Ks. Stanisław Walczak: Ewolucja wsteczna

Ks. Stanisław Walczak
Nigdy nie spodziewałem się, że dożyję dnia, w którym ludzie cofają się w rozwoju. Ewolucja wsteczna, czy jakaś dewolucja człowieka – tak bym to nazwał.
Słucham przeróżnych komentarzy na temat ostatnich wydarzeń w stosunkach izraelsko-polskich oraz w relacjach polsko-żydowskich. Pod koniec dnia muszę przyznać, że upadają wszelkie moje ideały i przekonania. Doznaję wrażenia, że zmarnowałem życie, że niczego nie zmieniłem ani świadectwem, ani słowem.
Nigdy nie spodziewałem się, że dożyję dnia, w którym ludzie cofają się w rozwoju. Ewolucja wsteczna, czy jakaś dewolucja człowieka – tak bym to nazwał.
Z drugiej strony ciągle mam w świadomości Kraków, który wczoraj odwiedziłem. Pojechałem tam autobusem tanich linii przewozowych. Bilet w obydwie strony kosztował mnie jedyne 26 złotych. W mieście nie używałem żadnych środków transportu. W myśl starej zasady: wejdź do taksówki i nie spotkasz nikogo.

Oprócz opisanego wczoraj celu mej podróży miałem szczęście doświadczyć także coś niezwykłego. Stałem się tam częścią „świata w pigułce”. Znalazłem się pośród tysięcy ludzi. Ludzi z całego świata. Poczułem się jak ryba w wodzie: wsłuchiwałem się w dźwięki przeróżnych języków, patrzyłem w oczy ludzi o różnych odcieniach skóry. Wszyscy radośni, nikt nikomu nie wchodził w drogę…
Jedynym postojem w marszu była wizyta w kawiarni. Potrzebowałem kawy. Obok mojego stolika zasiadły kobiety w średnim wieku, po chwili dołączyły do nich ich młodsze córki. Wymiana uśmiechów, kilku zdań – takie sobie spotkanie z nieznajomymi z innej części świata. Żadne języków kompleksy, żadna podejrzliwość..
Te tysiące ludzi, które mijałem, nigdy nie wpadłyby na pomysł, by się kłócić, sprzeczać, wywyższać jeden nad drugim. Ni stąd, ni zowąd znalazłem się w środku normalnego świata. To był mój świat, niezakłócony ludzką głupotą…
Wracałem znowu autobusem i tak sobie myślałem, że moje dawne doświadczenia były prawdziwe: świat jest pełen normalnych ludzi. I tak trwałem w tym przekonaniu, aż, po wejściu do mieszkania, uruchomiłem odbiornik telewizyjny i usłyszałem o rozgrzewającym się konflikcie izraelsko-polskim. I tak straciłem ostanie ziarenka nadziei na normalność. Nie jest bowiem rzeczą normalną, by dwa narody skłócać w tak nienormalny sposób… Żydzi i Polacy mają co najmniej sześćset lat wspólnej historii. Rozumiem, że polscy rządzący politycy chcą przekonać podwładny im lud, że panują nad całym światem. Ich kryształowa czystość i połysk szlachetnego srebra nie ścierpi niczego, co obcy mogliby zakłócić. Problem jest jednak w tym, że Żydzi dla Polaków to żadni obcy.
Tragedią jest szukanie na siłę wrogów. Tragedią jest brak trzeźwego spojrzenia na własną historię. Ale największą tragedią jest, że za tym wszystkim stoją także zdeklarowani katolicy.
Ks. Stanisław Walczak
Roman Giertych: Domagamy się zmiany prokurator prowadzącej postępowanie w spr. Jarosława Kaczyńskiego

Roman Giertych
W wysłanym dzisiaj wniosku domagamy się zmiany prokurator prowadzącej sprawę.
Wniosek o wyłączenie prokurator prowadzącej postępowanie w spr. Jarosława Kaczyńskiego.
Wysyłamy dzisiaj wniosek o wyłączenie prokurator prowadzącej postępowanie sprawdzające w sprawie zawiadomienia odnoszącego się do Jarosława Kaczyńskiego.
Uzasadnieniem wniosku są działania podejmowane na ostatnim przesłuchaniu, które:
– były próbą zapisania zeznań, które nie zostały wypowiedziane przez świadka
– próbą utrwalenia w protokole tak zapisanych zeznań pomimo sprzeciwu świadka i jego pełnomocników
– wynikającą z tego faktu wielogodzinną zwłoką w postępowaniu, która przedłużyła zakończenie zeznań Geralda Birgfellnera.
W wysłanym dzisiaj wniosku domagamy się zmiany prokurator prowadzącej sprawę.
Ze względu na specyfikę postępowania dotyczącego jednej z najważniejszych osób w Państwie proponuję, aby nowego prokuratora wyznaczyć w drodze losowania, w którym będą mogli wziąć udział pełnomocnicy zawiadamiającego.
Nadto domagamy się niezwłocznego wszczęcia śledztwa w sprawie.
Roman Giertych
Ryszard Petru: Nie zgadzamy się, aby Polska tkwiła na peryferiach Unii Europejskiej

Ryszard Petru
Nie czas na podziały, gdy w Brukseli mogą reprezentować nas ludzie, którzy obrażają Europę i europejskie wartości.
