Turcja. Wyborczy finisz: Erdogan kontra Kilicdaroglu. Kto wygra w niedzielę?

Elmas Topcu
Wyborczy finisz w Turcji: urzędujący prezydent Erdogan zmierzy się w niedzielę z opozycyjnym kandydatem Kilicdaroglu. Obaj walczą do ostatniej chwili o każdy głos. Oto sylwetki obu polityków.
#SONDAKİKA
— Solcu Gazete (@solcugazete) May 25, 2023
Erdoğan, Kılıçdaroğlu'nun canlı yayında karşı karşıya gelme çağrısını kabul etmedi. pic.twitter.com/5p4kVKiB09
Kto wygra w niedzielę – rządzący krajem od wielu lat Recep Tayyip Erdogan czy jego rywal Kemal Kilicdaroglu? W pierwszej turze żaden z nich nie uzyskał absolutnej większości.
W ostatnim tygodniu przed drugą turą wyborów prezydenckich obaj politycy wyszli na ostatnią prostą. Zmieniają swoje strategie, pozyskują nowych sprzymierzeńców i demonstrują wiarę w sukces.
Przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi 14 maja większość sondaży przewidywała zwycięstwo opozycji. Stało się inaczej. Sprawujący tę funkcję od wielu lat Recep Tayyip Erdogan uzyskał 49,5 procent głosów. Jego Sojusz Ludowy z powodzeniem obronił posiadaną większość w parlamencie.
Belçika’daki takipçim Mert gönderdi.
— Murat AĞIREL (@muratagirel) May 22, 2023
‘’İlk tur Sinan Oğan’a vermiştim Erdoğan’a karşı oyum Kılıçdaroğlu’na ‘’ pic.twitter.com/Eo4frT31Df
69-letni szef państwa przystępuje do drugiej tury, mając silny wiatr w plecy. Erdogan demonstruje optymizm, podkreśla swoje dotychczasowe sukcesy, a w kampanii wyborczej stawia na ciągłość i stabilizację.
Kariera w Stambule
Erdogan rządzi krajem od 20 lat, najpierw od 2003 roku jako premier, potem od 2014 roku jako prezydent. Żaden polityk nie odcisnął wcześniej takiego piętna na Turcji jak on.
Kariera akcentującego swoją religijność prezydenta sięga lat siedemdziesiątych. Był członkiem organizacji młodzieżowej ówczesnej partii Necmettina Erbakana, ojca-założyciela inspirującego się islamem ruchu Milli Görüs.
W latach 1994-1998 Erdogan był burmistrzem Stambułu, największej tureckiej metropolii. W roku 1999 znalazł się na cztery miesiące w więzieniu, na które skazano go za podżeganie do nienawiści.
W 2001 roku w Turcji panował wielki kryzys gospodarczy i polityczny. Erdogan założył wtedy islamsko-konserwatywną AKP (Partię Sprawiedliwości i Rozwoju).
Zaledwie rok później zdobyła ona większość absolutną w wyborach parlamentarnych. Wywalczyła 363 z 550 miejsc. Od tego czasu Erdogan nie przegrał żadnych wyborów. Każdym zwycięstwem umacniał swoją władzę.
Premier odchodzi, prezydent zostaje
W kwietniu 2017 roku, po zmianie konstytucji, wprowadzono w Turcji ustrój prezydencki. Zniesiono urząd premiera, a także zasadę neutralności politycznej prezydenta. Od tego czasu przewodniczący AKP Erdogan jest też prezydentem, stojącym na czele rządu.
Aby umocnić swoją władzę, Erdogan doprowadził przed wyborami w 2018 roku do utworzenia sojuszu politycznego. Oprócz AKP należą do niego ultranacjonalistyczne ugrupowania MHP i BBP. Oba czerpały z ideologii prawicowo-nacjonalistycznych Szarych Wilków.
Pod koniec marca Erdogan przyciągnął do siebie Nową Partię Dobrobytu, inspirowaną tradycją ruchu Milli Görüs.
Erdogana popiera także prokurdyjsko-islamistyczna partia HÜDA PAR, która według Krajowego Urzędu Ochrony Konstytucji Nadrenii Północnej-Westfalii jest zbliżona do Tureckiego Hezbollahu (TH). TH zamordował w latach dziewięćdziesiątych w Anatolii wielu działaczy praw człowieka, biznesmenów i polityków. W wyborach parlamentarnych HÜDA PAR uzyskała teraz dzięki sojuszowi z Erdoganem trzy mandaty.
W obecnej kampanii wyborczej Erdogan stawiał na tematy religijne. Na pierwszy plan wysunęła się również sprawa przemocy przeciwko kobietom i społeczności LGBTI+, ponieważ sojusznicy Erdogana domagają się zniesienia praw chroniących te grupy.
Poza tym Erdogan ustawicznie zarzucał prawie całej opozycji powiązania z grupami terrorystycznymi. Atakował Kilicdaroglu fake newsami i zmanipulowanymi filmami, twierdząc, że stanowi on zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Kim są sojusznicy Kilicdaroglu?
Kilicdaroglu prowadził jeszcze do niedawna raczej umiarkowaną kampanię wyborczą. Prezentował się jako ten, który chce pojednać i zjednoczyć głęboko podzielone tureckie społeczeństwo. Jako symbolu używał znaku serca. Jego hasło brzmiało: „Przyniosę wam znów wiosnę”.
Kılıçdaroğlu: (Erdoğan’a)
— Solcu Gazete (@solcugazete) May 17, 2023
“Çakma dünya lideri.” pic.twitter.com/YyaGQrWNqB
Jednak po rozczarowującej pierwszej turze wyborów opozycja zdecydowała się na radykalną zmianę kursu. Kilicdaroglu jest teraz głośny i agresywny, uderza w ostrzejsze tony i psioczy na uchodźców.
Krótko przed drugą turą nawiązał współpracę z prawicowo-populistyczną, antyuchodźczą Partią Zwycięstwa, która w wyborach parlamentarnych uzyskała 2,2 procent głosów.
Sojusz Pracy i Wolności, którego motorem jest prokurdyjska HDP, skrytykował tę współpracę. Mimo to HDP z zaciśniętymi zębami nadal popiera Kilicdaroglu. W czwartek ogłosiła, że pójdzie do urn i „położy kres temu reżimowi jednego człowieka”. Już w pierwszej turze jej elektorat głosował w większości na Kilicdaroglu.
Do sojuszu Kilicdaroglu należy sześć różnych partii. Oprócz jego narodowo-laicystycznej CHP jest tam Dobra Partia (IYI Parti), która inspirowała się najpierw ideologią Szarych Wilków, ale próbuje zajmować raczej centroprawicowe pozycje. Inne mniejsze odpryskowe partie wywodzą się raczej ze spektrum islamsko-konserwatywnego.
Pochodzenie alewickie
Przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi Kilicdaroglu oświadczył, że chce być tylko „przejściową głową państwa, która utoruje drogę od jednoosobowych rządów Erdogana do demokracji parlamentarnej”, a potem przekaże pałeczkę młodszym politykom.
Ten plan się nie powiódł, a tym samym oddalił się powrót do demokracji parlamentarnej. Opozycja nie ma bowiem większości koniecznej do zmiany konstytucji.
W wyborach 14 maja Kilicdaroglu wywalczył ok. 45 procent głosów, ustępując Erdoganowi o prawie pięć procent. Jego sojusz wypadł poniżej oczekiwań i zdobył tylko 213 mandatów.
Niemniej wielu ludzi uważa za wielką zasługę Kilicdaroglu to, że potrafił zebrać sześć bardzo różnych partii i doprowadzić do ich sojuszu. To rzecz bez precedensu w tureckiej historii.
Poza tym 74-letniemu politykowi udało się złamać pewne tabu. Po raz pierwszy mówił on otwarcie o swoim alewickim pochodzeniu. W filmie nagranym w swojej kuchni Kilicdaroglu powiedział: – Jestem alewitą i szczerym muzułmaninem, wychowanym w wierze w proroka Mahometa i Alego.
