Kazimierz Marcinkiewicz: Lekcja przywództwa

Kazimierz Marcinkiewicz

Kazimierz Marcinkiewicz

Przywódca jest wizjonerem. Pokazuje cele społeczne i gospodarcze z wyprzedzeniem i potrafi przekonać do nich większość. Przywódca wie także, że jest pierwszym obywatelem wśród równych sobie.

Pawel Adamowicz był prawdziwym przywódcą. Nie tylko lokalnym liderem, ale właśnie przywódcą.

Zagonieni, zajęci swoimi sprawami, zapatrzeni w nieudolną politykę państwową nie zawsze dostrzegamy sprawy ważne i poważne. Dopiero morderstwo Prezydenta uzmysławia nam kogo tracimy i jak wielka to strata.

Przywódca jest wizjonerem. Pokazuje cele społeczne i gospodarcze z wyprzedzeniem i potrafi przekonać do nich większość. Dlatego po Gdańsku dobrze jeździ się i rowerem i samochodem, ale też całkiem nieźle komunikacja publiczną. Dalego w Gdańsku dobrze się żyje, całkiem nieźle wypoczywa i trudno się nudzić, bo jest co oglądać i gdzie się bawić. Miasto z wizją przyciąga i zachwyca.

Przywódca wie także, że jest pierwszym obywatelem wśród równych sobie. I wie, że ludziom jest lepiej i bezpieczniej, gdy widzą i czują swojego przywódcę blisko siebie i blisko ich problemów. Dlatego Paweł Adamowicz był blisko mieszkańców, był razem z nimi i był dla nich. Rozwiązywał problemy biednych i uczestniczył w sukcesach bogatych. I dziecko i profesor szanowali Go i traktowali jak „swego”.

Przywódca jest też najlepszym słuchaczem. Potrafi słuchać i wyciągać z tego wnioski. Doskonale wie, że miasto, czy państwo to tysiące opinii, potrzeb i zapatrywań. Trzeba szukać kompromisów, aby każdy znalazł dla siebie miejsce i rozwiązanie. Przywódca kompromisem się nie zadowala. Szuka harmonii, by każdy czuł się dobrze, jak u siebie. Dlatego przywódca żyje z miastem, czy państwem i razem z nim zmienia się, rośnie, dojrzewa.

Przywódca daje świadectwo, uczy i przyciąga. Pożegnanie Pawła Adamowicza było doskonałym, smutnym, ale genialnym świadectwem jego przywództwa, jego siły, kompetencji, dobroci, wolności i solidarności. Pokazał innym jak tworzyć, budować wielkie, nowoczesne, otwarte miasto, jak tworzyć wspólnotę solidarnych, życzliwych obywateli, jak wychować następców, którzy w żałobie i smutku potrafią udowodnić swoje przygotowanie organizując dostojne pożegnanie swojego przywódcy.

Miasto, czy państwo bez przywództwa marnieje, a ludziom w takich miejscach nie żyje się dobrze. Dzisiejszy lider Polski, człowiek który podejmuje najważniejsze decyzje i wydaje dyspozycje, także dał w tym czasie świadectwo swojego przywództwa. Ma w sobie „coś”, co nie pozwoliło mu oddać nawet najmniejszej cząstki szacunku zamordowanemu Prezydentowi, w postaci „minuty ciszy”. Bo opozycji się nie należy. Nawet w dniu morderstwa, nawet po śmierci. Cóż taki przywódca może dać milionom Polaków, którzy mają inne niż on poglądy, za życia???

Kazimierz Marcinkiewicz


Adam Mazguła: Gdyby PiS…

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Gdyby PiS miało dobre intencje, to nie robiłoby zamachu na Konstytucję RP, na sądownictwo, prokuraturę i policję

Gdyby PiS był partią odpowiedzialną, to premierem rządu byłby Jarosław Kaczyński, a Andrzej Duda nigdy by nie był prezydentem.

Gdyby PiS był partią polskich interesów, nigdy by nie dążył do osłabienia Unii Europejskiej i NATO.

Gdyby PiS nie popierał faszyzmu, to ONR, MW i inne rasistowskie organizacje byłyby dawno zdelegalizowane, a nie ochraniane przez aparat państwa.

Gdyby PiS nie popierał zdrady narodowej, to Antoni Macierewicz byłby dawno osądzony, a nie byłby wiceprezesem partii rządzącej.

Gdyby PiS nie popierał mowy nienawiści, to K. Pawłowicz, B. Mazurek i wielu innych nie byłoby posłami tej partii.

Gdyby PiS popierałby demokrację, to marszałkiem sejmu nigdy nie zostałby M. Kuchciński, a senatu S. Karczewski.

Gdyby PiS był partią uczciwą, to nie zatrudniałoby tysięcy hejterów internetowych do odwracania narracji wizerunkowej tej partii i nie zatrudniałby Jacka Kurskiego, M. Rachonia, K. Ziemca i innych krzewicieli nienawiści w telewizji, braci Karnowskich w prasie i A. Glapińskiego na stanowisku szefa NBP.

