Kamila Gasiuk-Pihowicz: PiS boi się rezultatu postępowania przed niezależnym, unijnym Trybunałem

Kamila Gasiuk-Pihowicz
PiS wyraźnie boi się rezultatu postępowania przed niezależnym, unijnym Trybunałem. Jest to swoiste potwierdzenie, że politycy PiS mają świadomość, że ustawy upolityczniające KRS i SN łamią i polską Konstytucję i unijne prawo.
Procesy przed unijnym Trybunałem to pierwszy krok do tego, żeby przywrócić każdej Polce i każdemu Polakowi prawo do niezależnego sądu. Do tego, żeby przywrócić niezależność Krajowej Rady Sądownictwa od polityków.
PiS za wszelką cenę stara się procesy przed unijnym Trybunałem opóźnić. Temu służyło złożenie wniosku o wyłączenie sędziego Koena Laenartsa. Tak naprawdę nie było do tego żadnych podstaw. Nie dziwię się więc, że wniosek został odrzucony.
Przedstawiciele PiS chcieli wyłącznie odwlec w czasie rozpoznanie niewygodnej dla siebie sprawy. Tego typu prawne wybiegi mogłyby sprawdzić się w instytucjach obsadzonych nominatami partii rządzącej, ale nie przed Trybunałem w Luksemburgu.
PiS wyraźnie boi się rezultatu postępowania przed niezależnym, unijnym Trybunałem. Jest to swoiste potwierdzenie, że politycy PiS mają świadomość, że ustawy upolityczniające KRS i SN łamią i polską Konstytucję i unijne prawo. Gdyby mieli przekonanie o zgodności tych ustaw z prawem europejskim to spokojnie czekaliby na rozstrzygnięcie TSUE.
Kamia Gasiuk-Pihowicz
Prima Aprilis, All Fool`s Day czy Dzień Ryby – poznajcie historię kwietniowych żartów
Chyba nie ma osoby, która chociaż jeden raz w życiu nie dała się nabrać na żart z okazji Prima Aprilis. Już maluchy w przedszkolu ogarnia w tym dniu istne szaleństwo, a i dorośli niejednokrotnie padają ofiarą zmyślonych artykułów w gazetach, tudzież wyssanych z palca komunikatów telewizyjnych czy radiowych.

Bawimy się świetnie, ale czy zastanawialiście się kiedyś nad historią tego dnia? Skąd się wziął, skąd pochodzi, czy oprócz Polski ten dzień obchodzony jest w podobny sposób w innych krajach świata?
Nazwa Prima aprilis, wywodzi się z łaciny (Prima dies Aprilis) i oznacza dosłownie dzień żartów. Jest to zapoczątkowany w połowie XIII wieku, obyczaj związany z pierwszym dniem kwietnia i obchodzony w wielu krajach świata.

Prima Aprilis, polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. W Wielkiej Brytanii nazywany jest Dniem Głupca („April Fool’s Day” lub „All Fool’s Day”), a we Francji Dniem Ryby. Zwyczaj ten pochodzi ze starożytnego Rzymu.

Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem głosu córki, ale echo ją zwiodło.
Chrześcijaństwo wiąże prima aprilis z Judaszem Iskariotą. Miał się on urodzić właśnie pierwszego kwietnia i dlatego dzień ów kojarzył się z kłamstwem, obłudą, fałszem i nieprawdą.
Geneza tego święta jest jednak zupełnie inna. W 1235 roku sobór we Francji ustanowił datę 25 marca jako „święto Zwiastowania”. Pomimo, iż kalendarzowy 1. dzień nowego roku wypadał 1 stycznia, często, w wielu krajach np. Wielkiej Brytanii to właśnie dzień Zwiastowania NMP obchodzony był jako początek nowego roku. Prezenty noworoczne otrzymywano 1 kwietnia. Zwyczaj ten trwał do połowy szesnastego wieku czyli do reformy kalendarza. Obchodzono go w bardzo podobny sposób jak obecnie z przyjęciami i tańcami.