Zarząd partii TERAZ! podjął decyzję o przystąpieniu do Koalicji Europejskiej!
Przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego. To będą bardzo ważne wybory – powinny pokazać siłę całej opozycji w kontrze do łamania Konstytucji i forsowanego przez polityków PiS „Polexitu”.
Nie zgadzamy się na to, aby Polska tkwiła na peryferiach Unii Europejskiej i pozostała na stałe w grupie państw drugiej prędkości.
2019 to rok zmiany. To czas na współdziałanie, to czas na realizację hasła „Zjednoczonej Opozycji”, które przyświecało protestującym przed Trybunałem Konstytucyjnym, Sądem Najwyższym, Sejmem i Telewizją Polską.
Ponad rok temu w Sejmie poparłem Rafała Trzaskowskiego jako wspólnego kandydata na Prezydenta Warszawy. Jego niekwestionowane zwycięstwo to drogowskaz na kolejne wybory. Teraz stawka jest jeszcze wyższa. Naszym celem jest wygranie wyborów do Parlamentu Europejskiego, a następnie jesiennych wyborów parlamentarnych.
Nie kryjemy różnic programowych. Jesteśmy różni, bo różne są poglądy naszych wyborców. Ale nie czas na podziały, gdy w Brukseli mogą reprezentować nas ludzie, którzy obrażają Europę i europejskie wartości. Musimy postawić na osoby, które wzmocnią znaczenie Polski – ludzi, z których będziemy dumni.
Dlatego dołączamy do Koalicji Europejskiej i apelujemy do wszystkich partii i środowisk liberalnych o taki sam krok.
Ryszard Petru
Krzysztof Skiba: Mania wielkości

Krzysztof Skiba
Obecny rezydent Białego Domu ma swoje Trump Tower w Nowym Jorku, a prezes PiS wymarzył sobie K-Towers w Warszawie. Ego Prezesa jest tak wielkie, że pomieścić je miały aż dwa , wielkie szklano betonowe wieżowce.
Cała ta afera z wieżami Prezesa, skłania do refleksji, że Jarosław to jest taki odwrócony Donald Trump. Donald z Ameryki najpierw był deweloperem, a dopiero potem został politykiem. Jarosław odwrotnie. Najpierw był politykiem, a na koniec swej kariery został deweloperem.
Odwróconych podobieństw jest więcej. Trump ma wiewiórkę na głowie, a Kaczyński kota pod pachą. Nie sposób też przejść obojętnie obok nazwy projektu budowy wież.
Obecny rezydent Białego Domu ma swoje Trump Tower w Nowym Jorku, a prezes PiS wymarzył sobie K-Towers w Warszawie. Ego Prezesa jest tak wielkie, że pomieścić je miały aż dwa , wielkie szklano betonowe wieżowce. K jak Kaczyński. Ta nazwa to przecież jakiś absurdalny przejaw pychy i mania wielkości.
Pozostaje mieć nadzieję, że z tej manii unikną inni polscy politycy i nie będzie na przykład projektów zbudowania „pałacu Schetyny”, „izby wytrzeźwień im. Kukiza” czy „klubu Go-Go im. Biedronia”.
Krzusztof Skiba
Stefan Niesiołowski: Nieudana konferencja

Stefan Niesiołowski
Jest w Polsce wystarczająco dużo bohaterów męczenników o bojowników chociażby powstańców w getcie oraz organizatorów buntów w Sobiborze i Oświęcimiu i wystarczyło tylko zapytać polskich historyków.
Warszawską konferencję na temat Bliskiego Wschodu trudno uznać za udaną. Sam pomysł od początku niefortunny, bo wpisujący Polskę w konflikt, a właściwie sieć konfliktów na Bliskim Wschodzie był dobry przede wszystkim dla p. Benjamina Netanjahu, który prowadzi kampanię wyborczą, ale w niczym nie służył Polsce.
Nasz kraj ma względnie poprawne lub dobre stosunki z wszystkimi krajami regionu, także w Iranem, a konferencja mimo zapewnień i zaklęć była pomyślana jako spektakl antyirański. I nic nie mogły pomóc wysiłki polskiej dyplomacji, by przekonać Iran, że tak nie jest.
Nieobecność największych państw Unii Europejskiej, a także czołowych graczy na Bliskim Wschodzie: Turcji, Rosji, oczywiście Iranu oraz Autonomii Palestyńskiej, stawiała pod znakiem zapytania zapewnienia amerykańskiej bliskiej Trumpowi stacji Fox News, że na konferencji zostanie osiągnięte „porozumienie stulecia” czyli rozwiązanie konfliktu palestyńsko-izraelskiego.
Tego konfliktu nikomu od pół wieku nie udało się rozwiązać, bo jest on efektem głębokiej i trudnej do usunięcia różnicy stanowisk nie tylko głównych jego uczestników, czyli Izraela i Palestyny, ale także wielu krajów arabskich, które rozgrywają przy okazji własne interesy.