Gdyby PiS miał dobre intencje, to nie robiłby zamachu na Konstytucję RP, na sądownictwo, prokuraturę i policję.

Gdyby PiS dbał o wykształcenie naszych obywateli, to by nie dewastował edukacyjnej i nie wprowadzał pełnych kłamstw w nowych podręcznikach szkolnych, a religia by nie była wiodącym przedmiotem w szkole.

Gdyby PiS szanował wszystkich obywateli, to nie podnosiłby podatków po to, by sobie przyznawać milionowe premie i nagrody oraz nie przekazywałby bez kontroli środków publicznych na T. Rydzyka, Caritas, fundusz kościelny…

Gdyby PiS szanował historię naszego narodu, nigdy nikt by się nie odważył negować dokonania każdego okresu naszej 100- letniej niepodległości.

Gdyby PiS miał dobre intencje, to nie zmieniałby ordynacji wyborczej.

Gdyby PiS…
Czy można jaśniej przedstawić PiS? Jeśli tak, to dalej dopiszcie sami.


Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Ks. Stanisław Walczak: Niewinna krew Prezydenta Gdańska rodzi owoce

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Wiem, że dobro i tak zwycięża. Dzisiaj, w Gdańsku, dzisiaj, w Polsce. A że wymyka się spod władzy tych, którzy prawdę i dobro zmonopolizowali, to doprawdy nie ma żadnego znaczenia.

TRYUMF DOBRA

Jak róże na śniegu, tak kwitnie dzisiaj dobroć. Morderstwo syna, męża, ojca sprawiło, że na śniegu pojawiły się przepiękne kwiaty przebaczenia, pojednania. Zmarły pozostawił w swej rodzinie wartości ponadczasowe, a rodzina konsekwentnie idzie tymi śladami. Podobnie dzieje się z rodziną złoczyńcy. Świadectwo jego matki jest silniejsze niż każde, nawet 37-minutowe, kazanie.

Ludzie zaś, często anonimowi, w duchu solidarności z cierpiącymi, w duchu jedności z wartościami zmarłego, napełnili już „jego puszkę” sumą, sięgająca ponad cztery miliony złotych.

Każdy, kto czyni dobro, każdy, kto przebacza, każdy kto w stronę cierpiącego wyciąga pomocną dłoń, ten uczestniczy w niezwykłej miłości i nieograniczonym miłosierdziu Boga. Obojętnie czy jest wierzącym czy też nie.

W tym momencie zrobię pauzę, by odciąć się od wszelkich podejrzeń o moje lewackie myślenie. Przytoczę słowa największego z teologów katolickich, Tomasza z Akwinu (ur. 1225 r., zm. 1274 r.), na którego nauczaniu powinien opierać się wszelki „konserwatyzm” w Kościele Katolickim. W komentarzu do Pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 12,3), Anielski Doktor pisał: „Kiedy (Paweł) powiada „i nikt”, ma na myśli drugi skutek łaski, mianowicie, że bez niej (łaski) człowiek nie jest w stanie pełnić dobrych czynów. Dlatego (Paweł) twierdzi: „Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»”. .. Pan jednak mówi: „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego” (Mt 7,21). Tak więc, nie każdy, kto woła „Jezus Pan”, czyni to z natchnienia Ducha Świętego…. Duch Święty działa na dwa sposoby: Ktoś może być Nim poruszony chociaż go nie posiada. Duch bowiem porusza serce człowieka, chociaż w nim nie mieszka…. Dlatego Ambroży pisze w Glossie: „Każda prawda, ktokolwiek ją głosi, pochodzi z Ducha Świętego…”

Jak wszyscy jego współcześni, Tomasz przypisał te słowa św. Ambrożemu z Mediolanu. Dzisiaj wiemy, że pochodzą one od anonimowego autora z czwartego wieku po Chrystusie. W tak odległych czasach trzeba szukać ducha prawdziwie chrześcijańskiego, który odnajduje ślady Boga pośród kultur i myśli ludzi rozsianych po tym świecie, ducha tolerancji i akceptacji inności. Śmiem twierdzić, że w Polsce słowa te są albo nieznane albo ignorowane.

Niewinna krew Prezydenta Gdańska rodzi owoce, najpierw w kręgach ludzi mu bliskich, potem w szerokich kręgach społeczeństwa. Nie przypisuję zbyt wielkiej wagi do tego, czy język polityki a właściwie przekonania polityków ulegną zmianie. Wiem, że dobro i tak zwycięża. Dzisiaj, w Gdańsku, dzisiaj, w Polsce. A że wymyka się spod władzy tych, którzy prawdę i dobro zmonopolizowali, to doprawdy nie ma żadnego znaczenia.