W roku 1562, papież Grzegorz XIII wprowadził nowy kalendarz dla świata chrześcijańskiego, nowy rok przypadał na pierwszy stycznia. Jednakże, byli ludzie, którzy nie słyszeli lub nie wierzyli w zmianę daty. Nadal obchodzili nowy rok pierwszego kwietnia. Inni w tym dniu robili im kawały i nazywali ich „kwietniowymi głupcami”.
W krajach hiszpańskojęzycznych 28 grudnia obchodzony jest Día de los Santos Inocentes jako katolickie święto Dzień Niewiniątek. Jest on okazją do żartów i kawałów, jest odpowiednikiem prima aprilis.
Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej. Upowszechnił się w Rzeczypospolitej w XVII w., w podobnej formie, w jakiej występuje do dzisiaj. Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy. Przeświadczenie to przeniknęło nawet do najwyższych kręgów państwowych – przykładowo sojusz antyturecki z Leopoldem I Habsburgiem podpisano 1 kwietnia 1683, ale antydatowano go na 31 marca, aby na dokumencie nie widniała data prima aprilis.
Z robieniem psikusów przez dzieci w wieku szkolnym związany był w niektórych regionach także 12 marca – dzień św. Grzegorza, patrona uczących się. Obyczaj ten nosił nazwę gregorianek lub gegołów.
Źródło: Wikipedia
Zbigniew Hołdys: PiS straszy społeczeństwo rzekomym #ACTA2 i cenzurą. Niech się pukną w czoło
Podajcie to dalej, zwłaszcza tym oszczercom i kłamcom (np. wodzowi PIS), którzy mówiąc o prawie autorskim straszą społeczeństwo rzekomym #ACTA2 i cenzurą. Niech się pukną w czoło. Pismo obrazkowe. Każdy skuma.




Magdalena Środa: Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit

Magdalena Środa
PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii.
Uważam, wbrew szefom różnych partii, że te wybory będą znacznie ważniejsze niż krajowe, jeśli PiS wygra, koniec naszego członkostwa w UE. Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit.
Oczywiście poczucie winny przyjdzie znacznie później, gdy już będziemy na zupełnym marginesie Unii lub poza nią, i dziś warto przyglądać się doświadczeniu Brexitu; kto do niego doprowadził i w czyim interesie byłoby to (ciągle nieudane) wyjście WB.
PiS ma może inne motywy (nie biznesowe ale nacjonalistyczne; ciągle kultywuje XIX wieczne marzenie o Wielkiej Polsce a właściwie Wielkiej Władzy), ale zapewne uważnie przygląda się Brexitowi by uniknąć błędów i kompromitującego chaosu, który jest dziś udziałem Brytyjczyków.
PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii. Nie wyciągnie Polski w pojedynkę, będzie rozdrapywał Unię systemowo, od środka. Jego kandydaci/kandydatki to forpoczty polexitu. Nie będą tam debatowali bo nie potrafią, lecz głosowali pouczani przez nacjonalistyczne centrale.
Magdalena Środa
Bezczelne „poprawianie” demokracji musi mieć swój kres. Kimże jest pan J. Kaczyński, by narzucać swym rodakom takie brednie?

Ks. Stanislaw Walczak
To właśnie krętacze z PiS odważyli się na zanegowanie wszelkiej praworządności, a sprawiedliwością nazywają partyjny przywilej, by sprawiedliwości wobec siebie samych unikać.
W ukrytej sprytnie samokrytyce, pan prezes PiS-u zacytował niezwykłe słowa J. Tuwima. Spryt jego polega na tym, że cytatu nie dokończył i tylko pilny uczeń języka polskiego, który nigdy nie został siedzieć z „pałą” z tego przedmiotu, jest w stanie pojąć sens prezesowskiej ironii:
„Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – srawiedliwość.”