Na warszawskiej konferencji więcej było ważnych przywódców nieobecnych niż obecnych. A prawie wszyscy przedstawiciele krajów regionu reprezentowali szyicki odłam islamu. Co stawiało pod znakiem zapytania wiarygodność zapewnień o walce z terroryzmem, przynajmniej islamskim, gdyż on ma obecnie przede wszystkim charakter sunnicki. Sunnicka jest Al Kaida i sunnickie jest państwo islamskie. Reżim w Teheranie nie jest demokratyczny, prześladuje przeciwników politycznych i krytykowanie rządów ajatollahów z pozycji demokratycznych jest moralnie i politycznie uzasadnione. Ale robienie tego w towarzystwie ludzi, którzy poćwiartowali opozycyjnego dziennikarza, ścinają głowy za odejście od islamu, albo za nieprzestrzeganie nakazów religijnych fanatyków jest hipokryzją i przyzwoleniem na okrucieństwo.
W całym regionie Bliskiego i Środkowego Wschodu jedynym państwem demokratycznym jest Liban, tak więc wskazywanie na Iran jako jakiś szczególny przykład niedemokratycznego reżimu i wroga publicznego numer 1. Jest wyłącznie poparciem kampanii wyborczej p. Netanjahu, który z antyirańskiej retoryki uczynił jedno z głównych założeń i haseł swojej kampanii.
Z konferencji przebiły się dwa przesłania wiceprezydenta Mike Pence’a, który mówił: „irański reżim sfinansował królestwo chaosu…irański reżim nawołuje do kolejnego Holokaustu. W Syrii irańscy żołnierze wspierają reżim Assada…W Jemenie rebelianci strzelają irańskimi rakietami, siejąc chaos i zniszczenie w całym kraju. Wszyscy jesteśmy zjednoczeni w naszej misji polegającej na wypracowaniu jaśniejszej przyszłości, bezpieczeństwa i dobrobytu na Bliskim Wschodzie”. W podobnym duchu wypowiadał się także amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo. Trudno o większą obłudę i rozmijanie się z rzeczywistością. Jeszcze dalej poszedł jedyny chyba rzeczywisty beneficjent tej konferencji p. Netanjahu, który ogłosił: „spotkanie jest ważne, bo zbliża Izrael z państwamii arabskimi we wspólnym interesie jakim jest wojna z Iranem”. Po godzinie na twitterze słowo wojna zastąpiło słowo walka.
Konferencja będąca projekcją obsesji Donalda Trumpa i interesów Benjamina Netanjahu obfitowała też w szereg wypowiedzi kompromitujących i wyjątkowo dla Polski niefortunnych.
Amerykańska dziennikarka Andrei Mitchell mówiła o mordowaniu Żydów przez polski i nazistowski reżim, Netanjahu mówił, że Polacy kolaborowali z nazistami z czego dość pokrętnie i niekonsekwentnie się wycofywał.
Nie zawarto żadnego istotnego porozumienia, a komunikat końcowy był mętny i odwołujący się do dalszych rozmów i rokowań, co zwykle oznacza, że niczego konkretnego nie uzgodniono.
Pogłębiła się izolacja Polski w Unii Europejskiej oraz różnice zdań pomiędzy Unią i Stanami Zjednoczonymi. Polityka Trumpa po raz kolejny okazała się nieobliczalna i niekonsekwentna.
Nie wiadomo właściwie kto z wyjątkiem wymienionych na początku zainteresowanych skorzystał na tej konferencji. Na pewno nie Polska. Oczywiście w interesie Polski leży utrzymywanie dobrych stosunków z USA jako gwarantem naszego bezpieczeństwa, ale USA są także gwarantem bezpieczeństwa całej Unii i Europy Zachodniej i wynika to z całej najnowszej historii i elementarnych zasad bezpieczeństwa i stabilizacji demokratycznego świata, a nie od niepotrzebnych gestów uległości wobec potężnego sojusznika, których jak uczy najnowsza historia Ameryka nie ceni i nie rozumie.
Nieudana nawet była umowa na zakup systemu Himars, bo zamiast 56 kupiliśmy 18 rakiet w dodatku bez offsetu i transferu technologii, a swoistym dopełnieniem niepowodzeń i dyplomatycznej niezdarności było wychwalanie przez Amerykanów niejakiego Franka Blajchmana żydowskiego partyzanta, ale także późniejszego stalinowskiego zbrodniarza, który jest odpowiedzialny za prześladowanie i mordowanie polskich patriotów.
Jest w Polsce wystarczająco dużo bohaterów męczenników o bojowników chociażby powstańców w getcie oraz organizatorów buntów w Sobiborze i Oświęcimiu i wystarczyło tylko zapytać polskich historyków.
Stefan Niesiołowski
Jan Hartman: Czy Polacy pomagali Niemcom w zagładzie Żydów?

Jan Hartman
Tysiące strasznych szczegółów znajdziecie w dziesiątkach książek historyków, które ukazują się niemalże jedna za drugą. Są tam również liczby i oszacowania ilościowe.
Ostudźcie głowy, zanim podniesiecie polityczne larum z powodu wypowiedzi Benjamina Netanjahu! Możecie tylko pogorszyć sprawę.