Ks. Stanisław Walczak


Andrzej Saramonowicz: Ze zdziwieniem przeczytałem wyznanie Edyty Pazurowej, że mogłem stać się przyczyną jej gwałtownej śmierci

Andrzej Saramonowicz

Andrzej Saramonowicz

Szarpany wyrzutami sumienia, począłem się o nią okropnie martwić. I tym mocniej się martwiłem, im szczegółowiej światowy internet informował mnie, że problemy wagowe to w rodzinie pani Edyty Pazurowej sprawa - że się tak wyrażę - o kolosalnym ciężarze.

Ze zdziwieniem przeczytałem wyznanie pani Edyty Pazurowej, że w 2017 roku mogłem stać się przyczyną jej gwałtownej śmierci.

Co pisze dokładnie pani Pazurowa?

„Do Cezarego dzwonią młodzi ludzie, którzy przygotowują katolicką akcję „Różaniec do granic”. (…) Chwilę później zaczyna się dla mojej rodziny prawdziwy horror… Jesteśmy wyzywani na każdym portalu społecznościowym. Wyśmiewa nas Saramonowicz, Korwin- Piotrowska czy Jerzy Stuhr. Każdy ich wpis wywołuje lawinę kolejnego hejtu. Ich profile społecznościowe zalewa upadlająca mieszanka wyzwisk w naszą stronę, a my zaczynamy dostawać na skrzynki mailowe groźby ataku czy śmierci…
Nie śpię przez trzy noce, nie mogę jeść i nie jestem w stanie opiekować się własnymi dziećmi. W tydzień chudnę 5 kg, a moje oczy są tak przekrwione, że ledwo widzę co się dzieje dookoła mnie. Tracę kontakt z rzeczywistością, boję się i obmyślam plan co w pierwszej kolejności będziemy musieli sprzedać, aby móc się utrzymać…”.

Edyta Pazura, Youtube

No, nie powiem, zasromałem się. Nie jest miło być powodem tego, że ktoś chudnie, ma przekrwione oczy i zastanawia się, co sprzedać, by móc się utrzymać. Nie mogłem sobie jednak ani trochę przypomnieć owego mojego nienawistnego tekstu, który spowodował u pani Pazurowej tyle udręczeń. Zanurzyłem się tedy w odmęty własnego fejsbuka (co nie jest łatwe, kiedy się produkuje tyle tekstu co Polska Agencja Prasowa) i nie bez trudu udało mi się odnaleźć, co stało się przyczyną „prawdziwego horroru” dla rodziny pani Edyty Pazurowej.

Otóż 30 września 2017 roku zamieściłem u siebie na profilu fejsbukowym filmik, opublikowany wcześniej przez Youtube, na którym Czarek Pazura (którego notabene znam dłużej niż go zna jego obecna żona) opowiada, że weźmie udział w akcji Różaniec Do Granic. Wyznaje przy tym również, ile ma w domu różańców, jeden z nich nawet obraca w palcach, potem mówi, że różańce nie mają początku ani końca, że są bronią, ale nie do ataku, tylko do bronienia się i kończy wszystko wyznaniem, że jako katolik kocha bliźnich. I ów film skomentowałem następująco:

„Śmieszny tekst i dobrze zagrany. Zapowiada się niezła komedia. Czekam z niecierpliwością na całość.”

Zadrżałem! O, matkobosko! O, kyrieelejson! O, rety! Ależ to nienawistny tekst! Aż mnie zatkało z przerażenia!

Przez dłuższą chwilę trwałem w stuporze, zalewany falami wstydu i potrzeby nagłych samobiczowań. Jąłem sobie bowiem uświadamiać, że tamtego pamiętnego 30 września 2017 roku wydobyłem z siebie prawdopodobnie najbardziej nienawistne słowa, jakie zostały napisane czy wypowiedziane w naszej ojczyźnie w całej ostatniej dekadzie ewer!

O, ja okropny i niski! Fuj, fuj, fuj!

Zaczęło do mnie docierać z całą mocą, że już nigdy nie będzie takiego lata. I zrobiło mi się podle na braku serca, zwłaszcza, kiedy jeszcze raz przeczytałem, że z powodu tekstu „śmieszny tekst i dobrze zagrany, zapowiada się niezła komedia, czekam z niecierpliwością na całość” pani Edyta Pazurowa schudła aż 5 kg!

Szarpany wyrzutami sumienia, począłem się o nią okropnie martwić. I tym mocniej się martwiłem, im szczegółowiej światowy internet informował mnie, że problemy wagowe to w rodzinie pani Edyty Pazurowej sprawa – że się tak wyrażę – o kolosalnym ciężarze.

Oto bowiem przeczytałem, że już w 2010 roku pani Pazurowa „schudła, ale to wynik wielu obowiązków na planie filmu męża i nauki do obrony pracy licencjackiej.” Szczęśliwie pismo Party, w którym to znalazłem, tonowało minorowe nastroje słowami: „Edyta Pazura waży 50 kilogramów, a to zaledwie dwa kilo mniej niż normalnie.”