(J. Tuwim, „Kwiaty polskie”- „Modlitwa”)
W przypływie szczerości i samokrytyki słusznie prezes PiS stwierdził, że „ci krętacze ciągle działają, także w naszym kraju”. Wszak od kilku lat krętacze zmienili znaczenie słowa „bezprawie” na „Prawo”, a wybiórczą sprawiedliwość na „Sprawiedliwość”. To właśnie krętacze z PiS odważyli się na zanegowanie wszelkiej praworządności, a sprawiedliwością nazywają partyjny przywilej, by sprawiedliwości wobec siebie samych unikać.
W krętacki sposób oświadczył też w Gdańsku, że „Polska w dzisiejszym świecie, gdzie wolność się cofa – trzeba tak to sobie jasno powiedzieć – w Europie pozostanie wyspą wolności. Dzięki komu? Dzięki Polakom i dzięki PiS”. I rzeczywiście, bezkarność w kłamaniu, praniu mózgów, w ograniczaniu wolności sędziów jest szczytem wolności. W ten sposób, ideologicznie wpierana samowola, staje się w kraju wyrazem najpiękniejszej wolności.
Zarówno pan prezes, jak i pan premier, muszą walczyć o wolność w Internecie. W przeciwnym przypadku rozpasanie ich trolli mogłoby zaszkodzić partyjnym interesom. I chociaż Parlament Europejski podkreśla , że ostatnia dyrektywa ma uderzyć głównie w duże koncerny i firmy medialne działające na rynku, a osoby prywatne nie powinny więc martwić się o to, że ich wolność zostanie ograniczona – pan prezes jednak pokusił się o górnolotne hasła i obietnice. I – oczywiście – przekonywał, że sam ustrój demokratyczny wolności nie gwarantuje, bo uszanowane muszą być też takie wolności, jak wolności obywatelskie. Rzecz jasna – tylko pan prezes jest gwarantem praw obywatelskich. Cóż za ohyda!
Bezczelne „poprawianie” demokracji musi mieć swój kres. Kimże jest pan J. Kaczyński, by narzucać swym rodakom takie brednie? Czy wymyślił coś lepszego niż demokracja?
Pan prezes wzrastał w atmosferze tzw. „demokracji ludowej”, kiedy to dokładnie w ten sam sposób jego wychowawcy napadali na demokrację Zachodnią. I to mu pozostało! Raz więc jeszcze potwierdza się ludowa mądrość: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.”
Wraz z J. Tuwimem trzeba nam dzisiaj modlić się: „Niech prawo zawsze prawo znaczy,
a sprawiedliwość – sprawiedliwość.”
Ks. Stanisław Walczak
Jan Hartman: Nauczyciele 2019 jak stoczniowcy 1980

Jan Hartman
Marzy mi się, aby nauczyciele wywołali falę, która przyniesie obalenie reżimu – tak jak 30 lat temu. Obalenie w wyborach, rzecz jasna. Tylko czy nauczyciele mogą poczuć się jak stoczniowcy Gdańska i Szczecina?
Może jestem człowiekiem małej wiary, ale obawiam się, że strajk nauczycieli może w ogóle nie dojść do skutku. Boję się, że Kaczyński każe dwa dni przed planowanym strajkiem rzucić nauczycielom w twarz podwyżkę o 600 zł plus jeszcze 400 za pół roku czy rok, wszyscy odtrąbią sukces. Będzie pięknie, a kolejne grupy zawodowe ustawią się w kolejce po podwyżki, żeby jeszcze zdążyć przez wyborami. Dostaną, czego chcą, kosztem deficytu budżetowego, który populistom, jak wiadomo, nie przeszkadza. Jeśli przekroczymy bezpieczne 3 proc., to oddali się „widmo” przyjęcia euro, a za to przybliży polexit. Kaczyński drukowania pieniędzy się nie boi, bo o tym za pół wieku nikt nie będzie pamiętać, a za to wieże, pomniki i ulice imienia jednego czy drugiego Kaczyńskiego zostaną. Pycha kroczy przed upadkiem, ale dokąd zdoła zajść, to jej.
