W 2018 r. odnotowano zahamowanie tendencji spadkowej zasięgu ubóstwa ekonomicznego szacowanego w oparciu o wydatki gospodarstw domowych. W porównaniu z 2017 r. wzrósł zasięg ubóstwa skrajnego (z ok. 4% osób do ok. 5% osób) oraz relatywnego (z ok. 13% osób do ok. 14% osób). Wzrost ubóstwa dotyczył w większym stopniu mieszkańców wsi niż miast. Znacząco zwiększyło się ubóstwo wśród gospodarstw domowych utrzymujących się głównie ze świadczeń społecznych (innych niż emerytury i renty). Odnotowano także wzrost zasięgu ubóstwa wśród gospodarstw domowych z dziećmi. – wynika z danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny..
Znacząco zwiększyło się ubóstwo wśród gospodarstw domowych utrzymujących się głównie ze świadczeń społecznych (innych niż emerytury i renty). Odnotowano także wzrost zasięgu ubóstwa wśród gospodarstw domowych z dziećmi. Fot. Lukas Plewnia / flickr
Partia pazernych hipokrytów
Ja tego nie wymyśliłem, to twarde dane Głównego Urzędu Statystycznego. Spójrzcie na wykres bo on jest najważniejszy. 5,4% ludzi, czyli nawet więcej niż jedna osoba z dwudziestu żyje obok Was w skrajnej nędzy. Nie starcza tym ludziom pieniędzy aby przeżyć. Nie zobaczycie ich. To mogą być ludzie starzy nie mający wiele siły aby wyjść z domu. Ludzie z niepełnosprawnościami. Ludzie żyjący gdzieś daleko w miejscach gdzie nie ma pracy, bo mimo niskiego bezrobocia takich miejsc nie brakuje.
Co więcej, w poprzednim roku nastąpił dramatyczny wzrost polskiej nędzy, z 4,3% do 5,4%.
Nie, to że Państwo Prezesa Kaczyńskiego to państwo które myśli o ubogich to mit. Nie, ono ma cynicznych doradców, którzy sugerują kogo najlepiej przekupić, aby mieć dobry wynik wyborczy. Ładuje ogromne środki w średniozamożne i zamożne rodziny z dziećmi, które pomocy nie potrzebują. Ci zwykle konserwatywni i uważający się często za wzorowych katolików ludzie powinni się głęboko wstydzić. Bo to co dostają, dostają kosztem powiększającej się nędzy i dewastacji służby zdrowia i innych usług publicznych.
PiS to nie jest partia solidarności. To partia pazernych hipokrytów.
Tomasz Mickiewicz
Stefan Niesiołowski: Dziękuję Unio Europejska
Stefan Niesiołowski
Dziękuję wszystkim uczestnikom protestów ulicznych i innych w obronie demokracji i wolnych sądów, Obywatelom RP i każdemu kto w swoim sumieniu i według swoich możliwości przyczynił się do walki o wolną Polskę
Chciałbym z całego serca podziękować tym wszystkim przywódcom i politykom Unii Europejskiej, którzy przyczynili się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie niszczenia praworządności i demokracji w Polsce.
Dość żałośnie wyglądają argumenty pisowców i całego aparatu propagandowego dobrej zmiany, że to orzeczenie było niepotrzebne bo PiS przywracając sędziów SN i Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego dostosował się do stanowiska Unii i wykonał unijne zalecenie.
Jednak TSUE nie podzielił tego stanowiska nie uwzględnił tez stanowiska reprezentantów dobrej zmiany pp. Reczka i Gontarskiego, że pytania prejudycjalne (czyli przedprocesowe) polskich sędziów nie powinny być w ogóle rozpatrywane przez stronę unijną i że nie „wchodzi nawet czysto hipotetyczna perspektywa sięganie po przepisy UE”.
Mówiąc prościej dobra zmiana uważa, że Unia nie powinna zajmować się niezależnością polskich sądów działaniami KRS, TK pod kierunkiem mgr Przyłębskiej bo wszystko jest w absolutnym porządku. Polskie sądy są absolutnie niezależne, TK nie realizuje polityki PiS-u, p. Przyłębska jest wybitnym prawnikiem i twierdzenie, że jej działania w dziwny sposób zawsze są zgodne z oczekiwaniami pisowskimi, podobnie jak twierdzenie, że KRS nie broni niezależności sędziów tylko interesów PiS-u, to podłe oszczerstwo, nikczemna kalumnia i zasługująca na potępienie insynuacja. Polska jest przykładem wzorowo działającej demokracji, a nasi wrogowie popierani przez rodzimych zdrajców, renegatów, lewaków, zboczeńców, targowiczan, komunistów i ich kolaborantów szczują na Polskę w obronie swoich utraconych przywilejów i uniemożliwiania przez krystalicznie uczciwych aparatczyków i propagandystów PiS-u, bezkarnego jak dotychczas okradania i łupienia naszego tak ciężko doświadczonego przez historię kraju. To najprościej mówiąc stanowisko, które można określić jako stanowisko dobrej zmiany i ich bohaterskich, bezinteresownych wyznawców, głęboko wierzących i przepojonych ewangeliczną miłością bliźniego, których możemy oglądać w rządowej telewizji i niepokornych mediach, będących krynicą prawdy, które nie wiadomo dlaczego, niektórzy źle poinformowani, głupi, albo zwyczajnie podli przekupni zdradzieccy ludzie nazywają szczujnią.
Reasumując UE ma prawo ingerować w organizację sądów w Polsce, czystka emerytalna wprowadzona ustawą w kwietniu 2018 roku łamie polskie prawo, Trybunał Sprawiedliwości UE zajmie się teraz wieloma sprawami związanymi z tzw. reformą wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Będą to między innymi ustawy o sądach powszechnych, słynnymi już działaniami dyscyplinarnymi będącymi zdaniem wielu prawników batem na sędziów, służącymi zastraszaniu i zmuszaniu do uległości.
Podjęta zostanie także sprawa statusu Krajowej Rady Sądownictwa, która w zamierzeniu miała dbać o niezależność sędziów i sądów, a zasiadają w niej politycy PiS-u i działania w/w organu są przez wielu uważana za rażąco sprzeczne z deklarowanymi celami i założeniami. (nie muszę powtarzać, że to zarzut tchórzliwie kłamliwy i chełpliwie podły). Wątpliwy jest także tryb powoływania KRS.