Alewici, mniejszość etniczno-religijna, najczęściej ukrywają swoją tożsamość, broniąc się przed dyskryminacją. Także opozycyjny przywódca Kilicdaroglu był ustawicznie atakowany za swoje pochodzenie. Nawet jego sprzymierzeńcy mieli zastrzeżenia do jego kandydatury.
Kilicdaroglu, który wyrobił sobie nazwisko jako nieprzekupny i zwalczający korupcję urzędnik, zasiada w tureckim parlamencie równie długo, jak Erdogan. Od 2007 roku przewodzi największej partii opozycyjnej, CHP.
Recep Tayyip Erdogan: Kılıçdaroğlu's victory in the presidential elections in Turkey means the victory of the USA. pic.twitter.com/MzBzl9MNTd
— Spriter (@Spriter99880) May 26, 2023
Do tej pory żadna partia nie wygrała w Turcji wyborów przeciwko Erdoganowi. Gdyby Kilicdaroglu miał go w niedzielę pokonać, przejdzie do historii.
Znaczenie tych wyborów jest olbrzymie – zarówno dla Turcji, jak i dla Europy i dużej części Azji. Według ekspertów, wybory w Turcji bywają traktowane jako barometr nastrojów w całym regionie. – To, co dzieje się w Turcji, pod względem demokracji i jej miejsca w regionie ma ogromny wpływ na Europę, Azję i wszystkie globalne kwestie, z którymi się zmagamy – tłumaczy w rozmowie z BBC Catherine Ashton, była szefowa unijnej dyplomacji.
– Obserwujemy obecnie na świecie tworzenie się dwóch wielkich bloków państw: demokratycznych oraz autorytarnych. W uproszczeniu, wyborcze zwycięstwo Erdogana oznaczałoby zbliżenie Turcji z blokiem autorytarnym, zaś zwycięstwo Kilicdaroglu – zbliżenie Turcji z Zachodem – wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl dr Karol Wasilewski, ekspert ds. Turcji.
thefad.pl
REDAKCJA POLECA
Roman Giertych: Prokuratura na usługach PiS

Roman Giertych
W państwie PiS prokuratura nie ma nic wspólnego z dawnymi działaniami organu o tej samej nazwie. W obecnej rzeczywistości prokuratura zajmuje się ochroną pisowców i zwalczaniem opozycji. Reszta działań ma charakter neutralny. Prokuratura stała się czasem śmiesznym a czasem groźnym instrumentem rządzących do zachowania władzy. Taki system władzy nazywamy autorytarnym. Żyjemy więc już w państwie autorytarnym. Warto o tym pamiętać.
Dzisiaj rozpoczął się kolejny etap afery podsłuchowej. Na ławie oskarżonej zasiadł Piotr N., który otrzymał od Marka F. nagrania i przekazał je „Wprost”.
Piotr N. od tygodnia żalił się w „Gazecie Polskiej”, że razem z Tuskiem go prześladuję. Dodam, że fakt, iż jest on oskarżony za przestępstwo ścigane z urzędu na szkodę Radka Sikorskiego i Jacka Rostowskiego, to wynik żmudnej i długiej upartej walki o uchylenie umorzenia postępowania przez prokuraturę. Na bazie tego uchylenia wniosłem akt oskarżenia jako tzw. oskarżyciel subsydiarny.
I na posiedzeniu miało miejsce zjawisko nieznane mi z żadnego procesu w Polsce i na świecie.
Mianowicie przybył na rozprawę prokurator i zażądał przystąpienia do sprawy, ale nie jako oskarżyciel publiczny, do czego miałby prawo (a nawet obowiązek), lecz na podstawie ogólnego przepisu, że prokurator może się przyłączyć do każdej sprawy. Skoro taki wniosek złożył, sąd dopuścił go do udziału.
Nie bardzo było wiadomo gdzie ta nowa strona procesu karnego, czyli prokurator będący stroną, lecz nie oskarżycielem, miałaby siedzieć. Z jednej strony siedzimy my, czyli oskarżenie subsydiarne, a z drugiej oskarżony z obrońcą.
Skoro nie było wiadomo, jaka jest rola i po co prokurator chce być w procesie, ale nie chce być oskarżycielem, to sąd salomonowo zarządził, że prokurator będzie siedział na środku, naprzeciwko sądu. Jak sąd zarządził, tak się stało.
Siadł więc prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga na środku, lecz zaraz się poderwał, aby wniosek złożyć. Okazało się, że Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wnosi o umorzenie postępowania ze względu na znikome społeczne niebezpieczeństwo czynu.
Sąd delikatnie i cierpliwie (sądzi neosędzia) wytłumaczył prokuratorowi będącemu stroną, ale nie oskarżycielem publicznym (tak brzmi jego oficjalny status w procesie), że taki wniosek już był rozpoznany dwukrotnie. Raz, gdy sąd postępowanie umorzył z tego powodu, lecz Sąd Okręgowy uchylił to umorzenie i drugi raz, gdy po tym uchyleniu obrońca wniósł ponownie o umorzenie. I wówczas identyczny wniosek sąd oddalił.
Prokurator będący stroną, lecz nie oskarżycielem publicznym wniósł jednak ponownie o umorzenie (wytyczne musiały być precyzyjne). Sąd po krótkiej naradzie oddalił jednak ten wniosek. I rozpoczęła się sprawa, a Piotr N został oficjalnie oskarżonym Piotrem N.
Opisuję to tak szeroko, żebyście Państwo nie mieli złudzeń. W państwie PiS prokuratura nie ma nic wspólnego z dawnymi działaniami organu o tej samej nazwie. W obecnej rzeczywistości prokuratura zajmuje się ochroną pisowców i zwalczaniem opozycji. Reszta działań ma charakter neutralny. Prokuratura stała się czasem śmiesznym (jak w przypadku tej sprawy) a czasem groźnym instrumentem rządzących do zachowania władzy. Taki system władzy nazywamy autorytarnym. Żyjemy więc już w państwie autorytarnym. Warto o tym pamiętać.
Roman Giertych
Naukowcy nie mają wątpliwości: prawidłowa technika oddychania uspokaja układ nerwowy, reguluje akcje serca, obniżać ryzyko choroby Alzheimera
Według coraz większej liczby badań techniki oddechowe mogą wspomagać zdrowie i przynosić ulgę przy różnych problemach zdrowotnych – wspierać mózg, zmniejszać ból, obniżać ciśnienie. Oddech, jak wyjaśniają specjaliści, może uspokajać układ nerwowy, regulować akcje serca, nawet zmieniać połączenia w mózgu.

Ćwiczenie powolnego oddechu może obniżać ryzyko choroby Alzheimera – wskazuje opisane na łamach periodyku „Scientific Reports” badanie autorstwa zespołu z University of Southern California, Los Angeles. „Na podstawie dostępnej literatury naukowej oraz przeglądu testów klinicznych można stwierdzić, że to badanie dostarcza pierwszych dowodów na działanie behawioralnej interwencji, która zmniejsza poziomy amyloidu beta (mierzone w osoczu, płynie mózgowo-rdzeniowym lub z pomocą PET) w porównaniu z losowo dobraną grupą kontrolną” – piszą naukowcy.
Amyloid beta to jedno z głównych białek podejrzewanych o powodowanie wyniszczającego mózg schorzenia. Badacze wymieniają kilka możliwych mechanizmów stojących za wynikami. Sugerują, że kluczowe znaczenie może być uspokojenie układu nerwowego, co m.in. może pomagać w usuwaniu toksycznego białka z mózgu.