„Dwa kilo mniej! Może się to uda jeszcze odrobić!”, pomyślałem z nadzieją i zacząłem grzebać w internecie mocniej.

Niestety, rabunkowy trend się nie odwrócił. I w styczniu 2014 roku pani Pazurowa wyznała Gali, że przez pięć ostatnich lat schudła aż 12 kilogramów.

Bardzo się zmartwiłem. Ojojojojoj!

Na szczęście po dwóch latach, w kwietniu 2016 roku, pani Edyta Pazurowa zdawała się nie widzieć swoich problemów wagowych w sposób dramatycznie dramatyczny: „Zawsze byłam bardzo szczupła. Nigdy nie byłam na żadnej diecie. Nigdy, naprawdę!” – uspokajała wówczas zaniepokojone media kolorowe.

A po pięciu miesiącach, w październiku 2016, nawet się pochwaliła: „Mam chyba figurę taką na razie faktycznie nieskazitelną.”

Bogu niech będą dzięki, pomyślałem!

Niestety, po dobrym roku 2016 przyszedł krytyczny 2017.

26 września (a więc na cztery dni przed moim haniebnym tekstem) pani Pazurowa poskarżyła się „Faktowi”, że coś niedobrego dzieje się z jej mężem: „Czarek do roli schudł 15 kilogramów. Teraz nie może wrócić do swojej poprzedniej wagi. Mówi, że bardzo źle się czuje z tym, że jest taki szczupły”.

A potem pojawiłem się ja z moją morderczą nienawiścią. Czego efektem – nigdy dość przypominania bolesnych faktów! – było te nieszczęsne pięć kilogramów na minusie. Plus przekrwione oczy. Plus troska, co sprzedać.

Żyjemy w tygodniu „dość nienawiści!”, więc mówię „Andrzeju, dość nienawiści” i za wszelkie krzywdy panią Pazurową bardzo, ale to bardzo przepraszam. Na swoją obronę nie mam nic, naprawdę nic.

Może jedynie powiem, że Bóg mnie za moje zło ukarał srodze, bo sam nie mogę za cholerę schudnąć i figury nie mam nieskazitelnej. Ani faktycznie, ani nawet teoretycznie.

Pocieszam się też – na podstawie najświeższych enuncjacji medialnych – że najgorsze jest już chyba za panią Edytą Pazurową. Tak przynajmniej rozumiem jej wpis noworoczny (do którego dołączono zdjęcie wagi łazienkowej), w którym informuje, że waży 53,4 kg. I że jest to jej ciężar idealny.

A więc wszystko dobre, co się dobrze kończy, amen.

Andrzej Saramonowicz


10 tygodni do brexitu. Polska mocno odczuje skutki braku umowy

Brytyjczycy maja psychologiczną przewagę, ponieważ są bardziej skłonni do ponoszenia konsekwencji twardego brexitu, ale to Polska będzie jednym z państw, które najmocniej odczują skutki takiego scenariusza – ocenia ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych dr Przemysław Biskup. Zasady, na jakich Wielka Brytania opuści Wspólnotę, będą mieć zasadnicze przełożenie na polski eksport żywności i kondycję firm transportowych.

Negatywne skutki braku porozumienia na linii Wielka Brytania – Unia Europejska bardziej dotkną te kraje, które mają silniejsze więzi z Brytyjczykami. W przypadku Polski są one dość duże – Wielka Brytania jest dla Polski trzecim największym rynkiem eksportowym, mamy kilkanaście miliardów zł nadwyżki w eksporcie towarów i usług.

 Eksportujemy tam zarówno produkty wytwarzane na terenie Polski przez wielkie koncerny międzynarodowe, np. części samochodowe czy AGD, ale też wiele towarów wytwarzanych przez polski kapitał, zwłaszcza żywność. Z kolei w usługach dominuje transport. Podatność eksportu żywności i transportu na zakłócenia graniczne, które byłyby nieuchronnym skutkiem twardego brexitu, jest dosyć znaczna i poważnie wpłynie na koszty operacyjne przedsiębiorstw z tych branż – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Przemysław Biskup, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Podobnie eksponowane są m.in. Niemcy, Holandia i Francja. Państwem, które bezsprzecznie najbardziej dotknie twardy brexit – być może nawet bardziej niż samą Wielką Brytanię – będzie również Republika Irlandii.

 Jednym z istotnych skutków twardego brexitu będzie też zerwanie dotychczasowych ram prawnych i proceduralnych współpracy gospodarczej, co potencjalnie może bardzo drastycznie wpłynąć na koszty transakcyjne. Jeśli nie będzie porozumienia, ustanie np. automatyczna uznawalność towarów, zasad pochodzenia, swobodnego przepływu, etc. – mówi dr Przemysław Biskup.

Do tego dochodzi ewentualna rewizja przez Wielką Brytanię stawek celnych.