Kolejnym krokiem w postępowaniu będzie opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości, która będzie wydana 24 września, a dopiero po niej ostatecznie zostanie wydane precedensowe i niezwykle ważne dla praworządności w Unii, zasady państwa prawa i demokracji w Unii i oczywiście w Polsce, orzeczenie Wielkiej Izby czyli de facto Unii Europejskiej.
Wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, aby w nowym klimacie politycznym po wyborach, które nacjonaliści, populiści i inni wrogowie demokracji przegrali i oczywiście z powodów merytorycznych, orzeczenie Wielkiej Izby było inne niż orzeczenie TSUE z 19 czerwca, a to oznacza wielki sukces Polski i demokracji w Polsce. Dobrze, że jest Unia Europejska.
Raz jeszcze dziękuję Panom Fransowi Timmermansowi, Donaldowi Tuskowi, Jean-Claude Junckerowi i wszystkim obrońcom demokracji w walce z nacjonalizmem, ciągotami autorytarnymi i pospolitym kłamstwem.
Dziękuję wszystkim uczestnikom protestów ulicznych i innych w obronie demokracji i wolnych sądów, Obywatelom RP i każdemu kto w swoim sumieniu i według swoich możliwości przyczynił się do walki o wolną Polskę. Tak samo okazuje się to dziś walką ważną potrzebną i trudną jak w czasach, które naiwnie sądziłem, że przeminęły na zawsze.
Stefan Niesiołowski
Krzysztof Skiba: W oparach absurdu. Okrzykami „Je…ć… PiS” obywatel poczuł się obrażony
Tak jak za dawnych czasów w moim domu pojawili się wczoraj panowie wiadomego resortu. W PRLu byli to mało kulturalni panowie z SB, którzy dokonywali rewizji w mieszkaniu szukając wrogich, antykomunistycznych materiałów i ulotek. Tym razem byli to dwaj kulturalni policjanci z dzielnicowego komisariatu. Przybyli aby mnie przesłuchać w takiej oto sprawie.
W sierpniu zeszłego roku prowadziłem w Ustrzykach Dolnych koncert urodzinowy zespołu KSU. Na koncercie tym było blisko dziesięć tysięcy osób. W trakcie koncertu cześć widowni wznosiła okrzyki „Je…ć …PiS!”. Nikt stojący na scenie ani ja, ani zespół nie inicjował tych okrzyków. Po prostu była to spontaniczna reakcja publiczności, która w demokratycznym państwie ma przecież prawo krzyczeć co jej się podoba. Ja na początku myślałem, że „Je…ć…PiS” to jest tytuł jakiejś nowej piosenki grupy KSU, ale jak się potem okazało zespół jeszcze takiej piosenki nie napisał.
W nawiązaniu do słynnej piosenki KSU „Jabol punk” zaproponowałem ze sceny zbudowanie w Ustrzykach Pomnika Polskiego Jabola. Pomnik taki (podobnie jak pomnik „glana” w Jarocinie) z pewnością byłby wspaniałą atrakcją turystyczną miasta. Propozycja miała charakter humorystyczny i tak też przyjął ją burmistrz miasta Bartosz Romowicz, który zespołowi KSU na urodziny podarował butelkę kultowego wina.
Okrzykami „Je…ć… PiS” oraz propozycją budowy Pomnika Polskiego Jabola poczuł się obrażony zacny obywatel miasta pan Adam Łukaszyk, który na koncercie co prawda nie był, ale kilka miesięcy później zobaczył jego fragmenty na You Tube. Obrażony obywatel (którego żona mocno udziela się w lokalnym PiS) zgłosił sprawę na policję, a ta wszczęła dochodzenie.
Policja przesłuchała już na tę okoliczność organizatorów koncertu, burmistrza oraz także mnie. Sprawa toczy się zgodnie z procedurami. Trwają przesłuchania, sporządza się raporty i dokumenty, trwa analiza materiałów filmowych, dokonuje się oględzin miejsca, w którym krzyczano nieprawomyślne hasła. Policja jak wiadomo nie ma co robić, więc pewnie z radością zajmuje się takimi rozkosznymi sprawami.
Panom policjantom powiedziałem, że policja powinna ścigać te osoby, które zabraniają obywatelem krzyczeć hasła „Je…ć …PiS” , bo policja powinna stać na straży konstytucyjnego prawa do wolności wypowiedzi. Mili panowie policjanci tylko się smutno uśmiechnęli i to starczyło mi za cały komentarz. Przecież w tym kraju pod rządami Kaczora uznano już białą różę i czarne parasolki za „symbole nienawiści”, świeczki pod sądami za „symbole zdrady”, a okrzyk „Lech Wałęsa” za okrzyk antypaństwowy.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że wielce szanowny pan Adam Łukaszyk uznał iż humorystyczna propozycja postawienia Pomnika Polskiego Jabola w Ustrzykach obraża go ze względu na WYZNANIE. Co ma „jabol” (tanie wino) do uczuć religijnych może wyjaśnić chyba tylko lekarz psychiatrii bądź Komisja Do Spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Rozumiem, że jabol rani czyjś smak czy gust, ale wyznanie? Pewnie pan Adam Łukaszyk jako właściciel telewizji kablowej Bieszczady jest innego wyznania smakowego. Na przykład woli whisky czy dobry koniak. Spór w sprawie jabol kontra whisky powinien jednak rozstrzygać się w programie Magdy Gessler, a nie na komisariacie.
Poziom absurdu życia w Polsce pod rządami PiS przekroczył już dawno poziom klaunady i głupoty z filmu braci Marx „Kacza zupa”. Tylko czekać gdy podczas zjazdu Food Tracków znajdą się wrażliwi obywatele, których uczucia religijne urazi reklama hot dogów.
Proszę o udostępnianie tego posta. Niechaj wszyscy się dowiedzą jak wesoło bawimy się w państwie PiS.
Już od dzisiaj we wszystkich kancelariach adwokackich w Polsce trwa analiza wyroków pod kątem składu osobowego we wszystkich sprawach, w których orzeczenia zapadały ostatnio(przypomnę, że Zgromadzenie Izby Warszawskiej apelowało o wyłączanie sędziów, którzy byliby nominowani z udziałem neoKRS).