Już wcześniejsze badania wskazywały bowiem, że przewlekły stres nasila ryzyko rozwoju choroby Alzheimera. Możliwe też – uważają naukowcy – że wywołana oddechem zmiana akcji serca pomaga w usuwaniu toksycznego białka z organizmu przez nerki. We wspomnianym badaniu grupa ochotników w różnym wieku oddychała w trybie, w którym jeden oddech trwał od 9-13 sekund. Ćwiczenie uczestnicy eksperymentu wykonywali przez 20 minut dziennie. Ochronne działanie badacze zauważyli zarówno u młodych, jak i u starszych osób.
Z pewnością zaobserwowany fenomen wymaga dalszych badań, ale biorąc pod uwagę to, że badane ćwiczenia oddechowego nie mają praktycznie żadnych skutków ubocznych, warto zacząć świadomie oddychać.
Po wstrząśnieniu mózgu
Jak z kolei donieśli badacze z University of South Carolina, odpowiednie oddychanie może wspomagać rekonwalescencję po wstrząśnieniu mózgu. Przyjrzeli się oni nastoletnim ofiarom takiego zdarzenia, które wolno dochodziły do zdrowia – objawy utrzymywały się jeszcze przez miesiąc po wypadku. Część ochotników, z pomocą komputerowego programu i urządzenia monitorującego akcję serca, przez cztery noce tygodniowo, po 20 minut ćwiczyła powolny oddech. Celem była regulacja autonomicznego układu nerwowego.
– Gdy ktoś doświadcza wstrząsu mózgu, może to wpływać na autonomiczny układ nerwowy. Coraz bardziej staje się jasne, że leży to u podstaw nietolerancji wysiłku, problemów z funkcjami poznawczymi oraz trudności z nastrojem u osób z utrzymującymi się długo objawami wstrząśnienia mózgu – wyjaśnia autor eksperymentu dr Robert Davis Moore. – Nasze badanie wykorzystało przenośne urządzenie do biofeedbacku, które pomagało ochotnikom trenować oddech w celu dostosowania go do rytmu serca. Taka technika może pomóc w równoważeniu autonomicznego układu nerwowego i przez to w łagodzeniu objawów – dodaje.
Naukowcy mówią o sercu, ponieważ, jak wyjaśniają, po wstrząśnieniu mózgu zachodzą m.in. zmiany w naturalnym zróżnicowaniu jego akcji. Po kilku tygodniach zwykle wracają one do normy, ale czasami tak się nie dzieje.
Druga grupa uczestników badania brała udział w specjalnych, łagodnych ćwiczeniach fizycznych, a kolejna stosowała obie techniki jednocześnie. U wszystkich ochotników doszło do poprawy – polepszyła się jakość snu, a także nastrój, zdolności poznawcze i funkcje autonomiczne. Wyraźnie największe korzyści jednak odniosła grupa, która łączyła ćwiczenia fizyczne z technikami oddechowymi.
– Radzenie sobie z utrzymującymi się objawami wstrząsu mózgu to szczególne wyzwanie, ponieważ brakuje standardowych terapii – podkreśla dr Moore. – Takie metody są natomiast niedrogie, łatwe do wdrożenia i mogą być samodzielnie stosowane, co czyni je dostępnymi dla każdej osoby – twierdzi ekspert.
Oddechem w ból
Z oddziaływaniem oddechu na mózg wiąże się jeszcze inny skutek, opisany m.in. przez zespół z University of Michigan. Grupa ta sprawdzili, czy uważne oddychanie pomaga uśmierzyć ból. Badacze przetestowali dwie techniki.
W tradycyjnej ochotnicy samodzielnie oddychali w podobny sposób, jak robi się to w medytacji, koncentrując się na doznaniach płynących z ciała.
W drugiej metodzie sterowali natomiast swoim oddechem pod dyktando instrukcji wspomaganych wizualizacją pokazywaną w goglach do wirtualnej rzeczywistości.
Oba podejścia przyniosły wyraźny skutek. W pierwszym przypadku można było wykryć wzmocnienie połączeń między różnymi częściami przedniej kory mózgowej, co prawdopodobnie nastąpiło pod wpływem koncentracji na wewnętrznych odczuciach.
Naukowcy twierdzą, że zmniejszyło to skupienie mózgu na bólu i jego zdolność przetwarzania takich dolegliwości. W przypadku użycia gogli VR nastąpiło zjawisko odwrotne – umysł zamiast na bólu, koncentrował się na kierujących oddechem zewnętrznych instrukcjach.
– Byłem zaskoczony tym, że obie metody medytacyjnego oddychania zmniejszyły wrażliwość na ból, choć na odwrotne sposoby – działały na mózg – jak yin i yang – opowiada prowadzący eksperyment prof. Alexandre DaSilva. – Jeden sposób działał poprzez angażowanie mózgu w intensywne zewnętrzne trójwymiarowe doświadczenie połączone z oddechem, czyli eksterocepcję – yang, a drugi poprzez skupienie się na wewnętrznym świecie, czyli interocepcję yin – wyjaśnia naukowiec.
Niższe ciśnienie
Na oddech reaguje nie tylko psychika. Na podstawie różnych danych dostępnych w literaturze naukowej eksperci z Florida Atlantic University wysunęli hipotezę, że tzw. medytacja uważności wywołana powolnym oddychaniem powinna obniżać ciśnienie krwi. Mówią oni o ćwiczeniach, w których oddycha się 5-7 razy na minutę (zamiast typowych 12-14 razy). Tym razem badacze także wspominają o zmniejszeniu napięcia układu nerwowego.
– Jeden z najbardziej prawdopodobnych mechanizmów jest taki, że rytmiczne oddychanie stymuluje nerw błędny i układ przywspółczulny, co zmniejsza w mózgu ilość substancji chemicznych typowych dla odczuwania stresu oraz powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych. To z kolei może prowadzić do obniżenia ciśnienia krwi – wyjaśnia prof. Suzanne LeBlang, autorka pracy opublikowanej w piśmie „Medical Hypotheses”.
Hipotezę będą mogły potwierdzić badania kliniczne – podkreślają naukowcy – ale, jak zwracają uwagę, gra jest warta świeczki, bo już niewielkie, trwałe obniżenie ciśnienia tętniczego wyraźnie redukuje ryzyko zawału i udaru.
Ulga w astmie
W świetle powyższego nie powinny chyba dziwić wyniki uzyskane przez zespół z University of Southampton. Badacze, dzięki oddechowym ćwiczeniom uzyskali wyraźną poprawę stanu osób z astmą, która słabo poddawała się typowym metodom leczenia. Nie zmieniło się nasilenie stanów zapalnych ani praca układu oddechowego, jednak wyraźnej poprawie uległa jakość życia uczestników badania. Pomogły przy tym dwa podejścia. W jednym z nich, specjalnych ćwiczeń obejmujących oddychanie przeponowe, nosowe, spowolnione, wstrzymywanie oddechu i ćwiczenia rozluźniające, ochotnicy uczyli się na specjalnych zajęciach z terapeutą. W drugim natomiast korzystali z instrukcji odtwarzanych na ekranie.
– Nasze badanie dostarcza cennych dowodów na to, że te ćwiczenia oddechowe mogą być pomocne nie tylko dla osób z astmą, ale jednocześnie mogą być opłacalne – nauczanie za pomocą DVD jest znacznie tańsze niż zajęcia ze specjalistą. Wielu pacjentów martwi się jednocześnie długofalowym przyjmowaniem leków, dlatego podejście niefarmakologiczne nacelowane na kontrolę astmy, takie jak tego typu ćwiczenia, może wzbudzać szczególne zainteresowanie – mówi prof. Anne Bruton, autorka badania opisanego w magazynie „The Lancet Respiratory Medicine”.
Może więc, za jakiś czas, na niektórych receptach będzie napisane, jak oddychać. Naturalnie, jeśli ktoś chce wprowadzić znaczące modyfikacje do jakiegoś oddziałującego na zdrowie zachowania, takiego jak oddech, warto, aby zapytał specjalisty o opinię, ma to szczególne znaczenie w przypadku występowania jakichkolwiek schorzeń.