Może się jednak przeliczyć. Zostaną te pomniki albo i nie. Bo jak raz przyjdzie moda na czyszczenie przestrzeni publicznej z kultu jednostki bądź jednostek wysoce kontrowersyjnych, to w trymiga mogą polecieć Kaczyńscy, a kto wie, czy paru setkom „Janów Pawłów” też się nie dostanie; w końcu wieloletnie faworyzowanie i obsypywanie łaskami powszechnie znanych zboków to nie jakieś hocki klocki. No ale to pieśń przyszłości. Nie tak dalekiej może, ale przyszłości.
Tymczasem wciąż jednak mamy szanse na to, że 8 kwietnia zastrajkuje 80 proc. szkół w Polsce. Uczniowie i rodzice niby się martwią, ale nie tak bardzo, bo wiadomo, że jak mówią Rosjanie, „koniec końców” państwo nigdy nie zostawia mas na lodzie i w taki czy inny sposób wszyscy po wakacjach do jakichś tam szkół pójdą. A przy okazji ma młodzież poglądową lekcję wychowania obywatelskiego. Będzie miała co opowiadać wnukom.
Nie wiem, czy w głowie Kaczyńskiego wygra w końcu arogancja (jak w przypadku strajku niepełnosprawnych w Sejmie), czy może duch przekupstwa (ostatnio kawały kiełbasy wyborczej wylatują z okien Nowogrodzkiej jak gołąbki ze strychu). Nikt tego nie wie. Tak czy inaczej marzy mi się, żeby w swej mądrości ZNP odważył się nie ulec retorycznemu szantażowi i powiedział: „tak, nasz strajk jest polityczny i ma prawo taki być”. Niestety, oficjalnie w strajku chodzi wyłącznie o 1000 zł. Niemniej, jak wiadomo z historii, w poważnej akcji strajkowej postulaty mogą mimo wszystko eskalować. Bo strajk to nie „procedura”, lecz siła. Dlatego namawiam związek do tego, żeby upomniał się także o godność nauczyciela i jego autonomię w nauczaniu, o wolność i świeckość szkoły, o odpolitycznienie nauczania historii i języka polskiego, a także o zmiany programowe. Prawdziwy protest musi być godnościowy i polityczny – protest „o kasę” jest tylko „otwarciem dziobka”.
I to byłoby jednakże za mało. Aby strajk nauczycieli stał się zalążkiem społecznego protestu, który uzyska poparcie rodziców i dużych środowisk zawodowych, musi – wzorem strajków z lipca i sierpnia 1980 r., od początku poruszać tematy ustrojowe. Czy naprawdę nie możemy sobie wyobrazić, aby strajkujący nauczyciele domagali się przywrócenia praworządności, niezawisłości sądów i prokuratury, wolnych mediów publicznych i służby publicznej? Czy dla polskiego nauczyciela Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny czy Krajowa Rada Sądownictwa to sprawy dalekie i obojętnie? Czy polski nauczyciel jest obywatelem, czy tylko klientem władzy, niechcącym widzieć niczego poza swoim resortowym interesem? Kto to wie? Po stoczniowcach też byśmy się nie spodziewali, prawda? A jednak. Zawsze trzeba mieć nadzieję, że duch obywatelski i poniżona godność pracowników zechcą przemówić. Nigdy nie znasz dnia ani godziny, Jarosławie Kaczyński, gdy zwykli ludzie podniosą głowy i powiedzą „dość!”. Nie takim już mówili. Nawet Gomułce, nawet Gierkowi. Więc co dopiero Kaczyńskiemu.
Odwagi, nauczyciele! Nie dajcie się zastraszyć, nie dajcie zredukować do rozmiarów chytrych chłopków domagających się większej zapłaty, nie dajcie się szantażować straszakiem „polityczności” Waszego protestu. On jest i musi być polityczny. Nie strajkujcie o same pieniądze. To nie przystoi nauczycielom! Upomnijcie się o wolną i świecką szkołę. O naukę tolerancji i równości. O edukację seksualną. O niezależność świeckiego nauczania od wpływów i nadzoru księży. Dajcie nam wszystkim przykład i nadzieję!