Opinia rzecznika TSUE zwykle jest podzielana przez skład Trybunału. Przyjęcie wyroku w kształcie zaproponowanej dziś opinii oznaczać będzie:
nieważność wszystkich nominacji sędziowskich podjętych z udziałem neoKRS
wynikająca z w/w nieważności nominacji nieważność orzeczeń wydanych przez osoby, które otrzymały taką nominację
nieważność orzeczeń wydanych przez składy sędziowskie, w których uczestniczyła chociaż jedna osoba nominowana z udziałem neoKRS
w przypadku wyroków karnych taka nieważność skutkowałaby anulowaniem kar
oczywiście nieważnością objęte byłyby wszystkie orzeczenia tzw. Izby Dyscyplinarnej SN,
utratę statusu sędziów SN przez tych sędziów, w których powołaniu brała udział neoKRS,
spowolnienie wymiaru sprawiedliwości związane z wolnymi etatami, których nie ma kto obsadzić w związku z brakiem KRS.
Już od dzisiaj we wszystkich kancelariach adwokackich w Polsce trwa analiza wyroków pod kątem składu osobowego we wszystkich sprawach, w których orzeczenia zapadały ostatnio(przypomnę, że Zgromadzenie Izby Warszawskiej apelowało o wyłączanie sędziów, którzy byliby nominowani z udziałem neoKRS).
Czy PiS może coś na to poradzić? Oczywiście. Ma dwa wyjścia: przywrócić w Polsce praworządność lub wystąpić z UE.
Roman Giertych
Jan Hartman: Wypraszam sobie jedność z wyborcami PiS i zwolennikami Kościoła rzymskokatolickiego!
Jan Hartman
Ludzie dzielą się na dobrych i złych, mądrych i głupich, uczciwych i zakłamanych, wolnych i zniewolonych. I chociaż nie jest to podział manichejski, bez żadnych szarości i przemieszania, to jednak realny. Nie ma żadnego powodu, żeby głupi byli w jedności z mądrymi, dranie z ludźmi uczciwymi, wolni i racjonalni z niewolnikami przesądów i uprzedzeń.
Wypraszam sobie jedność z wyborcami PiS i zwolennikami Kościoła rzymskokatolickiego! Nie tylko jej nie chcę, lecz uważam dążenie do „pojednania” za niemoralne i obłudne.
Nie ma jedności bez przymusu, bez presji tę jedność wymuszającej. Jedność jest ideałem władzy, która pragnie zjednoczonego w poparciu dla niej społeczeństwa. Wezwania do jedności padały wszędzie tam, gdzie ktoś pretendował do niepodzielnej władzy i przywództwa. Kościół rzymskokatolicki wzywał Kościoły prawosławne do zjednoczenia – oczywiście na warunkach Rzymu. Członkowie Kościoła, rzecz jasna, też cieszą się pokojem i braterstwem, za cenę posłuszeństwa przełożonym i przyjmowania w pokorze tego wszystkiego, co władza kościelna, w imię Boże, nakazuje. Jedność jest jednolitością i ujednoliceniem – wszędzie i zawsze kłóci się z wolnością.
A czy jest może jakaś jedność w wolności? Ależ owszem – jedność na poziomie „meta”, polegająca na wspólnej i powszechnej zgodzie na różnorodność oraz powszechnym szacunku dla praw gwarantujących ochronę tej różnorodności jako następstwa wolności. Ale nie o taką jedność chodzi tym, którzy wciąż nawołują do „zgody narodowej” i śpiewają „abyśmy byli jedno”. Tak się jakoś dziwnie składa, że owi piewcy zjednoczenia i komunii dusz, a co najmniej szacunku wzajemnego są akurat tymi, którzy potwarzą, oszczerstwem i kalumnią rzucają w tych wszystkich, którzy nie chcą się im podporządkować.
Wezwania do jedności to obrzydliwy szantaż moralny. Przecież ten, kto jedności nie chce, ten bodaj jest za konfliktem, a nawet wojną domową! Przecież jedność jest pokojem i miłością! Otóż trzeba umieć temu szantażowi powiedzieć „nie”. Jedność ze złem, jedność pod sztandarami opresyjnej władzy albo kłamliwych mitów – jest obłudą i niczym więcej niż wymuszonym posłuszeństwem oraz gwałtem na wolności. A konflikt jest dobry, gdy jest konfliktem dobra ze złem. Nie wolno tego konfliktu bagatelizować w imię kłamliwego relatywizmu, głoszącego, że można się ponad konflikt wznieść i zająć wobec niego jakieś bezstronne, pojednawcze, a jednocześnie protekcjonalne stanowisko. To wstrętne, gdy rozmaici mędrkowie „wzywają strony konfliktu do opamiętania” – słuszność i prawda nigdy nie leżą pośrodku. Zawsze więcej racji ma jedna strona, choćby i wiele miała win na sumieniu oraz spaczonych wyobrażeń o przeciwnikach. Zawsze są opresorzy i ofiary – nawet jeśli te ofiary też są winne. To proste prawdy, w które trzeba się uzbroić, stając na wprost szantażystów biorących nas pod włos.
Na czym miałaby polegać jedność, do której z obłudnym uśmieszkiem namawiają nas pisowcy i biskupi? Do jakich miałaby się odwoływać wartości i symboli? Niech zgadnę! Otóż ta wasza jedność miałaby polegać na tym, że my, wasi przeciwnicy polityczni, mielibyśmy uznać wasze imaginarium symboliczne za własne oraz odnosić się z wielkim szacunkiem do Kościoła katolickiego. Wyliczmy wasze domniemane warunki, na jakich miałaby zostać zawiązana „zgoda narodowa”:
1. Kościół katolicki i głoszone przez niego poglądy („wartości chrześcijańskie” i „nauczanie”) stanowią niepodważalny fundament polskiej tożsamości i trwałą wartość życia społecznego. Odpowiedź: bzdura, kłamstwo, uzurpacja! Kościół jest i zawsze był tragicznym ciężarem kulturowym dla Polski, a jego historia i współczesność to pasmo wyzysku, patologii i zdrad, przetykane nielicznymi wątkami zdarzeń i sytuacji, gdy akurat interes mieszkańców Polski zgadzał się z interesem Watykanu i biskupów, co w groteskowym wyolbrzymieniu jest kłamliwie prezentowane jako „niepodważalne zasługi Kościoła dla Polski”.