Kurier PAP
Tina Turner. „Była skromna i wyciszona, zupełnie inna, niż widać na koncertach”

Anna Widzyk
Tina Turner była miła, skromna i podziwiała Lecha Wałęsę – mówi DW były szef dawnej polskiej placówki dyplomatycznej w Kolonii Krzysztof Miszczak, który poznał królową rocka.
RIP my dear @tinaturner I'll be forever grateful for you bringing me on tour, going in the studio together and most of all, being your friend. Thank you for being the inspiration to millions of people around the world for speaking your truth and giving us the gift of your… pic.twitter.com/KfD83r86rv
— Bryan Adams (@bryanadams) May 25, 2023
W latach 90. ubiegłego wieku Tina Turner mieszkała w sąsiedztwie ówczesnej polskiej ambasady w RFN, która mieściła się w prestiżowej dzielnicy Marienburg w Kolonii. To rodzinne miasto jej drugiego męża, Erwina Bacha. Wówczas to legendę rock 'n’ rolla miał okazję poznać Krzysztof Miszczak, który był szefem polskiej placówki dyplomatycznej w Kolonii. W rozmowie z DW zdradza, jak zawarł znajomość ze zmarłą wczoraj, 24 maja, piosenkarką.
– Tina Turner była naszą sąsiadką. Gdy dowiedziałem się o tym, pojechałem do jej willi, zadzwoniłem, przedstawiłem się i poinformowałem, że chciałem porozmawiać i zaprosić ją na przyjęcie w ambasadzie – opowiada Miszczak. Potem nadeszła informacja, że się zgadza na rozmowę i dyplomata ponownie udał się do jej willi.
RIP @tinaturner The Queen of Rock and Roll. And The Queen of Goldeneye. pic.twitter.com/WQ1O45jNb7
— U2 (@U2) May 25, 2023
Podziw dla Lecha Wałęsy
Na ścianach pokoju, w którym się spotkali, było bardzo dużo zdjęć. Wystrój nie był nowoczesny, a raczej „rustykalny”, ciepły – wspomina Krzysztof Miszczak.
– Rozmowę zaczęła od tego, że się tu „ukrywa” – relacjonuje. Zapewne dlatego zaproszenia do polskiej ambasady nie przyjęła, pomimo trzech prób ze strony szefa polskiej placówki. „Proszę zrozumieć, co by się działo, gdybym się tam pojawiła” – miała odpowiedzieć.
– Ja pytałem ją, co wie o Polsce i czy zna jakiegoś Polaka poza mną. Ona odparła, że owszem: Wałęsę – mówi Miszczak. Według niego gwiazda „podziwiała Lecha Wałęsę i wiedziała trochę na jego temat”.
Rest in Peace, @TinaTurner.
— Yoko Ono (@yokoono) May 25, 2023
This is an amazing performance by Tina and she really sings it from the heart. Good for you, Tina! John would have loved your performance – it is so powerful.
love, yoko pic.twitter.com/EPBNi4chvW
Skromna i wyciszona
Tina Turner sprawiła wrażenie „bardzo miłej”. – Miała fajną, nieskomplikowaną osobowość, szczerą i otwartą – wspomina, przyznając, iż było to dla niego zaskoczenie. – Była zupełnie inna, niż widać było na koncertach. Skromna i wyciszona. Nie stwarzała żadnych barier.
– Po kilkunastu minutach miałem już wrażenie, że ją znam całe życie – dodaje. – Jej genialny uśmiech rozbrajał.
Krzysztof Miszczak, obecnie profesor w Szkole Głównej Handlowej, spotkał się z piosenkarką trzy razy. W środę wieczorem, po wiadomości o jej śmierci, opublikował na Facebooku krótkie wspomnienie.
Portrait of singer, musician and actress Tina Turner (1969) by J. Robinson #WomensArt RIP pic.twitter.com/4Qcf4CYw0N
— #WOMENSART (@womensart1) May 24, 2023
Tina Turner zmarła po długiej chorobie w swojej posiadłości w Kuesnacht nad malowniczym Jeziorem Zuryskim w Szwajcarii. Miała 83 lata. Była jedną z najpopularniejszych wokalistek rockowych. Nazywano ją „królową rock and rolla”. Do jej największych przebojów należały m.in. „What’s Love Got to Do with It” czy „The Best”.
REDAKCJA POLECA
Mularczyk przekazał posłom Bundestagu raport o reparacjach: żądania powinny być wyższe. To raczej „Cena ofertowa”

Katarzyna Domagała-Pereira
Dwa największe niemieckie dzienniki odnotowały wizytę wiceszefa polskiego MSZ Arkadiusza Mularczyka, który w Berlinie przekazał grupie posłów Bundestagu raport o reparacjach.
Reparationen: 1,3 Billionen Euro Entschädigung aus Deutschland? Für Polen ist das ein „Angebotspreis“ https://t.co/wEJySWqslP przez @welt
— Arkadiusz Mularczyk (@arekmularczyk) May 22, 2023
Dziennik „Die Welt” zamieścił wywiad z Arkadiuszem Mularczykiem, w którym wiceszef polskiego MSZ wyjaśnił, że polskie żądania reparacyjne powinny być jeszcze wyższe. Suma 1,3 biliona euro to – jak stwierdził – „raczej konserwatywne wyliczenia” i „cena ofertowa” dla Niemiec, bo w rzeczywistości żądania reparacyjne mogłyby być pięć, a nawet dziesięć razy wyższe.
„Istnieją możliwości spłaty w dłuższym okresie. Oczekujemy dialogu i poważnego traktowania naszych żądań” – zaznaczył Mularczyk.
Dialog z Niemcami
Wiceszef polskiego MSZ podkreślił, że polska strona musi prowadzić dialog ze wszystkimi formacjami politycznymi w Niemczech, aby było jasne, że „sprawa reparacji to nie temat między dwoma rządami, tylko między dwoma krajami”. Dodał, że chce, „aby dziennikarze i dyplomaci, ale także ogólnie niemieckie społeczeństwo zapoznało się z tematem reparacji”. Zdaniem Mularczyka zainteresowanie tym tematem w Niemczech rośnie i część klasy politycznej nie uważa sprawy reparacji za zamkniętą i zainteresowana jest „prawdziwym dialogiem”.
Berlin 🔴🎥: Rozpoczynamy szeroko zakrojoną akcję informacyjną nt. agresji i okupacji niemieckiej oraz skutków #WWII W najbliższych dniach do wszystkich posłów 🇩🇪 @Bundestag i @Bundesrat trafią raporty o stratach wojennych i należnych, obywatelom i państwu 🇵🇱odszkodowań. pic.twitter.com/udB9c4kOWc
— Arkadiusz Mularczyk (@arekmularczyk) May 22, 2023
Pytany o moment wystąpienia z żądaniami reparacji, kiedy Europa w obliczu wojny w Ukrainie powinna trzymać się razem, Mularczyk odpowiedział, że „czas na roszczenia reparacyjne nigdy nie jest dobry”. Teraz z kolei trzeba „wrócić do fundamentów naszej wspólnej cywilizacji”.
– Jeśli ktoś prowadzi brutalną wojnę napastniczą, popełnia straszliwe zbrodnie wojenne, to musi zostać ukarany, potrzebna jest restytucja i odszkodowania – powiedział wiceszef polskiego MSZ.
Wskazał, że obserwowane w Niemczech „defensywne stanowisko w kwestii reparacji ma w sobie coś schizofrenicznego”.
– Niemcy lubią postrzegać siebie jako szczególnie moralne, jako wzory do naśladowania w kwestii demokracji i praworządności, ale potem uciekają od odpowiedzialności za zbrodnie swoich przodków. Autorytet Niemiec w Europie został poważnie nadszarpnięty – stwierdził Mularczyk
„Niemcy wspierali Hitlera i wojnę”
W wywiadzie z „Die Welt” Mularczyk wyjaśnił także, że polski rząd pracuje nad raportem w sprawie reparacji od Rosji, choć – jak przyznał – Rosja jest państwem terrorystycznym i dialog z nią nie jest możliwy.