Oto cała Polska zatrzęsła się z oburzenia na słowa premiera Izraela
Benjamina Netanjahu, który miał powiedzieć w Warszawie, w Muzeum
Historii Żydów Polskich Polin, że „Polacy pomagali Niemcom zabijać Żydów
podczas Holokaustu”. Miał też dodać, że „Polacy kolaborowali
z nazistami”. Bardzo bym pragnął, aby wszyscy, którzy grzeją dziś
Facebooka i Twittera w tej sprawie oraz przygotowują rządowe i sejmowe
oświadczenia, od których zadudni za chwilę w prasie, zechcieli poświęcić
kilka minut i uważnie przeczytali to, co poniżej napisałem. A już
specjalną prośbę mam do osoby przygotowującej prasówkę dla premiera
Mateusza Morawieckiego – proszę wydrukować i ten artykuł (choćby w imię
tego, że obaj z Panem Premierem jesteśmy z Wrocławia, rówieśnicy,
a rodzice nasi niegdyś dobrze się znali).
Premier słuchał słów Netanjahu i pewnie czuł się z tym źle. Ponadto sam wiele razy bardzo niefortunnie komentował sprawy związane Zagładą. Powinien się przełamać i zrobić wysiłek, aby zrozumieć trochę więcej.
Gdy ktoś mówi źle o Polakach w kontekście wojny, wszyscy zdają się odpowiadać na to unisono – jakby się zmówili. To powtarzające się rytualne „oburzenie ponad podziałami” wynika z lęku przed byciem „wrobionym” w „poniżanie narodu”, a przynajmniej oskarżonym o niedostateczny patriotyzm i niedostateczną obronę dobrego imienia Polski przed potwarcami. Oprócz lęku przed napiętnowaniem te stadne reakcje, zwane zręcznie paniką moralną, kryją w sobie niemałą ignorancję, bo tylko niewielka cząstka polskiego społeczeństwa ma pojęcie o tym, co między Polakami i Żydami (będącymi w wielu przypadkach również Polakami, lecz pomińmy tę komplikację) działo się podczas wojny, chętnie zadowalając się wiedzą o tym, że kilkadziesiąt tysięcy Żydów przetrwało dzięki Polakom (czemu nikt nie przeczy). A być może jest i tak, że do lęku oraz ignorancji przyłącza się jakaś dziwna pokusa, by znalazła się wreszcie jakaś sprawa, w której całe polskie plemię mówiłoby jednym głosem…
Z pewnością jednak nie chodzi tu o żadne dobre imię Polski – kto by tak twierdził, ten albo by kłamał, albo naprawdę nie miał pojęcia, co stanowi o dobrej bądź złej reputacji współczesnych społeczeństw w materii ich stosunku do własnej przeszłości. Szanowane są mianowicie te kraje i narody, które otwarcie stają naprzeciw swej historii, czytając bez wymówek również z jej czarnych kart. Te zaś, które umniejszają swe winy, przemilczają je, bagatelizują, zakłamują bądź wskazują palcem na innych, nie mogą cieszyć się poważaniem. Jeśli więc światowa opinia odnosi wrażenie, że Polskę i Polaków znacznie bardziej interesuje to, żeby nigdzie na świecie nie mówiono, iż „Polacy pomagali w zagładzie Żydów”, niż to, żeby polskie społeczeństwo wiedziało, co Polacy robili Żydom poza tym, że pomagali im przetrwać, to nie budzi to w niej żadnego szacunku, lecz wręcz przeciwnie. Jest kwestią godności Polski i powiem więcej: polską racją stanu, aby w świecie nie wydawało się, że chcemy umniejszyć swoje winy wobec Żydów bądź w ogóle im zaprzeczyć i po stokroć bardziej zależy nam, aby nikt nie mówił, że pomagaliśmy Niemcom, niż na tym, żeby naród miał podstawową wiedzę o tym, jak między Polakami i Żydami naprawdę było.
I trzeba powiedzieć sobie jasno – w tej sprawie świat ma o nas bardzo złe mniemanie. W Izraelu, w USA i na całym Zachodzie elity zdają sobie sprawę z tego, że Polacy bardzo dobrze wiedzą o ratowaniu Żydów przez swych nieżydowskich współobywateli, lecz na ogół nie wiedzą i nie chcą wiedzieć o tym, że tych Żydów, których ci współobywatele zabili bądź wydali Niemcom, było o wiele więcej niż tych uratowanych.
I kwestia tej upartej niewiedzy, niezdolności Polaków i polskiego państwa do przyjęcia do wiadomości, iż bilans pomocy oraz krzywdy wyrządzonej Żydom przez Polaków jest dla Polaków tragicznie niekorzystny, kładzie się głębokim cieniem na reputacji naszego kraju. W żaden sposób nie naprawi jej zwalczanie każdej wypowiedzi o „polskich obozach” czy „pomaganiu Niemcom”. Naprawić ją może wyłącznie jedno – odważne i szczere, wolne od niedomówień i przemilczeń, uczciwe i rzetelne powiedzenie prawdy oraz upowszechnienie tej prawdy poprzez system edukacji. Jeśli na to się zdobędziemy, wtedy faktycznie możemy liczyć na szacunek narodów. I wtedy też – paradoksalnie – znacznie lepiej przebijać się będzie do świadomości społeczeństw całego świata opowieść o polskich bohaterach ratujących Żydów.