2. Wspólnie oddajemy cześć polskim bohaterom, takim jak powstańcy Warszawy i „żołnierze wyklęci”, a upamiętnienie ich bohaterstwa będzie miało oprawę religijną. Odpowiedź: jest czymś moralnie niedopuszczalnym, aby w imię wytwarzania wrażenia jedności kneblować usta tym, którzy chcą mówić o tragiczności powstania warszawskiego oraz o zbrodniach popełnianych przez wielu spośród tych, których Bronisław Komorowski nazwał niegdyś żołnierzami wyklętymi. Natomiast uroczystości patriotyczne i wszelkie inne uroczystości państwowe muszą mieć charakter świecki, gdyż w przeciwnym razie zapewnienie, jakie państwo złożyło w konstytucji, iż wszystkie religie i światopoglądy będzie traktować jednakowo, będzie całkowicie niewiarygodne. Nie ma mowy o żadnym porozumieniu, dopóki religia katolicka i Kościół będą faworyzowane!
3. Jan Paweł II będzie osobą czczoną publicznie i wszyscy będą mówić o nim z najwyższym szacunkiem. To niesłychane – kto dziś chciałby wmawiać innym, że sam wierzy, iż ostentacyjna przyjaźń i ochrona, jaką Wojtyła zapewniał najgorszym zwyrodnialcom, była następstwem jego ignorancji i łatwowierności, ten robi z siebie idiotę. Kult Jana Pawła II jest policzkiem dla ofiar pedofilii, która na całym świecie przybrała za czasów jego pontyfikatu rozmiary niebotyczne, a stworzony system jej ukrywania i ochrony był szczelny i bezwzględny.
Nie jest też prawdą, jakoby Karol Wojtyła miał jakieś szczególne zasługi dla polskiej wolności. Nie tylko nie działał w opozycji, nie był represjonowany, lecz w ogóle nie uczynił niczego na rzecz Polski wolnej, to jest demokratycznej, świeckiej i niezależnej od obcych mocarstw i potęg, takich jak Stolica Apostolska. Co więcej, podpisał poniżający Polskę konkordat, który to dokument zaczyna się od hołdu złożonego przez państwo polskie jego osobie. Kult jednostki, który to sam wobec siebie Karol Wojtyła uprawiał, jest jednym z najgorszych przejawów zepsucia stosunków publicznych i jednym z największych zagrożeń dla wolności. Mówiąc językiem Kościoła – kult ten jest zgorszeniem i bałwochwalstwem. Na szczęście Watykan już się z niego całkowicie wycofał, czego nie chce przyjąć do wiadomości zacofana i egzotyczna polska prowincja katolickiego imperium.
4. Wszyscy będziemy uznawać istnienie prawa naturalnego, którego treść tłumaczy Kościół. Odpowiedź: prawo naturalne to pojęcie religijne (prawo ustanowione przez Boga i wpojone każdej, nawet niewiernej duszy), służące do wymuszania na ludziach posłuszeństwa dla doktryn kościelnych – jako rzekomo mających uniwersalną ważność. Nie poddamy się tej sofisterii i manipulacji. Nie ma żadnego prawa naturalnego, a tym bardziej żadnej specjalnej kompetencji Watykanu i biskupów w jego odczytywaniu.
5. Zgodzimy się na bardzo daleko idące ograniczenia prawa do aborcji. Odpowiedź: każdy człowiek przejęty troską o to, żeby faktycznie aborcja zdarzała się jak najrzadziej, ma obowiązek propagować powszechny dostęp do taniej antykoncepcji oraz wychowanie seksualne w szkole. Ma też obowiązek poświęcić kilka minut na dowiedzenie się, że surowe prawo antyaborcyjne nie pomaga w ograniczeniu liczby dokonywanych aborcji, a za to niesie z sobą zagrożenie dla zdrowia i życia kobiet. Jeśli tego nie uczyni, da dowód na to, że los zarodków ani płodów nic go nie interesuje, a za to interesuje go sam zakaz jako taki, bez względu na jego konsekwencje. Nie ma zgody na to, aby przemycać prawa wyznaniowe oraz kościele obsesje do prawa stanowionego!
6. Lech Kaczyński będzie szanowany. Odpowiedź: Lech Kaczyński był słabym, otwarcie subordynowanym względem swego brata prezydentem o minimalnej popularności i prawie żadnych szansach na reelekcję. Niczym specjalnie się nie zasłużył, a niektóre jego poczynania, jak Możejki czy ostentacyjna przyjaźń z Saakaszwilim, okazały się z perspektywy paru lat wielkimi błędami. Fakt śmierci w katastrofie lotniczej nikogo nie uświęca i nie zwiększa jego zasług.
7. Dmowski będzie szanowany. Odpowiedź: okazywanie szacunku zoologicznemu antysemicie jest antysemityzmem. Po prostu.
8. Nie będzie się mówić o stosunkach polsko-żydowskich w czasach wojny i w czasach okołowojennych inaczej, niż podkreślając zasługi Polaków ratujących Żydów i umniejszając krzywdy doznane przez nich ze strony niektórych Polaków. Odpowiedź: prawda historyczna jest w tej materii szalenie niekorzystna dla Polaków, jako że Żydzi doznali ze strony polskich sąsiadów nieporównanie więcej krzywd, niż zaznali pomocy. Nie ma zgody na zakłamywanie historii relacji polsko-żydowskich, podobnie jak nie ma zgody na całą resztę kłamstw, manipulacji i przemilczeń w ramach tzw. polityki historycznej.
9. Afery KNF, SKOK, Srebrnej, afera taśmowa i inne nie będą uważane za skandale całkowicie i nieodwołalnie odbierające legitymację rządowi i domagające się pełnego wyjaśnienia i osądzenia. Odpowiedź: niedoczekanie! Nie ma jedności z gangsterami!
Oto i wasze warunki „zgody narodowej”. Bardzo dziękujemy. Stawiamy całkiem odwrotne. Ludzie dzielą się na dobrych i złych, mądrych i głupich, uczciwych i zakłamanych, wolnych i zniewolonych. I chociaż nie jest to podział manichejski, bez żadnych szarości i przemieszania, to jednak realny. Nie ma żadnego powodu, żeby głupi byli w jedności z mądrymi, dranie z ludźmi uczciwymi, wolni i racjonalni z niewolnikami przesądów i uprzedzeń. Wręcz przeciwnie – jednanie się z draństwem i głupotą jest hańbą dla przyzwoitych ludzi. Chcecie jedności narodowej? Świetnie! Porzućcie obłudę, pychę, nienawiść, pogardę i ignorancję, a wtedy może pogadamy.
Jan Hartman
Roman Giertych: Plan wprowadzenia dyktatury w Polsce może się udać wyłącznie poprzez wyjście z UE lub zniszczenie Unii
Roman Giertych
Odwołanie sędziów TK, ustawy które zdezorganizowały sąd konstytucyjny oraz odmowa wykonania wyroku TK, który nakazywał Prezydentowi przyjąć przysięgę trzech prawidłowo powołanych sędziów doprowadziła do likwidacji TK.