Pytany o podwójne standardy w kwestii reparacji i niespełnianie żądań organizacji żydowskich o odszkodowania za znacjonalizowane w Polsce mienie, Mularczyk wskazał na potrzebę polsko-żydowskiego dialogu w tej sprawie. – Ale bezprawie przyszło z Niemiec. Dlatego przy jednym stole powinni usiąść nie tylko Polacy i Żydzi, ale także Niemcy – czytamy.
Na zakończenie Mularczyk odniósł się do tweeta kanclerza Olafa Scholza, który w rocznicę kapitulacji Niemiec w II wojnie światowej, napisał, że „78 lat temu Niemcy i świat zostały wyzwolone spod tyranii narodowego socjalizmu”. Wiceszef MSZ Polski powiedział, że „z polskiego punktu widzenia to zabawne, wręcz komiczne”.
– Niemcy zostali pokonani, a nie wyzwoleni. Wspierali Hitlera i wojnę. Biznesmeni i rolnicy czerpali zyski z robotników przymusowych z Europy Wschodniej, wiedzieli o zbrodniach wojennych i obozach zagłady. Niemcy rabowali, mordowali i wspierali Hitlera tak długo, jak czerpali zyski z systemu. Uważanie, że naziści byli mniejszością, a większość Niemców była niewinna, jest alternatywną rzeczywistością – wyjaśnił.
6 bilionów 220 mld 609 mln zł – na tyle oszacowany został koszt, jaki poniosła Polska w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w latach 1939-1945. #RaportStratWojennych został przedstawiony 1 września w Zamku Królewskim w Warszawie. 🇵🇱
— Arkadiusz Mularczyk (@arekmularczyk) September 5, 2022
👉https://t.co/1FDPY5lbK5#bezprzedawNIEnia pic.twitter.com/OrFktOvZcc
Odszkodowania dla Rosji
Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”), informując o wizycie Mularczyka w Berlinie, opisał także żądania, jakie pod adresem Polski wysunął przewodniczący rosyjskiej Dumy, Wiaczesław Wołodin. Wołodin domaga się „750 miliardów dolarów rekompensaty” za „odbudowę” Polski po II wojnie światowej, np. budowę obiektów przemysłowych – czytamy.
Jak pisze „FAZ”, według Wołodina „naród sowiecki” zapłacił wysoką cenę za wyzwolenie Polski. Co więcej, odnosząc się do przesunięcia granic na podstawie umowy poczdamskiej, Wołodin twierdzi, że jedna trzecia dzisiejszych ziem polskich stała się częścią Polski w 1945 roku tylko dzięki ZSRR. Przewodniczący Dumy nie pisze jednak o utracie wschodnich terytoriów, które zostały przyłączone do Związku Radzieckiego, a także podziale Polski w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 roku – relacjonuje niemiecki dziennik. Dodaje, że nie wiadomo też, na jakiej podstawie Wołodin wyliczył owe 750 miliardów dolarów.
Wołodin skarżył się ponadto, że Polacy usuwają pomniki „sowieckich żołnierzy i wyzwolicieli”, zamykają rosyjskie szkoły, kradną rosyjską własność i „zachowują się chamsko”. Jako praktyczną konsekwencję tego zaproponował „zakazanie teraz Polakom zarabiania pieniędzy w Rosji” i zakazanie polskim ciężarówkom wjazdu do Rosji – czytamy w „FAZ”.
Dziennik pisze, że argument, iż Związek Sowiecki „odbudował” po wojnie kraje bloku wschodniego jest często używany w Rosji. Gazeta cytuje polskiego historyk Andrzeja Friszke, który w wywiadzie dla „FAZ” mówi, że Sowieci po 1945 roku prowadzili rabunkową gospodarkę w Polsce, zwłaszcza na byłych ziemiach niemieckich.
REDAKCJA POLECA
Praca w Tesli pod Berlinem. Prawie co czwarty pracownik pochodzi z Polski

Aleksandra Fedorska
Polacy to duża część 10-tysięcznej załogi fabryki Tesli w Gruenheide. Prawie co czwarty jej pracownik pochodzi z Polski. Fabryka położona jest około 60 km od granicy z Polską.
We started equipment testing at Giga Berlin through the vehicle production process in late 2021 pic.twitter.com/lIcDY8BPJB
— Tesla (@Tesla) January 28, 2022
Amerykański producent aut elektrycznych zdecydował się na budowę olbrzymiej fabryki w podberlińskiej miejscowości Gruenheide. Ma to zagwarantować dostęp do olbrzymiego rynku zbytu w Europie Zachodniej, a z drugiej strony firma może korzystać z dobrze wykwalifikowanych pracowników ze wschodu Niemiec i zachodniej Polski.
Budowa fabryki ruszyła w 2020 roku. Niecałe dwa lata później wyjechał z niej pierwszy samochód. Szalone tempo, w którym Tesla realizuje swoje plany, dotyczy także załogi. Na obecnym etapie w Gruenheide pracuje około 10 tys. pracowników, a firma nadal rekrutuje.
Giga Berlin hits 5k builds/week—1 year after delivering the first vehicles to customers pic.twitter.com/PZigSaSci5
— Tesla (@Tesla) March 25, 2023
Tesla w Niemczech: oszczędna polityka informacyjna
Polityka komunikacyjna Tesli pozostawia wiele do życzenia. Amerykański gigant rzadko udziela informacji mediom. Jednym z głównych kanałów komunikacji firmy ze światem jest konto twitterowe właściciela Tesli Elona Muska. Zatrudnieni w Tesli oraz firmy współpracujące z tym koncernem są zobowiązani prawnie do nieudzielania informacji o firmie osobom trzecim. Utrudnia to kontakt i bezpośrednie rozmowy na temat realiów zatrudnienia w tym koncernie. Rozmowa z zatrudnionymi jest możliwa wyłącznie po wcześniejszym zapewnieniu im anonimowości.
Deutsche Welle poprosiła firmy Manpower i Randstad, które są pośrednikami dla pracowników z Polski, o komentarz na temat współpracy z Teslą. Obie odmówiły odpowiedzi na pytania o zatrudnianie Polaków.
Giga Berlin is home to our most advanced paint system yet, enabling multi-layer painting for depth, dimension & a hand-painted look pic.twitter.com/W4mCZWfF7D
— Tesla (@Tesla) February 13, 2023
Polacy w Tesli: długie dojazdy
Aby dowiedzieć się więcej o sytuacji pracowników w Tesli, warto zerknąć na liczne polskojęzyczne grupy na Facebooku. Łatwiej wtedy zrozumieć ich bolączki.
Większość wpisów dotyczy dojazdu do pracy. Pan Kamil dojeżdża na każdą swoją zmianę do Gruenheide ze Szczecina, co oznacza, że pokonuje około 160 km w jedną stronę.
Taka sytuacja nie jest rzadkością, jak wynika z dialogów na grupach facebookowych.
– Biorąc pod uwagę, że inflacja jest w Polsce wysoka w porównaniu z Niemcami, prawdopodobnie tak zostanie, że Polacy będą dojeżdżać z Polski do Tesli – mówi DW proszący o anonimowość manager, który sam wyjechał do Niemiec z Polski 13 lat temu. Jego zdaniem pracownicy z Polski dojeżdżają do pracy około 60-90 minut w jedną stronę. Poza tym wielu z nich organizuje wspólne dojazdy, skrzykując się na mediach społecznościowych lub korzystając z autobusów.
Come join the Giga Berlin team! https://t.co/p1PVbG8c6x pic.twitter.com/AyBsX36lNN
— Tesla (@Tesla) March 25, 2022
Praca w Tesli: ile zarabiają Polacy
Tesla z perspektywy pracowników z Polski płaci dobrze. Najniższa stawka to 17,17 euro na godzinę. Tyle samo płacą pośrednicy Manpower i Randstad, którzy zatrudniają część załogi na potrzeby Tesli.