Jednakże dopóki nadal nie będziemy przyjmować do wiadomości tej prawdy, uciekając przez nią w godnościowe zaperzenie i ratując się wygodnym poczuciem moralnej słuszności, gdy tylko na horyzoncie pojawi się jakieś „haniebne oskarżenie”, dopóty będziemy traktowani z niechęcią i zażenowaniem. Nawet Niemcy, gdy wreszcie zaczęli bez żadnych „ale” i bez żadnego wybielania się i pokazywania na innych mówić o swoich zbrodniach, uzyskali szacunek pośród narodów. Winy Niemców są stokrotnie większe niż innych europejskich narodów, w których zalęgł się przed wojną faszyzm, a w czasie wojny w takiej czy innej skali i w taki czy inny sposób z Niemcami kolaborowały. Tyleż łatwiej tym narodom uporać się ze swą przeszłością, stanąć oko w oko z prawdą, a tym samym uzyskać szacunek świata. A jednak wciąż tego nie potrafią. Nie potrafią Ukraińcy, Litwini, Słowacy, Węgrzy czy Łotysze. Nie potrafią też Polacy. A przecież chcielibyśmy być „wielkim narodem”, prawda? Tymczasem bez odwagi odkłamywania historii i odrywania jej czarnych kart o wielkości nie ma co marzyć.
Wróćmy więc do wypowiedzi Netanjahu i do tego strasznego słowa „pomagać”. Jeszcze niedawno za jego użycie polski rząd chciał wsadzać do kryminału. Wypada więc zapytać oburzonych tym słowem, jak sami definiują pomaganie, to znaczy ilu Żydów musieliby zabić bądź wydać Niemcom Polacy, aby słowo „pomagać” miało zastosowanie, czyli aby można było dokonać takiego uogólniającego skrótu i zamiast mówić „niektórzy Polacy pomagali Niemcom”, powiadać „Polacy pomagali Niemcom”? I dlaczego tylu, a nie więcej albo mniej? Czy naprawdę czymś haniebnym i niedopuszczalnym jest, aby ktoś rozumiał przez pomaganie, dajmy na to, zabicie dziesięciu tysięcy Żydów, a ktoś inny raczej dwustu tysięcy?
Czy dyskusja o prawidłowym zastosowaniu tego słowa w ogóle ma prawo rozpalać jakieś emocje? Przecież „pomaganie” bądź „niepomaganie” wyraża się właśnie w tym – w liczbie ofiar bądź w bilansie będącym różnicą liczby zabitych i liczby uratowanych. A spór o znaczenie słowa „pomagać”, tak jednoznacznie powiązany z tym (przyznajmy to) dość żenującym kryterium ilościowym, ma znaczenie czysto werbalne, ewidentnie zastępując czy przykrywając bolesną istotę rzeczy. To jest spór o słowo, o znaczenie jednego słowa „pomagać”, a więc spór dramatycznie wprost pozbawiony znaczenia, w porównaniu z powagą i istotnością tego, aby społeczeństwo poznało fakty. A o znajomość tych faktów jakoś polski rząd nie zabiega i sam ich prawdopodobnie nie zna. A raczej – tak jak ogół społeczeństwa – zna je niebywale wybiórczo, przez co ma nader jednostronny i całkowicie fałszywy obraz tragicznych relacji polsko-żydowskich. I gdybyż jeszcze ten spór o słowa w ogóle się toczył. Nie toczy się – bo wtedy trzeba by było pytać o liczby, a to jest przecież temat tabu.
Pan premier może zrobić mały wysiłek i zaprosić kogoś z kilkorga profesorów specjalizujących się w tych sprawach, np. panią prof. Barbarę Engelking z PAN, i poprosić o informacje. Pani profesor z pewnością zrobi to bardzo rzeczowo i z taktem. Jeśli jednak premier bądź ktokolwiek innych chciałby w skrócie zapoznać się z samą esencją tego społecznego deficytu wiedzy, to pozwalam sobie ująć go w kilku punktach poniżej. Mówię „deficytu”, gdyż kilka rzeczy wszyscy wiedzą, to znaczy wiedzą, że Polacy uratowali najwięcej Żydów, że mieliśmy Żegotę, Irenę Sendlerową, Aleksandra Ładosia i tysiące sprawiedliwych wśród narodów świata, najliczniej ze wszystkich krajów upamiętnionych w jerozolimskim Yad Vasehm, że za ukrywanie Żydów Niemcy zabijali.
A oto prawdy, które każdy Polak powinien poznać oprócz tego:
– Polacy zabili znacznie więcej Żydów, niż uratowali; bohaterska pomoc Żydom była nieporównanie rzadszym zjawiskiem niż prześladowanie ich.
– zabijanie Żydów miało charakter indywidualny bądź zorganizowany, łącznie z wyłapywaniem przez grantową policję i uzbrojone grupy miejscowej ludności osób usiłujących zbiec z likwidowanych gett.
– pogromy Żydów odbywały się podczas wojny w dziesiątkach miejscowości, licznie dokonywali ich również partyzanci w ostatniej fazie wojny, a także ludność cywilna już po wojnie (nie tylko w Kielcach).
– zdecydowana większość osób ukrywających Żydów robiła to dla pieniędzy, a w wielu przypadkach, gdy kończyły się pieniądze, ukrywani Żydzi byli wypędzani lub nawet zabijani.
– osoby ukrywające Żydów musiały bardzo obawiać się sąsiadów, gdyż nastawienie społeczeństwa polskiego do Żydów oraz ludzi, którzy im pomagali, było w przeważającej mierze wrogie; ukrywający byli w wielu przypadkach przez sąsiadów denuncjowani, a nawet bezpośrednio zabijani przez nich w celach rabunkowych; jeszcze do niedawna Polacy ukrywający w czasie wojny Żydów bardzo bali się o tym komukolwiek wspominać.