Wczorajszy wyrok TSUE zmienia paradygmat UE. Do wczoraj Unia była organizacją międzynarodową, którą tworzyły kraje suwerennie kształtujące swoje prawa. Decyzja TSUE oznacza, że jeden z organów UE uzyskał uprawnienie do uchylania prawa stanowionego przez parlamenty narodowe. Nie oceniam, czy to dobrze, że taki precedens powstał, ale fakt jego powstania jest bezsporny.
Łatwo sobie wyobrazić, że procedura uchylania ustaw będzie w przyszłości wielokrotnie stosowana. Skoro raz Komisja Europejska uzyskała uchylenie ustawy poprzez skargę do TSUE, to nigdy z tego prawa nie zrezygnuje. Tak więc UE uzyskała możliwość nie tylko stanowienia prawa, ale również uchylania ustaw parlamentarnych.
Nadto istnieje procedura wdrażania w życie wyroków TSUE poprzez sankcje finansowe dla państw członkowskich. Mogą być one tak dotkliwe, że wymuszą wdrażanie wyroków TSUE.
Co spowodowało, że tak ogromna zmiana została przyjęta? Odpowiedź jest prosta. Przyczyną jest likwidacja polskiego Trybunału Konstytucyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę. Odwołanie sędziów TK, ustawy które zdezorganizowały sąd konstytucyjny oraz odmowa wykonania wyroku TK, który nakazywał Prezydentowi przyjąć przysięgę trzech prawidłowo powołanych sędziów doprowadziła do likwidacji TK.
Dzisiaj rzekoma prezes TK zajmuje się gotowaniem zupy prezesowi PiS, a nie oceną konstytucyjności ustaw. Dotychczas to TK uznawał, że stoi ponad TSUE. Skoro TK nie ma, to rolę najważniejszego sądu w Polsce, a poprzez precedens również w innych krajach UE uzyskał TSUE.
Kaczyński i Duda to paradoksalnie autorzy federacji europejskiej. Wyrok TSUE oznacza, że plan wprowadzenia dyktatury w Polsce może się udać wyłącznie poprzez wyjście z UE lub zniszczenie Unii. Dlatego Jarosław Kaczyński będzie ku temu zmierzał.
Amerykańska eskapada Andrzeja Dudy ukazuje po raz kolejny pewien charakterystyczny rys pisowskiej Polski przywodzący na myśl tzw. Republikę Bananową (RB), lub stosując odchodzącą w zapomnienie nazwę kraj Trzeciego Świata.
To właśnie politycy, a głównie prezydenci w/w krajów kupowali najdroższe odrzutowce, mundury i czołgi, które potem często niszczały w magazynach i na lotniskach. To zbawcy ojczyzny i przyjaciele ludu tacy jak Mobutu, Bokassa, Sukarno i Nkrumah, że wymienię tylko najbardziej wsławionych, chwalili się równo ustawionymi na pasach startowych i przelatującymi nad głowami uśmiechniętych i machających dygnitarzy, najnowszymi myśliwcami. To przywódcy RB robili gigantyczne zakupy w Stanach Zjednoczonych i innych wysoko rozwiniętych krajach najnowszych myśliwców, bo te robią największy hałas podczas lotu i świetnie się prezentują. Nie zawracali sobie głowy sytuacją gospodarczą, budżetem, poziomem zadłużenia i tego typu irytującymi drobiazgami, zwłaszcza ceną i nie zadają sobie pytania, czy na te zabawki nas stać i czy są one potrzebne?
PiS przechwala się zakupami broni i gazu w USA, ale gaz kupiliśmy znacznie drożej niż za cenę proponowaną np. przez Rosję (197 dol za 1000 m3, w USA 400 dol. Za 1000 m3). Samoloty bez umowy offsetowej za kwotę wielu mld dolarów (dane prasowe), pomijając wstępny charakter tej transakcji jest to kwota niewyobrażalnie wysoka, jak na nasze możliwości i potrzeby.
Polska nie szykuje się do wojny ani obronnej, ani tym bardziej zaczepnej. Myśliwce zwłaszcza F-35 to samoloty ofensywne, a według wielu specjalistów rola myśliwców na współczesnym polu walki maleje na korzyść śmigłowców.
Mina p. Trumpa jego gesty i protekcjonalny ton jakim zawsze mówił o Polsce i Polakach (nie wiem czy dokładnie zna choć jeden fakt i nazwisko z naszej historii?) – macie dobry gust itp. świadczą o tym, że jest dobrym kupcem, a nie przywódcą wolnego świata. Co po raz kolejny potwierdził wysyłając pochlebny list to zbrodniarza Kim Dzong-una akurat w momencie, gdy w prasie ukazały się zdjęcia pól śmierci i stwierdzając, że nie niepokoi go stan demokracji w Polsce. A pasków w TVP pan nie widzi panie Trump?, a niezależność sądów, łamanie Konstytucji, nagonka i szczucie na niezależnych ludzi i środowiska w Polsce są panu znane?
Polska i Polacy byli zawsze zakochani w Ameryce i byli najwierniejszym jej sojusznikiem, obawiam się, że p. Trump doprowadzi do tego, że to się skończy. I mam nadzieję, że najbliższe wybory Donald Trump przegra, albo wcześniej zostanie usunięty w wyniku procedury impeachmentu?
Istotną cechą RB jest niejasność powiązań polityki, biznesu, wymiaru sprawiedliwości, który ma służyć władzy, jak zresztą wszystko. W RB wszystko jest podporządkowane władzy, a jej przedstawiciele mają dość swobodny stosunek do prawdy i przyzwoitości. Andrzej Duda w USA atakował polskich sędziów za orzekanie w stanie wojennym i komunistyczne filiacje, podczas gdy w rzeczywistości jest tylko jeden sędzia, który orzekał w stanie wojennym i jego orzeczenia nie miały represyjnego charakteru, natomiast twarzą pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości jest prokurator stanu wojennego.
Premier został dwukrotnie skazany przez sąd na sprostowanie swoich słów, a pisowskie media uprawiają propagandę w najgorszym stylu. Dowiadujemy się, że rządzona przez PiS Polska jest sercem Europy, że publiczne media są oazą wolności i pluralizmu, że polityka rządu i ostatnie decyzje w sprawach klimatycznych są korzystne dla klimatu i przyrody, że pisowskie działania są zawsze nacechowane poczuciem patriotyzmu, troską o dobro wspólne, prawdę, szacunek dla historii i dlatego kto jest przeciwnikiem PiS-u jest przeciwnikiem Polski, zdrajcą, targowicą, lewakiem, komunistą i zaprzańcem.