Praca w Niemczech uprawnia pracowników do wnioskowania o zasiłek rodzinny (tzw. kindergeld), który wynosi 250 euro na każde dziecko. Dla rodzin to dodatkowa kwota, która nie podlega w Niemczech opodatkowaniu ani składkom.
Na terenie Tesli pracują także podwykonawcy świadczący usługi w fabryce. U nich stawki dla pracowników są inne, ale także wymagania dotyczące języka i kompetencji są niższe. Niektórzy podwykonawcy płacą 13,57 euro na godzinę, nie wymagając znajomości niemieckiego. – Praca bezpośrednio w Tesli jest lepsza niż ta przez pośrednika – tłumaczy pan Kamil, który przepracował dwa miesiące u pośrednika, po czym znalazł zatrudnienie w samej Tesli.
Szczególnie dużym zainteresowaniem osób z Polski cieszą się jednak etaty z niskimi wymaganiami.
Pomoc z zakwaterowaniu
Amerykański koncern bywa też krytykowany za wymagające tempo pracy. Wydatki na dojazd z Polski do Gruenheide albo wynajem mieszkania w Niemczech – to są aspekty, które czynią pracę w Tesli mniej opłacalną, szczególnie dla wyżej wykwalifikowanych Polaków. Jednak ci, którzy pracują tam dłużej, są na ogół zadowoleni.
Tesla stara się reagować na najważniejsze potrzeby załogi. Chodzi głównie o znalezienie mieszkania na miejscu. – Firma oferuje dla swoich pracowników mieszkania w pobliżu Gruenheide – tłumaczy manager pochodzący z Polski. Zaprzecza plotce, jakoby Polacy musieli spać w kontenerach. Jego zdaniem radzą sobie w Tesli bardzo dobrze, o ile znają niemiecki lub angielski.
„Ciężko się dostać, ale warto”
Pieniądze nie są jednak jedynym walorem amerykańskiego koncernu, bo wielu pracodawców w niemieckim przemyśle płaci więcej. Pracownicy z Polski mieszkający na pograniczu cenią dobrą atmosferę i organizację pracy w Tesli. Pan Kamil był już wcześniej zatrudniony w dwóch niemieckich firmach i jego doświadczenia z niemieckimi pracodawcami nie były dobre. Dopiero w Tesli jest inaczej.
– Ciężko się dostać do tej pracy, ale warto. Cenię sobie kulturę pracy, spokój, atmosferę. Ludzie są naprawdę wspaniali i mili. Zawsze chce mi się wstawać z tego powodu i jechać te kilometry, mimo iż to męczące. Od 2021 roku pracuję w Niemczech. Pracowałem wcześniej w dużych niemieckich firmach i jako Polak nie byłem tam dobrze traktowany. W Tesli czuje się atmosferę wspólnej pracy, koleżeństwa i wsparcia – mówi.
REDAKCJA POLECA
Susza i rekordowe temperatury? Co nas czeka do 2027 roku?

DW
Do 2027 roku temperatury osiągną rekordowy poziom – alarmuje Światowa Organizacja Meteorologiczna.

Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) w pięcioletnim okresie od 2023 do 2027 roku temperatury na świecie prawdopodobnie wzrosną do rekordowych poziomów. Przyczynami są szkodliwe dla klimatu gazy cieplarniane i naturalnie występujące zjawisko pogodowe El Niño.
Sekretarz generalny tej ONZ-owskiej organizacji z siedzibą w Genewie Petteri Taalas powiedział, że jego organizacja bije na alarm. Ludzkość będzie coraz częściej przekraczać uzgodniony na szczeblu międzynarodowym limit ocieplenia, który wynosi 1,5 stopnia Celsjusza.
Rekordowe temperatury
Zgodnie z nowym raportem WMO istnieje 98-procentowe prawdopodobieństwo, że co najmniej jeden rok do 2027 będzie najcieplejszy od początku prowadzenia pomiarów. Ponadto organizacja na 66-proc. ocenia prawdopodobieństwo, że średnia roczna temperatura w pobliżu powierzchni Ziemi będzie przez co najmniej jeden rok w latach 2023-2027 wyższa o ponad 1,5 stopnia Celsjusza od poziomu sprzed epoki przemysłowej.
Petteri Taalas ostrzegł, że w nadchodzących miesiącach spodziewane jest cieplejsze El Niño. W połączeniu ze zmianami klimatu spowodowanymi przez człowieka, El Niño spowoduje wzrost globalnych temperatur do nieznanego dotąd poziomu. Będzie to miało daleko idący wpływ na zdrowie, bezpieczeństwo żywnościowe, gospodarkę wodną i środowisko – dodał sekretarz generalny WMO.
Susza w niektórych regionach
El Niño (po hiszpańsku „chłopiec”, „dzieciątko”) to zjawisko pogodowe i oceaniczne charakteryzujące się ociepleniem wód powierzchniowych na Oceanie Spokojnym. Zjawisko to występuje co dwa do siedmiu lat i może powodować dalszy wzrost globalnych temperatur. Zwykle prowadzi do poważnych susz w Australii, Indonezji i części Azji Południowej. W niektórych regionach Afryki i Ameryki Południowej, południowej części Stanów Zjednoczonych i w Azji Środkowej powoduje większe opady. Ostatnio zjawisko to miało miejsce w latach 2018 i 2019.
Jego przeciwieństwem jest zjawisko La Niña na tropikalnym Pacyfiku, charakteryzujące się nadzwyczajnie niskimi temperaturami wody. Ostatnio La Niña trwała trzy lata – co według WMO jest niezwykle długim okresem.
Paryskie porozumienie klimatyczne z 2015 r. określa długoterminowe cele w zakresie redukcji globalnych emisji gazów cieplarnianych. Głosi ono, że wzrost temperatury powinien zostać ograniczony do 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z erą przedindustrialną.
Kraje członkowskie WMO spotkają się od 22 maja do 2 czerwca w Genewie na swoim światowym kongresie.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Najgorsze miało dopiero nadejść

Adam Mazguła
18 maja 1944 r. po pół rocznych walkach o wzgórza innych nacji, Polacy zdobyli Monte Cassino. Okupili to zwycięstwo ponad tysiącem zabitych i ponad trzema tysiącami rannych, z których wielu jeszcze miesiącami umierało w szpitalach. Wiedzieli już o zdradzie aliantów w Teheranie i chcieli przypomnieć o Polsce możnym tego świata.
Żołnierz zwyciężył! I pomaszerował oddać się w łaskę wrogów. Jakie to głupie i świadczące o braku w Polsce oddanych narodowi elit politycznych.
18 maja 1944 r. po pół rocznych walkach o wzgórza innych nacji, Polacy zdobyli Monte Cassino. Okupili to zwycięstwo ponad tysiącem zabitych i ponad trzema tysiącami rannych, z których wielu jeszcze miesiącami umierało w szpitalach. Wiedzieli już o zdradzie aliantów w Teheranie i chcieli przypomnieć o Polsce możnym tego świata.

Tymczasem w imieniu ZSRR, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ustalono nową granicę wschodnią Polski i ZSRR na tak zwanej linii Curzona. Tak Polska utraciła Kresy Wschodnie na rzecz Związku Radzieckiego. Na prośbę prezydenta Roosevelta, liczącego na głosy Polonii amerykańskiej, utajniono postanowienia wielkiej trójki w kwestii polskiej.
Większość żołnierzy Andersa pochodziła ze wschodnich terenów przedwojennej Polski. Żołnierze 2. Korpusu Polskiego walczyli o zmianę podejścia do ich spraw przez aliantów. Pokazali bohaterstwo i skuteczność w walce. Zawiedli politycy.