Jan Hartman
Krzysztof Skiba: „Od rapera do zera”, czyli droga do ścieku

Krzysztof Skiba
Dawno temu byłem kumplem Liroya, a ostatnio widzieliśmy się ze dwa lata temu w studiu TVN, wkrótce po tym jak wywalił go z partii Kukiz. Żartował z lidera swej byłej już partii i mówił, że teraz pójdzie swoją drogą. Nie przypuszczałem, że będzie to droga z tak nieciekawym towarzystwem.
To ja zrobiłem z nim pierwszy wywiad dla telewizji. Nazywał się wówczas PM Cool Lee. Dotarł do nas do programu „Lalamido”, który w latach 90. realizowaliśmy dla TVP 2. Wydał się na tyle ciekawy i inny od wszystkich, że reżyser Beata Dunajewska postanowiła zrobić mu kilka clipów, a potem krótki program o nim samym.
Pomogliśmy mu zaistnieć, bo wydał się nam oryginalny. Jeszcze hip hop nie był w Polsce modny. Ale wkrótce (w dużej mierze za sprawą programu MTV „Yo! Raps”) stał się muzyczną bombą, która zmieniła polską scenę muzyczną.
Piotrek Marzec z Kielc, bo o nim mowa, pochodził raczej z rodziny dysfunkcyjnej. Zdarzało mu się bywać na bakier z prawem i dokonywać drobnych kradzieży.
Gdy trafił do Francji spotkał się z muzyką hip hop i postanowił zostać wykonawcą tego gatunku. Już jako Liroy wydał słynny pierwszy album z hitem o scyzoryku. Nagle pojawiły się duże pieniądze i sława. A wraz z nimi zazdrość i niechęć sporej części środowiska.
Liroy mimo konfliktów z innymi raperami, potrafił pokazać na co go stać. Wyjechał do USA. Tam nagrał numery z czarnoskórymi raperami z „Lords of Brooklyn”. Legendarny czarnoskóry raper Ice T nazwał go „OG” czyli przyznał mu tytuł „orginal gangster” będący w świecie hip hopu czymś w rodzaju wyjątkowego wyróżnienia i potwierdzenia klasy.
Na późniejszych jego nagraniach pojawili się nawet tacy wykonawcy jak Lionel Richie czy… Mietek Szczęśniak.
Politycznie Liroy był od zawsze kontrowersyjnym połączeniem anarchisty z liberałem. Walczył o legalizację marihuany w Polsce i popierał partie Janusza Palikota (nagrał numer, który wspierał jego kampanię wyborczą). Aż nagle dzięki Kukizowi został posłem. Szybko jednak z Kukizem popadł w konflikt i z partii został wyrzucony.

Chyba jednak bycie politykiem mu zasmakowało, bo nadal chce być w grze za wszelką cenę. Pokumał się więc z ekipą wrogów UE, rasistów, antysemitów, ksenofobów i narodowców (Braun, Winnicki i inni). Taki wybór Liroya świadczy o kompletnym BRAKU POGLĄDÓW. Jak bowiem można zrobić skręt od antyklerykalnej i mocno liberalnej partii Palikota, do towarzystwa posła Winnickiego (zwolennika hitlerowskich plakatów). Tym wyborem Liroy zdradził nie tylko fakt braku ideowych pryncypiów i jakichkolwiek poglądów, ale zdradził też MUZYKĘ i wszystko, co do tej pory robił jako pionier polskiego hip hopu.
Facet, który karierę zrobił na muzyce będącej dorobkiem kulturowym czarnej społeczności w USA, jest teraz ozdobą list ultraprawicy, kolegą politycznym nacjonalisty Winnickiego? To tak jakby będąc murzynem zapisać się do Ku Klux Klanu. Dziś Ice T nie nazwałby Liroya „Orginal gangster”, ale raczej „typowym politykiem w pogoni za kasą”.