W RB działa podobny mechanizm utożsamiania interesów politycznego przywódcy, zawsze jest to jeden człowiek wyraźnie określony i wyodrębniony, którego interes jest tożsamy z interesem całego państwa, a jednocześnie reprezentuje interesy i poglądy zwykłego człowieka, przeciętnego obywatela, zatroskanego o losy ojczyzny i wolnego od podłego politykierstwa.
W przeciwieństwie do wielu RB źródłem władzy w Polsce pozostaje wola wyborców, znaczenie najbliższych wyborów jest z oczywistych powodów wyjątkowe i dlatego poświęcę im kilka uwag przy okazji dziękując Władysławowi Frasyniukowi za trafną diagnozę p. Schetyny.
Ze Schetyną jako symbolem i liderem demokracji wyborów się nie wygra, dlatego należy go głęboko schować razem z jego uroczym uśmiechem. Twarzami tych wyborów powinni być między innymi triumfatorzy wyborów do PE np. Arłukowicz, Łukacijewska i samorządowcy.
Wielka koalicja jest możliwa pod warunkiem, że będzie autentyczną a nie dyktatem jednego człowieka lub partii. Czas szczegółowych programów minął, nikt ich nie czyta i nie zna. Potrzebne są nośne hasła i obszary zainteresowań, które politycy opozycji trafnie na ogół wskazują: głównie – służba zdrowia, edukacja, emerytury, samorządy, demokracja, wolne media. Decyzje należy podejmować w oparciu o badania i analizy, a nie na podstawie intuicji.
Od uczciwości, pracowitości, woli walki, patriotyzmu, a nie egoizmu zależy po raz kolejny los Polski.
Jan Hartman: Jak wygrać te cholerne wybory? Gniewem i furią!
Jan Hartman
Trzeba zrobić dokładnie to, od czego odżegnują się mdli i oportunistyczni politycy. Trzeba straszyć PiS, i to straszyć na całego! A jednocześnie zapowiadać rozliczenie wszystkich afer i nadużyć do samego końca i do samego dna – od Warszawy po Pcim. Niech się boją, a nasi niech poczują krew politycznej wendety.
To co wyrabiają politycy po klęsce (klęsce, nie porażce) w wyborach do PE, budzi we mnie złość i skłania do jak najgorszych prognoz na jesień. Niestety, swoje dokładają liberalni komentatorzy, zajęci głównie zaklinaniem rzeczywistości i przypochlebianiem się wiejsko-małomiasteczkowemu elektoratowi PiS, aby przypadkiem nie czuł się niedoceniony, a tym bardziej obrażony przez Hartmano-Jandyzm, zwany też klasizmem.
Huczy od wezwań do stachanowskiej pracy w terenie, do rozmnożenia Arłukowiczów i Łukacijewskich, ducha niegaszenia i pokory, pokory, jeszcze raz pokory. Bo pokorą wobec wyborcy wygrywa się wybory, jakoż władza służbą społeczeństwu jest. Nonsens. Wygrywa się walecznością. Nie wolno lękać się konfrontacji, artykułowania antagonistycznych interesów, krytyki nie tylko rządu, lecz i jego zaplecza. Nie można dogodzić wszystkim!
Z tym jeżdżeniem po wsiach przez całe lato to są głupstwa, proszę Koleżanek i Kolegów, głupstwa i dziecinada. Mizdrzenie się do gminnych parafian, zwanych ostatnio „osobami o niskim kapitale kulturowym”, to strata czasu i zwykła błazenada. Trzeba mieć swoją godność i charakter, a nie suszyć zęby byle gdzie, bez ładu i składu. Nigdy, ale to nigdy miastowy z PO nie będzie bardziej wiarygodny dla proboszczowych owieczek oraz „beneficjentów transferów socjalnych” (o, nowomowo!) niż burak czy ćwok – swojak, popierany przez proboszcza i mogący coś załatwić „dla ludzi”.
Szukanie przez demokratów wyborców tam, gdzie ich nikt nie chce, razem z całą tą ich demokracją, praworządnością i Europą, jest jak puszczanie Bacha w remizie strażackiej w oczekiwaniu na przyjazd ukochanego zespołu disco polo. Nie można mieć wszystkiego!
Większości ludzi nie interesuje żadna demokracja, rządy prawa, sądy i inne sprawy miłe sercom „osób o wysokim kapitale kulturowym”. Jeśli zaś demokracja i kultura są w naszym kraju domeną mniejszości, to pozostaje mobilizowanie własnego elektoratu. Żadne rajdy po „naszabeatkowym” Podkarpaciu nie pomogą – wygrać wybory można tylko dzięki zagnaniu do urn wszystkich ludzi posiadających jakąś świadomość obywatelską i przynajmniej elementarne rozumienie wartości konstytucyjnych. Jeśli tacy ludzie stanowią ok. 40 proc. społeczeństwa (12 mln wyborców) i uda się sprawić, aby zagłosowało w wyborach 75 proc. z nich (9 mln – znajdziecie nas w sieci!), to przy frekwencji ogólnej 60 proc. (18 mln) można wycisnąć do 50 proc. głosów.
Oczywiście, są to założenia optymistyczne, ale nawet gdyby to było 45 proc., to już można odepchnąć PiS. Rzecz jasna pod jednym warunkiem – że głosy nie zostaną rozproszone, a więc cała koalicja pójdzie ławą. Każdy odszczepieniec idący po swoje wyimaginowane 5 proc. lub tylko po dotację (3 proc.) będzie warchołem na usługach Kaczyńskiego. Jakie dwa bloki? Przecież to oznacza przegraną!
I trzeba to mówić głośno, nie przebierając w słowach! Tak jak głośno mówiliśmy w 2015 r., że jak Miller z Palikotem i Nowacką będą udawać, że „jednoczą lewicę”, to dostaną 7,5 proc. i złożą Polskę u stóp prezesa (dokładnie to pamiętam, te rozpaczliwe SMS-y: „dostaniecie 7,5 proc.!”). Tak się wtedy stało i stanie się dokładanie to samo, gdy znów wygrają narcyzm, egoizm i mitomania pewnych panów, zapowiadających dziś, że oni jednak chętniej osobno.