Najgorsze miało dopiero nadejść
W Jałcie Churchill i Roosevelt uznali zgodność działań NKWD z konwencją dotyczącą prowadzenia wojny na lądzie – w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa, spokoju i porządku na tyłach Armii Czerwonej na terytorium Polski. Tak sojusznicy dali Stalinowi carte blanche na siłowe zniszczenie podziemia zbrojnego – przede wszystkim Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.
Roosevelt zapewnił Stalina, że Stany Zjednoczone nigdy nie będą popierać tymczasowych władz polskich, które byłyby wrogie jego interesom. To była zdrada, okupiona więzieniami, śmiercią i wywózkami na Syberię wielu patriotów polskiego podziemia.
Odsunięto od dalszych walk polskie oddziały na zachodzie. Nie zaproszono nawet na zachodnie parady zwycięstwa walczących przedstawicieli 220 tys. Polskiej Armii na zachodzie i to wszystkich rodzajów wojsk.
Dziś politycy sprzedają Polskę przy błyskach fleszy. PiS-owski rząd „podłej zmiany” i „polskiego jadu” łamie wszelkie demokratyczne zasady państwa prawa i kpi z naszej historii.
Kaczyński z ePiSkopatem dzielą polską krew, która była przelewana na wszystkich frontach walki o niepodległość ojczyzny. Kpią z honoru żołnierza. Jednocześnie zapowiadają ofensywę nauki historii w treści rozumianych przez wybitnych historyków Kaczyńskiego, którzy czytali o Katyniu z przedwojennych książek, a walczących żołnierzy nazywają bandytami.
Domyślam się, że pewnie Katyń zastąpiony będzie Smoleńskiem, morderstwa Burego wzorem krzewienia narodowej wiary, a największym bohaterem narodu będzie Kaczyński.
Wojna to nie zabawa i przygoda dla młodych. To wszechobecna przemoc, śmierć, głód, gwałt, cierpienie i bezsilność. Dlatego każdy, kto, jak Kaczyński dzieli Polaków, ustawia ich naprzeciwko siebie i mówi, że to „ład”, spotka się tylko z moją pogardą.
Wszystkim żołnierzom, którzy walczyli z bronią w ręku za wolną ojczyznę – przesyłam wyrazy mojego głębokiego szacunku.
Cześć ich pamięci!
Politykom, dzielącym Polaków – wyrazy oburzenia, pogardy i odrazy.

Tymczasem rakiety latają nad Polską, a politycy uprawiają politykę, zamiast bronić interesu narodowego. Syndrom zdrady tli się wciąż jeszcze. Oto Minister Obrony Narodowej oświadczył, że jego interes polityczny, a nawet jego ego jest ważniejsze od bezpieczeństwa Polski, od jedności narodowej, od wspólnoty obronnej.
Zdrada czai się nad Polską.
Potencjalni przeciwnicy już wiedzą, że PiS sprzeda Polskę, jeśli to jest w jego interesie politycznym. Na nic bogoojczyźniane wiece białoczerwonych, orły na koszulkach i Bóg, Honor, Ojczyzna. Okazuje się, że to tylko propagand dla omamienia Polaków.
Obawiam się, że w momencie zagrożenia Kaczyński ze swoim lokajem wazelinowym Błaszczakiem schowają się w jedynym schronie, a dywizje pancerne, lotnictwo i artyleria będzie bronić jego bunkra, a nie Polski. Tak przecież już jest, że w czasie pokoju 2,5 tys. policjantów broni jego domu, którego nikt nie atakuje, a Kaczyńskiego i tak tam nie ma.
Mam nadzieję, że już nigdy Polacy nie zagłosują na tego tchórza i jego mafię okupującą Polskę.
Niech nasza historia nas w końcu czegoś nauczy.
Czas na mądrość, a nie na pychę ciemnoty – Polsko!
4 czerwca jedziemy do Warszawy, walczyć o prawdę, demokratyczną Polskę i przyzwoitość.
Adam Mazguła
Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii. Polska na końcu ranking równouprawnienia

Bernd Riegert
W Międzynarodowym Dniu Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii stowarzyszenie ILGA publikuje Tęczową Mapę Europy – ranking mierzący poziom równouprawnienia osób LGBTIQ w Europie. Polska znalazła się na końcu.

17 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii.
„Każdy zasługuje na szacunek i godność. Każdy powinien móc żyć bez strachu – bez względu na to, kim jest i kogo kocha” – napisał ambasador Mark Brzezinski.
Każdy zasługuje na szacunek i godność. Każdy powinien móc żyć bez strachu – bez względu na to, kim jest i kogo kocha. #IDAHOBIT pic.twitter.com/LuJ9rfZTGS
— Ambasador Mark Brzezinski (@USAmbPoland) May 17, 2022
– To jest miłe miejsce dla osób LGBTQ – mówi Catherine Camilleri o swojej ojczyźnie, którą jest Malta. Skrót LGBTQ odnosi się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transseksualnych i queer. – Cieszymy się, że mamy rząd, który nas wspiera. Choć oczywiście od czasu do czasu mamy do czynienia z dyskryminacją. Tak po prostu jest, jeśli jest się osobą LGBTQ, ale na Malcie nad niekorzyściami zdecydowanie przeważają zalety – uważa.
Catherine Camilleri długo żyła w USA, teraz pracuje na Gozo – drugiej co do wielkości wyspie archipelagu Wysp Maltańskich – na rzecz środowiska LGBTQ. Cieszy się, że Malta, jeśli chodzi o prawa lesbijek, gejów i osób transgender, znalazła się znów na pierwszym miejscu wśród europejskich krajów. Na śródziemnomorskiej wyspie mieszka 520 tys. osób.
Od 2009 roku europejski oddział Międzynarodowego Stowarzyszenia Lesbijek i Gejów (ILGA) publikuje Tęczową Mapę Europy, która na podstawie 74 kryteriów sprawdza, jaka jest społeczna i prawna akceptacja dla osób LGBTQ.
Malta od lat w czołówce
Malta od lat znajduje się w czołówce i spełnia 89 proc. wymaganych kryteriów.
– Społeczność LGBTQ w ostatnich pięciu, sześciu latach rozkwitła. Ustawodawca jest na Malcie bardzo aktywny. Malta była pierwszym krajem w Europie, w którym zakazano terapii konwersyjnej dla osób homoseksualnych – wyjaśnia Catherine Camilleria.
Aktywistka dodaje, że zdarzają się nienawistne maile albo inny przejaw wrogości. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, jak małe i katolicko-religijne są te wyspy, zaskoczenim jest z jaką otwartością żyje się tu wobec społeczności LGBTQ.
Spojrzenie na Tęczową Mapę Europy pokazuje, że w Europie jest przepaść między zachodem a wschodem, jeśli chodzi o takie prawa, jak chociażby śluby dla wszystkich, prawo do adopcji dla homoseksualnych par, tożsamość płciową, uznanie przynależności płciowej i narzędzia w walce z przestępstwami motywowanymi nienawiścią. Na końcu listy znalazła się, zgodnie z analizą stowarzyszenia, Polska, która spełnia zaledwie 15 procent kryteriów, które zostały poddane analizie.
Polska i społeczność LGBTQ
Co jest tego powodem, tłumaczy Julia Kata – psycholożka, która w ramach Fundacji Trans-Fuzja angażuje się na rzecz praw osób transseksualnych w Warszawie.
Podkreśla, że w Polsce nie ma żadnej szczególnej prawnej ochrony dla osób LGBTQ.
– Nie mamy ustaw przeciwko mowie nienawiści. Mamy kary za przestępstwa motywowane nienawiścią w prawie, jednak one nie obejmują ataków z powodu orientacji seksualnej, płci czy tożsamości. Jest to postrzegane jako zwykłe wykroczenie – mówi. Julia Kata uważa, że w odróżnieniu od Malty dyskryminacja wychodzi od rządzącej partii i podległym jej mediów.