– prawie każdy Żyd próbujący chować się poza gettem lub zbiegły z obozu spotykał się wielokrotnie z szantażem; szmalcownictwo i rabowanie Żydów miało charakter masowy, a wydawanie Niemcom zbiegłych Żydów bądź zabijanie ich (np. przez tzw. granatową policję, a w ostatniej fazie wojny także przez partyzantów) było zjawiskiem częstym, a nie czymś wyjątkowym.
– mienie zamordowanych Żydów było powszechnie zagarniane przez Polaków, a bardzo nieliczni Żydzi powracający do swoich domów w większości przypadków spotykali się z wrogością miejscowej ludności, obawiającej się, że Żydzi zechcą odebrać swoją własność.
– mimo że wielu Żydów uratowało się dzięki księżom i zakonnicom (zakonnikom), dominująca postawa Kościoła i księży względem Żydów przed wojną, w jej trakcie i po jej zakończeniu była zdecydowanie nieprzyjazna, co przekładało się na dominującą w społeczeństwie niechęć do Żydów bądź obojętność na ich los.
– władze PRL i społeczeństwo polskie na ogół nie chciało pamiętać o Holokauście, który stał się niemalże tematem tabu; doszło do tego, że kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny młodsze pokolenia żyły w przekonaniu, że miliony ofiar obozów zagłady to w zdecydowanej większości Polacy.
To są ogólniki, straszne ogólniki. A tysiące strasznych szczegółów znajdziecie w dziesiątkach książek historyków, które ukazują się niemalże jedna za drugą. Są tam również liczby i oszacowania ilościowe. Ale te ogólniki to również wiedza – i tylko taka ogólna wiedza może stać się udziałem milionów. Niechby te miliony wiedziały przynajmniej tyle. Kiedyś tak będzie. Może za 50 lat?
Jeśli zaś Panu Premierowi wyda się, że któreś z powyższych trudnych zdań jest nieścisłe albo niesprawiedliwe, niechaj nie mnie dopytuje (bo kimże ja jestem?), lecz zapyta specjalistów, którym polski rząd właśnie za to płaci, by wiedzieli dokładnie i mogli tą najlepszą, udokumentowaną wiedzą podzielić się z całym społeczeństwem, premiera i prezydenta nie wyłączając.
Jan Hartman
Andrzej Żukowski: Szczyt wszystkiego w Warszawie

Andrzej Zukowski
Jeżeli dojdzie to ataku na Iran, to konferencja warszawska na zawsze będzie kojarzona z tą zbrodnią jako jeden z kroków w tym kierunku
Prawdziwym szczytem, szczytem wszystkiego, i to pod każdym względem było niedawne spotkanie w sprawie ‘pokoju na Bliskim Wschodzie’ w Warszawie, na którym jego rzeczywisty gospodarz, pan Netanyahu, swoim zwyczajem, nawoływał do kolejnej wojny (tym razem przeciw Iranowi), obrażając przy tym tytularnych gospodarzy spotkania oskarżeniami o kolaborację z Niemcami w mordowaniu Żydów, co zresztą potwierdziła znana dziennikarka amerykańska pani Andrea Mitchell, według której Żydzi warszawscy w powstaniu w Gettcie walczyli przeciwko połączonym reżimon „‘nazistowskiemu’ i polskiemu”, a pan Pence doprawił sytuację żądaniem zwrotu mienia żydowskiego (wbrew umowie polsko-amerykańskiej z 1960 roku, i dokonaniu takiej właśnie restytucji).
Pan Pence dorzucił jeszcze laudację polskiego zbrodniarza stalinowskiego, zresztą pochodzenia żydowskiego, żeby uszczęśliwić pana Netanyahu jeszcze bardziej.
Ze strony polskiej był to szczyt głupoty, bowiem pozwoliliśmy się wciągnąć w rozgrywki amerykansko-izraelskie przeciw Iranowi i Unii Europejskiej, podpadając z jednej strony krajowi, który nigdy nic złego nam nie zrobił, a wręcz przeciwinie – udzielił schronienia ponad setce tysięcy polskich uchodźców podczas II Wojny Światowej, w tym znacznej liczbie polskich dzieci, a z drugiej – rodzinie narodów, naszych sąsiadów, do której przyłaczyliśmy się na własną prośbę, a która bardzo dużo nam pomogła w ciągu ostatnich kilkunastu już lat.
Jeżeli dojdzie to ataku na Iran, to konferencja warszawska na zawsze będzie kojarzona z tą zbrodnią jako jeden z kroków w tym kierunku, podobnie do słynnej konferencji monachijskiej jako prekursora II Wojny Światowej.
A jako, że szczyty głupoty są tradycyjną linią polityki zagranicznej Polski pod rządami PiSu, było to dokładnie zgodne z naszą dziwnie pojmowaną racją stanu, która opiera się na tradycyjnym skrajnym polskim serwilizmie wobec naszych Wielkich Sojuszników. Tradycyjny ten polski serwilizm przejawiał się zresztą już w przeszłości pod rządami innych partii, o czym w tonacji intymnej ‘robienia laski Jankesom’ wspomniał kiedyś pewien były minister spraw zagranicznych RP, ale swój szczyt polski serwilizm wobec Ameryki osiągnął właśnie teraz za rządów pana Kaczyńskiego. Brawo Dobra Zmiano!