Od dojrzałości i odpowiedzialności dosłownie kilku osób zależy dziś los naszego kraju. To potwornie frustrujące, gdy ludzie, od których tak bardzo jesteśmy zależni, zachowują się jak dzieci. Albo jak cyniczni macherzy od politycznego biznesu, gotowi nawet na kolaborację z reżimem, byleby utrzymać swoje intratne interesiki w terenie.
Biję się w piersi – jako komentator pomyliłem się sromotnie, wieszcząc po wielokroć rychły upadek Jarosława Kaczyńskiego. Ale w innych dużych sprawach miałem rację i przewidywałem poprawnie. Może więc warto przynajmniej przeczytać, polityczko, polityku, dziennikarko, dziennikarzu. Straszne bachory czasem mają więcej słuszności, niż gotowi jesteśmy przyznać na głos.
Wybory do PE zrealizowały scenariusz, przed którym jako KOD ostrzegaliśmy Grzegorza Schetynę, Ryszarda Petru, Włodzimierza Czarzastego i innych liderów już w 2016 r. Pod auspicjami KOD i patronatem Mateusza Kijowskiego (mającego wówczas bardzo znaczny autorytet społeczny) oraz Janusza Onyszkiewicza zorganizowaliśmy komitet porozumiewawczy partii opozycyjnych pod nazwą Komitet Wolność Równość Demokracja. Nasze przesłanie było jasne: z PiS można będzie wygrać, tylko idąc szeroko, w koalicji wszystkich liczących się sił opozycji, lecz tworzenie tej koalicji trzeba zacząć już teraz, aby społeczeństwo mogło się z tym oswoić, zaś politycy zaufać sobie i stworzyć wspólne minimum programowe.
Niestety, na kilkanaście bodajże spotkań KWRD największe partie przysyłały działaczy z drugiego szeregu albo nikogo. Zwłaszcza Schetyna zignorował tę inicjatywę. Po co miałby się lansować Kijowski i jego ludzie? Trzeba będzie, gdzieś tam przed wyborami, to się koalicję zrobi.
I to myślenie się zemściło. I co, nie warto było słuchać mądrych ludzi, na czele z Januszem Onyszkiewiczem? Słuchanie niestety nie jest mocną stroną narcystycznych przywódców. Oni zawsze wiedzą lepiej, a po przegranej mają na wszystko wytłumaczenie.
Jestem niepoprawnie naiwny, wierząc, że może tym razem posłuchają. Nie mnie oczywiście, patentowego krzykacza, lecz innych, mających u polityków i dziennikarzy jakiś autorytet – o ile zechcą się ujawnić z głosem rozsądku. Bo w tej kakofonii obłudy, naiwności i mitomanii poważnym ludziom niełatwo przychodzi zabierać głos. No więc – co też trzeba zrobić, żeby te wybory wygrać?
Otóż trzeba zrobić dokładnie to, od czego odżegnują się mdli i oportunistyczni politycy. Trzeba straszyć PiS, i to straszyć na całego! A jednocześnie zapowiadać rozliczenie wszystkich afer i nadużyć do samego końca i do samego dna – od Warszawy po Pcim. Niech się boją, a nasi niech poczują krew politycznej wendety. Niech wyborcy się cieszą, że „będzie się działo”. Niech im się chce zagłosować, aby to zobaczyć na własne oczy. Niech nowy cowboy przypomni im, gdzie mają być w samo południe!
Trzeba naszym opowiedzieć dwie historie – o Polsce oligarchii i orbánowskiej dyktatury w razie wygranej PiS i Polsce żelaznej konsekwencji w przywracaniu prawa i sprawiedliwości w razie zwycięstwa opozycji. Opozycja musi mieć plan konkretnych ustaw naprawczych, restytuujących niezawisłość sądów i niezależność wymiaru sprawiedliwości, służbę publiczną i media publiczne.
Musi też mieć jakiś program pozytywny, choćby kilka haseł. Rzecz jasna program, w którym jest jakaś moc, sprawczość, bo pod jednym względem Kaczyński zawsze miał rację – polskie państwo zawsze było słabe, „impossybilne”. Koalicja musi być sexy, czyli wyrazista, nielękliwa. I wcale nie musi mieć jednej twarzy, charyzmatycznego przywódcy. Rozsądni ludzie wcale tego nie oczekują. Żądają od polityków racjonalności i wiarygodności, a nie boskiego szału.
Gdyby nad minimum programowym opozycji dyskutowano od trzech lat, tak jak to proponowaliśmy w ramach inicjatywy KWRD, nie byłoby dziś żadnego problemu. A tak trzeba wymyślić coś ad hoc. Co to mogłoby być?
Gdybym miał coś zaproponować, licząc się z różnicami poglądów koalicjantów, to skupiłbym się na kilku punktach. Z konkretów: przywrócenie handlu w niedzielę, nowe przedszkola i żłobki, usprawnienie i doinwestowanie sądów, zwłaszcza gospodarczych, program ekonomicznego budownictwa komunalnego na gruntach publicznych, podniesienie płac w służbie zdrowia i wyrównanie braków kadrowych wśród pielęgniarek i lekarzy, a tym samym poprawienie dostępności świadczeń medycznych, ratunek dla psychiatrii (zwłaszcza dziecięcej) i wsparcie epidemiologiczne najbardziej istotnych dziedzin medycyny (gerontologia, neurologia), wsparcie dla transportu publicznego na wsi, likwidacja Centralnego Portu Lotniczego na rzecz rozbudowy istniejących lotnisk, zatrzymanie budowy „przekopu”, wprowadzenie dobrowolnej edukacji seksualnej do szkół oraz przeniesienie lekcji religii na pierwszą i ostatnią godzinę zajęć, komisja do spraw pedofilii, ustawa reprywatyzacyjna, dająca skromne rekompensaty i porządkująca stosunki własnościowe, przywrócenie cywilizowanych praw handlu ziemią, rozbicie imperium Lasów Państwowych, ograniczenie myślistwa i wycinki drzew, podniesienie podatków dla bogatych oraz kwoty wolnej od opodatkowania, podniesienie akcyzy na alkohol i papierosy.