– Wówczas podstawą współpracy byłyby zasady WTO, które pozwalają na dosyć wysokie cła na towary rolno-spożywcze, a to jest dosyć znacząca część naszego pakietu eksportowego. Przy tym towary rolno-spożywcze są objęte najbardziej rozbudowanymi kontrolami granicznymi, ponieważ w grę wchodzą również kontrole fitosanitarne ­– wyjaśnia ekspert PISM.

Podkreśla też, że Wielka Brytania ma nadwyżkę w eksporcie usług na rynek europejski, ale Unia Europejska ma zdecydowaną nadwyżkę w zakresie eksportu towarów, rzędu 90 mld euro rocznie. W tej nadwyżce znaczącą część stanowią towary łatwo zamienialne, czyli np. żywność można eksportować do Wielkiej Brytanii nie tylko z UE, ale również z innych państw, które deklarują chęć współpracy.

– Wielka Brytania ma dość długą historię tego typu importu. Do lat 70., kiedy przystąpiła do UE, duża część masła, mleka i baraniny była importowana z Nowej Zelandii – mówi dr Przemysław Biskup – Druga część handlu opiera się na zintegrowanych łańcuchach logistycznych, gdzie w zasadzie nie ma możliwości zakłócenia handlu w sposób, który nie uderzy jednocześnie w drugą stronę. To dotyczy zwłaszcza przemysłu samochodowego czy lotniczego, czego przykładem jest koncern Airbus.

Ważna rzecz, którą należy uwzględnić, to kwestia gotowości społecznej. Po stronie europejskiej nie ma znaczących grup społecznych, które byłyby gotowe ponosić ofiary w imię twardego brexitu, po stronie brytyjskiej to jest – w zależności od sondaży – między 30 a 40 proc. społeczeństwa.

 To daje nieco inną siłę polityczną poszczególnym rządom. Są tu pewne analogie do sankcji nałożonych na Rosję. Każde zachodnie społeczeństwo, gdyby spotkały je takie sankcje, jakie dotknęły Rosję po inwazji na Krym, dosyć szybko zażądałoby rewizji polityki od swoich przywódców po to, żeby znieść te sankcje. W Rosji to nie działa, dlatego że jest wyższa gotowość społeczeństwa rosyjskiego do ponoszenia tego typu ofiar. Wydaje mi się, że w przypadku brexitu ta przewaga – nie materialna, a właśnie psychologiczna – leży raczej po stronie Brytyjczyków – mówi dr Przemysław Biskup.

Ekspert PISM ocenia, że jeśli chodzi o skutki twardego brexitu dla gospodarki i finansów publicznych – podstawową kwestią jest tzw. rachunek rozwodowy. Na mocy wypracowanego porozumienia Wielka Brytania zgodziła się wnieść kwotę rzędu 39 mld funtów, czyli około 50 mld euro, do budżetu unijnego. Jeżeli tego wkładu nie będzie, pozostałe państwa będą musiały zrzucić się na tę kwotę. Drugim rozwiązaniem są cięcia w świadczeniach. W takim scenariuszu Polska, jako największy beneficjent funduszy netto, byłaby jednym z państw najbardziej dotkniętych cięciami. Ewentualnie zostałaby poproszona o dodatkowe kontrybucje do budżetu UE, żeby załatać dziurę. Wielka Brytania powinna opuścić unijne struktury do 29 marca 2019 roku. Okres przejściowy, w którym mają obowiązywać dotychczasowe zasady współpracy, w tym swoboda przepływu osób, potrwa do końca 2020 roku. Po tym czasie Wielka Brytania stanie się formalnie „państwem trzecim”. Wypracowane porozumienie warunków wyjścia zostało odrzucone przez brytyjski parlament.

Źródło: Newseria


Ks. Stanisław Walczak: Żyjemy w domu dla obłąkanych…

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Ten tekst to żadna przesada. Lud Polski jest okłamywany, oszukiwany, zniewolony. Nie tylko kłamcy ale i okrutni manipulatorzy chcą zniszczyć to co najświętsze.


Partia niezwykle uczciwych ludzi, prawdziwych katolików, najszczerszych patriotów, ludzi prawdy, praworządności, miłośników Pana Boga i Konstytucji raz jeszcze musi atakiem bronić swej niewinności. Prawi i Sprawiedliwi, ta nazwa zobowiązuje.

Jak cały świat wie, kilkadziesiąt milionów Polaków to niezwykłe łotry, pełne nienawiści graniczącej z przemocą, zdrajcy, sługusy Niemiec, Rosji i Francji, niedowiarki, ateiści, komuniści, złodzieje, wyrzutki i potępieńcy. Mordercy nienarodzonych dzieci, geje, lesbijki, rozpustnicy, lewacy, liberałowie, złodzieje, diabły wcielone.

Twórcy prawdziwej historii narodu, wierni wyznawcy jedynej prawdziwej formy Kościoła, wybrańcy duchownych przywódców, synowie i córki samego Boga, wspierani w swych trudach przez jego Matkę.