Szczytem ze strony pana Netanyahu była tradycyjna dla niego chutzpah, na którą gorzko, choć prywatnie, narzekał kiedyś sam pan Obama, ale ‘gość w dom, Bóg w dom’, więc zrobił nas pan Netanyahu na szaro z naszym przyzwoleniem i bez specjalnego protestu z naszej strony. Musimy to zrozumieć, bowiem pan Netanyahu ma w domu wybory i musi wyglądać na statesmena, który jak lew broni interesów swojego ludu, co być może ocali go również przed dochodzeniem o korupcję.
Ze strony pana Pence to był szczyt ignorancji i bezczelności, tradycyjnych już w dyplomacji amerykańskiej wobec małych kraików zwanych Bantustanami.
A pani dziennikarka Andrea Mitchell, powtórzyła szczyty osiągnięte przez obu panów – Nateanyahu i Pence, tradycyjne już dla przekazu medialnego w USA na temat Polski.
Pewien książę z Arabii Saudyjskiej, ktora ostatnio w jednym ze swoich konsulatów poćwiartowała żywcem dziennikarza, masowo ścina swoich poddanych, a od lat katuje bezbronny Jemen, był również wśród honorowych gości warszawskiego Szczytu Wszystkiego, co dodało całej imprezie swoistego smaczku i dreszczyku, bardzo zresztą na miejscu przy okazjach gdzie szykuje się wojnę, bo wojna to również ćwiartowanie i ścinanie ludzi, tyle, że na wielką skalę.
Tak oto – przyłączyliśmy się ochoczo do – na razie werbalnych – ataków na Iran, a przy okazji oberwaliśmy sami. Sytuację tę najlepiej ilustruje znane polskie porzekadło: „kto pod kim dołki kopie – sam w nie wpada”…
Jestem pewien, ze Kościuszko jako wielki polski patriota, i wspólny polsko-amerykański bohater narodowy przewracał się w grobie, w czym z pewnością towarzyszył mu Pułaski.
W porównaniu do Szczytów Warszawskich, szczyty himalajskie to pagórki.
Andrzej Żukowski
Maria Nurowska: Minister Środowiska jest klamcą i rzeźnikiem, a PiS to partia grabarzy

Maria Nurowska
Wygląda na to, że PiS to partia grabarzy, czego się tkną usycha i umiera
MINISTER ŚRODOWISKA KOWALCZYK JEST KŁAMCĄ I RZEŹNIKIEM!
Nagranie ujawniło, że polecił wybić większość dzików w naszym kraju, chociaż zostało udowodnione, że chorobę AFS przenoszą głównie sami ludzie i migrujące ptactwo!
Dziki pełnią w przyrodzie ważną funkcję, nazywane są czyścicielami lasów, wybicie ich może spowodować wymierne szkody w leśnym środowisku. Rozplenią się szkodniki , między innymi te .które minister zebrał do słoiczka i zademonstrował w Brukseli, aby usprawiedliwić wycinkę puszczy!
Wygląda na to, że PiS to partia grabarzy, czego się tkną usycha i umiera!
Zniszczyli perłę w koronie, janowską stadninę, zamachnęli się na prastarą puszczę, a teraz zabijają leśne zwierzęta, które mają prawo do życia w swoim środowisku! Zagrożone są także żurawie! Chyba, że uda się jesienią przegonić tych szkodników z Sejmu, Senatu, a co za tym idzie z rządu!
Maria Nurowska
Ks. Stanisław Walczak: Najdroższe zdjęcie świata. O. Rydzyk skasował za nie 30 mln złotych

Ks. Stanisław Walczak
Walka o polityczną wolność stała się walką o wiodąca rolę katolickich biskupów i księży oraz zakonnic i zakonników – zarówno na zachodnich brzegach Europy, jak i na wschodnich.
Jak bardzo kościelny dygnitarz, Tadeusz Rydzyk, zawikłany jest w powiązania partyjne raz jeszcze pokazały klipy filmowe z ostatnich dni. Oto nasz duchowy niszczyciel Kościoła i państwa pokazywany jest w biznesowych i koleżeńskich relacjach z prezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, p. dr Kazimierzem Kujdą. Wraz z innym redemptorystą świadczą sobie nawzajem grzeczności, podpisując coś tam… Ciarki człowieka przechodzą na myśl o tak serdecznych stosunkach zakonników z kimś, kto dzisiaj musi odejść w niesławie dawnego Tajnego Współpracownika komunistycznych służb.

No cóż, dla „spraw Kościoła”, kiedy nadejdzie konieczność, wolno nawet „diabła pocałować w miejsce pod ogonem”. „Całowanie diabła w tyłek” zdaje się być zjawiskiem powszechnym. Wczoraj oglądałem bez większych emocji program „Czarno na białym” poświęcony upadkowi Kościoła Katolickiego w Irlandii. A tam też, w imię obrony instytucji, przez całe lata „diabeł” doznawał owych dwuznacznych przyjemności. Program miał na celu ostrzeżenie Kościoła w Polsce przed podobnym losem, jaki spotyka dzisiaj Irlandię.