Ze spraw ogólniejszej natury: wzmocnienie podmiotowości samorządów na poziomie gminy i powiatu, wdrożenie planu wygaszania energetyki węglowej i rozwoju nowoczesnych technologii energetycznych, wzmocnienie prawnej ochrony parków narodowych i rezerwatów, przygotowanie infrastruktury wodnej w związku z ocieplaniem klimatu, wejście na drogę przyjęcia euro w ciągu 10 lat, zwiększenie transparencji i podmiotowości państwa w relacjach państwo–Kościół, naprawa dyplomacji i przywrócenie zrujnowanych relacji z Unią Europejską, poprawa stosunków z Rosją i ożywienie handlu ze wschodem, restytucja zdewastowanych przez czystki Macierewicza kadr wojskowych, doposażenie policji.
To tylko przykład. Rzecz w tym, aby program był, i to konkretny. Polsce inteligentnej i myślącej demokratycznie niepotrzebna jest tłusta wyborcza kiełbasa. Obywateli nie trzeba przekupywać, ba, można im nawet podnieść podatki – byleby widzieli, że ma to sens, bo państwo będzie mocniejsze, bardziej praworządne i racjonalne.
Koalicja musi wykrzesać z siebie ducha walki. Musi być lwem, a nie misiem występującym na ludowych festynach. To musi być brutalna kampania, prawdziwa gra o wszystko, której stawką jest przetrwanie demokracji w Polsce. To nie są żarty – przykłady Erdoğana, Orbána i wielu innych pokazują, że całkowity demontaż demokratycznego państwa prawa jest jak najbardziej możliwy, a ustanowienie partyjno-biznesowej oligarchii może zająć ledwie kilka lat.
Kaczyński nie zawaha się rzucić na szalę wszystkiego, co ma. PiS uczyni wszystko, by zagnać do urn cały swój elektorat – wszystkich prostych ludzi, wszystkich ludzi biednych, wszystkich ludzi zaczadzonych nacjonalizmem czy bigoterią.
Jego łowiskiem jest połowa społeczeństwa. Łowisko koalicji jest nieco mniejsze, ale za to łatwiejsze do zaktywizowania. Wygramy te cholerne wybory tylko wtedy, gdy uda nam się przez lato rozpalić w ludziach emocje podobne do tych, które przyniosły nam (nieznaczne, lecz decydujące) zwycięstwo nad PZPR w 1989 r.
Albo ludzie uwierzą, że trzeba obalić tę neokomuną, albo nie uwierzą, że jest to możliwe, i wybiorą urządzanie się w czarnej d… A wtedy mamy PRL bis. Karty (słabe, bo słabe) są w Waszych rękach, nasi kochani przywódcy. Zabierajcie się do roboty: porozumienie, program, dobre materiały do sieci i na plakaty, a przede wszystkim mocne listy, z nowymi, wyrazistymi ludźmi, niekoniecznie z partyjną legitymacją. Bez otwartych, ciekawych list, bez rywalizacji samych kandydatów, bez energii i odwagi nic z tego nie będzie. Teraz, już, nie ma ani dnia do stracenia! Kto nie z nami, ten przeciwko nam. Żelazna pięść. Nie spieprzcie tego!
PS I jeszcze jedno – jeśli zamierzacie zadowolić się wspólnymi listami do Senatu, to się bardzo zdziwicie. Kaczyński pośle swoje najmocniejsze nazwiska na Senat i będziecie świętować… 45 foteli senatorów. Nie da się wygrać samego Senatu. To mrzonka.
Krzysztof Skiba: Jarosław Kaczyński obrońcą Westerplatte
Wszyscy Prawdziwi Polacy doskonale wiedzą, że prezes Jarosław Kaczyński był obrońcą Westerplatte.
Major Henryk Sucharski korzystał z cennych rad Prezesa dotyczących strategii obrony i tylko dzięki tej wiedzy udało się wytrwać na posterunku przez siedem długich dni, walcząc z przeważającą siłą wroga.
Oczywistym więc jest, że obecnie PiS uważa tereny Westerplatte za swój prywatny, partyjny teren i temu też ma służyć spec ustawa, którą w pośpiechu się przegłosuje.
Komisja Infrastruktury przyjęła z poprawkami poselski projekt ustawy o inwestycjach w zakresie budowy Muzeum #Westerplatte i Wojny 1939. Na posła sprawozdawcę wybrany został Jan Kilian. pic.twitter.com/Ku4YvsneRN
Po Placu Piłsudskiego w Warszawie, na którym wbrew miastu i warszawiakom postawiono „schodki smoleńskie”, kolejne miejsca będą upartyjniane. Planuje się zabranie góralom Giewontu, Sopotowi zabierze się molo, a Kraków będzie musiał oddać smoka wawelskiego. Będzie pięknie!
Język pana Premiera jest bezpośrednim dziedzictwem z PRL-u. To wtedy uczono nas, pana Prezesa, równym mu wiekiem biskupów i księży, jedynej prawdziwej demokracji ... ludowej oraz obrzydzano demokrację zachodnią. I tak to pozostało w ich głowach.
Potomkowie starożytnych (Greków?), tzn. pisowcy, według największego eksperta, pana Premiera, strzegą greckiej demokracji! Nie wiem, kto czuwa nad rozwojem intelektualnym tego mędrca, ale czuję w tych słowach obecność któregoś z dawnych, peerelowskich księży- patriotów, a raczej duchownych współpracowników z SB.
Język pana Premiera jest bezpośrednim dziedzictwem z PRL-u. To wtedy uczono nas, pana Prezesa, równym mu wiekiem biskupów i księży, jedynej prawdziwej demokracji … ludowej oraz obrzydzano demokrację zachodnią. I tak to pozostało w ich głowach.
Przerażająca mentalność postkomunistyczna PiS-u oraz narodowych katolików nie ukryje się pod pseudo-chrzecijańskimi hasłami. Metody rządzenia, inwigilacji, łamania zasad praworządności są wspólne dla Demokracji Ludowej i Demokracji „polskich neo-Greków”.
Igraszki z demokracją są typowe dla reżymów dyktatorskich. Podobnie jak igraszki z wiarą chrześcijańską. Zakładają one fakt, że lud jest po prostu głupi, niewykształcony, prymitywny. Przy pomocy wyrafinowanych kłamstw i półprawd można nim manipulować – tego doświadczaliśmy w czasach komuny, tego doświadczamy dzisiaj.
Dla tak wyrafinowanych kłamców nie ma zmiłowania. Nie jestem z tego świata. „Powiadam wam, że pomrzecie w grzechach swoich” (por. J 8,24)
Ks. Stanisław Walczak
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE
Funt szterling (GBP)
5.0555 zł
Kurs Bank of England: 5.0221 zł
Aktualizacja: 23:55:03 28-08-2026