Reszta to wrogowie kleru, czciciele heretyckiego papieża, potępieńcy, odstępcy, antychrysty.

Taki obraz namalowano w ostatnich latach w wyobraźni słuchaczy Radia Maryja, widzów TV Trwam, odbiorców jedynych, prawdomównych mediów narodowych.

Taki obraz malowany jest przez niemałą grupę zarówno biskupów jak i księży. Obraz święty, nietykalny, promieniujący łaskami.

Z punktu widzenia Bożego planu zbawienia dla wybranej części narodu Polskiego jest jasny: zasiądą na tronach niebieskich i sądzić będą cały świat. Właściwie już sądzą i własnoręcznie wtrącają potępieńców do piekła.

Jest najzwyklejszym bluźnierstwem oskarżanie tych prawych i sprawiedliwych o cokolwiek. Wszak nienawiść, oszczerstwa i kłamstwa są im, sługom Boże, obce. Anioły, kroczące po ziemi, zbawiające świat. A ich Bóg jest im posłuszny, a Matka Jezusa nawet największego wroga zabije.

Zakończenie

Powyższy tekst to żadna przesada. Lud Polski w taki sposób jest okłamywany, oszukiwany, zniewolony do takiego myślenia. Nie tylko kłamcy ale i okrutni manipulatorzy chcą zniszczyć to co najświętsze. A ja po prostu mam dosyć tych pseudointelektualistów, fałszywych teologów, po prostu oszustów.

Zaprogramowana, systemowa nienawiść, zaprogramowane systemowe kłamstwo. A teraz od potępionych, wzgardzonych, uczciwych ludzi żądają by wstrzymali się od nienawiści. Żyjemy w domu dla obłąkanych. Tu nie będzie opamiętania. Tu wkrótce dojdzie do najgorszego. Już doszło. W Gdańsku.

Ks. Stanisław Walczak


Roman Giertych: Wstyd mi w każdej sytuacji, kiedy Polacy zachowują się jak świnie

Roman Giertych

Roman Giertych

Jak dzisiaj ludzie zastanawiają się dlaczego jestem przyjacielem Donalda Tuska, Radka Sikorskiego i wielu, wielu innych polityków Platformy Obywatelskiej, to przecież nie wynika z czego innego, tylko z tego, że w 2007 roku to ja zadecydowałem o tym, że skończył się rząd Jarosława Kaczyńskiego.

Fragment mojej wypowiedzi z debaty z Adamem Michnikiem spisany przez Czytelnika i przesłany na moją skrzynkę. Zachęcam do obejrzenia całej debaty. Dzisiaj podam link. Mówiliśmy tam wiele o sposobach wyjścia z obecnej sytuacji.

„Moja droga polityczna jest znana. Mógłbym skrótowo odpowiedzieć na pani pytanie […] zdaniem redaktora wielkiej polskiej gazety, który przed laty powiedział, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Mówiąc poważniej, bo pytanie jest poważne.

JPII napisał w encyklice Fides et ratio, że wiara i rozum to są dwa skrzydła, które wznoszą duch ludzki do kontemplacji prawdy. Moja ścieżka polityczna i w jakiś sensie duchowa polegała na tym, że stopniowo z człowieka wychowanego w ideologii narodowej, gdzie nie było może mowy o nacjonalizmie, ale koncepcja budowania katolickiego państwa narodu polskiego była jak najbardziej obecna, w którymś momencie zrozumiałem że koncepcja takiego narodowego państwa katolickiego jest błędna.

Zarówno ze względu na wiarę, uniwersalną wiarę, która zakłada sprzeciw wobec nacjonalizmu, jak i na rozum, gdyż budowanie państwa wyznaniowego jest sprzeczne z zasadami rozumu. I ta konstatacja, trzymanie się prawdy, szukanie prawdy doprowadziło mnie, krok po kroku, najpierw do bardzo ostrego konfliktu z o. Rydzykiem, (jak dzisiaj mówimy o mowie nienawiści, ja byłem wielokrotnie przedmiotem mowy nienawiści również z ust kapłanów kościoła katolickiego – o. Tadeusz Rydzyk do dziś nie przeprosił za słowa o katafalku, na którym chciał widzieć moją osobę [… ]), ta ewolucja doprowadziła mnie najpierw do konfliktu z o. Rydzykiem, a później, w konsekwencji tego, że Prawo i Sprawiedliwość zawarło bardzo bliski sojusz z Radiem Maryja, sojusz, który trwa do dnia dzisiejszego, doprowadziła mnie do bardzo ostrego konfliktu z Jarosławem Kaczyńskim oraz z Młodzieżą Wszechpolską, która już wówczas… (pani redaktor pyta mnie o odpowiedzialność za czyny ludzi, którzy się nie narodzili jak ja byłem w Młodzieży Wszechpolskiej, bo ja wyszedłem z Młodzieży Wszechpolskiej w roku 1994). I ten konflikt, i z Jarosławem Kaczyńskim, i z ugrupowaniami skrajnymi, które ewoluowały w prawą stronę zdecydowanie, doprowadził do takich gestów jak wizyta w Jedwabnem (przypominam pani redaktor, że byłem wówczas przedmiotem hejtu środowisk skrajnie nacjonalistycznych narodowo-radykalnych), aż wreszcie doprowadziła mnie do tego, że zrezygnowałem ze współpracy z Jarosławem Kaczyńskim.