Dziwię się naiwności autora programu. Jak można ostrzegać Kościół Katolicki w Polsce, który jest Kościołem idealnym, bez zmazy, ostatnią ostają jednego, świętego, narodowego i apostolskiego Kościoła? Wszak Kościół w Polsce dał światu jedynego w historii idealnego papieża, papieża słowiańskiego, o którym natchniony, narodowy prorok pisał: „Wszelką z ran świata wyrzuci zgniłość, / Robactwo – gad, / Zdrowie przyniesie – rozpali miłość / I zbawi świat. Wnętrza kościołów on powymiata, Oczyści sień, / Boga pokaże w twórczości świata, / Jasno jak dzień.” Każda zatem próba porównywania Kościoła w Polsce z kimkolwiek jest zwykłam bluźnierstwem.
Bóg obdarzył mnie błogosławieństwem długoletniej współpracy z irlandzkimi kapłanami i zakonnicami. Obojętnie, czy byli to Jezuici, czy Misjonarze św. Patryka, czy też Siostry Miłosierdzia, z których szeregów wywodziła się św. Matka Teresa z Kalkuty. Po latach współpracy i codzienności żartowałem, że Europa ze wschodu i zachodu otoczona jest narodami katolickimi. Silne, narodowe Kościoły lokalne i niezwykłe przywiązania do procentów – do whiskey i do czystej wyborowej, do „żywca” i do „guinessa” oraz do innych, tradycyjnych wartości katolickich. To u nich uczyłem się nowego rozumienia słów Pawłowych: „Duch ochoczy ale ciało mdłe”. Irlandczycy, koledzy tłumaczyli to słowami: „whiskey mocne ale steak do niczego”.
Irlandia, dawniej kraj świętych i uczonych teologów, popadł jak Polska, w niewolę. Kościół katolicki stał się narodowym zaczynem wyzwolenia. Katolicyzm w obu krajach stał się ideologią narodową. Tutaj mocarstwa, które wykreśliły Polskę z mapy świata, tam anglikański tyran, który odebrał wolność Irlandczykom. No i ten patriotyczny Kościół Katolicki.
Walka o polityczną wolność stała się więc walką o wiodąca rolę katolickich biskupów i księży oraz zakonnic i zakonników – zarówno na zachodnich brzegach Europy, jak i na wschodnich. W obydwu krajach doszło do znamienitego zjawiska – do obrony systemu kościelnego, klerykalnego za każda cenę. Nawet jeśli trzeba pocałować diabła w d…ę.
No i stało się. Cały ten system, mimo wielu wspaniałych świadectw duchownych i świeckich na przestrzeni wieków, runął…. Najpierw w Irlandii…. Chmurami zatajeń i kłamstw chciano zasłonić fakt, że także pośród grupy duchownych i osób konsekrowanych szerzy się zło i przestępstwo.
Obrona „dobrego imienia” i autorytetu doprowadziła do kryzysu instytucji. I tak już było zawsze i zawsze będzie. Na nic zdają się profetyczne ostrzeżenia. Nadużycie władzy, nadużycie autorytetu jest chorobą systemu, który woli ukrywać zło zamiast zwalczać go dobrem. Cała więc nadzieja w potężnym ruchu świeckich, którzy z godnymi powołania duchownymi odnowią oblicze pielgrzymującego Ludu Bożego. Pierwszym krokiem musi być odcięcie się od mocy tego świata, w których brudne ręce powierzono sprawy Kościoła. A jest to krok może najboleśniejszy.
Ks. Stanisław Walczak
Adam Mazguła: Propagandowa „ściema” Mariusza Błaszczaka

Adam Mazguła
Panie M. Błaszczak, propagandowo zaślepiony PiS-ie, nie wszyscy są tacy głupi jak wy mądrzy i wiedzą, jak niszczycie polski system obronny za miliardy wydanych środków publicznych.
Kolejna propagandowa „ściema” Mariusza Błaszczaka. Jeszcze nie ma sprzętu, jeszcze nie podpisano umowy, a on już odtrąbił sukces, który jest porażką. Jakże potrzebny jest obecnej władzy pilny sukces widać po tym zdarzeniu.
Rakiet będzie 300 i bez następnych, a po oponę do samochodu, po uszczelkę korka wlewowego paliwa pojazdów na którym są umieszczone wyrzutnie i system kierowania pojedziemy do USA. Nie ma offsetu, nie ma licencji, nie ma produkcji w Polsce lub chociażby w Europie, ale jest propaganda nieodpowiedzialnych ignorantów.
System, którego nie można włączyć do polskiego systemu kierowania ogniem jest uzależnieniem od amerykańskiej akceptacji lub decyzji. W razie konfliktu rakiety trzeba dostarczać na pole walki z USA, ale niezwykle wysokie koszty tych zakupów ponosi Polska. Rakiety i takie systemy są nam bardzo potrzebne, ale produkowane przez polski przemysł obronny, na polskich samochodach i włączony do polskiego systemu obrony.
Panie M. Błaszczak, propagandowo zaślepiony PiS-ie, nie wszyscy są tacy głupi jak wy mądrzy i wiedzą, jak niszczycie polski system obronny za miliardy wydanych środków publicznych. Zapytam wprost, który tym razem amerykański doradca jest przyjacielem M. Błaszczaka?
Adam Mazguła