wobec protestujących antyfaszystów.
Narastało napięcie, pod pomnikiem Wojciecha Korfantego gromadzili się naziści. Po przeciwnej stronie na schodach — demokraci.
Policjanci oddzielili nas samochodami pełnymi uzbrojonych funkcjonariuszy. Podszedłem do dowodzącego siłami policji i się przedstawiłem. Nie był zaskoczony, wiec zapytałem. Będziemy ich blokować, co zrobicie? To chyba jasne, oni są tu legalnie – usłyszałem w odpowiedzi, a wy lepiej bądźcie grzeczni. Oni promują faszyzm, to nie jest dla was, policjantów, ważne? – zapytałem. Na razie, ONR i Młodzież Wszechpolska są organizacjami legalnie działającymi, zgoda, panie pułkowniku? – zapytał. Ich hasła i zachowanie nie obligują Was do zatrzymania tego marszu? – uparcie pytałem. Nic nie widzę zdrożnego – usłyszałem w odpowiedzi.
W tym czasie ruszył marsz, a nasi zablokowali drogę. Pobiegłem szybko, aby dołączyć do siedzących na ulicy. Marsz faszystów poprzedzali uzbrojeni, z tarczami i w hełmach szturmowych policjanci uformowani w klin. Policja nas otoczyła. Jak zwykle — zaczęło się wynoszenie blokujących.
To nie pierwszyzna, wynosili nas i w Warszawie, ale to, jak robili tym razem w Katowicach brunatni oprawcy, budziło grozę.
Nie wiedziałem, dlaczego wynoszeni ludzie krzyczą, dziewczyny piszczą, ktoś wrzeszczał „to nie worki ZOMOWCU”.
Wyszarpnęli i mnie wynieśli do tyłu i nie zdążyłem wstać, jak dopadło mnie trzech ubranych jak naziści, z tatuażami na odkrytych częściach ciała, i zaczęli wykręcać mi ręce. Zacząłem się buntować i odrzuciłem ich od siebie. Wtedy usłyszałem, że to policjanci, a ja stawiam opór i wtedy jeden wyciągnął dokument. Postanowiłem być spokojnym, ale za moją biernością poszła agresja. Wykręcili mi ręce i popychali brutalnie w boczną ulicę. Zachowywali się tak, że przez myśl przeszło mi, że będą mnie bić.
Krzyknąłem do przebiegającego mężczyzny z aparatem fotograficznym — filmuj pan, nie widzisz, co się dzieje? Gość zaczął filmować i oprawcy stali się łagodniejsi. Posadzili mnie na murku. Dowód — rzucił jeden. Spisywali, sprawdzali jakimś urządzeniem i trwało to długo. Z boku stała koleżanka i wyła z bólu.
– Co się stało? – zapytałem.
– Złamali mi rękę! – brzmiała odpowiedź.
– Spokój! – rzucił przebrany za kibola policjant – Nie gadać!
– Człowieku, trzeba jej pomóc — mówiłem.
– Siedzieć, nie gadać! – ripostował.
– Chłopie, jesteśmy pół metra od siebie, chociaż pozwól zrobić jej temblak na rękę – upierałem się. Chciałem wstać i chwyciłem jej szal, zomowiec pchnął mnie na murek i zakomenderował
— Siedzieć! Spokój!
Postanowiłem poczekać, co będzie dalej. Koleżance przyszedł z pomocą inny przechodzień.
– Czy jestem aresztowany? – zapytałem.
– Jeszcze nie! Zaraz! Cisza! – usłyszałem w odpowiedzi.
Kiedy mnie zwolnili, podszedłem do Anny Domańskiej, związałem jej szal, aby mogła zawiesić bolącą rękę. Obfotografowałem jej ramię i poczekałem z nią i jej koleżanką na pogotowie. Wróciłem na kolejną blokadę.
Mimo agresji policji ludzie nie odpuszczali i montowali kolejne blokady.
Faszyści wspierani przez brunatną policję zaczęli ujawniać zniecierpliwienie. Wznosili faszystowskie okrzyki i wyzywali policję za nieskuteczne opresje w stosunku do nas.
Podszedłem do głównodowodzącego i zapytałem, co teraz, przecież to może wymknąć się spod kontroli, rozwiążcie to zgromadzenie – domagałem się. Usłyszeli to przywódcy ONR i podeszli.
– Panie! – zwrócili się do mnie – Zamiast siedzieć w fotelu, po co tu przyszedłeś?
– W 39 też niektórzy siedzieli, gdy faszyści plądrowali kraj i zabijali Polaków – odpowiedziałem. Te słowa rozwścieczyły ich i głównodowodzący poprosił, abym odszedł, bo nie pomagam w tonowaniu agresji.