Jak dzisiaj ludzie zastanawiają się dlaczego jestem przyjacielem Donalda Tuska, Radka Sikorskiego i wielu, wielu innych polityków Platformy Obywatelskiej, to przecież nie wynika z czego innego, tylko z tego, że w 2007 roku to ja zadecydowałem o tym, że skończył się rząd Jarosława Kaczyńskiego. I wszyscy, którzy byli wówczas blisko polityki dokładnie wiedzą jak to wyglądało, w jaki sposób to zostało zrobione i że gdybym wówczas podjął inną decyzję, a ta decyzja była, słowo państwu daję, decyzją sumienia, bo wszelki interes polityczny, wszelki interes skłaniał mnie ku temu, aby przyjąć propozycję Jarosława Kaczyńskiego i być takim skrzyżowaniem Gowina z Ziobro na owe czasy.

Wszystko co było interesem mojego ugrupowania i moim osobistym ku temu mnie skłaniało. Natomiast poszukiwanie prawdy, które wówczas mnie rozdzieliło ideologicznie z o. Rydzykiem doprowadziło do tego, że się w 2007 Kaczyńskiemu sprzeciwiłem. I gdyby wówczas to się nie stało to Jarosław Kaczyński mógłby nie mieć ośmiu lat w opozycji, mogliśmy być w dwunastym roku rządów PiS-u. Przy pewnych wariantach sytuacji, przy rozwoju niekorzystnym tak mogłoby być.

Czy Polska by przetrwała dwanaście lat rządu Jarosława Kaczyńskiego? Tego nie wiem. Więc odpowiadając na pani pytanie, niestety za każdą mowę nienawiści, tak samo jak było mi wstyd było, wtedy, kiedy niektóre gazety reklamowały młodzież, która krzyczała „Giertych do wora, wór do jeziora”, bo musiałem tłumaczyć moim dzieciom, że tatusiowi nic nie grozi.

Wstyd mi oczywiście w każdej sytuacji, kiedy Polacy zachowują się jak świnie, zachowują się podle, zachowują się w sposób, który jest niegodny walki politycznej, w każdej takiej sytuacji jest mi wstyd. Natomiast jeżeli mówimy o dzisiejszych wydarzeniach, to groźniejsze z mojego punktu widzenia, od wydarzeń jakichś organizacji młodzieżowych jest to co robi rząd i podległe mu agendy, bo to robi rząd w naszym imieniu, za nasze pieniądze i w imieniu państwa polskiego, którego jesteśmy przecież obywatelami.(…)

Jeśli chodzi o ONR to cztery lata temu wnosiłem o to, aby wystąpić formalnie do Trybunału Konstytucyjnego o rozwiązanie tej partii, bo to jest partia polityczna.

Dziwię się, że wówczas tego nie zrobiono, bo tak naprawdę w momencie, w którym ONR skręcił jawnie w stronę faszyzmu to wszelkie przesłanki konstytucyjne do rozwiązania tej partii politycznej były. Oczywiście, oni by się odtworzyli w jakiejś następnej organizacji. To jest prawda. Tylko, że jeśli się pozwala na to, żeby to było legalne i się nie reaguje, to później to się rozrasta w coraz większy radykalizm i coraz bardziej jest to groźne.”

Roman Giertych


Eliza Michalik: Trzeba przestać siedzieć cicho

Eliza Michalik

Eliza Michalik

Jeśli chcemy wyeliminować z życia publicznego ludzi ziejących nienawiścią, musimy to zrobić sami: przy urnach wyborczych, ale także pilotem - nie oglądając programów, do których zaprasza się krzykaczy i nienawistników, a przede wszystkim - nazywając jasno i wyraźnie rzeczy po imieniu.

Mówiąc o tym, że trzeba skończyć z mową nienawiści i pogardy, z pełnym nienawiści i pogardy postępowaniem w życiu publicznym, musimy pamiętać, że nigdy nie zrobią tego sami zainteresowani, najbardziej winni.

Tak jak kościół nigdy nie rozliczy jak należy księży pedofilów. Tak jak żaden gang, żadna mafia nie rozliczy się sama i nie pośle swoich członków do więzienia. Oczekiwać czegoś podobnego byłoby absurdem.