W jej opinii od 2015 roku, gdy PiS przejęło władzę, jest coraz gorzej. – Nienawiść jest wszędzie. Jeśli słyszy się: „Twoje transseksualne lub homoseksualne dzieci są zagrożeniem dla innych dzieci” i media publikują codziennie te przepełnione nienawiścią treści, nie czujesz się już bezpiecznie w tym kraju” – relacjonuje. Twierdzi, że wiele osób wyjechało z Polski, bo nie potrafiły dłużej wytrzymać.
Zdaniem aktywistki pilnie potrzebne jest wprowadzenie w Polsce rejestrowanych związków partnerskich dla par jednopłciowych. Absurdem jest, jak podkreśla, że dzieci, które chcą zmienić płeć i nazwisko rodowe, muszą pozywać swoich rodziców do sądu. Zgodnie z polskim prawem, w takich przypadkach rodzice popełnili błąd w akcie urodzenia dziecka. Może on zostać skorygowany wyłącznie przez sąd.
Więcej praw w Europie
Ogólnie rzecz biorąc, stowarzyszenie LGBTQ ILGA jednak dostrzega pozytywną tendencję w Europie. – Zauważamy ukierunkowane ataki na społeczność transseksualną. Widzimy też kraje, których rządy zaczynają reformować prawo dotyczące osób transseksualnych, jak ma to obecnie miejsce w Niemczech. Politycy wykazują się większym zrozumieniem i są bardziej zdeterminowani, by kontynuować proces reform – mówi DW Katrin Hugendubel z ILGA.
Jednym z przykładów jest Hiszpania, która znacznie poprawiła się w rankingu ILGA. Ma teraz kompleksowe prawo dotyczące tożsamości płciowej, oparte na samo ujawnianiu się przez osoby, których to dotyczy. Interwencje medyczne mające na celu okaleczanie dzieci interseksualnych są obecnie zakazane, a dyskryminacja ze względu na orientację seksualną lub tożsamość jest zabroniona.
Mołdawia i Chorwacja również poprawiły swoje miejsce w rankingu ILGA w porównaniu do poprzedniego roku. Proeuropejski rząd Mołdawii przyjął liberalne prawo dotyczące tożsamości płciowej. Chorwacja rozszerzyła prawa adopcyjne dla par homoseksualnych.
– To jest promyk nadziei, który dostrzegamy, to jest pozytywna wiadomość – chwali Katrin Hugendubel, która od wielu lat jest dyrektorem grupy wsparcia LGBTQ ILGA w Brukseli. Wyjaśnia jednocześnie, że nie można oczekiwać zbyt wiele od Unii Europejskiej jako instytucji, ponieważ nie ma ona kompetencji w zakresie prawa rodzinnego. To leży w gestii państw członkowskich. Jednak państwa członkowskie blokują ewentualne rozszerzenie unijnej dyrektywy w sprawie dyskryminacji, która jak dotąd ma zastosowanie tylko w miejscu pracy. – UE mogłaby zrobić więcej, gdyby państwa członkowskie miały wolę polityczną – uważa Katrin Hugendubel.
Niemcy w środku rankingu
Julia Kata z mieszanymi uczuciami patrzy na przyszłość Polski. Nawet w homofobicznej i transfobicznej atmosferze w Polsce, jak uważa, nie wszystko jest czarne bądź białe. Jak mówi, w społeczeństwie są postępy i niepowodzenia.
– Trudno powiedzieć: „Jest bardzo źle albo wszystko jest w porządku.” Jest tak wiele czynników po obu stronach, które sprawiają, że sytuacja jest lepsza lub gorsza. Powiedziałabym, że w tej chwili jesteśmy w pewnym chaosie – tłumaczy.
Również na Malcie, która jest w czołówce rankingu, nie wszystko jest złotem, co się świeci. Catherine Camilleri chciałaby lepszej współpracy między organizacjami pozarządowymi i większego wsparcia finansowego ze strony państwa oraz intensywniejszego dialogu z Kościołem katolickim. – Nienawiść nie została w naszym kraju wyeliminowana, ale gdy coś się dzieje, reakcje są silne, a społeczeństwo nas wspiera – zaznacza.
Niemcy znajdują się w środku rankingu ILGA z 55 na 100 możliwych punktów procentowych. Może się to zmienić, gdy tylko partie koalicyjne (SPD, Zieloni i FDP) przeprowadzą przez Bundestag ustawę o tożsamości płciowej, która znacznie ułatwiłaby dostosowanie imienia do wybranej płci.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: rów Jarosława

Krzysztof Skiba
Niczym nie różnimy się od rdzennej ludności, którą przed wiekami podbijali kolonizatorzy w Afryce czy Ameryce, mamiąc ich świecidełkami i paciorkami, a na koniec zrobili z wszystkich niewolników.
PIERŚCIONKI
Te milionowe, nietrafione inwestycje PiS, są jak pierścionki na rękach ciężko chorej kobiety. Świecą i odwracają uwagę od prawdziwych problemów.
Przekop Mierzei Wiślanej
Przekop Mierzei Wiślanej, czyli Rów Jarosława, zbudowany za dwa miliardy zł bardzo ładnie prezentuje się na zdjęciach. Ale pływają nim tylko kajaki i żaglówki. Nie ma on ŻADNEGO znaczenia handlowego, bo jest za płytki.
Port lotniczy w Radomiu
Port lotniczy w Radomiu zbudowany za 800 mln zł obsługuje garstkę pasażerów i to w połowie tych, którzy pomyłkowo tam trafili. Ci, co mieli wylecieć z Radomia, to wylecieli już z niego 20 lub 30 lat temu. Niestety nikt ze świata, nawet Polacy nie marzą o tym, by do Radomia przylecieć.
Współczesne piramidy
Te inwestycje są nowoczesne i ładnie wyglądają, ale to współczesne piramidy. Chodzi nie o opłacalność, ale o to, by podziwiać władcę, który je zbudował.
Tymczasem w Polsce brakuje przedszkoli, szpitali, nowoczesnych ośrodków zdrowia, brakuje obwodnic, dobrych dróg, brakuje mostów, mieszkań, hospicjów, domów opieki, ale to wszystko nie jest tak spektakularne i widowiskowe, nie da się tak dobrze sprzedać propagandowo, jak lotnisko w Radomiu czy kanał na Mierzei.
PiS jest jak ten ojciec, który od święta kupuje dziecku piekielnie drogą zabawkę, ale na co dzień zapomina o tym, że dzieciak potrzebuje nowy tornister do szkoły, bo stary przypomina już worek na śmieci.
Gdyby Polska była bogatym Dubajem, to szaleństwo inwestycyjne, coś w stylu budowania stoku narciarskiego na pustyni, byłoby po prostu fanaberią miliarderów. Tymczasem władza nie wydaje swoich pieniędzy, tylko nasze. To nas grabią budując te puste i nikomu niepotrzebne „piramidy”.
Stary komunista Edzio Gierek po ściągnięciu z Francji kredytów w latach 70. zbudował jednak obiekty, które do dziś służą ludziom, takie jak dworzec centralny w Warszawie, trasa Łazienkowska, czy katowicki Spodek.
Inwestycje PiS, to inwestycje na pokaz, rozmach godny pijanego woźnicy, który w knajpie opowiada, że jak stara szkapa mu padnie, to kupi sobie nowe gumiaki i poloneza.
To wszystko pierścionki na dłoni chorej, starej kobiety, która ma chorobę weneryczną, raka z przerzutami i zapalenie płuc, ale udaje zdrową, rzeźką i młodą i opowiada, że kupi sobie jeszcze kilka pierścionków do kolekcji. Ta kobieta to Polska, na której żerują zbójnicy Jarosława.
Niczym nie różnimy się od rdzennej ludności, którą przed wiekami podbijali kolonizatorzy w Afryce czy Ameryce, mamiąc ich świecidełkami i paciorkami, a na koniec zrobili z wszystkich niewolników.
Krzysztof Skiba