Dawno temu byłem kumplem Liroya, a ostatnio widzieliśmy się ze dwa lata temu w studiu TVN, wkrótce po tym jak wywalił go z partii Kukiz. Żartował z lidera swej byłej już partii i mówił, że teraz pójdzie swoją drogą. Nie przypuszczałem, że będzie to droga z tak nieciekawym towarzystwem. Droga do ścieku.
Krzysztof Skiba
PRZYŁĄCZ SIĘ DO POZWU PRZECIWKO MIĘDLAROWI. DOŚĆ BEZKARNOŚCI EKS KSIĘDZA – NACJONALISTY!
Homofob i antysemita o nazwisku Międlar przekracza kolejne granice rozochocony bezkarnością. Może bezkarnie znieważać niewinnych ludzi bo rząd PiS rozciąga nad nim parasol ochronny.
Kiedy wrocławska prokuratura chciała postawić mu zarzuty to akt oskarżenia kazał wycofać z sądu sam wiceminister sprawiedliwości. Ostatecznie wszystkie sprawy przeciwko Międlarowi zostały zebrane w jedno śledztwo i przeniesione do Białegostoku. A tamtejsza prokuratura jest znana z umarzania postępowań przeciwko neofaszystom.
„Porno spektakl pedofilów i nosicieli HIV-a” – tak eks-ksiądz mówi o Marszu Równości we Wrocławiu.
„Największa wylęgarnia pedofilów jest wśród pedałów”
„Przyglądnijcie się gębom tych zboczeńców, którzy będą przechodzili ulicami naszego miasta” – podsycał nienawiść agresywnych kiboli podczas kontrmanifestacji nacjonalistów.
Czy trzeba, by kibole, których gromadzi wokół siebie Międlar, pobili lub zabili kogoś?
Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych składa zawiadomienie do prokuratury.
Ponadto przygotowywany jest pozew cywilny przeciwko Międlarowi. Jeśli uczestniczyłaś/uczestniczyłeś w Marszu Równości i chcesz przyłączyć do pozwu – pisz na omzrik@gmail.com.
Wszelkie dziania prawne bierze na siebie Ośrodek.
Jeśli chcesz wesprzeć działania prawne w tym zakresie możesz przekazać wsparcie klikając w ten link:
https://zrzutka.pl/dzialania-prawne-omzrik
lub wysyłając tradycyjny przelew:
nr konta 19 2490 0005 0000 4520 8435 8540
Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych
ul Górczewska 53
01-401 Warszawa
tytuł : „darowizna na działalność statutową”
IBAN : PL19249000050000452084358540
SWIFT: ALBPPLPW
zbiórka:
pomagam.pl/antyrasistowski
PayPal i karta płatnicza: www.omzrik.pl/wesprzyj-nas
Andrzej Saramonowicz: To oczywiste że dzieci z in vitro nie mają duszy

Andrzej Saramonowicz
To oczywiste, że dzieci z in vitro nie mają duszy. Nie mają jej także wszystkie pozostałe dzieci. Ani dorośli. Bo czegoś takiego jak duszy w pojmowaniu chrześcijan po prostu nie ma.
Co nie znaczy, że obskurancki i nikczemny ksiądz, który pohukiwał, że dzieci in vitro nie mają duszy, nie próbował ich poniżyć. W swoim tępym mniemaniu właśnie to robił. Haniebne to i obciąża każdego katolika w tym kraju, który się takim ciemnogrodzkim praktykom nie sprzeciwia.
Wszelako im więcej podobnych łachudrów w sutannach, tym coraz słabsza pozycja Kościoła w Polsce. I choć cenię chrześcijaństwo jako mój fundament kulturowy, to po polskim Kościele – który ma coraz mniej wspólnego z chrześcijaństwem! – płakać nie będę.