Taka jest natura ludzka, że każdy siebie i swojej organizacji broni, usprawiedliwia, a nie oskarża. Dlatego wymyślono zasadę, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

I dlatego jeśli chcemy wyeliminować z życia publicznego ludzi ziejących nienawiścią, musimy to zrobić sami: przy urnach wyborczych, ale także pilotem – nie oglądając programów, do których zaprasza się krzykaczy i nienawistników, a przede wszystkim – nazywając jasno i wyraźnie rzeczy po imieniu.

Trzeba też nie tylko głośno mówić na co się nie zgadzamy, ale zacząć faktycznie się nie zgadzać, protestować i stawiać opór takiemu traktowaniu.

Trzeba przestać siedzieć cicho, bo milczenie przyzwoitych ludzi to marzenie tych, którzy boją się, co mogliby od nich usłyszeć.

Eliza Michalik


Krzysztof Skiba: Nastał czas by za pewne głupoty przeprosić

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Nastał czas by za pewne głupoty przeprosić. I tak też się stało. Przekonała mnie do tego Monika Olejnik z TVN 24, a świadkiem była Nika Boon z Polskiego Radia Londyn.

Zmiany należy zacząć od siebie.

Prawie 20 lat temu (w lutym 1999) na pewnej imprezie muzycznej w Katowicach, zrobiłem happening, który na pewno uraził ówczesnego premiera Jerzego Buzka. Po zakończeniu gali rozdawania nagród radiowych w katowickim Spodku, wyrwałem się na scenę i niby to w żartobliwym tonie spytałem czy jest premier na sali.

Jerzy Buzek, Krzysztof Skiba

Premier był i to w otoczeniu kilku ministrów. No cóż…pewnie wydawało mi się to zabawne, albo nawet „rewolucyjne”, coś w stylu skandali gwiazd rocka, takich jak Ozzy Ousbourne czy Iggy Pop, po upewnieniu się, że elita kraju jest pod sceną, pokazałem w jej kierunku goły tyłek. Powstało zamieszanie. Premier ze świtą szybko opuścił uroczystość.

Cała ta historia ze szczegółami i późniejszymi konsekwencjami opisana jest w mojej książce „Skiba ciągle na wolności . Autobiografia łobuza”.

Nastał czas by za pewne głupoty przeprosić. I tak też się stało. Przekonała mnie do tego Monika Olejnik z TVN 24, a świadkiem była Nika Boon z Polskiego Radia Londyn. W gdańskim ECS podszedłem do profesora Buzka.

Monika Olejnik, Jerzy Buzek, Krzysztof Skiba, Nika Boon

Panie profesorze chciałbym przeprosić za pewien happening sprzed lat. Byłem młody i głupi.

– A…pamiętam. Fajna dupa – powiedział profesor i podał mi rękę.

Krzysztof Skiba


Ks. Stanisław Walczak do Beaty Mazurek: Swoim „ćwierkaniem” przemieniła Pani żałobę w walkę z porządnymi, uczciwymi ludźmi, w odwet, w zemstę…

Ks. Stanisław Walczak

Ks. Stanisław Walczak

Wzywam do pokuty i do nawrócenia oraz zadośćuczynienia za wszystko zło, którego autorami jesteście.

Do Pani Mazurek

Totalna opozycja i media – droga Pani Mazurek te dwa słowa w ustach przedstawicielki PiS pełne są nienawiści.

Hasło „totalna opozycja” zostało stworzone w celu zniszczenia wszelkiej, prawowitej opozycji.

Hasło „część mediów” – też w takich ustach jest jednoznaczne, z podziałem mediów na reżymowe i na media wolne.

Zapewniam, że wartości, które reprezentował śp. pan Paweł Adamowicz, są wartościami chrześcijańskimi i humanistycznymi, które Pani zjednoczona prawica konsekwentnie zwalcza.

Proszę teraz wyciągnąć konsekwencje wobec dziesiątek tysięcy obecnych na pogrzebie i milionów, opłakujących zmarłego.

Swoim „ćwierkaniem” przemieniła Pani żałobę w walkę z porządnymi, uczciwymi ludźmi, w odwet, w zemstę – działania tak oczywiste dla zjednoczonej prawicy.

Osobiście po raz kolejny oświadczam, że, jako katolik, jako katolicki kapłan, czuję się, w mych religijnych uczuciach, zraniony przez pani partię. Nie dość, że siejecie nienawiść, to w dodatku jesteście źródłem zgorszenia dla ludzi wierzących i niewierzących. Wraz z zagubionymi przedstawicielami duchowieństwo fałszujecie oblicze chrześcijaństwa.

Z okazji terrorystycznego ataku na pana Pawła Adamowicza Polacy okazali solidarność oraz empatię. Nie padło żadne słowo nienawiści. Oprócz tego „ćwierku”, który ptasie trele zamienia w żałosną kakofonię.

Wzywam do pokuty i do nawrócenia oraz zadośćuczynienia za wszystko zło, którego autorami jesteście.

Ks. Stanisław Walczak