Wróciłem na blokadę, policjanci zaczęli wynosić nas ponownie. W trakcie tej czynności podszedł jakiś urzędnik i zapytał mojego sąsiada z blokady – Jeśli rozwiążemy zgromadzenie, odpuścicie?
– Tak oczywiście, schodzimy z drogi — odpowiedział.
Po chwili usłyszeliśmy komunikat o rozwiązaniu marszu i nasze ręce poszły w górę w geście zwycięstwa. Wstaliśmy i zeszliśmy z drogi, a szyk policjantów odwrócił się do ubliżających im nazistów. Po kilku minutach policjanci zepchnęli ich na pobocze i pertraktowali rozejście się.
W euforii zwycięstwa słychać było jednak jęki coraz to nowych osób. Okazało się, że interweniująca policja była niezwykle agresywna, chcieli nas okaleczać. Wyłamywali ręce, popychali, rzucali na asfalt, albo wręcz na krawężniki. Chłopak w ubraniu motocyklisty pokazywał mi sine plecy od policyjnej pałki. Zrobili nam wiele krzywd tylko za to, że zrobiliśmy pracę za nich, za władze PiS-owskiej dyktatury. W imię pamięci za doznane krzywdy narodowi polskiemu faszystom powiedzieliśmy – NIE!
Zobaczcie na załączone zdjęcia, jak fachowo wyłamywali ręce oprawcy faszystowskich władz PiS-u.
Gdy policja zaczęła nas atakować, zaczęliśmy skandować hasło — „faszyści — policja, jedna koalicja” i z takim przekazem wróciłem do domu.
Nie mam wątpliwości, że była to inna blokada i na pewno polałaby się krew, gdyby nie nasza uległość w momencie stosowania agresji i okaleczania protestujących przez policjantów.
Grzecznych bije się łatwo!
Jak z tego wynika, szef PiS-owskich oprawców Joachim Brudziński wyraźnie postanowił dać nam nauczkę. Niby interweniowali jak zawsze, ale widoczne podniecenie, świecące oczy, zamulony wzrok, opresyjność i niewspółmierna do zagrożeń po prostu przemoc zdradzały intencje władz. Widziałem nad nimi unoszącego się ducha ZOMO i chęć politycznego odwetu, zamordystyczne oblicze. Pewnie to samo, które kazało zamordować na komisariacie Igora Stachowiaka, aresztować Obywateli RP za to, że są, albo represjonować ludzi noszących białe róże. To ta sama strategia postępowania partii rządzącej — bezprawiem zniszczyć prawo.
Nie jesteśmy agresywni, protestujemy pokojowo, to policja pokazuje, jak można potraktować ludzi nieagresywnych. Tak jak traktuje się byłych funkcjonariuszy, odbierając im godność i wielu z nich doprowadzając do śmierci.
W końcu bezprawni policjanci tej władzy niczym nie ryzykują, jak wskazuje dotychczasowa praktyka, nawet za morderstwo na komisariacie nikomu włos z głowy nie spadnie, a może nawet czeka awans. To, co zaprezentowała policja w Katowicach, na pewno nie było pilnowaniem porządku publicznego i dbaniem o bezpieczeństwo obywateli.
To nie była polska policja owładnięta duchem konstytucji z orzełkiem na czapkach. To była interwencja policji politycznej — faszyzującej opresyjnej dyktatury PiS-u w stosunku do biernie protestujących wrogów partii, a więc najbardziej groźnych przeciwników władzy PiS-u. Dla Kaczyńskiego, Ziobry, Brudzińskiego nie są groźni mordercy, faszyści, kibole, gwałciciele, pedofile, a ludzie mądrzy, bez agresji i z białą różą w dłoni. Do czasu, panowie, do czasu.
Tymczasem powinniśmy pomóc ludziom, którzy odważnie stanęli naprzeciwko maszerującego faszyzmu i mają teraz kłopoty z leczeniem połamanych nadgarstków i rąk. Dostęp do pomocy medycznej jest tu podstawowy. Nas bez kolejki nie przyjmują, a żaden generał nie przyniesie nam kul ani temblaków.
Potrzebna jest pomoc prawna, nie tylko w planowanych przez władze represjach w stosunku do spisanych protestujących, ale i w oskarżaniu policji o niczym niepowodowaną agresję i uszkodzenia ciała.
Tymczasem mamy PiS-owskie ZOMO. Tak samo usłużne, głupie i zdolne wykonać każdy polityczny rozkaz jak w czasach słusznie minionych. Wszystko, by zastraszyć protestujących.
Adam Mazguła