Ani w nim metafizyki, ani rozumu, jedynie prymitywny dryl, pazerność, pycha, kłamstwo, zabobon, sekciarstwo, niedouczeni duchowni oraz kołtuńska wrażliwość na zaściankowe rytuały.
Andrzej Saramonowicz
Ks. Stanisław Walczak: RMiTT są o wiele groźniejszym zjawiskiem dla chrześcijan, dla Kościoła, niż LGBT

Ks. Stanisław Walczak
Większość śmiertelników, którzy używają czteroliterowego skrótu LGBT, nie mają prawdopodobnie pojęcia, że litery te oznaczają: Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender. Często bezmyślnie powtarzane skróty robią więcej zamieszania niż treści, które kryją się za nimi.
„…celebransem był „mój” proboszcz i bardzo przegadał homilię. A jak rzekł coś o LGBT – myślałam, że zapadnę się ze wstydu…” – pisze mi jedna ze znajomych po Mszy świętej w Uroczystość świętego Józefa.
Oczywiście w kościele, na ambonie, można mówić o wszystkim. Jeszcze w czasach studiów opowiadaliśmy sobie anegdotę o księdzu, który zawsze, w każdym kazaniu, w każdej homilii mówił o spowiedzi. Wreszcie nadeszła Uroczystość św. Józefa. Koledzy księdza zakładali się: w taki dzień, z takimi treściami nie uda mu się zejść na temat spowiedzi. Rozpoczęło się kazanie. Nasz ksiądz zaczął następującymi słowami: „Siostry i bracia, dzisiaj mamy święto Józefa. Ten zaś był stolarzem, a jako stolarz z pewnością budował konfesjonały. A zatem dzisiaj porozmawiamy o spowiedzi!”
Większość śmiertelników, którzy używają czteroliterowego skrótu LGBT, nie mają prawdopodobnie pojęcia, że litery te oznaczają: Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender. Często bezmyślnie powtarzane skróty robią więcej zamieszania niż treści, które kryją się za nimi.
Nie sądzę, by temat LGBT był stosowny do dnia świętego Józefa. Chyba, że kaznodzieja należy do tych, którzy nabożnie głoszą, że święty Józef, stolarz, co roku obdarowywał Matkę Jezusa nowym, drewnianym różańcem, a Jezusowi, na piąte urodziny, podarował własnoręcznie zrobiony, drewniany krzyż. Wszak chodzi tutaj o Świętą, Najświętszą Rodzinę….
Słuchałem kiedyś kazania, w którym kaznodzieja tłumnie zgromadzonym parafianom zgotował burdę, gdyż widział w telewizji „prawie że ubrane” młode dziewczyny. Miał więc okazję, by wyżyć się na – Bogu ducha winnych – zgromadzonych wiernych, oskarżając ich o złe wychowanie córek.
Takie słowo odraża, wypędza ludzi ze wspólnoty Kościoła.
Skarga, że człowiek współczesny jest coraz mniej wierzący, musi najpierw być skierowana do nas, którzy jesteśmy posłani, by „oznajmiać Dobrą Nowinę”. Słowo Chrystusa , bowiem, zastąpiliśmy naszymi własnymi „mądrościami”. A w te „mądrości” nikt nie musi wierzyć. Posłużę się tutaj słowami Pawła, Apostoła Narodów: Jakże ludzie mają wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mają uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? … Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (por. Rz 10,14.17).
Mieszanie „Słowa Chrystusa” z własnymi ideologiami powoduje, że ludzie stają się głusi na Boga.
W tym aspekcie RMiTT są o wiele groźniejszym zjawiskiem dla chrześcijan, dla Kościoła, niż LGBT. To właśnie RMiTT pod płaszczykiem nabożnych słów, odzianych w sukienkę zakonną, pod zasłoną transmisji religijnych, które mają napełnić serca zaufaniem, na koniec wzywają ludzi do nienawiści i do podziałów.
Dla mało obeznanych wyjaśniam: skrót RMiTT oznacza nic innego, jak przewrotne Radio Maryja i Telewizja Trwam.
Ks. Stanisław Walczak
